|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Biorę udział:)
Półeczka maluchów
Półeczka starszaków
Półeczka dla dzieci 6 - 10
Półeczka dla dzieci 10+
Półeczka młodzieży
Półeczka rodziców
A tutaj piszę o książkach
Akcje Czytelnicze
Artykuły
Autorzy i ilustratorzy książek
(c) copyright
Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
Do słuchania
Gry i zabawy
O książkach dla dzieci
Szablon blogu
Wydawnictwa, z którymi współpracuję
Zajrzyj do książki
Tagi
Półeczka z książkami![]() Wypromuj również swoją stronę
|
Wpisy z tagiem: IBBY
czwartek, 01 grudnia 2011
Igor - Barbara Ciwoniuk
Barbara Ciwoniuk pojawiała się na moim blogu już kilkakrotnie. Fajnie, że jej Musisz to komuś powiedzieć – znalazło się na tegorocznej liście książek nominowanych do Nagrody Literackiej Polskiej Sekcji IBBY. W swoich książkach porusza problemy młodzieży gimnazjalnej lub szkoły średniej. Nieobce jej są takie tematy jak miłość, przyjaźń, tolerancja, brak akceptacji, poczucie odrzucenia i zagrożenia czy samotności. Raz zabiera nas na daleką prowincję – na Wschód, innym znów razem lądujemy w stolicy. Zawsze do fabuły przemyca ciekawe, często trudne i niewygodne wątki. Jej bohaterami są i ambitni prymusi i młodzi ludzie zepchnięci na margines społeczny. Wszystkim poświęca swoją uwagę, swoich bohaterów darzy sympatią, a pisze tak, że nie sposób nie polubić i klasowego zabijaki i prymusa. Igor – tytułowy bohater - jest zdolnym młodym człowiekiem, który musi zmierzyć się z twardą rzeczywistością w nowym gimnazjum. Wychowywany tylko przez matkę nie ma w sobie nic z maminsynka czy ciepłej kluchy. Jedynak jest odpowiedzialny, nie daje sobą pomiatać szkolnemu gangowi. Ojciec odszedł, on z matką jakoś daje sobie radę od pierwszego do pierwszego. Mama jest fajną kobietą, stąd nie ma się co dziwić, że od czasu do czasu pojawiają się kandydaci na nowego członka rodziny. Na szczęście ten duet jest baaaaaardzo wymagający:) Tym razem autorka przemyciła do fabuły również mnóstwo ciekawych informacji na temat pani D, nieodłącznej towarzyszki życia Igora. Chodzi o dysleksję. Co dzieje się w głowie Igora, jak radzi sobie z tym problemem w szkole, jak jest oceniany – myślę, że wątek zainteresuje nie tylko młodych ludzi, do których książka jest skierowana, ale również rodziców, by mogli lepiej zrozumieć swoje dziecko. Książka została nominowana przez Polską Sekcję IBBY do programu „Outstanding Books for Young People with Disabilities 2007".
Wiek 14+ Wydawnictwo Literatura
niedziela, 03 stycznia 2010
Czerwona kartka dla Sprężyny - Jacek Podsiadło
Kiedy kilka lat temu kupowałam regularnie Tygodnik Powszechny, lekturę zawsze zaczynałam od felietonów Józefy Hennelowej i Jacka Podsiadły. Po tę książkę sięgnęłam z ciekawości i z… sentymentu. Ach te czasy, kiedy na tyle przyjemnych rzeczy miałam czas….. (tu ślę całusy moim dwóm piratom, którzy już śpią). Tym razem Jacek Podsiadło dał się poznać jako autor prawdziwej męskiej powieści. Czerwona kartka dla Sprężyny to książka dla chłopaków. Nie powiem, autor na tle sportowych zmagań, rozgrywek, dyskusji, licznych bramek, siódmych potów wyciskanych na treningach, nerwów, emocji sportowych i nawet gier komputerowych o futbolu, przedstawił ciekawą historię przyjaźni dwóch chłopców – tytułowego Sprężyny i Daniela, jednak piłka nożna jest tu zdecydowanie górą i nie polecałabym tej książki kobiecej części czytelników, no chyba, że serce samo rwie się w kierunku zielonej murawy – oooo, wówczas ukontentowanie zapewnione. A może autor swą powieścią nawróci niejednego abstynenta futbolowego, kto wie… Podoba mi się w książkach młodzieżowych chwyt zastosowany tutaj przez autora – przedstawienie dwóch jakże innych światów i relacje między nimi. Bo takie są właśnie życiorysy Sprężyny i Daniela. Dom pierwszego chłopca – bez lodówki, ciepełka rodzinnego, obiadu czekającego na stole, za to z burdami i alkoholem. U Daniela jest inaczej – ciepły posiłek, możliwość pogadania z kimś od serca, komputer. Szkoła, dom, treningi, zwykłe codzienne problemy. Do tego przez książkę przewija się kilka ciekawie skonstruowanych dorosłych osobników, wśród których prym wiedzie niewątpliwie trener chłopców – właściciel rozklekotanego samochodu – absolutne bożyszcze i guru trampkarzy. W książce Podsiadły słychać wrzawę wśród publiczności i na boisku, nerwy udzielają się nie tylko graczom ale i czytelnikom. Książkę przetestowali młodzi trampkarze z rodziny i bardzo się spodobała. Padło pytanie, czy może jest kolejna część:) Powieść jest dobrze napisana. Jacek Podsiadło (ciekawe, komu tak naprawdę kibicuje w życiu prywatnym?) umie oddać klimat sportowych spotkań, emocji z nimi związanych, z pazurem prowadzi piłkę po zielonej trawie i świetnie pokazuje, co w piłkarskiej duszy gra.
Książka niestety nie udzieliła mi odpowiedzi na nurtujące mnie od wielu lat pytanie – co takiego mężczyźni widzą w tym kawałku skórki, za którym biega dwudziestu dwóch innych facetów. Jednak uzmysłowiłam sobie, że pasja ma wielką siłę – i nikt i nic z nią nie wygra. Nawet ja – nic to, przyjdzie mi powoli szykować się do mistrzostw świata w RPA, na które zacierają ręce moi panowie. Po takiej lekturze będę się mądrzyć przed ekranem i udawać, że wszystko wiem, no i oczywiście może w końcu zrozumiem, co to takiego ten słynny „spalony”. Czerwona kartka dla Sprężyny otrzymała wyróżnienie w kategorii LITERATURA w konkursie na najlepszą książkę roku 2009 polskiej sekcji IBBY.
piątek, 18 grudnia 2009
Ksiązka Roku 2009 - Nagroda Polskiej Sekcji IBBY - moje refleksje
Bardzo się cieszę z wyników konkursu na Książkę roku 2009. Wiele z nominowanych książek już poznaliśmy i znamy ich wartość. Książka Jacka Podsiadło leży na stosiku do przeczytania i za chwilę pojawi się recenzja. Cieszy mnie zwycięstwo Czerwonego krzesła. To książka, która oczarowała całą naszą rodzinę, tatę Mikołajowo- Tomkowego też, a jego gusta niełatwo zadowolić. Wczoraj skończyłam czytać Szczury i wilki. Jakże to inna książka od tych, które zwyciężyły, ale jak najbardziej zasługuje na wyróżnienie i uwagę czytelników. Książka wstrząsająca o Holocauście. Moją zdecydowaną faworytką w kategorii grafika była Królowa Śniegu (Elżbieta Wasiuczyńska - zresztą laureatka konkursu za alfabet). Nagrodę zdobyli: Mój pierwszy alfabet – też cudna pozycja, w której „zaczytuje” się mój dwulatek i Do czego służy młotek. Podręczny Nieporadnik z ilustracjami Pawła Pawlaka – też świetna książeczka od Czerwonego Konika. Cieszy mnie wyróżnienie dla Lusterka z Futra Zofii Beszczyńskiej (literatura) i Mrówka wychodzi za mąż (grafika). Recenzje tych książek znajdziecie na naszym blogu. Dokładne informacje o zwycięzcach znajdziecie tutaj:) Szkoda mi KrUlewny Śnieżki Butenki, Eri i smoka (literatura), Księżniczki na ziarnku grochu i wspomnianej już Królowej Śniegu (grafika). Zdaję sobie sprawę, że nie mogą zwyciężyć wszyscy, ale mnie, mamę, i tak cieszy fakt, że tyle dobrych i pięknie zilustrowanych książek jest do dyspozycji naszych dzieci. Szczury i wilki - Grzegorz Gortat
Gdy takie książki wpadają mi w ręce zawsze nachodzi mnie refleksja, że oto znaleziono nowy pomysł na opowieść o Holocauście. Wśród wielu filmów, książek traktujących o Auschwitz, mamy przed sobą kolejny fragment, malutki wycinek kilku losów związanych ze strasznym obozem zagłady. Książkę skończyłam wczoraj w nocy i ciągle wracam myślami do wstrząsających obrazów. Na dodatek w porannych wiadomościach usłyszałam, że znad bramy obozu zniknął historyczny napis Arbeit macht frei. Oryginał czy kopia? Czy to jest aż takie ważne? Jak to skomentować: brak wyobraźni, głupota, prowokacja? Zrobili to młodzi ludzie, starsi? Gdzie szukać przyczyn takiego zachowania? Co nimi powodowało? Gortat w swojej książce połączył ze sobą dwa światy- ten współczesny i ten z czasów II wojny światowej. Gdy zaczęłam czytać książkę pomyślałam sobie – autor …chyba zwariował. Oto przedstawia grupkę młodych ludzi zafascynowanych książką Mein Kampf, Hitlerem, jego przekonaniami. Grupa ogolonych, muskularnych ludzi dopiero wchodzących w dorosłe życie, wszędzie dopatruje się wrogów, ich dusze karmią stwierdzenia, że za zło tego świata odpowiedzialni są Żydzi, którzy są wszędzie, we wszystkich ważniejszych instytucjach, na odpowiedzialnych stanowiskach i działają na szkodę państwa, biorą udział w wielkim SPISKU. Oczywiście żałują, że Adolfowi plan się nie udał, bo świat wtedy byłby o niebo lepszy. Heniek, czyli Heinrich, pochodzi z patologicznej rodziny – matka ze złamanym życiem, kaleki ojciec alkoholik. Jedyna cenną rzeczą, jaką posiada, jest prawie 70-letni niemiecki pas żołnierski z napisem- Unsere Ehre heißt Treue. Chłopak wpatruje się w niego jak w relikwię, czyści, dba o niego, zakłada tylko na specjalne okazje, jak choćby spotkania i szkolenia neonazistów. No właśnie - tak sobie czytałam i czytałam i myślałam, co też ten autor wypisuje. Gloryfikuje, czy prowokuje? Drugi rozdział był kubłem lodowatej wody, który wylano na mnie bez skrupułów, bez litości, a ja poczułam jak z każdą stroną robię się coraz bardziej maluczka i wstrząśnięta. To świat, do którego tęsknią Heinrich i jemu podobni. Zwykła szara obozowa rzeczywistość, porządek idealny, marzenie i tęsknoty tylu neonazistów. Wspomniany pas, obiekt westchnień i zachwytów jest też jednym z bohaterów tej obozowej historii. Jest nieodzownym elementem nie tylko umundurowania jednego z SS-esesmanów, ale też służy do ukazywania siły i przewagi nad więźniami, do zaprowadzania porządku. Jest w końcu też siłą sprawczą pewnych wydarzeń, tragicznych i smutnych. Gortat pokazuje czytelnikowi obozowy świat wielowarstwowo. Do głosu dopuszcza więźniów, esesmanów i owczarka niemieckiego, którego nazwano…Mensch (człowiek) Myśli więźniów pełne nadziei w drodze pod "prysznic", pełne strachu o każdy kolejny dzień przeplatają się z niemieckimi sumieniami, o zgrozo dziwnie spokojnymi, wyciszonymi. Po załadowaniu cyklonu B do specjalnych dozowników, po rozstrzelaniu dla zabawy kilkudziesięciu więźniów, utopieniu niemowlaka w beczce, wracają wielcy tamtego świata do swoich pokoi, do domów za drutami obozu, cieszą się na narodziny dzieci, słuchają klasycznej muzyki, spożywają posiłki, piją wódkę i węgierską śliwowicę, ślą paczki pełne zrabowanych więźniom ekskluzywnych towarów, chowają cudze złoto, futra, obrazy. Jest jeszcze pies, który zaskoczył mnie najbardziej w tej całej historii.
Gortat (autor świetnej Złej krwi) przedstawia te wydarzenia bez żadnego nadętego dydaktyzmu, moralizowania. Ot, obserwator z boku. Ocenę pozostawia nam. Podczas lektury nachodziły mnie różne refleksje. Obraz I – klasa technikum, której wychowawcą była moja koleżanka. I jej bezradność wobec grupki chłopców takich jak Heinrich. Niektórzy z rodzin patologicznych, inni z tak zwanych dobrych domów. Ich zabawa w naprawę świata – po swojemu. Holokaust? Ależ nie, nie było. A nawet jeśli był, to cel był szczytny. Hitler? Same pozytywy. Po latach spotykam niektórych z nich na ulicy. Jeżdżą z wózkami i jak wróble pimpilają i ćwierkają do swoich pociech. Ciemne koszule zmienili na krawaty a na ogolonych włosach pojawiły się klasyczne fryzury męskie. Ciekawe co w nich zostało z dawnej fascynacji, co przekażą tym słodkich bobasom w markowych wózkach. Jak zareagowaliby na taką książkę. Obraz II- jestem wściekła, gdy na świecie po raz kolejny mówi o POLSKICH obozach koncentracyjnych. Czy naprawdę nie ma pomysłu, by temu zaradzić? Obraz III- Uczniowie stronią od lektur. Medaliony Nałkowskiej, Opowiadania Borowskiego – najczęściej czytają bryki. Może podsunąć im tę lekturę. Gortat nie jest delikatny, nazywa rzeczy po imieniu, nie przebiera w słowach. Kontrast dwóch światów jest wstrząsający. Idealny porządek pełen jest okrucieństwa, Polacy są Dreckige Schweine (brudne świnie), zwierzęta traktowane są lepiej niż ludzie. Polskie „młode łebki”, zafascynowane hitlerowska ideologią, nie zdają sobie sprawy, udają, czy faktycznie nie wiedzą, że w myśl planów Adolfa i tak byliby tylko podludżmi, skazanymi na zagładę? Gortat świetnie pokazuje mechanizmy, jakie działają w takich neonazistowskich organizacjach. Wykorzystywanie kompleksów, słabostek, problemów młodych ludzi do wmówienia im, że na tym świecie jest ktoś, kto ich zrozumie i się nimi zaopiekuje. Ktoś, kto później wykorzysta naiwnych do swoich celów. Zachęcam nauczycieli do sięgnięcia po tę książkę. Obraz IV – Gdzie tkwi przyczyna tej fascynacji Hitlerem i nazistowską ideologią. Kto jest winien. Jak ustrzec dziecko przed taka GŁUPOTĄ? Bo to jest głupota. Książka dostała wyróżnienie w konkursie Książka Roku 2009 Polskiej Sekcji IBBY. Bardzo ważna książka!!! Polecam starszej młodzieży i rodzicom. Koniecznie!!! Moja ocena 6/6 Wydawnictwo Nasza Księgarnia
czwartek, 17 grudnia 2009
Magiczne drzewo. Czerwone krzesło Andrzeja Maleszki książką roku 2009
Książka Andrzeja Maleszki „Magiczne Drzewo. Czerwone krzesło” zdobyło tytuł Książki Roku 2009, przyznany przez Polską Sekcję IBBY - Stowarzyszenia Przyjaciół Książki dla Młodych. Jury literackie obradowało w składzie: Ewa Gruda, Joanna Papuzińska-Beksiak (przewodnicząca), Danuta Świerczyńska-Jelonek. Moja recenzja książki tutaj. Wpis uzupełnię o informację dotyczącą kategorii grafika jak tylko się dowiem:) Pewnie uroczystość jeszcze trwa:) Trzymam kciuki za Królową Śniegu...... Książka Roku jest doroczną nagrodą Polskiej Sekcji IBBY, ustanowioną w 1988 roku, a finansowaną przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego ze środków Instytutu Książki. Jej celem jest promocja wartościowej i artystycznej polskiej książki dla dzieci. Nagrody i wyróżnienia otrzymują żyjący rodzimi pisarze, graficy i ilustratorzy najlepszych książek dla dzieci, za książki opublikowane od listopada roku poprzedzającego edycję nagrody do końca października roku, w którym nagroda jest przyznawana. Konkurs ten jest jedyną tego rodzaju imprezą w Polsce, gdzie nagradzani są nie tylko twórcy książki dziecięcej i młodzieżowej, ale również ludzie przyczyniający się do jej upowszechniania.
środa, 09 grudnia 2009
Królowa Śniegu - H.Ch.Andersen/ Elżbieta Wasiuczyńska
Zapraszam Was w podróż nietypową jak na nasze warunki, bo do krainy wiecznych śniegów i mrozów, gdzie króluje ONA – piękna, wytworna, zimna, a jednak żywa, o niespokojnych oczach, lśniących jak dwie jasne gwiazdy, z bladym i prawie niewidocznym uśmiechem na twarzy. Chyba nieprzystępna dla nas, ludzi. Takie przynajmniej zawsze odnosiłam wrażenie. Chociaż nie, był wyjątek. Kaj.
Zjawiła się pewnego dnia w miasteczku – kobieta ubrana w najdelikatniejszą białą gazę, jakby utkaną z milionów gwiaździstych płatków. Skinęła głową w kierunku okna i pomachała ręką. Wówczas to Kaj zobaczył ją po raz pierwszy. Bardzo się wystraszył.
W ogrodzie staruszki czegoś brakowało. Tylko Gerda nie wiedziała dokładnie czego. Pewnego dnia, gdy minęło już wiele miesięcy od momentu pojawienia się dziewczynki w dziwnym domu z ogrodem, Gerda, oglądając kapelusz wróżki, dostrzegła na nim róże. –Tu nie ma róż! – zawołała. I przypomniała sobie o Kaju.
Gerda wyznała rozbójniczce, jak bardzo kocha Kaja. Ta wsadziła Gerdę na renifera. -Masz tu futrzane buty, bo będzie zimno, mufkę zatrzymam, jest zbyt ładna, ale nie będziesz marzła, bo dam ci rękawice mojej matki, sięgną ci aż do łokcia, wsadź ręce. Masz teraz takie same łapy jak moja okropna matka.
I w tym momencie chyba powinien być koniec, prawda? Czuję się teraz jak natrętny intruz, który ingeruje w tę historię, choć zdaję sobie sprawę, że moje krótkie streszczenie i tak nie odda całego klimatu baśni, ciepła bijącego z serca Gerdy i chłodu Królowej Śniegu. Cóż nowego można powiedzieć o Królowej Śniegu, ktoś zapyta. A można, można. Trudno zmierzyć się z legendą. A do takiej należy niewątpliwie Królowa Śniegu w przekładzie Stefanii Beylin, z ilustracjami mistrza J.M. Szancera. Ale w końcu do odważnych świat należy. Mamy oto na nowo spolszczony tekst przez Bogusławę Sochańską, prosto z duńskiego - w wielu miejscach bardziej przystępny (np. współczesne słownictwo buciki - zamiast trzewiczki, pokoiki - zamiast izdebka, jest w końcu Kaj, a nie Kay) i odważniejszy. Przyznam się, że mnie samą zżera ciekawość, kto jest bliższy oryginałowi – B.Sochańska ze zwrotami- stara, łapy, zarżnąć? Czy raczej S.Beylin z jej wersją – matka, ręce, pozabijać? I czy wynikało to z faktu, że coś zostało w przekładzie zgubione, czy raczej taki był wymóg ówczesnej obyczajowości, który nakazał tłumaczce zrobienie, choćby z małej rozbójniczki, aniołka wśród grandy rozbójników ukrytej w jaskini i głuszy leśnej. Wydaje mi się, że mała leśna tygrysica, nieprzebierająca w słowach, jest bardziej autentyczna i na swój dziki sposób …urocza. I druga rzecz – to ilustracje Elżbiety Wasiuczyńskiej (Pan Kuleczka). Delikatne, zmysłowe, ulotne jak płatki śniegu, których żywot jest taki krótki. Ich piękno zostało docenione i znalazły się w gronie nominowanych do nagrody IBBY 2009.
Królowa Śniegu to z pewnością baśń dla starszych dzieci – i to ze względu na temat jak i uczucia, których tu pełno. Maluch ma szansę na powierzchowne zrozumienie tematu, poznanie pary przyjaciół, opisu drogi i miejsc, jakie Gerda musiała przebyć w poszukiwaniu Kaja. Jednak czy w pełni zrozumie wielką miłość, przywiązanie, przyjaźń na zawsze, gotowość do poświęceń, nawet oddanie życia? Z mojego dzieciństwa, pamiętam, że Królowa Śniegu długo mnie przerażała. Zaczytywałam się w Świniopasie, Brzydkim kaczątku, Calineczce, Pasterce i kominiarczyku, mroźna baśń musiała jednak odczekać swoje. Mimo, że fundacja Cała Polska Czyta Dzieciom poleca Baśnie Andersena w wieku 4-6 lat, wszystko zależy od wrażliwości dziecka. Próbowałam z moim dzieckiem (prawie 5 lat). Nieodzowny syn matki – spróbujemy za jakiś czas, by wtedy poczuć smak wszystkich rodzynków ukrytych w tym przepysznym cieście. Do płyty dołączono płytę CD, na której baśń czyta Jerzy Stuhr. Wyobraźcie sobie coś takiego - za oknem zimno, pada śnieg, z dziećmi lepicie wigilijne uszka, czuć zapach wanilii, marcepana, pomarańczy. Płoną cztery świece na wieńcu adwentowym. A w tle gdzieś słychać baśń o miłości, przyjaźni i o tym jak Dobro zwycięża Zło... Cudnie i nastrojowo. Królową Śniegu ogłaszam książką grudnia. Jest to też moja zdecydowana faworytka w konkursie Polskiej Sekcji IBBY na Książkę Roku 2009 w kategorii - grafika. A rozwiązanie już blisko – 17 grudnia o godzinie 17.00.
Wydawnictwo Media Rodzina
niedziela, 29 listopada 2009
Wystarczy, że jesteś - Małgorzata Gutowska-Adamczyk
Weronika, 17-latka, to typowa szara myszka z warszawskiego LO. Nie interesuje się ciuchami, kosmetykami, wyprawami do galerii. Swoje obowiązki zawsze stara się wypełnić na czas – zadania domowe, lektury. Wszystkim się przejmuje, wiele rzeczy ją przeraża. Nie lubi zwracać na siebie uwagi, żyje w cieniu innych, bez psiapsiółek, którym mogłaby zawierzać swoje sekrety. Ma swój świat, wyidealizowany, który buduje w swojej głowie pod wpływem lektury – Zmierzchu, świat, w którym jest jej ukochany, i ona – w roli głównej. Ta szara myszka poznaje pewnego dnia swojego księcia z bajki – Filipa, kandydata na bożyszcze tłumów, gwiazdę seriali. I od tej pory wszystko się zmienia. Jak ułoży się jej życie? Małgorzata Gutowska-Adamczyk, autorka słynnej 13.Poprzecznej, napisała naprawdę udaną książkę dla starszej młodzieży. Kłębi się tutaj od typowych problemów tej grupy wiekowej. Jest szkoła, LO, matura na karku. Są idole książkowi i filmowi, zawistne koleżanki, nieszczęśliwa miłość, są rodzice, którzy ponoć niczego nie rozumieją i mają klapki na oczach, jest blog, na którym Weronika w zawoalowany sposób pisze o swoim życiu. I jest ten PIERWSZY RAZ. Autorka rozwijając fabułę, która toczy się swoim życiem, rozbudowuje jednocześnie stronę emocji i uczuć. Ukazuje, co w takiej młodej duszy gra, jakie burze mają miejsca w nastoletnich sercach. Burze? To za mało powiedziane, toż to prawdziwe huragany. Bohaterka analizuje swoją sytuację, szuka pomocy u bratniej duszy – tajemniczego Piotra, który bardzo zaangażowanie śledzi, co dzieje się na jej blogu, udziela rad. Jednocześnie nic nie jest tu podane na tacy, żadnych gotowych recept na życie – raczej nakłonienie do refleksji - co tak naprawdę jest ważne, na co zwracać uwagę w drugim człowieku. Wszystko powiedziane w delikatny sposób, ze znawstwem, bez zbędnego moralizatorstwa, które potrafi zrazić do siebie nastoletnie czytelniczki. To niewątpliwy atut tej powieści – i mam przeczucie, że książka odniesie sukces. Jak najbardziej zasłużenie. Co jeszcze spodobało mi się, starszej czytelniczce, która swego czasu miała też swoje idolki (Lilka – Słoneczniki!)? Przede wszystkim stara prawda, że czasem szukamy czegoś bardzo daleko, gdy tymczasem jest to bardzo blisko. I jeszcze jedno – dawno nie popłakałam się, tak zwyczajnie, po babsku przy książce. Tym razem autorka mnie zaskoczyła totalnie, tak mi się zrobiło żal i smutno… Nie zdradzę, gdzie, jak, dlaczego? Warto podsunąć nastolatkom, ale polecam również nam rodzicom, by nie przegapić tego momentu, kiedy dzieci przestają być dziećmi… Książka dostała nominację do IBBY 2009. Wydawnictwo Nasza Księgarnia
wtorek, 17 listopada 2009
Eri i smok - Jacek Inglot
Książka spodobała się młodszej młodzieży w rodzinie. Sprawdziłam na własnej skórze i potwierdzam. Co nas szczególnie cieszy, znalazła się na liście książek nominowanych do nagrody IBBY. I to jak najbardziej zasłużenie. Jacek Inglot, pisarz science fiction, z zawodu polonista, napisał dobrą polską powieść fantasy dla dzieci i młodzieży. Patrząc na półki księgarskie, na których pełno przykładów gatunku przetłumaczonych z innych języków, Eri i smok jest perełką. Autor umieścił akcję powieści w czasie bliżej nieokreślonym, ale znaleźć tu można odnośniki do historii, także słowiańskiej, i to zarówno w postaciach jak i używanym słownictwie. Nie mam tu na myśli tytułowego smoka, który w naszej kulturze pojawia się rzadko (za wyjątkiem chyba tylko Smoka Wawelskiego), ale już choćby minstrel- średniowieczny, wędrowny śpiewak i recytator poezji; Szeptucha – wróżka lecząca choroby i odczyniająca złe uroki i inne, dziwnie ale i zarazem przyjemnie kojarzą mi się z klimatem średniowiecza. Baśniowy świat pełen jest dziwnych stworzeń: są siejące strach wuki, czarodzieje, skrzat, zbój, wróżka, są wreszcie chaty pachnące ziołami – miętą i macierzanką. Od tytułowej bohaterki – Eri- zależy przyszłość świata. Razem z gnomkiem Kołatkiem wędruje do Lyrie, do wróżki Ewanny. Wiedźma Mariusza powierzyła jej opiece smocze jajo. Oj biada, biada jeśli jajo dostanie się w ręce złego Widukinda. Czy uda jej się wypełnić misję, czy powróci do rodziców i braci? Córy siostry połknęły Eri i smoka w tri miga. W klasie jednej z nich, ustawiła się już spora kolejka do konsumpcji literackiej delicji. Czy można marzyć o lepszej rekomendacji? Wydawnictwo Skrzat
poniedziałek, 16 listopada 2009
Podręczny NIEPORADNIK. Młotek - Wojciech Widłak / Paweł Pawlak
W pewnej baaaardzo znanej księgarni internetowej kliknęłam w Działach na link: PORADNIKI. Wyskoczyło całe mnóstwo tytułów i to z najróżniejszych dziedzin. Czegóż tam nie było. Podręczny NIEporadnik. Młotek, popełniony przez dwóch panów: Wojciecha Widłaka i Pawła Pawlaka, to ewenement na skalę światową. Każdy przeciętny zjadacz chleba, nawet nudny urzędas (jak mój mąż:) wie, do czego służy młotek. A proszę dla kontrastu zrobić test wśród najbliższych i postawić pytanie: A do czego Tobie nie służy młotek? My zrobiliśmy. Ach te miny i świdrujące nas spojrzenia dziadka i tatusia Tomkowego, doszukujące się jakiejś pułapki przez duże P. Tymczasem książka jest odpowiedzią na to pytanie i ma formę rozprawy naukowej przygotowanej przez dwie wschodzące gwiazdy polskiej nauki: profesora Kurzawkę i adiunkta Kwasa, popartej licznymi rycinami i rysunkami. Moi synowie przekonali się w minione wakacje, że młotek NA PEWNO nie służy do kopania grządek. Dziadek Stasio, depozytariusz wielu zalet, ma jedną wielką wadę – jest bałaganiarzem i zostawia wszędzie swoje narzędzia. Tomek z Mikołajem, z wielką radością nieśli swój łup na tyły ogródka, by tam w ciszy i spokoju przekopywać grządki porzuconymi młotkami. Tymczasem książka naukowo definiuje: W chwili kontaktu z glebą bardzo hałasuje (młotek), odstraszając nie tylko szkodniki, ale także tak pożyteczne dżdżownice. I jeszcze z innych względów kopać się młotkiem nie dało, o czym książka wprawdzie milczy, ale na podstawie naszych rodzinnych obserwacji, może zainteresujemy naszymi spostrzeżeniami obydwu naukowców, którym z całego serca życzymy Nagrody Nobla.
Książka pełna humoru, absurdalnych przykładów, z różnych dziedzin, a jakże. Przykłady poparte poważnymi naukowymi minami przeprowadzających doświadczenia, wszystko dokładnie udokumentowane, potwierdzone podpisami i pieczątkami. Koniec. Kropka. Właśnie tak. PS: Należy zwrócić szczególną uwagę nie tylko na część merytoryczną rozprawy naukowej, lecz również graficzną, przygotowaną przez pana Pawła Pawlaka. Jest niecodziennie, odważnie, śmiesznie, pomysłowo, brawurowo, cudnie. Pokochają ją chłopcy i duzi i mali:) Za ilustracje i projekt graficzny książki Paweł Pawlak dostał nominację do nagrody IBBY. Ot, właśnie tak, po raz drugi.
Wydawnictwo Czerwony Konik
sobota, 14 listopada 2009
Nominacje do nagrody IBBY
Jury literackie w składzie: Ewa Gruda, Joanna Papuzińska-Beksiak (przewodnicząca), Danuta Świerczyńska-Jelonek nominowało do nagrody “Książki Roku” Polskiej Sekcji IBBY następujące utwory:
1. Zofia Beszczyńska: Lusterko z Futra (Media Rodzina) 2. Bohdan Butenko: Krulewna Śnieżka (Nasza Księgarnia) 3. Grzegorz Gortat: Szczury i wilki (Nasza Księgarnia) 4. Małgorzata Gutowska-Adamczyk: Wystarczy, że jesteś (Nasza Księgarnia) 5. Jacek Inglot: Eri i smok (Skrzat) 6. Roksana Jędrzejewska-Wróbel: Kosmita (Fundacja ING Bank Śląski) 7. Andrzej Maleszka: Magiczne drzewo. Czerwone krzesło (Znak) 8. Ewa Nowak: Bardzo biała wrona (Egmont) 9. Anna Onichimowska: O zwierzaku, którego nie było (Arkady) 10. Jacek Podsiadło: Czerwona kartka dla Sprężyny (Nasza Księgarnia) 11. Krystyna Siesicka: Zatrzymaj echo (Akapit Press) 12.Barbara Stenka: Akcja „Chłopaki” (Nasza Księgarnia) 13. Małgorzata Strzałkowska: Zielony i Nikt (Bajka) 14. Wojciech Widłak: Opowieści do poduszki (Media Rodzina) 15. Rafał Witek: Julka Kulka, Fioletka i ja (Bajka)
Jury graficzne w składzie: Dorota Łoskot-Cichocka, Joanna Olech (przewodnicząca), Maria Ryll nominowało do nagrody następujące osoby: 1. Ignacy Czwartos za ilustracje do książki Lądowanie rinowirusów. Przeziębienie Wojciecha Feleszki (Hokus-Pokus) 2. Agata Dudek za ilustracje do książki obrazowej Czy można dotknąć tęczy? z tekstem Przemysława Wechterowicza (Endo) 3. Piotr Fąfrowicz za ilustracje do książki Zielony i Nikt Małgorzaty Strzałkowskiej w opracowaniu graficznym Ewy Stiasny (Bajka) 4. Monika Hanulak za opracowanie graficzne książki Debata filozoficzna Królika z Dudkiem o Sprawiedliwości Leszka Kołakowskiego (Muchomor) 5. Marta Ignerska za ilustracje do książki Babcia robi na drutach Uri Orleva (Wytwórnia) 6. Marta Ignerska za ilustracje do książki Atlas świata. Afryka z tekstami Zofii Staneckiej, Kingi Preibisz-Wala i Marii Deskur (LektorKlett) 7. Ewa Kozyra-Pawlak za ilustracje do Księżniczki na ziarnku grochu Andersena (Media Rodzina) 8. Ewa Kozyra-Pawlak i Paweł Pawlak za Mój pierwszy atlas świata z tekstami Marii Deskur (LektorKlett) 9. Daniel de Latour za ilustracje do książki Wyprawa do kraju księcia Marginała Henryka Bardijewskiego (Stentor. Kora) 10. Lucyna Legut za książkę autorską Trzy bajki (Prószyński i S-ka) 12. Ewa Stiasny za ilustracje i opracowanie graficzne książki Tydzień Konstancji Olgi Masiuk (Dwie Siostry) 13. Elżbieta Wasiuczyńska za ilustracje do Królowej Śniegu Andersena (Media Rodzina) Podkreślone książki zrecenzowałam u siebie:) Żródło - granice.pl |