|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Biorę udział:)
Półeczka maluchów
Półeczka starszaków
Półeczka dla dzieci 6 - 10
Półeczka dla dzieci 10+
Półeczka młodzieży
Półeczka rodziców
A tutaj piszę o książkach
Akcje Czytelnicze
Artykuły
Autorzy i ilustratorzy książek
(c) copyright
Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
Do słuchania
Gry i zabawy
O książkach dla dzieci
Szablon blogu
Wydawnictwa, z którymi współpracuję
Zajrzyj do książki
Tagi
Półeczka z książkami![]() Wypromuj również swoją stronę
|
Wpisy z tagiem: Wojciech Widłak
piątek, 09 grudnia 2011
Samotny Jędruś - W. Widłak/ il. J. Rusinek
-O, Samotny Jędruś! – wyrwało mnie z zamyślenia, gdy ostatnio wracaliśmy pieszo z przedszkola – Tylko go nie nadepnij! -Jeszcze czego – przeszło mi przez myśl - Gdzieżbym śmiała. Reakcja synów była spontaniczna. Zagrodzili Jędrusia, tj. studzienkę kanalizacyjną na ulicy Poznańskiej, w obawie, bym nie zrobiła jej/ mu (???) krzywdy. Ot – kolejne skutki czytania książek. Nowa książka duetu Widłak/ Rusinek sprawiła, że nagle wszystkie studzienki kanalizacyjne w naszym małym miasteczku przestały być tylko studzienkami kanalizacyjnymi. Zyskały twarz, duszę, serce, marzenia, pragnienia. Nie wolno ich nadepnąć, bo przecież czują. Na pewno je zaboli, gdy ktoś choć na chwilę przydusi je swoim butem. Jędruś wyrusza pewnego dnia na poszukiwanie CZEGOŚ. Czego, sam nie wie. Szuka odpowiedzi na to pytanie? Jeśli czasem macie podobne refleksje, czegoś Wam w życiu brak, to ta książka jest właśnie dla Was. Myślę, że każdy w niej znajdzie coś dla siebie, a może właśnie siebie przede wszystkim. Jędruś wałęsa się samotnie po ulicach miasta, niby już już jest blisko, niby zaczyna czuć, że to właśnie to – kiedy wpada na drzewo, rybę, kamień, gołębia. Chyba domyślacie się, czego / kogo szuka Samotny Jędruś? To przyjaciel jest antidotum na jego samotność, smutek, przygnębienie. Czy go w końcu znajdzie? Zajrzyjcie do tej książeczki. Wydawnictwa Czerwonego Konika charakteryzuje duża dbałość o szatę graficzną. Tym razem jest podobnie. Jonana Rusinek miała nietuzinkowy pomysł na …Samotnego Jędrusia. Tchnęła ducha w brzydotę miasta, w te wszystkie dziury, szczeliny, popękane elementy, studzienki. Kto by pomyślała, że można wydobyć z nich tak wiele emocji i tak dużą dawkę …piękna. Bardzo podoba mi się ta ciemna książka, rozjaśniana co rusz błyskiem jaskrawej farby. Lektura bardzo refleksyjna, jesienna, pełna czerni i brązów. Mnie szczególnie bliska – tak sobie egoistyczne myślę, że czasem chciałabym pobyć sama, by nabrać dystansu do wszystkiego, zebrać siły, zastanowić się. Ciągle w biegu… Może dlatego trochę z zazdrością patrzę na Samotnego Jędrusia…. Melancholijnie. Sami widzicie, jak różnie można odczytać książki – nawet te dla dzieci. Wiek 5+ Wydawnictwo Czerwony Konik
niedziela, 19 grudnia 2010
Wesoły Ryjek - Wojciech Widłak/ Agnieszka Żelewska
Popularność Wesołego Ryjka w moim domu mogę wytłumaczyć tylko w taki oto sposób: -Primo – wesoły Ryjek to taki kolega z podwórka. Niby świnka, a jest taki jak moje dzieci: ciekawy świata, radosny, ma podobne problemy, przytulankę, zadaje mnóstwo pytań, lubi rysować i lepić z plasteliny, przygotowywać niespodzianki, czasem się boi, uwielbia podróże zwłaszcza te w nieznane, buduje z tatą szałas, bawi się w Indian. To wypisz wymaluj świat mojego Tomka i Mikołaja. -Secundo – historia napisana jest prostym językiem. Słuchają jej zaciekawiony (prawie) sześciolatek i trzylatek. Wszystko jest w prosty sposób opowiedziane – po dziecięcemu, ale nie dziecinnie. I ten charakterystyczny wstęp – Dzień dobry, nazywam się Wesoły Ryjek. Dziś…. Założę się, że dla wielu z naszych dzieci będzie to tekst kultowy i za lat kilkanaście, -esiąt, będą szukały na aukcjach internetowych tej książki dla swoich pociech, jako miłe wspomnienie z dzieciństwa:) -Tertio – świat w tej książce to świat bezpieczny, pełen miłości i zrozumienia. Rodzice Wesołego Ryjka mają dla niego zawsze czas. A CZAS to przecież skrót od: C-cierpliwości, Z- zachwytu, A – akceptacji, S – szacunku. To również znajdujemy w tej książce i nasze dzieci, które tego wszystkiego potrzebują, a co dostaje Wesoły Ryjek, a przez niego – słuchające maluchy. Ze świata bezpiecznego – zawsze żal wychodzić. No chyba, że w tym rzeczywistym czekają rodzice, którzy zawsze mają czas. Dodam to tego, że sam wizerunek Wesołego Ryjka stworzony przez Agnieszkę Żelewską, wywołuje tylko ciepłe uczucia.
Wiek 2+
Wydawnictwo Media Rodzina
niedziela, 25 kwietnia 2010
Podręczny Nieporadnik - Grzebień - WojciechWidłak/ Paweł Pawlak
Grzebień w naszym domu służy nie tylko do czesania. Podobnie jak wiele innych przedmiotów wraz z rozszerzaniem horyzontów myślowych moich dorastających synów, pewne przedmioty, skądinąd o historycznie uzasadnionym zastosowaniu, nagle okazują się koniecznie przydatne w wielu innych miejscach, przy wielu innych czynnościach, o których prawdę powiedziawszy ja jako mama – gospodyni domowa, nie miałam zielonego pojęcia. Ramiączko to łuk rycerski, miska do owoców jest raz hełmem od zbroi Zawiszy Czarnego, a raz kaskiem motocyklisty, natomiast otwieracz do konserw – kierownicą zigzacka – czyli samochodu wyścigowego. Właściwie trudno moim chłopakom zrozumieć, że coś do czegoś nie służy. Nawet dekiel od wirówki do sałaty może być albo śmigłem samolotu albo kapeluszem, to nic, że co chwila spadającym z małej głowy. A taki grzebień? Na pewno może służyć do grania – włożony między dwie kartki potrafi wydobyć najsubtelniejsze dźwięki i spowodować rozkoszne gilgotanie warg, co kończy się szczerymi wybuchami śmiechu małego gracza. Jeszcze ja przyznaję się jako mama molowo-książkowa do kilkakrotnego użycia grzebienia jako …zakładki i raz do zdrapywania lodu z zamarzniętej szyby naszego autka, na co ze zgorszeniem patrzyła moja koleżanka – co to ą-ę – bułkę przez bibułkę jada i na taką swawolę w życiu sobie by nie pozwoliła. A tutaj nagle pojawiła się książka, w której ktoś bezczelnie śmie twierdzić, że GRZEBIEŃ do czegoś nie służy. Grzebień to kolejna część, po Młotku, pełna naukowych doświadczeń prowadzonych przez Profesora Kurzawkę i Adiunkta Kwasa. Obaj panowie – starszy i młodszy - typowi naukowcy – jeden z burzą bezładnych siwych włosów okalających łysinkę, drugi w okularach z grubymi oprawkami i szkłami a‘la denka od kufli od piwa - czyli rasowi ludzie nauki, co to nosa poza swoje laboratorium nie wytkną. Wszystkie doświadczenia dokładnie opisane, wnioski wyciągnięte i udokumentowane, jak to w dysertacji spisanej dla potomności być powinno. Wszystko pokazane z niesamowitą starannością za pomocą rycin. Panowie Wojciech Widlak i Paweł Pawlak nieźle zamieszali tym swoim młotkiem i grzebieniem wśród czytelników. Właściwie można rzec nawet, że wsadzili młotek i grzebień w mrowisko i …zbierają pochwały. Dawno na naszym rynku nie było takich pozycji – pasują jak kwiatek do kożucha do innych książek, które zapełniają półki księgarskie lekturami grzecznymi – dla grzecznych dzieci, różowych, często przesłodzonych. Toż to czyste wariactwo, absurd, pomieszanie z poplątaniem. Afirmacja dziecięcej fantazji. Niezła zabawa w wymyślanie jakichś niestworzonych pokręconych historii – i chwała im za to, bo patrząc na moje dzieci, te uwielbiają fantazjować, wymyślać historie bez sensu, które śmieszą, choć czasami nie wiadomo dlaczego. I dobrze, że ktoś przypomniał nam, rodzicom, jaka to fajna sprawa. I dobrze, że w zeszłym roku dostrzeżono wielką wartość NIE-PORADNIKA w naszym do bólu praktycznym świecie (tytuł Najpiękniejszej Książki Roku 2009). Ot, książka z przesłaniem – sztuka dla sztuki. Żadnych innych wniosków nie wyciągnę, bo cytując klasyków: wnioski wyciągnięte grzebieniem są doprawdy żałosne. Mnie cieszy jeszcze to, że Czerwony Konik, niewielka oficyna wydawnicza z Krakowa, tak nam się rozbrykała, że aż iskry spod kopyt lecą. Ciekawe, czym nas jeszcze zaskoczy… Dla nas to KSIĄŻKA KWIETNIA!
Wiek5+ Wydawnictwo Czerwony Konik
Grzebień w naszym domu służy nie tylko do czesania. Podobnie jak wiele innych przedmiotów wraz z rozszerzaniem horyzontów myślowych moich dorastających synów, pewne przedmioty, skądinąd o historycznie uzasadnionym zastosowaniu, nagle okazują się koniecznie przydatne w wielu innych miejscach, przy wielu innych czynnościach, o których prawdę powiedziawszy ja jako mama – gospodyni domowa, nie miałam zielonego pojęcia. Ramiączko to łuk rycerski, miska do owoców jest raz hełmem od zbroi Zawiszy Czarnego, a raz kaskiem motocyklisty, natomiast otwieracz do konserw – kierownicą zigzacka – czyli samochodu wyścigowego. Właściwie trudno moim chłopakom zrozumieć, że coś do czegoś nie służy. Nawet dekiel od wirówki do sałaty może być albo śmigłem samolotu albo kapeluszem, to nic, że co chwila spadającym z małej głowy. A taki grzebień? Na pewno może służyć do grania – włożony między dwie kartki potrafi wydobyć najsubtelniejsze dźwięki i spowodować rozkoszne gilgotanie warg, co kończy się szczerymi wybuchami śmiechu małego gracza. Może służyć do zrobienia fantazyjnego wzorku na kanapce z masłem, co też już przeżyliśmy w naszym domu. I do zamieszania cukru w herbacie wiśniowej – o zzzzgrozzzzo. Jeszcze ja przyznaję się jako mama molowo-książkowa do kilkakrotnego użycia grzebienia jako …zakładki i raz do zdrapywania lodu z zamarzniętej szyby naszego autka, na co ze zgorszeniem patrzyła moja koleżanka – co to ą-ę – bułkę przez bibułkę jada i na taką swawolę w życiu sobie by nie pozwoliła. A tutaj nagle pojawiła się książka, w której ktoś bezczelnie śmie twierdzić, że GRZEBIEŃ do czegoś nie służy. Grzebień to kolejna część, po Młotku, - czyli rasowi ludzie nauki, co to nosa poza swoje laboratorium nie wytkną. Wszystkie doświadczenia dokładnie opisane, wnioski wyciągnięte i udokumentowane, jak to w dysertacji spisanej dla potomności być powinno. Wszystko pokazane z niesamowitą starannością za pomocą rycin. Panowie Wojciech Widlak i Paweł Pawlak nieźle zamieszali tym swoim młotkiem i grzebieniem wśród czytelników. Właściwie można rzec nawet, że wsadzili młotek i grzebień w mrowisko i …zbierają pochwały. Dawno na naszym rynku nie było takich pozycji – pasują jak kwiatek do kożucha do innych książek, które zapełniają półki księgarskie lekturami grzecznymi – dla grzecznych dzieci, różowych, często przesłodzonych. Toż to czyste wariactwo, absurd, pomieszanie z poplątaniem. Afirmacja dziecięcej fantazji. Niezła zabawa w wymyślanie jakichś niestworzonych pokręconych historii – i chwała im za to, bo patrząc na moje dzieci, te uwielbiają fantazjować, wymyślać historie bez sensu, które śmieszą, choć czasami nie wiadomo dlaczego. I dobrze, że ktoś przypomniał nam, rodzicom, jaka to fajna sprawa. I dobrze, że w zeszłym roku dostrzeżono wielką wartość NIE-PORADNIKA w naszym do bólu praktycznym świecie. Ot, książka z przesłaniem – sztuka dla sztuki… pełna naukowych doświadczeń prowadzonych przez Profesora Kurzawkę i Adiunkta Kwasa. Obaj panowie – starszy i młodszy - typowi naukowcy – jeden z burzą bezładnych siwych włosów okalających łysinkę, drugi w okularach z grubymi oprawkami i szkłami a‘la denka od kufli od piwa
poniedziałek, 16 listopada 2009
Podręczny NIEPORADNIK. Młotek - Wojciech Widłak / Paweł Pawlak
W pewnej baaaardzo znanej księgarni internetowej kliknęłam w Działach na link: PORADNIKI. Wyskoczyło całe mnóstwo tytułów i to z najróżniejszych dziedzin. Czegóż tam nie było. Podręczny NIEporadnik. Młotek, popełniony przez dwóch panów: Wojciecha Widłaka i Pawła Pawlaka, to ewenement na skalę światową. Każdy przeciętny zjadacz chleba, nawet nudny urzędas (jak mój mąż:) wie, do czego służy młotek. A proszę dla kontrastu zrobić test wśród najbliższych i postawić pytanie: A do czego Tobie nie służy młotek? My zrobiliśmy. Ach te miny i świdrujące nas spojrzenia dziadka i tatusia Tomkowego, doszukujące się jakiejś pułapki przez duże P. Tymczasem książka jest odpowiedzią na to pytanie i ma formę rozprawy naukowej przygotowanej przez dwie wschodzące gwiazdy polskiej nauki: profesora Kurzawkę i adiunkta Kwasa, popartej licznymi rycinami i rysunkami. Moi synowie przekonali się w minione wakacje, że młotek NA PEWNO nie służy do kopania grządek. Dziadek Stasio, depozytariusz wielu zalet, ma jedną wielką wadę – jest bałaganiarzem i zostawia wszędzie swoje narzędzia. Tomek z Mikołajem, z wielką radością nieśli swój łup na tyły ogródka, by tam w ciszy i spokoju przekopywać grządki porzuconymi młotkami. Tymczasem książka naukowo definiuje: W chwili kontaktu z glebą bardzo hałasuje (młotek), odstraszając nie tylko szkodniki, ale także tak pożyteczne dżdżownice. I jeszcze z innych względów kopać się młotkiem nie dało, o czym książka wprawdzie milczy, ale na podstawie naszych rodzinnych obserwacji, może zainteresujemy naszymi spostrzeżeniami obydwu naukowców, którym z całego serca życzymy Nagrody Nobla.
Książka pełna humoru, absurdalnych przykładów, z różnych dziedzin, a jakże. Przykłady poparte poważnymi naukowymi minami przeprowadzających doświadczenia, wszystko dokładnie udokumentowane, potwierdzone podpisami i pieczątkami. Koniec. Kropka. Właśnie tak. PS: Należy zwrócić szczególną uwagę nie tylko na część merytoryczną rozprawy naukowej, lecz również graficzną, przygotowaną przez pana Pawła Pawlaka. Jest niecodziennie, odważnie, śmiesznie, pomysłowo, brawurowo, cudnie. Pokochają ją chłopcy i duzi i mali:) Za ilustracje i projekt graficzny książki Paweł Pawlak dostał nominację do nagrody IBBY. Ot, właśnie tak, po raz drugi.
Wydawnictwo Czerwony Konik |