|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Biorę udział:)
Półeczka maluchów
Półeczka starszaków
Półeczka dla dzieci 6 - 10
Półeczka dla dzieci 10+
Półeczka młodzieży
Półeczka rodziców
A tutaj piszę o książkach
Akcje Czytelnicze
Artykuły
Autorzy i ilustratorzy książek
(c) copyright
Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
Do słuchania
Gry i zabawy
O książkach dla dzieci
Szablon blogu
Wydawnictwa, z którymi współpracuję
Zajrzyj do książki
Tagi
Półeczka z książkami![]() Wypromuj również swoją stronę
|
Wpisy z tagiem: blog
poniedziałek, 30 sierpnia 2010
Nasze drugie urodziny
M. twierdzi, że kiedyś to były kobiety. I wzdycha. Ciasto na dobre podsumowanie mijającego tygodnia. I jeszcze do tego dwudaniowy obiad w sobotę, a w niedzielę to już na pewno – z deserem. No i ta gromadka dzieci plątająca się pod nogami, a kobitki były wyrobione. Nie tak jak teraz - jedno, dwójka, trójka. U nas dwójka. A ciasto rzadko i obiad dwudaniowy też. W ciągu tygodnia nie powiem, ale tu króluje moja Mama (we wrześniu to się kończy- buhahaaa). A mnie w weekend szkoda czasu na siedzenie w kuchni. Zresztą jest tyle ciekawych rzeczy do zrobienia. Mamy tyle zainteresowań. Każdy z nas. Współczesna kobieta bloguje. ..
Mnie od dwóch lat bawi pisanie o książkach dla dzieci. Zaczęło się przypadkiem. Pewnie z każdym z nas było podobnie. Natrafiłam przypadkowo na blog książkowy i spędziłam pół nocy na czytaniu recenzji. Do tamtej pory myślałam, że blogi piszą tylko i wyłącznie politycy i dziennikarze. Pojawiła się myśl: a może i ja spróbuję? Nie – nie wchodziło w grę. Tomek był mały, Mikołaj – zaledwie kilkumiesięcznym bobasem...
Jednak pewnego dnia odważyłam się nacisnąć klawisz enter – i dalej poszło łatwo. Najpierw powstał Brulion o książkach, które czytałam dla swojej przyjemności:) Pamiętam słowa psiapsiółki, gdy na świat przyszedł Tomek: No i koniec z książkami. A ja się uparłam i pchałam wózek jedną ręką, a w drugiej trzymałam książkę i tak sobie chodziłam – wówczas swoimi ścieżkami po Puszczy Kampinoskiej. A że moje dziecko kochało spać, czasem to nawet niecierpliwiłam się, by już się obudziło, bym mogła nad wózkiem trochę ćwirzyć, ćwikać,ćwierkać, czyrkać, czykczyrikać, jak rasowa mama. Ale Tomek spał i spał. A ja sobie czytałam. Kiedy miał kilka tygodni i leżał u mnie na rękach przeczytałam mu na głos pierwszą książkę. Długą. Kubusia Puchatka. Nic z tego nie zapamiętał, bo kilkanaście dni temu toczyłam boje o Kubusia. Ale tak to się w każdym razie się zaczęło...
Kiedyś pomyślałam – a może napiszę o tym, co przeczytaliśmy, albo co chcielibyśmy przeczytać? Najwyżej jedno kliknięcie i – po bólu, gdy się nie spodoba - zrezygnuję. Wytrwałam dwa lata. To duży plus – choć czasem mam przerwy w pisaniu – dłuższe, krótsze. Są przecież rzeczy ważniejsze. Dziś mam dzieci uzależnione od makulatury – daj Panie Boże, by tak pozostało. Życie z książką jest ciekawsze, piękniejsze… nie wiem czy łatwiejsze. Człowiek poznaje inny świat – w tym rzeczywistym ciągle mu czegoś mało…
A jaka to straszna kara w moim domu, gdy matka powie – Dziś nie ma czytania. Jaki jest ryk! Łatwiej naprawdę odmówić słodyczy – bo to ma jakieś chociaż uzasadnienie – zęby się psują. Brzuch zaboli, zemdli. Ale od czytania – co powiedzieć maluchowi, który wieczorem depcze człowiekowi po piętach z książką. Bo cóż to znaczy – nie czytamy? – Od tego zęby się nie psują, brzuch nie boli. Najwyżej matce gardło wysiądzie. Najgorzej jest jak coś obiecałam, a potem ze zmęczenia nie wiem, jak się nazywam: –Obiecałaś Robin Hooda? -Naprawdę? Ale tylko kawałek. -Nieeee, całego!
No i te książki, których nie da się czytać, a które w jakiś dziwny sposób przypadają dzieciom do gustu. Jak Alladyn w schedzie po kimś tam. Ten Disney’a. W końcu schowaliśmy wrednie za książkami na najwyższej półce i skończyło się na tym, że Alladyn odleciał na czarodziejskim dywanie. Raczej to ja czytam dzieciom. Czasem mąż. Czasem dziadek. Ci dwaj to niestety zasypiają przy własnych interpretacjach. Potem wieczorne czytanie kończy się tak – tata śpi z otwartą książką, ą dzieci po nim skaczą. A to, o czym czytamy, opisuję najlepiej, jak potrafię. Również książki, na które moje maluchy są jeszcze za małe, a po które może w przyszłości sięgną. Sama podczytuję kilka świetnych blogów o książkach – szukam tam czytelniczych inspiracji. Blogosfera wypełniła wielką pustkę – tak mało pisze się o książkach. w prasie, w ogóle. Gdzieś na końcu wydania. Dziękuję za Wasze odwiedziny, komentarze, maile:)
To nasz placek urodzinowy. Po wielkopolsku – placek na młodziach. Nasz ulubiony, choć przyznaję, że nie jestem specjalistką akurat w tej materii. Przepis od sąsiadki jednak był rewelacyjny, a może to ręce małego cukiernika to sprawiły?
|