Zakładki:
Biorę udział:)
Półeczka maluchów
Półeczka starszaków
Półeczka dla dzieci 6 - 10
Półeczka dla dzieci 10+
Półeczka młodzieży
Półeczka rodziców
A tutaj piszę o książkach
Akcje Czytelnicze
Artykuły
Autorzy i ilustratorzy książek
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
Do słuchania
Gry i zabawy
O książkach dla dzieci
Szablon blogu
Wydawnictwa, z którymi współpracuję
Zajrzyj do książki
Tagi
Książki miesiąca Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli

Wpisy z tagiem: wierszem

środa, 16 maja 2012
Niesmacznik - Natalia Usenko/ Ewa Poklewska - Koziełło

Nasze dzieci mają ze sobą wiele wspólnego jeśli chodzi o kuchnię: nie lubią szpinaku, zupy mlecznej, galarety z nóżek, kożucha na mleku (a kto lubi?). Natalia Usenko zebrała większość unikanych przez małe dzieci potraw i zamknęła je w wierszach. Śmiesznych wierszach. I niech rodzice nie liczą na to, że kulinarna poezja akurat w tym przypadku zachęci ich pociechy do sięgnięcia po marchewkę z groszkiem albo cóś podobnego. Nic z tych rzeczy. Jeśli ktoś szuka pedagogicznego wsparcia ze strony literatury, niech się nie łudzi - dotychczasowe starania legną w gruzach. Za to zabawa będzie przednia, bo jak się tu nie uśmiechnąć czytając wiersze o Pasibrzuchach, różowym kisielu, paskudnych troszkę marchewce z groszkiem, odchudzającej się mamie, rodzeństwie toczącym boje na pięści o papier po eklerkach, pszczółce (hit w naszym domu) i o królewskiej kuchni Kucharza Straszliwego.

 

Po spożyciu szpinaku mały Krzyś zareagował tak:

Krzyś strasznie się skrzywił,

Łyżeczkę wziął do ust i …

PADŁ JAK NIEŻYWY.

 

Przy wierszu o odchudzającej się mamie śmiała się cała rodzina:

Na śniadanie je marchewkę

dla urody.

Na obiadek pije

kubek czystej wody.

A wieczorem, gdy na mamę

nikt nie zerka,

Zjada pizzę i pierogów

dwa wiaderka.

Poezja na luzie, z przymrużeniem oka, nie-pedagogiczna, bardzo dziecięca. To naśmiewanie się z tych wszystkich – zdrowych, pożywnych potraw – to jakby reakcja malucha na nasze przymuszanie – Zjedz, bo to zdrowe. Zjedz bo nie urośniesz. A może lepiej odpuścić? Machnąć ręką? Sama jako dziecko nie znosiłam ryżu na mleku, klusek na parze, naleśników. Stąd – jak nie chce, nie ma przymusu. Może kiedyś przekona się do szpinaku a’la babcia Danusia:) Książka może być punktem wyjścia do ważnych rozmów na temat odżywiania - a bardzo nie-pedagogiczny wiersz o obiadku pewnej rodziny - o zachowaniu się przy stole. Śmiech śmiechem, ale czego Jaś się nie nauczy, tego......

Książkę z humorem zilustrowała Ewa Poklewska – Koziełło.

 

 

Wiek 3+

 

Wydawnictwo Literatura



poniedziałek, 19 marca 2012
Książeczka - wycieczka po miastach i miasteczkach - Eliza Piotrowska

Taki mini … antyprzewodnik. Bowiem nie oczekujcie od tej książeczki (tak – właśnie tak – wymiary: 155 mmx 155mm), że znajdziecie w niej nawał informacji o polskich miastach i miasteczkach. Autorka zabiera nas wprawdzie do wielu miejsc (blisko 60) – bardziej lub mniej znanych, ale tę wycieczkę traktuje jako zabawę, z przymrużeniem oka. I nigdy nie wykorzystuje w czterowersowym spacerku motywów charakterystycznych. Jak to rozumieć? W Ciechocinku nie tężnie są na pierwszym planie, a w Biskupinie gród z zamierzchłej przeszłości.  W Biskupinie … pająk chodzi po pianinie, a w Ciechocinku… bąk cukierki robił z kminku.

 

Ulubiony?

 

W Chodzieży

król królową zamknął w wieży,

bo mówiła brzydkie słowa

i bolała ją wciąż głowa.

 

Oczywiście dzieci dalej szukać wierszyka o naszej miejscowości. Ale malutkie toto – i nie znaleźliśmy. Ale za to są Leszno i Jarocin, a my pomiędzy:)

 

W Jarocinie

pajac skakał na sprężynie.

wygląd przy tym miał niezdrowy

oraz straszny zawrót głowy

 

 

W Lesznie

pies na kota szczekał śmiesznie.

pies ujadał na bezdechu,

a kot kulał się ze śmiechu.

 

Wierszyki śmieszne, o miastach na nie-poważnie. Do tego pełne humoru ilustracje Autorki. Przy każdym mieście – wizualizacja na mapie konturowej Polski.

 

Wiek 3+

Wydawnictwo Media Rodzina

 

 



środa, 14 marca 2012
Śniadanie króla - A.A. Milne/ il. Eryk Lipiński

Alan Aleksander Milne  to przede wszystkim autor Kubusia Puchatka. Przede wszystkim – bo oprócz opowieści o sympatycznym miśku pisał też inne utwory, zwłaszcza pełne humoru wiersze dla dzieci. Śniadanie króla jest tego przykładem – brawurowo przetłumaczone przez Antoniego Marianowicza, z zakręconymi ilustracjami Eryka Lipińskiego. Bo jak tu się nie uśmiechnąć – gdy przeciętnemu śmiertelnikowi wydaje się, że król na śniadanie jada same frykasy – ananasy: bez przepiórek, trufli, kawioru ani rusz . Gdy tymczasem rzeczywistość jest bardziej szara i swojska niż nam się wydaje. Król chce… masła. Tak, tak nie mylę się – masła.

 

Król powstrzymać

płaczu nie mógł,

aż od łez mu

kaftan przemókł,

i zgnębiony

do swej żony

szepnął tylko:

-Masła chcę!

 

Oczywiście Królowa i Pokojowa robią wszystko, by spełnić życzenie króla. I na tym polega przede wszystkim urok tej książki – pośpiech, niesamowite tempo, bieganina, wręcz czuje się krzątaninę Pokojowej, zdenerwowanie Królowej, płacz Króla. Słychać tupot służącej, która biega po zamku, dyszy ze zmęczenia, co rusz gdzieś biegnie, zaczepia innych – bo przecież król chce …masła. Czy uda się spełnić jego życzenie?

A tak z innej beczki - coś w tym jest, bo gdy jakiś czas temu oglądałam reportaż o mleczarni z mojego miasteczka, uchylono rąbka tajemnicy – i okazało się, że to nasze masło (pyszne, naj-pyszniejsze na całym świecie. Kto raz go spróbuje nie chce innego) gościło już na stole angielskiej królowej. Milne miał racje – na królewskim stole bez masełka ani rusz.

Książka – perełka – to 16 już część znakomitej serii: Mistrzowie Ilustracji.

Tutaj można zajrzeć do środka

 

Wiek 3+

Wydawnictwo Dwie Siostry

 



niedziela, 08 stycznia 2012
Jedna literka, a zmiana wielka - Agnieszka Frączek/ il. Artur Gulewicz

Gdy jakiś czas temu planowaliśmy wakacje, moje dzieci bardzo rozbawiała propozycja: A może pojedziemy nad morze? Niby dwa tak samo brzmiące wyrazy, tyle że ich pisownia i znaczenie - inne. Jedna literka i już mamy inny wyraz: np. mieć i miedź, kod – kot, Bóg – Bug – buk. Jest ich mnóstwo. I właśnie homofonom, bo to o nich mowa, poświęcona, jest książka Agnieszki Frączek. Nie myślcie jednak, że to jakaś poważna rozprawa naukowa dla studentów. To jak zwykle, do czego zdążyła nas już przyzwyczaić Autorka, wesoła i pełna humoru zabawa z językiem. Homofony to najczęściej komedia omyłek: bo jak tu się nie śmiać, skoro pan Zenek zamówił budki dla ptaków, a w przesyłce nadeszły butki? Albo że Zdzich lubi luźne gadki – a mieszkańcy bloku plotkują: gatki? Co jak co ale to „te” naprawdę czyni różnicę. A czarownica, która chciała, by w jej ogrodzie wyrósł mak – a pojawił się mag? Te i inne wariacje językowe znajdziecie w tej fajnej książeczce. Artur Gulewicz, jak zwykle trafnie uchwycił to coś – stąd dzieci bawią nie tylko harce literek, ale też ilustracje.

 

Wiek 5+

Wydawnictwo Literatura

piątek, 17 czerwca 2011
Bo widzisz mamusiu - Katarzyna Prudło/ Marta Ostrowska

Ostatnio pisałam o lalkach dla dziewczynek - dziś pora na męski świat – z przewagą koloru niebieskiego, choć - bohaterami tych wierszyków są nie tylko chłopcy. Autorka Katarzyna Prudło zadedykowała wiersze swoim smykom. Wszędzie ich tu pełno, zwłaszcza Krzysia. Mama jest baczną obserwatorką dziecięcego świata, umiejętnie ubiera go w słowa, rytm i rym. Konik na biegunach, ulubione kotlety, rowerowe szaleństwa, zamek z piasku, parasol – myślę, że  w tych wierszach i Wy się odnajdziecie.  Dużo tu przytulania, miłości, rozmów rodzice – dzieci, wspomnień z dzieciństwa, dziecięco – dorosłego przekomarzania się, ale też dzieciecych mniejszych i większych radosci, największej rozpaczy na świecie, choroby.  Nam wiersze bardzo się podobały. Książkę podobnie jak  Lalki Dorotki zilustrowała Marta Ostrowska.

 

Wiek 3+

Wydawnictwo Skrzat

 



niedziela, 05 czerwca 2011
Lalki Dorotki - Paweł Beręsewicz / Marta Ostrowska

Moi chłopcy całkowicie zlekceważyli tę książkę, tak jak lekceważą kolor różowy, wszelkiego rodzaju kwiatki, koroneczki, falbanki. To dla dziewczyn – coraz częściej widoczny jest podział na świat damsko – męski i nic z tym nie da się zrobić. I może ktoś się zżymać i mówić o równouprawnieniu, burzeniu podziałów – ale niestety – w świecie książek takowe też istnieją. Czy się komu podoba czy nie. Na punkcie książki natomiast oszalała malutka siostrzenica, która zakochała się wierszach Beręsewicza o lalkach Dorotki. Rokendrolka, modelka, Barbie, kaskaderka. I wszystko, co się wokół lalek kręci – wiersze odzwierciedlają świat małego dziecka i jego relacje z zabawkami, w tym przypadku z lalkami. Przypatrzcie się, jak dzieci bawią się lalkami. Zazwyczaj rozmawiają z nimi, Co ciekawe odgrywają jednocześnie dwie role – swoją (zazwyczaj mamy – normalnym, albo grubszym głosem) i dziecka (najczęściej troszkę piszczącym głosikiem, by od razu rozróżnić, że to kwestia lalki – pociechy) Niektóre wiersze Beręsewicza przypominają mi takie rozmowy – mamowo – lalczyne, których jestem świadkiem, gdy z moimi mężczyźniakami odwiedzamy plac zabaw. Dziewczynki szczebioczą nad wózkami, wymieniają się informacjami, co jej lalki dziś jadły, rozmawiają ze swoimi dziećmi i odpowiadają to, co chcą usłyszeć. Tak jak w wierszu Gocha.

 

- Masz tu, Gocha, kubek z gliny.

-A dlaczego?

-Bo są twoje urodziny.

-A dlaczego?

-Bo rok temu tu przybyłaś.

-A dlaczego?

-Moja mama cię kupiła.

-A dlaczego?

-Żeby mi cię dać w prezencie.

 

Podobnie jest w wierszu Wywiad – z lalką aktorką.

 

Najpierw zapytać sobie pozwolę,

Jakie dotychczas grywałaś role?

Byłam Królewną śpiąca troszeczkę,

Grywałam Śnieżkę i Calineczkę,

Biedną sierotkę, dobrą księżniczkę,

Wilk mnie pożerał, gdy szłam z koszyczkiem, byłam Syrenką, wiedźmą straszliwą,

A kiedyś nawet lokomotywą.

 

Albo Pocieszanki:


-Śpisz laleczko?

-Nie śpię, co ty.

-Czemu nie śpisz?

-Ech kłopoty.

-Co się stało?

- Szkoda gadać.

-Coś poradzę.

-Co tam rada!

 

Przyjemnie się czyta wiersz Bajka dla lalek – dziewczynka opowiada swoim lalkom – pociechom przed snem bajkę o królewnie i tygrysie. Jak każda zatroskana mama najpierw pyta: Umyte już ząbki i uszki? To raz dwa do łóżek, moje drogie lale.

Pewnie niejedna mała czytelniczka pod jej wpływem zacznie wymyślać swoje historie dla swoich dzieci.

Nie przypadł mi do gustu wiersz o Barbie, której fenomenu nijak zrozumieć nie mogę.

 

Ale, ale polskie lale,

Sądząc z waszych brzuchów,

U was dieta chyba nie ta

I za mało ruchu!

 

Pulchne nóżki i paluszki,

Pyzy na gębusi,

To niezdrowo! Daję słowo,

To się zmienić musi.

 

Jakoś większą sympatią darzę lale – właśnie takie pyzate, do których aż chce się przytulić. Ale to kwestia wyboru – mój czas na lalki już minął:)))))

W każdym razie wiersz ten skojarzył mi się od razu z modą na odchudzanie i dążeniem do sylwetki a'la Barbie. Warto zwrócić uwagę dzieciom, że Barbie chce namówić do zdrowego i aktywnego trybu życia i i że są różne kanony piękna.

Pewnie niejedna mała czytelniczka rozpozna się w tych wierszach. Beręsewicz gwarantuje dobrą zabawę.

Ilustracje w książce – tradycyjne, klasyczne, słodkie. Jak dla mnie – za słodkie.

Wiek 3+

Wydawnictwo Skrzat



niedziela, 06 marca 2011
Król na wagarach - Joanna Papuzińska/ Artur Gulewicz

Już sam tytuł zdradza, co znajdziemy w środku – wiersze na luzie, pokręcone, pomylone, śmieszne. A literki? – akrobatki – wariatki. Rymy kopnięte, poprzewracane. Nie sposób się przy nich nie uśmiechnąć – a gęba wywija się w radosną łódeczkę nie tylko słuchającym dzieciom, ale też czytającym rodzicom. W każdym razie na samym początku muszę jasno powiedzieć – nie mam absolutnie pretensji do autorki, że nie dopilnowała swojej teczki, w której drzemią niedorzeczki.

Lecz gdy wstąpi w nie licho,

Co najczęściej się zdarza,

Gdy pisarz nie uważa,

Albo gdy niedomaga,

To mu robią w teczkach bałagan.

I dobrze – bo dzięki temu powstają książki, w których są pyszne wiersze: o pani Potworkowej, jabłkowych dzieciach (cudny!– Moje śliczne dziateczki, zieloniutkie kuleczki. Moje pysie rumiane na słoneczku wygrzane), zwaśnionych modrzewiach (ty małpo zielona, małpo na jednej nodze), grzybolągach – grzybach, których nie znamy a one są są! (sprawdziłam: niszczyca, siatkolist, goździeńczyk), Piotrze, co nie lubił chodzić w swetrze, żurze dla rycerzy, wakacjach na opak, królu na wagarach (a jakże), turnieju bzdur, kucharce przekręcalskiej, córeczce Konstantynopolitańczykiewiczówiance, łamigłówkach. Każdy wiersz to inny świat zamknięty w literkach.  Papuzińska bawi się słowami i w tę zabawę wciąga dzieci. Kiedy w wierszu o kucharce czytamy: Jażyłam smajeczko, szczykałam siepiorek – oczy stają się wielkie ze zdziwienia. Jak to? Zabawa przednia. Ciekawam bardzo, jak moje dzieci zareagują teraz na żur na talerzu, za którym do tej pory nie przepadały (kwaśny!) –

Żur nam uwarz, bo zauważ,

Że słowiański rycerz mężny,

Gdy zje żuru gar potężny,

Mnoży siły swe w trójnasób

I czy wyrwać sosnę z lasu,

Czy rozwalić skałę w drzazgi

To dla niego są drobiazgi.

Kto uważnie śledzi moje wpisy, wie, że moje dzieci duszę i naturę mają rycerską. I do szczęścia – żuru im tylko trzeba, o czym do niedawna jeszcze w ogóle nie wiedziały (i ja również;) Klimat tych wierszy świetnie oddają ilustracje Artura Gulewicza.

Wydawnictwo Literatura

niedziela, 09 stycznia 2011
Cynamon i Trusia. Wierszyki na okrągły rok - Ulf Stark/ Charlotte Ramel


Mamy na półce zbiór ślicznych wierszyków dla maluchów. Ależ się rozmarzyliśmy – na dworze śnieg, zimno, sikorki pałaszują słoninkę, którą im wywiesiliśmy na drzewie brzoskwiniowym pod oknem dziadka Stasia. A tu nasi bohaterowie: Cynamon i Trusia, udają się na długą wędrówkę w poszukiwaniu lata. Wiatr zaczyna dmuchać i to tak, że rozczochrał Cynamonowi włosy, goni liście po całym niebie. Trzeba przygotować się na wędrówkę. Ani Cynamon ani Trusia nie wiedzą, jak długo ona potrwa. Muszą zapakować najpotrzebniejsze rzeczy – całą lodówkę wiśniowych lodów (ale było śmiechu). Wiwat przygoda! Nogi bolą, po drodze mijają tyle ciekawych miejsc, rzeczy. Gdzie to lato się zapodziało? Gdzie wlazło? Nie, grzyby go nie widziały, ani żuk – jemu trzeba pomóc zbudować domek, by nie zamarzł zimą. Śnieg spadł, a lata nie ma. Musi być gdzie indziej. Nadeszły święta. Cynamon i Trusia ubierają choinkę – i to jak! W ciepły szalik i czapkę (znów śmiech). Słuchają śpiewu jeziora, taplają się w błocie, wreszcie słychać świergot ptaków, przyroda budzi się do życia, zaczynają gryźć komary, w trawie piłka plażowa lży. Wreszcie udało się odnaleźć lato.

Dziecięcy świat zamknięty w kilku wierszach. Nasz najmłodszy czytelnik od razu znalazł do niego klucz. Swoją furtkę, dróżki, które do niego prowadzą. Siedzi i czyta, po swojemu, opowiada. Tęskno mu do tych miejsc, które odwiedzili Cynamon i Trusia. Historia zatoczyła koło. Wędrówka trwała cały rok. No tak, myśli moje dziecko. Choinka jeszcze stoi – tyle że bez czapki i szalika. By dojść do celu trzeba jeszcze posłuchać jeziornego śpiewu, zabawić w kałużystów, wystawić głowę na wiosenny wiatr. Trochę to potrwa, aż znajdziemy w naszym ogrodzie plażową piłkę.

A oto wiersz, który zrobił duże wrażenie na Mikołaju:

BŁOTO

Ach, jak wspaniale pada deszcz!

Pogoda znakomita!

Kiedy na świecie mokro jest,

To w błocie można brykać.


W wielką kałużę skaczemy – hop!

Aż błoto wkoło bryzga.

Świetna zabawa! Więc znów skok.

A potem jeszcze trzysta.

Oj, przypomniało nam się lato:)


Kiedy Cynamon i Trusia pakowali na wędrówkę bułeczki cynamonowe – narobili nam taaaaaakiego apetytu, że hej. Nic to, zmodyfikowałam pewien przepis i wyszły nam nasze bułeczki cynamonowe.

1 kg mąki, 1 łyżeczka soli, 200 g cukru, 50 g posiekanych płatków migdałowych – Pociecha wszystko dokładnie miesza w dużej misce. Oczywiście wysypuje za rand miski, obsypuje sobie bluzeczkę. Udaje, że to niby przypadkiem, ale wielka to frajda obsypać się mąką.

W tym czasie, gdy Maluch sobie miesza i wysypuje, my przygotowujemy 600 ml ciepłego mleka (nie za gorącego, w przeciwnym razie zaparzą się drożdże i nici z bułeczek), rozpuszczamy w nim 120 g dobrego masła, rozcieramy 40 g drożdży (uwaga na temperaturę), dodajemy  1 całejajko i oczywiście cynamon. Bez tego nie byłoby cynamonowych bułeczek. Tutaj nie określę – ile. Sypnęłam szczerze, ale nie za dużo. Wlewamy wszystko do naszej mąki i odbieramy miskę Maluchowi, a wręczamy ją Tacie, który ogląda właśnie sport w TV i ma ręce wolne. Po jakimś czasie mamy ciasto pięknie wyrobione, zostawiamy je w spokoju na pół godziny do wyrośnięcia w cieplutkim miejscu.  Potem do roboty. Z tego ciasta wyszło nam ok. 30 bułeczek. Robiliśmy cieniutkie wałeczki i zwijaliśmy je w ślimaczki. Przed włożeniem do piekarnika opędzlowaliśmy je rozczochranym jajkiem. Wyszły pyszne.

A potem kawa, dla dzieci zbożowa, buła w łapkę i do książki. Oczywiście czytający nie konsumuje w danej chwili!

Na zdjęciu nasze bułeczki wyglądają jak buły. Nie mamy dobrego aparatu - w rzeczywistości były bardzo zgrabniutkie.

Wydawnictwo Zakamarki

wtorek, 28 grudnia 2010
Kogutek Ziutek - Barbara Sudoł/ Agata Nowak

Do napisania recenzji tych książek skłoniły mnie moje dzieci. Bo niby to ja piszę o książkach, decyduję, jakie tytuły tutaj zamieszczam, ale najczęściej, jeśli czytam jakąś książkę na głos, obserwuję ich reakcje – czy się podoba. A książki o Kogutku Ziutku podobają się. Napisane prostym językiem, wierszem, przenoszą daleko od domu – w naszym przypadku raz w Pieniny, raz do Australii. Zawsze obok Ziutka jest gromadka, i to spora, innych zwierząt, którym przychodzi zderzyć się z obcą codziennością danego rejonu w Polsce, albo za granicą. W Australii Ziutek ma dać koncert – ale nic nie stoi na przeszkodzie, by poznać to, co dla Australii tak charakterystyczne: misie koala, strusie, kangury, słynną Świętą Górę, eukaliptusy, Aborygenów z ich bumerangami, busz, kakadu, krokodyle. Część o Pieninach – to już krótka opowieść o wycieczce w tamte rejony. I znów – góry, żbik, sokół, spływ Dunajcem, salamandra. Ot – taka lekcja geografii w pigułce. Książki kolorowe – na obrazkach dużo się dzieje, ilustracji całe mnóstwo. Zdecydowanie dla najmłodszych – proste rymy, proste rytmy, prosta fabuła - dla mało wymagających słuchaczy. Autorka chce przekazać pewne wiadomości na temat danego regionu, wymyśla historyjkę, by przerwać monotonię (bo ileż można zwiedzać?). Zachęca też cena: kręci się wokół 6 złotych.

Wiek 3+

Wydawnictwo Skrzat