Archiwum
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli

Straszno

sobota, 07 października 2017

Bardzo byłam ciekawa tej książki. Znałam wcześniej strrrrraszne opowieści Poe’go i korciło mnie, by sprawdzić, czy w istocie można tę książkę polecić młodszemu odbiorcy. Książka zawiera cztery tytuły: Czarny kot, Maska czerwonej śmierci , Żaboskoczek i Upadek domu Usherów. Moje pierwsze spostrzeżenie: nie jest to na pewno lektura łatwa – panuje tu klimat grozy tajemnicy i mroku, są elementy przemocy. Drugie – ilustracje Grimly’ego wprowadzają do sfery czytania niesamowicie dużo luzu, odprężenia i humoru. Przez jego wizję świata opowieści amerykańskiego poety można potraktować z przymrużeniem oka. Ilustracji jest naprawdę mnóstwo. Niektóre dokładnie odzwierciedlają stan ducha, wnikliwie analizują nastroje: jak w filmie klatka po klatce. Świetnie wyrażają emocje: strach, złość, mroczne wizje i plany. Ale w tym wszystkim jest miejsce na humor, ironię, sarkazm. Czarny kot – sprawca wielu nieszczęść w pierwszej opowieści – tak naprawdę śmieszy. Świetnie został przedstawiony ten typ spod ciemnej gwiazdy – i w sferze tekstu i obrazu – przebiegły osobnik, który konsekwentnie realizował swój plan.


Z czterech opowieści najbardziej podobała mi się druga o czerwonej śmierci. Poe doskonale zobrazował strach przed epidemią, zatracenie w zabawach, hulankach, swawoli, jedzeniu bez umiaru, próbę odgrodzenia się od chorych, morowego powietrza. Wszystko na nic – śmierć i tak dociera do uciekinierów, którzy schronili się na zamku.

„Opowieści tajemnicze i szalone” zostały skrócone i uproszczone dla potrzeb młodszego odbiorcy. Było to konieczne – ale myślę, że zabieg ten się udał. Czy podsunąć tę książkę dzieciom? Decyzję zostawiam rodzicom i wychowawcom. Pewnie wiele zależy tu od wrażliwości i przygotowania odbiorcy. Można czytać wspólnie, można najpierw o lekturze porozmawiać. Generalnie …. dzieci lubią się bać. Lubią opowiadania koszmarne, z horroru żywcem wzięte. Zatem….. może się zdecydujecie podsunąć młodym. Świetnie odnajdzie się tu w lekturze również starszy czytelnik – dla niego będzie to naprawdę uczta literacka.


Wiek 12+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

wtorek, 04 lipca 2017

 

Przyznam się, że do rewelacji okładkowych typu „Ponad 50 tygodni na liście bestsellerów New York Timesa” podchodzę raczej z rezerwą. Wiele razy po prostu się zawiodłam. No cóż, zabiegi marketingowe mają jedno na celu – zainteresowanie danym tytułem. Tymczasem książka o Serafinie naprawdę pozytywnie mnie zaskoczyła. Czytałam długo w noc i zła byłam, że oczy mi się kleją, bo chętnie poczytałabym nawet do białego rana. Serafina ma dwanaście lat i o jej istnieniu wie niewiele osób. Razem z ojcem mieszka w piwnicy wielkiej posiadłości państwa Vanderbiltów. Rodzic jest tu krótko mówiąc panem złotą rączką, który naprawi każdy mechanizm i urządzenie. Olbrzymi budynek rozbłysnął elektrycznością. Tymczasem ktoś lub coś spowodowało, że prąd zgasł i wszyscy pogrążyli się w ciemności. Serafina wędruje tymczasem po piwnicy i poluje na szczury. Ojciec (jakkolwiek to brzmi) pieszczotliwie nazywa córkę Główną Łapaczką Szczurów – w skrócie GŁS. Serafina to istota niezwykła. Wygląda inaczej niż dzieci w jej wieku, ma tylko po cztery palce u rąk i nóg, świetnie porusza się w ciemności, ma doskonały wzrok i węch. Nagle dziewczynka z ukrycia dostrzega dziwacznego osobnika w czarnym płaszczu. Budzi grozę i rozsiewa nieprzyjemny zapach. Jednocześnie w wielkim budynku zaczynają znikać małe dzieci. Horror się zaczyna i nikt z dorosłych nie ma pomysłu jak znaleźć tajemniczego porywacza. Czytelnik zostaje wciągnięty w klimatyczną historię z zaskakującymi zwrotami akcji, odrobiną strachu i niepewności.

W trakcie lektury autor stopniowo zdradza nam tajemnice dziewczynki i ojca, tak więc pytania i wątpliwości na pewno zostają rozwiane. Serafina postanawia na własną rękę rozwiązać tajemnicę czarnego płaszcza. Wchodzi w miejsca, w których nie powinno jej być. Zaczepia ludzi, którzy nie darzą jej sympatią. Spotyka się z dużą wrogością – no cóż, czytając opis jej wyglądu, na pierwszy rzut oka widać było, że Serafina jest dziewczyną z nizin społecznych.  Nie wszyscy ufali jej od razu. Choć jest jeden bardzo pozytywny wyjątek. Generalnie książka trzyma w napięciu do samego końca – a koniec – jak w bajce, przynosi dobre wieści.

Książkę czytało się wyśmienicie. Autor przeniósł nas do innej epoki – do Ameryki końca XIX wieku. Jednak oszczędził młodemu czytelnikowi długich opisów. Nawet jeśli się takowe pojawiały – dotyczące choćby wyglądu osób czy domostwa, dawkował porcję informacji w odpowiednich ilościach, by nie zanudzić. Wystarczyło to, żeby wyobrazić sobie Serafinę, wielki dom i okolicę – zwłaszcza złowrogi las. O osobniku w czarnym płaszczu nie wspomnę.

Mieszanka przygody, grozy i fantastyki. Myślę, że spodoba się nie tylko młodszym czytelnikom. Sama książka oprócz wciągającej historii uświadamia młodemu czytelnikowi, jak ważna w życiu jest przyjaźń. I to mimo różnic społecznych czy wyglądu. Bardzo spodobała mi się postać chłopca z tak zwanego dobrego towarzystwa, który mimo różnych przeciwności zaprzyjaźnił się z Serą. Oj nie raz zagrał na nosie nadętym arystokratom i służbie.

Tymczasem odkryłam właśnie, że na jesień szykuje się kolejna część serii o Serafinie. We wrześniu ma się ukazać – Serafina i pokręcony kij. I ja osobiście już bardzo się na to cieszę:)

Wiek 9+

Wydawnictwo Mamania  

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Od kilku dni absolutny hit w naszym domu. Niepozorna książka mieszcząca się w małej dłoni. Mnie nieznana do tej pory – choć im dłużej wspólnie czytaliśmy, tym bardziej jakaś lampka zapalała się w głowie. Faktycznie – gdzieś po drodze był film – dość straszny zresztą, ale i niesamowicie wciągający. Podobnie jak książka.

Mały chłopiec zostaje sam na świecie. Nie ma nikogo prócz ukochanej babci z Norwegii. A Norwegia – wiadomo – to tajemnicza kraina pełna różnych baśniowych stworzeń i potworów. Nic dziwnego, że babcia chłopca potrafi na poczekaniu wymyślać różne historie o czarownicach. Ponoć wiedźmy mogą wyglądać jak zwykłe kobiety, które codziennie mija się na ulicy bądź w sklepie. To może być sąsiadka, nauczycielka, urzędniczka. Jest kilka cech dla wiedźm, które pomogą je bezbłędnie zdemaskować. Nie chcę jednak psuć Wam zabawy przy ich poznaniu, bowiem Roald Dahl przeszedł w tym temacie samego siebie. Chłopiec razem z babcią musi zgodnie z wolą rodziców zawartą w testamencie zamieszkać w Anglii, w której działa również dość spora liczba czarownic . Nic dziwnego, że wiedźmy stają na drodze chłopca i to w sporej ilości. Wciągająca historia, pełna humoru i scen mrożących krew w żyłach, trzymająca w napięciu od początku do końca. Czytając tę książkę myślałam sobie, że sam autor musiał się nieźle bawić podczas pracy nad nią. Choć w wielu miejscach zaskakuje – za nic ma panujące trendy w literaturze dziecięcej: że to wypada a to już nie. Babcia z cygarem w ustach to naprawdę rzadki obrazek we współczesnej literaturze dziecięcej. Samo podejście do  tematu niekiedy szokuje rozwiązaniami i pomysłami. Ale ja to zjawisko oceniam pozytywnie – literaturze dziecięcej brakuje czasem takiego wariactwa na żółtych papierach, poprawność mierzi i kuje. Znalazłam w książce Dahla same fantastyczne rzeczy i polecam – jeśli nie macie pomysłu na lekturę na długi weekend. Oczywiście ojcem czarno-białych ilustracji jest tradycyjnie Quentin Blake. Spokojnie - jego wiedźmy nie będą dzieciakom spędzały snu z powiek.

Wiek 9+

Wydawnictwo Znak

środa, 10 sierpnia 2016

„Pax” to książka dla tych, którzy lubią serie (a nie każdy lubi), duże emocje, tajemnicę i dość pokaźną dawkę grozy (a nie każdy lubi). Dwaj bracia – starszy Arlik i młodszy Viggo, od jakiegoś czasu są strażnikami biblioteki w małym szwedzkim miasteczku Mariefred. Z jednej strony chłopcy muszą stawić czoła niebezpieczeństwom, różnym potworom, z drugiej – w życiu realnym też nie mają łatwo. Bracia należą do tak zwanych trudnych  dzieciaków z przeszłością. Pochodzą z rodziny patologicznej, rodzice nie interesują się nimi, natomiast rodzina zastępcza też nie jest w stanie, choćby nie wiem jak bardzo się starała, nadrobić braków i zaspokoić ich wszystkich potrzeb. Zaczepki kolegów, nieprzyjazne grono pedagogiczne z jednej strony są jak wampiry dobrej energii i odbierają chęć do życia. Jednak z drugiej - wzmacniają więź braterską. Arlik i Viggo wiedzą, że mogą na sobie polegać, mimo znacznej różnicy zdań i charakterów, a jeśli wiedzą, że ktoś na nich liczy – nigdy nie zawodzą. Tym razem znane i lubiane w Szwecji Świętej Łucji zostanie zakłócone przez trzy upiory, które zagrażają  mieszkańcom. Ale zanim do tego dojdzie Arlik i Viggo zostaną wybrani do roli gwiazdorków*, co wcale nie przypadło im do gustu. Skąd upiory? Grupka niesfornych dzieciaków postanowiła trochę pobawić się w ich przywoływanie. Nie spodziewali się, że zabawa może mieć tak przykre konsekwencje.

Książka ma dość mroczny klimat. Już okładka zapowiada w jakim kierunku będzie rozwijała się fabuła. Stąd warto zastanowić się, czy ten gatunek będzie odpowiadał czytelniczemu odbiorcy? Na pewno to lektura dla miłośników strachu, gęsiej skórki i grozy. W takim klimacie są ilustracje Henrika Jonssona. Są zresztą świetne. Czarno – biało - szare. W takiej scenerii nie wydarzy się nic dobrego, zło czai się tuż za rogiem. Minusem tych książek jest to, że zawsze kończą się w ciekawym momencie. I jeszcze jedno. To piąta część – zatem niech nie dziwi Was 128 rozdział na samym początku.

I jeszcze kilka słów na temat autorów: Asa Larsson znana jest jako autorka kryminałów. Ingela Korsell jest bajkopisarką. Do tego dochodzi jeszcze ilustrator – Henrik Jonsson specjalizujący się komiksach. Oczywiście po takiej dawce wiedzy o autorach pojawia się pytanie – jak taki gatunkowy miszmasz przełoży się na powieść dla młodzieży? Zapewniam, że to mieszanka wybuchowa w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Seria nadal trzyma poziom. Teraz trzeba niestety czekać na kolejny 6 tom (razem jest ich 10).

Wiek 12+

Wydawnictwo Media Rodzina

środa, 06 lipca 2016

Po śmierci ojca dwunastoletnia Billie przeprowadza się z matką do malutkiej mieściny. Tutaj na ulicy Szparagowej wynajmują malutki niebieski dom naprzeciwko sosnowego lasku. Mama dziewczynki pogrążona jest w smutku i wspomnieniach. Nie zawsze odpowiednio reaguje na doznania i uczucia Billie. Więc kiedy córka wspomina jej o tym, że dziwnie się czuje w nowym domostwie, nie reaguje, nie wnika, twierdząc, że to pewnie sprawa zmęczenia i nowego nielubianego przez dziewczynkę miejsca. Tymczasem w niebieskim domku dzieją się naprawdę rzeczy dziwne: słychać dziwne dźwięki, odczuwa się czyjąś obecność. Z biegiem czasu dziewczynka poznaje coraz bardziej historię tego domostwa – na bazie przeprowadzonego własnego śledztwa i opinii przypadkowych osób dowiaduje się, iż domek ten zawsze był dziwny, że mieszkało w nim wcześniej kilka rodzin, a ta ostatnia nagle opuściła go zostawiając cały swój dobytek. Jaka tajemnica związana jest z tym miejscem i czy uda się Billie ją wyjaśnić?

Kristina Ohlsson do tej pory bardziej kojarzyła nam się z kryminałami dla dorosłych. Mając takie doświadczenie zawodowe: politolog, pracownik szwedzkiego MSZ-u, analityk policyjny,  nie sposób się dziwić, że spod jej ręki „wychodzą” dobre książki grozy. Tymczasem postanowiła napisać również książkę dla dzieci, a właściwie serię, bowiem „Szklane dzieci” mają ciąg dalszy: „Srebrny chłopiec” i „Kamienne anioły”.

Oczywiście to lektura dla tych, którzy lubią się trochę bać. A „Szklane dzieci” mimo że nie pozbawione humoru i bogatego wątku przygodowego potrafią sprawić, że pojawia się gęsia skórka. Tak więc jeśli komuś poleciłabym tę książkę to prędzej nastolatkom niż dzieciom. W książce dzieje się dużo, przygoda goni przygodę, co chwila pojawiają się inne ciekawe osoby – jednak porządna dawka strachu może dać się we znaki 3- czy 4- klasistom. W dodatku autorka porusza wiele wątków, które dotyczą właśnie nastolatków: nowe miejsce zamieszkania, nowi ludzi, potrzeba akceptacji i zrozumienia, konflikty pokoleniowe z matką, uczucie osamotnienia i wykluczenia. Polecam również dorosłym, którzy od czasu do czasu mają ochotę na coś dobrego literacko a przeznaczonego dla młodszych czytelników.

Wiek 12+

Wydawnictwo Media Rodzina

sobota, 06 lutego 2016

Siódma część „Kronik Wardstone”. Siódmy syn siódmego syna – Tom, od trzech lat praktykuje u Stracharza. Niewtajemniczonym pokrótce wyjaśnię, że Stracharz walczy ze złem i mrokiem, różnego rodzaju potworami, czarownicami i boginami. Właśnie razem ze swoim uczniem wrócili z Grecji. Zmierzają w kierunku Chipenden. W Hrabstwie akurat trwa wojna. Niestety, domostwo Stracharza zostało doszczętnie zniszczone, bogin uciekł, księgi spalone na popiół, a najgroźniejsza czarownica Koścista Lizzie – uwolniona. Niedawno wybiła jej czterdziestka, a ten wiek dla czarownicy oznacza wielkie możliwości i moc. Stracharz z Tomem i Alice uciekają na wyspę Monę, która niezbyt gościnnie traktuje uciekinierów z Hrabstwa. Zwłaszcza tych, którzy parają się czarami i walką z czarownicami.

Kolejna część „Kronik” nadal trzyma w napięciu. Znów zmienia się scenografia. Po wyprawie do Grecji Stracharz z uczniem muszą szukać schronienia w innych okolicach. Zło nie odpuszcza – Alice i Tom ciągle muszą być w pobliżu siebie, związani przymierzem krwi. Zły czai się na ich dusze, Koścista Lizzy koniecznie pragnie zemsty za lata upokorzeń i niewoli w dole.

W tej części oczywiście jak zwykle roi się od przygód i niebezpieczeństw. Kto zna tę serię specjalnych zachęt z mojej strony nie potrzebuje. Mnie natomiast niesamowicie ciekawiła relacja Alice z Kościstą Lizzie, gdyż czarownica jest jej matką. Od samego początku nie opuszczała mnie myśl – jak zachowa się dziewczyna – co weźmie górę: więzy krwi, czy może przyjaźń, która od dawna łączy Toma i piękną dziewczynę? Dodam – co ważne – przyjaźń – wystawiana niejednokrotnie na próbę. Znów pozostał niedosyt i znaki zapytania. Ciekawe, co w ósmej części?

Wiek 11+

Wydawnictwo Jaguar

 

środa, 14 października 2015

Oj działo się, działo. Więcej niż w pierwszym tomie, w którym autorzy musieli dokonać pewnego wprowadzenia poświęcając więcej uwagi wszystkim bohaterom. Teraz bardziej skupili się na akcji. I choć pewnie czytelnik połapie się dzięki krótkim wyjaśnieniom o co w serii chodzi, akurat w tym przypadku polecałabym czytanie całości w odpowiedniej kolejności (właśnie ukazały się części – 3 i 4; w planach 10 odcinków). Emocji ni brakuje – stąd stwierdzam, że nie dla każdego nastolatka to książka. Jeśli ktoś lubi zagadki, gęsią skórkę, szczyptę strachu i ma mocne nerwy – to jest właściwym adresatem. Jeśli komuś marzą się tylko sielankowe przygody dwóch braci – zdecydowanie odradzam.


Przypomnę: bohaterami są dwaj bracia z tak zwaną przeszłością. Z domu z patologią – matka alkoholiczka, brak rodzinnego ciepła, rodzina zastępcza i problemy w szkole. Taki wstęp nie wróży niczego dobrego. Dwaj chłopcy – starszy Alrik i młodszy Viggo. Ten drugi to straszna zadziora, skory do bójek z klejącymi rękami. Złodziejaszek, który nie ma żadnych zahamowań. I misja, do której zostali wybrani. Mają być strażnikami miejscowej biblioteki, która nie jest zwyczajnym miejscem. 


W miasteczku Mariefred pojawiła się …bestia. Nikt jej nie widział, ale są ofiary. Podejrzenia padają na bezpańskiego psa, z którym stara się zaprzyjaźnić jeden z braci. W powietrzu czai się niebezpieczeństwo, biblioteka jest zagrożona. Na dodatek pojawia się dość osobliwy gość: Damir, który budzi podejrzenia chłopców. Nic nie jest jasne do końca, a rozwiązanie jest naprawdę zaskakujące. Autorzy zastosowali ciekawy chwyt. Jedna akcja się kończy, gdy zaraz pojawia się kolejny znak zapytania. Ale to już materiał na kolejny tom.


Książka jest ciekawie zilustrowana przez rysownika komiksów. Tworzy on ciekawy klimat, jaki znamy z książek tego gatunku. Ilustrator przedstawia wybrane sceny w kolorystyce czarno – białej, dzięki czemu nabierają one charakteru dokumentu. Pojawiają się bohaterowie z poprzedniego tomu. Oczywiście drażni nas Simon, który zaczepia ciągle braci. To też ciekawy zabieg, bo człowiek się zastanawia, kiedy chłopak się w końcu doigra. Bracia dojrzewają do pewnych zdań, uczą się współpracy. W tej części doświadczają, co znaczy stara maksyma, że pokonać wroga bez walki jest najwyższą sztuką wojenną.

Wiek 12+

Wydawnictwo Media Rodzina

sobota, 19 września 2015

„Opowiadania z kluczem” są dla dzieci, które lubią się już bać, albo dla tych, które jeszcze nie widzą, że lubią się bać:) I dla tych, które lubią zagadki. Osiemnaście opowiadań, w których pojawiają się detektywi – zawodowi bądź samozwańczy – w różnym wieku. Szkolnym przede wszystkim – ma się rozumieć. Autorami są znani i lubiani pisarze dla dzieci i młodzieży – stąd naprawdę duży wachlarz pomysłów i różnorodność stylów: Papuzińska, Wakuła, Jerzykowska, Jagiełło, Beręsewicz, Ryrych, Ostrowicka, Gortat, Szczygielski, Strękowska – Zaręba, Orlińska, Piątkowska, Szymeczko, Czerwińska – Rydel, Bąkiewicz, Trojanowski, Combrzyńska – Nogala (kolejność przypadkowa). Całość zilustrowała Olga Reszelska. Oczywiście z tym strachaniem się – trochę przesadziłam. Choć niektóre z tekstów mogą przyprawić młodego czytelnika o gęsią skórkę – choć bez przesady. Poziom strachu – o ile występuje – to na dziecięcym poziomie. Większość z opowiadań to nie horrory i thrillery w wersji mini, ale opowieści kryminalne, w których jest jakaś zagwozdka, której i Sherlock Holmes i Herkules Poirot nie powstydziliby się rozwiązać. Bohaterowie kryminałów dla dorosłych, bądź ich autorzy (Agatha Christie) tu i ówdzie pojawiają się zresztą.

Ktoś kradnie iluzjoniście czarodziejskie rekwizyty: cylinder i różdżkę, koło domu ciotki Felicji czai się jakiś podejrzany typ, znika urna z prochami prababci, Łukasz i Agata znajdują na ulicy czarny portfel, tajemniczy nadawca wysyła koleżankom Mili karty do gry, Szymon – miłośnik wielkiego detektywa z Baker Street podczas zwiedzania Londynu wszędzie widzi podejrzane typy i sprawę do rozwiązania, do wsi Powojka przyjechał ktoś Ważny, kto w tajemnicy będzie chciał odnaleźć stary skarb zakopany w ogrodzie koło dworu. Tematów i spraw do rozwiązania tu nie brakuje.


Podoba mi się pomysł na stronę graficzną książki. Ilustracje są wyłącznie czarno – białe. Od czasu do czasu na czarnych stronach pojawiają się białe litery i ilustracje. Buduje to specyficzny klimat – podobnie jak było to w „Opowiadaniach z dreszczykiem”.


Wiek 7+

Wydawnictwo Literatura

piątek, 11 września 2015

Kiedy sięgam pamięcią wstecz do moich lat szkolnych, nijak nie mogę sobie przypomnieć nauczyciela z podobnym poczuciem humoru i wyobraźnią co książkowy Globus – nauczyciel geografii i klasowy wychowawca. Tak prawdę mówiąc - to sam bohater chyba nie może uwierzyć w swoją zmianę. Pan geograf kiedyś był podobny do setek osób wykonujących ten zawód. Przewidywalny, nudny, tradycyjny, wymagający (oczywiście – wszystko według opinii uczniów) ot – taki nie rzucający się w oczy. Do czasu.

A punktem przełomowym był Halloween i psikus, którego zrobiła mu klasa Kacpra. Co to to nie. Nie będzie uczeń pluł mu w twarz. Zemsta miała być słodka. Stąd – gdy pojawiała się informacja o klasowym wyjeździe na obóz: nic i nikt – oprócz wspomnianego Globusa, nie wiedział ani co, ani kto, ani dokąd, ani gdzie, ani co do jedzenia czy do zwiedzania. Miała być niespodzianka i zaskoczenie. I to się nauczycielowi udało. Bo czy możecie sobie wyobrazić, że jedziecie z nastawieniem – będzie tak jak do tej pory: muzea, skanseny, nudne wycieczki, mówiący cichym głosem przewodnicy czyli: flaki z olejem. A tu takie zaskoczenie. Nie tylko dla dzieciaków ze szkoły, ale i dla czytelnika. Nie sposób nie pokręcić głową z niedowierzania: miejsce wycieczki: odludne, gdzieś na końcu świata, opuszczone przez ludzi, mroczne, tajemnicze – no krótko mówiąc …. straszne. Z kątów zieje grozą, osobnik wydający jedzenie – dziwny i jakoś źle mu z oczu patrzy.

I jest jeszcze coś, co niesamowicie przyciąga uczestników wycieczki: tytułowa Willa Trzech Łotrów, budynek, z którym w głównej mierze związana jest akcja. Oj będziecie mieli gęsią skórkę na rękach, włosy nie raz staną na głowie. Powieść Małgorzaty Strękowskiej – Zaremby to mini  horror dla dzieciaków, które lubią się bać. Znika przekonanie, że TAKIE rzeczy dzieją się tylko i wyłącznie  w amerykańskich filmach. Ale spokojnie – tego strachu jest tutaj w sam raz.  Dużo się dzieje, nie brak humoru, uczniowie imponują inteligencją i kreatywnością. Na szczęście wszystko dobrze się kończy. Książka wciąga, zaskakuje. Czegóż chcieć więcej od dobrej lektury?

Wiek 9+

Wydawnictwo Literatura

piątek, 21 sierpnia 2015

Tytułem wstępu - Stracharz – to człowiek dziwaczny. Budzi respekt, groźny, często nieprzyjemny. Jego charakterystyczny strój – czyli długi czarny płaszcz i kaptur, nie budzą ciepłych myśli. Od ponad sześćdziesięciu lat strzeże Hrabstwa przed mrokiem. Ja osobiście już przyzwyczaiłam się do tego dziwaka – po tylu tomach, w końcu już niejedną beczkę soli razem zjedliśmy i zawsze traktuję starego Gregory’ego z wielką sympatią, a jego sztywne zasady i dziwactwa traktuję z przymrużeniem oka. Pod tymi poważnymi minami, ostrym tonem głosu, kryje się tak naprawdę postać o ciepłym i wielkim sercu. Tom Ward to jego uczeń. Jest siódmym synem siódmego syna, podobnie jak jego Mistrz. A to oznacza, że posiada pewne zdolności, które predysponują go do wykonywania stracharskiego rzemiosła. Widzi i słyszy to, co dla innych jest niewidzialne i niesłyszalne.

W „Starciu demonów” mama Toma zawiera sojusz z czarownicami z Pendle. Jest to siła wyższa, bowiem potrzebuje ich pomocy do walki z mrokiem w swojej ojczyźnie, dalekiej Grecji. Chce, by Tom, jego mistrz oraz klan z Pendle, udali się z nią za morze i pomogli jej w walce z Ordyną. Tym, którzy znają wcześniejsze części, nie muszę chyba pisać, jak zareagował na taki plan stracharz:)

Serię czyta się szybko i … łakomie. Po skończeniu jednej, natychmiast oblizuje się na kolejną część.

Wiek 11+

Wydawnictwo Jaguar

wtorek, 18 sierpnia 2015

Thomas Ward jest siódmym synem siódmego syna. Widzi i czuje to, czego nie widzą i nie czują zwykli śmiertelnicy. Nawet jego szóstka pozostałych braci, co wywołuje u nich niechęć i brak zrozumienia. Thomas ma przyjaciółkę w swojej matce, która skrywa wiele tajemnic, stopniowo, kawałek po kawałeczku, odkrywanych w każdej z części. Tom został oddany na naukę zawodu stracharza. Ma wałczyć ze Złym, boginami, skeltami i wiedźmami i innymi stworami należącymi do mroku. W części piątej chłopak przez sześć miesięcy ma przebywać u byłego ucznia starego Gregory’ego, który walczy z mrokiem na północy Hrabstwa. Specjalnością Arkwrighta są wiedźmy i potwory ze środowiska wodnego. Pełno w tym tomie bagien, mokradeł, trzęsawisk, mgieł spowijających gęste lasy, sitowia,  wody w najróżniejszej postaci. Nowy nauczyciel okaże się człowiekiem szorstkim, upartym i bezwzględnym, a Tom nie raz będzie musiał zacisnąć zęby. W dodatku Zły, uwolniony w poprzedniej części, rośnie w siłę i chce krwi chłopca. Grozi mu więc poważne niebezpieczeństwo.

Delaney ciągle mnie zaskakuje. Pozytywnie. Biorąc do ręki kolejny tytuł, mam zawsze obawy, czy mnie nie rozczaruje. Może pomysły się wyczerpią, autor powieli sceny i charaktery, a zakończenie będzie przewidywalne – jednym słowem – będzie klapa. Nieeeeeeee Na szczęście nie. Dużo się dzieje, na scenę wchodzą nowe postacie, nowe miejsce ma swój niepowtarzalny „wilgotny” klimat, czarne charaktery z przeszłości zaskakują nie tylko Toma i stracharza, sceny zmieniają się jak w kalejdoskopie, nie ma czasu na refleksję, nudne dłużyzny – potrzebne jest działanie, bo liczy się każda minuta, a czasu jest naprawdę niewiele. Świetna książka ze świetnej serii, od której ja nigdy nie mogę się oderwać! A co mnie cieszy przede wszystkim – jeszcze wiele przed nami: Tom właśnie ukończył 14 lat. Niedługo minie połowa jego terminu, przyszłość może nieźle zaskoczyć, bo piąta część pozostawiła wiele pytań bez odpowiedzi.

Autor liczy się z tym, że być może na książkę natrafi ktoś, kto wcześniej nie miał do czynienia z tym dość osobliwym duetem. Dzięki temu, naświetla w skrócie całe tło, choć nie ukrywam, że początkującym przejdzie koło nosa wiele smakowitych kąsków i polecałabym zapoznanie się ze wszystkimi odcinkami. Przypomnienie za to jest zaprezentowane w tak wdzięcznej formie, że wytrwałych fanów i znawców tematu nie nuży, a wręcz stanowi małą powtórkę z przeszłości.

Wiek 11+

Wydawnictwo Jaguar 

wtorek, 30 czerwca 2015

Na okładce w rogu czytamy: Tylko dla odważnych. Już śpieszę uspokoić potencjalnych czytelników - nie ma się czego bać, natomiast warto poznać najróżniejsze strachy i straszki z naszego podwórka. Zwłaszcza teraz, gdy w filmach i literaturze pojawiają się liczne postacie z innych kultur. Niektóre nazwy polskich strachów brzmią swojsko, pojawiają się od czasu do czasu na co dzień, bądź w szkole. Inne popadły w zapomnienie. Dzięki tej książce jest szansa na poznanie szerokiego wachlarza postaci, które kiedyś tak często występowały w życiu naszych przodków.

A jak to się stało, że dziś już tak nie występują? Wyparły je cywilizacja, nauka. Dawniej ludzie dzięki takim stworzeniom tłumaczyli sobie świat, szukali przyczyn nieszczęść, chorób, wypadków, śmierci. Dziś lekarze znają przyczynę astmy. W przeszłości była to wina dusiołka:)

Bobok, kikimora, rusałki, południca, uboże, bełt, leszy, licho, bazyliszek, Baba - Jaga, wodnik, marzanna, latawica, kocmołuch, płanetnik, wspomniany już dusiołek i ogniki.Oto strachy opisane w tej książce. Jedne pozytywne inne nie. Jedne życzliwe ludziom, inne złośliwe i wręcz niebezpieczne.


Każdy ze strachów przedstawiony jest w krótkim wierszu, na ilustracji i rzeczowym opisie. Jak ludzie wyobrażali sobie owe strachy, za co były odpowiedzialne i co najciekawsze: jak ma się sprawa z nimi w teraźniejszości. Są bowiem rejony w Polsce, gdzie ludzie nadal wierzą w moc sprawczą owych stworzeń.


A gdyby cóś takiego napatoczyło nam się gdzieś po drodze, wystarczy pomruczeć pod nosem: Strachy na Lachy. Na pewno pomoże:)

Wiek 5+

Wydawnictwo BIS

 

poniedziałek, 29 czerwca 2015

Książka, która ma szansę podbić serca młodych ludzi. Są w niej: przygoda, niebezpieczeństwa, przyjaźń, pierwsze porywy serca, zazdrość i magia. I jest wielki strach – to tytułowy Otchłanny. Drzemiące zło, kiedyś pokonane, teraz pojawiło się znowu. Jeszcze nienamacalne. Tylko słychać pewne pogłoski – że może.., kto wie.., prawdopodobnie... Bo przecież wiele wskazuje na to, że Otchłanny powrócił: ataki na zwierzęta leśne i domowe, odnajdywane szczątki, towarzyszące Otchłannemu potwory o dziwacznych nazwach, w końcu – porwane z wioski dzieci.  I to mimo tego, że kilkanaście lat temu Otchłanny został  ponoć ujarzmiony. Przecież  z wyprawy wróciło zaledwie trzech dzielnych mężczyzn. Co się wtedy naprawdę wydarzyło? Dlaczego Otchłanny rośnie w siłę? Czy można go pokonać?

Takie pytania kotłują się podczas lektury osadzonej w epoce stylizowanej na średniowiecze. Mała wioska Moorvale u podnóża gór, na skraju olbrzymich lasów. Bieda i głód wyłażą z kątów, chłopi wraz z całymi rodzinami pracują na ziemi pana odrabiając pańszczyznę. Wielu z nich cierpi głód, niektórzy z nich są traktowani gorzej niż zwierzęta. Nie ma taryfy ulgowej dla starców, kobiet czy dzieci. I jakby było tych nieszczęść mało – pojawiają się niepokojące wieści o Otchłannym. W takim klimacie poznajemy trójkę głównych bohaterów: najpierw Edmunda, roztropnego nastolatka, który  przyszłości ma po rodzicach odziedziczyć gospodę. Tylko że Edmund chciałby zostać czarodziejem. Studiuje księgi, chłonie nauki – czym doprowadza do wściekłości swoich rodzicieli. Katherine –  jednego z owych dawnych bohaterów. Dziewczyna włada bronią jak doborowy rycerz, czym nie zaskarbia sobie przychylności rówieśników ze wsi. W końcu sprytny Tom – najbiedniejszy, niewolnik kupiony za parę groszy przez swojego okrutnego pana. Trójka ta wyruszy w poszukiwaniu porwanych dzieci. Każdy ma inne umiejętności,  razem się z sobą uzupełniają.

To dopiero początek cyklu. Połączenie fantastyki, historii, baśni i horroru. W pierwszym tomie autor poświęcił dużo uwagi głównym  bohaterom i tym drugoplanowym. Przedstawił najważniejszych mieszkańców wioski, opisał krainę, gdzie rozgrywa się akcja, przedstawił też relacje między bohaterami. Dał dobry początek przygodzie. Trudno przewidzieć tu cokolwiek, trudno wyrokować happyend. I niech tak zostanie – do końca. Teraz czekamy na ciąg dalszy. Z niecierpliwością.

Wiek 11+

Wydawnictwo Jaguar

środa, 17 czerwca 2015

kronikiwardstonetom4wiedzmispisekbiext28432291

W swojej kolejnej, czwartej, części o stracharzu i Tomie, Delaney wysyła bohaterów do Pendle, gdzie żyją trzy klany czarownic- Malkinów, Deane'ów i Mouldheelów. Mistrz już w poprzednich częściach nadmieniał, że nadejdzie taki czas, kiedy będzie musiał rozprawić się z wiedźmami. I oto pojawia się niebezpieczeństwo porozumienia między klanami- dlaczego ciągle rywalizujące ze sobą wiedźmy chcą nagle rozejmu i dążą do zbratania się? Jest to zagadką również dla stracharza. Hrabstwu grozi wielkie niebezpieczeństwo...

Delaney nadal zaskakuje. Bardzo pozytywnie. Nic nie jest takie samo, a moja obawa, że potraktuje kolejny tom Kronik szablonowo, podda się modom, wręcz- zaspokoi do końca naszą ciekawość i odkryje tajemnice- rozwiały się po kilkunastu stronach lektury. Odnoszę takie dziwne wrażenie, że autor rozwija się wraz z każdą kolejną częścią. Liczne zagadki, nagłe zwroty akcji, mnóstwo znaków zapytania i rzeczy niewytłumaczalnych, nieprzewidywalne niespodzianki, nowe postacie, a przede wszystkim większa koncentracja na wnętrzu swoich bohaterów. Po trzeciej części- pełnej refleksji i wewnętrznego smutku- to bardzo widoczna odmiana. Delaney pracowicie rozbudowuje charaktery występujących osób- na pierwszy plan wysuwają się Tom i Alice. Młodzi dojrzewają- świetnie współpracują, rozumieją się czasami bez słów i ... wykazują coraz większe zainteresowanie sobą ;) Stracharz pozostaje tym razem w tle- to Tom wyraźnie dominuje i ma niewątpliwie wpływ na bieg wydarzeń. Autor- uparcie, jak rasowy skąpiec- uchyla po trochu rąbka tajemnicy z życia każdego z nich, a przede wszystkim- matki chłopca- a robi to w taki sposób, że apetyt rośnie w miarę jedzenia- na cdn oczywiście. Od samego początku czuję do pani Ward dużo sympatii- wnosi wiele ciepła do powieści, w której czasem nieźle straszno i groźnie.

Nie wiem jakim cudem, ale każda część cyklu jest inna- niewielu pisarzom udaje się taki chwyt. Ile w końcu można pisać o czarownicach, boginach, magii- ktoś mógłby powiedzieć. A jednak można, co udowadnia autor. Jednocześnie wszystkie książki równie wciągają i pochłaniają bez reszty.

Wiek 11+

Wydawnictwo Jaguar

sobota, 13 czerwca 2015

Czytając każdą z kolejnych części cyklu- Kroniki Wardstone, odnoszę nieodparte wrażenie, że nawiązują one w swoim charakterze do niesamowitych historii o duchach, zjawach, wiedźmach i diabłach, jakie ludzie opowiadali sobie w czasach bez telewizji i radia, a życie towarzyskie skupiało się wokół kuchennego stołu. Cykl fantazy Josepha Delaney’a przypomina mi swoim klimatem baśnie poznane w dzieciństwie. Kiedyś- wyłącznie opowiadane ustnie, żywe słowo i co ciekawe … przeznaczone głównie dla dorosłych. Może właśnie ta krótka i najprostsza definicja tego gatunku tłumaczy moje, dorosłe już przecież, umiłowanie książek o stracharzu i jego uczniu? Opowieści Toma Warda są taką baśnią z czasów minionych, kiedy to można było spotkać czarownice, lamie, boginów i różne inne tajemnicze stwory.

Tajemnica Starego Mistrza- to kolejna, trzecia już część losów dwójki bohaterów. Tom Ward, przypomnę krótko, trzynastolatek, siódmy syn siódmego syna, o niesłychanych zdolnościach, oddany zostaje do terminu u stracharza. Pan Gregory, to postać już na pierwszy rzut oka bardzo nieprzyjemna i nieprzystępna, w długim czarnym płaszczu i kapturze, z długim kijem w lewej ręce. Wykonywany fach nie zjednuje mu ani sympatii ani przyjaciół, o czym Tom ma okazję wkrótce sam się przekonać. Bo czymże zajmuje się stracharz? Chroni gospodarstwa i wioski przed istotami krążącymi w ciemności, walczy ze złem. Pojawienie się mistrza i ucznia w okolicy zwiastuje kłopoty- stąd tak duża niechęć gminu.

W trzeciej części stracharz i Tom wybierają się do zimowego domu położonego na mrocznych moczarach. Zimowe długie noce kryją wiele tajemnic i niebezpieczeństw… Ta część mile mnie zaskoczyła- Delaney konsekwentnie rozbudowuje swoje postacie, odkrywa powoli tajemnice i szczegóły życiorysów. A jest ich wiele, każdy skrywa coś na dnie swojej duszy i serca. Autor przesuwa punkt ciężkości na aspekt głębszego poznania się i zrozumienia, na element człowieczeństwa. Bo nie tylko obowiązki wobec Hrabstwa są nieodłączną częścią życia stracharza, lecz również miłość, przyjaźń, marzenia, a przede wszystkim zwątpienie,  samotność i smutek. W mrocznym domu na uboczu, oddalonym od siedlisk ludzkich, mistrz i uczeń, zdani wyłącznie na siebie, otwierają swoje dusze, dają upust swoim myślom, zmagają się z sobą.

Mimo, że ta część różni się od pozostałych, choćby ze względu na miejsce na refleksję, głębsze rozmowy mistrza z uczniem, miłośnicy akcji z dreszczykiem będą z pewnością ukontentowani. Mrok przecież rośnie w siłę, a kto jak kto, ale Delaney po mistrzowsku potrafi oddać klimat tajemnicy i umiejętnie buduje nastrój mroku, smutku, niekiedy grozy. Moje wrażenia? Im bardziej zagłębiałam się w lekturę, tym bardziej byłam wyczulona na wszelakiego trzaski, skrzypienia po kątach i głębiej zakopywałam się pod kołdrę. W okno spojrzeć nie śmiałam.

 

Wiek 11+

Wydawnictwo Jaguar

piątek, 27 marca 2015

Książka została wydana po raz pierwszy kilka lat temu. Teraz zrobiło się o niej głośno za sprawą filmu.

Głównym bohaterem jest chłopak Thomas J. Ward, siódmy syn siódmego syna, wywodzący się ze zwykłej chłopskiej rodziny, który pewnego dnia zostaje oddany na nauki do stracharza- osobnika ponurego, o nieprzyjemnej fizjonomii, odzianego w długi czarny płaszcz z kapturem, budzącego niepokój wśród ludu, w związku z wykonywaną profesją. Bo czymże zajmuje się stracharz? Walczy z mrokiem, złymi wiedźmami i boginami, duchami. Ludzie boją się stracharza, odwracają się doń plecami, schodzą mu z drogi, a jednocześnie bardzo potrzebują. Thomas jest chłopcem niezwykłym, ma Dar, widzi to, co dla innych niewidzialne, słyszy, co dla innych niesłyszalne. Do tego ma ukochaną Mamę, która jest osobą niesamowitą i niezwykle tajemniczą i która wie, że kiedyś jej syn zostanie najlepszym stracharzem w Hrabstwie. Chłopiec uczy się wiele rzeczy- stracharz, bardzo wymagający Mistrz, wprowadza go w arkana zawodu- ale jednocześnie Thomas odkrywa, na czym polega istota męstwa, odpowiedzialności i pracowitości. Jakim uczniem okaże się Tom, czy zaprzyjaźni się ze swoim nauczycielem, czy poradzi sobie z trudnościami związanymi z profesją stracharza, czy odnajdzie swoje miejsce na ziemi?

Książki wciągają niesamowicie. Na okładce informacja- UWAGA! NIE CZYTAĆ PO ZMROKU. To prawda- Delaney umie budować nastrój grozy- a że ja niestety mam możliwość czytania głównie w nocy- niekiedy z niemałym niepokojem spoglądałam w czarne okno:) Czy to książka na pewno dla 10-latków?  Autor sięga po stare podania, korzysta z kronik opisujących stare dzieje, wskrzesza to, co zapomniane. Kiedyś, gdy nie było telewizji, komputerów, ludzie spotykali się i opowiadali sobie właśnie takie historie, którym często również przysłuchiwały się dzieci. No i myślę- dziś chyba nie tak łatwo przestraszyć młodego czytelnika :)), a zresztą dzieciaki lubią taki smaczek tajemniczości, strachu i niewytłumaczalnego. A tego w książkach Delaney'a jest pod dostatkiem.

Cały cykl liczy 12 części. Na razie dostępne są dwa pierwsze tytuły w nowej szacie graficznej: Zemsta czarownicy i Klątwa z przeszłości. Wkrótce ukażą się: Tajemnica starego mistrza i Wiedźmi spisek


Wiek 11+

Wydawnictwo Jaguar

niedziela, 06 kwietnia 2014

Dzieci lubią się bać. Wiem to z własnego podwórka. Patrzą przez palce, ale nadal ... patrzą. Chowają się pod kołdrę, ale chcą słuchać. Skrzynka Potworów - seria wydawnictwa Tako, na pewno serwuje porcję mocnych wrażeń dla najmłodszych - stąd - decyzja, czy podsunąć najmłodszym te książki, należy do nas rodziców. Przed wspólnym czytaniem albo wręczeniem dziecku najpierw samemu poczytać - a znając wrażliwość pociechy odłożyć na wyższą półkę i poczekać na doroślejsze czasy. Zresztą zamierzeniem serii na pewno nie jest celowe straszenie najmłodszych. Bardziej chodzi tu o wyśmianie, spojrzenie na strachy z przymrużeniem oka, pokazanie im gdzie raki zimują Kto wie - a może te książki staną się swego rodzaju antidotum na istniejące już strachy. Przerysowane postacie, umiejscowienie ich w zwariowanych, absurdalnych sytuacjach, często śmieszne imiona.

Zombi Mikołaj raczej budzi sympatię i współczucie niż strach. Sprowadzony do świata ludzi, czuje się w nim nie do końca szczęśliwy. Nie radzi sobie tak, jak oczekiwałby tego od niego Czarnoksiężnik Zielonka. Nie potrafi straszyć przechodniów, a na konkursie dla zombiaków wywołuje salwy śmiechu przez swoją nieporadność. Na szczęście znajdzie się pewny jegomość, który odprowadzi Mikołaja w bezpieczne i spokojne miejsce.

Pewne jest, że nie odgrodzimy się od tych wszystkich potworów i dziwadeł, jakie serwuje nam współczesność. Kiedyś (dawno temu to było) - z ciemnych kątów wyzierały czarownica i jej troszkę inna wersja czyli Baba - Jaga. Od czasu do czasu był i czarnoksiężnik - ale chyba zdecydowanie w mniejszych ilościach bajkowo - baśniowych. Toto można było jeszcze jako tako domowymi sposobami ogarnąć. Kto by tam zaprzątał sobie głowę wampirami, mumiami, wilkołakami, ogrami (!!!). Skrzynka potworów to swego rodzaju odtrutka na takie strachy, które raz po raz wyzierają z kreskówek, reklam, bilbordów, książek, oładek czasopism.
Jeśli ktoś szuka czegoś oryginalnego - to voila:)

Wiek 7+

Wydawnictwo Tako

czwartek, 20 lutego 2014

Tytuł mówi wszystko – to lektura dla tych, którzy lubią się bać. Ale.... w granicach strasznej przyzwoitości. Choć może mnie, z racji wieku, tak trudno ocenić tę książkę w tym kontekście. Bo to, co nas, dorosłych, śmieszy – może nieźle wystraszyć takiego 10-latka. Choć w dzisiejszych czasach, gdy dzieciaki już nie TAKIE rzeczy widziały i słyszały – kto wie. Jeśli ktoś dostanie podczas lektury tak zwanego „pietra”, zawsze może przeskoczyć do następnego tytułu.

Tak naprawdę prawdziwych duchów tu niewiele. Dużo natomiast wątków kryminalnych, wytworów wyobraźni, snów i … wspomnień. Wśród autorów same tuzy literatury dziecięcej i młodzieżowej: Joanna Olech, Grzegorz Kasdepke, Anna Onichimowska, Renata Piątkowska, Barbara Kosmowska, Barbara Stenka, Paweł Beręsewicz, Marcin Brykczyński, Kazimierz Szymeczko. Wszystko zilustrowane przez (jedną:) Olgę Reszelską. Razem 15 tytułów – zatem piętnaście różnych miejsc, innych bohaterów i piętnaście powodów do strachu. Wiele z tych opowiadań ma istotny cel – zostały napisany nie po to, by napędzić komuś stracha, dla rozrywki i sprawdzenia czyjejś wytrzymałości nerwowej. Z wielu płynie cenna nauka, przesłanie. Ot – podsumowując – to krótkie straszne opowiadania dla mądrych i wrażliwych dzieciaków, które nie boją się wyzwań.

Kornel źle czuje się klasie, prześladowany przez tych silniejszych musi udać się w nocy na cmentarz. Tam spotyka duchy dzieci, które pomogą mu w trudnych chwilach. Ania za sprawą pewnej czarownicy staje się właścicielką biednego bezdomnego psa. W opowiadaniu Olgi Masiuk nastoletnia bohaterka wspomina swoją babcię kochającą baśnie, wszystkie wigilie u niej, w Sejnach – jest ciepło, wzruszająco ale i zagadkowo, a to za sprawą pewnego przepisu i chłopaka z ulicy. Anna Onichimowska tymczasem stworzyła iście historię kryminalną, w której dwie siostry za sprawą lornetki przyczyniają się wykrycia groźnych przestępców. Bardzo podobało mi się opowiadania Gortata o chłopcu, który nie chciał się uczyć. Rozgrywa się na granicy jawy i snu – dałabym do przeczytania każdemu szkolnemu opozycjoniście – ku przestrodze.

Ilustratorka, aby pewnie wzmocnić nastrój grozy, wprowadziła wiele czarnych stron. Ilustracje – dość liczne, też są tylko i wyłącznie w tej tonacji. Ciekawym zabiegiem było dołączenie płyty CD. Można posłuchać wieczorem, przy zgaszonym świetle. I co wy na to, bohaterowie?

Wiek 8+

Wydawnictwo Literatura







czwartek, 21 marca 2013

Gdy słyszę jak ktoś straszy dzieci – to mam naprawdę wielką ochotę zrobić coś nieprzyzwoicie nieprzyzwoitego. Dziad z worem, Baba Jaga mogą takiemu maluchowi nieźle zepsuć smak dzieciństwa. Niech sobie mieszkają w bajkach, ale ani kroku dalej. Mój Starszy codziennie, zanim zaśnie, jeszcze ostatkiem sił woła – Mama, Tata czy są groźne węże? Znamy to na pamięć. Kiedy usłyszałam po raz pierwszy to pytanie, zaczęłam oczywiście małe śledztwo – skąd te węże. Nic nie ustaliłam – w każdym razie te węże są sygnałem, że moje dziecko zaraz zaśnie. Codziennie powtarzamy z mężem – Nie, nie ma groźnych węży, choć wiem, że kłamiemy – bo co by było, gdyby taka kobra albo grzechotnik nagle zjawiły się w naszym ogrodzie albo domu. Nasze zaprzeczenie daje bezpieczeństwo  i spokój. Billy i potwór – kolejna znakomita książka Birgitty Stenberg jest właśnie o straszeniu dzieci. Chłopiec wraz z mamą spędza wakacje nad morzem. Przypadkowo trafia do chaty rybackiej pana Mruka. Ten wyraźnie nie lubi dzieci. W ciągu zaledwie kilku minut zdołał naopowiadać takich przeraźliwych opowieści o morzu i stworzeniach w nim żyjących, że Billy’ego ani nie ciągnie na plażę ani do wody. Bowiem wszędzie jest (ponoć) niebezpiecznie. Zakończenie zwaliło nas z nóg, ale niczego nie zdradzam, by nie zepsuć i zabawy i zaskoczenia. Powiem krótko – brawo dla mamy chłopca. Gdy kiedyś wyjaśni się, kto wystraszył mi dziecko wężami – obiecuję, że skorzystam z pomysłu. Książka piętnuje głupotę dorosłych i dodaje odwagi maluchom. Takiemu potworowi można dać porządnego prztyczka w nos – książka podpowie jak.


Książki Birgitty Stenberg zawsze są świetnie zilustrowane – w tej części został uchwycony charakter nadmorskiej szwedzkiej miejscowości – ach te czerwone małe domki, które nieodłącznie kojarzą się z daleką Północą. Pierwszy dzień wiosny – zaczynamy marzyć o wakacjach, choć za oknem i mróz i śnieg.


Wiek 4+

Wydawnictwo EneDueRabe



piątek, 25 stycznia 2013

Thriller dla młodzieży – choć przyznaję, że i starszy czytelnik może mieć frajdę przy lekturze. Na pewno od czasu do czasu potrzeba mocnych nerwów, bowiem autor buduje odpowiedni dla tego gatunku klimat. Zresztą ta książka takowy już posiada. Jeszcze bez zagłębiania się w tekst. A to za sprawą specyficznej oprawy graficznej książki. Zdjęcia. W charakterystycznym kolorze. Czasem wręcz przerażające. Uspokajająco działał fakt, że pewnie zrobione dla potrzeb powieści. Informacja o tym, że to jednak autentyki, bez odpowiedniej wiedzy – w jakim celu zrobione,  podziałała jak kubeł zimnej wody. Surrealistyczne, jak ze snu, Myśl, że taka historia mogła wydarzyć się naprawdę powoduje, że skóra cierpnie, a włosy stają dęba.

Jacob ma dziwacznego dziadka, który od małego karmi chłopca równie osobliwymi opowieściami. Do tego pokazuje zdjęcia z dziwacznymi postaciami, które ponoć są prawdziwe, opowiada niestworzone historie o ich życiorysach i umiejętnościach. Historia, która nie byłaby tą historią bez tych wszystkich udziwnień. Dziadek Żyd – sierota, który umknął niemieckim oprawcom, w czasie wojny trafia do osobliwego domu pani Peregrine, na samotnej wyspie niedaleko Wielkiej Brytanii. Podczas nalotu bomba trafia w budynek, a nastoletni Abraham postanawia walczyć z Niemcami. Ta książka to ekscytujący splot wydarzeń, przeszłości z teraźniejszością. Kiedy dziadek umiera w tajemniczych okolicznościach, u chłopca pojawia się pragnienie, by poznać tajemnicę dziadka. By sprawdzić, ile prawdy jest w tym, co opowiadał stary dziwak. Jakub razem ze swoim ojcem, niespełnionym ornitologiem, udaje się na wyspę znaną z opowieści, gdzie czeka go wiele niespodzianek.

Książka wciąga. I choć są rzeczy, które mnie denerwowały w lekturze, nie mogłam odmówić sobie przyjemności odłożenia lektury, dopóki nie dojechałam do końca. A że wstrętne grypsko szalało w naszym domu, jak przeciągi w osobliwym domu Ptaszyska, złożona chorobą leżałam w pierzu – czytałam przez cały dzień i skończyłam wieczorem (dzięki mężowi, który to w  tym czasie dawał sobie świetnie radę z naszymi muszkieterami). Co mnie denerwowało – wszechobecny psychoterapeuta, który, jak się potem okazało nie był bez znaczenia. Jednak gdy pojawił się na horyzoncie, zamruczałam pod nosem – co znowwuu? W ostatnim czasie przeczytałam kilka tytułów amerykańskich, i wszędzie pojawił się psychoterapeuta. Na pewno większe wrażenie zrobiła na mnie pierwsza część. Zupełnie w myśl przysłowia: strach ma wielkie oczy. Te wszystkie osobliwości, tajemnice, coś zupełnie nowego nieznanego – mogły zmrozić krew w żyłach.  W pierwszej części książki pomyślałam – właściwie – dlaczego to nie książka tyko i wyłącznie dla dorosłych. Ale potem zmieniłam zdanie. W drugiej części to pomieszanie gatunków: thrillera i książki przygodowej, ale faktycznie z mocniejszymi akcentami. Ciekawe zwroty akcji, wątek miłosny, odpowiednia dla wieku dawka grozy – to  wszystko tu znajdziecie. Czy będzie ciąg dalszy…… Czas pokaże.  Lubię takie otwarte zakończenia. Z jednej strony można dopowiedzieć sobie dalszy ciąg historii, z drugiej – oczekiwać wersji autora.

Wiek 15+

Wydawnictwo Media Rodzina



niedziela, 18 marca 2012

Niesamowita książka. Zdecydowanie dla starszych czytelników – bo ponura – i to bardzo. Czasem niewiele się dzieje, ale Preußler pisze tak, że aż dreszcze przechodzą po plecach. Krabat powstał wtedy, gdy w telewizji i kinie nie królowały jeszcze filmy akcji i grozy, na długo przed Harrym Potterem. Nie ma tu jakichś zaskakujących zwrotów akcji, czy nawału wydarzeń, które królują w kultowej dla wielu współczesnych opowieści o czarodzieju z Hoghwartu. Preußler powoli snuje swoją historię – wraz z bohaterem dojrzewamy do niej, rozwijamy się, wchodzimy w tę książkę. Sprzyja temu niesamowity klimat – przede wszystkim miejsce, stary młyn w odosobnionym miejscu, tajemnicza postać Młynarza – Mistrza Czarnoksiężnika, liczne znaki zapytania, na które Krabat szuka odpowiedzi. To też skrzypiące schody, drzwi, pomieszczenia, gdzie z trudem przebija się światło dzienne, grobowa cisza, miarowe zgrzyty łańcuchów i zębatek, szum wody napędzającej koło młyńskie, w końcu dający się i nam we znaki uczuciowy chłód, wrogość, na szczęście ogrzane przyjaźnią i miłością.

Ni to bajka, ni legenda, ni przygoda. Preußler nie wymyślił Krabata – ten pojawił się dużo wcześniej w przekazie ustnym i w literaturze. Tutaj jako czternastoletni chłopiec sierota, utrzymuje się z żebraniny. Jest wiek XVII – czasy Augusta Mocnego, na Łużycach tuż za naszą zachodnią granicą. Krabat wędruje z kolegami po okolicy. Czasy są ciężkie – zima, srogi mróz.

Pewnej nocy chłopiec ma dziwny sen. Jedenaście kruków siedzi na gałęzi, pomiędzy nimi jedno miejsce jest wolne. Jakiś głos przekonuje go, że powinien udać się do młyna na Koźlim Brodzie.

Z wyciągniętymi do przodu rękoma posuwał się po omacku dalej. Światło, jak się przekonał, podchodząc bliżej, sączyło się przez szczelinę w drzwiach zamykających korytarz w głębi. Gnany ciekawością podszedł, skradając się na palcach, do szczeliny i spojrzał na nią. Wzrok jego wniknął do ciemnej izby, oświetlonej blaskiem tylko jednej jedynej świecy. Świeca była czerwona, przylepiona do trupiej czaszki leżącej na stole, który zajmował środek izby.Za stołem siedział okazale wyglądający, ciemno ubrany mężczyzna o bardzo bladej twarzy, jakby pobielonej wapnem. Czarna przepaska przesłaniała mu lewe oko. Przed nim na stole, leżała gruba, oprawna w skórę, zawieszona na żelaznym łańcuchu księga, którą czytał.

To ważny moment w książce – od tego czasu wszystko się zmieni w życiu chłopca. Zgodzi się na naukę we młynie, miejscu, które stanie się jego więzieniem, przekleństwem, ale zarazem i … wybawieniem. Krabat w ciągu trzech lat pobytu we młynie dojrzewa, mężnieje. W końcu młyński rok liczy się potrójnie. Ciągle ociera się o śmierć – kiedy pokona lęk przed nią, świat stanie przed nim otworem. Ale do tego prowadzi długa droga. Poznaje tajemniczy młyn, w którym na dobre rozpanoszyła się śmierć. Każdy chce jej umknąć – i Młynarz, który w tym celu podpisał pakt z diabłem i dwunastu czeladników, z których jeden co roku  poświęcany jest w ofierze. Życie we młynie to życie w ciągłym strachu – właśnie przed śmiercią. A trzeba przyznać – podły to los. Zmieni się, gdy Krabat pozna jak wielką wartością jest …miłość. Kantorka – dziewczyna z pobliskiej wioski, dla chłopaka gotowa jest poświęcić życie. Uda się do młyna – a Krabat po raz pierwszy bardziej troszczy się i boi o kogoś innego, a przecież do tej pory drżał tylko i wyłącznie o swoje życie. Miłość zwycięża i dobro bierze górę nad złem.

Specjalnie czekałam z tą książką na wiosnę – bo dużo w niej symboliki z Wielkanocy. Nadzieja na nowe życie, wiara w Zmartwychwstanie, ofiara; człowieczeństwo, które wraz z Kantorką pojawia się w strasznym młynie. Autor sięgnął do starych łużyckich zwyczajów – nie wiem, czy są prawdziwe, ale uczynił ze swej strony wiele, bym w nie uwierzyła. Do tego ilustracje Katarzyny Bajerowicz, którą podglądam na blogu. Zresztą popatrzcie na okładkę - czyż nie piękna. Na pewno zapowiada się niesamowita historia. Jak wyznała ich autorka były dwie wersje tych ilustracji – całe czarne – jak w książce i kolorowe, ale też z przewagą czerni.

Wiek 12+

Wydawnictwo Bona

poniedziałek, 12 grudnia 2011

Waldemar Wolański w książce o Panu Twardowskim nawiązał do starej legendy i wprowadził nowe. Motyw ten pojawia się wielokrotnie w naszej literaturze. Sięgnął po niego sam Mickiewicz w balladzie Pani Twardowska. Jednak jedna z najbardziej znanych wersji została opracowana w Klechdach domowych – o ile mnie pamięć nie myli - tam ją znalazłam wiele lat temu – i tak na mnie podziałała, że nijak sobie księżyca bez Twardowskiego wyobrazić nie mogę. I choć wiem o tych wszystkich satelitach, lotach na księżyc, rakietach, odcisku buta astronauty Armstronga – sprzedałam legendę moim dzieciom. Efekt tego jest taki, że Twardowski czasem towarzyszy nam w  dniu codziennym. Księżyc fascynuje najmłodszych, dzieci z  chęcią wpatrują się w niego, by sprawdzić, czy tam faktycznie kogo nie widać. I choć z drugiej strony tłumaczymy, że to tylko legenda, oglądamy i czytamy książki dla dzieci o naturalnym satelicie Ziemi  – fascynują się tą opowieścią. Kto wie, może tak jak w każdej legendzie – jest gdzieś trochę prawdy. Zresztą ta pewnie powstała przed wiekami po to, by wytłumaczyć niewytłumaczalne. Tego, kto zna legendę o Twardowskim, pewnie zdziwi trochę wizja autora – zarazem reżysera łódzkiego Teatru Lalek „Arlekin”. Dzięki temu tchnął w nią nowego ducha. W tej opowieści Twardowski to ubogi szlachcic – nie czarnoksiężnik. Wprowadził też wiele drugoplanowych ciekawych postaci – to w większości kobiety, m.in. barwna postać, która będzie miała duży wpływ na przebieg wydarzeń – Przybłęda. Stare przysłowie mówi – gdzie diabeł nie może, tam babę poślę. Diablisko Wolańskiego takie trochę nieporadne – nie zawsze radzi sobie z poczynaniami Waćpana Twardowskiego, daje się nieźle robić w trąbę. Za to jego siostry wiedźmy – już one wiedzą jak się dobrać Twardowskiemu do skóry. Cyrograf, karczma Rzym, porwanie Twardowskiego na sąd niebieski i potępienie. I miłość, przywiązanie i dobro Przybłędy do swojego opiekuna oraz wstawiennictwo Anioła sprawiają, że jego dusza znajduje odkupienie.

Spójrz w górę. Widzisz jasny sierp księżyca? A na nim ciemną plamkę? To pan Twardowski. On jeden, lecąc, za róg nowiu się zaczepił i teraz na księżycu siedzi. Sam, ale bezpieczny.

Książka Wolańskiego przypomina przedstawienie teatralne. Z boku na grubych marginesach ilustracje – rekwizyty: szopki krakowskie, koguty, maski diabłów, serce – wycinanka, czarownica na miotle. Kolorowe postacie Marii Balcerek do złudzenia przypominają lalki, kukły teatralne. Na okładce widnieje informacja, że powstały one według projektów lalek do spektaklu, które zostało nagrodzone "Złotą Maską" w kategorii "spektakl dla dzieci". Ciekawa jestem, jak aktorzy poradzili sobie z takim wyzwaniem w rzeczywistości: sceny zbiorowe, brak miejsca, czasu i akcji, wielowątkowość. Ciekawam bardzo, jak rozegrana została scena początkowa: sabat czarownic na Łysej Górze. Wyobrażam sobie ten wrzask, harmider. I piękna bardzo nastrojowa scena końcowa – spotkanie Anioła z Przybłędą.

Polecam tym, którzy lubią zagrzebać się  starych opowieściach, sięgnąć do korzeni. Wolański zrobił to ciekawie – sfabularyzował starą legendę, wplótł piosenki – mnie spodobał się i hymn czarownic jak i smutna, bardzo refleksyjna kołysanka na ostatniej stronie.

 


Wydawnictwo Skrzat



poniedziałek, 21 listopada 2011

Jesień to … dynia. U nas w Wielkopolsce nazywana banią. Nie gotujemy zupy z dyni, za to przepadamy za kompotem. Takim złocistym, klarownym, z goździkami. Pycha. Najlepszy na świecie robi moja mama, a ja, mimo wielu prób i szczerych chęci – tak niestety nie potrafię. Zawsze czegoś jest albo za mało albo za dużo. Dyniowa książka na jesień. W odcieniach żółtego, pomarańczach, rudościach i brązach. A fabuła jest taka, że rozśmieszy każdą jesienną minę. Nie tylko najmłodszych czytelników. Książka  Evy Mejuto nawiązuje do starej bajki portugalskiej. Nic dziwnego, ponoć dynię na Półwysep Iberyjski przywieźli ze sobą w XVI kompani hiszpańskich konkwistadorów Pizarra i Corteza. Musiała się zatem pojawić w ludowej tradycji. A rzecz ma się tak: babcia wybiera się na wesele swojej ukochanej wnuczki. Po drodze spotyka trzy groźne zwierzaki, które chcą ją zjeść: wilka, niedźwiedzia i lwa. Babci udaje się przechytrzyć zwierzęta – Każdemu z nich powtarza:

Nie zjadaj mnie, (…), jestem taka chuda!

Idę na wesele wnuczki.

Gdy wrócę, będę grubsza!

Zwierzaki przystają na tę propozycję. Babcia tymczasem razem z wnuczką knują pewien plan. Po weselu, gdy trzeba wracać do domu, babcia wskakuje do dyni i dalejże turlać się do domu. I znów zwraca się do nich:

Hej, dana,dana,

Nie widziałam pani, nie widziałam pana,

Ani staruszka, ani staruszki.

Biegnij dynio, biegnij,

Trzymaj się swej dróżki.

Książka jest świetną lekturą do przegonienia strachów. Bo skoro taka babcia – chudzinka starowinka może pokazać trzem opryszkom, gdzie raki zimują, to każdy da sobie z nimi radę. Taki maluch też. Można zagrać na nosie i wilkowi, i niedźwiedziowi i lwu. Dzieci lubią powtarzalność – tak jak w przypadku babcinych sekwencji w drodze na wesele i z powrotem. Te fragmenty mają w  sobie melodię. Zwłaszcza Hej dana,dana. Mimo, że już po weselu wnuczki, aż chce się przytupnąć, nogi same niosą. Dzieci wyczuwają ten rytm i doskonale się bawią. Jak to w bajkach bywa, mądrość i dobro zwyciężają, a złe bestie spotyka kara – koszmarne sny o straszliwych dyniach. Książka emanuje energią, jest jesiennie kolorowa, zabawna i optymistyczna – babcia – szczerbata w okularkach z innej epoki od razu budzi sympatię. A bestie? Nie są wcale takie groźne. Spokojnie, babcia ma laskę – koniecznie zwróćcie na to uwagę maluchom. Będzie śmiechu co niemiara…

Wiek 3+

Wydawnictwo Tako



wtorek, 26 lipca 2011

Mnie się podoba - bardzo:) Oddaje klimat tej powieści. Temat w końcu mroczny, tajemniczy. Z niecierpliwością czekam na premierę - 12 października! Mało czerni w ilustracji dziecięcej. Nie stroni od niej Józef Wilkoń (Księga Dżungli, Czarny Młyn, Pan Tip Top). Teraz Katarzyna Bajerowicz. Kiedy przeczytałam kilka tygodni temu na blogu Ilustratorki, że Wydawnictwo zdecydowało się na czerń solo - pomyślałam sobie - te rozjaśnione kroplą fioletu, czerwieni i niebieskiego chyba są piękniejsze. Tymczasem ta okładka zbiła mnie z tropu i jestem gotowa zmienić zdanie:)

środa, 15 czerwca 2011

Podpytałam wydawnictwo Bona o swoje plany. A podpytałam, bo bardzo trafiło w nasz gust czytelniczy. Wydaje m.in. książki niemieckich autorów – do tej pory nieznanego na naszym rynku Daniela Nappa i klasyka książki dziecięcej – Otfrieda Preusslera – u nas znanego głównie jako ojca Malutkiej Czarownicy. Tymczasem Preussler to autor znakomitych książek dla dzieci. Właśnie ukazał się Mały Duszek z cudnymi ilustracjami J. F. Trippa (znacie go już z książek o Kubie Guziku. Kiedyś wspominałam jego osobę też przy okazji Rabusia Hocka – Plocka – z tego co wiem, nie przetłumaczonego na język polski. Ja uparcie wracam do tej książki z moimi dziećmi i spolszczam na gorąco i z notatek).  A dla miłośników Presusslera niezła gratka – jesienią ukaże się Krabat. Tajemnicza opowieść nawiązująca do starej baśni łużyckiej. Dziś odwiedzając blog ilustratorki Katarzyny Bajerowicz odkryłam kolejną niespodziankę. To ona wyczarowała ilustracje do Krabata. Ukradłam jedną ilustrację z jej strony. Resztę znajdziecie w jej skromnych progach - tutaj. Prawda, że piękne? Ich autorka zdradziła, że w wydaniu książkowym będą … inne. Czarno – białe. I tak apetyt wzrósł w miarę jedzenia. Ale musimy poczekać do jesieni. Porównamy. Zresztą można czytać książkę i wrócić do tych z plamą czerwieni, granatu, fioletu. Krabat to nie książka dla najmłodszych. Baśń dla starszej dzieciarni – jest klimat grozy, tajemnicy, są czary. Pewnie według Wydawnictwa te czarno – białe lepiej oddadzą cały ten straszno – groźny klimat.  Zobaczymy – i ocenimy. Do zobaczenia jesienią!

 

A co do dwóch panów, którzy pojawili się na naszym rynku – Preussler po latach, Napp jako nowość. W Niemczech niedawno ukazał się  Mały Wodnik Preusslera … z ilustracjami Daniela Nappa. To dopiero historia – w Internecie można zobaczyć, co z tego wyniknęło – kolejna piękna książka, która może kiedyś … u nas… Ech, rozmarzyłam się na dobre.



 



 
1 , 2