Zakładki:
Biorę udział:)
Półeczka maluchów
Półeczka starszaków
Półeczka dla dzieci 6 - 10
Półeczka dla dzieci 10+
Półeczka młodzieży
Półeczka rodziców
A tutaj piszę o książkach
Akcje Czytelnicze
Artykuły
Autorzy i ilustratorzy książek
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
Do słuchania
Gry i zabawy
O książkach dla dzieci
Szablon blogu
Wydawnictwa, z którymi współpracuję
Zajrzyj do książki
Tagi
Książki miesiąca Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli

Wpisy z tagiem: Elżbieta Wasiuczyńska

sobota, 18 czerwca 2011
Agnieszka Osiecka dzieciom

Niewiarygodne historie. W baśniowym klimacie, ale nie baśnie, do jakich jesteśmy przyzwyczajeni i przyzwyczajone są nasze dzieci. Poplątanie rzeczywistości ze światem fantazji. Agnieszka Osiecka – znana jako poetka, autorka tekstów lirycznych, piosenek, jawi się po raz kolejny jako osoba o niesamowitej wyobraźni, umiejąca z prostych słów zrobić coś tak oryginalnego, nietuzinkowego. Teksty dla dzieci, do tej pory rozproszone, porozrzucane po świecie, trochę nieuporządkowane, teraz zebrane  w jednym tomie, w tak wielkiej dawce, potwierdzają olbrzymi talent, wrażliwość na otaczający świat, potrzeby dziecka. To w końcu też wielki ukłon w stronę małego człowieka. Jej historie nie są słodkimi bajeczkami, choć i w nich również różowy kolor się pojawia:))) Autorka w swojej zabawie słowem zachęca do poznania miejsc, o jakich naszym dzieciom się nie śniło, poznania ludzi i istot, o których nigdy nie słyszały, a które wydają się być takie bliskie – zaraz na wyciągnięcie ręki.  To nie słodkie bajeczki. To intelektualna uczta, pełna emocji, uczuć, odniesień do świata realnego. Dla czujnych dorosłych to wspomnienia sprzed lat, bowiem ci, którzy swe korzenie mają w PRL-u, pewnie odnajdą elementy tamtej rzeczywistości, aluzje do tego, co działo się obok. 


Bohaterami swych niestworzonych historii Osiecka uczyniła zwykłych ludzi,  dziwaczne dziwolągi, ale i zwierzęta, przedmioty codziennego użytku. No, jest jeszcze diabeł, ale za to na lekcji fizyki, której poetka ponoć nie znosiła:))) Nie wymyślała smoków o siedmiu głowach, znudzonych księżniczek w szczerozłotych koronach uwięzionych na szklanej górze. Tak jakby chciała przekazać dzieciom, że baśń może zdarzyć się wszędzie, za chwilę, tuż obok. I że można stać się elementem tej baśni – jak para bliźniaków Karolina i Marek w opowieści o Dixi. Że zaraz obok naszej ulicy – tak realnej,  z realnymi sąsiadami -  są gaje budyniowe, Kraina Błot, Różowy Kraj, wieś Łatwizna, w których dzieją się rzeczy przedziwne. A jeśli Osiecka wspomina miejsca, które są namacalne, istnieją naprawdę, to bawi się nimi – układa swoją historię z kolorowych klocków i zachęca do bajania innych. Tak jak to miało miejsce z miastem Uppsala w Szwecji. Niech naukowcy mają swoje zdanie na ten temat. My już wiemy, że ma to związek z kichaniem i psikaniem pewnego kucharza innego pewnego bogatego pana, który dzień  w dzień przemierzał pewien trakt w Szwecji pewnym dyliżansem. I tyle. Bohaterami opowieści są Eugeniusz Bluberd – gliniany ptak z duszą, który opuścił Szwecję, by zamieszkać w Polsce. Samochód Dixi – bardziej kwadratowy niż okrągły. Dixi – czerwona jak mak. Czerwona jak pomidor. Czerwona jak ogień. Nie żadne eleganckie auto – takie jak peżot sąsiada. Ale wysłużony i zniszczony pojazd staruszkowatego poety imieniem Glesgo. Diabeł rozrabiaka Belzebub Rączka, dziwaczne stworzenia: Subiektywniak, Wpółdopiątak, Siódmaki, marsjańskie koty, Szalony Kelner, czterej Bez – Pancerni, młodzieniaszek samolot Ptakowiec.


W książce znajdziecie piękne ilustracje Elżbiety Wasiuczyńskiej. Doceniło to szacowne Jury  przyznające nagrodę Donga 2010. NASZA KSIĘGARNIA za zbiór opowiadań „Agnieszka Osiecka dzieciom” z il. Elżbiety
Wasiuczyńskiej otrzymało wyróżnienie za przywrócenie czytelnikowi niebanalnych tekstów Agnieszki Osieckiej w mistrzowskim opracowaniu graficznym.


Bardzo podobał nam się fragment, w którym Autorka wyjaśnia: cóż to takiego – PTAK. Ostatecznie każdemu może się przytrafić. Bywają gorsze nieszczęścia. Moje dzieci zwróciły uwagę na niego nie bez powodu. Jesteśmy otoczeni ptakami. Pobudowały sobie gniazda na naszym dachu w kilku miejscach. Nawet teraz pisząc ten tekst, towarzyszy mi wesołe świergotanie, turlanie, ćwirćwirkanie. Przed chwilą miałam spotkanie oko w oko z szarym wróblem. Zaglądał do pokoju ze skrzynki z pelargoniami. Może wyczuł pokrewieństwo dusz z glinianym Eugeniuszem, który spoglądał z kolorowej ilustracji?

 

Eugeniusz, między nami mówiąc, był ptakiem.

-Cóż w tym dziwnego, spytacie. – Ostatecznie każdemu może się to przytrafić. Bywają gorsze nieszczęścia. Można na przykład być mrówką i przez całe życie przebywać jedynie z mrówkami i mrówczętami. Albo można na przykład być słoniem z ogrodu zoologicznego i przez całe życie chodzić tylko Tam-I-Z-Powrotem. Słowem, bycie ptakiem nie jest zupełnie złe.

Nie jest też zupełnie dobre. Po pierwsze – nie ma się czterech nóg. Nie ma się także dwóch rąk i dwóch nóg. Można się najwyżej pocieszyć, że to, co się ma, to jest jedna ręka (na przykład lewa) i jedna noga (na przykład prawa). Można opowiadać różne rzeczy i nadawać im różne nazwy, ale w niczym nie zmieni to rzeczywistości. Rzeczywistość to jest to, że mamy tylko dwie łapy.

Bycie ptakiem nie jest też zupełnie dobre ze względu na zimę. Jak wiadomo, jedne ptaki odfruwają jesienią do gorących krajów, a drugie marzną przeraźliwie.

Na oko marznięcie jest gorsze, ale odfruwanie też bywa do niczego. Chmury są wilgotne i smutne jak kocie łby.

Mimo to można powiedzieć, ze życie ptaków jest wesołe, a to ze względu na śpiewanie, skakanie, przygody oraz pióra. Takie życie, które się dzieli na:

A) Śpiewanie

B) Skakanie

C) PRZYGODY

Oraz

D) PIÓRA

Nazywamy Życiem Ptasim.

 

Fragment tekstu na zachętę:)

 

Wydawnictwo Nasza Księgarnia



środa, 09 grudnia 2009
Królowa Śniegu - H.Ch.Andersen/ Elżbieta Wasiuczyńska

Zapraszam Was w podróż nietypową jak na nasze warunki, bo do krainy wiecznych śniegów i mrozów, gdzie króluje ONA – piękna, wytworna, zimna, a jednak żywa, o niespokojnych oczach, lśniących jak dwie jasne gwiazdy, z bladym i prawie niewidocznym uśmiechem na twarzy. Chyba nieprzystępna dla nas, ludzi. Takie przynajmniej zawsze odnosiłam wrażenie. Chociaż nie, był wyjątek. Kaj.

 

Zjawiła się pewnego dnia w miasteczku – kobieta ubrana w najdelikatniejszą białą gazę, jakby utkaną z milionów gwiaździstych płatków. Skinęła głową w kierunku okna i pomachała ręką. Wówczas to Kaj zobaczył ją po raz pierwszy. Bardzo się wystraszył.

 

W ogrodzie staruszki czegoś brakowało. Tylko Gerda nie wiedziała dokładnie czego. Pewnego dnia, gdy minęło już wiele miesięcy od momentu pojawienia się dziewczynki w dziwnym domu z ogrodem, Gerda, oglądając kapelusz wróżki, dostrzegła na nim róże. –Tu nie ma róż! – zawołała. I przypomniała sobie o Kaju.

 

Gerda wyznała rozbójniczce, jak bardzo kocha Kaja. Ta wsadziła Gerdę na renifera.

-Masz tu futrzane buty, bo będzie zimno, mufkę zatrzymam, jest zbyt ładna, ale nie będziesz marzła, bo dam ci rękawice mojej matki, sięgną ci aż do łokcia, wsadź ręce. Masz teraz takie same łapy jak moja okropna matka.

 

I w tym momencie chyba powinien być koniec, prawda? Czuję się teraz jak natrętny intruz, który ingeruje w tę historię, choć zdaję sobie sprawę, że moje krótkie streszczenie i tak nie odda całego klimatu baśni, ciepła bijącego z serca Gerdy i chłodu Królowej Śniegu.

Cóż nowego można powiedzieć o Królowej Śniegu, ktoś zapyta. A można, można. Trudno zmierzyć się z legendą. A do takiej należy niewątpliwie Królowa Śniegu w przekładzie Stefanii Beylin, z ilustracjami mistrza J.M. Szancera.  Ale w końcu do odważnych świat należy. Mamy oto na nowo spolszczony tekst przez Bogusławę Sochańską, prosto z duńskiego - w wielu miejscach bardziej przystępny (np. współczesne słownictwo buciki - zamiast trzewiczki, pokoiki - zamiast izdebka, jest w końcu Kaj, a nie Kay) i odważniejszy. Przyznam się, że mnie samą zżera ciekawość, kto jest bliższy oryginałowi – B.Sochańska ze zwrotami- stara, łapy, zarżnąć? Czy raczej S.Beylin z jej wersją – matka, ręce, pozabijać? I czy wynikało to z faktu, że coś zostało w przekładzie zgubione, czy raczej taki był wymóg ówczesnej obyczajowości, który nakazał tłumaczce zrobienie, choćby z małej rozbójniczki, aniołka wśród grandy rozbójników ukrytej w jaskini i głuszy leśnej. Wydaje mi się, że mała leśna tygrysica, nieprzebierająca w słowach, jest  bardziej autentyczna i na swój dziki sposób …urocza. I druga rzecz – to ilustracje Elżbiety Wasiuczyńskiej (Pan Kuleczka). Delikatne, zmysłowe, ulotne jak płatki śniegu, których żywot jest taki krótki. Ich piękno zostało docenione i znalazły się w gronie nominowanych do nagrody IBBY 2009.

Królowa Śniegu to z pewnością baśń dla starszych dzieci – i to ze względu na temat jak i uczucia, których tu pełno. Maluch ma szansę na powierzchowne zrozumienie tematu, poznanie pary przyjaciół, opisu drogi i miejsc, jakie Gerda musiała przebyć w poszukiwaniu Kaja. Jednak czy w pełni zrozumie wielką miłość, przywiązanie, przyjaźń na zawsze, gotowość do poświęceń, nawet oddanie życia? Z mojego dzieciństwa, pamiętam, że Królowa Śniegu długo mnie przerażała. Zaczytywałam się w Świniopasie, Brzydkim kaczątku, Calineczce, Pasterce i kominiarczyku, mroźna baśń musiała jednak odczekać swoje. Mimo, że fundacja Cała Polska Czyta Dzieciom poleca Baśnie Andersena w wieku 4-6 lat, wszystko zależy od wrażliwości dziecka. Próbowałam z moim dzieckiem (prawie 5 lat). Nieodzowny syn matki – spróbujemy za jakiś czas, by wtedy poczuć smak wszystkich rodzynków ukrytych w tym przepysznym cieście.

Do płyty dołączono płytę CD, na której baśń czyta Jerzy Stuhr. Wyobraźcie sobie coś takiego - za oknem zimno, pada śnieg, z dziećmi lepicie wigilijne uszka, czuć zapach wanilii, marcepana, pomarańczy. Płoną cztery świece na wieńcu adwentowym. A w tle gdzieś słychać baśń o miłości, przyjaźni i o tym jak Dobro zwycięża Zło... Cudnie i nastrojowo.

Królową Śniegu ogłaszam książką grudnia. Jest to też moja zdecydowana faworytka w konkursie Polskiej Sekcji IBBY na Książkę Roku 2009 w kategorii - grafika. A rozwiązanie już blisko – 17 grudnia o godzinie 17.00.

 

 

Wydawnictwo Media Rodzina

piątek, 04 września 2009
Bajka o ślimaku Kacperku - Małgorzata Strzałkowska/ Elżbieta Wasiuczyńska

Szyte i udziergane ilustracje to chyba nasza polska specjalność. Elżbieta Wasiuczyńska, autorka książki Mój pierwszy alfabet, za pomocą łatek, nożyczek i igły zilustrowała książkę Małgorzaty Strzałkowskiej, w której to na pewnej łące żyją sobie spokojnie, sielsko, anielsko, ślimaczki. Ich spokój zakłóca pewnego dnia olbrzymi słoń. Jak się go pozbyć? No właśnie, jak? Bajecznie kolorowa i mądra lektura do dyskutowania z maluczkimi o ich zachowaniu i o wielkiej sile prostego słowa PROSZĘ. I jeszcze jedno ważne przesłanie - wcale nie najsilniejsi i najmądrzejsi stają się prawdziwymi bohaterami.

 

Wydawnictwo Nasza Księgarnia