Zakładki:
Dla dzieci
Lubimy czytać:) Książki ustawiam na półkach według kategorii: półeczka maluchów, starszaków, 6-10, 10+, półeczka młodzieży i rodziców. Wszystko w tagach
Autorzy i ilustratorzy książek
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
O książkach dla dzieci
Szablon blogu
Tutaj piszę o książkach
Wydawnictwa, z którymi współpracuję
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli

Wpisy z tagiem: półeczka starszaków

piątek, 30 listopada 2012
Królowa Śniegu - H.CH. Andersen/ Vladyslav Yerko

środa, 21 listopada 2012
Papierowe zoo - Paola Caliari, Serena Mozzato

Kolejna książka, która przegoni nudę z domu, przedszkola bądź szkoły. Tematyka dzieciom bardzo bliska – świat zwierząt. Wystarczy chcieć, wystarczy rozejrzeć się i sięgnąć po materiały ogólnie dostępne. Autorzy zachęcają do wykorzystania przedmiotów, które zazwyczaj lądują w koszu na śmieci: jak różne opakowania ze szkła, plastiku i aluminium. Zabawa w recycling – brzmi zachęcająco, prawda? Co nam się przyda? Wśród potrzebnych materiałów są m.in.: guziki, łuski po orzechach, plastikowe butelki, papierowe talerze, kubeczki po serkach i jogurtach, stare płyty CD i inne. Prace na pewno ułatwią dobry klej, zszywacz, taśma klejąca, pisaki i farby. Książka została podzielona na cztery części: zwierzęta na łące, z lasu, puszczy i sawanny, zwierzęta domowe i morskie. Na 125 stronach blisko 40 ciekawych projektów, opisanych krok po kroku, bogato zilustrowanych. Każdy projekt opatrzony opisem rzeczy niezbędnych do wykonania: co można wykorzystać podczas pracy, co można kupić i jakich narzędzi należy użyć. Kolekcja zabawek wzbogaci się o szyszkowe sowy, kolorowe motyle, gąsienicę z orzechów, myszkę ze skarpetki i czarne nietoperze. Zabawki zrobione przez dzieci są niezwykle cenną pamiątką. Mogą stać się wspaniałym podarkiem dla najbliższych pod choinkę. A co najważniejsze uczą szacunku do przyrody – bo zabawki z tej książki to też dbałość o naszą planetę. Warto, by wpajać dzieciom pewne rzeczy od najmłodszych lat.

 

Wiek 5+ (przy pomocy rodziców)

Wydawnictwo Jedność



środa, 14 listopada 2012
Papier, nożyczki, klej - Catherine Woram/ zdj. Polly Wreford

Każdy rodzic od czasu do czasu staje przed poważnym dylematem – jeśli nie telewizor, nie komputer - to co? Jak zabić nudę, czym zająć dziecko? By obydwie strony czuły satysfakcję. Że czas wolny, to nie czas stracony.  Wtedy warto sięgnąć po książki o takiej właśnie tematyce. Ja określam je – z kręgu – bastlowania (od niem. bastelnmajsterkować). Lektura podpowiada, co można zrobić samemu. Starsze dzieci mogą same wziąć się do dzieła – młodsze potrzebują pomocy dorosłych. Nie wiem jak Wy, ale ja lubię ten harmider związany z bastlowaniem. Czasem, gdy pojawia się w domu niezapowiedziany gość, doznaje szoku artystycznego. Na stole leżą kolorowe papiery, kartki, pudełka, kartony i kartoniki. Mam wielką szufladę przeznaczoną na takie cuda – gdy stwierdzam, że coś nam się przyda w przyszłości, ląduje właśnie w tym miejscu. Będzie jak znalazł. I lubię towarzyszyć dzieciom przy ich pracy. Nazywam bastlowanie pracą, bowiem widząc dziecięce zaangażowanie, oddanie, wysiłek – inaczej tego ująć nie mogę.  Przy stole toczą się fajne rozmowy. To niezapomniane chwile.

W książce znajdziecie mnóstwo świetnych pomysłów na cuda z papieru. Dzieci wycinają, składają, malują, stemplują i modelują. Wachlarz propozycji jest bardzo szeroki: zarówno dla dziewczynek jak i dla chłopców. Meble dla lalek, dinozaur, kwiaty, miasto, pojemnik na ołówki, ptaszki, dzwonki, bransoletki, wachlarze, notatnik. W najbliższym czasie wykorzystamy na pewno dwa pomysły – składaną kartkę świąteczną z choinką i papier prezentowy. Każdy z pomysłów jest krok po kroku opisany i pokazany na zdjęciach. Tych ostatnich jest cała masa, są ładne i wyraźne – no i zachęcają do działania. Na początku każdego pomysłu, autorka wyszczególniła materiały potrzebne do realizacji, na końcu książki znajdziecie szablony do powielenia. Książka przyda się w domu, przedszkolu i szkole. 45 pomysłów na różne pory roku. Na pewno urozmaicą długie jesienne i zimowe wieczory.

 

Wiek 4+

Wydawnictwo Jedność



sobota, 03 listopada 2012
Pejzaż z gżegżółką czyli językowy zawrót głowy - Małgorzata Strzałkowska

Językowy zawrót głowy wyjaśnia wszystko. Szaleństwa, humor, zabawa, wariacje, istne łamańce językowe. Wyzwanie dla czytających rodziców (mogę coś na ten temat powiedzieć) i dla dzieci mających problemy logopedyczne. Tyle że propozycja Małgorzaty Strzałkowskiej to nie żmudne i nudne – korzenie wierzby, ale klocki w Kocku, cacka w Łucku, Kazio Bodzia bazią bodzie, i paskiem w lasku kos kołysał. A co powiecie na mały konkurs rodzinny, w którym rodzice (oczywiście) się pomylą, a dzieci wyrecytują bezbłędnie? A potem dla wszystkich nagroda? Ćwiczenia logopedyczne nie są wdzięcznym zajęciem dla maluchów – raz jest lepiej, raz gorzej. U nas powoli idziemy do przodu. Zauważyliśmy z mężem coraz większą dbałość o język, coraz częściej wymawiane poprawnie wyrazy. Gżegżółka z książki Strzałkowskiej zaskoczyła naszą panią logopedę – powiedziała, że w swojej długiej karierze nigdy nie słyszała, by 5-latek znał taki wyraz. A więc – książka wyśmienicie rozszerza także słownictwo maluchów.

A więc do dzieła, zachęceni słowem wstępnym Autorki:

Dobrze jest mówić mądrze i składnie,

lecz jeszcze lepiej – mądrze i ładnie,

a będziesz mówić naprawdę pięknie,

gdy się codziennych ćwiczeń nie zlękniesz.

 

A więc recytuj, powtarzaj w kółko,

choćby Ci w męce pot rosił czółko,

bo choć nasz język bywa dość trudny,

jest w swej trudności po prostu cudny!

 

Niech niczym diament lśni polska mowa,

niech płynnie płyną zdania i słowa,

a my, olśnieni ojczystą mową

zawsze traktujmy ją jak królową!

 

Ci, którzy znają inne książki Małgorzaty Strzałkowskiej, już wiedzą, że Autorka zazwyczaj (z małymi wyjątkami) ilustruje swoje książki sama. I tym razem Wasze oko ucieszą charakterystyczne barwne kolaże.

 

Wiek 4+

Wydawnictwo Media Rodzina

 

 



piątek, 02 listopada 2012
Na jagody - Maria Konopnicka/ il. Olga Reszelska

Pamiętam jak przed laty chciałam zapisać się do Biblioteki Miejskiej. Procedura wyglądała tak, że najpierw szłam po specjalną karteczkę tzw. ZGODĘ, którą w domu musieli podpisać rodzice, a dopiero potem, po przyniesieniu jej z powrotem, mogłam wypożyczyć 5 książek. Oczywiście cierpiałam męki straszliwe, bo tyle książek, a jeszcze trzeba było czekać. Wracałam już  z listą tytułów poleconych przez moją mamę. Jednym z nich były właśnie Na jagody. Przeczytałam jednym tchem i długo ślęczałam nad ilustracjami Z Fijałkowskiej. Pytanie, czy Na jagody mogą dzisiaj zafascynować współczesne dziatki – zostawiam bez odpowiedzi. Myślę, że dużo zależy od nas, rodziców. Czy podsuniemy tę książkę, czy znajdziemy czas, by o niej porozmawiać. Nie jest to lektura łatwa – jest w niej wiele archaizmów, zwrotów,  które wyszły dawno z użycia.

Grzegorz Leszczyński, historyk literatury dziecięcej, kiedyś w wywiadzie dla Polityki powiedział:

Naturalną selekcją jest czas. Niektóre książki są dziś dla małego czytelnika zupełnie obce. Niestety, z kanonu wypadają także rzeczy ważne. A tradycja jest czymś niesłychanie istotnym w literaturze dziecięcej. Dziecko powinno mieć kontakt z dawnym językiem, dawnym sposobem myślenia. W ten sposób poszerza się jego sfera doświadczeń. Potem, gdy idzie do szkoły i ma przeczytać choćby fragment „Pana Tadeusza", nie ma bariery językowej. Ale, co ważniejsze, dawne utwory są znakami łączności pokoleń. Zwłaszcza baśnie. Dziecko obcuje w ten sposób z mądrością nie jednego pisarza, ale zbieraną przez wieki. Oczywiście, to duży błąd, jeśli podsuwamy dziecku wyłącznie książki z własnego dzieciństwa, bo ono żyje w świecie innych problemów.

Może to jest odpowiedzią na powyższe pytanie. Kiedyś słyszałam jak moja koleżanka – polonistka opowiadała o uczniu, który stwierdził, że w Panu Tadeuszu najbardziej podobał mu się Koncert … Natenczasa Wojskiego.

Myślę, że treść jest raczej powszechnie znana, a więc w telegraficznym skrócie: Mały Janek wybiera się do lasu, by nazbierać dla mamy jagód. A tam czekają go nowe znajomości i przygody, o których się chłopcu nawet nie śniło.

Bardzo byłam ciekawa tej książki po latach. I odbioru przez dzieci, które wysłuchały (!) i miały mnóstwo pytań. Bardzo lubimy prace Olgi Reszelskiej. Tutaj odświeżyły stary tekst: mały Janek w zawadiackim kapelusiku, jagodowe dzieci w bandanach w groszki. I przyroda – świetnie wypadły motywy leśnych drzew, krzewów, grzybów. Może się skusicie – książka jest bardzo ładnie wydana, a cena – ho ho – baaaardzo atrakcyjna:)

 

Wydawnictwo Zysk i S-ka

 



czwartek, 01 listopada 2012
Czarne życie - Amanda Eriksson

Czerń, jako symbol smutku, żałoby, końca czegoś ważnego, beznadziei, obok panoszących się wszędzie kolorów różowego i niebieskiego, także znajduje swoje miejsce w dziecięcym pokoju.

Czasem, wbrew naszej rodzicielskiej woli, u dzieci pojawiają się pytania dotykające śmierci. Niejeden z dorosłych ucieka od tego tematu: ma być przyjemnie, wesoło, łatwo, a dzieciom trzeba oszczędzić traumatycznych przeżyć. Bo śmierć jest trudna. Niewygodna. Brzydka. Nie pasuje do współczesnego życia, w którym panują kult młodości, zdrowia i piękna, bombardujące nas z telewizora, czasopism i ulicznych bilbordów. A jednak sama śmierć budzi ciekawość najmłodszych, rodzi obawy i łzy, niekiedy nie pozwala zasnąć. Gdy nie mamy pomysłu na to, jak pomóc ją im oswoić, warto sięgnąć po „Czarne życie”. Na pewno pozwoli zrozumieć, że śmierć i odejście bliskich są nieodłączną częścią egzystencji ludzi i zwierząt – przecież kiedyś kończy się ich czas…

Cała recenzja książki ukazała się na stronie Xiegarnia.pl



poniedziałek, 29 października 2012
Jestem miasto. Warszawa - il. Marianna Oklejak/ tekst Aleksandra Szkoda

 

Gdyby ktoś powiedział mi, że w jedno popołudnie mogę z grubsza opowiedzieć dzieciom historię Polski, i że wciągnie ona tak bardzo najmłodszych, że pytaniom nie będzie końca, nie uwierzyłabym. Tymczasem  książka Marianny Oklejak i Aleksandry Szkody to świetny pretekst do rozmów – nie tylko o Warszawie. Oczywiście – historia jak najbardziej w pigułce, i na miarę dziecka. Ale tematyka i zainteresowania, wierzcie mi, samych nas (mnie i męża) wprawiły w wielkie zdumienie, w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Książka przedstawia dzieje grodu nad Wisłą w różnych epokach: od praczasów, przez Polskę szlachecką, lata rozbiorów i epokę napoleońską, dwudziestolecie międzywojenne, II wojnę światową z punktem ciężkości na powstanie (jakżeby inaczej), komunizm, stan wojenny, aż po Warszawę współczesną. Tekstu tu niewiele, zaledwie gdzieniegdzie, jako krótki komentarz do wydarzeń, osób i miejsc. To dzięki ilustracjom najmłodsi mają okazję przenieść się w czasie: a poznają historię powstawania miasta – od słowiańskiego grodu po wielką aglomerację, w której mieszka ponad milion mieszkańców. W tle życie codzienne Słowian, krzewienie wiary chrześcijańskiej, pogańskie wierzenia naszych przodków, baśnie i legendy, wolna elekcja, osadnicy z innych krajów, ich wkład w rozwój życia stolicy, Szwedzi u bram miasta, polowania, biesiady szlachty polskiej, obiady czwartkowe króla Stasia, pojedynki, pierwsze samochody na ulicach, przerażenie zdziwionych warszawiaków, walki, odbudowa z ruin – długo by opowiadać. Jakże wiele można poznać z historii Powstania Warszawskiego, komunizmu albo stanu wojennego. I choć na stronie zatytułowanej: Budujemy nowy dom śmieszą wszechobecni agenci bezpieki w kapeluszach i charakterystycznych płaszczach, trzeba koniecznie opowiedzieć o tamtych czasach – trudnych, bolesnych. Podobnie na stronie o latach 1981-1983: czołgi, żołnierze ogrzewający zmarznięte dłonie przy koksownikach i długaśne kolejki. Nie brak tu symboli, nie brak nawiązania do codziennego życia, historii powszechnie znanych: jest tu chociażby słynna scena z fotografii Chrisa Niedenthala: Kino Moskwa, czas Apokalipsy.

Książka ma różnorodną kolorystykę: czasy Słowian to przewaga zieleni: wszędzie pełno było puszcz i ciemnych borów. Czasy szlachty – to złoto – wiadomo złota wolność szlachecka. Jak łatwo dzieci kojarzą lata rozbiorów: nad miastem Marianna Oklejak namalowała ciemne chmury, które zwiastują wielka dziejową zawieruchę. Czasy komunizmu – to róż i czerwień, stan wojenny: szarości i sto odcieni bieli. Warszawa współczesna to z kolei już feeria kolorów.

Pierwszego dnia, po długim popołudniu spędzonym nad lekturą, gdy dzieci były już w łóżkach, mój 5-letni syn zapytał:

-Mamo, a Rosjanie to dlaczego najpierw tyle nam zburzyli, nie pomogli powstańcom, a potem w prezencie wybudowali Pałac Kultury.

I bądź tu człowieku mądry:) I co ja mam dziecku powiedzieć? Historia jest tak zawikłana, tak czasem trudna, a przecież przez to tak bardzo fascynująca. Jestem pewna, że akurat ta lektura, w niejednym maluchu obudzi śpiącego niedźwiedzia: przyszłego historyka albo podróżnika.

Książka do czytania z rodzicami, którzy pomogą zrozumieć wiele aspektów poruszonych na kartach. Dla mnie był to bodziec do szukania odpowiedzi na niektóre z pytań – przyznaję, musiałam posiłkować się czasem Internetem. Ale miałam przy tym wielką frajdę, czego i Wam życzę.

 

Wiek 5+

Wydawnictwo Czuły Barbarzyńca

 



czwartek, 25 października 2012
Pan Brumm wybiera się na wycieczkę - Daniel Napp

 

Fani Pana Brumma nie będą zawiedzeni. Sympatyczny miś realizuje konsekwentnie swój program. A tak się składa, że w środy zawsze wybiera się na wycieczkę. Razem z Borsukiem i Kaszalotem obierają sobie za cel – góry. Ci, którzy znają tych bohaterów, wiedzą, że z nimi na pewno nudzić się nie można. Ja dodam ze swej strony, patrząc na reakcje moich dzieci, że to chyba jedna z najśmieszniejszych części całej serii. Sam widok objuczonego Pana Brumma olbrzymim plecakiem, w malutkiej uszatce na poczciwym niedźwiedzim łbie, wywołuje sympatyczne reakcje. Albo wytrzeszczone oczy Borsuka, który ugina się z kolei pod ciężarem swojego bagażu. I mnóstwo innych śmiesznych sytuacji – zamieszanie z mapą, namiotem, albo właściwie jego brakiem, zawartość Brummowego plecaka, wspinaczka Borsuka po pionowej ścianie, czy śniadanie dla Ryjka. Czeka Was spora dawka humoru, jak zwykle świetne wielkie ilustracje oraz duże litery, które nadają się dla początkujących czytelników.

Na błędach gapowatego misia można się wielu rzeczy nauczyć: co należy tak naprawdę wziąć z sobą na wycieczkę, jak się pakuje plecak, jak właściwie należy zachowywać się w górach – no i czy wypada przywłaszczyć sobie czyjś koszyk z drugim śniadaniem. Napp unika moralizowania – Miś bierze świat takim, jakim jest. Wszystko przyjmuje z pokorą, stara się mimo wszystko wyjść cało z opresji. Wnioski dla siebie i naukę na przyszłość - czytelnik wyciąga zawsze sam.

 

Wiek 4+

Wydawnictwo Bona



niedziela, 21 października 2012
Mikołajek. Kalendarz 2013

Mam ochotę podwędzić mojemu dziecku kalendarz. Ten leży sobie na Tomkowym biurku w tzw. żółtym pokoju (do nauki). Zaglądam często, póki mogę – jeszcze nie jest zapełniony zapiskami siedmiolatka. Według planów Tomka w kalendarzu będzie się działo: notatki, rysunki, relacje z najważniejszych wydarzeń i naniesione daty urodzin i imienin całej naszej rodziny. Na miarę pierwszoklasisty. A wracając do kalendarza – ten niechybnie łączy pokolenia. Bowiem w najnowszym kalendarzu na rok 2013 znajdzie coś dla siebie i rodzic i pociecha. Rodzic, który sam przed laty czytał Mikołajka, albo słuchał go w Radio Dzieciom w interpretacji Ireny Kwiatkowskiej. Myślę, że w moich wspomnieniach nie jestem odosobniona. Zresztą – dwa tygodnie temu w warszawskim metrze widziałam baaaaaardzo poważnego pana,  który z torby wyjął  kalendarz Mikołajka na 2012:)))

Kalendarz został solidnie wydany – przypomina książkę, w bordowej eleganckiej obwolucie. W środku to, co każdy kalendarz zazwyczaj zawiera: mapa Polski, najważniejsze numery telefonów, skrócone kalendarze na rok 2012 i 2014 (za dwa lata: 6 stycznia – przypada w poniedziałek, 1 i 3 maja – w czwartek i sobotę, 15 sierpnia – w piątek,  a 11 listopada – we wtorek:)). Każda strona to kolejne trzy dni roku. Jednak nie liczcie na to, że znajdziecie w nim informację, kiedy dziadek Staś obchodzi imieniny. Są tu: Ondraszek, Kirył, Tekla, Platon,  Gizela. I kiedy czytaliśmy te wszystkie imiona i śmialiśmy się w najlepsze – nagle znaleźliśmy … moje imię. Kurczę blade – mam też ma śmieszne imię – o czym, przyznaję, do tej pory nie miałam pojęcia. Na szczęście rzeczy oczywiste nie zajmują dużo miejsca. Najwięcej jest tu …. Mikołajka: wybrane teksty, mnóstwo miniaturowych rysunków, które poprawią humor, gdy wstanie się lewą nogą.  Na samym początku Mikołajek i jego banda – każdy z kolegów jest krótko scharakteryzowany: np. Alcest: To mój najlepszy kumpel, jest gruby i bez przerwy je. Albo Gotfryd: Ma strasznie bogatego tatę, który kupuje mu wszystko, co zechce. Na końcu kalendarza fotografie autorów tekstów i lustracji i miejsce na dodatkowe notatki. Taki kalendarz to fajna sprawa – nie tylko dla najmłodszych:)

Na półce moich dzieci stoi już Mikołajkowy kalendarz na rok 2011. Służył nam, rodzicom, do zapisywania ważnych wydarzeń z życia naszej 4-osobowej rodziny i śmiesznych powiedzonek dzieciarni. Często do niego sięgamy. I wierzcie mi, gdyby nie on, tyle umknęłoby naszej pamięci. Szkoda by było.....

 

Wiek  6 – 99 lat

Wydawnictwo Znak

sobota, 20 października 2012
Potwór - Grzegorz Kasdepke/ il. Piotr Socha

Każdy, kto posiada dzieci i samochód, mógłby popełnić kolejną książkę na temat wspólnego podróżowania.

-Właściwie, to dlaczego ja na to nie wpadłam? – pomruczałam pod nosem do siebie z lekkim wyrzutem, gdy skończyłam dzieciakom czytać książkę. Zresztą za chwilę pojawiły się uwagi:

Mama, a czy pamiętasz jak myśmy …. – dzieci tylko utwierdziły mnie w przekonaniu, że  w tematach, nastrojach i klimatach to dopiero mogłabym przebierać. Kto wie, może i w naszych wspomnieniach rodzinnych też jakiś podróżny potwór by się znalazł?

Pewnie, że pamiętam. A jakże. I zgrzytanie zębami – moje i mężowe - również. Bo jak tu wytrzymać kilka godzin w małym blaszanym pudełku w towarzystwie czterech osób. Wtedy to się dopiero dzieje, oj dzieje – co doskonale pokazuje historia opowiedziana w tej książce.

Sześcioletnia Zosia zasypia w czasie podróży w góry, a kiedy się budzi, jest pewna, że jej rodzina wraz z całym wakacyjnym kramem znalazła się w paszczy potwora. I tu zaczynają się zabawne perypetie, bowiem nikt z czteroosobowej rodziny nie rozumie zachowania dziewczynki, o co ta ma zresztą wielkie pretensje. I tak: brat jest niemiły, żeby nie użyć słowa: wstrętny. Mama dziecka nie rozumie. Tylko tata stara się zaprowadzić porządek i otacza córeczkę opieką. Rodzina przeżywa różne przygody: spotyka niedźwiedzia i lisa, a podczas burzy i rodzinnej kłótni, dziewczynka nagle opuszcza samochód i biegnie przed siebie smutna i rozczarowana. Potwór  to opowieść o dziecięcej fantazji i o tym, że w życiu raz jest lepiej raz gorzej. Rodzina może też rozczarować. O tym, że niekiedy mamy ochotę pobyć sami, że czasem robimy rzeczy głupie. Pewnie nawet po to, by zwrócić na siebie uwagę innych, by  poczuć się choć przez chwilę ważnym i kochanym. W tle nasze góry – trochę wiedzy o faunie i florze Tatr, o zachowaniu się podczas burzy i zasadach bezpieczeństwa.

Do tekstu świetnie pasują ilustracje Piotra Sochy – charakterystyczne, które znacie pewnie z auiobooka o Pippi i dzieciach z Bullerbyn, albo takich gier Jak: bim bom, Rancho, Mafia czy Loch Ness.

Uchwycił to coś tej całej historii – szczyptę humoru, ironii, przerażenia i potworności. Wszystko z  przymrużeniem oka – ale – i rodzinom – trochę – ku przestrodze.

 

Wiek 5+

Wydawnictwo Dwie Siostry, Tatrzański Park Narodowy