Zakładki:
Biorę udział:)
Półeczka maluchów
Półeczka starszaków
Półeczka dla dzieci 6 - 10
Półeczka dla dzieci 10+
Półeczka młodzieży
Półeczka rodziców
A tutaj piszę o książkach
Akcje Czytelnicze
Artykuły
Autorzy i ilustratorzy książek
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
Do słuchania
Gry i zabawy
O książkach dla dzieci
Szablon blogu
Wydawnictwa, z którymi współpracuję
Zajrzyj do książki
Tagi
Książki miesiąca Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli

Wpisy z tagiem: Sven Nordqvist

środa, 15 czerwca 2011
Polowanie na lisa - Sven Nordqvist

Mimo, że na temat Fidndusa i jego pana Pettsona, możemy tylko achać i ochać – Polowanie na lisa, to jest naprawdę to. Przysłowiowa wisienka w czekoladzie na marcepanowym torcie. Przypomnę niewtajemniczonym: staruszek  Pettson mieszka na szwedzkiej wsi spokojnej i wesołej i ma kota. W dosłownym tego słowa znaczeniu – choć kota na punkcie kota też ma. Kot Findus – jest przesympatycznym zwierzakiem, z kocim charakterkiem – czyli czasem pokazuje pazurki. Do tego ma cięty język, bywa bezczelny, obrażalski, potrafi odpłacić pięknym za nadobne. Ot, taka kocia natura w pigułce. Seria o tej dwójce przyjaciół liczy sobie kilka części – przy czym każda z nich to odrębna przygoda, nie kontynuacja, tak więc czyta się świetnie bez żadnych zobowiązań, że trzeba poznać coś przed czy po. Tym razem staruszka i jego zwierzaka odwiedził sąsiad Gustavson – z flintą przewieszoną przez ramię. Ostrzegł ich, że po okolicy grasuje lis, w nocy wyniósł mu kurę i że on, jeśli tylko go spotka, zamierza go zastrzelić. Pettsonowi i Findusowi żal lisa. Obaj są przeciwnikami rozwiązania siłowego. Szukają sposobu, by tak przestraszyć lisa, aby mu się odechciało kur raz na zawsze. Czy im się uda? Zakończenie jest zaskakujące, nie zdradzę, by nie popsuć zabawy. Ta książka pełna jest humoru. Przysłowiową kropką nad i są ilustracje autora. Cudnie pokazują klimat tej opowieści. Najpierw przygotowania do przestraszenia lisa, cała krzątanina, snucie planów, szykowanie wielkiego wystąpienia Findusa w roli…. – nie zdradzę, choć przyznaję, muszę ugryźć się w język. Potem wielkie buuuum – które dzięki mnogości szczegółów, dbałości o szczegóły – wręcz słyszy się patrząc na ilustracje mistrza. A potem - spokój, refleksja, podsumowanie. I ten spokój – już w zaciszu Pettsonowej kuchni też udziela się czytelnikowi. To co mnie urzekło w tej książce – to poszanowanie istot żywych, przyrody, które nieodłącznie kojarzę ze Szwecją. Dla dzieci to naprawdę wspaniała lekcja. 

Recenzje pozostałych książek Nordqvista znajdziecie na tym blogu.

Wiek 3+

Wydawnictwo Media Rodzina



sobota, 11 czerwca 2011
Mama Mu na rowerze i inne historie - Jujja i Tomas Wieslander/ Sven Nordqvist

Kto zna wcześniejsze przygody Mamy Mu -  w wielkim formacie, kolorowe, ze wspaniałymi ilustracjami Svena Nordqvista i w dodatku jest bardzo przyzwyczajony do swoich przyzwyczajeń :), może na początku przeżyć niemałe rozczarowanie. Książka Mama Mu na rowerze jest w formacie A5, z zaledwie kilkoma ilustracjami dla aż (uwaga miłośnicy słowa) dwunastu historii na 128 stronach o przesympatycznej krowie i wronim narzekaczu – Panu Wronie. Ale w naszym przypadku zdziwienie i rozczarowanie trwało krótko. Format jest poręczny, te kilka ilustracji - jak zawsze zresztą w przypadku Nordqvista - bombowych, w dodatku dla niezaspokojonych ilustracyjnie – miła niespodzianka – ciekawe rozwiązanie w postaci kolorowych dodatków na każdej stronie – brzegów lub pojedynczych obrazków z naszymi ulubieńcami. I to co mnie zawsze (czemu tak rzadko?) urzeka przy książkach dziecięcych: dobrej jakości papier –nie – k-r-e-d-o-w-y. Nie umiem zachwycić się wszechobecnymi święcącymi kartkami, które lepiej pasują do książek - albumów ze zdjęciami. W książce dziecięcej błyszczy od książki najmniejszej do największej, od najcieńszej do najgrubszej. Tymczasem surowa faktura, trochę szorstkie grube kartki, nie odbijające światła, nie rażące w oczy :), cudnie pasują do książki dziecięcej – mnie kojarzą się ze starymi wydawnictwami, o ekologii już nie wspomnę. To tyle o różnicach i nowościach  – reszta się nic a nic nie zmieniła.  Mama Mu żyje sobie w pewnym gospodarstwie, jak każda normalna krowa. Jednak chce od życie czegoś więcej – nie tylko skubać trawę na łące, żuć ją leniwie i gapić się przed siebie, od czasu do czasu pacnąć ogonem gza, który uporczywie stara się ją ukąsić. Mama Mu chce dowiedzieć się jak najwięcej o świecie – szczególnie tym, który jest za ogrodzeniem pastwiska. Marzy o rzeczach, które ponoć – tak przynajmniej twierdzi jej przyjaciel Pan Wrona z Wroniego Lasu – nie przystoją krowie. Mama Mu mówi – Chcę, chciałabym, marzę o…. A Pan Wrona na to kracze: Nie, nie. Niech mnie pióra biją! Jesteś krową, Mamo Mu. Krową! Krowy nie potrafią... I zaraz grozi, że dostanie pióropleksji. A jednak. Mama Mu chce jeździć na rowerze – wsiada na rower, nurkować – skacze do wody, zobaczyć miasto – udaje się tam, iść do biblioteki – proszę bardzo – zapisuje się do biblioteki, łowić ryby – łowi ryby (po swojemu), tańczyć - tańczy. Bo dla tej krowy nie ma rzeczy niemożliwych. Marzy, a potem te marzenia realizuje. Z odwagą, pasją, wiarą, że się uda. A Pan Wrona? Niech narzeka, niech kracze. Para przyjaciół – jak ogień i woda, różnych - przyciąga się. Poniekąd Pan Wrona motywuje Mamę Mu do działania – im bardziej nie wolno, to tym bardziej trzeba. Pan Wrona mówi – nie. Mama Mu – tak. Pan Wrona mówi – śmierdzi tu krową. Ona – tu pachnie krową. I choć czasem Pan Wrona jest bezczelny, natrętny, egoistyczny – to jednak między nimi panuje przyjaźń. Narzeka, ale i pomoże, i da się wciągać w różne przygody. Tak – przygody, bo ta dwójka świetnie pokazuje dzieciom, że zwykłe czynności – jak choćby jazda na rowerze, taniec – mogą być przygodą, która sprawia, ze życie jest ciekawsze i piękniejsze.

Historie napisane prostym językiem, długie w sam raz, z dużą dawką humoru, z ciekawymi i śmiesznymi neologizmami odnoszącymi się do świata wronio – krowiego (dostanę pióropleksji, zaraz się rozpłaczę szarenie (to Pana Wrona zasmucił się, że szary – a przecież on jest szary – nie jest kolorem , Święta Mucja (zamiast Święta Łucja), Muu, jak mułło – okrzyki zachwytu Mamy Mu). Dzieci (i nie tylko) mogą nauczyć się z tych historii, że warto mieć marzenia, bo te się spełniają.

Do tej pory ukazały się "Mama Mu na huśtawce", "Mama Mu na sankach", "Mama Mu sprząta", "Mama Mu buduje" i "Mama Mu nabija sobie guza", a także "Kolorowanka Mamy Mu i Pana Wrony".  

Wiek 3+

Wydawnictwo Zakamarki



piątek, 16 lipca 2010
Pettson na biwaku - Sven Nordqvist

Najlepszą recenzją książki dla dzieci są wybuchy śmiechu jak strzelające korki szampana, wyrywanie jej z rąk czytającym rodzicom i wodzenie swoim małym noskiem po kartce w celu swoich właśnie poczynionych poszukiwań za kolejnym szczegółem, który z dalszej perspektywy dziecka słuchającego mógł mu przypadkiem umknąć – a przecież szkoda byłaby przeogromna; ciągłe przerywanie i wołanie, tak, właśnie – wołanie pełne emocji. Coś w rodzaju – A mama… !!! Bo mama…!!! Prawdę powiedziawszy – myślałam, że tej książki nigdy nie skończymy. Czytanie trwało i trwało. Mało tego – co jakiś czas trzeba było polecieć, pofrunąć wręcz jak na skrzydłach do dziadka, który przecież też musiał zobaczyć jak Pettson ucieka przed kurami, jak Findus skacze na Pettsonowym łóżku, albo jak zaplątał się dziwacznie w linki namiotu. No i miny Findusa – dziadek Stasiu musiał koniecznie poznać miny tego  figlarza. Co to był za widok – bo dziadek z tarasu przeniósł się na ogród i tkwił właśnie ze swoim roześmianym wnukiem i z książką w samym środku zagonku z modrą kapustą i zafrasowany zastanawiał się, czy aby kot pana Henia – sąsiada zza dwóch płotów, nasz uliczny powsiwędrus – też tak potrafi jak Findus. Tak oto wygląda czytanie dobrej książki dla dzieci. Męczące, nie powiem, trzeba mieć siłę przebicia, by w końcu móc kontynuować, a w dodatku przyda się cierpliwość i to wielka. I kto by pomyślał? :)))))))))))))))))

W kolejnej, ósmej już części przygód sympatycznej pary, dwójka przyjaciół wybiera się na biwak. Co wyniknęło z tych planów? Niby prosta historia, ale opowiedziana tak, że w domu mówi się tylko o biwakach, wyprawach, łowieniu ryb, paleniu ogniska, spaniu w śpiworze, budowaniu małego domku do zabawy. Nordqvist to dla nas jeden z najlepszych ilustratorów dziecięcych. Jego obrazki naprawdę się poruszają, tętnią życiem i energią. W części biwakowej są one pełne ciepłej zieleni i żółtej barwy. W końcu jest lato, prawda? Książka pełna jest humoru sytuacyjnego i językowego. Na pewno rozbawi największego ponuraka na świecie – małego i dużego. Zachęcam Was do zapoznania dzieciaków z tą książką – niech i do nich Findus puści swoje figlarne chochliowe oko.

Wiek 3+

Wydawnictwo Media Rodzina

niedziela, 21 lutego 2010
Gdzie jest moja siostra? - Sven Nordqvist

Sven Nordqvist to król detalu i drugiego planu. Przypomina mi grawera, który w swoim warsztacie, z niesłychaną precyzją i cierpliwością tworzy swoją historię. Tyle, że zamiast rylcem, posługuje się ołówkiem. W książkach Nordqvista akcja toczy się swoją drogą, ale jednocześnie obok, w tle, dzieje się tyle, że przewrócenie kartki trwa i trwa. Tak jest i w tej książce. Może nawet: przede wszystkim w tej książce. Z tekstu na końcu dowiadujemy się, że Gdzie jest moja siostra? w zamyśle autora miała być wyłącznie książką obrazkową, dopiero później został dopisany tekst. Ciekawym jest fakt, że sam pomysł stworzenia tej obrazkowej spójnej historii powstał …25 lat temu. A że połączenie ilustracji z tekstem w tamtym momencie przerosło autora, projekt musiał odleżeć swoje na półce. Prosta historia, opowiedziana niewielką ilością słów, bo oto mysi chłopczyk nie może upilnować siostry. Mała ciągle gdzieś znika, ciągle sama wybiera się do różnych ciekawych miejsc. Braciszek wybiera się więc razem z wujem lub dziadkiem (?) na jej poszukiwania. Odwiedza miejsca, w których siostra lubi przebywać, bądź już kiedyś była. Ta historia toczy się swoim torem, dwie strony to kolejny etap podróży, ale tuż obok tyle się dzieje, że nie sposób od razu kontynuować podróży.  Ilustracje są jak marzenia senne – zatarte zostały granice między rzeczywistością, a marzeniami i fantazją. Jak surrealistyczne obrazy Salvadora Dali, ale bardzo dziecięce, kolorowe, pełne dziwnych stworzeń, scen, do których można opowiedzieć zupełnie nową historię. Zadaniem małych czytelników jest odnalezienie na każdym etapie podróży mysiej siostrzyczki. Za pierwszym razem wydawało nam się to niemożliwe. Oczy dzieci rozbiegły się we wszystkich kierunkach, zaglądały w każdą dziurę, do każdego kąta. Mimo mojej pomocy, nie zawsze udało nam się odnaleźć małą myszkę. Tęcza wyrastająca z maszynki do mięsa, balon z gruszki, chłop jadący na gruszce, inny z kolei z homontem na szyi, wielkie smocze jaja, żółw ciągnący olbrzymi garnek, koń z dwoma jeźdźcami, stado łosi w kropki, żyrafa jadąca taksówką. Długo można by tak wyliczać. Sven Nordqvist nie zapomniał o rodzicach – jest tu kilka scen dla dorosłych. Nic dziwnego, że tak chętnie podbieramy tę książkę naszym dzieciom. Jej duży format (350x280 mm) zmusza wręcz, by czytać tę książkę razem z pociechami – małym rączkom trudno raczej utrzymać tę książkę. A więc…

wiek 3+ 

 

Wydawnictwo EneDueRabe

 

środa, 02 grudnia 2009
Mama Mu nabija sobie guza - Jujja Wieslander/ Sven Nordqvist

Już sam tytuł jest zwariowany: Mama Mu nabija sobie guza. Ta krowa jest po prostu niesamowita, jedyna na świecie. Wszyscy, którzy już znają naszą bohaterkę, nie będą się dziwić. Nowych czytelników zachęcam tymczasem do lektury.

Podczas głośnego czytania kolejnej części Mamy Mu, zachodzę w głowę, gdzie są jej dzieci. No, bo skoro jest mama, powinny być i pociechy, a tych jest tutaj brak. I na huśtawce, i na sankach, podczas budowana domku na drzewie również. Oczywiście na ten fakt mój Tomek w ogóle nie zwrócił uwagi – świetnie się bawi, przeżywając wspólnie z główną bohaterką wszystkie jej upadki (dosłownie) Tymczasem ja dopatruję się tu jakiejś krowiej filozofii, szukam drugiego dna i patrzę na całą tę historię z perspektywy Matki Polki – zalatanej – do pracy, na zakupy, do przedszkola, do doktora, na delegację, konferencję, targi, walczącej o minutkę czasu wolnego dla siebie, na lekturkę, maseczkę, kaweczkę, i Bóg jeden wie, na co jeszcze. A tu – Mama Mu leży sobie jak łania na trawce, żuje zieloną trawkę, słoneczko świeci, a jej się kąpieli zachciewa. Zwariowana, jak zawsze, chce przeskoczyć ogrodzenie i …nabija sobie guza. Krew się leje, łeb boli. Przylatuje Pan Wrona, który zaczyna pełnić rolę pielęgniarki, co to pomoże, pocieszy, zrobi okład. Dzieci świetnie się bawią, przeżywają całą historię z plastrem i zimnymi okładami, zaśmiewają się widząc objedzonego do granic możliwości Pana Wronę, Mamę Mu z rozciapcianą maseczką szpinakową w okolicach oczu. A ja myślę sobie, co to za wspaniałe uczucie, zrobić od czasu do czasu coś zwariowanego, odlotowego, co nie przystoi statecznej mamie, by przypomnieć sobie to fajne uczucie wolności. Wspaniałe uczucie, o którym zapomniałam już dawno dawno temu, a które zawsze pojawia się przy lekturze o Mamie Mu.  

To nieodzowna lektura w razie domowych wypadków, guzów, ran mniejszych i większych. Książka nie raz pewnie pomoże zasuszyć małe łzy na dziecięcej buzi, Mama Mu pocieszy i pomoże zapomnieć o bólu.

Jak zwykle świetne rysunki Nordqvista (ojca Findusa i Pettsona), które już tradycyjnie oferują masę szczegółów i szczególików, śmieszne dialogi. Jedyny minus całej tej historii jest taki – że mając takie książki w biblioteczce, dzieciaki zamęczą człowieka na śmierć…..   

Wydawnictwo Zakamarki

czwartek, 23 lipca 2009
Pettson i Findus (CD) - Sven Nordqvist

Smakowity kąsek dla miłośników sympatycznej pary – staruszka Pettsona i kota Findusa. Ot, obaj mieszkają sobie gdzieś na końcu świata, w pewnej szwedzkiej wiosce, w drewnianym czerwonym domku. I nic im więcej do szczęścia nie potrzeba. Mają siebie, przyjaźnią się z kurami, obchodzą urodziny, polują na lisa i przeganiają krowy z ogrodu. Ktoś powie – faktycznie, nic takiego – zwyczajne życie, zwykłe szare dni jakich wiele. Tymczasem Sven Nordqvist opisuje te zwykłe wydarzenia w taki sposób, że nabierają one  barw i kolorów. A przed oczami jawi się nam miejsce idylliczne, w którym zwierzęta żyją w przyjaźni z człowiekiem, panuje dobro; miejsce specyficzne - skrzypią stare Pettsonowe drzwi, kury szukają robaków w ogrodzie, słońce jakby jaśniej świeci. I oni – jak ogień i woda. Dwa przeciwieństwa. Pettson - spokojny, cichy, kontemplujący życie. I Findus – gadający kot w zielonych porciętach w paski. G-a-d-a-j-ą-c-y bez przerwy. Cztery książki – Kiedy mały Findus się zgubił, Tort urodzinowy, Rwetes w ogrodzie i Polowanie na lisa w świetnej interpretacji Jerzego Stuhra. Głos legendy naszego kina i teatru bardzo mi pasuje do książek Nordqvista. Słychać w nim poczucie humoru, przekorę i zawadiactwo. Proszę wybaczyć, ale nawet, jeśli pan Stuhr stara się być poważny – to i tak jest niepoważny. Czyli wypisz wymaluj – Pettson i Findus. Podoba nam się wesołe pogwizdywanie podczas czytania. 1,5 godziny dobrej zabawy. Dla mnie wybawienie – bo, dalibóg, od kiedy pan Stuhr czyta bajki - ja mam więcej czasu na swoje czytanie. I, dalibóg, bardzo jestem ukontentowana z tego powodu.


Wydawnictwo Media Rodzina

niedziela, 26 kwietnia 2009
Minuta koguta - Sven Nordqvist

Oj, ten Findus! Znów narozrabiał - tym razem jednak troszkę przesadził. Wykazał się totalnym brakiem tolerancji w stosunku do nowego mieszkańca zagrody Pettsona - koguta Jussiego. Ale zacznijmy od początku. W najnowszym odcinku, pewnego dnia Pettson wraca do domu z tajemniczym pudłem. Po chwili wszystko staje się jasne. To nie niespodzianka dla kota, ale prezent dla... kur. Bo oto z pudła wyskakuje olbrzymi kogut i zaczyna głośno piać. No właśnie, kogucie pianie strasznie denerwuje Findusa, czego ten nie zamierza wcale ukrywać. Zaczyna się rywalizacja, stroszenie piórek i wyciąganie pazurków, ustanawianie nowych reguł i przepisów, co komu wolno, i jak długo. Tytułowa minuta dla koguta przerosła nowego mieszkańca - a jak się historia kończy, oczywiście nie zdradzę, tylko zapraszam do książki.

To już siódma część przygód Pettsona i jego kota Findusa. Zastanawia mnie, na czym polega fenomen tych książeczek. Za każdym razem, gdy pada pytanie, co czytamy, i proponuję Findusa, nigdy nie spotkałam się z odmową ze strony mojego Tomcia. A muszę przyznać, że moje dziecię potrafi nieźle przebierać, zanim dokona ostatecznego wyboru lektury. Z dziećmi znajomych jest podobnie. To nie tylko kwestia języka, fabuły, ilustracji. A więc? Może to ten świat, jaki spotykamy w opowieściach szwedzkiego autora? Taki jak u Pana Boga za piecem. Troszkę zapomniany, gdzieś tam daleko, a jednak bezpieczny i w pewnym sensie wolny - bez codziennej gonitwy, bez szaleństw. Świat, w którym dym powoli sączy się z komina drewnianych domków, gdzie jabłka dojrzewają w pełnym słońcu na drzewach, krowy pasą się na pastwiskach, a kury ryją w ziemi w poszukiwaniu robaków, gdzie nie ma ani samochodów ani szybkiej kolei. Wszystko biegnie własnym rytmem, człowiek żyje w zgodzie z naturą, przyjaźni się ze zwierzętami, szanuje przyrodę. Nasza przyjaźń z tymi książkami wynika z tęsknoty za tym, czego nie mamy, a co chcielibyśmy mieć - choć na chwilę i od czasu do czasu. Gorąco polecam - bo dzieci kochają te książki. 

 

Wydawnictwo Media Rodzina

środa, 08 kwietnia 2009
Biedny Pettson - Sven Nordqvist

 

Nadeszła Jesień i Pettson ma zły humor. Jest rozdrażniony, siedzi smutny i gapi się bezmyślnie w okno. Jego przyjaciel - kot Findus stara się go rozweselić. Ale na próżno - ani kocie wygłupy, ani wymyślane zabawy nie są w stanie wywołać najmniejszego choćby uśmiechu na twarzy staruszka. W końcu daje się namówić na wyprawę na ryby...

To już szósta część przygód pary przyjaciół. Znamy z Tomkiem każdą z nich. Mój Syn kocha je bezgranicznie. Potrafi godzinami oglądać obrazki, analizować - jeśli ktoś zna ilustracje Svena Nordqvista wie już o czym mowa - mnóstwo tu szczegółów, szczególików, a każda nawet najdrobniejsza rzecz wydaje się być niezmiernie ważna. Nordqvist maluje świat tak, jak widzą go dzieci, które czasem nie zauważą wielkiej krowy, a zachwycą się maleńką stokrotką ukrytą wśród wysokich traw. Dostrzegają takie rzeczy, na które my, dorośli, często nie zwracamy uwagi. Najcudowniejszy jest oczywiście warsztat Pettsonowy- istna graciarnia. Dla chłopców to istny raj- wyszukiwanie narzędzi, najdziwniejszych stworzeń, które zamieszkują szufladki szufladeczki, zakątki i zakąteczki. W każdej części wizyta w tej klamociarni - murowana, bo Pettson i Findus mają najróżniejsze pomysły i właśnie tam je realizują.

Biedny Pettson - to cześć bardzo nostalgiczna, ale nie pozbawiona humoru. Już o to, by rozśmieszyć małego czytelnika, zadbał Findus - zwariowany kot, którego pełno wszędzie. Kołysanie na krzesełku i scena w drewutni na pewno rozbawią maluchy.

Ilustracje w tej części, szczególnie te jesienne na końcu książki, oceniam najwyżej ze wszystkich części. W tonacji brązów, zgniłej zieleni, szarości, z gołymi drzewami, ciemnymi drzewami sosnowymi w tle, samotna łódź z dwójką przyjaciół. Krajobrazy, które kojarzą się z dziką naturą Szwecji, cisza wszechobecna ....

Dzieci mogą z tej książki wynieść taką oto naukę - nie zawsze świeci słońce. Niekiedy zdarza się taki dzień, kiedy nic się nie chce, nic nie wychodzi. Trzeba go jak najszybciej przeżyć, a kolejny zacząć w lepszym humorze. I jeszcze jedna ważna rzecz, którą Findus zrozumiał na końcu książeczki- czasem potrzebna nam jest cisza, a dobrzy przyjaciele potrafią dobrze zrozumieć się bez słów. Nie tylko słowa coś mówią...

 

wtorek, 31 marca 2009
Mama Mu buduje - Jujja + Tomas Wieslander/ Sven Nordqvist

Mama Mu jest niesamowita. Ani myśli popadać w jesienną zadumę. Nie w głowie jej też krowie  monotonne przeżuwanie trawy, spacerowanie po zielonej łące i oganianie much ogonem.  Mama Mu chce odmiany. I wiecie co wymyśliła?  Że wybuduje dom - na drzewie. Na nic zrzędzenie Pana Wrony - Krowy nie łażą po drzewach i nie budują domków. Jej uparte - Chcę zbudować domek na drzewie nie zniesie żadnego sprzeciwu. Bo taka jest właśnie Mama Mu - jak sobie coś postanowi, to tak będzie. I nie przeszkodzi jej w tym nikt - a już tym bardziej taki maruda. Chce budować - i proszę bardzo - bierze młotek do... no właśnie do czego? Sami się przekonajcie, jak krowy świetnie potrafią sobie radzić z narzędziami.

To krowy umią budować?- już i tak duże z natury oczy Tomka robią się jeszcze większe - z niedowierzania i zdziwienia. A potem są już tylko śmiech, długie analizowanie obrazków i od nowa, ciągłe czytanie od nowa. Jest jeszcze jeden problem - Dlaczego Mama Mu tak się nazywa, i gdzie są jej dzieci? Zaczyna się więc opowiadanie kolejnej historii - tym razem o MAMACH, które czasem chcą pobyć same, zrobić coś tylko dla siebie, odpocząć, by potem znów wrócić do swoich pociech. Jest dobrze. Odpowiedź spodobała się. Nasza ulubienica sama ma w sobie coś z dziecka. Mnóstwo marzeń, zwariowanych pomysłów, które realizuje bez względu na wiek i pozycję krowiej mamy w stadzie. Czarny Maruda za to jest kimś w rodzaju sumienia, które odzywa się zawsze w obliczu wątpliwości. Wypada, nie wypada, co powiedzą inni. Ale i tak Pan Wrona swoje a Mama Mu swoje. Kolejne pytanie Tomka zbija mnie z nóg. Mamo, wybudujesz mi taki dom na drzewie? No tak, bo skoro jedna MAMA może i umie, to dlaczego ja mam nie umieć?  Książka, niby dla dzieci, wprowadziła trochę zamieszania w mojej maminej dorosłej głowie. Zachęca do tego, by czasem zaszaleć, dać się zwariować i ponieść chwili, zabawić na całego ze swoimi dziećmi. Każe wyzbyć się roli biernego - napuszonego, wszechwiedzącego i poważnego rodzica, stojącego na boku obserwatora i opiekuna. Przypomina o naszym dzieciństwie, kiedy to sami robiliśmy różne szalone rzeczy mimo protestów i zakazów naszych rodziców...

Świetnie napisana, zilustrowana przez naszego ulubionego rysunkowacza Svena Nordqvista. Mnóstwo szczegółów do odkrywania, humor, śmieszne dialogi. Cudowna książka ku uciesze dzieci i .. rodziców

Od kiedy pojawiła się Mama Mu w naszym domu, Tomek często zadaje pytanie: Kiedy pojedziemy do Cioci Helenki? Ciocia Helenka ma gospodarstwo i krowy też. Tomek chce zapytać, czy i ciocia ma taką zwariowaną Mamę Mu, co to umie budować domki na drzewach.

 

czwartek, 11 grudnia 2008
Goście na Boże Narodzenie- Sven Nordqvist

I oto znów nasi rodzinni ulubieńcy. Staruszek Pettson skaleczył się w nogę i nie może przygotować domu do świąt Bożego Narodzenia. Kot Findus jest strasznie rozżalony, bowiem marzy o choince, prezentach, świątecznych przysmakach. Przez chorą Pettsonowę nogę przed dwójką przyjaciół staje widmo świąt smutnych, samotnych i niesłychanie skromnych. Ale stare przysłowie mówi- prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. Kolejna część o Findusie to ciepła opowieść o dobrych sercach, empatii i przyjaźni. Czuć w niej świąteczną atmosferę i krzątaninę. Oczywiście do tego, jak zwykle, humor obrazkowy i sytuacyjny- jak choćby dialog na temat małej ilości ciasta piernikowego:

- To niebywałe, jak się skurczyło- powiedział ( Pettson)

-Taak, ciasto jest dziwne- odparł Findus- Ono po prostu znika.

-Może był tu jakiś kot i trochę spróbował?- zauważył Pettson.

-Może i tak- odpowiedział Findus- A może jakiś staruszek?

- Może i tak- odrzekł Pettson.

Niesamowita książeczka na mroźny dzień:)

Wydawnictwo Media Rodzina

 
1 , 2