Zakładki:
Biorę udział:)
Półeczka maluchów
Półeczka starszaków
Półeczka dla dzieci 6 - 10
Półeczka dla dzieci 10+
Półeczka młodzieży
Półeczka rodziców
A tutaj piszę o książkach
Akcje Czytelnicze
Artykuły
Autorzy i ilustratorzy książek
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
Do słuchania
Gry i zabawy
O książkach dla dzieci
Szablon blogu
Wydawnictwa, z którymi współpracuję
Zajrzyj do książki
Tagi
Książki miesiąca Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli

Wpisy z tagiem: Michael Bond

poniedziałek, 04 stycznia 2010
Paddington się krząta - Michael Bond/ Peggy Fortnum

Do tej pory pisałam o Paddingtonie dla maluchów (3+). Teraz czas na wersję dla starszaków. Może na początek moja krótka refleksja – otóż cieszę się bardzo, że na rynku zalanym (dosłownie) przez disney’owskiego, skądinąd całkiem sympatycznego ale …hm, hm, no, właśnie, Kubusia Puchatka, znalazło się miejsce również dla Paddingtona. Przetłumaczony przez biegłego w pisaniu Michała Rusinka (Mały Chopin) przybył do nas po raz kolejny w całej swej okazałości. Pamiętam, że kilka lat temu była próba reaktywowania Misia Paddingtona przez jakieś wydawnictwo (nie pamiętam, jakie), ale odnoszę wrażenie, że chyba niezbyt poradziło sobie ono z legendą. Potem była dłuuuuuga cisza, a teraz co kilka miesięcy mamy Paddingtona w nowej odsłonie. Czy wiecie, że Miś ma już 50 lat? Jakże zmienił się świat. Nawet mroczne zakątki Peru, ojczyzna Paddingtona, już nie są takie mroczne jak kiedyś. Pojawiły się gadżety i nawet edukacyjna strona internetowa. Jednak pomijam już to całe zamieszanie wokół Misia, ponieważ osobiście wolę tego najzwyklejszego Paddingtona, czarno – białego, narysowanego przez Peggy Fortnum, bez maskotek, kubeczków itd. Najlepiej – oddać się w ręce wyobraźni. Pewnie jestem staromodna, ale, no cóż… taka już jestem. Stronę internetową moje dzieci też pewnie odwiedzą dopiero za lat kilka. A więc, wracając do słowa pisanego - dla niewtajemniczonych  - na dobry początek  przyjaźni polecam książkę – Miś zwany Paddington, a potem można czytać już wszystko z górki, co nam wpadnie w ręce.

Początki Misia związane są z pewną wigilią sprzed 50 laty, kiedy to Michael Bond kupił swojej żonie pluszowego niedźwiadka. Imię pochodzi od pobliskiej stacji metra Paddington. Czytając o misiu ogarnia mnie zawsze fala ciepłych uczuć i wspomnień. Świat, którego już nie ma. Jak czułby się dzisiaj, gdzie trzeba mieć czasami silne łokcie, by wywalczyć swoje. Dobroduszny, gapowaty, powolny, dziecięco naiwny – demaskuje nasze wady, stereotypy, dziwaczne przyzwyczajenia – też cwaniactwo, gruboskórność, krótkowzroczność.

W tej części Paddington pomaga sąsiadowi, panu Curry’emu, w walce z atakiem zimy, zostaje zaproszony na wspaniałą uroczystość do fabryki marmolady, urządza gruntowne porządki, spędza dzień nad morzem, ratuje sytuację podczas gry w krykieta. Czytam sobie Paddintona, przypomina mi się pierwsze spotkanie z nim wiele wiele lat temu. Paddington broi, broni się, dyskutuje, tłumaczy. Podśmiechuję się do siebie pod nosem. Przypomina mi się cytat z Gogola – I z kogo się śmiejecie? Z samych siebie się śmiejecie.  I coś w tym jest. Naprawdę, wierzcie mi.

Wydawnictwo ZNAK

sobota, 21 listopada 2009
Paddington i świąteczna niespodzianka - Michael Bond/ R.W.Alley

Czy można przejść obojętnie obok takiej okładki? Pachnie świętami, do których jeszcze tylko cztery tygodnie. Sama książka wygląda jak prezent pod choinkę. Czerwień na brzegach błyszczy, tytuł i ozdoby na drzewku również. Cudo! A w środku gratka dla wielbicieli Miśka, który, jak z pewnością pamiętacie, przybył z mrocznych zakątków Peru. I dobrze się stało, bo rozruszał konserwatywne i troszkę sztywne typowe angielskie państwo Brown. Ą, ę bułkę przez bibułkę. Paddington ma zupełnie inną mentalność. Tam, gdzie się pojawi, zaczyna się coś dziać, robi się niezłe zamieszanie, zupełnie jakby nie znosił tego angielskiego spokoju, konwenansów i dobrego wychowania. No tak - typ południowca – i to teraz, w samym  środku zimy. Mały zwierzak w czerwonym kapeluszu i niebieskim płaszczu ma to wszystko w niedźwiedzim nosie. Robi to, co uważa  za słuszne.

W części gwiazdkowej Misiek wydaje wszystkie swoje oszczędności na wycieczkę do Zimowej Krainy Cudów.  Ma zamiar zobaczyć zimowy ogród Świętego Mikołaja, latarnię morską na Biegunie Północnym i warsztat Świętego Mikołaja. Czy wycieczka okaże się spełnieniem misiowych marzeń? Co Paddington dostanie w prezencie od zacnego pana z białą brodą?  

To już nasze kolejne spotkanie z Paddingtonem, misiem niesamowicie popularnym na Wyspach. Zawsze, gdy towarzyszę Tomkowi przy lekturach M. Bonda, łamię sobie głowę, jakich czarów użył autor, że oczarował swoich rodaków tą postacią. Przecież Miś jest taki nieangielski. Jednocześnie, to dobrze świadczy o mieszkańcach GB, że tak ciepło i z wyrozumiałością zaakceptowali i przyjęli na swoje łono mega-ODMIEŃCA.

Obrazkowa wersja misia Paddingtona spodoba się już najmniejszym maluchom (3-5lat, ale ja mam prawie ...hm hm - i też się podoba:)). Kolorowa, na obrazkach tyle się dzieje, można opowiadać i opowiadać. I te pytania – Kiedy będą święta? Co jest w tych paczkach (na obrazku)? Czy zimą można jeść lody? Dlaczego renifer się przewrócił? Mało? Spróbujcie sami ze swoimi dziećmi. Świątecznie urocze.

 

Wydawnictwo Znak