|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Biorę udział:)
Półeczka maluchów
Półeczka starszaków
Półeczka dla dzieci 6 - 10
Półeczka dla dzieci 10+
Półeczka młodzieży
Półeczka rodziców
A tutaj piszę o książkach
Akcje Czytelnicze
Artykuły
Autorzy i ilustratorzy książek
(c) copyright
Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
Do słuchania
Gry i zabawy
O książkach dla dzieci
Szablon blogu
Wydawnictwa, z którymi współpracuję
Zajrzyj do książki
Tagi
Półeczka z książkami![]() Wypromuj również swoją stronę
|
Wpisy z tagiem: Paweł Beręsewicz
niedziela, 05 czerwca 2011
Lalki Dorotki - Paweł Beręsewicz / Marta Ostrowska
Moi chłopcy całkowicie zlekceważyli tę książkę, tak jak lekceważą kolor różowy, wszelkiego rodzaju kwiatki, koroneczki, falbanki. To dla dziewczyn – coraz częściej widoczny jest podział na świat damsko – męski i nic z tym nie da się zrobić. I może ktoś się zżymać i mówić o równouprawnieniu, burzeniu podziałów – ale niestety – w świecie książek takowe też istnieją. Czy się komu podoba czy nie. Na punkcie książki natomiast oszalała malutka siostrzenica, która zakochała się wierszach Beręsewicza o lalkach Dorotki. Rokendrolka, modelka, Barbie, kaskaderka. I wszystko, co się wokół lalek kręci – wiersze odzwierciedlają świat małego dziecka i jego relacje z zabawkami, w tym przypadku z lalkami. Przypatrzcie się, jak dzieci bawią się lalkami. Zazwyczaj rozmawiają z nimi, Co ciekawe odgrywają jednocześnie dwie role – swoją (zazwyczaj mamy – normalnym, albo grubszym głosem) i dziecka (najczęściej troszkę piszczącym głosikiem, by od razu rozróżnić, że to kwestia lalki – pociechy) Niektóre wiersze Beręsewicza przypominają mi takie rozmowy – mamowo – lalczyne, których jestem świadkiem, gdy z moimi mężczyźniakami odwiedzamy plac zabaw. Dziewczynki szczebioczą nad wózkami, wymieniają się informacjami, co jej lalki dziś jadły, rozmawiają ze swoimi dziećmi i odpowiadają to, co chcą usłyszeć. Tak jak w wierszu Gocha.
- Masz tu, Gocha, kubek z gliny. -A dlaczego? -Bo są twoje urodziny. -A dlaczego? -Bo rok temu tu przybyłaś. -A dlaczego? -Moja mama cię kupiła. -A dlaczego? -Żeby mi cię dać w prezencie.
Podobnie jest w wierszu Wywiad – z lalką aktorką.
Najpierw zapytać sobie pozwolę, Jakie dotychczas grywałaś role? Byłam Królewną śpiąca troszeczkę, Grywałam Śnieżkę i Calineczkę, Biedną sierotkę, dobrą księżniczkę, Wilk mnie pożerał, gdy szłam z koszyczkiem, byłam Syrenką, wiedźmą straszliwą, A kiedyś nawet lokomotywą.
Albo Pocieszanki: -Śpisz laleczko? -Nie śpię, co ty. -Czemu nie śpisz? -Ech kłopoty. -Co się stało? - Szkoda gadać. -Coś poradzę. -Co tam rada!
Przyjemnie się czyta wiersz Bajka dla lalek – dziewczynka opowiada swoim lalkom – pociechom przed snem bajkę o królewnie i tygrysie. Jak każda zatroskana mama najpierw pyta: Umyte już ząbki i uszki? To raz dwa do łóżek, moje drogie lale. Pewnie niejedna mała czytelniczka pod jej wpływem zacznie wymyślać swoje historie dla swoich dzieci. Nie przypadł mi do gustu wiersz o Barbie, której fenomenu nijak zrozumieć nie mogę.
Ale, ale polskie lale, Sądząc z waszych brzuchów, U was dieta chyba nie ta I za mało ruchu!
Pulchne nóżki i paluszki, Pyzy na gębusi, To niezdrowo! Daję słowo, To się zmienić musi.
Jakoś większą sympatią darzę lale – właśnie takie pyzate, do których aż chce się przytulić. Ale to kwestia wyboru – mój czas na lalki już minął:))))) W każdym razie wiersz ten skojarzył mi się od razu z modą na odchudzanie i dążeniem do sylwetki a'la Barbie. Warto zwrócić uwagę dzieciom, że Barbie chce namówić do zdrowego i aktywnego trybu życia i i że są różne kanony piękna. Pewnie niejedna mała czytelniczka rozpozna się w tych wierszach. Beręsewicz gwarantuje dobrą zabawę. Ilustracje w książce – tradycyjne, klasyczne, słodkie. Jak dla mnie – za słodkie. Wiek 3+ Wydawnictwo Skrzat
wtorek, 03 maja 2011
A niech to czykolada - Paweł Beręsewicz/ Piotr Fąfrowicz
Chcę jednocześnie napisać o tej książce i zarazem nie chcę - by nie popsuć zabawy tym, którzy jej jeszcze nie znają. By nie zdradzić zbyt wiele, by nie zepsuć smaczku zaskoczenia, zdziwienia i dziecięcej radości z rozwikłania pewnej tajemnicy, a może po chwili refleksji i złości – że tak bezpretensjonalnie daliśmy się wciągnąć w tę grę z góry ukartowaną przez autora. Przyzwyczajona do pewnej normalności, poukładanego świata z jakim spotkałam się w innych książkach Beręsewicza, dałam się …nabrać. Przez kilka pierwszych stron zastanawiałam się, czy ta lektura była akurat dobrym wyborem, czy aby jej nie zarzucić w kąt. Tylko i wyłącznie przez intrygujący początek brnęłam dalej, najpierw zniechęcona – potem coraz bardziej zaangażowana: Był piękny pogodny poranek dziewięćdziesiątego szóstego dnia tysiąc osiemset dwudziestej piątej pustki.
Jest gdzieś tajemnicza kraina Zirylia, w której mieszkańcy czekają z wielką niecierpliwością na pojawienie się RZECZY. Jest też zwykły szary świat, w nim więzienie, a nim maestro Bombalini. Dlaczego tak jest? Czy te dwa światy są ze sobą powiązane? Czy tę historię, z początku bardzo chaotyczną, da się jakoś poukładać w logiczną całość?
I nie tylko o sztukę magiczną tutaj chodzi, jak pisze na okładce Wydawca. Książka w zawoalowany sposób mówi o tym, co tak naprawdę jest ważne w życiu, piętnuje moralność współczesnych ludzi, którzy żyją z dnia na dzień bez głębszej refleksji, oddają się wiecznemu gromadzeniu rzeczy, gadżetów, porusza zagadnienie celebrytów tak modne dzisiaj i pielęgnowane przez wszystkie media. Dużo by pisać. Sami znajdźcie dla siebie coś w tej książce. Sami znajdźcie odpowiedź na pytanie czy tytułowa czykolada ma coś wspólnego z TĄ czekoladą. Wszystko podane w niezwykle tajemniczy i atrakcyjny sposób, z przystawką, na pięknej porcelanie. Smakuje wybornie.
Książka została nagrodzona w II Konkursie Literackim im. Astrid Lindgren zorganizowanym przez Fundację ABCXXI Cała Polska Czyta Dzieciom. Książka odmieniec – tak ją określę, bo wyraźnie różni się od innych laureatek. Zwróćcie uwagę na ilustracje Piotra Fąfrowicza. Do tej pory znałam go z takich książek jak: Tatsu Taro, syn smoka i Zielony, żółty, rudy, brązowy. Zaskoczył mnie. Ta książka to wielka niespodzianka – w sferze słowa i obrazu. To też wielka dbałość o czytelnika – docenienie jego możliwości odbioru – rzeczy nie zawsze łatwych, popularnych. Gorki powiedział kiedyś: Dla dzieci trzeba pisać tak jak dla dorosłych, tylko że lepiej. Beręsewicz właśnie taką książkę popełnił.
Jedna z lepszych książek jakie przyszło mi czytać w ostatnim czasie. Wiek 10+ Wydawnictwo Stentor
niedziela, 06 lutego 2011
Ciumkowie w szkocką kratę - Paweł Beręsewicz
Ciumkowie znów wyruszyli w świat. Tym razem jako cel wyprawy obrali sobie Szkocję.
Ciumkowie – to mama, tata, Kasia i Grzesiek. Uwielbiają podróże. Nie boją się namiotów, rowerów i pieszych wędrówek. Nie dla nich drogie hotele i jedzenie w ekskluzywnych restauracjach. Normalna polska rodzina, łaknąca przygód. Zawsze świetnie przygotowani do podróży – gdy się czyta książki Beręsewicza o wyprawach jego bohaterów – aż chce się zapakować swoją rodzinę, i hajda – w siną dal. Ale podróż dobrze zaplanowaną. By nie było niemiłych niespodzianek. Ale te są zawsze – w każdej części. Bo nigdy nie wiadomo, jak się skończy dzień w obcym kraju. Książka o rodzinie Ciumków to pierwsze zetknięcie z książką podróżniczą. To taki aperitif przed daniem głównym - książkami Wojciechowskiej, Halika, Cejrowskiego. Czym skorupka za młodu nasiąknie….. Czy w Szkocji ciągle tylko pada i pada, czy łatwo opanować ruch lewostronny, jakie tajemnice kryje w sobie jezioro Loch Ness, kim był Rob Roy, dlaczego powstał fundusz ochrony rudych wiewiórek, po co drabina łososiom, co wydarzyło się w pewnym antykwariacie, dlaczego warto uczyć się języków i cóż to takiego kilt i Munro? Odpowiedź oczywiście w książce. Lekturę polecam tym, którzy z dziećmi wyjeżdżają na krótko, lub na zawsze na Wyspy. Zaciekawi i pomoże pokonać pierwsze strachy przed nieznanym. Książka Beręsewicza potwierdza starą prawdę, że podróże kształcą. Wiek 6+ Wydawnictwo Skrzat
poniedziałek, 13 grudnia 2010
Czy wojna jest dla dziewczyn? - Paweł Beręsewicz/ Olga Reszelska
-Pewnie, że wojna nie jest dla dziewczyn - Mój starszy syn zaraz sam odpowiedział na to pytanie. I do tego ten jego ujmujący uśmiech. Bohatera, który śni o wielkich czynach. Pewnie jak wielu chłopców w jego wieku. Paweł Beręsewicz postawił bardzo prowokacyjne pytanie. Nic dziwnego, że reakcja małego czytelnika była taka, jaka była. Tyle, że im mniej kartek było do końca, tym mina mojego bohatera robiła się taka jakaś niewyraźna, bo autor odbrązowił wojnę, którą nasze dzieci znają często tylko z opowiadań (i to nie zawsze) albo z Czterech pancernych. Potem z takich doświadczeń same budują mit wojny, stwarzają pewną aurę tajemniczości, czegoś tylko dla dorosłych, a więc z jednej strony zakazanego – z innej – smakowitego. Cienka książeczka pokazuje tę drugą stronę wojny, o której raczej się nie myśli w czasach pokoju. Aż dziw bierze, że dzieciom zostało tyle powiedziane na zaledwie 50 stronach. Gestapo, łapanka, przesłuchania, Oświęcim, Powstanie Warszawskie, ranni i zabici, ruiny, Hitler, bombardowanie, alarm przeciwlotniczy, konspiracja, Szare Szeregi, strata najbliższych, utrata domu rodzinnego. -Mamo, to już koniec?- to znów Tomek. To pokazuje, że ciągle jest luka na takie książki dla najmłodszych i że przedszkolaki łakną takich tematów. Bo przecież kolor czarny istnieje – śmierć, ból, cierpienie, smutek. A one przecież należą do tematu – wojna. Autor pokazał wojnę oczami dziecka, trzecioklasistki – Eli. Właśnie mijają kolejne wakacje nad morzem – jest sielsko, anielsko gdy Elka dowiaduje się, że jakiś pan o nazwisku Hitler ma ogromny apetyt na Polskę i będzie wojna. – Ale to nie są babskie sprawy – słyszy od kolegi Antka z letniska, którego za kilka lat będzie pielęgnować podczas Powstania Warszawskiego. Cóż za chichot historii. Ela żyła naprawdę. To Elżbieta Łaniewska, pseudonim „Czarna Elka”, która swoją historię opowiedziała Muzeum Powstania Warszawskiego, a która stała się inspiracją do napisania tej książki. Mądra książka - pokazuje jak wyglądało życie codzienne podczas okupacji – historia opowiedziana prostymi słowami, czasem z pewną dozą dziecięcej ciekawości, wiary w rzeczy niemożliwe, mądrze, niekiedy z humorem, w sposób zrozumiały. To na pewno jedna z ważniejszych książek na naszej półce. Ciekawym dopełnieniem całości są ilustracje Olgi Reszelskiej – kolaże, elementy komiksu - nowoczesne - spowodowały, że wydarzenia sprzed lat (Było to tak dawno, że nie ma do czego wracać – usłyszałam kiedyś) zostały jakby automatycznie odświeżone, bliższe nam. Wojna to nie coś, co utknęło w lamusie na wieki. Może zdarzyć się zawsze i wszędzie. Bo nawet, jeśli książka traktuje o wojnie 1939-1945, są dzieci, które doświadczyły jej teraz – wojna w Iraku, czy w Afganistanie. Stamtąd też nie wrócili wszyscy i są dzieci, które dziś przez wojnę płaczą. Te ilustracje – nie klasyczne, czasem jakby powycinane z kartonu, współczesne – powodują, że temat wojny wcale nie trąci myszką, ale przywołuje pewne zdarzenia i każe wręcz o nich rozmawiać z dziećmi i pamiętać. I mimo, że współczesna wojna wygląda często inaczej, zmieniły się tylko rekwizyty – pojawiły się bardziej precyzyjne i wymyślniejsze maszyny do zabijania, człowiek jest tylko człowiekiem. Tak samo cierpi, odczuwa ból i głód, tak samo płacze i martwi się o najbliższych.
Po lekturze leżeliśmy w łóżku i gadaliśmy i gadaliśmy. O wojnie. O dziadkach, którzy przeżyli okupację. Wojna jest głupia – powiedziało moje dziecko zanim usnęło. Starsze, a młodsze mu przytaknęło. Pewnie, że jest głupia. I nie jest ani dla dziewczyn ani dla chłopaków. Każdy o tym wie, tylko, że od czasu do czasu trzeba o tym przypomnieć, co Beręsewicz w bardzo udany sposób uczynił. Wiek 6+
Wydawnictwo Literatura
czwartek, 29 października 2009
Warszawa. Spacery z Ciumkami - Paweł Beręsewicz
Bardzo ciepło odbieram tę książkę. Może dlatego, że z Warszawą związane są pewne wspomnienia, jak choćby narodziny Tomka. Tu się urodziłeś – przypominam, choć mały to wie i puchnie zawsze z dumy, gdy przed wieczornymi Wiadomościami, pojawia się panorama stolicy. Najpierw kartkujemy ten niezwykły, naprawdę niezwykły przewodnik, napisany specjalnie z myślą o dzieciach. Co jakiś czas przy zdjęciach i ilustracjach doszukujemy się historyjki opowiedzianej przez Pawła Beręsewicza. Na całą książkę Tomek jest jeszcze za mały, ale i tak cierpliwie i z dużym zainteresowaniem poznaje ze mną lwią część lektury i to dziwne, dalekie miasto, przy którym zawsze pojawia się wspomnienie o naszym warszawskim rodzinnym epizodzie. Wieczorem, już sama, oddaję się dokładnej lekturze. Najpierw autor. Ojciec Ciumków. Bo Ciumkowie są tutaj przewodnikami po mieście. Znacie ich może z wcześniejszych książek, napisanych z humorem, z polotem. Tym razem jest podobnie – a wszystko zaczęło się wtedy, gdy Grzesiek Ciumko przyznał się tatce, że nie wie, jaki pomnik stoi na placu Zamkowym. Tato Ciumko o mało nie dostał palpitacji serca. Ale wiecie przecież jaki on jest, potrafi zaradzić każdej biedzie. Tak też stało się i tym razem. Zorganizował dla swojej rodzinki jedenaście spacerów po mieście. Jedenaście spacerów, które można odbyć też samemu:
Tato bryluje wiedzą, ale nie taką typowo-molowo-książkową, czyli nudną i niekiedy byle jaką – przynajmniej w mniemaniu dzieciaków. Mnóstwo tu znanych miejsc, ludzi, pomników, budynków, wydarzeń. Przy czym zaraz pan Ciumko, jak Krasicki bajkami z rękawa, sypie historyjkami, ciekawostkami, żartami, dowcipami i niekiedy sensacjami sprzed wieków. I oto chodzi - to nie tylko suche fakty z historii, lecz żywe opowieści o ludziach z krwi i kości. Mali Ciumkowie jak rasowi mali turyści narzekają na różne niedogodności – a to za ciepło, za daleko, za szybko, za nudno. Ciumkowie zwiedzają Warszawę swoim tempem. Czasem tata ich pogania, kusi lodami, to znów nie może nadziwić się ich kiepskiej kondycji. Każdy spacer ma swój kolor, co w razie zwiedzania miasta z książką ułatwia lokalizację poszukiwanych informacji. Na marginesach dodatkowa wiedza – tym razem już bardzo serio. Książka kolorowa, z mnóstwem zdjęć, ilustracji. Na końcu słowniczek trudniejszych słówek, informacje o muzealnych zajęciach edukacyjnych, godziny otwarcia warszawskich muzeów. Jest i zeszyt z krzyżówkami sprawdzający wiedzę dzieciaków po lekturze. Za kilka lat bardzo chętnie pokażę mojemu synowi miasto jego narodzin, właśnie z tą książką. Miło przygrzewało słoneczko, tata przeżuwał kęsy wielkiej drożdżówki i wreszcie przez chwilę nie opowiadał o Warszawie. Przypomniał mi się obrazek sprzed lat, gdy mnie w stolicy odwiedziło moje (dużo) młodsze rodzeństwo:)) Wydawnictwo Skrzat
poniedziałek, 17 sierpnia 2009
Wielka wyprawa Ciumków - Paweł Beręsewicz
Przeczytałam z przyjemnością – bo na razie o wakacjach mogę pomarzyć, więc marzę z Ciumkami. Ale od początku. Jakiś czas temu wysłuchałam w jedynkowym Radiu Dzieciom fragmentów książki Pawła Beręsewicza Żeby nóżki chciały iść. Razem z Tomkiem fajnie się słuchało na tarasie w letnie wieczory. Zaczęłam wielkie poszukiwania książek tego autora, w międzyczasie wpadła w nasze ręce historia o rodzinie Ciumków. Pogodna wakacyjna lektura o rodzinnej wyprawie do dalekiej Prowansji. Od początku do trochę feralnego końca – przygotowania, pakowanie, przelot na miejsce, pobyt. Gorące słońce, cieplutkie morze, brązowe opalone ciała – ach! A wszystko z dużą dozą humoru językowatego i sytuacyjnego. Do tego porcja informacji o dalekim kraju – w sam raz tyle, by zainteresować a nie zniechęcić młodego czytelnika, może skłonić nawet do dalszych poszukiwań. Bardzo mi przypadła ta książka do gustu ze względu na jej familijny charakter – i tak w kwestii odbiorców, bo świetnie można czytać i podśmiechiwać się z całą rodziną, ale też tematu. Cumkowie to rodzina, w której wszyscy dobrze się czują, są kumplami, przyjaciółmi. Jest w niej dużo zrozumienia i miłości – takiej normalnej, zdrowej, nie na pokaz. Książka pokazuje młodym czytelnikom, że na wakacjach ze starszyzną plemienną też może być fajnie. I to jakich wakacjach – bez telewizora i komputera. A żeby zasłużyć na swoją porcję bagietki i zupy z paczki trzeba przepedałować te kilkadziesiąt kilometrów dziennie. Często wspólne wyzwania i problemy, jak choćby przebite dętki, szukanie noclegu, kłopoty z językiem, po ludzku zbliżają. Cieszy to, że na samiutkim końcu, tato znów wygodnie zasiadł w fotelu z Wielkim Atlasem Świata i szklanką herbaty. Będzie nowa wyprawa. I nowa książka:) Wydawnictwo Skrzat |