Zakładki:
Biorę udział:)
Półeczka maluchów
Półeczka starszaków
Półeczka dla dzieci 6 - 10
Półeczka dla dzieci 10+
Półeczka młodzieży
Półeczka rodziców
A tutaj piszę o książkach
Akcje Czytelnicze
Artykuły
Autorzy i ilustratorzy książek
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
Do słuchania
Gry i zabawy
O książkach dla dzieci
Szablon blogu
Wydawnictwa, z którymi współpracuję
Zajrzyj do książki
Tagi
Książki miesiąca Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli

Wpisy z tagiem: JM Szancer

środa, 06 lipca 2011
Gałka od łóżka - Mary Norton/ J.M. Szancer

 

Książkę kupiłam za grosze na allegro – a dokładniej za 7 złotych:)) Smakowity kąsek, biorąc pod uwagę fakt, że nowe wydanie jest kilka razy droższe. Zachęcam do szperania po aukcjach.  Co ciekawe - pamiętam, że ta lektura gdzieś się przewijała na bibliotecznych półkach, ponieważ w głowie pozostała mi charakterystyczna zielonkawa okładka, ale jakoś nam było do siebie nie po drodze. Po latach okazało się, że niestety w bibliotece starej już nie ma, a nowej – jeszcze nie ma. A zainteresowałam się nią ze względu na ciekawą serię Dwóch Sióstr Mistrzowie Ilustracji, która odkrywa na nowo prawdziwe skarby. W Gałce od łóżka mamy trójkę rodzeństwa – Kasię, Pawełka i Karolka oraz tajemniczą czarownicę, która ma niewiele wspólnego ze stereotypowymi czarownicami znanymi z innych bajek, mianowicie pannę Price. A wszystko zaczyna się w czasie pewnych wakacji na prowincji, daleko od Londynu, w domu starej ciotki. Nieszczęśliwy wypadek na miotle, ciekawość dzieci, a w szczególności małego Pawełka sprawiają, że zaczynają dziać się rzeczy osobliwe. Dzieci przypadkowo odkrywają tajemnicę sąsiadki, a ta, by mieć pewność, że tajemnica nie zostanie ujawniona, robi z trójki rodzeństwa … swoich zakładników. Sprawia, że dzieci dostają w swoje ręce coś w rodzaju atrakcyjnej łapówki, której utrata byłaby dla nich bardzo bolesna. Jeśli tylko pisną choć słówko – gałka od starego żelaznego łóżka, której przekręcenie powoduje, że można przenosić się w najodleglejsze strony świata, straci swą moc. Niespieszna narracja, rozbudowane dialogi, bez tej całej pogoni za jakimiś efektami specjalnymi. Warto dać jej szansę, szczególnie pierwsze strony trochę zniechęcają, z których dowiemy się co, gdzie i jak. A to trwa i trwa – dzieciaki zaczynają się kręcić w łóżkach i wykrzywiać nosy,  a potem już zaczyna się dziać wiele dobrego i ciekawego. Ilustracje Jana Marcina Szancera – ja lubię i to bardzo.


Jako ciekawostkę dodam, że z serii Mistrzowie Ilustracji udało nam się w podobnych cenach zakupić: Klementyna lubi kolor czerwony i Joachim Lis detektyw dyplomowany. Siostra jest szczęśliwą posiadaczką Babci na jabłoni za…. bagatela … 5 złotych. Dochodzi jeszcze cena przesyłki, ale razem z nią  i tak opłaca się kupić. Cudnie się czyta te ceny przy książkach, gdy w księgarniach – te nowe szaleją jak tornado:(((


Wiek 6+

Mój egzemplarz wydany został przez Naszą Księgarnię. Po latach książkę wznowiło wydawnictwo Dwie Siostry.



niedziela, 19 września 2010
Dom pod kasztanami - Helena Bechlerowa/ J.M. Szancer

Są książki, które pamiętam z bibliotecznych półek, miałam je w ręku tak dawno, przeglądałam, poczym odkładałam z powrotem na półkę nie zainteresowana, a teraz zachwycona, odkrywam je ze swoimi dziećmi. Tak jest z Domem pod kasztanami Heleny Bechlerowej. To opowieść o dwójce rodzeństwa, które spędza wakacje u cioci Iwy na wsi, w domu pod tytułowymi rozłożystymi kasztanami. I dzieją się tu rzeczy dziwne – oto kot Tymonek za sprawą czarów zmienia się w tygrysa, a dzieci razem z nim przeżywają mnóstwo dziwnych przygód. Dzieci odkrywają miejsca – dla dorosłych tak oczywiste i praktyczne -  a dla nich magiczne, tajemnicze, w których wiele zdarzyć się może. Magiczny ogród, zakurzony strych, pole z makówkami, mały i wąski strumyk most, rosochata wierzba. Nie trzeba zbyt wiele, by za sprawą wyobraźni przenieść się w świat baśni, przeżyć ciekawą przygodę – podczas zwykłego sprzątania, deszczowej pogody, patrzenia w gwiaździste niebo. Piraci, Indianie, konie, rycerze, zamek, wiedźma. Nagle zwykłe wakacje, gdzieś tam na „nudnej” prowincji, urastają do rangi wydarzenia czarownego, niezwykłego i magicznego. Czytam z zazdrością o tym świecie, do którego można zatęsknić, który pewnie i w nas gdzieś tkwi, jako najmilsze wspomnienie z dzieciństwa. Wspólne zabawy, podchody, budowanie pióropuszy i wigwamów, przepadanie na długie godziny w ogrodowej gęstwinie krzaków i drzew, skoki przez strumienie, strzelanie z łuków. Czytam Tomkowi tę książkę i widzę błysk w oku i pomysły na nowe zabawy. Czytam i zastanawiam się, czego tak naprawdę potrzeba dzieciom. Czy aby  drogich gadżetów, albo wyszukanych wakacji na końcu świata? Bo oto może się okazać, że zwykła piaskownica w dziadkowym ogrodzie, czereśniowe drzewo z rozłożystymi gałęziami do wspinania, kawałek starego koca, zakurzony drewniany konik na biegunach na strychu albo zagonek w babcinym ogrodzie (bo kto tam by dziś sadził rabarbar jak nie babcie tylko) z wielkimi liśćmi rabarbaru, taki w sam raz na zbójnicką kryjówkę, to najmilsze wspomnienie, które gdzieś tam będzie tkwiło w naszych dzieciach, może nawet milsze i cieplejsze niż rzymskie Koloseum, hiszpańska plaża, albo francuska riwiera. Do takich właśnie odkryć i refleksji zachęca Bechlerowa. To nie pierwsza książka tej autorki, która mnie skłania do pisania podobnego tekstu. Pewnie mojej przemyślenia są dla wielu niemodne, nie na czasie, passé. Ale co tam. Nas też przecież ciągnie do wielkiego świata:)


Książka pięknie zilustrowana przez Szancera (1902-1973). Charakterystyczne migdałowe oczy, smukłonogie rumaki…. W Wikipedii przeczytałam taką oto ciekawą rzecz, że rodzice ilustratora wynajmowali w Krakowie mieszkanie pewnemu malarzowi artyście, który wkrótce popadł w tarapaty finansowe i nie miał czym opłacać czynszu. W zamian za to udzielał lekcji rysunku przyszłemu ilustratorowi książek dla dzieci. Efekty tych nauk już znamy i Bogu niech będą dzięki za ten brak pieniędzy od czasu do czasu (co u niektórych:).


Kasztany nieodłącznie kojarzą mi się z jesienią. Kolczaste owoce, spadają na ziemię i obdarowują nas swoimi skarbami. Mimo tego, że ta książka traktuje o wakacjach letnich, Dom pod kasztanami jest naszą książką września, jako wspomnienie tego co minęło, ale i zapowiedź tego – co jeszcze przed nami....

Wiek 5+

poniedziałek, 21 grudnia 2009
Dziadek do Orzechów - E.T.A. Hoffmann

Chciałabym zachęcić Was do sięgnięcia po Dziadka do Orzechów. Stara baśń z 1816 roku, napisana przez Ernsta Theodora Amadeusa Hoffmanna, niemieckiego poetę, pisarza i muzyka romantyzmu, zyskała nieśmiertelność dzięki baletowi Czajkowskiego. A jednak warto zwrócić uwagę na pierwowzór, bo to jedna z piękniejszych baśni, która dokładnie za 6 lat będzie obchodziła swoje 200 – setne urodziny. Na postać samego autora zwróciłam uwagę podczas moich studiów, a obowiązkowe lektury jego autorstwa (m.in. niezapomniany Der goldene Topf – Złoty garnek) były jednymi z najprzyjemniejszych, jakie mi wtedy przyszło czytać. Dziadek w oryginale ma wiele świeżości, której często brakuje dziełom z innej epoki. Autor tej znanej baśni był ściśle związany z Polską. Właściwie trudno pisać tu o Polsce, bo w czasach, w jakich przyszło mu odwiedzić nasze rejony, Polski na mapie nie było. To czas rozbiorów i wielkich zmian w Europie. Ożenił się z Polką Marią Teklą Michaliną Rorer – Trzyńską, pomieszkiwał w Płocku, Warszawie. Hoffmann kochał koty – ponoć bez nich nie umiał pisać. Pewnie to pod wpływem starego kociego przyjaciela Murra powstała baśń, w której aż roi się od myszy.

Mała figurka dziadka do orzechów kryje w sobie tajemnicę, którą powoli odkrywa mała Klara. To zaklęty piękny chłopiec o wspaniałej duszy. Jakże myląca jest jego brzydka powierzchowność. Ale w wieczór wigilijny dzieją się cuda, do odkrycia których namawiam Was ciepło w ten zimny czas. To opowieść o tym, że często najważniejsze jest niewidoczne dla oczu. Mimo, że ukazało się wiele wersji Dziadka, ja najchętniej sięgam po wydanie z ilustracjami Jana Marcina Szancera. Główna bohaterka ma różne imiona – Klara, Marynia. W oryginale jest Marie.

W ramach serii Bajki – Grajki możecie posłuchać Dziadka do Orzechów w świetnej obsadzie: Krzysztof Kolberger, Wiesław Drzewicz, Grażyna Barszczewska, Gustaw Lutkiewicz, Bogusz Bilewski i Jerzy Bończak (nagranie z 1989 roku to prawdziwa gratka – trwa aż 72 minuty)

 

 

poniedziałek, 10 sierpnia 2009
Złota gąska - Wilhelm i Jakub Grimm

Złota gąska to wspomnienie mojego dzieciństwa. Niedawno odnalazłam na bibliotecznej półce stare wydanie z 1967 roku. Perełka z ilustracjami Jana Marcina Szancera. Biblioteczny egzemplarz jest zaczytany na śmierć- posklejany w środku i na zewnątrz. Miła pani Ewa – bibliotekarka, prosiła, by delikatnie obchodzić się z tym skarbem, bo to starowinka przecie, a nowego nikt wydać nie chce. Baśń jest o trzech braciach- dwóch mądrych i jednym głupim. I jak to w baśniach zawsze bywa – Głupi Jaś i tak najlepiej na wszystkim wyjdzie. Bo to on ma najpiękniejsze serce, to on ma szczęście, to jemu przypadnie ręka księżniczki. Jeśli ktoś się boi braci Grimm, to ta baśń jest zupełnie nieszkodliwa. Znam takie osoby, które nie przepadają za ilustracjami pana Szancera. My do nich nie należymy. Wraz ze starymi tekstami tworzą ciekawy klimat książki. Jako dziecko wypożyczałam wszystko jak leci właśnie ze względu na to nazwisko. Dziś wypożyczam albo kupuję dla swoich dzieci. I Szancer jak najbardziej przemawia do ich wyobraźni. Wprawdzie mały Mikołaj przez całe czytanie Złotej gąski podekscytowany wołał – KAKA (kaczka) – ale co tam – wyobraźnia dziecka chodzi przecież swoimi ścieżkami.

środa, 01 października 2008
Przez różową szybkę- Ewa Szelburg - Zarembina/ J.M. Szancer

 

Przez różową szybkę- to kolejna książka, do której chętnie wróciłam z dziećmi po latach. Przez przypadek przypomniał mi o niej mój 3,5-letni syn. Kilka razy, gdy pytałam Tomcia, co jadł w przedszkolu- ten odpowiadał - Nic mamo. Nic nam nie dali do jedzenia. Oczywiście- jak każda mama- kwoka zrobiłam wywiad- no i się okazało, że moje dziecię ma największy apetyt w grupie (choć chudzinka ;)  i domaga się co najmniej dwóch dokładek podczas obiadu. W końcu na te jego żale z powodu braku jedzenia, odpowiedziałam- Ty jesteś taka kozucha-kłamczucha. Skąd ja to znam? No i zaczęły się poszukiwania lektury, którą kiedyś poleciła mi Mama. To oczywiście bajka Ewy Szelburg-Zarembiny o Kozie, która prawdy nie mówiła.

Wyszedł dziad kozie na spotkanie i pyta: Koziu moja, koziu miła. Coś ty jadła? Coś ty piła?

A koza na to: Nic nie jadłam, gospodarzu! Nic nie piłam, gospodarzu! Jakem biegła przez sadeczek, zerwałam jeden listeczek. Jak stąpałam przez grobelkę, chwyciłam wody kropelkę... Nic nie jadłam, gospodarzu! Nic nie piłam, gospodarzu!

W książce jest mnóstwo prześlicznych bajek- o sroczce, która gości przyjmowała, o kurce złotopiórce i kogutku szałaputku, o murarczyku, który kamieniom rozkazywał, o szklarzu i różowych szybkach i wiele innych. Komu znudziły się już znane chyba w każdym zakątku kuli ziemskiej Czerwony Kapturek, Kopciuszek, Jaś i Małgosia- znajdzie tutaj mniej znane, a jakże pięknie opowiedziane bajki polskie.  

Z dzieciństwa dobrze pamiętam bajkę- Goście w glinianym dzbanku. Panna Burczyńska i pan Burczyński, znad rowu Rechotek, spod płota Skrobaczek, pański Niejadek i pański Ubiorek tak długo tańczyli w glinianym dzbanku- aż nie przyszedł Miś Dusiciel, co bawić się nie umiał, palnął łapą w dzbanek, ten pękł na dwie połowy i całe wesołe towarzystwo rozbiegło się na wszystkie strony.

W książce spotkamy kilka wyrażeń archaicznych; język , jakiego teraz się już nie używa- dla dzieci będzie to z pewnością nowe i ciekawe doświadczenie- ale bez obaw, podczas wspólnego czytania można dziecku objaśnić niektóre zwroty języka "minionego"- sagan, czepiec, kum, kołacz. No i pamiętajmy o tym, że dzieci z natury bardzo szybko przyswajają sobie wszystko, co nowe w języku.