|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Biorę udział:)
Półeczka maluchów
Półeczka starszaków
Półeczka dla dzieci 6 - 10
Półeczka dla dzieci 10+
Półeczka młodzieży
Półeczka rodziców
A tutaj piszę o książkach
Akcje Czytelnicze
Artykuły
Autorzy i ilustratorzy książek
(c) copyright
Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
Do słuchania
Gry i zabawy
O książkach dla dzieci
Szablon blogu
Wydawnictwa, z którymi współpracuję
Zajrzyj do książki
Tagi
Półeczka z książkami![]() Wypromuj również swoją stronę
|
Wpisy z tagiem: Indianie
środa, 05 października 2011
Dar totemów. Baśnie indiańskie - Vladimir Hulpach/ il. Josef Kremlacek
Baśnie wpisują się doskonale w klimat długich jesiennych i zimowych wieczorów. Na dworze robi się szaro, dzieci szybko wskakują do łóżek – jest tak jakoś cicho, melancholijnie, nic tylko czytać baśnie – i dzieciom i sobie. Może baśnie indiańskie? Właśnie pojawiły się – w kolekcji baśni z całego świata, w charakterystycznym (prawie) kwadratowym formacie – grube, pięknie zilustrowane. Indianie fascynują. Świat, którego już nie ma. Te baśnie to prawdziwa skarbnica informacji na temat kultury indiańskiej. W końcu miały tłumaczyć świat: 32 dwa teksty zebrane w tym tomie, to zbiór baśni z różnych plemion. Pojawiają się Dakotowie, Irokezi, Szoszoni, Czejenowie, mniej znani Krikowie, Foksowie, Pieganie i inni. Opowiadają o tym skąd się wzięli na ziemi Indianie, jak to się stało, że otrzymali konie, dlaczego konie indiańskie były mniejsze od tych, które dosiadały blade twarze, jak wygląda przejście do Krainy Wiecznych Łowów, dlaczego Indianie mają czerwony kolor skóry. Przekazują mądrość Indian, mówią o związku człowieka z przyrodą, opiewają czyny indiańskich bohaterów. Podoba mi się w tym wydaniu egzotyka tych baśni. Jeśli czytaliście baśnie norweskie, niemieckie to na pewno uderzyło Was to, jak wiele motywów się powtarza, jak wiele można znaleźć również podobnych elementów w naszej rodzimej literaturze – tyle że trochę zmienionych, pod inną nazwą. Tymczasem wydanie indiańskie jest bardzo oryginalne. Pisałam już – świat, którego nie ma. Dziś na ulicy dzieci nie bawią się w Indian. Mają swoich bohaterów i z nimi chcą się utożsamiać. Można chyba po cichu nawet powiedzieć – Sorry Winetou, ale coś się skończyło. Książki takie jak ta pozwalają na poznanie tego innego świata. Pobudzają ciekawość, bo dzieci zaczynają pytać, chcą dowiedzieć się więcej. Może warto odświeżyć tematykę, która fascynowała naszych rodziców? Pamiętacie Dzieci z Bullerbyn? Tam chłopcy bez przerwy bawili się w Indian. Ciekawym dodatkiem do książki jest mapa na okładce, na której zaznaczono miejsca zamieszkałe przez plemiona indiańskie, dalej słowniczek wyrazów mało znanych: mokasyny, piroga, potlacz, tragi, umiak, wamlum i Posłowie, gdzie rozwinięto informacje na temat samych baśni i terenów zamieszkałych przez Indian. Do tego świetne ilustracje czeskiego grafika – Josefa Kremlacka. Nawiązują do sztuki indiańskiej, są niebywale kolorowe, kipią od odważnych barw, cechuje je misterność. Mimo, że to baśnie Indian Ameryki Północnej, często ilustracje kojarzą się również ze sztuką Indian Ameryki Południowej. Ilustrator zwraca uwagę na szczegóły: precyzyjnie odtwarza elementy ozdób, ubrań, totemów. Zresztą zobaczcie sami….
Wiek 5+ Wydawnictwo Media Rodzina
sobota, 01 października 2011
Przygody Sajo i małych bobrów - Grey Owl
Czytałam różne opinie na temat tej książki. Nie znalazłam ich dużo, ale na pewno nie zachęcały do zdjęcia jej z wysokiej półki. Że nudna, że wszystko się wlecze i mało się dzieje. Tymczasem to piękna książka o przyjaźni człowieka ze zwierzętami, szacunku do przyrody, wartościach – dziś nie na czasie, o świecie, którego nie ma. Nic się nie dzieje? Ależ – cały czas jesteśmy świadkami rodzącej się sympatii, prawdziwej przyjaźni – takiej na dobre i złe, do dwóch małych bobrzaków. Pewnie można by to opisać raz dwa – w kilku słowach: żyli długo i szczęśliwie… Przyzwyczajeni jesteśmy do życia w szybkim tempie. Poniekąd oczekujemy tego od telewizji, książek, rozrywek komputerowych. Zniecierpliwieni pewną jednostajnością, nicniedzianiem się, potrafimy się nieźle sfrustrować, że coś się wlecze w nieskończoność, nie spełnia naszych oczekiwań. Tymczasem Grey Owl – Szara Sowa, zabiera nas w podróż do kanadyjskich lasów na długo i snuje swoje opowieści. Koncentruje się na otaczającej przyrodzie i reakcjach człowieka. Nie będzie tu wielu zaskakujących zwrotów akcji. To co nas oszołomi, to spokój, który daje obcowanie z taką przyrodą, z takimi miejscami. Wielka cisza, przerywana od czasu pohukiwaniem sowy, wyciem wilka. A miłośników emocji mogę zaspokoić, że tych tu nie brakuje – jak choćby scena, gdy bobrzy dom zostaje zaatakowany przez wydrę lub gdy handlarz odbiera Sajo i Saphianowi bobra Chikanee. Właściwie można by się pokusić o stwierdzenie, na przekór tym wszystkim negatywnym i zniechęcającym opiniom, – któż dziś tak umie pisać? Książka ukazała się po raz pierwszy w 1935 roku. Jeszcze trochę i będzie miała sto lat. W jakiś sposób ta data usprawiedliwia tę nieśpieszną narrację, przeznaczoną dla słuchaczy i czytelników nie znających telewizora, radia, komputera – ludzie umieli słuchać, koncentrować się na szczególe, dostrzegać rzeczy małe. To cechy, które pomogą dostrzec niezwykły artyzm tej książki. Piękno tej lektury ujawnia się podczas głośnego czytania. Mały czytelnik nie przebrnie sam przez długie opisy przyrody. Chyba, że już wychowaliśmy sobie pasjonata takiego świata na uboczu, z dala od drogi, znajdującego wielką radość w pięknie wyrazu:). Wieczór, spokój, cisza. Kojącą lektura przed snem. Cóż może być lepszego? Indianin Wielkie Pióro udaje się na swoje łowiska, by sprawdzić, co się tam dzieje i czy nie działają kłusownicy. Jest świadkiem ataku wydry na bobrzy dom, a podczas powrotu do domu wyławia z rzeki parę małych bobrów, które bez jego pomocy nie przeżyłyby w odmętach Rzeki Żółtych Brzóz. Zabiera bobrze dzieci do domu i przekazuje je pod opiekę Sajo – swojej córce i Saphianowi – swojemu 14 – letniemu synowi. Między tą czwórka rodzi się wieka przyjaźń. Co ciekawe bobry bardzo swoim zachowaniu, nawet odgłosach przypominają ludzi. Wielkie Pióro ma jednak długi. Pewnego dnia w chatce Indianina pojawia się biały człowiek, który zabiera jednego z bobrów do miasta. Sajo tęskni za małym przyjacielem. Rzeka podpowiada jej, że powinna udać się do miasta i odnaleźć małego Chikanee. Rodzeństwo postanawia wyruszyć w długą i niebezpieczną podróż… Ciekawa jest sama postać autora. Patrząc na zdjęcie Szarej Sowy można by rzec – prawdziwy Indianin. Tymczasem naprawdę nazywał się Archibald Stansfeld Belaney (1888-1938) i był Anglikiem, który stał się Indianinem… na własne życzenie. Twierdził wprawdzie, że jest dzieckiem Szkota i Indianki z plemienia Apaczów. Jednak podczas podróży po Anglii – już jako znany (rzekomo) indiański pisarz, został rozpoznany przez …własną ciotkę. To zresztą nie koniec sensacji z życia autora. Choć czy to ważne? No właśnie. Znów górę wziął we mnie człowiek XXI wieku, który jak nie w książce, to chociaż w osobie pisarza doszuka się kolejnej ciekawostki i sensacyjki….. Ja zachęcam do sięgnięcia po Sajo i jej bobry – poniekąd jako antidotum na współczesne bolączki. Ach – i jeszcze ważna wiadomość – wiele lat temu ta książka pojawiła się jako: Sejdżio i jej bobry. Można kupić ją na pewnej aukcji już od 1,85 i więcej.
Ciekawy felieton na temat tej książki i autora znalazłam tutaj. Wiek 8+ Wydawnictwo Polityka SP/ Fundacja ABCXXI – Cała Polska Czyta Dzieciom, Warszawa 2008
sobota, 22 maja 2010
Wielka Niedźwiedzica - Bajki Grajki
Narobiono nam apetytu na Sierotkę Marysię i krasnoludki, a wróciliśmy z miasta z Wielką Niedźwiedzicą, którą z kolei widzieliśmy na blogu Pikinini. Mam wyrobione już zdanie na temat Bajek – Grajek – jest to cudowna i niezwykle wartościowa seria archiwalnych nagrań, które kiedyś można było kupić na płytach winylowych. Zresztą do każdej Bajki dołączona jest oryginalna okładka sprzed lat. Ja zdecydowanie wolę stare projekty graficzne, niż te współczesne. Bajki – Grajki pewnie niektórzy z nas sami pamiętają z dzieciństwa, a teraz mogą posłuchać je moje dzieci – a i ja z przyjemnością podsłuchuję. Mam nadzieję, że Marysię wkrótce uda nam się również kupić. Natomiast już teraz bardzo polecam przepiękną opowieść indiańską o trzech plemionach: Władcach Traw, Bystrych Sokołach i Łowcach Bizonów. Od przedwczoraj Wielka Niedźwiedzica współtworzy nasz wieczorny klimat. Kot Prot, co nie stroni od hec i psot, o którym pisałam niedawno, odpoczywa sobie teraz w koszyczku z bajkami – i dobrze, bo od jego pomysłów wszystko kręciło się już w głowach. Teraz mała odmiana. Legenda indiańska jest nastrojową opowieścią o ludziach dobrych i o tych, którzy mają przewrotne serca. Dzielnym Wakontasie i złym Tekimie. O miłości, o przyjaźni. Jest też opowieścią o tytułowej Wielkiej Niedźwiedzicy, która opiekowała się szczepami indiańskimi, przyjmowała często postać staruszki i pokazywała ludziom, jak leczyć rożne choroby. Bajka wycisza, ma niesamowity klimat – słychać gdzieś w dali odgłosy zwierząt, ptaków, szum wody, świst wiatru. Trzaskają gałązki pod nogami Indian, strzelają iskry z ogniska. Nie da się tego opisać, trzeba posłuchać. I temat – Indianie – niezwykła tajemnica dla ciekawych świata małych chłopaków. U nas znalazła bardzo podatny grunt, bo zainteresowanie tematyką okołoindiańską zdecydowanie wzrosło. Mamo, a dlaczego…? – już się pojawiło. Zdecydowanie wolę, gdy moje dziecko bawi się w Indian, niż w Spiedrman’a. W każdym razie dziecię wyraziło już chęć posiadania wigwamu (!!!!!) Zobaczymy, co się da z tym zrobić. Wieczorem – ja sobie szydełkuję, mój Tomek leży i słucha. I żeby tylko na jednym słuchaniu się skończyło. Nie, nie. Co najmniej dwa razy. A co tam, czemu nie? Na płycie obsada iście gwiazdorska – Henryk Machalica, Franciszek Pieczka, Zofia Rysiówna, Krzysztof Kołbasiuk w roli szlachetnego Wakontasa, Joanna Szczepkowska. Przy Bajkach Grajkach przyjęłam zasadę – kupując nie patrzę na obsadę. Mamy w domu kilka bajek z kolekcji i NIGDY nas nie rozczarowały. To jest chyba jakiś ewenement wydawniczy na skalę światową. Gdy puszczam je dzieciom i podsłuchuję, staram rozpoznać się głosy aktorów, czasem już nie żyjących. Charakterystyczne głosy Bronisława Pawlika, Krzysztofa Kolbergera, Ireny Kwiatkowskiej potrafię rozpoznać od razu. Inne dopiero poznaję. Mam przy tym wielką frajdę, tak jak moje dzieci przy słuchaniu Bajek. Więcej informacji znajdziecie klikając na Tag: Bajki – Grajki.
Tekst Wielkiej Niedźwiedzicy – Stefan Majchrowski Opracowanie – Lidia Wojas Oprawa muzyczna – Marian Szałkowski
Do płyty dołączony jest zeszyt Bajkowo – Grajkowy, w którym można poczytać ciekawe historie z życia rodziny Pętelków. Są zagadki, rebusy, gry.
Wydawnictwo Bajki - Grajki
środa, 10 lutego 2010
Biały Mustang - Sat-Okh
Wychowałam się na książkach o Indianach. Zresztą wielu rodziców z mojego pokolenia również. Mąż do dzisiaj pielęgnuje swoje wspomnienia związane z pewnymi lekturami okołoindiańskimi. Ta fascynacją tą kulturą, minęła już chyba bezpowrotnie. Dzieci mają dzisiaj innych idoli. Chociaż, kto wie…Na pewno nie czeka nas nagły nieoczekiwany przełom w tej kwestii, ale pojawianie się takich książek jak Biały Mustang, wznowienia (ostatnio Winnetou i innych w ramach serii Książka do plecaka) przyczyniają się do tego, że Wielki Duch nadal jest wśród nas. I tak jak podczas lektury książek o wodzu Apaczów mam wrażenie, że Karola Maya zbyt ponosiła fantazja (germańska), tak w przypadku książek Satha – Okha, naszego rodzimego Indianina, wszystko wydaje się być autentyczne a przez to bliskie (Zachęcam do sięgnięcia po jego Ziemię Słonych Skał, którą czytałam wieki temu, a którą chętnie bym sobie teraz przypomniała). Biały Mustang to zbiór baśni legend indiańskich. Już to czyni je fascynującymi. Poznać inną kulturę, inny świat. Spróbować tego, co minęło bezpowrotnie. Świat czerwonoskórych kojarzy się nam często z filmami różnej maści, tymczasem film swoje, a rzeczywistość swoje. Pamiętam artykuł w niemieckiej gazecie Tam, gdzie kręcił Costner. Analfabetyzm, bezrobocie, alkoholizm, kryzys tożsamości, odcięcie od korzeni, to tylko kilka problemów, z którymi borykają się dzisiejsi spadkobiercy baśni i legend indiańskich. Zresztą Sat-Okh często wspominał o tym w swoich licznych wywiadach i artykułach, nie unikał tematów trudnych. Biały Mustang daje możliwość poznania wierzeń indiańskich, wielu tradycji i zwyczajów, codziennego życia czerwonoskórych, poszanowania przyrody, trwania w zgodzie z odwiecznymi prawami. To świat dziki, w którym panuje odwieczny porządek. Z kart książki emanuje wielki szacunek dla przyrody – Matki Ziemi, Słońca, Wiatru. Mnie zaciekawiła bardzo postać samego autora. Sat – Okh, znaczy tyle co Długie Pióro. Kryje się pod nim Stanisław Supłatowicz – polski Indianin. Urodził się prawdopodobnie w Kanadzie w 1920 r., zmarł w Gdańsku w 2003 r. Historia jego życia jest fascynującym tematem na książkę. Był synem Stanisławy Supłatowicz, szlachcianki zesłanej w 1905 r. na Sybir i Indianina – Wysokiego Orła z plemienia Szawanezów. Ponoć jego pradziadem był sam wielki wódz Tecumseh. Wśród Indian wychowywał się do 1936 r. Następnie przybył z matką do Polski, tutaj przeżył okupację – uciekł z transportu do Auschwitz, działał w AK. Po wojnie aresztowany, kilka lat przesiedział w więzieniu. Potem pływał jako marynarz na statkach. W 1958 roku zaczął pisać książki, które przetłumaczono na wiele języków. wiek 9+ Wydawnictwo Nasza Księgarnia |