Zakładki:
Dla dzieci
Lubimy czytać:) Książki ustawiam na półkach według kategorii: półeczka maluchów, starszaków, 6-10, 10+, półeczka młodzieży i rodziców. Wszystko w tagach
Autorzy i ilustratorzy książek
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
O książkach dla dzieci
Szablon blogu
Tutaj piszę o książkach
Wydawnictwa, z którymi współpracuję
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli

Wpisy z tagiem: półeczka starszaków

czwartek, 07 stycznia 2010
Don Kichot - Erich Kastner / il. Horst Lemke

Don Kichota znają chyba wszyscy – jego walkę z wiatrakami, wzdychania do Dulcynei z Toboso i rumaka Rosynanta. Wielkie dzieło liczące kilkaset stron, perła literatury hiszpańskiej. Tymczasem Erich Kästner, niemiecki pisarz (1899-1974), autor kilku świetnych książek dla dzieci, przerobił Don Kichota na wersję dziecięcą. Pewnie zaraz dostanę po uszach, ponieważ w tym tygodniu to już mój drugi wpis, w którym namawiam do sięgnięcia po coś a’la, gdy tymczasem to i tak tylko oryginał jest najsmaczniejszą delicją (patrz Mały Książę). Zgodzę się, tylko po co nasze dzieci mają czekać tyle lat, skoro wersja dziecięca jest prawdziwą perełką. Cudna książka, wokół której kręciłam się od momentu jej wydania – przekładałam w księgarni z ręki do ręki i odkładałam na półkę. W końcu nasz kochany wielkopolski Gwiazdor (?) się zmiłował i zostawił pod choinką. Świetne tłumaczenie Emilii Bielickiej – które ma pewien klimat epoki Don Kichota. Nie brak tu takich słów jak: skwar (Mamo, co to jest SKWAR?), frasunek (Mamo, co to jest FRASUNEK?), furia (Mamo, co to jest FURIA?), odzienie (Mamo, co to jest ODZIENIE?)

Przy Don Kichocie można poruszyć tyle ważnych rzeczy – etos rycerza, wierność, miłość, realizacja marzeń. Przy wersji Kästnera można z dzieckiem się pośmiać, bo nie brak jej humoru. Jest to wyprawa do innej epoki, do dalekiego kraju.  Literatura przez duże eL. Największe, jakie sobie można tylko wyobrazić.

A jakie ilustracje. Zresztą popatrzcie sami:)

Wiek 5+

Wydawnictwo Muchomor

niedziela, 27 grudnia 2009
Jak Nieumiałek jechał samochodem o napędzie sodowym - Mikołaj Nosow/ Borys Kałuszyn

O Nieumiałku przypomniał nam blog Zaczytani. Wiedziałam, że gdzieś rzucił mi się w oczy. Odnalazłam na półce Brata:) - książeczkę zaczytaną, popisaną i bez okładki, w sam raz dla moich chłopaków. Siedzieli zasłuchani i wpatrzeni:) jak zaczarowani. Co to był za widok. Nikt się nie kręcił, nie wtrącał, nie kopał i nie rozpychał w łóżku. Cisza doskonała.

Warsztat, śrubki, kabelki, piłowanie, heblowanie, nitowanie, piły, młotki, samochody, wypadki, zamieszanie. Oooo, to naprawdę męski świat. Hi, hi, hi :) tak naprawdę świat ludków wzrostem nie przekraczających ogórka średniej wielkości. Nosow opowiada dziecięcym językiem - nie dziecinnym, w dodatku z jego tekstu można dowiedzieć się zawsze czegoś ciekawego ze świata nauki i techniki. Błędy i psoty Nieumiałka są dla nas punktem wyjścia do wieczornej rozmowy o stosownym zachowaniu:), bo autor unika konsekwentnie moralizowania, choć Nieumialkowi przydałby się nie raz porządny prztyczek w nos. Zabawne ilustracje Borysa Kałuszyna potrafią maluchy rozbawić, a analizy części samochodowych i narzędzi trwają w nieskończoność. Aż nam się przykro zrobiło, że mieliśmy tylko jeden odcinek, ale w bibliotece znaleźliśmy  Przygody Nieumiałka i jego przyjaciół - zbiór trzydziestu opowiadań. Czytamy i wkrótce napiszemy o naszych wrażeniach.

Wiek 4+

Wydawnictwo Raduga

środa, 23 grudnia 2009
Baśnie Braci Grimm / il.Adolf Born

Za dwa lata będziemy obchodzić 200-setną rocznicę pierwszego wydania Baśni braci Grimm i bardzo się cieszę, że w końcu ukazały się u nas – na nowo przetłumaczone przez Elizę Pieciul-Karmińską. Grubaśne tomisko, wagi słusznej, liczące sobie 550 stron i zawierające aż 50 baśni.

Bracia Grimm to najsłynniejszy i … chyba najbardziej kontrowersyjny literacki duet świata. Ale o tym za chwilę. Na samym początku bardzo ciekawa Przedmowa samych autorów, w której piszą o tym, jak zbierali materiał do książki. Możemy sobie jedynie wyobrazić, jak na początku XIX wieku dwaj szacowni językoznawcy, profesorowie uniwersytetu zdzierają sobie buty, w długich wędrówkach w poszukiwaniu tego, co przetrwało wśród ludu, w tradycji ustnej, przekazywanej z pokolenia na pokolenie. Potem Słowo od tłumaczki, które jest cennym dopełnieniem wydania. Mowa tu o pracach nad przekładem, porównaniach ze starszymi wersjami. Zwróciła ona uwagę na fakt unikania pedagogizacji, czyli wtórnego przystosowania tekstu do potrzeb odbiorcy dziecięcego, bez zdrobnień powodujących, że teksty te brzmiały infantylnie; o wierności wobec zewnętrznej organizacji tekstu, dzięki czemu mogły zostać zachowane symbolika przedmiotów i postaci. Poprawiono błędy wcześniejszych tłumaczeń, mniejsze i większe, które niekiedy wypaczały wręcz przesłanie tekstu i utrudniały jego zrozumienie i znaczenie. Nowe tłumaczenie ma przekonać czytelników do weryfikacji przekonania powszechnie panującego, że baśnie braci Grimm są krwawe, brutalne i ponure. To w końcu Baśnie, które w 2005 roku zostały wpisane na Światową Listę Dziedzictwa Kulturowego UNESCO, do rejestru Pamięć Świata.

Jak słusznie zauważają znawcy literatury dziecięcej, coraz częściej pojawia się tendencja retuszowania baśni, upiększania ich, pokrywania mdłą warstwą różowego lukru. Przeglądam naszą półeczkę. Znajduję aż trzy wersje Czerwonego Kapturka. Sama nigdy bym ich nie kupiła. Mówiąc krótko – prezenty (i to kiepskie - choć darowanemu koniowi ponoć się w zęby nie zagląda). No tak, przecież klasyka jest najlepsza i sprawdzona. Czyżby? Pewnie niejednemu rodzicowi się narażę, w swoich poglądach, jednak odnoszę nieodparte wrażenie, że takie baśnie robią więcej szkody niż pożytku. Proszę bardzo: Wersja nr1. Czerwony Kapturek z Babcią uciekają na strych i robią śmieszne miny do rozwścieczonego wilka. Wersja nr 2. Babcia i Czerwony Kapturek siedzą z Wilkiem przy stole i zajadają się specjałami z koszyka mamusi. Wersja nr 3. Babcia, myśliwy i Czerwony Kapturek tańcują w najlepsze z wilkiem dookoła drzewa, a ich twarzyczki zdobią najsłodsze uśmiechy świata. Gdy wejdziemy do księgarni, królują właśnie takie historie. Prawdziwej wersji oszczędza się maluchom – by nie przerazić. Ma być prosto, łatwo i przyjemnie. Tymczasem w naszym języku używane są zwroty i przysłowia – wilk w owczarni, nie wywołuj wilka z lasu, patrzeć na kogoś wilkiem, wilk w owczej skórze. Bajka i baśń, które mają swoje korzenie w tradycji ludowej, miały i mają do wypełnienia ważną misję, a mianowicie - przekazanie pewnej prawdy o świecie, o prawach w nim rządzących. Nasi przodkowie powiedzieliby pewnie o tych licznych, ugrzecznionych wersjach - Bzdura totalna. Wilk, który od zawsze kojarzył się ludowi ze złem, zagrożeniem, nie może tak naprawdę zaprzyjaźnić się z człowiekiem. Wilk jest z natury zły i za to miała spotkać go zasłużona kara, jak w wersji braci Grimm widać, okrutna. Dziś coraz częściej – ma być lekko, przyjemnie, ot czytanie jako taka niezobowiązująca zabawa.

Grzegorz Leszczyński, specjalista od literatury dziecięcej, zwraca uwagę na to, że to, co dla nas rodziców, dorosłych, jest dosłowne, dla dzieci ma wymiar symboliczny. Inaczej wygląda to w literaturze, inaczej by wyglądało, gdyby przenieść na ekran. Widzę na przykładzie mojego Tomka, który boi się oglądać niektóre kreskówki. Nie mam tu na myśli jakichś disney’owskich produkcji albo podobnych, które potrafią niekiedy nieźle przerazić, ale takiego … naszego rodzimego, niewinnego kota Filemona. Jeden odcinek z wilkiem jest podczas seansu dvd sukcesywnie opuszczany. Nie i nie. Czasem, gdy zapomnę, Mały wychodzi z pokoju. Czerwonego Kapturka braci Grimm za to słucha i nic. Na wielką wartość Baśni Braci Grimm zwrócił uwagę też Bruno Bettelheim, profesor wychowania, psychologii i psychiatrii, który w książce Cudowne i pożyteczne. O znaczeniach i wartościach baśni, pisał o zbawiennym ich wpływie na rozwój dziecka. Podkreślał przy tym wielką rolę w tym procesie opisywanych tu Baśni Braci Grimm.

Sformułował tezy na temat znaczenia baśni w wychowaniu i rozwoju dziecka

- podstawą oddziaływania baśni na psychikę dziecka jest proces identyfikacji czytelnika z pozytywnym bohaterem;

- baśń konfrontuje dziecko z podstawowymi wewnętrznymi problemami życia, pomagają w rozpoznaniu trudności i od razu podają sposoby radzenia sobie z nim;

- baśnie sprawiają dziecku przyjemność, dostarczają mu objaśnień dotyczących jego psychiki i wspierają rozwój osobowości;

- pomagają w odkrywaniu jego osobowości i nadawaniu sensu życia;

- wspierają je w trudnościach związanych z psychologicznymi problemami dorastania i integracji osobowości;

- baśnie zachęcają do aktywnego pokonywania trudności i nawiązywaniu dobrych stosunków z przyrodą

(Wikipedia)

Baśń, jak się okazuje, może być niesamowitą podporą dla nas rodziców w trudnym procesie wychowania. I nie łudźmy się – o żadnej drodze na skróty mowy być tu nie może. W Baśniach braci Grimm dobro zwycięża zło, dziecko jednocześnie przyjmuje do wiadomości, że cały świat, ograniczany często przez nas, rodziców - z miłości i ze strachu do rzeczy bezpiecznych, jest tak naprawdę dużo większy i pełen niebezpieczeństw. Świat ludzkiego życia to świat ciągłych zagrożeń, zmagania się z przeciwnościami losu i cierpieniem. Dopiero na świadomości bólu istnienia rodzi się prawdziwy heroizm i takie przesłanie płynie z baśni Grimmów. Warto dzieci od początku uwrażliwiać na prawdziwe zło i prawdziwe dobro, które odnajdziemy właśnie na tych stronach. (Grzegorz Leszczyński)

O swoich Baśniach bracia Grimm napisali:

(…) w niniejszym nowym wydaniu troskliwie usunęliśmy każde wyrażenie nieodpowiednie dla wieku dziecięcego. Jeśli jednak nadal można by zarzucić, że to lub owo wprowadza rodziców w zakłopotanie i wydaje im się gorszące, tak że wręcz nie chcą dać dzieciom tej książki do rąk, to w pojedynczych przypadkach troska ta może być uzasadniona i rodzice łatwo mogą dokonać doboru. Jeśli jednak chodzi o całość tekstu, to dla zachowania zdrowego ducha dobór taki z pewnością nie jest konieczny. Nic nie obroni nas lepiej niźli natura, która temu kwieciu i temu listowiu nadała taką właśnie postać i barwę. Jeśli jednak w zależności od czyichś szczególnych wyobrażeń komuś one szkodzą, niech nie żąda, by właśnie z tego powodu były inaczej uformowane czy zabarwione. Innymi słowy: deszcz i rosa jak błogosławieństwo spada na wszystko, co rośnie na ziemi; jeśli ktoś jednak boi się wystawić na ich działanie swe rośliny, gdyż są one nazbyt wrażliwe i mogłyby ponieść szkodę, jeśli woli podlewać je w swej izdebce przestudzoną wodą, ten nie będzie przecież żądał żeby z tego powodu deszcz i rosa przestały się pojawiać. Owocne jest wszystko, co naturalne, i tej zasady winniśmy się trzymać. A poza tym nie znamy ani jednej zdrowej, mocnej i budującej dla ludu księgi, z Biblią na czele, w której takie wątpliwe kwestie nie pojawiałyby się w niepomiernie większym stopniu.

Wśród tych najbardziej znanych baśni o Czerwonym Kapturku, Śpiącej Królewnie, Paluszku i Królewnie Śnieżce znaleźliśmy w tym wydaniu całą masę baśni zupełnie nam nieznanych. Niektóre przypominają mi jak przez mgłę moje dzieciństwo, co świadczy o tym, że musiałam je czytać będąc dzieckiem. Zwracają uwagę niesamowita dbałość graficzna i ilustracje Adolfa Borna, czeskiego malarza i ilustratora (rocznik 1930) Bez nich ta książka byłaby zupełnie inną książką. Często na dwóch stronach, wielkie, jakby troszkę dziecięco naiwne, ale od razu trafiające do czytelnika. Mówią przecież o świecie baśniowym, nierealnym, wymyślonym, stąd ten niepowtarzalny klimat, który na długo pozostaje w pamięci. 

Dla rodziców, którzy mimo wszystko się wahają, mam tę oto wiadomość, że wśród Baśni zebranych i spisanych przez braci Grimm, jest wiele bardzo łagodnych opowieści. I mimo powstałych mitów i uprzedzeń polecam, by spróbować, szczególnie te w nowym przekładzie – może okaże się, że nie taki wcale diabeł straszny, jak go malują.

Polecam, bo nic tak nie ociepli naszych dzieciaków w zimowe dni, jak właśnie baśnie.

Warto zajrzeć tutaj:

-Baba Jaga musi zostać włożona do pieca

-O Baśniach

-Dlaczego warto czytać dzieciom?

Trzy leśne trolle

Mądra Elżunia

Mysikrólik i niedźwiedź

Pani Zamieć

Wiek 5+

Wydawnictwo Media Rodzina

sobota, 19 grudnia 2009
Dziadek na huśtawce - Renata Piątkowska/ il. Artur Nowicki

Renata Piątkowska świetnie potrafi uchwycić to, co w małej duszy gra. Dziadek na huśtawce to opowieść o małym Witku, który pragnie mieć dziadka. Phi, też coś, powiedzą ci, którzy dziadka mają na co dzień, a jak Bozia dała, to i nawet dwóch – z mamy i taty strony. Tymczasem Witek znajduje swojego nowego dziadka całkiem blisko, bo przez płot swego przyjaciela Marcina. To miano otrzymuje samotny sąsiad Teofil. Ta - najpierw znajomość, potem przyjaźń, obydwu wychodzi na dobre. Zarówno chłopiec jak i starszy pan zmieniają się pod wpływem nieoczekiwanych prezentów w postaci… siebie. Dziadek okazuje się być wcale nie takim nobliwym starszym panem. Jego osobowość potwierdza tylko znaną regułę, że czasem kostium marszczy się człowiekowi wokół oczu, a duch pozostaje 18 – letni albo i młodszy. Dziadek Teofil zna się na żartach, umie opowiadać ciekawe historie i jest skłonny do robienia rzeczy, które ponoć ludziom w pewnym wieku robić nie wypada. Zresztą popatrzcie na zwariowaną i cudną okładkę książki. W ten sposób zjednuje sobie Witka. Chłopiec zwierza mu się ze swoich problemów w szkole i domu, a starszy pan, znający życie, przekazuje mu swoje doświadczenia, które chłopca wzmacniają i krzepią.

To bardzo ciekawa i ważna opowieść, napisana z jajcem. Szczególnie teraz, gdy tak wiele maluchów jest wychowywanych z dala od dziadków. Kiedyś, w domach wielopokoleniowych, dziadek i babcia, ich opowieści, ręka na spacerze, pomoc przy wbijaniu gwoździ na małej deseczce, czy otarcie łez po upadku, były na wyciągnięcie ręki. Wśród swoich znajomych widzę tendencję świadomego oddalania się od dziadków, bo po co, bo psują, bo nudno, bo niedzisiejsi. Jak ważni są dziadkowie, widzę po moich dzieciach. Gdy pojawia się na horyzoncie dziadek Stasiu – ja już nie istnieję. Mikołaj z dziadkiem je śniadanko, obiad; pije herbatkę, kreśli lotka, czyta gazetę, pracuje w ogródku, odwiedza sąsiadów i czuję, że jakbym mu pozwoliła, to i zapaliłby z dziadkiem fajeczkę. Piękna przyjaźń, którą znajdziemy w Dziadku na huśtawce, istnieje w moim domu, i wierzycie mi, czy nie, to najpiękniejsza rzecz, jaka mogła przydarzyć się moim dzieciom.

 Wiek 5+

Wydawnictwo Bis

środa, 09 grudnia 2009
Królowa Śniegu - H.Ch.Andersen/ il. Elżbieta Wasiuczyńska

Zapraszam Was w podróż nietypową jak na nasze warunki, bo do krainy wiecznych śniegów i mrozów, gdzie króluje ONA – piękna, wytworna, zimna, a jednak żywa, o niespokojnych oczach, lśniących jak dwie jasne gwiazdy, z bladym i prawie niewidocznym uśmiechem na twarzy. Chyba nieprzystępna dla nas, ludzi. Takie przynajmniej zawsze odnosiłam wrażenie. Chociaż nie, był wyjątek. Kaj.

 

Zjawiła się pewnego dnia w miasteczku – kobieta ubrana w najdelikatniejszą białą gazę, jakby utkaną z milionów gwiaździstych płatków. Skinęła głową w kierunku okna i pomachała ręką. Wówczas to Kaj zobaczył ją po raz pierwszy. Bardzo się wystraszył.

 

W ogrodzie staruszki czegoś brakowało. Tylko Gerda nie wiedziała dokładnie czego. Pewnego dnia, gdy minęło już wiele miesięcy od momentu pojawienia się dziewczynki w dziwnym domu z ogrodem, Gerda, oglądając kapelusz wróżki, dostrzegła na nim róże. –Tu nie ma róż! – zawołała. I przypomniała sobie o Kaju.

 

Gerda wyznała rozbójniczce, jak bardzo kocha Kaja. Ta wsadziła Gerdę na renifera.

-Masz tu futrzane buty, bo będzie zimno, mufkę zatrzymam, jest zbyt ładna, ale nie będziesz marzła, bo dam ci rękawice mojej matki, sięgną ci aż do łokcia, wsadź ręce. Masz teraz takie same łapy jak moja okropna matka.

 

I w tym momencie chyba powinien być koniec, prawda? Czuję się teraz jak natrętny intruz, który ingeruje w tę historię, choć zdaję sobie sprawę, że moje krótkie streszczenie i tak nie odda całego klimatu baśni, ciepła bijącego z serca Gerdy i chłodu Królowej Śniegu.

Cóż nowego można powiedzieć o Królowej Śniegu, ktoś zapyta. A można, można. Trudno zmierzyć się z legendą. A do takiej należy niewątpliwie Królowa Śniegu w przekładzie Stefanii Beylin, z ilustracjami mistrza J.M. Szancera.  Ale w końcu do odważnych świat należy. Mamy oto na nowo spolszczony tekst przez Bogusławę Sochańską, prosto z duńskiego - w wielu miejscach bardziej przystępny (np. współczesne słownictwo buciki - zamiast trzewiczki, pokoiki - zamiast izdebka, jest w końcu Kaj, a nie Kay) i odważniejszy. Przyznam się, że mnie samą zżera ciekawość, kto jest bliższy oryginałowi – B.Sochańska ze zwrotami- stara, łapy, zarżnąć? Czy raczej S.Beylin z jej wersją – matka, ręce, pozabijać? I czy wynikało to z faktu, że coś zostało w przekładzie zgubione, czy raczej taki był wymóg ówczesnej obyczajowości, który nakazał tłumaczce zrobienie, choćby z małej rozbójniczki, aniołka wśród grandy rozbójników ukrytej w jaskini i głuszy leśnej. Wydaje mi się, że mała leśna tygrysica, nieprzebierająca w słowach, jest  bardziej autentyczna i na swój dziki sposób …urocza. I druga rzecz – to ilustracje Elżbiety Wasiuczyńskiej (Pan Kuleczka). Delikatne, zmysłowe, ulotne jak płatki śniegu, których żywot jest taki krótki. Ich piękno zostało docenione i znalazły się w gronie nominowanych do nagrody IBBY 2009.

Królowa Śniegu to z pewnością baśń dla starszych dzieci – i to ze względu na temat jak i uczucia, których tu pełno. Maluch ma szansę na powierzchowne zrozumienie tematu, poznanie pary przyjaciół, opisu drogi i miejsc, jakie Gerda musiała przebyć w poszukiwaniu Kaja. Jednak czy w pełni zrozumie wielką miłość, przywiązanie, przyjaźń na zawsze, gotowość do poświęceń, nawet oddanie życia? Z mojego dzieciństwa, pamiętam, że Królowa Śniegu długo mnie przerażała. Zaczytywałam się w Świniopasie, Brzydkim kaczątku, Calineczce, Pasterce i kominiarczyku, mroźna baśń musiała jednak odczekać swoje. Mimo, że fundacja Cała Polska Czyta Dzieciom poleca Baśnie Andersena w wieku 4-6 lat, wszystko zależy od wrażliwości dziecka. Próbowałam z moim dzieckiem (prawie 5 lat). Nieodzowny syn matki – spróbujemy za jakiś czas, by wtedy poczuć smak wszystkich rodzynków ukrytych w tym przepysznym cieście.

Do płyty dołączono płytę CD, na której baśń czyta Jerzy Stuhr. Wyobraźcie sobie coś takiego - za oknem zimno, pada śnieg, z dziećmi lepicie wigilijne uszka, czuć zapach wanilii, marcepana, pomarańczy. Płoną cztery świece na wieńcu adwentowym. A w tle gdzieś słychać baśń o miłości, przyjaźni i o tym jak Dobro zwycięża Zło... Cudnie i nastrojowo.

Królową Śniegu ogłaszam książką grudnia. Jest to też moja zdecydowana faworytka w konkursie Polskiej Sekcji IBBY na Książkę Roku 2009 w kategorii - grafika. A rozwiązanie już blisko – 17 grudnia o godzinie 17.00.

 

Wiek 5+

Wydawnictwo Media Rodzina

piątek, 04 grudnia 2009
Niezwykła podróż Tobiasza Stokrotki - J. Frańczak - Dratwa/ A. Korpaczewska

Kiedy mama wsadziła Tobiasza do pociągu i powierzyła opiece pana konduktora, ze szczegółowymi wskazówkami dotyczącymi stacji końcowej – zaraz przypomniała mi się słynna Awantura o Basię Makuszyńskiego i pomyślałam sobie, nic dobrego z tego nie wyniknie. Chociaż? Nieszczęśliwa zamiana plecaka zapędziła Tobiasza w tak ciekawe miejsce, postawiła na jego drodze tyle barwnych postaci, że raczej możemy tu mówić o szczęściu w nieszczęściu, bo mamy zwariowaną, zabawną, ale i mądrą powieść z morałem.

Autorki (dwie) umieściły akcję powieści w dziwnym miasteczku o dość intrygującej nazwie Różowy Ryj, gdzie króluje niepodzielnie burmistrz Anatazy Gerwazy Protazy Kiełbasa. To właśnie tutaj wysiadł z pociągu zdezorientowany mały Tobiasz, który tak naprawdę jechał do swojej nowej babci. Teraz musiał oddać plecak Miodunce. Tylko jak do niej trafić? Przewodnikiem po owej dziwnej krainie i kompanem w wielkiej przygodzie jest… gadający pies Tymek.

Prawie wszystko jest w Różowym Ryju różowe – łącznie z fryzurami nobliwych mieszkanek miasteczka, pieskami i kostkami domino, a mieszkańcy muszą płacić podatek od nieróżowych domów. Jeśli się komuś nie podoba, wtrącany jest bez dwóch zdań do więzienia. Panują głupota, kłamstwo, prymitywizm myślowy, donosicielstwo. Aby ukazać tę dziwną  krainę w całej swojej krasie, autorki sięgają po dużą porcję humoru językowego i sytuacyjnego, ciekawie rysują swoich bohaterów, przedstawiają mnóstwo absurdalnych sytuacji, nie stronią od ironii i groteski. Czasem miałam talie wrażenie, że gdzieś to już było- u Kafki, Gombrowicza, Bułhakowa, Orwella?

Książka w wielu miejscach śmieszna skłania do rozmów z pociechami co by było gdyby. Czy chciałyby mieszkać w takim miasteczku, gdzie wszystko jest świńsko - różowe? Gdzie do zamkniętej biblioteki trzeba się przedzierać potajemnymi przejściami, bo myślenie i mądrość są niemile widziane. Gdzie wszystko ma być takie same albo chociaż podobne – czyli różowe – nawet kwiaty, trawa i słońce, a każda odmienność jest natychmiast karana. Gdzie ludzie przepadają bez wieści, a gazety kłamią i oczerniają. Gdzie nie ma miejsca na prawdziwe piękno – to zewnętrzne ale i to wewnętrzne, bo panujący system włazi butami w serca i dusze mieszkańców.

Gdzieś to już było, prawda? Tylko było szaro, buro, ponuro, źle... Tutaj jest różowe, jaskrawe, kłujące w oczy. Naprawdę świetna lektura dla naszych mądrych dzieciaków.

Wiek 5+

Wydawnictwo Zysk i S-ka

poniedziałek, 23 listopada 2009
Czarownica Nanga. Baśnie afrykańskie - K.S. Kamanda/ Milos Koptak

 

Kama Sywor Kamanda nie jest zwykłym pisarzem. Jest gawędziarzem, który potrafi urzekać swoimi opowieściami. Oczarować. A niewielu to potrafi. Kongijski autor, kandydat do nagrody Nobla, opowiada prostym językiem. W końcu taki powinien być język baśni, gatunku, który od samego początku był przekazywany ustnie. Ta książka to też baśnie zasłyszane w dalekiej przeszłości, w dzieciństwie, opowiadane przez starszych, doświadczonych, znających życie. Każda opowieść jest krótkim, przelatującym obrazem, niezwykle barwnym i silnie oddziaływującym na wyobraźnię małego słuchacza. Sama widzę różnicę w zachowaniu mojego Tomka podczas czytania zwykłej popularnej książki, a jak podczas czytania baśni. Wierzcie mi czy nie, ale chyba to są jakieś czary i cuda. Czasem bawi się chusteczką, chowa pod kołdrę, wierci z boku na bok. Gdy czytamy baśnie – moje dziecko zastyga, zamienia się w kamień, słucha, przeżywa, obserwuje moje usta. Niesamowite. Sprawia to klimat baśni, jedyny w swoim rodzaju, niepowtarzalny. Czarownica Nanga też oczarowała mojego zbója. Nagle znalazł się w odległej krainie, gdzie ludzie noszą dziwaczne imiona, nie ma jabłoni, za to są mangowce, biegają lamparty, zamiast wróbelków-elemelków fruwają niewielkie nektarniki królewskie, ludzie jedzą słodkie pataty, ich szaty są w kolorze ochry, a gdy ktoś zaniemoże, udaje się do szamana. Busz, rytualne tańce, maski, szarańcza, pora deszczowa, wezyr i wiele innych wyrażeń zmuszających dziecko do współpracy, zachęcające jego umysł do działania. Przekonałam się zresztą, że dzieci mają niesamowity dar zapamiętywania takich egzotycznych wyrażeń, wręcz lubią do nich wracać. Czasem jest śmiesznie, bo przemieniają obce wyrazy i dzieją się cuda – niewidy. Dzieje się tu wiele niewiarygodnych zdarzeń, pojawiają się czarnoskórzy książęta i księżniczki, zwierzęta mówią ludzkim głosem, dobro walczy ze złem.

Także Baśnie afrykańskie, podobnie jak wszystkie baśnie, były kiedyś źródłem marzeń dla ludu. Biedni chcą być bogatymi, starzy pragną odzyskać młodość i urodę, chorzy zdrowie. Czasem te marzenia się spełniają, czasem nie. W ciekawych opowieściach z Czarnego Lądu kryje się prawda o człowieku, jego wadach i zaletach; to próba tłumaczenia świata, poznania go, pewnych zjawisk. To też inne zachowania, inna mentalność. A reakcje czytelnika są takie, że inne też może być bliskie, ale przede wszystkim ciekawe, intrygujące, smakowite. Jako dziecko zaczytywałam się w Baśniach z dalekich wysp i lądów. Takie książki zostawiają na zawsze ślad. I apetyt na jeszcze. By po latach poczuć smak dzieciństwa czytając jedno z najsłynniejszych zdań w literaturze – Miałam farmę w Afryce u stóp gór Ngong. By poczuć zapach Afryki i choć przez chwilę ulec złudzeniu, że wróciło miłe i ciepłe kiedyś.

 

Milos Koptak, ilustrator z Bratysławy, dokonał cudów. Jego rysunki przypominają niezwykle barwne tkaniny afrykańskie. Jakby zabrał nas na targ, na którym w skwarze afrykańskiego słońca oglądamy barwne chusty i szale. Jedne proste, inne bogate, o nasyconych barwach.

Wiek 5+

Wydawnictwo Media Rodzina

poniedziałek, 16 listopada 2009
Podręczny NIEPORADNIK. Młotek - Wojciech Widłak / Paweł Pawlak

 

W pewnej baaaardzo znanej księgarni internetowej kliknęłam w Działach na link: PORADNIKI. Wyskoczyło całe mnóstwo tytułów i to z najróżniejszych dziedzin. Czegóż tam nie było. Podręczny NIEporadnik. Młotek, popełniony przez dwóch panów: Wojciecha Widłaka i Pawła Pawlaka, to ewenement na skalę światową. Każdy przeciętny zjadacz chleba, nawet nudny urzędas (jak mój mąż:) wie, do czego służy młotek. A proszę dla kontrastu zrobić test wśród najbliższych i postawić pytanie: A do czego Tobie nie służy młotek? My zrobiliśmy. Ach te miny i świdrujące nas spojrzenia dziadka i tatusia Tomkowego, doszukujące się jakiejś pułapki przez duże P. Tymczasem książka jest odpowiedzią na to pytanie i ma formę rozprawy naukowej przygotowanej przez dwie wschodzące gwiazdy polskiej nauki: profesora Kurzawkę i adiunkta Kwasa, popartej licznymi rycinami i rysunkami.  Moi synowie przekonali się w minione wakacje, że młotek NA PEWNO nie służy do kopania grządek. Dziadek Stasio, depozytariusz wielu zalet, ma jedną wielką wadę – jest bałaganiarzem i zostawia wszędzie swoje narzędzia. Tomek z Mikołajem, z wielką radością nieśli swój łup na tyły ogródka, by tam w ciszy i spokoju przekopywać grządki porzuconymi młotkami. Tymczasem książka naukowo definiuje: W chwili kontaktu z glebą bardzo hałasuje (młotek), odstraszając nie tylko szkodniki, ale także tak pożyteczne dżdżownice. I jeszcze z innych względów kopać się młotkiem nie dało, o czym książka wprawdzie milczy, ale na podstawie naszych rodzinnych obserwacji, może zainteresujemy naszymi spostrzeżeniami obydwu naukowców, którym z całego serca życzymy Nagrody Nobla.

Książka pełna humoru, absurdalnych przykładów, z różnych dziedzin, a jakże. Przykłady poparte poważnymi naukowymi minami przeprowadzających doświadczenia, wszystko dokładnie udokumentowane, potwierdzone podpisami i pieczątkami. Koniec. Kropka. Właśnie tak.

PS: Należy zwrócić szczególną uwagę nie tylko na część merytoryczną rozprawy naukowej, lecz również graficzną, przygotowaną przez pana Pawła Pawlaka. Jest niecodziennie, odważnie, śmiesznie, pomysłowo, brawurowo, cudnie. Pokochają ją chłopcy i duzi i mali:) Za ilustracje i projekt graficzny książki Paweł Pawlak dostał nominację do nagrody IBBY. Ot, właśnie tak, po raz drugi.

Wiek 5+

Wydawnictwo Czerwony Konik 

sobota, 07 listopada 2009
O Królu Słońcu i jego czterech córkach - Helena Bobińska/ il. Józef Wilkoń

O książce przypomniałam sobie dzięki akcji prowadzonej przez Allegro i Dwie Siostry. W wielu wpisach dotyczących propozycji, co wydać w ramach serii Mistrzowie Ilustracji, pojawiała się właśnie ta lektura. I znów się łza w oczku zakręciła, bo Król Słońce i jego cztery córy – to moje dzieciństwo. Wiosna – najmłodsza, ukochana córka Króla Słońce, najbardziej przez niego pieszczona i najpiękniejsza ze wszystkich sióstr. Lato – pracowita, pogodna, krzepka jak młoda wieśniaczka. Jesień – sprawiająca ojcu najwięcej kłopotów, szalona i kapryśna, rozrzutna i nienasycona – taka Jesieniucha prawdziwa. Zima – zła, zimna, ale jakże mądra. Siostry przychodzą na Ziemię, jedna po drugiej, otulają pąki, tarzają się w kwiatach, płaczą i zawodzą. Kapryszą, jak typowe kobiety i cztery pory roku. Wszystko pięknie napisane przez Helenę Bobińską i narysowane przez Józefa Wilkonia. Serce roście czytając coś takiego dziecku i widząc, że się podoba. Moje dziecko podchwyciło ciekawy pomysł personifikacji czterech pór roku. Kiedy kilka dni temu nagle spadł śnieg, Tomek stwierdził, że pani Zima musiała otworzyć okno w pałacu swojego taty i spojrzeć na Ziemię. Niemądra –może nawet niechcący, zmroziła nas, i ptaki i rośliny, a przecież nie czas jeszcze. Baśniowa, bardzo cenna lekcja o zmianach zachodzących w przyrodzie, o tym jak zmienia się świat, co dzieje się z kwiatami, ptakami, na polach, w ogrodzie.  

-A czy jak przyjdzie pani Zima to ją zobaczę? – po Tomciowym pytaniu zaraz przypomniał mi się wiersz Brzechwy o nadejściu Wiosny. Czy przyjedzie furą? Czy na hulajnodze?

-Pewnie, że zobaczysz, gdy nadejdzie Zima. Otulona w białą sukienkę, w koronie na głowie z maleńkich błyszczących gwiazdeczek, zmrozi swoim pocałunkiem szybę, przez którą razem z Mikołajkiem będziecie spoglądać na senny, szarobiały, spowity w snujących się dymach z kominów świat.

My, podczas czytania, puściliśmy sobie fragmenty Czterech pór roku Vivaldiego. Chyba nie muszę dodawać, że celebrowany wieczór był baaaardzo udany:)))

Wiek 5+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

piątek, 06 listopada 2009
Żółty smok. Baśnie chińskie - ilustrowała Renata Fucikova

Chiny. Daleki Wschód. Już ta nazwa pokazuje geograficzne oddalenie. Jednak czy tylko? Dla nas, mieszkańców Zachodu, to wielka niewiadoma, zagadka i tajemnica - skrywane przez dziesiątki lat za niedostępnym Murem. Wynalazki, zdobycze, osiągnięcia, porządek społeczny – odkrywane przez przodków, buńczucznych podróżników, powoli, krok po kroku, czasem też z niedowierzaniem. Skarby niesamowite, dziwy, tradycje, obrzędy, od których człowieka złaknionego wiedzy, aż ciarki po plecach przechodzą. Również ignorancja i arogancja po jednej i po drugiej stronie. Zamknięcie się Wschodu w swoich tradycjach i obrzędach, odrzucenie wszelkich kontaktów z barbarzyńcami. Strach przed tym, co nowe i obce. Z naszej strony - też dziwne przekonanie, że to nasze, jest jednak lepsze. Zresztą niekiedy odnoszę takie wrażenie i dziś. Chiny wielu, szczególnie młodym ludziom, kojarzą się dziś z napływem tandety do naszych domów, z towarami ze sklepików Wszystko za 4.50. Jednych zachwycają, innych gorszą. Dlaczego tak się dzieje? Żółty smok zaprasza w podróż egzotyczną. Długą, bo książka liczy sobie 560 stron. Ale takie powinny być właśnie podróże TAM, na drugi koniec świata. Renata Fucikova, Czeszka, przez kilka miesięcy odkrywała inne Chiny. Najpierw dla siebie. Zatraciła się w tysiącach barw, zapachów i krajobrazów. Owocem tej wyprawy jest ta książka. Swego rodzaju próba ukazania, że Chiny to ważne miejsce na Ziemi, w historii – pełne mniejszych i większych cudów. Baśniowy świat, jakże inny od oklepanych Kopciuszków czy kolejnej wersji Trzech świnek i Kota w Butach. Wszystko jest tu inne: obcobrzmiące imiona, jedzenie, nazwy zwierząt, roślin i miejscowości. Świat przedstawiony często na zasadzie przeciwieństw: bogaci i biedni, głupcy i mędrcy, szczęśliwi i urodzeni pod ciemną gwiazdą, dobro toczy walkę ze złem, ciemność z jasnością. To wgląd w zupełnie inną kulturę: mężczyźni mają po kilka żon i konkubin, uliczni pisarze piszą pędzelkami, a chlebem codziennym jest ryż. I jak to w baśniach bywa, pełno tu potworów, wróżek, smoków, jest magiczny topór, wachlarz kryjący tysiącletni korzeń żeń- szenia, są królowie i prości ludzie, a dzieci mają możliwość zaglądnięcia do chaty wieśniaka i pałacu cesarza. Są przede wszystkim mądrość Wschodu, tamtejsze pojmowanie świata i recepty na życie. Wszystko bajecznie kolorowe i pięknie spolszczone przez Zofię Beszczyńską.

Wiek 5+

Wydawnictwo Media Rodzina