|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Biorę udział:)
Półeczka maluchów
Półeczka starszaków
Półeczka dla dzieci 6 - 10
Półeczka dla dzieci 10+
Półeczka młodzieży
Półeczka rodziców
A tutaj piszę o książkach
Akcje Czytelnicze
Artykuły
Autorzy i ilustratorzy książek
(c) copyright
Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
Do słuchania
Gry i zabawy
O książkach dla dzieci
Szablon blogu
Wydawnictwa, z którymi współpracuję
Zajrzyj do książki
Tagi
Półeczka z książkami![]() Wypromuj również swoją stronę
|
Wpisy z tagiem: książka miesiąca
wtorek, 14 grudnia 2010
Pierwsze urodziny prosiaczka - Aleksandra Woldańska - Płocińska
Grudzień w naszej wielkiej rodzinie, wypełnionej po brzegi wujkami, ciotkami, kuzynkami, kuzynami i to tymi najbliższymi, i nami oczywiście – obfituje w niesamowitą ilość urodzin i imienin. Przez jedenaście miesięcy posucha – od czasu do czasu jakaś uroczystość się trafia, a na sam koniec roku, co drugi dzień trzeba by oklaskiwać zdmuchiwanie świeczek i obcałowywać szanownych solenizantów. W Adwencie – toto aż nie wypada chyba. Do naszego grona dołączył tymczasem … roczny Prosiaczek. A niech tam. Hucznie obchodziliśmy jego pierwsze urodziny wraz z zaproszonymi przyjaciółmi – dzikiem, pszczółkami, żuczkiem, kurą, dżdżownicą, niedźwiedziem, susłem, mrówkami i … a nie zdradzę z kim jeszcze – bo jeszcze jubilat przed czasem się dowie i popsujemy mu zabawę. Oczywiście – są prezenty niespodzianki, jest tort ze świeczką – i to jaki, jest sto lat odśpiewane acapella.
Zachwycająca książeczka dla najmłodszych – z bardzo twardymi kartkami (nie dadzą się mleczakom – na pewno), kolorowa - pastele z silnym akcentem wzorzystej barwy, prosty i zabawny tekst. Mnie urzekła właśnie prostota tej książki. Czasem odnoszę takie wrażenie, patrząc na dobre ilustracje, czytając prosty tekst, że takie rzeczy chyba właśnie najtrudniej wymyślić. Oczywiście dobre rzeczy. Prosiaczek Aleksandry Woldańskiej – Płocińskiej (Mrówka wychodzi za mąż) chwycił za serce moje młodsze dziecko i wywołuje w nim tylko najcieplejsze uczucia. Książkowe zakończenie – Jak to dobrze mieć przyjaciół - skierowane jest nie tylko do książkowych bohaterów, ale stanowi bardzo ważne przesłanie do małych czytelników. I mimo że książka należy do młodszego Mikołaja, to strefa pisana – czcionka, od kilkunastu już dni bardzo intryguje sześciolatka, który z coraz większą fascynacją odkrywa, że potrafi sam to i owo odczytać. Zawijasy i zakrętasy literkowe, literki – chmurki, drukowane, kaligrafowane, namalowane jakby pędzelkiem, rozkołysane, przykuwają uwagę na długo. Gdzieś na kanapie widać tylko w kolorowych poduchach podwinięte nogi w pasiastych skarpetach, potem długo, długo nic, i na końcu nos w książce. Noooo - takie urodziny baaaardzo mi się podobają. Zresztą nie tylko mi. To nasza książka grudnia.
Wiek 0+
Wydawnictwo Czerwony Konik
niedziela, 17 stycznia 2010
Księga dżungli - Rudyard Kipling/ Józef Wilkoń
Już sam wyraz księga, w jakimkolwiek tytule, sprawia, że traktuje się ją nie jako zwykłą książkę. Bo księga to księga. Ma w sobie coś dostojnego, pełnego powagi, piękna, zawiera ważne informacje, niekiedy przesłanie – a wszystko to sprawia, że nie można obok księgi przejść obojętnie. Nowe wydanie Księgi dżungli obudziło od razu we mnie takie odczucia. Rzadko piszę o moim pierwszym wrażeniu ze spotkania z książką, ale tu nie mogę odmówić sobie tej przyjemności. Oniemiałam z zachwytu. Tak po prostu. Odebrało mi mowę, dech, aż w końcu moje dziecko musiało zapytać – Mamo, coś się stało? No cóż, mole książkowe tak mają. Zanim książka znalazła się na naszej półce, znałam kilka ilustracji Józefa Wilkonia, ale to, co znalazłam w całej Księdze, przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Pisząc o książkach, często nadmieniam, że czytając moim dzieciom, robię niejako drugie okrążenie – wiele książek, po które sięgamy, czytałam kiedyś sama, baaardzo dawno temu. Nie wiem, jak to się stało, że Kipling nigdy wcześniej nie trafił w moje ręce. Stąd też teraz z największa przyjemnością przeczytałam po raz pierwszy Księgę dżungli – dla siebie, ponieważ Tomek jest jeszcze za mały. Księga zawiera siedem opowieści: Bracia Maugliego, Łowy węża Ka, Tygrys! Tygrys!, Biała foka, Riki-tiki-tawi, Tumaj Słoniomistrz, Słudzy Jej Królewskiej Mości i czternaście Pieśni na początku i końcu każdego z rozdziałów, wykonywanych w przeważającej części przez zwierzęta. Tylko trzy pierwsze opowieści stanowią jedną całość – mały chłopiec Maugli zostaje przygarnięty przez wilki – na początku jest traktowany jako jeden z nich, jednak w miarę dorastania, gdy coraz bardziej uwidaczniają się jego cechy charakteru – szlachetność i mądrość, chłopiec zaczyna budzić niechęć wśród stada i liczba jego wrogów się powiększa. Jednym z nich jest tygrys - kuternoga – Szir Chan, który chce zabić chłopca. Maugli próbuje żyć wśród ludzi – jednak kończy się to fiaskiem. Tak naprawdę egzystuje gdzieś na pograniczu – balansuje między światem ludzi i zwierząt. Biała foka Kotik, żyjąca w miejscu zwanym Siewiernowostoczna, jest świadkiem zabijania fok przez okrutnych ludzi. Pragnie znaleźć bezpieczne miejsce – gdzie foki mogłyby żyć bezpiecznie. Riki-tiki-tawi – to ichneumon, przygarnięty przez rodzinę z małym chłopcem. Małe zwierzątko stacza walkę z kobrami – Nagiem i jego żoną Naginą ratując tym samym życie ludzi. W opowieści Tumaj Słoniomistrz – mały chłopiec staje się świadkiem tańca słoni. Było mu dane zobaczyć to, co było ponoć wymysłem ludzi. Daleko w samym środku dżungli… W Sługach Jej Królewskiej Mości czytamy o zwierzętach służących w armii brytyjskiej.
W Księdze dżungli znajdziemy mnóstwo informacji o świecie zwierząt – gdzie wszystko rządzi się swoimi prawami – jasnymi, zrozumiałymi i przede wszystkim sprawiedliwymi. Ukazano też stosunek człowieka do zwierząt - jakże wielkie okrucieństwo tkwi w nas. Zwierzęta, nawet te najbardziej niebezpieczne, budzą we mnie ciepłe uczucia – Matka Wilczyca, przed którą czuje strach sam Szir Chan; pantera Bagira, która dała za Maugliego byka w ofierze, wielka przyjaciółka chłopca; niedźwiedź Balu – nauczyciel wilków i ludzkiego szczenięcia – wiedzący wszystko o prawach panujących w świecie zwierząt. Oj, do Księgi można się przytulić w te zimne styczniowe i zaśnieżone dni – i cudnie ogrzać.
Czas na ilustracje – tu znów daje się słyszeć moje westchnienie. Księga liczy sobie 230 stron, z czego ponad 90 ozdabiają ilustracje – niektóre duże, rozplanowane na dwóch stronach, przedstawiające niekiedy wręcz serie obrazów do jednej sceny. Inne z kolei małe, malutkie. Dominuje kolor czarny – wiele dzieje się w nocy, poza tym w dżungli, tam gdzie toczy się większość scen, nawet za dnia panuje ciemność. Czerń błyszczy się, postacie zwierząt i ludzi często rozmazane, widać tylko kontury – mistrz co rusz rozjaśnia gęstą ciemność mieniącym się złotem, srebrem, pomarańczą i bielą. Sceny rozgrywające się w ogrodzie i oceanie ukazane zostały w jaśniejszej tonacji. Kolor czarny rzadko spotyka się w ilustracji dziecięcej. Józef Wilkoń nie boi się takich eksperymentów, co udowodnił już w książce Zbigniewa Żakiewicza Pan Tip - Top. Dla mnie Księga dżungli to Książka Stycznia. Nie tylko ze względu na ilustracje - to przede wszystkim niesamowity tekst Kiplinga, na nowo spolszczony przez Andrzeja Polkowskiego, dzięki czemu ponad stuletnie dzieło (1894) jest bardzej przystępne i zrozumiałe. Poetycka proza, działająca na wyobraźnię, słowa dobierane z taką starannością, czasem z pewną dozą humoru, pełne mądrości, życiowego doświadczenia. Czas pokaże, czy Księga nie zostanie Książką Roku. I taka moja refleksja – już na końcu, bo strasznie się rozpisałam – jest czym pochwalić się w wielkim świecie, oj jest. Rudyard Kipling (1865-1936) - angielski poeta i prozaik. Noblista z 1907 roku.
Tutaj możecie zobaczyć ilustracje. Wiek 7+ Wydawnictwo Media Rodzina
środa, 09 grudnia 2009
Królowa Śniegu - H.Ch.Andersen/ Elżbieta Wasiuczyńska
Zapraszam Was w podróż nietypową jak na nasze warunki, bo do krainy wiecznych śniegów i mrozów, gdzie króluje ONA – piękna, wytworna, zimna, a jednak żywa, o niespokojnych oczach, lśniących jak dwie jasne gwiazdy, z bladym i prawie niewidocznym uśmiechem na twarzy. Chyba nieprzystępna dla nas, ludzi. Takie przynajmniej zawsze odnosiłam wrażenie. Chociaż nie, był wyjątek. Kaj.
Zjawiła się pewnego dnia w miasteczku – kobieta ubrana w najdelikatniejszą białą gazę, jakby utkaną z milionów gwiaździstych płatków. Skinęła głową w kierunku okna i pomachała ręką. Wówczas to Kaj zobaczył ją po raz pierwszy. Bardzo się wystraszył.
W ogrodzie staruszki czegoś brakowało. Tylko Gerda nie wiedziała dokładnie czego. Pewnego dnia, gdy minęło już wiele miesięcy od momentu pojawienia się dziewczynki w dziwnym domu z ogrodem, Gerda, oglądając kapelusz wróżki, dostrzegła na nim róże. –Tu nie ma róż! – zawołała. I przypomniała sobie o Kaju.
Gerda wyznała rozbójniczce, jak bardzo kocha Kaja. Ta wsadziła Gerdę na renifera. -Masz tu futrzane buty, bo będzie zimno, mufkę zatrzymam, jest zbyt ładna, ale nie będziesz marzła, bo dam ci rękawice mojej matki, sięgną ci aż do łokcia, wsadź ręce. Masz teraz takie same łapy jak moja okropna matka.
I w tym momencie chyba powinien być koniec, prawda? Czuję się teraz jak natrętny intruz, który ingeruje w tę historię, choć zdaję sobie sprawę, że moje krótkie streszczenie i tak nie odda całego klimatu baśni, ciepła bijącego z serca Gerdy i chłodu Królowej Śniegu. Cóż nowego można powiedzieć o Królowej Śniegu, ktoś zapyta. A można, można. Trudno zmierzyć się z legendą. A do takiej należy niewątpliwie Królowa Śniegu w przekładzie Stefanii Beylin, z ilustracjami mistrza J.M. Szancera. Ale w końcu do odważnych świat należy. Mamy oto na nowo spolszczony tekst przez Bogusławę Sochańską, prosto z duńskiego - w wielu miejscach bardziej przystępny (np. współczesne słownictwo buciki - zamiast trzewiczki, pokoiki - zamiast izdebka, jest w końcu Kaj, a nie Kay) i odważniejszy. Przyznam się, że mnie samą zżera ciekawość, kto jest bliższy oryginałowi – B.Sochańska ze zwrotami- stara, łapy, zarżnąć? Czy raczej S.Beylin z jej wersją – matka, ręce, pozabijać? I czy wynikało to z faktu, że coś zostało w przekładzie zgubione, czy raczej taki był wymóg ówczesnej obyczajowości, który nakazał tłumaczce zrobienie, choćby z małej rozbójniczki, aniołka wśród grandy rozbójników ukrytej w jaskini i głuszy leśnej. Wydaje mi się, że mała leśna tygrysica, nieprzebierająca w słowach, jest bardziej autentyczna i na swój dziki sposób …urocza. I druga rzecz – to ilustracje Elżbiety Wasiuczyńskiej (Pan Kuleczka). Delikatne, zmysłowe, ulotne jak płatki śniegu, których żywot jest taki krótki. Ich piękno zostało docenione i znalazły się w gronie nominowanych do nagrody IBBY 2009.
Królowa Śniegu to z pewnością baśń dla starszych dzieci – i to ze względu na temat jak i uczucia, których tu pełno. Maluch ma szansę na powierzchowne zrozumienie tematu, poznanie pary przyjaciół, opisu drogi i miejsc, jakie Gerda musiała przebyć w poszukiwaniu Kaja. Jednak czy w pełni zrozumie wielką miłość, przywiązanie, przyjaźń na zawsze, gotowość do poświęceń, nawet oddanie życia? Z mojego dzieciństwa, pamiętam, że Królowa Śniegu długo mnie przerażała. Zaczytywałam się w Świniopasie, Brzydkim kaczątku, Calineczce, Pasterce i kominiarczyku, mroźna baśń musiała jednak odczekać swoje. Mimo, że fundacja Cała Polska Czyta Dzieciom poleca Baśnie Andersena w wieku 4-6 lat, wszystko zależy od wrażliwości dziecka. Próbowałam z moim dzieckiem (prawie 5 lat). Nieodzowny syn matki – spróbujemy za jakiś czas, by wtedy poczuć smak wszystkich rodzynków ukrytych w tym przepysznym cieście. Do płyty dołączono płytę CD, na której baśń czyta Jerzy Stuhr. Wyobraźcie sobie coś takiego - za oknem zimno, pada śnieg, z dziećmi lepicie wigilijne uszka, czuć zapach wanilii, marcepana, pomarańczy. Płoną cztery świece na wieńcu adwentowym. A w tle gdzieś słychać baśń o miłości, przyjaźni i o tym jak Dobro zwycięża Zło... Cudnie i nastrojowo. Królową Śniegu ogłaszam książką grudnia. Jest to też moja zdecydowana faworytka w konkursie Polskiej Sekcji IBBY na Książkę Roku 2009 w kategorii - grafika. A rozwiązanie już blisko – 17 grudnia o godzinie 17.00.
Wydawnictwo Media Rodzina |