Zakładki:
Biorę udział:)
Półeczka maluchów
Półeczka starszaków
Półeczka dla dzieci 6 - 10
Półeczka dla dzieci 10+
Półeczka młodzieży
Półeczka rodziców
A tutaj piszę o książkach
Akcje Czytelnicze
Artykuły
Autorzy i ilustratorzy książek
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
Do słuchania
Gry i zabawy
O książkach dla dzieci
Szablon blogu
Wydawnictwa, z którymi współpracuję
Zajrzyj do książki
Tagi
Książki miesiąca Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli

Wpisy z tagiem: podróże

czwartek, 16 lutego 2012
Przewodnik prawdziwych tropicieli. Zima - Adam Wajrak/ Michał Skakuj

Jest to absolutny hit w naszym domu. Czytany często. Otwierany w dowolnym miejscu – i już. Przez matkę dla siebie, i ojca dla siebie, i matkę dzieciom, i ojca również dzieciom. Ostatnio nawet przez dziecko starsze dziecku młodszemu – tak po swojemu, na podstawie zapamiętanych fragmentów i zwariowanych ilustracji Michała Skakuja. A propos - świetnie oddał świat przyrody i żywot leśnego wagabundy – z przytupem i w  podskokach, na serio i z przymrużeniem oka. Ach te jego nieogolone gęby podróżnika (Wajraka chyba). Wszak tak ma być i koniec – kto by gdzieś tam w naprędce skleconym namiociku do obserwacji ptaków myślał o tym, by się pozbyć kilkudniowego zarostu. A jedzenie, a …siusianie? Zapomnijcie. Na wszystko przyjdzie czas i pora. Najważniejsza jest przyroda – i naprawdę – proszę się opanować, nie można się śmiać, chrząkać, kaszleć, oddychać, trzasnąć gałązką – bo a nuż  mi ktoś wilka przepłoszy. Autor, na co dzień dziennikarz pewnej znanej gazety, chodzi sobie po świecie i obserwuje naturę. Potem zapisuje wrażenia na papierze – a pisze tak, że człowiek od razu głupich myśli dostaje, no bo po co te wszystkie bogactwa, po co wakacje na Teneryfie i domek w Hiszpanii, po co drogie zegarki i samochody. Człowiek szczęśliwy to jest wtedy, gdy na własne oczy zobaczy jak srokosz nabija swoje ofiary na kolce, znajdzie trop wilka, albo rysia i przeżyje na statku 10 w skali Beauforta. Czyta się bardzo fajnie o wyprawach w Bieszczady, Puszczy Białowieskiej (tutaj Autor pomieszkuje), nad stawy i jeziora, nasze morze.  A wszystko oprószone śniegiem, skute mrozem, w niskich temperaturach. Znajdziecie też wiele cennych uwag praktycznych – ubiór, sprzęt, narty, ohydny sposób na stopy, maskowanie. Nic to - człowiek chce rzucić wszystko i od razu szukać jakichś śladów wokół własnej chałupy, wybrać się do lasu, szukać wiatru w polu. Jeśli tak działa lektura na czytelnika – to się książka udała. I to bardzo.  

 

Wiek 7+

Wydawnictwo Agora



środa, 21 grudnia 2011
Przemytnicy na wakacjach - Monika Mrozowska - Szaciłło/ Maciej Szaciłło

Z tej książki bije bardzo pozytywna energia. I wielka pasja. Do dzieci, do podróży, do gotowania. To jej atuty. Dopiero potem można mówić o fajnych zdjęciach, ciekawych przepisach i miejscach, które zwiedzamy z Przemytnikami – od kuchni. Młodzi rodzice – z dwójką dzieci – przemierzają sobie świat, gdy nie ciałem – to wspomnieniowo i kulinarnie, realizują swoje marzenia, są ze sobą, ciepełko rodzinne od nich bije ach bije. I nie ma –  że brak czasu, że biegusiem – trzeba dobrze zjeść, koniec kropka. A dobrze – znaczy – smacznie i zdrowo. Autorzy zachęcają do tego swoimi przepisami, wyglądem, trybem życia i uśmiechniętymi buziami. Pewnie, że to swego rodzaju reklama, ale w tym przypadku naprawdę godna naśladowania. Zresztą nie zawsze jest łatwo – o czym piszą we wstępie. Nie ma żadnej drogi na skróty, absolutnie żadne wymówki nie wchodzą w grę. A jeśli dzieci wykrzywiają się na widok szpinaku i marchewki – nic to – może uda się co nieco p-r-z-e-m-y-c-i-ć do ich menu.

Kuchnia jest przeze mnie oswojona. Mamy wcale pokaźną bibliotekę, ale wizerunek mola książkowego zaczytanego po uszy z suchą skibą chleba i wyszczerbionym kubkiem mocnej herbaty nie wchodzi w grę. Jedzenie jest celebrowane, a wśród dziesiątek książek dorobiliśmy się wcale pokaźnej półki z książkami kucharskimi. Nic dziwnego, że z wielkim zainteresowaniem sięgam po rodzinną książkę kucharską, bowiem nagle okazuje się, że z dwójką dzieci też można gotować, można poświęcić temu czas. I nie tylko jakąś tam cienką zupkę, ale potrawy takie, że ho ho.  Smaki Francji, Grecji, Hiszpanii, Indii, Maroka, Tajlandii, Tyrolu, Włoch, w końcu również … Polski. I tu niespodzianka Nagle okazuje się, że nasza kuchnia może być egzotyczna, bo czy jedliście kluski śląskie z glonami nori, albo sałatkę z kapusty kiszonej z żurawiną, nie mówiąc już o plackach z kapusty? Kapusta – jak wiadomo – to nasza potrawa narodowa. Wiele gospodyń twierdzi, że jak świniak przez kapustę nie przeleci to nie smakuje – a tu proszę – placki z kapusty z przyprawą Ras-el Handout. Jak to brzmi, prawda?

Przepisy są opisane tak, że można pomyśleć – ot bułka z masłem – da się zrobić. Wiele  z podanych składników jest dostępnych w Polsce – zdjęcia są smakowite. Przed każdym krajem – krótkie wprowadzenie – o pobycie tam, o kuchennych eksperymentach. Książka zachęca do podróży, gotowania, do działania z dziećmi – bo wiele  z tych potraw można przygotowywać i dla pociech i z pociechami. Jednocześnie autorzy zwracają uwagę na to, że kuchnia i jedzenie są częścią kultury danego kraju. Nijak nie mogę zrozumieć ludzi, którzy jadą za granicę zaledwie na tydzień – do Grecji, Włoch po to, by tam tęsknić za schabowym z kapustą. Z tej książki można nauczyć się zupełnie czegoś innego, a smakowanie egzotycznych dań należy wpisać w plan wycieczki.

 

Wiek – dla całej rodziny

Wydawnictwo 1000 Stopni

 




poniedziałek, 07 marca 2011
Afryka Kazika - Łukasz Wierzbicki

Absolutnie fantastyczna książka!!! Dla dzieci, które marzą o podróżach. Nasze akurat marzą, ale wiele książek, którymi chcieliśmy zarazić je do poznawania kątków i zakątków, odkładaliśmy, ponieważ były za trudne – stwierdzaliśmy, że muszą jeszcze poczekać – znaczy się i książki i dzieci. Tak było między innymi z Tomkiem Wilmowskim. A koło Kazika kręciłam się już dłuższy czas. Zawsze, gdy byliśmy w bibliotece bezczelnie puszczał oczko z półki, jednak ja go najzwyczajniej w świecie – ignorowałam. Tomek też. A Mikołajek znikał w kąciku z zabawkami, grami – bo takowy w bibliotece mamy – i dzięki temu (albo: również dlatego) tak chętnie tam bywamy. W końcu Kazik wylądował w moich ramionach. Sięgałam po inną książkę, a Kazik,tuż obok, wypadł przy okazji i trzeba go było ratować. Weź mnie kobieto – zdawał się mówić, więc zabraliśmy. Powtórzę raz jeszcze – fantastyczna książka przygodowa dla najmłodszych. Czytałam mojemu sześciolatkowi, trzylatek się przysłuchiwał, i tata zerkał znad gazety. Opis podróży do Afryki – przez cały kontynent, piaski Sahary, las równikowy, bagna, sawannę, na sam dół, a potem pod górkę nad Morze Śródziemne i do Poznania.

Kazimierz Nowak to postać autentyczna – podróżował po Czarnym Lądzie w latach 1931 – 1936. I to jak? Na rowerze, konno, na wielbłądzie, łodzią. Bez tych wszystkich cudeniek techniki, bez których aż strach wyjść z domu. Przez cały czas opisywał swoje wrażenia z podróży i wysyłał do prasy -  w ten sposób zapewniał utrzymanie swojej żonie i dzieciom, za którymi tęsknił, i dzięki którym realizował swoje marzenia. Po powrocie podróżnik żył jeszcze zaledwie rok. Organizm spustoszyła malaria. Po wielu latach Łukasz Wierzbicki przypomniał sobie opowieści o Kazimierzu Nowaku, jakie przed laty snuł  na jego temat dziadek autora.  Zebrał relacje prasowe Nowaka z podróży po Afryce – owocem tej pracy jest książka Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd. To już lektura dla rodziców, którzy po wieczornym czytaniu pociechom mogą zagłębić się w swojej poważniejszej lekturze – równie ciekawej, którą Ryszard Kapuściński określił mianem klasyki polskiego reportażu.  Na podstawie relacji prasowych podróżnika, Wierzbicki napisał tę oto książkę – prostym dziecięcym (Broń Panie Boże – dziecinnym!) językiem. Zabrał dzieci w długą podróż, rozbudził ciekawość, ba – rozbudził marzenia. Kto wie może za lat kilka….

Zdjęcia znalazłam w Internecie. W książce znajdziecie mnóstwo kolorowych ilustracji, które bardzo przypominają tematycznie fotografie autorstwa Kazimierza Nowaka.

Wiek 6+

Wydawnictwo Bis

niedziela, 06 lutego 2011
Ciumkowie w szkocką kratę - Paweł Beręsewicz

Ciumkowie znów wyruszyli w świat. Tym razem jako cel wyprawy obrali sobie Szkocję.

Ciumkowie – to mama, tata, Kasia i Grzesiek. Uwielbiają podróże. Nie boją się namiotów, rowerów i pieszych wędrówek. Nie dla nich drogie hotele i jedzenie w ekskluzywnych restauracjach. Normalna polska rodzina, łaknąca przygód. Zawsze świetnie przygotowani do podróży – gdy się czyta książki Beręsewicza o wyprawach jego bohaterów – aż chce się zapakować swoją rodzinę, i hajda – w siną dal. Ale podróż dobrze zaplanowaną. By nie było niemiłych niespodzianek. Ale te są zawsze – w każdej części. Bo nigdy nie wiadomo, jak się skończy dzień w obcym kraju. Książka o rodzinie Ciumków to pierwsze zetknięcie z książką podróżniczą. To taki aperitif przed daniem głównym - książkami Wojciechowskiej, Halika, Cejrowskiego. Czym skorupka za młodu nasiąknie…..

Czy w Szkocji ciągle tylko pada i pada, czy łatwo opanować ruch lewostronny, jakie tajemnice kryje w sobie jezioro Loch Ness, kim był Rob Roy, dlaczego powstał fundusz ochrony rudych wiewiórek, po co drabina łososiom, co wydarzyło się  w pewnym antykwariacie, dlaczego warto uczyć się języków i cóż to takiego kilt i Munro?

Odpowiedź oczywiście w książce. Lekturę polecam tym, którzy z dziećmi wyjeżdżają  na krótko, lub na zawsze na Wyspy. Zaciekawi i pomoże pokonać pierwsze strachy przed nieznanym. Książka Beręsewicza potwierdza starą prawdę, że podróże kształcą.

Wiek 6+

Wydawnictwo Skrzat

środa, 07 lipca 2010
Festiwal kultury słowiańskiej w Lądzie nad Wartą

U nas sezon rycerski w pełni. W niedzielę kilka tygodni temu wybraliśmy się do Lądu nad Wartą, gdzie można było poczuć klimat epoki wczesnego średniowiecza, kiedy nie było jeszcze rycerzy, ale woje. Chłopcy byli przeszczęśliwi. Fajnie było.


W klasztorze dzieci zobaczyły rekonstrukcję prasy drukarskiej Gutenberga. I pomyśleć, że z książką było tyle zachodu. Nic dziwnego, że pierwsze księgi kosztowały tak wiele. „Pan drukarz” opowiadał tak, że aż ciarki po plecach przechodziły. A jakie szczegóły z życia wynalazcy – ho ho. Dla moli książkowych świetne miejsce, by dowiedzieć się czegoś z dziejów książki – ale molikom serce wyrywało się do kramów, gdzie można było kupić miecze, hełmy, tarcze. Nikt mi nie powie, że historia może być nudna.

Ach ten błysk w oczach moich chłopców. Ale spokojnie – podnieśli i nic. Ruszyć dalej już nie dali rady – dlatego całkiem przychylnie patrzyłam na te próby zaprzyjaźnienia się z bronią.

Można było zobaczyć pokazy dawnych rzemiosł, kramów kupieckich. I zjeść coś z epoki – jak na przykład podpłomyki.

U Szeptuchy kupiłam zioła. Ale nie powiem na co. To tajemnica:))))

Największa atrakcją były oczywiście walki wojów. Na pewno zauważyliście tornister mojego Tomka. Bardzo go lubi i wszędzie go zabiera. Może ma to po mnie, bo jako dziecko nie mogłam żyć bez szkoły. Dwa miesiące wakacji – to było stanowczo za dużo. Potem…zmądrzałam:))

Z Lądu wyjechaliśmy z hełmami, łukiem i toporem. A tata musiał wyszperać w kieszeni grosik dla żebraka. Marzy  nam się, by kiedyś pojechać na Grunwald i do Malborku. Kilka lat mieszkaliśmy przy ważnym trakcie - drodze , którą ponoć Jagiełło ciągnął na wschód na pola Grunwaldu, a później Napoleon na Moskwę. Coś mi się wydaje, że jesteśmy skazani na podróż w tamte rejony. Tylko niech Mikołaj podrośnie… Oczywiście Moskwę sobie chyba odpuścimy, chociaż kto wie...