Zakładki:
Dla dzieci
Lubimy czytać:) Książki ustawiam na półkach według kategorii: półeczka maluchów, starszaków, 6-10, 10+, półeczka młodzieży i rodziców. Wszystko w tagach
Autorzy i ilustratorzy książek
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
O książkach dla dzieci
Szablon blogu
Tutaj piszę o książkach
Wydawnictwa, z którymi współpracuję
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli

Wpisy z tagiem: półeczka starszaków

środa, 26 grudnia 2012
Ture Sventon w Sztokholmie - Åke Holmberg/ il. Anna Kołakowska

Przygotowania do świąt minęły nam w klimacie książek iście świątecznych – nastrojowych, religijnych i … nie tylko. Znalazł się też czas, by poczytać książkę detektywistyczną, która również pachnie świętami – ale nie kutią, barszczem – jak to u nas zwykle bywa – ale słodkim ryżem i pieczoną szynką. Bowiem rzecz rozgrywa się w zaśnieżonym Sztokholmie. Ale od początku. To właśnie w tym mieście, przy ulicy Królowej, mieszka praktykujący prywatny detektyw Ture Sventown – najlepszy w całej Szwecji, znany z tego, że już kilka razy udało mu się złapać niebezpiecznego przestępcę – Wilhelma Łasicę. Tyle że Łasica ma wielki talent do tego, by policji wymknąć się po cichutku, cichutku, tak że w kolejnym tomie serii trzeba znów ścigać go od nowa. Oczywiście ani czytelnicy, ani Ture, nie zakładają od razu, że przestępstw dopuścił się Wiluś – dopiero potem w akcji wychodzi, że znów pojawił się groźny Łasica. Seria o Sventonie to strzał w dziesiątkę – kryminał bez przemocy i strachów. Akcje Turego śmieszą, ale też trzymają w napięciu. Rozdział kończy się w najmniej oczekiwanym momencie – i chcąc nie chcąc trzeba zaczynać kolejny, bowiem nie można wysiedzieć spokojnie z emocji. A czegóż tu nie ma: napad na sklep jubilerski, zaszyfrowany sejf, Gang Platerowy, pościgi, szantaż, rabunek, łapanki, tajemnicze zniknięcia – i cała rzesza Mikołajów włóczących się po zaśnieżonych ulicach. Jedynie brakowało mi tu psysiów, które uwielbia detektyw, i które tak licznie występowały w dwóch wcześniejszych tomach. Może Ture na święta zmienił menu? O tym książka nie donosi.

Jeśli szukajcie dobrej lektury na kilka rodzinnych wieczorów – tę polecam jak najbardziej.

 

 

Do tej pory ukazały się:

Latający detektyw

Detektyw na pustyni

 

Wiek 5+

Wydawnictwo Dwie Siostry



wtorek, 18 grudnia 2012
Jak Szewczyk smoka pokonał - Anna Chachulska/ il. Piotr Socha

Smok wawelski zawsze robi na dzieciach ogromne wrażenie. Nawet w czasach bardzo wymyślnych gadżetów jest to gość i basta, i niechybnie zasłużył sobie na miano najbardziej znanej legendy krakowskiej. Podoba mi się wizja smoka Piotra Sochy – ilustratora Potwora i serii audiobooków Astrid Lindgren w wykonaniu Edyty Jungowskiej. Budzi respekt, (smok, nie Ilustrator – choć … kto wie...) i owszem, ale czy strach? Niekoniecznie. Socha wykorzystał znany powszechnie chwyt – czyli jak podejść dziecko, by je zainteresować tematem. No bo ile można mówić o tym całym smoku. Już tyle (nie zawsze dobrego) zostało powiedziane. Smok został wielokrotnie opiewany w literaturze, sztuce, pisał o nim nawet autor słynnej Europy – Norman Davies. Tu tymczasem jest po prostu inaczej, czyli bardzo śmiesznie. Przyczyniły się do tego dwa elementy: dobry współczesny tekst Anny Chachulskiej i charakterystyczne ilustracje. A to co je łączy – to …. humor. Książę Krak zgrzyta zębiskami na smocze występki – dzieciaki się śmieją. Rycerze padają jak muchy – reakcja taka sama. Smok chce schrupać owieczkę – falsyfikat – podobnież. Zresztą miny głównego (anty)bohatera, jego postura, zachowanie – wszystko to wywołuje tylko jedną reakcję. Ilustracje są niesamowite, robią wrażenie. Jest ich tu mnóstwo. Książka liczy 32 strony, na niemalże każdej rozkładówce - wielkie obrazy ilustracje - dziecięca smocza wizja, która pewnie i dorosłym przypadnie do gustu. Podoba nam się też motyw przeciwieństw. Zarówno na płaszczyźnie tekstu jak i lustracji. Dzieci w mig łapią, że małe też może być wielkie, a wielkie – małe. A bohaterem zostać może każdy – nawet niepozorny szewczyk, którego (też wielki) odźwierny Mikołaj na zamek wpuścić nie chciał.


Piotr Socha jest laureatem konkursu ilustratorskiego, którego organizatorem był Zamek Królewski na Wawelu. Książka ukazała się w serii Legendy wawelskie. Jeśli ktoś chce jeszcze odwiedzić to miejsce, niech wypatruje Alchemicznej Komnaty, która ma ukazać się wkrótce – tym razem z tekstem Magdaleny Skrabskiej i ilustracjami Pawła Pawlaka. I z pewnością nie tylko ja tak myślę - podobne działania to świetna promocja dla Zamku i dla całego miasta. Po takiej lekturze - do Krakowa nam się chce!


Wkrótce napiszę o Wawelu - zamku tajemnic.

 

Dziękuję Zamkowi Królewskiemu na Wawelu za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego.




Wiek 3+

Wydawca: Zamek Królewski na Wawelu

poniedziałek, 17 grudnia 2012
Wojna liczb - Juan Darien

Książka jak najbardziej na ten czas. Kiedy w wiadomościach ciągle bombardują nas informacjami na temat konfliktów, wyścigów zbrojeń, nowych wojen. Pewnie, że można dzieci chronić przed taką wiedzą – nawet należy – ale – nie zawsze się to udaje. Książka na okres świąteczny – kiedy powinno zapomnieć się o wszystkich waśniach małego i większego kalibru. Dawniej ponoć zaniechano działań wojennych na czas świąt. Piękna tradycja – szkoda, że dziś zaniechana. Stąd naszą uwagę powinny przykuwać właśnie takie książki – o charakterze antywojennym, ku przestrodze, do wpajania dzieciom od najmłodszych lat, że wojna to coś okropnego. W relacjach z Palestyny i Izraela na pierwszym planie pokazano małego chłopca – w wieku mojego młodszego syna. Miał w ręku karabin i strzelał w niebo – obraz, którego się nie zapomina.


Juan Darién ukazał mechanizm wojny na przykładzie liczb. Otóż Jedynka czuje się gorsza od innych liczb. Spogląda na nie z nienawiścią – w końcu te są od niej większe. Owe kompleksy i problemy z własną jedynkową tożsamością przygotowują podatny grunt do przyjęcia z hurra – optymizmem wojennych haseł. Pewnego dnia w krainie liczb pojawia się Król Minus, który obiecuje Jedynce lepszą przyszłość i panowanie nad światem. W tym celu zostaje użyta tajna broń – znaki minus. Jedynki przystępują do bombardowania – odejmowania z takim zapałem, że wartość wszystkich liczb maleje do zera. Czy liczby poddadzą się tak łatwo? Czy znów zapanuje pokój?


Gdyby tak ominąć matematyczny świat, wszystkie te liczby i znaki matematyczne, dochodzimy do sedna wojny – która często ma swoje przyczyny właśnie w kompleksach, niskim poczuciu wartości, braku tolerancji i zrozumienia względem innych. Dzięki takiej książce można z dziećmi podjąć trudny wojenny temat – pokazać mechanizmy i skutki, szaleństwo i chęć zdobycia władzy. Można mówić o tolerancji względem inności i prawach do wolności, niewolnictwie. Skutkiem ubocznym tej lektury może być też większe zainteresowanie matematyką:) Ta książka to wielki manifest pacyfistyczny w obronie pokoju – niewiele takich książek na naszym rynku, stąd warto ją odnaleźć na bibliotecznych i księgarskich półkach.

W książce iście wojownicze nastroje – Jedynki w wyprostowanych pozach jak żołnierze, w przywdzianych hełmach. Ilustracje wykonane w technice kolażu zostały uhonorowane nagrodą w Konkursie CJ Picture Book Awards 2008.

(ilustracje ze strony Wydawcy)

Wiek 5+

Wydawnictwo Tako



środa, 12 grudnia 2012
Aisha i wąż. Baśnie arabskie - Iwona Taida Drózd/ il. Ufuk Kobas Smink

Baśnie z tego rejonu są mało znane. Niemniej jednak podczas lektury od czasu do czasu zaświeca się światełko – skądś to przecież znam. Tak jest na przykład z Córką rybaka, która od razu kojarzy się z naszym Kopciuszkiem. Potem w Posłowiu czytamy, jakoby właśnie m.in. z baśni arabskich czerpali inspirację europejscy baśniopisarze – m.in. Andersen.  To co szczególnie interesuje małych czytelników – to egzotyczny świat: inne nazwy potraw, ubrań, przedmiotów codziennego użytku. Elementami krajobrazu są meczet, minaret, pustynia i ocean. A wśród bohaterów pojawiają się szejk, maharadża, dżinn, mutałła, muezzin i beduini. Kobieta nie wnosi wiana, ale mahr. Udaje się na suk, a nie na targ. Maluje krawędzie oczu kohlem, a dłonie i stopy henną. Czy to inne nie jest fascynujące? A arabskie imiona, które kryją w sobie różne znaczenia? Kahalid – to sławny i wieczny, Afra – dająca szczęście, a tytułowa Aisha – ciesząca się pomyślnością i dostatkiem. A Bóg to Allach. I jak to zwykle w baśniach bywa – dobro bierze górę nad złem, miały one funkcję edukacyjną – pokazywały jak żyć, jak postępować, czym w życiu należy się kierować. Przekazywały tradycję – i zwyczajowe prawa i obowiązki. Uczyły szacunku do starszych, ich mądrości i doświadczenia. W odróżnieniu od baśni europejskich jeszcze blisko 100 lat temu, baśnie z Półwyspu Arabskiego żyły tylko w tradycji ustnej. Przekazywane z pokolenia na pokolenie, wzbogacane bądź skracane – w zależności od mówcy. To odkrycie ropy wywróciło świat do góry nogami na tych terenach. Autorka ciekawie wspomina o tym, jak plemiona kiedyś żyły głównie z transportu towarów, handlu oraz połowu pereł. Niech nie dziwi Was zatem duża ilość wody w tych baśniach – a także  perły i ryby i oczywiście pustynia. Autorka sama zebrała wszystkie baśnie – odwiedzała arabskie domy, słuchała jak opowiadają je babcie, dziadkowie, rodzice.


W książce są 24 baśnie. Na końcu – słowniczek z objaśnieniami niektórych wyrazów, znaczenie imion bohaterów, ciekawe Posłowie.


Powiem przekornie – czekałam na te baśnie. Dlaczego? Bo dobra książka może również łagodzić obyczaje. Zwłaszcza baśnie, które są nieocenionym dziedzictwem każdego narodu. W obecnych czasach, gdy z Bliskiego Wschodu nie nadchodzą zawsze dobre wieści, gdy słyszy się co rusz o zamachach terrorystycznych, wojnach, powstaniach, krzywdach wyrządzanych ludziom, zwłaszcza dzieciom, taka książka jest jak miód na serce. Bo czytelnik nabiera przekonania, że tam też są ludzie złaknieni dobrego słowa, są wyczuleni na to, co dobre a co złe. Baśnie arabskie zebrane w tej książce dotyczą Półwyspu Arabskiego, jednak słysząc hasło arabskie konotacje od razu są jednoznaczne. Zresztą potwierdza to spis państw arabskich znaleziony tutaj. Ta książka to możliwość poznania obcej kultury, jakże innego świata. To też lekcja tolerancji – pewnie czasem trudna, ale bardzo potrzebna.


Książka starannie wydana, w serii Baśnie świata, w charakterystycznym kwadratowym formacie. W środku mnóstwo ilustracji autorstwa Ufuk Kobas Smink.


Wiek 5+

Wydawnictwo Media Rodzina



piątek, 30 listopada 2012
Królowa Śniegu - H.CH. Andersen/ Vladyslav Yerko

środa, 21 listopada 2012
Papierowe zoo - Paola Caliari, Serena Mozzato

Kolejna książka, która przegoni nudę z domu, przedszkola bądź szkoły. Tematyka dzieciom bardzo bliska – świat zwierząt. Wystarczy chcieć, wystarczy rozejrzeć się i sięgnąć po materiały ogólnie dostępne. Autorzy zachęcają do wykorzystania przedmiotów, które zazwyczaj lądują w koszu na śmieci: jak różne opakowania ze szkła, plastiku i aluminium. Zabawa w recycling – brzmi zachęcająco, prawda? Co nam się przyda? Wśród potrzebnych materiałów są m.in.: guziki, łuski po orzechach, plastikowe butelki, papierowe talerze, kubeczki po serkach i jogurtach, stare płyty CD i inne. Prace na pewno ułatwią dobry klej, zszywacz, taśma klejąca, pisaki i farby. Książka została podzielona na cztery części: zwierzęta na łące, z lasu, puszczy i sawanny, zwierzęta domowe i morskie. Na 125 stronach blisko 40 ciekawych projektów, opisanych krok po kroku, bogato zilustrowanych. Każdy projekt opatrzony opisem rzeczy niezbędnych do wykonania: co można wykorzystać podczas pracy, co można kupić i jakich narzędzi należy użyć. Kolekcja zabawek wzbogaci się o szyszkowe sowy, kolorowe motyle, gąsienicę z orzechów, myszkę ze skarpetki i czarne nietoperze. Zabawki zrobione przez dzieci są niezwykle cenną pamiątką. Mogą stać się wspaniałym podarkiem dla najbliższych pod choinkę. A co najważniejsze uczą szacunku do przyrody – bo zabawki z tej książki to też dbałość o naszą planetę. Warto, by wpajać dzieciom pewne rzeczy od najmłodszych lat.

 

Wiek 5+ (przy pomocy rodziców)

Wydawnictwo Jedność



środa, 14 listopada 2012
Papier, nożyczki, klej - Catherine Woram/ zdj. Polly Wreford

Każdy rodzic od czasu do czasu staje przed poważnym dylematem – jeśli nie telewizor, nie komputer - to co? Jak zabić nudę, czym zająć dziecko? By obydwie strony czuły satysfakcję. Że czas wolny, to nie czas stracony.  Wtedy warto sięgnąć po książki o takiej właśnie tematyce. Ja określam je – z kręgu – bastlowania (od niem. bastelnmajsterkować). Lektura podpowiada, co można zrobić samemu. Starsze dzieci mogą same wziąć się do dzieła – młodsze potrzebują pomocy dorosłych. Nie wiem jak Wy, ale ja lubię ten harmider związany z bastlowaniem. Czasem, gdy pojawia się w domu niezapowiedziany gość, doznaje szoku artystycznego. Na stole leżą kolorowe papiery, kartki, pudełka, kartony i kartoniki. Mam wielką szufladę przeznaczoną na takie cuda – gdy stwierdzam, że coś nam się przyda w przyszłości, ląduje właśnie w tym miejscu. Będzie jak znalazł. I lubię towarzyszyć dzieciom przy ich pracy. Nazywam bastlowanie pracą, bowiem widząc dziecięce zaangażowanie, oddanie, wysiłek – inaczej tego ująć nie mogę.  Przy stole toczą się fajne rozmowy. To niezapomniane chwile.

W książce znajdziecie mnóstwo świetnych pomysłów na cuda z papieru. Dzieci wycinają, składają, malują, stemplują i modelują. Wachlarz propozycji jest bardzo szeroki: zarówno dla dziewczynek jak i dla chłopców. Meble dla lalek, dinozaur, kwiaty, miasto, pojemnik na ołówki, ptaszki, dzwonki, bransoletki, wachlarze, notatnik. W najbliższym czasie wykorzystamy na pewno dwa pomysły – składaną kartkę świąteczną z choinką i papier prezentowy. Każdy z pomysłów jest krok po kroku opisany i pokazany na zdjęciach. Tych ostatnich jest cała masa, są ładne i wyraźne – no i zachęcają do działania. Na początku każdego pomysłu, autorka wyszczególniła materiały potrzebne do realizacji, na końcu książki znajdziecie szablony do powielenia. Książka przyda się w domu, przedszkolu i szkole. 45 pomysłów na różne pory roku. Na pewno urozmaicą długie jesienne i zimowe wieczory.

 

Wiek 4+

Wydawnictwo Jedność



sobota, 03 listopada 2012
Pejzaż z gżegżółką czyli językowy zawrót głowy - Małgorzata Strzałkowska

Językowy zawrót głowy wyjaśnia wszystko. Szaleństwa, humor, zabawa, wariacje, istne łamańce językowe. Wyzwanie dla czytających rodziców (mogę coś na ten temat powiedzieć) i dla dzieci mających problemy logopedyczne. Tyle że propozycja Małgorzaty Strzałkowskiej to nie żmudne i nudne – korzenie wierzby, ale klocki w Kocku, cacka w Łucku, Kazio Bodzia bazią bodzie, i paskiem w lasku kos kołysał. A co powiecie na mały konkurs rodzinny, w którym rodzice (oczywiście) się pomylą, a dzieci wyrecytują bezbłędnie? A potem dla wszystkich nagroda? Ćwiczenia logopedyczne nie są wdzięcznym zajęciem dla maluchów – raz jest lepiej, raz gorzej. U nas powoli idziemy do przodu. Zauważyliśmy z mężem coraz większą dbałość o język, coraz częściej wymawiane poprawnie wyrazy. Gżegżółka z książki Strzałkowskiej zaskoczyła naszą panią logopedę – powiedziała, że w swojej długiej karierze nigdy nie słyszała, by 5-latek znał taki wyraz. A więc – książka wyśmienicie rozszerza także słownictwo maluchów.

A więc do dzieła, zachęceni słowem wstępnym Autorki:

Dobrze jest mówić mądrze i składnie,

lecz jeszcze lepiej – mądrze i ładnie,

a będziesz mówić naprawdę pięknie,

gdy się codziennych ćwiczeń nie zlękniesz.

 

A więc recytuj, powtarzaj w kółko,

choćby Ci w męce pot rosił czółko,

bo choć nasz język bywa dość trudny,

jest w swej trudności po prostu cudny!

 

Niech niczym diament lśni polska mowa,

niech płynnie płyną zdania i słowa,

a my, olśnieni ojczystą mową

zawsze traktujmy ją jak królową!

 

Ci, którzy znają inne książki Małgorzaty Strzałkowskiej, już wiedzą, że Autorka zazwyczaj (z małymi wyjątkami) ilustruje swoje książki sama. I tym razem Wasze oko ucieszą charakterystyczne barwne kolaże.

 

Wiek 4+

Wydawnictwo Media Rodzina

 

 



piątek, 02 listopada 2012
Na jagody - Maria Konopnicka/ il. Olga Reszelska

Pamiętam jak przed laty chciałam zapisać się do Biblioteki Miejskiej. Procedura wyglądała tak, że najpierw szłam po specjalną karteczkę tzw. ZGODĘ, którą w domu musieli podpisać rodzice, a dopiero potem, po przyniesieniu jej z powrotem, mogłam wypożyczyć 5 książek. Oczywiście cierpiałam męki straszliwe, bo tyle książek, a jeszcze trzeba było czekać. Wracałam już  z listą tytułów poleconych przez moją mamę. Jednym z nich były właśnie Na jagody. Przeczytałam jednym tchem i długo ślęczałam nad ilustracjami Z Fijałkowskiej. Pytanie, czy Na jagody mogą dzisiaj zafascynować współczesne dziatki – zostawiam bez odpowiedzi. Myślę, że dużo zależy od nas, rodziców. Czy podsuniemy tę książkę, czy znajdziemy czas, by o niej porozmawiać. Nie jest to lektura łatwa – jest w niej wiele archaizmów, zwrotów,  które wyszły dawno z użycia.

Grzegorz Leszczyński, historyk literatury dziecięcej, kiedyś w wywiadzie dla Polityki powiedział:

Naturalną selekcją jest czas. Niektóre książki są dziś dla małego czytelnika zupełnie obce. Niestety, z kanonu wypadają także rzeczy ważne. A tradycja jest czymś niesłychanie istotnym w literaturze dziecięcej. Dziecko powinno mieć kontakt z dawnym językiem, dawnym sposobem myślenia. W ten sposób poszerza się jego sfera doświadczeń. Potem, gdy idzie do szkoły i ma przeczytać choćby fragment „Pana Tadeusza", nie ma bariery językowej. Ale, co ważniejsze, dawne utwory są znakami łączności pokoleń. Zwłaszcza baśnie. Dziecko obcuje w ten sposób z mądrością nie jednego pisarza, ale zbieraną przez wieki. Oczywiście, to duży błąd, jeśli podsuwamy dziecku wyłącznie książki z własnego dzieciństwa, bo ono żyje w świecie innych problemów.

Może to jest odpowiedzią na powyższe pytanie. Kiedyś słyszałam jak moja koleżanka – polonistka opowiadała o uczniu, który stwierdził, że w Panu Tadeuszu najbardziej podobał mu się Koncert … Natenczasa Wojskiego.

Myślę, że treść jest raczej powszechnie znana, a więc w telegraficznym skrócie: Mały Janek wybiera się do lasu, by nazbierać dla mamy jagód. A tam czekają go nowe znajomości i przygody, o których się chłopcu nawet nie śniło.

Bardzo byłam ciekawa tej książki po latach. I odbioru przez dzieci, które wysłuchały (!) i miały mnóstwo pytań. Bardzo lubimy prace Olgi Reszelskiej. Tutaj odświeżyły stary tekst: mały Janek w zawadiackim kapelusiku, jagodowe dzieci w bandanach w groszki. I przyroda – świetnie wypadły motywy leśnych drzew, krzewów, grzybów. Może się skusicie – książka jest bardzo ładnie wydana, a cena – ho ho – baaaardzo atrakcyjna:)

 

Wydawnictwo Zysk i S-ka

 



czwartek, 01 listopada 2012
Czarne życie - Amanda Eriksson

Czerń, jako symbol smutku, żałoby, końca czegoś ważnego, beznadziei, obok panoszących się wszędzie kolorów różowego i niebieskiego, także znajduje swoje miejsce w dziecięcym pokoju.

Czasem, wbrew naszej rodzicielskiej woli, u dzieci pojawiają się pytania dotykające śmierci. Niejeden z dorosłych ucieka od tego tematu: ma być przyjemnie, wesoło, łatwo, a dzieciom trzeba oszczędzić traumatycznych przeżyć. Bo śmierć jest trudna. Niewygodna. Brzydka. Nie pasuje do współczesnego życia, w którym panują kult młodości, zdrowia i piękna, bombardujące nas z telewizora, czasopism i ulicznych bilbordów. A jednak sama śmierć budzi ciekawość najmłodszych, rodzi obawy i łzy, niekiedy nie pozwala zasnąć. Gdy nie mamy pomysłu na to, jak pomóc ją im oswoić, warto sięgnąć po „Czarne życie”. Na pewno pozwoli zrozumieć, że śmierć i odejście bliskich są nieodłączną częścią egzystencji ludzi i zwierząt – przecież kiedyś kończy się ich czas…

Cała recenzja książki ukazała się na stronie Xiegarnia.pl