Zakładki:
Biorę udział:)
Półeczka maluchów
Półeczka starszaków
Półeczka dla dzieci 6 - 10
Półeczka dla dzieci 10+
Półeczka młodzieży
Półeczka rodziców
A tutaj piszę o książkach
Akcje Czytelnicze
Artykuły
Autorzy i ilustratorzy książek
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
Do słuchania
Gry i zabawy
O książkach dla dzieci
Szablon blogu
Wydawnictwa, z którymi współpracuję
Zajrzyj do książki
Tagi
Książki miesiąca Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli

Wpisy z tagiem: Ilon Wikland

sobota, 17 marca 2012
My na wyspie Saltkrakan - Astrid Lindgren/ il. Ilon Wikland

Pamiętacie po lekturze Dzieci z Bullerbyn to dziwne uczucie, że coś się skończyło bezpowrotnie? Owszem, można wracać do tej książki – dla wielu najukochańszej lektury dzieciństwa, jeśli nie samemu to z dziećmi. Jeśli ktoś szuka czegoś w zamian, jakiegoś dalszego ciągu – to pewnie chętnie zajrzy do powieści My na wyspie Saltrakan. Choć o jakim ja dalszym ciągu piszę? To przecież zupełnie inna książka. Ale ma w sobie coś, co mi ciągle przypomina tę małą wioskę z trzema Zagrodami. Zresztą, jak się okazuje – właśnie Saltkrakan dla wielu jest książką kultową. Nie Bullerbyn, ale właśnie ta - o wakacjach na malutkiej szwedzkiej wyspie. Kiedy jakiś czas temu byłam na konferencji wyjazdowej, pokój dzieliłam z jedną z koleżanek. Szybko znalazłyśmy temat do rozmów – jeśli ktoś lubi książki – to w końcu wszystkie drogi i tak do nich prowadzą. Książka dzieciństwa? Dlaczego kąpiesz się w spodniach wujku? Zdecydowanie. Bez zawahania. To oczywiście stary tytuł tej powieści. Pewnego dnia na malutką wyspę przybywa sztokholmska rodzina Melkersonów – tata z czwórką dzieci – z córką Malin, i synami: Johanem, Niklasem i Pellem. 19-letnia Malin matkuje braciom – gdyż ich mama nie żyje, a najmłodszy ma dopiero 7 lat. I tak się zaczyna wakacyjna przygoda. Tato wynajął stary dom – Zagrodę Stolarza (znów ta zagroda), w którym brakuje szyb, kapie z dachu, ciężko rozpalić ogień w piecu, a wodę trzeba nosić ze studni. Dla miastowych to niezłe wyzwanie – ale wszystko przyjmują ze zrozumieniem i z wielkim optymizmem. Szybko zaprzyjaźniają się z mieszkańcami wysepki – a tych jest naprawdę niewielu. Znajdują tu przyjaciół, miłość, dobrych znajomych. Przede wszystkim obcują z przyrodą, uczą się jej. W mieście toczy się zupełnie inne życie. Tutaj trzeba obserwować niebo, pogodę, uważać na mgły, skały, nawet żaby. Książka raz dowcipna, raz smutna. Czasem trzeba łapać za chusteczkę. Niespieszna narracja, opisy przyrody, które sprawiają, że chciałoby się tam zaraz pojechać, zobaczyć.

Saltkrakan nie znajdziecie na mapie. Ale jak to często bywało w książkach Astrid Lindgren – miała swój odpowiednik w rzeczywistości. To wysepka Furusund. Nazwa Saltkrakan to nazwa starego gospodarstwa z Vimmerby.

Astrid Lindgren kocha Furusund (dosł. Sosnowa Cieśnina) bardziej niż jakiekolwiek inne miejsce na kuli ziemskiej.

Czerwony drewniany dom z białymi narożnikami, oszkloną werandą, balkonem wychodzącym na zatokę i pomost przy własnym brzegu nazywa „swym domem radości”.

Przez ponad sześćdziesiąt lat ów stary domek do pobierania cła, Stenhällen, jest jej urlopowym rajem, miejscem pracy, oddechu. Tutaj bawi się z dziećmi, wnukami i prawnukami, pisze, kąpie się, spaceruje, odpoczywa.

Portrety Astrid Lindgren – Johan Erséus, wyd. Nasza Księgarnia , 2007, str. 118)

 

Wysepka, na którą bardzo późno dotarła cywilizacja. Podobny klimat znajdziecie na Saltkrakan. Nie ma tu bieżącej wody, telewizorów, telefonów komórkowych, komputerów. No tak – kiedy powstała ta powieść (1964) i tak nie było tych wszystkich gadżetów, bez których nie możemy sobie dzisiaj wyobrazić codzienności. Mimo wszystko - to wielka afirmacja bardzo prostego życia, bez wygód, zabieraczy czasu. To radość z prostych rzeczy. Na owe czasy wyprawa ze Sztokholmu w taką dzicz – też była nie lada wyczynem. Beztroskie dzieciństwo – zabawy na świeżym powietrzu, wspinanie się po drzewach, wyprawy łódką, zaglądanie do każdej dziury. Ale też troski dnia codziennego – które tata pisarz – człowiek o artystycznej duszy, stara się rozwiązywać w miarę swoich możliwości.

A wszystkich ciekawskich – dlaczego wydanie polskie najpierw nosiło tak dziwaczny tytuł – zapraszam oczywiście do lektury. Rozwiązanie w środku.

 

Wiek 9+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

 



środa, 20 lipca 2011
Bracia Lwie Serce - Astrid Lindgren/ Ilon Wikland

Nie pierwszy to raz – kiedy chcę napisać o książce wspaniałej i … brak mi słów:) Choć tutaj – powinno być raczej – wyrazów. Siedzę przed monitorem, odchodzę, robię kolejną kawę, sprawdzam jak się bawi dzieciarnia, pomagam dokręcić śrubkę przy powstającym właśnie helikopterze i znów wracam do pracy i tak od nowa – pustka. Po raz kolejny zachwyca mnie fenomen pisarki z dalekiej Północy, której życiorys troszkę znam dzięki biografiom. Jak to dobrze się stało jak się stało – Astrid Lindgren wzięła udział w konkursie literackim, chwyciła wiatr w żagle i dzięki temu mamy tak wiele wspaniałych książek. Bracia to jedna z nich. Czekałam wiele lat na przeczytanie jej moim dzieciom – bo nie jest to lektura łatwa, czasem jest wręcz przerażająca, niesamowicie wzruszająca, poruszająca niełatwe sprawy. W dodatku pod warstwą przygody kryje się drugie dno, mądrość – o przyjaźni, miłości braterskiej, odwadze, empatii, chorobie, cierpieniu, śmierci, zdradzie, gotowości poświęcenia życia dla innych. Młodsze dziecko skupi się zapewne bardziej na złym Tengilu i jego żołnierzach w czarnych płaszczach, będzie zadawało pytania kto to jest ta Katla, będzie trzymało kciuki oczywiście za Jonatana I Sucharka. Starsze będzie mogło przeżyć tę książkę całkowicie – do końca. Czytałam starszemu synowi – który słuchał w skupieniu, ciszy. Młodszego interesowały tylko przygody – słuchał, choć książka nie dla (prawie) czterolatka – i brał to co dla niego najłatwiejsze, najwygodniejsze, robiące największe wrażenie.

Książka ma w sobie wiele smutku. Przede wszystkim początek, który wzruszy każdego. Dwaj bracia – młodszy Sucharek i straszy – ten odważniejszy, mądrzejszy, bardziej doświadczony, o pięknej twarzy – Jonatan. Sucharek – młodszy – który też jest narratorem tej powieści – nie wstydzi się mówić o swoim strachu, niepewności, o wylanych łzach. Karol Lwie Serce -  sam przyznaje, że dość dziwnie to brzmi. Jednak próbuje, chce dorównać bratu i daje wiele przykładów, że zasługuje na przydomek nadany braciom – zresztą kto się orientuje w historii, od razu rozpozna nawiązanie do mężnego króla Ryszarda Lwie Serce. Młodszemu pisana jest śmierć – choruje od dawna, praktycznie nie opuszcza łóżka. Tylko, że los jest złośliwy – to Jonatan odchodzi pierwszy do Nangijali. Krainy, o której tak często wspominał Sucharkowi. Za jakiś czas dołącza do niego młodszy brat. Zaczynają wspólne życie w Dolinie Wiśni – mają konie, łowią ryby, a Sucharek biega jak najzdrowsze dziecko na świecie i nie ma krzywych nóg. Tylko, że i tutaj nie dzieje się dobrze. Okrutny Tengil chce zawładnąć tym światem. Jego macki dosięgły już Doliny Dzikich Róż. Teraz czas na Dolinę Wiśni. Bracia Lwie Serce chcą ją  uratować i zrobią wszystko, by ten cel osiągnąć.

Wspaniała proza, oryginalne ujecie tematu śmierci – tak zwyczajnie, bez żadnych upiększeń i przemilczeń.  Kraina działająca na wyobraźnię, gdzie spotykają się ludzie po śmierci. Ważna nauka dla najmłodszych, że życie ziemskie to tylko jakiś etap. Mnie zachwyciło przedstawienie miłości braterskiej – wyrozumiałość i mądrość Jonatana – zawsze cierpliwego, wyrozumiałego, tłumaczącego świat młodszemu Sucharkowi. Sucharek – czyli Karol – zapatrzony w starszego brata, biorący z niego przykład, uczący się od niego rozróżniać dobro od zła. Wspaniałe ilustracje Ilon Wikland. Zastanawiam się ile razy użyłam tutaj: wspaniały, niesamowity. Takie emocje wywołuje ta książka – choć nie jest to pewnie lektura dla każdego. Jeśli nie uda się jej przeczytać  w tym momencie – warto spróbować za jakiś czas – raz jeszcze – niektóre książki trafiają do czytelnika swoimi drogami.

Wiek 8+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia



niedziela, 21 listopada 2010
Mio, mój Mio - Astrid Lindgren/ Ilon Wiklnad

Ponoć ta opowieść powstała pod wpływem impulsu. Samotne małe dziecko siedzące na ławce o zmroku. To początek książki i zarazem zdarzenie prawdziwe. Wiele lat temu autorka zobaczyła właśnie takiego anonimowego chłopca koło skweru Tegnera, który mijała zawsze w drodze z domu do pracy i odwrotnie. Myśl o nim nie dawała jej spokoju. I tak powstał właśnie Mio, mój Mio. Może nie najbardziej znana książka Lindgren, ale zdecydowanie jedna z najlepszych. I choć w statystykach mojego syna królują nadal (jeszcze?) Dzieci, Emil i Ronja, to w moich - zdecydowanie na prowadzenie wysunął się Mio, mój Mio. Nie jest to książka dla najmniejszych dzieci. Były momenty, kiedy Tomek się bał i nie chciał, by mu czytać dalej. Tak naprawdę: chciał i nie chciał, bo ciekawość brała górę. Więc czytałam sama, a potem mu opowiadałam. I znów czytaliśmy dalej, aż do końca.

Dziewięcioletni Bo Wilhelm Olsson nie jest szczęśliwym dzieckiem. Wychowują go przybrani rodzice: ciocia Edla i wujek Sixten. Chłopiec sądzi, że oboje nie lubią go. Nie rozmawiają z nim, nie pozwalają mu się głośno śmiać, nie troszczą się o niego. Bosse ma przyjaciela, Benkę, a ten - cudownego ojca. I oto Bosse dowiaduje się, że jego prawdziwy ojciec jest… królem w Krainie Dalekiej. Po wielu latach rozłąki , spotykają się. Ojciec król buduje z chłopcem modele samolotów, ciągle rozmawiają, śmieją się. Mimo wielu obowiązków znajduje dla niego zawsze czas. Ojciec król nazywa swego syna Mio, mój Mio. Chłopiec znajduje w Krainie Dalekiej nowego przyjaciela o imieniu Jum Jum, dostaje od ojca króla cudownego wierzchowca białego Miramisa, słucha opowieści studni szepczącej. Jednak jest coś strasznego – Kraina Daleka sąsiaduje z mroczną krainą, w której rządzi siejący grozę Rycerz Kato. Kiedy ktoś wymawia jego imię, wszystko milknie, a Miramis zaczyna drżeć. Mio mój Mio  musi wykonać bardzo ważne zadanie, o którym było powiedziane już przed tysiącami lat: Chłopiec królewskiej krwi na białym koniu ze złotą grzywą i z jednym przyjacielem w orszaku.

Jest to historia o przyjaźni, odwadze, tajemnicy. Pełna czarów. Świetnie nadaje się do głośnego czytania. Język tej opowieści jest niezwykle poetycki. Autorka opisuje tak sugestywnie stan ducha bohaterów, przyrodę. Snuje swoją opowieść jak baśń, którą kiedyś opowiadano sobie o zmroku przy cieple kominka. Piękna książka. Ponadczasowa. I na koniec jeszcze taka refleksja – cudnie by było, gdyby tak udało się nakłonić do przeczytania tej książki ojców królów naszych dzieci. Mogliby się  z niej dużo dowiedzieć i nauczyć …..


Oczywiście uwagę przykuwają ilustracje Ilon Wikland – ulubionej ilustratorki książek A. Lindgren. A ja tymczasem dokonałam małego odkrycia. W naszej bibliotece znaleźliśmy wydanie z 1973r. z równie pięknymi ilustracjami Marii Orłowskiej – Gabryś. Pokazuję je w kolejnym wpisie. Zapraszam.

Książka ta znajduje się na Złotej Liście Książek, które Fundacja ABCXXI Cała Polska Czyta Dzieciom poleca do głośnego czytania.

 

Wiek 6+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

piątek, 04 czerwca 2010
Dzień Dziecka w Bullerbyn - Astrid Lindgren/ Ilon Wikland

Chciałam o tej książce napisać przed Dniem Dziecka, potem w sam Dzień Dziecka – ale wyszło jak wyszło, czyli… wolałam bawić się z moimi dziećmi. Zresztą książka po raz drugi wypożyczona z biblioteki może być czytana codzienne, bo i Dzień Dziecka powinien być 365 dni w roku aż do skończenia świata. Astrid Lindgren w duecie z cudowną Ilon Wikland – po raz kolejny proponują świetną książkę dla dzieci. To tekst, którego nie znajdziecie w Dzieciach z Bullerbyn (podobnie jak Boże Narodzenie w Bullerbyn i Wiosna w Bullerbyn, o których już pisałam).

Pewnego dnia Lasse wyczytał w gazecie, że w Sztokholmie obchodzą Dzień Dziecka. Wtedy Lasse powiedział, że zrobimy sobie własny Dzień Dziecka w Bullerbyn.

Ten początek smakuje przecież jak słynne: Nazywam się Lisa.


Chłopcy przechodzą samych siebie przy organizowaniu najróżniejszych wyszukanych atrakcji dla malutkiej Kerstin, siostry Ollego – włącznie ze spuszczaniem dwulatki na linie przez okno. Jednak okazuje się, że najwięcej przyjemności malutka ma podczas najprostszych zabaw, czynnościach dnia codziennego – jak choćby karmienia kur czy patrzenia na małe prosiaczki. Mądra Astrid Lindgren pokazuje tym samym, że dziecko nie potrzebuje wyszukanych zabaw, drogich zabawek, ale zainteresowania, miłości ze strony najbliższych. Książka jak zwykle z wieloma ilustracjami pani Wikland. To przecież książeczka obrazkowa, tekst ginie tu wśród drzew Bullerbyn,  trzech zagród i licznej menażerii.

Warto  sięgnąć po tę książkę. Nasz egzemplarz, już dosyć sfatygowany,  jest z 1992 roku, wydany został przez Naszą Księgarnię. Teraz ten tytuł oczywiście wchodzi w skład książek obrazkowych wydanych przez Zakamarki, które specjalizują się w szwedzkiej literaturze dziecięcej.

 

Wiek 3+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia/ Zakamarki

niedziela, 16 maja 2010
Ja nie chcę iść spać - Astrid Lindgren/ Ilon Wikland

Jak zwykle Astrid Lindgren w dobrej formie. Kolejna książka zdobyła serce moich maluchów. Jest to ciepła opowieść o małym Lasse, który codziennie odstawia niezły teatr przed pójściem spać. Sąsiadka, ciocia Lotten ma jednak cudowne okulary przez które chłopiec może zobaczyć, jak zachowują się różne zwierzątka zanim ułożą swoją głowę na podusi. Żadne z nich nie zachowuje się tak głośno, jak Lasse. Jest to dla niego lekcja kindersztuby,  z której sam wyciąga wnioski.

Prosta historia, prosty język, piękne ilustracje Ilon Wikland. Spodoba się maluchom na pewno. A może też się zmienią po niej? Reakcja mojego Tomka – Ja tak nie krzyczę przed spaniem. Ale z szufladek pamięci mogłabym niejedną historię przytoczyć. Zresztą trudno się dziwić. Czasem zabawa trwa w najlepsze, a tu mądry wielkolud każe iść do łóżka…

Wiek 3+

Wydawnictwo Zakamarki

poniedziałek, 08 marca 2010
Wiosna w Bullerbyn - Astrid Lindgren/ Ilon Wikland

Co kupić dla małej Marysi, która przyjechała do nas na kilka dni w odwiedziny? W księgarni dostaliśmy oczopląsów – taki wybór i trudno się było nam zdecydować. Maria dopiero w lipcu skończy dwa latka, ale już teraz dzielnie czyta z mamą Basią, a przy tym mądruje się, że ona czyta najlepiej. W końcu z Tomkiem zdecydowaliśmy się na klasykę. Nie ma to jak dobra, kochana Astrid Lindgren. Oczywiście zajrzeliśmy do środka, oczywiście, że przeczytaliśmy (też tak robicie z prezentami książkowymi?). I trochę nam szkoda tej książki, że poleci do Anglii…. I w dodatku ta wiosna…. Idziemy z Tomkiem z księgarni i mówię do syna: Wiesz, Tomek, czuję wiosnę. Na to moje dziecko odpowiada – A ja czuję dym. Koniec romantyzmu. Ech ci mężczyźni…

W Bullerbyn dzieciaki zgłupiały na wiosnę. Latają w kaloszach po kałużach (na bose nogi!), łażą po płotach, brodzą w strumieniu, zrywają kwiaty, piknikują, skaczą z dachu drewutni, dosiadają byka, chodzą po dachu obory, skaczą dookoła ogniska. Oszalały zupełnie. Wszystkie bez wyjątku. Kątem oka patrzę na Tomka i widzę ten jego błysk w oku. Podoba mu się. Zaczynam zastanawiać się, czym zaskoczą mnie moi synowie na wiosnę. Przyznaję, że przeżyłam z nimi już wiele i aż gęsiej skórki dostaję na myśl, co jeszcze przed nami. Wiosna w Bullerbyn to taki trochę misz – masz, z tego co było w Dzieciach z Bullerbyn z czymś nowym, specjalnie na tę okazję napisanym. Na pewno przypominam sobie scenę – na płocie i małego Pontusa. Dla tej reszty, której w Dzieciach nie ma i dla znakomitych ilustracji Ilon Wikland, warto sięgnąć po tę książkę. Świetnie wydana, na papierze , który kojarzy mi się Elementarzem Falskiego. Pewnie i tak ją kupię. Dla nas….

A swoją drogą te dzieci miały naprawdę niewiele, a były szczęśliwe. Może to jest właśnie prosta recepta na szczęście – być, a nie mieć….

Wydawnictwo Zakamarki

 

 

wtorek, 02 lutego 2010
Pewnie, że Lotta umie jeździć na rowerze - Astrid Lindgren/ Ilon Wikland

Lotta nie umie jeździć na rowerze. Choć twierdzi z przekorą, że umie, oczywiście, że umie. I to na takim prawdziwym, dwukołowym. Dziecięcy rowerek jej nie interesuje. Ma nadzieję, że dostanie rower na urodziny. Kiedy wśród prezentów jednak go nie znajduje, wówczas postanawia wziąć sprawy w swoje ręce. Pożycza sobie wielki rower, taki dla dorosłej osoby, z rupieciarni cioci Berg, a już za chwilę mknie z górki na pazurki wzdłuż ulicy Awanturników. Można sobie tylko wyobrazić, jak skończy się ta pierwsza rowerowa przejażdżka. A co przyniesie jeszcze dzień urodzin? Przecież jeszcze się nie skończył. Może jakąś nową niespodziankę?

 

Astrid Lindgren jak zwykle – świetna. Ilon Wikland również. Lotta, która się nie poddaje, uparcie dąży do celu, próbuje i jeszcze raz próbuje. Myślę, że może wiele nauczyć maluchy. Cudna jest strona, gdzie z drzewa sypią się białe jak śnieg kwiatki. W mroźny zimowy dzień budzi w nas tylko ciepłe uczucia. I tęskno nam, bardzo tęskno za wiosną.  

Czy rozpoznajecie Astrid Lindgren w stroju kominiarza?

 

Wiek 3+

 Wydawnictwo Zakamarki 

sobota, 16 stycznia 2010
Dzieci z Bullerbyn - Astrid Lindgren - I. Wikland/ H. Czajkowska

Na czym polega fenomen popularności tej książki? Odpowiedź nie jest trudna – na jej prostocie. Gdyby tak zrobić ankietę, którą książkę z dzieciństwa pamiętacie najbardziej, która spodobała się Wam przed laty, Dzieci z Bullerbyn znalazłyby się niewątpliwie w czołówce. Dlaczego? Dlatego, że świat w Bullerbyn jest taki poukładany, wszystko ma swoje określone miejsce, rodzice szanują dzieci, dzieci rodziców, wspólnie potrafią się bawić, gdzie przekazuje się pewną hierarchię wartości, tradycję, zwyczaje. Świat szczęśliwego dzieciństwa, w którym – o dziwo – dzieci mają pewne obowiązki (pomoc w licznych pracach domowych i gospodarskich), do szkoły i sklepu daleko,  na półkach niewiele zabawek i książek, bez telefonu, telewizora i komputera – a każdy kolejny odcinek świadczy o kreatywności dziecięcych główek, wymyślających co rusz to nowsze i ciekawsze zabawy – w Indian, spanie w stogu siana, polowanie na bawoły, ucieczkę z domu, skarby na wyspie, tajemnicze mapy, groty w sianie. Świat, w którym dzieci robią fajkę pokoju z długiego cukierka, pieniądze „na niby”, odlewają ołowiane żołnierzyki, krowy na pastwisku to plemię Komanczów. Dzieci z Bullerbyn to moje drugie okrążenie. W pierwszej rundzie przeczytałam je tyle razy, że nawet nie mogę nazwać konkretnej liczby. W pamięci mam tylko wykręcenie korków przez mamę, bo nie chciałam odłożyć książki, a rano trzeba było iść do szkoły. Pewne powiedzonka, scenki zostały na całe życie, i teraz zaśmiewam się przy nich razem z Tomkiem. Migdał pękł, więc będzie para, Agda wyjdzie za Oskara; kawałek kiełbasy dobrze obsuszonej; pięciu Murzynów w ciemnej sieni. Oj długo musiałabym wymieniać. W każdym razie cieszę się na to spotkanie po latach i, że mojemu dziecku się podoba. Baaaaardzo! Zauważyłam też, że książka stała się źródłem inspiracji do codziennych zabaw. Wydawca poleca książkę dla dzieci w wieku 6+. Ja nie czekałam. Przeczytałam mojemu 5-latkowi i był to strzał w dziesiątkę. Jakiś czas temu słuchaliśmy audiobooku w interpretacji Ireny Kwiatkowskiej, ale nie ma to jak mamine czytanie przed snem. Książka jest napisana prostym językiem, dowcipnie, mówi o ważnych sprawach dla dzieci - nic dziwnego, że trafia tak szybko do małych czytelników na całym świecie. Tak naprawdę Dzieci są już wiekowymi staruszkami:) Ich pierwsza część ukazała się w 1947 roku:) Jednak chyba nigdy się nie zestarzeją.

 

Tak Bullerbyn wyobrażała sobie Hanna Czajkowska

Bullerbyn istniało naprawdę. Jego nazwa to Sevedstorp. Do dziś jest wielką atrakcją turystyczną. To tutaj dorastał Samuael August, ojciec Astrid Lindgren. Zagrody Północna, Środkowa i Południow ponoć mają się dobrze. Brakuje tylko lipy, która stała między pokojami Lassego, Bossego i Ollego.

Z dzieciństwa pamiętam wydanie z ilustracjami Hanny Czajkowskiej. Teraz mamy na półce to z wizją Ilon Wikland. Bardzo mi się podoba, choć do polskiej autorki mam wielki sentyment. Obie wersje są dostępne na rynku.

Dzieci z Bullerbyn to niewątpliwie jeden z piękniejszych momentów, jaki możemy podarować naszym dzieciom. Myślę, że w tej opinii nie jestem odosobniona.

Wiek 5+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia 

piątek, 04 grudnia 2009
Ronja, córka zbójnika - Astrid Lindgren/ Ilon Wikland

Skąd takie imię Ronja? Ponoć Astrid Lindgren wzięła książkę telefoniczną, wybrała dwie nazwy firm, z każdej po jednej sylabie, i proszę. A Ronja dzięki takiemu zabiegowi jest dziś znana na całym świecie.

Od jakiegoś czasu przymierzałam się do zapoznania Tomka z tą lekturą, ale obawiałam się, że jest na nią jeszcze za wcześnie. Fundacja "Cała Polska Czyta Dzieciom" rekomenduje tę książkę dla dzieci w wieku lat 10. Zgadzam się z tym, ponieważ wtedy już nie taki mały czytelnik, ma możliwość zasmakowania w całym pięknie tej książki. Ja nie wytrzymałam i stało się. Między innymi za sprawą gorących zainteresowań Tomka w kierunku zbójecko- rycerskich:) Książka bardzo bardzo (2x) spodobała się mojemu dziecku, ale zdaję sobie sprawę z tego, że to poznanie pobieżne i trzeba będzie zrobić kolejne okrążenia. Ale mój 5-latek zaskoczył mnie swoją wnikliwością i zaangażowaniem. Owszem są rzeczy niezrozumiale dla tak małej główki, ale dał się porwać urokowi tej książki, oczarować. Dwa rozdziały wieczorem to wcale nie było za dużo – a wręcz przeciwnie. Muszę przyznać, że sama czerpałam niemałą satysfakcję z naszych wieczornych seansów, bo wiele już zapomniałam. I nawet jeśli Tomek za pierwszym razem zwrócił tylko swoją uwagę na aspekt przyjaźni, nie odczuł obecności tych wszystkich wątków, o których za chwilę, warto było dla tej ciszy, błyszczących oczu, wbijających się paznokci w moje ramię i słodkie: Mamo jeszcze!

 

Rzecz dzieje się w czasach średniowiecznych, gdy po lasach grasują prawdziwi zbóje. W starym zamku warownym Mattisa przychodzi na świat słodkie dziewczę Ronja. Tej nocy piorun uderzył w zamek i przepołowił go na dwie części. Można sobie wyobrazić, jakie zmiany nastąpią na zamku po pojawieniu się wśród zgrai zawszawionych zbójów małej dzieciny. Ronja rośnie sobie zupełnie nieświadoma profesji wykonywanej przez ojca i jego kompanów. W dodatku do drugiej części zamku wprowadza się śmiertelny wróg Mattisa – Borka wraz ze swoją zgrają i synem Birkiem. Między dziewczynką i chłopcem rodzi się przyjaźń.

To jedna z najpiękniejszych książek. Jest tyle ważnych wątków, na które warto zwrócić uwagę. Przede wszystkim przyjaźń – na śmierć i życie, oddanie wierność, bycie ze sobą na dobre i złe. Młodość, z całym jej szaleństwem, buntem, wybuchami. Jest powolne odchodzenie od rodziców, są trudne, czasem bolesne wybory. Jest w końcu miłość ojcowska – spontaniczna, zaborcza, ale też pełna strachu i troski o dziecko. Jest miłość matczyna – trochę cicha, z boku, ale jakże mądra, wzruszająca, wyrozumiała, altruistyczna. Wielkim bohaterem tej książki jest dziewicza przyroda, rozległe lasy, rzeka, jeziora pełne zwierzyny. Ronja i Birk kochają i szanują wszystkie dary natury, nie istnieje dla nich rozgraniczenie: Las Mattisa czy Las Borki. 

W książce jest wiele postaci tajemniczych – mgłowce, wietrzydła, szaruchy. Trochę się obawiałam, jak mój strachliwy chłopiec je przyjmie. Trzeba zwrócić uwagę na wrażliwość dziecka i w razie czego odłożyć lekturę na później.

 

Miłośnicy Ilon Wikland znajdą tu do swojej kolekcji bajeczne ilustracje. Szkoda, że filmowa Ronja tak bardzo różni się od tej książkowej.

 

No właśnie - film, o tym samym tytule – moim zdaniem średni, ale z fajną muzyką. Można posłuchać tutaj.

Słynna Pieśń wilków, którą Lovis usypiała Ronję:

Spolszczona wersja pojawiła się na płycie z piosenkami Grzegorza Turnaua i Ewy Bem do filmów powstałych na podstawie książek Astrid Lindgren.

Nocą w lesie wyje wilk

Choć chce, nie może nie zasnąć.

Ból wnętrzności rozrywa mu

Zimne jest jego gniazdo

Wilku, wilku nie podchodź tu

Maleństwa mojego nie dostaniesz…

Nie muszę chyba dodawać, że od momentu poznania Ronji, to żelazny repertuar naszych wieczornych kołysanek.

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

poniedziałek, 09 listopada 2009
Patrz, Madika, pada śnieg - Astrid Lindgren / Ilon Wikland

Urocza zimowa książka! Dwie siostry – Madika i Lisabet, mieszkające na Czerwcowym Wzgórzu cieszą się na nadchodzące święta, pieczenie pierniczków, prezenty i śnieg. Szaleją na dworze z tatusiem i psem. Na drugi dzień Madika z powodu przeziębienia musi pozostać w domu, natomiast na świąteczne z zakupy z Alvą wybiera się młodsza Lisabet. Ta nie słucha jednak opiekunki i oddala się od sklepu – wchodzi na płozy sani Anderssona, a ten wywozi ją daleko w las. Biedna Lisabet, pozostawiona na pastwę losu przez woźnicę, błąka się sama po lesie w poszukiwaniu domu i rodziców. A droga jest bardzo daleka. W dodatku pada cały czas śnieg i  mała Lisabet wygląda jak bałwanek. Jak skończy się ta opowieść? Nie zapominajmy, że nadchodzą święta, wokół dzieje się wiele dobrego, ludzie mają ciepłe serca, dzieją się cuda. Naprawdę udana książka – tekst i ilustracje niesamowitej Ilon Wikland. Zresztą zobaczcie sami.

Już druga książka, w której dzieci uwielbiają piec na święta ciasteczka w kształcie prosiaczka. W Dzieciach z Bullerbyn rodzeństwo Lisy nawet się kłóciło, kto pierwszy będzie używał tej foremki.

Zachęcam do przeczytania ciekawego wpisu na temat ilustratorki u Zosi Frankowskiej. Tam znajdziecie inne ilustracje, również bajeczną zimę na Czerwcowym Wzgórzu.

 Wydawnictwo Zakamarki

 
1 , 2