Zakładki:
Dla dzieci
Lubimy czytać:) Książki ustawiam na półkach według kategorii: półeczka maluchów, starszaków, 6-10, 10+, półeczka młodzieży i rodziców. Wszystko w tagach
Autorzy i ilustratorzy książek
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
O książkach dla dzieci
Szablon blogu
Tutaj piszę o książkach
Wydawnictwa, z którymi współpracuję
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli

Wpisy z tagiem: półeczka starszaków

poniedziałek, 04 lutego 2013
Wyprawa na szklaną górę - Bajki Grajki

Wasze dzieci też tak mają – usłyszały kiedyś dawno temu jakąś książkę, bajkę z płyty - potem długo była cisza, a tu nagle znienacka – utwór przeżywa renesans? I nikt nie potrafi tego w racjonalny sposób wytłumaczyć. U nas tak było przez ostatnie dwa dni z Wyprawą na szklaną górę z serii Bajki Grajki. Zakupiona wieki temu, kiedy Tomek był małym fąflem. Odsłuchana kilka razy – również w tak zwanym międzyczasie, potem trochę zapomniana. Aż tu nagle…. zdobywanie szklanej góry w naszym domu miało miejsce tak często, smok odżywał na nowo, a dzieciarnia pod wieczór śpiewała większość piosenek z płyty (na pewno z płytą:). Są różne wersje baśni o szklanej górze – tutaj smok uwięził na niej królewnę, a z czterech stron świata przybywają śmiałkowie – odważne chłopaki, którym marzy się uwolnienie biednej królewskiej córy. A dokona tego … skromny kominiarczyk, który nie przechwala się, że jest najodważniejszy na świecie. Wręcz przeciwnie – czuje lęk – i bardzo chętnie uczy się od niani królewny piosenki na odwagę, kosztuje soku na wzmocnienie. Dla dzieci – ważne przesłanie, że każdy może być bohaterem i dokonywać niezwykłych czynów. Bajka muzyczna z 1981 roku w gwiazdorskiej obsadzie. Rewelacyjny Jan Kobuszewski jako Smok, Barbara Krafftówna – Niania i Stanisław Górka – Kominiarczyk.

Kocham wysokie tony Barbary Krafftówny – nie ma chyba drugiej tak bardzo charakterystycznej aktorki. Jej achy i ochy – są takie przekonujące. Z ciekawości – przy okazji korzystam z dobrodziejstw Internetu – sprawdziłam Kominiarczyka. Mało oglądam telewizję i nie od razu kojarzę daną osobę (Aktor gra Zbyszka w Plebanii). Tutaj Stanisław Górka zagrał Kominiarczyka świetnie  – od razu zdobył serca moich chłopaków. To właśnie magia słowa słuchanego, radia, różnych nagrań – można tak wiele rzeczy sobie wyobrazić. W bajce wiele się dzieje, koniec zaskakuje – bowiem kominiarczyk w ogóle nie dostał ręki królewny za jej uwolnienie. Musiał się zadowolić tym, że razem wracali do domu:)

Wiek 4+

Wydawnictwo Omedia



czwartek, 24 stycznia 2013
Poczytaj mi mamo. Księga trzecia

Na kolejną część Poczytaj mi mamo zawsze czekam z niecierpliwością. Bo to przede wszystkim książka dla mnie:))))) Jako wspomnienie z dzieciństwa. I bardzo się cieszę, że Wydawnictwo i księgarnie internetowe skąpią informacji na temat zawartości. Rzucają tylko suche (o! Przepraszam): Małgorzata Musierowicz, Ryszard Marek Groński, Krystyna Michałowska...., a ty człowieku cierp, gryź paznokcie i zastanawiaj się (a jakże!) co będzie teraz. Myślę, że nawet niekiedy podanie tytułu nie rozwiązuje problemu (o ile to faktycznie jest to jakiś problem). Tych książek było tyle, że nie sposób wszystkie zatrzymać tak długo w pamięci. Dopiero potem, kiedy otwiera się książkę, po plecach przechodzi przyjemny dreszcz: no tak: Przepraszam, smoku. Mniam. Katar żyrafy. Jasne. Jak mogłam zapomnieć. Choć nie ukrywam, że dużo w tej części nowego, co mogę odkrywać razem z moimi dziećmi. Fajnie - starsze dziecko garnie się samo do czytania. A te książki świetnie się nadają do rozgrzewki lekturowej.

Oczywiście, że nie utrzymam w tajemnicy, co w środku. Zatem ci, którzy lubią niespodzianki. niech niżej już nie czytają, a niezdecydowani –  dalej do przeglądu tytułów.


Maria Kowalewska: Sąsiedzi, il. Janina Krzemińska



Małgorzata Musierowicz: Boję się..., il. Wanda Orlińska

Tadeusz Kubiak: Warszawskim statkiem, il. Tomasz Borowski

Hanna Łochocka: Wyładunek z przeszkodami, il. Danuta Przymanowska - Rudzińska

Wiera Badalska: Muzyka na krzywej wieży, il. Bożena Truchanowska (na razie fotki brak)

Stanisława Domagalska: Kapeć, il. Edward Lutczyn

Stanisław Grabowski, Marek Nejman: O gadającym zegarze i maszynie do pisania wierszy, il. Maria Uszacka - Godlewska

Ryszard Marek Groński: Katar żyrafy, il. Maria Uszacka - Godlewska

Ryszard Marek Groński: Kameleon, il. Tomasz Borowski

Wiera Badalska: Przepraszam, smoku, il. Maria Uszacka - Godlewska

Razem 10 tytułów w jednej wielkiej księdze. Ładnie wydane, z mnóstwem ilustracji. Myślę, że nie trzeba przekonywać do przeczytania tej książki, a może lepiej - tych książeczek:)

Wiek 5+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

Król Liter (litery drukowane) - Eveline Hasler/ il. Christine Sormann

Król Liter może pomóc w zaprzyjaźnieniu się z literami. To wszak jego poddani. Maksymilian ciągle słyszy, że jego litery są niekształtne i takie brzydkie. Pewnego dnia chłopca nachodzi ogromna ochota, by napisać coś na murze. Soczystym, dojrzałym  kasztanem pisze swoje imię i nazwisko. Efekt końcowy robi na chłopcu duże wrażenie. Tyle że woźny jest innego zdania.  W nocy, we śnie pojawia się Król Liter wraz ze swoją świtą i chwali Maksa za wyjątkowo pięknie napisane litery. W szkole tymczasem czeka go kara za pomazanie muru. Król Liter i tym razem nie zostawia chłopca w kłopocie – jego litery i on sam odwiedzają klasę chłopca podczas nauki pisania. Poprzez zabawę, śmieszne wierszyki i ilustracje dzieci oswajają ten niełatwy temat. To pomieszanie baśniowości ze światem rzeczywistym, z doświadczeniami wielu współczesnych dzieci. Klasa Maksa może przecież równie dobrze być klasą mojego siedmioletniego syna. Książka powstała 20 lat temu – jednak temat jest wciąż aktualny, a Król Liter nadal kontynuuje swoją pokojową misję przyjaźni z literami – które chcąc nie chcąc, towarzyszą nam przez cale życie.

Pisanie nie jest rzeczą łatwą. Sama pamiętam moje zeszyty pierwszoklasistki zapełnione niekształtnymi literami. I to spojrzenie wychowawczyni, która mojej mamie tłumaczyła: Jak ja mogę dać jej (to znaczy mi) piątkę, jak ona (to znaczy: ja) ma TAKIE zeszyty, jak ona (to znaczy ja) TAK gryzmoli?  Ładnie starałam się pisać tylko na pierwszych stronach. Tylko wtedy nowy zeszyt był nowy, potem już był stary i się nie opłacało. Bo wcale nie było łatwo wstrzelić się akurat w tę, a nie inną linię. I na nic wszystkie dodatkowe laseczki i kółeczka za karę. Pisanie było koszmarem. Może dlatego od razu bardziej polubiłam słowo czytane, które odwdzięczyło mi się za to moje przywiązanie i lubienie niesamowitą podrożą do świata, z którego nie chciało się wracać do szarej rzeczywistości, gdzie czekał specjalny dodatkowy gnębiciel – czyli zeszyt do ćwiczeń w domu. Moje starsze dziecko kilka miesięcy temu rozpoczęło swoją przygodę z literami. Z różnym skutkiem. Raz są pochwały, czasami pani podkreśla na czerwono wszystkie wąsy, które wyjechały z linię. Ja się tym nie przejmuję. Wiem, że kiedyś zaskoczy i będzie dobrze. Rozumiem te bolączki. Jednym przychodzi łatwiej, innym trudniej. To może być bitwa, a w małej głowie mogą dziać się rzeczy niestworzone.

Książkę czytaliśmy wiele razy, ciągle do niej wracamy. Na pewno uzmysłowiła początkującemu uczniowi – że litery nie takie straszne, jak je malują. A zaprzyjaźnienie się z nimi może przynieść tylko same dobre rzeczy.

(w przygotowaniu Król Liter. Litery pisane)

Wydawnictwo ogłosiło konkurs plastyczny: Zostań Królem Liter. Jest jeszcze trochę czasu, by wziąć w nim udział (do 30.01.2013r.) Szczegóły tutaj - można wygrać właśnie tę książkę:)

A na stronie Rymsa - ciekawy wywiad z autorką:)


Wiek 5+

Wydawnictwo Hokus - Pokus



środa, 23 stycznia 2013
Kłopoty rodu Pożyczalskich - Mary Norton/ il. Emilia Dziubak

- A może Pożyczalscy mieszkają również w naszym domu? – usłyszałam po przeczytaniu pierwszego rozdziału. Przyznaję, że podobna myśl  nie opuszczała mnie, odkąd wyjaśniło się, kim są tytułowi bohaterowie. Nareszcie znalazłoby się racjonalne wytłumaczenie dla wszelkiego rodzaju niezrozumiałych i tajemniczych zniknięć. Coś było, leżało, stało, wisiało – wszyscy widzieliśmy – a na drugi dzień ani śladu po tym czymś. Rozpłynęło się, nie ma. Guzik od żakietu, broszka, kolczyk (ten od pary leży samotnie), kluczyk do skarbonki, igła wbita w poduszeczkę (została tylko nitka). A tu proszę, być może i pod naszą podłogą mieszkają maleńkie istoty, które żyją z pożyczania. Nie, nie – absolutnie nie z kradzieży. Nie nazywają tego tak. Ta jest wtedy, kiedy ktoś podwędzi im to, co oni najpierw sami pożyczyli od ludzi mieszkających na górze. Rodzina Pożyczalskich to Dominika, Strączek i ich córka Arietta. Żyją sobie w swoim świecie, siedzą na szpulkach od nici, ostrzem nożyczek od manicure obierają kartofle, czytają miniatury książek, w jakich lubowała się epoka królowej Wiktorii, robią swetry na szpilkach z czarnymi główkami. A najgorsza rzecz jaka może im się przydarzyć, to ta, że ktoś ze świata ludzi ich zobaczy. Oznacza to dla nich wielkie niebezpieczeństwo. Tymczasem Arietta zostaje zauważona przez chorowitego chłopca, który pomieszkuje u swojej ciotki na wsi – pomiędzy nimi zawiązuje się przyjaźń.



Proza Mary Norton ma specyficzny klimat. Jakże różni się od współczesnych powieści dla dzieci i młodzieży, w których autorzy często prześcigają się w wymyślaniu najbardziej wyszukanych scen, gagów, nieoczekiwanych zwrotów akcji. Żeby tylko czytelnik się nie znudził, żeby nie zwątpił i nie zarzucił książki w kąt. Takie lektury odzwierciedlają  tempo dzisiejszego życia. Czytelnik od najmłodszych lat konsumuje, a nie rozkoszuje się chwilą. Pędzi za czymś, a książki (niestety) często utwierdzają go w tym, że to jest jedyna właściwa droga. U Pożyczalskich jest czas na rozmowę, refleksję, na opis doznań wewnętrznych bohaterów: zachwyt, złość, strach, niepokój. 

Powieść działa na wyobraźnię. Bo czyż to nie wspaniała wiadomość, że pod podłogą zamiast wszelkiego rodzaju materiałów izolacyjnych, rur, drewna czy betonu może być mikro – świat, gdzie na kominku (ze starej prasy do wyciskania soku z jabłek) buzuje ogień, w maciupkich garnkach wielkości naparstka gotują się smakowite potrawy, a maleńkie istoty podsłuchują nasze rozmowy, w oczekiwaniu na nasz sen, by móc buszować po pomieszczeniach, wspinać się na firanki, wyrywać włosy ze starej wycieraczki do butów, w celu zrobienia szczotki do szorowania. Autorka wykorzystała zdolność dziecka do dostrzegania rzeczy niby niewidocznych, nieważnych, niepozornych  – dla dorosłych na pewno. Zwraca uwagę na szczegóły. To też nie przypadek, że to właśnie mały chłopiec zauważył Ariettę. Jego ciotka Zofia prowadzi ożywione rozmowy ze Strączkiem, jednak jest pewna, że to jakaś zjawa, która pojawia się po wypiciu kilku kieliszków madery. Tylko dziecko mogło dostąpić takiego zaszczytu. Dorośli nie widzący niczego więcej poza czubkiem własnego nosa, nie są zdolni do tego, odporni na wszystko, co baśniowe, fantastyczne i mitologiczne. Mary Norton koncentruje się na drobiazgach, które dorosły pewnie jak nic by rozdeptał swoim wielgachnym butem. Takiego malutkiego Pożyczalskiego również. 



A ilustracje? Są śliczne – delikatne, ulotne, zwiewne, poetyckie. Mnie zachwyciły elementy florystyczne – łąka pełna kwiatów, Arietta wkomponowana w dżunglę zielonych liści i owoców dzikiego wina. Wreszcie – wewnętrzna strona okładki i ornamenty roślinne na początku każdego z rozdziałów. Również ciemny świat pod podłogą rozświetlony grą światła z tęsknotą przedzierającego się przez wszystkie możliwe dziury, szpary i szczeliny.



Wiek 7+

Wydawnictwo Dwie Siostry

niedziela, 13 stycznia 2013
Najciekawsze mity greckie - Dimiter Inkiow/ il. Wilfried Gebhard

Kika tygodni temu w oczekiwaniu na wizytę do lekarza wywiązała się między mną a moim 5 – letnim synem taka rozmowa:

-Mama a Pięta Achillesa to jak się zrobiła u Achillesa?

No więc zaczęłam Mikołajowi opowiadać, jak to Achillesowa mama kąpała go jako niemowlę i nie zamoczyła tej pechowej pięty, i później ktoś go w nią trafił pod Troją i półbóg Achilles przez to zginął. Trafił go jakiś KTOŚ.

-A kto go trafił?– padło pytanie zadane bardziej w tonacji chęci uzupełnienia swojej wiedzy aniżeli sprawdzenia niewiedzy własnej matki. Nie spodziewałam się zasadzki. Po głowie zaczęły mi krążyć nazwiska tych wszystkich bohaterów dziesięcioletniej bitwy, ale przyznaję - strzelałam.

-Chybaaaa...... Hektor. Taaaa, to musiał być Hektor.

Na to moje dziecko z błyskiem w oku:

-Nie. Strzałę wystrzelił książę Parys, a pokierował do celu – bóg Apollo.

Takie są skutki czytania książek, w tym przypadku bardziej słuchania, bowiem od dłuższego czasu słychać z pokoju audiobook z Najpiękniejszymi mitami greckimi tego samego autora. Z ciekawości posłuchałam historii o wojnie trojańskiej, bo dziecko uparło się, by mu odpowiedzieć na pytanie, jaki interes miał Apollo w tym, by skierować tę strzałę akurat w feralną piętę Achillesa. Odpowiedzi nie było. Znaleźliśmy ją za to w kolejnym tomie mitów – w osobnym rozdziale.

Chciałabym zachęcić do zapoznania się mitami Inkiowa. Pisze je tak, że dzieciom na długo zapadają w pamięć. Mało tego, rodzą kolejne pytania – odpowiedzi szukamy w poważniejszych książkach, choćby to jak wyglądał Olimp oraz poszczególni bogowie i bohaterowie.

 

Najciekawsze mity greckie to inna książka niż Najpiękniejsze mity greckie. Niektóre zagadnienia są tutaj opowiedziane pokrótce raz jeszcze, raczej gwoli wprowadzenia, przypomnienia, dla tych, którzy mają tylko tę część mitów. Tak jest choćby z rozdziałem o powstaniu świata bogów, czy o radzie Olimpu. Razem 23 opowieści. To co przyciąga do nich dzieci – to prosty język i humor. Historie opowiedziane językiem dziecka, ale nie dziecinnie. A to spora różnica. W dodatku autor nie stroni od przaśnych zwrotów. Puryści językowi mogliby się do tego przyczepić, ale często te zwroty są swego rodzaju lekarstwem na strach, bo mitologia nie jest zagadnieniem łatwym do przekazu i zainteresowania tak małego czytelnika. Kiedy na przykład pojawia się śmierć – trzymetrowy Tanatos, kościotrup z czerwono-świecącymi oczami i ze srebrną kosa w ręku, padł na moje dziecko blady strach. Wystarczyło, że Syzyf (bo to po niego Tanatos przyszedł) wrzasnął na niego: „Nie widzisz, że jem śniadanie. Wynocha z mojego domu!”, strach odszedł. Tak więc ja ze zrozumieniem przyjmuję informację, że jeden bohater wymierza drugiemu kopka w wiadome miejsce. Humor językowy, sytuacyjny, jak również humor ilustracji na pewno mają tu określony cel. Niesprawiedliwa byłabym, gdybym skupiała się tylko na tym. Mity Inkiowa to solidnie skomponowane opowieści, świetnie rozbudowane dialogi, klimatyczne, klarownie przekazujące masę informacji o świecie bogów, herosów i potworów.

W tym wydaniu pojawiają się Demeter i Persefona, Posejdon, Nyks, Artemida, Eos, Hades, Midas, Semele i Dionizos, Ares i Afrodyta, Kadmos, Dedal i Ikar, Syzyf, Minotaur, Tezeusz i Ariadna.

Świetna książka, która może okazać się wstępem do Mitologii Parandowskiego czy Opowieści z Zaczarowanego Lasu Hawthorne'a. Jeżeli ktoś czyta dzieciom równolegle jeszcze Biblię – rodzą się arcyciekawe rozmowy filozoficzne, które mogą trwać godzinami. Pytaniom nie ma końca. Dorosły czasem może zostać wpuszczony w maliny, czego doświadczamy z mężem czasem na własnej skórze.

O "Najpiękniejszych mitach greckich" pisałam tutaj.

Wiek 5+

Wydawnictwo Media Rodzina

poniedziałek, 07 stycznia 2013
Zbój - Renata Piątkowska/ il. Mikołaj Kamler

Renata Piątkowska napisała książkę, obok której chyba żadne dziecko nie przejdzie obojętnie. Konie. Pewna urzekająca lektura poszła w odstawkę – nie zdradzę jaka, bowiem nie zasługuje absolutnie na to, aby spotkał ją taki czytelniczy ostracyzm. Jak tylko skończymy o koniach zaraz do tamtej – pokrzywdzonej, wrócimy. Tylko jak tu skończyć, gdy ciągle trzeba czytać na nowo te same historie, analizować, dyskutować o końskich zachowaniach (nie miałam do tej pory absolutnie o czymś takim pojęcia). No tak – moje dzieci dostały kota na punkcie koni. Zresztą w książce znajdziecie oryginalną historię o przyjaźni kota z koniem właśnie. Co można podarować koniowi na urodziny, komu Aleksander Wielki w dużej mierze zawdzięczał swoje sukcesy na polu bitwy, czy konie sportowe można namówić na żołnierską służbę, a może istnieją pigułki, które pomogą okiełznać najbardziej upartego i złośliwego konia, jak wyglądała praca konia w kopalni. Autorka do dziesięciu końskich opowieści przemyciła porządną wiedzę na temat tych zwierząt, ich zachowań, wymagań, pielęgnacji, dyscyplin sportowych, pożywienia, a także specyficzne słownictwo, jak choćby rozeta, maść czy parkur. Te opowieści bawią i wzruszają zarazem. I tu uwaga – na pewno wzrasta zainteresowanie tematem jazdy konnej (dzieciarnia będzie się domagała takowych kursów, choć to i tak nieźle – bowiem w najgorszym razie na listę tegorocznych prezentów pod choinkę może zostać wpisany właśnie koń. Prawdziwy.). Jeśli w kącie pokoju dziecięcego stoi zapomniany koń na biegunach – jestem pewna, że przeżyje renesans. Uwaga w przypadku – gdy koń jest jeden, a dzieci więcej. Przygotować się na kłótnie, krzyki, ustalanie czasu bujania i próby przekupstwa co sprytniejszych osobników (nie dajcie się nabrać na kostki cukru). No i tatowie niech ma się na baczności – a ściślej mówiąc – ich kręgosłupy. Z braku koni bujanych, dzieci chętnie przenoszą się na grzbiety ojców, co być może, a nawet na pewno fajne jest na początku, ale potem i kolana bolą, i kończyny mylą się to w kłusie to w galopie. Nic to – kto ma dzieciątko, ten ma świątko. Takie są obowiązki z racji bycia rodzicem i czytania lektury.

Książkę polecam. Bardzo ciekawym pomysłem ilustratorskim jest koń z numerem na dole każdej rozkładówki. Gdy się szybko kartkuje książkę, koń zaczyna galopować. Przy okazji można zahaczyć o temat animacji.

Konie Mikołaja Kamlera nie mają absolutnie nic z dumnej pozy koni z kossakowskich obrazów. Tutaj z przymrużeniem oka, rozdają na prawo i lewo końskie uśmiechy, budząc sympatię i ogromne zainteresowanie.


Wiek 5+

Wydawnictwo Literatura

 



piątek, 28 grudnia 2012
Bardzo ciekawe eksperymenty na cały rok - Ruth Gellersen/ Ulrich Velte

A pewnie że nasze dzieci są ciekawe wszystkiego. Codziennie zadają mnóstwo pytań. Ja tak mam, zwłaszcza z moim 5 - latkiem, który na gimnastyce korekcyjnej ma tyle pytań dotyczących sali, swojego ciała, przyrządów, zestawu ćwiczeń, że naprawdę nie ma czasu …. ćwiczyć. Taka książka jak ta, rozbudza jeszcze bardziej ciekawość świata, sprawia, że dzieci stają się mądrzejsze – i że chcą wiedzieć jeszcze więcej. Eksperymenty zostały tutaj podzielone na poszczególne cztery pory roku, są łatwe do wykonania (dla rodziców – bowiem ich udział w przypadku dzieci najmniejszych jest tu nieodzowny), często dotyczą życia codziennego, w prosty sposób tłumaczą zachodzące wokół dzieci zmiany w przyrodzie. Zostały też one sklasyfikowane pod kątem stopnia rozwoju i wieku dziecka – od początkujących, przez zaawansowanych do profesjonalistów.

A więc: wiosną dzieci farbują kwiaty, sprawdzają jak grube jest drzewo, wysiewają roślinki na wacie, wywołują deszcz (!), szukają tęczy w szklance z wodą, budują domek dla roślin, śledzą zapachy. Latem łapią energię ze słońca, hodują kwiaty w wannie, produkują bańki mydlane o różnych kształtach, przygotowują lody, obserwują jak światło działa na rośliny i jak kolorowe obrazki i materiały blakną od niego, budują wodną rakietę, testują działanie izolatora. Jesienią robią stemple z ziemniaków, rozpoznają kierunek wiatru, robią mandale z naturalnych materiałów, poznają tajniki kompostu, bawią się znów światłem, obserwują cienie. Zimą obserwują góry lodowe, ściągają gwiazdki z nieba, badają rosnące kamienie i zamarzniętą wodę, przygotowują kąpiel dla pomarańczy. Do wykonania tych eksperymentów potrzebne są składniki, przedmioty, które znajdą się w każdym domu. Każdy eksperyment został dokładnie opisany i zilustrowany. Najpierw lista składników, potem realizacja: krok po kroku. Na końcu krótkie podsumowanie.

Bardzo ciekawy sposób na spędzenie wolnego czasu.



Wiek 5+

Wydawnictwo Jedność





czwartek, 27 grudnia 2012
Baśnie polskie - praca zbiorowa

Książka zawiera 14 mniej lub bardziej znanych baśni polskich. Wśród nazwisk autorów: Maria Konopnicka, Gustaw Morcinek, Józef Ignacy Kraszewski, Jan Kasprowicz, Artur Oppman. Niektóre z tych baśni funkcjonowało w przeszłości jako odrębne książki. Pamiętam Księżniczkę Głogu i Jak to ze lnem było. Inne z kolei były zawarte w innych zbiorach: jak choćby Ptak Cezariusz w słynnej Czarodziejskiej Księdze. Tutaj wszystko zebrane w jednym tomie. I jak to ze zbiorem takich utworów bywa – jedne spodobają się pewnie bardziej, inne mniej. W każdym razie znajdzie się tu coś dla każdego – są księżniczki, są dzielni woje i rycerze. Z tego względu, że niektóre utwory trącą myszką – ich autorzy żyli w XIX i na początku XX wieku – na pewno napotkacie tu archaizmy – przyda się pomoc rodziców w objaśnianiu nieznanych słów, a pod tekstami znajdziecie wyjaśnienia niektórych wyrazów. Pod względem ilustracji to też praca zborowa. Autorami są Aneta Krella – Moch, Janina Dzikowska – Najder i Małgorzata Flis. Trudno tu wsadzać wszystkich do jednego wora; najmniej podobały mi się ilustracje do Księżniczki Głogu – nie lubię w książce dziecięcej przesłodzonych ilustracji, w których dominuje róż. Może to też wpływ świetnych ilustracji Julitty Karwowskiej – Wnuczak sprzed lat? Kto wie. Za to okładka od razu przykuła nasze oczy, podobnie jak tematyczne motywy u góry każdej kartki. Dla nas to cenna lektura – szczególnie dziś, gdy coraz częściej spotyka się książki (zwłaszcza bajki i baśnie) uproszczone, skrócone, napisane od nowa.

W książce znajdziecie:

Jak to ze lnem było – Maria Konopnicka

Czarna Księżna i dzwon - Gustaw Morcinek

O królewnie czarodziejce - Józef Ignacy Kraszewski

Ucieczka – Jan Kasprowicz

Szklana góra – Bronisława Ostrowska

O chciwym Macieju, kusym Niemczyku i zaklętych skarbach na zaklętej górze – Artur Oppman (Or-Ot)

O złym czarowniku i cudownej gęśli – Aleksander Szczęsny

O królowej Bałtyku – Lucjan Siemieński

O cudownym ptaku Cezariuszu – Janina Porazińska

Księżniczka Głogu – Władysła Ludwik Anczyc

Kwiat paproci - Józef Ignacy Kraszewski

Janosik – Zofia Urbanowska

Byś i Dyś – Adolf Dygasiński

Waligóra i Wyrwidąb – Kazimierz Władysław Wójcicki



Wiek 5+

Wydawnictwo Literatura

środa, 26 grudnia 2012
Ture Sventon w Sztokholmie - Åke Holmberg/ il. Anna Kołakowska

Przygotowania do świąt minęły nam w klimacie książek iście świątecznych – nastrojowych, religijnych i … nie tylko. Znalazł się też czas, by poczytać książkę detektywistyczną, która również pachnie świętami – ale nie kutią, barszczem – jak to u nas zwykle bywa – ale słodkim ryżem i pieczoną szynką. Bowiem rzecz rozgrywa się w zaśnieżonym Sztokholmie. Ale od początku. To właśnie w tym mieście, przy ulicy Królowej, mieszka praktykujący prywatny detektyw Ture Sventown – najlepszy w całej Szwecji, znany z tego, że już kilka razy udało mu się złapać niebezpiecznego przestępcę – Wilhelma Łasicę. Tyle że Łasica ma wielki talent do tego, by policji wymknąć się po cichutku, cichutku, tak że w kolejnym tomie serii trzeba znów ścigać go od nowa. Oczywiście ani czytelnicy, ani Ture, nie zakładają od razu, że przestępstw dopuścił się Wiluś – dopiero potem w akcji wychodzi, że znów pojawił się groźny Łasica. Seria o Sventonie to strzał w dziesiątkę – kryminał bez przemocy i strachów. Akcje Turego śmieszą, ale też trzymają w napięciu. Rozdział kończy się w najmniej oczekiwanym momencie – i chcąc nie chcąc trzeba zaczynać kolejny, bowiem nie można wysiedzieć spokojnie z emocji. A czegóż tu nie ma: napad na sklep jubilerski, zaszyfrowany sejf, Gang Platerowy, pościgi, szantaż, rabunek, łapanki, tajemnicze zniknięcia – i cała rzesza Mikołajów włóczących się po zaśnieżonych ulicach. Jedynie brakowało mi tu psysiów, które uwielbia detektyw, i które tak licznie występowały w dwóch wcześniejszych tomach. Może Ture na święta zmienił menu? O tym książka nie donosi.

Jeśli szukajcie dobrej lektury na kilka rodzinnych wieczorów – tę polecam jak najbardziej.

 

 

Do tej pory ukazały się:

Latający detektyw

Detektyw na pustyni

 

Wiek 5+

Wydawnictwo Dwie Siostry



wtorek, 18 grudnia 2012
Jak Szewczyk smoka pokonał - Anna Chachulska/ il. Piotr Socha

Smok wawelski zawsze robi na dzieciach ogromne wrażenie. Nawet w czasach bardzo wymyślnych gadżetów jest to gość i basta, i niechybnie zasłużył sobie na miano najbardziej znanej legendy krakowskiej. Podoba mi się wizja smoka Piotra Sochy – ilustratora Potwora i serii audiobooków Astrid Lindgren w wykonaniu Edyty Jungowskiej. Budzi respekt, (smok, nie Ilustrator – choć … kto wie...) i owszem, ale czy strach? Niekoniecznie. Socha wykorzystał znany powszechnie chwyt – czyli jak podejść dziecko, by je zainteresować tematem. No bo ile można mówić o tym całym smoku. Już tyle (nie zawsze dobrego) zostało powiedziane. Smok został wielokrotnie opiewany w literaturze, sztuce, pisał o nim nawet autor słynnej Europy – Norman Davies. Tu tymczasem jest po prostu inaczej, czyli bardzo śmiesznie. Przyczyniły się do tego dwa elementy: dobry współczesny tekst Anny Chachulskiej i charakterystyczne ilustracje. A to co je łączy – to …. humor. Książę Krak zgrzyta zębiskami na smocze występki – dzieciaki się śmieją. Rycerze padają jak muchy – reakcja taka sama. Smok chce schrupać owieczkę – falsyfikat – podobnież. Zresztą miny głównego (anty)bohatera, jego postura, zachowanie – wszystko to wywołuje tylko jedną reakcję. Ilustracje są niesamowite, robią wrażenie. Jest ich tu mnóstwo. Książka liczy 32 strony, na niemalże każdej rozkładówce - wielkie obrazy ilustracje - dziecięca smocza wizja, która pewnie i dorosłym przypadnie do gustu. Podoba nam się też motyw przeciwieństw. Zarówno na płaszczyźnie tekstu jak i lustracji. Dzieci w mig łapią, że małe też może być wielkie, a wielkie – małe. A bohaterem zostać może każdy – nawet niepozorny szewczyk, którego (też wielki) odźwierny Mikołaj na zamek wpuścić nie chciał.


Piotr Socha jest laureatem konkursu ilustratorskiego, którego organizatorem był Zamek Królewski na Wawelu. Książka ukazała się w serii Legendy wawelskie. Jeśli ktoś chce jeszcze odwiedzić to miejsce, niech wypatruje Alchemicznej Komnaty, która ma ukazać się wkrótce – tym razem z tekstem Magdaleny Skrabskiej i ilustracjami Pawła Pawlaka. I z pewnością nie tylko ja tak myślę - podobne działania to świetna promocja dla Zamku i dla całego miasta. Po takiej lekturze - do Krakowa nam się chce!


Wkrótce napiszę o Wawelu - zamku tajemnic.

 

Dziękuję Zamkowi Królewskiemu na Wawelu za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego.




Wiek 3+

Wydawca: Zamek Królewski na Wawelu