Zakładki:
Biorę udział:)
Półeczka maluchów
Półeczka starszaków
Półeczka dla dzieci 6 - 10
Półeczka dla dzieci 10+
Półeczka młodzieży
Półeczka rodziców
A tutaj piszę o książkach
Akcje Czytelnicze
Artykuły
Autorzy i ilustratorzy książek
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
Do słuchania
Gry i zabawy
O książkach dla dzieci
Szablon blogu
Wydawnictwa, z którymi współpracuję
Zajrzyj do książki
Tagi
Książki miesiąca Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli

Wpisy z tagiem: Cornelia Funke

piątek, 11 maja 2012
Anyżowa Warownia - Cornelia Funke

Anyżową Warownię przeczytaliśmy niedawno w zaledwie kilka wieczorów. Świetnie wpisała się w oczekiwania moich chłopców  - pomimo tego że główną bohaterką była … dziesięcioletnia dziewczynka. Ale w końcu i ona chciała przecież zostać Rycerką (kto ma małych chłopców, wie, o co chodzi). Tak jak od czasu – do czasu moi synowie. W każdym razie – jeśli chodzi o najbliższe wolne terminy – to dopiero po Euro. Teraz mają w planach karierę piłkarską – jak połowa polskich chłopców w ich wieku.

To nie nasza pierwsza lektura Cornelii Funke, niemieckiej autorki dla dzieci. Pod koniec zimy przeczytaliśmy świetną powieść Kiedy Święty Mikołaj spadł z nieba, potem śmieszną Piracką świnkę.

Igerna mieszka z bratem Albertem i rodzicami w Anyżowej Warowni. Wiodą sobie całkiem spokojne życie. Rodzice dziewczynki są czarodziejami i mają na stanie mnóstwo magicznych ksiąg. To właśnie one stają się pewnego dnia przyczyną niezłego zamieszania. Otóż do sąsiedniego zamku przybywa bardzo nieprzyjemny osobnik Gilgalad, którego marzeniem jest zdobycie owych czarodziejskich woluminów. Pech chciał, że rodzice podczas wyczarowywania prezentu dla córki na jej urodziny, coś pokręcili w zaklęciu i się zamienili w …dwie świnki z kręconymi ogonkami. Teraz uratowanie Warowni będzie na głowie Igerny i jej brata, który dopiero wprawia się w czarach. A pod Warownię nadjeżdżają obcy rycerze…

Udana książka o ważnych rzeczach: przede wszystkim autorka przemyciła do tekstu wiele z kodeksu rycerskiego. Sprawnie wplotła do fabuły, cóż to znaczy być prawdziwym rycerzem. Jaką wartość mają przyjaźń, obietnica, honor i odwaga. Oczywiście – jak w takich książkach bywa – toczy się walka dobra ze złem no i dobro zawsze jest górą. Występuje tu cała plejada baśniowych postaci: smok, olbrzym, czarodziejskie ryby w fosie, gadające księgi, Smutny Rycerz. Wokół dzieją się czary i nikt bez zaproszenia do Warowni się nie dostanie. Moim dzieciom ogromnie się ta książka podobała. Było wiele śmiesznych sytuacji, od których bolały brzuchy. Gdy kończyliśmy kolejny enty rozdział, trzeba było szybko uciekać z pokoju, by nie zostać przez dzieci ponownie wciągniętą w łóżkowe pielesze do dalszego czytania. W czasie lektury mój młodszy Mikołaj nawet kilka razy stwierdził, że dziewczyny też są fajne. A w jego ustach to ogromny komplement (wyrośnie z tego). A to wszystko za sprawą Igerny.

 

Wiek 6+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

 



sobota, 11 lutego 2012
Kiedy Święty Mikołaj spadł z nieba - Cornelia Funke/ il. Paul Howard

 

Ubiegłą niedzielę mieliśmy spędzić na Targach Książki w Poznaniu. Wszystko zaplanowane, program atrakcji wydrukowany. Sprawdziło się niestety stare przysłowie – Człowiek myśli, Pan Bóg kreśli. W nocy przyszła choroba i cały dzień dzieci spędziły w łóżkach. W dodatku spadł śnieg – więc było smutno do kwadratu. Ten tak długo wyczekiwany śnieg musiał spaść akurat w takim momencie. Plus tego był taki, że w długie niedzielne popołudnie przeczytaliśmy połowę książki, która, hmhm……., co tu dużo mówić, niezbyt wpisuje się w lutowy klimat. Choć w śnieg i owszem. Sezon Mikołajów minął ponad miesiąc temu – już byłam pewna, że w najbliższym czasie nie uda się nam przeczytać książki Cornelii Funke. Tymczasem….chyba mogę tak napisać – los chciał inaczej – i muszę przyznać – że to jednocześnie był właśnie taki miły podarek od losu w ten dość trudny czas. Lekturę kontynuowaliśmy każdego wieczoru, wczoraj skończyliśmy, i cała nasza trójka jest pod urokiem tej książki. Czasem żal, że się coś skończyło. Tak było z tą powieścią. Gdy zamknęłam ostatnią stronę, moje starsze dziecko zauważyło, że to nie koniec, bo przecież na okładce jest coś jeszcze – więc musiałam przeczytać dodatkowo również tekst okładkowy:)

To opowieść o Świętym Mikołaju, jedynym prawdziwym, jaki się ostał jeszcze na ziemi. Pewnego dnia wóz z nim i jego gromadą – aniołami Matyldą i Emanuelem, przemądrzałymi krasnalami, ląduje na ulicy Mgielnej, gdzieś tam u naszych zachodnich sąsiadów. Niewidzialny renifer Gwiazdonosy przepada bez śladu, dwa koła są poważnie uszkodzone, a Wielka Rada Mikołajów, która uczyniła ze świąt Bożego Narodzenia iście konsumpcyjne wariactwo, chce za wszelką cenę wyśledzić naszego Niklasa Julebukka, by go unicestwić. A Niklas? W niczym nie przypomina wszechobecnych Mikołajów, które znamy z wystaw sklepowych, reklam i centrów handlowych – nie nosi długiej brody, nie ma wielkiego brzucha i czerwonego płaszcza, w dodatku nie może żyć bez kawy. Jest młody (i przystojny:)), chodzi w połatanym i wytartym stroju, i zniszczonych mikołajowych butach, które w tej historii odegrają niemałą rolę. Tymczasem do wozu Niklasa trafia mały chłopiec Ben. Mieszka z rodzicami na tej samej ulicy, niedaleko. Mają dużo pieniędzy, stać ich na drogi samochód i wakacje nad ciepłym morzem. Jednak czegoś brak w tej trzyosobowej rodzinie – a by stać się szczęśliwym – czasem nie potrzeba zbyt wiele. Czy Niklas pomoże im odnaleźć się w tym świecie, w którym rządzą pieniądze, pęd za sukcesem i drogimi gadżetami? Jest też Charlotta – dziewczynka z sąsiedztwa, zagubiona i wystraszona jak Myszka. Szara i niepozorna. Nie muszę chyba pisać o tym, że będą działy się cuda – czasem będzie wesoło, czasem niebezpiecznie. Przyjdzie moment, że i łezka się skulnie po policzku. Nie brak tu czarnych charakterów - wszak Waldemar Dzieciosrogi - wróg Niklasa, jego współpracownicy i Drewniane Dziadki do Orzechów nie śpią....

Bardzo podobają się nam czarno – szaro - białe, ilustracje Paula Howarda – nastrojowe, ciepłe – iście bożonarodzeniowe. Niektóre sceny rozgrywają się w nocy – wtedy pojawiają się czarne strony i białe litery. Z ciekawości zerknęłam na Amazona niemieckiego – zastanawiało mnie jak została wydana ta książka w ojczyźnie autorki. Można zajrzeć do środka książki – zdecydowanie wolę naszą wizję Niklasa, Matyldy i Emanuela. W polskim wydaniu dwa anioły rubaszne, wyraźnie zaokrąglone – jakżeby inaczej, skoro anielica bez przerwy piekła i zajadała korzenne ciasteczka:) Książka pachnie śniegiem, klejem (do klejenia zabawek), parzoną kawą, kakao, wspomnianymi wcześniej ciasteczkami, a w pewnym momencie nawet środkami czystości.

Piękna i wzruszająca książka. Czytałam ją z myślą o starszym (7-letnim) Tomku. Tymczasem z wielkim zainteresowaniem słuchał również 4- letni Mikołaj. Wiek jest tu istotny - bo wiara w Świętego Mikołaja pozwala tę książkę przeżyć bardzo, bardzo głęboko - mogłam to zaobserwować na moich dzieciach;)

Bardzo ważna książka - o tym - jakie powinny być święta. Ja łamię stereotypy – i czynię książkę o Świętym Mikołaju naszą Książką Lutego. Bo przecież zima jeszcze trwa:) A co dla niektórych - i święta przez cały rok:)

 

Wiek 4+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia