Zakładki:
Biorę udział:)
Półeczka maluchów
Półeczka starszaków
Półeczka dla dzieci 6 - 10
Półeczka dla dzieci 10+
Półeczka młodzieży
Półeczka rodziców
A tutaj piszę o książkach
Akcje Czytelnicze
Artykuły
Autorzy i ilustratorzy książek
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
Do słuchania
Gry i zabawy
O książkach dla dzieci
Szablon blogu
Wydawnictwa, z którymi współpracuję
Zajrzyj do książki
Tagi
Książki miesiąca Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli

Wpisy z tagiem: religia

wtorek, 05 lipca 2011
Nazywam się Jan Paweł II - Jan W. Góra

Seria Nazywam się… to próba wejścia w skórę znanych postaci. Zakres szeroki. Są tu przedstawiciele muzyki, literatury, religii, nauki. Tytułowe postacie opowiadają o sobie, swoim życiu, wydarzeniach, w jakich przyszło im brać udział, których świadkami byli. Zadanie trudne dla autora. Jak zrealizować to ambitne zamierzenie, by nie zabrzmieć fałszywie, by nie uchodzić za chwalipiętę, a by zaciekawić dziedziną, jaką reprezentuje główny bohater?

W naszym domu często pojawiają się pytania związane z Janem Pawłem II, wiarą, piekłem i Niebem, Kościołem. Książka o papieżu, choć nie daje odpowiedzi na wszystkie pytania, jest ważnym i ciekawym uzupełnieniem dziecięcej ciekawości i wręcz dociekliwości. Zresztą każde wyjaśnienie i tak rodzi kolejne pytania, a ciekawość wręcz rośnie. To papież miał inne nazwisko? Nie tylko Jan Paweł II? I lubił grać w piłkę? I bawił się jak był mały? Do tego jeszcze jeździł na nartach? Nieeeeeprawdopodobne. A jednak. To duży plus tej serii – ludzie przedstawiani w niej to istoty z krwi i kości, z planami, marzeniami, słabostkami i sukcesami. Jest też inna dobra strona takiego przekazu – to doskonała lekcja mówienia o sobie – znane postacie mówią o tym, czego dokonały, czasem wręcz chwalą się. Nie unikają tematów trudnych – jak niepowodzenia, smutek, ból, cierpienie. Tym samym pokazują, że życie czasem jest trudne, a sukces przychodzi dzięki trudnej i wytrwałej pracy. Baaaardzo podoba mi się to, że te osoby tak odważnie wspominają swoje sukcesy – choć – sukces może mieć znaczenie różne dla danego bohatera. Dla Jana Pawła II było to spotkanie z młodymi ludźmi, którzy w trudnych czasach komunizmu chcieli słuchać o Bogu w lesie, na spływach kajakowych. Dla Marii Curie – Skłodowskiej – to kolejne udane doświadczenie. To taka pierwsza lekcja przebojowości, walki o realizację swoich marzeń, choćby pod prąd, otwartego mówienia o sobie, o tym co zrobiłem – a nie chowanie się w cień. Ale ta przebojowość, to wspomniane chwalenie się – może niezbyt trafne sformułowania -  w przypadku akurat tej książki, to wielka radość i optymizm w związku ze spotkaniem z drugim człowiekiem. Nagle okazuje się, że tym wielkim jest chłopiec z Wadowic, biedna dziewczyna z Warszawy marząca o studiach, albo siostra zakonna, a nie jakiś Supermen, który powali świat na łopatki. To też zwrócenie uwagi na to, że dla niektórych osób, istotniejsze było/ jest właśnie BYĆ – niż MIEĆ.

Tytułowy bohater opowiada o całym swoim życiu, rodzicach, rodzeństwie, przyjaciołach. To taka mała podróż z papieżem do różnych miejsc, krajów, to udział w spotkaniach ze znanymi i zwykłymi ludźmi. Bardzo przypadło mi do gustu kalendarium na końcu książki – życiorys Jana Pawła II i ważne wydarzenia w historii, w świecie nauki, techniki, kultury i sztuki.

Książkę o Janie Pawle II napisał ojciec Jan Góra, dominikanin, świadek życia papieża, duszpasterz akademicki, organizator spotkań na Polach Lednickich.  W książce wyczuwa się duże zaangażowanie, znajomość faktów z życia Jana Pawła II, i to co niesłychanie ważne – zacięcie literackie. Patrząc na dorobek autora w tej dziedzinie – jest on znaczący. Jan Góra traktuje młodego czytelnika poważnie – nie idzie na skróty. Mimo że to książka dla dzieci w szkole podstawowej, nie ma w sobie klimatu paciorka, Bozi, aniołka. Nie chce sobie zjednać czytelnika jakimiś tanimi frazesami, pochlebstwami, nie infantylizuje treści.

Wiek 7+

Wydawnictwo Media Rodzina



poniedziałek, 06 czerwca 2011
Zenek i mrówki - Andrzej Grabowski

Przeczytałam jednym tchem. Sama nie zwróciłam na książkę uwagi podczas przeglądania nowości w Internecie.  A przeczytałam ją przypadkiem, dzięki podpowiedzi Wydawnictwa. I dobrze się stało, bowiem zanurzyłam się w Zenku w miniony weekend – też z nogami w baseniku wersji mini dla ochłody. Dzięki chłodnej wodzie nie zrywałam kontaktu z rzeczywistością, bo było ciekawie, zabawnie – czyli tak, jak przy dobrej książce być powinno. Teraz z całą energią, jaką mogę wykrzesać tylko podczas tego ponad 30-stopniowego upału, spróbuję zachęcić do sięgnięcia po książkę, bo warto, po trzykroć warto. Gwoli ścisłości – rzecz dzieje sie się w czasach współczesnych. Tytułowy Zenek to dziesięcioletni chłopiec, który nosi takie troszkę tracące myszką imię, bowiem tak nakazuje tradycja rodzinna. Zenobiuszem był pradziad, który za udział w Powstaniu Styczniowym został skazany na katorgę na Sybir,  w kolejnych pokoleniach również  dziadek, i tato.  To imię kryje w sobie też nazwę ZEN, a to już chyba w tej całej opowieści nie jest wcale takie przypadkowe. Zenek właśnie dowiedział się, że jego babcia bardzo ciężko zachorowała, mama musi zaopiekować się nią, a on nieoczekiwanie spędzi z ojcem Zenkiem całe siedem dni na obozie buddyjskim – 50 kilometrów od Warszawy. To co miało być nudne, okazało się fascynującym przeżyciem – wyrażonym w prosty sposób, bez emocji, z zaangażowaniem takim w sam raz. Nie zapominajmy, że Zenek to w końcu dziesięciolatek, który nie ma zamiaru spędzać długich godzin na medytacjach. Ciągnie go do Internetu, gier, psów i lodów. Jednocześnie odkrywa, że obok bardzo atrakcyjnej oferty współczesnego świata techniki, wielką radość może dać …cisza, rozmowa z drugą osobą, obserwacja przyrody, rozwikłanie jej tajemnic, poznawanie innych religii.

Czy uda się pogodzić tęskniącego za nowoczesnością chłopca, fascynującą relację z podróży przez Azję pradziadka Sybiraka, sceny z życia mrówek, opowieść o tęsknotach Siddharty – założyciela buddyzmu oraz informacje na temat obcej religii no i relacje z obozu buddyjskiego? Zapewniam Was, że to możliwe. Andrzej Grabowski zrobił to zgrabnie, lekko, z humorem, z dużą dawką wirtuozerii. Umiejętnie żongluje tematami – i czyta się wybornie. Jestem pewna, że ja sama, dla siebie będę wracała do tej książki, bo można ją tak właśnie czytać – na kilka sposobów. Mojemu Tomkowi czytałam na głos opisy ucieczki z Syberii i informacje przyrodnicze o mrówkach. Powiem krótko – zrobiły wrażenie. Przyjdzie czas na inne rzeczy.

Zachęcam do zwrócenia uwagi na książkę o bardzo skromnej, ale zarazem  oryginalnej  okładce. Czy pisałam już, że warto?

Wiek 10+

Wydawnictwo Media Rodzina



wtorek, 30 marca 2010
Rozmowy o Jezusie

Z dzieciństwa pamiętam, że Wielki Tydzień ciągnął się niemiłosiernie. Jak ciasto drożdżowe. Mama nam nie odpuszczała i całą rodziną wędrowaliśmy do kościoła w Wielki Czwartek, Piątek i Sobotę – na drugi koniec miasta. A że G. też się ciągnie jak ciasto drożdżowe, to szło się i szło – godzinę w jedną stronę. Niekiedy była już śliczna wiosna, innego roku znowu maszerowałyśmy z siostrami w śniegu. Samochodu nie było, a protest w tamtych czasach nie wchodził w grę. Mruczałyśmy tylko niezadowolone pod nosem i robiłyśmy miny. Moja babcia też ciągnęła moją mamę na drugi koniec miasta. I mama też się po dziecięcemu buntowała. Też ponoć robiła miny. Teraz ja zabieram moich synków na Triduum Paschalne – a ci też się buntują i to bardzo. (Nie lubię ksiądza – to mój dwulatek). Miauczą, wchodzą we wszystkie możliwe kątki, cały czas słyszę:

 - Mamo, kiedy będzie koniec?

- Zaraz – odpowiadam, a to zaraz trwa i trwa.

To wszystko jest wpisane w nasz rytm. Tradycja, dzięki której czujemy się silniejsi. Potrzeba uczestniczenia w czymś ważnym, bez czego te święta nie byłyby takimi świętami, jak być powinny. Przynajmniej według nas. Moja mama pamięta posty ze swojego dzieciństwa – chleb i ziemniaki (wielkopolskie pyry) z olejem lnianym, śledzie i kozie mleko. Niczego z tych rzeczy nie bierze dziś do ust – często wspomina swoją wykrzywioną minę, gdy babcia Marianna serwowała, któryż to już raz, śledzie na obiad. Niedaleko mojej miejscowości był tak zwany olejnik, gdzie wybijano makuchy. Po omłóceniu lnu przygotowywano olej na post- właściciel należał do najbardziej majętnych ludzi w okolicy- obsługiwał miasteczko i okoliczne wsie. A ludzie kiedyś pościli kilkadziesiąt dni w roku- nie to co teraz;) W opowieściach ojca też przewija się postne jedzenie osłodzone niekiedy przez matkę, a moją babcię Antoninę, chlebem ... polanym syropem z buraka cukrowego.

W tym roku, z racji tego, że dzieci coraz większe – pojawiło się mnóstwo pytań dotyczących wiary, Pana Boga, Jezusa. Przyznaję, że na wiele z tych pytań sama nie znam odpowiedzi. Kilka miesięcy temu kupiłam książkę Poranek wielkanocny Joslin Mary (WAM). Bardzo ładnie zilustrowana, z ciekawym tekstem. Na pewno nie zaspokoi ciekawości maluchów do końca – bo jak się okazuje, przynajmniej w naszym przypadku, ta jest bez dna.

-Bo mamo, jak ten Jezus to zrobił? Że nie żył i nagle znowu żył?

-Nie wiem. Po prostu w pewne rzeczy trzeba uwierzyć.

-Dobrze, to ja wierzę, ale mamo….

 

No właśnie. Tyle pytań. Bez końca. I będą. Na pewno – ciągle nowe. Bo z wiekiem tych pytań przybywa…

Książka świetnie wpisuje się w ten czas – i mimo, że temat potraktowany jest w wielkim skrócie, a ciekawość dziecięca rządzi się swoimi prawami – każdy obrazek, każdy tekst może być początkiem rozmowy. Rozmowy o Jezusie.  

Wiek 4+

Wydawnictwo WAM