Zakładki:
Dla dzieci
Lubimy czytać:) Książki ustawiam na półkach według kategorii: półeczka maluchów, starszaków, 6-10, 10+, półeczka młodzieży i rodziców. Wszystko w tagach
Autorzy i ilustratorzy książek
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
O książkach dla dzieci
Szablon blogu
Tutaj piszę o książkach
Wydawnictwa, z którymi współpracuję
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli
poniedziałek, 18 kwietnia 2016
W domu, w dziczy, na ulicy - Fiep Westendorp

Bardzo lubię Fiep Westendorp (1916-2004) za "Pluka z wieżyczki" i "Julka i Julkę". Jej charakterystyczne postacie z małymi czarnymi oczkami i zadartymi noskami znane są kilku pokoleniom Holendrów. Jak się okazuje - podobają się one nie tylko za granicą. Właśnie z czarnymi postaciami z serii o dwójce przyjaciół najbardziej mi się kojarzy to nazwisko. Małe czarne dzieciaczki i tylko białe plamki oczu, które potrafiły wyrazić tak wiele.


Niedawno ukazał się""Rozbrykany słownik obrazkowy dla najmłodszych". Bohaterowie tej książki – tym razem kolorowi, zabierają dzieci na ulice miasta, do parku,  cyrku, do kuchni, łazienki i sypialni, ogrodu, szkoły, na lekcję muzyki, na basen, na boisko, nad rzekę, do dżungli, naszego lasu, do gospodarstwa. Dzieci poznają zawody, różne zabawy, pory roku, święta, dyscypliny sportowe.

W książce aż roi się od postaci i scenek rodzajowych. Mali i duzi, w wyśmienitych humorach, w różnych sytuacjach. Pomagają najmłodszym opanować nowe słownictwo, motywują do opowiadania historyjek, wymyślania opowieści o bohaterach, ich perypetiach. Książka przykuwa uwagę barwami, różnorodnością scen.  Należy do pierwszych kartonów, z jakimi dzieci mogą mieć do czynienia. Nie tak łatwo zniszczyć taką lekturę: można ją kartkować, przeglądać tam i z powrotem, a grube kartki gwarantują to, że książka długo będzie służyć małemu czytelnikowi.


Podoba mi się klimat tej książki – taki trochę z innej epoki. Dzieci biegają w kapeluszach, po ulicach jeżdżą stare samochody, panie noszą się bardzo elegancko: w sukienkach i rękawiczkach, w bucikach na obcasie, babcie wyglądają jak … babcie: w okularach, siwych włosach upiętych w kok. Nawet ogródek taki niedzisiejszy – bo w tych współczesnych królują tuje mniejsze i większe, a u Fiep Westendorp: kwiatki, drzewa, żaby, ptactwo, króliki. Nie ma tu porządku doskonałego – panuje miły dla oka rozgardiasz z beczką na deszczówkę, taczką, konewka, porzuconymi grabiami. Jednym słowem świat przyjazny dziecku, do którego ma się ochotę wejść.


Co też ważne - książka ta w przeciwieństwie do innych kartonów jest pokaźnych rozmiarów: ma aż 50 stron do oglądania i czytania. Przy książkach kartonowych to naprawdę rzadkość!


Wiek 1+

Wydawnictwo Dwie Siostry

wtorek, 08 marca 2016
12 miesięcy - Marcin Brykczyński/ il. Ewa Poklewska-Koziełło

Marcin Brykczyński bardziej był mi do tej pory znany z krótkich żartobliwych form wierszowanych, niż z dłuższych utworów lirycznych. Stąd miłe „rozczarowanie”. Baczny obserwator przyrody i świata, który zaprasza do wędrówki przez cały rok, przez wszystkie dwanaście miesięcy. Trochę czytam te wiersze z rozrzewnieniem i nostalgią. Zwłaszcza jeśli chodzi o miesiące zimowe. Bo za oknem srogiej zamieci w styczniu jak na lekarstwo, ślizgawki w parku w lutym też nie było. Zima Brykczyńskiego to zima mojego dzieciństwa: w futrzanych czapach i grubych płaszczach, z zaspami śnieżnymi i lodem zalegającym przez długie tygodnie. Fakt – klimat się ociepla, przyroda szleje, natura wywraca się do góry nogami. Jednak od czasu do czasu natura faktycznie płata figle i jest tak jak dawniej – zimy jak za cara, z mrozem odmrażającym i uszy i nosy.


W książce znajdziecie dwanaście nastrojowych wierszy – każdy na poszczególny miesiąc, w kalendarzowej kolejności: od stycznia do grudnia. O zimowych wersach już pisałam. W marcu „obudzone w zacisznych norach śpiochy i śpioszki wyglądają, czy to już pora, by schować piżamę w groszki”. Kwiecień „pełno żartów wciąż ma w głowie”. W maju „ptasich lęgów przyszła pora”. W czerwcu „w każdym gnieździe kwilą pisklęta”. W lipcu „w koronie lipy brzęczą pszczoły”. Sierpień – „koniec wakacji jest już bliski”. We wrześniu „ciemną czerwień dzikiego wina szron ukradkiem pobielił nocą”. W październiku „tańczą w słońcu późne motyle”. W listopadzie” „zszarzała trawa na łące, pod stopami szeleszczą liście”.


Proste liryczne strofy pokazujące najmłodszym zwykłą codzienność, za oknem, w ogrodzie, na podwórku, na ulicy. Autor pokazuje, że przyroda jest elementem naszego życia. Wszystko przemija – ale tylko na chwilę, za jakiś czas powraca o tym samym czasie. Do wierszy przepiękne ilustracje wykonała Ewa Poklewska – Koziełło. Na każdej z nich dzieci – taplające się w słońcu, to w czerwieni jesieni, to znów płatkach bielutkiego śniegu.


Wiek 3+

Wydawnictwo Literatura

poniedziałek, 29 lutego 2016
Fach, że ach! - Silvie Sanža/ il. Milan Starý

Kim zostać? Oczywiście nasze dzieci mają pewne marzenia, które na chwilę obecną pewnie mają się nijak do przeszłości, ale po to są marzenia, by się kiedyś spełniały. Czasami samo życie płata figle. Znam chłopaka, który chciał być kosmonautą, a został stolarzem. I takiego, który miał być mechanikiem, a został śpiewakiem operowym. Mimo wszystko zabawa w marzenia jest cudna – sami możemy w tym momencie cofnąć się do lat dzieciństwa i przypomnieć sobie, co nam chodziło po głowie. Aż sama uśmiecham się do swoich pomysłów, pragmatycznych komentarzy mamy.

Książka pokazuje szerokie spektrum zawodowych możliwości. Dzieci przebywające w pewnej określonej rzeczywistości nawet niekiedy nie zdają sobie sprawy z faktu, że jakiś zawód w ogóle istniej. Bo jest na przykład taki zwykły niezwykły teatr. A w tym teatrze można realizować się jako: dramatopisarz, reżyser, scenograf, montażysta dekoracji, kierowniczka literacka, aktor, realizator dźwięku, realizator światła, sufler, inspicjent, charakteryzatorka, perukarka. Uffff – dużo tego, choć to i tak na pewno nie wszystko.

Oprócz teatru można poznać profesje charakterystyczne dla farmy, statków, lotniska, hotelu, szpitala, galerii handlowej, szkoły, służb ratowniczych, budowy, dworca kolejowego, baletu i opery, planu filmowego, redakcji gazety, muzeum, atelier, kosmodromu. Bardzo nam tu brakuje świata sportu. Moi synowie chcą zostać piłkarzami w reprezentacji. Takich chłopców jak oni, na samej naszej ulicy jest jeszcze co najmniej pięciu i każdy marzy o tym samym. Bajecznie słuchać czasem kłótni moich panów jak sobie wytykają, że ten drugi nie potrafi grać. Ale cudnie jest mieć marzenia. I nie mówię, że z tego wyżyć nie można (choć z piłki w reprezentacji pewnie się da). Absolutnie. Dodajemy skrzydeł, by latać wysoko.


Książka zawiera mnóstwo barwnych ilustracji, które przedstawiają poszczególne profesje. Najpierw prezentacja danego miejsca, potem – na następnej rozkładówce, opisy poszczególnych zawodów. Krótko, zwięźle i ciekawie opisane są główne zadania. Niektórzy przedstawiciele profesji są dopuszczani też do głosu i w komiksowych dymkach dokonują krótkiej autoprezentacji.

Ta książka to strzał w dziesiątkę. Kto wie, może lektura z lat dzieciństwa zainspiruje przyszłego kosmonautę bądź rolnika.

Wiek 6+

Wydawnictwo Bajka

niedziela, 07 lutego 2016
Tajemnice dawnych cywilizacji - praca zbiorowa

„Tajemnice dawnych cywilizacji” to lektura dla młodych historyków. Kompendium wiedzy, wzbogacone o liczne ilustracje, pełne konkretnych informacji, ale i historycznych smaczków w postaci ciekawostek, plotek. Nie brak tu tematów trudnych, ale i pełnych humoru – ot, zwykłe a zarazem niezwykłe życie codzienne na przestrzeni wieków – w pigułce. Informacje bowiem na dany temat są krótkie, rzeczowe i zwięzłe. Nie odbiegają od tematu, nie zawierają dygresji. Każda rozkładówka to kolejne zagadnienie, czasem oddalone o wiele lat od je poprzedzającego. Zawsze jest krótki wstęp – zaznaczony charakterystycznymi większymi literami, następnie wybrane zagadnienia. Każdy nowy temat zawiera również małą ramkę: „Czy wiesz, że …?” Zazwyczaj są to pojedyncze ramki, lecz zdarzają się strony, na których można znaleźć również dwa przykłady. Strony są wypełnione barwnymi ilustracjami – mają one realistyczny charakter jak również są i żartobliwe rysunki przedstawiające sceny rodzajowe z życia współczesnych. Tematyka obejmuje prehistorię, Egipt, Grecje, Rzym, cywilizacje Ameryki, barbarzyńców i wikingów, zamki i rycerzy, podróżników i odkrywców. Jak wyglądało życie pozagrobowe według starożytnych Egipcjan, czy archeologom udalo się odnaleźć pozostałości greckich statków, co to były triumfy i ile ich było w starożytnym Rzymie, dlaczego Cortes kazał spalić hiszpańskie statki, jak długo trwała budowa średniowiecznego zamku? To tylko kilka wybranych zagadnień. Każdy dział jest oczywiście bardzo rozbudowany. Książka może rozwijać zainteresowania historyczne małych dzieci, jak i służyć jako pomoc w nauce szkolnej.

Książka jest starannie wydana, w twardej oprawie. Cena według mnie baaardzo atrakcyjna.

Wiek 10+

Wydawnictwo Jedność

 

środa, 03 lutego 2016
Testament bibliofila - Arkadiusz Niemirski

 

Książki Niemirskiego niebezpiecznie wciągają. Przeznaczone zdecydowanie dla młodszego czytelnika, potrafią zainteresować również dorosłych. Gdzie tkwi tajemnica tego sukcesu? O przepis pewnie trzeba by zapytać samego autora, który od dłuższego już czasu konsekwentnie tworzy dalszy ciąg Pana Samochodzika. W tym temacie mogę odnieść się jedynie do moich doświadczeń i wrażeń. To doskonała przygoda, pełna niefortunnych zdarzeń ale i humoru, gaf, niewygód, trudów, niebezpieczeństw, czarnych charakterów i tajemnic.

Bliski jest mi przede wszystkim „Testament Bibliofila”, którego akcja toczy się we współczesnym podpoznańskim Kórniku. To miejscowość znana mi z rodzinnych i klasowych wycieczek, zawodów triathlonowych, w których dopingujemy tacie i mężowi (w jednej osobie). Arboretum, zamek z Białą Damą, jezioro. Wiele  miejsc opisanych przez Niemirskiego jest nam dobrze znanych, namacalnych, przez nas odwiedzanych. Jeśli nie byliście – naprawdę polecam. Sama książka jest ciekawą formą promocji miasteczka i zamku z fosą – wypełnioną wodą. Zresztą o Kórniku, jego dziejach, a zwłaszcza o perełce tego miasteczka – rezydencji historycznej rodów Górków i Działyńskich, naprawdę wiele dowiecie się z lektury. Autor bardzo sprawnie wplata prawdziwe i konkretne informacje w fabułę. Bez nich ani rusz. Stanowią ciekawe wyjaśnienia tłumaczące działania bohaterów, pomagają wiązać i wyjaśniać wątki. Nie są sztucznymi i oderwanymi elementami. Dobrze zazębiają się z całością, a konkretnie z losami rodziny miłośnika książek: Emanuela Karskiego, który zadał sobie trudu i przygotował dla swoich dorosłych dzieci tajemnicę do odgadnięcia. To warunek, by zostać spadkobiercą. Wygodni i próżni młodzi ludzie, zresztą bardzo poróżnieni ze sobą, idą na łatwiznę i wynajmują do tego typu zdania specjalistów. Jednym z nich jest Barber, starszy pan, który nie ma nic wspólnego z przebojowymi śledczymi znanymi z gangsterskich seriali. Barber ma swój styl, nie może czasem odnaleźć się w nowinkach technicznych współczesnego świata, ale od czego ma się pomocników – jak choćby takiego piętnastolatka – rezolutnego Omnibusa, chłopaka po przejściach, z problemami. Do tej dwójki od samego początku poczułam dużo sympatii i  trzymałam kciuki za ich „rodzinne” śledztwo. "Czterech spadkobierców. Trzy zagadki. Jeden skarb" - czytamy na okładce. A wszystko to znajdziecie w tej oto książce. 

Wiek 12+

Wydawnictwo Skrzat

środa, 13 stycznia 2016
Zakątki czyli kto tu mieszka? - Michalina Rolnik

Gratka dla dzieci, które są bardzo ciekawe świata. Jak to jest żyć w innym zakątku globu? Takie pytania pewnie nie raz stawiają najmłodsi. Książka autorska Michaliny Rolnik odsłania wiele tajemnic i pokazuje w jakich domach mieszkają dzieci poza Polską. Przedstawia również jak te dzieci wyglądają, jakie tradycyjne stroje noszą. Dwadzieścia niezwykłych miejsc oddalonych od nas o setki i tysiące kilometrów. Na każdej rozkładówce znajduje się dom charakterystyczny dla danego kraju i informacja któż taki  w nim mieszka. Imię jest specyficzne dla danego kraju. Wiele z tych imion zabrzmi dla dzieci egzotycznie, ale to tylko dodaje uroku lekturze. Dobrze wiedzieć, że świat nie składa się z rodzimych Julek, Pawełków i Tomków. Dzieci świata mają na imię: Ingrid, Nanuk, Manolo, Pilpintu, Zodwa, Tuui, Ami, Kostas i Pire. Mnie spodobał się pomysł, by Polskę reprezentowała … Hania. Dziś imię nie na czasie – ale piękne i tradycyjne.

Dzieci mają różny kolor skór i mieszkają w różnych domach: w Norwegii w  czerwonych i drewnianych, w Hiszpanii ozdobionych pięknymi płytkami, w Grecji z niebieskimi okiennicami, w Japonii z papierowymi ścianami.  To pokazuje jak różnorodny jest świat. Tam gdzie nas nie ma jest często inaczej, po prostu ciekawie. Może spowoduje to pierwsze podróżnicze marzenia – by kiedyś w przyszłości wyjechać w świat? Kto wie? Może niejedna podróżnicza kariera będzie miała właśnie początek dzięki lekturze „Zakątków”? Niewątpliwie „Zakątki” inspirują najmłodszych. Wędrówka przebiega przez różne kraje i kontynenty: Chile, Peru, Meksyk, USA, Grenlandię, RPA, Etiopię, Algierię, Egipt, Indonezję, Tajlandię, Indie, Mongolię, Japonię, Grecję, Hiszpanię, Francję, Polskę, Norwegię.


Książka jest bardzo ładnie wydana – kolorystycznie stonowana, bez zbędnych ozdobników. Dzięki temu dzieci koncentrują się wyłącznie na postaciach, elementach strojów i budynków. Grube kartonowe karty pozwalają na wielokrotne przeglądanie. Mało tekstu zachęca do czytania pierwszych wyrazów. Kolejna ciekawa propozycja z naszego podwórka – i pomysł i realizacja – fantastyczna. Jest się czym pochwalić.

Wiek 3+

Wydawnictwo Dwie Siostry

 

wtorek, 08 grudnia 2015
Idziemy na niedźwiedzia - Michael Rosen/ il. Helen Oxenbury

Optymistyczna i zarazem nie pozbawiona pewnego dramatyzmu opowieść o rodzinnej wyprawie, w której biorą udział tato i czwórka dzieci. Trójka starszych wesoło hasa, czerpie garściami z przyrody. Wszędzie ich pełno. Najmłodsze prawie cały czas spędza na barkach ojca, który brnie w przyrodę. Jest to wyprawa na niedźwiedzia. Nie tak znów łatwo wytropić zwierza: trzeba przejść przez wysoką trawę, głęboką i zimną rzekę, grząskie błoto, wielki i ciemny las, mroźną śnieżycę, trzeba wejść do mrocznej jaskini. I nie ma: nie da się. Członkowie wyprawy dopingują się, patrzą optymistycznie na świat. O nie! Wszystko da się zrobić. Czy w końcu podróżnicy spotkają niedźwiedzia? Nie zdradzę, ale przyznaję, że każda kolejna strona dla dziecka to ciekawa niespodzianka i emocje. Właśnie w przypadku tej książki zrezygnowałabym z kartkowania z dzieckiem w celu poznania w pierwszej kolejności ilustracji. Zaczęłabym od wyprawy na całego: poprzez połączenie tekstu z ilustracjami. Te ostatnie dużo zdradzają, stąd poznanie przedtem obrazów zmniejszy napięcie i dramatyzm.

Z książką można wiele: np. naśladować wszystkie dźwięki, które towarzyszą pokonywaniu przeszkód. Maluch może udawać trawę, którą ugniatają stopy, plusk wody, wiejący wiatr. Można udawać niedźwiedzia. Można w końcu zaplanować rodzinną wyprawę na zwierza w najbliższej okolicy. Dla mnie pozostaje pewne pytanie bez odpowiedzi: czy książkowy niedźwiedź istnieje naprawdę, czy jest elementem pewnego planu wymyślonego przez rodzica albo i dzieci? Planu, w który wciągnięty zostaje też czytelnik. Kto ma małe dzieci wie, że czasem nie tak wcale łatwo wyciągnąć je na długi spacer. A gdyby tak im podpowiedzieć, że za lasem, górką rzeką jest niedźwiedź??? Ooooo, wtedy zwykła wycieczka staje się prawdziwą kreatywną wyprawą, pełną przypuszczeń, pomysłów, śmiechów, chichów. A niedźwiedź? Może być wszędzie. Wystarczy wejść do lodowatej jaskini i dotknąć ręką wilgotnej ściany. Jakiej ściany??? To wszak niedźwiedzi nochal. Uciekajmy!!!! Ile radochy mają dzieciaki, gdy się straszą nawzajem. Ten widział, i tamten widział, ten dotykał, tego nawet niedźwiedź pacnął łapą. Stąd opowieść Rosena urasta dla mnie do pewnego symbolu rodzinnego bycia z sobą, spędzania miłych chwil, ale i pokonywania trudności. I nieważne: ile niedźwiedzia jest tutaj w niedźwiedziu. Najważniejsze, że świat stoi otworem, a  przygoda czai się za rogiem. Wystarczy tylko chcieć. Rodzina jest ze sobą, blisko natury. Razem poznaje świat, nabywa pewnych doświadczeń, przeżywa radość i strach – i to taki, który pozwala wyciągnąć wniosek, że wszyscy mają dosyć wypraw na niedźwiedzia. Nawet jeśli pojawia się jakieś negatywne doświadczenie, to jest to WSPÓLNE doznanie.

Książka ma duży format, ilustracje są bardzo wyraźne i ładne. Niekiedy są to szkice czarno – białe, jak fotografie, które dokumentują rodzinną wycieczkę. Innym znów razem kolorowe akwarelowe duże obrazy w spokojnej i naturalnej tonacji. "Idziemy na niedźwiedzia" niewątpliwie może stać się inspiracją do rodzinnych wypraw na… No właśnie – na kogo, bądź na co – to już tylko od nas zależy.

Wiek 3+

Wydawnictwo Dwie Siostry

czwartek, 26 listopada 2015
52 tygodnie - Anne Crausaz

Końcówka roku obfituje w piękne książki. 52 tygodnie jest na półce już kilka dni i jak mam tylko chwilę, sięgam po nią. Oryginalny pomysł, by pokazać jedną gałąź jabłoni w różnych ujęciach, w różnym towarzystwie, o różnych porach roku. Co tydzień na drzewie zjawia się inny ptak. Tytuł wskazuje więc, ile osobników można obserwować. Początek -  w dniu pierwszego stycznia. Odwiedziny modrej sikorki. Przyroda zatacza koło: na końcu te same ptaki odwiedzają jabłoń w zimowy dzień.

Wśród gatunków zilustrowanych są: rudzik, pokrzywnica, kowalik, pełzacz ogrodowy, szczygieł, gil, dzięcioł, pójdźka, drozd śpiewak, kos, dymówka, grubodziób, trznadel, makolągwa, raniuszek, jerzyk, pleszka, wilga, żołna, dziwonia, kapturka, dzięcioł czarny, pliszka żółta, pliszka siwa, wrona, zięba, trzcinniczek, kukułka, muchołówka szara, podróżniczek, turkawka, lelek, dudek, słowik, pokląskwa, dzwoniec, płomykówka, dzięcioł zielony, skowronek, sójka, orzechówka, sroka, szpak, wróbel, sowa uszata, strzyżyk, modraszka, zniczek, czeczotka, jemiołuszka, bogatka, czubatka.

Tak sobie półeczkowo myślę, że w prostocie tkwi siła. Bowiem pomysł na książkę tyleż właśnie prosty, co genialny i oryginalny. Obok pięknych ilustracji są króciutkie teksty przedstawiające danego osobnika. Są to proste zdania bez zbędnego i encyklopedycznego słownictwa. Dzieci na pewno poradzą sobie z nimi.

Dotyczą ptaków, zmian w przyrodzie, warunków pogodowych. Kryją się w nich ciekawostki i informacje: kiedy zaczyna się astronomiczna zima, które z ptaków przylatują na zimę, a które odlatują, śnieg chroni pąki przed zmarznięciem, kora kryje w sobie niekiedy ziarna (ukryte przez ptaki) lub małe owady, nadchodzi taki czas, że jest równonoc, pójdźka jest najbardziej dzienną z sów, a kukułka podrzuca jajo innym ptakom. Wielką ciekawość budzi strona, na której nie ma ptaka, ale jest tylko o nim mowa. Musimy sobie wyobrazić małego jerzyka, który z góry przygląda się gałęzi jabłoni, ale na nią nie siada. Dzieci też obserwują przemianę gałęzi – najpierw goła, potem ma pąki, kwiaty, liście, dalej – rodzi owoce.

Książka jest ładnie wydana, ma duży format: 22 cm x 29 cm. 

"52 tygodnie" sprawiają, że zaczynamy dostrzegać ptaki. Zastanawiamy się, jak się nazywają, jaki tryb życia prowadzą, rozpoznajemy je. My w książce znaleźliśmy kilka gatunków, które w naszym ogrodzie dobrze się czują. 

Piękna książka - po wizycie w zagranicznej księgarni ma się po prostu apetyt na jeszcze:)

Wiek 4+

Wydawnictwo Widnokrąg

wtorek, 24 listopada 2015
Rok w lesie - Emilia Dziubak

 

Emilia Dziubak specjalnej promocji nie potrzebuje. Już wielokrotnie dała się poznać jako ciekawa i kreatywna ilustratorka, której światy rysunkowe łączą w sobie nowoczesność i nostalgię dawnych klimatów. Można znaleźć w nich ciepło, swego rodzaju przytulność, milusińskość z jednej strony (a tego tak wszyscy w każdym wieku potrzebujemy i lubimy), a z drugiej strony pomysłowość, humor, spojrzenie na świat z przymrużeniem oka.

Może tu tkwi tajemnica jej sukcesu, który daje się odczuć podczas rodzinnego czytania: bowiem i mały i duży znajdzie tu coś dla siebie. Jeśli chodzi o „Rok w lesie” dodałabym jeszcze: wnikliwą obserwację rzeczywistości i dziecięce postrzeganie świata. Dorosły człowiek nie zauważa pewnych niuansów. Goni, spieszy się, nie ma czasu by się zatrzymać nad biedronką, pochylić nad motylem, zadrzeć głowę wysoko, gdy usłyszy tajemnicze pukanie w koronie drzew.  Ta książka uczy takiego „abe-en-dego”, czyli „absolutnie–nie–dorosłego” spojrzenia na świat, na przyrodę. Ta zwłaszcza przez mieszczuchów jest postrzegana jako dodatek, który jest i basta. Jako coś, co się należy, coś – na co w dniu codziennym raczej nie zwraca się uwagi, o co nawet niekoniecznie trzeba dbać.

Stąd i mój zachwyt nad tą książką. Kopczyk z grudek ziemi może okazać się zwykłym niezwykłym kopczykiem przez kogoś zamieszkałym. Krzak obsypany czerwonymi (dla człowieka trującymi) jagodami natomiast wabikiem kulinarnym dla ptaków i drobnej leśnej zwierzyny. „Rok w lesie” to książkowe wyprawy do lasu – w każdym miesiącu, które, kto wie, może zaowocują jakąś ciekawą namacalną wyprawą rodzinną z ciekawymi przeżyciami i przygodami. Historie opowiedziane bez słów – może celowo z ukrytą wskazówką, by smakować przyrodę bez potrzebnego hałasu, podglądać ją na swój, ale cichy, sposób. Bez wrzasku i rozgardiaszu, który towarzyszy nam na co dzień.

Książka jest podzielona na 14 rozkładówek, z których każda przedstawia ten sam fragment lasu w kolejnym miesiącu. Rośliny, jego mieszkańcy, ożywione i nieożywione składniki przyrody o różnych porach roku, w różnym stanie. Niby to samo mrowisko, ale jakże zmieniające się w zależności od danego miesiąca. Fajnie podpatrywać małe pracowite stworzonka – zupełnie jakby ktoś wstawił do ich domku lustro weneckie. Cztery pory roku – zachowanie zwierząt podczas ich trwania. Które śpią, a które są aktywne. Jak zmienia się tryb życia w poszczególnych miesiącach. Każde kolejne „otwarcie” zdradza tajniki lasu – widać jak się zmienia cała przestrzeń: najpierw gołe drzewa, które otoczone delikatną zielona mgiełką pąków nagle wybuchają z ogromną siłą. Widać kto się lubi a kto się czubi, w jakim środowisku żyje, co lubi zjadać, jaki tryb życia prowadzi: dzienny czy nocny. Dzieci mogą zaobserwować również pracę leśniczego: jak dokarmia zimą zwierzęta, zawiesza budki lęgowe, wykonuje prace porządkowe, obserwuje, czy nie dzieje się coś niepokojącego. Niekiedy zdarzają mu się przykre niespodzianki – mam na myśli spotkanie oko w oko z gniazdem os. Ilustracje są bardzo ładne , pełno tu szczegółów, których odkrywanie może przynieść frajdę całej rodzinie. Nie brak tu też humoru: mina wiewiórki chowającej orzeszki przed łakomymi napastnikami bezcenna.


Pierwsza rozkładówka książki to przedstawionych blisko 50 gatunków, które dzieci mogą śledzić w książce – ich krótki opis i ilustracja. Na końcu zabawa – labirynt – najmłodsi szukają pary w podziemnym labiryncie. Takie małe spełnianie marzeń bohaterów tej książki. Szczegółów nie zdradzam. Książka ma duży format (231 x 310 mm), kartonowe karty. Długo będzie sprawiać frajdę dzieciakom.


Wiek 4+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

czwartek, 29 października 2015
Mieszko, ty wikingu - Grażyna Bąkiewicz/ il. Artur Nowicki

Jakże byłoby fajnie, gdyby lekcje historii wyglądały w naszych szkołach tak jak lekcje pana Cebuli. Jest on oddany swojej pasji, jaką jest historia właśnie. Mało tego – potrafi nią zarazić swoich uczniów. Niekiedy potrzebują oni lekkiej „motywacji”, ale zawsze z ciekawością wykonują kolejne zadania. A jak wyglądają owe lekcji historii? Na pewno nie na wkuwaniu nudnych dat i faktów. Jedną z metod poznawania czasów zamierzchłych są podróże w  czasie. Dzieje się to za sprawą ławek, które teleportują uczniów do przeszłości. Wystarczy wskazać wiek, dalej konkretną datę – i fiuuuuu – już jakaś siła pcha cię w wieki minione.

Aleks – rezolutny 12-latek ma pecha. Ciągle udaje się tam, gdzie nie zamierzał się znaleźć. Właśnie przez przypadek „odwiedził” Archiwum Watykańskie i jest świadkiem jak pewien skryba robi błędy przy sporządzaniu kopii dokumentu Dagome iudex. Niepozorna omyłka może się tymczasem okazać pomocna przy rozwiązaniu kolejnego historycznego zadania zleconego uczniom przez sympatycznego historyka. A brzmi ono: sprawdźcie, czy pierwszy władca Polski był wikingiem. Aleks z grupą kolegów przenosi się w X wiek. Co z tego wyniknie? Przekonajcie się sami.


Pełna humoru opowieść, która mnie od samego początku kojarzy się ze słynnym cyklem: Strrraszna historia. Temat potraktowany z humorem, pełen ciekawostek, ploteczek z wieków minionych, na luzie. Historia to ludzie z krwi i kości z zaletami i wadami, z wyobraźnią. Wszystko to przekłada się na fabułę – charakterną, z jajem – ale też pełną cennych widomości na temat życia w czasach Mieszka I. Ważne miejsce w tej książce zajmują ilustracje Artura Nowickiego, zwłaszcza odcinki komiksu, które pokazują naszą historię z przymrużeniem oka.


Po lekturze wnioski nasuwają się same: fajnie byłoby przeżyć podobną przygodę podczas lekcji historii. Po drugie – mam nadzieję, że Grażyna Bąkiewicz będzie kontynuowała lekcje pana Cebuli i wkrótce zabierze nas na „wycieczkę” do innej epoki. Książka jest bardzo dobrze odbierana przez czytelników. Niedawno została wyróżniona w konkursie organizowanym przez portal Granice: „Najlepsza książka na jesień”.


Wiek 9+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7