|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Biorę udział:)
Półeczka maluchów
Półeczka starszaków
Półeczka dla dzieci 6 - 10
Półeczka dla dzieci 10+
Półeczka młodzieży
Półeczka rodziców
A tutaj piszę o książkach
Akcje Czytelnicze
Artykuły
Autorzy i ilustratorzy książek
(c) copyright
Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
Do słuchania
Gry i zabawy
O książkach dla dzieci
Szablon blogu
Wydawnictwa, z którymi współpracuję
Zajrzyj do książki
Tagi
Półeczka z książkami![]() Wypromuj również swoją stronę
|
Wpisy z tagiem: Bohdan Butenko
sobota, 29 maja 2010
35 Maja albo jak Konrad pojechał konno do Mórz Południowych - Erich Kastner/ Bohdan Butenko
Czyż można przejść obojętnie obok książki o takim tytule? Od razu wiadomo, że autor zaszalał i napisał coś zwariowanego i absurdalnego. Zacznę może od Kästnera – to mimo upływu czasu jeden z najpopularniejszych klasyków literatury dziecięcej u naszych sąsiadów zza Odry. W Polsce ukazało się kilka jego książek – wszystkie udane, świetnie przetłumaczone. Bo choćby taki Don Kichot, albo Mania czy Ania (pisałam o tych tytułach), świetny Emil i detektywi, o którym też kiedyś napiszę. Za Odrą jest tego zdecydowanie więcej i tutaj puszczam oczko do wydawców, w razie gdyby nie mieli pomysłu na bardzo dobrą książkę dla dzieci. Wyobraźcie sobie, że 35 Maja po raz pierwszy ukazało się w …1932 roku. Obok książek dla dzieci Kästner pisał też scenariusze, artykuły do różnych dzienników, skecze dla kabaretu - krytykował w nich panujący system, wyśmiewał absurdy dnia codziennego. Nic dziwnego, że nie podobał się ówczesnej władzy. Jego książki zostały publicznie spalone w ramach akcji przeprowadzonej na terenie całej Rzeszy, jednak Kästner w przeciwieństwie do swoich kolegów pisarzy i artystów nie udał się na emigrację. Wrócił do Berlina, gdzie nękało go Gestapo. W jednym ze swoich wierszy napisał, że jest Niemcem z Saksonii i ojczyzna go nie przepędzi, on sam jest jak drzewo, które tam wyrosło i jeśli zajdzie taka potrzeba, wówczas właśnie w Niemczech uschnie na zawsze. Wracam teraz już do 35 Maja. Konrad ma cudownego stryja Rabarbara. Ten co czwartek odbiera chłopca ze szkoły i spędzają razem czas. Te czwartki są cudowne – bo towarzystwo stryja niesie z sobą wiele niespodzianek, nawet w tak przyziemnej kwestii jak jedzenie – siedzą sobie przy stole i wsuwają szynkę z kremem, wiśniowe ciastka angielskie z musztardą. Woleli musztardę angielską niż niemiecką, gdyż musztarda angielska jest szczególnie ostra i gryzie, jakby miała zęby. Czwartek 35 maja jest chyba najbardziej zwariowanym dniem, jaki ich spotkał w życiu. W dodatku Konrad dostał dziwaczne zadanie – wszystkie dzieci, które dobrze rachują, mają napisać wypracowanie o morzach południowych. To dlatego, że niby dzieci o uzdolnieniach matematycznych nie posiadają ani odrobinki fantazji. Konrad niby bez wyobraźni ma za to stryja Rabarbara, a to jest tyleż warte. Stryj zabiera chłopca w cudowną podróż, w której towarzyszy im dziwne indywiduum – Negro Kawallo, gadający koń w słomianym kapeluszu. By się dostać do Mórz Południowych muszą wszyscy wejść do dużej rzeźbionej szafy z piętnastego wieku, która stoi u stryja w przedpokoju (Narnia?) Gdy to zrobią, znajdą się w dziwnej krainie, gdzie przeżyją wiele niesamowitych przygód, spotkają najróżniejsze dziwaczne postacie – czyli mamy to, co dzieci lubią najbardziej – dużą dawkę humoru, absurdu, czegoś niewyobrażalnego, tajemniczego. Czasem odnoszę wrażenie, że pewne rzeczy tylko dzieci mogą zrozumieć w tej książce. Książka miała wyraźny wydźwięk antywojenny (scena z ołowianymi żołnierzykami) – nic zatem dziwnego, że nie wpisywała się w ideologię głoszoną przez piewców III Rzeszy. Dziś trochę śmieszy wizja wielkiego miasta przyszłości – z ruchomymi chodnikami, samochodami zdalnie sterowanymi, podziemnym pociągiem, sztucznym parkiem, słuchawkami telefonów w paltach mieszkańców Elektropolisu (praprzodek naszych komórek:-). Nie zapominajmy, że mamy początek XX wieku. W każdym razie Konrad i stryj pokazali nauczycielowi, gdzie raki zimują. Jeśli ktoś jest dobry w rachunkach, to wcale nie musi oznaczać, że nie ma wyobraźni. I teraz to, co mnie szczególnie zachwyciło – rozwiązania graficzne – ilustracje Butenki to sztuka sama w sobie. Zachęcam do sięgnięcia po to właśnie wydanie, ponieważ bez tych ilustracji książka nie jest na pewno tą samą książką. Powiem tak: ilustracje pana Bohdana i tekst Kästnera to jedno. Stanowią nierozerwalną całość – mnóstwo ich, prawie na każdej stronie (stron jest ok. 280), czasem dwustronne. Świetnym pomysłem jest wypracowanie, jakie napisał Konrad na końcu książki – w wąskich liniach, charakterystycznym dziecięcym pismem, atramentem (nie było wtedy przecież jeszcze długopisów), z kleksami, rysuneczkami, z błędami. To nasza książka maja – bez dwóch zdań. Wiek 7+ Wydawnictwo Nasza Księgarnia
|