Zakładki:
Biorę udział:)
Półeczka maluchów
Półeczka starszaków
Półeczka dla dzieci 6 - 10
Półeczka dla dzieci 10+
Półeczka młodzieży
Półeczka rodziców
A tutaj piszę o książkach
Akcje Czytelnicze
Artykuły
Autorzy i ilustratorzy książek
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
Do słuchania
Gry i zabawy
O książkach dla dzieci
Szablon blogu
Wydawnictwa, z którymi współpracuję
Zajrzyj do książki
Tagi
Książki miesiąca Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli

Wpisy z tagiem: Ingrid Vang Nyman

środa, 21 września 2011
Przygody Pippi - Astrid Lindgren

Ta książka to doskonała lektura nie tylko dla dzieciaków. Hm….. Myślę, że dorośli wychowani na przygodach tej rezolutnej panienki z dwoma warkoczykami i za dużymi butami wiedzą, co mam na myśli. To powrót do dzieciństwa – i muszę przyznać, że fajne to uczucie, gdy podczas lektury obserwuję moje pociechy słuchające tych starych, zwariowanych, sprawdzonych i klasycznych tekstów szwedzkiej pisarki z otwartą buzią. Dla nich to żadna fikcja. Co to to nie. Ależ! Pippi naprawdę jest tak silna, że podnieść konia to dla niej pestka. Nie ma lęku wysokości – śmiga po dachu jak wiewiórka (w końcu też ruda). Jest bogata – ma torbę złotych monet (Mamo,  a gdzie jest nasza torba pełna pieniędzy? – To Mikołaj. No właśnie, gdzie jest?)  A scena z rekinem, kiedy mu grozi, że ten (tzn. rekin) ją jeszcze popamięta, gdy tylko będzie się jej naprzykrzał, wzbudziła tak wiele emocji i zachwytu, że opisać tego prostymi słowami nie zdołam. Pippi to bohaterka pełną … buzią. Pyskate toto, zdarza jej się mówić nieprawdę (coraz rzadziej – już o to starają się Annika i Tommi), lubi ryzyko, robić na przekór. Jednak ma wielkie serce – jak się przyjaźni to tak do końca – na dobre i złe. Pewnie, że włosy dęba stają jak się czyta o tym wszystkim – jaka zadziorna, niepokorna, samodzielna. Jednocześnie samotna, czasem bardzo refleksyjna  i wręcz filozoficznie nastawiona do świata. Czy wiecie, że gdy Astrid Lindgren wysyłała Pippi do wydawnictwa napisała: "W nadziei, że nie zaalarmujecie Urzędu Opieki Społecznej nad Nieletnimi". Bo koleje Pippi bywały różne. Dopiero przed kilku laty Pippi ukazała się po raz pierwszy we Francji w wersji nieocenzurowanej. Taki strach budziła w przemądrzałych dorosłych. Bo Pippi pokazuje, jacy jesteśmy my, dorośli – zadufani w sobie, wciśnięci w jakiś ciasny gorset konwenansów, zasad, dziwnych praw ustanowionych przez nas samych i tradycji. A gdzie wolność? Gdzie radość życia? Tego właśnie uczy nas Pippi. A że czasem kłamie? No cóż…. Każdemu się zdarza. I nie zamierzam gderać, ani narzekać na tę istotę, bo mi się zaraz od niej po nosie dostanie.

Przedstawiam Pippilottę Wiktualię Firandellę Złotomonettę Pończoszanke w trzech odsłonach – w jednym tomie: Pippi Pończoszanka, Pippi wchodzi na pokład i Pippi na Południowym Pacyfiku. Z genialnymi ilustracjami Ingrid Vang-Nyman. 312 stron doskonałej lektury. Dużo śmiechu, dużo zabawy. Dla całej rodziny.

Wiek 5+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia



środa, 07 kwietnia 2010
Kuracja odmładzająca z Pippi

Pippi jest nasza. I proszę się nie oburzać. Z wyrozumieniem przyjmujemy oczywiście każde podobne stwierdzenie z drugiego końca osiedla i świata. Bo Pippi to taka kumpelka z podwórka, którą każdy chciałby mieć dla siebie. Ostatnio w jednym z pism dla rodziców przeczytałam o niej - Obywatelka świata. Z tą opinią zgadzam się jak najbardziej - to postać wszędzie rozpoznawalna, a kogo tak naprawdę obchodzi, że jest Szwedką, gdy o życiu, jakie prowadzi, przygodach, jakie przeżywa, marzy kolejne pokolenie małych czytelników, a miliony (wśród nich i ja, mama Tomkowo-Mikołajowa) mają ją w pamięci, jako jedno z najmilszych wspomnień dzieciństwa. Willa Śmiesznotka, małpka na ramieniu, koń, torba złotych monet, niesamowita fantazja, cięty język, zarośnięty ogród, siła, której niejeden siłacz mógłby jej pozazdrościć, wspinanie się na drzewa - moje dziecko słuchało tej książki z otwartą buzią, śmiało się w głos, kazało czytać pewne fragmenty kilka razy. W najbardziej zwariowanych miejscach do głowy mi nie przyszło, żeby czuć obawę, że coś zostanie przeniesione na nasze podwórko. Bo ta Pippi, o której losy obawiała się sama autorka pisząc do wydawnictwa: "W nadziei, że nie zaalarmujecie Urzędu Opieki Społecznej nad Nieletnimi", w obliczu wielu zmian i wydarzeń, które zaszły w naszym społeczeństwie, które mają miejsce, jest tylko niewinną, rozbrykaną psotką, której wybryki wywołują uśmiech, a nie niesmak, albo oburzenie. Nijak nie mogę zrozumieć, jak to się stało, że we Francji dopiero niedawno Pippi ukazała się bez cenzury.  Tak jakoś przyjęło się, że lepiej, gdy nasze dzieci są grzeczniutkie, rozsądne, spokojne, ułożone. Tymczasem natura dziecięca jest niespokojna, chodzi własnymi ścieżkami, jest burzliwa, pokręcona i często nie daje się łatwo oswoić. Pippi wybiega poza utarte schematy. Mimo swojego wieku (rocznik 1945) może niejednego rodzica wprawić w konsternację. Jednocześnie demaskuje dorosłych, którzy nie mają w książce recepty na te jej figle, pyskówki, kłamstewka - nic poza groźbami typu, że pójdzie do Domu Dziecka, sierocińca, że przyjdzie po nią policja. Podobnież jest i teraz - bo często dorośli nie mają sposobu na takie zachowania a'la Pippi Pończoszanka. Pierwsze, co mi przychodzi na myśl to reakcja: Uspokój się, bo przyjdzie dziad i wsadzi cię do wora. Dzieci kochają Pippi, bo odnajdują w niej siebie. Mała ma charakter, czasem trudna z niej sztuka, nie do okiełznania, ale walczyć z nią ? Nie, tego nie polecałabym. Raczej spróbować inną drogę - zaprzyjaźnić się, jak to zrobili Tommy i Annika. Spojrzeć na nią z miłością, przytulić - bo przecież była samiuśka w tej wielkiej Willi, powiedzieć, że jest śliczna, bo wyśmiewali jej strój, sterczące warkocze i wielgachne buty. Pobawić się z nią, porozmawiać. Odwdzięczy się - na pewno. Wtedy będzie to wielka przyjaźń, na całe życie.

Dla mnie ponowne spotkanie z Pippi – po latach jest jak kuracja odmładzająca. Co tam nowinki kosmetyczne, cuda techniki wygładzające zmarszczki. Pippi sprawia, że człowiek nagle młodnieje, ma ochotę zjechać po poręczy, wleźć na pierwsze lepsze napotkane drzewo, iść do pracy tyłem, bo nareszcie mieszkamy w wolnym kraju. Nie wspomnę już o tym, jak kusi zamieszanie jajecznicy szczotką do szorowania pleców. Nie wiem, czy przeszłoby mi to danie przez gardło, ale tak dla żartu, dla posmakowania szaleństwa, przekory, które gdzieś tam po drodze zostały zaduszone przez wyrachowanie, powściągliwość, dyscyplinę.

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

poniedziałek, 02 listopada 2009
Dzielna Kajsa - Astrid Lindgren/ Ingrid Vang Nyman

Tą małą książeczką otwieram sezon bożonarodzeniowy. Większość opowiadań zawartych w tym zbiorku jest właśnie o tematyce świątecznej i zimowej. Pojawienie się na naszym rynku Dzielnej Kajsy bardzo mnie ucieszyło. To drugi, obok Południowej łąki tomik opowiadań szwedzkiej pisarki, jaki ostatnio po raz pierwszy ukazał się na naszym rynku. Kajsa swoją premierę miała w Szwecji w 1950 roku (!!!). W odróżnieniu od Południowej łąki Kajsa nie jest tak nostalgiczna i smutna. Także inny tomik opowiadań chodzi mi po głowie – mianowicie Nils Paluszek (1949), z historiami dla dzieci o baśniowym zabarwieniu. Kajsa jest inna. Znajdziemy tu opowiadania o dzieciach i wesołych i smutnych, szczęśliwych i tych doświadczonych przez los. Jeden z rozdziałów odnosi się do wspomnień o dzieciństwie ojca autorki. Samuel August to chłopiec sprytny, bystry i przedsiębiorczy. Czytając to opowiadanie przypomniały mi się zaraz fragmenty biografii A.L., w których autorzy dużo uwagi poświęcali osobie Samuela Augusta i jego zwariowanym pomysłom, które później przyczyniły się m.in. do powstania książki o Emilu. Kajsa to zbiór dziesięciu opowiadań, z których wyłania się też obraz Szwecji w ubiegłym stuleciu. To co zachwyca, to oczywiście stosunek pisarki do dzieci. Opowiadania świadczą o mądrości, wiedzy na temat dźwięków, jakie wydają małe serduszka. Przyznam szczerze, że w jednym opowiadaniu odnalazłam mojego Tomka i …naprawdę mądry sposób na rozwiązanie problemu obrażania się i wyprowadzania się (co jakiś czas) z domu mojego malucha. Jakże przepiękne jest opowiadanie tytułowe. Cudownie wpisuje się w klimat przygotowań do świąt Bożego Narodzenia. Kajsa to podrzutek, który staje się promykiem słońca w życiu starej kobiety. Kiedy babcia po nieszczęśliwej wywrotce na kuchennej podłodze jest na długie tygodnie przykuta do łóżka, rezolutna sześciolatka przejmuje na siebie większość obowiązków, w tym także przygotowanie do wigilii i świąt. Co wyniknie z tego samozaparcia, z planów, czy uda się wyprawić święta? Ciepła historia, która rozgrzeje najbardziej zatwardziałe serducha i pozwoli uwierzyć, że dobro jest wokół nas.

Wydawnictwo Nasza Księgarnia