|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Biorę udział:)
Półeczka maluchów
Półeczka starszaków
Półeczka dla dzieci 6 - 10
Półeczka dla dzieci 10+
Półeczka młodzieży
Półeczka rodziców
A tutaj piszę o książkach
Akcje Czytelnicze
Artykuły
Autorzy i ilustratorzy książek
(c) copyright
Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
Do słuchania
Gry i zabawy
O książkach dla dzieci
Szablon blogu
Wydawnictwa, z którymi współpracuję
Zajrzyj do książki
Tagi
Półeczka z książkami![]() Wypromuj również swoją stronę
|
Wpisy z tagiem: Mama Mu
sobota, 11 czerwca 2011
Mama Mu na rowerze i inne historie - Jujja i Tomas Wieslander/ Sven Nordqvist
Kto zna wcześniejsze przygody Mamy Mu - w wielkim formacie, kolorowe, ze wspaniałymi ilustracjami Svena Nordqvista i w dodatku jest bardzo przyzwyczajony do swoich przyzwyczajeń :), może na początku przeżyć niemałe rozczarowanie. Książka Mama Mu na rowerze jest w formacie A5, z zaledwie kilkoma ilustracjami dla aż (uwaga miłośnicy słowa) dwunastu historii na 128 stronach o przesympatycznej krowie i wronim narzekaczu – Panu Wronie. Ale w naszym przypadku zdziwienie i rozczarowanie trwało krótko. Format jest poręczny, te kilka ilustracji - jak zawsze zresztą w przypadku Nordqvista - bombowych, w dodatku dla niezaspokojonych ilustracyjnie – miła niespodzianka – ciekawe rozwiązanie w postaci kolorowych dodatków na każdej stronie – brzegów lub pojedynczych obrazków z naszymi ulubieńcami. I to co mnie zawsze (czemu tak rzadko?) urzeka przy książkach dziecięcych: dobrej jakości papier –nie – k-r-e-d-o-w-y. Nie umiem zachwycić się wszechobecnymi święcącymi kartkami, które lepiej pasują do książek - albumów ze zdjęciami. W książce dziecięcej błyszczy od książki najmniejszej do największej, od najcieńszej do najgrubszej. Tymczasem surowa faktura, trochę szorstkie grube kartki, nie odbijające światła, nie rażące w oczy :), cudnie pasują do książki dziecięcej – mnie kojarzą się ze starymi wydawnictwami, o ekologii już nie wspomnę. To tyle o różnicach i nowościach – reszta się nic a nic nie zmieniła. Mama Mu żyje sobie w pewnym gospodarstwie, jak każda normalna krowa. Jednak chce od życie czegoś więcej – nie tylko skubać trawę na łące, żuć ją leniwie i gapić się przed siebie, od czasu do czasu pacnąć ogonem gza, który uporczywie stara się ją ukąsić. Mama Mu chce dowiedzieć się jak najwięcej o świecie – szczególnie tym, który jest za ogrodzeniem pastwiska. Marzy o rzeczach, które ponoć – tak przynajmniej twierdzi jej przyjaciel Pan Wrona z Wroniego Lasu – nie przystoją krowie. Mama Mu mówi – Chcę, chciałabym, marzę o…. A Pan Wrona na to kracze: Nie, nie. Niech mnie pióra biją! Jesteś krową, Mamo Mu. Krową! Krowy nie potrafią... I zaraz grozi, że dostanie pióropleksji. A jednak. Mama Mu chce jeździć na rowerze – wsiada na rower, nurkować – skacze do wody, zobaczyć miasto – udaje się tam, iść do biblioteki – proszę bardzo – zapisuje się do biblioteki, łowić ryby – łowi ryby (po swojemu), tańczyć - tańczy. Bo dla tej krowy nie ma rzeczy niemożliwych. Marzy, a potem te marzenia realizuje. Z odwagą, pasją, wiarą, że się uda. A Pan Wrona? Niech narzeka, niech kracze. Para przyjaciół – jak ogień i woda, różnych - przyciąga się. Poniekąd Pan Wrona motywuje Mamę Mu do działania – im bardziej nie wolno, to tym bardziej trzeba. Pan Wrona mówi – nie. Mama Mu – tak. Pan Wrona mówi – śmierdzi tu krową. Ona – tu pachnie krową. I choć czasem Pan Wrona jest bezczelny, natrętny, egoistyczny – to jednak między nimi panuje przyjaźń. Narzeka, ale i pomoże, i da się wciągać w różne przygody. Tak – przygody, bo ta dwójka świetnie pokazuje dzieciom, że zwykłe czynności – jak choćby jazda na rowerze, taniec – mogą być przygodą, która sprawia, ze życie jest ciekawsze i piękniejsze. Historie napisane prostym językiem, długie w sam raz, z dużą dawką humoru, z ciekawymi i śmiesznymi neologizmami odnoszącymi się do świata wronio – krowiego (dostanę pióropleksji, zaraz się rozpłaczę szarenie (to Pana Wrona zasmucił się, że szary – a przecież on jest szary – nie jest kolorem , Święta Mucja (zamiast Święta Łucja), Muu, jak mułło – okrzyki zachwytu Mamy Mu). Dzieci (i nie tylko) mogą nauczyć się z tych historii, że warto mieć marzenia, bo te się spełniają. Do tej pory ukazały się "Mama Mu na huśtawce", "Mama Mu na sankach", "Mama Mu sprząta", "Mama Mu buduje" i "Mama Mu nabija sobie guza", a także "Kolorowanka Mamy Mu i Pana Wrony". Wiek 3+ Wydawnictwo Zakamarki
środa, 02 grudnia 2009
Mama Mu nabija sobie guza - Jujja Wieslander/ Sven Nordqvist
Już sam tytuł jest zwariowany: Mama Mu nabija sobie guza. Ta krowa jest po prostu niesamowita, jedyna na świecie. Wszyscy, którzy już znają naszą bohaterkę, nie będą się dziwić. Nowych czytelników zachęcam tymczasem do lektury. Podczas głośnego czytania kolejnej części Mamy Mu, zachodzę w głowę, gdzie są jej dzieci. No, bo skoro jest mama, powinny być i pociechy, a tych jest tutaj brak. I na huśtawce, i na sankach, podczas budowana domku na drzewie również. Oczywiście na ten fakt mój Tomek w ogóle nie zwrócił uwagi – świetnie się bawi, przeżywając wspólnie z główną bohaterką wszystkie jej upadki (dosłownie) Tymczasem ja dopatruję się tu jakiejś krowiej filozofii, szukam drugiego dna i patrzę na całą tę historię z perspektywy Matki Polki – zalatanej – do pracy, na zakupy, do przedszkola, do doktora, na delegację, konferencję, targi, walczącej o minutkę czasu wolnego dla siebie, na lekturkę, maseczkę, kaweczkę, i Bóg jeden wie, na co jeszcze. A tu – Mama Mu leży sobie jak łania na trawce, żuje zieloną trawkę, słoneczko świeci, a jej się kąpieli zachciewa. Zwariowana, jak zawsze, chce przeskoczyć ogrodzenie i …nabija sobie guza. Krew się leje, łeb boli. Przylatuje Pan Wrona, który zaczyna pełnić rolę pielęgniarki, co to pomoże, pocieszy, zrobi okład. Dzieci świetnie się bawią, przeżywają całą historię z plastrem i zimnymi okładami, zaśmiewają się widząc objedzonego do granic możliwości Pana Wronę, Mamę Mu z rozciapcianą maseczką szpinakową w okolicach oczu. A ja myślę sobie, co to za wspaniałe uczucie, zrobić od czasu do czasu coś zwariowanego, odlotowego, co nie przystoi statecznej mamie, by przypomnieć sobie to fajne uczucie wolności. Wspaniałe uczucie, o którym zapomniałam już dawno dawno temu, a które zawsze pojawia się przy lekturze o Mamie Mu. To nieodzowna lektura w razie domowych wypadków, guzów, ran mniejszych i większych. Książka nie raz pewnie pomoże zasuszyć małe łzy na dziecięcej buzi, Mama Mu pocieszy i pomoże zapomnieć o bólu. Jak zwykle świetne rysunki Nordqvista (ojca Findusa i Pettsona), które już tradycyjnie oferują masę szczegółów i szczególików, śmieszne dialogi. Jedyny minus całej tej historii jest taki – że mając takie książki w biblioteczce, dzieciaki zamęczą człowieka na śmierć….. Wydawnictwo Zakamarki |