
Książka nie dla wszystkich. W pierwszej kolejności na pewno … dla rodziców. Pokazuje, że dzieci bardzo przeżywają to, co się dzieje w świecie dorosłych. Jest jeszcze małe. Nie zrozumie. Nic bardziej mylnego. Zrozumie i to dobrze. Bardzo to przeżyje, może zacznie obwiniać się za zaistniałą sytuację? To wgląd do małej duszy i serca. A te tak naprawdę są wielkie. Czasem traumatyczne przeżycie zostawiają ślad na całe życie. Rana goi się długo, być może nigdy nie do końca. Bardzo mądra książka. Wzruszająca.
Rodzice Basi są tuż przed rozwodem. Dziewczynka jest świadkiem ich kłótni, czynienia sobie wyrzutów, trzaskania drzwiami, wyprowadzki ojca. Basia posmutniała, dom posmutniał. Nawet kolorowe sny ją opuściły. Były i zniknęły. Puste miejsca bez kolorów i bez opowieści. Basia razem z bratem uciekają z domu w poszukaniu snów. Chcą dostać się do Paryża. To właśnie tam, w Luwrze, mieszkają ponoć Latusy, które kradną najpiękniejsze sny. Może to one sprawiły, że Basia nie może spać? Po drodze spotkają Kalalucha, dziecko niczyje, które wybierze się z rodzeństwem w długą wyprawę…
Autorka nie poszła na skróty, nie przygotowała nam przesłodzonego happyendu, jaki zadowoliłby niejednego czytelnika. Nie, nic z tych rzeczy. Zostawiła miejsce na dopowiedzenie własnego dalszego ciągu – na nie zapisanych kartkach. Człowiek odkłada książkę – a czyta się ją szybko, szybciutko, i ta opowieść siedzi w głowie. Długo. Właśnie dzięki temu wielkiemu znakowi zapytania na końcu – bo wszystko się może zdarzyć i od nas zależy, jak pokierujemy tę całą historię. Chciałabym, by Basia oprócz swoich snów znalazła ciepło rodzinne. Zrozumienie. Cierpliwość. I razem i osobno. Bo takie jest właśnie życie. Często bolesne.
Książka ma duże walory terapeutyczne również dla dzieci. Kiedy jest w rodzinie smutno, gdy rodzice się rozwodzą, może pomoże ukoić smutki, może pozwoli odnaleźć kolorowe sny…
A jak wyglądają złośliwe skrzaty kradnące kolorowe sny? Pierwszorzędnie przedstawiła je Marta Kurczewska.
Wiek – nie dla każdego
Wydawnictwo Nasza Księgarnia