|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Biorę udział:)
Półeczka maluchów
Półeczka starszaków
Półeczka dla dzieci 6 - 10
Półeczka dla dzieci 10+
Półeczka młodzieży
Półeczka rodziców
A tutaj piszę o książkach
Akcje Czytelnicze
Artykuły
Autorzy i ilustratorzy książek
(c) copyright
Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
Do słuchania
Gry i zabawy
O książkach dla dzieci
Szablon blogu
Wydawnictwa, z którymi współpracuję
Zajrzyj do książki
Tagi
Półeczka z książkami![]() Wypromuj również swoją stronę
|
Wpisy z tagiem: Półeczka maluchów
poniedziałek, 21 maja 2012
Paluszki, czyli o dziesięciu takich, co nigdy się nie nudzą - Renata Piątkowska/ Jola Richter - Magnuszewska
Zastanawiam się, skąd autorka zna moje dziecko. Przecież to wypisz wymaluj mój młodszy synek i jego dziesięć paluszków, wiecznie zajętych. Pracą. Tak, tak – pracą. Tylko nam, dorosłym wydaje się, phi, że co to takiego – ot paluszki i tyle. A dziecko przecież nimi poznaje świat. Głaszcze go, przytula, czasem uszczypnie, czasem oparzy się i zapiszczy z bólu. Prawdę powiedziawszy, nawet nie zdawaliśmy sobie sprawy z tego, jak wielki udział te małe paluszki mają w życiu codziennym takiego rasowego przedszkolaka. Przecież dużo czynności zarówno my jak i nasze pociechy wykonujemy mechanicznie. Kilka razy złapałam Mikołaja na tym, że podczas czytania wyciągał przed siebie ręce, i sprawdzał, co teraz robią jego palce. A te, podobnie jak u książkowego chłopca, za nic w świecie nie chcą usiedzieć spokojnie. Nawet w nocy, słychać z niebieskiego pokoju jakieś szmery, jakby ktoś przesuwał nimi po drewnianej ramie łóżka. A w dzień – muszą tyle zrobić, myć się, zawiązywać sznurowadła, zapinać guziki, walnąć starszego brata, podłubać w nosie, podrzucać piłkę, wycierać łzy z zapłakanej buzi, klepać kotlety z błotka. I o tym jest ta książka – tyle że o innych paluszkach, ale jakże podobnych. Dzięki Marcinkowi, nasz Mikołaj zwraca większą uwagę na to, co robi i jak robi. Liczy paluszki, czasem woła: Mama, a teraz robię to i to…. Bardzo polecam tę książkę – to ciepła historia pełna pozytywnej energii i uczuć. W środku fajne ilustracje, wspaniały wiersz Joanny Kulmowej: Gdybym miał dziesięć rąk i miejsce na…. paluszki małego czytelnika.
Wiek 3+ Wydawnictwo Bis
sobota, 19 maja 2012
Mama bohatera - Robert Malo i Fco. Javier Mateos/ il. Marjorie Pourchet
Takiej książki nam było trzeba. By odbrązowić tych wielkich bohaterów, by choć na chwilę zrzucić ich z piedestału, i by postawić na nim….. mamę bohatera. Bo czy ktoś gdzieś czytał o matce Zawiszy Czarnego, albo Robin Hooda? Na pierwszym planie zawsze – sam bohater mężnie wypina pierś, a przecież komuś to zawdzięcza, że jest, że może spokojnie wykonywać swój rycerski fach, gdy tymczasem gdzieś w tle, na drugim planie, jest jego MAMA. Autorzy książki zajrzeli za kurtynę i opisali, co tam się dzieje. A tam mama prasuje płaszcz bohatera żelazkiem na duszę, dba o dobre imię syna, poprawia mu strój, karmi, dzielnie kroczy za chłopakiem z podkręconym wąsem, a gdy trzeba - broni przed niebezpieczeństwem i daje po głowie torbą podróżną komu trzeba. A syn ma trudną misję do spełnienia. Młodziutki król po swoim ojcu odziedziczył olbrzymi dług, a Czarny Kawaler żąda natychmiastowej jego spłaty. Pomóc może dzielny Dick van Dyke - właśnie ów synalek mamusi. Uchylę rąbka tajemnicy i wyjawię, że misja się powiedzie, ale tak między nami – bez mamy – nie byłoby happyendu. Od kilku dni to hit w naszym domu – książka śmieszna – zabawne ilustracje, które przypominają dawne sceny rodzajowe. Wciśnięte między to wszystko rusztowanie w zamku Czarnego Kawalera i sztuczna szczęka ogra wywołują salwy śmiechu. Do tego śmieszne gderanie mamy, jej torebkowy atak i skruszona mina Czarnego Kawalera. Ta książka to ukłon w stronę wszystkich mam, które dla swoich dzieci gotowe są zrobić wszystko. Brawo za pomysł, brawo za humor i za przesłanie – bo tak między nami – po raz drugi – przecież kiedyś nadchodzi ten moment, kiedy trzeba dzieci puścić wreszcie w świat. Książka dla całej rodziny – na Dzień Matki i nie tylko.
Wiek 4+ Wydawnictwo Tako
środa, 16 maja 2012
Niesmacznik - Natalia Usenko/ Ewa Poklewska - Koziełło
Nasze dzieci mają ze sobą wiele wspólnego jeśli chodzi o kuchnię: nie lubią szpinaku, zupy mlecznej, galarety z nóżek, kożucha na mleku (a kto lubi?). Natalia Usenko zebrała większość unikanych przez małe dzieci potraw i zamknęła je w wierszach. Śmiesznych wierszach. I niech rodzice nie liczą na to, że kulinarna poezja akurat w tym przypadku zachęci ich pociechy do sięgnięcia po marchewkę z groszkiem albo cóś podobnego. Nic z tych rzeczy. Jeśli ktoś szuka pedagogicznego wsparcia ze strony literatury, niech się nie łudzi - dotychczasowe starania legną w gruzach. Za to zabawa będzie przednia, bo jak się tu nie uśmiechnąć czytając wiersze o Pasibrzuchach, różowym kisielu, paskudnych troszkę marchewce z groszkiem, odchudzającej się mamie, rodzeństwie toczącym boje na pięści o papier po eklerkach, pszczółce (hit w naszym domu) i o królewskiej kuchni Kucharza Straszliwego.
Po spożyciu szpinaku mały Krzyś zareagował tak: Krzyś strasznie się skrzywił, Łyżeczkę wziął do ust i … PADŁ JAK NIEŻYWY.
Przy wierszu o odchudzającej się mamie śmiała się cała rodzina: Na śniadanie je marchewkę dla urody. Na obiadek pije kubek czystej wody. A wieczorem, gdy na mamę nikt nie zerka, Zjada pizzę i pierogów dwa wiaderka. Poezja na luzie, z przymrużeniem oka, nie-pedagogiczna, bardzo dziecięca. To naśmiewanie się z tych wszystkich – zdrowych, pożywnych potraw – to jakby reakcja malucha na nasze przymuszanie – Zjedz, bo to zdrowe. Zjedz bo nie urośniesz. A może lepiej odpuścić? Machnąć ręką? Sama jako dziecko nie znosiłam ryżu na mleku, klusek na parze, naleśników. Stąd – jak nie chce, nie ma przymusu. Może kiedyś przekona się do szpinaku a’la babcia Danusia:) Książka może być punktem wyjścia do ważnych rozmów na temat odżywiania - a bardzo nie-pedagogiczny wiersz o obiadku pewnej rodziny - o zachowaniu się przy stole. Śmiech śmiechem, ale czego Jaś się nie nauczy, tego...... Książkę z humorem zilustrowała Ewa Poklewska – Koziełło.
Wiek 3+
Wydawnictwo Literatura
sobota, 12 maja 2012
Niezapominajek - Michael Broad
Sympatyczna i ciepła książka o pewnym słoniątku, które zgubiło się na sawannie. Wprawdzie mama co rusz upominała słoniątko, ale jak grochem o baobab. Mama swoje – dziecko swoje (skąd ja to znam). I tak jak w naszym prawdziwym życiu – może to dość okrutnie zabrzmi – ale czasem trzeba się sparzyć, by się czegoś nauczyć. Słoniątko w końcu odnajduje swoją mamę – i jestem pewna, że już do końca długiego słoniowego życia zapamięta tę lekcję, że odłączanie się od stada jest bardzo niebezpieczne. Książka obrazkowa, kolorowa – z przewagą niebieskiego afrykańskiego nieba i niezapominajkowych kobierców. Wszak te kwiatki odegrały tu kluczową rolę. Z ciekawości sprawdziłam, czy faktycznie w Afryce można je spotkać. Faktycznie – można – a dotąd kojarzyły mi się tylko z ogrodem mojej babi i okolicznymi rowami. Na niemal każdej stronie swoją historię toczą dwa żuki gnojaki. Nie przeoczcie ich:)
Wiek 0+ Wyd. Bis
środa, 11 kwietnia 2012
Odlotowo - Michał Nowakowski/ Maciej Szymanowicz
Sympatyczna książka dla miłośników skrzydeł w przestworzach. Perypetie kilku latających maszyn, które do złudzenia przypominają …ludzi. Wściekają się, są zarozumiałe, mają kompleksy, boją się, są nieśmiałe albo uczynne. Kilka maszyn, a każda inna. Można się domyślić jaki będzie Vipek, skoro sam wozi na swoim pokładzie VIP-ów. Albo taki Smaruś – który dokonuje przeglądu innych maszyn. Odlotowo poznajemy dzięki lekkiemu samolotowi Skrzydełko. Podczas lotu zostaje trafiony przez piorun. Musi przejść coś w rodzaju rekonwalescencji na lotnisku, gdzie panują sympatie i antypatie, określone porządki. Skrzydełko musi stawić czoła wszelkim trudnościom, pomoże też zakompleksionemu samolocikowi: Śmigiełko. Oczywiście – wszystko dobrze się kończy. Chłopcy z mojego podwórka ślęczą nad tą książeczką – analizują, szukają szczegółów, sami rysują samoloty. Jedne lubią bardziej – inne mniej. Książka obrazkowa, z małą ilością tekstu, w charakterystycznych komiksowych dymkach. Nam podobają się ilustracje Macieja Szymanowicza – zadziorne, wybornie oddające charaktery naszych bohaterów. Nie sposób nie polubić żółtego, oddanego innym Skrzydełko. A Vipek – ten to dopiero miał …charakterek. Wystarczy spojrzeć na jego minę. Wprawdzie przechodzi pewną metamorfozę, ale mali czytelnicy bywają pamiętliwi.
Wiek 2+ Wydawnictwo Wilga
poniedziałek, 19 marca 2012
Książeczka - wycieczka po miastach i miasteczkach - Eliza Piotrowska
Taki mini … antyprzewodnik. Bowiem nie oczekujcie od tej książeczki (tak – właśnie tak – wymiary: 155 mmx 155mm), że znajdziecie w niej nawał informacji o polskich miastach i miasteczkach. Autorka zabiera nas wprawdzie do wielu miejsc (blisko 60) – bardziej lub mniej znanych, ale tę wycieczkę traktuje jako zabawę, z przymrużeniem oka. I nigdy nie wykorzystuje w czterowersowym spacerku motywów charakterystycznych. Jak to rozumieć? W Ciechocinku nie tężnie są na pierwszym planie, a w Biskupinie gród z zamierzchłej przeszłości. W Biskupinie … pająk chodzi po pianinie, a w Ciechocinku… bąk cukierki robił z kminku.
Ulubiony?
W Chodzieży król królową zamknął w wieży, bo mówiła brzydkie słowa i bolała ją wciąż głowa.
Oczywiście dzieci dalej szukać wierszyka o naszej miejscowości. Ale malutkie toto – i nie znaleźliśmy. Ale za to są Leszno i Jarocin, a my pomiędzy:)
W Jarocinie pajac skakał na sprężynie. wygląd przy tym miał niezdrowy oraz straszny zawrót głowy
W Lesznie pies na kota szczekał śmiesznie. pies ujadał na bezdechu, a kot kulał się ze śmiechu.
Wierszyki śmieszne, o miastach na nie-poważnie. Do tego pełne humoru ilustracje Autorki. Przy każdym mieście – wizualizacja na mapie konturowej Polski.
Wiek 3+ Wydawnictwo Media Rodzina
piątek, 16 marca 2012
Maska lwa - Margarita del Mazo/ Paloma Valdivia
Maska lwa przenosi nas do Afryki, gdzie na świat właśnie przyszedł mały lew. W przyszłości ma zostać królem sawanny. A król powinien wzbudzać respekt, szacunek, strach. Jednym słowem – poddani mają się go bać. Tymczasem mały lew nie spełnia oczekiwań wymagającego ojca – nie potrafi groźnie zaryczeć, ciągle się uśmiecha, w dodatku bawi się z zebrą w berka, a gdy widzi swoje odbicie w wodzie – śmieje się z siebie. Bardzo zdenerwowany tym stanem rzeczy ojciec zamawia u dzięcioła maskę dla następcy, która sprawi, że przed lwem – synem drży cała sawanna. Tylko, czy tego właśnie chciał mały lew? Piękna książka – ze względu na ilustracje, stylizowane na sztukę afrykańską; na barwy – to książka bardzo energiczna, gorąca jak słońce na Czarnym Lądzie. Nasycona czerwień, pomarańcz, gdzieniegdzie żółty, z mocnym konturem czerni. Piękne sceny nocne – jeśli ktoś czytał Heban Kapuścińskiego, wie, że noce tam czarne choć oko wykol. Tutaj w odcieniu fioletu, rozjaśnione plamą brudnej czerwieni. Piękna – ze względu na przesłanie. Książka Margarity del Mazo przypomina mi Wilczka, którego zilustrował Józef Wilkoń. I tu i tam dzieci nie spełniają oczekiwań rodziców. Poprzeczka czasem jest postawiona wysoko, a dzieci chcą być jakie chcą – czerpać radość z życia, mieć wielu przyjaciół. Może stąd właśnie płynie ważna nauka dla nas – rodziców – że dzieci wychowujemy nie dla siebie, ale dla świata. Że dzieci pójdą swoją drogą, nie nam wybierać im przyszłość, nie nam planować, ustalać. Maska to też symbol – dla świata zewnętrznego przedstawiamy się jako ktoś mocno chodzący po ziemi, wiedzący czego chce od życia. Gdy tymczasem pod nią kryje się istota słaba, z kompleksami, z tłumionymi marzeniami i potrzebami. Zupełnie jak w przypadku małego lwa. Czy właśnie tego chcemy dla swoich dzieci? Mądra książka o trudnym dorastaniu, szukaniu swojego miejsca na ziemi, szukaniu swojego ja. W końcu o odwadze, bycia …sobą. Tak zwyczajnie.
Wiek 3+ Wydawnictwo Tako
środa, 07 marca 2012
Charlie i Lola. Za nic na świecie nie zjem pomidora - Lauren Child
Mam w domu dwójkę chłopców, którzy nie lubią warzyw. Młodszy może i by polubił (ach ten apetyt), ale starszy nie lubi - to się łączy w owym nielubieniu. Od czasu do czasu – trochę, ale naprawdę rzadko. Mają swoje ulubione potrawy – i owszem. Oczywiście przepadają, jak rasowe dzieciaki, za słodyczami, ale warzywa – tfu, tfu. Ach – a że jesteśmy z Wielkopolski – kochają też ziemniaki, ale nie purée (To ponoć jest ble), w kawałkach, z wody, z sosikiem. Słyszałam już różne rady – typu – Jak nie zjedzą warzyw, to niech nie oglądają bajki (Reakcja niejadków? Ok, to my idziemy się bawić do naszego pokoju) Albo: Nie martwcie się. Jak zobaczą, że wy lubicie warzywa, one też polubią. No i wysłuchuję potem od lepszych rodziców jak to ich dzieci zjadają tony buraków, pałaszują seler jak jabłka i co najmniej raz w tygodniu domagają się szpinaku albo brukselki. A nasza lekcja poglądowa nam się nie udała. Już siedem lat mija i jest ciężko. Może Lola pomoże. W każdym razie po lekturze Za nic w świecie nie zjem pomidora – moje dzieci zjadły ni z gruszki ni z pietruszki, w czasie zabawy ….surową marchewkę. Co ja mówię: przegryzki z Jowisza. Pewnie jeszcze ściągnę od Charliego zielone kulki i krem z obłoków. Pomidory lubiły zawsze - Tylko…. – Ja mama nie wiedziałem, że to księżycowoce. Pomijając już te wszystkie nasze warzywne perypetie – wróćmy do książki. Tym razem rodziców nie ma w domu, a Charlie ma nakarmić Lolę - niejadka. Lola nie dostaje do zjedzenia zielonego groszku, marchewki, ziemniaków, czy pomidorów. Charlie wyczarowuje dla niej przegryzki z Jowisza, krem z obłoków, paszteciki oceanicznie. Dziewczynka kosztuje każdej potrawy niepewnie, a potem pałaszuje, aż jej się uszy trzęsą. Już się zastanawiam jak nazwać kapustę kiszoną, buraczki na ciepło rzodkiewki. Książka podsunęła mi fajny pomysł na zabawę w kuchni – mam nadzieję, że się uda. Bardzo się nam podoba ta książeczka – przekora Loli i spryt Charliego zawsze wywołują głośny śmiech. Charlie czasem stosuje fortel Tomka Sawyer’a. Pamiętacie – jak miał pomalować płot? W końcu to chłopaki z sąsiedztwa wykonały za niego robotę. Charlie też pokazuje czasem specjalnie, że mu na czymś nie zależy, wiedząc, że Lola zrobi zupełnie tak jak sobie zaplanował. W kwestii jedzenia trafił w 10-tkę. Jak tak dalej pójdzie, Lola w następnej części będzie przypominała małą sympatyczną kuleczkę:) Wiek 3+ Wydawnictwo Media Rodzina
niedziela, 26 lutego 2012
Żabka ma przyjaciela - Max Velthuijs
Im częściej czytam Żabkę dzieciom – tym bardziej jestem zachwycona – jej prostotą, ilustracjami, nauką, jaka płynie z każdej części – wyrażona między słowami – do której mały czytelnik musi dojść sam. Nie ma tutaj nadętego moralizatorstwa – czegoś w rodzaju: musisz, trzeba, należy, zawsze itd. Żabka uczy się świata obserwując, rozmawiając – a że czasem boli – tego zarówno Żabka jak i maluchy mogą doświadczyć na własnej skórze. Za każdym razem przekonuję się o tym, widząc minę mojego małego Mikołaja, gdy nadchodzi czas, gdy …. – o tym za chwilę. Ale od początku: Żabka pewnego dnia znajduje małego misia o koralikowych oczach. Zabiera go do domu i opiekuje się z nim. Misiek – z początku jakby trochę nieufny, nie umie mówić. Żabka rozmawia z nim, karmi, przytula. Aż nadchodzi dzień, kiedy Miś przemawia. Jednak Misiek tęskni za swoim domu. Postanawia opuścić Żabkę i powrócić w rodzinne strony…. I tu nadchodzi czas na podkówkę mojego Mikołaja (choć doskonale zna happyend tej historii:) - jego oczy wilgotnieją – i za sprawą książki przeżywa poczucie straty kogoś bliskiego, podobnie jak bohaterka. Bo Żabka to emocje – jej radość udziela się wszystkim, podobnie jak smutki, rozczarowanie, wątpliwości, niedowartościowanie. Velthuijs chyba użył czarów – by tak łatwo trafić do najmłodszych. A może to tylko niezwykła prostota tekstu i ilustracji? Może dobór tematów – tych, które są nieodłącznym elementem naszego życia? Żabka ma problemy podobne do naszych dzieci – wątpi w swój urok i umiejętności, czuje respekt przed nieznanym, chce mieć przyjaciela. Tak łatwo się z nią utożsamić, tym bardziej, że i ona ma pod górkę i wcale niełatwo znajduje rozwiązania. Nie ma tu czarodziejskiej różdżki – za sprawą której wszystko się zmienia od razu na dobre.
W Polsce do tej pory ukazały się trzy części z całej (chyba) 12-tomowej (trochę za dużo powiedziane:)) serii. Jest szansa, że Wydawnictwo wróci do Żabki – wiem z pewnego źródła. To bardzo dobra wiadomość.
Wiek 4+ Wydawnictwo Wilga
środa, 22 lutego 2012
Wieczorynki z kotem Miśkiem - Anna Onichimowska/ il. Iwona Cała
Wieczorynki z kotem Miśkiem to literackie miniaturki do czytania najmłodszym przed snem . Maluchy przepadają za tym puszystym, pręgowanym zwierzakiem – i pewnie polubią naszego dachowca i jego przygody. Znajdziecie tu aż 29 krótkich wieczorynek. Czytamy je po kolei – gdyż całość składa się na jedną długą historię …. kociej miłości. A wszystko zaczęło się na dachu pewnego domu – bowiem Misiek uwielbiał przechadzać się po dachach. Zmęczony zabawą ze zgubionym przez Kominiarza Guzikiem zwinął się w kłębek i zaczął śnić – po kociemu – a we śnie pojawiła się tajemnicza ruda koteczka ze złotymi ślepkami i czarną plamką koło nosa. Misiek zakochał się w niej i wyruszył w długą podróż, by ją odnaleźć. Gdzież on nie był, kogóż nie spotkał, czego nie przeżył. Razem z Miśkiem maluchy podróżują statkiem, łodzią podwodną, samolotem, stają oko w oko z krokodylem, Czarownikiem, wielorybem, piratami. Czasem niebezpieczeństwo zagląda Miśkowi w oczy. A wtedy kocio zaciska mocno ślepia i mruczy: Żegnaj, koteczko nieodnaleziona. Z wieczorynek odczytujemy starą prawdę, że czasem szukamy czegoś lub kogoś daleko, co jest w rzeczywistości bardzo blisko. Wystarczy się tylko rozejrzeć…. Zabawne i ciepłe historie, akurat na dobry sen, nastrojowo zilustrowane przez Iwonę Całę.
Wiek 3+
Wydawnictwo Literatura |