Archiwum
Zakładki:
Dla dzieci
Lubimy czytać:) Książki ustawiam na półkach według kategorii: półeczka maluchów, starszaków, 6-10, 10+, półeczka młodzieży i rodziców. Wszystko w tagach
Autorzy i ilustratorzy książek
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
O książkach dla dzieci
Szablon blogu
Tutaj piszę o książkach
Wydawnictwa, z którymi współpracuję
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli

Wpisy z tagiem: półeczka starszaków

piątek, 30 sierpnia 2013
Podróże na piórze - Wanda Chotomska/ il. Marta Kurczewska

Na blogu Czytanki - przytulanki czytam, że w dzisiejszych czasach mało poezji. Trudno mi tutaj wyciągać wnioski w odniesieniu do innych, mogę powiedzieć jedynie o naszym przypadku. Tak – proza zdecydowanie góruje nad poezją. Nie mam nic z mamy Tuwimowej, która ponoć karmiła Julka liryką największego kalibru od rana do wieczora. No i nic dziwnego, że z takiego Julka wyrósł znany nam wszystkim i ceniony Julian Tuwim. A obecnie mamy przecież ułatwione zadanie – bo są świetne wydawnictwa, jest Internet. Pani Adela, z domu Krukowska, z benedyktyńską cierpliwością przepisywała te wszystkie wiersze do specjalnego zeszytu, który potem przed Irenką i Julkiem otwierała i na głos czytał. Mało poezji w naszym życiu, mało poezji w ogóle. Odnoszę wrażenie, że kiedyś ludzie potrafili z pamięci cytować dłuższe fragmenty, niekiedy całe poematy, ballady. W życiu niekiedy umieli odnaleźć się dzięki wierszom, błysnąć w towarzystwie jakimś cytatem, który świetnie pasował do danej sytuacji. Dziś niekiedy udaje się coś zacytować, choć do końca może nie wiadomo czyje to. Popularne jest: Jedzą, piją, lulki palą. Tańce hulanki swawole. Ale na tym koniec – dalej ni w ząb. Choć ostatnio podczas spotkania jedna pani wyrecytowała calutką Panią Twardowska, której nauczyła się – ot tak – jak przyznała – dla siebie. Bo bardzo jej się podoba. Oczywiście wielu zna Inwokację czy Koncert Wojskiego z Pana Tadeusza – wiadomo, trzeba było się uczyć w szkole. Podobnie z piosenkami – choć nie o nich chciałam tu pisać. Mój tato znał mnóstwo piosenek ludowych, jak bawił wnuki to bez przerwy im śpiewał – i nie jedną czy dwie zwrotki ale po pięć i siedem. I ten dziadek Stasio wiecznie moim synom kojarzy się ze śpiewaniem. W znajomości poezji to chyba dzieci przejmują pałeczkę. Te, którym dużo się czyta wierszy, po pewnym czasie potrafią zacytować całość bez mrugnięcia okiem. Lokomotywę, Na straganie, Stefka Burczymuchę.

W Podróżach po piórze Wanda Chotomska zabiera najmłodszych do krainy Fantazji i Marzeń, ale myli się ten, kto sądzi, że spotka tam masę przeróżnych dziwnych stworzeń, ba, nawet potworów. Spotkać tam można kanarka na dachu, wronę, która na wesele poszła bardzo wystrojona. Krawca Pętelkę goniącego za nićmi z kubraka. I siedmiu kwaśnych złodziei, co to nocy jednej zamiast złota ocet najzwyklejszy ukradli. I makaron włoski w gorącej wodzie kąpany. I dziadka przed telewizorem. I kundla, co to do rodziny, do Warszawy przybył. I prosię, co miało muchy w nosie. I babę, co placek piekła. I Staszka, co kaszę lubił nade wszystko. Dzięki poezji znajdziecie odpowiedź na kilka trudnych pytań. Jak choćby takich: Po co krowie rogi na głowie? Dlaczego ryby rozmów nie wiodą? Dlaczego ciele ogonem miele? Wiele z wierszy tłumaczy znane przysłowia i zwroty.

Podróże po piórze nie zabierają nas w odległe miejsca na świecie. Za to pozwalają dostrzec piękno i niezwykłość w codziennych przedmiotach i sytuacjach. Wiersz, jak się okazuje może traktować o wszystkim. A poezja może towarzyszyć w życiu codziennym, na każdym niemal kroku. O czym chyba jednak na co dzień zapominamy – a szkoda.

Zachęcam jeszcze do takich podroży – choć wakacje lada chwila się kończą.


Kto lubi podróże,

te małe i duże,

niech prędko korzysta

z okazji -

przez wiersze i rymy

na pewno trafimy

 w cudowną krainę

Fantazji.

 

Nie bujam, nie kłamię -

znam trasę na pamięć,

latałam tam często

na dłużej.

A czym tam latałam?

Pod ręką to miałam - zazwyczaj latałam

na piórze. (...)

 

 

Wiek 4+

Wydawnictwo Literatura

 



wtorek, 20 sierpnia 2013
Przedszkole Żyrafki - Elżbieta Lekan/ il. Joanna Myjak

Przedszkole Żyrafki to seria dla najmłodszych dzieci. Przedział wiekowy 2 lata – 6 lat. Osobne zestawy da każdej grupy wiekowej. Na naszej półce znalazły się zestawy dla naszego Mikołaja – dla 5 – i 6-latków. W każdym komplecie po trzy zeszyty ćwiczeń w teczce formatu A4.

5 latki mają do dyspozycji zabawy językowe i plastyczne oraz zgadywanki. Dzieci kolorują, wycinają, dorysowują brakujące elementy, rysują po śladzie, doklejają obrazki, odpowiadają na pytania, opowiadają krótkie historyjki, poprawiają błędy, szukają różnic, ćwiczą pamięć i koncentrację. Hitem na pewno są naklejki, których w zestawie jest 200. Za prawidłowe wykonanie ćwiczeń – na każdej stronie nagroda - też naklejka.

Dla 6-latków już zadania trudniejsze. Zestaw zawiera zeszyty: litery i sylaby, cyferki i szlaczki. Dzieci poznają cyfry do 10, liczą na paluszkach, dorysowują łaty żyrafce, liczą elementy na obrazkach, łączą obrazki z taką samą ilością elementów, łączą punkty od 1-10, poznają poszczególne litery alfabetu, nazywają obrazki i dopasowują do poszczególnych liter, tworzą sylaby, szukają wyrazów zaczynających się na poszczególne sylaby, szukają odpowiedzi do zagadek. Podoba mi się zeszyt ze szlaczkami. Szlaczki to stara metoda ćwiczenia ręki. Pamiętam z dzieciństwa, że nie za bardzo za nimi przepadałam. Tutaj trochę szlaczki nietypowe: każdy szlaczek to krotka historyjka, a jego dorysowanie przyczynia się do szczęśliwego zakończenia. I tak jeśli dziecko narysuje drzewa, będzie można narysować drogę, po której żyrafka będzie mogła przejść bezpiecznie przez las. A kiedy Żyrafka chce dojść do stawu na wieczorny koncert żab, trzeba narysować szlaczek (bez odrywania ręki), którym ma pójść. Tutaj dzieci mają do dyspozycji 206 naklejek.

Z własnego podwórka donoszę, ze nuda wakacyjna w dni upalne i słotne została szczęśliwie przegnana. Ot – takie zwykłe niezwykłe połączenie przyjemnego z pożytecznym.

 

Wiek 2-6 (tu opisałam wiek 5 i 6 lat)

Wydawnictwo Firma Księgarska Olesiejuk

 



Przygody Narizinii czyli Zadartego Noska - Monteiro Lobato/ il. Julitta Karwowska - Wnuczak

W podmiejskim białym dworku, który nazywa się „Żółta Wilga”, mieszka pewna starsza pani. Na imię jej Benta. Ma już przeszło sześćdziesiąt lat. Ktokolwiek przechodzi drogą i widzi ją siedzącą na werandzie z koszyczkiem do szycia na kolanach i okularami w złotej oprawie na czubku nosa, myśli sobie:

Jakże smutno tak mieszkać samej na tym pustkowiu”.

Otóż myli się. Pani Benta jest najszczęśliwszą ze wszystkich babuń, bo mieszka z nią najmilsza z wnuczek, Lucia, dziewczynka o zadartym nosku, którą wszyscy nazywają po prostu: Narizinia*. Narizinia ma siedem lat, śniadą cerę, przepada za pipoką i umie już robić doskonałe babeczki z mąki kukurydzianej.


Odkryłam jakiś czas temu w bibliotece książkę, którą czytałam w dzieciństwie kilka razy. Owa Narizinia, wnuczka Benty, pewnego dna spotyka księcia Łuskowatego, władcę Królestwa Jasnych Wód. To książę i król w jednej osobie. On to, wyraźnie zauroczony dziewczynką i jej lalką Emilią, zaprasza obydwie do swego królestwa. Narizinia z ochotą przyjmuje zaproszenie do krainy baśni, pełnej dziwów i bajecznych stworzeń, gdzie czas płynie inaczej i tyle się wydarzy. Koralowe lasy, pola wodorostów, kępy żywych gąbek, muszle najdziwniejszych kształtów i barw, stosy olbrzymich pereł – w takiej oto scenerii rozgrywa się ta opowieść. A bohaterowie? Pani Pajęczyca, znakomita i słynna na całe królestwo krawcowa, pochodząca z samego Paryża, szyjąca prześliczne sukienki. Kłótliwa i złośliwa pani Karaluszyna. Major Chaps, któremu książę kazał połknąć za karę sto okrągłych kamyków. Doktor Ślimak ze swoim zapasem cudownych pigułek. On to sprawił, że lalka Emilia po połknięciu gadającej pigułki zaczęła wyrzucać z siebie słowa jak z karabinu maszynowego. W końcu markiz Kikutek zalecający się do Emilii. I wiele innych.


W książce co rusz pojawiają się postacie z innych bajek i baśni: Śnieżka, Piotruś Pan, Tomcio Paluch, Ołowiany Żołnierz, Jaś i Małgosia. W krainie tyle się dzieje, jej mieszkańcy na co dzień przeżywają różne przygody, rozwiązują swoje większe i mniejsze problemy.

Lektura akurat na teraz – to w końcu czas beztroskich wakacji, zabaw bez końca. To opowieść o bezpiecznym dzieciństwie – bo takie odczucia się pojawiają, gdy czyta się opisy dworku babci Benty, gdzie ciepło rodzinne, miłość i zrozumienie.


Książka z 1976 roku. Wyblakłe i pożółkłe kartki. Niektóre ilustracje zniszczone przez jakiegoś gorliwego pseudomiłośnika książek – porysowane ołówkiem – chyba chciał przerysować niektóre postacie przez kalkę. Szkoda, że dziś nie wznawia się takich książek.

 *Narizinia – od słowa: narizinho (czyt. narizinio) – nosek.

 

Autor Narizinii żył w latach 1882 - 1948. Czytając tę książkę naprawdę nie chce się wierzyć, że za lat siedem będzie miała 100 lat.

A tak Narizinię przedstawił Rogerio Coelho. Mnie bardziej bliska sercu jest wizja podwodnego królestwa Julitty Karwowskiej - Wnuczak.

Wiek 5+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia rok 1976

 



sobota, 17 sierpnia 2013
Chrupek i Miętus - Delphine Bournay

Czasem gdy otwieram książkę dla dzieci, przemyka mi przez myśl – już to gdzieś widziałam. No cóż zdarzają się naśladownictwa, nawet plagiaty, z małymi unowocześnieniami. Tymczasem takie zwierzaki jak u Delphine Bournay – spotkalam pierwszy raz w życiu. Dwójka przyjaciół – żaba i królik. Miętus i Chrupek – każdy z nich inny, z głowami pełnymi zwariowanych pomysłów. I pomysł na książkę również oryginalny – o czym za chwilę. Dwie okładki: na Dzikich zwierzętach – jakżeby inaczej – dzikie zwierzęta. Szczerzą zawzięcie swoje zębiska, ale nie tak wcale strasznie. Od razu można wyczuć, że chodzi tylko o narobienie dzieciarni strachu, że to jakiś żart a i tak wszystko skończy się happyendem. We Wrażliwcach – siedzą oparci plecami, uśmiechnięci, zadowoleni z życia. Mają wady i zalety, czasem zachowują się jak nasze dzieci, niekiedy można w nich dostrzec siebie – dorosłego ze swoimi pseudo - wspaniałymi pomysłami. Bo jak to zwykle w książkach o zwierzętach bywa – to istoty, w których kryjemy się my ludzie.

Każda z książek zawiera kilka historii. W Dzikich zwierzętach Chrupek i Miętus z pasją przyglądają się pewnej mapie, na której szukają swojego lasu (Mapa), Miętus próbuje po swojemu uporządkować las (Spis), a w ostatnim rozdziale zamierza ugotować srokę na obiad zamiast kurczaka (Dzikie zwierzęta). We Wrażliwcach znajdziecie cztery opowieści – Miętus próbuje przegonić Chrupkowe strachy nocne (Ciemność), Miętus szuka natchnienia poetyckiego w lesie (Wieczór poetycki), Miętus uczy Chrupka pewności siebie (Kapelusz), nawzajem doświadczają tego, że w przyjaźni może być raz lepiej raz gorzej(Księżyc).

Razem spędzają czas, bawią się, poznają świat i życie. Książka w formie krótkich historyjek obrazkowych. Tekstu również niewiele. W sam raz dla początkujących czytelników. Sekwencja każdego z bohaterów w innym kolorze, co na pewno pozwoli najmłodszym czytelnikom rozpoznać aktualnego mówcę. Partie narratora wyszczególnione czarnym drukiem. Natomiast partie zwierzaków w formie pisanej – takiej jaką znamy z zeszytów dzieci klas początkowych. Tutaj estetycznie i starannie napisane (jakbyście usłyszeli westchnienie mojego Tomka drugoklasisty – wyrażające oczywiście uczucie zazdrości).

Wiek 5+

Wydawnictwo Dwie Siostry

 



wtorek, 13 sierpnia 2013
Jeszcze o Pippi

Właśnie czytamy do poduchy. Poszperałam w necie. Pippi jak się okazuje ma różne twarze:)

czwartek, 01 sierpnia 2013
Mały pokój z książkami - Eleanor Farjeon/ il. Bożena Truchanowska

 

Wiek 5+

wtorek, 30 lipca 2013
Tutlandia - Agnieszka Ginko/ il. Ewa Poklewska - Koziełło

Opowieści o pewnej rodzinie 2+2. Dzieci: mała Tutka i trochę starszy Tutek. I rodzice. I zwykła codzienność, z którą trzeba się zmierzyć. Która raz bawi i cieszy – innym razem martwi. Zastrzyk, nowa kuzynka – zynka i jej maleńki braciszek, wyprawa do teatru, zabawy, ale też rozłąka z ukochanym tatą, który wyjeżdża na dłuższą chwile, by zarobić pieniądze. Mądre refleksje nad tym, co najważniejsze – dużo tu miłości, ciepła, bezpieczeństwa, empatii. Dom, w którym rodzice wsłuchują się w dzieci i odwrotnie,  w którym dużo się rozmawia, wspólnie spędza czas, szuka się rozwiązania problemów. Raz z górki, raz pod górkę. Świat widziany z perspektywy dziecka, dziecięcy, ale absolutnie nie dziecinny. Świetnie zilustrowany przez Ewę Poklewską – Koziełło.

Wiek 4+

Wydawnictwo Media Rodzina



czwartek, 25 lipca 2013
Niedźwiedź łowca motyli - Susanna Isern/ il. Marjorie Pourchet

Mamy na półce kilka książek traktujących w sposób baaardzo pozytywny o niedźwiedziach, misiach, miśkach – wszelakiej maści. Niedźwiedź z książki Susanny Isern to potwór o naprawdę dobrym sercu. Potwór? - źle się wyraziłam – powinno być: stworzenie, zwierz. W każdym razie niedźwiedzie literackie raczej krzywdy nikomu nie czynią. A ten tutaj ratuje życie innym. Ot, pewnego dnia przypadkiem natrafia na porzuconą przez kogoś siatkę na motyle. Każdy motyl, który nieszczęśliwie ląduje w wodzie, jest z niej tą siatką wyławiany, po czym następuje faza suszenia na niedźwiedzim nochalu. Gdy osobnik odkrywa, kim jest wybawca, z przerażeniem ulatuje w siną dal. Ze strachu. Nadchodzi jednak czas, że to niedźwiedź potrzebuje pomocy. A wszystkie uratowane motyle odwdzięczą się za niedźwiedzie dobro.

Najpierw ilustracje – baaardzo się podobają. Znacie już kreskę Marjorie Pourchet z Mamy bohatera – jednej z ważniejszych książek dzieciństwa moich synów. Na niedźwiedziu można policzyć wszystkie włoski z jego sierści – oczywiście to zadanie dla wytrwałych. Widać jak na dłoni chropowatość kory drzew, wyczuwalna jest delikatność motylich skrzydeł. Kiedy czytaliśmy tekst – padło pytanie oburzonego 5-latka – To niedźwiedź nie umie pływać? No właśnie. Nie, w tym akurat przypadku nie umie. I skąd motyle mają tyle siły? Ale czy można mieć o to pretensje? Bajka, to wszystko bajka – po to , by przekazać prawdę o przyjaźni i empatii. A jak wiadomo, w bajkach wszystko jest możliwe. Tak jak tutaj.

Wiek 3+

Wydawnictwo Tako

Strona Susanny Isern

Strona Marjorie Pourchet

 



środa, 24 lipca 2013
Zróbmy sobie arcydziełko - Marion Deuchars

Książka brytyjskiej graficzki i ilustratorki to doskonała alternatywa dla wszelakich komputerów, tabletów tudzież innych współczesnych gadżetów. Wakacyjny czas można spędzić kreatywnie – na tworzeniu. Na razie z pomocą książki, która, kto wie, może stanie się inspiracją do szukania własnych ścieżek? „Zróbmy sobie arcydziełko” jest dopiero początkiem przygody zwanej sztuką, która finał może mieć miejsce w galerii albo muzeum.

By wykonać mobil a’la Alexander Calder, własny komiks, wzór na przygotowanej siatce, zwierzaki z odcisków palców i całej dłoni czy rekina w akwarium naprawdę nie trzeba jakichś wymyślnych materiałów. Wystarczą ołówek, tusz, węgiel, nożyczki, flamastry, kredki akwarelowe. Na samym początku jest ściąga z materiałów plastycznych mile widzianych przy poszczególnych projektach. Własne pomysły w tym zakresie nie wpłyną na jakość i pracy, i zabawy. Bo przecież o to tutaj chodzi – robimy arcydziełko, a ono ma cieszyć oko i sprawiać radość. A to, że przy okazji dzieci poznają Van Gogha, Leonarda da Vinci, Pabla Picassa, Henriego Matisse’a, Paula Klee, Pieta Mondriana, albo zaczerpną wiedzy z zakresu kubizmu, pop artu, op artu, rysunku i rzeźby, jest wartością dodaną całego przedsięwzięcia. Przy nazwiskach znanych artystów zawsze znajduje się krótka notka biograficzna. Gros książki to opis różnych technik plastycznych i instrukcje wykonania projektów. Wiele z nich to zaledwie wstęp do własnych odkryć – dzieci eksperymentują z kolorami, linią, światłem, figurami geometrycznymi, a efekty często wprawiają w zdziwienie i wywołują zachwyt.

Dla wielu sztuka to nuda, monotonia, jakieś wyszukane i nadęte interpretacje niezwykle ważnych znawców sztuki, czyli coś dla wybrańców, którzy jako nieliczni potrafili wznieść się na wyżyny, by spojrzeć krytycznym okiem na dzieło, mało tego – potrafili wyjaśnić co autor miał na myśli. Wybrać się do muzeum? Nie – odstraszają panie w ciemnych uniformach i dziwne kapcie-łapcie do polerowania drogocennych parkietów*. Takie stereotypy łamie książka Marion Deuchars. Sprawia, że nagle ta strrrrrraszna sztuka staje się bliższa, bardziej przystępna i zrozumiała. Jest na wyciągnięcie ręki. Jest w naszym domu. 224 strony formatu A4 gwarantują doskonałą zabawę i odskocznię od codzienności.

 

* Rzeczywistość się zmienia i coraz więcej takich placówek otwartych jest na małe dzieci. Choć mój syn ostatnio przeżył muzealną przygodę w kłopotliwych kapciach-łapciach.

Strona Marion Deuchars

Wiek 5+

Wydawnictwo Dwie Siostry

Recenzja ukazała się na portalu xiegarnia.pl



czwartek, 18 lipca 2013
Czarna książka kolorów - Menena Cottin/ il. Rosana Faria

Siedzimy na tarasie o zmierzchu. Jest wreszcie czas na wytchnienie. Na zatrzymanie się. Pośpiech w życiu, szybkie tempo nie pozwalają dostrzec tego, co jest wokół. Choćby taki zwykły trawnik. Tysiąc odcieni zieleni. Myślę o tych kolorach – świeżo po lekturze Czarnej książki kolorów. O białych pękatych głowach hortensji. Dojrzewającej malinowej czerwieni malin. I słońcu, na które nie mam czasu spojrzeć, ale czuję, że jest, bo aż skóra piecze. Setki, tysiące kolorów otaczają nas, są takie zwykłe i oczywiste, że trudno zrozumieć świat bez nich. Rzadko kto dopuszcza taką myśl na co dzień.

Tymczasem wspomniana już książka – nietypowa i jedyna w swoim rodzaju, daje sygnał, że może być inaczej. Bo świat Tomka – niewidomego chłopca, to pozornie właśnie świat czerni. Jednocześnie chłopiec potrafi zdefiniować dany kolor, ponieważ poznał go nie oczyma, ale innymi zmysłami. Dotyka go, czuje i smakuje. Brąz to szeleszczące pod nogami liście, zieleń – to zapach świeżo skoszonego trawnika. Czerwień jest kwaśna – jak truskawki ale jednocześnie słodka jak arbuz. Jednocześnie to sygnał, że niewidzenie w niczym człowieka nie ogranicza. Otwiera inne furtki, które my, widzący, a może widzący inaczej, z wygody, nie wiem, może nawet z lenistwa, a może tej kolorowej oczywistości, jaka nas otacza, dla nas samych pozostawiamy zamknięte na siedem spustów. Książka cała w czerni, ze srebrnym tekstem, z wypukłymi błyszczącymi ilustracjami. A może kazać dziecku zamknąć oczy i opowiedzieć mu o Tomku, który poznaje świat przez dotyk i węch. Pogładzić zarys piór, włosów, trawy, kropli wody. Przejechać po tekście napisanym alfabetem Braille′a. Spróbować doznać uczucia niewidzenia. Choć to nie to samo. Na pewno. ..

Piękna książka, która kieruje uwagę małych czytelników na osoby niewidzące. Starszych skłania do refleksji nad życiem – bo wszystko przemija – a my tak naprawdę nie mamy czasu, by delektować się szarością nieba przed burzą, albo bielą świeżutkiego śniegu. Nie dostrzegamy niuansów odcieni. Niebieski to w końcu niebieski. A to nieprawda. Są przecież – lazur, błękit, modrakowy, granatowy, lapis – lazuli, kobaltowy, indygo.

Książka zdobyła nagrodę New Horizons Award Bologna Children′s Book Fair 2007 na Targach Książki Dziecięcej w Bolonii.

Wydawnictwo Widnokrąg