|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Biorę udział:)
Półeczka maluchów
Półeczka starszaków
Półeczka dla dzieci 6 - 10
Półeczka dla dzieci 10+
Półeczka młodzieży
Półeczka rodziców
A tutaj piszę o książkach
Akcje Czytelnicze
Artykuły
Autorzy i ilustratorzy książek
(c) copyright
Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
Do słuchania
Gry i zabawy
O książkach dla dzieci
Szablon blogu
Wydawnictwa, z którymi współpracuję
Zajrzyj do książki
Tagi
Półeczka z książkami![]() Wypromuj również swoją stronę
|
Wpisy z tagiem: Grzegorz Kasdepke
niedziela, 04 grudnia 2011
Fochy fortuny czyli słownik Kuby i Buby - Grzegorz Kasdepke/ il. Ewa Poklewska - Koziełło
Książka nie na moment, nie na chwilę, ale na …długo, długo. Dla tych, którzy interesują się językiem i tropią jego tajemnice. A Kasdepke odkrył ich tu bardzo dużo. W dodatku zrobił to tak, że nie można się oderwać od utarczek słownych Kuby, Buby babci Joasi i jej nowego admirała, ooo przepraszam, adoratora. Tym razem Kuba i Buba zajmują się wyrazami, które wyszły z użycia, lub występują w języku codziennym bardzo rzadko. Stąd często nie wiadomo co oznaczają. Dotyczy to przede wszystkim młodych ludzi, którym czasem wydaje się wręcz, że babcia albo dziadek mówią w jakimś obcym języku. Chędogi, chodaki, czerep, bałwochwalca, atencja, otomana czy peregrynacja – to tylko kilka przykładów.
Książka podzielona jest na krótkie rozdziały – każdy z nich dla kolejnej litery alfabetu. Pod tekstem trudne wyrazy i ich wyjaśnienie. Autor zebrał je do słownika na końcu książki, który można cały czas uzupełniać. Mało tego - we wstępie Grzegorz Kasdepke podał swój adres mailowy, na który można przesyłać propozycje niezwykłych słów. Kto wie, może kolejne wydanie zostanie o nie wzbogacone. Za sprawą zabawnych historyjek i kolorowych ilustracji Ewy Poklewskiej – Koziełło można naprawdę nabrać przekonania, że bardzo poważna dziedzina naukowa – jaką jest, jakby nie było, językoznawstwo – może wzbudzić u młodych czytelników wielkie zainteresowanie i entuzjazm. Moja propozycja jest taka – przepytajcie swoich dziadków, rodziców. Zobaczcie, kto najlepiej wypadł w tej dyscyplinie. Książkę warto mieć pod ręką, gdy czytamy inne lektury, których akcja rozgrywa się w innej epoce. Będzie jak znalazł. Wiek 9+ Wyd. Literatura
sobota, 04 czerwca 2011
Grzegorz Kasdepke dzieciom
Grzegorz Kasdepke - autor książek dla dzieci, z wielkim dorobkiem, często nagradzany i wyróżniany. Bardzo lubimy jego ksążki, choć... nasze pierwsze spotkanie było niefortunne. Zaczęłam dawno dawno temu czytać Tomkowi Rózgę. Akurat były święta Bożego Narodzenia – okładka też była taka jakaś śnieżno - świąteczna. Przeczytałam zachęcającą recenzję w piśmie dla mam (nie znałam jeszcze blogów literackich – w każdym razie czasopisma o dzieciach dla mam zaczynałam zawsze od skąpego bo skąpego, ale dla mnie baaaaaardzo cennego, działu - mianowicie - działu książkowego). A w Rózdze była mowa o tym jak główny bohater – mały chłopiec był z rozbitej rodziny, bo rodzice się przestali kochać. Tragedia i łzy były wielkie, bo mój Tomek tego nijak pojąć nie mógł. Książkę skończyłam sama i powiedziałam do siebie – moje dziecko wylało na moją bluzkę morze łez, ale w gruncie rzeczy fajnie pisze ten cały Kasdepke, umie świetnie wczuć się w rolę dziecka, nie stroni od humoru, nie boi się ważnych i trudnych tematów. Rózga uświadomiła mi też jedną ważną rzecz, mianowicie, że nie wszystkie książki są dla wszystkich dzieci. Warto obserwować swoją pociechę i wysuwać wnioski – co jest ważne przy doborze lektur. W każdym razie zaczęliśmy od tamtego czasu namiętnie czytać inne książki Kasdepke – ku naszej radości – repertuar był różnorodny i stale się powiększał. Grzegorz Kasdepke dzieciom to przegląd twórczości autora. Fragmenty jego książek, które zostały wydane w ciągu ostatnich lat przez Naszą Księgarnię. Ten zbiór to oryginalne wydanie w ramach jubileuszu 90-lecia Wydawnictwa. Co my tu mamy – Bajkolandia, Świąteczne historie, Bodzio i Pulpet, Przygody detektywa Pozytywki, maja i Filip, Nieznane przygody Kacpra, Uczucia, Podróże z wujkiem i kontrabasem. Z udziałem ilustracji Marcina Piwowarskiego i Piotra Rychela. Niektóre z nich tak bardzo charakterystyczne – jak postać pana Pozytywki. Przyznaję, to nieodłączny element dzieciństwa moich dzieci, tak samo jak dla innych postać Pippi Ingrid Vang – Nyman. Teksty różnorodne – Najukochańszy jest wspomniany już detektyw Pozytywka, który rozwiązuje, wydawać by się mogło, błahe problemy, obok których dorośli często przechodzą obojętnie, ale dla dzieci mają kolosalne znaczenie: kto ukradł piasek z piaskownicy, gdzie zniknęły skarpetki w delfiny, kto pozostawił cebulowe łupiny? Smaczku dodaje czarny charakter Martwiak, konkurencja detektywa. No i zagadki – bo dzieci mogą pomóc w prowadzeniu śledztwa. Dalej uczucia, krótkie opowieści, które podpowiadają jak radzić sobie z niektórymi uczuciami: tęsknotą, wstydem, nudą, radością, miłością, strachem, poczuciem winy, szczęściem. Bajkolandia zaprasza do świata w nastrojowym klimacie – co ciekawe, to bajki nie o księżniczkach, zaklętych rycerzach, ale o… korniku, deszczu, niecierpliwym motylu, sośnie, poranku, cieniu. Choć w jednej bajce pojawia się i księżniczka – jeśli chcecie wiedzieć, co się śni księżniczkom, zajrzyjcie do niej. Są też dwie opowieści o Kacprze, synu autora. Dalej osobliwe perypetie Mai i Filipa oraz Bodzia i pulpeta. Opowieści Kasdepke – to teksty o rzeczach ważnych dla dzieci, często pełne humoru, niektóre z nich do zmuszające do aktywnego czytania bądź słuchania, bowiem dzieci muszą pomóc w zakończeniu historii. Mnóstwo ilustracji, ciekawe rozwiązania graficzne – solidnie wydane. Po prostu – piękna książka.
Wydawnictwo Nasza Księgarnia
sobota, 14 maja 2011
Zając - Grzegorz Kasdepke/ Ola Cieślak
Najnowsza książka w serii Mały Koneser Dwóch Sióstr spowodowała, że …. pół dnia spędziłam w naszej domowej bibliotece na poszukiwaniach Poznaj sto roślin Janiny Szaferowej. Nobliwej staruszki, którą odziedziczyłam po mamie. W naszym przeprowadzkowym rozgardiaszu faktycznie nie było to łatwe – jeszcze nie wszystko jest na półkach tak, jak należy. Tymczasem książka stricte przyrodnicza stała sobie spokojnie na najmniej odwiedzanej przeze mnie półce kulinarnej (brak czasu niestety zabija kuchenną kreatywność), wetknięta między książki o tortach i sałatkach. To taka moja historia powstała pod wpływem obrazu Albrechta Dürera, innego niż ten, który zainspirował Grzegorza Kasdepke. Autor pisał o zającu, a mnie urzekło dzieło z 1503 roku Kępa traw.
Również to dzieło wykorzystała Ola Cieślak w swoich ilustracjach. Przemyciła kępę, ponoć zielska, na jedną stronę. Ta zwykła kępa zielska została namalowana z taka precyzją, taką dokładnością, że zapiera aż dech w piersiach. Zielsko nie jest już zwykłym zielskiem, jakie spotykamy na niedzielnym spacerze przy polnej drodze. Właśnie do tego potrzebny był mi wspomniany powyżej klucz. I nie tylko – zachwyciła mnie wewnętrzna strona okładki młodej ilustratorki – roślinne motywy, jak ze starego zielnika, w wiosennych barwach, później – wykorzystane również wewnątrz książki. Ech, mówię Wam – wiosna zagościła u nas na dobre i na pewno nie straszne jej żadne tam ani Zimna Zośka (jutro!), ani trzej panowie zimni Ogrodnicy – Bonifacy, Pankracy i Serwacy, którzy spędzają sen z powiek … ogrodnikom właśnie. Zając to wiosna … na półce. Dwie Siostry książką Powidoki Tiny Oziewicz rozpoczęły nową serię, która ma szczególny charakter. Inspiracją do stworzenia jej są dzieła wybitne – z kolekcji malarstwa polskiego i światowego. Są impulsem dla autora tekstu i ilustracji. Czy Albrecht Dürer (1471 - 1528) mógł przypuszczać 500 lat temu, że jego Młody zając wywoła tyle zamieszania:)))? Śmiem twierdzić, że nie. Jakiego zamieszania, ktoś zapyta. Grzegorz Kasdepke zaskakuje w tej książce. Autor arcy-śmiesznych Mitów dla dzieci, Detektywa Pozytywki, Romansu palce lizać, w tej książce stworzył historię wcale nie do śmiechu. Pokazuje się zupełnie od innej strony. Świat dziecięcy – widziany tym razem z podłogi. Mały chłopiec obserwuje dziwne cosobotnie odwiedziny jakiegoś pana Stefka – myśliwego. Widzi, jak jego rodzice dziwacznie i sztucznie się przy nim zachowują, klepią go po (ponoć szerokich, w rzeczywistości nie takich znowu szerokich) plecach, przygotowują smakołyki. Ta znajomość ma znamienny wpływ na życie rodziny, relacje między rodzicami. Dzień, w którym pan Stefek przynosi upolowanego zając to scena kulminacyjna. Tak jak w oku zająca Dürera odbija się ponoć atelier artysty, tak tu w oku tego zająca – pokój w domu chłopca. I nagle wszystko staje się jasne, a chłopiec rozumie więcej, niż można by się można było spodziewać… Myślę, że nie tylko mnie zaskoczył Autor w tej książce. Nazwa serii sugeruje, że to na pewno książka nie dla wszystkich. Dla wybrańców? Myślę, że nie to jest ideą Wydawnictwa. Mały koneser to zapowiedź czegoś bardziej wyrafinowanego, innego. To smakowanie tekstu i obrazu zarazem, bodziec do głębszej refleksji, poszukiwania odpowiedzi na ważne pytania. To też okazja, by spędzić razem czas, porozmawiać o lekturze, bo nie są to książki łatwe. Może zainspiruje do sięgnięcia po inne książki Autora, po kolejne tytuły z ilustracjami Oli Cieślak - dla porównania, po album z dziełami Dürera, po książkę o roślinach, a może do wspólnej wyprawy na poszukiwanie traw z obrazu albo roślin z ilustracji Oli Cieślak? Ich Autorka stanęła tu na wysokości zadania – wykorzystuje grafiki i rysunki Dürera, sięga również po inne rozwiązania: jest panorama Augsburga Schedla, Studium Peonii Schongauera, jest stara fotografia z 1904r. Wszystko wkomponowane w botaniczne elementy. Jestem bardzo ciekawa kolejnej książki z tej serii. A przyszłość zapowiada się bardzo intrygująco….
W komentarzach pojawiło się ważne pytanie: czy książka podobała się moim synom. Młodszy z racji wieku – akurat w tym przypadku został wyłączony. Stwierdzenie – „coś się podoba” jakoś od razu kojarzy się z innym (choć niekoniecznie) – mianowicie „ładny”. A więc: podobały się ilustracje Oli Cieślak, które moje starsze dziecko (6,5 lat) skojarzyło z ogrodem. Pomyślałam sobie – może miało być to czymś w rodzaju Raju – może miały symbolizować krainę szczęśliwego dzieciństwa? Zresztą chłopiec z książki uważał się za szczęśliwe dziecko – podobał mu się dom, w którym mieszkał i koledzy, całe otoczenie. To rodzice mieli wygórowane ambicje i koniecznie chcieli od życia czegoś (ponoć) lepszego. Ilustracje zmotywowały nas do wyszukania i nazwania roślin, które są jak najbardziej prawdziwe, a ciekawskie dzieci chcą koniecznie wiedzieć – jak, co, z czym to się je – stąd Klucz Szaferowej, pożółkły, z 1960 roku. I spacer niedzielny, z którego wróciliśmy z kilkoma okazami botanicznymi , które udało nam się rozszyfrować i właśnie się suszą. Tekst. Nie jest też łatwy – stąd ważna obecność osoby dorosłej podczas lektury – by dopowiedzieć, wytłumaczyć, porozmawiać. Czy się podobał? – wzbudził duże zainteresowanie i wiele pytań – na temat tych sławnych szerokich pleców pana Stefka, polowania na zwierzęta. Sensu takiego zachowania. Pojawiło się dość naiwne pytanie – jak to jest, że jedni chcą to a inni tamto? To tak jak z patrzeniem na dany obraz – sztuka rodzi pytania. Różne. Pewnie u każdego małego czytelnika inne. Życie nie jest idyllą, zdarzają się trudne sytuacje, negatywne uczucia. Literatura jest dobrym narzędziem do przygotowywania dziecka do ich pokonywania. I choć historia kończy się dobrze, znów pojawiły się pytania: a co z panem Stefkiem, co z zającem, a co z chłopcem. Historie można dopowiadać, tworzyć. Nasze wszystkie miały happy end. Tej książki nie można ot tak przeczytać i odłożyć na półkę. Wiek 6+ Wydawnictwo Dwie Siostry
niedziela, 10 kwietnia 2011
Zeus & Spółka. Mity dla dzieci - Grzegorz Kasdepke/ Ewa Poklewska - Koziełło
Gdyby któryś z greckich bogów wpadł na pomysł zorganizowania miss Olimpu, z pewnością zwyciężyłaby Afrodyta – najpiękniejsza z pięknych. Co oczywiście wcale nie cieszyło innych bogiń. Hera, żona Zeusa, czy Atena, bogini mądrości, były po prostu zazdrosne. Mądrość mądrością, ale każda kobieta chce ładnie wyglądać, prawda? Nawet, jeżeli jest boginią. A przy Afrodycie wszystkie najbardziej nawet urodziwe panny, wyglądały jak przywiędłe kwiatki. Nic więc dziwnego, że gdy Afrodyta pojawiła się na Olimpie, wszyscy bogowie zakrzyknęli: „Łaaaał”, a panie skrzywiły się na jej widok.
Po raz kolejny przekonuję czytelników, że warto sięgać po mity już z najmłodszymi. Pisałam o wersjach Hawthorne’a i Inkiowa. Do tego zacnego towarzystwa dołącza dziś Grzegorz Kasdepke. Kasdepke bawi się znanymi motywami z mitologii. Bawi to właściwe słowo – a pisze tak, że opowieści o mieszkańcach Olimpu stają się wspaniała podróżą w czasie i przestrzeni. Mało tego, wielu z bogów zostało przedstawionych tak, że mały czytelnik z łatwością będzie się z nimi identyfikował, znajdzie w ich dokonaniach spełnienie swoich marzeń o wielkich małych czynach i odwadze. Bo choćby taki Hermes – ladaco jakich mało, bez przerwy myślał, komu by tu psikusa zrobić. Pewnego dnia postanowił ukraść Zeusowi piorun.
-Ałaaa! – wrzasnął Hermes, dmuchając na poparzoną dłoń. - To boli! Co się bowiem okazało? Że piorun, wiszący u pasa Zeusowej szaty, był gorący jak żarzące się węgle. Jeden Zeus umiał się nim posługiwać, jednego Zeusa słuchał. -To ty, łobuzie jeden, własnego ojca okradasz?! – zdenerwował się Zeus.
Takie ladaco, z chochlikiem w oku kryje się w naszych dzieciach, prawda? W moich na pewno.
Pomysł przedstawienia bogów z Olimpu jak kumpli z podwórka – świetny. Nooooooo, takiego Zeusa to każdy by się bał. Ale Prometeusz, co wykradł dla ludzi ogień – pewnie nie raz pomógłby w biedzie. Albo wspomniany już Hermes – fajny chłop, taki śmieszek rozrabiaka. Afrodyta – strojnisia , ale w końcu przecież przejrzała na oczy i się zmieniła. A Apollo – tylko leżał, żuł trawkę, jak te krowy co miał ich pilnować i bujał o niebieskich migdałach. No a Hefajstos, co to szukał obcęgów schowanych mu przez Hermesa. - Mamo, a co to obcęgi? -Kombinerki chyba, tak myślę. -To ten kowal szukał ich tak jak dziadek Stasiu. No kto by pomyślał, że bogowie z Olimpu mieli takie problemy jak zwykli ludzie. Dziadka Stasia nie wspomnę. Fajna książka do poduchy. Czytałam sześciolatkowi, przysłuchiwał się trzylatek (w końcu zasnął jak to trzylatek, który w każdy weekend wstaje bladym świtem, by nie marnować czasu na głupstwa).Starszy wołał jeszcze – stąd przeczytaliśmy w trzy dni. A fragment o Afrodycie przytoczyłam z myślą o sobie – bo każdy w mitach Kasdepke znajdzie coś dla siebie – rodzice również. Świetne ilustracje Ewy Poklewskiej – Koziełło.
P.S. Wikipedia wyjaśniła mi, że obcęgi i kombinerki to jednak nie to samo.
Wydawnictwo Literatura
poniedziałek, 12 kwietnia 2010
Wielka księga detektywa Pozytywki - Grzegorz Kasdepke / Piotr Rychel
Dla mnie ważne jest pierwsze wrażenie, a postać z okładki od razu nam się spodobała. Taka przyjemna gęba chłopa do rany przyłóż, uśmiechnięta, z filuternym spojrzeniem, typ wiecznie młody, zaprzyjaźniony ze wszystkimi (z małymi wyjątkami), wczorajszo – modny i elegancki. Grzegorz Kasdepke stworzył swojego bohatera literami, a Piotr Rychel ołówkiem. Po lekturze tej książki jakoś nie mogę sobie wyobrazić innego detektywa. Sympatyczna postać sprawia, że obok okładki nie można przejść obojętnie, czego doświadczyła moja siostra, nabywając wszystkie części dla swoich dziewczyn - stwierdziła, że była pod takim urokiem pana z okładki, że nie mogła postąpić inaczej. Ale to tak tylko tytułem wstępu, bo nie tylko okładka zapowiada coś apetycznego, ale i cała książka. Przede wszystkim to Wielka księga, czyli zbiór trzech książek o detektywie: Detektyw Pozytywka, Nowe kłopoty detektywa Pozytywki oraz Pamiątki detektywa Pozytywki. Główny bohater to postać bardzo kolorowa, charakterystyczna, pogodna – zabawne indywiduum, które zbyt wiele do szczęścia nie potrzebuje. Bo też jego biuro detektywistyczne „Różowe okulary” malutkie jest, bez żadnych wygód, sam właściciel żadnej broni oprócz kaktusa nie posiada, klientów zresztą też jak na lekarstwo, no chyba że wspomnimy dzieci, które chętnie pukają do gościnnych drzwi miłego sąsiada z góry, a po wyjaśnieniu zagadki płacą albo szczerym uśmiechem albo garścią cukierków. No i jak tu wyżyć? W dodatku konkurencja nie śpi, detektyw Martwiak – czarny charakter tej historii, właściciel agencji Czarnowidz nie zawsze działa fair play. Nie są to książki sensacyjne, raczej komedia zdemaskowanych przez Pozytywkę językowych omyłek i lapsusów. (Joanna Olech – Tygodnik Powszechny) Zagadki wyjaśniane przez detektywa dotyczą najbłahszych spraw dnia codziennego. Pozytywka szuka zgubionych skarpetek, piasku z piaskownicy, szuka chuliganów, którzy dokonali spustoszenia na balkonie sąsiadki, przebili dmuchaną piłkę, zniszczyli latawiec. Czyli innymi słowy mówiąc – spraw dotykających bezpośrednio dzieci, spraw dla nich ważnych. Co ciekawe – każdy rozdział kończy się zagadką dla małego czytelnika. Wystarczy pomyśleć i dziecko może znaleźć samodzielnie odpowiedź na pytanie. Ja mojemu pięciolatkowi musiałam kilka zagadnień tłumaczyć, ponieważ niektóre z nich dotykały zagadnień z fizyki, chemii, polegały na grze słów. Co ciekawe, można z dziećmi świetnie ćwiczyć logiczne myślenie – nic nie dzieje się bez przyczyny, na wszystko można znaleźć radę i odpowiedź. Smaczku dodaje tutaj postać wspomnianego już Martwiaka. Czarny charakter w takich opowieściach sprawia, że wszystko jest bardziej pikantne. Martwiak przewija się często przez karty książki, a maluchy z napięciem śledzą, jak skończy się ten pojedynek podwórkowego muszkietera z nieprzyjemnym przeciwnikiem.
Wydawnictwo Nasza Księgarnia
środa, 09 września 2009
Kocha, lubi, szanuje - czyli jeszcze o uczuciach - Grzegorz Kasdepke
Grzegorz Kasdepke po raz kolejny udowodnił, że nie boi się tematów trudnych. W przeszłości odczarował nam matematykę (Do trzech odlicz), radził jak okiełznać niektóre emocje (Tylko bez całowania! Czyli jak radzić sobie z niektórymi emocjami) Teraz powstała książka o uczuciach ciąg dalszy. I to jaka! W sam raz dla przedszkolaków, by zrozumiały, co w ich duszyczkach i serduszkach gra. Bo naszymi dziećmi targają różne uczucia, raz zdarzają się burze, huragany, raz świeci słońce. Miłość, nienawiść, pogarda, strach, smutek, poczucie winy i szczęście tak często towarzyszą maluchom. Ta książka jest czymś w rodzaju poradnika dla przedszkolaków i ich rodziców. Najpierw każde z uczuć jest przedstawione w krótkiej scence przedszkolnej. Czyli – może zdarzyć się wszędzie, każdemu i o każdej porze. Dalej autor tłumaczy kolejno poszczególne uczucia, pokazuje, czym się przejawiają w życiu człowieka. Kolejną cześć każdego rozdziału stanowią Rady dla dzieci i później Rady dla rodziców. Świetna lektura dla starszaków, do wspólnych dyskusji, czym jest miłość, co daje nam szczęście, czego się boimy, dlaczego jesteśmy smutni. Ta książka daje nam szansę poznania własnego dziecka ale i nas samych. Bo w rozmowach o ważnych rzeczach dzieci zaskakują nas swoimi stwierdzeniami, ale też zadają pytania i oczekują odpowiedzi. Bardzo spodobało nam się w tej książce, że autor nawet o sprawach ważnych i poważnych potrafi pisać z poczuciem humoru i przymrużeniem oka. Wydawnictwo Nasza Księgarnia |