Zakładki:
Biorę udział:)
Półeczka maluchów
Półeczka starszaków
Półeczka dla dzieci 6 - 10
Półeczka dla dzieci 10+
Półeczka młodzieży
Półeczka rodziców
A tutaj piszę o książkach
Akcje Czytelnicze
Artykuły
Autorzy i ilustratorzy książek
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
Do słuchania
Gry i zabawy
O książkach dla dzieci
Szablon blogu
Wydawnictwa, z którymi współpracuję
Zajrzyj do książki
Tagi
Książki miesiąca Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli

Wpisy z tagiem: Psychologia

środa, 06 lipca 2011
Naucz mnie samodzielności - Maja Pitamic

Książkę połknęłam wczoraj wieczorem. Mój mąż śmiał się nawet, że ja to ostatnio myślę tylko  o Montessori, a on marzy o zwykłej … lasagne (powiedział specjalnie tak długo: lazaniiiiiiiiii). Ale żarty na bok. Od dłuższego czasu podglądam mamy, które na swoich blogach podpowiadają, co można robić z dziećmi metodą Montessori. Tylko, że ja muszę się przyznać do pewnej rzeczy – najgorzej chyba jest zacząć. Nowa rzecz budzi też często respekt. Tymczasem książka Mai Pitamic oswaja metodę Montessori. W Internecie znalazłam opinię, według której wszystkie ćwiczenia opracowane przez Montessori można z dziećmi robić tylko po specjalnym przeszkoleniu, odpowiednich kursach. Nagle okazuje się jednak, że nie taki znów ten wilk straszny – a do tego jeszcze fascynujący. Choć fascynujący był faktycznie jeszcze przed lekturą tej książki. To podręcznik, który pokazuje na blisko 170 stronach mnóstwo ćwiczeń, które można z dziećmi przeprowadzić w domu. Co mi się spodobało – z uwzględnieniem dzieci leworęcznych. Wiele z opisanych działań to czynności dnia codziennego, które dzieci sami uczyliśmy – bo tego wymaga rzeczywistość, bo tak nam nakazywał rodzicielski instynkt – mycie rąk, zębów, czesanie włosów, składanie ubrań, zapinanie koszuli, butów. Książka inspiruje do kolejnych wyzwań – bo dlaczego maluch nie ma sobie sam wypastować butów? Znając moje dzieci wypastują również nam – i to od razu na wszystkie pory roku. Maja Pitamic sama jest nauczycielką pracującą według metody Montessorii. Swoją książkę podzieliła na 5 rozdziałów: umiejętności życiowe, rozwój zmysłów, rozwój językowy, umiejętność liczenia, umiejętności naukowe i przyrodnicze. Wszystko opisane krok po kroku, w zrozumiały sposób. Co rusz ważna wskazówka dla rodziców – dlaczego właśnie ma być tak a nie inaczej. Na przykład wykonywanie pewnych działań od lewej strony do prawej (np. przelewanie, przesypywanie) przygotowuje dziecko do pisania. Bardzo podobała mi się część, w której są opisane ćwiczenia przygotowujące do nauki czytania i pisania oraz liczenia. Chyba najciekawszą częścią są arkusze z szablonami. Na ich przykładzie można się przekonać, że wystarczy tak niewiele, by samemu przygotować pomoce do nauki i zabawy. Świetne (i jakże proste) są paski do działań matematycznych. Niezorientowanym zdradzę, że gotowe materiały do nauki według tej metody są strasznie drogie  - na blogach i w książce znajdziecie inspirację.

 

Książka na pewno nie wyczerpuje tematu. Jest jednak takim małym światełkiem w tunelu dla rodziców, którzy chcieliby zacząć coś nowego z dziećmi. Mnie podoba się mieszanie pewnych rzeczy, które fascynują dzieci. Bo dlaczego  rezygnować z baśni, bajek? W tej metodzie dużą uwagę przywiązuje się do książek popularno – naukowych, mniejszą właśnie do wspominanych już gatunków. Moje dzieci łakną i tego i tego.  Dlaczego nie, prawda? Książka przeczytana – a teraz do pracy:) I ta część jest chyba najprzyjemniejsza:)))

 

Kilka ciekawych stron, na których można znaleźć więcej informacji i również przykładowych ćwiczeń i zabaw z dziećmi według metody Montessori. A może ktoś zdradzi jakieś ciekawe miejsce związane z tematem, które warto odwiedzić lub książkę do przeczytania?

 

Być rodzicami

Do dzieci z pasją

Montessorimaterial

Wczesna Edukacja czyli Antka i Kuby świata odkrywanie

 

Wydawnictwo Kropki Trzy

 

 



niedziela, 19 czerwca 2011
Dłoń - Michał Dąbrowski

Książkę przeczytałam jakiś czas temu, a ciągle siedzi mi w głowie. Tak dzieje się tylko z dobrymi książkami. Zresztą w swej opinii nie jestem odosobniona. Dłoń Michała Dąbrowskiego została w tym roku Najlepszą książką na wiosnę wortalu granice.pl.

 

Historia opowiadana jest dwutorowo. Przez chłopaka, który urodził się bez dłoni. Równolegle swoją narrację prowadzi… brakująca dłoń (tekst kursywą). Chłopiec nie pamięta swoich narodzin, ale wyobraża sobie przerażenie pielęgniarki, rodziców. A dłoń wspomina nerwowe chwile przed tym, zanim świat się dowiedział, że … jej nie ma. Jak się wierciła, wierzgała, kiełkowała. Jak oślepił ją błysk światła. (…) i już. Jesteśmy oboje na zewnątrz.  Bo mimo, że prawej dłoni namacalnie nie było, ona … była. Brzmi dziwnie, prawda? Była w myślach, rozmowach chłopaka, jego rodziców, znajomych. W końcu była też obok. Obserwatorka, uczestniczka życia – niewidzialna część życia – która wiedziała często to, o czym nie miał pojęcia jej właściciel. Głupio brzmi – właściciel dłoni. Chłopak sięga wspomnieniami do najmłodszych lat. Do przedszkola, kiedy dzieci uświadomiły mu, że w pewnym sensie jest inny.  Gdzie był jeszcze traktowany normalnie. Oczywiście brak dłoni rodził pytania rówieśników, ale chłopak był za mały, by się bać, przestraszyć. Szybko zapominał o ciekawskich spojrzeniach. Potem były wakacje. Pamiętne wakacje i zdarzenia na plaży, które zostało na dugo w pamięci. Pierwszy wstręt w oczach innych. Taki nieukrywany, wcale nie dyskretny. Oczywisty, wyraźny i jednoznaczny. Pojawiła się nadzieja, że może ta brakująca dłoń kiedyś urośnie. Pierwszy wstyd i chowanie brakującej dłoni. Najpierw w piasek, potem w rękawie długiej koszuli. Szkoła, pierwsza miłość, nadopiekuńczość mamy, dobre rady wścibskich znajomych. Po fazie obojętności, nadchodzi czas, w której zaczynają górować kompleksy, rozczarowanie, strach. Jak dalej żyć. Dlaczego ja? Wielki mur, który dzieli chłopca od innych. Sprzeczne uczucia – z jednej strony niechęć do samego siebie, z drugiej – duma. Że sobie poradzi sam, że ma wszystkich i wszystko w nosie. Protezę, dobre rady, których słucha jednym uchem, a wypuszcza drugim.

Bardzo podobała mi się narracja Dłoni. Narrator wszechobecny, wszechwiedzący. Rozumie i widzi więcej niż główny bohater. Wścibska, pretensjonalna, ambitna, przenikliwa do bólu i inteligentna. Dopowiada to, czego unika główny bohater. Od samego początku wstyd nazywa wstydem, strach – strachem, gniew – gniewem, wścibstwo – wścibstwem. Nie ma dla niej tematów tabu.

Dłoń to nie tylko powieść o samoakceptacji. To też obraz nas samych. Bo mimo, że autor pisze o sobie, swoim doświadczeniu, my również jesteśmy bohaterami tej powieści. Refleksję pozostawiam już czytelnikowi. Może niejeden odnajdzie się na kartach tej książki.

Świetna proza, świetny debiut. Książka, po lekturze której trudno wrócić do świata rzeczywistego. Autor ponoć pracuje nad kolejną książką. Ciekawa jestem, co to będzie…

 

 

Wiek 14+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia



wtorek, 14 czerwca 2011
Uszy do góry - Irena Landau

Na okładce dziewczynka na wózku inwalidzkim, która zdobyła szczyt wielkiej góry. I wielka radość wypisana na jej twarzy. To Majka. Właśnie pokonuje mniejsze i większe przeszkody dnia codziennego. Jeszcze niedawno nie zwracała uwagi na brak podjazdów do wózków inwalidzkich przy sklepach, w kinach, urzędach, szkołach, budynkach mieszkalnych, na brak wind, na zbyt wąskie drzwi, wysokie krawężniki. Każde trudne ćwiczenie, zejście z wózka na łóżko, toaletę - to jej prywatne zwycięstwo. To jej kolejny Mont Everest. Dziewczynka skończyła 11 lat, gdy zdarzył się fatalny wypadek. Pędzący samochód, ułamek sekundy, chwila nieostrożności zmieniły wszystko w jej życiu. Mimo wielu operacji, Majka resztę życia spędzi na wózku inwalidzkim. Smutek, łzy, ale Majka nie poddaje się. Denerwuje ją, gdy inni trzęsą się nad nią jak nad maleńkim kurczakiem – Majka to, Majka tamto. Już woli docinki brata – Artura, który mówi co myśli, nie gra kogoś innego i wypadek siostry niczego w jego zachowaniu nie zmienił. Chłopak instynktownie zachowuje się jak dawniej sprzed wypadku – za co dziewczynka jest mu baaardzo wdzięczna, choć nie zawsze o tym wspomina.

Książka dotyka problem niepełnosprawności – w domu, w szkole, wśród znajomych. Pokazuje, jak zachowujemy się względem takich osób, które chcą być traktowane bez żadnych społecznych „promocji” w postaci nachalnego udzielania pomocy, rozczulania się, współczucia, litości. Autorka zwraca uwagę na to, że niepełnosprawność to element naszej codzienności i jak niesprawiedliwe są podziały my i oni.

W pamięci zapadła mi taka oto refleksja Majki:

Łatwo im (rodzicom) mówić, że mam być dzielna, że łzy nic nie pomogą. To niech nie płaczą. Ja im przecież nie każę.

Pokazują, że często niepełnosprawność jest bardziej problemem ludzi sprawnych, zdrowych, którzy nie potrafią jej zaakceptować, pogodzić się z nią. Książka w doskonały sposób zwraca uwagę na to, jak ludzie dotknięci kalectwem chcą odnaleźć miejsce w społeczeństwie. Bardzo mądra i ważna lektura, nie pozbawiona też humoru i optymizmu, nawet wątku sensacyjnego z … duchem dziadka. Majka ma wspaniałe marzenia – w przyszłości chce się dalej uczyć, zostać kimś, zakochać się i nauczyć się japońskiego. A jak ktoś bardzo chce – to się to zawsze spełnia. Tego uczy ta książka.

 

Wiek 11+

Wydawnictwo Literatura

niedziela, 12 czerwca 2011
Mózg to przedziwny twór...

Trochę z innej beczki, W książce (nie dla dzieci) znalazłam ciekawy cytat związany z leworęcznością. A że mam dzieci leworęczne, zapisuję, by nie zapomnieć.

 

Mózg to przedziwny twór. Jeśli ktoś jest praworęczny, wszystko można łatwo umiejscowić: pamięć krótkotrwałą i długotrwałą, gniew, cierpliwość – wszystko. Nawet ten maleńki obszar, na którym znajduje się nasza osobowość. Jeśli natomiast ktoś jest leworęczny, nic nie wiadomo (…). W głowie panuje wtedy nieład (…)

 

Koniec świata w obrazkach – Robert Goolrick (WNK, 2011, str. 51)

środa, 04 maja 2011
Dlaczego dzieci nie potrafią uczyć się matematyki - Edyta Gruszczyk - Kolczyńska

O Edycie Gruszczyk - Kolczyńskiej przeczytałam na blogu Znak Zorro. I choć mowa była o innej książce, wierzcie mi, nie było łatwo znaleźć czegokolwiek autorstwa tej pani. Rzuciłam się w wir poszukiwań. W końcu upolowałam (po długim oczekiwaniu w kolejce) w mojej małomiasteczkowej Bibliotece Pedagogicznej. Stan książki widać na zdjęciu – jest rozchwytywana, ciągle  w trasie. Aż dziw bierze, że nikt nie jest zainteresowany wznowieniem choć wybranych tytułów tej autorki. Teraz czekam w równie dłuuuugiej kolejce za  Dziecięcą matematyką. Czekanie urozmaicamy sobie zabawami matematycznymi: typu: Tomek miał pięć cukierków a Mikołaj trzy. Kto miał więcej? Reakcja Mikołaja to ryk, że starszy brat ma więcej. Są też wymyślanki związane  z tym co akurat u nas na topie: np. 10 nurków wypłynęło w morze. Trzech zjadł rekin. Ilu się uratowało? Przepraszam bardzo – zadanie wymyśliło moje dziecko, które od jakiegoś czasu wszystko zamienia na działania matematyczne. I choć nie wiem, czy po matce – humanistce można zostać geniuszem królowej nauk, wiem jedno – właśnie po lekturze książki Gruszczyk – Kolczyńskiej - warto zainteresować dzieci w wieku przedszkolnym matematyką – a z własnego podwórka mogę zaświadczyć, że zadania o wystrzelonych nabojach z pistoletu pewnego kowboja, zbiorach kukurydzy, złapanych złodziejach, posadzonych kwiatkach, odkrytych planetach, spadających gwiazdach wciągają tak, że od matematyki nie można się opędzić. Człowiek zaskoczony jest swoją pomysłowością, nie wspominając już o pomysłowości dzieci – choć tu czasem – by było śmieszniej, wymyślane są zadania absurdalne, podszyte niekiedy i czarnym humorem. Mój mąż stwierdził ostatnio, że nasze dzieci pójdą do szkoły utwierdzone w przekonaniu, że matematyka to wieczna zabawa. Jeśli trafią na dobrego nauczyciela – to będzie szczęście, a jeśli…. Ja moich matematyków nie wspominam dobrze. W każdym razie przypuszczam, że tej książki nie znali. I nie o mnie tu wcale chodzi. Ale co tam – wracam do zabawy z matematyką -  skoro ma to pomóc – czemu nie.

Ale teraz już na poważnie. Książka jest o tym co i jak zrobić, by pomóc dziecku w uczeniu się matematyki. Uczyłam przez wiele lat w szkole (nie, nie matematyki) i zdążyłam zaobserwować, że matematyka dla wielu uczniów to zmora okropna. I wcale nie chodzi tutaj o wypisywanie działań 2+2, gdy dziecko pozna cyferki. Według autorki tłumaczenie – Bo on to talentu nie ma- to szukanie jakiegoś usprawiedliwienia. Problem jest o wiele głębszy – i nie chodzi tu o to, by bez sensu wałkować program, albo przerabiać materiał do przodu. (Ponoć nie daje to żadnych efektów). Sama byłam zaskoczona, gdy przeczytałam, że do tego, by opanować dobrze matmę nie trzeba jakichś wielkich uzdolnień do tego przedmiotu. Niepowodzeń nie należy również szukać w mniejszej sprawności intelektualnej uczniów. Są owszem dzieci uzdolnione wybitnie w tym kierunku, ale …

Pojęcia matematyczne – nawet te najprostsze – twierdzenia i język matematyki mają charakter operacyjny. Tym samym rozumowanie, które jest podstawą rozwiązywania problemów matematycznych, musi być utrzymane w konwencji operacyjnej. Również nauczanie matematyki – kształtowanie w umysłach dzieci podstawowych pojęć i umiejętności – opiera się na rozumowaniu operacyjnym. Nietrudno więc wysnuć wniosek, że aby dziecko było zdolne do uczenia się matematyki, musi posługiwać się rozumowaniem operacyjnym. Tylko w ten sposób może zrozumieć sens pojęć matematycznych.(str. 14)

Jak rozwijać rozumowanie operacyjne u dzieci, dlaczego dzieci mają tak wielkie problemy z rozwiązywaniem działań matematycznych, jaką rolę odgrywają emocje przy rozwiązywaniu zadań, co to takiego blokada emocjonalna, w jakiej mierze precyzyjne spostrzeganie i sprawność rąk są ważne przy uczeniu matematyki, czy istnieje takie zjawisko jak: dzieci uzdolnione matematycznie. Polecam rozdział: W jaki sposób można pomóc uczniom nie umiejącym sprostać szkolnym wymaganiom z matematyki.  – jak kształtować orientację przestrzenną, rozwijać dziecięce liczenie, kształtować metody operacyjnego rozumowania i wiele wiele innych ciekawych i ważnych zagadnień. Dla mnie najcenniejsze były informacje, jak można w domowy i prosty sposób przygotować dziecko do uczenia się matematyki. Świetny jest rozdział poświęcony dziecięcemu liczeniu. Propozycje zadań można realizować już z trzy- czterolatkami – Liczenie guzików przy płaszczyku, dziurek. Układanie samochodów na półce od największego do najmniejszego. Podczas układania klocków: układanie według kolorów, liczenie poszczególnych kolorów. Przy wyciąganiu warzyw z koszyka – liczenie marchewek, jabłek, pomidorów. Tworzenie zbiorów. Najwspanialszą porą do liczenia jest jesień: tyle wtedy kasztanów, liści, żołędzi.

Przepis autorki na spacer:

W trakcie spaceru można także znakomicie łączyć ćwiczenia ruchowe z liczeniem. Dorosły proponuje taką zabawę: cztery liczone kroki i podskok. Po kilku ćwiczeniach dorosły zmienia umowę: Teraz należy liczyć kroki: jeden, dwa, trzy, cztery, pięć i wymach rąk, sześć, siedem, osiem, dziewięć, dziesięć i wymach rąk wraz z rozkrokiem (akcentuje się krok piąty, dziesiąty, piętnasty i dwudziesty)(str. 125)

Znalazłam też fajne ćwiczenia dla molików książkowych:

Sprzątamy biblioteczkę. Dorosły pyta: Ile jest książek na tej półce? Dziecko liczy i ustala liczbę książek. Dorosły zmienia układ liczonych książek i pyta: Czy teraz, po tej zmianie, nadal jest dwadzieścia siedem książek, policz… Następnie odejmuje kilka książek (przestawia je na drugą półkę) i znowu pyta: Ile jest teraz, po tej zmianie, książek na półce? (str. 123)

Te przykłady i mój opis to kropla wody w morzu informacji, jakie znajdziecie  w tej książce. Polecam i rodzicom i nauczycielom.

P.S. Po czym rozpoznać podczas niedzielnego spaceru po parku, że jakaś mama/ jakiś tato są po lekturze książek pani Gruszczyk - Kolczyńskiej:)))

Zajrzyjcie koniecznie tutaj:

Małe i większe formy

Znak Zorro

Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy Związków Zawodowych, Warszawa 1989



wtorek, 01 lutego 2011
Złodzieje snów - Małgorzata Strękowska - Zaremba

Książka nie dla wszystkich. W pierwszej kolejności na pewno … dla rodziców. Pokazuje, że dzieci bardzo przeżywają to, co się dzieje w świecie dorosłych. Jest jeszcze małe. Nie zrozumie. Nic bardziej mylnego. Zrozumie i to dobrze. Bardzo to przeżyje, może zacznie obwiniać się za zaistniałą sytuację? To wgląd do małej duszy i serca. A te tak naprawdę są wielkie. Czasem traumatyczne przeżycie zostawiają ślad na całe życie. Rana goi się długo, być może nigdy nie do końca. Bardzo mądra książka. Wzruszająca.

Rodzice Basi są tuż przed rozwodem. Dziewczynka jest świadkiem ich kłótni, czynienia sobie wyrzutów, trzaskania drzwiami, wyprowadzki ojca. Basia posmutniała, dom posmutniał. Nawet kolorowe sny ją opuściły. Były i zniknęły. Puste miejsca bez kolorów i bez opowieści. Basia razem z bratem uciekają z domu w poszukaniu snów. Chcą dostać się do Paryża. To właśnie tam, w Luwrze, mieszkają ponoć Latusy, które kradną najpiękniejsze sny. Może to one sprawiły, że Basia nie może spać? Po drodze spotkają Kalalucha, dziecko niczyje, które wybierze się z rodzeństwem w długą wyprawę…

Autorka nie poszła na skróty, nie przygotowała nam przesłodzonego happyendu, jaki zadowoliłby niejednego czytelnika. Nie, nic z tych rzeczy. Zostawiła miejsce na dopowiedzenie własnego dalszego ciągu – na nie zapisanych kartkach. Człowiek odkłada książkę – a czyta się ją szybko, szybciutko, i ta opowieść siedzi w głowie. Długo. Właśnie dzięki temu wielkiemu znakowi zapytania na końcu – bo wszystko się może zdarzyć i od nas zależy, jak pokierujemy tę całą historię. Chciałabym, by Basia oprócz swoich snów znalazła ciepło rodzinne. Zrozumienie. Cierpliwość. I razem i osobno. Bo takie jest właśnie życie. Często bolesne.

Książka ma duże walory terapeutyczne również dla dzieci. Kiedy jest w rodzinie smutno, gdy rodzice się rozwodzą, może pomoże ukoić smutki, może pozwoli odnaleźć kolorowe sny…

A jak wyglądają złośliwe skrzaty kradnące kolorowe sny? Pierwszorzędnie przedstawiła je Marta Kurczewska.

Wiek – nie dla każdego

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

środa, 13 października 2010
Wychowanie przez czytanie - Irena Koźmińska/ Elzbieta Olszewska

Kiedy prawie sześć lat temu urodził się Tomek, moja ogromna radość zmieszała się z przerażeniem. Myślę, że wiele mam spotyka podobne uczucie. Pamiętam, że pielęgniarka w szpitalu, wzięła wtedy mojego synka na ręce, popatrzyła na mnie i powiedziała coś w tym rodzaju: „Niech pani zaufa intuicji i posłucha, co podpowiada to coś w środku”. Właśnie tym się  z mężem kierujemy, choć nie ukrywam, że często pojawiają się wątpliwości. Jedną z wielu złotych podpowiedzi od tego mojego maminego środka – było czytanie dziecku. Od pierwszych miesięcy życia. Od drugiego roku życia – regularnie, codziennie Tomkowi, Mikołajowi – od pierwszych dni przyjścia na świat. Robiłam to, wiedząc, że robię dobrze. Sama lubię czytać, więc powrót do książek z dzieciństwa,  odkrywanie nowych wartościowych lektur dla moich dzieci – stało się moim ukochanym zajęciem – to olbrzymia wartość dodana bycia mamą i tatą:)))

Irena Koźmińska i Elżbieta Olszewska, obie związane z fundacją „ABCXXI – Cała Polska Czyta Dzieciom” w swojej najnowszej książce starają się przekonać nas do tego, że czytanie może być również … metodą wychowawczą, niesamowicie skuteczną i pewną. Dzisiaj wielu rodziców ogarnia pewnie wiele wątpliwości – jak wychować dziecko na mądrego, dobrego człowieka, który poradzi sobie w tym (często dzikim) świecie. Bo – nawet jeśli nie chcemy przyjąć niedobrych wiadomości do siebie, badania przeprowadzone w wielu krajach, w tym USA, pokazują, że świat jeszcze nigdy nie był tak nieprzyjazny dziecku – nastąpiła wielka zmiana w koncepcji dzieciństwa, a dzieci, jak się okazuje rodzice również,  z tym wszystkim sobie po prostu nie radzą. Książkę dosłownie połknęłam. Oprócz wielu ciekawych informacji na temat samego czytania znalazłam w niej wiele wskazówek na temat podejścia do dzieci – jak choćby cały rozdział poświęcony wychowaniu chłopców – niezwykle dla mnie cenny.

Autorki przedstawiają liczne fakty, dane, nawiązują do źródeł opublikowanych w innych krajach – do wyników badań, które na tak szeroką skalę pewnie nigdy nie zostałyby przeprowadzone w naszym kraju, albo, które pojawiłyby się dopiero za kilka lat. Dane, przyznaję, niepokojące. Dlatego też, skoro takie Stany Zjednoczone, o wiele bardziej ucywilizowane niż my, ponoszą w tej chwili bolesne konsekwencje rozwoju społeczeństwa konsumpcyjnego, dlaczego nie nauczyć się czegoś od nich, żeby nie powielać błędów, żeby uniknąć fatalnych skutków zauroczenia nowoczesnością, techniką, robieniem kariery, mediami, wynalazkami na miarę XXI wieku? Autorki dają na to bardzo prostą odpowiedź: czytanie dziecku. Może ktoś się w tej chwili uśmiechnie pod nosem – a niech tam – czytanie dobrych książek dla dzieci ma same dobre strony. Zostały one dokładnie przeanalizowane w tej lekturze, skierowanej do rodziców, nauczycieli, lekarzy.

Oto co znajduje się w  środku:

Wstęp

Irena Koźmińska przekonuje do tego, że czytanie to najskuteczniejszy – i najtańszy – sposób budowania zasobów wewnętrznych dziecka. Uzasadnia to mądrze, przemyślanie, podpiera wieloma przykładami, przyznaje, niekiedy – wzruszającymi. Nie unika pisania o porażkach i trudnych momentach.

„Najlepszą rzeczą, jaką rodzice mogą zrobić dla szczęścia i przyszłości swego dziecka, jest głośne czytanie mu dla przyjemności i radykalne ograniczenie telewizji”.

Czy czytanie jest nam dzisiaj potrzebne?

Jak się ma czytanie do zmian, jakie zachodzą w świecie, do wszelkich nowinek technicznych? Jaki ma wpływ to na dzieci. I ciekawe spostrzeżenie: rośnie pokolenie, które ma olbrzymie problemy z językiem. Dla wielu dzieci czytanie, pisanie, mówienie to bariera nie do pokonania.

Rodzice architekci dzieciństwa

Co my, rodzice, powinniśmy zapewnić dziecku, aby mogło zdrowo i szczęśliwie się rozwijać i osiągnąć pełnię swego potencjału. Zapewniam, że wcale nie chodzi  o ciągnięcie dziecka od atrakcji do atrakcji za wielkie pieniądze - z lekcji jazdy konnej, na chiński, tenisa, grę na skrzypcach i karate.

Niezwykła moc zwykłego czytania

O wszystkich korzyściach z głośnego czytania dla zdrowia emocjonalnego dziecka. Uśmiechnęłam się czytając informację, że to właśnie ojcowie są lepszymi nauczycielami czytania i pisania. Pewnie dlatego, że przywiązują mniejszą wagę do poprawności i pozwalają dziecku, by czytało jak chce, po swojemu. „Być może dlatego, by jak najszybciej skończyło i dało tacie szansę obejrzenia finałowej bramki w telewizji”. To też cenne spostrzeżenie.

Nieporozumienia z czytaniem

O nauce czytania w szkole, kto ma czytać na głos, co się dzieje, gdy zmuszamy dziecko do głośnego czytania i czy w domu uczyć dzieci czytania.

Kiedy zacząć czytać?

Autorki przekonują do czytania dziecku od pierwszych dni życia. Trudno oprzeć się ich argumentom.

Jak czytać dziecku?

Regularnie, z radością, entuzjazmem. Jak poradzić sobie, jeśli dziecko nie interesuje się książką, jak poradzić sobie z telewizją, o szanowaniu książek – to postulat pod adresem trochę starszych dzieci.

Kiedy zakończyć głośne czytanie?

Dlaczego nie powinnismy rezygnować z czytania dziecku, kiedy pozna w szkole litery. Autorki powołują się na kolejną cenną książkę o czytaniu dzieciom i nastolatkom – „Jak powieść” Pennaca, o której pisałam tutaj

Kryteria wyboru książek do czytania dzieciom

Jakie książki czytać i czym się kierować przy wyborze lektury.

Czytanie jako metoda wydobycia dobrego chłopca z chłopca

„Aby chłopcy wyrośli na dojrzałych, samodzielnych, kompetentnych społecznie i kochających mężczyzn, potrzebują warunków rozwoju nieco odmiennych niż dziewczęta i zupełnie innych, niż otrzymują obecnie w domu, w szkole i w społeczeństwie” [S Biddulph].

Ten cytat to motto tego rozdziału – rodzice chłopców znajdą tu cenne informacje i wskazówki, jak wychowywać mądrze swoich smyków. Gdyby chcieli zajrzeć do tego rozdziału nauczyciele – zrozumieliby pewnie wiele spraw, o których nie mówi się (niestety) na studiach. Również zaakceptowanie  dość skomplikowanej natury młodego mężczyzny pewnie zaoszczędziłyby zarówno im, jak i uczniom, sporo stresu, nerwów i ułatwiłoby życie. Być może pomogłoby nawet znaleźć  mądry "sposób" na tego ananasa z 5c.

Podróż do Narnii, czyli czytanie dzieciom chorym i niepełnosprawnym

Jak wielką wartość ma czytanie dzieciom chorym. Bardzo osobisty rozdział Elżbiety Olszewskiej, której córeczka przyszła na świat z rzadką wadą genetyczną – anomalią Petersa. Dziecko, które w pierwszych miesiącach nie miało woli życia, dzięki sile i uporowi rodziców, stymulacji, masażom, muzyce i… czytaniu jest dziś rozgadanym dzieckiem, z ogromnym zasobem słów. „Zuzia nie stała się dzięki czytaniu zdrowym dzieckiem. Jest niewidoma, upośledzona umysłowa w stopniu lekkim, ma pewne problemy z poruszaniem się, jest mało sprawna manualnie. Jestem jednak przekonana, że dzięki czytaniu, dzięki ciągłemu obcowaniu z mnogością słów o różnych znaczeniach, z bogatą składnią, wieloma sposobami obrazowania, jej mózg podlegał ciągłej stymulacji, a umysł otrzymywał wiele bodźców do rozwoju”.

Elektroniczna niańka i zasilany prądem narkotyk

O telewizji, grach komputerowych, o ich wpływie na rozwój moralny, fizyczny i społeczny dzieci.

Dowody na to, że wielbłąd jest wielbłądem

O przeprowadzonych badaniach nad skutecznością programów: „Czytające szkoły” i „Czytające przedszkola”.

Czytanie lekarstwem na problemy duszy.

O biblioterapii.

Książki jako pomoc w nauczaniu wartości

Ten rozdział nawiązuje do wcześniejszej książki – „Z dzieckiem w świat wartości” (recenzja tutaj). Autorki udowadniają, że wspólne lektury mogą stać się znakomitymi lekcjami wartości moralnych, takich jak: szacunek, uczciwość, odpowiedzialność, odwaga, samodyscyplina, pokojowość, sprawiedliwość, szczęście, optymizm, humor, przyjaźń i miłość, solidarność, piękno, mądrość.

Zabieramy się do lektury, czyli książki polecane do czytania dzieciom

Krótkie i zachęcające recenzje książek dla dzieci od 0-powyżej 16 lat. Nie wiem, czy wiecie, ale autorki zachęcają do czytania naszym nastoletnim, prawie dorosłym dzieciom:))))

Powinności rodziców wobec dziecka

Czy umiemy kochać dzieci?

To rozmowa Ireny Koźmińskiej z doktorem Rossem Campbellem, amerykańskim psychiatrą, autorem bestsellera „How to Really Love Your Child” (polski tytuł: „Sztuka zrozumienia, czyli jak naprawdę kochać swoje dziecko” – Vocatio, Warszawa 1999).

Świat przeciwko dzieciom

Rozmowa Ireny Koźmińskiej z Michelem Medvedem, amerykańskim scenarzystą, dziennikarzem, krytykiem filmowym, współautorem książki „Sawing Childhood” („Ocalić dzieciństwo”).

Bibliografia

Polecam!!!

Wydawnictwo Świat Książki

 

Wychowanie przez czytanie - to moja książka października:)

czwartek, 29 kwietnia 2010
Jeż - Katarzyna Kotowska

Pomyślałam o tej książce podczas wieczornych Wiadomości. Przypomniałam sobie historię tej pewnej miłości, gdy zobaczyłam wstrząsający reportaż o rocznym chłopcu , którego matka porzuciła w miejskim parku. Patrzyłam w szklany ekran i zastanawiałam się, oburzona, jak to możliwe, że dzieje się coś takiego. Bo kiedy zaczynają pojawiać się wątpliwości i pytania typu: W jakim my żyjemy świecie? Dlaczego ? to opowieść Katarzyny Kotowskiej, sprawia, że powraca wiara w ludzi, że po strasznej burzy wschodzi znów słońce. To książka, która zmienia wszystkich w złoto. Może tylko na chwilę, ułamek sekundy, może już na zawsze. Czy tego chcą, czy nie chcą. Samoistnie. Niezależnie od ich woli. Bo nie wierzę, by ta historia nie poruszyła serca i myśli. Być może nie zmieni świata, ale stanowi niewątpliwie jedną z wielu milionów cegiełek, przy pomocy których możemy zbudować coś pięknego i wartościowego.

Temat rzadki w literaturze – adopcja. Historia rodziców, którzy nie mogą mieć dziecka. Choć nie, to nie tak. Kobieta i Mężczyzna są przekonani, że ich dziecko urodziło się innym rodzicom. Trzeba je tylko odnaleźć. Po długich wahaniach, trudnościach, Kobieta i Mężczyzna zjawiają się w Domu Dziecka. Patrzą sercem na wszystkie maluchy, które tak bardzo spragnione są ciepła i miłości rodzicielskiej. A serce przecież nie może się mylić. Zabiło mocniej, gdy ujrzeli małego dwuletniego chłopczyka. Przestraszyli się, bo ciało malca całe było pokryte igłami – chłopiec jeż. Jakże trudna i kolczasta z początku była ta miłość,. Kłująca i bolesna, ale szczera i ciepła. Nic dziwnego, że kolce zaczęły powoli odpadać i zniknęły całkowicie, gdy po wielu miesiącach wspólnego poznawania się, oswajania, chłopczyk zawołał magiczne słowo, o którym marzy każda z nas.

Jakże wzruszająca jest metafora odlotu na końcu – dziecko nie jest naszą własnością. Wychowujemy je dla świata i pewnego dnia rozpostrze ramiona, zamacha nimi jak skrzydłami i wzbije się w powietrze. Pomacha do nich (rodziców) z daleka i odleci. A oni będą patrzeć i będzie im smutno, że odlatuje, ale będą też rozumieli, że tak musi być.

Jeż to opowieść, która na kilku zaledwie stronach i w prostych słowach przekazuje istotę miłości i więzi pomiędzy rodzicami i dziećmi. Zaledwie kilka zdań zawiera całą mądrość na temat naszej roli w procesie wychowania, a najcenniejszymi rzeczami, które możemy dać dziecku, to – miłość , prawda i wolność. Pojawienie się adoptowanego dziecka domu, to dopiero początek drogi – długiej i wcale nie łatwej. Kiedy minie euforia rodziców, że nareszcie dziecko jest z nimi, trzeba stawić czoła kolejnym problemom, jakie się pojawią.

Jeż to książka cudowna. Nie sposób pisać o niej inaczej. Cudowna – ponieważ w jakiś niewytłumaczalny sposób czyni cuda. Uczy miłości, tolerancji, przyjaźni, uczy akceptować drugiego człowieka. Baśń o dzisiaj – gdy przybywa rozbitych rodzin, gdy tyle jest dzieci w Domach Dziecka. Ponoć autorka napisała ją z myślą o swoim adoptowanym synu. Zapewne będzie nieocenioną pomocą w procesie wychowawczym dzieci odnalezionych przez Nowych Rodziców w Domach Dziecka, pewnie pomoże zrozumieć Nowym Rodzicom, że dzięki ich miłości dziecko - jeż może zgubić kolce już na zawsze. Dla małego czytelnika, to wejście w świat, który może wydać mu się obcy i daleki – jest to wtedy doskonała okazja, by porozmawiać z dziećmi o adopcji. Motyw smutku, poszukiwań, odnalezienia, wspólnego życia, w końcu motyw wielkiej miłości. Współczesna baśń, która może stać się punktem wyjścia do rozmów z naszymi pociechami o radości i szczęściu w domu, w którym słychać dziecięcy gwar,  czasem wrzaski i bójki. Gdy potykamy się o zabawki porozrzucane na podłodze. Książka, dzięki której możemy porozmawiać o rodzinie, o odchodzeniu w wielki i daleki świat, budowaniu nowego gniazda.

Koniecznie trzeba zwrócić na oryginalne ilustracje – posługiwanie się kolorem. Książka z początku jest szara, nijaka – podobnie jak życie rodziców bez dziecka. Dopiero z czasem, gdy dojrzewa w ludziach decyzja o adopcji, ilustracje nabierają barw. Gdy maluch pojawia się w domu – kolorów jest coraz więcej, a kolców coraz mniej. Nie znajdziecie tu lukrowanych i słodkich ilustracji, jakie często zdobią książeczki dla najmłodszych. Stąd moja uwaga - NIE PRZEGAPCIE JEJ! Są bowiem książki, których się nie zapomina, a Jeż na pewno do nich należy.

Wiek 5+

Wydawnictwo Media Rodzina


czwartek, 22 kwietnia 2010
Natychmiastowa pomoc w nagłych wypadkach dzieci - Janko von Ribbeck

Medycyna ratunkowa dla rodziców i opiekunów

Bardzo ważna książka! Powinna stać zawsze pod ręką. Ja czytam ją od kilku dni, jak tylko czas mi pozwala, na wyrywki. Za każdym razem, gdy otwieram tę czerwoną okładkę, mruczę pod nosem do siebie: Boże, uchowaj nas od tego wszystkiego. Pewne rzeczy jednak trzeba wiedzieć, autor przekonał mnie nawet, że z niektórymi zagadnieniami rodzice powinni zapoznać też dziadków, nianie i ciocie. Koniecznie! Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że książka nie załatwi wszystkiego, nie odpowie na wszystkie moje pytania, ale w kilku przypadkach spowodowała, że zaczęłam temat drążyć w Internecie i w innych książkach – tak więc można lekturę potraktować jako swego rodzaju kompendium wiedzy na temat natychmiastowej pomocy, ale trzeba mieć świadomość, że pomoc i rada fachowców będzie i tak nieodzowna.(oby jak najrzadziej – czego i nam i Wam życzę). Pierwsze, co zrobiłam, to sprawdziłam, czy była konsultacja medyczna – BYŁA! Bo jakoś nie wyobrażam sobie tego typu książek na rynku bez błogosławieństwa fachowca – w tym przypadku był to pan dr n. med. Maciej Naskręt z Zakładu Medycyny Ratunkowej i Uniwersytetu Medycznego im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu, który jest również autorem słowa wstępnego do wydania polskiego.

Poprzedziły je: Spis wypadków nagłych według objawów i wstęp autora, w którym dowiadujemy się, jak należy korzystać z poradnika – autor zauważa, że niekiedy ważne są minuty, trzeba działać natychmiast  i jak w razie wypadku – odpukać – nie zagubić się wśród szeleszczących kartek, które mogą pomóc, a co najważniejsze – nawet uratować życie.

Książkę podzielono na 15 rozdziałów:

1. Działania ratujące życie

2. Wypadki nagłe związane z oddychaniem (zadławienie ciałem obcym, ciało obce w nosie, sinienie z wściekłości, pseudokrup, zapalenie nagłośni, hiperwentylacja, astma, użądlenie przez pszczołę w okolicach jamy ustnej)

3. Wypadki nagłe wywołane temperaturą (oparzenia słoneczne, udar cieplny, hipotermia, uszkodzenia spowodowane wysoką temperaturą)

4. Wypadki wśród dzieci (pierwszy szok po wypadku, ocena stanu rannego dziecka, złamania kości, które łatwo przeoczyć; stłuczenia, skręcenia, zwichnięcia, urazy jamy brzusznej, urazy głowy, porażenie prądem, tonięcie)

5. Krwawienia i rany (tamowanie krwotoków, krwawienie z nosa, urazy w obrębie jamy ustnej, zaopatrywanie ran, naturalne preparaty do gojenia ran)

6. Wstrząs (objawy, postępowanie w przypadku wstrząsu, inne jego postacie, rozróżnianie między wstrząsem, omdleniem a utratą przytomności)

7. Oparzenia termiczne (następstwa i zagrożenia, preparaty naturalne stosowane w przypadkach oparzeń I, II i III stopnia)

8. Zatrucia (jak je rozpoznać, kto pomaga przy zatruciach, co można zrobić w przypadku zatrucia, najczęstsze przyczyny zatruć)

9. Użądlenia przez osy i pszczoły, ukąszenia przez komary i kleszcze

10. Bóle brzucha (przyczyny – co robić)

11. Urazy gałki ocznej (ciało obce w oku, urazy gałki ocznej)

12. Gorączka u dzieci (na co należy zwrócić uwagę, metody obniżania gorączki, drgawki gorączkowe)

13. Prawidłowe zapobieganie (dzieci jeszcze nie wszystko potrafią, działania profilaktyczne i środki pomocnicze)

14. Apteczka domowa (przydatne i pomocne środki, materiały opatrunkowe)

15. Działania natychmiastowe – jest to bardzo ważny rozdział – w razie wypadku można zajrzeć od razu do tego rozdziału po najszybsze wskazówki – co robić w przypadku zadławienia ciałem obcym, utraty przytomności, resuscytacji, astmy, porażenia prądem i innych – w sposób zwięzły i łatwy do zapamiętania przedstawiono tu najważniejsze informacje, by w razie nagłego wypadku od razu przystąpić do niezbędnych czynności ratujących  życie)

Na koniec taka oto refleksja - w swoim życiu przeszłam tyle kursów pierwszej pomocy – praktycznie co rok, co dwa lata musiałam odbyć kilkugodzinne szkolenie na ten temat. Ale jak wyglądałoby to w praktyce? Nie jestem chyba odosobniona, bo statystyki są zatrważające. Dlaczego tak mało uwagi poświęca się temu problemowi?  Sami rodzice działają czasem instynktownie – pierwsze, co zrobiłam po przyjściu na świat mojego starszego dziecka – to zgłębienie wiedzy o zakrztuszeniu. Gdy pojawiała się w naszym domu niania, zawsze pokazywałam, co robić w razie …– odpukać. Czasem drżę, by maluchy nie wzięły czegoś małego do buzi, by to gdzieś nie utknęło, strofuję za odejście z jedzeniem od stołu, jak kwoka zaganiam ich z powrotem, nie daję im nic do jedzenia na dwór bez mojej kontroli. Sama byłam świadkiem, jak zakrztusił się mój młodszy brat, który jedząc bułkę, potknął się i zaczął płakać. Uratowała go moja mama - wypadek jest wiecznie żywy w naszej rodzinie, mimo, że minęło już  ponad 20 lat.

Książka jest napisana bardzo przystępnym językiem, opisuje też przykłady z życia wzięte, czego nie wolno robić, co tak naprawdę czuje dziecko, jak mu pomóc. Książka zawiera zdjęcia – na których można dokładnie zobaczyć, jak ułożyć dziecko, gdzie nadusić, co zrobić. Jedyny minus – szkoda, że nie są kolorowe. Książkę polecam rodzicom!

Wydawnictwo Media Rodzina

piątek, 05 marca 2010
Wychowanie chłopców

Tegoroczny kalendarz fundacji ABCXXI Cała Polska Czyta Dzieciom poświęcony jest wychowaniu chłopców. Nie udało mi się go kupić, ale z ciekawością przeczytałam kilka ważnych informacji dotyczących wychowania moich chłopaków: co tak naprawdę w nich siedzi, jacy są, czego potrzebują, z czym mają problemy, jak rozwijają się ich mózgi. Znalazłam tu rady jak nadrobić „uboższy pakiet startowy chłopców”, jakie etapy rozwoju są niezbędne, by chłopcy wyrośli na dojrzałych i kulturalnych mężczyzn. Mimo, że gdzieś to już czytałam, że coś mi się przypomina – tutaj jest wszystko w pigułce, na wyciągnięcie ręki. Na pewno nie ma tu odpowiedzi na wszystkie moje pytania, ale kierunek został wyznaczony, poszukiwania można kontynuować na własną rękę. Dla mnie bomba. Znajdziecie go na stronie Fundacji: tutaj.    

 
1 , 2