|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Biorę udział:)
Półeczka maluchów
Półeczka starszaków
Półeczka dla dzieci 6 - 10
Półeczka dla dzieci 10+
Półeczka młodzieży
Półeczka rodziców
A tutaj piszę o książkach
Akcje Czytelnicze
Artykuły
Autorzy i ilustratorzy książek
(c) copyright
Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
Do słuchania
Gry i zabawy
O książkach dla dzieci
Szablon blogu
Wydawnictwa, z którymi współpracuję
Zajrzyj do książki
Tagi
Półeczka z książkami![]() Wypromuj również swoją stronę
|
Wpisy z tagiem: literatura norweska
środa, 21 marca 2012
Kurt i ryba - Erlend Loe/ il. Kim Hiorthoy
Kurt jest kierowcą wózka widłowego. Bardzo lubi swoją prace. Pracuje w porcie od świtu do nocy, by zarobić na swoją liczną rodzinę. Wprawdzie żona jest architektem, ale trójka dorastających dzieciaków kosztuje. Pewnego dnia Kurt na wybrzeżu znajduje ogromną czarną rybę. Teraz już nie musi martwić się o żywność dla rodziny – mają jedzenia na długie miesiące. A to oznacza, że chwilowo może zrezygnować z pracy. Cała rodzina wybiera się zatem w podróż po świecie – do miejsc, których nigdy nie zobaczyłaby gdyby nie …ryba.
Zwariowana i śmieszna książka, pełna przygód. Razem z Kurtem i jego rodziną udajemy się najpierw przez morze do Ameryki - Czy to bardzo daleko? – zastanawia się Kurt. –Nie wydaje mi się, żeby to było bardzo daleko – odpowiada Anna – Liza – Tak jedźmy do Ameryki! – mówi.
Dalej Brazylia, gdzie tańczą i bawią się na plaży. Antarktyda, gdzie przeszywa ich straszne zimno i jedzą więcej ryby niż dotychczas. W Indiach uciekają przed niedoszłym narzeczonym ich córki Heleny i jego wielką rzeszą przyjaciół. Pakistan, Iran, Turcja, wybrzeża Afryki, Hiszpania, Francja, Niemcy. A kiedy z ryby zostają tylko ości, nadchodzi czas powrotu do domu. Dzieci się zmieniły. Mały Bud urósł, a z Chudej Heleny zrobiła się Gruba Helena. Książka poniekąd obala pewien mit … współczesnej podróży. Długich i żmudnych przygotowań, zbierania pieniędzy, załatwiania formalności, obowiązkowych szczepień (do takiej choćby Afryki), czytania przewodników, pakowania góry niezbędnych rzeczy. Rodzina Kurta udaje się tam, gdzie chce – nie ma potrzeby pstrykania co rusz aparatem fotograficznym, daje ponieść się chwili. Tak z perspektywy dziecka powinna wyglądać podróż. Chcę to jadę. I nie ma żadnych przeszkód. I nie ma niewygody. Przecież Kurt wziął ze sobą rodzinę, trochę bagaży, rybę, … wózek widłowy i napoje gazowane. Każde marzenie kiedyś się spełni. Nawet tak wielkie – jak podróż dookoła świata.
Do tak zakręconego tekstu wyśmienicie pasują równie zakręcone ilustracje:)))
Wiek 9+ Wydawnictwo EneDueRabe
środa, 22 grudnia 2010
Zamek Soria Moria. Baśnie norweskie - ilustracje Adama Kiliana
Nie myliłam się. Od samego początku miałam takie wrażenie, że już kiedyś te baśnie czytałam. Ale nie mogłam skojarzyć. Kiedy odkryłam na półce w bibliotece, przypomniałam sobie charakterystyczne ilustracje. Powiedziałabym nawet - charakterne:))) Te Marii Ekier bardziej mi się podobają. Te tutaj – trochę jarmarczne, zbyt kolorowe. Też ciekawe, choć….. wolę te nowsze. Ilustracje ze starszego wydania zdradzają ważne informacje o baśniach norweskich – często są rubaszne, pełne humoru, napisane żywym językiem – jakim posługiwali się prości chłopi i rybacy.
Wydawnictwo Poznańskie 1975
Zamek Soria Moria. Baśnie norweskie - Peter Christen Asbjornsen/ Jorgen Moe
Peter Christen Asbjørnsen (1812-1885) i Jørgen Moe (1813-1882) są dla Norwegów tym, czym dla Niemców bracia Grimm. Dwaj panowie, którzy zadali sobie trud, by zebrać baśnie ludowe – czasem musieli przedsiębrać długie podróże – z jednej doliny do drugiej, by wysłuchać wiejskich narratorów. Baaaa, musieli znaleźć jakieś wyjście z jeszcze trudniejszej sytuacji – jak spisać te baśnie i przekazać innym, by podania mieszkańców północnej doliny były zrozumiałe dla mieszańców doliny południowej, bo Norwegia jak długa i szeroka bogata była w najróżniejsze dialekty – za każdą górką, fiordem mówiono inaczej. Gdy dodamy do tego jeszcze prawie 400 – letnie panowanie Duńczyków i wielkie wpływy ich języka na norweski, to mamy niezły bigos lingwistyczny. W każdym razie jak to zwykle bywa – nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, bowiem w okresie Romantyzmu i nastania dla Norwegów wolności nadeszła moda na rodzime, swojskie klimaty – w tym na baśnie. Wspomniani panowie spisali je – a nie trwało długo, jak szturmem artyści różnej maści, zaczęli czerpać garściami z rodzimej twórczości ludowej dawnych wieków – wspomnę tutaj chociażby nazwisko Ibsena.
Kiedy czytam baśnie z Północy, albo śledzę literaturę (nie tylko dziecięcą) z tamtego rejonu – tak sobie ciepło myślę w zimowy wieczór, że chłodny klimat, sprzyja wymyślaniu pięknych opowieści, które na długo zapadają w pamięci. Teraz już zatem wiadomo, jak oni to robią, że wychodzi tak dobrze:)
Mamy przed sobą baśnie, które po raz pierwszy ukazały się w 1840 r. Dużo w nich Norwegii – dlatego mają taki specyficzny klimat – są fiordy, niedźwiedzie polarne, wielką rolę odgrywa w nich natura i siły przyrody: wiatr, Księżyc, Słońce, woda, ptaki, więź człowieka z nimi.
W niektórych baśniach widać odniesienia religijne – pojawia się Boże Narodzenie, bohaterowie mówią do siebie Szczęść Boże; Rybak Izak, gdy został ocalony zawołał – Chwała Bogu! Wielu bohaterów to pracowici ludzie – ubodzy, pracowici, uparci, ambitni i bogobojni.
Wiele baśni przypomina znane nam już motywy z baśni rodzimych lub innych krajów: chłopiec ma obrus, który działa podobnie jak stoliczku nakryj się; są też kije samobije, jest szklana góra, są trzej bracia, z których najmłodszy niby głupek, w końcu zdobywa serce księżniczki i zostaje królem, bajki kończą się weselem, które ponoć trwa po dziś dzień, zarówno my jak i Norwegowie wierzymy, że morze dlatego jest słone, bo na jego dnie leży młynek, który mieli sól. Są księżniczki, czarodziejskie pierścienie. Czasem, gdy czytaliśmy którąś z baśni – padały słowa małego słuchacza – To już gdzieś było. Faktycznie – to już gdzieś było – może u Grimmów, może w naszych polskich baśniach, może śródziemnomorskich.
W baśniach norweskich nie ma czarownic i czarodziejów: są za to trolle:) Były tak wysokiego wzrostu i potężnej budowy, ze ich głowy sięgały wierzchołków sosen. Cala trójka miała jednak tylko jedno oko, którego na zmianę używała. Każdy troll miał dziurę w czole itam oko wkładał i odpowiednio nastawiał. [O chłopcach, którzy spotkali trolle w lesie -Hedalsskogen]. Jest ich tu cała masa – i uwaga - potrafią wyczuć człowieka na odległość:)))
Jest jeszcze jedna postać, która przewija się przez wiele baśni norweskich: to Askeladden, częściowo przypominający Dyla Sowizdrzała. Jest to człowiek z gruntu dobroduszny, leniwy i obojętny, choć bystry obserwator, silny, pozujący na głupca, który w potrzebie potrafi zabłysnąć intelektem i zadziwić czynami (zdobywa księżniczkę i połowę królestwa).
W baśniach ludowych pojawia się też postać króla, ale zarówno on, jak i jego dworzanie, ukazani są z perspektywy warstw niższych. Króla odgradza tu od ludu dystans majestatu – jest on po prostu bogatszym niż inni chłopem. Jest dobroduszny i szczery; wprawdzie spaceruje w koronie, ale pozdrawia nią i zdejmuje ją jak zwyczajną czapkę. Widzimy go także nieraz na schodach domostwa, gdy karmi drób. [fragmenty kursywą pochodzą z książki: Dzieje literatur europejskich- Literatura norweska – Ryszard K. Nitschke] Ponoć związane było to z faktem, że król uciskanych Norwegów - Duńczyk, był im tak obcy, tak daleki mentalnie i geograficznie, jeśli nie abstrakcyjny wręcz, że biedni ludzie, zakopani gdzieś w głębokim śniegu dalekich dolin surowej krainy, stworzyli sobie własny wizerunek władcy, jakiego chcieliby mieć, z jakim to słowo kojarzyli.
Ilustracje Marii Ekier są w chłodnych barwach – oddają surowy klimat Norwegii. Blade postacie delikatnych księżniczek, niektórych może nawet posiniałych od zimna (jednak nie zdziwcie się, gdy baśniową księżniczkę z Norwegii spotkacie w ... oborze). Słońce – blade, nisko, jak teraz w te zimowe dni. Czerń, szarości, brudne złoto. Wbrew pozorom, w tych baśniach nie wieje chłodem. Jest wiele ciepłych uczuć, jest też humor językowy i sytuacyjny – obaj autorzy – Asbjørnsen - z natury żywy, obdarzony przebogatą wyobraźnią i fantazją, Moe z kolei – literacko uzdolniony, chcieli, by baśnie odzwierciedlały naturę chłopa i rybaka norweskiego – zostały napisane żywym językiem, takim, jakim posługiwali się opowiadacze baśni. Zresztą w kolejnym wpisie, w którym prezentuję ilustracje do tych baśni sprzed lat, widać wyraźnie, że można odczytać je na różne sposoby. Maria Ekier wprowadziła do książki specyficzny klimat – swego rodzaju chłód, surowość krajobrazu. Natomiast przy czytaniu wpisu następnego – można dostać oczopląsów.
Książka jest cudnie gruba (nareszcie coś rodzaju żeńskiego cudnej wagi słusznej:) - mieści w sobie 33 baśnie, posłowie i informację o ilustratorce. Szkoda, że wydawnictwo nie umieściło całego tekstu Adeli Skrentni - Olsen na temat baśni norweskich. W starym wydaniu jest dużo ciekawych informacji na temat dwóch uparciuchów, którzy zeszli niejedną parę butów, pewnie zjechali niejedną parę nart, byśmy mogli poczytać tę książkę. I dzięki im za to. Wielkie. Bo to piękna książka.
Wiek 5+
Wydawnictwo Media Rodzina
niedziela, 07 listopada 2010
U sąsiadów za miedzą - Deutscher Jugendliteraturpreis 2010
Deutscher Jugendliteraturpreis jest prestiżową nagrodą literacką przyznawaną w Niemczech od 1956 roku. Szacowne Jury (Jury Krytyków i Jury Młodzieżowe) nagradza wybitne dzieła dla dzieci i młodzieży w kategoriach: książka obrazkowa, książka dla dzieci, książka dla młodzieży, literatura faktu. Jury Młodzieżowe – przyznaje nagrodę w swojej kategorii W tym roku nagroda przypadła następującym tytułom: Książka obrazkowa
Garmans Sommer – Stian Hole (tekst i ilustracje) (literatura norweska) To ostatnie takie beztroskie lato. Wkrótce zaczyna się szkoła. Jednak czy Garman jest gotów do nowego etapu w swoim życiu? Gdy malec porównuje się na przykład z dziećmi sąsiadów, wszystko wypada na jego niekorzyść – nawet żaden najmniejszy ząb mu się nie rusza. Nie mówiąc już o literkach i liczbach. Książka, która zachęca do rozmowy z dziećmi o strachach dnia codziennego. (wiek 5+)
Książka dla dzieci
Meine Mutter hat in Amerika Buffalo Bill getroffen. (Emile Bravo - ilustracje i Jean Reqnaud - tekst) (literatura francuska) Komiks. Sześcioletni Jean i jego brat są wychowywani przez ojca. Ich mama rzekomo podróżuje. Tymczasem prawda jest taka, że mama … nie żyje. Dziewczynka z sąsiedztwa czyta malcowi kartki, które jego mama wysłała z różnych zakątków świata. Ponoć w Ameryce spotkała Buffalo Billa. Przychodzi jednak moment, kiedy to wszystko wydaje się chłopcu dziwne i podejrzane. Wzruszająca historia, zbiera bardzo dobre recenzje za miedzą. (wiek 8+)
Książka dla młodzieży
Such dir was aus, aber beeil dich! Nadia Budde (tekst i ilustracje) Autorka, rocznik 1967, wspomina swoje dzieciństwo, które spędziła we Wschodnich Niemczech. Ponoć zrobiła to brawurowo i z dużym poczuciem humoru. Spośród wszystkich nagrodzonych książek, najbardziej chciałabym zajrzeć właśnie do niej. (wiek 12+)
Literatura faktu
Mutige Menschen. Widerstand im Dritten Reich. Christian Nürnberger Autor przybliża sylwetki dwunastu postaci, które w czasach terroru NSDAP miały odwagę przeciwstawić się, miały odwagę powiedzieć NIE – wśród nich: Sophie Scholl, Irena Sendlerowa, Willy Brandt, Janusz Korczak. (wiek 13+) Nagroda Jury Młodzieżowego
Igrzyska śmierci. Suzane Collins (Znamy! Znamy! – wydane w Polsce przez Media Rodzina. Na dniach ma się ukazać trzecia część) Nagroda specjalna – dla autorki Mirjam Pressler (ur.1940) Kiedy w czerwcu byłam w Niemczech, w malutkiej księgarence w bawarskim Mindelheim całe okno wystawowe było poświęcone tej autorce. Już w domu pobuszowałam w Internecie i znalazłam dużo ciekawych tytułów M.P. W Polsce, o ile mi wiadomo, nie ukazało się nic. Prawdę powiedziawszy nie wiem jak Wy, ale ja jestem już zmęczona tym zalewem literatury amerykańskiej dla młodzieży. Ostatnio poległam przy serii Błękitnokrwiści. A tymczasem pewnie i Czesi, i Węgrzy, jak się okazuje i Niemcy wydają fajne książki. Pewnie Rosjanie też cosik mają, i Słowacy. Szkoda, że tak mało Europy u nas…
Podsumowując – książki zapowiadają się ciekawie. Nie miałam ich w ręku i zrobiłam sobie tylko wirtualny spacerek po nagrodzonych tytułach. I mimo, że każdy z nich kusi, by go przeczytać, naszła mnie oto taka refleksja, że dominują jednak książki… obrazkowe, gdzie jest mało tekstu do czytania (kategorie: książka dla dzieci i młodzieży). Czyżby faktycznie to był znak naszych czasów? Na razie u naszych sąsiadów za Odrą, ale można ten trend i u nas się zjawi?
czwartek, 14 października 2010
Rozbójnicy z Kardamonu - Thorbjorn Egner/ Mirosław Pokora
Ależ się ucieszyłam, kiedy odnalazłam tę książkę po latach. Pamiętam jak zaczytywałam się w niej wieki temu. Patrząc zresztą na datę jej wydania – ho, ho. W każdym razie znaleźliśmy zakurzoną w bibliotece i odkurzyliśmy. Pełna czarnego humoru opowieść dla dzieci o trzech rozbójnikach z miasta Kardamon.
Miasto Kardamon jest bardzo małe, a leży tak daleko, że prawie nikt o nim nie wie; oczywiście oprócz ciebie i mnie, i jeszcze paru tylko osób.
Kardamon jest niezwykłym miastem. Mieszka tam wielu sympatycznych dziwaków i zwyczajnych ludzi, dzieje się wiele dziwnych rzeczy i tych całkiem zwyczajnych. Rzecz dzieje się w czasach, kiedy po mieście nie jeździły samochody, tylko jeden jedyny tramwaj. Stary i piętrowy. A w starym, wysokim i dziwnym domu mieszkali rozbójnicy, ale wcale nie tak źli jak inni zbóje. Jednak zbóje nie śpią , a w głowach czają im się niecne pomysły. A jakie? Sami się przekonajcie.
Książka zawiera też teksty piosenek kardamońskich. Nie każdy to lubi – my tak, bo można nieźle się wygłupiać i wymyślać do nich melodię. Takie błaznowanie nieźle urozmaica nasze czytanie:)
Gdy miasto już otuli mrok, Gdy cisza w Kardamonie, Nikt nie odkryje naszych dróg I nikt nas nie dogoni. Skradamy się za krokiem krok, W ciemności wytężamy wzrok. A nikt nas nie widzi, bo chroni nas cień I z łupem wrócimy, nim znów wstanie dzień.
Dla zainteresowanych dodam, że piosenki można faktycznie zaśpiewać, ponieważ opracowała je w tym celu poetka Anna Chodorowska Znajdziemy tu tekst o tramwaju w Kardamonie, piosenkę bałaganiarzy, gadającego wielbłąda, na cześć Tobiasza, papugi z Ameryki, mistrza Golibrody. Na końcu dodatek z nutami. Książka udowadnia tym samym, że dla dzieci można pisać świetne książki o zbójach, ich niecnych czynach, ale można to robić właśnie tak jak dla dzieci być powinno – z humorem, bez przemocy. No i oczywiście z przesłaniem, że zawsze można wejść na prawą drogę. Wszystko smakowicie zilustrowane przez Mirosława Pokorę. Jego fryzury w esy-floresy, gołe głowy z malutkimi kępkami skąpych włosków i pulchne paniusinki na miniaturowych szpileczkach. No i jak tu się nie uśmiechnąć. A tekst – rozkosz dla ucha.
Szukajcie w bibliotekach. W jednym antykwariacie widziałam za ….90 złotych.
Wiek 5+ Wydawnictwo Poznańskie 1973
czwartek, 27 maja 2010
8+2 i ciężarówka - Anne Cath. Vestly
Liczba dzieci w tej książce nas totalnie zaskoczyła. – Ile? – zawołał Tomek z niedowierzaniem i zaraz sprawdził na małych palcach, czy aby 8 to jest to, o czym myśli. Ach ten błysk w oku mojego syna (i przerażenie w moim). - Mieć tyle rodzeństwa - i w tym miejscu usłyszałam głośne, wyraźne westchnienie. Zaczęłam sięgać po książki z kolekcji wydanej jakiś czas temu przez Fundację ABC XXI Cała Polska Czyta Dzieciom i Politykę. Wśród wydanych książek smakowite kąski naprawdę za niewielką cenę. Czasem można trafić na allegro albo w taniej książce za przysłowiowe grosze. Ale wracam do opisywanego tytułu, który sam w sobie jest już dziwaczny: 8+2 i ciężarówka. Ósemka dzieci, ich rodzice i ukochany rozklekotany samochód. Można się przekonać jak wesoło jest w takiej licznej rodzince, gdzie wcale się nie przelewa. Dzieciaczki na początku śpią na materacach na podłodze, dopiero później dostają łóżka. Rodzina dysponuje tylko jednym pokojem i kuchnią - ale jakoś daje sobie radę. Potwierdza się stara prawda, że miłość jest i tak najważniejsza, a za jej przyczyną można góry przenosić. Niby nic się nie dzieje, nie ma tu jakiś wielkich wydarzeń z fajerwerkami - ot babcia przyjeżdża, kupuje sobie ręczny mikser, rodzina wyjeżdża na kilka dni nad morze, ginie ciężarówka - potem przez przypadek odnaleziona, złodziej Henryk zostaje przyjacielem rodziny, w dodatku zakochuje się w sąsiadce, dzieci znajdują pieska w lesie, są gośćmi na weselu sąsiadów. Ot zwykłe życie - bez żadnych efektów specjalnych - ale tak opowiedziane, że moje starsze dziecko naprawdę z przyjemnością słuchało tej książki. Nie brak w niej humoru - zwłaszcza najmłodszy Morciszek daje rodzicom do wiwatu. Mnie podobał się rozdział, w którym rodzice postanawiają wyprawić dla swoich dzieci przyjęcie z jednym gościem w tle - by te nie czuły się gorsze ani biedne. Jeden minus i to duży - imiona dzieci za trudne dla polskich czytelników. Oprócz Morciszka trudno kogokolwiek zapamiętać. Trochę dziwny chwyt tłumacza biorąc pod uwagę, że znalazł świetne rozwiązanie w rozdziale o oświadczynach, kiedy to pojawiają się polskie tytuły piosenek. Bardzo mądra ksiązka o miłości w rodzinie – o której się nie mówi, ale ją widać gołym okiem. Bez wielkich słów i deklaracji. O przyjaźni między małymi i dużymi. O tym, co tak naprawdę w życiu najważniejsze – nie tylko dla naszych dzieci, ale również dla nas – rodziców. Gorąco polecam. Wiek 6+ Wydawnictwo Fundacja ABC XXI Cała Polska Czyta Dzieciom i Polityka
środa, 07 kwietnia 2010
Włosy Mamy - Gro Dahle / Svein Nyhus
Nie jest to łatwa książka i z pewnością nie dla każdego dziecka. Ta książka nie uprzyjemni wieczoru, nie będzie miłym wspomnieniem, nie przyniesie kolorowych snów. Nie każde dziecko będzie w stanie unieść ciężaru problemów, jakie się w niej pojawiają, nie każde dziecko będzie w stanie zrozumieć jej treści. Mimo, że na okładce widnieją nazwiska dwóch autorów, to niestety, tak naprawdę napisała ją nasza smutna rzeczywistość. Jest to być może odpowiedź na pytanie, jakie pojawi się zapewne u wielu czytelników tej recenzji po zaznajomieniu się z moim mało zachęcającym wstępem – No dobrze, po co zatem taka książka? Traktuje ona o depresji, o której często mówi się, że to choroba naszych czasów. Jeśli ktoś miał kiedykolwiek z nią do czynienia, czy to na przykładzie własnej osoby, czy rodziny lub znajomych, ten wie z pewnością, jak trudno ją wyleczyć. Wie również, jak trudno żyć z osobą chorą na depresję. Emma ma czarującą Mamę o pięknych włosach. Jednak pewnego dnia Mamę ogarnia przeogromny smutek i strach. Nic jej nie cieszy, leży całymi dniami w łóżku i patrzy w ścianę. Płacze. Ciągle płacze. W końcu dziewczynka wpada w złość, krzyczy – Głupia Mama! Leniwa Mama!. I jak każde dziecko w obliczu problemów dorosłych, zaczyna obwiniać siebie za zaistniałą sytuację. Stara się uczesać włosy Mamy, wierząc, że rozsupłanie supełków, pęków sprawi, że wszystko się unormuje, że wróci „kiedyś”, kiedy włosy Mamy były błyszczące i pięknie uczesane. Dziewczynka wchodzi w ten poplątany świat i spotyka w nim nieznajomego pana, który wielkimi grabiami rozczesuje splątane włosy i sprawia, że Emma odzyskuje swoją Mamę. Opowieść o depresji utrzymana jest w poetyckim klimacie – jednak dzieci mogą dowiedzieć się z niej wiele na temat choroby. Między kolejne metafory sprawnie wpleciono pewną dawkę konkretnych informacji o zachowaniu się chorego, przebiegu choroby, jego zamknięciu w swoim własnym świecie. Gdzie tkwi przyczyna tej choroby? W książce są tylko Emma i Mama. Może kiedyś był Tata, który odszedł? Nie wiem, to takie moje przypuszczenia. Jest w końcu ten dobry pan – symbol osoby, która pomaga uczesać myśli, pomaga wrócić do rzeczywistości. To jednocześnie sygnał dla dziecka, że samo nie da rady w walce z chorobą bliskich, że sama miłość nie wystarczy – trzeba zdać się na wiedzę i doświadczenie innych. Książka będzie pewnie nieocenionym narzędziem w pracy terapeutów, pedagogów, którzy często muszą wytłumaczyć dzieciom, co to takiego depresja. A może w naszych rodzinach ktoś cierpi na tę chorobę, dziwnie się zachowuje i trzeba również pomóc zrozumieć trudny temat depresji? W takim przepadku Włosy Mamy mogą okazać się ważną i niezwykle pomocną lekturą. Napisałam na początku, że ta książka nie przyniesie kolorowych snów. Choć kto wie, może przyniesie spokojny sen dzieciom, którym za pomocą tej właśnie mądrej ksiązki ktoś zechce wyjaśnić, co tak naprawdę dzieje się ich najbliższymi. I oby jak najczęściej towarzyszył nam taki obrazek: Jest piękny, piękny dzień. Mama przytula Emmę, A Emma przytula się do Mamy. Włosy śpiewają. - Moja córeczka – mówi Mama. Bo Mama jest Mamą Emmy. A Emma jest córeczką Mamy. Wiek 6+ (nie dla każdego) Wydawnictwo EneDueRabe
wtorek, 19 stycznia 2010
TATO! - Svein Nyhus
Jeśli chodzi o książki dla dzieci o TACIE, to tata niestety przegrywa z mamą z kretesem. Wystarczy porównać ofertę. Nie jest najgorzej, ale różnica jest i to znaczna – a przecież obecność taty jest tak samo ważna, jak ta mamina. Obecny – trochę inaczej – najczęściej dłużej pracuje, mniej go przy codziennych rytuałach – myciu, przebieraniu, czytaniu przed snem. Bardziej szalony niż mama, zwariowany w zabawach. Tak jest przynajmniej u nas. No i jeszcze te całusy, strasznie kłujące. Kaktusy. Tato to pierwsza książka tego typu na naszej półce. Ze wstydem przyznaję, że zadbałam o swoje, a całkowicie zaniedbałam tę inną sferę, a jakże ważną. Mama Czarodziejka, Mama Mu, Mama Indianka i inne. Biję się w piersi i nadrabiam zaległości. Mały Tomek (O! Mamo, jak ja!!!) bardzo tęskni za swoim tatą. Niby taki maluch, co on może wiedzieć. A jednak. Chłopiec patrzy na świat za oknem i zastanawia się, gdzie jest tata, czym się zajmuje właśnie w tej chwili. A gdyby tak przyszedł, można by z nim robić tyle fajnych rzeczy – bawić się, grać w różne gry, wygłupiać się. W oczach chłopca tata jest jak superman, który zawsze da sobie radę – krokodyle, wulkany, duchy? Phi, toż to czyste żarty dla niego. Przecież on tak dużo wie, tak wiele umie. Jest dla Tomka prawdziwym autorytetem. Zachwyciła mnie ta książka i w pewnym momencie …przestraszyła. W trakcie czytania dzieciom (ad hoc) – zaczęłam zastanawiać się, dokąd to wszystko prowadzi, jak się skończy historia. Uff – kamień spadł mi z serca – historia kończy się sceną przy oknie, którą można w różnoraki sposób zinterpretować. Powiem nawet – według potrzeb. Chłopiec czeka nadal na tatę – a ten może jest w podróży, może w pracy. Być może rodzice są rozwiedzieni, może tato nie żyje – i dziecko za nim tęskni. My dopowiedzieliśmy sobie tę historię. Bo to w końcu historia o naszym Tacie, który ma takie same cechy charakteru. (Imię dziecka Tomek też się zgadza) Tata jest… na budowie! Tak stwierdzili moi synowie. Bo tak jest w rzeczywistości. Tata znika na całe popołudnia, wieczory, a maluchy najpierw stoją przy oknie i wypatrują samochodu, a potem, gdy już jest ciemno, leżą i nasłuchują warkotu silnika i charakterystycznego chrzęstu bramy garażu. Zdaję sobie sprawę, że w niektórych rodzinach różnie się układa. Stąd też mogę powiedzieć, że w takiej sytuacji to książka poniekąd dla odważnych – umieć pokazać dziecku obraz ojca w pozytywnym świetle. To książka przyczyniająca się niewątpliwie do utrzymywania dobrych i ciepłych kontaktów. Tata został przedstawiony w książce jako barczysty, postawny, energiczny mężczyzna, Taki superman z aureolą (na okładce) i w poświacie. Bije od niego jakaś jasność i ciepło, które bardzo ogrzewają serducha maluchów. Cieszę się, że mamy tę książkę na półce. Wiek 1+ Wydawnictwo EneDueRabe
poniedziałek, 01 grudnia 2008
Tajemnica Bożego Narodzenia- Jostein Gaarder
Kalendarz adwentowy kojarzy się chyba większości z 24 czekoladkami ukrytymi w małych kolorowych okienkach- które dziecko każdego dnia otwiera i smakowicie pałaszuje. Kiedy nadchodzi czas na dwudziestą czwartą czekoladkę- to znak, że to dzień Wigilii Bożego Narodzenia. Według mnie fajny sposób na skrócenie dziecku Okresu Oczekiwania. Bo jeśli ktoś ma małego fąfla w domu wie, że odpowiedzi typu- Gwiazdka jest z 5 dni, Mikołaj przyjdzie za tydzień- są zupełnie bez sensu i dla dziecka pojęciem abstrakcyjnym. Maluch chce wszystko od razu i już. Mnogość czekoladek tymczasem uświadamia mu, że musi jeszcze dłuuuugo poczekać. Zaledwie kilka nie otwartych okienek sygnalizuje, że święta tuż tuż :) Kalendarze mają najróżniejsze formy- jest to element tradycji zachodnioeuropejskiej- i właściwie przywędrował do nas niedawno. A więc są kalendarze - bombonierki, są kalendarze z najróżniejszych materiałów- szyte, drewniane. Kiedyś widziałam kalendarz adwentowy składający się z 24... małych buteleczek markowych alkoholi. To pomysł dla dorosłych i jak dla mnie wykraczający trochę poza przyjęte przeze mnie normy rozumienia adwentowego święta. No cóż można i tak- z przymrużeniem oka;) Jostein Gaarder, autor bestsellerowego Świata Zofii, napisał książkę oryginalną- w formie kalendarza adwentowego. Historia zaczyna się w 1 grudnia- Joachim wraz z ojcem zjawia się w księgarni, by kupić kalendarz adwentowy. Kiedy chłopiec nie może się zdecydować- który wybrać- ze Świętym Mikołajem mknącym na saniach zaprzężonych w renifery czy może z krasnoludkiem wcinającym w obórce kaszę z miski, nagle dostrzega piękny stary kalendarz z wypłowiałym wizerunkiem Józefa i Maryi z malutkim Jezusem, oparty o książki. Nie ma w nim ani czekoladek, ani plastikowych figurek. Każde okienko kryje kolorowy obrazek- i jak się okaże później w domu malutką karteczkę z pięknie opowiedzianą historią oczekiwania na narodziny Pana Jezusa. Książka- tak jak typowy kalendarz adwentowy, podzielona jest na 24 rozdziały. Do codziennego czytania, do zadumy, przeżycia adwentu i przygotowania się na święta. Historia opowiadana jest w świecie realnym, gdzie Joachim codziennie otwiera okienko w swoim kalendarzu i w świecie fikcji- opowieści spisanej na małych karteczkach schowanych za malutkimi drzwiczkami. A wszystko zaczęło się pewnego dnia podczas zakupów- Elisabeth będąc z mamą w domu towarowym nagle spostrzega, że z jednej z półek zeskoczył malutki baranek z dzwoneczkiem u szyi. Miał już dość dużego sklepu, brzęku aparatów kasowych i paplaniny kupujących. Dziewczynka wybiegła za zwierzątkiem i... znalazła się w innym świecie, jakże innym od tego pełnego ludzi, gwaru, przedświątecznej lataniny. Kiedy spotyka anioła Efiriela postanawia udać się wraz z nim do Betlejem. Książka dla dzieci, młodzieży, dorosłych. Można powiedzieć- rodzinna. Bardzo podoba mi się wydanie Świata Książki z ilustracjami Anny Kaszuby- Dębskiej. Może właśnie to książka do wspólnego poczytania i rozmów o istocie świąt. Książka – ucieczka od zakupów przedświątecznych, komercji. Czy nas zmieni- czy mnie zmieni ? Sama jestem ciekawa za 24 dni…
|