|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Biorę udział:)
Półeczka maluchów
Półeczka starszaków
Półeczka dla dzieci 6 - 10
Półeczka dla dzieci 10+
Półeczka młodzieży
Półeczka rodziców
A tutaj piszę o książkach
Akcje Czytelnicze
Artykuły
Autorzy i ilustratorzy książek
(c) copyright
Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
Do słuchania
Gry i zabawy
O książkach dla dzieci
Szablon blogu
Wydawnictwa, z którymi współpracuję
Zajrzyj do książki
Tagi
Półeczka z książkami![]() Wypromuj również swoją stronę
|
Wpisy z tagiem: Czerwony Konik
niedziela, 25 kwietnia 2010
Podręczny Nieporadnik - Grzebień - WojciechWidłak/ Paweł Pawlak
Grzebień w naszym domu służy nie tylko do czesania. Podobnie jak wiele innych przedmiotów wraz z rozszerzaniem horyzontów myślowych moich dorastających synów, pewne przedmioty, skądinąd o historycznie uzasadnionym zastosowaniu, nagle okazują się koniecznie przydatne w wielu innych miejscach, przy wielu innych czynnościach, o których prawdę powiedziawszy ja jako mama – gospodyni domowa, nie miałam zielonego pojęcia. Ramiączko to łuk rycerski, miska do owoców jest raz hełmem od zbroi Zawiszy Czarnego, a raz kaskiem motocyklisty, natomiast otwieracz do konserw – kierownicą zigzacka – czyli samochodu wyścigowego. Właściwie trudno moim chłopakom zrozumieć, że coś do czegoś nie służy. Nawet dekiel od wirówki do sałaty może być albo śmigłem samolotu albo kapeluszem, to nic, że co chwila spadającym z małej głowy. A taki grzebień? Na pewno może służyć do grania – włożony między dwie kartki potrafi wydobyć najsubtelniejsze dźwięki i spowodować rozkoszne gilgotanie warg, co kończy się szczerymi wybuchami śmiechu małego gracza. Jeszcze ja przyznaję się jako mama molowo-książkowa do kilkakrotnego użycia grzebienia jako …zakładki i raz do zdrapywania lodu z zamarzniętej szyby naszego autka, na co ze zgorszeniem patrzyła moja koleżanka – co to ą-ę – bułkę przez bibułkę jada i na taką swawolę w życiu sobie by nie pozwoliła. A tutaj nagle pojawiła się książka, w której ktoś bezczelnie śmie twierdzić, że GRZEBIEŃ do czegoś nie służy. Grzebień to kolejna część, po Młotku, pełna naukowych doświadczeń prowadzonych przez Profesora Kurzawkę i Adiunkta Kwasa. Obaj panowie – starszy i młodszy - typowi naukowcy – jeden z burzą bezładnych siwych włosów okalających łysinkę, drugi w okularach z grubymi oprawkami i szkłami a‘la denka od kufli od piwa - czyli rasowi ludzie nauki, co to nosa poza swoje laboratorium nie wytkną. Wszystkie doświadczenia dokładnie opisane, wnioski wyciągnięte i udokumentowane, jak to w dysertacji spisanej dla potomności być powinno. Wszystko pokazane z niesamowitą starannością za pomocą rycin. Panowie Wojciech Widlak i Paweł Pawlak nieźle zamieszali tym swoim młotkiem i grzebieniem wśród czytelników. Właściwie można rzec nawet, że wsadzili młotek i grzebień w mrowisko i …zbierają pochwały. Dawno na naszym rynku nie było takich pozycji – pasują jak kwiatek do kożucha do innych książek, które zapełniają półki księgarskie lekturami grzecznymi – dla grzecznych dzieci, różowych, często przesłodzonych. Toż to czyste wariactwo, absurd, pomieszanie z poplątaniem. Afirmacja dziecięcej fantazji. Niezła zabawa w wymyślanie jakichś niestworzonych pokręconych historii – i chwała im za to, bo patrząc na moje dzieci, te uwielbiają fantazjować, wymyślać historie bez sensu, które śmieszą, choć czasami nie wiadomo dlaczego. I dobrze, że ktoś przypomniał nam, rodzicom, jaka to fajna sprawa. I dobrze, że w zeszłym roku dostrzeżono wielką wartość NIE-PORADNIKA w naszym do bólu praktycznym świecie (tytuł Najpiękniejszej Książki Roku 2009). Ot, książka z przesłaniem – sztuka dla sztuki. Żadnych innych wniosków nie wyciągnę, bo cytując klasyków: wnioski wyciągnięte grzebieniem są doprawdy żałosne. Mnie cieszy jeszcze to, że Czerwony Konik, niewielka oficyna wydawnicza z Krakowa, tak nam się rozbrykała, że aż iskry spod kopyt lecą. Ciekawe, czym nas jeszcze zaskoczy… Dla nas to KSIĄŻKA KWIETNIA!
Wiek5+ Wydawnictwo Czerwony Konik
Grzebień w naszym domu służy nie tylko do czesania. Podobnie jak wiele innych przedmiotów wraz z rozszerzaniem horyzontów myślowych moich dorastających synów, pewne przedmioty, skądinąd o historycznie uzasadnionym zastosowaniu, nagle okazują się koniecznie przydatne w wielu innych miejscach, przy wielu innych czynnościach, o których prawdę powiedziawszy ja jako mama – gospodyni domowa, nie miałam zielonego pojęcia. Ramiączko to łuk rycerski, miska do owoców jest raz hełmem od zbroi Zawiszy Czarnego, a raz kaskiem motocyklisty, natomiast otwieracz do konserw – kierownicą zigzacka – czyli samochodu wyścigowego. Właściwie trudno moim chłopakom zrozumieć, że coś do czegoś nie służy. Nawet dekiel od wirówki do sałaty może być albo śmigłem samolotu albo kapeluszem, to nic, że co chwila spadającym z małej głowy. A taki grzebień? Na pewno może służyć do grania – włożony między dwie kartki potrafi wydobyć najsubtelniejsze dźwięki i spowodować rozkoszne gilgotanie warg, co kończy się szczerymi wybuchami śmiechu małego gracza. Może służyć do zrobienia fantazyjnego wzorku na kanapce z masłem, co też już przeżyliśmy w naszym domu. I do zamieszania cukru w herbacie wiśniowej – o zzzzgrozzzzo. Jeszcze ja przyznaję się jako mama molowo-książkowa do kilkakrotnego użycia grzebienia jako …zakładki i raz do zdrapywania lodu z zamarzniętej szyby naszego autka, na co ze zgorszeniem patrzyła moja koleżanka – co to ą-ę – bułkę przez bibułkę jada i na taką swawolę w życiu sobie by nie pozwoliła. A tutaj nagle pojawiła się książka, w której ktoś bezczelnie śmie twierdzić, że GRZEBIEŃ do czegoś nie służy. Grzebień to kolejna część, po Młotku, - czyli rasowi ludzie nauki, co to nosa poza swoje laboratorium nie wytkną. Wszystkie doświadczenia dokładnie opisane, wnioski wyciągnięte i udokumentowane, jak to w dysertacji spisanej dla potomności być powinno. Wszystko pokazane z niesamowitą starannością za pomocą rycin. Panowie Wojciech Widlak i Paweł Pawlak nieźle zamieszali tym swoim młotkiem i grzebieniem wśród czytelników. Właściwie można rzec nawet, że wsadzili młotek i grzebień w mrowisko i …zbierają pochwały. Dawno na naszym rynku nie było takich pozycji – pasują jak kwiatek do kożucha do innych książek, które zapełniają półki księgarskie lekturami grzecznymi – dla grzecznych dzieci, różowych, często przesłodzonych. Toż to czyste wariactwo, absurd, pomieszanie z poplątaniem. Afirmacja dziecięcej fantazji. Niezła zabawa w wymyślanie jakichś niestworzonych pokręconych historii – i chwała im za to, bo patrząc na moje dzieci, te uwielbiają fantazjować, wymyślać historie bez sensu, które śmieszą, choć czasami nie wiadomo dlaczego. I dobrze, że ktoś przypomniał nam, rodzicom, jaka to fajna sprawa. I dobrze, że w zeszłym roku dostrzeżono wielką wartość NIE-PORADNIKA w naszym do bólu praktycznym świecie. Ot, książka z przesłaniem – sztuka dla sztuki… pełna naukowych doświadczeń prowadzonych przez Profesora Kurzawkę i Adiunkta Kwasa. Obaj panowie – starszy i młodszy - typowi naukowcy – jeden z burzą bezładnych siwych włosów okalających łysinkę, drugi w okularach z grubymi oprawkami i szkłami a‘la denka od kufli od piwa
poniedziałek, 16 listopada 2009
Podręczny NIEPORADNIK. Młotek - Wojciech Widłak / Paweł Pawlak
W pewnej baaaardzo znanej księgarni internetowej kliknęłam w Działach na link: PORADNIKI. Wyskoczyło całe mnóstwo tytułów i to z najróżniejszych dziedzin. Czegóż tam nie było. Podręczny NIEporadnik. Młotek, popełniony przez dwóch panów: Wojciecha Widłaka i Pawła Pawlaka, to ewenement na skalę światową. Każdy przeciętny zjadacz chleba, nawet nudny urzędas (jak mój mąż:) wie, do czego służy młotek. A proszę dla kontrastu zrobić test wśród najbliższych i postawić pytanie: A do czego Tobie nie służy młotek? My zrobiliśmy. Ach te miny i świdrujące nas spojrzenia dziadka i tatusia Tomkowego, doszukujące się jakiejś pułapki przez duże P. Tymczasem książka jest odpowiedzią na to pytanie i ma formę rozprawy naukowej przygotowanej przez dwie wschodzące gwiazdy polskiej nauki: profesora Kurzawkę i adiunkta Kwasa, popartej licznymi rycinami i rysunkami. Moi synowie przekonali się w minione wakacje, że młotek NA PEWNO nie służy do kopania grządek. Dziadek Stasio, depozytariusz wielu zalet, ma jedną wielką wadę – jest bałaganiarzem i zostawia wszędzie swoje narzędzia. Tomek z Mikołajem, z wielką radością nieśli swój łup na tyły ogródka, by tam w ciszy i spokoju przekopywać grządki porzuconymi młotkami. Tymczasem książka naukowo definiuje: W chwili kontaktu z glebą bardzo hałasuje (młotek), odstraszając nie tylko szkodniki, ale także tak pożyteczne dżdżownice. I jeszcze z innych względów kopać się młotkiem nie dało, o czym książka wprawdzie milczy, ale na podstawie naszych rodzinnych obserwacji, może zainteresujemy naszymi spostrzeżeniami obydwu naukowców, którym z całego serca życzymy Nagrody Nobla.
Książka pełna humoru, absurdalnych przykładów, z różnych dziedzin, a jakże. Przykłady poparte poważnymi naukowymi minami przeprowadzających doświadczenia, wszystko dokładnie udokumentowane, potwierdzone podpisami i pieczątkami. Koniec. Kropka. Właśnie tak. PS: Należy zwrócić szczególną uwagę nie tylko na część merytoryczną rozprawy naukowej, lecz również graficzną, przygotowaną przez pana Pawła Pawlaka. Jest niecodziennie, odważnie, śmiesznie, pomysłowo, brawurowo, cudnie. Pokochają ją chłopcy i duzi i mali:) Za ilustracje i projekt graficzny książki Paweł Pawlak dostał nominację do nagrody IBBY. Ot, właśnie tak, po raz drugi.
Wydawnictwo Czerwony Konik
wtorek, 07 lipca 2009
Owadzie opowieści - Jan Sienkiewicz / Aleksandra Krzanowska
Owadzie opowieści to swego rodzaju mikrokosmos, świat widziany oczami malutkich stworzonek, które szwendają się po świecie, czasem prawie niewidocznych, odganianych najczęściej przez nas ręką. Biedronka w końcu to biedronka. Pająk to tylko pająk. Osa to agresor, którego trzeba przegonić na cztery strony świata. Prawda? Tak myślą dorośli, którzy nie potrafią zatrzymać się na rzeczach małych, nie dostrzegają czarnych kropek na czerwonych skrzydełkach pani biedronkowej, pięknie utkanej delikatnej pajęczyny pokrytej kroplami rosy albo mieniących się w słońcu skrzydełek żuczka. Tymczasem młody autor poświecił braciszkom skrzydlatym siedem opowiadań. Z uporem małego dziecka śledzi ten świat, podgląda, podsłuchuje, obserwuje cierpliwie i snuje ciekawe opowieści. O biedronce, która nie słuchała mamy; polnym koniku, który miał poetycką duszę; żuczku Brzuchatku, który musiał odbyć daleką drogę, by w końcu odkryć powszechnie znaną prawdę, że najlepiej jest w domu; o dobrym pająku, który nie chciał krzywdzić małych żyjątek; o nartniku Zrzędzie, co to tylko narzekał i narzekał; osie uwielbiającej robić innym głupie kawały; w końcu – o małym pływaczku, który kochał robić to, co zakazane. Gdy już wejdziemy do tego owadziego świata, bajecznie kolorowego dzięki pięknym akwarelom Aleksandry Krzanowskiej, nie raz pewnie odnajdziemy w nim siebie. Bo te malutkie istotki to nasze odbicie – ich marzenia to nasze marzenia, a troski to nasze troski. Owadzie opowieści to opowiadania z morałem. Każde czegoś uczy, coś tłumaczy. Autor uczynił bohaterami swojej książki żyjątka, które rzadko spotyka się w literaturze dziecięcej. Tyle napisano o biedronkach, pająkach. Tymczasem niektórzy mieszkańcy sienkiewiczowskich opowiadań – jak świetlik, nartnik, pływak żółtobrzeżek, już choćby ze względu na swoje nazwy i rzadkość występowania w literackim świecie, wzbudzają ciekawość małych czytelników, powodują zdziwienie w małych oczach i lawinę pytań. Czy nartnik jeździ na nartach. Świetlik??? A co to takiego? Bardzo udana książeczka.
Wielkie nazwisko przodków zobowiązuje. A gdy ma się w swoim drzewie genealogicznym taką sławę – jak Henryk Sienkiewicz – to jest to wyzwanie nie lada. Jan Sienkiewicz zaczął pracować na swoje nazwisko – debiut bardzo udany – dziad - noblista może być dumny. Z ciekawością będziemy śledzić kolejne poczynania młodego literata. Niedawno odkryliśmy książki wydawnictwa Czerwony Konik. To mini oficyna, która powstała w 2008 roku. Wydała do tej pory trzy książeczki. Są one nietypowe i niezwykle oryginalne. Inne książki Czerwonego Konika -
czwartek, 11 czerwca 2009
Zimowe popołudnie - Jorge Lujan / Mandana Sadat
Wczoraj, gdy wracałam późnym wieczorem z pracy do domu, nie pierwszy raz mogłam przekonać się, co czuje mama zza szyby. Bo ja jestem często po tej drugiej stronie - taką mamą, którą moje dzieci najpierw widzą jako mały punkcik, gdzieś daleko na końcu ulicy, a potem blisko, coraz bliżej, w końcu całkiem bliziutko. Pukanie w szybę, piski, machanie rękami, kwiki – jakże cieszy się moje mamine serce, gdy słyszę i widzę tę radość. Potem już tylko zgrzyt przekręcanego klucza w zamku i tupot małych nóżek biegnących w moim kierunku. Zimowe popołudnie to wiersz argentyńskiego poety Jorge Lujana o dziewczynce, która maluje po zmarzniętej szybie. W wielkim mieście, wśród zgiełku i huku jadących samochodów, gąszczu domów widać wyraźnie okienko z dzieckiem. Nagle dziewczynka w namalowanym półksiężycu dostrzega w dali idącą mamę, z początku bardzo niewyraźną, a potem coraz bardziej prawdziwą. Mieści się sam raz w środku namalowanego na szybie księżyca – jest już na wyciągnięcie ręki. Wraca do domu i mocno przytula córeczkę. Ta książeczka zaskoczyła mnie swoją prostotą, urzekła pięknem, wzruszyła miłością, która od niej bije. Jakże ważne jest mieć do kogo powrócić, jakże ważne jest mieć na kogo czekać. Wśród tylu ludzi mieć tę najbliższą istotę, do której zawsze można się przytulić, która zawsze wróci i nie zawiedzie. Książka inna niż wszystkie, pięknie zilustrowana przez Mandanę Sandat, na długo zapada w pamięć. Książka jest wydana w wersji polsko - angielskiej.
Wydawnictwo Czerwony Konik
niedziela, 07 czerwca 2009
Mrówka wychodzi za mąż - Przemysław Wechterowicz / Aleksandra Woldańska
Stara prawda odkryta na nowo w bardzo oryginalny sposób przez Przemysława Wechterowicza i Aleksandrę Woldańską. Historia o mrówce chcącej wyjść za mąż spodoba się niewątpliwie całej rodzinie, a być może co u niektórych obudzi wspomnienia… Otóż nasza tytułowa bohaterka szuka odpowiedniego kandydata. Daje ogłoszenie i za chwilę do jej drzwi puka pierwszy amant. Kogóż my tu nie mamy – mrówka czarna, mrówka faraona, pasikonik, pies bokser, wilk, słoń, goryl górski, rekin tygrysi, ośmiornica, kangur, szop pracz. Zawsze, gdy mrówka ma powiedzieć TAK, do drzwi puka KTOŚ nowy, na pierwszy rzut oka ciekawszy, reprezentujący sobą coś więcej, niż jego poprzednik. A mróweczka, jak rasowa panna na wydaniu, świadoma swych wdzięków, przebiera że ho ho. Czarujący, uzdolniony muzycznie, silny, rozmowny, szarmancki, uroczy, cichy, zabójczo przystojny, wysportowany, romantyczny, ciekawy świata. Im większy wybór – tym decyzja trudniejsza. Podczas pierwszego czytania byłam pewna, że plany związane z zamążpójściem spełzną na niczym, bo jak życie pokazuje – ileż w końcu można przebierać. Tymczasem koniec jest zaskakujący. Nic nie zdradzę oczywiście – ale uśmiałam się przednio i gratuluję autorowi pomysłu. Miłości nikt nie jest w stanie przechytrzyć. Co ma być i tak będzie – i nigdy nie wiadomo kiedy to piękne uczucie się narodzi. Ciekawy, humorystyczny tekst, świetne ilustracje. Książka kończy się jak film- na ostatniej stronie można przeczytać pod hasłem WYSTAPILI wszystkich bohaterów, wraz z łacińskimi nazwami – dla małych i ciekawskich odkrywców.
Wydawnictwo Czerwony Konik |