
Przeczytałam jednym tchem. Sama nie zwróciłam na książkę uwagi podczas przeglądania nowości w Internecie. A przeczytałam ją przypadkiem, dzięki podpowiedzi Wydawnictwa. I dobrze się stało, bowiem zanurzyłam się w Zenku w miniony weekend – też z nogami w baseniku wersji mini dla ochłody. Dzięki chłodnej wodzie nie zrywałam kontaktu z rzeczywistością, bo było ciekawie, zabawnie – czyli tak, jak przy dobrej książce być powinno. Teraz z całą energią, jaką mogę wykrzesać tylko podczas tego ponad 30-stopniowego upału, spróbuję zachęcić do sięgnięcia po książkę, bo warto, po trzykroć warto. Gwoli ścisłości – rzecz dzieje sie się w czasach współczesnych. Tytułowy Zenek to dziesięcioletni chłopiec, który nosi takie troszkę tracące myszką imię, bowiem tak nakazuje tradycja rodzinna. Zenobiuszem był pradziad, który za udział w Powstaniu Styczniowym został skazany na katorgę na Sybir, w kolejnych pokoleniach również dziadek, i tato. To imię kryje w sobie też nazwę ZEN, a to już chyba w tej całej opowieści nie jest wcale takie przypadkowe. Zenek właśnie dowiedział się, że jego babcia bardzo ciężko zachorowała, mama musi zaopiekować się nią, a on nieoczekiwanie spędzi z ojcem Zenkiem całe siedem dni na obozie buddyjskim – 50 kilometrów od Warszawy. To co miało być nudne, okazało się fascynującym przeżyciem – wyrażonym w prosty sposób, bez emocji, z zaangażowaniem takim w sam raz. Nie zapominajmy, że Zenek to w końcu dziesięciolatek, który nie ma zamiaru spędzać długich godzin na medytacjach. Ciągnie go do Internetu, gier, psów i lodów. Jednocześnie odkrywa, że obok bardzo atrakcyjnej oferty współczesnego świata techniki, wielką radość może dać …cisza, rozmowa z drugą osobą, obserwacja przyrody, rozwikłanie jej tajemnic, poznawanie innych religii.
Czy uda się pogodzić tęskniącego za nowoczesnością chłopca, fascynującą relację z podróży przez Azję pradziadka Sybiraka, sceny z życia mrówek, opowieść o tęsknotach Siddharty – założyciela buddyzmu oraz informacje na temat obcej religii no i relacje z obozu buddyjskiego? Zapewniam Was, że to możliwe. Andrzej Grabowski zrobił to zgrabnie, lekko, z humorem, z dużą dawką wirtuozerii. Umiejętnie żongluje tematami – i czyta się wybornie. Jestem pewna, że ja sama, dla siebie będę wracała do tej książki, bo można ją tak właśnie czytać – na kilka sposobów. Mojemu Tomkowi czytałam na głos opisy ucieczki z Syberii i informacje przyrodnicze o mrówkach. Powiem krótko – zrobiły wrażenie. Przyjdzie czas na inne rzeczy.
Zachęcam do zwrócenia uwagi na książkę o bardzo skromnej, ale zarazem oryginalnej okładce. Czy pisałam już, że warto?
Wiek 10+
Wydawnictwo Media Rodzina