|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Biorę udział:)
Półeczka maluchów
Półeczka starszaków
Półeczka dla dzieci 6 - 10
Półeczka dla dzieci 10+
Półeczka młodzieży
Półeczka rodziców
A tutaj piszę o książkach
Akcje Czytelnicze
Artykuły
Autorzy i ilustratorzy książek
(c) copyright
Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
Do słuchania
Gry i zabawy
O książkach dla dzieci
Szablon blogu
Wydawnictwa, z którymi współpracuję
Zajrzyj do książki
Tagi
Półeczka z książkami![]() Wypromuj również swoją stronę
|
Wpisy z tagiem: bracia Grimm
czwartek, 26 stycznia 2012
Baśnie - Jakub i Wilhelm Grimm/ il. Suren Vardanian
Baśnie Grimmów mają tylu miłośników co i przeciwników. Jednych i drugich pewnie do swoich racji przekonać trudno. Z jednej i drugiej strony przemawiają autorytety, dlaczego warto czytać, albo dlaczego nie czytać tych baśni. Jedni i drudzy cytują jeszcze większe autorytety. A same baśnie? Całe to zamieszanie wokół nich (audycje radiowe, dyskusje na targach książki) powodują, że zainteresowanie nimi wcale nie słabnie. Jedni sięgają po nie z sentymentu – jako wspomnienie z dzieciństwa, inni – z ciekawości. Prawdą jest, że wiele tytułów na zawsze kojarzy się ze szczenięcymi latami. Bo jak to jest nie znać Czerwonego Kapturka albo Jasia i Małgosi? Jeśli dacie się namówić na baśnie Grimmów – zachęcam do bardzo eleganckiego wydania z ilustracjami Surena Vardaniana. Rysownik zmierzył się już z Panem Kleksem, stworzył twarze słynnej rodziny Ciumków, teraz czas na klasykę, w której znajdziecie … właśnie klasyczne ilustracje z nutką nowego. Podobają mi się – nawiązują na pewno w klimacie do słynnych ascetycznych (i bardzo niemieckich) czarno – białych Otta Ubbelhode. Te są zdecydowanie bogatsze, czasem kojarzą się z ilustracjami z literatury fantasy (a ta przecież wyrosła z baśni i legend). Zwróćcie uwagę na zamek z niezliczoną liczbą wież w Zdartych pantofelkach, i myśliwego walczącego z siedmiogłowym potworem, jak równie tajemniczy las w Jasiu i Małgosi. W tym wydaniu baśni znajdziecie takie tytuły: Kopciuszek, Czerwony Kapturek, W Tm wydaniu znajdziecie takie tytuły: Kopciuszek, Zdarte pantofelki, Szczęśliwy Jaś, Jaś i Małgosia, Paluszek, Biedny i bogaty, Bajka o złotym ptaku, Czerwony Kapturek, dwaj bracia, Niedźwiedzia Skóra, Królewna Śnieżka, Biały wąż, Gęsiarka w studni, Stoliczku nakryj się, Śpiąca królewna, Żabi król.
Wydawnictwo Skrzat
niedziela, 25 września 2011
O wilku i siedmiu koźlątkach - Wilhelm i Jakub Grimm/ Ewa Poklewska - Koziełło
Takiej książki było nam trzeba. Kiedy kilka dni temu pracowałam na tyłach naszego ogrodu umówiłam się z moimi dziećmi, że nikomu nie otwierają drzwi, tylko w razie czego - wołają mnie. Oczywiście dzieci – solennie przyrzekły, że nigdy, przenigdy i absolutnie. W każdym razie, gdy w moich pracach ogrodowych przesunęłam się na teren przed domem, coś mnie podkusiło, by zrobić eksperyment. Nadusiłam dzwonek i….. zaraz usłyszałam tupot małych stópek, zgrzyt przekręcanego klucza, uśmiechnięte miny i zdziwione – Mama, to ty? Bez żadnego – Kto tam? Mama jest w ogrodzie. Nic z tych rzeczy. Mimo, że uczyliśmy i powtarzaliśmy. Nie mówiąc już o obiecanym poinformowaniu mnie. Słuch mam dobry i żadnego – Maaaaammmmaaaa! też nie było, a zapewniam, że moje dzieci potrafią wrzasnąć porządnie. I wtedy w domu pojawiło się nowe wydanie baśni Grimmów. Kiedyś czytaliśmy ją już – wtedy była tylko baśnią. Dziś nabrała innego znaczenia. Wielu pewnie ją zna – mama koza wychodzi z domu do lasu. Wcześniej ostrzega dzieci przed wilkiem. Małe siedem koźlątek przyrzeka nikomu nie otwierać drzwi. Wilk oczywiście robi wszystko, by dostać się do koźlej chatki – zjada kredę a jego chrapliwy głos staje się aksamitny. Każe oblepić sobie czarną łapę ciastem i poprószyć mąką, by przypominała łapę kozy. Oczywiście osiąga to, do czego dążył, pożera sześć z siedmiu koźląt. Nie muszę dodawać, że na końcu spotyka go zasłużona kara. Żarty się skończyły. Bajka uświadomiła dzieciom, że za naszymi drzwiami też mógł być Wilk, taki w ludzkiej skórze. Dlatego te drzwi powinny zostać zamknięte. Czy podziałało? Dzieci kiwają głowami, że rozumieją, że już nigdy i przenigdy. Oczywiście kusi mnie, by za jakiś czas powtórzyć eksperyment.
Nowe wydanie pojawiło się w kolekcji Mistrzowie Klasyki Dziecięcej. Ósma część – jak zapowiada Wydawnictwo na swojej facbookowej stronie - zarazem ostatnie (niestety). Świetne, wierne tłumaczenie Elizy Pieciul – Karmińskiej, o którym głośno było kilka miesięcy temu z okazji wydania wszystkich baśni braci Grimm. W tych wydaniach pojedynczych wybranych baśni niewątpliwą gwiazdą za każdym razem są …. ilustracje. Jest ich wiele: i do baśni Andersena i do baśni Wilhelma i Jakuba. Baśnie Grimmów często są pomijane przy domowym czytaniu. Wielu znawców uważa, że niesłusznie. W części o siedmiu koźlątkach jest działanie, jest skutek, a kara dla wilka bolesna. Zło ląduje na dnie studni z brzuchem wypełnionym kamieniami. Ilustracje Ewy Poklewskiej – Koziełło nadają tej baśni lekkości. Malutkie frywolne kózki pomalowane żywymi kolorami. Jest ich pełno w całej książce. Zło – zdecydowanie w ciemnych kolorach – czarne, granatowe, szare i bure. Dzieci od razu wyczuwają, że zaraz stanie się coś niedobrego – barwy przyjmują tu na siebie podobną rolę, jak muzyka w filmie. Przy czym wszystko jest potraktowane jakby ….z humorem. Nawet ten wilk nie taki znowu straszny, jak go malują. Zresztą sami zobaczcie. Do książki dołączona jest płyta z nagraniem baśni. Czyta oczywiście - Jerzy Stuhr - wyśmienicie oczywiście.
Wiek 4+ Wydawnictwo Media Rodzina
czwartek, 03 marca 2011
Baśnie dla dzieci i dla domu - Wilhelm i Jakub Grimm
Miesiąc luty w tym roku był jakimś czarnym miesiącem. Choroba dopadała co rusz naszą rodzinę. Przywlokła się szkarlatyna i inne be infekcje. Ale nie o chorobach chciałam tu pisać, ale o sprawdzonym antidotum na nie. I na zimę, która nie chce odpuścić, na krótkie dnie i długie wieczory. Czytaliśmy Grimmów. – Nie chcę baśni – zagrymasił mój Tomek i przyniósł… (aż wstyd pisać, co wybrał sobie do czytania:)) Bo mój Tomek to taka przekora – jak nie – to musi być tak. Jak tak – to z kolei nie. I tak w koło Macieju. Tak więc Tomek oglądał swoje … (naprawdę nie zdradzę, co) a my czytaliśmy baśnie. A potem tak jakoś dziwnie przysuwał się do nas. Bliżej, coraz bliżej. Mało tego - jego czerwony od kataru kicholek wodził już po kartkach, domagał się (Tomek – nie kicholek) szczegółowych analiz obrazków, i decydował o tym, co czytamy dalej. Bo dzieci potrzebują baśni. Często dorośli narzekają na braci Grimm – że są tacy okrutni. Tymczasem wielu mądrych tego świata twierdziło i nadal twierdzi, że dziecko zupełnie inaczej odbiera ten świat. Nie tak dosłownie – jak my, przerażeni rodzice, którzy czasem łagodzą tę lekturę. Albo tłumacze – co ciekawie opisuje Eliza Pieciul – Karmińska w Słowie od Tłumaczki zamieszczonym na końcu drugiego tomu. „Dorosły (tłumacz) nie powinien sądzić, że za pomocą dydaktycznych zabiegów nauczy dziecko wielkoduszności. Z wniosków Bettelheima wynika więc ogólna wskazówka dla wszystkich dorosłych opowiadających baśnie (a przede wszystkim dla tłumaczy przekładających Grimmów), by nie pokładali miary dorosłego świata do baśni, by nie usiłowali dostosowywać baśni do obcych im wzorców literackich, a przede wszystkim unikali dydaktyzmu, tak nagannego w przekładach. Baśni nie należy opowiadać z intencjami wychowawczymi, gdyż ich celem powinno być, jak pisze Bettelheim, wspólne doświadczenie.” (Baśnie dla dzieci i dla domu, t.II. s. )
„Baśnie przydadzą wartości doniosłym przeżyciom dziecka, pomogą mu zrozumieć siebie, wzmocnią nadzieje, osłabią lęki, a przez to zarówno w danym momencie, jak w perspektywie lat wzbogacą jego życie” (Cudowne i pożyteczne t.I, s. 283) Baśnie uniwersalne, zawierające podstawową prawdę o życiu, o ludzkich marzeniach i tęsknotach, konfrontacji dwóch przeciwieństw – dobra i zła. Baśnie Grimmów nie upiększają rzeczywistości – na świecie jest piękno ale i ohyda. Za wyrządzone zło – jest słuszna kara, a nie nagroda przyznana oprawcy ni stad ni zowąd na zakończenie, które wprawia dziecko w wielkie zakłopotanie – bo skoro ktoś postąpił niecnie, dlaczego potem bawi się na ślubie wcześniej zaszczutego Kopciuszka? Niesprawiedliwość, przemoc, chciwość, ale też i pokusy, różne szachrajstwa, fałszywa pobożność, ludzkie problemy, bieda i bogactwo – to tematyka zaczerpnięta z tych baśni. A czego uczą baśnie? Prawdy o człowieku. W sposób zrozumiały i oczywisty. A odwaga, zaradność, cierpliwość, dzielenie się bogactwem i szczęściem z innymi, empatia? Już w momencie powstania Baśni dla dzieci i domu, ich autorzy - Wilhelm i Jakub zdawali sobie sprawę z tego, że w tekstach spisanych przez nich obcięte pięty i paluszki mogą budzić niesmak. (…) w niniejszym nowym wydaniu troskliwie usunęliśmy każde wyrażenie nieodpowiednie dla wieku dziecięcego. Jeśli jednak nadal można by zarzucić, że to lub owo wprowadza rodziców w zakłopotanie i wydaje im się gorszące, tak że wręcz nie chcą dać dzieciom tej książki do rąk, to w pojedynczych przypadkach troska ta może być uzasadniona i rodzice łatwo mogą dokonać doboru. Jeśli jednak chodzi o całość tekstu, to dla zachowania zdrowego ducha dobór taki z pewnością nie jest konieczny. Nic nie obroni nas lepiej niźli natura, która temu kwieciu i temu listowiu nadała taką właśnie postać i barwę. Jeśli jednak w zależności od czyichś szczególnych wyobrażeń komuś one szkodzą, niech nie żąda, by właśnie z tego powodu były inaczej uformowane czy zabarwione. Innymi słowy: deszcz i rosa jak błogosławieństwo spada na wszystko, co rośnie na ziemi; jeśli ktoś jednak boi się wystawić na ich działanie swe rośliny, gdyż są one nazbyt wrażliwe i mogłyby ponieść szkodę, jeśli woli podlewać je w swej izdebce przestudzoną wodą, ten nie będzie przecież żądał żeby z tego powodu deszcz i rosa przestały się pojawiać. Owocne jest wszystko, co naturalne, i tej zasady winniśmy się trzymać. A poza tym nie znamy ani jednej zdrowej, mocnej i budującej dla ludu księgi, z Biblią na czele, w której takie wątpliwe kwestie nie pojawiałyby się w niepomiernie większym stopniu.(Wstęp poprzedzający tzw. wielkie wydanie Baśni dla dzieci i dla domu z roku 1857, T.II, s. 436)
Myślę, że lekturę tego wydania Baśni warto zacząć od końca – od tekstu Tłumaczki. Pani Pieciul – Karmińska przekonuje, dlaczego właśnie te Baśnie (jak i wydany kilka miesięcy wcześniej mały zbiór baśni Grimmów z niesamowitymi ilustracjami Borna) są inne niż te, które były dostępne na rynku lub w bibliotekach do tej pory – często zmienione, z dopisanymi długimi fragmentami przez tłumaczy, zupełnie nowe teksty, tak dalekie od oryginału, i tak bardzo wypaczające całą ideę baśni ludowej. Może warto spróbować i dać im szansę? Na uwagę zasługują czarno – białe ilustracje. Otto Ubbelohde (1867- 1922). Malarz, grafik, twórca wielu kalendarzy, widokówek, ekslibrisów, obrazów z martwą naturą i widoczkami. I choć często o artystach mówi się – sława przyjdzie po śmierci, akurat w tym przypadku tak się nie stało. Otto Ubbelohde na długie lata popadł w niełaskę odbiorców sztuki wśród swoich ziomków, a poza tym był i jest postrzegany przede wszystkim jako twórca ilustracji do Baśni Grimmów – bardzo niemieckich – z murem pruskim w tle, ze strojami wedle niemieckiej mody, z krajobrazami Hesji. To on stworzył odpowiednie tło do baśni. W 2002 roku jego tropem poszedł niemiecki poeta Ludwig Harig przypomniał postać malarza dzięki swojej książce, w której pojawiły się ilustracje do Baśni Grimmów- odnalazł miejsca, które były tłem do ilustracji Ubbelohde – i pokazał tym samym, że nic się nie zmieniło – czar baśni nadal trwa. Dwa tomy – razem prawie 1000 stron, 200 tytułów - a wszystko pięknie i solidnie wydane.
O Baśniach Grimmów – pisałam również tutaj.
Wydawnictwo Media Rodzina
sobota, 17 kwietnia 2010
Jaś i Małgosia - Bracia Grimm/ A. Kucharska - Cybuch
Oczywiście, że jestem mamą, która kiedyś łagodziła bajki, słodziła je, lukrowała olbrzymią porcją lepkiej pomady, dekorowała marcepanem we wszystkich kolorach tęczy i dla jeszcze większej osłody – garnirowała pełnomleczną polewą czekoladową. Do czasu. Kiedyś posłodziłam Jasia i Małgosię i kazałam rodzeństwu uciec z piernikowej chatki nie robiąc Wiedźmie krzywdy. Ot, starowinka pośliznęła się na sosnowej podłodze, a dzieci tymczasem wykorzystały to i szur szur, już ich nie było. Kiedy padły słowa: Jaś i Małgosia wróciły do kochającego ojca, moje starsze dziecko zawołało – A Bauchę Jaguchę wilki zjadły! Pomyślałam i stwierdziłam, faktycznie, za takie coś – musiała być kara i to porządna i dziecko samo ją wymierzyło, jak nie piec to wilk. Zaczęłem szukać mądrych wypowiedzi i znalazłam kilka takich, które całkowicie umiały zdefiniować zachowanie mojego syna. No a ja dostałam po uszach. Tak więc od dłuższego już czasu nie prostujemy Grimmów – co miało być, to jest. W jednym z ostatnich numerów Rzeczpospolitej znalazłam potwierdzenie tego, co tu napisałam. Prof. Grzegorz Leszczyński kierownik Pracowni Badań nad Literaturą Dziecięcą i Młodzieżową w Instytucie Literatury Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego, zapytany o przerabianie Baśni Grimmów na łagodniejsze wersję w imię dobra dziecka, odpowiedział: Kaleczy się w ten sposób jednak nie tylko literaturę, ale i dziecko. Baśń to gatunek idealny, od zarania świetnie sprawdzone przedszkole ludzkości, elementarz osobisty uczący systemu wartości, w którym dobro zwycięża, a zło musi być ukarane. Nie możemy więc wolno puścić wilka i zaprzyjaźniać się z nim, bo postanowił zostać jaroszem, choć przedtem zjadł Czerwonego Kapturka i babcię. To wbrew baśniowej logice. Przy takiej wersji wydarzeń młody czytelnik nigdy nie zrozumie toposu wilka, nie pozna ważnego kodu kulturowego. Wilk jest uosobieniem zła, podobnie jak Baba Jaga. Uważam, że tak jak nie należy chronić dziecka przed przerażającą bądź dziwną ilustracją (bo i taką powinno oglądać, by dobrze rozwijała się jego wrażliwość i wyobraźnia) – tak też nie powinno się chronić go przed okrucieństwem zawartym w baśniach. Pokazywanie tylko dobra i piękna to pozbawianie dzieci tej drugiej części świata. To tak jakby próbować wmawiać im, że doba nie ma nocy, a w roku są tylko dni pogodne. Potem te dzieci w wieku nastoletnim są przerażone światem, złem i są kompletnie nieprzystosowane do życia. Mało tego, zaobserwowałem coś takiego jak efekt czytelniczego wahadła u dzieci. Co to znaczy? Jeśli w dzieciństwie karmione były łagodną literaturą, to potem tym chętniej sięgają tylko po powieści grozy, horrory i science fiction. Dzieci i młodzież chcą od książki wrażeń i emocji. Jeśli ich tam nie znajdą, odrzucą książkę, zadowolą się pełnymi emocji filmami i grami komputerowymi. Ale tam nie ma tej mapy, którą dają baśnie uczące odróżniania dobra od zła, a przyjaciela od wroga. Tylko baśń, zawarte w niej symbole, archetypy, jej ogromna, przez pokolenia sprawdzona mądrość, daje człowiekowi ten wewnętrzny kompas pomagający później w poruszaniu się po emocjonalnym świecie. Całość tutaj - Tak, straszmy dzieci baśniami. Ja dokładam artykuł ów do Teczki Mamy zatytułowanej - Rzeczy Ważne, gdzie zajmie miejsce obok ciekawych i równie ważnych publikacji, do których przeczytania również zachęcam: Strasznie być musi – (Czy cenzurować baśnie?) Małgorzata Strzałkowska Trudne bajki – Anna Brzezińska (Ucieczkę od poważniejszej tematyki i infantylizację książki dziecięcej widać bardzo wyraźnie na półkach księgarskich. Dotyczy to zarówno narracji, jak i obrazu)
Krwawy kapturek – Piotr Sarzyński (Klasyczne historie przerabia się dziś brutalnie i bezwzględnie, byle podobały się odbiorcom. Na przykład opowieść o Tristanie i Izoldzie kończy się happy endem, a „Czerwony Kapturek” huczną balangą)
Dlatego też piszę ciepło o książce Jaś i Małgosia, jaka ukazała się niedawno. Któż nie zna tej baśni? Tak jak przed prawie 200 laty napisali bracia – jest zła macocha, jest ojciec, któremu serce się kraje, gdy wyprowadza dzieci do lasu, jest wiedźma, która ląduje w piecu. Tomek nijak nie może zrozumieć zachowania ojca – w końcu sam stwierdza, że ta macocha też musiała być wiedźmą, która go zaczarowała. Wszyscy przyjmujemy tę interpretację z zadowoleniem. Atutem nowego wydania są: uwspółcześnione tłumaczenie Elizy Pieciul- Karmińskiej i ilustracje Aleksandry Kucharskiej – Cybuch. Obie panie sprawiły, że książka ma klimat – wcale nie taki straszny, jakby należało oczekiwać. Ilustratorka bardzo ciepło potraktowała Babę Jagę – właściwie bardziej budzi ona współczucie niż strach. Ślepa, z widocznymi brakami w uzębieniu - to postać groteskowa, karykatura. I ten czepek Cioci-Kloci. W baśni nie pada słowo – Baba Jaga. Są za to: wiedźma, staruszka, starowinka, stara, stara kobieta. Współczesny język bardziej jest przekonujący do naszych dzieci, łatwiej zrozumiały. Na końcu książki znajdziecie płytę CD, na której o Jasiu i Małgosi czyta Jerzy Stuhr. Czyż trzeba lepszej rekomendacji? Wiek 4+ O Baśniach Grimmów pisałam O nowym tłumaczeniu możecie przeczytać tutaj – wywiad z Elizą Pieciul – Karmińską Wydawnictwo Media Rodzina
środa, 23 grudnia 2009
Baśnie Braci Grimm / Adolf Born
Za dwa lata będziemy obchodzić 200-setną rocznicę pierwszego wydania Baśni braci Grimm i bardzo się cieszę, że w końcu ukazały się u nas – na nowo przetłumaczone przez Elizę Pieciul-Karmińską. Grubaśne tomisko, wagi słusznej, liczące sobie 550 stron i zawierające aż 50 baśni. Bracia Grimm to najsłynniejszy i … chyba najbardziej kontrowersyjny literacki duet świata. Ale o tym za chwilę. Na samym początku bardzo ciekawa Przedmowa samych autorów, w której piszą o tym, jak zbierali materiał do książki. Możemy sobie jedynie wyobrazić, jak na początku XIX wieku dwaj szacowni językoznawcy, profesorowie uniwersytetu zdzierają sobie buty, w długich wędrówkach w poszukiwaniu tego, co przetrwało wśród ludu, w tradycji ustnej, przekazywanej z pokolenia na pokolenie. Potem Słowo od tłumaczki, które jest cennym dopełnieniem wydania. Mowa tu o pracach nad przekładem, porównaniach ze starszymi wersjami. Zwróciła ona uwagę na fakt unikania pedagogizacji, czyli wtórnego przystosowania tekstu do potrzeb odbiorcy dziecięcego, bez zdrobnień powodujących, że teksty te brzmiały infantylnie; o wierności wobec zewnętrznej organizacji tekstu, dzięki czemu mogły zostać zachowane symbolika przedmiotów i postaci. Poprawiono błędy wcześniejszych tłumaczeń, mniejsze i większe, które niekiedy wypaczały wręcz przesłanie tekstu i utrudniały jego zrozumienie i znaczenie. Nowe tłumaczenie ma przekonać czytelników do weryfikacji przekonania powszechnie panującego, że baśnie braci Grimm są krwawe, brutalne i ponure. To w końcu Baśnie, które w 2005 roku zostały wpisane na Światową Listę Dziedzictwa Kulturowego UNESCO, do rejestru Pamięć Świata. Jak słusznie zauważają znawcy literatury dziecięcej, coraz częściej pojawia się tendencja retuszowania baśni, upiększania ich, pokrywania mdłą warstwą różowego lukru. Przeglądam naszą półeczkę. Znajduję aż trzy wersje Czerwonego Kapturka. Sama nigdy bym ich nie kupiła. Mówiąc krótko – prezenty (i to kiepskie - choć darowanemu koniowi ponoć się w zęby nie zagląda). No tak, przecież klasyka jest najlepsza i sprawdzona. Czyżby? Pewnie niejednemu rodzicowi się narażę, w swoich poglądach, jednak odnoszę nieodparte wrażenie, że takie baśnie robią więcej szkody niż pożytku. Proszę bardzo: Wersja nr1. Czerwony Kapturek z Babcią uciekają na strych i robią śmieszne miny do rozwścieczonego wilka. Wersja nr 2. Babcia i Czerwony Kapturek siedzą z Wilkiem przy stole i zajadają się specjałami z koszyka mamusi. Wersja nr 3. Babcia, myśliwy i Czerwony Kapturek tańcują w najlepsze z wilkiem dookoła drzewa, a ich twarzyczki zdobią najsłodsze uśmiechy świata. Gdy wejdziemy do księgarni, królują właśnie takie historie. Prawdziwej wersji oszczędza się maluchom – by nie przerazić. Ma być prosto, łatwo i przyjemnie. Tymczasem w naszym języku używane są zwroty i przysłowia – wilk w owczarni, nie wywołuj wilka z lasu, patrzeć na kogoś wilkiem, wilk w owczej skórze. Bajka i baśń, które mają swoje korzenie w tradycji ludowej, miały i mają do wypełnienia ważną misję, a mianowicie - przekazanie pewnej prawdy o świecie, o prawach w nim rządzących. Nasi przodkowie powiedzieliby pewnie o tych licznych, ugrzecznionych wersjach - Bzdura totalna. Wilk, który od zawsze kojarzył się ludowi ze złem, zagrożeniem, nie może tak naprawdę zaprzyjaźnić się z człowiekiem. Wilk jest z natury zły i za to miała spotkać go zasłużona kara, jak w wersji braci Grimm widać, okrutna. Dziś coraz częściej – ma być lekko, przyjemnie, ot czytanie jako taka niezobowiązująca zabawa. Grzegorz Leszczyński, specjalista od literatury dziecięcej, zwraca uwagę na to, że to, co dla nas rodziców, dorosłych, jest dosłowne, dla dzieci ma wymiar symboliczny. Inaczej wygląda to w literaturze, inaczej by wyglądało, gdyby przenieść na ekran. Widzę na przykładzie mojego Tomka, który boi się oglądać niektóre kreskówki. Nie mam tu na myśli jakichś disney’owskich produkcji albo podobnych, które potrafią niekiedy nieźle przerazić, ale takiego … naszego rodzimego, niewinnego kota Filemona. Jeden odcinek z wilkiem jest podczas seansu dvd sukcesywnie opuszczany. Nie i nie. Czasem, gdy zapomnę, Mały wychodzi z pokoju. Czerwonego Kapturka braci Grimm za to słucha i nic. Na wielką wartość Baśni Braci Grimm zwrócił uwagę też Bruno Bettelheim, profesor wychowania, psychologii i psychiatrii, który w książce Cudowne i pożyteczne. O znaczeniach i wartościach baśni, pisał o zbawiennym ich wpływie na rozwój dziecka. Podkreślał przy tym wielką rolę w tym procesie opisywanych tu Baśni Braci Grimm. Sformułował tezy na temat znaczenia baśni w wychowaniu i rozwoju dziecka - podstawą oddziaływania baśni na psychikę dziecka jest proces identyfikacji czytelnika z pozytywnym bohaterem; - baśń konfrontuje dziecko z podstawowymi wewnętrznymi problemami życia, pomagają w rozpoznaniu trudności i od razu podają sposoby radzenia sobie z nim; - baśnie sprawiają dziecku przyjemność, dostarczają mu objaśnień dotyczących jego psychiki i wspierają rozwój osobowości; - pomagają w odkrywaniu jego osobowości i nadawaniu sensu życia; - wspierają je w trudnościach związanych z psychologicznymi problemami dorastania i integracji osobowości; - baśnie zachęcają do aktywnego pokonywania trudności i nawiązywaniu dobrych stosunków z przyrodą (Wikipedia) Baśń, jak się okazuje, może być niesamowitą podporą dla nas rodziców w trudnym procesie wychowania. I nie łudźmy się – o żadnej drodze na skróty mowy być tu nie może. W Baśniach braci Grimm dobro zwycięża zło, dziecko jednocześnie przyjmuje do wiadomości, że cały świat, ograniczany często przez nas, rodziców - z miłości i ze strachu do rzeczy bezpiecznych, jest tak naprawdę dużo większy i pełen niebezpieczeństw. Świat ludzkiego życia to świat ciągłych zagrożeń, zmagania się z przeciwnościami losu i cierpieniem. Dopiero na świadomości bólu istnienia rodzi się prawdziwy heroizm i takie przesłanie płynie z baśni Grimmów. Warto dzieci od początku uwrażliwiać na prawdziwe zło i prawdziwe dobro, które odnajdziemy właśnie na tych stronach. (Grzegorz Leszczyński) O swoich Baśniach bracia Grimm napisali: (…) w niniejszym nowym wydaniu troskliwie usunęliśmy każde wyrażenie nieodpowiednie dla wieku dziecięcego. Jeśli jednak nadal można by zarzucić, że to lub owo wprowadza rodziców w zakłopotanie i wydaje im się gorszące, tak że wręcz nie chcą dać dzieciom tej książki do rąk, to w pojedynczych przypadkach troska ta może być uzasadniona i rodzice łatwo mogą dokonać doboru. Jeśli jednak chodzi o całość tekstu, to dla zachowania zdrowego ducha dobór taki z pewnością nie jest konieczny. Nic nie obroni nas lepiej niźli natura, która temu kwieciu i temu listowiu nadała taką właśnie postać i barwę. Jeśli jednak w zależności od czyichś szczególnych wyobrażeń komuś one szkodzą, niech nie żąda, by właśnie z tego powodu były inaczej uformowane czy zabarwione. Innymi słowy: deszcz i rosa jak błogosławieństwo spada na wszystko, co rośnie na ziemi; jeśli ktoś jednak boi się wystawić na ich działanie swe rośliny, gdyż są one nazbyt wrażliwe i mogłyby ponieść szkodę, jeśli woli podlewać je w swej izdebce przestudzoną wodą, ten nie będzie przecież żądał żeby z tego powodu deszcz i rosa przestały się pojawiać. Owocne jest wszystko, co naturalne, i tej zasady winniśmy się trzymać. A poza tym nie znamy ani jednej zdrowej, mocnej i budującej dla ludu księgi, z Biblią na czele, w której takie wątpliwe kwestie nie pojawiałyby się w niepomiernie większym stopniu. Wśród tych najbardziej znanych baśni o Czerwonym Kapturku, Śpiącej Królewnie, Paluszku i Królewnie Śnieżce znaleźliśmy w tym wydaniu całą masę baśni zupełnie nam nieznanych. Niektóre przypominają mi jak przez mgłę moje dzieciństwo, co świadczy o tym, że musiałam je czytać będąc dzieckiem. Zwracają uwagę niesamowita dbałość graficzna i ilustracje Adolfa Borna, czeskiego malarza i ilustratora (rocznik 1930) Bez nich ta książka byłaby zupełnie inną książką. Często na dwóch stronach, wielkie, jakby troszkę dziecięco naiwne, ale od razu trafiające do czytelnika. Mówią przecież o świecie baśniowym, nierealnym, wymyślonym, stąd ten niepowtarzalny klimat, który na długo pozostaje w pamięci. Dla rodziców, którzy mimo wszystko się wahają, mam tę oto wiadomość, że wśród Baśni zebranych i spisanych przez braci Grimm, jest wiele bardzo łagodnych opowieści. I mimo powstałych mitów i uprzedzeń polecam, by spróbować, szczególnie te w nowym przekładzie – może okaże się, że nie taki wcale diabeł straszny, jak go malują. Polecam, bo nic tak nie ociepli naszych dzieciaków w zimowe dni, jak właśnie baśnie. Warto zajrzeć tutaj: -Baba Jaga musi zostać włożona do pieca -Dlaczego warto czytać dzieciom?
Trzy leśne trolle
Mądra Elżunia
Mysikrólik i niedźwiedź
Pani Zamieć
Wydawnictwo Media Rodzina
piątek, 18 grudnia 2009
Jaś i Małgosia na starych ilustracjach
Dla nas oczekiwanie na święta to też obcowanie z pewnymi książkami – Opowieść wigilijna Dickensa, Tajemnica Bożego Narodzenia Gaardera, a dla dzieci Jaś i Małgosia i Dziadek do Orzechów E.T.A. Hoffmanna. Ta baśń pasuje do śniegu za oknem i wietrznych dni. Łasuchowanie przy domku z piernika wpisuje się w klimat zapachów unoszących się w tym czasie po domu – pierniczków korzennych, pieczonych jabłek z cynamonem, marcepana. Leżymy w cieplutkim łóżku i przeżywamy losy dwójki rodzeństwa zagubionego w lesie. Jaś i Małgosia najlepiej smakuje w grudniu. Spróbujcie – ja proponuję do tego stare ilustracje, które mają tyle uroku.
|