|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Biorę udział:)
Półeczka maluchów
Półeczka starszaków
Półeczka dla dzieci 6 - 10
Półeczka dla dzieci 10+
Półeczka młodzieży
Półeczka rodziców
A tutaj piszę o książkach
Akcje Czytelnicze
Artykuły
Autorzy i ilustratorzy książek
(c) copyright
Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
Do słuchania
Gry i zabawy
O książkach dla dzieci
Szablon blogu
Wydawnictwa, z którymi współpracuję
Zajrzyj do książki
Tagi
Półeczka z książkami![]() Wypromuj również swoją stronę
|
Wpisy z tagiem: przygoda
piątek, 18 maja 2012
Uwaga! Czarny parasol! - Adam Bahdaj
Najpierw był Kapelusz za sto tysięcy. Potem Uwaga! Czarny parasol! Pamiętam jak z wypiekami na dziecięcej buzi wieki temu czytałam tę książkę. Powieści Bahdaja w przeważającej części to klasyka kryminału dla dzieci. Fantastyczne książki. Myślę, że mimo upływu czasu, znajdą sporo wielbicieli w kolejnym pokoleniu. Bo tak jak główny bohater: tutaj tajemniczy czarny parasol - solidny, przedwojenny, ciężki, angielski ze srebrną rączką, i one są już trochę staroświeckie. Trącą myszką. Bo czy kto widział, żeby oburzać się, jak nauczycielka angielskiego – pani Baumanowa, na słowo facet? To dopiero nic – a jak zmieniła się rzeczywistość. Bo Kubuś – chłopiec przecież, kupował piwo dla dziadka Kufla. On i jego przyjaciółka Hipcia łażą, baaaaaaaaa- włóczą się całymi dniami po Warszawie? Aż mnie ciarki po plecach przeszły, jak sobie pomyślałam, że gdyby tak moje dzieci…. Ciekawa intryga, para młodziutkich detektywów – Kubuś i Hipcia, humor, cała plejada podejrzanych typków spod ciemnej gwiazdy, mnóstwo przygód, tajemnica, nerwówka do ostatnich stron. W tle – świat, którego już nie ma – peerelowska rzeczywistość. Fantastyczna okładka. Bardzo lubię ilustracje Olgi Reszelskiej – szkoda, że brak dalszego ciągu w środku. Uwaga! Czarny parasol! - miał swoją premierę w …1963 roku. Nadal trzyma się świetnie:)
Wiek 10+ Wydawnictwo Literatura
środa, 21 marca 2012
Kurt i ryba - Erlend Loe/ il. Kim Hiorthoy
Kurt jest kierowcą wózka widłowego. Bardzo lubi swoją prace. Pracuje w porcie od świtu do nocy, by zarobić na swoją liczną rodzinę. Wprawdzie żona jest architektem, ale trójka dorastających dzieciaków kosztuje. Pewnego dnia Kurt na wybrzeżu znajduje ogromną czarną rybę. Teraz już nie musi martwić się o żywność dla rodziny – mają jedzenia na długie miesiące. A to oznacza, że chwilowo może zrezygnować z pracy. Cała rodzina wybiera się zatem w podróż po świecie – do miejsc, których nigdy nie zobaczyłaby gdyby nie …ryba.
Zwariowana i śmieszna książka, pełna przygód. Razem z Kurtem i jego rodziną udajemy się najpierw przez morze do Ameryki - Czy to bardzo daleko? – zastanawia się Kurt. –Nie wydaje mi się, żeby to było bardzo daleko – odpowiada Anna – Liza – Tak jedźmy do Ameryki! – mówi.
Dalej Brazylia, gdzie tańczą i bawią się na plaży. Antarktyda, gdzie przeszywa ich straszne zimno i jedzą więcej ryby niż dotychczas. W Indiach uciekają przed niedoszłym narzeczonym ich córki Heleny i jego wielką rzeszą przyjaciół. Pakistan, Iran, Turcja, wybrzeża Afryki, Hiszpania, Francja, Niemcy. A kiedy z ryby zostają tylko ości, nadchodzi czas powrotu do domu. Dzieci się zmieniły. Mały Bud urósł, a z Chudej Heleny zrobiła się Gruba Helena. Książka poniekąd obala pewien mit … współczesnej podróży. Długich i żmudnych przygotowań, zbierania pieniędzy, załatwiania formalności, obowiązkowych szczepień (do takiej choćby Afryki), czytania przewodników, pakowania góry niezbędnych rzeczy. Rodzina Kurta udaje się tam, gdzie chce – nie ma potrzeby pstrykania co rusz aparatem fotograficznym, daje ponieść się chwili. Tak z perspektywy dziecka powinna wyglądać podróż. Chcę to jadę. I nie ma żadnych przeszkód. I nie ma niewygody. Przecież Kurt wziął ze sobą rodzinę, trochę bagaży, rybę, … wózek widłowy i napoje gazowane. Każde marzenie kiedyś się spełni. Nawet tak wielkie – jak podróż dookoła świata.
Do tak zakręconego tekstu wyśmienicie pasują równie zakręcone ilustracje:)))
Wiek 9+ Wydawnictwo EneDueRabe
poniedziałek, 20 lutego 2012
Kroniki Archeo. Sekret Wielkiego Mistrza - Agnieszka Stelmaszyk/ il. Jacek Pasternak
Lubię pisać o książkach, które udowadniają w przyjemny sposób, że historia wcale nie jest nudna. Bo samo przekonywanie (a ja od dawien dawna wiem, że ta dziedzina jest wręcz pasjonująca) – tak na sucho – nic a nic nie daje. Kto się uprze i tak wie swoje. A tu proszę - jest ciekawa fabuła, są konkretne informacje z przeszłości, fragmenty listów, wyjaśnione pojęcia i szkice. Nic ze sobą nie koliduje. Mało tego - ta wręcz sensacyjna historia przenosi się z miejsca na miejsce - raz jesteśmy w amazońskiej dżungli (???), za chwilę w Rio de Janeiro, kolejny rozdział rozgrywa się w Polsce – w Zalesiu Królewskim, Gniewie, Malborku, dalej – Wiedniu. Grupka nastolatków, z Polski i Anglii, szuka relikwiarza wielkiego mistrza krzyżackiego Hermana von Salzy, potem natrafia na ślad krzyżackiego skarbu. Dzieciaki są zakochane w historii, mają porządną wiedzę, potrafią łączyć fakty, absolutnie nie plączą epok, a w dodatku – mają trochę ułatwione i życie, i zadanie – bowiem od dziecka obracają się w kręgu historyków, archeologów i muzealników, z oddaniem udzielają się w bractwie rycerskim. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że zainteresowanie wiekami dawnymi wyssali z mlekiem matki. Jeśli dodam do tego – przyjaźń, spryt, odwagę, umiłowanie ryzyka – to nic dziwnego, że gromadka aż prosi się o jakieś tarapaty i przygodę z wątkiem detektywistycznym. Pojawiają się w tej historii oczywiście tzw. przeszkadzacze, typki spod ciemnej gwiazdy – faceci w czerni i nie tylko, którzy też mają chrapkę na schedę po zakonnikach – nie ukrywam, że ich obecność zdecydowanie uatrakcyjniła tę przygodę i pewnie zostanie doceniona wśród młodych czytelników. Są zaskakujące zwroty akcji, ktoś nagle zatrzaskuje za grupką dzieciaków wielgachne drzwi, ktoś udaje fałszywego przyjaciela, pojawiają się i znikają tajemnicze samochody, do drzwi pukają tajemniczy osobnicy. Stara prawda mówi: jeśli chcesz zapalić innych – sam musisz płonąć. Taką pasją mogą zarazić nastoletni bohaterowie, widać ją również w osobie autorki. Z książki można naprawdę wiele dowiedzieć się na temat Krzyżaków, wojen z Polakami, Malborka, a nawet Wiednia. Pewnie nie obędzie się bez porównań z Panem Samochodzikiem. Komuś, kto miał styczność z książkami Nienackiego, od razu nasuną się skojarzenia, powrócą wspomnienia. Wychowałam się na tamtych książkach – Księdze strachów, Zagadkach Fromborka, Templariuszach, Niesamowitym dworze. Może tu tkwi tajemnica mojej miłości do historii i książek z historią w tle. Bo przez zabawę i rozrywkę zawsze gdzieś potem szukałam dalej – dokładniejszych informacji, map, opracowań, może nawet po to, by zweryfikować …autora (?). Myślę, że ten, kto w młodym wieku natrafi na Kroniki Archeo ma szansę przekonać się, że ta strrrrrszna historia, nic a nic nie jest taka zła. I może połknie bakcyla na dobre….
Wydawnictwo Zielona Sowa
czwartek, 16 lutego 2012
Przewodnik prawdziwych tropicieli. Zima - Adam Wajrak/ Michał Skakuj
Jest to absolutny hit w naszym domu. Czytany często. Otwierany w dowolnym miejscu – i już. Przez matkę dla siebie, i ojca dla siebie, i matkę dzieciom, i ojca również dzieciom. Ostatnio nawet przez dziecko starsze dziecku młodszemu – tak po swojemu, na podstawie zapamiętanych fragmentów i zwariowanych ilustracji Michała Skakuja. A propos - świetnie oddał świat przyrody i żywot leśnego wagabundy – z przytupem i w podskokach, na serio i z przymrużeniem oka. Ach te jego nieogolone gęby podróżnika (Wajraka chyba). Wszak tak ma być i koniec – kto by gdzieś tam w naprędce skleconym namiociku do obserwacji ptaków myślał o tym, by się pozbyć kilkudniowego zarostu. A jedzenie, a …siusianie? Zapomnijcie. Na wszystko przyjdzie czas i pora. Najważniejsza jest przyroda – i naprawdę – proszę się opanować, nie można się śmiać, chrząkać, kaszleć, oddychać, trzasnąć gałązką – bo a nuż mi ktoś wilka przepłoszy. Autor, na co dzień dziennikarz pewnej znanej gazety, chodzi sobie po świecie i obserwuje naturę. Potem zapisuje wrażenia na papierze – a pisze tak, że człowiek od razu głupich myśli dostaje, no bo po co te wszystkie bogactwa, po co wakacje na Teneryfie i domek w Hiszpanii, po co drogie zegarki i samochody. Człowiek szczęśliwy to jest wtedy, gdy na własne oczy zobaczy jak srokosz nabija swoje ofiary na kolce, znajdzie trop wilka, albo rysia i przeżyje na statku 10 w skali Beauforta. Czyta się bardzo fajnie o wyprawach w Bieszczady, Puszczy Białowieskiej (tutaj Autor pomieszkuje), nad stawy i jeziora, nasze morze. A wszystko oprószone śniegiem, skute mrozem, w niskich temperaturach. Znajdziecie też wiele cennych uwag praktycznych – ubiór, sprzęt, narty, ohydny sposób na stopy, maskowanie. Nic to - człowiek chce rzucić wszystko i od razu szukać jakichś śladów wokół własnej chałupy, wybrać się do lasu, szukać wiatru w polu. Jeśli tak działa lektura na czytelnika – to się książka udała. I to bardzo.
Wiek 7+ Wydawnictwo Agora
piątek, 02 grudnia 2011
Bardzo ilustrowana historia odkryć geograficznych - Anna Claybourne
Książka na pewno spodoba się dzieciom, które interesują się historią. Odkrycia mają wzięcie wśród młodych czytelników – opisy wypraw gdzieś na drugi koniec świata, mają w sobie coś z powieści przygodowej, awanturniczej wręcz, niosą w sobie pewien ładunek emocjonalny, są tajemnicze i kryją odpowiedź – czy się uda? Na końcu – choć nie od tej strony powinnam tutaj zacząć – pozostaje takie jakieś dziwne uczucie – szkoda, że już wszystko zostało odkryte, bo nie ma chyba lądu, który by uszedł ludzkiej uwadze. Choć i ten temat został tutaj poruszony: wysokie łańcuchy górskie, jaskinie, niezmierzone oceany, kosmos – to rejony, które zostały dla naszych dzieci. Więc uwaga – jeśli jakiś malec połknie bakcyla, to kto wie….. Może kiedyś…… Zauważyłam, że dzieciom młodszym (w naszym przypadku prawie 7 lat) trudno wyobrazić sobie na przykład, że kiedy Magellan opływał kulę ziemską, a jego załoga z głodu jadła szczury, marynarz nie mógł ot tak sobie wyciągnąć komórki i zadzwonić, by powiedzieć – hej, jesteśmy tu i tu – pomóżcie. Czas i odległość – trudne to pojęcia dla dziecka. Warto czytać tę książkę z mapą i globusem pod ręką.
Te obawy, znaki zapytania łagodzi układ chronologiczny książki: autorka przedstawia dzieje odkryć od samych początków – pierwszych wypraw w czasach starożytnych. Potem po kolei: Wikingowie, Marco Polo, podróż Ibn Batuty dookoła świata aż po wiek XX, kiedy to odkrywano biegun południowy i głębie oceaniczne. Obok tak znanych nazwisk jak Krzysztof Kolumb, kapitan Cook czy Livingstone, mnóstwo tu odkrywców, o których raczej milczą podręczniki historii. Jak chociażby jedna z pierwszych kobiet – podróżniczek – Mary Kingsley, która dokonywała odkryć w długiej spódnicy, halkach, kapeluszu i bluzce na stójce. Książka pokazuje determinację człowieka. Mimo, że w tytule jest wszystko ujęte bardzo akuratnie, poważnie i naukowo – odkrycia geograficzne, tak naprawdę jest to książka o ludzkich marzeniach. Bez nich nie byłoby śmiałków, którzy rzucali wszystko – w imię sławy, dla pieniędzy, z ciekawości i jechali, szli bądź płynęli w nieznane. Na początku z bardzo błahych powodów – by znaleźć odpowiedź na pytanie - co kryje się tam, za horyzontem. Czy jak dopłyniemy do miejsca, gdzie niebo styka się z wodą spadniemy w jakąś przepaść? Książka obfituje w różne ciekawostki, pokazuje tło społeczne i obyczajowe danej epoki, stara się przybliżyć daną postać, ukazując istotne informacje z życia rodzinnego.
Na końcu książki – Kalendarium odkryć geograficznych – czyli podróż przez różne epoki, Kto jest kim? – krótki rys najbardziej znanych odkrywców, Słowniczek pojęć oraz Indeks, który pozwoli dotrzeć do poszukiwanych miejsc …niestety tylko w książce. Bardzo ilustrowana – kolejny element tytułu to chwyt jak najbardziej marketingowy – na który i ja się dałam złapać, bo nie wyobrażam sobie podobnej książki dla dzieci bez wielu ilustracji, obrazków, szkiców, map, zdjęć. Wszystko to świetnie współgra z tekstem i uzupełnia go. Podobał nam się pomysł dymków komiksowych pry niektórych postaciach. Wyobraźcie sobie słynnego odkrywcę Roberta Falcona Scotta, który walczy z mrozem, śniegiem i okropnym wiatrem, a tymczasem po głowie plączą mu się myśli – coś w rodzaju: Wielki Boże! Co za okropne miejsce. Moje dziecko nabrało przekonania, że aby osiągnąć coś wielkiego w życiu, nie trzeba być supermanem. Trzeba mieć marzenia, a reszta na pewno się dobrze ułoży. A że czasem jest pod wiatr...........................;)
Wiek 8+
niedziela, 11 września 2011
Ostatni lampart - Lauren St John
Kiedy koleżanka ostatnio poprosiła mnie o polecenie jakiejś wciągającej książki dla uczennicy szkoły podstawowej – na tak zwanym poziomie – bez wahania wymieniłam przygodową serię Afrykańskie przygody Martine. Miała być antidotum na te wszystkie książki typu – Jak zostać modelką itp., by córka wiedziała, że są też inne książki. Afrykańskie przygody? – Żachnęła się X. Po Sienkiewiczowskich opisach puszczy i pustyni Afryka odpada. To nie przejdzie. – usłyszałam. A że ja uparta istota jestem, wcisnęłam jej Ostatniego lamparta – z ostrzeżeniem, że pozostałe części będą musiały albo dokupić albo upolować w bibliotece. No to zobaczymy – rzekła X z przekąsem. Teraz już wiem, że polują na całą serię:)
Ostatni lampart to trzecia część Afrykańskich przygód Martine – dziewczynki z Anglii, która pewnego dnia straciła rodziców. Kiedy zastanawiano się nad tym, co począć z dzieckiem, okazało się, że Martine ma babcię. Ale nie taką zwykłą - grzejącą nogi przy wiktoriańskim kominku i popijającą herbatkę z ukwieconej porcelanowej filiżanki. Jej babka mieszkała w ….Afryce, a o jej istnieniu dziewczynka nie miała pojęcia. Martine musiała się przenieść na Czarny Ląd – do rezerwatu dzikiej przyrody na Zachodnim Przylądku RPA. Oczywiście była z tego powodu niezadowolona. Czekało na nią tam wiele niespodzianek, wiele przeszkód, które wydawały się być nie do pokonania. A jednak….. Warto zacząć czytać tę serię oczywiście od początku, jednak nie zawsze istnieje taka możliwość. Nawet jeśli dzieci sięgną po późniejszą część – odnajdą się w niej, bowiem są tam informacje o wydarzeniach z przeszłości. Wam mogę zdradzić, że Martine i babcia – początkowo traktujące się z rezerwą, zaprzyjaźnią się, a dziewczynka pokocha ten egzotyczny świat pełen dzikich zwierząt, dziwacznych roślin, ludzi o innej kulturze i mentalności. Spokojnie – jest Afryka i opisy jej krajobrazów – ale oczywiście zupełnie w innym klimacie niż te co w „W Pustyni i w puszczy” (choć uważam, że tamte są piękne – choć inne). Zebry na wyciągniecie ręki, jazda na białej żyrafie, słonie tuż obok. W części o lamparcie Martine wraz z babcią i chłopcem o imieniu Ben, jadą do Zimbabwe – Sadie, jedna z babcinych przyjaciółek, miała wypadek i potrzebuje pomocy. Trafiają w okolice Parku Narodowego Matopos i angażują się w ochronę dzikich zwierząt, w tym tytułowego lamparta. Książka napisana tak, że chce się od razu przeżyć jakąś przygodę, zaraz wyruszyć w daleki świat, czytać kolejną część. Ostatni lampart to nie tylko przygoda – to też próba przekazania młodemu człowiekowi ważnych prawd na temat poszanowania każdego życia, każdej istoty. A gdy u czytelnika pozostanie niedosyt, spokojnie, jeszcze trochę i będzie można sięgnąć po jedną z najpiękniejszych książek o Afryce, która zaczyna się od słów znanych wszystkim dorosłym molom książkowym - Miałam farmę w Afryce u stóp gór Ngong. Wiecie o czym mówię, prawda? Część pierwsza – Biała żyrafa Część druga – Pieśń delfina Część trzecia – Opowieść słonia
Wiek 10+
Wydawnictwo W.A.B.
piątek, 10 czerwca 2011
Skarb kapitana Williama Kidda - Oldrich Ruzicka/ Jan Klimes
Piraci w dzisiejszych czasach pewnie mają ciężkie życie - przegrywają choćby z takim Harrym Potterem czy Willem (Zwiadowcy). Współczesne pokolenia mają swoich książkowych idoli, choć pewnie wielka popularność filmu Piraci z Karaibów, dorabianie kolejnych części, zwróciła uwagę młodego pokolenia na rzezimieszków, którzy w XVII wieku rozpanoszyli się na dobre na ciepłym morzu Karaibskim. Krzysztof Kubiak* w popularnonaukowym dodatku do Rzeczpospolitej (14 sierpnia 2010): Piraci z Karaibów. Piętnastu chłopa na umrzyka skrzyni napisał: "Wojny morskie XVI - XVIII wieku stanowiły odbicie konfliktów na lądzie. Reformacja przydała im zabarwienia religijno - ideologicznego. Oponenci hiszpańskich Habsburgów atakowali także zamorskie kolonie należące do Hiszpanii. Aby zmniejszyć koszty działań wojennych w Nowym Świecie, Francuzi, Holendrzy i Anglicy nie angażowali w nie flot państwowych, lecz chętnie wydawali osobom prywatnym listy kaperskie zezwalające na atakowanie okrętów przeciwnika. Legalizowanie przez państwa morskiej przemocy stało się powodem rozkwitu historycznego fenomenu zwanego piractwem karaibskim." Kapitan Kidd - bohater tej książki to postać historyczna (1645- 1701). Uznawany jest za jednego z najokrutniejszych piratów tamtych czasów, w rzeczywistości był... korsarzem Jego Królewskiej Mości Williama III i miał pełnomocnictwo króla zezwalające na atak na statki pirackie lub okręty nieprzyjacielskie. Często miesza się ze sobą te dwa określenia, stosuje nawet jako synonimy, tymczasem jest to duży błąd historyczny. Ruzicka sięgnął po temat kapitana Kidda, która od wieków inspirował różnych pisarzy: Edgara Allana Poe (Złoty Żuk), Roberta Louisa Stevensona (Wyspa Skarbów).
A wszystko przez legendę...
Legendy o piratach głoszą, że przy zakopywaniu skarbu zawsze wybierali oni spośród siebie jednego nieszczęśnika, którego zabijali, a następnie chowali razem ze skarbem. Wierzyli że jego duch będzie strzegł miejsca przed wszelkimi intruzami, którzy chcieliby przywłaszczyć sobie złoto. Jedna z legend głosi że Kidd ukrył swój skarb na wyspie, gdzieś u wybrzeży Nowej Szkocji. Podobno miejsce to można rozpoznać po tym, że każdej nocy słychać wokół straszne krzyki i jęki dziewczęcia. A to z tej przyczyny, iż Kidd, nie chcąc poświęcać żadnego ze swych ludzi, zakopał wraz ze skarbem, ciało niewinnej dziewczyny. William Kidd - źródło Wikipedia Taki jest okładkowy wstęp tej historii. Książka opisuje wyprawę po skarb kapitana Kidda. Głównym bohaterem jest nastoletni Jack Ward, wnuk jednego z wiernych druhów kapitana. To dziadkowi Jacka kapitan Kidd na krótko przed śmiercią powierza swoją tajemnicę. Stary Ned staje się depozytariuszem dziwnej pustej skrzyni, która ... pustą w istocie nie jest. Ma drugie dno, kryjące mapę i wskazówki, które mają pomóc w odkryciu skarbu. I w tym miejscu zaczyna się prawdziwa przygoda, w którą wciągnięty zostaje czytelnik. Ma on do dyspozycji wszystko to, co mają Jack i jego dziadek - wisior - tajemniczą różę wiatrów i mapę. Trzeba tylko uruchomić szare komórki i razem z dwójką bohaterów, choć tak nie do końca, bowiem w międzyczasie pojawia się szajka piratów, pomarzyć również o odnalezieniu skarbu.
Nasi bohaterowie przemieszczają się po morzach, szukają , liczą kroki, kopią, udają się w tajemnicze, często niebezpieczne miejsca - stawka jest wysoka - ich własne życie. Czy im się uda? Tekst jest napisany prostym językiem, rzeczy trudniejsze zaraz są wyjaśniane w zrozumiały sposób. Autor pomaga w rozwiązywaniu zagadek, przytacza ciekawostki - jak te dotyczące pirackiej biżuterii, flagi, różnic pomiędzy piratami a korsarzami, ciekawie kreśli tło społeczno - historyczne. Książka wciąga niesamowicie. Duch piracki ożył. Sam pomysł książki wzbudzi podziw żądnego przygód młodego mola książkowego (albo pomoże nieprzekonanym do książek wręcz uwierzyć, że jednak są ciekawe i piękne książki). Książka wygląda jak skrzynia kapitana Kidda. Również i ona ma podwójne dno kryjące tajemnice. Są kartki z siedemnastowiecznego pamiętnika prowadzonego przez Jacka - postarzone, pożółkłe, nagryzione przez ząb czasu. Są stare listy, mapy, ilustracje, które nawiązują do mistrzów rycin zdobiących dziewiętnastowieczne powieści awanturnicze. Są zadania do wykonania i jest wielka satysfakcja z ich samodzielnego wykonania. Świetna książka dla tych, którzy lubią się bawić, chcą dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy i lubią piratów.
Książki o piratach inspirują:)))
*Krzysztof Kubiak Kmdr por. rez. dr hab., profesor Dolnośląskiej Szkoły Wyższej we Wrocławiu Wiek - dla starszych dzieci 10+ Wydawnictwo Stentor
niedziela, 30 stycznia 2011
Magiczne drzewo. Tajemnica mostu - Andrzej Maleszka
Czerwone krzesło zostało zrobione z Magicznego Drzewa. Jest w nim część jego wielkiej mocy. Jednak nawet ono nie potrafi wyzwolić człowieka z czaru nieszczęśliwej miłości. Miłość to siła potężna i dla niego niedostępna. Ale z Magicznego Drzewa wykonano wiele przedmiotów. Również most zapomnienia. Kto po nim przejdzie, zapomni o osobie, którą kocha. Jeśli kocha nieszczęśliwie, wówczas smutki, wspomnienia ulecą hen daleko, a ta osoba poczuje się wolna. W drugiej części serii Magiczne Drzewo – pojawiają się starzy znajomi Tosia, Filip i Kuki. Dołącza do nich jeszcze Melania, za którą nie przepada Filip. Jednak to ona w tej części może wydawać rozkazy czerwonemu krzesłu. Popełnia błąd. Za sprawą jej życzenia – Filip ma zakochać się pierwszej napotkanej dziewczynie. Myśli oczywiście o sobie. Problem tylko w tym, że w chwili wypowiadania życzenia, chłopak spojrzał na reklamę Żelków Żu. A na niej jest prześliczna wybranka serca. Teraz już domyślacie się pewnie, dlaczego dzieci będą chciały odnaleźć tytułowy most zapomnienia. Czy uda się zdjąć czar z Filipa? To, co podoba mi się w Magicznym drzewie to baśniowość połączona z rzeczywistością. Świat przedstawiony, jest dzieciom znany i bliski – to zwykła ulica, bilbordy reklamowe, szkoła, auta, urodziny, rodzinne obiady, zakupy. I nagle w tym świecie zaczynają dziać się czary – mary. Dom lata, olbrzymi pająk chce pożreć naszych bohaterów, pojawiają się tony jabłek, pies gada ludzkim głosem, pojawia się setka niebezpiecznych kotów. Wszystko dzieje się tak szybko. Moim zdaniem za szybko. Dla jednych jest to atut – na pewno dla współczesnego młodego czytelnika, który chce dostać wszystko zaraz, już, podane na tacy. Przyzwyczajony do zmieniających się obrazów z telewizji, na ekranie komputera, podczas gier – chce tego samego w książce. Mnie brakowało pomiędzy dialogami dłuższych opisów, wprowadzenia w temat, analizy zachowania postaci. To wszystko jest – ale zbyt powierzchowne. Tak jakby autor pędził z jednego miejsca na miejsce razem z Kukim i Melanią w poszukiwaniu mostu zapomnienia. Pod tym względem widzę znaczną różnicę między pierwszą a drugą częścią serii. Książka oprócz wartkiej akcji, emocji, nerwówki, wyścigu z czasem, licznych niebezpieczeństw niesie ze sobą naukę o wielkiej mocy przyjaźni. Razem można osiągnąć tak wiele – a wiara w zwycięstwo potrafi góry przenosić. To też ciekawa analiza dzisiejszej rzeczywistości – społeczeństwa zachwyconego reklamą – jej siły i głupoty zarazem, nierealnych marzeń, wyobrażeń, ułudy, pragnień. Świat stworzony w celu osiągnięcia zysku. Nierealny, wykreowany przez garstkę ludzi, a który potrafi manipulować tysiącami innych. O Czerwonym krześle pisałam tutaj. Wydawnictwo Znak
sobota, 29 stycznia 2011
Kuba Guzik i Dzika Trzynastka - Michael Ende/ F.J. Tripp
Świetna kontynuacja pierwszego tomu: Kuba Guzik i maszynista Łukasz. Bajka, w której dzieje się tak wiele: znów jesteśmy na małej wyspie Trochanii, są starzy znajomi – król Alfons za Kwadrans Dwunasty, Pani Coo, pan Rękawek, księżniczka Li Si, maszynista Łukasz i oczywiście gruba lokomotywa Emma. Żyją sobie spokojnie. Jednak, gdy ktoś zwiedził taki kawał świata, przeżył mnóstwo przygód, nie usiedzi długo na miejscu. W drugiej części nasi przyjaciele znów udają się na długą wyprawę w nieznane. Ciekawe miejsca, bajeczne widoki i postacie – mała syrena, król morza Lormoral, mąż morski (nie, nie pomyliłam się – wcale nie mało być –wąż:), żółwiodziw, potwory, pozorny olbrzym, Morza Barbarzyńskie, których nie znajdziemy w żadnym atlasie, ogromna jaskinia z licznymi korytarzami, łańcuchy Korony Świata, morskie dno z osobliwym miastem, magnetyczne ognie, Kryształ Wieczności, perpetumobil, latająca lokomotywa, Złoty Smok Mądrości, kraj, którego nie powinno być; nieparzyste, które staje się parzyste i …tytułowa Dzika Trzynastka – piracki statek ze szkarłatnymi żaglami. Najważniejsza część tej opowieści to rozwikłanie tajemnicy pochodzenia Kuby Guzika. Długo na nią musieliśmy czekać. Ale warto było. Są tu zagadki, tajemnice, smutki, niebezpieczeństwa, bolesne straty, ale również szczęśliwe i wesołe chwile, pełne radości. A na ostatniej stronie… ogarnia nas wielki żal, że to już niestety koniec. Ende to niesamowity bajarz – wymyśla rzeczy, o jakich naszym dzieciom się nie śniło. Dowcipnie, z humorem. Nie ma czasu na nudę. Bohaterowie przenoszą się z miejsca na miejsce, na ich drodze staje co rusz ktoś nowy i osobliwy. A od przygód można dostać zawrotu głowy. Smaczku dodają ilustracje J.F. Trippa. Wiek 6+ Wydawnictwo Znak
niedziela, 09 stycznia 2011
Dom ośmiu tajemnic - Liliana Bardijewska
Marcin zjawił się pewnego dnia na Ulicy wraz ze swoimi rodzicami i psem Cezarem. Właśnie przeprowadzili się z miasta do nowego miasta, do nowego domu. Nowego starego domu – gwoli ścisłości. A dom ten, to nie taki zwykły dom – ma charakter i aż osiem tajemnic, które poznajemy w każdym rozdziale. Wszędzie skrzypi, trzeszczy. Staruszek, ruderka. Jednak Marcinowi podoba się. Na całym świecie nie ma drugiego takiego domu. Wydeptane schody, wybrakowany dach, drewniane sufity ze śladami bytności korników, siwe mury – cała ta sceneria, wszystkie rekwizyty: belkowane sufity, malutkie zakamarki, spiżarki, strych z rupieciami, drewniane szafy zamykane na skobel, kamienny zlew gdzieś w kącie, sprawiają, że ciarki mogą pogiglać plecy małego czytelnika. Nie wyjawię oczywiście, jakie tajemnice kryje w sobie budynek, bo wtedy tajemnica nie byłaby już tajemnicą. Jest jeszcze wiekowa babcia Anzelma, która świetnie wpisuje się w koloryt tego zapuszczonego i zapomnianego domostwa. Chłopiec poznaje powoli każdy kąt, stara się okiełznać nowe lokum, które co tu kryć, z początku jest baaaardzo nieprzyjazne. Dom jest bohaterem w tej opowieści. Liliana Bardijewska obdarzyła go sercem i duszą. Dom myśli, knuje, planuje, zastawia zasadzki, nie jest łatwym przeciwnikiem. W książce oprócz przygody, emocji związanych z odkrywaniem kolejnych tajemnic, przygód, są uczucia związane z wiecznymi przeprowadzkami, życiem na walizkach. O swoich przygodach, refleksjach Marcin pisze w swoim dzienniku na końcu każdego rozdziału. Wychwala migdałowe babeczki babci Anzelmy, zastanawia się czy jest coś takiego jak prawdka, czy półprawda, czy tylko prawda, stara zaprzyjaźnić się z nową siostrą. Książka jest laureatką Literackiej Nagrody Polskiej Sekcji IBBY - została książką roku 2006. Otrzymała również nominację do Listy Honorowej IBBY 2008.
Wiek 6+
Wydawnictwo Nasza Księgarnia
|