Zakładki:
Biorę udział:)
Półeczka maluchów
Półeczka starszaków
Półeczka dla dzieci 6 - 10
Półeczka dla dzieci 10+
Półeczka młodzieży
Półeczka rodziców
A tutaj piszę o książkach
Akcje Czytelnicze
Artykuły
Autorzy i ilustratorzy książek
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
Do słuchania
Gry i zabawy
O książkach dla dzieci
Szablon blogu
Wydawnictwa, z którymi współpracuję
Zajrzyj do książki
Tagi
Książki miesiąca Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli

Wpisy z tagiem: słownik

piątek, 05 lutego 2010
Słownik obrazkowy Misia i Tygryska - Janosch

Janoscha poznałam dokładnie 20 lat temu w oryginale i zaskoczył mnie totalnie. Od tego czasu, każda książka jest dla mnie osobiście wydarzeniem i niespodzianką. Miłą. Kolejny tytuł udowadnia, że pisarz, którego życiową drogą miało być kowalstwo, ma swoją własną wizję świata, uparcie stoi przy swoim i jest niepokorny jak mało kto. Ktoś by powiedział, phi, słownik obrazkowy, też mi coś. A jednak… Miś + Tygrysek = humor i dowcip. Tak jest i w tym przypadku. Zazwyczaj słowniki obrazkowe dla maluchów przedstawiają daną literkę, a następnie wyrazy do niej pasujące. Na przykład litera A: arbuz, abażur, auto, autobus. Tutaj jest podobnie, tyle że Janosach wybiega poza utarte schematy.  Litera D: to obok dinusia, dromadera i delfina jeszcze drewniana łyżka, Dokąd to, Dominiku?, dobry garnek, Dobremu kucharzowi niedużo potrzeba. Wybrane pojedyncze przykłady: S: stary staranowany samochód, Ś- śmieci wpadają do śmieciarki, Ł - łódź łatwo przecieka, ZZająca zapał do muzyki duży, aż się dookoła kurzy, P Poczekamy parę godzin na przyjazd PKS-u, płomienna peruka ptaka. Nam się podoba. Maluchy czasem z niedowierzaniem słuchają opisów obrazków, a potem się zaśmiewają i czekają na kolejne rozweselające, czasem absurdalne przykłady. Każde hasło zilustrowane przez autora, często z przymrużeniem oka (szczotka do paznokci). Coś mi się wydaje, że Janosch musiał nieźle się bawić przy pracy. Z własnego podwórka wiem, że dzieci przepadają za tym, co nietuzinkowe, niegrzeczne, zwariowane i pokręcone jak kudły Tygryska.

Tak trzymać, Szanowny Panie Autorze, czekamy na kolejne książki – i kuć żelazo, póki gorące, bo dzieci Pana uwielbiają.

Wiek 0+

Wydawnictwo Znak

poniedziałek, 25 stycznia 2010
Międzynarodowy słownik mowy zwierząt - Lila Prap

Nic tak matki nie cieszy, jak to, że dziecku smakuje. A co? Książka oczywiście. Gdybyście widzieli te uśmiechnięte miny, gdy włączyłam płytę i nagle maluchy usłyszały odgłosy zwierząt – jak żywe. Jak u cioci Helenki – zauważył starszy. Zabawa była przednia – piski, zaciskanie ząbków, wytężanie umysłów, nerwowe przebieranie paluszkami, podskoki mające niby pomóc w znalezieniu odpowiedzi – żeby tylko sobie przypomnieć, żeby zgadnąć – a jaka była radość, gdy odpowiedź się zgadzała z obrazkiem. A zadanie do najłatwiejszych nie należało, bo zwierzęta nie gęsi, też swój język mają, i wystarczy przekroczyć granice, baaa, regionu w danym kraju, by się o tym przekonać. Proszę Państwa – pragnę zaprezentować (jedyny chyba) Międzynarodowy słownik mowy zwierząt. Prawdę powiedziawszy – myślałam, że koty wszędzie miauczą tak samo, że chrząkanie świnek z polskiej wsi niczym się nie różni od chrząkania świnki szwedzkiej. A tu coś takiego. Bez znajomości języków obcych ani rusz.

Autorka wykonała tytaniczną pracę i zebrała mowę czternastu zwierząt w ponad czterdziestu językach. Bohaterami Słownikaosioł, kaczka, owca, koń, krowa, pszczoła, świnia, kura, kogut, pies, słoń, kot, ptaszek i żaba. Niekiedy ta zwierzęca mowa jest podobna do siebie, ale często występują różnice, i to wyraźne. Kaczka kwacze – po polsku KWA KWA; łotewsku – PĒK PĒK, a bośniacku – GA GA. Kogut pieje po polsku KUKURYKU, niemiecku KIKERIKI, w języku islandzkim GAGG-A-LA-GU.  Pies szczeka HAU HAU, po czesku HAF HAF, katalońsku BUB BUB. Pszczoła bzyczy BZZZ, po niemiecku SUM SUM SUM, malajsku DENGUNG.

Niezwykłość książki słoweńskiej ilustratorki (w 2006 roku nominowanej do nagrody Hansa Christiana Andersena) polega na jej prostocie, a  krótki tekst – zaledwie zapis dźwięków wydawanych przez poszczególne zwierzęta, daje szeroki wachlarz możliwości. Dzieci kochają zwierzęta i historie o nich. Słownik otwieramy na dowolnej stronie i opowiadamy, co się wydarzyło lub, co się mogło wydarzyć: o psie dziadka Stasia, z którym tak fajnie pójść na spacer, kocie pana Henia, odwiedzającego codziennie nasz ogród, śwince ciotki Stefy, która zamiast ogonka miała ogonkowego pączka, o ptaszkach z naszego karmnika. Dzieci uczą się nowych wyrażeń: pszczoła bzyczy, kogut pieje, krowa muczy, owca beczy, osioł ryczy, świnia chrumka, słoń trąbi, żaby rechoczą.

Słownik świetnie zilustrowany, kolorowy. Można go oglądać bez końca. Do książki dołączona jest płyta z oryginalnymi odgłosami zwierząt. Przyznam się, że przy owcy sama byłam skonsternowana – usłyszałam wyraźne meczenie. Dopiero potem, gdy już poznałam dokładnie książkę, doszłam do wniosku, że to musiała być owca grecka, islandzka albo niemiecka, bo tam meczą, a nie beczą. Dla miastowych dzieci to jest dopiero przeżycie.

Wiek 0+

Wydawnictwo Media Rodzina

piątek, 27 listopada 2009
I kto to papla? Nietypowy słownik języka dziecięcego - Damian Strączek

Dzieci nie gęsi, też swój język mają – pozwólcie, że przytoczę tu słowa naszego poety, pana Reja. A od kilkunastu dni – mają również swój słownik. I to niezwykły. Już choćby ze względu na temat – bo słownik języka dziecięcego to ewenement, rzecz naprawdę nietypowa. Po drugie – nie ma chyba drugiego słownika na naszym rynku, przy którym człowiek wybucha zdrowym śmiechem i to takim, że ściąga na siebie spojrzenia całej rodziny. I te pytające spojrzenia – A co? Dlaczego? I to nie tak wyrywkowo – śmiech towarzyszy od deski do deski. Ale teraz już na poważnie, bo w gruncie rzeczy każdy słownik jest rzeczą poważną, którą należy poważnie potraktować. Najpierw pomysł – dlaczego? Damian Strączek – nie-naukowiec, żaden leksykograf, ale też tata, zafascynował się mową maluczkich. Z prostych pomysłów i zachwytów zawsze powstawały rzeczy wielkie. Podsłuchując swoją córcię, doszedł do wniosku, że dobrze byłoby to wszystko uporządkować. Czy język dzieci da się okiełznać, naukowo zbadać, poukładać? Autor napisał książkę na podstawie swoich obserwacji i przy pomocy rodziców, którzy wsparli pomysł słówkami i historyjkami z własnego podwórka. Słownik pokazuje niesamowitą kreatywność dziecięca, która nie zna granic. Wszystko da się nazwać, na wszystko jest określenie. (00- zernaście).

Znajdziemy tu listę dwudziestu kilku słówek, o których nie wiemy, czyje tak naprawdę są – nasze, czy naszych dzieci. Trudno stwierdzić, czy to my rodzice je uczymy, czy jednak pojawiają się samoistnie- am, baba, brum, bach, be, papa. Słowa i wyrażenia dorzeczne, nawiązujące do znanych wyrazów lub nimi się sugerujące. (onomatopeje, frazeologizmy) ciśnik – przycisk, czipsy sztruksy – czipsy karbowane. Nazewnicze wariacje – czyli poszukiwania maluchów, tworzenie zupełnie nowych wyrazów: buńda- budyń, bugo- słoń, dziukuluku- dziękuję. I są historyjki, niesamowite, całe mnóstwo. Czasem aż się zastanawiam, jak dzieci mogły coś takiego wymyślić – takie słowo, puentę, ripostę. Dodam, że książka jest ślicznie wydana, kolorowa, z rysunkami i zdjęciami dzieci.

Dziecięca wyobraźnia to teatr offowy. Codziennie dzieje się nowy performance i powinniśmy w nim z zaangażowaniem. Ale warto podjąć próbę nawet niedoskonałej rejestracji tych spektakli. Nagrania i zapiski będą inspiracją dla nas samych, pozwolą rozruszać szare komórki i pośmiać się trochę z dziecięcej pomysłowości, a także z nas, dorosłych.

Ja za autorem powtórzę, że notowanie scenek, jest o wiele ciekawsze od cyfrowej fotografii. Jeśli ktoś chce się z autorem podzielić swoimi podsłuchańcami, może napisać na adres: mowadzieci@autograf.pl

Przykłady z książki: 

1. Kuba (8lat) zapiera się:

-Nie dam rady zjeść więcej zupy, najadłem się. Czy mogę dostać wafelka na deser?

-Wafelka? Podobno już się najadłeś- mówię.

-Najadłem się w kategorii zupy, w kategorii deseru jestem nadal głodny.

 

2. Jaś przychodzi do siostry Małgosi i pokazuje jej cukierek:

-Zobacz, mama mi dała.

-Jak to ci dała?! A mnie nie dała!

-Boś sobie nie wywyła!

 

3. Borys (3,5 lat) do babci:

-Ty jesteś stara?

-No tak – szczerze odpowiada babcia.

-Ale można cię jeszcze użyć?

 

4.Przed wyjściem z domu mama perfumuje się.

Emilka (3lata) jest zachwycona:

-O rajciu, mama, jak jesteś ładnie obsikana!

 

Z naszego podwórka i podsłuchańce:

1. Moi synkowie to Tomek (teraz prawie 5 lat) i Mikołajek (2 latka). Gdzieś tak w wieku 1,5 Mikołajek zaczął mówić na starszego – Tadzia. Nie wiem, dlaczego. W końcu Tomek to nie jest trudne słowo. Tym bardziej, że czwartym z kolei słowem po: mama, tata, dziadzia, była brama, z pięknym soczystym eR.

 

2. Ja: Tomek, powiedz ŻY-RA-FA.

T: Żafa!

Ja: Synku – ŻYRAFA.

T: Mamo, no mówię przecież Żafa

 

3. Mój Tomcio późno zaczął mówić. Miał prawie 3 latka, gdy pojawiły się pierwsze rozbudowane zdania. Zawsze dużo śpiewałam moim dzieciom. Cały repertuar- dziecięco-biesiadno -żołniersko- harcerski. Jednym z pierwszych zdań, które usłyszałam od mojego malucha, było- Jak ja nie lubię takiego HAŁASU!

 

4.Dziewczynka (ok.2) idzie z mamą po ulicy i widzi sprzątającą panią. Pani dziarsko macha miotełką na wszystkie strony. Dziecko pyta mamę:

-A czemu ta pani tak dużo wymiotuje?

 

5. Brat mojej koleżanki, gdy był mały (3lata), uwielbiał kolędy. Szczególnie często i w miejscach publicznych lubił wyśpiewywać: Chwała na wyspie kości! Chwała na wyspie kości! (Przybieżeli do Betlejem pasterze)

 

6. Ten sam brat mówi do siostry:

Brat: Gośka daj kartki do MIECIA.

Gośka: Nie po to kupuję kartki, byś ty wydawał je jakiemuś MIECIOWI.

Brat: Oj Gośka, te kartki to po to, żeby MIEĆ!!!

 

Książka super! Polecam wszystkim rodzicom, tatusiom, mamusiom (szczególnie dobra w podróży, na delegacji!), babciom i dziadkom!!!

Wydawnictwo ZNAK