|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Biorę udział:)
Półeczka maluchów
Półeczka starszaków
Półeczka dla dzieci 6 - 10
Półeczka dla dzieci 10+
Półeczka młodzieży
Półeczka rodziców
A tutaj piszę o książkach
Akcje Czytelnicze
Artykuły
Autorzy i ilustratorzy książek
(c) copyright
Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
Do słuchania
Gry i zabawy
O książkach dla dzieci
Szablon blogu
Wydawnictwa, z którymi współpracuję
Zajrzyj do książki
Tagi
Półeczka z książkami![]() Wypromuj również swoją stronę
|
Wpisy z tagiem: Otfried Preussler
niedziela, 18 marca 2012
Krabat - Otfried Preußler / il. Katarzyna Bajerowicz
Niesamowita książka. Zdecydowanie dla starszych czytelników – bo ponura – i to bardzo. Czasem niewiele się dzieje, ale Preußler pisze tak, że aż dreszcze przechodzą po plecach. Krabat powstał wtedy, gdy w telewizji i kinie nie królowały jeszcze filmy akcji i grozy, na długo przed Harrym Potterem. Nie ma tu jakichś zaskakujących zwrotów akcji, czy nawału wydarzeń, które królują w kultowej dla wielu współczesnych opowieści o czarodzieju z Hoghwartu. Preußler powoli snuje swoją historię – wraz z bohaterem dojrzewamy do niej, rozwijamy się, wchodzimy w tę książkę. Sprzyja temu niesamowity klimat – przede wszystkim miejsce, stary młyn w odosobnionym miejscu, tajemnicza postać Młynarza – Mistrza Czarnoksiężnika, liczne znaki zapytania, na które Krabat szuka odpowiedzi. To też skrzypiące schody, drzwi, pomieszczenia, gdzie z trudem przebija się światło dzienne, grobowa cisza, miarowe zgrzyty łańcuchów i zębatek, szum wody napędzającej koło młyńskie, w końcu dający się i nam we znaki uczuciowy chłód, wrogość, na szczęście ogrzane przyjaźnią i miłością. Ni to bajka, ni legenda, ni przygoda. Preußler nie wymyślił Krabata – ten pojawił się dużo wcześniej w przekazie ustnym i w literaturze. Tutaj jako czternastoletni chłopiec sierota, utrzymuje się z żebraniny. Jest wiek XVII – czasy Augusta Mocnego, na Łużycach tuż za naszą zachodnią granicą. Krabat wędruje z kolegami po okolicy. Czasy są ciężkie – zima, srogi mróz. Pewnej nocy chłopiec ma dziwny sen. Jedenaście kruków siedzi na gałęzi, pomiędzy nimi jedno miejsce jest wolne. Jakiś głos przekonuje go, że powinien udać się do młyna na Koźlim Brodzie. Z wyciągniętymi do przodu rękoma posuwał się po omacku dalej. Światło, jak się przekonał, podchodząc bliżej, sączyło się przez szczelinę w drzwiach zamykających korytarz w głębi. Gnany ciekawością podszedł, skradając się na palcach, do szczeliny i spojrzał na nią. Wzrok jego wniknął do ciemnej izby, oświetlonej blaskiem tylko jednej jedynej świecy. Świeca była czerwona, przylepiona do trupiej czaszki leżącej na stole, który zajmował środek izby.Za stołem siedział okazale wyglądający, ciemno ubrany mężczyzna o bardzo bladej twarzy, jakby pobielonej wapnem. Czarna przepaska przesłaniała mu lewe oko. Przed nim na stole, leżała gruba, oprawna w skórę, zawieszona na żelaznym łańcuchu księga, którą czytał. To ważny moment w książce – od tego czasu wszystko się zmieni w życiu chłopca. Zgodzi się na naukę we młynie, miejscu, które stanie się jego więzieniem, przekleństwem, ale zarazem i … wybawieniem. Krabat w ciągu trzech lat pobytu we młynie dojrzewa, mężnieje. W końcu młyński rok liczy się potrójnie. Ciągle ociera się o śmierć – kiedy pokona lęk przed nią, świat stanie przed nim otworem. Ale do tego prowadzi długa droga. Poznaje tajemniczy młyn, w którym na dobre rozpanoszyła się śmierć. Każdy chce jej umknąć – i Młynarz, który w tym celu podpisał pakt z diabłem i dwunastu czeladników, z których jeden co roku poświęcany jest w ofierze. Życie we młynie to życie w ciągłym strachu – właśnie przed śmiercią. A trzeba przyznać – podły to los. Zmieni się, gdy Krabat pozna jak wielką wartością jest …miłość. Kantorka – dziewczyna z pobliskiej wioski, dla chłopaka gotowa jest poświęcić życie. Uda się do młyna – a Krabat po raz pierwszy bardziej troszczy się i boi o kogoś innego, a przecież do tej pory drżał tylko i wyłącznie o swoje życie. Miłość zwycięża i dobro bierze górę nad złem. Specjalnie czekałam z tą książką na wiosnę – bo dużo w niej symboliki z Wielkanocy. Nadzieja na nowe życie, wiara w Zmartwychwstanie, ofiara; człowieczeństwo, które wraz z Kantorką pojawia się w strasznym młynie. Autor sięgnął do starych łużyckich zwyczajów – nie wiem, czy są prawdziwe, ale uczynił ze swej strony wiele, bym w nie uwierzyła. Do tego ilustracje Katarzyny Bajerowicz, którą podglądam na blogu. Zresztą popatrzcie na okładkę - czyż nie piękna. Na pewno zapowiada się niesamowita historia. Jak wyznała ich autorka były dwie wersje tych ilustracji – całe czarne – jak w książce i kolorowe, ale też z przewagą czerni. Wiek 12+ Wydawnictwo Bona
wtorek, 06 marca 2012
Rozbójnik Hotzenplotz - Otfried Preussler/ F.J. Tripp
Nareszcie Rozbójnik Hotzenplotz po polsku. Z kultowymi ilustracjami Franza Josefa Trippa. To będzie przebój sezonu – jak nic. Bardzo się cieszę, że ta znakomita powieść łotrzykowska dla najmłodszych wreszcie ukazała się po polsku – akurat w 50 rocznicę pierwszego wydania w 1962 roku. Znajdziecie tutaj i humor, i przygodę, kryminał, spryt, przebiegłość, baśń i wspaniałe ilustracje. Preussler to autor takich perełek jak Krabat, Malutka Czarownica czy Mały Duszek. Rozbójnika znał już mój straszy Tomek – kiedyś udało mi się kupić książkę w oryginale – czytaliśmy ją i tłumaczyliśmy na gorąco. Teraz przeczytaliśmy znów w dwa dni z młodszym synkiem. Co mnie w Rozbójniku zachwyciło i teraz porwało moje dzieci: to jej prostota. Kiedy czytam książki współczesne o czarodziejach, wróżkach, rozbójnikach, męczy mnie ta ilość efektów specjalnych. Zupełnie jak w kinie akcji. W dodatku – im straszniej tym (ponoć) lepiej. Dużo hałasu i natłok postaci, niezły galimatias. A tutaj ….. jakiś swego rodzaju spokój, choć i tak wiele się dzieje – historia nieoczekiwanie wchodzi na inne tory, są jakieś zakrętasy i wywijasy, niby nie tak to wszystko miało przebiegać, bo oczekiwaliśmy czegoś innego. Ale to inaczej – właśnie oznacza – ciekawiej. Fabuła prosta, wszystko ma swój sens, podział postaci bardzo czytelny – te złe, a te dobre. Wprost idealna książka dla dzieci. A historia zaczyna się w pewien słoneczny poranek: babcia Kacpra tak bardzo lubi mielić kawę (młynek wygrywa jej ulubioną piosenkę), że efekt tego taki, że pije dwa razy więcej kawy niż zazwyczaj. Niestety młynek wpada w oko rozbójnikowi z siedmioma nożami, który sieje strach w całej okolicy. Kradnie go babci i ucieka do swojej kryjówki. Dwójka przyjaciół – Józek i wspomniany już wcześniej Kacper chcą koniecznie wsadzić Hotzenplotza do aresztu. W tym celu przygotowują pułapkę na rabusia. Nie biorą pod uwagę tego, że Hotzenplotz jest przebiegły i nie tak łatwo zagrać mu na nosie. O co to to nie. Sprawy nie idą zgodnie z planem – ale wynika z tego wiele ciekawych przygód, w których pojawiają się nowe postacie – wróżka Amarylis i czarodziej Doskwierus. Mimo że dorośli od razu wyczuwają, że historia zakończy się happyendem – to maluchy trzymają kciuki, obgryzają paznokcie i dostają wypieków na twarzyczkach. Autor napisał Hotzenplotza w tak zwanym międzyczasie – podczas prac nad Krabatem. To zupełnie dwa różne światy – Hotzenplotz miał być czymś w rodzaju odskoczni – w Krabacie bardzo mroczny świat, tutaj radość życia, humor, zabawa, oczywiście też niebezpieczeństwo, ale w odpowiedniej dawce. Preussler nieźle tutaj poczynił sobie z rozbójnikiem. Ośmieszył tego niebezpiecznego, okrutnego i bezczelnego zbója. Przecież wszyscy się go bali w okolicy, pisały o nim lokalne gazety. A tu - patrzcie - dwójka dzieciaków - dała mu radę. Hotzenplotz utożsamia (przynajmniej tak się wydaje na początku) cechy prawdziwego mężczyzny - silny, niczego się nie boi, kocha swobodę, robi co mu się podoba, wszyscy tańczą jak zagra. Heros. Prawdziwy bohater. Przy czym autor absolutnie nie gloryfikuje tej postaci. Wręcz odwrotnie - dzięki zastosowaniu parodii odmitologizowuje tego herosa pożal się Boże. Dwójka młokosów krzyżuje plany zbójnika, wystrychnęła go na dudka - wystawiła na pośmiewisko. Nasz bohater - staje się właściwie takim antybohaterem, który za maską surowości, nieugiętości, okrucieństwa, skrywał być może swoje słabości, kompleksy i brak pewności siebie. Może właśnie taki obraz ośmieszonego Hotzenplotza uodporni na przyszłość małego czytelnika na szybkie identyfikowanie się z wielkimi i silnymi tego świata? Myślę, że takie spojrzenie z dystansem na innych, którzy chcą grać pierwsze skrzypce, określają się naj, są (niby) stworzeni do władzy - jeśli to przez osobę skądinąd też budzącego sympatię Hotzenplotza - na pewno się przyda. Hotzenplotz – czyż to nie zabawne nazwisko? W Czechach jest mała wioska – Osoblaha. Ponoć jej niemiecka nazwa – właśnie – Hotzenplotz już w czasach dzieciństwa bardzo urzekła Preusslera. Tak mu głęboko zapadła w pamięci, że po latach pisarz postanowił wykorzystać ją dla nazwania swojego bohatera. Początkowo Preussler chciał, by Rozbójnik Hotzenplotz był jednotomową książką. Widząc jak jest popularna, czytając listy małych czytelników, którzy wręcz podsuwali pomysły na ciąg dalszy - sięgnął po pióro i siedem lat później napisał kolejną część – Neues vom Räuber Hotzenplotz (1969), cztery lata potem jeszcze jedną i tym razem ostatnią - Hotzenplotz 3 (1972). Bardzo polecam - u nas bawiła się przy niej cała rodzina. Dzieci żałują, że się skończyła - to chyba najlepsza recenzja, prawda?
Wiek 6+ Wydawnictwo Bona
wtorek, 26 lipca 2011
Krabat - znamy już okładkę:)
Mnie się podoba - bardzo:) Oddaje klimat tej powieści. Temat w końcu mroczny, tajemniczy. Z niecierpliwością czekam na premierę - 12 października! Mało czerni w ilustracji dziecięcej. Nie stroni od niej Józef Wilkoń (Księga Dżungli, Czarny Młyn, Pan Tip Top). Teraz Katarzyna Bajerowicz. Kiedy przeczytałam kilka tygodni temu na blogu Ilustratorki, że Wydawnictwo zdecydowało się na czerń solo - pomyślałam sobie - te rozjaśnione kroplą fioletu, czerwieni i niebieskiego chyba są piękniejsze. Tymczasem ta okładka zbiła mnie z tropu i jestem gotowa zmienić zdanie:)
wtorek, 05 lipca 2011
Mały Duszek - Otfried Preussler/ F.J. Tripp
Kiedy moje młodsze dziecko usłyszało, że będziemy czytać książkę o Duszku (nie o – duchu) – zaprotestowało. Bo on – to znaczy Mikołaj – duszka się boi. Że niby straszy, i tak brzydko wygląda. Nawet nie chciał spojrzeć na książkę. Odłożyliśmy na chwilę lekturę, a potem spróbowaliśmy po raz drugi. W końcu – nic na siłę. A ja tak bardzo chciałam przeczytać moim dzieciom Małego Duszka – bo pamiętam go sprzed lat z ilustracjami Boratyńskiego. Gdzie mama nie może – tam brata pośle. Tomek niby od niechcenia – oglądał świetne ilustracje J.F. Trippa, do których w końcu przylepiło się moje młodsze dziecko. I już się nie odlepiło. I trzeba było zacząć czytać od zaraz już. I to najlepiej połowę książki jednego dnia. Popatrzcie zresztą sami na okładkę, czy ktoś taki może mieć złe zamiary? Duszek Trippa – sama słodycz, która w ogóle nie ma zamiaru straszyć nikogo. No – tak jednak nie do końca – spokojnie: straszy, straszy, ale robi to w taki sposób, że trzylatek zaśmiewa się, że duży policjant w małym miasteczku Puchaczowo wystraszył się nie na żarty małego widma i to tak, że aż czapka spadła z głowy poważnego stróża porządku publicznego. Preussler ponoć napisał Malutką Czarownicę, by oswoić strach swoich dzieci przed czarownicami. Ciekawe, czy jego dzieci też bały się duchów? W każdym razie po takiej lekturze, maluchy jak nic nabiorą przekonania, że są też dobre duchy. Właściwie duszki – bo ten ma zaledwie trzysta lat z haczykiem – a jak na ducha to naprawdę niewiele. Nie przypomina Wam się Malutka Czarownica? Ta książka to nie tylko dobra zabawa i przygoda. To też nauka, że marzenia się (jednak:)) spełniają. Choć czytając tę książkę moim dzieciom przypomniało mi się zdanie z innej książki. Są dwa nieszczęścia - jedno, gdy czegoś bardzo pragniemy, a to coś jest poza naszym zasięgiem. Drugie – gdy już to dostaniemy. Duszek chciał zobaczyć świat za dnia – posmakować go, zwiedzić, zobaczyć to, co niewyraźne i niewidoczne przy świetle księżyca. Widmo tak bardzo chciało wstać za dnia, że przestawiało wskazówki zegara, wytężało się, by zrealizować swoje marzenie. Kiedy się poddało, stało się samo – i nikt nie wie jak i dlaczego. A wtedy okazało się, że wcale nie jest łatwo i słodko, tylko trudniej. Duszek w promieniach słońca zrobił się cały czarny, w dodatku zaczął nieźle rozrabiać, czym spowodował niemałe zamieszanie w miasteczku. I znów pojawiły się … marzenia… za dawnym życiem, za dębową skrzynią na Swoim Zamku, wszechobecnymi pajęczynami i kurzem, który tak fajnie gilgał w nosie, dzięki czemu Mały Duszek kichał i kichał….. Czy Duszkowi uda się wrócić do dawnego życia, kogo poprosi o pomoc? Nie zdradzam. Zachęcam do fascynującej lektury, którą wpisuję na listę książek ulubionych moich dzieci. Wiek 5+ Wydawnictwo Bona
piątek, 17 czerwca 2011
Der kleine Wassermann - Otfried Preussler/ Daniel Napp
Jestem miłośniczką Otfrieda Preusslera, tego, który napisał Malutką Czarownicę, Małego Duszka, Małego Wodnika (u nas znany jako Lato małego Wodniczka). I polubiłam Daniela Nappa i jego Pana Brumma. Niedawno w Niemczech ukazało się nowe wydanie opowieści o Wodniczku, które zilustrował właśnie Daniel Napp. Pisałam już kiedyś o tej książce. Wówczas ponarzekałam na ilustracje w polskim wydaniu. Te Nappa bardziej nam się podobają:)
Wywiad z autorem ilustracji.
wtorek, 02 listopada 2010
Rabuś Hotzenplotz - Otfried Preussler
Z Hotzenplotza zrobiłam Hocka - Plocka, z przekory, bo niby taki złoczyńca, rabuś, najpierw porządnie przestraszył Kacprową babcię, tak że biedaczka zemdlała, a potem dzieci i tak pokrzyżowały jego niecne (zabawne) plany. Takie zbójnickie wygibasy na wesoło. Książkę kupiłam za wartość czekolady z orzechami na allegro. A jak długo na nią polowałam. Ho! Ho! W końcu ją mamy! Skoro lubicie Malutką Czarownicę, pewnie polubilibyście również Hotzenplotza, i Kacpra, i Józka. Nam zależało na wydaniu z legendarnymi ilustracjami Franza Josefa Trippa (1915-1978) (Znak da nam się wkrótce miło we znaki nowościami Michaela Ende właśnie z ilustracjami pana F.J.T.). Książka jest pomyślana jako teatr marionetek – Preussler napisał farsę, w której przebiegłość dzieci zawsze zwycięża przebiegłość zbójnika, a on sam zostaje wystawiony na pośmiewisko. Na razie tłumaczę Tomkowi na gorąco, bo nas tak wciągnęła ta historia. Jeśli jej nie ma po polsku – to ogromna szkoda!!! Sprawdzałam w Internecie i niegdzie nie mam informacji o polskim przekładzie. Specjalistką od Preusslera była Hanna Ożogowska. Robiła to wspaniale. Jeśli jest polski przekład, będę wdzięczna za informację:) Jeśli nie - mały fragment książki - Tomek go bardzo lubi. Bo oto zbójnik Hocek - Plocek połakomił się na młynek od kawy. Czy w dzisiejszym świecie to możliwe? Autorzy szukają emocjonujących, superatrakcyjnych tematów do książek - a tu taki zwykły młynek do kawy. Phi - wcale nie elektryczny - tylko starodawny, z korbką. Rabuś od wielu lat świeci tryumfy u sąsiadów za Odrą. I cieszę się, że wylądował w końcu na naszej półce. I te ilustracje - delicje - czekolada z bakaliami, której sobie odmówiliśmy - dla książki właśnie:)))
"Mężczyzna z siedmioma nożami"
Pewnego dnia babcia Kacpra siedziała na ławce przed swoim domkiem i w najlepsze mieliła kawę. Kacper i jego przyjaciel – Józek, podarowali jej na urodziny nowiuteńki młynek swojego wynalazku. Podczas kręcenia korbką, młynek ów wygrywał jej ulubioną piosenkę o maju. Od kiedy babcia została posiadaczką nowego młynka, mielenie kawy sprawiało jej tak wielką przyjemność, że piła jej dwa razy więcej niż kiedyś. Również i dziś zamierzała ponownie go użyć, gdy nagle w ogrodowych chaszczach coś zaszumiało, trzasnęło i dał się słyszeć chropowaty głos: -Młynek albo życie! Babcia ze zdziwieniem spojrzała przez swoje binokle. Przed nią stał jakiś obcy jegomość z kudłatą czarną brodą i strasznym haczykowatym nosem. Na głowie nosił kapelusz z zatkniętym krzywym piórkiem, a w prawej ręce trzymał pistolet. Lewą ręką typ wskazał na babciny młynek do kawy: -Młynek albo życie, powiedziałem. Babcia jednak nie dała się tak łatwo zastraszyć. -Ależ mój drogi panie!- zawołała oburzona- Jak się pan tu dostał i jakim prawem pan tak na mnie krzyczy? Kim pan właściwie jest?
Obcy mężczyzna roześmiał się tylko rubasznie, aż podskoczyło piórko na jego kapeluszu. -Pani pewnie nie czyta gazet, babciu. Proszę tylko dobrze pomyśleć. Dopiero teraz babcia zauważyła, że za szeroki pas mężczyzny zatknięta była szabla i siedem noży. Wtedy pobladła i ze strachem w głosie zapytała: - Czy to aby nie ten rabuś Hocek – Plocek? - W rzeczy samej! – powiedział typ z siedmioma nożami.- Tylko żadnych scen, bo tego nie cierpię. I niech pani natychmiast odda mi młynek! -Przecież to nie pański młynek! - Trele - morele!- zawołał rabuś - Proszę z łaski swojej robić, co każę! Ale już! Liczę do trzech… I uniósł pistolet. -O nie! Tylko nie to! Proszę! – zawołała babcia. - Pan nie może wziąć mojego młynka. Dostałam go na urodziny. Podczas kręcenia korbką wygrywa moją ulubioną melodię. - Właśnie dlatego– burknął rabuś Hocek - Plocek. - Też chcę mieć taki grający młynek. Dawać mi go i to już! Wtedy babcia głęboko westchnęła i podała młynek rabusiowi. Bo i cóż miała biedna robić? W gazetach codziennie można było przeczytać o tym, jakim złym człowiekiem był ten cały rabuś Hocek - Plocek. Wszyscy strasznie go się bali, nawet sam posterunkowy Dimpfelmoser. Co jak co, ale on przecież był z policji. - No, trzeba było tak od razu. Na twarzy Hocka – Plocka dał się zauważyć uśmiech pełen zadowolenia, gdy młynek znikał w czeluściach jego worka na łupy. Następnie zmrużywszy lewe oko, prawym przeszył babcię na wskroś i rzekł: - A teraz niech pani tylko dobrze uważa! Zostanie pani tu na ławce, nie będzie się ruszać i po cichu będzie liczyć do dziewięciuset dziewięćdziesięciu dziewięciu. -A po co?- spytała babcia. - A po to! – warknął Hocek – Plocek. - Gdy pani już policzy do dziewięciuset dziewięćdziesięciu dziewięciu, dopiero wtedy, jeśli pani oczywiście zechce, może wzywać pomocy. Ale ani o sekundę wcześniej. Inaczej pani pożałuje! Zrozumiano? - Zrozumiano – wyszeptała babcia. - Tylko niech pani nie próbuje oszukiwać! Rabuś Hocek - Plocek pomachał ostatni raz na pożegnanie pistoletem przed babcinym nosem, a potem dał susa przez płot i tyle go widziała. Kacprowa babka siedziała bledziutka jak kreda na ławce i drżała jak osika. I nie było już ani rabusia ani młynka do kawy. Trochę to trwało, zanim doszła do siebie i mogła zacząć odliczanie. Posłusznie doliczyła do dziewięciuset dziewięćdziesięciu dziewięciu . Jeden, dwa, trzy, cztery… Nie za szybko, nie za wolno. Ale w całym tym zdenerwowaniu myliła się tak często, że co najmniej z tuzin razy musiała zaczynać od nowa. Gdy w końcu doszła do dziewięciuset dziewięćdziesięciu dziewięciu, wydała z siebie przeraźliwe : Pomocy! A potem padła zemdlona.
niedziela, 01 listopada 2009
Mały Duszek - Otfried Preussler
Mały Duszek jest w Niemczech tak samo popularny jak Malutka Czarownica. Szkoda, że u nas jest niedoceniany. Pełna humoru książeczka opowiada o duszku, który sobie straszy od niepamiętnych już czasów na zamku Eulenstein. W ciągu dnia mała zjawa śpi w ciężkiej, okutej żelazem dębowej skrzyni, która stoi na strychu starego zamczyska. Budzi się oczywiście punkt dwunasta, jakżeby inaczej. I straszy, straszy. Chodzi po zamku i otwiera wszystkie możliwe zamki kluczami, których całe mnóstwo ma na takim specjalnym kółku. Duszek jest przemiły – kicha od kurzu, jest powiewny i lekki jak strzępek mgły. I ma jedno wielkie marzenie – by zobaczyć świat za dnia. Czy mu się uda? Jeśli ktoś zna Malutką Czarownicę, zachęcam do eksperymentowania z innymi książkami Preusslera, których całkiem pokaźna liczba ukazała się swego czasu na naszym rynku. Niekiedy udaje mi się za przysłowiowe grosze kupić coś na Allegro. W wolnych chwilach tlumaczę dla Tomka kolejne rozdziały Rabusia Hotzenplotza. Nie wiem, czy jest po polsku, więc tak na wszelki wypadek - bo książka jest delicją dla małych czteroletnich rozrabiaków. Szkoda, że się ich nie wznawia (z wyjątkiem wspomnianej już Czarownicy i Krabata). W świetnym tłumaczeniu Hanny i Andrzeja Ożogowskich. Warto! A książka o duszku pozwala oswoić strachy związane ze zjawami. Ten duszek naprawdę da się lubić. |