Zakładki:
Biorę udział:)
Półeczka maluchów
Półeczka starszaków
Półeczka dla dzieci 6 - 10
Półeczka dla dzieci 10+
Półeczka młodzieży
Półeczka rodziców
A tutaj piszę o książkach
Akcje Czytelnicze
Artykuły
Autorzy i ilustratorzy książek
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
Do słuchania
Gry i zabawy
O książkach dla dzieci
Szablon blogu
Wydawnictwa, z którymi współpracuję
Zajrzyj do książki
Tagi
Książki miesiąca Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli

Wpisy z tagiem: Ulf Stark

sobota, 21 stycznia 2012
Magiczne tenisówki mojego przyjaciela Percy'ego - Ulf Stark

Kiedy czytałam książkę Starka, przypomniała mi się pewna historyjka, którą o swoim siostrzeńcu i ojcu opowiedziała mi przed laty koleżanka.

Otóż chłopiec ów zauważył, że kobiety mają cyce. Oburzony dziadek słysząc te słowa zawołał:

Ależ Kubusiu, mówi się piersi. Na to Kuba spokojnie odrzekł – A ja tam wolę cyce.

Pewnie byśmy chcieli, by dzieci były zawsze grzeczne i takie ułożone (ale czy ktoś z nas potrafi podać definicję słowa: grzeczny?), by zachowywały się o tak: ą i ę – czyli bułkę przez bibułkę. Kiedy moje dzieci siedzą tak jakoś dziwnie spokojnie, to wiem, że coś jest nie tak – bo dziecko to w końcu dziecko i cała ta aura: wrzaski, bijatyki, kłótnie, chęć zwycięstwa, dopominanie się o swoje, bycie w centrum i naj - są wpisane w dzieciństwo. W każdym razie chłopcy tak mają – na podstawie obserwacji córek moich sióstr stwierdzam, że dziewczynki chyba są jednak grzeczniejsze (ale cóż to znaczy – grzeczny? – co już pisałam). Mając na uwadze swoje doświadczenia i książkę Starka nie sposób nie pomyśleć – łolaboga -  wszystko przed nami (mną i mężem - który nadmienia, że kiedyś to dzieci chyba były inne). A tu proszę - prztyczek, co ja piszę – prztyk olbrzymi, w nos od Starka (jakby kto nie wiedział – rocznik 1944). No bo my tu niby się staramy, by zwrócić uwagę dziecka na rzeczy ważne i wielkie, na białe, a dziecko wybiera i tak czarne. Bo musi się przejechać, musi zapłacić frycowe, czasem oparzyć się i to nieźle. Tak, że aż bąbel wyskoczy. Może nawet skóra zejdzie. Tak jak te cyce z początku mojej recenzji. Tak woli i już. I żadne tłumaczenie, że tak nie wolno, nie wypada, bo konwenanse, tradycja i otoczenie itd. nie pomogą. I tak wybiera, co mu bardziej odpowiada, co uważa za słuszne. A więc przy Tenisówkach od czasu do czasu głęboko wzdychałam (nie wierzę, że nie będziecie wzdychać) i wspominałam, chcąc nie chcąc, program radiowy Wojciecha Cejrowskiego, w którym opowiadał o wakacjach dzieciństwa. Śmiałam się tak, że gdyby nie uszy, pewnie by mi głowa podskakiwała. Potem oburzona znajoma zwróciła mi uwagę – że to wcale śmieszne nie jest, bo gdyby tak jej dzieci robiły, to by osiwiała. Pierwsza myśl – była taka – chwila, chwila, czy pana Wojciecha słyszały moje dzieci, i czy aby widziały śmiejącą się matkę, gdy słyszały te wszystkie opowieści o łażeniu po wysokich drzewach, kradzionych jabłkach i zanikaniu na całe dnie Bóg wie gdzie (no pewnie, że odetchnęłam z ulgą, gdy byłam pewna, że nie słyszały). W Tenisówkach Stark wspomina swoje dzieciństwo – i nie myślcie, że autor zamierza się kajać przed nami, że to i to było złe. Podglądanie gołych bab, przebieganie przed maską pędzącego samochodu, balansowanie na barierce mostu, bombardowanie jabłkami auta sąsiada, podkładanie petard w skrzynkach na listy – to tylko niektóre przykłady. I to pewnie burzy spokój rodzica, który już myśli (jeśli zna oczywiście książkę), gdzie upchnie tomik na górnej półce, by był dobrze niewidoczny. Główny bohater – Ulf to taki trochę klasowy fajtłapa, z porządnego i kochającego domu. Fakt – z bratem mu się nie układa. Bracia się leją i często i gęsto. Ale rodzice? - do rany przyłóż. Pewnie dlatego Ulf godzi się na udział w tym męsko – chłopięcym zdobywaniu i uczeniu się świata – by nie być ślimaczą dupą. A kiedy w klasie pojawia się NOWY – Percy, który bije najlepiej, przeklina, odszczekuje nauczycielom – Ulf bardzo chce być taki jak on. Wierzy w bajeczkę Percy’ego, że jego siła tkwi w starych, podartych tenisówkach. Ulf będzie chciał je zdobyć za wszelką cenę – bo bardzo chce stać się kimś innym – kimś lepszym. I będzie robił to, co robią inni, by nie być odrzuconym, będzie wymyślał takie rzeczy, o których do tej pory mu się nie śniło. Jednym słowem – przerośnie Percy’ego – i to o dwie głowy. Świetnie napisana powieść – o trudnym dorastaniu, o marzeniach i planach chłopca ze Szwecji – który wyrósł – (to ważne!:) naprawdę na porządnego faceta:)) - co to w dodatku książki pisze. Lektura, która głównie (co ciekawe) rozgrywa się gdzieś poza papierowymi kartkami – budzi lęk, stawia pytania. Ale to tylko przemyślenia matki kwoki – która drży o swoje dzieci. A te – znając życie – szybko przejdą do porządku dziennego. I tak zabiorą z tej lektury tylko to, co im wygodne i miłe. A może u nich nie będzie tego czegoś - poza, które teraz tak bardzo wyolbrzymiam. Będzie tu i teraz - nic więcej. Zamkną książkę. Koniec. Zrobią po swojemu – pewnie wymyślą coś nowego, coś zupełnie nowego – przez co znowu nie będziemy mogli spać;)

Opowieść o szukaniu swojego ja i swojego miejscu na ziemi. Świetna inspiracja do poszukiwań i rozmów z dzieckiem – też okazja do tego, by poznać jego zdanie na temat TEJ książki. Czy mu ją podsuniecie? Hm…………………………..:)

 

Wiek 9+

Wydawnictwo Zakamarki



środa, 03 sierpnia 2011
Mały Asmodeusz - Ulf Stark/ Józef Wilkoń

Wychowałam się na książce Nowy kiermasz bajek, która pełna była bajek i legend ludowych. A lud lubował się w opowieściach o diabłach. Stworzenia te siedziały w rosochatych wierzbach, czaiły się w szuwarach, tańcowały z wiejskimi dziewuchami i tak jakoś bezrefleksyjnie dawały się robić w trąbę mazurskim chłopom. Aż żal było patrzeć jak ci zakładali się  z nimi o wielkie skarby, walczyli o duszę, a czarty - głupie że aż strach, zawsze źle kombinowały i całe te mazurskie szachrajstwa przyjmowały za dobrą monetę. Bo w dobrej bajce dla dzieci – diabeł – uosobienie zła – zawsze przegra z kretesem. Dobra bajka to taka, gdzie Dobro zwycięża Zło. I w Małym Asmodeuszu wcale nie jest inaczej – choć od samego początku tak jakoś nam serce się rwie do tego cichego malucha, który, gdyby nie te dwa rogate guziołki na głowie, pewnie mógłby uchodzić za anioła (tego prawdziwego – z aureolą, bo wiadomo, że diabeł to anioł upadły). Ciekawa byłam tej szwedzkiej wizji piekła i diabelskiej istoty. By porównać wspomnienia sprzed lat, które siedzą w głowie dość mocno. Asmodeusz nie klnie, nie mówi brzydkich wyrazów, nie drażni się  z innymi, nie beka, nie pluje, nie kłuje diabelskich kuzynek widelcem po tyłkach. Co to za diabeł? Takie same refleksje nachodzą ojca diabełka – Władcę Ognia i Westchnień, który wysyła Asmodeusza na ziemię. Ma on zwieść jakąś pokusą choć jedną duszę na manowce. Niby mu się to udaje, bowiem Asmodeusz staje przed ojcem z Krystyną, gotową oddać swą duszę za zdrowie małego braciszka. Tylko, że dla ludzi działających w imię Dobra, Miłości, w  piekle nie ma miejsca. A z bajki płynie przesłanie: warto poświęcić się dla drugiego człowieka, warto czynić Dobro, warto kochać. Te wartości wzmacniają, a diabły, choćby nie wiem jak się wysilały, stawały na tych swoich dwóch rogach, choćby oferowały najbardziej kuszące promocje na świecie i tak nie mają szans. Stara prawda, podana w bardzo sugestywny sposób. Obok piekła Wilkonia nie sposób przejść obojętnie. Ilustracje ciemne, czarne, robią wrażenie. Tekst pełen humoru rozładowuje, co tu mówić, dość ciężką atmosferę. Bo co innego o piekle mówić, co innego to piekło zobaczyć. Z ciekawości podpatrzyłam wydanie szwedzkie, które ściągnęli też Niemcy  na swoje podwórko. Już na pierwszy rzut oka widać, że wydanie oryginalne w jasnej pomarańczowo - żółtej otoczce ma zupełnie inny klimat. A to Wilkona ……………hm,hm. Człowiek zaczyna się nawet w pewnym momencie zastanawiać, czy aby Mistrz tego miejsca na pewno nie widział:) Pewnie i mnie zaraz się dostanie po głowie, że jak tu zachwycać się piekłem, skoro Wydawnictwo już ponoć dostaje telefony z burą za promocję diabła i ciemnych otchłani (polecam wywiad z  dyrektorem Media Rodzina - B. Kledzikiem ). Gdzie, w którym miejscu? Przejrzałam książkę tysiąc razy w lewo i w prawo. Tekst, obrazy (nie, nie obrazki! – zwracam na to szczególną uwagę) I nic. U dzieci też nie zauważyłam jakiegoś nagłego poruszenia polekturowego. Jakiejś fascynacji mocami piekielnymi - w niepokojącym znaczeniu i nasileniu. Owszem –  jest respekt, poprawa zachowania (Chyba tylko chwilowa:) i jakaś taka ...powaga, mimo że tekst śmieszy. W końcu piekło to piekło, a Wilkoń nadał mu tu odpowiednią rangę.  Dzieci same zauważyły, że pewne zachowania są w piekle mile widziane, a rogacizna aż zaciera ręce z uciechy jak któremuś  się wymsknie słowo na "de", albo podłubie w nosie. A przesłanie książki jest również jasne i czytelne. Lektura spodoba się zarówno w treści jak i w obrazie. A ciemną noc, rozjaśnioną jasną plama księżyca najchętniej powiesiłabym w ramce nad łóżkiem.

Tutaj możecie zobaczyć warsztat Józefa Wilkonia i prace nad tą książką.


Wiek 6+

Wydawnictwo Media Rodzina