Zakładki:
Dla dzieci
Lubimy czytać:) Książki ustawiam na półkach według kategorii: półeczka maluchów, starszaków, 6-10, 10+, półeczka młodzieży i rodziców. Wszystko w tagach
Autorzy i ilustratorzy książek
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
O książkach dla dzieci
Szablon blogu
Tutaj piszę o książkach
Wydawnictwa, z którymi współpracuję
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli

Wpisy z tagiem: półeczka starszaków

wtorek, 30 marca 2010
Rozmowy o Jezusie

Z dzieciństwa pamiętam, że Wielki Tydzień ciągnął się niemiłosiernie. Jak ciasto drożdżowe. Mama nam nie odpuszczała i całą rodziną wędrowaliśmy do kościoła w Wielki Czwartek, Piątek i Sobotę – na drugi koniec miasta. A że G. też się ciągnie jak ciasto drożdżowe, to szło się i szło – godzinę w jedną stronę. Niekiedy była już śliczna wiosna, innego roku znowu maszerowałyśmy z siostrami w śniegu. Samochodu nie było, a protest w tamtych czasach nie wchodził w grę. Mruczałyśmy tylko niezadowolone pod nosem i robiłyśmy miny. Moja babcia też ciągnęła moją mamę na drugi koniec miasta. I mama też się po dziecięcemu buntowała. Też ponoć robiła miny. Teraz ja zabieram moich synków na Triduum Paschalne – a ci też się buntują i to bardzo. (Nie lubię ksiądza – to mój dwulatek). Miauczą, wchodzą we wszystkie możliwe kątki, cały czas słyszę:

 - Mamo, kiedy będzie koniec?

- Zaraz – odpowiadam, a to zaraz trwa i trwa.

To wszystko jest wpisane w nasz rytm. Tradycja, dzięki której czujemy się silniejsi. Potrzeba uczestniczenia w czymś ważnym, bez czego te święta nie byłyby takimi świętami, jak być powinny. Przynajmniej według nas. Moja mama pamięta posty ze swojego dzieciństwa – chleb i ziemniaki (wielkopolskie pyry) z olejem lnianym, śledzie i kozie mleko. Niczego z tych rzeczy nie bierze dziś do ust – często wspomina swoją wykrzywioną minę, gdy babcia Marianna serwowała, któryż to już raz, śledzie na obiad. Niedaleko mojej miejscowości był tak zwany olejnik, gdzie wybijano makuchy. Po omłóceniu lnu przygotowywano olej na post- właściciel należał do najbardziej majętnych ludzi w okolicy- obsługiwał miasteczko i okoliczne wsie. A ludzie kiedyś pościli kilkadziesiąt dni w roku- nie to co teraz;) W opowieściach ojca też przewija się postne jedzenie osłodzone niekiedy przez matkę, a moją babcię Antoninę, chlebem ... polanym syropem z buraka cukrowego.

W tym roku, z racji tego, że dzieci coraz większe – pojawiło się mnóstwo pytań dotyczących wiary, Pana Boga, Jezusa. Przyznaję, że na wiele z tych pytań sama nie znam odpowiedzi. Kilka miesięcy temu kupiłam książkę Poranek wielkanocny Joslin Mary (WAM). Bardzo ładnie zilustrowana, z ciekawym tekstem. Na pewno nie zaspokoi ciekawości maluchów do końca – bo jak się okazuje, przynajmniej w naszym przypadku, ta jest bez dna.

-Bo mamo, jak ten Jezus to zrobił? Że nie żył i nagle znowu żył?

-Nie wiem. Po prostu w pewne rzeczy trzeba uwierzyć.

-Dobrze, to ja wierzę, ale mamo….

 

No właśnie. Tyle pytań. Bez końca. I będą. Na pewno – ciągle nowe. Bo z wiekiem tych pytań przybywa…

Książka świetnie wpisuje się w ten czas – i mimo, że temat potraktowany jest w wielkim skrócie, a ciekawość dziecięca rządzi się swoimi prawami – każdy obrazek, każdy tekst może być początkiem rozmowy. Rozmowy o Jezusie.  

Wiek 4+

Wydawnictwo WAM

piątek, 19 marca 2010
D.O.M.E.K - Aleksandra Machowiak i Daniel Mizieliński

Na D.O.M.E.K polowałam od dawna, a kupiłam zupełnie przypadkiem. Ot, zostałam oddelegowana do większego miasta w bardzo ważnej sprawie, a po jej załatwieniu D.O.M.E.K czekał na mnie w małej księgarni. Jak gdyby nigdy nic. Potem, gdy czekałam na kolegę, który też został oddelegowany w ważnej sprawie i prowadził swoje ważne rozmowy, przeczytałam, zachwyciłam się i zaraziłam tym zachwytem moje starsze dziecko. Jest jeden minus obcowania z tą książką – od kilku dni nie poznaję swojego domu. Prawdę mówiąc – niespodziewani goście niemile widziani, bo… moje dziecko ogarnęła pasja projektowania, budowania, wymyślania coraz dziwniejszych domków, z wykorzystaniem wszystkiego, co znajdzie się pod ręką. Toczę boje o moje ozdobne kartony, kosze, delikatne walizki wiklinowe, szuflady, poduchy z kanapy – bo szał trwa. Najgorsze, że młodszy małpuje we wszystkim starszego – i stało się – mam dwóch architekto-budowniczych, którzy jak nic, zdewastują dziadkowy tradycyjny domek, z kopertowym dachem, w poszukiwaniu tego czegoś, co na zawsze zapisze ich w historii architektury. Książka D.O.M.E.K pokazuje, jak nieograniczone możliwości ma ludzka wyobraźnia, a dom wcale nie oznacza tworu z dachem i ścianami z tradycyjnych materiałów. Bo te najdziwniejsze realizacje projektów to tak naprawdę spełnienie marzeń kilkunastu ludzi, którzy chcieli stworzyć coś nieprzeciętnego, nietuzinkowego, co wprawi w zdumienie, zachwyt, konsternację, sprawi, ze popukamy się po głowie, wybuchniemy śmiechem, albo nawet sprawdzimy w mądrej encyklopedii, czy to aby prawda. Domek jajko, bąblowiec, żagiel, norka, przylepka, żółw, UFO. To tylko kilka przykładów. Ciekawym pomysłem jest możliwość zaglądnięcia do środka, podglądnięcia mieszkańców. Nagle okazuje, że w środku są jednak ludzie, najzwyklejsi na świecie – na sofach, przy stole, w łóżkach. Czyli – da się mieszkać w tym czymś.

Książka z pomysłem zilustrowana, napisana z myślą o małym odbiorcy – tłumaczy w prosty sposób zawiłe terminy ze świata projektów, architektury, wymienia wielkich tego świata, którzy w swoim życiu poświęcili się pasji tworzenia dla innych -  z sukcesem – co widać w tej książce. Polecam – widzę, że książka pobudza wyobraźnię, zachęca do rysowania, tworzenia z czego się tylko da – a że w procesie tworzenia coś się przypadkiem zbije, pogniecie, połamie? – Nic to, książka pokazuje, że cel uświęca środki. Pozdrawiam – mama, która pozwala czasem na zbyt wiele…

Tutaj możecie zajrzeć do środka.

Wiek 6+ (wydawca) Ja czytam z pięciolatkiem i niewątpliwie jest to hit sezonu. Oczywiście, że wiele pozostaje w sferze niezrozumienia i abstrakcji, ale ryba połknęła przynętę:)

D.O.M.E.K podbija świat - ukazał się w Niemczech i Włoszech.

Wydawnictwo Dwie Siostry

czwartek, 04 marca 2010
Rok z Linneą - Christina Bjork/ il. Lena Anderson

W małej szwedzkiej dziewczynce zakochaliśmy się po naszej wspólnej wyprawie do Paryża, książkowej oczywiście, a to za sprawą Linnei w ogrodzie Moneta.

Rok z Linneą przeczytaliśmy od razu, a teraz co kilka dni wracamy do niej. Podzielona na poszczególne miesiące, zachęca, by etapami odkrywać z dziećmi otaczający świat przyrody – rośliny, zwierzęta.

Linnea to imię pochodzące od małego różowego kwiatka, zimoziołu, który po łacinie nazywa się Linnaea borealis.

Tak właśnie wygląda ten kwiatek (zdjęcie znalazłam tutaj)

Linnea jest wielką miłośniczką przyrody. Wiele uczy się od dwójki starszych przyjaciół – pana Blomkvista ogrodnika i pana Kalle właściciela małej działki za miastem. To swego rodzaju podróż przez świat przyrody w ciągu całego roku. I tak: w styczniu – Linnea podaje mnóstwo informacji o dokarmianiu ptaków, w lutym – o przesadzaniu kwiatów i o tym, co dzieje się pod śniegiem; w marcu szukamy z nią wiosny. Tutaj dzieci dowiedzą się też, jak szanować przyrodę. W kwietniu Linnea sadzi rzeżuchę, gorczycę, orzeszki ziemne. W maju suszy kwiatki do zielnika - robi to z taką pasją. Podaje przepis na zupę z pokrzyw. Tak, tak – z tych, co tak strasznie parzą. Ponoć w zupie są całkowicie bezpieczne. Tutaj znaleźliśmy też przepis na latawiec – nie taki ze sklepu, gotowy, ale z listewek i folii. W czerwcu Linnea plecie wianki z mniszka lekarskiego. W lipcu robi sok z czarnego bzu i szuka skarbów na plaży, a w sierpniu próbuje zatrzymać lato. Jak? Susząc kwiaty na bukiety. A we wrześniu - liście drzew. W październiku robi koronę z kolorowych liści, w listopadzie troszczy się o rośliny cebulowe, a w grudniu przyozdabia bożonarodzeniowe drzewko i sama robi prezenty dla najbliższych.

Autorki korzystały przy pisaniu książki z pomocy wielu osób i instytucji – np. Szwedzkiego Muzeum Historii Naturalnej, sklepu z nasionami, Obserwatorium ze Sztokholmu, ogrodu botanicznego, znawców ptaków, szczurów. Każdy miesiąc to notatki Linnei – co robiła, jak i z kim. Dziecięcym językiem opowiada o kwiatach, ptakach, szkodnikach, gwiazdach. Nie brak tu humoru (w zielniku – przy zasuszonej Niezapominajce Błotnej – dopisek – Przez pomyłkę zasuszyłam też mszycę), dziecięcej radości i emocji (Ojej! Ile gwiazd!).

Książka pełna jest jeszcze wielu innych pomysłów i informacji, które zaciekawią nie tylko dziecko, a rodzicom podpowiedzą, jak w prosty i tani sposób rozbudzić ciekawość, zainteresować tym, co się dzieje zaraz obok nas. Na końcu książki znajdziecie mnóstwo dalszych wskazówek w Dowiedz się więcej: ciekawe książki, strony, miejsca, a wszystko to z myślą o polskim czytelniku – czyli przegląd naszej rodzimej oferty.

Lena Anderson jest mamą sympatycznej buzi Linnei. W słomianym kapeluszu, z filuternymi czarnymi kosmykami, uśmiechem od ucha, miną małej odkrywczyni, w blasku ekologicznej biżuterii – przesympatyczna i przemiła. Dzieci na pewno ją polubią.

Jestem zachwycona tą książką i moje dziecko również.  Podobnie jak Linnea w ogrodzie Moneta – i ta cześć jest – piękna, prosta, łatwo zapadająca w pamięć. Myślę, że ważna jest zwłaszcza dziś, gdy czasem zagonieni za czymś tam, nawet nie mamy czasu dostrzec tego, co wokół nas się dzieje. To już wiosna? Ach, a dopiero minęły święta. Tak, właśnie tak.

Wiek 5+

Wydawnictwo Zakamarki

środa, 17 lutego 2010
Fantastyczny Pan Lis - Roald Dahl

 

Roald Dahl w niebie siedzi obok Astrid Lindgren. Nie słyszeliście o tym? A ja tak. Możecie się sami zresztą przekonać, jak pisze ten brytyjski autor wielu książek dla dzieci. Gdy jeszcze dodam, że pisał scenariusze dla wielkiego Alfreda, tak tak,  TEGO Alfreda z Hollywood ma się rozumieć, hm hm, to robi się już naprawdę ciekawie. Matylda, Charlie z fabryki czekolady, wreszcie Fantastyczny Pan Lis. Krótka historia. A jak wciąga. Maluchy wbija w fotel jak podczas startu samolotem. Od początku do końca. Bo kogóż my tutaj mamy. Trzech typków, których wygląd może przyprawić o zawał serca. A ich charakterki. To już zupełnie osobny temat. Przebiegłe to i skąpe. Bo też jednej kaczuszki albo kurki od czasu do czasu przeboleć nie mogą. Za to Pan Lis jest FANTASTYCZNY. Mądry, o wiele sprytniejszy od tamtej trójki od siedmiu boleści, odważny, szybki, dobry. Przejrzy zamiary przeciwników na wskroś i znajdzie rozwiązanie. W książce ciągle coś się dzieje, niebezpieczeństwo trzyma maluchy w napięciu, głodne liski wzruszają, koparka kopie bez przerwy i hałasuje, lisy kopią tunele, a groźne typki czekają – ze strzelbami. A wszystko to bogato okraszone zdjęciami z filmu pod tym samym tytułem.  Oczywiście opowieść kończy się Happy Endem – jakżeby inaczej – Uff!!! - zadowolone maluchy zasypiają – a my nareszcie mamy wolny wieczór.

Wiek 4+

Wydawnictwo Zysk i S-ka

niedziela, 07 lutego 2010
Proszę słonia - Ludwik Jerzy Kern/ il. Zbigniew Rychlicki

Dobrze, przyznaję się, nie miałam pojęcia, że była w ogóle książka. Dla mnie Proszę słonia, zawsze było kreskówką. Do dziś pamiętam świetny dubbing Ireny Kwiatkowskiej - mamy Pinia i Ludwika Benoit - Dominika. Pewnego dnia Piotruś, czyli Pinio, znajduje na strychu porcelanowego słonia. Ustawia go na półce z książkami. Rodzice Pinia są bardzo zmartwieni faktem, że chłopiec jest niskiego wzrostu i dlatego bez przerwy faszerują go witaminami. Pinio tymczasem wrzuca pigułki do słonia, by przekonać się, czy witaminy mają wpływ na jego wzrost czy nie. Chłopiec sobie i tak rośnie bez witamin, a Dominik ho ho. Z niego to się zrobił dopiero porcelanowy olbrzym. Śmieszna historia o perypetiach słonia w wielkim mieście. Czytamy z prawdziwą przyjemnością. Co jakiś czas pojawia się kwiatek z poprzedniej epoki – a to milicja, a to kronika filmowa. Solidna literatura dla dzieci. Kto tak dzisiaj pisze, proszę słonia? Ilustracje autorstwa Zbigniewa Rychlickiego (Razem ze słonkiem, Plastusiowy Pamiętnik)

Wiek 5+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

sobota, 16 stycznia 2010
Dzieci z Bullerbyn - Astrid Lindgren - il. Ilon Wikland/ Hanna Czajkowska

Na czym polega fenomen popularności tej książki? Odpowiedź nie jest trudna – na jej prostocie. Gdyby tak zrobić ankietę, którą książkę z dzieciństwa pamiętacie najbardziej, która spodobała się Wam przed laty, Dzieci z Bullerbyn znalazłyby się niewątpliwie w czołówce. Dlaczego? Dlatego, że świat w Bullerbyn jest taki poukładany, wszystko ma swoje określone miejsce, rodzice szanują dzieci, dzieci rodziców, wspólnie potrafią się bawić, gdzie przekazuje się pewną hierarchię wartości, tradycję, zwyczaje. Świat szczęśliwego dzieciństwa, w którym – o dziwo – dzieci mają pewne obowiązki (pomoc w licznych pracach domowych i gospodarskich), do szkoły i sklepu daleko,  na półkach niewiele zabawek i książek, bez telefonu, telewizora i komputera – a każdy kolejny odcinek świadczy o kreatywności dziecięcych główek, wymyślających co rusz to nowsze i ciekawsze zabawy – w Indian, spanie w stogu siana, polowanie na bawoły, ucieczkę z domu, skarby na wyspie, tajemnicze mapy, groty w sianie. Świat, w którym dzieci robią fajkę pokoju z długiego cukierka, pieniądze „na niby”, odlewają ołowiane żołnierzyki, krowy na pastwisku to plemię Komanczów. Dzieci z Bullerbyn to moje drugie okrążenie. W pierwszej rundzie przeczytałam je tyle razy, że nawet nie mogę nazwać konkretnej liczby. W pamięci mam tylko wykręcenie korków przez mamę, bo nie chciałam odłożyć książki, a rano trzeba było iść do szkoły. Pewne powiedzonka, scenki zostały na całe życie, i teraz zaśmiewam się przy nich razem z Tomkiem. Migdał pękł, więc będzie para, Agda wyjdzie za Oskara; kawałek kiełbasy dobrze obsuszonej; pięciu Murzynów w ciemnej sieni. Oj długo musiałabym wymieniać. W każdym razie cieszę się na to spotkanie po latach i, że mojemu dziecku się podoba. Baaaaardzo! Zauważyłam też, że książka stała się źródłem inspiracji do codziennych zabaw. Wydawca poleca książkę dla dzieci w wieku 6+. Ja nie czekałam. Przeczytałam mojemu 5-latkowi i był to strzał w dziesiątkę. Jakiś czas temu słuchaliśmy audiobooku w interpretacji Ireny Kwiatkowskiej, ale nie ma to jak mamine czytanie przed snem. Książka jest napisana prostym językiem, dowcipnie, mówi o ważnych sprawach dla dzieci - nic dziwnego, że trafia tak szybko do małych czytelników na całym świecie. Tak naprawdę Dzieci są już wiekowymi staruszkami:) Ich pierwsza część ukazała się w 1947 roku:) Jednak chyba nigdy się nie zestarzeją.

 

Tak Bullerbyn wyobrażała sobie Hanna Czajkowska

Bullerbyn istniało naprawdę. Jego nazwa to Sevedstorp. Do dziś jest wielką atrakcją turystyczną. To tutaj dorastał Samuael August, ojciec Astrid Lindgren. Zagrody Północna, Środkowa i Południow ponoć mają się dobrze. Brakuje tylko lipy, która stała między pokojami Lassego, Bossego i Ollego.

Z dzieciństwa pamiętam wydanie z ilustracjami Hanny Czajkowskiej. Teraz mamy na półce to z wizją Ilon Wikland. Bardzo mi się podoba, choć do polskiej autorki mam wielki sentyment. Obie wersje są dostępne na rynku.

Dzieci z Bullerbyn to niewątpliwie jeden z piękniejszych momentów, jaki możemy podarować naszym dzieciom. Myślę, że w tej opinii nie jestem odosobniona.

Wiek 5+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia 

wtorek, 12 stycznia 2010
Razem ze słonkiem. Zima - Maria Kownacka/ il. Zbigniew Rychlicki

Jakoś nadziwić się nie mogę, bo co rusz wydawnictwa zaskakują nas księgami przyrody dla dzieci, z disney’owskim Puchatkiem włącznie (ależ się do niego ostatnio przyczepiłam), a tymczasem prawdziwy skarb jest w zasięgu ręki. Sprawdziłam – na Allegro - za grosze. W 1975 Maria Kownacka (Plastusiowy pamiętnik) wydała serię Razem ze słonkiem – książkę o wszystkich porach roku dla najmłodszych: 1.Przedwiośnie, 2.Wiosna, 3.Lato, 4.Złota Jesień, 5.Szaruga jesienna i 6.Zima. Owszem, są rzeczy, które trącą myszką, bo dziś już nie używa się stalówek i kałamarzy, sań i konia czy wozu drabiniastego – ale z drugiej strony może dlatego ta książka ma pewien niepowtarzalny klimat. Zimą sięgnęliśmy oczywiście po Zimę. Dowiedzieliśmy się, co niektóre zwierzęta robią o tej porze roku, jak się zachowują, co jedzą, o zimowej pogodzie, o ptakach gościach z dalekiej Północy, śladach na śniegu, owocach, które wiszą na niektórych krzewach, dokarmianiu ptaków, karmnikach, choince, hodowli rzeżuchy. Są wierszyki, opowiadania, zagadki, mnóstwo ciekawych informacji przyrodniczych, które przydadzą się także, gdy pojawią się pytania: Mamo, a dlaczego…? A przede wszystkim są ilustracje Zbigniewa Rychlickiego (wespół z Jerzym Heintze), ojca naszego ukochanego Misia Uszatka. Do pracy jeżdżę przez dość duży las. Codziennie, gdy widzę ogromne czapy śniegu na sosnach, zastanawiam się, czy leśnicy dokarmiają zwierzęta, bo żal serce ściska na myśl o biednych sarnach w zimowym lesie. Czy wiecie, że w czasie ostrej zimy więcej zwierząt ginie z pragnienia niż z głodu? Ani ptaki, ani ssaki nie jedzą śniegu. Wyczytałam w tej książce. Ciekawe, prawda? 

Wiek 5+

 

czwartek, 07 stycznia 2010
Don Kichot - Erich Kastner / il. Horst Lemke

Don Kichota znają chyba wszyscy – jego walkę z wiatrakami, wzdychania do Dulcynei z Toboso i rumaka Rosynanta. Wielkie dzieło liczące kilkaset stron, perła literatury hiszpańskiej. Tymczasem Erich Kästner, niemiecki pisarz (1899-1974), autor kilku świetnych książek dla dzieci, przerobił Don Kichota na wersję dziecięcą. Pewnie zaraz dostanę po uszach, ponieważ w tym tygodniu to już mój drugi wpis, w którym namawiam do sięgnięcia po coś a’la, gdy tymczasem to i tak tylko oryginał jest najsmaczniejszą delicją (patrz Mały Książę). Zgodzę się, tylko po co nasze dzieci mają czekać tyle lat, skoro wersja dziecięca jest prawdziwą perełką. Cudna książka, wokół której kręciłam się od momentu jej wydania – przekładałam w księgarni z ręki do ręki i odkładałam na półkę. W końcu nasz kochany wielkopolski Gwiazdor (?) się zmiłował i zostawił pod choinką. Świetne tłumaczenie Emilii Bielickiej – które ma pewien klimat epoki Don Kichota. Nie brak tu takich słów jak: skwar (Mamo, co to jest SKWAR?), frasunek (Mamo, co to jest FRASUNEK?), furia (Mamo, co to jest FURIA?), odzienie (Mamo, co to jest ODZIENIE?)

Przy Don Kichocie można poruszyć tyle ważnych rzeczy – etos rycerza, wierność, miłość, realizacja marzeń. Przy wersji Kästnera można z dzieckiem się pośmiać, bo nie brak jej humoru. Jest to wyprawa do innej epoki, do dalekiego kraju.  Literatura przez duże eL. Największe, jakie sobie można tylko wyobrazić.

A jakie ilustracje. Zresztą popatrzcie sami:)

Wiek 5+

Wydawnictwo Muchomor

niedziela, 27 grudnia 2009
Jak Nieumiałek jechał samochodem o napędzie sodowym - Mikołaj Nosow/ Borys Kałuszyn

O Nieumiałku przypomniał nam blog Zaczytani. Wiedziałam, że gdzieś rzucił mi się w oczy. Odnalazłam na półce Brata:) - książeczkę zaczytaną, popisaną i bez okładki, w sam raz dla moich chłopaków. Siedzieli zasłuchani i wpatrzeni:) jak zaczarowani. Co to był za widok. Nikt się nie kręcił, nie wtrącał, nie kopał i nie rozpychał w łóżku. Cisza doskonała.

Warsztat, śrubki, kabelki, piłowanie, heblowanie, nitowanie, piły, młotki, samochody, wypadki, zamieszanie. Oooo, to naprawdę męski świat. Hi, hi, hi :) tak naprawdę świat ludków wzrostem nie przekraczających ogórka średniej wielkości. Nosow opowiada dziecięcym językiem - nie dziecinnym, w dodatku z jego tekstu można dowiedzieć się zawsze czegoś ciekawego ze świata nauki i techniki. Błędy i psoty Nieumiałka są dla nas punktem wyjścia do wieczornej rozmowy o stosownym zachowaniu:), bo autor unika konsekwentnie moralizowania, choć Nieumialkowi przydałby się nie raz porządny prztyczek w nos. Zabawne ilustracje Borysa Kałuszyna potrafią maluchy rozbawić, a analizy części samochodowych i narzędzi trwają w nieskończoność. Aż nam się przykro zrobiło, że mieliśmy tylko jeden odcinek, ale w bibliotece znaleźliśmy  Przygody Nieumiałka i jego przyjaciół - zbiór trzydziestu opowiadań. Czytamy i wkrótce napiszemy o naszych wrażeniach.

Wiek 4+

Wydawnictwo Raduga

środa, 23 grudnia 2009
Baśnie Braci Grimm / il.Adolf Born

Za dwa lata będziemy obchodzić 200-setną rocznicę pierwszego wydania Baśni braci Grimm i bardzo się cieszę, że w końcu ukazały się u nas – na nowo przetłumaczone przez Elizę Pieciul-Karmińską. Grubaśne tomisko, wagi słusznej, liczące sobie 550 stron i zawierające aż 50 baśni.

Bracia Grimm to najsłynniejszy i … chyba najbardziej kontrowersyjny literacki duet świata. Ale o tym za chwilę. Na samym początku bardzo ciekawa Przedmowa samych autorów, w której piszą o tym, jak zbierali materiał do książki. Możemy sobie jedynie wyobrazić, jak na początku XIX wieku dwaj szacowni językoznawcy, profesorowie uniwersytetu zdzierają sobie buty, w długich wędrówkach w poszukiwaniu tego, co przetrwało wśród ludu, w tradycji ustnej, przekazywanej z pokolenia na pokolenie. Potem Słowo od tłumaczki, które jest cennym dopełnieniem wydania. Mowa tu o pracach nad przekładem, porównaniach ze starszymi wersjami. Zwróciła ona uwagę na fakt unikania pedagogizacji, czyli wtórnego przystosowania tekstu do potrzeb odbiorcy dziecięcego, bez zdrobnień powodujących, że teksty te brzmiały infantylnie; o wierności wobec zewnętrznej organizacji tekstu, dzięki czemu mogły zostać zachowane symbolika przedmiotów i postaci. Poprawiono błędy wcześniejszych tłumaczeń, mniejsze i większe, które niekiedy wypaczały wręcz przesłanie tekstu i utrudniały jego zrozumienie i znaczenie. Nowe tłumaczenie ma przekonać czytelników do weryfikacji przekonania powszechnie panującego, że baśnie braci Grimm są krwawe, brutalne i ponure. To w końcu Baśnie, które w 2005 roku zostały wpisane na Światową Listę Dziedzictwa Kulturowego UNESCO, do rejestru Pamięć Świata.

Jak słusznie zauważają znawcy literatury dziecięcej, coraz częściej pojawia się tendencja retuszowania baśni, upiększania ich, pokrywania mdłą warstwą różowego lukru. Przeglądam naszą półeczkę. Znajduję aż trzy wersje Czerwonego Kapturka. Sama nigdy bym ich nie kupiła. Mówiąc krótko – prezenty (i to kiepskie - choć darowanemu koniowi ponoć się w zęby nie zagląda). No tak, przecież klasyka jest najlepsza i sprawdzona. Czyżby? Pewnie niejednemu rodzicowi się narażę, w swoich poglądach, jednak odnoszę nieodparte wrażenie, że takie baśnie robią więcej szkody niż pożytku. Proszę bardzo: Wersja nr1. Czerwony Kapturek z Babcią uciekają na strych i robią śmieszne miny do rozwścieczonego wilka. Wersja nr 2. Babcia i Czerwony Kapturek siedzą z Wilkiem przy stole i zajadają się specjałami z koszyka mamusi. Wersja nr 3. Babcia, myśliwy i Czerwony Kapturek tańcują w najlepsze z wilkiem dookoła drzewa, a ich twarzyczki zdobią najsłodsze uśmiechy świata. Gdy wejdziemy do księgarni, królują właśnie takie historie. Prawdziwej wersji oszczędza się maluchom – by nie przerazić. Ma być prosto, łatwo i przyjemnie. Tymczasem w naszym języku używane są zwroty i przysłowia – wilk w owczarni, nie wywołuj wilka z lasu, patrzeć na kogoś wilkiem, wilk w owczej skórze. Bajka i baśń, które mają swoje korzenie w tradycji ludowej, miały i mają do wypełnienia ważną misję, a mianowicie - przekazanie pewnej prawdy o świecie, o prawach w nim rządzących. Nasi przodkowie powiedzieliby pewnie o tych licznych, ugrzecznionych wersjach - Bzdura totalna. Wilk, który od zawsze kojarzył się ludowi ze złem, zagrożeniem, nie może tak naprawdę zaprzyjaźnić się z człowiekiem. Wilk jest z natury zły i za to miała spotkać go zasłużona kara, jak w wersji braci Grimm widać, okrutna. Dziś coraz częściej – ma być lekko, przyjemnie, ot czytanie jako taka niezobowiązująca zabawa.

Grzegorz Leszczyński, specjalista od literatury dziecięcej, zwraca uwagę na to, że to, co dla nas rodziców, dorosłych, jest dosłowne, dla dzieci ma wymiar symboliczny. Inaczej wygląda to w literaturze, inaczej by wyglądało, gdyby przenieść na ekran. Widzę na przykładzie mojego Tomka, który boi się oglądać niektóre kreskówki. Nie mam tu na myśli jakichś disney’owskich produkcji albo podobnych, które potrafią niekiedy nieźle przerazić, ale takiego … naszego rodzimego, niewinnego kota Filemona. Jeden odcinek z wilkiem jest podczas seansu dvd sukcesywnie opuszczany. Nie i nie. Czasem, gdy zapomnę, Mały wychodzi z pokoju. Czerwonego Kapturka braci Grimm za to słucha i nic. Na wielką wartość Baśni Braci Grimm zwrócił uwagę też Bruno Bettelheim, profesor wychowania, psychologii i psychiatrii, który w książce Cudowne i pożyteczne. O znaczeniach i wartościach baśni, pisał o zbawiennym ich wpływie na rozwój dziecka. Podkreślał przy tym wielką rolę w tym procesie opisywanych tu Baśni Braci Grimm.

Sformułował tezy na temat znaczenia baśni w wychowaniu i rozwoju dziecka

- podstawą oddziaływania baśni na psychikę dziecka jest proces identyfikacji czytelnika z pozytywnym bohaterem;

- baśń konfrontuje dziecko z podstawowymi wewnętrznymi problemami życia, pomagają w rozpoznaniu trudności i od razu podają sposoby radzenia sobie z nim;

- baśnie sprawiają dziecku przyjemność, dostarczają mu objaśnień dotyczących jego psychiki i wspierają rozwój osobowości;

- pomagają w odkrywaniu jego osobowości i nadawaniu sensu życia;

- wspierają je w trudnościach związanych z psychologicznymi problemami dorastania i integracji osobowości;

- baśnie zachęcają do aktywnego pokonywania trudności i nawiązywaniu dobrych stosunków z przyrodą

(Wikipedia)

Baśń, jak się okazuje, może być niesamowitą podporą dla nas rodziców w trudnym procesie wychowania. I nie łudźmy się – o żadnej drodze na skróty mowy być tu nie może. W Baśniach braci Grimm dobro zwycięża zło, dziecko jednocześnie przyjmuje do wiadomości, że cały świat, ograniczany często przez nas, rodziców - z miłości i ze strachu do rzeczy bezpiecznych, jest tak naprawdę dużo większy i pełen niebezpieczeństw. Świat ludzkiego życia to świat ciągłych zagrożeń, zmagania się z przeciwnościami losu i cierpieniem. Dopiero na świadomości bólu istnienia rodzi się prawdziwy heroizm i takie przesłanie płynie z baśni Grimmów. Warto dzieci od początku uwrażliwiać na prawdziwe zło i prawdziwe dobro, które odnajdziemy właśnie na tych stronach. (Grzegorz Leszczyński)

O swoich Baśniach bracia Grimm napisali:

(…) w niniejszym nowym wydaniu troskliwie usunęliśmy każde wyrażenie nieodpowiednie dla wieku dziecięcego. Jeśli jednak nadal można by zarzucić, że to lub owo wprowadza rodziców w zakłopotanie i wydaje im się gorszące, tak że wręcz nie chcą dać dzieciom tej książki do rąk, to w pojedynczych przypadkach troska ta może być uzasadniona i rodzice łatwo mogą dokonać doboru. Jeśli jednak chodzi o całość tekstu, to dla zachowania zdrowego ducha dobór taki z pewnością nie jest konieczny. Nic nie obroni nas lepiej niźli natura, która temu kwieciu i temu listowiu nadała taką właśnie postać i barwę. Jeśli jednak w zależności od czyichś szczególnych wyobrażeń komuś one szkodzą, niech nie żąda, by właśnie z tego powodu były inaczej uformowane czy zabarwione. Innymi słowy: deszcz i rosa jak błogosławieństwo spada na wszystko, co rośnie na ziemi; jeśli ktoś jednak boi się wystawić na ich działanie swe rośliny, gdyż są one nazbyt wrażliwe i mogłyby ponieść szkodę, jeśli woli podlewać je w swej izdebce przestudzoną wodą, ten nie będzie przecież żądał żeby z tego powodu deszcz i rosa przestały się pojawiać. Owocne jest wszystko, co naturalne, i tej zasady winniśmy się trzymać. A poza tym nie znamy ani jednej zdrowej, mocnej i budującej dla ludu księgi, z Biblią na czele, w której takie wątpliwe kwestie nie pojawiałyby się w niepomiernie większym stopniu.

Wśród tych najbardziej znanych baśni o Czerwonym Kapturku, Śpiącej Królewnie, Paluszku i Królewnie Śnieżce znaleźliśmy w tym wydaniu całą masę baśni zupełnie nam nieznanych. Niektóre przypominają mi jak przez mgłę moje dzieciństwo, co świadczy o tym, że musiałam je czytać będąc dzieckiem. Zwracają uwagę niesamowita dbałość graficzna i ilustracje Adolfa Borna, czeskiego malarza i ilustratora (rocznik 1930) Bez nich ta książka byłaby zupełnie inną książką. Często na dwóch stronach, wielkie, jakby troszkę dziecięco naiwne, ale od razu trafiające do czytelnika. Mówią przecież o świecie baśniowym, nierealnym, wymyślonym, stąd ten niepowtarzalny klimat, który na długo pozostaje w pamięci. 

Dla rodziców, którzy mimo wszystko się wahają, mam tę oto wiadomość, że wśród Baśni zebranych i spisanych przez braci Grimm, jest wiele bardzo łagodnych opowieści. I mimo powstałych mitów i uprzedzeń polecam, by spróbować, szczególnie te w nowym przekładzie – może okaże się, że nie taki wcale diabeł straszny, jak go malują.

Polecam, bo nic tak nie ociepli naszych dzieciaków w zimowe dni, jak właśnie baśnie.

Warto zajrzeć tutaj:

-Baba Jaga musi zostać włożona do pieca

-O Baśniach

-Dlaczego warto czytać dzieciom?

Trzy leśne trolle

Mądra Elżunia

Mysikrólik i niedźwiedź

Pani Zamieć

Wiek 5+

Wydawnictwo Media Rodzina