Zakładki:
Biorę udział:)
Półeczka maluchów
Półeczka starszaków
Półeczka dla dzieci 6 - 10
Półeczka dla dzieci 10+
Półeczka młodzieży
Półeczka rodziców
A tutaj piszę o książkach
Akcje Czytelnicze
Artykuły
Autorzy i ilustratorzy książek
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
Do słuchania
Gry i zabawy
O książkach dla dzieci
Szablon blogu
Wydawnictwa, z którymi współpracuję
Zajrzyj do książki
Tagi
Książki miesiąca Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli

Wpisy z tagiem: wychowanie

piątek, 26 sierpnia 2011
Akademia Bezpiecznego Dziecka - Bezpieczni w górach - Justyna Święcicka/ Olga Reszelska

Kolejna książka z serii Akademia Bezpiecznego Dziecka. Tym razem – Bezpieczni w górach. Dla nas bomba – tym bardziej, że tato wybiera się ze starszym synem w góry na męską wyprawę. My z Mikołajem będziemy tęsknić:)). Sympatyczne rodzeństwo – Tomka i Majkę poznaliśmy już jakiś czas temu (można przeczytać o nich tutaj). W prosty i przystępny, ciekawy sposób opowiadają o swoich przygodach jednocześnie przemycając do swoich opowieści olbrzymią i cenną wiedzę – niezbędną wręcz dla małego podróżnika. Schronisko, szlaki oraz ich oznakowanie, czytanie mapy, czas orientacyjny przejścia danego odcinka, przewodnik, odpowiedni strój, niezbędny ekwipunek, burza w górach, GOPR i TOPR, telefony alarmowe, górski savoir – vivre (tak tak:) oraz 10 przykazań górskiego turysty. Na końcu książki legitymacja Klubu bystrych dzieciaków, znaczki do naklejenia – szczyt zdobyty i savoir vivre na 6, a dla małych moli książkowych – zakładka zdobywcy górskich szczytów.

Całość świetnie zilustrowana przez Olgę Reszelską. Miłośnicy jej ilustracji na pewno od razu rozpoznają jej charakterystyczne pogodne ilustracje – okulary zawieszone w próżni, wąsy powykręcane w zabawne esy floresy, opalone jak przez sitko – piegowate buzie i wystające kolanka i kostki. 

Obowiązkowa lektura dla tych, których celem są góry! I nie tylko dla dzieci:) Zachęca bardzo przystępna cena.

Wiek 6+

Wydawnictwo Wilga



poniedziałek, 18 lipca 2011
Warto odwiedzić...

Staram się unikać słów fajne/ fajnie/ fajny, ale nie udaje mi się to do końca. Jestem fanką Mikołajka, który też używał tego słowa. No cóż – to skutki uboczne czytania książek. Kiedy klikam na Synonimy pokazuje się  cała gama możliwości – ale nijak mi nie pasują: morowa strona, bombowa, ekstra blog. Chyba zostanę przy fajna/ fajny. Od jakiegoś czasu podczytuję fajny blog Twórczy rozwój w rodzinie. Pisany bez pośpiechu, z refleksją, mądry, mentalnie mi bardzo bliski. Autorka bloga założyła kilka dni z jeszcze jedną osobą temu fajną stronę internetową – CRESCO – rośnij radośnie. To dopiero początek  - ale podaję kontakt – warto odwiedzać te dwa miejsca.




środa, 06 lipca 2011
Naucz mnie samodzielności - Maja Pitamic

Książkę połknęłam wczoraj wieczorem. Mój mąż śmiał się nawet, że ja to ostatnio myślę tylko  o Montessori, a on marzy o zwykłej … lasagne (powiedział specjalnie tak długo: lazaniiiiiiiiii). Ale żarty na bok. Od dłuższego czasu podglądam mamy, które na swoich blogach podpowiadają, co można robić z dziećmi metodą Montessori. Tylko, że ja muszę się przyznać do pewnej rzeczy – najgorzej chyba jest zacząć. Nowa rzecz budzi też często respekt. Tymczasem książka Mai Pitamic oswaja metodę Montessori. W Internecie znalazłam opinię, według której wszystkie ćwiczenia opracowane przez Montessori można z dziećmi robić tylko po specjalnym przeszkoleniu, odpowiednich kursach. Nagle okazuje się jednak, że nie taki znów ten wilk straszny – a do tego jeszcze fascynujący. Choć fascynujący był faktycznie jeszcze przed lekturą tej książki. To podręcznik, który pokazuje na blisko 170 stronach mnóstwo ćwiczeń, które można z dziećmi przeprowadzić w domu. Co mi się spodobało – z uwzględnieniem dzieci leworęcznych. Wiele z opisanych działań to czynności dnia codziennego, które dzieci sami uczyliśmy – bo tego wymaga rzeczywistość, bo tak nam nakazywał rodzicielski instynkt – mycie rąk, zębów, czesanie włosów, składanie ubrań, zapinanie koszuli, butów. Książka inspiruje do kolejnych wyzwań – bo dlaczego maluch nie ma sobie sam wypastować butów? Znając moje dzieci wypastują również nam – i to od razu na wszystkie pory roku. Maja Pitamic sama jest nauczycielką pracującą według metody Montessorii. Swoją książkę podzieliła na 5 rozdziałów: umiejętności życiowe, rozwój zmysłów, rozwój językowy, umiejętność liczenia, umiejętności naukowe i przyrodnicze. Wszystko opisane krok po kroku, w zrozumiały sposób. Co rusz ważna wskazówka dla rodziców – dlaczego właśnie ma być tak a nie inaczej. Na przykład wykonywanie pewnych działań od lewej strony do prawej (np. przelewanie, przesypywanie) przygotowuje dziecko do pisania. Bardzo podobała mi się część, w której są opisane ćwiczenia przygotowujące do nauki czytania i pisania oraz liczenia. Chyba najciekawszą częścią są arkusze z szablonami. Na ich przykładzie można się przekonać, że wystarczy tak niewiele, by samemu przygotować pomoce do nauki i zabawy. Świetne (i jakże proste) są paski do działań matematycznych. Niezorientowanym zdradzę, że gotowe materiały do nauki według tej metody są strasznie drogie  - na blogach i w książce znajdziecie inspirację.

 

Książka na pewno nie wyczerpuje tematu. Jest jednak takim małym światełkiem w tunelu dla rodziców, którzy chcieliby zacząć coś nowego z dziećmi. Mnie podoba się mieszanie pewnych rzeczy, które fascynują dzieci. Bo dlaczego  rezygnować z baśni, bajek? W tej metodzie dużą uwagę przywiązuje się do książek popularno – naukowych, mniejszą właśnie do wspominanych już gatunków. Moje dzieci łakną i tego i tego.  Dlaczego nie, prawda? Książka przeczytana – a teraz do pracy:) I ta część jest chyba najprzyjemniejsza:)))

 

Kilka ciekawych stron, na których można znaleźć więcej informacji i również przykładowych ćwiczeń i zabaw z dziećmi według metody Montessori. A może ktoś zdradzi jakieś ciekawe miejsce związane z tematem, które warto odwiedzić lub książkę do przeczytania?

 

Być rodzicami

Do dzieci z pasją

Montessorimaterial

Wczesna Edukacja czyli Antka i Kuby świata odkrywanie

 

Wydawnictwo Kropki Trzy

 

 



wtorek, 28 czerwca 2011
Tupcio Chrupcio. Dbam o zęby

Tekst polski: Eliza Piotrowska

Tekst: Anna Casalis

Ilustracje: Marco Campanella

Takich książek nigdy dosyć w domowej biblioteczce. Oswajają trudne doświadczenie, jakim jest wizyta u dentysty, poruszają ważny temat mycia zębów i zdrowego odżywiania.

Tupcio Chrupcio nie zawsze dba o higienę jamy ustnej tak jak powinien. Powiedzmy sobie szczerze – czasem nawet oszukuje rodziców. Wizyta u dentysty uświadamia mu, że mycie zębów to ważny element dnia codziennego. Kiedy zapał trochę słabnie, odwiedza go przyjaciel Borys – borsuk, który w ogóle nie myje zębów. Jeszcze na dodatek wyśmiewa naszego Tupcia Chrupcia. Nocna uczta, z udziałem słodyczy, kończy się olbrzymim bólem zęba i nauczką dla obydwóch chłopaków.

Dzieci mogą się przekonać na borsukowej skórze, że jest działanie – jest konsekwencja. Moje bardzo przeżyły ból zęba Borysa. Aż chwyciły się za swoje buzie, jakby ten odruch mógł pomóc zbolałemu zwierzątku. Nocna impreza i namawianie do niewłaściwego zachowania to też dobry moment, by z dzieckiem poćwiczyć umiejętność odmawiania. Jeśli nie jesteś do końca przekonany, czy wziąłbyś w tym udział? Tutaj:  w imprezie ze słodkościami.

Bardzo podobało mi się przedstawienie pana dentysty – a to bardzo ważne – przesympatyczny jegomość, miły, z dobrym słowem i radą, bez nadętego moralizowania typu – myj zęby bo jak nie to….

Jako dodatek na okładce widnieje pomoc dla rodziców: jak rozmawiać z dzieckiem na temat tego, co właśnie usłyszały. Sympatyczna książka, z fajnymi bohaterami, z wyraźnym wątkiem edukacyjnym. Tupcio Chrupcio ma swoich oddanych wielbicieli wśród najmłodszych czytelników – i to jak najbardziej zasłużenie.

 

Wiek 3+

Wydawnictwo Wilga



piątek, 17 czerwca 2011
Akademia Bezpiecznego Dziecka - Justyna Święcicka/ Olga Reszelska

Bardzo ważna seria dla dzieci! Napisana z pomysłem przez Justynę Święcicką i świetnie zilustrowana przez Olgę Reszelską.

Na temat bezpieczeństwa często rozmawiamy z naszymi dziećmi - każde ostrzeżenie rodzi pytanie. My: Nie wolno wchodzić do wody zaraz po jedzeniu. Dzieci: A dlaczego? A dlaczego? A dlaczego? I mogą tak w nieskończoność. Kto ma małe dzieci, wie, że mam rację.

Bo nawet najbardziej rzeczowa i racjonalna odpowiedź i tak budzi wątpliwości w małej główce i rodzi podejrzenia, że mama i tata coś tu kombinują, żeby - dłużej poleżeć na kocu, poczytać gazetę lub książkę, wygrzewać się na słońcu, słuchać śpiewu ptaków, obserwować chmury - byle tylko postawić na swoim i nie iść z dziećmi do wody. Co roku, gdy jedziemy nad jezioro, a jeździmy często, ponieważ w naszej pięknej Wielkopolsce w promieniu kilkunastu kilometrów mamy wszędzie jeziora, a  tata w poprzednim wcieleniu był nurkiem, a więc co roku na kocyku siedzi dwóch ... małych złośników. Gdy jednak o pewnych rzeczach arcy - ważnych dowiadują się z książki, wygląda to zupełnie inaczej. Na razie teoria - i te potakiwania małych ludzi: tak, właśnie tak, absolutnie tak trzeba, absolutnie tak nie można. Musiałam głośno się śmiać, bo przypomniały mi się nasze coroczne nadjeziorne dyskusje. Za kilkanaście dni przy takiej pogodzie pewnie zaczniemy organizować nasze eskapady i zobaczymy jaki skutek odniosła lektura.

 

Najlepiej uczyć się na przykładzie. Autorka wymyśliła sobie miłą rodzinkę z dwójką dzieci - Majką i Tomkiem i to na ich przykładzie edukuje we wdzięczny sposób, jak żyć bezpiecznie.

 

Bezpieczni nad wodą - dzieci dowiedzą się, że można pływać tylko na plaży strzeżonej pod czujnym okiem ratownika, co oznaczają żółte bojki a co czerwone w strefie kąpieliska, do czego służą kapoki, jak należy się zachować na pomoście, dlaczego nie wolno skakać w pewnych miejscach do wody, cóż to takiego ten WOPR, jak należy zachować się, gdy zobaczy się tonącego, jakich znaków należy bezwzględnie przestrzegać nad wodą, jak poradzić sobie z pewnymi wodnymi problemami: np. kurcz mięśni, zachłyśnięcie się wodą, silnymi falami, silnym prądem, wychłodzeniem organizmu. Na końcu książki 10 przykazań, jak być bezpiecznym nad wodą i to co dzieci uwielbiają: gadżety - wycinanka: zakładka do książki, legitymacja Klubu bystrych dzieciaków ze znaczkami: pływak na 6 i super wodniak.

 

Bezpieczni w domu - Tym razem rodzina Tomka i Majki przeżywa baaardzo pechowy tydzień. Nieszczęście goni nieszczęście - mniejsze lub większe, a są one doskonałym pretekstem do tego, by zwrócić uwagę na bezpieczeństwo. Dzieci dowiadują się, co zrobić gdy ktoś zbije termometr rtęciowy i dlaczego rtęć jest tak trująca, o tym, że nie wolno samemu brać leków z apteczki, że można popijać  je tylko wodą.  Co to takiego środki czyszczące, poznają ważne znaki BHP, których należy bezwzględnie przestrzegać, a które chronią przed wypadkiem, cenne informacje na temat oparzeń i pierwszej pomocy przy nich. Bardzo podoba nam się rozrysowany domek na poszczególne pomieszczenia z informacjami obok - jakie niebezpieczeństwa mogą tam się czaić na maluchy np. SCHODY: Są niezwykle niebezpieczne. Chwila nieuwagi i lecisz w dół. Z naszego doświadczenia dopowiadamy co nieco: np. nie można podczas schodzenia trzymać rąk w kieszeni i koniecznie trzeba chwycić poręcz. Na końcu - znów 10 przykazań, jak być bezpiecznym w domu i gadżety: legitymacja, zakładka do książki i znaczki: ratownik na 6 i bezpieczny dom.

  

Ostrożnie z ogniem - Tomek zamiast siatkówki ma lekcję o pożarach. Na początku jest z tego niezadowolony, ale potem okazuje się, że to ważny i pasjonujący temat. Co może wywołać pożar, jak powiadomić o pożarze, ważne telefony alarmowe (jest o nich mowa w całej serii), jest też wizyta u strażaków: dzieci dowiadują się jak wygląda praca strażaka i akcja ratunkowa, w szkole przeprowadzony zostaje próbny alarm, dzieci poznają znaki ewakuacyjne i gaśnicę, małych bohaterów i 10 przykazań , jak postępować  z ogniem, legitymacja, znaczki: wziął udział w akcji oraz pomocnik strażaka, zakładka.

 

Seria Akademia Bezpiecznego Dziecka to bardzo wartościowa pozycja - podpowiadam ją rodzicom, którzy chuchają na zimne, a życie często pokazuje, że warto. Na pewno tematy nie zostały całkowicie wykorzystane  - ważne jest, by skorzystać z idei tych książek i rozwinąć wątek w rozmowie z dzieckiem, wykorzystując przy tym własne doświadczenia i wiedzę. Temat jest podany bardzo atrakcyjnie, teksty ciekawe, ilustracje - całe mnóstwo, kolorowe, charakterystyczne. Miłośnicy Olgi Reszelskiej natychmiast rozpoznają jej kreskę. Odcinek wodny jest w tonacji niebieskiej, o pożarze: pomarańczowo - czerwonej. To też dobry pomysł, gdyż te kolory od razu kojarzą się z tematem i świetnie wpisują się w klimat tych edukacyjnych opowieści.

 

W serii ukazała się też książka pt. Bezpieczni w górach.

 

Wiek 6+

 

Wydawnictwo Wilga

środa, 04 maja 2011
Dlaczego dzieci nie potrafią uczyć się matematyki - Edyta Gruszczyk - Kolczyńska

O Edycie Gruszczyk - Kolczyńskiej przeczytałam na blogu Znak Zorro. I choć mowa była o innej książce, wierzcie mi, nie było łatwo znaleźć czegokolwiek autorstwa tej pani. Rzuciłam się w wir poszukiwań. W końcu upolowałam (po długim oczekiwaniu w kolejce) w mojej małomiasteczkowej Bibliotece Pedagogicznej. Stan książki widać na zdjęciu – jest rozchwytywana, ciągle  w trasie. Aż dziw bierze, że nikt nie jest zainteresowany wznowieniem choć wybranych tytułów tej autorki. Teraz czekam w równie dłuuuugiej kolejce za  Dziecięcą matematyką. Czekanie urozmaicamy sobie zabawami matematycznymi: typu: Tomek miał pięć cukierków a Mikołaj trzy. Kto miał więcej? Reakcja Mikołaja to ryk, że starszy brat ma więcej. Są też wymyślanki związane  z tym co akurat u nas na topie: np. 10 nurków wypłynęło w morze. Trzech zjadł rekin. Ilu się uratowało? Przepraszam bardzo – zadanie wymyśliło moje dziecko, które od jakiegoś czasu wszystko zamienia na działania matematyczne. I choć nie wiem, czy po matce – humanistce można zostać geniuszem królowej nauk, wiem jedno – właśnie po lekturze książki Gruszczyk – Kolczyńskiej - warto zainteresować dzieci w wieku przedszkolnym matematyką – a z własnego podwórka mogę zaświadczyć, że zadania o wystrzelonych nabojach z pistoletu pewnego kowboja, zbiorach kukurydzy, złapanych złodziejach, posadzonych kwiatkach, odkrytych planetach, spadających gwiazdach wciągają tak, że od matematyki nie można się opędzić. Człowiek zaskoczony jest swoją pomysłowością, nie wspominając już o pomysłowości dzieci – choć tu czasem – by było śmieszniej, wymyślane są zadania absurdalne, podszyte niekiedy i czarnym humorem. Mój mąż stwierdził ostatnio, że nasze dzieci pójdą do szkoły utwierdzone w przekonaniu, że matematyka to wieczna zabawa. Jeśli trafią na dobrego nauczyciela – to będzie szczęście, a jeśli…. Ja moich matematyków nie wspominam dobrze. W każdym razie przypuszczam, że tej książki nie znali. I nie o mnie tu wcale chodzi. Ale co tam – wracam do zabawy z matematyką -  skoro ma to pomóc – czemu nie.

Ale teraz już na poważnie. Książka jest o tym co i jak zrobić, by pomóc dziecku w uczeniu się matematyki. Uczyłam przez wiele lat w szkole (nie, nie matematyki) i zdążyłam zaobserwować, że matematyka dla wielu uczniów to zmora okropna. I wcale nie chodzi tutaj o wypisywanie działań 2+2, gdy dziecko pozna cyferki. Według autorki tłumaczenie – Bo on to talentu nie ma- to szukanie jakiegoś usprawiedliwienia. Problem jest o wiele głębszy – i nie chodzi tu o to, by bez sensu wałkować program, albo przerabiać materiał do przodu. (Ponoć nie daje to żadnych efektów). Sama byłam zaskoczona, gdy przeczytałam, że do tego, by opanować dobrze matmę nie trzeba jakichś wielkich uzdolnień do tego przedmiotu. Niepowodzeń nie należy również szukać w mniejszej sprawności intelektualnej uczniów. Są owszem dzieci uzdolnione wybitnie w tym kierunku, ale …

Pojęcia matematyczne – nawet te najprostsze – twierdzenia i język matematyki mają charakter operacyjny. Tym samym rozumowanie, które jest podstawą rozwiązywania problemów matematycznych, musi być utrzymane w konwencji operacyjnej. Również nauczanie matematyki – kształtowanie w umysłach dzieci podstawowych pojęć i umiejętności – opiera się na rozumowaniu operacyjnym. Nietrudno więc wysnuć wniosek, że aby dziecko było zdolne do uczenia się matematyki, musi posługiwać się rozumowaniem operacyjnym. Tylko w ten sposób może zrozumieć sens pojęć matematycznych.(str. 14)

Jak rozwijać rozumowanie operacyjne u dzieci, dlaczego dzieci mają tak wielkie problemy z rozwiązywaniem działań matematycznych, jaką rolę odgrywają emocje przy rozwiązywaniu zadań, co to takiego blokada emocjonalna, w jakiej mierze precyzyjne spostrzeganie i sprawność rąk są ważne przy uczeniu matematyki, czy istnieje takie zjawisko jak: dzieci uzdolnione matematycznie. Polecam rozdział: W jaki sposób można pomóc uczniom nie umiejącym sprostać szkolnym wymaganiom z matematyki.  – jak kształtować orientację przestrzenną, rozwijać dziecięce liczenie, kształtować metody operacyjnego rozumowania i wiele wiele innych ciekawych i ważnych zagadnień. Dla mnie najcenniejsze były informacje, jak można w domowy i prosty sposób przygotować dziecko do uczenia się matematyki. Świetny jest rozdział poświęcony dziecięcemu liczeniu. Propozycje zadań można realizować już z trzy- czterolatkami – Liczenie guzików przy płaszczyku, dziurek. Układanie samochodów na półce od największego do najmniejszego. Podczas układania klocków: układanie według kolorów, liczenie poszczególnych kolorów. Przy wyciąganiu warzyw z koszyka – liczenie marchewek, jabłek, pomidorów. Tworzenie zbiorów. Najwspanialszą porą do liczenia jest jesień: tyle wtedy kasztanów, liści, żołędzi.

Przepis autorki na spacer:

W trakcie spaceru można także znakomicie łączyć ćwiczenia ruchowe z liczeniem. Dorosły proponuje taką zabawę: cztery liczone kroki i podskok. Po kilku ćwiczeniach dorosły zmienia umowę: Teraz należy liczyć kroki: jeden, dwa, trzy, cztery, pięć i wymach rąk, sześć, siedem, osiem, dziewięć, dziesięć i wymach rąk wraz z rozkrokiem (akcentuje się krok piąty, dziesiąty, piętnasty i dwudziesty)(str. 125)

Znalazłam też fajne ćwiczenia dla molików książkowych:

Sprzątamy biblioteczkę. Dorosły pyta: Ile jest książek na tej półce? Dziecko liczy i ustala liczbę książek. Dorosły zmienia układ liczonych książek i pyta: Czy teraz, po tej zmianie, nadal jest dwadzieścia siedem książek, policz… Następnie odejmuje kilka książek (przestawia je na drugą półkę) i znowu pyta: Ile jest teraz, po tej zmianie, książek na półce? (str. 123)

Te przykłady i mój opis to kropla wody w morzu informacji, jakie znajdziecie  w tej książce. Polecam i rodzicom i nauczycielom.

P.S. Po czym rozpoznać podczas niedzielnego spaceru po parku, że jakaś mama/ jakiś tato są po lekturze książek pani Gruszczyk - Kolczyńskiej:)))

Zajrzyjcie koniecznie tutaj:

Małe i większe formy

Znak Zorro

Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy Związków Zawodowych, Warszawa 1989



środa, 27 października 2010
Diabeł tkwi w szczególe

Przynieśliśmy z biblioteki. Moje dzieci: starsze [prawie 6] i młodsze [prawie 3] ślęczą nad nią godzinami. W każdej wolnej chwili.

Tomek: Mamo poczytaj nam!

Mikołaj: Mamka, pocytaj nam!

Ja: Ok. Pewnie – dziecko chce makulatury, to proszę bardzo. - Obojętnie, czy wy wybieracie?

Wybierają model.

Czytam:

Porsche Gemballa Miragee GT

Porsche Gemballa Mirage GT w telegraficznym skrócie: 1000 KM, moment obrotowy 1200 Nm, silnik z dwiema turbosprężarkami o pojemności 5.71V10. Prawda, że zachwycające? [Prawda – myślę sobie. Po minie moich dzieci widzę, że są równie zachwyceni]. Do setki rozpędza się w zaledwie 3.1 sekundy. Może pędzić z maksymalną prędkością 400 km/h. Gemballa posiada zmodyfikowaną, sześciobiegową, sekwencyjną i co najlepsze – wyścigową przekładnię, zapewniającą lepsze przenoszenie mocy. Gemballa Mirage GT ma także wysokiej jakości sportowe „buty”! Wspaniała przyczepność gwarantowana na przedniej osi dzięki oponom 265/35 R 19; z tyłu 335/30 R 20. Linia dachowa wyraźnie różni się od tej z Carrery GT. Przednia cześć skrzyni powietrznej został zintegrowana z dachem Gemballi.

[Ja- Uffffffff]

Tomek: Mama, a te opony to jakie były?

Szukam, szukam. Mam.

Ja: 265/35 R 19

Tomek:  A te drugie?

Ja: 335/30 R 20.

Tomek [prawie 6] – Aha!

Mikołaj [prawie 3 lata] – Aha!

Ja - ???

[Ilustrowana Encyklopedia - Samochody; P.H.W. Fenix 2010]

środa, 13 października 2010
Wychowanie przez czytanie - Irena Koźmińska/ Elzbieta Olszewska

Kiedy prawie sześć lat temu urodził się Tomek, moja ogromna radość zmieszała się z przerażeniem. Myślę, że wiele mam spotyka podobne uczucie. Pamiętam, że pielęgniarka w szpitalu, wzięła wtedy mojego synka na ręce, popatrzyła na mnie i powiedziała coś w tym rodzaju: „Niech pani zaufa intuicji i posłucha, co podpowiada to coś w środku”. Właśnie tym się  z mężem kierujemy, choć nie ukrywam, że często pojawiają się wątpliwości. Jedną z wielu złotych podpowiedzi od tego mojego maminego środka – było czytanie dziecku. Od pierwszych miesięcy życia. Od drugiego roku życia – regularnie, codziennie Tomkowi, Mikołajowi – od pierwszych dni przyjścia na świat. Robiłam to, wiedząc, że robię dobrze. Sama lubię czytać, więc powrót do książek z dzieciństwa,  odkrywanie nowych wartościowych lektur dla moich dzieci – stało się moim ukochanym zajęciem – to olbrzymia wartość dodana bycia mamą i tatą:)))

Irena Koźmińska i Elżbieta Olszewska, obie związane z fundacją „ABCXXI – Cała Polska Czyta Dzieciom” w swojej najnowszej książce starają się przekonać nas do tego, że czytanie może być również … metodą wychowawczą, niesamowicie skuteczną i pewną. Dzisiaj wielu rodziców ogarnia pewnie wiele wątpliwości – jak wychować dziecko na mądrego, dobrego człowieka, który poradzi sobie w tym (często dzikim) świecie. Bo – nawet jeśli nie chcemy przyjąć niedobrych wiadomości do siebie, badania przeprowadzone w wielu krajach, w tym USA, pokazują, że świat jeszcze nigdy nie był tak nieprzyjazny dziecku – nastąpiła wielka zmiana w koncepcji dzieciństwa, a dzieci, jak się okazuje rodzice również,  z tym wszystkim sobie po prostu nie radzą. Książkę dosłownie połknęłam. Oprócz wielu ciekawych informacji na temat samego czytania znalazłam w niej wiele wskazówek na temat podejścia do dzieci – jak choćby cały rozdział poświęcony wychowaniu chłopców – niezwykle dla mnie cenny.

Autorki przedstawiają liczne fakty, dane, nawiązują do źródeł opublikowanych w innych krajach – do wyników badań, które na tak szeroką skalę pewnie nigdy nie zostałyby przeprowadzone w naszym kraju, albo, które pojawiłyby się dopiero za kilka lat. Dane, przyznaję, niepokojące. Dlatego też, skoro takie Stany Zjednoczone, o wiele bardziej ucywilizowane niż my, ponoszą w tej chwili bolesne konsekwencje rozwoju społeczeństwa konsumpcyjnego, dlaczego nie nauczyć się czegoś od nich, żeby nie powielać błędów, żeby uniknąć fatalnych skutków zauroczenia nowoczesnością, techniką, robieniem kariery, mediami, wynalazkami na miarę XXI wieku? Autorki dają na to bardzo prostą odpowiedź: czytanie dziecku. Może ktoś się w tej chwili uśmiechnie pod nosem – a niech tam – czytanie dobrych książek dla dzieci ma same dobre strony. Zostały one dokładnie przeanalizowane w tej lekturze, skierowanej do rodziców, nauczycieli, lekarzy.

Oto co znajduje się w  środku:

Wstęp

Irena Koźmińska przekonuje do tego, że czytanie to najskuteczniejszy – i najtańszy – sposób budowania zasobów wewnętrznych dziecka. Uzasadnia to mądrze, przemyślanie, podpiera wieloma przykładami, przyznaje, niekiedy – wzruszającymi. Nie unika pisania o porażkach i trudnych momentach.

„Najlepszą rzeczą, jaką rodzice mogą zrobić dla szczęścia i przyszłości swego dziecka, jest głośne czytanie mu dla przyjemności i radykalne ograniczenie telewizji”.

Czy czytanie jest nam dzisiaj potrzebne?

Jak się ma czytanie do zmian, jakie zachodzą w świecie, do wszelkich nowinek technicznych? Jaki ma wpływ to na dzieci. I ciekawe spostrzeżenie: rośnie pokolenie, które ma olbrzymie problemy z językiem. Dla wielu dzieci czytanie, pisanie, mówienie to bariera nie do pokonania.

Rodzice architekci dzieciństwa

Co my, rodzice, powinniśmy zapewnić dziecku, aby mogło zdrowo i szczęśliwie się rozwijać i osiągnąć pełnię swego potencjału. Zapewniam, że wcale nie chodzi  o ciągnięcie dziecka od atrakcji do atrakcji za wielkie pieniądze - z lekcji jazdy konnej, na chiński, tenisa, grę na skrzypcach i karate.

Niezwykła moc zwykłego czytania

O wszystkich korzyściach z głośnego czytania dla zdrowia emocjonalnego dziecka. Uśmiechnęłam się czytając informację, że to właśnie ojcowie są lepszymi nauczycielami czytania i pisania. Pewnie dlatego, że przywiązują mniejszą wagę do poprawności i pozwalają dziecku, by czytało jak chce, po swojemu. „Być może dlatego, by jak najszybciej skończyło i dało tacie szansę obejrzenia finałowej bramki w telewizji”. To też cenne spostrzeżenie.

Nieporozumienia z czytaniem

O nauce czytania w szkole, kto ma czytać na głos, co się dzieje, gdy zmuszamy dziecko do głośnego czytania i czy w domu uczyć dzieci czytania.

Kiedy zacząć czytać?

Autorki przekonują do czytania dziecku od pierwszych dni życia. Trudno oprzeć się ich argumentom.

Jak czytać dziecku?

Regularnie, z radością, entuzjazmem. Jak poradzić sobie, jeśli dziecko nie interesuje się książką, jak poradzić sobie z telewizją, o szanowaniu książek – to postulat pod adresem trochę starszych dzieci.

Kiedy zakończyć głośne czytanie?

Dlaczego nie powinnismy rezygnować z czytania dziecku, kiedy pozna w szkole litery. Autorki powołują się na kolejną cenną książkę o czytaniu dzieciom i nastolatkom – „Jak powieść” Pennaca, o której pisałam tutaj

Kryteria wyboru książek do czytania dzieciom

Jakie książki czytać i czym się kierować przy wyborze lektury.

Czytanie jako metoda wydobycia dobrego chłopca z chłopca

„Aby chłopcy wyrośli na dojrzałych, samodzielnych, kompetentnych społecznie i kochających mężczyzn, potrzebują warunków rozwoju nieco odmiennych niż dziewczęta i zupełnie innych, niż otrzymują obecnie w domu, w szkole i w społeczeństwie” [S Biddulph].

Ten cytat to motto tego rozdziału – rodzice chłopców znajdą tu cenne informacje i wskazówki, jak wychowywać mądrze swoich smyków. Gdyby chcieli zajrzeć do tego rozdziału nauczyciele – zrozumieliby pewnie wiele spraw, o których nie mówi się (niestety) na studiach. Również zaakceptowanie  dość skomplikowanej natury młodego mężczyzny pewnie zaoszczędziłyby zarówno im, jak i uczniom, sporo stresu, nerwów i ułatwiłoby życie. Być może pomogłoby nawet znaleźć  mądry "sposób" na tego ananasa z 5c.

Podróż do Narnii, czyli czytanie dzieciom chorym i niepełnosprawnym

Jak wielką wartość ma czytanie dzieciom chorym. Bardzo osobisty rozdział Elżbiety Olszewskiej, której córeczka przyszła na świat z rzadką wadą genetyczną – anomalią Petersa. Dziecko, które w pierwszych miesiącach nie miało woli życia, dzięki sile i uporowi rodziców, stymulacji, masażom, muzyce i… czytaniu jest dziś rozgadanym dzieckiem, z ogromnym zasobem słów. „Zuzia nie stała się dzięki czytaniu zdrowym dzieckiem. Jest niewidoma, upośledzona umysłowa w stopniu lekkim, ma pewne problemy z poruszaniem się, jest mało sprawna manualnie. Jestem jednak przekonana, że dzięki czytaniu, dzięki ciągłemu obcowaniu z mnogością słów o różnych znaczeniach, z bogatą składnią, wieloma sposobami obrazowania, jej mózg podlegał ciągłej stymulacji, a umysł otrzymywał wiele bodźców do rozwoju”.

Elektroniczna niańka i zasilany prądem narkotyk

O telewizji, grach komputerowych, o ich wpływie na rozwój moralny, fizyczny i społeczny dzieci.

Dowody na to, że wielbłąd jest wielbłądem

O przeprowadzonych badaniach nad skutecznością programów: „Czytające szkoły” i „Czytające przedszkola”.

Czytanie lekarstwem na problemy duszy.

O biblioterapii.

Książki jako pomoc w nauczaniu wartości

Ten rozdział nawiązuje do wcześniejszej książki – „Z dzieckiem w świat wartości” (recenzja tutaj). Autorki udowadniają, że wspólne lektury mogą stać się znakomitymi lekcjami wartości moralnych, takich jak: szacunek, uczciwość, odpowiedzialność, odwaga, samodyscyplina, pokojowość, sprawiedliwość, szczęście, optymizm, humor, przyjaźń i miłość, solidarność, piękno, mądrość.

Zabieramy się do lektury, czyli książki polecane do czytania dzieciom

Krótkie i zachęcające recenzje książek dla dzieci od 0-powyżej 16 lat. Nie wiem, czy wiecie, ale autorki zachęcają do czytania naszym nastoletnim, prawie dorosłym dzieciom:))))

Powinności rodziców wobec dziecka

Czy umiemy kochać dzieci?

To rozmowa Ireny Koźmińskiej z doktorem Rossem Campbellem, amerykańskim psychiatrą, autorem bestsellera „How to Really Love Your Child” (polski tytuł: „Sztuka zrozumienia, czyli jak naprawdę kochać swoje dziecko” – Vocatio, Warszawa 1999).

Świat przeciwko dzieciom

Rozmowa Ireny Koźmińskiej z Michelem Medvedem, amerykańskim scenarzystą, dziennikarzem, krytykiem filmowym, współautorem książki „Sawing Childhood” („Ocalić dzieciństwo”).

Bibliografia

Polecam!!!

Wydawnictwo Świat Książki

 

Wychowanie przez czytanie - to moja książka października:)

piątek, 10 września 2010
Horror! Czyli skąd się biorą dzieci - Grzegorz Kasdepke/ Marcin Piwowarski

Jeszcze nie zadano mi tego pytania, ale przypuszczam, że kiedyś się pojawi. Skąd się wziąłem? Skąd się biorą dzieci? No pewnie, że bocian przyniósł. Mama z tatą nasypali cukru na parapet, a rano w maleńkim zawiniątku na parapecie byłeś TY. Albo – Mama znalazła CIĘ w kapuście. Kiedyś usłyszałam ripostę malucha: „To ja wolałabym jak Calineczka w kwiatku, bo kapusta śmierdzi”. No i masz babo placek. Dzieci zadają czasem trudne pytania, a znalezienie odpowiedzi na powyższe spędza rodzicom sen powiek. A może lepiej powiedzieć prawdę – delikatnie? Zachęca do tego Grzegorz Kasdepke w swojej nowej książce – Horror! - w tytule jest słowem jak najbardziej na miejscu. Po raz trzeci towarzyszymy pani Miłce i jej wychowankom w przedszkolu. Tym razem jest baaaaardzo poważnie, bo ponoć pani Miłka połyka dzieci. Do takiego wniosku dzieci dochodzą same, gdy dowiadują się, że ich wychowawczyni ma w brzuszku dzidziusia. No bo niby skąd się tam wziął? W książce będzie się działo, oj będzie. A na końcu autor wyjaśnia skąd się właśnie biorą dzieci. I [wszyscy] poczuli ulgę, że wszystko się wyjaśniło. Podane bardzo przystępnie, delikatnie, przyprawione humorem. Swoją rękę do stworzenia takiego a nie innego klimatu tej książki przyłożył - bardzo udanie zresztą, Marcin Piwowarski. Spodobał mi się mały dodatek – Rady dla dzieci i Rady dla Rodziców. Kasdepke zdaje sobie sprawę, że każde dziecko jest inne i że to właśnie my rodzice znamy najlepiej swoje pociechy, ich wrażliwość – trzeba wyczuć – ile można powiedzieć i jak. Ważna książka, która wypełniła wielką lukę na naszym rynku.

Wiek 4+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

piątek, 05 marca 2010
Wychowanie chłopców

Tegoroczny kalendarz fundacji ABCXXI Cała Polska Czyta Dzieciom poświęcony jest wychowaniu chłopców. Nie udało mi się go kupić, ale z ciekawością przeczytałam kilka ważnych informacji dotyczących wychowania moich chłopaków: co tak naprawdę w nich siedzi, jacy są, czego potrzebują, z czym mają problemy, jak rozwijają się ich mózgi. Znalazłam tu rady jak nadrobić „uboższy pakiet startowy chłopców”, jakie etapy rozwoju są niezbędne, by chłopcy wyrośli na dojrzałych i kulturalnych mężczyzn. Mimo, że gdzieś to już czytałam, że coś mi się przypomina – tutaj jest wszystko w pigułce, na wyciągnięcie ręki. Na pewno nie ma tu odpowiedzi na wszystkie moje pytania, ale kierunek został wyznaczony, poszukiwania można kontynuować na własną rękę. Dla mnie bomba. Znajdziecie go na stronie Fundacji: tutaj.    

 
1 , 2