Archiwum
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli

Ciekawe miejsca

środa, 06 marca 2019

Zazwyczaj w języku codziennym używamy słowa MAŁPA. Małpa to małpa – tak myślą przynajmniej niektórzy z nas. Nawet Aleksander Fredro pisząc swoją słynną „Małpę w kąpieli” nie sprecyzował o jaki gatunek małpy chodzi. Tymczasem Asia Gwis pokazuje, jak różne gatunki małp występują na Ziemi, jak liczna jest małpia rodzina. Kogóż tutaj mamy?: Makak wanderu, Nosacz sundajski, Rokselana złocista, Koczkodan białowargi, Uakari, Mandryl, Tamaryna wąsata, Marmozeta lwia, Koczkodan czerwononosy, Koczkodan nadobny, Saki białolica. To zaledwie kilka przykładów gatunków małp, ponieważ przez książkę przewijają się jeszcze inni przedstawiciele. Ale to już robi wrażenie, prawda? Autorka skupiła się na kilku aspektach małpiego życia. Pokazuje, w jaki sposób różne gatunki mogą się ze sobą komunikować: np. koczkodany wykorzystują do tego celu ogony i nosy. Ciekawym sposobem na okazanie życzliwości drugiej małpie jest … iskanie jej (!!!). Jaką rolę odgrywają rodzina i przyjaciele? Które małpy mieszkają wysoko na drzewach, a które pewniej czują się na ziemi? Które cenią sobie towarzystwo człowieka? Kogo, ze względu na gabaryty, możemy nazwać małpką, a kogo małpą? Jak wygląda życie śnieżnych małp żyjących w Japonii? W książce dziecko znajdzie ciekawostki na temat różnych gatunków, ich trybu życia. Np. o tym, że orangutan znaczy tyle, co „leśny człowiek”. Smutna jest informacja, że większości opisanych gatunków grozi wyginięcie. Autorka podpowiada, jak my zwykli ludzie, oddaleni od małp o tysiące kilometrów, możemy choć w minimalny sposób przyczynić się do ochrony tych zwierząt i ich środowiska. Pamiętajcie – unikamy produktów, w których występuje olej palmowy.

Książka jest bajecznie kolorowa, z mnóstwem ilustracji – to one dominują tutaj. Tekstów jest niewiele, są krótkie, zrozumiale napisane. To książka zdecydowanie dla małych dzieci – została wydana na grubych i sztywnych kartkach, ale i starsi czytelnicy będą mieli frajdę podczas lektury.

Wiek 4+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

wtorek, 26 lutego 2019

Gdańsk jest często ulubionym miejscem wycieczek, wakacji. Warto zatem zaopatrzyć się w przewodnik, który pomoże lepiej poznać to miasto. Bo na początku mnogość osobliwości miasta może po prostu przerażać. Jak zrobić to z głową, by wywieźć dobre wrażenia, a jeszcze mieć świadomość, że się coś poznało, czegoś nauczyło, że nie był to czas stracony, albo, że nie przeholowaliśmy i przez następnych kilka lat nikt i nic nie zaciągnie nas na żadne zwiedzanie. Książka wychodzi naprzeciw oczekiwaniom młodych ludzi, których często nudzi nadmiar informacji o zabytkach, ludziach, miejscach i wydarzeniach. Tutaj znajdziecie propozycje siedmiu wycieczek z przewodnikiem Tomaszem. Towarzyszą mu Maja i Filip. Tomasz przygotował dla dzieci tajemnice i zagadki, które trzeba rozwiązać. I taka jest myśl przewodnia , która trochę kojarzy mi się z przysłowiem: „po nitce do kłębka”. I faktycznie, co rusz na każdej trasie pojawiają się zagadki, ciekawostki – ale te są podawane w wersji short – nie znudzą odbiorcy. Z niektórymi miejscami wiążą się pewne legendy – one również zostały przytoczone. A żeby nie było nudno – w komiksach cały czas się coś dzieje. Maja i Filip ciągną Tomasza za język, przekomarzają się, zadają zaczepne pytania. Przewodnik dotyka wielu obszarów. Są tu dzieła sztuki, jak słynny „Sąd ostateczny” Memlinga. Są mniej znane miejsca: jak choćby baszta o dziwacznej nazwie: „Patrz od kuchni”. Są szczegóły i szczególiki: lew w kościele św. Jana, obraz w Sali Czerwonej. Przytoczone zostały krótkie opowieści o bitwach na morzu, plany miasta, które pomogą nam odnaleźć właściwą drogę. Siedem tras, o których wspomniałam wcześniej: Trasa trzech wież, Port nad Motławą, Jak żyli dawni gdańszczanie, Błękitny Baranek, Kajakiem po Gdańsku, Twierdza Wisłoujście i Westerplatte, Rowerem wzdłuż plaży.  Myślę, że każdy znajdzie tu coś dla siebie. Niektóre rzeczy można pominąć, nad niektórymi można pochylić się na dłużej. Oprócz tras, legend, opisów, komiksów, znajdziecie tu również test na spostrzegawczość, rozwiązania zagadek, kalendarium najważniejszych wydarzeń z dziejów Gdańska. Książka dla dużych i małych. Integralną częścią książki jest bezpłatna aplikacja Adamada czyta dzieciom. Jak się okazuje, można zwiedzać Gdańsk również ze smart fonem.

Wiek 7+

Wydawnictwo Adamada

Sam i Julia to para myszek, które żyją w mysim świecie stworzonym przez Karinę Schaapman. W Internecie można znaleźć mnóstwo zdjęć tego mysiego świata. Obecnie autorce pomaga jej syn. Razem wymyślają nowe przygody, robią dekoracje. O Samie I Julii pisałam już dwa razy. Sprawdzam na stronie Wydawnictwa. Ukazało się już 5 książek. Można zobaczyć  myszki w ich domku, w cyrku, lunaparku i teatrze. Ostatnia cześć zabiera nas do portu.  Oczywiście przyjaciele na co dzień mieszkają w swoim Mysim Domku, „który jest dla nich całym światem”. Sam i Julia są na razie w mysiej szkole. Jednak po lekcjach planują udać się do portu, gdzie pracuje dziadek Sama. A tutaj tyle się dzieje. Autorka wyczarowała miniaturowy świat. Myszki opanowały dosłownie cały port: spacerują, pracują, robią zakupy, płyną łódkami, załadowują łodzie, wyładowują towary. Dziadek Sama musi rozplątać sieci – inaczej nie będzie mógł łowić ryb.  Sam i Julia odwiedzają stateczek dziadka, udają się na targ rybny, w stoczni obserwuj, jak budowana jest łódź. Idą nawet do Kapitanatu Portu, by zapytać  o możliwość udziału w wyścigu „jałb maskonurków”. Pewnie nie wiecie , o co chodzi. Tak, tak macie rację – Julia się zwyczajnie przejęzyczyła.

Książka przybliża tematykę portową, pokazuje mnóstwo szczegółów z życia  portu. Całość robi wrażenie – wykonanie myszek, ich ubrań, dekoracji przykuwa wzrok. Widać, jak wiele pracy autorka włożyła w przygotowanie tej książki. Mysi Domek ma wymiary: wysoki na 3 metry, szeroki na 2. To nie jest łatwa praca – i pewnie niewiele ma wspólnego z zabawą. Ta część to również Amsterdam w pigułce, bowiem można zobaczyć osobliwości tego miasta: most Oostenburg i most zwodzony nad rzeką Amstel. To też świat, którego po części już nie ma, bowiem wiele rzeczy dziś wykonywanych jest za pomocą maszyn, a nie ręcznie. Dzieci mają też możliwość poznania dawnych zawodów: w powrozowni powroźnik wyrabia grube sznury, które zawsze przydadzą się w porcie. Krótkie teksty opowiadają o Samie i Julii, ale to ogromne ilustracje dominują w tej książce.

Wiek 3+

Wydawnictwo Media Rodzina

poniedziałek, 18 lutego 2019

 

W sąsiedztwie Smerfów pojawiła się wioska … dziewczyn. Jej mieszkanki organizują właśnie Wielkie Zawody Drzewa Smerfów. Jedna ze smerfowych dziewczyn – Burza – wydaje się być niepokonaną zawodniczką. Staje w szranki z Osiłkiem. I kiedy zawodnicy robią wszystko, by wygrać – nawet przy użyciu oszustwa i kłamstwa, nagle w wiosce dziewczyn zaczynają się dziwne rzeczy. Woda z wodospadu, która do tej pory obficie spływała po skałach, teraz przestaje płynąć. Nikt, nawet wszystkowiedząca Wierzba, nie ma smerfnego pojęcia, co się mogło stać. Smerfowe dziewczyny decydują się na zebranie drużyny i wysłanie ekspedycji w celu wyjaśnienia zagadki. Czy im się uda odpowiedzieć na pytanie: co się stało z rzeką? I czy rzeka znów popłynie?

Kobieca wersja Smerfów? Dlaczego nie. Znajdziecie tutaj przygody, zagadkę do wyjaśnienia, humor sytuacyjny i słowny, niebezpieczeństwa, przekomarzanie się, kto jest w czymś lepszy. Imponuje odwaga dziewcząt. I sprawdzają się porzekadła, że w jedności siła, i że zgoda buduje, a niezgoda rujnuje. Jak zwykle są i smerfowe neologizmy, których znaczenie łatwo odczytać z kontekstu: niesmerfne uczucia, smerfołówka, najsmerfniejsza przyjaciółka, podsmerfować się. A co one oznaczają? Odpowiedzi w komiksie.

Wiek 4+

Wydawnictwo Egmont

sobota, 16 lutego 2019

Historyk szkolny, pan Cebula, przyzwyczaił nas do tego, że zawsze zabierał nas w jakieś czasy książęce bądź królewskie. Mogliśmy poznać postaci miłościwie panujących: Mieszka I, Kazimierza Wielkiego, Władysława Jagiełłę i Jadwigę, Zygmunta III Wazę, Stanisława Augusta Poniatowskiego. Kiedyś pomyślałam sobie – tylu jeszcze królów i tyle tematów dla serii Ale historia… A tu niespodzianka. Najnowszy tom zabiera nas w czasy …

Ale od początku. Tym razem bohaterką wypraw do przeszłości jest 12-letnia Ola. Dziewczynka ma pewną tajemnice. Od jakiegoś czasu trenuje ju-jitsu, a w tym czasie powinna uczęszczać w lekcjach baletu. Tylko jak powiedzieć prawdę rodzicom? Problemy problemami, a życie toczy się dalej. Ola będzie musiała znaleźć sposób, by wyjawić prawdę. A może ta trenowana sztuka walki przyda jej się w wyprawach „zadawanych” na lekcjach historii? W klasie u pana Cebuli są ekstra ławki – taki autorski wynalazek historyka. Wystarczy przycisnąć specjalny guzik i ziuuuuuuuuuuuuuuuuuuu – ląduje się w przeszłości. Oczywiście tam, gdzie jest zadanie do wykonania. Droga do przeszłości trwa tyle, co wypowiedzenie słowa Su…per!. Tym razem klasa Oli ma sprawdzić, jak Polacy radzili sobie w niewoli zaborców. Ta wyprawa to nie tylko przygody, niebezpieczeństwa – bo co będzie, gdy akurat natrafi się na jakieś powstanie zbrojne przeciw zaborcom? Zdarzy się i podniesienie ręki na władzę carską, i lądowanie w warszawskim błocie w 1918 roku – data znamienita, bo 10 listopada. Dzień przed odzyskaniem niepodległości.  W książce dużo się dzieje, a młody czytelnik dowiaduje się, że droga Polski do odzyskania wolności była długa i pod górkę. Łatwo się o tym uczyć z podręczników historii, ale przeżyć na własnej skórze – to jest dopiero coś.

To również poznawanie postaci znanych z podręczników historii. Pojawiają się tu m.in. Dezydery Chłapowski, Emilia Plater, Adam Mickiewicz, Chopin, młodziutki Józef Piłsudski (i troszkę starsza jego wersja) zwany Ziukiem.  Czytelnik dowie się co nieco o XIX-wiecznej kuchni – zwłaszcza o recepturze na rosół, odwiedzi starą mennicę, w której jak w ukropie uwijali się mincerze, zobaczy jak wyglądały pojedynki – czyli dawny sposób na rozstrzyganie sporów, pozna emancypantki, stroje z epoki, odwiedzi Wilno z czasów Mickiewicza, podpatrzy życie polskiej szlachty.   I do tego dochodzi jeszcze obowiązująca etykieta, bowiem kiedy Ola idzie za Ziukiem jak cień, przyszły naczelnik państwa polskiego komentuje: „Panienki nie powinny zaczepiać kawalera”.

Temat świetnie podany – ta forma przekazywania historii podoba mi się od początku. Bardzo wartościowe są tutaj komiksowe scenki Artura Nowickiego. Bez nich ta książka nie byłaby tą samą książką. Dodają dużo smaczku. Jest ciekawie, czasem drżymy o bohaterów, a czasem śmiejemy się w głos. I czekamy na kolejny tom. Ciekawe jaki będzie temat…

Wiek 9+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

niedziela, 10 lutego 2019

Goscinny to autor słynnego Mikołajka i Asteriksa. Imponująca jest lista czytelniczych hitów, które weszły do powszechnej świadomości również dzięki filmom i kreskówkom.

Przenosimy się w czasy przed Chrystusem. Jest rok 50. Rzymianie podbili Galię. Wprawdzie nie całą – trzeba to podkreślić. Jest jedna wioska, która dzielnie stawia opór. Pewnie domyślacie się, że jest to miejsce, gdzie mieszkają Asteriks i Obeliks. A walka z najeźdźcą przynosi efekty - dzieje się tak za sprawa magicznego wywaru, który przygotowuje druid Panoramiks. Obserwujemy, jak toczy się życie w tym szczęśliwym zakątku na ziemi: dorośli zajęci są swoimi codziennymi obowiązkami, dzieci dokazują w szkole i poza nią. Asteriks i Obeliks polują właśnie na dziki. Tymczasem druid Panoramiks nieszczęśliwie spada z drzewa. Wtedy to podejmuje decyzję, że musi koniecznie spośród młodych galijskich druidów wybrać tego, któremu przekaże przepis na magiczny wywar. Asteriks i Obelkis są pełni obaw, czy aby jakiś nieznany i niedoświadczony druid przypadkiem nie wykorzysta mikstury do jakichś swoich niecnych celów. Czy słusznie? Znajdziecie w tej książce przygody, humor, świetne postacie. Wśród wymyślonych bohaterów historyczna postać Cezara. Poznacie legionistów rzymskich, rzymską taktykę wojenną, zobaczycie, jak wyglądało życie w prastarym grodzie. Ciekawa wyprawa do przeszłości z odrobiną magii.

Wiek 7+

Wydawnictwo Egmont

wtorek, 18 grudnia 2018

Nietuzinkowa książka o ciemności. Porusza mnóstwo ciekawych zagadnień związanych właśnie z ciemnością. Wyjaśnia kwestie samej ciemności i światła. Czy Słońce znika z nieba? Jak działają sztuczne źródła światła: ogień, pochodnia, lampa naftowa i żarówka? Jak oświetlali sobie domy i drogę nasi przodkowie? Ciemność jest niezwykle ważna w życiu roślin i zwierząt. To właśnie nocą można odnotować największe przyrosty roślin. Mnóstwo zwierząt – jak choćby żbik europejski, puchacz zwyczajny czy jeż zachodni naprawdę świetnie czują się w ciemnościach. A czy możecie sobie wyobrazić mroczne głębiny oceanu: żyją tam takie stwory, o których nam się nie śniło. Wielu ludzi musi nocą pracować – np. w branży transportowej. A miasto w ciemności – ono to dopiero fascynuje najmłodszych. Punktowe światełka w oknach domów, neony, światła latarni ulicznych odkrywające zaledwie fragment całości. Kursują nocne autobusy, koło śmietnika przemknął lis, elegancko ubrani ludzie udają się do teatru. W drukarni też praca wre – trzeba wydrukować najnowszy numer gazety.

Książka rewelacyjnie pokazuje ciemną stronę naszego życia (jakkolwiek to brzmi). Odwiedzamy różne miejsca, poznajemy ludzi, zwierzęta, rośliny. Jednak najbardziej przykuwają uwagę rozkładane plansze, które osiągają wymiary czterech stron książki. Można zobaczyć różnice – jak wygląda dany fragment rzeczywistości, kiedy jest mało światła i zaraz za tym różnicę, gdy światło pojawia się w całej krasie. Kto by przypuszczał, że za osłoną ciemności kryje się tyle niespodzianek do odkrycia. Co dzieje się w przyrodzie, w mieście, na wsi, w głębiach oceanicznych, na lotnisku, gdy zapanuje na świecie ciemność? Intrygujące ilustracje, wiadomości, ciekawostki. Dzieci przy okazji odkrywania świata wiele się nauczą.

Wiek 6+

Wydawnictwo Adamada

sobota, 15 grudnia 2018

Czy wiecie, że w świecie zwierząt i roślin istnieją przyjaźnie? Kto by pomyślał. I to taka przyjaźń na dobre i złe, bezinteresowna. Choć, STOP, jak się okazuje, interesowna akurat w przypadku zwierząt też się zdarza, o czym za chwilę. Książka niesie ze sobą wiele niespodzianek, przykładów takich różnych przyjaźni. Ta historia zaczyna się od perypetii kota Homera, który pewnego dnia wraca do domu i zastaje brudną kuwetę. Nie ma miejsca dla niego w żadnym kącie domu, więc kot ów postanawia wyruszyć na poszukiwanie swojego miejsca na ziemi i prawdziwego przyjaciela. Wędruje do różnych bliższych i dalszych zakamarków naszej planety. Podpatruje, analizuje, wszędzie wściubi swój koci nosek. Czy jego przyjaciółmi mogłyby zostać na przykład mrówki i mszyce? Błazenek i ukwiał? Krab pustelnik i ukwiał? A może krewetka pistoletowa i ryba babka? Kot podgląda na czym ta przyjaźń polega. I tak np. mrówki w zamian za słodką wydzielinę opiekują się mszycami. Ukwiał przyczepia się do muszli pustelnika i chroni go swoimi parzydełkami. A za to ten krab pustelnik właśnie zostawia mu resztki swojego jedzenia. Kot Homer podczas poszukiwania swojego przyjaciela bierze pod uwagę różne aspekty: czy w przyjaźni ważne jest bezpieczeństwo, wzajemna pomoc, współpraca? Pojawia się niestety też przyjaźń interesowna, fałszywa, w której swoje potrzeby i zachcianki załatwia tylko jedna strona. Kukułka potrafi bezczelnie podrzucić trzcinniczkowi swoje jajo do gniazda. Na podobnych zasadach oszustwa działają też muchołówka i mucha, gąsienica modraszka i mrówka, dziwogon żałobny i surykatka, czapla zielona i ryba, żabnica i ryba. Jak się okazuje hiena i lew czy bąkojad i nosorożec są przyjaciółmi od święta. Przyjaźń – jak to w życiu może przemienić się też w miłość – i to między różnymi gatunkami: przykłady to płoć i leszcz, niedźwiedź polarny i grizzli, klacz i osioł. Są i przyjaciele sąsiedzi: dzięcioł łąkowy i termity, mrówka i akcja, bocian i wróbel.

Czy kotu Homerowi uda się znaleźć prawdziwego przyjaciela? Zajrzyjcie koniecznie do książki. Można samemu sprawdzić, jakim typem przyjaciela się jest. Na końcu znajdziecie test do rozwiązania. A opcje są naprawdę ciekawe. Co się kryje pod określeniami: czy jesteś Homerem, krewetką, mrówką, fasolą, trzmielem czy lwem? Jest i labirynt, w którym zagubiła się krewetka i trzeba jej pomóc odnaleźć drogę. Książki Emilii Dziubak są zawsze wydarzeniem ze względu na ilustracje i treść. Tutaj obrazy zdecydowanie dominują. Jednak wiedzy jest w sam raz. Każdy rodzaj przyjaźni pokazany jest na konkretnych przykładach z krótkim opisem. Książka jest dużego formatu, ma sztywne kartki. Wspaniały świat przyrody, który fascynuje, ciekawi i powoduje, że czytelnik ma większy apetyt na jeszcze.

Wiek 4+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

piątek, 14 grudnia 2018

Znacie to uczucie, kiedy nagle znaleźliście się w jakimś ciemnym pomieszczeniu, albo ciemnym miejscu na zewnątrz. Zwłaszcza, gdy nie ma żadnego najmniejszego źródła światła. Oczy nie widzą niczego. Mówi się przecież: ciemności egipskie, ciemno choć oko wykol. Ale gdy się już oczy przyzwyczają do ciemności, pojawiają się niepewne zarysy konturów, czerń – czarniejsza i mniej czarna, udaje się rozpoznać sylwetki drzew, przedmiotów. Gdzieś znikają niepewność, pewna nieporadność. Albo nawet i strach. I tak jest w tej książce: „Czarnej książce” – są różne odcienie czerni, szarości, niekiedy bardzo jasne punkty. Znajdujemy się najpierw na czarnej górze, potem w czarnym lesie, czarnej chacie, czarnym korytarzu, czarnym pokoju, czarnym strychu, czarnej szafie. A tam? Niespodzianka!

Być może „Czarna książka” pomoże dzieciom oswoić ciemności, oswoić swój strach. A może jakieś dziecko boi się duchów? Spróbujcie z „Czarną książką”. A może warto wczuć się w uczucia osoby niewidzącej lub słabo widzącej, nie rozróżniającej kolorów? I wtedy ta książka może okazać się pomocna. Mało słów, tylko ciemne obrazy. Książka, która ma moc. Na pierwszy rzut oka niepozorną, ale jednak…Zaskakujące zakończenie pokazuje dzieciom jak silna jest wyobraźnia. To ona rządzi w ciemnych pomieszczeniach i miejscach. Tymczasem rzeczywistość jest bardziej optymistyczna, kolorowa i bezpieczna niż nam się wydaje.

A może ktoś się pokusi o twórcze czytanie "Czarnej książki" i razem z dzieckiem wymyśli jakąś "czarną" opowieść, która będzie miała szczęśliwe zakończenie?

Wiek 4+

Wydawnictwo Dwie Siostry

 

sobota, 08 grudnia 2018

Co roku podczas planowania wakacji zastanawiamy się, gdzie zamieszkamy. I cieszymy się, że będzie to jakieś cudne, klimatyczne miejsce – jakiś pensjonat, hotel. Dzieci nie mogą się doczekać. A tymczasem 10-letni bohater tych obydwu książek chciałby z takiego właśnie hotelu … czmychnąć w siną dal. Może na swoje wymarzone wakacje? Bo (biedaczek) Jan-Albert Muszelka jest synem właściciela hotelu. I gdy turyści w najlepsze odpoczywają, zwiedzają, prażą się na słoneczku – on, Jan-Albert, musi dla nich pracować. To nie koniec wakacyjnych niedogodności. Ba, najlepsze pokoje przeznaczone są też dla gości. A sam chłopiec ma swój kąt w zwykłej suterenie, z tyłu domu, bez żadnych pięknych widoków. Chłopak jest zdolnym, inteligentnym uczniem. A jeśli pojawiają się jakieś problemy, to są one związane z lekcją wf-u. No ale cóż, nie można być dobrym we wszystkim. W każdym razie inteligencja i spryt chłopaka bardzo są pomocne w prowadzeniu hotelu, o czym się nie raz przekonacie podczas lektury. Oprócz chłopca na kartach opowieści przewijają się następujące postacie: Rózia, czyli wnuczka hotelowego ogrodnika. Tata, Henryk Muszelka, który lubi usłyszeć, że syn jest do niego bardzo podobny. Pan Józef – ogrodnik, nazywany przez wnuczkę Zefem, Greta – odpowiedzialna za porządek w hotelu, pani Stasia – kucharka i Ludwik Lulu – dwuletni synek Grety. Jest też mnóstwo gości, bez których nie byłoby tych książek. W pierwszym tomie głównie poznajemy domowników hotelu i samo miejsce. To taka codzienność hotelowa. Bo przecież trzeba się zatroszczyć o gości, przynieść świeże pieczywo z piekarni, warzywa z ryneczku. A sprawa się znacznie skomplikuje, gdy pani Stasia będzie musiała udać się do szpitala w celu zrobienia koniecznych badań lekarskich. Nikt przecież nie potrafi tak dobrze gotować. W dodatku w zlewie piętrzy się góra brudnych naczyń. Perypetie mieszkańców hotelu – tych stałych i sezonowych są opowiadane raz z perspektywy Rózi raz Jana-Alberta. Poznacie tajemniczych goście Dzięciołów, którzy tak bardzo wydają się dzieciakom podejrzani, że Rózia i Jan-Albert rozpoczną małe śledztwo. Znajdziecie tu przygody dnia codziennego, drobne kłótnie dzieciaków, gości ze specjalnymi upodobaniami (ach ta słynna skrzypaczka i jej dieta).


W tomie drugim pojawiają się nowi goście. Rózia starym zwyczajem drze koty z Janem-Albertem. Choć wiadomo: kto się lubi, ten się czubi. Po wymianie zdań tych dwoje zawsze znajduje wspólny język. Pani Stasia opowiada gościom tak straszne historie, że niektórzy nawet opuszczają przybytek. Dzieciaki próbują rozwikłać tajemnicę Tutwela, który ponoć jest mordercą, dusicielem, wyrywaczem paznokci i wyłupywaczem oczu. Jeden z gości po nocy ćwiczy ostro do zbliżającego się halloween, hotel odwiedza znana i lubiana z telewizji Sandra Puls, która jak się później okaże, do zbyt wychowanych osób nie należy. Zajrzycie z bohaterami jeszcze do tajemniczych podziemi i przeżyjecie niezapomniane Boże Narodzenie. Jednym słowem – w hotelu Muszelka ciągle coś się dzieje i nie ma czasu na nudę.

W obydwu tomach jest mnóstwo zabawnych, czarno-białych ilustracji. 

Wiek 8+

Wydawnictwo Znak

czwartek, 06 grudnia 2018

Wiedzieliście, że Kropka – taka zwykła i niezwykła zarazem, ze szkolonego zeszytu, ma rodzinę? Tak, waśnie tak – tatę i mamę. I cała trójka ma marzenia. Ot choćby takie jak to: żeby przenieść się do zeszytu w jedną linię albo w kratkę. Albo i do gładkiego. Na razie wszyscy mieszkają w zeszycie dla małych dzieci: mianowicie w zeszycie w trzy linie. Kropka ma też siostrę – Kreskę. I po wakacjach wybiera się do szkoły. Dziadek przepowiada, że „teraz dopiero się zacznie, koniec z nicnierobieniem, przyjdą obowiązki”. W tej opowieści jest przecież jeszcze Błąd. Przyplątał się kiedyś na stronę rodziny Kropki i mamie (jak to mamie) zrobiło się go żal, więc został. Choć nie powiem – bardzo odmienił życie całej rodziny, dał się nieźle też we znaki sąsiadom. Wszyscy, którzy dużo piszą (a są i tacy, dla których pisanie jest czynnością taką „od czasu do czasu”). Wiedzą, że taka Kropka czy Kreska, nie mówiąc już o Błądzie (Błędzie?), mogą nieźle w tekście narozrabiać. Zwłaszcza jeśli ktoś pisze odręcznie, ołówkiem lub długopisem. Pisząc na komputerze system nam podpowiada, co należy zrobić, żeby było dobrze, co i jak poprawić. Ta książka to niecodzienne przygody Kropki i Błąda. Pewnego dnia Kropka wszczyna poszukiwania. Błąd znikł. W tym celu wyskakuje z niebieskiego zeszytu i odwiedza m.in. szary zeszyt Pawła. Przy okazji tej wyprawy poznaje inne znaki interpunkcyjne, matematyczne, muzyczne. Pojawiają się w tej opowieści Cudzysłów, Iksy i Igreki, Klucz. Kropka sprawdza leżące w jej okolicy zeszyty, książki, notesy, kalendarz. Miłe to, bo raczej nikt w swoich pracach błędów (Błądów) nie lubi. A tu takie przywiązanie do Błąda. Czy Kropka odnajdzie swojego nowego przyjaciela? Kogo jeszcze spotka?

Nietuzinkowa, oryginalna książka dla dzieci poruszająca dziecięcą wyobraźnię. Spójrzcie sami – zwykła kropeczka w zeszycie i błąd stały się inspiracją do takiej opowieści. Książka ładnie wydana na grubych szorstkich kartkach z oryginalnymi ilustracjami, na których Kropka wygląda jak mała dziewczynka z warkoczykami, a Błąd jak piesek.

Wiek 7+

Wydawnictwo Dwie Siostry

piątek, 23 listopada 2018

Biegun północny, ocean, las deszczowy, rzeka, jaskinia górska, sawanna, klify i las – osiem miejsc i podział na górę i dół. Bo jeżeli chcemy „odwiedzić” taki Biegun północny to na górze znajdziemy  górę lodową i krę. Natomiast pod wodą, na dole, ten świat jest już bogatszy: morświn, orka, narwal, skorupiaki planktonowe, foka grenlandzka, dorsz arktyczny i humbak. Dzieci poznają rośliny i zwierzęta charakterystyczne dla wspomnianych wyżej środowisk. Obok każdego  z nich krótka informacja – np. na temat wyglądu, prowadzonego trybu życia, odżywiania. Każdy temat został podzielony na górę i dół. Można zobaczyć, gdzie występuje dany osobnik. Informacje są krótkie, w sam raz dla małych dzieci. Ta książka to taka podróż w różne zakątki świata, uwrażliwiająca na otocznie – dalsze i bliższe, zwracająca uwagę na rośliny i zwierzęta. Dzieci poznają podstawowe wiadomości na temat np. kraba, delfina, koralowców, albatrosa, ryb, konika morskiego, albicji (!), mrówki grzybiarki, pałki wodnej, zimorodków. To zaledwie kilka przykładów. W każdym środowisku żyją charakterystyczne gatunki. Każde z ośmiu środowisk zostało podzielone na ilustracjach na tytułowe: górę i dół. Co druga kartka została też przepołowiona … dosłownie. Na przedzie ładna przyrodnicza ilustracja, z tyłu natomiast opisy roślin i zwierząt. Książkę podarowałabym najmłodszym dzieciom. Teksty nie są długie, są przystępnie napisane. Jeśli dziecko jest starsze i faktycznie interesuje się przyrodą, mogłoby poczuć lekki niedosyt. "Góra i dół. Zobacz, jak niesamowita jest przyroda" może też być początkiem przyrodniczej pasji.

Wiek 4+

Wydawnictwo Adamada

środa, 31 października 2018

Jeśli lubicie podróże w czasie, to akurat w tej książce czeka Was niespodzianka. Współczesny Londyn i mały chłopiec z piłką na ulicy. Oczywiście można się domyśleć ciągu dalszego – pewnie pójdzie jakaś szyba. Tak, tak ofiarą jest zabite do połowy dechami okno starego teatru. Piłka rzecz cenna, więc chłopiec dostaje się do opuszczonego teatru i rozpoczyna poszukiwania. Przy okazji znajduje starą szafę z kostiumami. Chłopiec przymierza znalezioną pelerynę – dzieci lubią się przecież przebierać. Jest piłka, potem strzał w zasłoniętą kurtynę iiiiiiiiiiiiii…. nagle okazuje się, że nasz bohater jest na scenie teatru elżbietańskiego. A tu pojawia się wściekły pan William Szekspir (tak, ten Szekspir), który rusza w pogoń za małym piłkarzem. Tak, tak moi Państwo. Ni stąd ni zowąd mamy wiek  XVI. Szekspir ubrany w pludry i bogato zdobiony kubrak goni co sił chłopaka. A my mamy dobrą sposobność ku temu, by przyjrzeć się dawnemu Londynowi.

Tyle że dziecko nie wie, co to jest ten cały Londyn. Kim jest Szekspir. I nie ma sensu wbijać mu do głowy tych naszych dorosłych prawidłowości. Za to malec widzi chłopca potrzebującego pomocy i na swój sposób odczytuje tę historię. Ciekawa jestem jak – bo ilu czytelników, tyle również możliwych interpretacji. Ta przygoda bowiem nie ma żadnych słów. To czytelnik „odczytuje” scenki komiksowe na swój sposób. Dla dorosłego rozwścieczona postać będzie, wiadomo, Szekspirem. Dla dziecka zbójem, jakimś źle wychowanym dorosłym, który nie rozumie, że dziecko ma prawo do rojbrowania. My, dorośli, zobaczymy Tamizę, most londyński, słynne więzienie. Jakiś znawca tematu pewnie dopatrzy się jeszcze więcej szczegółów historycznych czy architektonicznych. Dopowie coś na temat dawnych teatrów budowanych na wzór rzymskiego Koloseum, umiłowaniu królowej Elżbiety I do przejażdżek wodnych, korzystania z usług kata w celu uciszenia buntowników. Dziecko spojrzy na tę historie zupełnie inaczej. A jest co opowiadać, bo jak już pisałam wcześniej, jest to komiks. Mnóstwo obrazków, bohaterów, ciekawych miejsc. Jest wątek ucieczki i pogoni zarazem, wywołujących u maluchów emocje, a może nawet i gęsią skórkę. Można dopowiadać: kto, co, co będzie za chwilę. Można się domyślać, tworzyć własne scenariusze, odgadywać myśli uciekinierów, goniącego, uwięzionego. Książka zdecydowanie „rozwiązuje” język i buduje relacje, pobudza wyobraźnie i wzbogaca mowę. Dostrzeżono jej atuty nagradzając ją wielokrotnie na całym świecie.

Wiek 3+

Wydawnictwo Literówka

wtorek, 30 października 2018

 

Wielka księga prawdziwych tropicieli – myślę jednak, że nie tylko dla tropicieli. Również dla nas, zwykłych zjadaczy chleba – trochę być może zbyt leniwych, zalatanych, by rzucić wszystko i „pójść w naturę”.  Za to tęskniących czasem, może nawet często, za światem przyrody. Światem, który dla wielu wcale nie jest na wyciągnięcie ręki. Zatem z jednej strony to arcyciekawy poradnik dla tych, którzy idą (lub chcą iść) przez życie śladami przyrody. Z drugiej zaś – to odskocznia dla nas, zwykłych mieszczuchów – za to niesamowicie uwrażliwiająca, ucząca empatii w stosunku do zwierząt i roślin i kierująca naszą uwagę na przyrodę wokół.  Bo wcale nie chodzi o to, by od razu bociek na naszej posesji wybudował gniazdo. Albo by spotkać na którejś z wędrówek żmiję lub węża. Bardziej o to, by dostrzec to COŚ:)) Też w maleńkim wymiarze, w szczegółach i szczególikach – czasem trzeba przyłożyć nos do kory drzewa, schylić się ku ziemi. Wielu z nas nie ma ogrodów, pola, ścieżki za domem, która poprowadzi w siną dal. Niekiedy nasz kontakt z zielenią, zapachem kwitnących drew, brzęczących pszczół ogranicza się tylko do kilku kroków: od klatki wejściowej bloku do samochodu stojącego na osiedlowym parkingu. Warto dostrzec uroki świata obok. I tego uczy właśnie Adam Wajrak – znany dziennikarz, autor poczytnych książek i filmów. Odkrywa mnóstwo tajemnic przyrody. A pisze o tym tak, że człowiek dostaje gęsiej skórki, zaczyna drążyć temat i stawia sobie pytanie: „Dlaczego wcześniej to mnie NIE interesowało? To przecież FASCYNUJĄCE!”. Wajrak podzielił książkę na cztery pory roku. To nie tylko zbiór dziesiątek cennych informacji. To również ciekawostki, ploteczki z lasu, łąki, pasa zieleni, plaży (te najbardziej oplotkowane ploteczki, nieformalne, na luzie lubimy najbardziej). To w końcu dzielenie się swoimi doświadczeniami – jako zaprawionego w boju tropiciela i obserwatora, potrafiącego przejść dziesiątki kilometrów dla jakiegoś rzadkiego gatunku zwierząt, mogącego leżeć godzinami pod jakąś norką, w krzakach – w mokrym, niewygodnym, chłodnym środowisku – dla jednego zdjęcia, czasem obrazu, który koduje się w głowie na długie lata. Autor podpowiada jak zachowywać się w określonych sytuacjach i warunkach, w zależności od pory roku, jak się ubrać, maskować  terenie, jak podczas wypadku kontaktować się z pilotem helikoptera, jak tropić zwierzęta, jaki sprzęt zabrać ze sobą na wyprawę. Tych porad jest naprawdę dużo – i pewnie najlepiej uczyć się na dobrych praktykach i … cudzych błędach. Oczywiście jest też mnóstwo wiedzy na temat, głównie zwierząt. Ale w tle są też informacje o roślinach, środowisku – różne różności. Np. w jaki sposób owce pomagają górskim krokusom, jak przygotować miksturę wabiącą motyle, jak wygląda Puszcza Białowieska nocą, ile lat tak naprawdę mają najstarsze dęby w Polsce, jak wygląda życie modliszek, dlaczego Mikołaj Rej (tak, tak ów znany pisarz i poeta) nie lubił dudków, jak się naprawdę sprawa ma z kontrowersyjnym kornikiem w Białowieży, jak się zachować podczas spotkania oko w oko z młodym zwierzęciem? Treść wzbogacona licznymi fotografiami.

Osobiście jestem też miłośniczką książek Lechosława Herza (warto je poznać – pokazują m.in. uroki małych wsi i miasteczek). To tam kiedyś wyczytałam, że Adam Wajrak uczył się obserwacji świata od swojego wujka, który od wielu lat zabierał małego Adasia na pierwsze wyprawy. Zresztą wujka wspomina również Wajrak  w tej książce: (Lechosław Herz) „wbił mi do głowy najważniejszą rzecz. Od niego wiem, że najciekawsze przygody i największe wyzwania dla prawdziwych tropicieli nie czekają gdzieś hen daleko, ale zupełnie blisko. Dosłownie tuż za rogiem.” I niech to będzie podsumowanie tej książki, z którą warto się zaprzyjaźnić.

Wiek 8+

Wydawnictwo Agora

sobota, 27 października 2018

 

Reksio pewnie jest Wam dobrze zanany – a to za sprawą kultowych kreskówek. Od jakiegoś czasu Reksio – jak i inni bohaterowie kreskówek sprzed lat, przeżywa swego rodzaju renesans. Również dzięki nowym, bogato ilustrowanym wydawnictwom. Przygody sympatycznego kundelka to też dobry sposób dotarcia do małego czytelnika z ważnym przesłaniem. Tak jest i w tej książce. Z jednej strony pojawiają się postacie znane z TV, z drugiej został opracowany tekst z ważnymi informacjami. Adaś – znany nam chłopiec o bujnej czuprynce, nazywany przez moje pokolenie nie inaczej jak „pan Reksia”, chciałby zostać wolontariuszem w miejskim schronisku dla zwierząt. Organizuje zbiórkę karmy i koców dla zwierzaków. Następnie planuje z Reksiem wizytę w schronisku. Niestety, przez nieuwagę Adasia drogi psiaka i chłopca rozchodzą się. Jeden gubi drugiego, zarówno jeden i drugi szukają siebie nawzajem. Na szczęście wszystko dobrze się kończy.

Książka porusza problematykę wolontariatu w schronisku dla zwierząt. Dzieci poznają obowiązki wolontariusza: m.in. czyszczenie klatek, wyprowadzanie psów na spacery. Pokazują też sytuacje z „psiej” perspektywy. Jakiekolwiek dobre warunki panowałyby w schronisku, pieski i tak zawsze będą tęsknić za domem, który może stworzyć im odpowiedzialny człowiek. Niektóre z książkowych piesków są smutne, czekają aż ktoś je zabierze do siebie i otoczy opieką. Psie marzenia, przygody z czasów „przed schroniskiem”. Książka uwrażliwia i uczy dzieci empatii na niedolę czworonogów. A może zachęci do wizyty w schronisku, pracy wolontariackiej – a kto wie – do podjęcia dojrzałej decyzji i zaopiekowania się czworonogiem, który tęskni za domem?

Inne książki z przygodami Reksia znajdziecie tutaj

Wiek 5+

Wydawnictwo Publicat

piątek, 19 października 2018

Byłam ostatnio w Poznaniu w Empiku i ciągle gdzieś migały mi przed oczyma dzieciaki z „Kicią Kocią” w ręku. Nic dziwnego – Kicia Kocia ma wielu miłośników, też w mojej rodzinie i wśród znajomych. Kicia Kocia i Nunuś to seria kartonowa przygotowana z myślą o najmłodszych dzieciach. Kicia Kocia z Nunusiem wybierają się do pani Kwiatek. A Nunuś jak to klasyczny maluch, co chwila stawia to samo pytanie (skąd ja to znam?): „Czy tu mieszka pani Kwiatek”? I za każdym razem Kicia Kocia odpowiada cierpliwie (co za cudowna starsza siostra) braciszkowi:: „Nie. Mieszka tutaj inna fajna rodzina”. Można otwierać liczne okienka i drzwi, można zajrzeć do środka. A tam liczne sceny z życia rodzinnego wielu ludzi: małych, dużych, młodych i starych. Czasem widać tylko pewne rekwizyty – wiertarkę, lalkę, jakiś instrument. To okazja, by dopowiedzieć swoje historie do napotkanych osób. Każde okienko może być wstępem do opowiadania o kimś. Nic nie jest tu do końca powiedziane – to z dziećmi można nadawać imiona, nazwiska, wymyślać przebieg dnia,  zgadywać co wydarzyło się wcześniej. Książka na pewno pomoże „rozgadać” maluchy na dobre.

Wiek 2+

Wydawnictwo Media Rodzina  

piątek, 05 października 2018

Maciej jest rolnikiem. Odwiedza go mały chłopiec, który w przyszłości pragnie zostać rolnikiem. Wiadomo – dzień pracy w gospodarstwie rolnym jest ciężki – ale co innego wiedzieć, co innego doświadczyć wszystkiego na własnej skórze. Chłopiec przede wszystkim musi wstać z kurami – czyli baaardzo wcześnie. Obserwuje w oborze dojenie i karmienie zwierząt, dowiaduje się, co dalej dzieje się ze zwierzęcymi odchodami. Ma możliwość poznania ekologicznych rozwiązań – bo z jednej strony odchody wykorzystywane są jako naturalny nawóz, z drugiej zaś – jako biomasa do wytwarzania energii w biogazowni. Dalej chłopiec poznaje smak żniw – koszenie zboża i przerób słomy na bele (u nas nazywane … balotami). Następnie wylewanie gnojówki do gruntu, orkę i pracę siewnika.  Obserwuje też pracę kombajnu ziemniaczanego – czyli jednym słowem jest świadkiem kiedyś bardzo popularnych w szkole (przepadały lekcje) wykopków. Na kolację szczęśliwy Gość Kasi i Macieja zajada ziemniaczki purre i jajko sadzone. Ale to nie wszystko – jest jeszcze wizyta u owiec i kóz, bo przecież bez zwierzaków nie ma prawdziwej wsi. Tak sobie myślę, że strasznie dużo działo się tego jednego dnia – znam trochę wieś i połączenie tych wszystkich robót, elementów żniw i wykopków to nie lada wyzwanie. Autorowi pewnie chodziło o przedstawienie jak najwięcej prac związanych z prowadzeniem gospodarstwa rolnego. Myślę, że przyszli rolnicy będą ukontentowani. Tym bardziej, że wszystko zostało ładnie i ciekawie pokazane na realistycznych ilustracjach.

Wiek 4+

Wydawnictwo Media Rodzina

niedziela, 23 września 2018

 

Ciekawe uzupełnienie do wszystkich części „Harrego Pottera”. Dla miłośników przygód czarodzieja i jego przyjaciół z Hogwartu. Dla tych, którzy w latach 90-tych i troszkę później, z zapartym tchem czekali na kolejną część i dorastali razem z Harrym, Hermioną i Ronem. Również dla tych, którzy właśnie dopiero odkrywają świat stworzony przez J.K. Rowling. Harry Potter nieźle narozrabiał w literaturze. 26 czerwca 1997 r. ukazało się pierwsze wydanie „Harrego Pottera i Kamienia Filozoficznego”. Pamiętacie, jakie to było szaleństwo? Zakupy nocne w księgarni, wypowiedzi różnych autorytetów, że Harry jest albo „cacy” albo „be”. Wracając do omawianej lektury - z jednej strony ta książka to podróż przez historię magii (jak wskazuje tytuł),  z drugiej zaś – możliwość poznania w skrócie losów Harrego Pottera i tematyki całego cyklu. Jak się okazuje – powstawanie tej książki było żmudnym i powolnym procesem. Na początku był pomysł, jaki pojawił się w głowie autorki w opóźnionym pociągu na trasie Manchester – Londyn – dojrzewał on powoli od 1990 roku. Książka oprócz smaczków w postaci rewelacyjnych ilustracji J. Kay’a zawiera korespondencję, streszczenia przygotowane dla wydawnictwa. Wydawca Bloomsbury postanowił skorzystać z recenzji najbardziej wiarygodnego recenzenta – dziecka, a dokładniej córki, która po przeczytaniu kilku stron domagała się dalszego ciągu. I tak to się zaczęło. Machina ruszyła. Ta książka przybliża postacie występujące w książce – nauczycieli i uczniów, zagadnienia związane z eliksirami i alchemią, zielarstwem, zaklęciami, astronomią, obroną przed czarną magią, opieką nad magicznymi zwierzętami. Nawiązuje to całej serii, szuka punktów odniesień w światowej literaturze – pokazując piękne ryciny, drzeworyty, ilustracje. Sięga do źródeł – wskazuje źródła mitów, jak choćby tego, dlaczego wiedźmę przedstawia się przy wielkim saganie nad paleniskiem. I są rysunki autorki. Szkicowała je podczas pisania. W ten sposób można zobaczyć, jak J.K. wyobrażała sobie swoich bohaterów – zanim nastała wersja ilustrowana książki i filmy. Dla miłośników „HP” – pozycja obowiązkowa.

Wiek 8+

Wydawnictwo Media Rodzina

sobota, 15 września 2018

Bardzo mi się ta książka podoba. I treść, i szata graficzna, nawet papier. Ma też wartość sentymentalną, bo przez chwilę rodzinnie byliśmy związani z Warszawą. I teraz zdarza nam się zatęsknić – za poznanymi miejscami i ludźmi. A po lekturze chciałoby się tam pojechać i odwiedzić stare kąty. Tyle że za chwilę łapiemy się za głowę – za daleko, za gorąco, zaraz szkoła. Uff – dobrze że są takie książki. Lektura przybliża postacie najbardziej znanych warszawiaków. Oczywiście są wśród nich osoby mające mocną pozycję – w tym towarzystwie: Stanisław August Poniatowski, Chopin, Jan III Sobieski. Ale są i takie osoby, które nie-warszawiakom na pewno pozostają nieznane: np. Antoni Magier. Niektórzy związani z miastem przez chwilę, na jakiś krótki etap – inni na całe życie.

Każda postać przedstawiona jest tak, jakby obserwator właśnie spotkał ją na jeden z warszawskich ulic. Nie liczy się czas, epoka, data. Franciszek Fiszer, ponoć pierwowzór bajkowego Pana Kleksa, w tużurku z goździkiem w butonierce, wchodzi do Hotelu Europejskiego i zasiada przy stole. Maria Skłodowska-Curie spuszcza głowę i zaciska pięści – przecież nie lubi wystąpień publicznych. Mieczysława Ćwiklińska – aktorka – kroczy Marszałkowską na premierę do teatru. Zagra w sztuce „Drzewa umierają stojąc”. Król Jan III Sobieski cieszy oko suto zastawionym stołem. Czegóż na nim nie ma - same smakowitości. Za chwilę ktoś wzniesie toast na cześć władcy.

Zawsze pod tymi reporterskimi tekstami znajduje się nota biograficzna z konkretnymi informacjami na temat danej osoby. Niemniej mi osobiście podobają się fikcyjne sceny z życia warszawiaków, które mogły się zdarzyć naprawdę, a które pokazują też charakter danej postaci. Dzięki temu zabiegowi są one nam bliższe, odbrązowione, zdjęte z pomników. Do tekstów przemycono informacje z życia społecznego, artystycznego, z historii. Można dowiedzieć się o przywilejach szlachty polskiej, zamiłowaniu królowej Bony do lekkich dań z warzyw, o ucieczce pierwszego władcy elekcyjnego Henryka Walezego. Daty, legendy, znane miejsca i ludzie – którzy tworzą i tworzyli historię. Wszystko w ciekawej oprawie graficznej – w formie kolaży rysunków i fotografii, niekiedy z przymrużeniem oka. Ale czy tego właśnie nam nie potrzeba? Spojrzenia na swoją historię bardziej na luzie, z humorem, tak normalnie – bez nadętości, moralizowania? Dla mnie ta książka – jest bardzo na plus.

Wiek 7+

Wydawnictwo Dwie Siostry

czwartek, 13 września 2018

Z Janoschem jest tak – albo się go lubi albo nie. Zimno albo gorąco. Nie ma nic pomiędzy – ciepełko nie wchodzi w rachubę. Przygody Misia i Tygryska są specyficzne – często mają wymiar filozoficzny – o istocie życia, chorobie, przyjaźni, marzeniach. I to nie zawsze wyrażone wprost. Trzeba zatrzymać się nad tymi książkami – zastanowić, bo coś często zostało ukryte między wierszami. Przyjaciele mają swoje przyzwyczajenia: ulubione potrawy, zabawki, powiedzonka, przyjaciół i znajomych, niekiedy takie typki spod ciemnej gwiazdy. Czasem odnoszę wrażenie, że to doświadczeni życiowo dorośli osobnicy, innym znów razem, że to zaledwie para maluchów o tygryskowym i misiowym rozumku. Janosch jest tajemniczy, nieprzewidywalny, wodzi nas za nos, buduje świat, w którym dorośli czasem nijak nie potrafią się odnaleźć. Za to dzieci - często czują się w nim jak ryby w wodzie. Nie każdy lubi takie bujanie w obłokach. Kreska autora jest niespokojna, zwariowana. W domku przyjaciół często panuje bałagan, z dachu kapie na głowę, po kuchni turlają się polutowane gary i połatane poduchy, a pokój zdobi wyliniała kanapa. Antydisnejowska estetyka.   W książkach o Misiu i Tygrysku nie ma miejsca na ckliwe obrazki i historie. Takie jest życie – u Janoscha na pewno bez mejkapu.

Miś i Tygrysek mieszkają razem w małym domku. Nic im do szczęścia nie brakuje. Cieszą się tym swoim szczęściem, powodzeniem w życiu. Jednak pewnego dnia ich spokój zostaje zburzony. A wszystko przez drewnianą skrzynkę wyłowioną z rzeki, pachnącą tak smakowicie bananami. I napis: PANAMA. Ach, jak cudowna musi być ta Panama!!! Jak pięknie byłoby tam się udać, odnaleźć ją, zamieszkać. Tam to dopiero żyłoby się pełnią szczęścia. I Tygrysek z Misiem wyruszają w daleką podróż, która wiele ich nauczy. Tego, że wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej. Że czegoś szuka się daleko, tymczasem to coś jest bardzo blisko.

Książki Janoscha bawią mądrze, skrzą się absurdalnym humorem i każą przyjrzeć się dokładniej nam samym. Pewnie niejeden z nas odnajdzie się w Misiu albo Tygrysku – a jakie wnioski z tej nauki wyciągnie? – niech to już zostanie naszą słodką tajemnicą.

Miś i Tygrysek – te postacie pojawiają się nie tylko w książkach dla dzieci. W Niemczech swego czasu rozpędzono wielką machinę gadżetową – i dwójka przyjaciół była dosłownie wszędzie (zresztą nadal jest popularna, choć konkurencja nie śpi) – na ręcznikach, piórnikach, kubkach, breloczkach. Myślę, że wielu z nas chciałoby poznać tego innego Janoscha – buntownika, zagubionego, uzależnionego od alkoholu, bojącego się kobiet, samotnika, który uciekł przed światem na Teneryfę. Czy wiecie, że jego prawdziwe nazwisko brzmi Horst Eckert i urodził się w 1931r. w jednej z dzielnic Zabrza? Jaki jest ten Janosch, jak wyglądają jego inne rysunki? Janosch – rysownik z przypadku. Na swój literacki debiut wybrał imię Janusz – dawno temu niemiecki zecer przekręcił litery. By zarobić na chleb zaczął do swoich rysunków układać tekst...

 

Wiek 4+

Wydawnictwo Znak

piątek, 24 sierpnia 2018

Bolek i Lolek to bohaterowie mojego dzieciństwa. I muszę przyznać, że z niejakim podziwem patrzę na próby zaprzyjaźnienia z nimi współczesnego pokolenia. W świecie, gdzie tyle różnych bodźców, gadżetów, programów, kreskówek, filmów – to chyba dość karkołomne działanie. Bolek i Lolek pochodzą bowiem z czasów, gdzie były raptem dwa czarno-białe programy telewizyjne, niewiele poza tym. Na sobotnią dobranockę z ulubionymi bohaterami czekało się z utęsknieniem i niecierpliwością. I co tu dużo mówić – Bolek i Lolek mieli swoją WIERNĄ publiczność. Czy uda im się przebić do świadomości współczesnych dzieciaków? Na pewno polecać ich będą rodzice, dziadkowie, którzy pamiętają tę dwójkę chłopaków z chochlikiem w oku z dawnych czasów. Myślę, że warto – a nie kierują mną tylko i wyłącznie pobudki sentymentalne. Zachęca do tego tematyka – niewiele książek dla dzieci o polskim obszarze kulturowym. A nawet jeśli – to raczej dotykają one elementów bardzo znanych. Tymczasem tu spotkamy i powszechnie znane pisanki i ormiański gandżabur, o którym, przyznaję, nie miałam zielonego pojęcia. Chłopaki wędrują po Polsce, spotykają ludzi, próbują, podziwiają, pytają, biorą udział w lokalnych wydarzeniach – i opowiadają o tym  - niezbyt długo, by nie zanudzać. Każda krótka historyjka wyjaśnia, co się kryje pod danym hasłem. A przyznam szczerze – niektóre z nich stanowiły i dla mnie niemałą zagadkę: pita z powiatu bolesławieckiego, święto Jordanu z Przemyśla, język kaszubski, haft kujawski, straże grobowe z Podkarpacia, wspomniane już pisanki z powiatu opoczyńskiego, śmiergusty z Wilamowic, redyk z Podhala, kwietne dywany ze Spycimierza, Lajkonik z Krakowa, malowane chaty z Powiśla Dąbrowskiego, bal tatarski z Białegostoku, radomskie oberki, karaimskie kybyny z Warszawy, kurpiowskie wycinanki, drewniane zdobienia z Podlasia, święcenie zwierząt z Mikstatu, kozioł wielkopolski, święto Bambrów z Poznania, łowickie pasiaki, muzyka romska z Gorzowa Wielkopolskiego, ormiański gandżabur z Wrocławia, żywieckie zabawki, siwaki z Podlasia południowego, tkaniny dwuosnowe z Podlasie, koronki z Koniakowa, obiad na Górnym Śląsku, łemkowska cerkiew w Beskidach, obrazy malowane na szkle z Podhala ,Chanuka z Łodzi. Na końcu książki zagadki dla najmłodszych – sprawdzą, ile zapamiętało się z lektury.

Wiek 6+

Wydawnictwo Znak

sobota, 18 sierpnia 2018

 

Rekin Nudojad ma ciągle ochotę na zabawę. Bryka w wodzie, tapla się, wciąż gdzieś go niesie. Pewnego dnia znajduje świetne miejsce na zabawę – to stary, zatopiony wrak. Pech, że jego płetwa utknęła w szczelinie. Na szczęście w okolicy jest krab ratownik, na którego zawsze można liczyć w trudnych sytuacjach.

Książka jest kolejnym tytułem, który ukazał się w serii „Czytam sobie”. Jedynka przeznaczona jest dla czytelników, którzy dopiero rozpoczynają przygodę z czytaniem – a więc składają słowa, w tekście mają do czynienia z ograniczoną liczbą wyrazów w liczbie od 150-200, zdania są krótkie i zawierają 23 podstawowe głoski.  Autor nie stroni od trudniejszych wyrazów. Są więc tutaj: kadłub, obluzowuje, gmera, baryłkowaty. Książka przypomina lekturę dla dorosłych: tym bardziej sukces czytelniczy cieszy. Na końcu zadania do wykonania, które sprawdzają czytanie ze zrozumieniem, naklejki – nagroda oraz dyplom sukcesu.

Książka jest kolorowa, dużo się dzieje na obrazkach, myślę, że to niezła przygoda spotkać się oko w oko z rekinem.

Wiek 6+

Wydawnictwo Egmont


wtorek, 24 lipca 2018

Jakże byłoby fajnie, gdyby lekcje historii wyglądały w naszych szkołach tak jak zajęcia pana Cebuli. Jest on oddany swojej pasji, jaką jest historia właśnie. Mało tego – potrafi nią zarazić swoich uczniów. Niekiedy potrzebują oni lekkiej „motywacji”, ale zawsze z ciekawością wykonują kolejne zadania. A jak wyglądają owe lekcji historii? Na pewno nie na wkuwaniu nudnych dat i faktów. Jedną z metod poznawania czasów zamierzchłych są podróże w  czasie. Dzieje się to za sprawą ławek, które teleportują uczniów do przeszłości. Wystarczy wskazać wiek, dalej konkretną datę – i fiuuuuu – już jakaś siła pcha cię w wieki minione. Tym razem do czasów Oświecenia nazywanych u nas również czasami stanisławowskimi – a to ze względu na postać króla właśnie – czyli Stanisława Augusta Poniatowskiego. Postać kontrowersyjna, nierówno oceniana i przez historyków i zjadaczy chleba. Jest też dość bogata literatura na jego temat – jedni Stasia bronią, inni ganią i krytykują. A jak jest w tej książce? Oczywiście nie zdradzę – niemniej autorka, również historyczka z zawodu, pokazuje jak najwięcej faktów z życia króla, z czasów epoki, pokazuje plusy i minusy jego działalności, rządów i artystycznych pasji. Czasy króla pozna osobiście 12-letni Słoniu i jego koledzy i koleżanki z klasy. Pamiętacie Słonia z poprzednich części serii? Jego tata jest dyrektorem szkoły. Aha – to już wiele Wam mówi. Teraz to właśnie Słoniu będzie musiał się wykazać. Ale czy same muskuły, które tak pieczołowicie pręży przed innymi, wystarczą, by dać sobie radę w innych czasach? Czy jednak będzie musiał docenić górę rozumu nad siłą. Przecież to epoka Oświecenia przed nami. Tak… tak obiecałam milczeć. W każdym razie Stanisław August Poniatowski zachowywał się co najmniej dziwnie w swoich czasach. I to tak bardzo, że sprowokowało to pytanie typu: „Stasiu, co ty robisz?” Po odpowiedź w dawne czasy zostaje wysłana grupka dzieciaków.

Historia i prawdziwa, i z przymrużeniem oka. Dużo uroku dają komiksy Artura Nowickiego. Humor słowny i sytuacyjny. Dzięki komiksowym okienkom wiele zawiłości historycznych na pewno łatwiej zrozumieć. Sam pomysł przenoszenia dzieciaków do innej epoki – jak zwykle się sprawdza. A mnie się marzy, by powstała część bardziej współczesna: kiedy to dzieciaki  przenoszą się do czasów młodości swoich rodziców. Chociaż nieeee - bardziej prapraprapradziadków, bo przecież czasy tu bardzo nowoczesne. Coś w rodzaju Powrotu do przyszłości z Michaelem J.Foxem. Tyle że tu oczywiście wystąpiliby uczniowie z klasy pana Cebuli. 

Wiek 9+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

piątek, 20 lipca 2018

Zawsze z przyjemnością czytam książki od dzielnych kobietach. Bo takich informacji nigdy dosyć. Bo jednak kobiety miały albo i mają w życiu gorzej, na pewno bardziej pod górkę. I dlatego wychodzę z założenia, że takie tytuły to MOC ENERGII dla dziewczynek. Akurat w kwestii lektur: ktoś policzył i większość bohaterów w książkach dla dzieci jest płci męskiej. A jeśli są dziewczynki, to przeważają księżniczki i królewny. Mało tego, często powielany jest jeszcze stereotyp: odważny chłopiec, bierna dziewczynka. Bez komentarza. Tak więc zadanie na dziś - czytamy dziewczynkom o dzielnych dziewczynkach, albo polecamy im lektury o kobitkach in action.

Tymczasem właśnie trwają przygotowania do wydania numeru specjalnego poświęconego damom, dziewuchom, dziewczynom. Kobietom, które podróżowały po świecie w … spódnicy. (Spodnie??? Absolutnie nie wchodziły w grę). Jakże teraz łatwo wsiąść w samolot, pociąg, samochód, na rower i ruszyć przed siebie. Kiedyś taka podróż była wyczynem nie lada. Kobiety miały inne, „ważniejsze” zadania do wykonania, które (z grzeczności) przemilczę. Pogoń za marzeniami, realizacja w życiu zawodowym, rezygnacja z rodziny – nie były mile widziane. Ba – czasami oznaczały wykluczenie z tzw. towarzystwa, albo chowanie takiej panny w jakichś zakamarkach i kątkach „dobrego domu”, co by nie gorszyła innych.

Różne epoki, różne postaci. Tylko marzenia i dążenia te same. Nelle Bly – amerykańska dziennikarka, która podobnie jak bohater powieści Juliusza Verne’a udała się w podróż dookoła świata. Gudrid Thorbjarnardottir – odkrywczyni z X wieku (!!!) – pierwsza Europejka, która stanęła na zachodniej półkuli. Sacagawea, Lady Hester Stanhope, Ida Pfeiffer, Alexandrine Tinne, Florence Baker, Mary Kingsley, Maria Czaplicka, Bessie Coleman, Krystyna Chojnowska-Liskiewicz, Walentyna Tierieszkowa, Junko Tabei, Felicity Aston – przyznajcie z ręką na sercu: ile tak naprawdę nazwisk z powyższej listy znaliście. Ja (ze skruchą) – niewiele. Zatem – książka ma przede wszystkim dużą wartość poznawczą, dalej: motywacyjną (o czym szeroko się rozpisałam). Całość w bardzo atrakcyjnej formie: ciekawe teksty, przyciągająca wzrok szata graficzna nawiązująca do prasy tradycyjnej z przeszłości, wywiady, dodatkowe informacje o miejscach i osobach drugoplanowych, teksty reklamowe różnych specyfików, potraw, biur podróży,  ciekawostki, czarno-białe prasowe ilustracje.

Na koniec – dodam tylko, że to drugi tom w ramach serii „Damy, dziewuchy, dziewczyny”. Poprzedni, z dopiskiem „Historia w spódnicy” wygląda tak (nic o nim nie piszę, bo nie znam). A czy będzie tom trzeci – zobaczymy: czas pokaże.

Wiek 10+

Wydawnictwo Znak

wtorek, 17 lipca 2018

Lubicie chodzić do lasu? Ja – bardzo. Las mam w zasięgu ręki. Parę minut spacerkiem albo kilka depnięć rowerkiem i już jest. W każdym razie taka książka jak ta zachęca do tego, by się tam udać z dziećmi. Nie, nie chcę pisać, że to alternatywa dla lasu. Bo las się dopiero wtedy czuje, gdy się w nim jest naprawdę: cudowny zapach olejków eterycznych daje po nozdrzach, słyszy się trzask złamanej gałęzi, obserwuje, co się dzieje w znajomym mrowisku, dziupli, u żurawi na łące. I myślę, że jak się chce, to się do lasu trafi. A co lubię w lesie najbardziej? Że (wiem, nie zaczyna się zdania od „że”) jak się łazi (tak: dosłownie „łazi”) po tych wszystkich nierównych ścieżkach, bruzdach, wyrośniętych korzeniach, trzeba uwagę skupić również na sobie. By stąpnąć prawidłowo, by nie upaść przypadkiem. I wtedy nieważne stają się problemy dnia codziennego, głowa w cudowny sposób odpoczywa od negatywnych myśli - stajemy się czujni jak tropiciele. Praca, szef, finanse, szkoła dzieciaków, bałagan w domu w jakiś cudowny sposób rozpuszczają w sosnowych i świerkowych olejkach eterycznych. Dlatego zachęcam do tego, by sięgnąć po książkę o lesie, ale potem OBOWIĄZKOWO sprawdzić, co w lesie piszczy, co słychać u wiewiórek. Wiem, wiem – ale są KLESZCZE. Tak, znam. Sama w tym roku miałam trzy spotkania oko w oko z tym potworem. Dwa osobniki spacerujące i jeden wbity.


Całość podzielono na cztery pory roku i kolejne miesiące z nimi związane. Każda z nich zawiera kilka krótkich informacji i ciekawostek dla nich charakterystycznych. I tak: jeśli wiosna to musza być fiołki, i młode warchlaczki dzików, pisklęta ptaków, miłość zwierząt, młode zajączki, ptasie trele i smaczny grzybek gęśnica wiosenna (nie znałam wcześniej). Jeśli lato to aktywne kuny, poziomki, troskliwy tato kowalik, płochliwe sarny, świetliki, wydry i bażanty. Jesień – tutaj bez kasztanów się nie obejdzie, i ptaków żegnających się z nami, jarzębiny i ryczących jeleni. Zwrócono uwagę na szkodnika, który ma przeuroczo trudną nazwę i jest trudny niestety do zwalczania: szrotówek kasztanowcowiaczek. Zimą za to są sikorki, jemioła, niedźwiedź, wilki i randkujące zające.


Oczywiście tematów jest więcej, nie sposób o wszystkich napisać. Są to naprawdę króciutkie informacje, by nie znudzić, ale by zaciekawić. Jest też kilka okienek do odkrycia i mini-książeczek do odkrycia. A w nich ciekawe pomysły na zagospodarowanie wolnego czasu z przyrodą: robienie zielnika, obserwacja zwierzęcych tropów czy poznanie liści znanych drzew. Całość fajnie zilustrowana, z humorem, kolorowo.

Wiek 5+

Wydawnictwo Adamada

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7