Zakładki:
Biorę udział:)
Półeczka maluchów
Półeczka starszaków
Półeczka dla dzieci 6 - 10
Półeczka dla dzieci 10+
Półeczka młodzieży
Półeczka rodziców
A tutaj piszę o książkach
Akcje Czytelnicze
Artykuły
Autorzy i ilustratorzy książek
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
Do słuchania
Gry i zabawy
O książkach dla dzieci
Szablon blogu
Wydawnictwa, z którymi współpracuję
Zajrzyj do książki
Tagi
Książki miesiąca Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli

Wpisy z tagiem: Media Rodzina

czwartek, 22 kwietnia 2010
Natychmiastowa pomoc w nagłych wypadkach dzieci - Janko von Ribbeck

Medycyna ratunkowa dla rodziców i opiekunów

Bardzo ważna książka! Powinna stać zawsze pod ręką. Ja czytam ją od kilku dni, jak tylko czas mi pozwala, na wyrywki. Za każdym razem, gdy otwieram tę czerwoną okładkę, mruczę pod nosem do siebie: Boże, uchowaj nas od tego wszystkiego. Pewne rzeczy jednak trzeba wiedzieć, autor przekonał mnie nawet, że z niektórymi zagadnieniami rodzice powinni zapoznać też dziadków, nianie i ciocie. Koniecznie! Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że książka nie załatwi wszystkiego, nie odpowie na wszystkie moje pytania, ale w kilku przypadkach spowodowała, że zaczęłam temat drążyć w Internecie i w innych książkach – tak więc można lekturę potraktować jako swego rodzaju kompendium wiedzy na temat natychmiastowej pomocy, ale trzeba mieć świadomość, że pomoc i rada fachowców będzie i tak nieodzowna.(oby jak najrzadziej – czego i nam i Wam życzę). Pierwsze, co zrobiłam, to sprawdziłam, czy była konsultacja medyczna – BYŁA! Bo jakoś nie wyobrażam sobie tego typu książek na rynku bez błogosławieństwa fachowca – w tym przypadku był to pan dr n. med. Maciej Naskręt z Zakładu Medycyny Ratunkowej i Uniwersytetu Medycznego im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu, który jest również autorem słowa wstępnego do wydania polskiego.

Poprzedziły je: Spis wypadków nagłych według objawów i wstęp autora, w którym dowiadujemy się, jak należy korzystać z poradnika – autor zauważa, że niekiedy ważne są minuty, trzeba działać natychmiast  i jak w razie wypadku – odpukać – nie zagubić się wśród szeleszczących kartek, które mogą pomóc, a co najważniejsze – nawet uratować życie.

Książkę podzielono na 15 rozdziałów:

1. Działania ratujące życie

2. Wypadki nagłe związane z oddychaniem (zadławienie ciałem obcym, ciało obce w nosie, sinienie z wściekłości, pseudokrup, zapalenie nagłośni, hiperwentylacja, astma, użądlenie przez pszczołę w okolicach jamy ustnej)

3. Wypadki nagłe wywołane temperaturą (oparzenia słoneczne, udar cieplny, hipotermia, uszkodzenia spowodowane wysoką temperaturą)

4. Wypadki wśród dzieci (pierwszy szok po wypadku, ocena stanu rannego dziecka, złamania kości, które łatwo przeoczyć; stłuczenia, skręcenia, zwichnięcia, urazy jamy brzusznej, urazy głowy, porażenie prądem, tonięcie)

5. Krwawienia i rany (tamowanie krwotoków, krwawienie z nosa, urazy w obrębie jamy ustnej, zaopatrywanie ran, naturalne preparaty do gojenia ran)

6. Wstrząs (objawy, postępowanie w przypadku wstrząsu, inne jego postacie, rozróżnianie między wstrząsem, omdleniem a utratą przytomności)

7. Oparzenia termiczne (następstwa i zagrożenia, preparaty naturalne stosowane w przypadkach oparzeń I, II i III stopnia)

8. Zatrucia (jak je rozpoznać, kto pomaga przy zatruciach, co można zrobić w przypadku zatrucia, najczęstsze przyczyny zatruć)

9. Użądlenia przez osy i pszczoły, ukąszenia przez komary i kleszcze

10. Bóle brzucha (przyczyny – co robić)

11. Urazy gałki ocznej (ciało obce w oku, urazy gałki ocznej)

12. Gorączka u dzieci (na co należy zwrócić uwagę, metody obniżania gorączki, drgawki gorączkowe)

13. Prawidłowe zapobieganie (dzieci jeszcze nie wszystko potrafią, działania profilaktyczne i środki pomocnicze)

14. Apteczka domowa (przydatne i pomocne środki, materiały opatrunkowe)

15. Działania natychmiastowe – jest to bardzo ważny rozdział – w razie wypadku można zajrzeć od razu do tego rozdziału po najszybsze wskazówki – co robić w przypadku zadławienia ciałem obcym, utraty przytomności, resuscytacji, astmy, porażenia prądem i innych – w sposób zwięzły i łatwy do zapamiętania przedstawiono tu najważniejsze informacje, by w razie nagłego wypadku od razu przystąpić do niezbędnych czynności ratujących  życie)

Na koniec taka oto refleksja - w swoim życiu przeszłam tyle kursów pierwszej pomocy – praktycznie co rok, co dwa lata musiałam odbyć kilkugodzinne szkolenie na ten temat. Ale jak wyglądałoby to w praktyce? Nie jestem chyba odosobniona, bo statystyki są zatrważające. Dlaczego tak mało uwagi poświęca się temu problemowi?  Sami rodzice działają czasem instynktownie – pierwsze, co zrobiłam po przyjściu na świat mojego starszego dziecka – to zgłębienie wiedzy o zakrztuszeniu. Gdy pojawiała się w naszym domu niania, zawsze pokazywałam, co robić w razie …– odpukać. Czasem drżę, by maluchy nie wzięły czegoś małego do buzi, by to gdzieś nie utknęło, strofuję za odejście z jedzeniem od stołu, jak kwoka zaganiam ich z powrotem, nie daję im nic do jedzenia na dwór bez mojej kontroli. Sama byłam świadkiem, jak zakrztusił się mój młodszy brat, który jedząc bułkę, potknął się i zaczął płakać. Uratowała go moja mama - wypadek jest wiecznie żywy w naszej rodzinie, mimo, że minęło już  ponad 20 lat.

Książka jest napisana bardzo przystępnym językiem, opisuje też przykłady z życia wzięte, czego nie wolno robić, co tak naprawdę czuje dziecko, jak mu pomóc. Książka zawiera zdjęcia – na których można dokładnie zobaczyć, jak ułożyć dziecko, gdzie nadusić, co zrobić. Jedyny minus – szkoda, że nie są kolorowe. Książkę polecam rodzicom!

Wydawnictwo Media Rodzina

środa, 17 marca 2010
Zuzia - Liane Schneider/ Eva Wenzel - Burger

Ponoć Liane Schneider zaczęła pisać o Zuzi dla swojej córki. Zresztą niemiecka odpowiedniczka naszej Zuzanny nosi imię córki autorki - Conni. Z tej prawdziwej dziewczynki – z krwi i kości, zrobiła się już pannica na wydaniu, ale to nie przeszkadza autorce, nauczycielce szkoły podstawowej, pracować nad kolejnymi odcinkami. W Niemczech – ukazało się do tej pory dwadzieścia małych książeczek, w Polsce – dziesięć, z czego ostatnio aż pięć nowości.  I tak maluchy idą z Zuzią do dentysty, przedszkola, spędzają kilka dni w szpitalu, czekają na braciszka lub siostrzyczkę, opiekują się kotkiem, uczą się jeździć na rowerze, na nartach, wyruszają na wieś. Duże małe problemy, cała szklana góra do pokonania, na którą naprawdę trudno się dostać. Dzięki tym książeczkom strach dostanie prztyczka w nos, a otaczający świat staje się bardziej dla dziecka na tak. Bo nie ukrywajmy – przedszkole, szpital, gabinet stomatologiczny spędzają sen z oczu nie tylko maluchom. Szczególnie to pierwsze miejsce jest ważne i chcielibyśmy, by dziecko dobrze czuło się wśród nowych ludzi, przedmiotów, w nowym miejscu  - a jeśli coś się nie układa, cierpimy razem z dzieckiem. Książki zachęcają do tego, by dziecko przygotować na pewne zdarzenia – krok po kroku, stopniowo, z cierpliwością, tak jak robią to rodzice Zuzi, którzy pojawiają się w każdej części – tłumaczą, opowiadają, czasem z humorem, z przymrużeniem oka, bez nadętego moralizowani. Są zawsze – wspierają, wzmacniają, dodają odwagi, przekonują, że Zuzia sobie radę da. I tak jest faktycznie – Zuzia bierze byka za rogi – swoimi małymi dziewczęcymi rączkami, z ukochanym misiem – przytulanką u boku. I zdaje się mówić do naszych maluchów z kolorowych ilustracji – Skoro ja mogę to i wy możecie…

 

Zuzia idzie do dentysty

Bardzo ważny odcinek. Maluchy dowiedzą się, że w gabinecie stomatologicznym na pewno nie ma wiertarki, a pan / pani doktor to też człowiek, z którym nawet można się zaprzyjaźnić.

 

Zuzia idzie do przedszkola

I rodzice, i dzieci na własne oczy zobaczą, że przedszkole jest naprawdę fajnym miejscem na ziemi. Reakcja mojego Tomka po lekturze – Mamo, jak ja kocham moje przedszkole i panią Honoratkę i nasz plac zabaw!!! – życzę równie entuzjastycznego odbioru tej lektury. Niestety nasz Tomek ostatnio chadza, a nie chodzi do przedszkola. Jak my czekamy na wiosnę!!!

 

Zuzia w szpitalu

Dobra nauka dla moich smyków – głupie pomysły mają czasem przykre konsekwencje. W przypadku Zuzi jest to szpital – miejsce owiane legendą. Niestety, jak trzeba, to trzeba i inaczej się nie da. Książka pokaże, że wszystko jest dla ludzi, a szpital nie taki straszny, jak go malują.

 

Zuzia i nowy dzidziuś

Książka pomaga przygotować maluchy na pojawienie się nowego członka rodziny. Warto po nią sięgnąć dużo wcześniej, rozmawiać, rozmawiać i jeszcze raz rozmawiać. I cieszyć się na braciszka/ siostrzyczkę. Wspólnie.

 

O książce Zuzia i jej kotek pisałam tutaj

Wiek 3+ 

Wydawnictwo Media Rodzina

środa, 10 marca 2010
Walizka Hany - Karen Levine

Obrazek pierwszy (sprzed kilku tygodni):

-Mamo, co dzieci robią w tych budkach i czemu wszystkie są tak samo ubrane? – padło pytanie z ust mojego Tomka, a ja poczułam jak ścisnęły się moje serce i gardło i najzwyczajniej w świecie mnie zatkało. Znana i często pojawiająca się migawka w telewizji przedstawiająca najmłodszych więźniów Auschwitz. I co ja miałam powiedzieć? Nie zareagowałam z przejęcia i mały wrócił do rysowania Indianina na koniu. Kolorowy świat barwnych pióropuszy, skórzanych mokasynów, łuków i wigwamów. Świat, jakiego wiele dzieci zza drutów, nigdy nie znało. Świat, jaki im brutalnie odebrano. Nie, wcale nie stchórzyłam. Wiem, że kiedyś będę musiała mu o tym powiedzieć. Ale jeszcze nie teraz. Tego, co się stało, ja nie mogę pojąć, a co dopiero pięciolatek…

Obrazek drugi (Ostatni weekend. Wiosenne porządki w szafie):

-Ten plecak mieliśmy w górach. O jest nawet papierek po krówkach. Schował się w małej kieszonce ( i przypomina o braku sił, który nadrabialiśmy słodkimi kaloriami). A to torba babci Basi. Miała ją u cioci Moniki w Danii.

Dzieci mogą opowiadać tak godzinami – potem ładują się do wielkiej walizki na kółkach i udają, że to łódka -  i płyną, płyną – ku przygodzie, w ciekawe miejsca. Walizki, plecaki torby budzą tylko ciepłe i przyjemne wspomnienia…

Obrazek trzeci:

Rok 1939, Nowe Miesto w Czechosłowacji. Dwójka rodzeństwa – ośmioletnia Hana i troszkę starszy George przyszli do kina, by obejrzeć film o Królewnie Śnieżce i siedmiu krasnoludkach. Nie wpuszczono ich. Byli Żydami…

Walizka Hany nie budzi ciepłych wspomnień. Towarzyszyła młodziutkiej Żydówce w drodze na śmierć. Przebyła długą drogę - najpierw z Nowego Miesta w Czechosłowacji do getta w Terezinie, potem do Oświęcimia. Po latach w 2000 r. trafiła do Japonii do Tokijskiego Centrum Holokaustu. Stało się to dzięki staraniom Fumiko Ishioki, która chciała zdobyć dla Centrum jakiś przedmiot, który byłby pamiątką po ofiarach tych strasznych zdarzeń. Zwróciła się z prośbą do różnych instytucji na całym świecie – wysłuchało ją tylko Muzeum w Oświęcimiu. Po wielu miesiącach starań i niepokojącej ciszy, przysłano walizkę, na której ktoś napisał białą farbą: „Hanna Brady – sierota”.   I tu zaczyna się ta piękna i wzruszająca historia – nieznanej właścicielki skórzanej walizy, jakich setki tysięcy przybyły do Auschwitz, a które lądowały na wielkich stosach walizek z całej Europy. Wśród nich była ta jedna. Nie była bezimienna – przecież ją podpisano Walizkę obejrzały japońskie dzieci – a te wiadomo – w każdym miejscu kuli ziemskiej zawsze mają mnóstwo pytań: Kim była Hana? Dokąd jechała z tą walizką? Fumiko postanowiła poznać zagadkę Hany – a było to nie lada wyzwaniem. Pokuszę się o stwierdzenie: to tak, jakby szukać igły w stogu siana. Podróże po całym świecie, listy, spotkania. Dzięki temu możemy przeczytać wzruszającą historię o małej Hanie, która tak jak nasze dzieci lubiła się bawić, rysować, jeździć na nartach, jeść ciastka z kremem. Poznajemy ją w rodzinnym mieście, wśród kochających bliskich, otoczoną gronem najbliższych przyjaciółek, które potem coraz bardziej odsuwały się od niej. Nie mogła zrozumieć tej wojny. Nawet nie starała się zbytnio. Getto, codzienne życie w nim, w końcu ostatnia podróż życia. Historia z przeszłości przeplata się ze współczesnością. Z jednej strony ta podróż w czasie tłumi trochę emocje, daje chwilę na oddech – by ochłonąć, by mieć czas na refleksję, może nawet otarcie łez. Ze zdjęć uśmiecha się do nas Hana w malutkim koczku i jej brat Georg – w modnych pumpach. Z drugiej strony, zestawienie dwóch światów, ten kontrast, wywołuje niesamowite reakcje w czytelniku – każe stawiać pytania o sens wojny, jakiejkolwiek wojny,  każe wręcz tupnąć nogą, wrzasnąć ze złości i zadać pytanie, wiedząc, że i tak nikt nie udzieli nam na nie odpowiedzi. DLACZEGO?

Nie znajdziemy tutaj opisu drastycznych scen, cierpień i męczarni, okrucieństwa, szczegółów życia w getcie, jakie często spotykamy w literaturze obozowej. To zaledwie malutki wycinek wydarzeń sprzed lat, taki które może zrozumieć starsze dziecko. To opowieść o smutku, żałobie po bliskich, ale jednocześnie nadziei, że wszystko obróci się ku lepszemu. Podsuwając dziecku tę lekturę na pewno trzeba o niej porozmawiać, wyjaśnić wydarzenia z przeszłości, dopowiedzieć – dawkując oczywiście pewne informacje – ze zrozumiałych względów, odpowiedzieć na pytania.  

Spoglądam na rysunki mojego Tomka. Przywieszone kolorowymi klamerkami do sznurka na ścianie. Traktory, samochody, mama – czyli ja, w kolczykach i ustach  w odcieniu meksykańskiej czerwieni. I rysunki Hany – pociąg, pasażerowie, piknik nad rzeką…W Terezinie narysowała kilka obrazków. Tylko tyle zostawiła po sobie….Dziś Hana miałaby 79 lat, ale przeżyła tylko trzynaście lat. Dlaczego ją zabito? Urodziła się Żydówką… Mogłaby być babcią mojego dziecka, które przywiesza kolejny portret naszej rodziny na domowej wystawie Dzieł Sztuki. Cóż za straszne uczucie - stracić rodzinę...

Nigdy jeszcze nie oceniłam tutaj książki w skali np. 1-6. Najlepszą ocenę książkom wystawiają dzieci – jedne lubią bardziej, inne mniej, a niektórych – w ogóle. Robię wyjątek, by zwrócić uwagę na Walizkę Hany, o której nigdzie wcześniej nie czytałam. A szkoda. To książka WAŻNA, MĄDRA, WZRUSZJĄCA. Bardzo polecam!

Jak rozmawiać z dzieci o Holokauście? Myślę, że odpowiedź znajdziecie właśnie tutaj.

Walizka Hany powstała na podstawie dokumentalnego słuchowiska radiowego.

Moja ocena 6/6

Wiek 10+

Wydawnictwo Media Rodzina

wtorek, 23 lutego 2010
Mała Syrenka - H.Ch. Andersen/ Agnieszka Żelewska

Kiedy wiele lat temu, jako dziecko, przeczytałam pierwszy raz Małą Syrenkę, z wrażenia nie mogłam zasnąć. Było w niej tyle smutku. Zresztą w wielu andersenowskich opowieściach też trudno dopatrzeć się happy endu. Ponoć pisarz zaszyfrował w nich szczegóły ze swojego życia. Mimo, że w swojej autobiografii z 1846 r. przygotowanej dla niemieckiego wydawcy, skrzętnie ukrywał ciemne strony swojego życia, dziś znawcom tematu wiadomo o wiele więcej na temat nieszczęśliwych miłości (również do tej samej płci), biednym dzieciństwie, chorobie psychicznej w rodzinie, kompleksach, strachu przed odrzuceniem, poczuciu niższości. Może dlatego Andersen jest tak wielu czytelnikom bliski. Brzydkie Kaczątko, Ołowiany Żołnierzyk, Świniopas, Choinka, Cień, w końcu też Mała Syrenka – jakże często mówią naszym głosem, o uczuciach, cierpieniach, samotności, rozterkach wewnętrznych, lękach.  Bohaterowie, z którymi można się identyfikować, a baśń przestaje być baśnią, zaciera się gdzieś granica między światem nierealnym, wymyślonym, a rzeczywistością…Zupełnie inaczej niż w baśniach innych autorów, gdzie na końcu wszyscy żyli długo i szczęśliwie.

Mała Syrenka to baśń o nieszczęśliwej miłości. Jakże bolesne uczucie – kochać i nie być kochanym/ą. Jest się kimś na doczepkę, kulą u nogi, zawsze w cieniu. Ale z drugiej strony to opowieść o gotowości do poświęcenia w imię miłości właśnie. Można pokusić się nawet o stwierdzenie: któż tak dzisiaj umie kochać? Andersen, ponoć sam bardzo religijny, zahaczył w baśni o wartości religijne – życie wieczne i duszę.  Autor nie był ojcem gatunku. W Niemczech spisywali baśnie bracia Grimm,  we Francji Charles Perrault. Jednak w odróżnieniu od tamtych, ludowych, baśnie Andersena pełne były jego nowych pomysłów. Duński pisarz otworzył usta zwierzętom, roślinom, figurkom porcelanowym, przedmiotom codziennego użytku. Ożywił je, by przekazać pewną prawdę o życiu.

Ta Mała Syrenka jest ale smutna – to pierwsza refleksja Tomka po lekturze. Do tej pory znał tylko  disney’owską wersję – pstrokatą, przesłodzoną – innymi słowy - miód, lukier i róż, kicz? Gdy nie będziemy powoływać się na literacki pierwowzór, może uda nam się uniknąć tego ostatniego słowa – wtedy można powiedzieć: nawet   dość ciekawy eksperyment filmowy, ze szczęśliwym zakończeniem, gdzie Arielka, bardziej przypominająca lalkę Barbie, z talią osy i fryzurą zawsze tipestopes, poślubia księcia. Sam Disney ponoć (to wg Wikipedii) wręcz był zauroczony baśnią Andersena jeszcze przed powstaniem Królewny Śnieżki, powoływał się na nią, a że potem wyszło jak wyszło. Można nawet pokusić się o stwierdzenie: ta wersja to siódma woda po Syrence.

Tytułowa bohaterka  według pomysłu Agnieszki Żelewskiej jest piękna, z burzą niesfornych włosów, staniczku z muszelek, wielkimi oczami. W wywiadzie dla Qlturki ilustratorka wyznała:

Niektóre baśnie są dla mnie bardzo trudne. Na przykład "Jaś i Małgosia" czy "Mała Syrenka". Są takie straszne, że mam naprawdę kłopot, jak je oswoić kredką. Jest we mnie taka niezgoda na los bohaterów, że muszę trochę popajacować w ilustracji, żeby czytelnikowi było trochę mniej smutno.

Dzięki zatem za to pajacowanie i za ocieplenie tej historii, próbę wywołania uśmiechu na małych buziach. Podwodna kraina została przedstawiona w tonacji niebiesko - zielonej. Strony, na których działo się źle - sztorm, wizyta u wiedźmy, calusieńkie czarne z białymi literami.Tam gdzie Syrenka zamienia się w pianę morską - jasność, jaka zawsze bije na początku dnia.

To jedna z piękniejszych baśni Andersena. Zachęcam do sięgnięcia po wydanie z nowym tłumaczeniem B. Sochańskiej z języka duńskiego.

Do książki dołączona jest płyta CD, na której można wysłuchać baśni w interpretacji Jerzego Stuhra.

Wiek 4+

Mała Syrenka (1913 r.). Niestety kilka razy odcięto jej głowę, ramię, oblano farbą. Smutne to, bo wielu jedzie do Kopenhagi właśnie dla niej.

Wydawnictwo Media Rodzina

sobota, 13 lutego 2010
Media Rodzina - nowości i zaproszenie na Targi Książka dla Dzieci i Młodzieży

Wanda Chotomska

Muzyka Pana Chopina
audiobook-słuchowisko

Z okazji 200. rocznicy urodzin kompozytora wydawnictwo Media Rodzina wydało "Muzykę Pana Chopina", słuchowisko powstałe na podstawie książek Wandy Chotomskiej. Opowiada o dorastaniu i rozkwicie talentu kompozytora .
Najsłynnieksze kompozycje przeplatają się z narracją. Wydanie zawiera również płytę CD
z najważniejszymi kompozycjami Chopina granymi na historycznych instrumentach z XIX wieku.


Katarzyna Kotowska
Wieża z klocków - wznowienie


Oczekiwane przez długi czas przez czytelników wznowienie książki o adopcyjnym rodzicielstwie.
Mądra i pomocna książka dla tych wszystkich, którzy borykają się z podjęciem decyzji o adopcji. Wydanie poszerzone i wzbogacone o nowe materiały. 

 

C.S. Lewis
Cztery miłości

przełożył Piotr Szymczak

Kolejny tom esejów, w którym autor słynnych "Opowieści z Narnii" opisuje cztery rodzaje miłości: przywiązanie, przyjaźń, miłość erotyczną i Caritas, która jako miłość Boga i bliźniego jest z nich najważniejsza.

 

 

Targi Książka dla Dzieci i Młodzieży * 19-21 lutego * PoznańGość honorowy: Józef Wilkoń!

 

  • Spotkanie z Józefem Wilkoniem, ilustratorem „Księgi dżungli”, odbędzie się w piątek, 19 lutego o godz. 18.00 w Akademii Lubrańskiego na Ostrowiu Tumskim (Muzeum Archidiecezjalne, ul. Lubrańskiego 1, Poznań)
  • Wydawnictwo Media Rodzina tradycyjnie przygotowuje dla czytelników Bajkowy Tramwaj

Na cześć "Księgi dżungli" przekształcimy go w jeżdżącą dżunglę!
Dowiezie on czytelników na Międzynarodowe Targi Poznańskie i stoisko Media Rodzina - nr 271.

  • Zapraszamy oczywiście na spotkania autorskie na stoisku 271

(z Józefem Wilkoniem, Ewą i Pawłem Pawlakami, Wojciechem Widłakiem i Elizą Piotrowską)

 

UWAGA! Szczegóły dotyczące targów i Bajkowego tramwaju znajdują się tutaj.

Zapraszamy też na naszą Facebookwą stronę. 
Zostań fanem i bądź na bieżąco z wszystkimi wydarzeniami książkowymi! :)

Ella zaklęta - Gail Carson Levine

Jestem przeciwniczką dzielenia książek na dla chłopców i dla dziewcząt. Niech popróbują wszystkiego. Ale w tym przypadku aż mi się ciśnie na usta – książka dla dziewcząt. Dobra. Nawet bardzo dobra, a niech tam. Niech stracę. Przeczytałam z przyjemnością. Wielką. Ale od początku.

Kopciuszek nigdy nie dawał mi spokoju. Lubiłam, owszem, ale było zawsze pewne ale. Bo dlaczego dziewczyna się nie zbuntowała, nie powiedziała – nie – nie pokazała różków, nie pokazała języka, nie tupnęła swoją zgrabną skądinąd nóżką (chyba najbardziej znaną na świecie), tak jak dziewczątka w jej wieku potrafią. Książka Gail Garson Levine w końcu mi to wyjaśniła. Dziewczyna została z-a-c-z-a-r-o-w-a-n-a. Właściwie miał to być dar. Dar, który stał się przekleństwem. Ella będzie zawsze posłuszna- wypowiedziała brzemienne w skutkach słowa wróżka Lucynda. Odtąd będzie musiała wypełniać rozkazy innych. Zrobi wszystko, co jej będą kazali. I nie tylko zła macocha i jej córki staną na przeszkodzie jej szczęściu, ale właśnie ów niewygodny prezencik, który do pasji doprowadzi miłośników asertywności.  

Czy Ella zaklęta jest kolejną wersją Kopciuszka? To na pewno znana opowieść opowiedziana współczesnym językiem, osadzona w baśniowej kranie. Są wróżki, elfy, ogry, duszki, książęta, baronowe, księżniczki. Określenie współczesny Kopciuszek raczej mi nie pasuje. Znajdziemy tu pewne motywy z bajki Grimmów, ale autorka wiele rzeczy wymyśliła sama, dopisała, stworzyła ciekawe charaktery i powstała zgrabna historia dla dziewcząt, które w pewnym wieku marzą o księciu z bajki (a propos – takich nie ma!!!). Ta opowieść zasługuje jednak na swoją odrębną historię. Kopciuszek odżywa w niej na nowo, ale dzięki szczegółowym rysom bohaterów, dialogom pozwalającym wejrzeć w ich dusze, serca i umysły, dzięki dużej dawce humoru, romantyzmu i dramatyzmu, dostajemy danie zupełnie nowe - rafinesse, pyszne, które, mniam mniam, smakuje wybornie i które polecam samemu spróbować. Warto podrzucić dorastającej nastolatce (i jej mamie na odstresowanie).

Wiek 10+

Wydawnictwo Media Rodzina 

 

poniedziałek, 08 lutego 2010
Chodzi, chodzi baj po ścianie - Kazimiera Iłłakowiczówna/ Pawel Pawlak

Rozkleiłam się. Tak po maminemu. Za pierwszym razem. Teraz, znając już wiersze, raduje się moja dusza ogromnie za każdym razem, gdy czytam moim dzieciom. Mamo opowiedz, jak byłaś mała. A ja najchętniej przeniosłabym się do tego świata zaklętego w wierszach. Beztroskiego, bezpiecznego, magicznego. Zamykam oczy i pojawiają się obrazy. Tylko moje. Wspomnienia. Ciepłe. Smutne. Bo przecież była też i taka wiosna:

 

W pasiece- aż dzwoni,

w powietrzu różowo jest od kwiecia wiśni i jabłoni

a wiatr po parku goni.

i przyklęka – i całuje zaciśnięte piąsteczki piwonii.

 

I robi mi się tęskno, bo gdy się jest dorosłym, mamą, to wszystko mija niepostrzeżenie. Za szybko. To drzewa już przekwitły? Z niedowierzaniem kręcę głową i ze smutkiem patrzę, na dywan zeschniętych szaroburych płatków koło zmurszałego pnia. Och, jaka szkoda…

Poetka ogląda świat oczami dziecka. Widzi to, co nam umyka, na co nie mamy zwykle czasu. Przecież musimy tyle rzeczy załatwić. Ważnych, bardzo ważnych. Motyl, który przysiadł na ramieniu. Wróbel, który gdzieś śmignął. Kto by na to zwracał uwagę? Wróbel to tylko wróbel. W dodatku taki szary jakiś. Żółty jaskier, złoty żwir, gil z czerwonym brzuszkiem, zaciszne śniegi, bławatek. Jest i świat dziecięcych fantazji z królewną, wodnikiem, krasnoludkiem, świerszczem,  słowikiem. Jak w obrazach impresjonistów – wystarczy chwila, by małą rzecz zamknąć w wierszu. By powstała metafizyczna miniatura.  

Oj, mamo to takie normalne, takie zwykłe. A ja zazdroszczę dzieciom, że mają niesamowitą umiejętność koncentrowania uwagi na rzeczach małych. Maluczkich. Najmniejszych. I zastanawiam się, kiedy nadchodzi ten moment, kiedy sprawy tak naprawdę nieważne stają się ważne. Książkę zachowam, nie oddam nikomu. Kiedyś wyciągnę i podaruję. Na nowo. By dzieci, już - nie – dzieci odkryły, że gdzieś głęboko, bardzo głęboko, jest ukryte w nich dziecko. Może choć na chwilę zechce się ono obudzić?

 

Do Baja poprowadziły nas dwie drogi. Pierwszą z nich była książka o tym samym tytule Chodzi, chodzi Baj po ścianie, wydana przez Naszą Księgarnię. W zbiorze wierszy i kołysanek na samym początku był bardzo nastrojowy tytułowy wiersz  Kazimiery Iłłakowiczówny. Zapadł tak bardzo mojemu starszemu dziecku w pamięć, że mimo upływu kilku miesięcy, często przywoływał Baja, co to chodzi po ścianie w żółtych chodakach. Drugą drogą poprowadził mnie mój Teść. Tato, zakochany w naszej polskiej literaturze i historii, tak potrafi pokierować rozmową, że wszystkie drogi i tak prowadzą do książek. Od zimy, od upału, cen za węgiel, spraw okołorodzinnych i tak wiadomo, że zaraz w rozmowie pojawi się Dąbrowska, Żeromski, albo Reymont. Kiedyś pojawiła się Iłłakowiczówna, wspomniana jako sekretarka marszałka Piłsudskiego.  Musiałam to sprawdzić. Po nitce do kłębka znalazłam tę książkę. Tomik zawiera 31 wierszy wybranych z całego dorobku poetki, notabene, bardzo mi bliskiej też geograficznie, bo poznanianki. Ilustracje Pawła Pawlaka to czysta poezja. Akwarele, bardzo ciepłe, stanowią nierozerwalną całość z poetyckimi krótkimi etiudami. Pomagają dzieciom na pewno zrozumieć tę poezję sprzed lat, pojawiające się w niej od czasu do czasu rzadko używane słowa. Świat rozmyty w barwach – jak w marzeniach i wspomnieniach – jest bardzo sentymentalnie dla rodziców i nastrojowo dla maluchów.

Wiek 3+

Wydawnictwo Media Rodzina

poniedziałek, 25 stycznia 2010
Międzynarodowy słownik mowy zwierząt - Lila Prap

Nic tak matki nie cieszy, jak to, że dziecku smakuje. A co? Książka oczywiście. Gdybyście widzieli te uśmiechnięte miny, gdy włączyłam płytę i nagle maluchy usłyszały odgłosy zwierząt – jak żywe. Jak u cioci Helenki – zauważył starszy. Zabawa była przednia – piski, zaciskanie ząbków, wytężanie umysłów, nerwowe przebieranie paluszkami, podskoki mające niby pomóc w znalezieniu odpowiedzi – żeby tylko sobie przypomnieć, żeby zgadnąć – a jaka była radość, gdy odpowiedź się zgadzała z obrazkiem. A zadanie do najłatwiejszych nie należało, bo zwierzęta nie gęsi, też swój język mają, i wystarczy przekroczyć granice, baaa, regionu w danym kraju, by się o tym przekonać. Proszę Państwa – pragnę zaprezentować (jedyny chyba) Międzynarodowy słownik mowy zwierząt. Prawdę powiedziawszy – myślałam, że koty wszędzie miauczą tak samo, że chrząkanie świnek z polskiej wsi niczym się nie różni od chrząkania świnki szwedzkiej. A tu coś takiego. Bez znajomości języków obcych ani rusz.

Autorka wykonała tytaniczną pracę i zebrała mowę czternastu zwierząt w ponad czterdziestu językach. Bohaterami Słownikaosioł, kaczka, owca, koń, krowa, pszczoła, świnia, kura, kogut, pies, słoń, kot, ptaszek i żaba. Niekiedy ta zwierzęca mowa jest podobna do siebie, ale często występują różnice, i to wyraźne. Kaczka kwacze – po polsku KWA KWA; łotewsku – PĒK PĒK, a bośniacku – GA GA. Kogut pieje po polsku KUKURYKU, niemiecku KIKERIKI, w języku islandzkim GAGG-A-LA-GU.  Pies szczeka HAU HAU, po czesku HAF HAF, katalońsku BUB BUB. Pszczoła bzyczy BZZZ, po niemiecku SUM SUM SUM, malajsku DENGUNG.

Niezwykłość książki słoweńskiej ilustratorki (w 2006 roku nominowanej do nagrody Hansa Christiana Andersena) polega na jej prostocie, a  krótki tekst – zaledwie zapis dźwięków wydawanych przez poszczególne zwierzęta, daje szeroki wachlarz możliwości. Dzieci kochają zwierzęta i historie o nich. Słownik otwieramy na dowolnej stronie i opowiadamy, co się wydarzyło lub, co się mogło wydarzyć: o psie dziadka Stasia, z którym tak fajnie pójść na spacer, kocie pana Henia, odwiedzającego codziennie nasz ogród, śwince ciotki Stefy, która zamiast ogonka miała ogonkowego pączka, o ptaszkach z naszego karmnika. Dzieci uczą się nowych wyrażeń: pszczoła bzyczy, kogut pieje, krowa muczy, owca beczy, osioł ryczy, świnia chrumka, słoń trąbi, żaby rechoczą.

Słownik świetnie zilustrowany, kolorowy. Można go oglądać bez końca. Do książki dołączona jest płyta z oryginalnymi odgłosami zwierząt. Przyznam się, że przy owcy sama byłam skonsternowana – usłyszałam wyraźne meczenie. Dopiero potem, gdy już poznałam dokładnie książkę, doszłam do wniosku, że to musiała być owca grecka, islandzka albo niemiecka, bo tam meczą, a nie beczą. Dla miastowych dzieci to jest dopiero przeżycie.

Wiek 0+

Wydawnictwo Media Rodzina

niedziela, 17 stycznia 2010
Księga dżungli - Rudyard Kipling/ Józef Wilkoń

Już sam wyraz księga, w jakimkolwiek tytule, sprawia, że traktuje się ją nie jako zwykłą książkę. Bo księga to księga. Ma w sobie coś dostojnego, pełnego powagi, piękna, zawiera ważne informacje, niekiedy przesłanie – a wszystko to sprawia, że nie można obok księgi przejść obojętnie. Nowe wydanie Księgi dżungli obudziło od razu we mnie takie odczucia. Rzadko piszę o moim pierwszym wrażeniu ze spotkania z książką, ale tu nie mogę odmówić sobie tej przyjemności. Oniemiałam z zachwytu. Tak po prostu. Odebrało mi mowę, dech, aż w końcu moje dziecko musiało zapytać – Mamo, coś się stało? No cóż, mole książkowe tak mają. Zanim książka znalazła się na naszej półce, znałam kilka ilustracji Józefa Wilkonia, ale to, co znalazłam w całej Księdze, przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Pisząc o książkach, często nadmieniam, że czytając moim dzieciom, robię niejako drugie okrążenie – wiele książek, po które sięgamy, czytałam kiedyś sama, baaardzo dawno temu. Nie wiem, jak to się stało, że Kipling nigdy wcześniej nie trafił w moje ręce. Stąd też teraz z największa przyjemnością przeczytałam po raz pierwszy Księgę dżungli – dla siebie, ponieważ Tomek jest jeszcze za mały.

Księga zawiera siedem opowieści: Bracia Maugliego, Łowy węża Ka, Tygrys! Tygrys!, Biała foka, Riki-tiki-tawi, Tumaj Słoniomistrz, Słudzy Jej Królewskiej Mości i czternaście Pieśni na początku i końcu każdego z rozdziałów, wykonywanych w przeważającej części przez zwierzęta. Tylko trzy pierwsze opowieści stanowią jedną całość – mały chłopiec Maugli zostaje przygarnięty przez wilki – na początku jest traktowany jako jeden z nich, jednak w miarę dorastania, gdy coraz bardziej uwidaczniają się jego cechy charakteru – szlachetność i mądrość, chłopiec zaczyna budzić niechęć wśród stada i liczba jego wrogów się powiększa. Jednym z nich jest tygrys - kuternoga – Szir Chan, który chce zabić chłopca. Maugli próbuje żyć wśród ludzi – jednak kończy się to fiaskiem. Tak naprawdę egzystuje gdzieś na pograniczu – balansuje między światem ludzi i zwierząt.

Biała foka Kotik, żyjąca w miejscu zwanym Siewiernowostoczna, jest świadkiem zabijania fok przez okrutnych ludzi. Pragnie znaleźć bezpieczne miejsce – gdzie foki mogłyby żyć bezpiecznie.

Riki-tiki-tawi – to ichneumon, przygarnięty przez rodzinę z małym chłopcem. Małe zwierzątko stacza walkę z kobrami – Nagiem i jego żoną Naginą ratując tym samym życie ludzi.

W opowieści Tumaj Słoniomistrz – mały chłopiec staje się świadkiem tańca słoni. Było mu dane zobaczyć to, co było ponoć wymysłem ludzi. Daleko w samym środku dżungli…

W Sługach Jej Królewskiej Mości czytamy o zwierzętach służących w armii brytyjskiej.

 

W Księdze dżungli znajdziemy mnóstwo informacji o świecie zwierząt – gdzie wszystko rządzi się swoimi prawami – jasnymi, zrozumiałymi i przede wszystkim sprawiedliwymi. Ukazano też stosunek człowieka do zwierząt - jakże wielkie okrucieństwo tkwi w nas. Zwierzęta, nawet te najbardziej niebezpieczne, budzą we mnie ciepłe uczucia – Matka Wilczyca, przed którą czuje strach sam Szir Chan; pantera Bagira, która dała za Maugliego byka w ofierze, wielka przyjaciółka chłopca; niedźwiedź Balu – nauczyciel wilków i ludzkiego szczenięcia – wiedzący wszystko o prawach panujących w świecie zwierząt. Oj, do Księgi można się przytulić w te zimne styczniowe i zaśnieżone dni – i cudnie ogrzać.

Czas na ilustracje – tu znów daje się słyszeć moje westchnienie. Księga liczy sobie 230 stron, z czego ponad 90 ozdabiają ilustracje – niektóre duże, rozplanowane na dwóch stronach, przedstawiające niekiedy wręcz serie obrazów do jednej sceny. Inne z kolei małe, malutkie. Dominuje kolor czarny – wiele dzieje się w nocy, poza tym w dżungli, tam gdzie toczy się większość scen, nawet za dnia panuje ciemność. Czerń błyszczy się, postacie zwierząt i ludzi często rozmazane, widać tylko kontury – mistrz co rusz rozjaśnia gęstą ciemność mieniącym się złotem, srebrem, pomarańczą i bielą. Sceny rozgrywające się w ogrodzie i oceanie ukazane zostały w jaśniejszej tonacji. Kolor czarny rzadko spotyka się w ilustracji dziecięcej. Józef Wilkoń nie boi się takich eksperymentów, co udowodnił już w książce Zbigniewa Żakiewicza Pan Tip - Top. Dla mnie Księga dżungli to Książka Stycznia. Nie tylko ze względu na ilustracje - to przede wszystkim niesamowity tekst Kiplinga, na nowo spolszczony przez Andrzeja Polkowskiego, dzięki czemu ponad stuletnie dzieło (1894) jest bardzej przystępne i zrozumiałe. Poetycka proza, działająca na wyobraźnię, słowa dobierane z taką starannością, czasem z pewną dozą humoru, pełne mądrości, życiowego doświadczenia. Czas pokaże, czy Księga nie zostanie Książką Roku.  I taka moja refleksja – już na końcu, bo strasznie się rozpisałam – jest czym pochwalić się w wielkim świecie, oj jest.

Rudyard Kipling (1865-1936) - angielski poeta i prozaik. Noblista z 1907 roku.

 

Tutaj możecie zobaczyć ilustracje.

Wiek 7+

Wydawnictwo Media Rodzina 

niedziela, 10 stycznia 2010
Mój młodszy brat - Monika Krajewska/ Bogusław Orliński

Bardzo ważna i mądra książka!!! W naszym świecie, w którym tak często brak tolerancji Mój młodszy brat oswaja zespół Downa. Zuzia chodzi do pierwszej klasy i ma wspaniałą rodzinę, w tym dwóch braci. Największą wadą młodszego Antosia jest to, że potrafi wyjeść całą nutellę. Dlatego też dziewczynka jest bardzo zdziwiona, gdy kolega z klasy, Filip, mówi o jej bracie debil.   Czy bycie chorym może być również wadą, czy to obniża od razu wartość tego człowieka? Przecież z Antosiem można świetnie się bawić, jest wesołym dzieckiem, skorym do żartów. A tu nagle coś takiego. Autorka słowami pierwszoklasistki, opowiada, co dzieje się w sercu dziecka, gdy ktoś rani ich najbliższych i buciorami wkracza do ich bezpiecznego świata, który stworzyli im rodzice – pełnego miłości, przyjaźni i zrozumienia. Pokazuje reakcję rodziny Zuzi na słowa Filipa i próbę obrony przed brakiem tolerancji. Jednocześnie wskazuje na olbrzymią rolę szkoły na tym obszarze, bo wiadomym jest, że wiele negatywnych zachowań w stosunku do osób niepełnosprawnych, dzieci wynoszą niestety, z domu rodzinnego. Przez wiele lat pracowałam w szkole i mogę coś na ten temat powiedzieć. Klasy integracyjne, rozmowy, uwrażliwienie na drugiego człowieka, niesienie pomocy ludziom, dla których często przeszkodą nie do pokonania okazują się schody, czy zwykły krawężnik– to tak ważne aspekty życia. Mój młodszy brat jest niewątpliwie WAŻNĄ cegiełką w budowaniu tolerancji u naszych dzieci, by traktowały osoby niepełnosprawne jako równe sobie, jako pełnowartościowych zwykłych ludzi. W końcu, co niezwykle ważne – książka oswaja również strach przed nieznanym, chorobą. W prosty sposób wytłumaczono tutaj, jak to się stało, że Antoś ma zespół Downa.  Opowieść o małym Antosiu może stać się świetnym punktem wyjścia do rozmów z dziećmi na ten temat, zresztą te najczęściej nie zauważają tej inności, a wszystkich traktują tak samo. Mój młodszy brat powinien znaleźć się w każdej biblioteczce. Książka napisana dowcipnie, bajecznie zilustrowana przez Bogusława Orlińskiego.

Wydawnictwo Media Rodzina

 
1 , 2 , 3 , 4