Archiwum
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli

Wpisy z tagiem: półeczka starszaków

wtorek, 15 października 2013
Ciekawski George dostaje medal - H.A. Rey

Ciekawski George na pewno bardziej znany jest z kreskówek aniżeli z książek. Tymczasem najpierw była książka, dopiero potem bajki w telewizji i gra komputerowa. George ma już swoje lata – pierwszy raz ujrzał światło dzienne w latach 40-tych ubiegłego wieku. To wyjaśnia też wygląd tej sympatycznej książki – to w końcu reprint. Musi być  charakterystyczny żółty kolor, musi być ten format  i miękka okładka.  Bez tego wszystkiego ciekawski George nie byłby TYM ciekawskim Georgem.  Nie znam aż na tyle realiów amerykańskich, ale śmiem przypuszczać, że małpka u nich ma swoje zasłużone miejsce wśród literackich bohaterów. Może jest takim amerykańskim Misiem Uszatkiem. Może panem od zaczarowanego ołówka. Do czego zmierzam – pewnie dla wielu dorosłych Amerykanów Ciekawski George oznacza ich dzieciństwo, ulubioną lekturę sprzed lat. Bo George’a nie można nie lubić. Małpka rojbruje, że hej. A potem kiedy chce naprawić szkody, rojbruje jeszcze bardziej.

Akurat tutaj powód jest błahy. George odbiera od listonosza list – i choć nie umie czytać i pisać, nachodzi go olbrzymia ochota, by samemu napisać list. George rozlewa atrament i zrobi wszystko, by pozbyć się granatowej plamy z podłogi – co, jak się potem okaże, wcale nie będzie łatwe. Zakończenie Was zaskoczy, bo z amerykańskiej wsi, trafimy do muzeum z dinozaurami i przestrzeni kosmicznej. Rozpiętość fabularna jest zaiste baaardzo imponująca.

George to przede wszystkim stare czasy – co odzwierciedlają charakterystyczne ilustracje: samochody z poprzedniej epoki, urządzenia, maszyny. I fascynacja Kosmosem, kiedy to najpierw wysyłano w rakietach zwierzęta, dopiero potem ludzi. Świat, którego już nie ma.

Książka pełna humoru, bogato ilustrowana – na każdej stronie krótki tekst i obrazek. Duża czcionka na pewno zachęca do samodzielnego zmagania się z tekstem.

Wiek 4+

Wydawnictwo Modo



poniedziałek, 14 października 2013
Sonia śpi gdzie indziej - Pija Lindenbaum

Znam tę dziecięcą radość na spanie GDZIEŚ, w tzw. świecie: u babci, kolegów, kuzynek, koleżanek. Gorączkowe szykowanie piżamy i papci, szczoteczki do zębów, stan dziecięcego podniecenia – na rozmowy w ciemności, opowiadanie sobie strrrrasznych historii albo kawałów. I znam też tę wielką radość, którą widać w oku na drugi dzień – że się znów jest u siebie, że lepsze stare i wygodne łóżko, niż materac u kogoś, albo ciasnota we dwójkę. I lepsza bułka zrobiona przez ręce mamuśki, i herbata (w naszym przypadku koniecznie Lipton yellow tea) – ciepła w sam raz i z odpowiednią ilością herbacianej esencji i cukru (nie za dużo).  I dobre stare kąty, do których trafi się nawet po ciemku. Bo prawdziwe jest stare przysłowie, że wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej. I książka o Soni to potwierdza.

Dziewczynka ma spędzić noc u swojej nowej przyjaciółki Celestyny. Wszystko jest tu nowe: smaki, zapachy, ludzie: bezzębna staruszka i wyrośnięty brat. Także pies z olbrzymim guzem. Nawet zachowanie koleżanki, która wcale grzeczna dla gościa nie jest: serwuje sobie więcej lodów i pakuje do wygodniejszego łóżka, choć – wiadomo – tak nie wypada. Noc na dodatek wyzwala uśpione za dnia strachy i lęki ze wzmocnioną siłą. Trudno poruszać po nieznanym obszarze, trudno odnaleźć Celestynę, która nagle gdzieś zniknęła.

Pija Lindenbaum znakomicie odzwierciedliła stan ducha małej Soni – która nie do końca czuje się bezpiecznie w obcym domu. Gdzieś zatraca się różnica pomiędzy światem realnym a snem, co pokazują jakby wydłużone drzwi i postacie. Nie wiadomo do końca – co dzieje się na jawie, a co ma miejsce w głowie dziewczynki. W każdym razie, kiedy ojciec rano odbiera dziewczynkę, ta jest szczęśliwa, że wraca do swojego domu.

Tak jak pisałam – książka pozwala zrozumieć jego lęki i strachy przed czymś nowym, nowymi miejscami ludźmi, przeżyciami. Dzięki temu dziecko może wczuć się w rolę małej Soni, która również ma problem z akceptacją nieznanego. Dziecko doświadczy tego, że w swoich odczuciach nie jest osamotnione. To coś zupełnie naturalnego, wiele dzieci tak ma i nie ma się czego wstydzić. Pytanie – czy książka zachęci do tego, by takie spanie u kogoś kontynuować. Ta interpretacja zależy pewnie od podejścia do tej książki: nieznane jest ciekawe, zawsze można się czegoś nauczyć. Dlaczego zatem nie spróbować?

Wiek 4+

Wydawnictwo Zakamarki



sobota, 12 października 2013
Baśnie włoskie. Tom 2 - Italo Calvino/ il. Giuseppe Maria Mitelli

Gdyby zapytać o baśnie, to pewnie usłyszelibyśmy: Andersen, Grimm, Perrault, baśnie z naszego podwórka. Włoskie – zdecydowanie mniej znane, albo w ogóle – tym większą budzą ciekawość. Kiedy przed laty na aukcji znalazłam Baśnie włoskie Italo Calvino z ilustracjami Majchrzaka, i zobaczyłam ich cenę, ruszyłam na poszukiwanie do biblioteki. Nic z tego. Dlatego też z ciekawością wypatrywałam wznowienia po latach. Teraz nadszedł czas na tom drugi, a w nim 70 tytułów, ładnie wydanych, w kwadratowym formacie, z grafikami Giuseppe Marii Mitelliego, artysty żyjącego na przełomie XVI i XVII wieku.

Wiele z tych baśni jest jak zupełnie nieznana potrawa – inny region świata, inny smak, zapach. Podobne wrażenie robią obcobrzmiące imiona bohaterów, egzotyczne nazwy miejscowości, czasem rekwizytów w tle. Liombruno, Nino, Giuanni. Poziom baśni włoskich – wysoki. Często kryją jakąś intrygę, doprawione szczyptą satyry, wątkami politycznymi, komizmem. Jako że to region śródziemnomorski można spotkać tu nawiązania do arabskiej opowieści o Sindbadzie, mitu o Odyseuszu i Polifemie, o Perseuszu i innych. Autor w przypisach wyjaśnia, że ta sama baśń może mieć kilka różnych wersji – w zależności od regionu. I tak Zapalczywy garbusek ma inne, aczkolwiek podobne, swoje siostry w Piemoncie, Lombardii, Friuli, Toskanii, Lacjum, Kalabrii, Trydencie Górnej Adydze, Ligurii i na Sycylii.

Na samym końcu tej książki znajdziecie informacje na temat baśni zebranych w tym tomie: można przeczytać, kto opowiedział autorowi daną baśń: a to jakaś wdowa, a to jakiś chłop, a to znów ciosacz albo staruszka. Autor tłumaczy popularność wybranych tekstów, wyjaśnia korzenie i motywy, szuka podobieństw do tekstów z innych regionów. Wśród opowiadaczy baśni króluje niejaka wdowa Luisa Ginanni. Na przykład baśń O głupcu, który nie wiedział, co to strach została opowiedziana przez niejaką „Paolinę Sarti, która zasłyszała ją w Livorno i opowiedziała w wielkim roztargnieniu”. Widać, jak kiedyś baśnie żyły – w przekazie ustnym, często wśród prostych ludzi. Od razu kojarzy mi się to trochę z takim baśniowym klimatem – w długie jesienne i zimowe wieczory, kiedy nie było telewizorów, ludzie spotykali się przy stole, może przy kominku, by porozmawiać, by posłuchać ciekawych opowieści – w tym i baśni. Niektóre z baśni przypominają nasze rodzime motywy. Podarunek Północnego Wiatru od razu skojarzył się nam baśnią o kijach samobijach. A Ptak Zielonopióry to trochę inna wersja Trzech ptaszków braci Grimm.

Zdecydowanym minusem – na pierwszy rzut oka małe litery i wąska interlinia, trochę za gruba czcionka. (Zaczynam dostrzegać to tylko dlatego, że mój starszy syn zaczyna samodzielnie zmagać się z tekstami). Na pewno takie rozwiązanie sprawi trudność młodszym czytelnikom. W naszym przypadku – ja czytałam na głos. Ale to jedyny minus, bowiem całość to prawdziwa uczta dla ucha i oka.

Teraz czekamy na tom trzeci:) (baśnie 136-200).

Większość z baśni z całego cyklu została po raz pierwszy przetłumaczona na język polskim. To 150 tytułów. Pozostałe 50 zostały spolszczone przed laty przez Jerzego Popiela.

Wiek 5+

Wydawnictwo Czuły Barbarzyńca

piątek, 11 października 2013
Proszę słonia - Ludwik Jerzy Kern/ czyta Anna Seniuk

Pewnego dnia Piotrek, czyli Pinio, znajduje na strychu małego porcelanowego słonia. Wcześniej słoń ów stał w oknie wystawowym apteki Pod słoniem. Pinio przenosi go do swojego pokoju i stawia na półce z książkami. Rodzice Pinia są bardzo zmartwieni faktem, że chłopiec jest niskiego wzrostu i dlatego bez przerwy faszerują go witaminami. Pinio tymczasem wrzuca pigułki do słoniowej trąby, by przekonać się, czy witaminy mają faktycznie wpływ na jego wzrost czy nie. Chłopiec sobie i tak rośnie bez witamin, a Dominik rośnie że ho ho. Z niego to się zrobił dopiero porcelanowy olbrzym. Prawdziwy słoń słoniowy. Śmieszna historia o słoniu w wielkim mieście. Między Dominikiem a Piniem i jego rodzicami zawiązuje się serdeczna przyjaźń. Zakończenie jest bardzo pouczające - są rzeczy, których nie można kupić za żadne pieniądze. Ten kto książki nie zna, niech się cieszy na nieprzewidywalny the end.

Słuchaliśmy z prawdziwą przyjemnością. Co jakiś czas pojawia się kwiatek z poprzedniej epoki – a to milicja, a to kronika filmowa. Solidna literatura dla dzieci. Kto tak dzisiaj pisze, proszę słonia? Książka, w której jest mnóstwo miejsca na wewnętrzne refleksje Dominika. Nie ma jakiejś zwariowanej akcji tak charakterystycznej dla książek współczesnych. Wszystko toczy się tempem słoniowym - dostojnie i powoli.

Książka ma swoją długą historię. Została wydana w 1964 roku z ilustracjami Zbigniewa Rychlickiego.  Tutaj okładka została zaprojektowana przez Daniela de Latour.

Interpretacja Anny Seniuk, naszej znakomitej  aktorki, bardzo nam się podobała. Mam sentyment do tego ciepłego i spokojnego głosu znanego mi już z Czytelniczki znakomitej (to już lektura dla dorosłych).

Czas: 5 godz., 31 min

Wiek 4+

Wydawnictwo Literówka



sobota, 28 września 2013
Czarownica - Enric Lluch/ il. Óscar T. Perez

Spoglądam na naszą półkę – nachodzi mnie taka myśl, że jak tak dalej pójdzie, to dzieci nie uwierzą, że są jakieś złe czarownice. A więc są tu: Malutka czarownica Preusslera (ponoć przed laty napisana dla córki autora właśnie w celach terapeutycznych), dalej szalona Winnie wraz z czarnym kocurem Wilburem. Jest czarownica wymyślona przez Emily Horn, którą kot Herbert dręczy pytaniami „czy aby jest prawdziwą czarownicą”. Nieźle wystraszyć mogą wiedźmy z serii Delaney’a – Kroniki Wardstone – ale na nie jeszcze czas. Zresztą po takiej lekturze i dorosły unika spoglądania w okno w godzinach wieczornych – bo a nuż widelec. W Gałce od łóżka zapędy do czarostwa ma niejaka panna Price, choć krzywdy dzieciom też żadnej w końcu nie wyrządziła, za to zafundowała za darmochę wyprawę na łóżku na koniec świata. Jak ma się do tego Czarownica ze Skrzyni Potworów wydawnictwa Tako?

Daleka jestem od straszenia dzieci wampirami, dziadem z worem, czy czarownicą właśnie. A jeśli pojawią się strachy – to trzeba zrobić wszystko, aby móc powiedzieć – strachy na lachy. Czarownica Enrica Llucha może właśnie spełnić taką rolę trochę terapeutyczno - rozrywkową. Bohaterka tej opowieści, o imieniu (baaaardzo sympatycznym) Marysia, pojawia się pewnego dnia w mieście, by rozmówić się z szefową wiedźm.  Już jej się znudziła baśń o Królewnie Śnieżce – pragnie odmiany, nowych wyzwań. Kiedy dostaje propozycję przeprowadzki do Jasia i Małgosi, wyraża zgodę, a tam…. – oj Maryśka narozrabia nieźle w tej baśni i całkowicie zmienia bieg powszechnie znanej historii.


Już pewnie domyślacie się, że ta czarownica naszych dzieci również nie przestraszy. Została nieźle ośmieszona w tej małej niepozornej książce. I znając życie tak szybko nie pojawi się w naszym mieście. Choć miejcie się na baczności …. jeśli tylko zobaczycie, że ktoś tajemniczo ukrywa się za chustką, to może być ONA. Włosy w nieładzie, haczykowaty nos, twarz odrażająca z licznymi brodawkami…

Dzieci ponoć lubią się bać. Zwłaszcza jak nie są w tym napędzaniu sobie stracha osamotnione. Moje lubią strachy stadne. Jak mama czyta, a one są obok. I najlepiej gdzieś w pobliżu jeszcze na dokładkę siedzi tato. I by wszystko było podszyte humorem. By śmiać się ze swojej gęsiej skórki i włosów stojących dęba. Tutaj  Marysię wystrychnięto na dudka, w dodatku ją samą zgubiło jej łakomstwo. Ciekawe, do jakiej baśni trafiła w ostateczności – a może nadal szuka nowych wyzwań?


Książka świetnie zilustrowana przez Óscara T. Péreza. Dzięki Tako mamy wgląd w to, co dzieje się na Półwyspie Iberyjskim. I niech tak zostanie. Czekamy na jeszcze.

Wiek 5+

Wydawnictwo Tako



wtorek, 03 września 2013
Seria "Sprawdźcie sami..." - książki z okienkami - Alex Frith i Colin King

Z własnego podwórka wiem, że im większy sekret, im większa tajemnica – to tym większa ciekawość dziecka. No i oczywiście stwierdzenie, że im bardziej nie wolnoto tym bardziej trzeba – sprawdza się co do joty. Zakazane kątki i zakątki w domu są najczęściej odwiedzane. Dziwaczne kryjówki, o których istnieniu dorosły zazwyczaj w ferworze codziennych obowiązków zapomina, z niezwykłą skrupulatnością są odkrywane przez najmłodszych.  Mało tego: są najczęściej odwiedzane podczas domowych zabaw w chowanego czy berka. Nic zatem dziwnego, że książki z okienkami, w których kryje się TO COŚ, wywołują takie zainteresowanie. Oczywiście te wszystkie książkowe okienka można otworzyć, nawet trzeba. Tym razem całkowicie bez obaw, że ktoś przegoni, zabroni albo zamknie na klucz. Forma w przypadku serii Sprawdźcie sami … to tylko jedna strona medalu. Druga to treść. Myślałby kto, że takie tematy jak ludzka głowa, kosmos, czy nauka nie są dla dzieci. Tymczasem można już najmłodszym przekazać wiele ciekawych, często wcale niełatwych, informacji. Tutaj  są one poparte mnóstwem ilustracji, niekiedy z przymrużeniem oka. Spokojnie – to nie podręczniki akademickie.

Autorzy zadali sobie wiele trudu, by sprawić, aby dzieci zrozumiały te wszystkie procesy zachodzące wokół nas. I tak neuron, którego zadaniem jest przesyłanie informacji, jest sympatycznym stworzeniem, o gruszkowatym kształcie, kolorze maliny, z nóżkami i rączkami, który, jak gdyby nigdy nic, wędruje sobie po ludzkim organizmie. Dorośli czytający z dziećmi takie książki – też uszczkną coś dla siebie, przypomną sobie wiedzę ze szkoły – mało tego – nawet ją zweryfikują. Bo nauka ciągle się rozwija. Właściwie dzięki fascynacji dzieci niebem i Kosmosem i dość częstym zaglądaniem do książek o takiej tematyce, dowiedziałam się, że Pluton nie jest już planetą. A za moich czasów szkolnych przecież nią był. Tak więc Układ Słoneczny ma teraz 8 planet, a nie – jak dawniej 9 (od 2006 roku).


W książce o Nauce informacje na temat ciał niebieskich, organizmów żywych, najmniejszych cząstkach: komórkach, mikroczipach, atomach; dalej – energii, pierwiastkach. Ważny jest rozdział o roli nauki do rozwoju ludzkości  i naukach, które badają najróżniejsze fascynujące zjawiska: Kosmologia, Entomologia, Dendrologia, Psychologia i inne. Może pociecha odnajdzie się w którejś z nich?

Co się dzieje w mojej głowie odkryje tajemnice mózgu, zmysłów, chorób umysłowych. Okazuje się, że można czytać w myślach innych ludzi, a mózg nadal nie do końca został zbadany. Kryje przed nami jeszcze mnóstwo tajemnic – wiele pytań nadal pozostaje bez odpowiedzi. Na końcu ciekawy eksperyment do przeprowadzenia w warunkach domowych – by samemu przekonać się, jak działa mózg.

Część o Kosmosie obok obszernej wiedzy w sam raz dla najmłodszych kryje ponad 50 okienek do odkrycia oraz mapę nieba. Tutaj wszystko zaczyna się od Wielkiego Wybuchu. Dalej - przestrzeń kosmiczna, historia odkryć astronomicznych, Droga Mleczna, Układ Słoneczny, podróże kosmiczne oraz obserwacja nieba.

Seria budzi i zaspakaja ciekawość najmłodszych. Książki mają sztywną okładkę i kartki wewnątrz. Nic im się zatem nie stanie podczas długich podróży najmłodszych do świata nauki. Spora ilość wiedzy kryje się w malutkich okienkach. Jak byłam mała, w pamiętnikach, na rogach zawijaliśmy sekret. Tam pisaliśmy: Kto tu zagląda – to tak wygląda. Albo: Ciekawość to pierwszy stopień do piekła. Akurat w tym przypadku – to stopień do lepszego poznania świata. A to dzieci naprawdę to lubią.

Wiek 5+

Wydawnictwo Firma Księgarska Olesiejuk



piątek, 30 sierpnia 2013
Podróże na piórze - Wanda Chotomska/ il. Marta Kurczewska

Na blogu Czytanki - przytulanki czytam, że w dzisiejszych czasach mało poezji. Trudno mi tutaj wyciągać wnioski w odniesieniu do innych, mogę powiedzieć jedynie o naszym przypadku. Tak – proza zdecydowanie góruje nad poezją. Nie mam nic z mamy Tuwimowej, która ponoć karmiła Julka liryką największego kalibru od rana do wieczora. No i nic dziwnego, że z takiego Julka wyrósł znany nam wszystkim i ceniony Julian Tuwim. A obecnie mamy przecież ułatwione zadanie – bo są świetne wydawnictwa, jest Internet. Pani Adela, z domu Krukowska, z benedyktyńską cierpliwością przepisywała te wszystkie wiersze do specjalnego zeszytu, który potem przed Irenką i Julkiem otwierała i na głos czytał. Mało poezji w naszym życiu, mało poezji w ogóle. Odnoszę wrażenie, że kiedyś ludzie potrafili z pamięci cytować dłuższe fragmenty, niekiedy całe poematy, ballady. W życiu niekiedy umieli odnaleźć się dzięki wierszom, błysnąć w towarzystwie jakimś cytatem, który świetnie pasował do danej sytuacji. Dziś niekiedy udaje się coś zacytować, choć do końca może nie wiadomo czyje to. Popularne jest: Jedzą, piją, lulki palą. Tańce hulanki swawole. Ale na tym koniec – dalej ni w ząb. Choć ostatnio podczas spotkania jedna pani wyrecytowała calutką Panią Twardowska, której nauczyła się – ot tak – jak przyznała – dla siebie. Bo bardzo jej się podoba. Oczywiście wielu zna Inwokację czy Koncert Wojskiego z Pana Tadeusza – wiadomo, trzeba było się uczyć w szkole. Podobnie z piosenkami – choć nie o nich chciałam tu pisać. Mój tato znał mnóstwo piosenek ludowych, jak bawił wnuki to bez przerwy im śpiewał – i nie jedną czy dwie zwrotki ale po pięć i siedem. I ten dziadek Stasio wiecznie moim synom kojarzy się ze śpiewaniem. W znajomości poezji to chyba dzieci przejmują pałeczkę. Te, którym dużo się czyta wierszy, po pewnym czasie potrafią zacytować całość bez mrugnięcia okiem. Lokomotywę, Na straganie, Stefka Burczymuchę.

W Podróżach po piórze Wanda Chotomska zabiera najmłodszych do krainy Fantazji i Marzeń, ale myli się ten, kto sądzi, że spotka tam masę przeróżnych dziwnych stworzeń, ba, nawet potworów. Spotkać tam można kanarka na dachu, wronę, która na wesele poszła bardzo wystrojona. Krawca Pętelkę goniącego za nićmi z kubraka. I siedmiu kwaśnych złodziei, co to nocy jednej zamiast złota ocet najzwyklejszy ukradli. I makaron włoski w gorącej wodzie kąpany. I dziadka przed telewizorem. I kundla, co to do rodziny, do Warszawy przybył. I prosię, co miało muchy w nosie. I babę, co placek piekła. I Staszka, co kaszę lubił nade wszystko. Dzięki poezji znajdziecie odpowiedź na kilka trudnych pytań. Jak choćby takich: Po co krowie rogi na głowie? Dlaczego ryby rozmów nie wiodą? Dlaczego ciele ogonem miele? Wiele z wierszy tłumaczy znane przysłowia i zwroty.

Podróże po piórze nie zabierają nas w odległe miejsca na świecie. Za to pozwalają dostrzec piękno i niezwykłość w codziennych przedmiotach i sytuacjach. Wiersz, jak się okazuje może traktować o wszystkim. A poezja może towarzyszyć w życiu codziennym, na każdym niemal kroku. O czym chyba jednak na co dzień zapominamy – a szkoda.

Zachęcam jeszcze do takich podroży – choć wakacje lada chwila się kończą.


Kto lubi podróże,

te małe i duże,

niech prędko korzysta

z okazji -

przez wiersze i rymy

na pewno trafimy

 w cudowną krainę

Fantazji.

 

Nie bujam, nie kłamię -

znam trasę na pamięć,

latałam tam często

na dłużej.

A czym tam latałam?

Pod ręką to miałam - zazwyczaj latałam

na piórze. (...)

 

 

Wiek 4+

Wydawnictwo Literatura

 



wtorek, 20 sierpnia 2013
Przedszkole Żyrafki - Elżbieta Lekan/ il. Joanna Myjak

Przedszkole Żyrafki to seria dla najmłodszych dzieci. Przedział wiekowy 2 lata – 6 lat. Osobne zestawy da każdej grupy wiekowej. Na naszej półce znalazły się zestawy dla naszego Mikołaja – dla 5 – i 6-latków. W każdym komplecie po trzy zeszyty ćwiczeń w teczce formatu A4.

5 latki mają do dyspozycji zabawy językowe i plastyczne oraz zgadywanki. Dzieci kolorują, wycinają, dorysowują brakujące elementy, rysują po śladzie, doklejają obrazki, odpowiadają na pytania, opowiadają krótkie historyjki, poprawiają błędy, szukają różnic, ćwiczą pamięć i koncentrację. Hitem na pewno są naklejki, których w zestawie jest 200. Za prawidłowe wykonanie ćwiczeń – na każdej stronie nagroda - też naklejka.

Dla 6-latków już zadania trudniejsze. Zestaw zawiera zeszyty: litery i sylaby, cyferki i szlaczki. Dzieci poznają cyfry do 10, liczą na paluszkach, dorysowują łaty żyrafce, liczą elementy na obrazkach, łączą obrazki z taką samą ilością elementów, łączą punkty od 1-10, poznają poszczególne litery alfabetu, nazywają obrazki i dopasowują do poszczególnych liter, tworzą sylaby, szukają wyrazów zaczynających się na poszczególne sylaby, szukają odpowiedzi do zagadek. Podoba mi się zeszyt ze szlaczkami. Szlaczki to stara metoda ćwiczenia ręki. Pamiętam z dzieciństwa, że nie za bardzo za nimi przepadałam. Tutaj trochę szlaczki nietypowe: każdy szlaczek to krotka historyjka, a jego dorysowanie przyczynia się do szczęśliwego zakończenia. I tak jeśli dziecko narysuje drzewa, będzie można narysować drogę, po której żyrafka będzie mogła przejść bezpiecznie przez las. A kiedy Żyrafka chce dojść do stawu na wieczorny koncert żab, trzeba narysować szlaczek (bez odrywania ręki), którym ma pójść. Tutaj dzieci mają do dyspozycji 206 naklejek.

Z własnego podwórka donoszę, ze nuda wakacyjna w dni upalne i słotne została szczęśliwie przegnana. Ot – takie zwykłe niezwykłe połączenie przyjemnego z pożytecznym.

 

Wiek 2-6 (tu opisałam wiek 5 i 6 lat)

Wydawnictwo Firma Księgarska Olesiejuk

 



Przygody Narizinii czyli Zadartego Noska - Monteiro Lobato/ il. Julitta Karwowska - Wnuczak

W podmiejskim białym dworku, który nazywa się „Żółta Wilga”, mieszka pewna starsza pani. Na imię jej Benta. Ma już przeszło sześćdziesiąt lat. Ktokolwiek przechodzi drogą i widzi ją siedzącą na werandzie z koszyczkiem do szycia na kolanach i okularami w złotej oprawie na czubku nosa, myśli sobie:

Jakże smutno tak mieszkać samej na tym pustkowiu”.

Otóż myli się. Pani Benta jest najszczęśliwszą ze wszystkich babuń, bo mieszka z nią najmilsza z wnuczek, Lucia, dziewczynka o zadartym nosku, którą wszyscy nazywają po prostu: Narizinia*. Narizinia ma siedem lat, śniadą cerę, przepada za pipoką i umie już robić doskonałe babeczki z mąki kukurydzianej.


Odkryłam jakiś czas temu w bibliotece książkę, którą czytałam w dzieciństwie kilka razy. Owa Narizinia, wnuczka Benty, pewnego dna spotyka księcia Łuskowatego, władcę Królestwa Jasnych Wód. To książę i król w jednej osobie. On to, wyraźnie zauroczony dziewczynką i jej lalką Emilią, zaprasza obydwie do swego królestwa. Narizinia z ochotą przyjmuje zaproszenie do krainy baśni, pełnej dziwów i bajecznych stworzeń, gdzie czas płynie inaczej i tyle się wydarzy. Koralowe lasy, pola wodorostów, kępy żywych gąbek, muszle najdziwniejszych kształtów i barw, stosy olbrzymich pereł – w takiej oto scenerii rozgrywa się ta opowieść. A bohaterowie? Pani Pajęczyca, znakomita i słynna na całe królestwo krawcowa, pochodząca z samego Paryża, szyjąca prześliczne sukienki. Kłótliwa i złośliwa pani Karaluszyna. Major Chaps, któremu książę kazał połknąć za karę sto okrągłych kamyków. Doktor Ślimak ze swoim zapasem cudownych pigułek. On to sprawił, że lalka Emilia po połknięciu gadającej pigułki zaczęła wyrzucać z siebie słowa jak z karabinu maszynowego. W końcu markiz Kikutek zalecający się do Emilii. I wiele innych.


W książce co rusz pojawiają się postacie z innych bajek i baśni: Śnieżka, Piotruś Pan, Tomcio Paluch, Ołowiany Żołnierz, Jaś i Małgosia. W krainie tyle się dzieje, jej mieszkańcy na co dzień przeżywają różne przygody, rozwiązują swoje większe i mniejsze problemy.

Lektura akurat na teraz – to w końcu czas beztroskich wakacji, zabaw bez końca. To opowieść o bezpiecznym dzieciństwie – bo takie odczucia się pojawiają, gdy czyta się opisy dworku babci Benty, gdzie ciepło rodzinne, miłość i zrozumienie.


Książka z 1976 roku. Wyblakłe i pożółkłe kartki. Niektóre ilustracje zniszczone przez jakiegoś gorliwego pseudomiłośnika książek – porysowane ołówkiem – chyba chciał przerysować niektóre postacie przez kalkę. Szkoda, że dziś nie wznawia się takich książek.

 *Narizinia – od słowa: narizinho (czyt. narizinio) – nosek.

 

Autor Narizinii żył w latach 1882 - 1948. Czytając tę książkę naprawdę nie chce się wierzyć, że za lat siedem będzie miała 100 lat.

A tak Narizinię przedstawił Rogerio Coelho. Mnie bardziej bliska sercu jest wizja podwodnego królestwa Julitty Karwowskiej - Wnuczak.

Wiek 5+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia rok 1976

 



sobota, 17 sierpnia 2013
Chrupek i Miętus - Delphine Bournay

Czasem gdy otwieram książkę dla dzieci, przemyka mi przez myśl – już to gdzieś widziałam. No cóż zdarzają się naśladownictwa, nawet plagiaty, z małymi unowocześnieniami. Tymczasem takie zwierzaki jak u Delphine Bournay – spotkalam pierwszy raz w życiu. Dwójka przyjaciół – żaba i królik. Miętus i Chrupek – każdy z nich inny, z głowami pełnymi zwariowanych pomysłów. I pomysł na książkę również oryginalny – o czym za chwilę. Dwie okładki: na Dzikich zwierzętach – jakżeby inaczej – dzikie zwierzęta. Szczerzą zawzięcie swoje zębiska, ale nie tak wcale strasznie. Od razu można wyczuć, że chodzi tylko o narobienie dzieciarni strachu, że to jakiś żart a i tak wszystko skończy się happyendem. We Wrażliwcach – siedzą oparci plecami, uśmiechnięci, zadowoleni z życia. Mają wady i zalety, czasem zachowują się jak nasze dzieci, niekiedy można w nich dostrzec siebie – dorosłego ze swoimi pseudo - wspaniałymi pomysłami. Bo jak to zwykle w książkach o zwierzętach bywa – to istoty, w których kryjemy się my ludzie.

Każda z książek zawiera kilka historii. W Dzikich zwierzętach Chrupek i Miętus z pasją przyglądają się pewnej mapie, na której szukają swojego lasu (Mapa), Miętus próbuje po swojemu uporządkować las (Spis), a w ostatnim rozdziale zamierza ugotować srokę na obiad zamiast kurczaka (Dzikie zwierzęta). We Wrażliwcach znajdziecie cztery opowieści – Miętus próbuje przegonić Chrupkowe strachy nocne (Ciemność), Miętus szuka natchnienia poetyckiego w lesie (Wieczór poetycki), Miętus uczy Chrupka pewności siebie (Kapelusz), nawzajem doświadczają tego, że w przyjaźni może być raz lepiej raz gorzej(Księżyc).

Razem spędzają czas, bawią się, poznają świat i życie. Książka w formie krótkich historyjek obrazkowych. Tekstu również niewiele. W sam raz dla początkujących czytelników. Sekwencja każdego z bohaterów w innym kolorze, co na pewno pozwoli najmłodszym czytelnikom rozpoznać aktualnego mówcę. Partie narratora wyszczególnione czarnym drukiem. Natomiast partie zwierzaków w formie pisanej – takiej jaką znamy z zeszytów dzieci klas początkowych. Tutaj estetycznie i starannie napisane (jakbyście usłyszeli westchnienie mojego Tomka drugoklasisty – wyrażające oczywiście uczucie zazdrości).

Wiek 5+

Wydawnictwo Dwie Siostry