Zakładki:
Biorę udział:)
Półeczka maluchów
Półeczka starszaków
Półeczka dla dzieci 6 - 10
Półeczka dla dzieci 10+
Półeczka młodzieży
Półeczka rodziców
A tutaj piszę o książkach
Akcje Czytelnicze
Artykuły
Autorzy i ilustratorzy książek
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
Do słuchania
Gry i zabawy
O książkach dla dzieci
Szablon blogu
Wydawnictwa, z którymi współpracuję
Zajrzyj do książki
Tagi
Książki miesiąca Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli

Wpisy z tagiem: literatura fińska

sobota, 10 grudnia 2011
Tato, kiedy przyjdzie święty Mikołaj? - Markus Majaluoma

Rodzina Różyczków – tym razem w wersji świątecznej. Tato Paweł jak zwykle zapracowany – grabi liście w ogrodzie, walczy z praniem (ach te rajtuziaki na głowie), mama gdzieś tam w świecie robi karierę. Taki znak czasów. Dzieci tymczasem, jak to dzieci – gdzieś z końcówką roku podświadomie czują, że zbliża się TO COŚ. Czyli Święta Bożego Narodzenia. Stale też nagabują swojego kochanego rodzica pytaniami: Kiedy przyjdzie wreszcie Święty Mikołaj? Tato z coraz mniejszą cierpliwością tłumaczy:

Święty Mikołaj przyjdzie dokładnie i na pewno, o ile zegar świata nagle się nie zatrzyma, dopiero za sześćdziesiąt cztery noce, kwadrans po piątej.

W końcu nadchodzi Ten Dzień – a u Różyczków cały plan przygotowań wali się na łeb na szyję: w kuchni panuje niewyobrażalny bałagan, tato walczy w samotności z szynką i  zapiekanką. A jeszcze choinka. A jeszcze sauna dla mamy (!!! – ta jest na konferencji). Prawdziwy Święty Mikołaj też nawalił – a dzieci czekają. Nic to , Paweł Różyczko znany jest z tego, że nie z takich opresji wychodził. Od czego ma się sąsiadów – Pan Rurka pomoże, choć nie zawsze tak, jakby tato Różyczko sobie tego życzył. Zabawna historia, pełna nieoczekiwanych i absurdalnych zwrotów akcji, w której na samym końcu pojawia się aż trzech Mikołajów. Jeśli jednak ktoś szuka nastrojowej świątecznej opowieści – niech raczej rozejrzy się za innym tytułem. Mimo, że mam przed sobą papierową książkę – słyszę wrzawę trójki dzieciaków: Ksawerego, Olafa i Anny – Marii, trzaski łyżek i garnków w kuchni, przekomarzania z sąsiadem Rurką. Głośno tu i nerwowo - nie ma czasu na sentymenty i nastrój. Na końcu jak zwykle pojawia się mama, a w domu panuje spokój. Czyli - historia ma swój dobry koniec.

Ta część serii jest dla tych, którzy na święta potrafią spojrzeć trochę z  dystansem i przymrużeniem oka. Dla dzieci – lekcja o tym, że  w różnych krajach świętuje się inaczej – bez barszczu, pierogów, karpia, kutii i opłatka.

W książce mnóstwo zabawnych ilustracji – postacie narysowane niegrzeczną kreską. Zresztą popatrzcie sami:)


 

Wiek 3+

Wydawnictwo Bona



sobota, 17 września 2011
Tato, pojedźmy na grzyby! - Markus Majaluoma

To już trzecia odsłona z życia rodziny Różyczków. Kolejna zabawna historia, podszyta absurdalnym humorem. Na tym etapie można mówić już o pewnych stereotypowych zachowaniach członków rodziny – my jednak zawsze czekamy w napięciu, co będzie w nowej odsłonie – a przyznać muszę, że zaskakuje nas wiele, i śmieszy też. I tak: czy tato Różyczko znów przyjdzie z pracy tak zmęczony, wymiętolony i urobiony po pachy jakby go kto przepuścił przez maszynkę do mięsa? Jaki zwariowany pomysł podsunie dzieciakom niezastąpiony sąsiad pan Rurka – który poprzez swoje wspomnienia z dzieciństwa inspiruje trójkę rodzeństwa do działania: Olafa, Konstantego i Annę – Marię? Cóż tym razem najmłodsze dziecko – wspomniana już Anna – Maria, zabierze na wycieczkę? Nadmienię tylko, że zawsze jest to coś tak absurdalnego a zarazem oryginalnego, że człowiek zachodzi w głowę, jak można było w ogóle wpaść na taki pomysł.  No bo wziąć z sobą na wyprawę koszyk piknikowy i koc to co innego, a taki na przykład maszt flagowy to…. No właśnie. Co zadziwi na końcu książki mamę dzieciaków?

Ta część całej serii – iście jesienna. Rodzinka (jak zwykle bez mamy – a co tam, niech się kobieta realizuje:) wybiera się do lasu na grzyby. Czeka ich tam mnóstwo przygód, ciekawe spotkanie z …. pewnym potworem i dobra zabawa. Jak zwykle w tej serii – dużo śmiechu, przekręconych wyrazów sepleniącej małej Anny – Marii. Znak rozpoznawczy tego odcinka – nowe stare auto i powiewające na wietrze tatowe gacie w ciapki. A co? A jak? I dlaczego? – to już musicie sami odkryć.

 

Wiek 3+

 

Wydawnictwo Bona



wtorek, 26 lipca 2011
Tato, zbudujmy domek! - Markus Majaluoma

 

Na okładce książki nad wyrazem TATO widnieją dwa serduszka. Faktycznie - nie sposób nie pokochać, nie polubić taty Różyczko – o czym wiedzą z pewnością jego dzieci, ale też ja, mama dwóch urwisów, która zakochałam się w tej książce od pierwszego wejrzenia i czytania. Nie mówiąc już o moich synach, którzy po lekturze obydwu książek, bardzo wysoko podnieśli poprzeczkę wracającemu z pracy tacie.  To nic, że zmęczony, ledwie powłóczy nogami, wzrok mętny, marzący o wygodnej kanapie, gazetce albo poważnej lekturze. Nic to. Dzieci czekają. A ja śpieszę donieść, że krucjata taty Rożyczko – choć pewnie nie zaplanowana, taka spontaniczna, zaczyna zbierać obfite owoce. Rower, piłka nożna, spacery plac zabaw. NOOOO – może i tato Różyczko jest bardziej kreatywny niż nasz, ale co tam. Fajnie jest.

Tato Różyczko to typ człowieka, dla którego nie istnieją żadne przeszkody. Wszystko da się pokonać, trzeba tylko chcieć. A tato chce bardzo. I na wiele pozwala. Nawet wyniesienie wszystkich mebli przez dzieciaki traktuje bardziej w kategoriach kreatywności, aniżeli nieposłuszeństwa.   W każdym razie w odsłonie drugiej historii o przesympatycznej rodzinie z trójką dzieciaków pojawia się pomysł zbudowania domku na drzewie. Wszyscy są zachwyceni pomysłem, którego autorem jest nie kto inny, jak sąsiad – Pan Rurka. Wkrótce okazuje się, że obaj panowie odkrywają w sobie dziecko, zaczynają wymyślać liczne ulepszenia i dziwaczne rozwiązania, zapominając o istnieniu dzieciarni, która już na dobre zniecierpliwiona zbyt poważnym zaangażowaniem dwóch dorosłych osobników, sama na boku realizuje swój projekt autorski – tak po dziecięcemu – spontanicznie, z tego co akurat pod ręką, z materiałów nie wykorzystanych przez super – majstrów.

Ciepła i pełna humoru opowieść o relacjach między najbliższymi, z charakterystycznymi ilustracjami autora. Na tacie zawsze można polegać, tato potrafi wszystko – wiedzą o tym Konstanty, Olaf, Anna – Maria i Mama, która pojawia się zawsze na końcu książki. Bo tato jest the best. Kolejna inspiracja. Jest tylko jeden problem - drzewa w naszym ogrodzie są jeszcze takie maleńkie.... Chyba że będzie to domek-nie -na-drzewie. Hm........

 

Tutaj znajdziecie recenzję ksiązki - Tato, popłyńmy na wyspę!.

Wiek 3+

Wydawnictwo Bona



poniedziałek, 16 maja 2011
Tato, popłyńmy na wyspę! - Markus Majaluoma

Ta książka dla wielu będzie jak zwierciadło – my – rodzice zalatani, ciągle narzekający na brak czasu. I nasze dzieci – pełne energii, głośne, małe aniołki z rogami. To przecież o nas. Ta książka pomoże uwierzyć, że wszystko jest możliwe, trzeba tylko odrobina dobrej woli…

O czym marzy tato po wyczerpującym dniu pracy? Chciałby pewnie siąść w głębokim fotelu, zamknąć oczy choć na chwilę i odlecieć daleko, daleko ….. Może marzy też o szklaneczce schłodzonego piwa, emocjonującym meczu, ciekawym kinie akcji? Pan Paweł Różyczko jest ojcem zmęczonym, wykończonym. Dopiero co wrócił do domu – wygląda… nieciekawie. Ledwie żyje, powłóczy nogami, mina kwaśna – jednym słowem – obraz nędzy i rozpaczy. I jak tylko zatapia się na chwilę w przepastnych czeluściach fotela, zjawia się trójka jego słodkich dzieci: Olaf, Konstanty i Anna – Maria. Bo przecież tata obiecał…. Po tej lekturze, każdy rodzic zapamięta sobie raz na zawsze, że słowo obiecałeś, może być brzemienne w skutkach. A skoro się coś obiecało – słowa trzeba dotrzymać. Koniec kropka – tak ponoć mówi stare chińskie przysłowie (o tym nie ma  w tej książce). Ta książka oznacza przygodę przez duże p, dużą dawkę humoru. Czytając ją, nie sposób się nie uśmiechnąć. Pan Różyczko to tata, o jakim marzymy dla naszych dzieci. O jakim marzą nasze dzieci. Zawsze znajdzie dla nich czas, zagospodaruje go w sposób nietypowy – jest w dodatku wyrozumiały, troskliwy, cierpliwy. Tato idealny. Bo który z ojców zgodziłby się na zabranie na spacer zegara wahadłowego? No który? Pan Różyczko się zgodził – i jego córka jest przeszczęśliwa. Zwykły spacer do portu obfituje w ciekawe i zabawne wydarzenia. A zakończenie jest naprawdę zaskakujące.


Markus Majaluoma był znany nam już wcześniej – jako ilustrator książek Ella i przyjaciele. Tym razem popełnił książkę autorską. Udaną. W pastelowych, stonowanych kolorach, z mnóstwem ilustracji, na których ciągle się coś dzieje. Te obrazki się ruszają – zauważyło moje starsze dziecko – i faktycznie można odnieść takie wrażenie. A ile tam szczególików do wnikliwej obserwacji.  Moje dzieci utknęły z nosem na ostatniej stronie, która przedstawia plan małego nadmorskiego miasteczka. Mnóstwo tu zaułków do spenetrowania, wyśledzenia trasy spaceru rodziny Różyczków. Jednocześnie dużo pomysłów na spędzenie wolnego czasu – można korzystać do woli, zadowolone miny murowane…. Zresztą może warto podsunąć książkę tatom do czytania – może zarażą się entuzjazmem, kreatywnością taty Pawła Różyczko?(hi hi hi)


Tekst bardzo prosty, urozmaicony co rusz jakiś zabawnym wkrętem dziecięcym lub tatowym. Hulla, kacka kwacka – rozbawi każdego. 

Mnie cieszy kolejne rozszerzenie oferty dla dzieci przez wydawnictwo Bona. Doceniam wysiłki przybliżenia ciekawych tytułów zza naszej zachodniej granicy. Często buszuję po stronach wydawnictw niemieckojęzycznych i od nowości tam aż skrzypi. To przecież jeden z największych rynków wydawniczych na świecie. Fajnie by było gdyby…. Rozmarzyłam się na moment. Jest już Pan Brumm (Niemcy), a w zapowiedziach wznowienie (cudnego) Małego Duszka Preusslera (tak, tak tego pana od Malutkiej Czarownicy) i dalsze losy rodziny Różyczków (Tato, zbudujmy dom) To już literatura rodem z Finlandii – a rejony skandynawskie mają u nas od dawna bardzo dobre notowania. Będzie się działo i już się na to cieszymy...




Wiek 3+

Wydawnictwo Bona



sobota, 05 marca 2011
W Dolinie Muminków - Tove Jansson

Pewnie, że czekamy na wiosnę. Wszyscy – bez wyjątku. Zima swe uroki ma, ale …. W Dolinie Muminków małe stworzenia powoli budzą się ze snu zimowego. Nie wiem, czy wiecie, ale Muminki oraz ich przyjaciele – zapadają w zimowy sen. Najpierw jedzą na kolację trochę igliwia świerkowego, a potem z napełnionymi żołądkami dobrze śpią w swoich łóżkach przez trzy długie miesiące.

W pewien wiosenny poranek o godzinie czwartej do Doliny Muminków przyleciała pierwsza kukułka. Usiadła na dachu niebieskiego domu Muminków i zakukała osiem razy, co prawda trochę ochryple, gdyż była to jeszcze bardzo wczesna wiosna.

Wiosna! Nareszcie! A ta przynosi z sobą wiele niespodzianek. Muminek, Włóczykij i Ryjek znajdują na szczycie góry Czarodziejski Kapelusz. Kiedy okazuje się, że nie pasuje na głowy domowników (za duży) Tatuś Muminka radzi, by przeznaczyć go na kosz do papierów. Nie muszę dodawać, że skoro kapelusz jest czarodziejski, zaczynają dziać się dziwne rzeczy: skorupki jajek przemieniają się w obłoczki, Muminek – w potwora, a woda w rzece – w sok. Historia bardzo wciąga, bo przygoda goni przygodę – czasem jest śmiesznie, czasem tajemniczo, a czasem strach zagląda w oczy. Paszczak zmienia swoje hobby, wszyscy wyprawiają się łódką na Samotną Wyspę Hatifnatów, w Dolinie pojawiają się Topik i Topcia, czarodziej oraz potworna Buka. Ta część bardzo podobała się moim dzieciom. A z jakim zainteresowaniem słuchał jej mój trzylatek:))) Polecam tym, którzy nie sięgnęli do tej pory po książki Tove Jansson – klasyka przez duże „ka”, nieśmiertelne, piękne teksty, gdzie z rozmów małych bohaterów, albo między słowami, można wyczytać tyle filozoficznych prawd. I ilustracje – wyśmienite.

I najpiękniejsza scena w całej książce: kiedy Muminek podczas zabawy chowa się pod Czarodziejskim Kapeluszem i przemienia w potwora, kiedy wszyscy jego przyjaciele nazywają go oszustem i chcą wypędzić z Doliny, pojawia się Mamusia Muminka. Wystarcza jedno spojrzenie:

-Tak, ty jesteś Muminek.

Każda mama rozpozna swoje dziecko, a Mamusia Muminka poznała swego synka po strachu w wielkich oczach.

P.S. Wciąga – wciąga – dorosłych też;) I tylko szkoda, że znów zbliża się jesień. W Dolinie Muminków oczywiście. Bo nasza wiosna ciągle przed nami.

Wiek 6+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

piątek, 28 stycznia 2011
Opowiadania z Doliny Muminków - Tove Jansson

Zajrzałam z ciekawością do Doliny Muminków, czy aby nic się tam przypadkiem przez ostatnie lata nie zmieniło. Na szczęście – wszystko po staremu. Włóczykij nadal szuka swojej melodii, tajemnicze zwierzątko nie ma imienia. Homek ma zły dzień, a babcia Mi cała jest porośnięta grzybami, Filifionka widzi świat w czarnych kolorach – nawet cisza i spokój są oznakami zbliżającej się katastrofy, a Paszczak marzy o przejściu na emeryturę, chce żyć w ciszy i spokoju – choć chyba nie do końca. Muminek znalazł małego zielonego smoka. Dzieciak Nini jest niewidzialny. Tatuś Muminka – smutny bardzo - pewnego dnia opuszcza dom – i sam nie wie dlaczego. No i oczywiście cała rodzina Muminków zastanawia się, do czego może służyć choinka w wigilię. Książka zawiera dziewięć odrębnych opowiadań, a każde z nich to perełka, mały klejnot sam w sobie. To, co je łączy – to miejsce – Dolina Muminków. Dla tych, którzy po raz pierwszy sięgają po Muminki, to coś w rodzaju aperitifu, oczywiście, jeśli będzie ochota i wola na dokończenie dania, bowiem poznajemy tu wiele postaci, które potem występują w innych częściach, dłuższych formach literackich, są z nami po prostu dłużej. Bohaterami tych opowiadań są… No właśnie? Kto? Moje dziecko mówi – Małe zwierzątka. Choć to w istocie małe stworzonka, które nie mają swoich odpowiedników w świecie rzeczywistym. Choć chyba nie do końca. A może właśnie jednak ludzie? Mają nasze cechy. Może ktoś odnajdzie siebie w małym stworzeniu, może spotkał na swej drodze takiego Włóczykija, który robi co mu się podoba i chodzi swoimi ścieżkami? Tatusia Muminka – żądnego przygód, Mamusię – rozsądną, ciepłą istotę, która dla swoich dzieci ma zawsze czas i chce im nieba przychylić. A może Filifionkę – lękliwą katastrofistkę? Każdy z nich jest inny. I pewnie dlatego na długo zapadają w naszej pamięci – trolle z charakterem.

Baśniowe, nastrojowe opowiadania. Tove Jansson ma swój specyficzny styl opowiadania, podobnie jak Astrid Lindgren. Podoba się dzieciom i dorosłym, którzy po latach wracają chętnie :) do lektury sprzed lat. Do tego jeszcze niepowtarzalne ilustracje autorki.

Wiek 8+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

wtorek, 23 listopada 2010
Dwanaście prezentów dla Świętego Mikołaja - Mauri Kunnas/ Tarja Kunnas

Na tę książkę trafiłam dzięki blogom niemieckim. To opowieść o małym skrzacie Jaśku, który przez kolejnych dwanaście przedświątecznych dni zamierza obdarowywać Świętego Mikołaja dwunastoma prezentami (!!!). Okazuje się, że aby sprawić komuś radość – w tym przypadku aż dwanaście razy pod rząd, wcale nie potrzeba góry pieniędzy, Wystarczy dobry pomysł i odrobina chęci. Spokojnie, dzieci po tej lekturze nie będą miały nagle długiej listy życzeń. Wręcz przeciwnie – wyniosą ze spotkania z Jaśkiem naukę, że można cieszyć się z rzeczy małych i jakże oczywistych. Wszystko doprawione wielką dozą humoru, bowiem niektóre plany Jaśka, nie ma co ukrywać, nie do końca się udają. Jednak Święty i tak jest przeszczęśliwy, bo czyż to nie wspaniała rzecz, mieć świadomość tego, że ktoś przez dwanaście dni pamięta o tobie? Dla nas bomba – akurat na okres przedświątecznego oczekiwania. Na kilka kolejnych lat. Książka podoba się (prawie) sześciolatkowi i trzylatkowi.

To nasza pierwsza taka książka świąteczna – z … jajem (nie, nie wielkanocnym:)) Te, które posiadamy, są nastrojowe, nostalgiczne. Tutaj pod górą Korvatunturi aż się kotłuje. Skrzaty mają pełne ręce roboty. Skrzacia społeczność, oprócz tego, że przygotowuje zabawki dla dzieci, zachowuje się jak my, ludzie. Panie zajęte są robótkami i ozdobami świątecznymi, pieką pierniczki, dzieci chodzą do szkoły, od czasu do czasu co niektórzy zasypiają do pracy (ciekawe, dlaczego?) .

Książka, mimo, że niezbyt gruba, jest „trudna” do czytania. Trudna? ktoś zapyta. Dzieci odkrywają w niej tyle szczegółów, śmiesznych rzeczy, istot, sytuacji, że nie sposób jej czytać w skupieniu i ciszy. Ale to przecież jej wielka zaleta.

Zdjęcie znalazłam tutaj

Góra Korvatunturi leży na granicy fińsko - rosyjskiej. To słowo znaczy tyle co – „Góra – ucho” (483 m.n.p.m.) Na początku ubiegłego wieku powstała legenda, że u stóp Korvatunturi mieszka Święty Mikołaj. Po wojnie sowiecko – fińskiej (1939-1940) "Góra – ucho", słuchająca życzeń najmniejszych, stała się punktem granicznym, więc siedzibę Świętego przeniesiono do miasta Rovaniemi. Mimo to, ponad tysiące listów z całego świata przychodzi właśnie na adres tej starej siedziby. (według Wikipedii)

Wiek 4+

Wydawnictwo Media Rodzina

poniedziałek, 28 czerwca 2010
Kometa nad Doliną Muminków - Tove Jansson

Wszechświat jest taki ogromny, a Ziemia taka niesłychanie mała i nędzna.

To stwierdzenia Piżmowca, który pewnego dnia pojawił się w domku Muminków, stanowi niejako motto dla tej części. Bo czymże jest malownicza Dolina Muminków w obliczu zbliżającej się komety? To tylko jedno z wielu egzystencjalnych prawd i pytań, jakie towarzyszą maleńkim trollom, a które sprawiają, że mamy do czynienia z opowieścią wielowarstwową, którą można czytać w różnym wieku, odkrywając za każdym razem dla siebie coś nowego. Moje dzieci odwiedziły właśnie Dolinę niesamowitą, na wielkie szczęście, nieznaną im z telewizji, w której grupka małych dziwacznych postaci przeżywa najróżniejsze przygody. Mnie po latach przy głośnym czytaniu zaskakuje mądrość, która bije z kartek książki, a które przed wielu wielu laty umknęły mi gdzieś pomiędzy kolejnym eksperymentem Tatusia Muminka, kolejną przygodą Włóczykija i Muminka, a kolejną górą kanapek, które Mama Muminka serwuje wszystkim mieszkańcom uroczego niebieskiego domku z licznymi werandami i okienkami. Po latach zaczynam analizować Muminki, zaglądać na zaplecze – co absolutnie nie umniejsza mojej radości, że książka podoba się w moim domu najmłodszym. Słownik Wyrazów Obcych PWN określa trolle jako – demoniczne olbrzymy lub karły zamieszkujące najczęściej górskie pieczary, wrogo nastawione dla ludzi. Jakoś Muminki nie pasują mi do tej definicji. Tove Janson określając je tak, stworzyła zupełnie nowego trolla, który zdecydowanie wybiega poza przyjęty przez świat naukowy model. Dodam tylko – model trolla, chyba najbardziej znany na świecie, najbardziej sympatyczny i nam przyjazny. Ze wszystkich postaci jakie stworzyła autorka zawsze najcieplejsze uczucia wywoływał u mnie Włóczykij – swego rodzaju outsider, kierujący się swoimi zasadami, tajemniczy. Robił co chciał, szedł, dokąd chciał i kiedy chciał. Wolny. Niezależny. I choć mi teraz najbliżej do mamusi Muminka, która [dla synusia oczywiście] nakładła kanapek do koszyka stojącego koło zlewu i dołożyła jeszcze garść cukierków z jednego pudełka, dwa jabłka z drugiego, cztery małe kiełbaski, które zostały z poprzedniego dnia, i butelkę soku, takiego, co już był zmieszany z wodą i zawsze stał gotowy do picia na półce przy kominie, to z przyjemnością odnajduję tego Włóczykija sprzed lat, do którego wyrywało się kiedyś moje serce, a do którego wiele sympatii czuje moje starsze dziecię. Zachęcam do wyprawy do Doliny Muminków. Mimo, że uważam filmową wersję Muminków za udaną, nic nie zastąpi książki. Przygoda, ciekawe charaktery postaci – jakże różniących się od siebie, a przez to ciekawych, prawdy o życiu, często o nas samych, sprawiają, że do Muminków powraca się chętnie, czasem po latach. Długich latach, ale z wielką przyjemnością.

W tej części nad Doliną Mumników pojawić ma się kometa, co wywołuje u małych trolli strach, przerażenie i ciekawość. Dolina Muminków to w końcu nie kraina sielankowa, cukierkowa. Muminki mają swoje problemy, a ich Dolinie niekiedy zagrażają niebezpieczeństwa z zewnątrz. Każda z przygód kończy się szczęśliwie. Sam temat – kometa nie należy do najłatwiejszych akurat dla dzieci, prawda? Tymczasem Tove Jansson tak snuje swoją opowieść, że potrafi wciągnąć maluchy w to całe zamieszanie związane z pojawieniem się tajemniczego ciała niebieskiego, rozbudza ciekawość, fascynuje, a tym samym pokazuje moją małość jako rodzica w obliczu pytań, jakie rodzą się w związku z lekturą i tematem. (Nic to, trzeba było sięgnąć po fachową literaturę:)) Autorka prostym językiem tłumaczy zawiłości, buduje wokół tego ciekawą fabułę, dorzuca na deser wyśmienite ilustracje.

Po latach wzrósł jeszcze bardziej apetyt na podróż do Skandynawii, w której żyją takie urocze stworzenia jak Muminki, Paszczak, Włóczykij i inne. Marzy mi się, by zabrać tam dzieci. Może kiedyś…

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

poniedziałek, 22 lutego 2010
Ella i przyjaciele (t.2) - Timo Parvela

Jeśli ktoś czytał pierwszy tom przygód Elli, na pewno sięgnie po kolejny. Bo Ella uzależnia, a każde spotkanie z nią oznacza wyraźną poprawę humoru. Timo Parvela, sam przez sześć lat nauczyciel w szkole podstawowej, umie na tę instytucję spojrzeć z przymrużeniem oka, umie wyciągnąć z niej to, co najlepsze. Ze szkołą generalnie jest tak: niby wszyscy narzekają, a po latach szkołę lubią i miło wspominają. Zamiast kolorów: czarnego i szarości, dominują ciepły żółty i  przyjazny pomarańcz. Szkoła Parveli jawi się jako miejsce miłe i przyjemne, w którym uczniowie lubią się spotykać i przebywać, mimo, że czasem jest jak jest. Swoją drogą zastanawiam się, jakim pedagogiem był sam autor. Czy takim, jak jego książkowy odpowiednik, któremu dość często wiele rzeczy wymyka się spod kontroli, którego przerastają pomysły jego małych podopiecznych? Trzeba tutaj dodać, że w tych działaniach nie ma ani krzty złośliwości, uczniowie dwoją się i troją, by osiągnąć zamierzony cel, zadowolić, wręcz uszczęśliwić swojego pana, a że czasem nie wychodzi? No i dobrze, gdyby było inaczej, wówczas byłaby to zupełnie inna książka. A tak dzieci czytają z przyjemnością. I ich rodzice też. Lepiej przeczytać dobrą książkę dla dzieci, niż kiepską dla dorosłych.

W tej części spotykamy Ellę i jej starą paczkę przyjaciół. Razem z nimi jedziemy na kolonie, zaczynamy drugą klasę, poznajemy WYKOŃCZYCIELA i ZABIJAKĘ, spędzamy noc w szkole, czyli jak zwykle – oj, będzie się działo. Timo Parvela ma lekkie pióro, specyficzny styl, duże poczucie humoru, którym umie zarazić czytelnika. Rozdziały są krótkie, świetnie nadają się do samodzielnego, albo do rodzinnego czytania, które na pewno sprawi dużo przyjemności.

Timo Parvela otrzymał w 1989 roku nagrodę Hansa Christiana Andersena, która często nazywana jest Małym Noblem.

Wiek 6+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

sobota, 30 stycznia 2010
Ella i przyjaciele (t.1) - Timo Parvela

Ella jest boska!!! W Finlandii to już postać kultowa, nakręcono film na podstawie tej książki. Jeśli ktoś lubi Mikołajka Goscinnego, pokocha i Ellę. Jestem tego pewna. Wszystko kręci się tu wokół Elli – siedmiolatki, uczennicy pierwszej klasy, jej kolegów i pana nauczyciela - wychowawcy. Bohaterka opisuje zwykłe szkolne dni – z  własnej perspektywy, z dziecięcą naiwnością, ale i logiką. Jej koledzy z pierwszej klasy to: wszystkowiedzący Tuukka, nigdynicniewiedzący Pate,  beksa Samppa i  tropicielka wszelkich sensacji - Hanna. Jest jeszcze pan wychowawca, prześladowany przez szantażystę, tak przynajmniej twierdzi klasa Elli. Co wyniknie z tych podejrzeń? Cała masa zwariowanych i śmiesznych zdarzeń. Ella gwarantuje świetną zabawę i dużo śmiechu. Szkoła w tej książce to miejsce, które da się lubić, a czasem dzieje się tyle, że ho ho.

Krótkie rozdziały, szybka akcja i duża czcionka z pewnością zachęcą początkujących czytelników do pierwszych odkryć literackich na własną rękę.

Wiek 6+

 Wydawnictwo Nasza Księgarnia