|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Biorę udział:)
Półeczka maluchów
Półeczka starszaków
Półeczka dla dzieci 6 - 10
Półeczka dla dzieci 10+
Półeczka młodzieży
Półeczka rodziców
A tutaj piszę o książkach
Akcje Czytelnicze
Artykuły
Autorzy i ilustratorzy książek
(c) copyright
Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
Do słuchania
Gry i zabawy
O książkach dla dzieci
Szablon blogu
Wydawnictwa, z którymi współpracuję
Zajrzyj do książki
Tagi
Półeczka z książkami![]() Wypromuj również swoją stronę
|
Wpisy z tagiem: lektury
wtorek, 28 grudnia 2010
Chłopcy z Placu Broni - Ferenc Molnar/ Leonia Janecka
Tłum. Tadeusz Olszański Coraz częściej słyszy się głosy z różnych stron, że lista lektur powinna być zmieniona. Trąci myszką – ideały ponoć już nie te, bohaterowie też już dla nowych pokoleń nie są bohaterami, ale jakimiś narwanymi idealistami, którzy jednych śmieszą, innych pozostawiają obojętnymi, ale na pewno nie wzruszają. Chłopcy z Placu Broni są na tej liście i bardzo bym chciała, by tam zostali. Jeśli ich ktoś wyrzuci – to głośno zaprotestuję, a nawet gdyby, i tak przeczytam z moimi dziećmi. Bo Chłopcy są tym wyjątkiem, który nadal wzrusza (może nie jedynym – wszystko przed nami i to się jeszcze okaże) i sprawia, że po latach stwierdzamy, że z tymi lekturami szkolnymi wcale tak źle nie było. Nemeczek, Boka. I kultowy Plac Broni, ojczyzna chłopców, o którą stoczyli bój z Czerwonymi Koszulami. No właśnie – hej! hej! moje pokolenie matek i ojców wychowane na Czerwonoskórych i … chłopcach Placu Broni. Książka Molnara z 1906 roku została przetłumaczona w 1913 roku przez Janinę Mortkowiczową (dla moli książkowych, którzy chcieliby dowiedzieć się czegoś więcej o tej postaci, o wydawnictwie Mortkowiczów, polecam książkę "W ogrodzie pamięci " napisaną przez wnuczkę tłumaczki - Joannę Olczak – Ronikier, Nike 2002). Tadeusz Olszański, tłumacz nowej wersji Chłopców z 2004 roku pisze we wstępie: Podjąłem się nowego przekładu Chłopców z Placu Broni, gdyż ku swemu zdziwieniu stwierdziłem, że w stosunku do węgierskiego oryginału, w polskim tłumaczeniu Janiny Mortkowiczowej z 1913 roku, istnieją po pierwsze, poważne opustki, po drugie – istotne, zmieniające sens powieści przeinaczenia. Tak naprawdę tytuł książki, przetłumaczony z węgierskiego, powinien brzmieć… Chłopcy z ulicy Pawła […]. Świadomie nie zmieniłem tytułu, jakim opatrzyła Janina Mortkowiczowa tę powieść, gdyż przez 75 lat i przez blisko 20 wydań, przez setki tysięcy egzemplarzy zaczytywanej na strzępy lektury szkolnej, tytuł ten zdobył nie tylko prawo obywatelstwa, lecz również trwałe miejsce w świadomości wielu pokoleń. Ale Czerwonoskórzy z Ogrodu Botanicznego zostali zamienieni już na Czerwone Koszule – Feri Acz, Sebenicz, bracia Pastorowie, Wendauer nosili bowiem czerwone koszule, jak Garibaldczycy, zwolennicy Giuseppe Garibaldiego, włoskiego rewolucjonisty, awanturnika i żołnierza walczącego o zjednoczenie Włoch. Na temat innych różnic i braków warto poczytać już samemu. Czerwonoskórzy czy nie – i tak to jedna z najpiękniejszych i najważniejszych książek z dzieciństwa. I choć nie jestem zwolenniczką podziałów na książki dla chłopców i dla dziewcząt – pewnie tutaj za serce chwyci właśnie tę męską część czytelniczego świata. Chłopcy z Placu Broni to twarda rzeczywistość – bez sentymentów, bez tanich emocji, nie ma tu ucieczki do świata nierealnego, marzeń, fantazji. I nie ma tutaj happyendu. I tak jest dobrze – bo wszystko w tej książce ma swój sens. A zwłaszcza bardzo bolesna i wzruszająca śmierć cichego, najmniejszego, niepozornego Nemeczka. Honor, patriotyzm, miłość, przyjaźń, prawda, odwaga – to o tym jest ta powieść. O dorastaniu, życiu dla innych, dla ważnej sprawy, za którą warto zapłacić najwyższą cenę. I może jestem niedzisiejsza, ale właśnie w naszych czasach powinno mówić się o takich wartościach, bo czasem odnoszę wrażenie, że świat wywrócił się do góry nogami - wystarczy włączyć telewizor. Tak więc - niech zmieni się lista lektur, przynajmniej tych niektórych, ale niech Chłopcy tam pozostaną....;) Nowe tłumaczenie, współczesny język wnoszą wiele świeżości do książki, która jest już nobliwą staruszką. To wydanie zawiera też wiekowe lustracje Leoni Janeckiej. Innych sobie nie wyobrażam. Właśnie takie pamiętam z dzieciństwa. Piękna książka.
Wiek 12+
Wydawnictwo Nasza Księgarnia
W Budapeszcie chłopcy mają swój pomnik [Wikipedia]
środa, 15 września 2010
Akademia Pana Kleksa - Jan Brzechwa/ Suren Vardanian
Akademia Pana Kleksa to kawał świetnej literatury i dobrze się stało, że znalazła się w kanonie lektur szkolnych. To też moje najmilsze wspomnienie z dzieciństwa. Przygody Adasia Niezgódki i jego przyjaciół. I ta jedna myśl, która podczas czytania towarzyszyła mi – dlaczego ta sławna uczelnia była tylko dla chłopaków? Brzechwa w dzisiejszych czasach dostałby niezłego prztyczka w nos od feministek. Mam przed sobą nowiutkie, pachnące jeszcze farbą drukarską wydanie Skrzata. Książka wydana starannie, apetycznie, z błyszczącą okładką, wielkimi literami dla samodzielnie czytających dzieci. Jest tylko jeden mankament, który leży wyraźnie po mojej stronie, a nie książki. Jestem mamą już trochę wiekową – a więc niereformowalną i z zasadami. I nawet gdybym nie chciała, zmuszała się, zaciskała moje oczęta i zęby, tak mocno, że aż by iskry szły, to i tak mój Kleks ma twarz rozczochranego wariata, którego stworzył Jan Marcin Szancer. Nic na to nie poradzę. Dlatego też ukłon przed Surenem Vardanianem, armeńskim ilustratorem, który odważył się – tak to określę, zmierzyć z legendą. Zapewne zdawał sobie sprawę, że jak nie narysuje nowego Kleksa to i tak mu się oberwie. Tymczasem mruczę sobie pod nosem, że jego Kleks – też z chochlikiem w oku, z zawadiackim uśmiechem, kolorowymi piegami spodoba się współczesnym – i dzieciom i młodszym rodzicom "nie skażonym" Szancerem. Wydawnictwo Skrzat
|