Archiwum
Zakładki:
Dla dzieci
Lubimy czytać:) Książki ustawiam na półkach według kategorii: półeczka maluchów, starszaków, 6-10, 10+, półeczka młodzieży i rodziców. Wszystko w tagach
Autorzy i ilustratorzy książek
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
O książkach dla dzieci
Szablon blogu
Tutaj piszę o książkach
Wydawnictwa, z którymi współpracuję
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli
środa, 11 października 2017
Psociniec - Joanna Papuzińska/ il. Joanna Rusinek

 

 „Psociniec” to zbiór wierszy o kociej i psiej tematyce. I moim zdaniem to doskonała odskocznia od zabieganej rzeczywistości. Ciągle narzekamy na brak czasu, gonitwę za karierą, pieniędzmi. Psociniec to miejsce, w którym mieszkają mistrzowie psot – czyli pies i kot. I wierzcie mi – zalatany człek XXI wieku z przyjemnością odpocznie w towarzystwie tej menażerii. A co te zwierzaki wyprawiają, ho, ho! Faktycznie, psocą na całego. Fajnie oderwać się od rzeczywistości , zapomnieć o troskach dnia codziennego: dwójce w szkole, kłopotach w pracy. Już ilustracja do tytułowego wiersza to swego rodzaju obietnica tego, co nas czeka podczas lektury całości. Zanurzamy się w tę zieleń po uszy, krzaki, wylegujemy się wygodnie na słońcu. Myślimy przy tym o niebieskich migdałach i oczywiście przyglądamy się temu, co w Psocińcu piszczy. O przepraszam: miałam napisać : szczeka i miauczy.

Pod schodkiem przysiadł mały kotek. Bez domu, bez imienia. Och, jaka wielka ochota w małym człowieku, by to stworzenie przygarnąć. Mama na pewno się zgodzi.

Koty chodzą swoimi ścieżkami. Wybornie odzwierciedla to wiersz pod znamiennym tytułem: „Gość”. Kocur pojawia się i znika. Dokąd idzie? Gdzie tak długo przebywa? Skąd wraca? Nikt tego nie wie.

Pewnie spodoba się Wam „Kocia kołysanka” – jak nic kojarząca się od razu z kultowym: „A-a-a kotki dwa”. Tyle że ciąg dalszy już inny, nastrojowy. Jeśli ktoś ma maluszka – to koniecznie do nauki na pamięć i do szeptania do uszka podczas zasypiania. Będzie to miłe wspomnienie z dzieciństwa. To dla kociarzy. A jeśli ktoś ma psiaka – jest i psia wersja:)

Wiersze różne pod kątem nastroju – senna „Kocia kołysanka”, energiczna i śmieszna „Samochwała”.

Wiecie, jest coś, co mnie baaaaardzo zaskoczyło. Mianowicie – wiersz o rottweilerze. Ha, ha – kto by pomyślał, że i ten psiak znajdzie swoje miejsce w poezji. A jednak. A tu proszę – w dodatku jaki tekst – „rottweiler w Pruszkowie spał zawsze z kotem na głowie”. Zabawi Was artysta, który trenuje na konkurs piosenki”, i mądrala ze Zgierza  co to myśli  „co jest cięższe: tona stali czy pierza”. A może wiersz „Gra”? podsunie Wam pomysł na zabawę „Zlaprękawek”.

Dużo inspiracji, dużo zabawy, odprężenia od codzienności. Takie podglądanie zwierzaków, ich zachowań, zabaw.

Nie mamy ani psa ani kota – za to jesteśmy posiadaczami chomiczki Szarusi. Zawsze, zanim bladym świtem udam się do pracy, chwilę spędzam przy jej klatce. Wyprawia takie rzeczy, że od razu dzień staje się weselszy. Taki Psociniec pod naszym adresem:)

Wiek 3+

Wydawnictwo Literatura

 

poniedziałek, 07 sierpnia 2017
Dziwne przebudzenie Smerfa Śpiocha - Peyo

Wiecie, co zauważyłam? Jeśli dziecko jęczy, że nie lubi czytać, wystarczy mu podrzucić komiks. Niby to przypadkiem. Na nocny stolik. Tak od niechcenia. Położyłam wśród ludzików lego, komórki, stosu kredek i pisaków. Potem z satysfakcją odkrywam, że dopięłam swego. Oczywiście pomarudziłam, że już późno, a on – czyli mój młodszy syn, oczęta sobie psuje przy lampie zaczytany w przygodach niebieskich ludzików. Ale czytał tak długo aż nie zobaczył „KONIEC”. Tak więc kochani – w razie czego – Smerfy są antidotum na wszystkie nieczytajki. Nie myślcie, że u mnie tak łatwo. Niekiedy też muszę zachęcać, by po książki dziecko sięgnęło. Bo przecież konkurencja nie śpi i wytoczyła wszystkie działa: te wszystkie gry i gierki, smartfony, laptopy. Nie, nie jest wcale łatwo – przyznajemy z mężem. Ale pocieszamy się nawzajem, że ci „nowsi” rodzice, będą mieli już tylko gorzej i bardziej pod górkę. Ale dość tego defetystycznego narzekania.

W tej książce aż pięć opowieści. „Dziwne przebudzenie smerfa Śpiocha”. Tytułowy bohater po przebudzeniu stwierdza, że chyba znalazł się w innym świecie. Wioska zasnuta w pajęczynach, nagryzione zębem czasu, a wszyscy członkowie niebieskiej społeczności są nobliwymi staruszkami. Jednym słowem smerfowy koszmarrrrrr.

„Pociąg smerfów” – smerfy wracają do wioski obładowane zapasami. Kosztuje je to dużo wysiłku. Proszą zatem Pracusia o pomoc. Chyba domyślacie się, co wymyśli ten pracowity smerf? Tymczasem straszny czarodziej Gargamel podczas grzybobrania przypadkiem wśród zieleni leśnego poszycia dostrzega maleńkie tory kolejowe.

„Smerf i smok” – smoki w literaturze nie mają zbyt dobrej opinii. Ale ten smok, który pojawi się w wiosce smerfów jest naprawdę sympatyczny. Jest jeden minus – ma ogromny apetyt….

„Smerfy strażacy” – smerfy postanawiają założyć w  wiosce jednostkę strażacką. Pracuś pracuje nad strażackim pojazdem, grupka innych niebiesko ludków buduje wieżę obserwacyjną. Niestety, Gargamel zaczyna igrać z ogniem, ale uwaga: stare smerfowi przysłowie mówi: kto pod kim dołki kopie, sam w nie wpada. Tak więc spokojnie, i ta historia zakończy się happyendem.

„Kret u smerfów” – kto ma działkę wie, że kret, skądinąd bardzo sympatyczne i pożyteczne stworzenie, może narobić niezłych szkód. Ten problem mają właśnie smerfy w wiosce, ponieważ krecie korytarze i kopce rujnują smerfowi domki. Ciekawe co się stanie, kiedy smerfy odkryją, że kreci korytarz doprowadził ich do Gargamelowego zamczyska.

Zabawne historyjki, wciągające, z pomysłem. Mnie zawsze urzeka smerfowy język małych stworzeń. Ach te wszystkie neologizmy, które świetnie pasują do kontekstu i są przez wszystkich doskonale rozumiane: „Coś się posmerfowało”, „Smerflicje”, „Smerfne, że palce lizać”, „Nie do usmerfnięcia”.  Word uparcie podkreśla, że błąd. Ale nieeeeee, tak właśnie ma być – smerfowo!

Wydawnictwo Egmont

sobota, 04 marca 2017
Przygody smerfów. Latający smerf - Peyo

Smerfy to bajka dzieciństwa mojego młodszego rodzeństwa. Pamiętam jak brat z siostrą wyczekiwali kreskówki o niebieskich ludkach. Głos Gargamela rozbrzmiewał w całym domu. Podobnież jak przeraźliwe miauczenie Klakiera. Kiedy po latach sięgam po książkę (komiks był pierwszy – dopiero potem kreskówka), gdzieś w głowie kołacze mi głos Wiesława Drzewicza – charakterystyczny, ochrypnięty – gdy widzę Gargamela znów prześladującego mieszkańców małej wioski ukrytej w lesie.

W tym komiksie znajdziecie pięć opowieści.

Tytułowy latający smerf marzy o tym, by wysmerfować maszynę, która zabierze go wprost ku niebu. Oczywiście powstanie maszyna latająca, dzięki której dzielny smerf wyratuje Smerfetkę z rąk Gargamela.

„Łakomstwo smerfów” pokazuje, że nadmierny apetyt może przysporzyć sporych kłopotów. Tym bardziej, że wiadomo, iż LICHO – czyli Gargamel - nie śpi. A ten przeklęty czarodziej ma pewien plan – zresztą jak zawsze.

W „Smerfie w masce” pojawia się tajemniczy smerf, który rzuca inne smerfy tartą w twarz. Kim jest ten osobnik i jaki ma cel?

Kolejna opowieść o szczeniaku, który wywraca życie smerfów do góry nogami. To stworzenie zyska ogromną sympatię i smerfów i czytelników – co zechce również wykorzystać Gargamel. Oj, smerfy naprawdę muszą się mieć na baczności. Na szczęście psiak doskonale odróżnia dobro od zła.

Kolejna opowieść – taaak, Zgrywusa zawsze trzymają się żarty, które o zzzgrozzzo,  śmieszą tylko ich autora. Wszyscy w wiosce mają już dość wybuchających prezentów. Kiedy Zgrywus opuszcza wioskę, wpada w łapska Gargamela. Już mały smerf wie, co robić, by pokrzyżować plany czarodzieja. Nie muszę c hyba dodawać, że czeka go niespodzianka. W dodatku wybuchowa.

Komiks o smerfach to przede wszystkim przygoda. Dalej humor, bo nie brak tu komicznych sytuacji i powiedzonek. Smerfowe neologizmy to już kolejny temat – mimo, że wyrazy te zazwyczaj zaczynają się od przedrostka „smerf+ coś tam” użyte w konkretnym kontekście znaczą właśnie to, co mają znaczyć. I ani duży ani mały nie ma problemów z ich zrozumieniem: smerfolotować, najsmerfniejszy, wysmerfować, smerfny, smerfuje mnie to. Wiadomo o co chodzi, prawda?

Tak na marginesie – czy kiedyś jakiś językoznawca zajmie się językiem smerfów na poważnie? I Poważnie o to pytam – bo to zjawisko nietuzinkowe, a pewnie arcyciekawe.

Wiek 4+

Wydawnictwo Egmont

piątek, 03 marca 2017
Lucky Luke. Fingers- Lo Hartog van Banda i Morris/ Lucky Luke. Jesse James - René Goscinny i Morris

Czy wiecie, że Lucky Luke ma wiele wspólnego z Mikołajkiem i Astreiksem i Obeliksem? A co? A raczej kogo, należałoby spytać. Te wszystkie postacie łączy francuski pisarz René Goscinny, który jest również jednym ze współautorów komiksów o Lucky Luke’a. Obok Morris’a – pod tym nazwiskiem kryje się belgijski rysownik i scenarzysta Maurice de Bevere. Po śmierci Goscinnego seria, która odniosła wielki sukces, była kontynuowana. Dwie książki, które chce dziś przedstawić , mają właśnie różnych autorów. „Jesse James” to Goscinny, natomiast „Fingers” –to już Lo Hartog van Banda, niderlandzki autor komiksów. Oczywiście idea głównego bohatera nic a nic się nie zmienia. Od samego początku zawsze ta sama. Lucky Luke jest niereformowalny – klasyczny kowboj, niczym średniowieczny rycerz,  zawsze gotowy, by nieść pomoc słabszym , chronić ciemiężonych , mający nerwy ze stali sługa sprawiedliwości. Razem ze swoim koniem, wiernym towarzyszem, ściga przestępców. Rumak pomaga swemu panu w każdych okolicznościach, a koń zna różne sztuczki, które wykorzystuje w pozytywnym tego słowa znaczeniu w dążeniu do celu – co potwierdzają liczne przykłady z książki.

W „Fingers” pojawia się bardzo kontrowersyjna postać. Z jednej strony rzezimieszek, do którego paluszków dosłownie wszystko się klei: klucze, biżuteria dam. Z drugiej strony – to istny czarodziej, który swoim urokiem dosłownie zniewala kobiety, rzuca je na kolana. I mimo tego, że te zostały wcześniej przez zacnego dżentelmena w kulturalny sposób (jakkolwiek to brzmi) obrabowane, to damy te nie mają złodziejaszkowi za złe, nie pielęgnują urazy. Gorzej – mają innym wręcz za złe, że traktują faceta jak złodzieja i bandytę. Oj bardzo rozbawiła mnie scena ze strony 31 komiksu – „Ferdynandzie! Daj panu dojść do słowa!” . Koniecznie poszukajcie:)


W kolejnej książce pojawia się prawdziwy bohater, bowiem Jesse James żył naprawdę. Krótką notkę biograficzną znajdziecie zresztą na końcu książki. Weteran wojny secesyjnej zapragnął zostać Robin Hoodem Dzikiego Zachodu. Chciał odbierać bogatym, by darować biednym. Ale czy tak czynił w rzeczywistości? Lucky Luke dowiaduje się, że banda Jessego zmierza do Teksasu. Dzielny kowboj musi stawić im czoła i wymierzyć sprawiedliwość.

Przygoda, humor słowny i sytuacyjny, wyraźny podział na dobre i złe, świetne rysunki, wartka i trzymająca w napięciu akcja. To powinien mieć dobry komiks – a Lucky Luke TO właśnie ma.

Wiek 8+

Wydawnictwo Egmont

niedziela, 19 lutego 2017
Kocie kłopoty grzecznego psa - Katarzyna Terechowicz, Wojciech Cesarz/ il. Joanna Rusinek

W „Dzień Kota” musi być o kocie. I o psie. Tego ostatniego znamy już z innych książek: „Pamiętnik grzecznego psa”, „Nowe przygody grzecznego psa”, „Wakacje grzecznego psa”. Malamut Winter musi pogodzić się z tym, że w domu zamieszkał KOT. Przez przypadek przyplątał się do rodziny podczas wakacyjnej wycieczki w góry, a po nieudanej próbie sprezentowania go sąsiadce, kot zamieszkał z Winterem (wyjątkowo grzecznym psem) i jego opiekunami. Zaczyna się wspólne oswajanie i … obwąchiwanie.

Winter w swoim psim pamiętniku opisuje kota Mariana, który wywrócił psie życie do góry łapami. Oj - Marian potrafi tak zadziałać wykorzystując swój koci spryt, że wszyscy obwiniają o szkody, psoty, „kłótnie” boga ducha winnego Wintera. Z humorem para autorów: Katarzyna Terechowicz i Wojciech Cesarz przedstawia psią i kocią naturę, pokazuje co dzieli a co łączy (a jakże) te dwa zwierzaki. Dzieci mogą dowiedzieć się naprawdę dużo informacji na temat kocio-psich przyzwyczajeń i upodobań.


Naprawdę śmieszne są perypetie Henrykowej rodziny: np. dyskusja ze strażakami na temat kosztów ściągania Mariana z czubka drzewa, spotkanie z pogromcą kotów, podróż samochodem z kotem na głowie (dosłownie). Wniosek z tego taki: nie jest łatwo żyć pod jednym dachem z kotem i psem, ale na pewno jest ciekawie. Tradycyjnie ilustratorką serii jest Joanna Rusinek. Tworzy klimat całej historii: trochę zwariowanej, trochę poważnej i śmiesznej. Świetnie odzwierciedla charakter wspólnego pomieszkiwania człowieka z menażerią.


Wiek 7+

Wydawnictwo Literatura

środa, 30 listopada 2016
12 Znaków Zodiaku - Marcin Brykczyński/ il. Ewa Poklewska-Koziełło

Żeby było jasne: Baran jest pierwszy, ponieważ taki właśnie jest porządek w Zodiaku. To on zaczyna poczet gwiezdnych znaków.

Baran:

„Zawsze szybki, szczery, rzutki,

Choć nie wszystkim miłe skutki”.

Byk:

„Wszystko lubi mieć dla siebie,

Z trudem dzieli się w potrzebie.”

Bliźnięta:

„Wiele spraw wciąż mają w głowie

Często kończą je w połowie.”

Rak:

„Czy to rano, czy wieczorem,

Rak jest wielkim domatorem.”

Lew:

”Choć natura z gruntu szczera,

nieraz pycha go rozpiera.”

Panna:

„Moi drodzy, oto Panna,

Skromna, czysta i staranna.”

Waga:

„Przy tym, jak to czasem bywa,

Jest wygodna i leniwa.”


Skorpion:

„Skorpion, jak zapewne wiecie,

Jest odważny jak nikt w świecie.”

Strzelec:

„Optymizmu ma bez liku,

Nie zna krętactw, zdrad, uników”

Koziorożec:

„Wciąż się w nim ambicja budzi,

Często szorstki jest dla ludzi.”

Wodnik:

„Wodnik stawia wciąż pytania,

Bo go świat do pytań skłania.”

Cytaty z 8-wersowych wierszyków Marcina Brykczyńskiego wybrałam przypadkowo. I proszę się nie obrażać ani obrastać w pychę – bowiem autor o każdym Znaku Zodiaku mówi trochę dobrego i trochę mniej dobrego. Z przymrużeniem oka pokazuje, że natura ludzka jednak jest skomplikowana. Nic nie jest ani czarne ani białe. Ale za to jest kolorowo – a to za sprawą ilustracji Ewy Poklewskiej-Koziełło. Świat się zmienia jak w kalejdoskopie – a to za sprawą mijających pór roku i środowisk, z jakimi kojarzą się poszczególne Znaki. Sprawdźcie, co o Was tutaj napisano. A może razem z dziećmi popatrzycie w niebo, bo lektura do tego również zachęca.

Wiek 4+

Wydawnictwo Literatura

wtorek, 02 sierpnia 2016
Zagrożeniologia - David O'Doherty/ il. Chris Judge

Zabawna książka, którą należy traktować z przymrużeniem oka. W przeciwnym razie już nigdy nie wsiądziecie na rower, już nigdy nie zaprosicie gości („Im więcej zaprosisz gości, tym więcej zaznasz przykrości”), już nigdy nie weźmiecie książki do ręki.

Człowiek nie ruszyłby się z domu, ba – a może i z własnego łóżka. Zawsze i wszędzie spodziewałby się zagrożenia i niebezpieczeństwa. Tak więc potraktujcie „Zagrożeniologię” jako źródło dobrego (niekiedy czarnego) humoru, jako swego rodzaju wywoływacza śmiechu w  różnych postaciach: subtelnego, nagłego, niekontrolowanego, przez łzy, końskiego, tubalnego, rubasznego. Potraktujcie  „Zagrożeniologię” też jako źródło różnych anegdot, którymi można „zabłysnąć w towarzystwie.


Doktorr Noel Strefa jest najznakomitszym zagrożeniologiem na świecie. Zna się na wszystkim w tej dziedzinie. Jest mistrzem w wyszukiwaniu najmniejszych zagrożeń. A te mogą nadejść w najmniej spodziewanym momencie, z najmniej spodziewanej strony.  


Książka w zabawny sposób opisuje różne niebezpieczne przypadki. Pełno tu śmiesznych i wyszukanych neologizmów wynalezionych dla dobra człowieka, nauki, mrożących krew w żyłach przykładów, teorii i definicji. Jednym słowem: pozytywnie zwariowana lektura dla pozytywnie nastawionych czytelników, którzy nie boją się eksperymentować.

P.S. Chować przed rodzicami, bo nigdy Was nigdzie nie puszczą.

Wiek 8+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

 

czwartek, 14 lipca 2016
Mieszkamy w książce- Mo Willems

Do tej pory to książka wywoływała emocje w czytelniku: radość, zadumę, smutek,  złość, wesołość, zainteresowanie. Tym razem odwrotnie. To czytelnik wywołuje reakcję u bohaterów książkowych: świnki Malinki i słonia Leona. Przyglądają się czytelnikowi z kartek tej opowieści, zachęcają do czytania na głos, śmieją się z nas, do nas, są w końcu przerażeni, że ta książka kiedyś się skończy. I oczywiście zachęcają do tego, by ponownie przeczytać lekturę.

To naprawdę zaskakująca i zabawna książka. Jest dużo śmiechu, ponieważ Malinka i Leon robią śmieszne ryjki (minki), reagują bardzo impulsywnie. Śmieszą ich niedowierzanie, zaskoczenie i próby poznania  naszej czytelniczej natury.

Autor pracował jako scenarzysta i animator „Ulicy Sezamkowej”. Sześć razy odbierał nagrodę Emmy, zdobył również i inne nagrody za swoją twórczość. Jego książki ciągle można znaleźć na listach bestsellerów dla najmłodszych „New York Timesa”.

Wiek 3+

Wydawnictwo Babaryba  

 

 

niedziela, 17 kwietnia 2016
KOT ty jesteś? Marcin Brykczyński/ il. Elżbieta Wasiuczyńska

W tych kotach można się zakochać od pierwszego wejrzenia: dziergane, z filcu, z kicika (tak dzieci mówią na puszysty materiał), przyozdobione koralikami, ptakami, syrenim ogonem, z naręczem gwiazd. Czarne, białe, rude, szare – ale też zwariowanie zielone, w odcieniach niebieskiego, żółte. Z pięknymi kocimi oczętami.

Jakie są koty w tej książce? Niby takie niewinne, a jednak bestie w środku, z artystyczną duszą, buszują wśród gwiazd, wyjadają cioci łakocie, kochają (!) Polskę. Ale oprócz tych cudowności koty w wierszach Brykczyńskiego są jak zwykłe koty: mruczą, łapią myszy i muchy w locie, miauczą, chodzą w nocy, śpią w dzień, drapią pazurkami nowy fotel, włóczą się po dachach, sypią iskry, i oczywiście chadzają własnymi ścieżkami. I wzbudzają tylko ciepłe uczucia.

Pięknie zilustrowana książka, wiersze z pazurem (kocim) i łagodne. Elżbieta Wasiuczyńska włożyła w swoje prace tak wiele serca. Również z wierszy Marcina Brykczyńskiego bije dużo pozytywnej energii. Czyżby ta para miała kota na punkcie kota?


Wiek 4+

Wydawnictwo Media Rodzina

środa, 16 grudnia 2015
Pirat Rabarbar. Pakiet audio - Wojciech Witkowski/ il. Edward Lutczyn/ czyta Modest Ruciński

Pisząc o tym audiobooku najchętniej zrobiłabym tak: 

:):):):):):):):):):):):):):):):):):):):):):):):):):):):):):):)

Taka jest reakcja na tę książkę – właściwie trzy książki, bowiem całość obejmuje trzy tytuły, które do tej pory ukazywały się oddzielnie. Nigdy w tak bogatym komplecie – trzy w jednym, czyli:

-Burzliwe dzieje pirata Rabarbara

-Dalsze burzliwe dzieje pirata Rabarbara

-Jeszcze dalsze burzliwe dzieje pirata Rabarbara

Już same tytuły wskazują, że autor miał poczucie humoru – o książkach nie wspomnę.

Burzliwe dzieje pirata Rabarbara czytałam przed wiekami – jako dziecko. Swój egzemplarz (nie wiedzieć dlaczego) – wydałam. Kiedy pojawiły się dzieci – zaczęło się polowanie na Rabarbara na aukcjach. W tak zwanym międzyczasie okazało się, że były dwie dalsze części.

W przypadku tych książek – nie będę kłamać, że czytający śmieje się cały czas. Ale naprawdę nie skłamię, gdy powiem, że uśmiech często towarzyszy lekturze: niekiedy subtelny, innym razem rubaszny, innym razem –  wręcz śmiech tubalny. A to za sprawą bohatera, który nie przebiera w słowach i środkach. Rabarbar jest postacią bardzo charakterystyczną – a co ważne – nie mający nic wspólnego z filmowym piratem wszechczasów: Jack’iem Sparrow’em. Pewnie to za sprawą ilustracji Lutczyna, choć i tekst i wyobraźnia mają tu swoje zasługi – ale Rabarbar nie ma nic z gwiazdy Hollywood. Jest to swojski chłop, bardzo rubaszny, wagi słusznej, który i strzelać grochem potrafi, i komu trzeba – w paszczę przyłożyć. Choć z drugiej stronie nieba gotów przychylić swojej ukochanej żonie Barbarce.

Dla mnie Rabarbar to człowiek różnorodnej natury: i grzeczny i pyskaty, dobrze wychowany i nieokrzesany, czuły i szorstki zarazem,  srogi ojciec i ojciec – kumpel, odważny i nieśmiały, i pantoflarz i pan i władca, który w domu zagrzmieć potrafi. Nie można go wsadzić do jednego wora i podpisać etykietka: taki jest właśnie pirat Rabarbar. Bohater zapada w pamięć na długie lata. Pirat, który wymyka się wszelkim schematom. Nie przepada za krwawymi jatkami, niepiracko ludzki, przyjazny, pomocny, rzetelny mąż i ojciec, trochę filozof, trochę poeta, okrągławy nieco, już nie pierwszej młodości, wielbiciel Barbarkowej grochówki na wędzonce. Taki chłop – przyłóż do rany. Do tego dochodzi plejada barwnych bohaterów: mieszkańcy miasteczka, załoga statku, przyjaciele, ludożercy. Tych postaci jest tu całe mnóstwo – nikt nie jest przypadkowy, każdy odgrywa ważną rolę: i burmistrz i kapitan Ocet i wygłodniali kanibale. Wszyscy oni są uczestnikami różnych przygód, potyczek, spotkań. Nie brak tu elementów bajkowych i filozoficznych, zwłaszcza w części ostatniej – kiedy to Rabarbar udaje się w samotny rejs. Jest też bardzo rodzinnie – zwłaszcza w dwóch pierwszych tomach – może warto byłoby posłuchać stadnie zwłaszcza te pierwsze części, w których tyle różności o relacjach damsko – męskich, o relacjach rodziców z dziećmi. Dużo tu optymizmu, oceniania spraw z przymrużeniem oka. Książki różnią się od siebie. Zdecydowanie pierwsza jest nastawiona na przygodę. Druga traktuje wiele o relacjach damsko – męskich i rodzinie właśnie. Ostatnia część chyba najbardziej nostalgiczna i filozoficzna właśnie. Wysłuchane jako całość – świetnie się ze sobą uzupełniają. Pierwsza cześć zdecydowanie dla młodszych dzieci. Trzecią poleciłabym 6-7- latkom.


Modest Ruciński ma ciekawy tembr głosu - właściwie mogę powiedzieć, że ma on w sobie coś pirackiego, co dodaje tekstowi odpowiedniego smaczku.

W pakiecie znajduje się 7 CD - razem jest to 9 godzin i 17 minut lektury.

To fantastyczne książki nie tylko dla dzieci. Również dorośli będą mieli niezłą zabawę. Podpowiadam: pakiet nadaje się jako rodzinny prezent pod choinkę – jako ucieczka od codziennych trosk – w przygodę i dobry humor.

 

Wydawnictwo BIS

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 10