Archiwum
Zakładki:
Dla dzieci
Lubimy czytać:) Książki ustawiam na półkach według kategorii: półeczka maluchów, starszaków, 6-10, 10+, półeczka młodzieży i rodziców. Wszystko w tagach
Autorzy i ilustratorzy książek
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
O książkach dla dzieci
Szablon blogu
Tutaj piszę o książkach
Wydawnictwa, z którymi współpracuję
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli
piątek, 20 października 2017
Drzewo kłamstw - Frances Hardinge

Rodzina 14-letnie Faith opuszcza swoje dotychczasowe miejsce zamieszkania i udaje się na maleńką wyspę Vanne. Dziewczyna nie zna dokładnych powodów owych nagłych przenosin. Podsłuchane rozmowy, lektura dokumentów oraz pojawiające się w stosunku do jej ojca określenia: kłamca i oszust, pozwalają przypuszczać jedynie, że przyjazd na wyspę to swego rodzaju ucieczka przed konsekwencjami niecnych działań jej ojca – zasłużonego męża nauki w kwestii skamielin. Dość senny początek, zatopiony w obfitych strugach deszczu, rozwija się stopniowo w trzymającą w napięciu intrygę, pojawiają się tajemnicze i mroczne motywy, a punktem kulminacyjnym całości staje się śmierć ojca rodziny. Faith nie wierzy, że to właśnie wypadek był jej przyczyną i dlatego stawia dość śmiałą tezę o morderstwie i zrobi wszystko, by udowodnić swoje podejrzenia. W tym momencie całość nabiera rozpędu, pojawia się mnóstwo ciekawych wątków, postaci. Stopniowo wyjaśniane są zagadki, w tym również ta z tytułowym drzewem kłamstwa, które nie jest tutaj przenośnią, ale jak najbardziej obiektem materialnym – w dodatku mającym ogromną siłę sprawczą.

Drzewo kłamstw to wciągająca i mroczna powieść przenosząca czytelnika ok. 150 lat wstecz do epoki wiktoriańskiej. Ma specyficzny klimat. Mieszanina wielu gatunków: powieści obyczajowej, kryminału, historycznej, przygodowej, science fiction i thrillera. W skrócie można by się pokusić o takie podsumowanie: skamieniałości, falsyfikaty, morderstwo i wiara w siłę nauki. To powieść wielopłaszczyznowa. Ciekawa obyczajówka ukazująca realia życia w XIX wieku, stosunki panujące w rodzinie mieszczańskiej w konserwatywnej Anglii. To też ciekawy obraz społeczeństwa tamtej epoki – zainteresowanego przyrodą. To był prawdziwy boom – umiłowanie natury zapanowało w najróżniejszych kręgach. Znalazło ono odbicie w zakładanych słynnych ogrodach angielskich, podróżach egzotycznych i zbieraniu litografii z motywami zwierząt i roślin, kolekcjonowaniu skamielin i dziwacznych okazów ze świata fauny i flory.

Epoka wiktoriańska to czas, w którym kobiety nie miały wiele do powiedzenia. Generalnie wszystko sprowadzało się do tego, że to mężczyźni są mądrzejsi niż słaba płeć (co za określenie!). Takie zdanie jest też zaprezentowane w powieści. Faith musi zderzyć się ze ścianą. Niemile widziane jest prezentowanie swojej wiedzy w tzw. towarzystwie, przedstawianie swoich racji, naukowych pasji. Kobieta ma w życiu codziennym określone zadanie do spełnienia, ale nie jest to na pewno angażowanie się w sprawy nauki. Dlatego Faith czuje się jak outsiderka. To osoba wykraczająca poza epokę: ma ambicje, marzenia, chce sama o sobie decydować. Tyle, że na to akurat brakuje społecznej zgody. Mało tego – takie podejście do życia nie znajduje zrozumienia również u rodziców dziewczyny. Faith mimo swojej wiedzy i pasji nie urośnie do rangi parterki do rozmów z ojcem, powierniczki jego tajemnic. To ciekawy obraz, zwłaszcza dla współczesnej młodzieży, która może nie mieć wystarczającej wiedzy na temat minionej epoki. Może to w czytelniku rodzić bunt i emocje, chciałoby się potrząsnąć bohaterką i zawołać: weź się garść, dziewczyno. Kobieta w epoce wiktoriańskiej nie mogła o niczym decydować – ani o majątku, ani o przyszłości swojej i dzieci. Była jak bluszcz owijający się wokół swojego małżonka.

Książkę można czytać na różne sposoby – mnie bardzo zainteresowała kwestia roli kobiety w tamtych czasach – co pewnie widać po mojej recenzji. Wyjaśnienie morderstwa, śledztwo prowadzone przez Faith było ciekawym elementem fabuły, aczkolwiek najbardziej interesowała mnie postać głównej bohaterki – zwłaszcza to, jak się odnajdzie w nowej sytuacji, jak pokieruje swoim życiem. Ciekawie zostały przedstawione inne kobiety z wyspy. Właściwie żadna nie wzbudziła mojej sympatii, brakowało mi tu kobiecej solidarności. Czy był to zabieg celowy czy przypadek?  Zostaję sama z tym pytaniem, nie potrafię na nie odpowiedzieć. Polecam bardzo powieść Frances Hardinge – została ona nagrodzona prestiżową nagrodą Costa Book Award. Myślę, że zasłużenie.

Wiek 14+

Wydawnictwo Czarna Owca

niedziela, 01 października 2017
Sługa lamy. Baśnie tybetańskie - il. Piotr Fąfrowicz

Z ciekawością wyglądałam baśni z odległego Tybetu. Geograficznie – daleko. Kulturowo, mentalnościowo – również. Dach świata, który pojawia się co rusz w wiadomościach, relacjach z wypraw górskich i podróżniczych. Kusiły te baśnie, oj kusiły – ze względu na swoją egzotykę i piękne wydanie. I chęć uzupełnienia apetycznej kolekcji baśni świata, wydawanej w charakterystycznym kwadratowym formacie. I choć miłośnicy gatunku przyzwyczajeni są do swego rodzaju estetyki: górowania pewnych wartości, zwycięskiej walki dobra ze złem, wysuwania na plan pierwszy cnotliwych bohaterów – właśnie w tym aspekcie baśnie te również potrafią zaskoczyć. Bowiem niektóre postacie nie do końca są kryształowe. Ich cechy to: spryt, szukanie łatwiejszej drogi na skróty. Pokazują naturę człowieka, łasego na pokusy, nie zawsze silnego, wybierającego łatwiejsze – choć może nie do końca szlachetne, rozwiązania. Kiedy biedak Czampa („Dwaj sąsiedzi”) zostaje oszukany przez swojego bogatego sąsiada, posuwa się do tego, by ukarać go poprzez podmienienie mu syna. Trochę nawiązuje to do współczesności, gdy w różnych książkach, filmach, to właśnie antybohater chwyta nas za serce, i to jemu sekundujemy do samego końca. Choć w przeważającej części baśnie zawarte w opisywanym tomiku zawierają ukryte nauki moralne, rozbudzają wyobraźnię, wyraźnie pokazują co jest czarne a co białe. Wiele motywów jest tu nowych, przygody postaci wciągają, gdyż rzadko nawiązują do naszego kręgu kulturowego, ich nieprzewidywalność i często zaskakujące zakończenie, każą śledzić je z wypiekami i ciekawością. Rządzą : prawość, dobro, piękno wewnętrzne. Wróżka z baśni „Chłopiec ze spłaszczona głową” przyzwyczaja się do szpetoty męża, mało tego – z biegiem czasu – coraz bardziej darzy  go uczuciem miłości. O losach bohaterów często decydują dziwne zbiegi okoliczności: dobro zostaje wynagrodzone: wróżbita za uratowanie życia królowi otrzymuje połowę jego królestwa, a  wspomniany już Czampa ratując bezbronnego wróbla zostaje obdarowany bogactwem. Baśnie opowiadają o codziennym życiu swoich bohaterów wypełnionym pracą, wychowywaniem dzieci, zdobywaniem pożywienia i takimi drobnostkami jak … chociażby kłótnie i swary małżeńskie. Z doświadczeń władcy Baczy i jego żony można wynieść taką naukę, że na kłótni jednych zawsze korzystają postronne osoby i że zgoda buduje, a niezgoda rujnuje.

Ciekawie zostały pokazane przemiany bohatera. Kilka przygód matczynego pieszczoszka, ujętych w odrębne teksty, to swego rodzaju Bildungsroman. Syn wdowy, dawniej pod skrzydłami matki, teraz musi nauczyć się sam sobie radzić w różnych sytuacjach. Wykorzystuje swój spryt, niekiedy głupotę innych i zdobywa w ten sposób bogactwo i autorytet.

Baśnie tybetańskie kuszą również egzotyką: to świat, w którym pojawiają się jogini, lamowie, w  którym panuje wiara w poprzedni żywot. Mężczyźni mają w uszach długi kolczyk, noszą warkocz, paradują w czubie. Pojawiają się potrawy z tamtego regionu, zwierzęta wraz z ich symbolicznym znaczeniem: długowłose woły jaki, które dają wełnę, mleko, a z ich kości wyrabia się narzędzia. Kruk – opiekun i strażnik, uosabiający ochronne moce Buddy. W tych baśniach grzeje ciepło, które wydzielają w ognisku placki z odchodów jaka. Zatem można się czegoś dowiedzieć o życiu w tamtym rejonie, zwyczajach i wierzeniach.

Atutem tej książki są oczywiście ilustracje Fąfrowicza, znakomicie oddające klimat utworów, nawiązujące do tradycji i wierzeń, przedstawiające bohaterów tych historii. Jest ich mnóstwo, niekiedy co stronę, dwie, spotkać można małe motywy ilustracyjne, bądź obrazy na całą stronę.

Wiek 7+

Wydawnictwo Media Rodzina

czwartek, 24 sierpnia 2017
W Jeżynowym Grodzie - Jill Barklem

W „Jeżynowym Grodzie” może wywoływać tylko ciepłe uczucia. Świat małych myszek ukryty wśród krzewów, kwiatów i drzew. Maleńki, w którym bohaterowie przeżywają radości i smutki dnia codziennego. Makóweczka Bystrzycka, Dereń Mączniak, Pan Jabłuszko, rodzina Żabuchów i inni. Spora grupa bohaterów, która mieszka w słodkich domkach z mnóstwem kątków i zakątków, które można godzinami obserwować. Tak jakby położyć się na podłodze przed domkiem dla lalek. Przeniknąć do świata zabaw i marzeń, wczuć się w rolę bohaterów, którzy krzątają się po swoich domostwach, przygotowują bajeczne potrawy: chłodnik z rzeżuchy, sałatkę z mleczy, desery z miodu, ciasteczka pierwiosnkowe. Świat, nad którym trzeba się pochylić, by go dojrzeć, ukryty wśród bujnej zieleni. Myszki wiodą poniekąd sielankowe życie (któż o takim nie marzy) uporządkowane przez regularne rytmy w przyrodzie. Pory roku decydują o tym, co stworzonka robią – a te poddają się prawom panującym w naturze. Z jednej strony – jak to zwierzęta: żyją sielsko na łonie natury, z drugiej – w swoich zachowaniach przypominają nas, ludzi. Świętują wesele, urodziny, piknik, pracują, martwią się, mielą mąkę, mieszają masło. Mało tego, odmawiają swoją mysią modlitwę dziękczynną. Nie mogę sobie tego odmówić – muszę ją Wam przytoczyć: „Obyśmy byli wdzięczni za dobre pożywienie z naszych zielonych pól”. Wiosna i lato oznaczają wzmożoną aktywność myszek. Trzeba się przygotować do zimy. Mają jednak czas na zabawę, ale też dużo pracują: we młynie, wędzą sery, sprzątają norki. Całość podzielona na osiem opowieści, pięknie zilustrowanych. Obrazki pełne szczegółów, szczególików: wyposażenie mysich domków wywołuje zawroty głowy, autorka też zadbała o szczegóły elementów ubioru, motywy florystyczne. Świat, do którego chciałoby się wejść, i który na pewno będzie miłym wspomnieniem z czasów dzieciństwa.

Wiek 4+

Wydawnictwo Znak

wtorek, 18 lipca 2017
A niech to czykolada! - Paweł Beręsewicz/ il. Magdalena Kozieł-Nowak

Chcę jednocześnie napisać o tej książce i zarazem nie chcę - by nie popsuć zabawy tym, którzy jej jeszcze nie znają. By nie zdradzić zbyt wiele, by nie zepsuć smaczku zaskoczenia, zdziwienia i dziecięcej radości z rozwikłania pewnej tajemnicy, a może po chwili refleksji i złości – że tak bezpretensjonalnie daliśmy się wciągnąć w tę grę z góry ukartowaną przez autora. Przyzwyczajona do pewnej normalności, poukładanego świata z jakim spotkałam się w innych książkach Beręsewicza, dałam się …nabrać. Przez kilka pierwszych stron zastanawiałam się, czy ta lektura była akurat dobrym wyborem, czy aby jej nie zarzucić w kąt. Tylko i wyłącznie przez intrygujący początek brnęłam dalej, najpierw zniechęcona – potem coraz bardziej zaangażowana: Był piękny pogodny poranek dziewięćdziesiątego szóstego dnia tysiąc osiemset dwudziestej piątej pustki. 

Jest gdzieś tajemnicza kraina Zyliria, w której mieszkańcy czekają z wielką niecierpliwością na pojawienie się RZECZY. Jest też zwykły szary świat, w nim więzienie, a nim maestro Bombalini. Dlaczego tak jest? Czy te dwa światy są ze sobą powiązane? Czy tę historię, z początku bardzo chaotyczną, da się jakoś poukładać w logiczną całość?

Książka w zawoalowany sposób mówi o tym, co tak naprawdę jest ważne w życiu, piętnuje moralność współczesnych ludzi, którzy żyją z dnia na dzień bez głębszej refleksji, oddają się wiecznemu gromadzeniu rzeczy, gadżetów, porusza zagadnienie celebrytów tak modne dzisiaj i pielęgnowane przez wszystkie media. Dużo by pisać. Sami znajdźcie dla siebie coś w tej książce. Sami znajdźcie odpowiedź na pytanie czy tytułowa czykolada ma coś wspólnego z TĄ czekoladą. Wszystko podane w niezwykle tajemniczy i atrakcyjny sposób, z przystawką, na pięknej porcelanie. Smakuje wybornie.

Książka została nagrodzona w II Konkursie Literackim im. Astrid Lindgren zorganizowanym przez Fundację ABCXXI  Cała Polska Czyta Dzieciom. Książka odmieniec – tak ją określę, bo wyraźnie różni się od innych laureatek minionego konkursu. Ta książka to wielka niespodzianka. To też wielka dbałość o czytelnika – docenienie jego możliwości odbioru – rzeczy nie zawsze łatwych, popularnych. Gorki powiedział kiedyś: Dla dzieci trzeba pisać tak jak dla dorosłych, tylko że lepiej. Beręsewicz właśnie taką książkę popełnił.

 

Wiek 7+

Wydawnictwo Literatura

niedziela, 25 czerwca 2017
Baśnie Barda Beedle’a - J.K. Rowling/ il. Tomislav Tomic

Kto by pomyślał, że młodzi czarodzieje i czarownice z Hogwartu mają swoje baśnie. A jednak. I tak jak miliony rodziców – mugoli czyta swoim pociechom na dobranoc tradycyjne baśnie o Kocie w Butach, Calineczce, Brzydkim Kaczątku czy Kopciuszku, tak rodzice – czarodzieje czytają swoim dzieciom Baśnie Barda Beedle’a. Jest kilka punktów wspólnych pomiędzy poszczególnymi tytułami – zarówno w jednych jak i w drugich baśniach dobro zwycięża zło, a czytelnik może wyciągnąć z nich dla siebie jakąś ważną moralną naukę. Są też i różnice – jak choćby taka: młodzi czarodzieje na przykładzie losów swoich baśniowych bohaterów przekonują się, że magia może spowodować dobre i złe rzeczy. Konsekwencje tego mogą być wręcz katastrofalne.

Nie chciałabym tu zdradzać wszystkiego. Wtedy można lepiej wczuć się w klimat tych baśni. Lepiej niewiele wiedzieć o niesfornych synach, królewnach i księżniczkach. A propos – czy mają one taką samą naturę jak nasze panny, rodzime, które czekają na księcia na wspaniałym koniu, czy też może same biorą sprawy w swoje ręce i są aktywniejsze i takie jakieś bardziej z krwi i kości? Dużo tych pytań mi się nasuwa po lekturze, ale może w ten sposób zachęcę Was do szukania odpowiedzi na własną rękę.

Baśnie obdarzył swoim komentarzem sam profesor Albus Persiwal Wulfryk Brian Dumbledore, kawaler Orderu Merlina I Klasy, dyrektor Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie, Najwyższa Szycha Międzynarodowej Konfederacji Czarodziejów i Naczelny Mag Wizengamotu. Ta część pewnie bardzie zainteresuje rodziców, bo jest w niej i pewien rys historyczny, interpretacja tekstu, wersje z różnych epok, nawiązania do historii mugolskiej (jak choćby ta o prześladowaniu czarownic). A dzieciarnia niech się rozkoszuje tekstami o czarodzieju i jego skaczącym garnku, Fontannie Szczęśliwego Losu, włochatym sercu czarodzieja, Czarze Marze i jej gadającym pieńku i o trzech braciach.

Książka jest pięknie zilustrowana. Czarno-białe ilustracje przypominają dawne książki z innej epoki, gdzie liczyło się szczegółowe zdobnictwo i precyzja. Przecież muszą być wiekowe, skoro z run tłumaczyła ją sama Hermiona Granger.

Wiek 6+

Wydawnictwo Media Rodzina

środa, 14 czerwca 2017
Śpiąca Królewna - Gabriela Mistral/ il. Carmen Cardemil

Jak ja lubię taaaaakie niespodzianki. Bo…. Pomyśleć by można, że w kwestii „Śpiącej Królewny” zostało już wszystko powiedziane. Tymczasem Wydawnictwo Nasza Księgarnia prezentuje nam takie jak ta perełki. Gdy czytałam informacje o autorce nie mogłam uwierzyć, że wierszowana opowieść o królewnie powstała pod koniec lat 20-tych ubiegłego wieku, i że za chwilę liczyć sobie będzie sto lat. Tymczasem ta baśniowa staruszka jest w doskonałej formie, ma wiele werwy, lekkości. Manuel Peña Muñoz pisze, że ta uśpiona bajka została wybudzona po niemal stu latach od momentu jej napisania przez Gabrielę Mistral (ur. 1889). Sama autorka to odrębny ciekawy temat. Z chilijskiej prowincji, najpierw skromna nauczycielka, potem również poetka, działaczka oświatowa  i … dyplomatka. W końcu – uwaga - Laureatka Literackiej Nagrody Nobla z 1945 roku. Przebywając w Europie zachwyciła się klasycznymi baśniami Charlesa Perraulta i braci Grimmów. Jak bardzo zafascynowały ją te stare teksty? Można powiedzieć, że baaaardzo. Dowodem na to jest m.in. ta książka i inne, które nawiązują do starych tekstów: o Czerwonym Kapturku, Kopciuszku i Królewnie Śnieżce.


Ta historia czaruje, jest pięknie opowiedziana. Ciekawym doświadczeniem jest to, że można na własnej skórze przekonać się, jak nasze dziedzictwo kulturowe postrzegane było przez innych – bo sami przyznajmy, kultura europejska znacznie różni się od kultury obu Ameryk.

A zaczyna się tak:

Bardzo dawno, dawno to było,

wiele upłynęło już wody,

gdy pewna królowa powiła

córeczkę nieziemskiej urody.

 

Prześliczne to było stworzenie,

zjawisko nie z tego świata.

Piękna niczym senne marzenie,

z zachwytu aż chciało się płakać.

 

Na chrzciny malutkiej królewny

zjechało wielu możnych gości,

król zaś dodatkowo zaprosił

wróżki, co potrafią zapewne

zło i dobro jak mąkę przesiać.

Siedem wróżek się pojawiło

na wystawnej uczcie królewskiej.

Na uwagę zasługują ilustracje Carmen Cardemil. Nierówna faktura tła, postacie niekiedy jakby zamazane, ni to we śnie, ni w ruchu, zyskując tym samym na swego rodzaju autentyczności. Oryginalne przedstawienie uśpionego dworu królewskiego wnosi nową jakość w tradycyjną ilustrację do baśni, która liczy sobie kilkanaście, jak nie kilkadziesiąt różnych wersji; która doczekała się wielu adaptacji filmowych i animowanych, i która liczy sobie …. kilkaset lat.


Na koniec dodam, że książka była wielokrotnie nagradzana; wspomnę tutaj choćby Honorowe Wyróżnienie w kategorii "Nowe horyzonty" na Międzynarodowych Targach Książki dla Dzieci w Bolonii w 2014 roku.


Wiek 4+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

piątek, 29 lipca 2016
Rok Szczura - Clare Furniss

Pearl ma 15 lat, dopiero zaczyna „żyć”, a już tyle nieszczęść spadło na jej głowę. Jest marzec. Widzimy smutną nastolatkę w kościele na uroczystości pogrzebowej jej matki. Ona też miała plany – dopiero co wprowadzili się do nowego domu, chciała rozwijać swoje zainteresowania artystyczne, planowała remonty, przeróbki. Na dodatek mama umarła, a na świat przyszedł … Szczur. To znaczy dziecko, dziewczynka, maleńka Rose. Jednak dla Pearl jest to Szczur. Nazwała tak swoją siostrę, ponieważ z wyglądu przypomina jej to zwierzę. Szczur ma długą spiczastą twarz i piszczy przeraźliwie. I jest odpychająca, wręcz obrzydliwa. Pearl musi zmierzyć się z tyloma wyzwaniami i smutkami. Nowa niechciana siostra, która „zabrała” jej matkę, brak ojca, relacje z ojczymem, nielubiana babcia, trudna przyjaźń z Molly, problemy w szkole. Same kryzysy i to na wszystkich możliwych frontach.

Czytałam „Rok Szczura” na tarasie i przez głowę mi przeszło, że ja też miałam plany. Ułamek sekundy zadecydował o tym, że nie pojechałam tam i tam, że siedzę w domu zamiast działać. To inna sytuacja (zdecydowanie łatwiejsza) niż ta w książce, ale uświadomiłam sobie złożoność ludzkiego życia, bezsensowność planów, które może zmienić głupi przypadek. Życie Pearl też miało wyglądać inaczej. To właśnie rodzi w niej bunt. Odeszła mama, która tak świetnie potrafiła wszystko ogarnąć – i to mimo swojej zwariowanej natury. Pearl potrzebuje dużo czasu, by okiełznać potwora. By poprawić relacje z ojczymem, babcią, przyjaciółką, by zobaczyć sens kontynuowana nauki, by zobaczyć siostrę w małej istotce, która dopiero co pojawiła się na świecie, a już została nazwana Szczurem. Musi minąć długi rok, by zrozumiała, że kocha i jest kochana. A przez 12 miesięcy jest jak kolczasty jeż, który kuje i nikogo do siebie nie dopuszcza. Duża pomoc tutaj jest też mamy. Zapytacie, dlaczego? Bo mama pojawia się co rusz obok Pearl. Zaczęło się od uroczystości pogrzebowej w kościele, która zadziwiła samą zmarłą. Bo nie tak to miało wyglądać, nie tego chciała. Nastolatka i matka nadrabiają stracony czas, wyjaśniają mnóstwo kwestii, dyskutują, ale też obrażają się na siebie, czasem ranią. To nie są słodkie i łatwe rozmowy. Mama motywuje córkę do działania, podpowiada, ale i słucha, co jest tu ważne, bo Pearl czuje się tak, jakby była na samotnej wyspie. A wiadomo – nastolatek musi się komuś w rękaw wypłakać, choć za żadne skarby świata, nie powie tego otwarcie.

Bardzo dobra powieść dla nastolatków, która świetnie oddaje, co w młodej duszy gra. Brawo za brak łatwych rozwiązań, za pokazanie dorosłych i młodych ze wszystkimi ich wadami i zaletami. Za to, że autorka nie poszła w łzawy i tani happy end. Nieee, no co ja wypisuję. Jest happy end, i jest łzawy – ale strasznie tu wszystkim pod górkę. Autorka – wszystko dobrze przemyślała i naprawdę wiele rzeczy Was na końcu zaskoczy. Kiedy pojawił się Finn – chłopak z sąsiedztwa – aż westchnęłam do siebie – „Oooo nie”. Jednak spokojnie – ma on do odegrania ważną rolę, ale nie jak w filmach klasy b, gdzie chłopak lekiem na całe zło. Książka w wielu momentach wzrusza, niekiedy denerwuje, niekiedy bawi. Ale takie jej zadanie – wyzwala mnóstwo emocji. Ja chętnie podpowiadam ją rodzicom, ponieważ poruszyła w mądry sposób wiele problemów związanych z wchodzeniem młodych ludzi w dorosłość.

Wiek 14+

Wydawnictwo Dwie Siostry

środa, 20 lipca 2016
Dzieci z Bullerbyn - Astrid Lindgren/ il. Magda Kozieł-Nowak

Na czym polega fenomen popularności tej książki? Odpowiedź nie jest trudna – na jej prostocie. Gdyby tak zrobić ankietę, którą książkę z dzieciństwa pamiętacie najbardziej, która spodobała się Wam przed laty, Dzieci z Bullerbyn znalazłyby się niewątpliwie w czołówce. Dlaczego? Dlatego, że świat w Bullerbyn jest taki poukładany, wszystko ma swoje określone miejsce, rodzice szanują dzieci, dzieci rodziców, wspólnie potrafią się bawić, gdzie przekazuje się pewną hierarchię wartości, tradycje, zwyczaje. Świat szczęśliwego dzieciństwa, w którym – o dziwo – dzieci mają pewne obowiązki (pomoc w licznych pracach domowych i gospodarskich), do szkoły i sklepu daleko,  na półkach niewiele zabawek i książek, bez telefonu, telewizora i komputera – a każdy kolejny rozdział świadczy o kreatywności dziecięcych główek, wymyślających co rusz to nowsze i ciekawsze zabawy – w Indian, spanie w stogu siana, polowanie na bawoły, ucieczkę z domu, skarby na wyspie, tajemnicze mapy, groty w sianie. Świat, w którym dzieci robią fajkę pokoju z długiego cukierka, pieniądze „na niby”, odlewają ołowiane żołnierzyki, wyobrażają sobie, że krowy na pastwisku to plemię Komanczów. Dzieci z Bullerbyn to moje kolejne okrążenie. W pierwszej rundzie przeczytałam je tyle razy, że nawet nie mogę nazwać konkretnej liczby. W pamięci mam tylko wykręcenie korków przez mamę, bo nie chciałam odłożyć książki, a rano trzeba było iść do szkoły. Pewne powiedzonka, scenki zostały na całe życie: migdał pękł, więc będzie para, Agda wyjdzie za Oskara; kawałek kiełbasy dobrze obsuszonej; pięciu Murzynów w ciemnej sieni. Oj długo musiałabym wymieniać.


Książka jest napisana prostym językiem, dowcipnie, mówi o ważnych sprawach dla dzieci - nic dziwnego, że trafia tak szybko do małych czytelników na całym świecie. Tak naprawdę Dzieci są już wiekowymi staruszkami:) Ich pierwsza część ukazała się w 1947 roku:) Jednak chyba nigdy się nie zestarzeją.


Bullerbyn istniało naprawdę. Jego nazwa to Sevedstorp. Do dziś jest wielką atrakcją turystyczną. To tutaj dorastał Samuael August, ojciec Astrid Lindgren. Zagrody Północna, Środkowa i Południowa ponoć mają się dobrze. Brakuje tylko lipy, która stała między pokojami Lassego, Bossego i Ollego.


Z dzieciństwa pamiętam wydanie z ilustracjami Hanny Czajkowskiej. Niedawno pojawiła się kolejna wersja ilustracji – tym razem wyzwanie podjęła Magda Kozieł-Nowak. Od kilku dni mam tę książkę i ciągle do niej wracam. Przepiękna. Pewnie, że gdzieś tam pojawia się sygnał – a to twoje kultowe był czarno – białe? To jest kolorowe, mnóstwo ilustracji na całą stronę i delikatnych muśnięć w rogu kartki, albo na pół strony. I tak jak w innych wydaniach, to świat wyłącznie dziecięcy – do którego został wpuszczony tylko Dziadziuś. Moim zdaniem ilustratorka stanęła na wysokości zadania. Pokazuję kilka mniej znanych kadrów, bo odkąd tylko książka się ukazała, w Internecie można znaleźć powtarzające się motywy. Tymczasem książka ma tak wiele ciekawych miejsc, że szkoda ich nie pokazać.


Dzieci z Bullerbyn to niewątpliwie jeden z piękniejszych momentów, jaki możemy podarować naszym dzieciom. Myślę, że w tej opinii nie jestem odosobniona.


Wiek 5+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

 

Wierszykarnia - Danuta Wawiłow/ il/. Jola Richter-Magnuszewska

Zbiór najbardziej znanych utworów – poetki i tłumaczki, która już jako dziecko – w wieku 8 lat, wiedziała, co będzie robić, gdy dorośnie. Nie kluczyła gdzieś po tajemnych zakrętach i zakamarkach życia, kierunek dawno został wytyczony – trzeba się go było tylko trzymać. Zostać kiedyś pisarzem – taka myśl w głowie dziecka – ho ho – to się jednak rzadko zdarza.


Spora książka (158 stron) zawiera najbardziej znane i najpiękniejsze wiersze poetki.

Mnie fascynuje i inspiruje świat dziecięcych doznań opisany z niezwykłym wyczuciem, wrażliwością. Widać to zwłaszcza w tytułach: Mama ma zmartwienie, Pożałuj mnie!, Strasznie ważna rzecz, Smutny wiersz, Szybko!, Oj, strach, Marzenie, Moja tajemnica, Jak ja się nazywam.

 

Dzisiaj jestem smutna

jak ptak.

Dzisiaj jestem smutna

jak deszcz.

Leżę sobie w trawie

na wznak, sama nie wiem, czemu

tak jest.

(„Smutny wiersz”)



 

To rewir dziecięcych zabaw: Kopareczka, Kałużyści.

To w końcu małe - wielkie marzenia: A jak będę dorosła.

Poezja wkrada się w zwykłą codzienność: Na wystawie, Wędrówka, Spacerek, W parku.

W wierszach Wawiłow wszechobecna jest przyroda, natura – jej delikatność, ale też żywiołowy charakter – sama jest bohaterem, albo stanowi ważne i niezwykłe tło: Jabłonka, Trawy ździebełko, Drzewo, Miałem małe drzewko.  

Są też liczne zwierzęta: Wilki, Gołąbek, Kruk i żabka, Ptaki, Kucyk.

To też opis relacji międzyludzkich: Moja siostra królewna

Jak ją rąbnę niechcący,

zaraz leci do mamy,

ale to jest nieważne,

bo i tak się kochamy

z moją siostrą królewną.

(Moja siostra królewna)

 

Są wiersze matematyczne i zwariowane: Krzywy wierszyk, Trójkątna bajka, Posłuchajcie bajki nowej, prostokątnej i kwadratowej (nic dziwnego, że córka poetki – Natalia Usenko, w niekonwencjonalny sposób układa zadania matematyczne w Świerszczyku)

Są w końcu wiersze – bajki:, w których widać bezmiar dziecięcej fantazji: Zawalił się pałac, Nie wiem kto, Daktyle, Kurka Złotopiórka, Złoty paw, Taki wielki pies, Czarny lew, Brzydkie zwierzę, Czarne kury, Kruk i Żabka, Dama i Prosię, Pan Sikorek, Kto zabił kota Mruczka?, Siedzieli na ganku, Jak cesarz pije herbatę, Dziwna bajeczka, Bajka o królewiczu, kalejdoskopach i babie, Bajka o stu królach Lulach.


Dla mnie jako mamy ważne są dwa wiersze Szybko i Świnka. Ten drugi uczy, że trzeba i warto chwalić swoje dzieci. Od mamy - Świnki można się wiele nauczyć:

Chwaliła świnka

swojego synka:

-Jaki milutki!

-Jaki śliczniutki!

Różowe uszki!

Króciutkie nóżki!

Wesoła minka!

Bura szczecinka!

A jaki ryjek! A jaki brzuszek! Ach, mój brudasek!

Ach, mój świntuszek!

Książka jest bogato ilustrowana przez Jolę Richter – Magnuszewską. Bardzo podobają się zwłaszcza sceny nocne – trochę nostalgiczne, smutne, z nutką refleksji. Pozostałe też – tematyka różnorodna, jest kolorowo, każda rozkładówka, to inny świat.

Wiek 4+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

piątek, 15 lipca 2016
Orzeł Biały. Znak państwa i narodu - Alfred Znamierowski

 

Jeszcze niedawno na naszym osiedlu było biało - czerwono. To za sprawą EURO 2016. Wszyscy dosłownie oszaleli sportowo i … patriotycznie. Pamiętam kilkanaście lat wstecz, i kilka – nigdy takiego szaleństwa biało – czerwonego nie było. Nigdy polskie symbole narodowe tak mocno nie były eksponowane, tak widoczne – na ulicach, domach, w strefie kibica itd. Oczywiście można dyskutować – co do pewnych kwestii. Bo niekiedy aż ciśnie się na usta – tak nie wypada. Przecież symbolom narodowym należy się szacunek. Szacun – jak mówią teraz młodzi ludzie. I jeżeli ktoś ma w kwestii symboli narodowych jakieś wątpliwości, pytania, to na pewno książka Alfreda Znamierowskiego je wyjaśnia: flagi na lusterku, flagi, na których ktoś coś nabazgrał, narysował. Noooo panowie, nie do końca tak można.


„Orzeł Biały” po „Mazurku Dąbrowskiego” to kolejna cenna pozycja, którą warto mieć w domu. Wyjaśnia chyba wszystkie kwestie, w każdym razie te najważniejsze, związane z naszym godłem narodowym i barwami. Autor książki – wspomniany już Alfred Znamierowski, zna się w tym temacie jak mało kto. Heraldyk, weksylolog zaczyna swą książkę od początku – czyli od tego jak Gniezno zbudowano. Wraca do legendy o Lechu, który zbudował gród tam, gdzie zobaczył gniazdo białego orła. Potem Przemysław II – bliska mi postać, bo to książę wielkopolski nadał prawa miejskie mojemu miastu. W 1295 roku koronowany na króla Polski jako pierwszy użył Orła Białego jako symbolu państwa polskiego. Herb z orłem był na pieczęci majestatowej króla.


W związku z lekturą tej książki przypomniała mi się (głupia) dyskusja w pewnej stacji telewizyjnej, w której to dziennikarze starali się udowodnić, że na naszym godle orła… nie ma. Miał być nim bielik, który orłem nie jest, tylko …orłanem. I tę kwestię wyjaśnia autor, co chciałabym w recenzji podkreślić (str. 19): „Orzeł w polskim herbie nie jest wyobrażeniem żadnego rzeczywistego ptaka, lecz orłem heraldycznym, czyli stylizowanym przedstawieniem ptaka z przesadnie dużym dziobem, fantazyjnie zakończonym ogonem i potężnymi łapami”.

Z książki można się też dowiedzieć jak na przestrzeni dziejów zmieniał się kształt Orła Białego. Autor wyjaśnia różnicę między „godłem” a „herbem”, przedstawia proporce i chorągwie – znaki „bojowe – rozpoznawcze” na polach bitewnych. Pisze dużo o barwach narodowych. Wiedzieliście, że pierwszymi barwami narodowym Polski były niebieski i czerwony – i to w różnych odcieniach? Biel i czerwień zostały ustanowione nimi w dniu 7 lutego 1831 r. Alfred Znamierowski zwraca też uwagę na „kokardy narodowe”, które w ostatnim czasie zrobiły olbrzymią „karierę”. Przed 11 listopada jak Polska długa i szeroka wszystkie przedszkolaki robią biało – czerwone kokardy, mylnie nazywane kotylionami. Autor podkreśla ich kolorystykę – białe serce, obrzeże czerwone (uwaga, bo można zrobić kokardę Monako).

W książce znajdują się również informacje o polskich flagach i banderach, orle wojskowym, orle dla zasłużonych, herbach województw. Oprócz wiedzy teoretycznej warto zatrzymać się na rozdziale o tym, jakie zasady obowiązują w związku z wywieszaniem flagi narodowej. Na pewno przeciętny zjadacz chleba, fan drużyny narodowej, byłby zdziwiony co można, wręcz należy, a czego nie można.


Książka bardzo starannie wydana, z mnóstwem ilustracji: fotografii, rycin, rysunków. Na końcu „Słowniczek heraldyczno – weksylologiczny” i bogata „Bibliografia” dla tych, którzy zechcą zgłębiać tajniki polskich symboli narodowych.

Zajrzyjcie koniecznie do środka

Wiek 9 -99

Wydawnictwo Bajka

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 15