Zakładki:
Dla dzieci
Lubimy czytać:) Książki ustawiam na półkach według kategorii: półeczka maluchów, starszaków, 6-10, 10+, półeczka młodzieży i rodziców. Wszystko w tagach
Autorzy i ilustratorzy książek
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
O książkach dla dzieci
Szablon blogu
Tutaj piszę o książkach
Wydawnictwa, z którymi współpracuję
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli

Wpisy z tagiem: półeczka starszaków

środa, 09 listopada 2011
Czekoladki dla sąsiadki - Dorota Gellner/ il. Maciej Szymanowicz

Dorota Gellner dała nam do myślenia. Włożyła kij w mrowisko. To książka na dzisiejsze czasy, kiedy to zamykamy się w swoich czterech ścianach, nasze posiadłości gęsto otujowujemy (ponoć przypadłość polska), bronimy prywatności, chcemy pozostać anonimowi i broń Panie Boże - nie chcemy się spoufalać. Książka jest raczej w klimacie piosenki Alibabek sprzed lat, kiedy to jak Polska długa i szeroka, wyśpiewywały, jak to dobrze mieć sąsiada, w domyśle sąsiadkę. Autorka wie o Sąsiadce wiele, a jeszcze więcej o jej menażerii – kocie i pudlu. Szybko kołacze mi w głowie, czy ja aby wiem, jakie zwierzęta mają moje sąsiadki. Na swoje usprawiedliwienie mam tylko tyle, że mieszkam tu od niedawna i nie wiem na pewno, ale tylko: być może, przypuszczalnie…. Tymczasem zaglądamy do sąsiadki książkowej: ktoś wyjada jej czekoladki,  wykrada obiadek z rondla, właśnie otrzymuje w prezencie dwie papugi, przyszywa łatkę do sweterka sąsiada, zaprasza mamę na herbatkę, wydaje się za mąż. Oczywiście pojawiają się wszędzie dwie psoty: kocur w łatki i pudel, które dokazują tak, że wióry lecą. Takie rymowane podglądanie sąsiadki z żółtego bloku, z klatki, z mieszkania, z tego, od tych drzwi z kołatką. Historie zabawne, z puentą, rymowane. Sąsiadka Macieja Szymanowicza ma dużo wdzięku. Faktycznie nie można od niej oczu oderwać – trzeba wymościć sobie okno mięciutką poduchą, wyostrzyć wzrok i popatrzeć – ma w końcu tak ciekawy żywot. A swoją drogą – dobry to pomysł – czekoladki dla sąsiadki – na poznanie się, na lepsze kontakty, na uśmiech wiosną, pomoc przy węglu i przy koksie (!), na furę zmartwień i kłopotów.  Czekoladki mogą być początkiem naprawdę wartościowej i ciekawej (nie ciekawskiej) znajomości.

Książka nadaje się do nauki czytania – teksty długości w sam raz, duże litery, ciekawe, rymowane, zabawne. Nic tylko czytać.

 

Wiek 4+

Wydawnictwo Wilga



wtorek, 11 października 2011
Skrzaty - Wil Huygen/ il. Rien Poortvliet

Jeśli sądzicie, że skrzatów nie ma to….. się mylicie. Dowód? Przeczytajcie książkę Wila Huygena. Zaczynam naprawdę wierzyć w słowa Axela Munthe’a, który powiedział: „Ku mojemu zdumieniu doszły mnie słuchy, że podobno są ludzie, którzy nigdy nie widzieli skrzata. Jestem przekonany, że mają po prostu słaby wzrok." Zresztą nie tylko ja. Moje dzieci też baczniej obserwują rzeczywistość, bo a nuż gdzieś podczas spaceru wyskoczy zza drzewa skrzat leśny, w ogrodzie przestraszy nas skrzat ogrodowy, na wsi – wiejski, a w naszym domu – zwykły i najukochańszy, bardzo nam bliski – skrzat domowy. Autor potraktował skrzaty jako oczywistą oczywistość. Ich istnienie nie podlega dyskusji – skrzaty były, są i będą. Książka, która bardzo przypomina opracowania popularnonaukowe traktujące o pewnych istotach i zjawiskach, działa tak przekonująco na czytelniczą świadomość, że po lekturze nikt już nigdy nie powie, że skrzaty to zwykła bujda. Cóż ja piszę - toż to opasłe dzieło naukowe opisujące skrzaci ród w najdrobniejszych szczegółach. To wynik obserwacji, doświadczeń i dwudziestoletnich studiów nad tymi stworzeniami, których wzrost wynosi gdzieś ok. 15 cm. Ile waży dorosły skrzat, gdzie żyją – w Polsce i w Europie, czym charakteryzuje się ich strój, wygląd zewnętrzny,  jakie ślady zostawiają, jak wyglądają układ szkieletowy i mięśniowy, na co chorują, jakie rodzaje skrzatów występują i jak długo żyją? To tylko niektóre zagadnienia, które zostały tutaj potraktowane z niezwykłą powagą i wnikliwością. Autor wraz ilustratorem przedstawiają w szczegółach obrzędy: zaręczyny, ślub, skupiają się na wychowaniu dzieci – a trzeba dodać, że zawsze jest to parka bliźniąt; można zajrzeć do malutkiego domku, usytuowanego zawsze na osi północ – południe, pod korzeniami dębów lub buków, można śledzić jeden dzień z życia skrzatów – zajrzeć do łazienki, do garnka, skrzynki z narzędziami, apteczki. Uroku dodają legendy skrzacie i nuty i teksty piosenek.

Bardzo spodobała się nam ta książka – dzieci kartują, oglądają ilustracje, których jest tu całe mnóstwo. Mają niesamowitą frajdę przy rozdziale o dziwacznych stworzeniach – o trollach, koboldach, krasnoludach, elfach, nimfach. Mnie przy takich lekturach zawsze nachodzi jakaś nostalgia za tym, co było i co… nigdy nie wróci. Fajnie móc czytać taką książkę z dziećmi.  Niewątpliwym bohaterem drugoplanowym tych opowieści jest przyroda, wielki szacunek do niej. Została tu pięknie i wyraziście przedstawiona w realistycznych ilustracjach. Książka może oczarować – cieszę się, że znalazła się na naszej półce właśnie jesienią. Pasuje do długich wieczorów, mgieł za oknem, swego rodzaju tajemnicy, jaką niesie z sobą ta pora roku. Książka ma klimat, czaruje – jest pociechą dla tych, którzy lubią się zadziwić, zatrzymać, którzy kochają przyrodę i … skrzaty.

 

Wiek 5+

Wydawnictwo Bona

 

 

 



środa, 05 października 2011
Dar totemów. Baśnie indiańskie - Vladimir Hulpach/ il. Josef Kremlacek

Baśnie wpisują się doskonale w klimat długich jesiennych i zimowych wieczorów. Na dworze robi się szaro, dzieci szybko wskakują do łóżek – jest tak jakoś cicho, melancholijnie, nic tylko czytać baśnie – i dzieciom i sobie. Może baśnie indiańskie? Właśnie pojawiły się – w kolekcji baśni z całego świata, w charakterystycznym (prawie) kwadratowym formacie – grube, pięknie zilustrowane. Indianie fascynują. Świat, którego już nie ma. Te baśnie to prawdziwa skarbnica informacji na temat kultury indiańskiej. W końcu miały tłumaczyć świat: 32 dwa teksty zebrane w tym tomie, to zbiór baśni z różnych plemion. Pojawiają się Dakotowie, Irokezi, Szoszoni, Czejenowie, mniej znani Krikowie, Foksowie, Pieganie i inni. Opowiadają o tym skąd się wzięli na ziemi Indianie, jak to się stało, że otrzymali konie, dlaczego konie indiańskie były mniejsze od tych, które dosiadały blade twarze, jak wygląda przejście do Krainy Wiecznych Łowów, dlaczego Indianie mają czerwony kolor skóry. Przekazują mądrość Indian, mówią o związku człowieka z przyrodą, opiewają czyny indiańskich bohaterów. Podoba mi się w tym wydaniu egzotyka tych baśni. Jeśli czytaliście baśnie norweskie, niemieckie to na pewno uderzyło Was to, jak wiele motywów się powtarza, jak wiele można znaleźć również podobnych elementów w naszej rodzimej literaturze – tyle że trochę zmienionych, pod inną nazwą. Tymczasem wydanie indiańskie jest bardzo oryginalne.

Pisałam już – świat, którego nie ma. Dziś na ulicy dzieci nie bawią się w Indian. Mają swoich bohaterów i z nimi chcą się utożsamiać. Można chyba po cichu nawet powiedzieć – Sorry Winetou, ale coś się skończyło.  Książki takie jak ta pozwalają na poznanie tego innego świata. Pobudzają ciekawość, bo dzieci zaczynają pytać, chcą dowiedzieć się więcej. Może warto odświeżyć tematykę, która fascynowała naszych rodziców? Pamiętacie Dzieci z Bullerbyn? Tam chłopcy bez przerwy bawili się  w Indian. Ciekawym dodatkiem do książki jest mapa na okładce, na której zaznaczono miejsca zamieszkałe przez plemiona indiańskie, dalej słowniczek wyrazów mało znanych: mokasyny, piroga, potlacz, tragi, umiak, wamlum i Posłowie, gdzie rozwinięto informacje na temat samych baśni i terenów zamieszkałych przez Indian. Do tego świetne ilustracje czeskiego grafika – Josefa Kremlacka. Nawiązują do sztuki indiańskiej, są niebywale kolorowe, kipią od odważnych barw, cechuje je misterność. Mimo, że to baśnie Indian Ameryki Północnej, często ilustracje kojarzą się również ze sztuką Indian Ameryki Południowej. Ilustrator zwraca uwagę na szczegóły: precyzyjnie odtwarza elementy ozdób, ubrań, totemów. Zresztą zobaczcie sami….


 

Wiek 5+

Wydawnictwo Media Rodzina



wtorek, 04 października 2011
Marchewka z Groszkiem - Aleksandra Woldańska - Płocińska

Pojawienie się tej książki w naszym domu zbiegło się z dniami warzywnymi w przedszkolu. Dziś nawet w drodze do przedszkola przypomniało się nagle Tomkowi, że miał przynieść dwa okazy z wielkiej rodziny warzyw. W tył zwrot, pisk opon – i do najbliższego sklepu po ziemniaka i marchewkę. Gdybym wiedziała wcześniej – byłby może nawet oryginalny bakłażan, a tak…?

Ja - Tomek, potrzebujesz coś na jutro do przedszkola?

Tomek – Nieeeeeeee – Nic.

I masz babo placek. Nuuuudne te warzywa – stwierdziło moje starsze dziecko – Bo ile można opowiadać o tych marchewkach i burakach. Przecież ja to wszystko znam. Tak było jeszcze rano, a potem…. A potem okazało się, że temat warzywowy – jak z kolei mówi moje dziecko młodsze – wcale nie został wyczerpany i absolutnie nie jest nudny. Sama się wciągnęłam w tę historię – i pomruczałam pod nosem – noooo – dobry pomysł aby zachęcić do kupowania tego co nasze, swojskie, polskie.

Występują tu dwie grupy bohaterów. Najpierw nasze rodzime warzywa. Ot zwykły opiaszczony Burak, Ziemniak, Cebula, Koper, Sałata, Por, Szpinak itd. I druga grupa – to przybysze z dalekich krajów. Ach te nazwy, które od razu wywołują uśmiech na twarzy: Elpomidor, Kartoflak, Ogórras, Los Burakos, Kala de Fior. Zupełnie jak z filmu sensacyjnego. Zagraniczniaki są takie jakieś …. egzotyczne. Bo niby takie zwykłe: marchewka, pomidor, ogórek – ale za to większe, ładniejsze, świecą w ciemności, w wodzie nie toną, pachną czymś, co odstrasza nawet królika - największego pożeracza marchewek. W ich mniemaniu pestycydy pachną, a tam skąd przybyły, warzywa mieszkają  w …. szklanym domu. Dziecku starszemu szczęka opadła, bo teraz z tymi warzywami już wie, że tak naprawdę  nic nie wie – i nie wystarczy rozróżnić marchewkę od pietruszki. Warto uświadomić sobie – co się je i dlaczego? Książka doskonale wpisała się w temat ochrony środowiska, odżywiania, ekologii. Dzieci przy okazji poznają takie poważne wyrazy jak: pestycydy, wegetarianin, plantacja. Niewątpliwym bohaterem tej książki są ilustracje - pełne uroku, śmieszne, kolorowe. Świetnie wpisują się w klimat tej iście sensacyjnej historii, gdy pewnego dnia obok jednej z grządek pojawia się tajemniczy potwór i przybysze z daleka. Nie zdradzam za wiele. W każdym razie książka pokazuje, że nawet najbardziej zwyczajny temat jak … WARZYWA – może zostać potraktowany nietuzinkowo, z pomysłem, oryginalnie. A to udało się tutaj zarówno w sferze tekstu jak i ilustracji. 

I tak warzywa  z działki dziadka Stasia stały się bohaterem dnia – być może trochę brzydsze, mniejsze, czasem robaczywe, ale za to na pewno zdrowsze i ten smak…..

Książka chcąc nie chcąc wywołała wspomnienia – gdy studiowałam kilka lat temu, starsza pani – wykładowca z Niemiec, powiedziała, że takiej marchewki jak Polsce nie jadła nigdy w życiu, i że zawsze będzie tęsknić za tym smakiem. Obrazek drugi – kilka lat temu byłam świadkiem, jak młode dziewczę z Francji robiło w warzywniaku fotki buraczkom. Narobiła przy tym tyle wrzawy i harmidru – tyle tam było pełnego euforii świergotania i tirlirania, że człowiek aż uwierzyć nie mógł, że zwykły opiaszczony burak polski może choć na chwilę zosyać celebrytą. Może, może….. Dzięki książce Aleksandry Woldanskiej – Płocińskiej warzywa, nasze warzywa oczywiście, mają swoje pięć minut.  I niech tak będzie jeszcze długo, długo…

 

Wiek 5+

Wydawnictwo Czerwony Konik

 



niedziela, 25 września 2011
O wilku i siedmiu koźlątkach - Wilhelm i Jakub Grimm/ Ewa Poklewska - Koziełło

Takiej książki było nam trzeba. Kiedy kilka dni temu pracowałam na tyłach naszego ogrodu umówiłam się z moimi dziećmi, że nikomu nie otwierają drzwi, tylko w razie czego - wołają mnie. Oczywiście dzieci – solennie przyrzekły, że nigdy, przenigdy i absolutnie. W każdym razie, gdy w moich pracach ogrodowych przesunęłam się na teren przed domem, coś mnie podkusiło, by zrobić eksperyment. Nadusiłam dzwonek i….. zaraz usłyszałam tupot małych stópek, zgrzyt przekręcanego klucza, uśmiechnięte miny i zdziwione – Mama, to ty? Bez żadnego – Kto tam? Mama jest w ogrodzie. Nic z tych rzeczy. Mimo, że uczyliśmy i powtarzaliśmy. Nie mówiąc już o obiecanym poinformowaniu mnie. Słuch mam dobry i żadnego – Maaaaammmmaaaa! też nie było, a zapewniam, że moje dzieci potrafią wrzasnąć porządnie. I wtedy w domu pojawiło się nowe wydanie baśni Grimmów. Kiedyś czytaliśmy ją już – wtedy była tylko baśnią. Dziś nabrała innego znaczenia. Wielu pewnie ją zna – mama koza wychodzi z domu do lasu. Wcześniej ostrzega dzieci przed wilkiem. Małe siedem koźlątek przyrzeka nikomu nie otwierać drzwi. Wilk oczywiście robi wszystko, by dostać się do koźlej chatki – zjada kredę a jego chrapliwy głos staje się aksamitny. Każe oblepić sobie czarną łapę ciastem i poprószyć mąką, by przypominała łapę kozy. Oczywiście osiąga to, do czego dążył, pożera sześć z siedmiu koźląt. Nie muszę dodawać, że na końcu spotyka go zasłużona kara.

Żarty się skończyły. Bajka uświadomiła dzieciom, że za naszymi drzwiami też mógł być Wilk, taki w ludzkiej skórze. Dlatego te drzwi powinny zostać zamknięte. Czy podziałało? Dzieci kiwają głowami, że rozumieją, że już nigdy i przenigdy. Oczywiście kusi mnie, by za jakiś czas powtórzyć eksperyment.


 

Nowe wydanie pojawiło się w kolekcji Mistrzowie Klasyki Dziecięcej. Ósma część – jak zapowiada Wydawnictwo na swojej facbookowej stronie - zarazem ostatnie (niestety). Świetne, wierne tłumaczenie Elizy Pieciul – Karmińskiej, o którym głośno było kilka miesięcy temu z okazji wydania wszystkich baśni braci Grimm. W tych wydaniach pojedynczych wybranych baśni niewątpliwą gwiazdą za każdym razem są …. ilustracje. Jest ich wiele: i do baśni Andersena i do baśni Wilhelma i Jakuba. Baśnie Grimmów często są pomijane przy domowym czytaniu. Wielu znawców uważa, że niesłusznie. W części o siedmiu koźlątkach jest działanie, jest skutek, a kara dla wilka bolesna. Zło ląduje na dnie studni z brzuchem wypełnionym kamieniami. Ilustracje Ewy Poklewskiej – Koziełło nadają tej baśni lekkości. Malutkie frywolne kózki pomalowane żywymi kolorami. Jest ich pełno w  całej książce. Zło – zdecydowanie w ciemnych kolorach – czarne, granatowe, szare i bure. Dzieci od razu wyczuwają, że zaraz stanie się coś niedobrego – barwy przyjmują tu na siebie podobną rolę, jak muzyka w filmie. Przy czym wszystko jest potraktowane jakby ….z humorem. Nawet ten wilk nie taki znowu straszny, jak go malują. Zresztą sami zobaczcie. Do książki dołączona jest płyta z nagraniem baśni. Czyta oczywiście - Jerzy Stuhr - wyśmienicie oczywiście.


 

Wiek 4+

Wydawnictwo Media Rodzina

 



środa, 21 września 2011
Przygody Pippi - Astrid Lindgren/ il. Ingrid Vang - Nyman

Ta książka to doskonała lektura nie tylko dla dzieciaków. Hm….. Myślę, że dorośli wychowani na przygodach tej rezolutnej panienki z dwoma warkoczykami i za dużymi butami wiedzą, co mam na myśli. To powrót do dzieciństwa – i muszę przyznać, że fajne to uczucie, gdy podczas lektury obserwuję moje pociechy słuchające tych starych, zwariowanych, sprawdzonych i klasycznych tekstów szwedzkiej pisarki z otwartą buzią. Dla nich to żadna fikcja. Co to to nie. Ależ! Pippi naprawdę jest tak silna, że podnieść konia to dla niej pestka. Nie ma lęku wysokości – śmiga po dachu jak wiewiórka (w końcu też ruda). Jest bogata – ma torbę złotych monet (Mamo,  a gdzie jest nasza torba pełna pieniędzy? – To Mikołaj. No właśnie, gdzie jest?)  A scena z rekinem, kiedy mu grozi, że ten (tzn. rekin) ją jeszcze popamięta, gdy tylko będzie się jej naprzykrzał, wzbudziła tak wiele emocji i zachwytu, że opisać tego prostymi słowami nie zdołam. Pippi to bohaterka pełną … buzią. Pyskate toto, zdarza jej się mówić nieprawdę (coraz rzadziej – już o to starają się Annika i Tommi), lubi ryzyko, robić na przekór. Jednak ma wielkie serce – jak się przyjaźni to tak do końca – na dobre i złe. Pewnie, że włosy dęba stają jak się czyta o tym wszystkim – jaka zadziorna, niepokorna, samodzielna. Jednocześnie samotna, czasem bardzo refleksyjna  i wręcz filozoficznie nastawiona do świata. Czy wiecie, że gdy Astrid Lindgren wysyłała Pippi do wydawnictwa napisała: "W nadziei, że nie zaalarmujecie Urzędu Opieki Społecznej nad Nieletnimi". Bo koleje Pippi bywały różne. Dopiero przed kilku laty Pippi ukazała się po raz pierwszy we Francji w wersji nieocenzurowanej. Taki strach budziła w przemądrzałych dorosłych. Bo Pippi pokazuje, jacy jesteśmy my, dorośli – zadufani w sobie, wciśnięci w jakiś ciasny gorset konwenansów, zasad, dziwnych praw ustanowionych przez nas samych i tradycji. A gdzie wolność? Gdzie radość życia? Tego właśnie uczy nas Pippi. A że czasem kłamie? No cóż…. Każdemu się zdarza. I nie zamierzam gderać, ani narzekać na tę istotę, bo mi się zaraz od niej po nosie dostanie.

Przedstawiam Pippilottę Wiktualię Firandellę Złotomonettę Pończoszanke w trzech odsłonach – w jednym tomie: Pippi Pończoszanka, Pippi wchodzi na pokład i Pippi na Południowym Pacyfiku. Z genialnymi ilustracjami Ingrid Vang-Nyman. 312 stron doskonałej lektury. Dużo śmiechu, dużo zabawy. Dla całej rodziny.

Wiek 5+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia



niedziela, 18 września 2011
Wodnik Szuwarek i gwiazdy - Jaromir Kincl / il. Zdenek Smetana

Wodnika Szuwarka oglądałam jako bajkę na dobranoc wiele lat temu. Pewnie dlatego z sentymentem wracam do niego – tyle że teraz w wersji książkowej. Przesympatyczne stworzenie - całe zielone – w końcu to Wodnik, z charakterystycznym dużym nochalem i wielkimi uszami. I tak jak niezbyt chętnie serwuję moim dzieciom książki napisane do kreskówek – tym razem naprawdę miłe zaskoczenie – Wodnik to dobrze zrealizowany pomysł literacki, książkę czyta się wybornie, zupełnie jakby był tylko i wyłącznie tworem literackim – i to od zawsze. Ci, którzy czytali literaturę napisaną według filmu lub kreskówki – wiedzą o czym mówię. I nie tylko książki dla dzieci mam na myśli. W tym przypadku jestem zdania, że Wodnik się obroni. To zasługa Jaromira Kincla, który zgrabnie wszystko opisał i Zdenka Smetany – animatora i scenarzysty, który stworzył wizerunek Wodnika wiele lat temu (jest też ojcem Żwirka i Muchomorka).          

Szuwarek mieszka w stawie, ale nie takim zwykłym, jakich wiele. To Szmaragdowy Stawik, gdzie dzieje się bardzo wiele przedziwnych i magicznych rzeczy. Szuwarek ma dobre serce i pomaga wszystkim tym, którzy potrzebują pomocy. W tej części wszystko dzieje się na niebie – wśród gwiazd. Do krótkich baśniowych opowieści autorzy przemycili istotne informacje o tym, co dzieje się na niebie. Bohaterami tych opowieści są m.in. Gwiazdeczka Polarna, Wielki Wóz, Mały Wóz, znaki zodiaku, Droga mleczna, Księżyc, promienie Słońca. Gwiezdny Smok bawi się w kółko graniaste – czworokanciaste, Rak Wawrzyniec – porozumiewa się ze swoim gwiezdnym bratankiem Rakiem nadajnikiem międzyplanetarnym, a gwiazdy na niebie zapala co wieczór panienka Latarenka. Czeski humor (jakżeby inaczej), mądre przesłanie – że dobro zło zwycięża, ciekawe historie, w których dzieją się niesamowite rzeczy. W dodatku piękne ilustracje, zupełnie jakby ktoś bawił się stemplami z listków, traw, piór i mchu – czegoś takiego jeszcze nie widziałam.

 

Wiek 4+

Wydawnictwo Wilga



 

środa, 31 sierpnia 2011
Mam przyjaciela piłkarza - Andreas Hoffmann/ il. Jan Birck

Mam przyjaciela piłkarza to kolejna opowiastka z serii Mądra Mysz, która objaśnia dzieciom zawiłości tego świata. Do tej pory ukazało się 15 części tej serii prezentującej bogaty wachlarz najróżniejszych zawodów – od rolnika począwszy aż po kierowcę rajdowego czy ratownika medycznego skończywszy. Choć pewnie to nie koniec:)

Lusia i Kuba mają przyjaciela, który jest piłkarzem. Już to wystarczy, by usłyszeć ciche westchnienie małego czytelnika. Piłkarz - to jest przecież KTOŚ. Jest uwielbiany, otoczony wianuszkiem fanów i wielbicieli. Przyjaciel książkowych dzieciaków to prawdziwa gwiazda miejskiej drużyny – strzela gola za golem i jest baaaaardzo znany i popularny. Oprócz historii tej przyjaźni, dzieciaki poznają tajniki zawodu piłkarza – dbałość o formę i tężyznę, zdrowie, wyjazdy na mecze, zasady gry, atmosferę wśród kibiców podczas meczu, wywiady dla prasy. Przeżywają walkę o mistrzostwo, a tu emocji nie brakuje – jak podczas najprawdziwszego sportowego spotkania.  Faul, żółte i czerwone kartki, rzut wolny, remis, róg – to tylko kilka przykładów specyficznego słownictwa, jakie pojawia się w tej książce dla maluchów. Dzieci mogą same przekonać się co to znaczy być piłkarzem – poznają zwykły dzień pracy piłkarza, treningi, mecze. Mama Lusi i Kuby nie potrafi zrozumieć fenomenu tej całej piłkomanii. W związku z tym pewnego dnia wybiera się z dziećmi na stadion, by tam przekonać się, że piłka to całkiem fajna rzecz. Ta wizytacja stadionu przez mamę to okazja, by w prostych słowach wytłumaczyć z czym się je - tę całą piłkę nożną. Książka na pewno nie dla zaawansowanych miłośników kawałka skóry – lecz dla początkujących – tak jak książkowej mamy, której trzeba było dużo rzeczy wytłumaczyć.

Jest szansa, że każda mama po wspólnej lekturze ze swoimi dziećmi w końcu zrozumie, że futbol to najważniejsza z nieważnych spraw na świecie.

Wiek 5+

Wydawnictwo Media Rodzina



Podsłuchańce domowe:

Tato z synkiem starszym oglądają mecz naszej drużyny. Czasem patrzą przez palce, bo nie chcą wierzyć w to, co dzieje się na boisku. W pewnym momencie Tomek mówi:

-Tato, wiesz czemu oni tak słabo grają?

-No nie wiem – pada odpowiedź.

-Bo mnie tam jeszcze nie ma.

Tak więc wątpliwości rozwiane. Gdzieś za około piętnaście lat doczekamy się zawodnika w naszej drużynie narodowej, który jeszcze światu pokaże, co to znaczy polski futbol. Ole!



Dla mnie to jest faktycznie fenomen, którego nijak pojąć nie mogę……. Nawet chyba nie próbuję 

niedziela, 28 sierpnia 2011
Martynka. Najlepsze przygody - Gilbert Delahaye/ il. Marcel Marlier

Martynka ma swoich wielbicieli. Niektórzy zbierają wszystkie części całej kolekcji – a tych uzbierało się już całkiem sporo. Wśród miłośników z pewnością przeważają  dziewczynki. Bo Martynka to ich świat. Ale, chłopcy, jeśli tylko zechcą tu zajrzeć, znajdą też coś dla siebie.

Martynka jak każde szczęśliwe dziecko – brudzi się i nic a nic jej to nie przeszkadza, włazi w każdą dziurę, skacze po drzewach, łapie z dziadkiem dzikie króliki, jeździ na rowerze, idzie z frytką na spacer, nie boi się osła, jest naprawdę dzielna w szpitalu. Opowiada o pasji kuzynki – tańcu, odwiedza wesołe miasteczko, bawi się z rówieśnikami w teatr, biwakuje. W książce jest mnóstwo ilustracji – niektóre oddają klimat całej sceny, jak klatka po klatce w filmie. Wanda Chotomska opowiada prostym językiem poszczególne historie, tworzy dialogi. Właśnie opowiada – bowiem nie jest to tłumaczenie oryginału. Martynka, mimo że na kartach książki się nie starzeje – ma już swoje lata. Niektóre części pojawiły się w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych. Doskonale widać to w tytule Na biwaku. Klimat miasteczka, samochody, walizki, wreszcie dziecięca moda – marynarskie kołnierzyki przy bluzkach chłopców, falbaniaste sukienki dziewczynek – to czasy naszych rodziców. Albo drewniana balia w części pierwszej o małej fretce. Na żadnej z ilustracji nie ma – uwaga – telewizora (choć u sąsiadki – czarownicy jest zmywarka – i to całkiem nowoczesna:) Treść tych opowiadań – ciągle aktualna. Bo które dziecko nie lubi hasać na świeżym powietrzu, które nie lubi zwierząt, które nie odczuwa strachu przed nowym obcym miejscem? Martynka mimo wieku ma się dobrze i pewnie będzie tak jeszcze długo i długo. Pamiętam wydanie Martynki sprzed lat, które należy do mojej młodszej siostry.  A było to ho ho ho – dawno temu. Teraz ten sfatygowany egzemplarz służy kolejnemu pokoleniu i nadal się podoba.


Wiek 3+

Grupa Wydawnicza Publicat S.A.



czwartek, 25 sierpnia 2011
Wypożyczalnia babć - Maria Marjańska - Czernik/ il. Justyna Mahboob

Do pewnej wypożyczalni pełnej książek przyszedł pewnego dnia mały chłopiec. Jednak nie chciał książek. Chciał … wypożyczyć sobie babcię. Zdziwiona pani z Wypożyczalni obiecała coś w tym kierunku zrobić. A gdy się wieść o tym rozniosła – zjawili się też inni: Większy i Duży. Oni również chcieli mieć babcię. Autorka trafiła w sedno sprawy – dzieci tęsknią za babciami, dziadkami. Rodzice zalatani, zapracowani, zajęci tyloma sprawami, dla dzieci często nie mają ani czasu ani cierpliwości. Ale za to babcia …. hm – ta poczyta, pójdzie na plac zabaw i do parku, przytuli, opowie bajkę, coś pysznego ugotuje, wysłucha. I nigdy nie spojrzy nerwowo na zegarek. Historia kończy się happyendem, bo Jasna z Wypożyczalni spełni marzenia chłopców. Jak? Zajrzyjcie do tej cieniutkiej książeczki. Piękna historia o potrzebach małego dziecka, które najbardziej na świecie potrzebuje od kogoś CZAS-u – czyli cierpliwości, zachwytu, akceptacji i szacunku. Autorka podpowiada nam dorosłym, co zrobić, by dziecko było szczęśliwe. A taka babcia – jeżeli jej faktycznie nie ma, może być przecież w każdym z nas. 

Bardzo udana i mądra pozycja Marii Marjańskiej – Czernik ze świetnymi ilustracjami Justyny Mahboob.

A tak na marginesie – dla chcącego nic trudnego. W małym miasteczku niedaleko mojego miejsca zamieszkania studentki z Uniwersytetu Trzeciego Wieku postanowiły same założyć taką Wypożyczalnię babć. Nazwały to Babcinym pogotowiem. W miasteczku pojawiły się plakaty:

„Drogi rodzicu! – jeżeli musisz dłużej pozostać w pracy, masz pilny wyjazd, wizytę u lekarza, czekają na ciebie prace polowe – a nie masz komu powierzyć opieki nad dziećmi wieku przedszkolnym lub z klas I-III? Zadzwoń do nas!”.

To działa. Warto skorzystać z pomysłu:)

Wiek 5+

Wydawnictwo Stentor