|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Biorę udział:)
Półeczka maluchów
Półeczka starszaków
Półeczka dla dzieci 6 - 10
Półeczka dla dzieci 10+
Półeczka młodzieży
Półeczka rodziców
A tutaj piszę o książkach
Akcje Czytelnicze
Artykuły
Autorzy i ilustratorzy książek
(c) copyright
Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
Do słuchania
Gry i zabawy
O książkach dla dzieci
Szablon blogu
Wydawnictwa, z którymi współpracuję
Zajrzyj do książki
Tagi
Półeczka z książkami![]() Wypromuj również swoją stronę
|
Wpisy z tagiem: literatura włoska
niedziela, 11 grudnia 2011
Zbyt późno - Giovanna Zoboli/ il. Camilla Engman
Mały Ricardo słyszy od swoich rodziców i dziadków ciągle te same słowa: Jest zbyt późno. Powtarzają je jak mantrę, a malec bardzo chce poznać świat. Utwierdził się w przekonaniu, że gdzieś daleko znajduje się taka kraina: Zbyt Późno. Chciałby tam dotrzeć i przekonać się – jak tam jest. Ale….. DROGA DO ZBYT PÓŹNO JEST ZBYT DŁUGA. DROGA DO ZBYT PÓŹNO JEST ZBYT CIEMNA DROGA DO ZBYT PÓŹNO JEST ZBYT PUSTA.
Wszystko jest ZBYT. Ricardo tak często słyszy to słowo, że sam zaczyna myśleć w ZBYT - Kategoriach: bo jest ZBYT mały, ma ZBYT mało odwagi, a w dodatku jest ZBYT późno, żeby wracać ZBYT późno. Jego marzenia spełniają się we śnie. Razem z nowymi przyjaciółmi: Białym Kotem, Niedźwiedziem z Rowerem i Panią Jeleniową udaje się za góry i lasy, do krainy, gdzie jest wszystkiego zbyt zbyt zbyt.
My dorośli często myślimy w tych kategoriach: coś jest zbyt niebezpieczne, zbyt brudne, zbyt biedne, zbyt nieładne, zbyt lekkomyślne. Pułapka ZBYT. Dzieci są jak walizka – co się do niej wsadzi to się z niej wyciągnie. Czasem można spotkać takie dzieci, które od rodziców przejmują podobny sposób zachowania – widać to na placu zabaw, gdzie jedne maluchy sypią sobie śmiało piasek na głowę, lepią kotlety z błotka, skaczą po kałużach, turlają się po trawie nie bacząc na zielone kolana, włażą w każdy kat. Inne z kolei patrzą na to z przerażeniem – bo wszystko jest ZBYT. Kałuże są ZBYT brudne, piasek też, i błotko też, a każdy krok w górę na drabince jest ZBYT niebezpieczny. Bardzo ważna książka dla wszystkich. Przede wszystkim dla dzieci – o ich nieograniczonych możliwościach i wolności. Potem dla nas – dorosłych, rodziców i dziadków – byśmy zrozumieli, że ZBYT to pułapka i pójście na łatwiznę. ZBYT - to przede wszystkim nasza wygoda. Warto przeczytać, by stwierdzić, że nigdy nie jest ZBYT PÓŹNO. Trudno nazwać mi Ricardo i jego rodzinę. Ni to zwierzęta, ni to inne jakieś stworzenia – o obłych kształtach jak kiedyś słynne Barbapapy. Podoba mi się w tej książce dbałość o każdy szczegół – szata graficzna, papier, format, stonowane pastelowe ilustracje, prosty język całej tej opowieści. Entliczek to nowe wydawnictwo na rynku – debiut – zjawiskowy. Plany – też. Czekamy na ciąg dalszy. Z wielką niecierpliwością. Wiek 2+ Wydawnictwo Entliczek
niedziela, 27 listopada 2011
Pinokio. Historia pajacyka - Carlo Collodi/ il. Roberto Innocenti
Moje wspomnienie z dzieciństwa związane z Pinokiem? Wydawał mi się nieskończenie grubą książką. Z biblioteki wypożyczyłam z pewną nieśmiałością. Mój mąż miał podobne odczucia. Teraz, kiedy podjął się czytania dzieciom, stwierdził, że jak każda staruszka (liczy sobie dokładnie 130 lat) jakoś dziwnie poszła w ziemię, skurczyła się i wydaje się być… cieńszą. Podobnie moi znajomi, którzy odkrywają w naszym domu najnowsze wydanie powieści Collodiego. Biorą je do ręki z jakąś nabożną czcią, na początku trochę zdziwieni, że zamiast kultowych ilustracji Szancera, widzą zupełnie coś nowego. Coś, co nadaje tej powieści powagi, przed czym czują respekt. To nie ten Pinokio, który straszył tylko mnogością stron. Pinokio, któremu twarz dał polski ilustrator – drewniany pajacyk z chochlikiem w oku, kolorowy. Pinokio, do którego zdążyli przyzwyczaić nas wydawcy: kolejne nowe skrócone wersje, albo wynalazki literackie, które chciały zdobyć popularność na popularności XIX wiecznej powieści. To nie ckliwe i często kiczowate obrazeczki, które trudno nawet nazwać ilustracjami. To w końcu również nie disnejowska słodycza, którą można obejrzeć raz, no…. może dwa i koniec kropka. Nowy Pinokio to przede wszystkim obrazy. Kiedy pierwszy raz zobaczyłam okładkę, przez myśl przeszło mi - zima jak u Breugla. Nie ma na niej ani myśliwych z psami, ani wioski ukrytej wśród drzew i stawów. Może to przez ten brudny śnieg i zimno, które i tu tam są jednakowe. Potem, oglądając dokładnie książkę znów łapałam się na tym, że w głowie szukam analogii do obrazów Boscha czy Goi. Na końcu uśmiechnęłam się pod nosem, bo nagle autor tych poważnych obrazów zakpił sobie z nas i przemycił do dzieła …Vespę. Maleńki włoski skuter, który rozładowuje ciężką atmosferę smutku i powagi, i każe myśleć o Pinokio jak o typowym Włochu – pełnym temperamentu i energii.
Obrazy Innocentego są pełne szczegółów. Często to, o czym jest mowa w tekście, jest ukryte, gdzieś w kącie, w cieniu. Trzeba się doszukiwać pajacyka, bo na pierwszym planie są tłumy ludzi – życie toczy się swoim trybem, a ty jak chcesz, to sobie szukaj. Bednarz turla beczkę, gospodyni zamiata taras, młynarz czeka na dostawę mąki, a kapelusznik pędzi z najnowszą kolekcją do swego maleńkiego sklepiku tuż za rogiem. Słychać nawoływania, przekleństwa, plotki i śmiech. I gdzieś tutaj stoi niepozorna kukiełka z drewna, która ma swoje odrębne życie. Podobnie jak dziesiątki ludzi na ilustracji. Można by się pokusić o to, by je opowiedzieć, umiejscowić w toskańskich krajobrazach, wśród smukłych cyprysów, wzgórz z pojedynczymi domkami pokrytymi terakotowymi dachówkami, rozległych pól, których u Innocentego też nie brakuje.
Nowy Pinokio to też nowe tłumaczenie Jarosława Mikołajewskiego, poety i laureata wielu literackich nagród. W Posłowiu opisuje perypetie Pinokia, jego autora, w końcu przybliża sens powieści i mówi o perypetiach związanych z przekładem. Nam znana jest wersja Zofii Jachimeckiej. Jej majster Wisienka zamiast Czereśni, Kukurydza zamiast Mamałygi, Gadający Świerszcz zamiast Świerszcza –Który-Mówi, tak bardzo wbiły się w pamięć, że po latach naprawdę trudno jest się tak od razu przestawić. Macie podobne odczucia? Największe zaskoczenie wywołał…. No właśnie…. Dzieci oglądają książkę i nagle wołają: Patrz mamo, REKIN! Ja, zajęta gotowaniem i odwrócona do nich tyłem, studzę ich emocje: Nie to Wieloryb. Nie – słyszę zaprzeczenie - Rekin. Nie wierzę, podchodzę i faktycznie – jednak Rekin. Ciekawe skąd takie rozbieżności i swawola translacyjna.
Książkę czyta się wybornie, tekst został uwspółcześniony. Zachował się jednak klimat powieści XIX - wiecznej, która od 1881r. ukazywała się jako opowieść w odcinkach w gazecie dla dzieci. Autor, którego prawdziwe nazwisko brzmiało Carlo Lorenzini (Collodi to nazwa miasteczka, gdzie urodziła się matka autora), w pierwszej wersji uśmiercił pajacyka. Zmienił jednak zakończenie pod wpływem próśb dzieci, które głośno zaprotestowały. Niespieszna narracja, dbałość o szczegóły, wszystkowiedzący narrator, bogate życie emocjonalne i duchowe bohaterów – czy taka książka może spodobać się współczesnym dzieciom, przyzwyczajonym do innego typu książek? Spróbujcie. Wydawać by się mogło, że o Pinokio powiedziano już tak dużo, że nic i nikt nie ma nic więcej do dodania. Myliłam się. A jeśli chcecie się o tym przekonać, koniecznie zajrzyjcie do najnowszego wydania.
Wiek 7+ Wydawnictwo Media Rodzina
piątek, 14 października 2011
Niwidzialny Tonino - Gianni Rodari/ il. Agata Raczyńska
Ponoć człowieka mogą spotkać dwa nieszczęścia – pierwsze, gdy nie może dostać tego, o czym marzy, drugie, gdy to coś znajdzie się w jego rękach, gdy marzenie w końcu się spełnia. Coś w tym jest, a pokazuje to bardzo wyraźnie książka G. Rodariego, która kilka tygodni temu ukazała się po raz pierwszy w Polsce. Uczeń Tonino nie odrobił zadanej dzień wcześniej pracy domowej – teraz drży na lekcji historii, a przez głowę przelatuje mu myśl, jakby to było fajnie, gdyby tak nagle stał się niewidzialny. Marzenie się spełnia. Stety niestety – można pomruczeć pod nosem. Bo i ile można cieszyć się taką niczym nieskrępowaną wolnością. Chłopiec dosłownie szaleje na lekcji: szczypie kolegów, ciągnie ich za włosy, obraca tablicę dookoła jej osi. Niewidzialny Tonino wywołuje niezłą awanturę w tramwaju, cukierni, a kiedy ma w końcu dość i tęskni za mamą, za ciepłem rodzinnego domu, okazuje się, że powrót do rzeczywistości wcale nie jest taki łatwy. Mogę zapewnić tylko, że wszystko kończy się dobrze.
Książka podoba mi się pod wieloma względami – to taka trochę staroświecka opowieść z morałem – o tym, że najważniejsi są przyjaciele, a samemu źle. Jest dobrze napisana – wszak to sam mistrz Gianni Rodari, laureat Nagrody im. Hansa Christiana Andersena, zwanej Małym Noblem. Nic dodać nic ująć. (Na okładce znalazłam smakowite informacje, że w przygotowaniu Bajki przez telefon i Opowieść o Cebulku). Pamiętam podobne książki z dzieciństwa – w których autor prowadził fabułę niespiesznie, koncentrował się na szczególe, nie wysilał się, by przykuć uwagę czytelnika tanim efekciarstwem. Nie gnał też od atrakcji do atrakcji. Świat Rodariego to świat nieskażony gadżetami, rozpasaną techniką, gryzącą w uszy nowomową (drażni to często w książkach dla młodzieży, gdzie wszystko jest Ok i cool). Liczy się człowiek i przesłanie, a to jest tutaj wyraźnie podkreślone na końcu książki – co pewnie zdziwi współczesnych czytelników nie przyzwyczajonych raczej do takich zabiegów w dzisiejszej literaturze dziecięcej i młodzieżowej. Wspaniale pasują do tekstu czarno – białe ilustracje Agaty Raczyńskiej. Nie wyobrażam sobie inaczej. Ciągle krążę wokół stwierdzenia – książka staroświecka, książka wspomnienie (choć u nas to nowość). Może dlatego tak mi pasuje ta delikatna i nienachalna kreska ilustratorki. Odzwierciedla wszak świat, którego już nie ma – gdy w klasie królowały drewniana czarna tablica i biała kreda, nauczyciel wymagał i nie znosił sprzeciwu, a szczytem bezczelności (i może odwagi) było puszczenie po klasie papierowego samolociku i ukradkowe wyjadanie z kieszeni mundurka słodkich miętówek. A z tyłu książki – perełka, czyli coś, co wydawcy (w przeważającej części, bo jeszcze można, na szczęście, spotkać) schowali do lamusa – czyli Posłowie napisane przez Monikę Woźniak, która wykłada język i literaturę polską na Uniwersytecie La Sapienza w Rzymie. Czytanie informacji na temat twórczości autora, jego życia – to dla moli książkowych prawdziwa gratka. Nie wiem, może wydawcy (dosłownie jakby się zmówili) w dobie Internetu stwierdzili, że i tak sami do wszystkiego dojdziemy – i po co nam takie Posłowie. W razie czego – mówię głosem nie tylko swoim – warto wrócić do tradycji. Bardzo polecam tę książkę. Myślę, że spodoba się uczniom w szkole podstawowej. Zachęcają do tego krótkie rozdziały, duże litery i poręczny format. Poznają szkolę i dzieciństwo swoich rodziców. Myślę też, że rojbrowanie Toniniego nie zaszkodzi dzieciom (to anioł w porównaniu choćby z takim…. Koszmarnym Karolkiem), a jego niecne czyny wywołają uśmiech i rozbawią. A ja między wierszami wyczytałam jeszcze jeden morał – owszem, przyjaciele są ważni, ale uwaga na marzenia – te często się spełniają… Wiek 7+ Wydawnictwo Bona
wtorek, 28 czerwca 2011
Tupcio Chrupcio. Dbam o zęby
Tekst polski: Eliza Piotrowska Tekst: Anna Casalis Ilustracje: Marco Campanella Takich książek nigdy dosyć w domowej biblioteczce. Oswajają trudne doświadczenie, jakim jest wizyta u dentysty, poruszają ważny temat mycia zębów i zdrowego odżywiania. Tupcio Chrupcio nie zawsze dba o higienę jamy ustnej tak jak powinien. Powiedzmy sobie szczerze – czasem nawet oszukuje rodziców. Wizyta u dentysty uświadamia mu, że mycie zębów to ważny element dnia codziennego. Kiedy zapał trochę słabnie, odwiedza go przyjaciel Borys – borsuk, który w ogóle nie myje zębów. Jeszcze na dodatek wyśmiewa naszego Tupcia Chrupcia. Nocna uczta, z udziałem słodyczy, kończy się olbrzymim bólem zęba i nauczką dla obydwóch chłopaków. Dzieci mogą się przekonać na borsukowej skórze, że jest działanie – jest konsekwencja. Moje bardzo przeżyły ból zęba Borysa. Aż chwyciły się za swoje buzie, jakby ten odruch mógł pomóc zbolałemu zwierzątku. Nocna impreza i namawianie do niewłaściwego zachowania to też dobry moment, by z dzieckiem poćwiczyć umiejętność odmawiania. Jeśli nie jesteś do końca przekonany, czy wziąłbyś w tym udział? Tutaj: w imprezie ze słodkościami. Bardzo podobało mi się przedstawienie pana dentysty – a to bardzo ważne – przesympatyczny jegomość, miły, z dobrym słowem i radą, bez nadętego moralizowania typu – myj zęby bo jak nie to…. Jako dodatek na okładce widnieje pomoc dla rodziców: jak rozmawiać z dzieckiem na temat tego, co właśnie usłyszały. Sympatyczna książka, z fajnymi bohaterami, z wyraźnym wątkiem edukacyjnym. Tupcio Chrupcio ma swoich oddanych wielbicieli wśród najmłodszych czytelników – i to jak najbardziej zasłużenie.
Wiek 3+ Wydawnictwo Wilga |