Zakładki:
Dla dzieci
Lubimy czytać:) Książki ustawiam na półkach według kategorii: półeczka maluchów, starszaków, 6-10, 10+, półeczka młodzieży i rodziców. Wszystko w tagach
Autorzy i ilustratorzy książek
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
O książkach dla dzieci
Szablon blogu
Tutaj piszę o książkach
Wydawnictwa, z którymi współpracuję
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli

Wpisy z tagiem: półeczka starszaków

poniedziałek, 29 października 2012
Jestem miasto. Warszawa - il. Marianna Oklejak/ tekst Aleksandra Szkoda

 

Gdyby ktoś powiedział mi, że w jedno popołudnie mogę z grubsza opowiedzieć dzieciom historię Polski, i że wciągnie ona tak bardzo najmłodszych, że pytaniom nie będzie końca, nie uwierzyłabym. Tymczasem  książka Marianny Oklejak i Aleksandry Szkody to świetny pretekst do rozmów – nie tylko o Warszawie. Oczywiście – historia jak najbardziej w pigułce, i na miarę dziecka. Ale tematyka i zainteresowania, wierzcie mi, samych nas (mnie i męża) wprawiły w wielkie zdumienie, w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Książka przedstawia dzieje grodu nad Wisłą w różnych epokach: od praczasów, przez Polskę szlachecką, lata rozbiorów i epokę napoleońską, dwudziestolecie międzywojenne, II wojnę światową z punktem ciężkości na powstanie (jakżeby inaczej), komunizm, stan wojenny, aż po Warszawę współczesną. Tekstu tu niewiele, zaledwie gdzieniegdzie, jako krótki komentarz do wydarzeń, osób i miejsc. To dzięki ilustracjom najmłodsi mają okazję przenieść się w czasie: a poznają historię powstawania miasta – od słowiańskiego grodu po wielką aglomerację, w której mieszka ponad milion mieszkańców. W tle życie codzienne Słowian, krzewienie wiary chrześcijańskiej, pogańskie wierzenia naszych przodków, baśnie i legendy, wolna elekcja, osadnicy z innych krajów, ich wkład w rozwój życia stolicy, Szwedzi u bram miasta, polowania, biesiady szlachty polskiej, obiady czwartkowe króla Stasia, pojedynki, pierwsze samochody na ulicach, przerażenie zdziwionych warszawiaków, walki, odbudowa z ruin – długo by opowiadać. Jakże wiele można poznać z historii Powstania Warszawskiego, komunizmu albo stanu wojennego. I choć na stronie zatytułowanej: Budujemy nowy dom śmieszą wszechobecni agenci bezpieki w kapeluszach i charakterystycznych płaszczach, trzeba koniecznie opowiedzieć o tamtych czasach – trudnych, bolesnych. Podobnie na stronie o latach 1981-1983: czołgi, żołnierze ogrzewający zmarznięte dłonie przy koksownikach i długaśne kolejki. Nie brak tu symboli, nie brak nawiązania do codziennego życia, historii powszechnie znanych: jest tu chociażby słynna scena z fotografii Chrisa Niedenthala: Kino Moskwa, czas Apokalipsy.

Książka ma różnorodną kolorystykę: czasy Słowian to przewaga zieleni: wszędzie pełno było puszcz i ciemnych borów. Czasy szlachty – to złoto – wiadomo złota wolność szlachecka. Jak łatwo dzieci kojarzą lata rozbiorów: nad miastem Marianna Oklejak namalowała ciemne chmury, które zwiastują wielka dziejową zawieruchę. Czasy komunizmu – to róż i czerwień, stan wojenny: szarości i sto odcieni bieli. Warszawa współczesna to z kolei już feeria kolorów.

Pierwszego dnia, po długim popołudniu spędzonym nad lekturą, gdy dzieci były już w łóżkach, mój 5-letni syn zapytał:

-Mamo, a Rosjanie to dlaczego najpierw tyle nam zburzyli, nie pomogli powstańcom, a potem w prezencie wybudowali Pałac Kultury.

I bądź tu człowieku mądry:) I co ja mam dziecku powiedzieć? Historia jest tak zawikłana, tak czasem trudna, a przecież przez to tak bardzo fascynująca. Jestem pewna, że akurat ta lektura, w niejednym maluchu obudzi śpiącego niedźwiedzia: przyszłego historyka albo podróżnika.

Książka do czytania z rodzicami, którzy pomogą zrozumieć wiele aspektów poruszonych na kartach. Dla mnie był to bodziec do szukania odpowiedzi na niektóre z pytań – przyznaję, musiałam posiłkować się czasem Internetem. Ale miałam przy tym wielką frajdę, czego i Wam życzę.

 

Wiek 5+

Wydawnictwo Czuły Barbarzyńca

 



czwartek, 25 października 2012
Pan Brumm wybiera się na wycieczkę - Daniel Napp

 

Fani Pana Brumma nie będą zawiedzeni. Sympatyczny miś realizuje konsekwentnie swój program. A tak się składa, że w środy zawsze wybiera się na wycieczkę. Razem z Borsukiem i Kaszalotem obierają sobie za cel – góry. Ci, którzy znają tych bohaterów, wiedzą, że z nimi na pewno nudzić się nie można. Ja dodam ze swej strony, patrząc na reakcje moich dzieci, że to chyba jedna z najśmieszniejszych części całej serii. Sam widok objuczonego Pana Brumma olbrzymim plecakiem, w malutkiej uszatce na poczciwym niedźwiedzim łbie, wywołuje sympatyczne reakcje. Albo wytrzeszczone oczy Borsuka, który ugina się z kolei pod ciężarem swojego bagażu. I mnóstwo innych śmiesznych sytuacji – zamieszanie z mapą, namiotem, albo właściwie jego brakiem, zawartość Brummowego plecaka, wspinaczka Borsuka po pionowej ścianie, czy śniadanie dla Ryjka. Czeka Was spora dawka humoru, jak zwykle świetne wielkie ilustracje oraz duże litery, które nadają się dla początkujących czytelników.

Na błędach gapowatego misia można się wielu rzeczy nauczyć: co należy tak naprawdę wziąć z sobą na wycieczkę, jak się pakuje plecak, jak właściwie należy zachowywać się w górach – no i czy wypada przywłaszczyć sobie czyjś koszyk z drugim śniadaniem. Napp unika moralizowania – Miś bierze świat takim, jakim jest. Wszystko przyjmuje z pokorą, stara się mimo wszystko wyjść cało z opresji. Wnioski dla siebie i naukę na przyszłość - czytelnik wyciąga zawsze sam.

 

Wiek 4+

Wydawnictwo Bona



niedziela, 21 października 2012
Mikołajek. Kalendarz 2013

Mam ochotę podwędzić mojemu dziecku kalendarz. Ten leży sobie na Tomkowym biurku w tzw. żółtym pokoju (do nauki). Zaglądam często, póki mogę – jeszcze nie jest zapełniony zapiskami siedmiolatka. Według planów Tomka w kalendarzu będzie się działo: notatki, rysunki, relacje z najważniejszych wydarzeń i naniesione daty urodzin i imienin całej naszej rodziny. Na miarę pierwszoklasisty. A wracając do kalendarza – ten niechybnie łączy pokolenia. Bowiem w najnowszym kalendarzu na rok 2013 znajdzie coś dla siebie i rodzic i pociecha. Rodzic, który sam przed laty czytał Mikołajka, albo słuchał go w Radio Dzieciom w interpretacji Ireny Kwiatkowskiej. Myślę, że w moich wspomnieniach nie jestem odosobniona. Zresztą – dwa tygodnie temu w warszawskim metrze widziałam baaaaaardzo poważnego pana,  który z torby wyjął  kalendarz Mikołajka na 2012:)))

Kalendarz został solidnie wydany – przypomina książkę, w bordowej eleganckiej obwolucie. W środku to, co każdy kalendarz zazwyczaj zawiera: mapa Polski, najważniejsze numery telefonów, skrócone kalendarze na rok 2012 i 2014 (za dwa lata: 6 stycznia – przypada w poniedziałek, 1 i 3 maja – w czwartek i sobotę, 15 sierpnia – w piątek,  a 11 listopada – we wtorek:)). Każda strona to kolejne trzy dni roku. Jednak nie liczcie na to, że znajdziecie w nim informację, kiedy dziadek Staś obchodzi imieniny. Są tu: Ondraszek, Kirył, Tekla, Platon,  Gizela. I kiedy czytaliśmy te wszystkie imiona i śmialiśmy się w najlepsze – nagle znaleźliśmy … moje imię. Kurczę blade – mam też ma śmieszne imię – o czym, przyznaję, do tej pory nie miałam pojęcia. Na szczęście rzeczy oczywiste nie zajmują dużo miejsca. Najwięcej jest tu …. Mikołajka: wybrane teksty, mnóstwo miniaturowych rysunków, które poprawią humor, gdy wstanie się lewą nogą.  Na samym początku Mikołajek i jego banda – każdy z kolegów jest krótko scharakteryzowany: np. Alcest: To mój najlepszy kumpel, jest gruby i bez przerwy je. Albo Gotfryd: Ma strasznie bogatego tatę, który kupuje mu wszystko, co zechce. Na końcu kalendarza fotografie autorów tekstów i lustracji i miejsce na dodatkowe notatki. Taki kalendarz to fajna sprawa – nie tylko dla najmłodszych:)

Na półce moich dzieci stoi już Mikołajkowy kalendarz na rok 2011. Służył nam, rodzicom, do zapisywania ważnych wydarzeń z życia naszej 4-osobowej rodziny i śmiesznych powiedzonek dzieciarni. Często do niego sięgamy. I wierzcie mi, gdyby nie on, tyle umknęłoby naszej pamięci. Szkoda by było.....

 

Wiek  6 – 99 lat

Wydawnictwo Znak

sobota, 20 października 2012
Potwór - Grzegorz Kasdepke/ il. Piotr Socha

Każdy, kto posiada dzieci i samochód, mógłby popełnić kolejną książkę na temat wspólnego podróżowania.

-Właściwie, to dlaczego ja na to nie wpadłam? – pomruczałam pod nosem do siebie z lekkim wyrzutem, gdy skończyłam dzieciakom czytać książkę. Zresztą za chwilę pojawiły się uwagi:

Mama, a czy pamiętasz jak myśmy …. – dzieci tylko utwierdziły mnie w przekonaniu, że  w tematach, nastrojach i klimatach to dopiero mogłabym przebierać. Kto wie, może i w naszych wspomnieniach rodzinnych też jakiś podróżny potwór by się znalazł?

Pewnie, że pamiętam. A jakże. I zgrzytanie zębami – moje i mężowe - również. Bo jak tu wytrzymać kilka godzin w małym blaszanym pudełku w towarzystwie czterech osób. Wtedy to się dopiero dzieje, oj dzieje – co doskonale pokazuje historia opowiedziana w tej książce.

Sześcioletnia Zosia zasypia w czasie podróży w góry, a kiedy się budzi, jest pewna, że jej rodzina wraz z całym wakacyjnym kramem znalazła się w paszczy potwora. I tu zaczynają się zabawne perypetie, bowiem nikt z czteroosobowej rodziny nie rozumie zachowania dziewczynki, o co ta ma zresztą wielkie pretensje. I tak: brat jest niemiły, żeby nie użyć słowa: wstrętny. Mama dziecka nie rozumie. Tylko tata stara się zaprowadzić porządek i otacza córeczkę opieką. Rodzina przeżywa różne przygody: spotyka niedźwiedzia i lisa, a podczas burzy i rodzinnej kłótni, dziewczynka nagle opuszcza samochód i biegnie przed siebie smutna i rozczarowana. Potwór  to opowieść o dziecięcej fantazji i o tym, że w życiu raz jest lepiej raz gorzej. Rodzina może też rozczarować. O tym, że niekiedy mamy ochotę pobyć sami, że czasem robimy rzeczy głupie. Pewnie nawet po to, by zwrócić na siebie uwagę innych, by  poczuć się choć przez chwilę ważnym i kochanym. W tle nasze góry – trochę wiedzy o faunie i florze Tatr, o zachowaniu się podczas burzy i zasadach bezpieczeństwa.

Do tekstu świetnie pasują ilustracje Piotra Sochy – charakterystyczne, które znacie pewnie z auiobooka o Pippi i dzieciach z Bullerbyn, albo takich gier Jak: bim bom, Rancho, Mafia czy Loch Ness.

Uchwycił to coś tej całej historii – szczyptę humoru, ironii, przerażenia i potworności. Wszystko z  przymrużeniem oka – ale – i rodzinom – trochę – ku przestrodze.

 

Wiek 5+

Wydawnictwo Dwie Siostry, Tatrzański Park Narodowy 



piątek, 19 października 2012
Mały Duszek Wierciuszek - Christine Nöstlinger / il. Franziska Biermann

Książkę połknęliśmy w try miga. Dziecko chore, więc była ku temu sposobność, by tak właśnie spędzić czas. A zdradzę z przyjemnością, że jak już zaczęliśmy czytać, nie mogliśmy się oderwać. Było dużo śmiechu, i choć od razu przeczuwaliśmy, że historia znajdzie swój szczęśliwy koniec, nic nie było oczywiste i pewne wydarzenia faktycznie nas zaskoczyły. Ale od początku: Joszi wszystkiego się boi, w przeciwieństwie do swojej młodszej siostry Mizi, która jest bardzo odważna i naprawdę nie lęka się niczego. W dodatku Joszi często przeklina, i na prośbę babci wymyślił  swoje wyrażenie, którego używa, kiedy jest bardzo zły. A brzmi ono tak: Duszek – śmierdziuszek – wierciuszek – pierdziuszek. Kiedy pewnego dnia chłopiec postanawia zrobić ducha, by przestraszyć siostrę, nieopatrznie wymawia swoje prywatne przekleństwo aż trzy razy pod rząd. To ożywia Duszka – Wierciuszka, a fakt ten całkowicie odmieni życie chłopca.

Świetnie napisana lektura, z dużą dawką humoru językowego i sytuacyjnego. Proszę się nie obawiać – duchy nie takie straszne jak je malują. Nikt nie uprawia tu żadnych tajemniczych seansów dla najmłodszych. Wydaje mi się, że lekturę można nawet potraktować jako antidotum na wszystkie strachy.

*Generalnie parodie opowieści o wampirach, podobnie jak zabawne adaptacje historii o diabłach i duchach, mają na celu zerwanie im maski trywialnej mitologizacji. Zadanie to wydaje się tym pilniejsze w sytuacji kiedy podaż okropności i grozy – ze strony takich mediów jak literatura, radio, film i telewizja – stale wzrasta i doprowadza do inflacji uczuć lęku wytrącających ich odbiorcę z równowagi. Odmitologizująca parodia może w znacznym stopniu przyczynić się do wyzwolenia świadomości dziecka od zagrażających jej bzdurnych chimer.

Pojawienie się Ducha w domu Josziego wprowadza niezły zamęt, ale zdecydowanie poprawia relacje między rodzeństwem

Bardzo mi się podobają ilustracje Franziski Biermann: Duszka – Wierciuszka przedstawiła w nietypowy sposób, zupełnie nie pasuje do klasycznych wizji innych twórców – duchów przedstawianych jako białe zjawy budzące grozę. Duszka Wierciuszka naprawdę nie trzeba się obawiać.

Dzięki książce moje dziecko lepiej zniosło kolejny dzień choroby – książka jest doskonałym lekarstwem na wszelkie zło i choroby. Ale o tym wiedzieliśmy już od dawna:)

 

* Winfried Freund, Współczesna niemiecka literatura dla dzieci i młodzieży, wyd. Inter Nationes Bonn 1987

 

Wiek 5+

Wydawnictwo EneDueRabe



niedziela, 07 października 2012
Przygody Małego Wodnika - Otfried Preussler/ il. Winnie Gebhardt

Pewnego dnia, kiedy Duży Wodnik wrócił do domu, żona oświadczyła mu: - Dziś musisz się zachowywać bardzo cicho: mamy tu teraz małego chłopczyka.

Tak zaczyna się kolejna powieść Otfrieda Preusslera, niemieckiego pisarza, którego znamy już z takich perełek jak: Malutka Czarownica, Mały Duszek i Rozbójnik Hotzenplotz. Wszystkie gorąco polecam – to wspaniała klasyczna lektura dla najmłodszych i nie tylko. Jest jeszcze Krabat – powieść dla młodzieży, która w Niemczech jest szkolną lekturą.  Mały Wodnik mieszka razem ze swoimi rodzicami w domku z trzciny na dnie Młyńskiego Stawu. Malec nie marnuje czasu i psoci że ho ho, zjeżdża na młyńskim kole, daje się we znaki młynarzowi i wędkarzowi, bawi się w najlepsze z różnymi stworzeniami wodnymi, obserwuje ludzi i nadziwić się nie może naszym ludzkim przyzwyczajeniom. Wodniczek wzrasta w świecie ślimaków, ryb, muszelek. Gdy wychodzi na powierzchnię, obserwuje stworzenia, które latają, biegają. Wesoła i przyjemna książka, ma swój klimat, pokazuje podwodny świat, uczy miłości do natury. Książka ma jeden minus – mianowicie - Wodniczek za swoje psoty dostaje pewnego razu od ojca Wodnika 25 razy w skórę - no cóż książka ma swoje lata - została napisana w 1956 roku. Kiedyś inaczej podchodzono do spraw wychowania.

Bardzo optymistyczna powieść o beztroskim dzieciństwie, o zabawach, które sprawiają, że ten etap w życiu na długo pozostaje w pamięci.

-Mamo, widzisz, chłopcy już tacy są – podsumowało moje starsze, prawie ośmioletnie, dziecko. Faktycznie, Mały Wodnik pomoże zrozumieć rodzicom naturę dzieci, zwłaszcza płci męskiej – dzikiej, ciekawej świata, nieokrzesanej, zbuntowanej.

Bardzo się cieszę, że w Polsce ukazało się wydanie z ilustracjami Winnie Gebhardt. Za naszą zachodnią granicą znana jest również stworzona przez nią postać Małej Czarownicy, która mieszka ze swoim krukiem w krzywym domku. Zwariowana kreska, czarno – biały świat – na pewno przypadną Wam do gustu.

Jako ciekawostkę powiem, że również Daniel Napp, którego kojarzycie zapewne z książkami o Panu Brummie, zmierzył się również z Przygodami Małego Wodnika. Kilka miesięcy temu w Niemczech miała premierę jego wizja podwodnego świata w powieści Preusslera.


 

Wiek 5+

Wydawnictwo Bona



czwartek, 04 października 2012
CZARY! - Charo Pita/ il. Madalena Matoso

Proste, zwyczajne, znane pewnie z doświadczenia, takie oczywiste – bo przecież innego zakończenia być nie mogło. No i ma jeszcze to …. COŚ. Takie historie są najlepsze, bo pisze je samo życie. Mały Oskar odwiedza ciotkę Elizę, mamę malutkiego fąfla. Ciocia wychodzi (w ważnej sprawie) i obiecuje ZA CHWILĘ wrócić. Tylko że ta chwila trwa i trwa, a niemowlak budzi się i płacze niemiłosiernie. Nie pomaga zabawianie przez Oskara. Może dziecko jest głodne? Pewnie tak… Ale takie maluchy nie jedzą ani sernika, ani marchewki, ani jajek, ani sardynek. Problem się rozwiązuje, kiedy ciocia wraca do domu i odpina bluzkę. No tak: to muszą być jakieś CZARY. Czary, które wywołają uśmiech u małych słuchaczy, chcących się pewnie dowiedzieć, jak to  z nimi było (i dlaczego tak dalej nie jest). W każdym razie przygotujcie się na: dużo śmiechu, miłe wspominki i masę pytań.

Zachwyciła mnie ta książka. Przede wszystkim ilustracje – wycinanki. Nietuzinkowa okładka – papierowy misz – masz, a jednak zorganizowany. Scena uliczna – chłopiec pchający wózek z niemowlakiem. Dodam – z niemowlakiem płaczącym, bo to ważne – zresztą dobrze widać – łzy się leją gęsto i rzęsiście. Scenografia jakby zrobiona naprędce – w tle pomięty szary papier, fragmenty kodów kreskowych. Ale to tylko złudzenie, całość starannie przemyślna i skomponowana. Całość sprawia wrażenie, jakby chłopiec faktycznie był w ruchu, i pędzi przed siebie w poszukiwaniu pomocy.

A może książka zachęci Was do wycinankowych zabaw z dziećmi? Kiedyś podpatrzyłam u znajomej takowe – i potem z moim malutkim synem wycinaliśmy co się dało. Zapewniam, że wyciąć można wszystko. Pamiętam erę papierowych panków w różnych autach, maszynach rolniczych, na pięknych rumakach. Dziecko bawiło się godzinami, a ja stałam się mistrzynią domowych wycinanek.

Na samym końcu książki – scena finałowa. Dzieci odnajdują wszystkie mamy karmiące swoje potomstwo. Uprzedzam – znaleźć łatwo, ale odpowiedzieć na tę lawinę pytań potem, to ci nie lada wyczyn.

 

Wiek 4+

Wydawnictwo Tako

 

 

 



środa, 03 października 2012
Baśnie włoskie - Italo Calvino/ il. Giuseppe Maria Mitelli

 

Sprostowanie:

Od Czułego Barbarzyńcy otrzymałam informację, że wydanie „Baśni włoskich”  z 1968 roku obejmowało tylko i wyłącznie jeden tom i zawierało wybór 50 z dwustu baśni. Moje skojarzenie wynikało pewnie stąd, że na wspomnianej Aukcji zostały wystawione trzy egzemplarze – za …. ponad 500 złotych, a nie trzy oddzielne tomy. Pani Monika Grunert z Wydawnictwa napisała również o planach związanych z "Baśniami włoskimi":

Nasza edycja trzytomowa jest pierwszym pełnym polskim wydaniem wszystkich dwustu baśni (w tomie I baśnie 1-65, w tomie II baśnie 66-135, w tomie III baśnie 136-200) ze wstępem i komentarzami Calvino. W naszej edycji wznowiliśmy znakomite przekłady Jerzego Popiela z wydania z 1968 roku, pozostałe 150 baśni zostało przetłumaczone po raz pierwszy.

Dziękuję za tę informację – proszę po mojej recenzji nie szukać trzytomowego wydania sprzed lat:)

 

A tu recenzja:



Na Baśnie włoskie Italo Calvino natrafiłam jakiś czas temu w sieci. Kiedy zobaczyłam cenę, aż przetarłam oczy. Kwota, jaką zażądano za trzytomowe wydanie z 1968 roku była fiu fiu – wysoka. Bardzo wysoka. Nadgryzione zębem czasu, z ilustracjami Wiesława Majchrzaka. Zaczęłam poszukiwania książek w bibliotece - na darmo. Pojawiła się nadzieja, że może kiedyś ktoś się ulituje nad miłośnikami książek i w końcu je wyda. Jeśli narobiłam apetytu takim wstępem – to mam w dalszej części dobrą wiadomość. Niedawno ukazał się pierwszy tom tamtych baśni, na nowo opowiedzianych, w nowej atrakcyjnej oprawie. I choć korci, by zajrzeć do książek sprzed lat, najnowsze wydanie od razu wpadło mi w oko. Wydane na papierze o wyraźnej fakturze, grube kartki w kremowym kolorze, wyraźna pogrubiana czcionka, z rycinami, których autorem jest Giuseppe Maria Mitelli, boloński artysta żyjący na przełomie XVII i XVIII wieku. Na 376 stronach aż 65 baśni – krótkich, zwięzłych, napisanych z wielką dbałością o formę i język, różnorodnych tematycznie, dla odbiorców w różnym wieku. Autor zebrał mnóstwo baśni z terenu całych Włoch. Wiele z nich żyło wcześniej tylko w przekazie ustnym, przekazywane z pokolenia na pokolenie. W swoich komentarzach Calvino na końcu książki wspomina baśniowych opowiadaczy: robotnika dniówkowego, wdowę, wieśniaczkę, chłopa. I tak jak to w baśniach bywa – wiele tu nowego, a jednocześnie odnosi się wrażenie, że coś jest już znajome, że coś już kiedyś gdzieś było. Wujek Wilk przypomina Czerwonego Kapturka a Giricoccola – Królewnę Śnieżkę. Sam autor wypowiada się na temat motywów baśniowych, które często powtarzają się w różnych krajach. Na przykład słynna baśń o żabie – oblubienicy ma ponoć w Europie aż 300 wersji. Tutaj oczywiście klimaty południowe – miejsca, potrawy, elementy krajobrazu, ubrania i czasem nawet … włoski temperament.

Baśnie czyta się z przyjemnością. Niektóre już dla małych dzieci, inne – czasem okrutne, czasem przesycone erotyzmem – dla starszego odbiorcy. Moje doświadczenie pokazuje, że z pewnych rzeczy się nie wyrasta. Odnosi się to jak najbardziej do baśni. Teraz czekamy z niecierpliwością na kolejny tom.

 

Wiek 5+

Wydawnictwo Czuły Barbarzyńca

czwartek, 20 września 2012
Bezpowrotna góra. Baśnie japońskie - il. Piotr Fąfrowicz

Szła nocą bajka przez pola i wsie
Przez zaklęty las
Smutno było jej i źle
Nawet jej przyjaciel księżyc zgasł
Wtem promyk świeczki
Na dróżkę padł
I piosenka hop z okienka
Za bajką w ślad

 

Początek będzie trochę przesłodzony i kiczowaty. Chciałam zacząć inaczej, jednak wspomnienia były silniejsze. Muszę przyznać, że gdy tylko dowiedziałam się o zamyśle wydania przez MR baśni japońskich, od razu gdzieś zapaliła się żaróweczka – oho – pamiętam, a jakże – słynne kreskówki, zaledwie kilkuminutowe, które przenosiły do cudownego świata baśni, do obcej kultury, tradycji. Wyprawa, na którą czekało się długo, bowiem PRL skąpił swoim dzieciom bajek w jakiejkolwiek postaci. I choć omawiane książkowe baśnie japońskie – niewiele mają wspólnego z tamtymi kreskówkami – dla mnie – tamto i to – jest jednością. Miłym wspomnieniem, do którego wracam, czytając dzieciom o świecie obcym, ale jakże przez to fascynującym. Kolejna baśniowa wyprawa do innego zakątka Ziemi, i znów – strzał w dziesiątkę. Nie będę rozpisywała się o wrażeniach najmłodszych potwierdzających zdanie mądrych tego świata, że dzieci potrzebują baśni. I że dorośli też dają się porwać ich urokowi i czarowi. Że tak naprawdę nic się nie zmieniło – nadal szukamy odpowiedzi na nurtujące nas pytania – dotyczące zagadnienia dobra i zła, sprawiedliwości, miłości, piękna, życia i śmieci. I że wiele z odpowiedzi znajdujemy właśnie w tych starych (jak się okazuje z Posłowia – również nowych) opowieściach, zaczerpniętych z przekazów ustnych, skrywających w  sobie mądrość pokoleń. Czy tego chcemy czy nie. Czy nam się to podoba czy nie. W baśniach japońskich bohaterami są i dzielni samurajowie i spracowani chłopi. I piękna Komenbuku, która do złudzenia przypomina Kopciuszka z naszego podwórka, i stara babcinka Akaza-banba nie bojąca się stawić czoła groźnej wiedźmie yamanba. Najważniejsze jest dobro, które zawsze zwycięża. I nie jest istotne, czy ktoś wywodzi się z bogatego pałacu, czy z biednej prostej chaty. Są smoki, diabły, demony, czarownice, gadające zwierzęta, duchy, prości ludzie i i mędrcy.

Baśnie to skarbnica wiedzy na temat innej kultury: stroje, obuwie, fryzury, malowanie zębów na czarno, nazwy potraw, szacunek okazywany osobom starszym, religia (tutaj co jakiś czas jest odniesienie do Buddy i buddyzmu), budowle, obyczaje. Przede wszystkim język – imiona, nazwy własne gór, rzek, miejscowości. Taka egzotyka też ma niemały wpływ na klimat czytania baśni.

W tym zbiorze znajdziecie 21 baśni, z pięknymi ilustracjami Piotra Fąfrowicza. Delikatne, wysublimowane akwarele na ryżowym papierze (?) Jedwabiu (?) Japonki na tych miniaturowych obrazach są bardzo prawdziwe – smukłe, z przeźroczystą cerą, subtelne, filigranowe. A krajobraz japoński – czasem surowy, zaledwie łyse szczyty jakiejś samotnej góry, to znów turkus rzeki, ogołocone z liści drzewo, kawałek obcego świata – reszta to już miejsce dla wyobraźni dziecka i dorosłego. Piękna książka - która leży często na moim nocnym stoliku. Do czytania i cieszenia oka pięknymi obrazami.

Mnie spodobało się zdanie tłumacza, Zbigniewa Kiersnowskiego, na temat czasu baśniowego. Uwaga: baśń może zdarzyć się wszędzie i w każdym momencie.

 

Czas mitów, baśni i legend, mimo że dzieją się „dawno, dawno temu”, nie jest bowiem czasem historycznym. Właściwie dzieją się one poza czasem – w innym wymiarze, który jest uniwersalny, i jakkolwiek paradoksalnie by to zabrzmiało – ponadczasowy, czego formalnym przejawem jest chociażby owa nieśmiertelna fraza, którą kończą się niektóre z nich – że oto bohaterowie „żyją szczęśliwie oboje po dziś dzień.”

 

Wiek 5+

Wydawnictwo Media Rodzina



wtorek, 18 września 2012
Maciupek i Maleńtas. Niezwykłe przygody w brzuchu mamy - Anna Janko/ il. Artur Gulewicz

Takiej książki jeszcze nie było. Bohaterami opowieści są bliźniaki: Maciupek i Maleńtas, którzy są … w brzuszku mamy. Trochę minie czasu, aż przyjdą na świat. Tymczasem słyszą, smakują, czują. Najpierw w swoim świecie, potem już w naszym, kiedy to nareszcie poznają osobiście swoich rodziców. Książka, która odpowie na wiele pytań nurtujących najmłodszych: skąd się w ogóle biorą dzieci. A jeśli te są już w maminym brzuszku, to czy słyszą, jak się do nich mówi? Czy mają katar? Czy jedzą? Myślą? A jeżeli jest dwójka dzidziusiów – to czy porozumiewają się z sobą?

Dla kogo ta książka? W pierwszej kolejności dla dzieci, które oczekują przyjścia na świat rodzeństwa. Dalej – dla dzieci ciekawych świata. I wreszcie dla rodziców – autorka poruszyła tu tak wiele różnych spraw związanych z fizjologią ludzkiego organizmu. Czasem trudno mówić o tym, co się tak naprawdę dzieje w brzuchu kobiety w ciąży. Tutaj wszystko zostało nazwane po imieniu – delikatnie, akurat, czasem z poczuciem humoru. Książka naprawdę podpowie zamotanym rodzicom, którzy czasem nie wiedzą, jak pewne sprawy wytłumaczyć najmłodszym. Nie ma tu tematów tabu. Autorka używa dziecięcych określeń, ale często nazywa rzeczy po imieniu, wprost, bez drogi na skróty.

Koniec książki daje do myślenia: czy to możliwe, byśmy jako dzieci pamiętali swoje narodziny? Spostrzeżenia autorki, jej wspomnienia stały się przyczyną powstania tej książki. To za sprawą dzieci Anny Janko, mamy w końcu lekturę dla dzieci, która traktuje o życiu przed narodzinami.

Bardzo fajnie wpisują się w tę książkę ilustracje Artura Gulewicza. Bardzo śmieszne, z fizjologicznymi szczegółami. Tak sobie myślę, że za czasów młodości mojej mamy taka książka wywołałby na pewno rewolucję. Kiedy to istniał wyraźny świat na damski i męski. Dziś cała otoczka, często pojawiające się w mediach tematy związane z ciążą i macierzyństwem, sprawiają, że takie książki są mile widziane, pożądane wręcz. Ja myślę, że warto podrzucić taką książkę też przyszłym tatom. Może sprawi, że panowie zaangażują się całym sercem w opiekę nad dzieckiem, które już jest, słyszy i czuje?

 

Wiek 5+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia