Archiwum
Zakładki:
Dla dzieci
Lubimy czytać:) Książki ustawiam na półkach według kategorii: półeczka maluchów, starszaków, 6-10, 10+, półeczka młodzieży i rodziców. Wszystko w tagach
Autorzy i ilustratorzy książek
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
O książkach dla dzieci
Szablon blogu
Tutaj piszę o książkach
Wydawnictwa, z którymi współpracuję
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli

Wpisy z tagiem: półeczka starszaków

poniedziałek, 06 maja 2013
Ludwik Jerzy Kern dzieciom / il. Katarzyna Bajerowicz

Znacie piosenkę Lato, lato, lato czeka? Jej autorem jest właśnie Ludwik Jerzy Kern (1920-2010). Poeta trochę niedoceniany. Wszyscy kojarzą wiersze Brzechwy i Tuwima, natomiast wyrwać do odpowiedzi i zapytać o jakiś wiersz Kerna – tak ad hoc - wielu z pewnością miałoby problemy. A można się zakochać w tej poezji. Kern uczy, że ta może być wszędzie, na wyciągnięcie ręki. Nie trzeba czekać na odpowiedni dzień, czy pogodę, natchnienie, akuratny nastrój – poezja jest i już. W przedmiotach, które są z nami na co dzień. Kto by tam pisał o parasolach, które długo się uczą w szkole, a potem wiedzą, jak się zachować, gdy deszcz na dworze pada. Albo o zbitej filiżance (o przepraszam – śmierci filiżanki). Kern właśnie pisał. Niedawno przeżyliśmy śmierć filiżanki w naszym domu. Stara, babcina porcelanowa filiżanka w maleńkie fiołki. Dzięki wierszowi Kerna zupełnie inaczej odczuliśmy jej odejście.

Kiedy przyszedłem na świat, ona mieszkała w kredensie,

a potem jeździła po świecie

przez wiele, wiele lat.

Była cienka i tak krucha, że, jak mawiał mój dziad,

człowiek, biorąc ją w ręce, ze strachu się trzęsie.

Przedmioty codziennego użytku u Kerna żyją, mają duszę, charakter, czują, przeżywają radość i rozterki. Termometr za oknem wygłasza monolog, rozlane kakao nie może powstrzymać łez, piłka z radości bez przerwy sobie skacze, zapasowe koło nudzi się w bagażniku, małe literki się buntują, a zwykłe sznurowadło w naszym bucie to wcale nie takie znowu zwykłe sznurowadło. Kern to też poeta psów i kotów. Pełno ich w tych wierszach. Chrapią na kanapie, włażą do wora z mąką, siedzą koło komina, spacerują po płotach, mieście. Gramolą się do każdej przysłowiowej dziury. Są szlachetnie urodzone i bez rodowodu - zwykłe kundle i dachowce. Czasem ma się wrażenie, że w tych wierszach słychać tylko miauczenie i szczekanie. I to jakie.

W książce oprócz mnóstwa wierszy znajdziecie również fragmenty Karampuka i Proszę słonia. Jest jeszcze pełna humoru opowieść Marty Stebnickiej - Kern o łyżwach poety. Wyłania się z niej człowiek, który potrafił zachować dystans do siebie w dniu codziennym.

Książka została kapitalnie zilustrowana przez Katarzynę Bajerowicz. Lubię te jej akwarelowe plamy. Tu maźnie, tam maźnie, dołoży koloru, rozrzedzi wodą, doda czarnego – i z tych niby maźnięć, przypadkowych niby, wychodzą dobrze przemyślane, małe wielkie cuda. Ilustratorka świetnie podchwyciła nastrój tych wierszy – jest śmiesznie, groźnie, lirycznie, głośno, tajemniczo, deszczowo, słonecznie, a nawet ...nudno:) (Piosenka o zapasowym kole)

Wiek 5+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

 



piątek, 19 kwietnia 2013
Jak się koty urodziły - Joanna Papuzińska/ il. Mikołaj Kamler

 

Córka moich znajomych chce zostać w przyszłości weterynarzem. Nic dziwnego, że tę książkę połknęła w przysłowiowe try miga i jest zachwycona. Bo historie opowiedziane tym razem przez Joannę Papuzińską napisało samo życie, co autorka skrzętnie udokumentowała zdjęciami. Bohaterami siedmiu krótkich opowiadań są zwierzaki, autentyczni bohaterowie dnia codziennego. To przyjaźnie zarówno długoletnie i długotrwałe jak i spotkania przypadkowe – wspomnę tu choćby tajemniczą istotę z ostatniego opowiadania. W każdej opowieści występuje drewniana chałupa babci i dziadka. To wokół niej i w jej wnętrzu rozgrywają się sceny ze zwierzakami. Świat jakby się w miejscu zatrzymał: bez telewizora, komputera – więc jest czas na to, by dostrzec małe wielkie rzeczy wokół siebie. W ogrodzie mieszka Pani Potworka, której broń Panie Boże nie wolno płoszyć ani straszyć, dobytku dogląda pies Foksio, kotka Gucia co rok ma nowe kocięta, które dokazują że hej, w kartonie mieszka sierotka Wronka. Nie brak w babcinej chacie też mniejszych zwierzaków: pająków, szerszeni, os, motyli, komarów, mrówek i nietoperzy, a nawet sów. Dowodem na istnienie tych ostatnich są wypluwki – czyli resztki niestrawionych i niejadalnych resztek pożywienia. Opowieści z tej książki to taka wycieczka do świata trochę egzotycznego. Rarytas dla mieszczuchów, którzy na co dzień nie mają do czynienia ze zwierzętami – z taką ilością i tyloma gatunkami.

 Wiek 5+

Wydawnictwo Literatura

niedziela, 14 kwietnia 2013
Szary chłopiec - Lluis Farré/ il. Gusti

Książka akurat na teraz. Wymęczeni długą zimą, szarymi bez końca dniami, szaroburym śniegiem zalegającym jeszcze tu i ówdzie na ulicach i w ogrodzie. Szarość, która niesie nadzieję. Chyba tak jest. W rzeczywistości. Bo im więcej słońca w pokoju chłopaków, tym większy tam hałas. O szarości nie ma tam mowy. Tyle tam emocji – złość, zazdrość, zadowolenie, wielkie szczęście, zawód, śmiech – radosny i ten przez łzy. Wielki uczuciowy miszmasz. Zdecydowanie wolę to – a nie tak, jak jest, a raczej było, w życiu małego Marcinka. Otóż chłopiec pojawił się nie świecie cały szary – zewnętrznie i wewnętrznie. Nawet ojciec w pierwszej chwili wyparł się syna, bo skóra bobasa nie była koloru krewetkowego, jak to zwykle bywało w jego rodzinie. Chłopiec szary od stóp do głów. Wewnętrznie również – żadnych uczuć, radości, złości, niezadowolenia. Na nic wyprawy z rodzicami na koniec świata, na nic obserwowanie białych wielorybów, malutkiej żyrafki, zionącego lawą wulkanu, sfory psów myśliwskiej uganiających się za kuropatwą. Chłopiec pozostawał niewzruszony – nie odczuwał strachu, a wszystko widział już ponoć w telewizji. Aż do pewnego pamiętnego dnia, kiedy wszystko wywróciło się do góry nogami. Życie nabrało barw, a w chłopcu zaszła cudowna przemiana.

Jakie są nasze dzieci, jacy my jesteśmy? Książka daje do myślenia, choć zastanawiam się, czy kiedykolwiek spotkałam szare dziecko? Takie szare od urodzenia. Chyba raczej nie. Ale spotkałam dzieci, które tą szarością zostały zarażone przez osoby starsze. Stare szare dzieci, które poważne patrzą na świat dorosłym okiem. Patrzą na inne dzieci z politowaniem, poczuciem wyższości, wszystko je nudzi, wszystko już (ponoć) widziały, dziwnie obojętne, bez grymasu emocji na małych twarzach. Znaleźć drogę do takich dzieci – nie jest łatwo – pokazać im kolory życia, takiego zwykłego, codziennego, nauczyć ich radości z rzeczy małych – to jest dopiero wyzwanie. Szary chłopiec to swego rodzaju przestroga. Dzieci tę książkę odczytały jako opowieść o cudownej przemianie. A dorośli..... hm. Chyba jest dużo takich szarych dorosłych. Bez emocji zaliczających kolejny dzień. A może ta książka podpowie nam jak utrzymać kolory w życiu naszym i naszych dzieci......? Czyż nie zdarza się tak, że człowiek, którzy przeżył jakiś szok, doznał wstrząsu, nie zaczyna inaczej patrzeć na świat – dostrzegać jego piękno, innych ludzi, nie zaczyna szukać więcej dobra i pozytywnego niż zła i negatywnego?

A dzieci? Niech sobie krzyczą, wrzeszczą, obrażają, śmieją. Niech są głośne – niech są po prostu dziećmi. Nigdy nie znosiłam porównań, jeśli było starsze rodzeństwo, że starsza siostra czy brat (niekiedy różnice wieku są naprawdę minimalne) muszą zachowywać się …. inaczej – czyli doroślej, poważniej. Nie mogą się obrażać, muszą zawsze ustąpić, muszą dać dobry przykład. Koszmarrrrr – wymyślony przez dorosłych. Bardzo szary zresztą:)

Książka wielokrotnie nagradzana – za mądry tekst i piękne ilustracje. Absolutnie nie szare. Soczyste barwy jeszcze bardziej uwypuklają nijaką szarość Marcinka. Cały świat gotuje się od emocji, a Marcinek pozostaje w swej szarości niewzruszony. Ten kontrast świetnie pokazuje scena ze sforą psów myśliwskich. Ruch, przerażenie dzieci, słychać krzyki, ujadanie – a obok spokojny Marcinek – bez strachu, poważny.

 

Wiek 5+

Wydawnictwo Entliczek



piątek, 05 kwietnia 2013
Polskie Radio Dzieciom. Przygody Dory i Flory - Eric Linklater, Andrzej Nowicki, Jerzy Wasowski

Od dłuższego czasu polujemy na Wiatr z księżyca Erica Linklatera. W przyzwoitej cenie. Na aukcji ceny wariują.  Z biblioteki? – we wszystkich możliwych już pytaliśmy – i nie ma. Na pociechę mamy wspaniałą płytę – jak Bóg nie da, to na niej poprzestaniemy – stare słuchowisko, którego słucha się z prawdziwą przyjemnością. Ach, żeby tak zawsze znajdować takie namiastki czegoś tam. Wspaniałe głosy naszych aktorów, wielu już nieżyjących, ambitna muzyka jednego ze Starszych Panów i tekst – dla mnie bomba – dostosowany dla potrzeb słuchowiska przez tłumacza Andrzeja Nowickiego - czegóż można chcieć więcej?

Wiedzieliście, że jeśli wieje wiatr z księżyca to dzieją się dziwne rzeczy? To tłumaczy zachowanie moich dwóch synów – którzy po wysłuchaniu przygód Dory i Flory wszystko zrzucili na ten niby od-księżycowy wiatr. Ojciec dziewczynek wyjeżdża na rok, z księżyca właśnie wieje, duje że aż hej – a dwie siostry zaczynają rojbrować. Twierdzą, że Wiedźma istnieje naprawdę – to od niej dostały niby czarodziejski eliksir, po wypiciu którego mogą zmienić swoją postać. Wybór pada na kangury, ponieważ te mają dużą torbę na brzuchu, w której może się pomieścić wiele dziecięcych skarbów, w tym buteleczka z eliksirem. Tylko że buteleczka ginie w tajemniczych okolicznościach i nie wiadomo, czy dziewczynkom uda się odzyskać ludzką postać. Wiele się dzieje w miejscowości Harmider. Dziewczynki dają się we znaki swojej nauczycielce pannie Rozumek, objadają się tak, że są grube jak nadmuchane baloniki. Jak skończy się ta historia i czy dziewczynki wyciągną z niej morał dla siebie? Wśród aktorów Irena Kwiatkowska i Kazimierz Wichniarz (filmowy Zagłoba). Nagranie stare, co słychać w wypowiedziach – co rusz pojawia się słynne teatralne „eł”. Ale według mnie, to tylko dodaje uroku całości. Muzyka hm hm to odrębny temat. Jeśli lubicie Jerzego Wasowskiego – to specjalnej zachęty nie trzeba. Do tego wspaniałe teksty piosenek.

Razem dwie płyty:czas pierwszej 70:13, czas drugiej 54:10 (w tym 96:00 - słuchowisko i 28:23 - piosenki)

Wiek 5+

Polskie Radio



środa, 13 marca 2013
Alchemiczna komnata - Magdalena Skrabska/ il. Paweł Pawlak

To jedna z mniej znanych Legend Wawelskich. Sama byłam zdziwiona kręgiem zainteresowań naszego króla Zygmunta III Wazy, który chętniej od spraw państwowych zajmował się przeprowadzaniem eksperymentów w zacisznym miejscu, jakim była tytułowa komnata. Ale cóż się dziwić – epoka, w której żył, była zafascynowana alchemią. Kto żyw szukał sposobu, jak tu zwykły metal przemienić w złoto. A tu takie szczęście, bowiem władca w Krakowie miał pod nosem jednego z najbardziej znanych alchemików w ówczesnej Europie - Michała Sędziwoja, bohatera tej legendy. Tutaj przedstawionego jako zazdrośnika, człowieka złego, którego rozwścieczyło to, że król miał znaczniejsze osiągnięcia na polu alchemii. To poniekąd też opowieść o pasji, ponieważ Zygmunt III Waza osaczony ambicją, marzeniami, zapomina o upływającym czasie. Na początku książki rzuca na tykający miarowo zegar stertę papierów – teraz już nic nie słyszy, nic nie jest ważne. Oddaje się pracy w komnacie. Aż do pewnej nocy, kiedy to Sędziwój podstępnie przyczynia się do zniszczenia alchemicznej komnaty. Książka ma niesamowity, mroczny i magiczny klimat. Spowita ciemnością jaka panowała z powodu małych okien w grubych murach zamku na Wawelu. Na ulicach miasta, gdzie nie było elektrycznych albo nawet gazowych latarni. W książce panuje głównie noc rozjaśniona gdzieniegdzie blaskiem świec i latarni. Bohaterowie ostrożnie stąpają w ciemności, i tylko blade światło pada na ich twarze. Robi wrażenie.

Książka starannie wydana, duży format, szyta. To II nagroda ogólnopolskiego konkursu ilustratorskiego „Legendy wawelskie”.

Jan Matejko: Zygmunt III Waza i Michał Sędziwój

Tego obrazu nie znajdziecie w książce, ale to historyczny ślad. Alchemiczna komnata jest poniekąd jednym z elementów naszej historii.

Wiek 5+

Książka wydana przez Zamek Królewski na Wawelu





poniedziałek, 04 lutego 2013
Wyprawa na szklaną górę - Bajki Grajki

Wasze dzieci też tak mają – usłyszały kiedyś dawno temu jakąś książkę, bajkę z płyty - potem długo była cisza, a tu nagle znienacka – utwór przeżywa renesans? I nikt nie potrafi tego w racjonalny sposób wytłumaczyć. U nas tak było przez ostatnie dwa dni z Wyprawą na szklaną górę z serii Bajki Grajki. Zakupiona wieki temu, kiedy Tomek był małym fąflem. Odsłuchana kilka razy – również w tak zwanym międzyczasie, potem trochę zapomniana. Aż tu nagle…. zdobywanie szklanej góry w naszym domu miało miejsce tak często, smok odżywał na nowo, a dzieciarnia pod wieczór śpiewała większość piosenek z płyty (na pewno z płytą:). Są różne wersje baśni o szklanej górze – tutaj smok uwięził na niej królewnę, a z czterech stron świata przybywają śmiałkowie – odważne chłopaki, którym marzy się uwolnienie biednej królewskiej córy. A dokona tego … skromny kominiarczyk, który nie przechwala się, że jest najodważniejszy na świecie. Wręcz przeciwnie – czuje lęk – i bardzo chętnie uczy się od niani królewny piosenki na odwagę, kosztuje soku na wzmocnienie. Dla dzieci – ważne przesłanie, że każdy może być bohaterem i dokonywać niezwykłych czynów. Bajka muzyczna z 1981 roku w gwiazdorskiej obsadzie. Rewelacyjny Jan Kobuszewski jako Smok, Barbara Krafftówna – Niania i Stanisław Górka – Kominiarczyk.

Kocham wysokie tony Barbary Krafftówny – nie ma chyba drugiej tak bardzo charakterystycznej aktorki. Jej achy i ochy – są takie przekonujące. Z ciekawości – przy okazji korzystam z dobrodziejstw Internetu – sprawdziłam Kominiarczyka. Mało oglądam telewizję i nie od razu kojarzę daną osobę (Aktor gra Zbyszka w Plebanii). Tutaj Stanisław Górka zagrał Kominiarczyka świetnie  – od razu zdobył serca moich chłopaków. To właśnie magia słowa słuchanego, radia, różnych nagrań – można tak wiele rzeczy sobie wyobrazić. W bajce wiele się dzieje, koniec zaskakuje – bowiem kominiarczyk w ogóle nie dostał ręki królewny za jej uwolnienie. Musiał się zadowolić tym, że razem wracali do domu:)

Wiek 4+

Wydawnictwo Omedia



czwartek, 24 stycznia 2013
Poczytaj mi mamo. Księga trzecia

Na kolejną część Poczytaj mi mamo zawsze czekam z niecierpliwością. Bo to przede wszystkim książka dla mnie:))))) Jako wspomnienie z dzieciństwa. I bardzo się cieszę, że Wydawnictwo i księgarnie internetowe skąpią informacji na temat zawartości. Rzucają tylko suche (o! Przepraszam): Małgorzata Musierowicz, Ryszard Marek Groński, Krystyna Michałowska...., a ty człowieku cierp, gryź paznokcie i zastanawiaj się (a jakże!) co będzie teraz. Myślę, że nawet niekiedy podanie tytułu nie rozwiązuje problemu (o ile to faktycznie jest to jakiś problem). Tych książek było tyle, że nie sposób wszystkie zatrzymać tak długo w pamięci. Dopiero potem, kiedy otwiera się książkę, po plecach przechodzi przyjemny dreszcz: no tak: Przepraszam, smoku. Mniam. Katar żyrafy. Jasne. Jak mogłam zapomnieć. Choć nie ukrywam, że dużo w tej części nowego, co mogę odkrywać razem z moimi dziećmi. Fajnie - starsze dziecko garnie się samo do czytania. A te książki świetnie się nadają do rozgrzewki lekturowej.

Oczywiście, że nie utrzymam w tajemnicy, co w środku. Zatem ci, którzy lubią niespodzianki. niech niżej już nie czytają, a niezdecydowani –  dalej do przeglądu tytułów.


Maria Kowalewska: Sąsiedzi, il. Janina Krzemińska



Małgorzata Musierowicz: Boję się..., il. Wanda Orlińska

Tadeusz Kubiak: Warszawskim statkiem, il. Tomasz Borowski

Hanna Łochocka: Wyładunek z przeszkodami, il. Danuta Przymanowska - Rudzińska

Wiera Badalska: Muzyka na krzywej wieży, il. Bożena Truchanowska (na razie fotki brak)

Stanisława Domagalska: Kapeć, il. Edward Lutczyn

Stanisław Grabowski, Marek Nejman: O gadającym zegarze i maszynie do pisania wierszy, il. Maria Uszacka - Godlewska

Ryszard Marek Groński: Katar żyrafy, il. Maria Uszacka - Godlewska

Ryszard Marek Groński: Kameleon, il. Tomasz Borowski

Wiera Badalska: Przepraszam, smoku, il. Maria Uszacka - Godlewska

Razem 10 tytułów w jednej wielkiej księdze. Ładnie wydane, z mnóstwem ilustracji. Myślę, że nie trzeba przekonywać do przeczytania tej książki, a może lepiej - tych książeczek:)

Wiek 5+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

Król Liter (litery drukowane) - Eveline Hasler/ il. Christine Sormann

Król Liter może pomóc w zaprzyjaźnieniu się z literami. To wszak jego poddani. Maksymilian ciągle słyszy, że jego litery są niekształtne i takie brzydkie. Pewnego dnia chłopca nachodzi ogromna ochota, by napisać coś na murze. Soczystym, dojrzałym  kasztanem pisze swoje imię i nazwisko. Efekt końcowy robi na chłopcu duże wrażenie. Tyle że woźny jest innego zdania.  W nocy, we śnie pojawia się Król Liter wraz ze swoją świtą i chwali Maksa za wyjątkowo pięknie napisane litery. W szkole tymczasem czeka go kara za pomazanie muru. Król Liter i tym razem nie zostawia chłopca w kłopocie – jego litery i on sam odwiedzają klasę chłopca podczas nauki pisania. Poprzez zabawę, śmieszne wierszyki i ilustracje dzieci oswajają ten niełatwy temat. To pomieszanie baśniowości ze światem rzeczywistym, z doświadczeniami wielu współczesnych dzieci. Klasa Maksa może przecież równie dobrze być klasą mojego siedmioletniego syna. Książka powstała 20 lat temu – jednak temat jest wciąż aktualny, a Król Liter nadal kontynuuje swoją pokojową misję przyjaźni z literami – które chcąc nie chcąc, towarzyszą nam przez cale życie.

Pisanie nie jest rzeczą łatwą. Sama pamiętam moje zeszyty pierwszoklasistki zapełnione niekształtnymi literami. I to spojrzenie wychowawczyni, która mojej mamie tłumaczyła: Jak ja mogę dać jej (to znaczy mi) piątkę, jak ona (to znaczy: ja) ma TAKIE zeszyty, jak ona (to znaczy ja) TAK gryzmoli?  Ładnie starałam się pisać tylko na pierwszych stronach. Tylko wtedy nowy zeszyt był nowy, potem już był stary i się nie opłacało. Bo wcale nie było łatwo wstrzelić się akurat w tę, a nie inną linię. I na nic wszystkie dodatkowe laseczki i kółeczka za karę. Pisanie było koszmarem. Może dlatego od razu bardziej polubiłam słowo czytane, które odwdzięczyło mi się za to moje przywiązanie i lubienie niesamowitą podrożą do świata, z którego nie chciało się wracać do szarej rzeczywistości, gdzie czekał specjalny dodatkowy gnębiciel – czyli zeszyt do ćwiczeń w domu. Moje starsze dziecko kilka miesięcy temu rozpoczęło swoją przygodę z literami. Z różnym skutkiem. Raz są pochwały, czasami pani podkreśla na czerwono wszystkie wąsy, które wyjechały z linię. Ja się tym nie przejmuję. Wiem, że kiedyś zaskoczy i będzie dobrze. Rozumiem te bolączki. Jednym przychodzi łatwiej, innym trudniej. To może być bitwa, a w małej głowie mogą dziać się rzeczy niestworzone.

Książkę czytaliśmy wiele razy, ciągle do niej wracamy. Na pewno uzmysłowiła początkującemu uczniowi – że litery nie takie straszne, jak je malują. A zaprzyjaźnienie się z nimi może przynieść tylko same dobre rzeczy.

(w przygotowaniu Król Liter. Litery pisane)

Wydawnictwo ogłosiło konkurs plastyczny: Zostań Królem Liter. Jest jeszcze trochę czasu, by wziąć w nim udział (do 30.01.2013r.) Szczegóły tutaj - można wygrać właśnie tę książkę:)

A na stronie Rymsa - ciekawy wywiad z autorką:)


Wiek 5+

Wydawnictwo Hokus - Pokus



środa, 23 stycznia 2013
Kłopoty rodu Pożyczalskich - Mary Norton/ il. Emilia Dziubak

- A może Pożyczalscy mieszkają również w naszym domu? – usłyszałam po przeczytaniu pierwszego rozdziału. Przyznaję, że podobna myśl  nie opuszczała mnie, odkąd wyjaśniło się, kim są tytułowi bohaterowie. Nareszcie znalazłoby się racjonalne wytłumaczenie dla wszelkiego rodzaju niezrozumiałych i tajemniczych zniknięć. Coś było, leżało, stało, wisiało – wszyscy widzieliśmy – a na drugi dzień ani śladu po tym czymś. Rozpłynęło się, nie ma. Guzik od żakietu, broszka, kolczyk (ten od pary leży samotnie), kluczyk do skarbonki, igła wbita w poduszeczkę (została tylko nitka). A tu proszę, być może i pod naszą podłogą mieszkają maleńkie istoty, które żyją z pożyczania. Nie, nie – absolutnie nie z kradzieży. Nie nazywają tego tak. Ta jest wtedy, kiedy ktoś podwędzi im to, co oni najpierw sami pożyczyli od ludzi mieszkających na górze. Rodzina Pożyczalskich to Dominika, Strączek i ich córka Arietta. Żyją sobie w swoim świecie, siedzą na szpulkach od nici, ostrzem nożyczek od manicure obierają kartofle, czytają miniatury książek, w jakich lubowała się epoka królowej Wiktorii, robią swetry na szpilkach z czarnymi główkami. A najgorsza rzecz jaka może im się przydarzyć, to ta, że ktoś ze świata ludzi ich zobaczy. Oznacza to dla nich wielkie niebezpieczeństwo. Tymczasem Arietta zostaje zauważona przez chorowitego chłopca, który pomieszkuje u swojej ciotki na wsi – pomiędzy nimi zawiązuje się przyjaźń.



Proza Mary Norton ma specyficzny klimat. Jakże różni się od współczesnych powieści dla dzieci i młodzieży, w których autorzy często prześcigają się w wymyślaniu najbardziej wyszukanych scen, gagów, nieoczekiwanych zwrotów akcji. Żeby tylko czytelnik się nie znudził, żeby nie zwątpił i nie zarzucił książki w kąt. Takie lektury odzwierciedlają  tempo dzisiejszego życia. Czytelnik od najmłodszych lat konsumuje, a nie rozkoszuje się chwilą. Pędzi za czymś, a książki (niestety) często utwierdzają go w tym, że to jest jedyna właściwa droga. U Pożyczalskich jest czas na rozmowę, refleksję, na opis doznań wewnętrznych bohaterów: zachwyt, złość, strach, niepokój. 

Powieść działa na wyobraźnię. Bo czyż to nie wspaniała wiadomość, że pod podłogą zamiast wszelkiego rodzaju materiałów izolacyjnych, rur, drewna czy betonu może być mikro – świat, gdzie na kominku (ze starej prasy do wyciskania soku z jabłek) buzuje ogień, w maciupkich garnkach wielkości naparstka gotują się smakowite potrawy, a maleńkie istoty podsłuchują nasze rozmowy, w oczekiwaniu na nasz sen, by móc buszować po pomieszczeniach, wspinać się na firanki, wyrywać włosy ze starej wycieraczki do butów, w celu zrobienia szczotki do szorowania. Autorka wykorzystała zdolność dziecka do dostrzegania rzeczy niby niewidocznych, nieważnych, niepozornych  – dla dorosłych na pewno. Zwraca uwagę na szczegóły. To też nie przypadek, że to właśnie mały chłopiec zauważył Ariettę. Jego ciotka Zofia prowadzi ożywione rozmowy ze Strączkiem, jednak jest pewna, że to jakaś zjawa, która pojawia się po wypiciu kilku kieliszków madery. Tylko dziecko mogło dostąpić takiego zaszczytu. Dorośli nie widzący niczego więcej poza czubkiem własnego nosa, nie są zdolni do tego, odporni na wszystko, co baśniowe, fantastyczne i mitologiczne. Mary Norton koncentruje się na drobiazgach, które dorosły pewnie jak nic by rozdeptał swoim wielgachnym butem. Takiego malutkiego Pożyczalskiego również. 



A ilustracje? Są śliczne – delikatne, ulotne, zwiewne, poetyckie. Mnie zachwyciły elementy florystyczne – łąka pełna kwiatów, Arietta wkomponowana w dżunglę zielonych liści i owoców dzikiego wina. Wreszcie – wewnętrzna strona okładki i ornamenty roślinne na początku każdego z rozdziałów. Również ciemny świat pod podłogą rozświetlony grą światła z tęsknotą przedzierającego się przez wszystkie możliwe dziury, szpary i szczeliny.



Wiek 7+

Wydawnictwo Dwie Siostry

niedziela, 13 stycznia 2013
Najciekawsze mity greckie - Dimiter Inkiow/ il. Wilfried Gebhard

Kika tygodni temu w oczekiwaniu na wizytę do lekarza wywiązała się między mną a moim 5 – letnim synem taka rozmowa:

-Mama a Pięta Achillesa to jak się zrobiła u Achillesa?

No więc zaczęłam Mikołajowi opowiadać, jak to Achillesowa mama kąpała go jako niemowlę i nie zamoczyła tej pechowej pięty, i później ktoś go w nią trafił pod Troją i półbóg Achilles przez to zginął. Trafił go jakiś KTOŚ.

-A kto go trafił?– padło pytanie zadane bardziej w tonacji chęci uzupełnienia swojej wiedzy aniżeli sprawdzenia niewiedzy własnej matki. Nie spodziewałam się zasadzki. Po głowie zaczęły mi krążyć nazwiska tych wszystkich bohaterów dziesięcioletniej bitwy, ale przyznaję - strzelałam.

-Chybaaaa...... Hektor. Taaaa, to musiał być Hektor.

Na to moje dziecko z błyskiem w oku:

-Nie. Strzałę wystrzelił książę Parys, a pokierował do celu – bóg Apollo.

Takie są skutki czytania książek, w tym przypadku bardziej słuchania, bowiem od dłuższego czasu słychać z pokoju audiobook z Najpiękniejszymi mitami greckimi tego samego autora. Z ciekawości posłuchałam historii o wojnie trojańskiej, bo dziecko uparło się, by mu odpowiedzieć na pytanie, jaki interes miał Apollo w tym, by skierować tę strzałę akurat w feralną piętę Achillesa. Odpowiedzi nie było. Znaleźliśmy ją za to w kolejnym tomie mitów – w osobnym rozdziale.

Chciałabym zachęcić do zapoznania się mitami Inkiowa. Pisze je tak, że dzieciom na długo zapadają w pamięć. Mało tego, rodzą kolejne pytania – odpowiedzi szukamy w poważniejszych książkach, choćby to jak wyglądał Olimp oraz poszczególni bogowie i bohaterowie.

 

Najciekawsze mity greckie to inna książka niż Najpiękniejsze mity greckie. Niektóre zagadnienia są tutaj opowiedziane pokrótce raz jeszcze, raczej gwoli wprowadzenia, przypomnienia, dla tych, którzy mają tylko tę część mitów. Tak jest choćby z rozdziałem o powstaniu świata bogów, czy o radzie Olimpu. Razem 23 opowieści. To co przyciąga do nich dzieci – to prosty język i humor. Historie opowiedziane językiem dziecka, ale nie dziecinnie. A to spora różnica. W dodatku autor nie stroni od przaśnych zwrotów. Puryści językowi mogliby się do tego przyczepić, ale często te zwroty są swego rodzaju lekarstwem na strach, bo mitologia nie jest zagadnieniem łatwym do przekazu i zainteresowania tak małego czytelnika. Kiedy na przykład pojawia się śmierć – trzymetrowy Tanatos, kościotrup z czerwono-świecącymi oczami i ze srebrną kosa w ręku, padł na moje dziecko blady strach. Wystarczyło, że Syzyf (bo to po niego Tanatos przyszedł) wrzasnął na niego: „Nie widzisz, że jem śniadanie. Wynocha z mojego domu!”, strach odszedł. Tak więc ja ze zrozumieniem przyjmuję informację, że jeden bohater wymierza drugiemu kopka w wiadome miejsce. Humor językowy, sytuacyjny, jak również humor ilustracji na pewno mają tu określony cel. Niesprawiedliwa byłabym, gdybym skupiała się tylko na tym. Mity Inkiowa to solidnie skomponowane opowieści, świetnie rozbudowane dialogi, klimatyczne, klarownie przekazujące masę informacji o świecie bogów, herosów i potworów.

W tym wydaniu pojawiają się Demeter i Persefona, Posejdon, Nyks, Artemida, Eos, Hades, Midas, Semele i Dionizos, Ares i Afrodyta, Kadmos, Dedal i Ikar, Syzyf, Minotaur, Tezeusz i Ariadna.

Świetna książka, która może okazać się wstępem do Mitologii Parandowskiego czy Opowieści z Zaczarowanego Lasu Hawthorne'a. Jeżeli ktoś czyta dzieciom równolegle jeszcze Biblię – rodzą się arcyciekawe rozmowy filozoficzne, które mogą trwać godzinami. Pytaniom nie ma końca. Dorosły czasem może zostać wpuszczony w maliny, czego doświadczamy z mężem czasem na własnej skórze.

O "Najpiękniejszych mitach greckich" pisałam tutaj.

Wiek 5+

Wydawnictwo Media Rodzina