Archiwum
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli

Z przygodą na ty

sobota, 15 grudnia 2018

 

 

Na tę książkę miłośnicy cyklu „Summoner” czekali  z niecierpliwością. Widziałam to na przykładzie moich synów. Aż się w końcu doczekaliśmy. Książka swoją drogą. Natomiast pewien klimat tworzy już życiorys autora: Tarana Matharu, który pierwszy tom „Początek” napisał jako baaaaardzo młody człowiek, bodajże jako 17-latek.

„Rebelia” to prequel do wcześniejszych trzech części. Czyta się lekko i z przyjemnością – tak jak całą serię. Jak czytać całość? Opinie są akurat w tym względzie podzielone: najpierw trylogię, potem „Rebelię”. Są jednak i tacy, którzy zaczęli czytanie cyklu właśnie od „Rebelii”. Już po lekturze całości nie wiem, czy akurat tego sposobu nie poleciłabym osobiście. Choć obydwa sprawdzają się. W „Rebelii” na pierwszy plan wysuwają się ci bohaterowie, którzy w trylogii mieli niewielki, jeśli nawet nie znikomy, udział. Można się było obawiać, czy autor nie pokusi się o „kalkowanie” w wielu aspektach: prezentacji bohaterów, pewnych zachowań. Ale spokojnie, można odetchnąć – powstała powieść oryginalna, w swoim klimacie, z charakternymi postaciami, często tak odmiennymi od tych, którzy wystąpili w trzech pierwszych częściach. Niestety, przy cyklu bez porównań się nie obejdzie. Oczywiście, że szukamy podobieństwa. Arcturus przypomina mi osobiście Fletchera – ale może najbardziej w kwestii prawości, honoru, odwagi, nastoletniej lekkomyślności. I w tej części pojawia się mnóstwo fantastycznych postaci. Gdzieś w tle poruszane są ważne sprawy zahaczające o kwestie społeczne, polityczne. Kraina, w której rozgrywa się ta historia – jest ważnym elementem całości – zresztą tak było i jest we wszystkich częściach. Jest to ciekawe uzupełnienie trylogii, ale trzeba być tego świadomym, że „Rebelia” skupia się na Arcturusie, bo … Fletcher jeszcze się nie narodził. Arcturus jest tutaj młodym człowiekiem, pracuje jako stajenny w karczmie przy gościńcu. Nie podoba mu się to życie, nienawidzi arystokratów. Pewnego dnia jednemu z zaklinaczy kradnie skórę. I tak jak się mówi – jest działanie jest i konsekwencja. Ten ruch jest początkiem wielu zmian w życiu Arctursa –bohatera z początku bardzo niedojrzałego, porywczego i podejmującego pochopne decyzje. Musi przejść długą drogę, by wiele rzeczy zrozumieć, spojrzeć na nie z innej perspektywy. I towarzyszenie mu we wchodzeniu w dorosłość jest miłą przygodą czytelniczą.

Wiek 14+

Wydawnictwo Jaguar

niedziela, 28 października 2018

Elmer to najbardziej znany słoń w kratkę na całym świecie. Są wersje dłuższe i krótsze jego przygód. Jakiś czasem temu pojawiły się kolorowe „kartony” dla najmłodszych dzieci. Kilka kart z przygodami słonia, zapoznanie się z książkowym przyjacielem, którego można bliżej poznawać z wiekiem dzięki lekturom dla troszkę starszych dzieci – mianowicie z dłuższym tekstem. Tutaj Elmer spotyka swoich najbliższych przyjaciół i znajomych. Jest ich całkiem spora gromadka: zebra, żyrafa, wąż, kangur, myszka, lew, sowa, niedźwiedź polarny i gepard. Każdy z przyjaciół jest „naj”. Bo na pewno tak w istocie jest – ale jest też „naj”, bo to doskonała okazja ku temu, by maluchy poćwiczyły stopień najwyższy przymiotnika: najbardziej kolorowy, najbardziej pasiasta, najwyższy, najdłuższy, najmniejszy, najbardziej skoczny, najgłośniejszy, najmądrzejsza, najbielszy i najbardziej cętkowany. Ważne też jest przesłanie: każdy z przyjaciół Elemra jest inny i Elmer to akceptuje - i to jest właśnie piękne. Książka zatem rozwija słownictwo i uczy tolerancji w stosunku do innych. Ilustracje bajecznie kolorowe – dobry materiał startowy do „rozwiązywania” języka, do opowiadania o tym, co widać na obrazku.

Wiek 2+

Wydawnictwo Publicat

sobota, 20 października 2018

 

Do tej pory „gościło” u mnie tylko biuro detektywistyczne Lassego i Mai ze Szwecji. Teraz czas na Norwegię. Para dzieciaków: ona - Tiril, on – Oliver. Obydwoje od zadań specjalnych, zachęcają do skorzystania z ich usług. Ponoć „tajemnicze sprawy” to ich specjalność.  Dziadek Olivera wyruszył 10 dni temu na poszukiwania Królowej Dżungli. Para przyjaciół ma podlewać kwiatki i dbać o mieszkanie starszego pana. Tymczasem Oliver otrzymuje od dziadka dziwnego SMS-a z pewną wskazówką. Mają z Tiril przesunąć „wazon z różami”. Cokolwiek to znaczy – jest to początek przygody, której finał będzie w egzotycznych tropikach. Kim jest owa Królowa Dżungli? Dlaczego dziadek Franz znalazł się w opałach? Co oznaczają zaszyfrowane wiadomości? Kim jest tajemniczy pasażer, który śledzi przyjaciół? Czy uda się odnaleźć dziadka całego i zdrowego? W końcu: jakie przygody i niebezpieczeństwa czekają Tiril i Olivera?

Ta książka to nie tylko detektywistyczne śledztwo. To również przygoda, niespodzianki, nagłe zwroty akcji, emocje, gęsia skórka z wrażenia. To też typy spod ciemnej gwiazdy – bo jak wiadomo one zawsze dodają smaczku i pikanterii detektywistycznym historiom. To również śledztwo, które prowadzą sami czytelnicy. Strona po stronie rozwiązują zagadki. Jednym słowem - trzeba mieć oczy szeroko otwarte – bo wskazówki ukryte w tekście okazują się bardzo przydatne. Bogato ilustrowana historia z tropami i radami – co dalej. Książka nadaje się do trenowania czytania – pomogą w tym duża czcionka i dość szeroka interlinia.

Wiek 6+

Wydawnictwo Media Rodzina

wtorek, 02 października 2018

Znam dzieci, które z wielkimi emocjami czekają na każdy nowy tomik serii: „Biuro detektywistyczne Lassego i Mai”. Która to już część? Przyznam się, że musiałam sprawdzić na stronie wydawnictwa: 25. To ładna liczba, nie ma co. Kilku mieszkańców Valleby otrzymało zaproszenie od hrabiego Erika von Farsena na degustację czekolady w starym zamku. Warunkiem było dotarcie do celu na rowerach. Jak się potem okazało – samochody mogłyby przestraszyć młode kaczki, które mieszkają w fosie okalającej starą budowlę. Jest miło, sympatycznie, gościnnie – jednak Maja i Lasse od samego początku są niezwykle czujni. Bo dlaczego służący hrabiego tak na wszelki wypadek zakluczył rowery wszystkich uczestników wyprawy? Dlaczego serwowana czekolada ma posmak taniej czekolady z supermarketu? Dlaczego prawie wszystkie pomieszczenia na zamku są puste – bez mebli i dzieł sztuki? Te są jedynie w jednym pokoju, w którym podejmowani są goście. I to dziwne zachowanie hrabiego i jego służącego. Jak się potem okazało – wszystkie podejrzenia jak najbardziej uzasadnione.

Kolejny tomik serii niesie z sobą wiele niespodzianek, jest tajemnica i jest rozwiązanie. Znów pojawiają się mieszkańcy malutkiego szwedzkiego miasteczka, którzy w tej części dają się skusić na obiecanki cacanki hrabiego. Są czarne charaktery, które są w każdej części o Lassem i Mai przysłowiową wisienką na torcie. Główny bohater potrafi mamić, mówić miłe słówka – człowiek zastanawia się, jak sam zachowałby się w takiej sytuacji. A gdy w planach pojawia się podróż każdego roku na wyspę niedaleko Jamajki. Ooooo – to już naprawdę, nic tylko decydować się na współpracę z Hrabim. Na szczęście Lasse i Maja studzą gorące głowy i pomagają rozwiązać tę kryminalną sprawę.

Duża czcionka, szeroka interlinia, krótkie rozdziały, świetne ilustracje.

„Biuro detektywistyczne Lassego i Mai” trzyma poziom.

Wiek 6+

Wydawnictwo Zakamarki  

sobota, 25 sierpnia 2018

W książce dla dzieci można się zaczytać na zabój. A ten tytuł jest tego dobrym przykładem. Joanna Olech pielęgnuje tradycję dobrych powieści detektywistycznych, których autorami byli Bahdaj, Nienacki, a po które też sięgali chętnie dorośli. I tak jak dama klasycznych powieści tego gatunku, czyli słynna Agatha, umieściła akcję swojej najnowszej powieści na zapyziałe prowincji, na której wszyscy wszystkich znają, a jak ktoś komuś dzień dobry na ulicy nie powie, to pamiętają o tym następne dwa pokolenia. Nic dziwnego, że wszyscy śledzą przybycie miastowego dziwoląga na wakacje – chudzielcowatego nastolatka, który obnosi się w swoich spodniach na kant i wypucowanych butach. Ale jakże pozory mylą – nikt tak jak niby – nudziarz Karolek nie zna się na komputerach. Jest jeszcze Tarantula – charakterna pankówa, której wujem jest sam burmistrz mieściny – człowiek dobrego serca. I jest straszliwy pies – powsinoga, bez pana – Herkules. Ktoś włamał się do muzeum, ktoś zginął w wypadku, kto od blisko pół wieku nie żyje. Po okolicy roznosi się plotka o ukrytym skarbie. Ktoś znika nagle bez wieści, ktoś podsłuchuje baaaaardzo interesujące rozmowy. Oj, w Witkowicach dzieje się tak wiele. Jeśli szukacie dobrej książki dla trochę starszych czytelników, książki, od której oderwać się nie można - polecam ten tytuł. A może też sami się skusicie na małe książkowe – co – nieco. Warto!

Wiek 10+

Wydawnictwo Literatura 

sobota, 28 lipca 2018

 

Jeśli szukacie lektury na lato – a akurat wakacje trwają w najlepsze – „Mateusz i zapomniany skarb” świetnie się do tego nadaje. Książka jest kontynuacją serii o Lilce, która jest siostrą Mateusza – jednak traktowanie lektury jako odrębnej, moim zdaniem nie stoi na przeszkodzie – zwłaszcza gdy czytelnikiem będzie chłopiec i zechce zapoznać się tylko z przygodami rówieśnika, a nie koleżanek – choć przyznaję, że książki o Lilce też czyta się dobrze. („Lilka i spółka”, „Lilka i wielka afera”). Mateusz wraz z siostrą Lilką i mamą udaje się do Amalki. To urocze miejsce bez szczególnych wygód – ale bardzo klimatyczne. Razem z chłopcem z uroków lata korzystać będą ciocie, wujkowie, kuzyni i kuzynki. Jest wesoło, głośno, choć  w tak wielkiej gromadzie bez konfliktów się nie obejdzie. Co chwila ktoś rzuca jakiś żarcik, opowie ciekawą historyjkę, coś ciekawego nieszczególnie szczęśliwego się wydarzy (szambo!). Jest też i tytułowy skarb, o którym dzieci dowiadują się przez przypadek. Otóż dorośli wspominają jak to przed laty, gdzieś w okolicy Amalki ukryli skarb. Nic tylko go odszukać. Przydałby się tylko sprytny plan działania. I dzieci już nad nim pracują.

Książka nie traktuje o trzymających w napięciu wydarzeniach i wciskających w fotel zwrotach akcji. Niemniej ciekawym doświadczeniem było obserwowanie leniwych wakacji pewnej grupki ludzi – tym bardziej, że mój młodszy syn doszukał się mnóstwa analogii z naszą rodziną. Chodziło o powiedzonka, reakcje dorosłych, scenki z życia rodzinnego, problemy dzieciaków – przyznam się, że  w niektórych miejscach śmiechu było co niemiara. W pewnym momencie syn stwierdził nawet, że „odnosi wrażenie jakby ktoś pisał o nas”. Gdyby ktoś chciał nas lepiej poznać (żart) i przeżyć parę wakacyjnych przygód – to jak najbardziej polecam.

Wiek 6+

Wydawnictwo Od Deski Do Deski

czwartek, 12 lipca 2018

 

W serii komiksów o dzielnym kowboju od czasu do czasu pojawiały się już duchy. Najczęściej okazywało się, że za tymi niby „duchami” tak naprawdę kryli się zwykli śmiertelnicy. Czy tym razem będzie inaczej?

Dyliżans Kompanii Przewozowej znika bez śladu. Wraz z nim wszyscy podróżni i cenne bagaże. Dyrektor firmy prosi Lucky Luke’a o pomoc. Ma nadzieję, że sprawa uniknie rozgłosu, a reputacja Kompanii zostanie uratowana. Do sprawy miesza się nie kto inny jak legenda Dzikiego Zachodu Calamity Jane - doskonały jeździec i rewolwerowiec. Kobieta koniecznie chce wyjaśnić, co stało się z jej nowym winchesterem, który również tajemniczo zaginął wraz z dyliżansem.  W komiksie oczywiście znajdziecie klimat Dzikiego Zachodu: powrót do czasów długich sukien, purytańskich konwenansów i obyczajowości – oj, Calamity Jane siała zgorszenie wśród dam, które zawsze pobożne, dobrze ubrane, grzeczne i wychowane, stroniące od alkoholu. Są tu i napady rzezimieszków, jakich w tamtych czasach na Wild West nie brakowało. Whisky leje się strumieniami, słychać co chwila świst kul, całość rozgrywa się w charakterystycznym klimacie – ale czy w rzeczywistości było inaczej? W każdym razie ta część serii to dobra zabawa, ciekawi bohaterowie, obraz dawnych czasów i kolejna zagadka, którą udaje się rozwiązać kowbojowi. Mój starszy syn w czasie posuchy komiksowej mówi: Oj tam, Lucky Luke! Jemu to się zawsze wszystko udaje, jest zbyt przewidywalny. Ale gdy tylko pojawi się nowy tytuł w domu, zaciera rączęta, po czym doskonale się bawi i nie może oderwać się od lektury. To są właśnie takie czary tej serii. U Was też?

Wiek 8+

Wydawnictwo Egmont

poniedziałek, 09 lipca 2018

 

Historie, po których na pewno dobrze się śpi, ale które są niekoniecznie do czytania tylko i wyłącznie przed snem. Oj, a z tym spaniem, jak się okazuje, są całkiem spore problemy. Przekonała się o tym grupka zwierząt – przyjaciół: Zając, Niedźwiedź i Sowa. Postanowili oni we trójkę założyć zespół muzyczny. W repertuarze głównie kołysanki. Jednak przyszli potencjalni słuchacze (a nawet wykonawcy utworów) chodzą spać o tak różnych porach, że zebranie wszystkich w jednym miejscu i o jednym czasie jest po prostu niemożliwe. Dla takich sów najlepszą kołysankową porą jest … wczesny ranek. Dla zajęcy – wieczór. A niedźwiedzie? – z nimi to jest dopiero problem. Kładą się one bowiem spać na jesieni, a wstają wiosną.

W kolejnej historii „Szczęściarz” sprawdza się stare porzekadło, że szukamy czegoś bardzo daleko, co jest tak naprawdę blisko. A do szczęścia niewiele brakuje. Ot choćby to, by mieć jeden brzuszek, dwoje uszu, jeden ogonek i tak dalej i tak dalej. I nic tak nie gwarantuje spokojnego snu, jak wewnętrzne przeświadczenie poparte licznymi obliczeniami, że ma się wszystko na swoim miejscu, w odpowiednich ilościach. Kotek Lulek jest prawdziwym szczęściarzem.

Koza Fionka urodziła się pod najjaśniejszą z gwiazd Kapelą, nazywaną również Amalteą lub Kozą. Jeśli orientujecie się w Mitologii, Amaltea była mitologiczną kozą, która swoim mlekiem wykarmiła nie kogo innego jak boga bogów czyli Zeusa. Tymczasem wspomniana już Fionka kuleje i nie może skakać jak inne kozy. Po wysłuchaniu opowieści o Amaltei Fionka dostaje się na niebo, gdzie rezolutnie zaczyna zlizywać Drogę Mleczną. W końcu spotyka Amalteę, która na chwilę chce odwiedzić Ziemię i szuka zastępstwa w gwiezdnym zaprzęgu. Chyba nie muszę pisać, że Fionka z chęcią skorzysta z tej propozycji.

W zielonym domku ciągle dzieje się coś dziwnego. Giną różne przedmioty, ktoś kruszy ciasteczkami, zostawia ślady swej bytności. Tym ktosiem okaże się krasnoludek w bejsbolowej czapce i trampkach (pewnie nie tak wyobrażaliście sobie krasnoludka?) Bąbel – bo tak ma na imię – bardzo chce wrócić do siebie. Tylko gdzie jest tunel. Gdzie? W poszukiwaniach pomoże mu pewna dziewczynka.

W książce znajdziecie razem dwanaście dobranockowych opowiadań. Przewijają się przez nie zwykłe dzieci, ludki, zwierzęta, stworki, księżniczki. Odwiedzacie różne miejsca, bajeczne krainy, ale też zwykły najzwyklejszy las. Nie ma  w tych opowieściach przemocy. Są za to zabawa, tajemnice, mniejsze i większe problemy do rozwiązania. Są w końcu przygody, które można przeżywać z ich bohaterami. Książka jest bajecznie zilustrowana, większego formatu. Nie ma rozkładówki bez ilustracji. Magdalena Kozieł-Nowak stanęła na wysokości zadania. Tak więc – gdyby padało, zrobiło się zimno – sięgnijcie po „Dobranocki”. A gdy wróci piękna pogoda i ciepłe wieczory – też sięgnijcie po „Dobranocki”, bo one są na pogodę i niepogodę.

Wśród autorów: Maria Łastowiecka: „Kto kiedy zasypia”

Małgorzata Strękowska-Zaremba: „Szczęściarz”

Zofia Stanecka: „Podniebna podróż kozy Fionki”

Beata Ostrowicka: „Kulka, kalejdoskop i księżycowy ogórek”

Paweł Beręsewicz: „Grabki”

Agnieszka Tyszka: „O Pururencji i Rezedzie”

Grażyna Bąkiewicz: „Walizka wuja Leona”

Justyna Bednarek: „Karolina i Baba Sowa”

Zofia Beszczyńska: „Jak znaleźć czarownicę”

Roksana Jędrzejewska-Wróbel: „Kłopot”

Barbara Kosmowska: „O Nocy, która cierpiała na bezsenność”

Joanna Fabicka: „O małym Strachobździlu i wielkiej odwadze”

Wiek 4+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

środa, 25 kwietnia 2018

Kolejne pokolenie pochłania Herry’ego Pottera. Mój syn już nie wiem który raz słucha całej serii. Przed snem zawsze  musi być audiobook i tak od kilku tygodni – grubaśna edycja z nagraniem siedmiu kolejnych tomów w interpretacji Piotra Fronczewskiego i Wiktora Zborowskiego. A że wieczorem po domu się niesie – Harry’ego słucha chcąc nie chcąc cała rodzina – z tatą włącznie. Dla miłośników serii do dyspozycji wersja ilustrowana. Ta, dawkowana jakby w myśl starego porzekadła: czekanie na przyjemność jest większą przyjemnością aniżeli sama przyjemność. Choć akurat w tym przypadku czytanie TAKIEJ książki to też prawdziwe delicje. Warto czekać, bowiem każda kolejna część pojawia się raz do roku.

Do tej pory ukazały się trzy kolejne części:  Harry Potter i Kamień Filozoficzny, Harry Potter i Komnata Tajemnic i najnowsza: Harry Potter i Więzień Azkabanu. Fajnie widać emocje mojej młodszej siostry i siostrzenic wychowanych na Harrym, jak z wypiekami na twarzy komentują kolejny tom, jak oceniają a dyskutują przy tym – że hej.

Ja nie należę do pokolenia małego czarodzieja, ale zawsze z przyjemnością sięgałam po kolejny tom. Pamiętam jak przed laty wymieniałyśmy się opiniami na temat książki z koleżanką polonistką i jak się nadziwić nie mogłyśmy, czego to ludziska chcą od tej książki (to przeciwnicy), bo jej fanów doskonale rozumiałyśmy. I cały czas staram się zachęcić do czytania książki. Wiem, że wiele dzieci obejrzało filmy do poszczególnych części, że do nich wraca. Ale to nigdy nie będzie TO. Fajne były reakcje moich dzieciaków po obejrzeniu ekranizacji: tego nie było, i tego nie było, i jeszcze tego nie było. W każdym razie w trzeciej części Harry dorasta , bo swego czasu rósł regularnie wraz ze swoimi czytelnikami. Tymczasem z więzienia dla czarodziejów Azkabanu ucieka niesamowicie groźny przestępca. Fakt ten będzie miał duży wpływ na dotychczasowe życie Harry’ego. W tej części widać jak cała seria nabiera powagi (choć rozśmieszają żarty przyjaciela Harry’ego – Rona) i swego rodzaju grozy.

To już nie tylko niewinne bajeczki. Harry staje się nastolatkiem, podobnie jak czytelnicy przygotowywani stopniowo na więcej. W tej części na pierwszy plan pięknie wysuwa się zagadnienie przyjaźni – takiej na zawsze. Są momenty wzruszające i pełne emocji. W kilku miejscach można naprawdę poobgryzać paznokcie z nerwów o naszych bohaterów. I do tego jeszcze te ilustracje J. Kay’a. Jest ich mnóstwo. Niekiedy tylko w formie ozdobników na stronie, innym razem jako niepozorny element wpleciony gdzieś w tekst. Ale są i ilustracje jedno- i dwustronicowe. Można w nieskończoność analizować asortyment sklepu z magicznymi stworzeniami, Mapę Huncwotów i Polowy Przewodnik Czarodzieja. Pisałam już wcześniej, że to delicje? Potwierdzam.


Wydawnictwo Media Rodzina

piątek, 23 lutego 2018

Trochę głupio na początku 2018 pisać, że właśnie ta książka będzie Książką Roku. Ale wszystkie znaki na niebie jak i baaardzo zadowolone miny czytelników (w rodzinie) wskazują na to, że będzie miała ona mocną pozycję wśród innych kandydatek. Trochę się na nią „uwzięliśmy” – postanowiliśmy bowiem, że będziemy ją czytać stadnie – tzn. rodzinnie. I trochę to trwało, bo lektura liczy sobie 544 strony, w dodatku czcionka drobna, tekstu naprawdę dużo. Ale właśnie długie zimowe, wręcz leniwe wieczory przełomu 2017/2018 będziemy kojarzyć z przygodami Tiurego. A liczba stron? W końcu epos rycerski powinien być i wagi i gabarytów słusznych. Bo to jest taki trochę współczesny (i trochę nie, bo z lat 60-tych ubiegłego wieku) epos rycerski  - wprawdzie nie do końca wpisuje się w ramy definicji gatunku – ale ja prywatnie tak go traktuję. Może ta nasza rodzinna miłość do tej książki wynika z zainteresowań: dużo tu nawiązań do rycerskiego życia i rzemiosła, pojawiają się dzielni rycerze, o których krążą legendy. Wymyślony świat ze swoimi bohaterami, do złudzenia kojarzący się z epoką średniowiecza. Jak już wspomniałam: lektura niemłoda – jej pierwsze wydanie datuje się na rok 1962. Na okładce znajduje się informacja, że jest to „powieść rycerska, która została uznana za najlepszą holenderską książkę młodzieżową drugiej połowy XX wieku”. Fiu, fiu – a to coś znaczy. No i nasze zachwyty w pełni uzasadnione. I choć raczej jak do jeża podchodzę do rekomendacji okładkowych – akurat w tym przypadku całkowicie się z nimi zgadzam.

Powieść traktuje o przygodach i czynach 16-letniego młokosa Tiuriego, syna Tiuriego Walecznego. Jest giermkiem na dworze króla Dagonauta, gdzie co 4 lata odbywa się rycerskie pasowanie. W tym czasie trzeba wykazać się nienagannym zachowaniem, czynić dobro, ćwiczyć sztukę walki rycerskiej. Punktem kulminacyjnym tego okresu próbnego jest nocne czuwanie przed uroczystością pasowania.  Książka zaczyna się właśnie w tym momencie: Tiuri wraz z innymi kandydatami po latach terminowania jako giermek ma spędzić noc w kaplicy. Chłopcy czekają na tę noc z obawami, ale i z tęsknotą. Wszak kolejny egzamin rycerski – odbędzie się dopiero za cztery lata. Muszą jednak spełnić jeden bardzo istotny warunek: nie mogą reagować na żadne sygnały ze świata zewnętrznego, nie mogą z nikim rozmawiać, nikomu otwierać drzwi. Jednym słowem: muszą pozostać głusi i niemi. Jeśli nie podporządkują się tym ustaleniom mogą zapomnieć o zostaniu rycerzem. A gdy coś pójdzie nie tak – mogą próbować jeszcze raz, ale dopiero za cztery lata. Dla takiego młodego chłopca – to przecież wieczność. Oczywiście można się było tego spodziewać, że ktoś zapuka, ktoś coś będzie wołał, o coś prosił, a główny bohater zareaguje. I choć z jednej strony serce krzyczy: „Nie otwieraj, bo nie zostaniesz rycerzem. Nie bądź głupi, przecież znasz zasady”– to bez otwarcia tych drzwi nie byłoby tej książki, a  Tiuri nie zostałby tym, kim się stał na końcu. Nawet w jednej ze scen głupek Marius przy ponownym spotkaniu z Tiurim pod koniec książki stwierdza: : „Jesteś inny, a jednak taki sam”. Tiuri decyduje się podjąć wyzwanie i udać się w długą podróż z misją do króla sąsiedniej krainy. Ta wyprawa będzie obfitować w moc niebezpieczeństw, spotkania dobrych i  złych ludzi, pobyt w ciekawych miejscach. Oj, średniowieczni minnesingerzy, trubadurzy, czy późniejsi meistersingerzy znaleźliby niewątpliwie dużo tematów do swoich pieśni o Tiurim – o ile takie by powstały. Ta powieść ma też coś wspólnego z gatunkiem „Bildungsroman”. Główny bohater - mimo i tak wielu już pozytywnych cech, nabiera podczas swojej wędrówki nowych doświadczeń, dojrzewa, mężnieje. Nie dziwi zatem stwierdzenie wspomnianego Mariusa: niby taki sam, a jednak inny. Czy Tiuri zrealizuje tajną misję, czy zostanie mimo swojego sprzeniewierzenia się przyjętym zasadom pasowany na rycerza? Nie zdradzam.  I w końcu najważniejsze pytanie: czy możemy liczyć na kontynuację tej serii w Polsce, bo już wyszperałam w Internecie, że takowa istnieje.

Książka ma czarno-białe ilustracje, które dzięki takiej, a nie innej kolorystyce, realistycznym scenom są jakby dokumentem tej podróży.  Z jednej strony to świat baśniowy, wymyślony - z drugiej zaś posiadający wiele realistycznych elementów, postaci, wydarzeń - które mogły się wydarzyć, bądź mogły istnieć naprawdę. Jest jeszcze mapka na wyklejce, która okazała się być strzałem w dziesiątkę. Nie powiem (bo nie liczyliśmy), ile razy sprawdzaliśmy na niej aktualny punkt pobytu Tiuriego, dyskutowaliśmy, którym traktem chłopak  mógłby jechać, gdzie kto mieszka. Ale przecież bez tych wszystkich trudnych punktów zapalnych, pułapek, szwarccharakterów nie byłoby tej książki, którą Wam gorąco polecam.

Wiek 10+

Wydawnictwo Dwie Siostry

środa, 03 stycznia 2018
wtorek, 02 stycznia 2018

Powieść Justyny Bednarek o dziwacznym wynalazcy dobrze się czyta. Budowane przez nią zdania mają w sobie TO COŚ. Pisze nie tylko ciekawie, ale i pięknie, ze smakiem buduje frazy. „Pan Kardan” to książka, która naprawdę z wielu względów zasługuje na uwagę – nie tylko tych językowych.

To przede wszystkim świetna przygodówka, która uzmysławia szaremu człowiekowi (takiemu jak ja), że w dniu codziennym może spotkać nas coś niespodziewanego, niezwykłego. Za rogiem czają się emocje, tajemnica. A sąsiad, który do tej pory miał być tylko marudą i starym zrzędą, okazał się tak naprawdę cudownym i wartościowym człowiekiem, od którego można się wiele nauczyć. Proszę Państwa: zwykłe krzaki w ogródku, sterta złomu, podwórko, ławeczka (może nawet i z duchem, a któż to wie?) mogą kryć w sobie potencjał – do zabaw, pomysłów, wynalazków, pozytywnych wariactw, które sprawią, że nasze życie będzie …inne niż do tej pory.

Kolejny powód, by chwycić za książkę: to właśnie radość z bycia z drugim człowiekiem. Tak się składa, że moje okno kuchenne „wychodzi” akurat na ulicę z wygodnym chodnikiem, po którym chodzą, spacerują ludzie w różnym wieku. Czasem sami, często w  towarzystwie – i co smutne – w większości wszyscy pochyleni i zapatrzeni w migające ekraniki smartfonów, tabletów. Oj, mamy i tatusiowie pchający swoje pociechy w wózkach. Jedną ręką, bo w drugiej króluje oczywiście cudo techniki. Opowieść Justyny Bednarek niesie optymistyczne przesłanie, daje wiarę w człowieka, że mimo wszystko lubimy innych, lubimy z nimi przebywać, po ludzku …gadać. A nie tylko na portalu społecznościowym – nieeee, właśnie w realu. Tak jak ma to miejsce  w tej książce. Człowiek potrzebuje drugiego człowieka. I co jeszcze cenniejsze – młodzi potrafią znaleźć nić porozumienia ze starszą generacją. Piękna i wartościowa jest przyjaźń zwariowanego wynalazcy, pana Kardana z małym Michałkiem. Marzenia, by znaleźć się kiedyś w Księdze Rekordów Guinnessa, są początkiem – najpierw znajomości, a później – już relacji przyjacielsko – rodzinnych. Tak, tak, bowiem pan Kardan nazywa Michałka swoim wnukiem i każe do siebie mówić „dziadku”. W każdym razie wiek nie jest przeszkodą do szukania wspólnych tematów do rozmów, zainteresowań. A co ciekawe – jedni od drugich możemy wiele się nauczyć.

Fantazja. Króluje w tej książce – przez duże „eF”. Wielkie brawa za vetustas – maszynę potrafiącą przywołać obrazy z przeszłości. Nie będę Wam teraz wykładała wszelkich technicznych możliwości wynalazku pana Kardana. W każdym razie maszyna rozbujała wyobraźnię młodego czytelnika, który raz po raz  zaczynał bujać w obłokach i w myślach poczynał obmyślać swoje wynalazki. Kto wie, może vetustas będzie początkiem wszystkiego w życiu któregoś z czytelników? W każdym razie przygody z vetustasem świetnie bawią i jednocześnie pobudzają wyobraźnię. Kto wie, kto wie jaki będzie ciąg dalszy. Ale to już prywatne, osobiste opowieści, o których na razie cicho-sza.  

W końcu humor. Co rusz pojawiający się choćby w scenach z kurami: Sherlock i Watson. Trzeba przyznać, że obydwa zwierzaki wniosły dużo kolorytu do fabuły. Jestem w każdym razie pewna, że po tej lekturze żadna kura (niekoniecznie rasy sussex) nie będzie już tylko zwykłą kurą. Jest i czarny humor, którego doszukać można się w scenach z Błażejem Bałamutem – czarnym charakterem, który z kolei sprawił, że emocje podczas lektury niekiedy sięgały zenitu.

Jest i refleksyjny motyw dwójki rodziców Michałka – niegdyś szalonych młodych ludzi, którzy potrafili udać się na motorze tam, gdzie ich oczy poniosą. Teraz zasiedzeni w swoim domku, ustatkowani, zbyt racjonalni i praktyczni, by móc nadal marzyć i bujać w obłokach. Gdzieś zagubili w sobie „swoje dziecko”, które na szczęście pomoże im odnaleźć skok kota przez serce tatusia. Nieee, oczywiście nie wyjawiam, co mam na myśli.

Myślę, że tymi krótkimi refleksjami zachęcę Was do sięgnięcia po lekturę.

Wiek 6+

Wydawnictwo Bajka

czwartek, 19 października 2017

Tytuł od razu skojarzył mi się z postacią Ryszarda Lwie Serce. Król Anglii brał udział w wyprawach krzyżowych i do dziś jego bohaterstwo i męstwo są opiewane w bajkach, filmach i książkach.  Nasz bohater tymczasem też jest dzielnym człowiekiem, który przeżywa mnóstwo przygód i musi stawić czoła niebezpieczeństwom. Co ciekawe, to właśnie mały czytelnik może zadecydować o losach rycerza, posłać go tam, dokąd uważa za słuszne. Czasem prowadzi go przez wiele kartek, miejsc – a tu – bach – trzeba wrócić do początku. Tak więc, niech Was nie zmyli cienka grubość lektury, bo ta akurat o niczym nie świadczy. Powroty do punktu wyjścia, w sam środek wyprawy, powodują, że czytanie zaczynamy od początku. I nawet jeśli pojawi się u dziecka irytacja, za chwilę jest radość, że oto znów udało się przejść kolejny etap.

Oprócz rycerza pojawiają się inni bohaterowie – i dobrzy, i źli: Jelonek Rogacz (ten jest baaaardzo nieuprzejmy), Pstrągowa Dama (oj, budzi grozę), hrabia Królik, ciemny pies czy grzeczny (!!!) diabeł. Drogi prowadzą do wielu ciekawych miejsc: w głąb drzewa, do sali herbowej, na turniej rycerski, do labiryntu pełnego schodów, jaskini lwów, dziwnego lasu. Można poza książką z dzieckiem porozmawiać o tych miejscach. Może przyjdą im do głowy jakieś ciekawe opisy.

Dziecko, chcąc przejść do kolejnego etapu, musi rozwiązać pewne zadania: odnaleźć hełm Jelonka Rogacza, różnice w herbach, instrumenty ukryte w jaskini, klucze, rybkę. Dzieci na pewno poradzą sobie z tymi wyzwaniami.

Książka ma ciekawą szatę graficzną, wyraziste choć nieprzeładowane kolory. I moim zdaniem ma wiele plusów. Po pierwsze: ćwiczy kreatywność. Dziecko musi trochę nagłowić się, którą drogę wybrać. Nie wie, co go czeka na kolejnym etapie. Może w małej główce analizować różne za i przeciw. Po drugie: ćwiczy spostrzegawczość: ta przyda się w poszukiwaniu rozwiązań do postawionych zdań. Po trzecie: uczy cierpliwości: zanim mały czytelnik dojdzie do mety trochę wody w rzece upłynie. Kilka razy dziecko będzie musiało zawrócić i zaczynać od nowa. Po czwarte: dziecko uczy się, że jest działanie – jest i konsekwencja. Każda decyzja niesie z sobą brzemienne skutki. Nie są one zawsze miłe. Po piąte: dziecko uczy się przegrywać. W drodze do mety czekają różne niebezpieczeństwa, nie wszystkie etapy uda się przejść z tarczą. Każda porażka czegoś uczy. Ważne: co nas nie zabije to nas na pewno wzmocni. Po szóste: buduje relacje z rodzicami. Bo tę książkę najlepiej czyta się  kimś. Można dyskutować, spierać się, śmiać się, dopowiadać historie. Czy może być coś piękniejszego?

Wiek 4+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

czwartek, 25 maja 2017

Ulica wcale nie nazywa się ulicą Awanturników, tylko ulicą Garncarzy. A jej dziwne miano? To za sprawą trójki dzieciaków. Przyjrzyjmy się zatem trzem (po poznańsku) rojbrom. Bo takie określenie jak najbardziej do nich pasuje. Jonas, trochę młodsza Mia Maria i najmłodsza czteroletnia Lotta. Mieszkają w żółtym domku przy małej uliczce. Dzieciaki mają głowy pełne różnych pomysłów na przygody i zabawy. Oj nie – nie nudzą się wcale – tego jestem pewna. Ich życie to małe miasteczko z rynkiem, szkoła, a przede wszystkim ulica, która jest plenerem, na którym rozgrywają się różne scenki z życia rodzeństwa. Są i dorośli towarzyszący „awanturnikom”: rodzice, sąsiedzi, dziadkowie. Właśnie z tymi osobami związane są tytułowe przygody: spotkania, dyskusje, rozmowy, kłótnie. Dzieciństwo jakiego na próżno szukać w dzisiejszych czasach. I tak na przykład: dzieci planują podczas wyjazdu do dziadków sadzenie cukierków, bawią się w piratów, aniołów stróżów, w szpital. Ukoronowaniem możliwości dziecięcej wyobraźni jest scena przedstawiająca małą Lottę stojącą na kupie gnoju w deszczu – po co? Jak to po co? – By urosnąć. Proste? Baaardzo proste.

Tak sobie po cichu myślę, że te historie opisane przez Astrid Lindgren dla wielu współczesnych małych czytelników zabrzmią nieprawdopodobnie. (Nie piszę, że wszystkie dzieci). Wiele maluchów dobrze obeznanych jest z obsługą gadżetów, głośnych zabawek, tabletów, laptopów. Niedawno przeczytam gdzieś o zatrważających danych, jakoby więźniowie mieli dziennie spędzać więcej czasu na wolnym powietrzu niż przeciętne dziecko w Polsce. Czy można zmienić otaczająca rzeczywistość? W takich realiach ulica Awanturników urasta do symbolu krainy dzieciństwa, gdzie czas i miejsce na zabawę, psoty, wrzaski, śmiech, brudne i podarte spodenki. Wyobraźnia  aż kipi od pomysłów, dnia nie starcza, by je zrealizować. Starsi szanują dzieci i odwrotnie. Panuje zrozumienie – choć problemów nie brakuje.

Ta książka to gratka dla miłośników Astrid Lingren i jej ilustratorki: Ilon Wikland. Takie książki sprawiają, że jakoś cieplej na sercu. Wzruszam się, roztkliwiam nad tą ulicą Awanturników, zatrzymuję na dłużej – wierzcie mi – naprawdę warto. W mojej głowie ciągle tkwi historia z innej książki (Portrety Astrid Lindgren), o tym jak pewnego dnia do Astrid, do redakcji wydawnictwa, w którym pracowała pisarka, przyszła młodziutka, zaledwie 23-letnia kobieta – z maleńkim dzieckiem na ręku. To uciekinierka z Estonii, ilustratorka - poszukująca pracy. I tak już zostało – Ilon Wikland, bo to ona była tą młodą mamą, jest autorką wizerunku dzieci z Bullerbyn, Madiki, Lotty i wielu innych.

Wiek 4+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

czwartek, 27 kwietnia 2017

Król Gromoryk rozkoszuje się pięknem kolejnego dnia podczas spaceru w pałacowym ogrodzie. Jego rozmyślania przerywa nagle głośne „kuku”. Jakże wielkie jest jego zdziwienie, gdy okazuje się, że za owym kuku stoi nie kto inny jak badacz kukułek: kot Gaduła. I tu zaczyna się zabawa na całego – rozeźlony król rusza w pogoń za Gadułą. I tak przez cały boży dzień  ta dwójka goni za sobą – raz w prawo, raz w lewo i na odwrót. Po krzakach, chaszczach, gęstwinach traw i zarośli. To doskonała okazja, by opanować trudne pojęcia lewej i prawej strony, interesujące zjawiska astronomiczne związane z wędrówką Ziemi wokół Słońca. W tym czasie gdy król Gromoryk i kot Gaduła biegają w najlepsze po krzakach i, jak się potem okazuje, przy okazji wydeptują labirynt, najmłodsi mogą wykonywać równolegle różne zadania, które znajdują się na każdej stronie u dołu kartki. To okazja, by opanować pojęcia: wspomnianej już lewej i prawej strony, najmniejszy, najkrótszy. Należy pomóc królowi w labiryncie, który ma doprowadzić go do pysznej jajecznicy. Jest i drugi labirynt, który wiedzie dwójkę bohaterów do środka polanki.


Książka jest częścią serii o królu Gromoryku - Czytam Główkuję. Podobnie jak w innych są tu duże litery ułatwiające początkującym miłośnikom książek czytanie, szeroka interlinia. Na końcu – Dyplom sukcesu. Podsumowując: to zabawna historia fabularna, która rozwija myślenie i kreatywność u dziecka. Cudne są ilustracje Ewy Poklewskiej-Koziełło. Ten odcinek podoba mi się szczególnie – a to ze względu na mnogość elementów florystycznych – to taki mój konik ilustracyjny:) Są również naklejki, które dzieci mogą wykorzystać w odpowiednich miejscach.


Wiek 4+

Wydawnictwo Egmont

niedziela, 13 marca 2016

Felek i Tola mają już swoich wiernych fanów. Przypomnę tylko: Tola to zajączka, a Felek - lisek. Przyjaźnią się do dawna, mieszkają w zielonym lesie, przeżywają różne przygody, spędzają wspólnie czas, razem udają się w podróż. W czwartej już części przygód tej pary pojawiają się kuzyn Felka, vel Kuzyn właśnie i Kojot, vel Kundel. Oj, tej dwójce  niezbyt dobrze patrzy  z oczu. Przeczucia nas nie mylą, bowiem planują oni kradzież. Właśnie zaczynają knuć perfidny plan. Kuzyn ze smutkiem stwierdza, że on to nie ma niczego. Za to Felek posiada dużo fajnych rzeczy kanapę, przyjaciół. Postanawia zatem okraść swego kuzyna. Pewnego dnia razem z Kundlem zjawiają się na Felkowej polance i zaczynają rozrabiać. Wiadomo rodziny się nie wybiera, i Felek nic nie może za zachowanie Kuzyna. Felek ma dużo cierpliwości, w stosunku do Kuzyna. Tłumi ostrzeżenia Toli, by baczyć na gościa. Jednak kiedy para rabusiów porywa ich wspólnego przyjaciela: Jo, czara goryczy się przelewa.

Trzymająca w napięciu detektywistyczna opowieść dla najmłodszych. Bez przemocy, z humorem, pokazująca gafy i wady dwójki złoczyńców. Jednak mimo tego, że Kuzyn i Kojot popełnili przestępstwo, to jednak w jakiś sposób budzą sympatię, a nawet współczucie. Nic im się nie udaje, są samotni zdani tylko na siebie, bez przyjaciół, zazdrośni o innych. Z drugiej strony książka pokazuje, jak wspaniałą wartością jest przyjaźń. Komuś źle się dzieje, inni ruszają na ratunek. Pokonują niebezpieczeństwa, poświęcają się, by uratować jedno malutkie życie. Akcja ratunkowa, ubarwiona licznymi przygodami, zabawnymi dialogami, sytuacjami. Książka przeznaczona jest głównie dla dzieci, które zaczynają przygodę z czytaniem. Duża czcionka, szeroka interlinia, wciągająca fabuła, kolorowe ilustracje, bohaterowie z charakterem. Oczywiście bardziej zaprawione w literowym boju, mogą również skorzystać.

Wiek 3+

Wydawnictwo Dwie Siostry

 

czwartek, 18 lutego 2016

 

Wciągająca opowieść detektywistyczna w klimacie Pana Samochodzika Zbigniewa Nienackiego. Sam autor – Arkadiusz Niemirski – jest autorem kilku kontynuacji samochodzikowej serii. W tej książce głównym bohaterem jest  Artur Burski – nauczyciel matematyki – ponoć „nudny aż do bólu” (to eksnarzeczona), wymagający – (to uczniowie). Po trosze dziwak uważający matematykę za naukę humanistyczną, wielbiciel zagadek i tajemnic. Burski bierze udział w tytułowym pojedynku detektywów. Ci zjechali na zamek w Oporowie koło Kutna. Tutaj stoi przed nimi zadanie: na tajemniczej tabliczce znalezionej w trumnie biskupa Władysława Oporowskiego znajdują się dziwne znaki. Muzeum Wnętrz Stylowych mieszczące się w zamku uważa, że owe hieroglify są wskazówką do kryjówki wielkiego skarbu. Przed grupą detektywów (różnorodne i skomplikowane indywidua) stoi zadanie odszyfrowania zagadki. Warto pogłówkować, tym bardziej, że nagroda jest wysoka – 20 tysięcy euro to łakomy kąsek dla każdego z uczestników. Czy się uda?

Oprócz ciekawego wątku detektywistycznego i przygodowego Niemirski wplótł do akcji historię rodziny Burskich.  Dwójka braci - Artur i Marek – różni jak ogień i woda. Ten drugi niesamowicie zdolny, Smarkacz, z „genem nowoczesności po matce”, z kryminalną przeszłością. Bracia spotykają się po latach właśnie w Oporowie. Pojedynek pojedynkiem , jednak pewne rodzinne sprawy trzeba załatwić. Czy będą ze sobą rywalizować czy współpracować? Czy się pogodzą? Oczywiście nie zdradzę żadnych  szczegółów, by nie popsuć satysfakcji podczas czytania.

 Niemirski po „Testamencie bibliofila” oferuje kolejną udaną młodzieżówkę, w której jest miejsce na wiele elementów z historii, geografii i matematyki. Mowa jest też o męskich uczuciach i odczuciach. Młody czytelnik chłonny wiedzy i przygody ma możliwość poznania tajników pracy detektywów, gdzie są niebezpieczeństwo, wielkie emocje ale i olbrzymia satysfakcja.

Wiek 12+

Wydawnictwo Skrzat

piątek, 12 lutego 2016

Pewnie znacie już Krzysię. Pisałam o niej kilka razy. Rezolutna dziewczynka, która czyści i poleruje miecze w zbrojowni. Jest przecież Strażniczką Mieczy na Zamku Jutrzenki sir Benedykta. Niedawno ukazała się czwarta część serii traktująca tym razem o turniejowych perypetiach.

Do zamku zjeżdżają się kupcy, tancerze, grajkowie, rycerze i giermkowie. Organizowany jest turniej. Potyczki potyczkami – a przecież wokół tyle się dzieje. I to jest wielka wartość dodana tej opowieści. Z jednej strony dzieci poznają dalsze losy Krzysi i jej przyjaciół, z drugiej zostają wciągnięte w wir turniejowych przygotowań. Śledzą kupców, którzy rozstawiają kramy z wyrobami ze skóry, pysznymi plackami, garnkami, świecami, ziołami. Wszędzie panują krzątanina i gwar gawiedzi.  Dowiadują się, jakie metody leczenia złamań stosowali średniowieczni medycy. Są świadkami stawiania namiotów i budowania trybun dla publiczności. Towarzyszą Krzysi przy czyszczeniu mieczy. Zorganizować turniej nie jest łatwo. Tymczasem dziewczynka marzy o tym, by kiedyś wziąć udział w turnieju. Nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, że jej marzenie za chwilę się spełni. Giermek Edward poturbował się bowiem przy upadku z konia i ktoś musi go zastąpić. Sir Benedykt wyznacza na jego miejsce … Krzysię.

Jak wypadnie dziewczynka podczas turnieju? Czy klacz Bella da się okiełznać? Jak skończy się konflikt z Rufusem, Strażnikiem Łuków?

Zachęcam do podsunięcia tej książki najmłodszym. Duże litery, szeroka interlinia i wciągająca fabuła na pewno nie pozwolą się tak łatwo oderwać od lektury.

Wiek 6+

Wydawnictwo Literówka

sobota, 23 stycznia 2016

Zuzanna Orlińska w najnowszej detektywistycznej opowieści wraca do czasów dzieciństwa. Zresztą wzbogaca książkę fotografiami z rodzinnego archiwum (patrz: wyklejka). We wstępie zaznacza co jest prawdą, a co fikcją, a co tylko przypuszczeniem. Ale co tam – słowo pisane, podsycone wyobraźnią, daje wiele możliwości. Również takich – jak przeniesienie się  w czasie, do znanych kątków i zakątków, spotkanie ludzie, których już nie ma – a którzy byli, a których być może nigdy nie było. Efekt jest niesamowicie interesujący – powstała powieść kryminalna dla dzieci, w klimacie „Szatana z siódmej klasy” i awanturniczych powieści Niziurskiego. Orlińska nie wahała się oddać steru w ręce dwóch rezolutnych nastolatków, którzy dzięki młodzieńczej ciekawości i odwadze, inteligencji pokonują starszych. „Pokonują” czyli przyczyniają się do rozwiązania zagadki. Młodego czytelnika na pewno zaciekawi wątek detektywistyczny, ciut starszego – ciekawy kontekst społeczno – historyczny. Lata 30- te poprzedniego wieku zawsze stanowiły ciekawe spektrum dla rozwoju fabuły. Wojna, która ma wybuchnąć za 9 lat także i tutaj zostawia swoje ślady – przede wszystkim w działalności tajemniczego profesora Freya, który na początku powieści przejawił ogromne zainteresowanie zabytkową antabą z klasztornych drzwi w Czerwińsku.

W Czerwińsku pojawia się tajemniczy jegomość: Trąbiszewski. Twierdzi, że jest artystą i chętnie pomógłby przy pracach konserwatorskich w klasztorze. Jednak człowiek ów nie przejawia zbytnio talentów w tym kierunku, co więcej: najbardziej interesują go klasztorne drzwi, które opukuje, starannie ogląda i przy których odkręca to, co tylko odkręcić się da. Jego zachowanie zwraca uwagę pary nastolatków: Bronki i Jerzyka, tym bardziej, że za dni kilka w miasteczku ma się pojawić sam prezydent RP: Ignacy Mościcki. Czyżby Trąbiszewski planował zamach? Próba wyjaśnienia tej zagadki prowadzi do różnych ciekawych miejsc w Czerwińsku i okolicy, gdzie różne lasy, zarośla, Wisła i stare zapomniane ruiny kościoła pw. Św. Wojciecha. W końcu prowadzi do ciekawych ludzi: m.in. do Kornela Makuszyńskiego, który przemyślanie został tutaj przemycony do fabuły. Nie wiem, może to swego rodzaju hołd oddany jednemu z najbardziej popularnych autorów powieści młodzieżowych przed wojną, pisarzowi, którego powieści po 45 roku znalazły się na komunistycznym indeksie – on sam zaś żył biednie, zapomniany i odsunięty na bok. W powieści spotykamy całe mnóstwo ciekawych postaci, które nieodłącznie kojarzą się z Dwudziestoleciem Międzywojennym. Sama powieść jest napisana z pazurem, ciekawymi dialogami. Jest miejsce na przemyślenia bohaterów, opisy miejsc i charakterów. Koniec jest zaskakujący. A sama książka wywołuje apetyt na odwiedzenie miejsc opisanych w tej książce. Kto wie – może kiedyś …ktoś…

Wiek 9+

Wydawnictwo Literatura

czwartek, 19 listopada 2015

O Krzysi pisałam jakiś czas temu. Dziewczynka z gminu została strażniczką mieczy u sir Waltera. Dawniej była pomocą kuchenną, jednak dzięki temu, iż stanęła w obronie zamkowego kota, zaczynają się dziać dziwne i dobre rzeczy, a jej życie zmienia się o 180 stopni. 

Właściciel zamku Jutrzenki – sir Walter Łysy wraz z najdzielniejszymi rycerzami udaje się do Zamku Róż, gdzie ma się odbyć turniej rycerski. Wszyscy mają nadzieję na kilka dni oddechu – wszak kota nie ma, więc myszy mogą harcować. Krzysia też liczy na odpoczynek i nadgonienie zaległych prac. Zbrojownia prawie pusta, na dworze prawie żywej duszy. Tymczasem sir Hubert przynosi zatrważającą wiadomość: zamkowi grozi niebezpieczeństwo. Patrol odkrył, że rycerze sir Malkolma Podłego z Drańskiego Zamku chcą dokonać napaści pod nieobecność sir Waltera Łysego. Krzysia wraz z kowalem zaczyna w pocie czoła ostrzyć 20 mieczy. Wkrótce zaczyna się oblężenie zamku. Trzeba zawiadomić sir Waltera.

Seria o strażniczce Krzysi jest przeznaczona dla dzieci w wieku 6 – 9 lat. Napisana jest prostym językiem, dużymi literami, z szeroką interlinią. Dzieci mają możliwość poznania codziennego życia na zamku w dawnych czasach. W tej części są świadkami bitwy o zamek: obserwują zachowanie mieszkańców, ogniste strzały, płonące wieże i dachy, powietrze gęste od dymu, rannych, topniejące zapasy żywności i wody, przekazywanie wiadomości za pomocą gołębia pocztowego. Na szczęście wszystko skończy się dobrze – między innymi za sprawą naszej dzielnej bohaterskiej Krzysi.

Książka nadaje się dla dzieci, które interesują się tematyką rycerzy i zamków, jak również tych, które lubią dobrą przygodę. W tej niepozornej książce dzieje się dużo, poza tym najmłodsi poznają takie wartości jak odwaga, honor i wierność. Książka jest ładnie zilustrowana czarno – białymi szkicami. A cena? Bardzo przystępna. Może skusicie się na mikołajkowy prezent dla najmłodszych klas?

Za Wydawnictwem podaję wiek 6+, jednak myślę, że na głos można czytać już 5-latkom:) 

Wiek 6+

Wydawnictwo Literówka

niedziela, 15 listopada 2015

 

Największym marzeniem Kallego Blomkvista jest to, by w jego małej mieścinie nareszcie coś zaczęło się dziać. Z pewnością nie wiecie, że syn właściciela sklepu kolonialnego chce zostać detektywem. Zresztą już teraz tak się tytułuje. Węszy wszędzie, wygląda czegoś podejrzanego, zwraca uwagę na najmniejszy szczegół, bo a nuż coś znajdzie. Chciałby być kimś na miarę Sherlocka Holmesa, Herkulesa Poirota czy Petera Wimsey’a. Tymczasem w Lillköping życie płynie sobie spokojnie, posterunkowy Björk nie ma nic do roboty. Aż w końcu pewnego dnia zjawia się KTOŚ, kto od początku nie wzbudza sympatii naszego detektywa, kto dość dziwnie się zachowuje. Nareszcie pojawiła się nadzieja, by sprawdzić swoje detektywistyczne umiejętności.

W 1946 roku ukazał się „Detektyw Blomkvist” - to początek kryminalnej serii dla dzieci wznowionej niedawno przez Naszą Księgarnię. Tym razem zbiorowe wydanie aż trzech książek w jednym tomie:

-Detektyw Blomkvist

-Detektyw Blomkvist żyje niebezpiecznie

-Detektyw Blomkvist i Rasmus, rycerz Białej Róży

To przykład dobrze napisanych kryminałów dla dzieci. Znajdziemy tu klimat małego miasteczka, coś w rodzaju rodzinnego Vimmerby autorki, gdzie wszyscy wszystkich znali, gdzie mieszkańcy wiedli swój  spokojny żywot bez większych sensacji. Choć Astrid Lindgren unikała raczej odpowiedzi na pytania odnośnie rzeczywistych pierwowzorów, zostawiając głowienie się nad tym czytelnikom i literaturoznawcom, do dzisiaj posterunek policji w Vimmerby jest pokazywany turystom jako miejsce pracy posterunkowego Björka.

W książkach znajdziemy wszystko to, co dobry kryminał zawierać powinien. Wartka wciągająca akcja, sympatyczni bohaterowie, z którymi czytelnicy mogą się utożsamiać. Towarzyszami zabaw Kallego są piekarzówna Ewa – Lotta i syn szewca Anders. Razem wymyślają najróżniejsze zabawy, są członkami grupy Biała Róża, która współzawodniczy z Czerwoną Różą, od rana do wieczora włóczą się razem, pomagają sobie – w końcu Kalle zwierza im się ze swoich podejrzeń. Książka może nauczyć czytelnika wielu ciekawych rzeczy – logicznego myślenia, szybkiego kojarzenia, zaznajomi go z techniką pobierania odcisków palców. Mimo, że czuć tutaj klimat innej epoki – bo to czasy, w których piekarz Lisander sprzedaje bułki prosto z wozu ciągniętego przez – jak mówi Ewa – Lotta – szkapę, pełna jest uroku. To świat, w którym dzieci wolny czas spędzają głównie na świeżym powietrzu, bawią się w Indian, robią mapy, organizują zawody i cyrk, prowadzą wojny na niby, łażą po drzewach – i nie potrzebują żadnych nowinek technicznych i telewizora, by dobrze się bawić i mieć szczęśliwe dzieciństwo. Jest w książce ciekawa fabuła, dialogi z humorem. Cała Astrid Lindgren – kolejna książka pełna uroku, czaru lat minionych, wspomnień z dzieciństwa. Mam nadzieję, że da się nią oczarować kolejne pokolenie.  

Wiek 9+ 

Wydawnictwo Nasza Księgarnia 

sobota, 03 października 2015

Ostatnio moje dzieci zadały mi pytanie: gdzie chciałabym mieszkać gdybym miała jakiś kraj do wyboru – oprócz Polski (oni mają hiszpańskie marzenia – co związane jest z pewną drużyną piłkarską). Jakoś nie po drodze mi do takich myśli, by się gdzieś przenosić na stałe – i to tak daleko od mojej dużej i małej ojczyzny, które bardzo lubię i z  których jestem dumna. Ale przyznaję – na trochę, na chwilę, chciałabym pojechać do Szwecji. Też za sprawą książek Nordqvista, który pokazuje  konsekwentnie szwedzką prowincję: z czerwonymi domkami, pełną zieleni, trochę leniwą, idylliczną, gdzie niekoniecznie ważne jest mieć, ale żeby być. Takie jest moje wyobrażenie tego miejsca, które chciałabym może kiedyś odwiedzić – a jeżeli jest inaczej – to już trudno. W każdym razie – właśnie taką Szwecję odnajduję u mojego ulubionego ilustratora i u jego bohaterów – staruszka Pettsona i kota Findusa.

Do tej pory te dwójkę znaliśmy z serii wielkoformatowych książek obrazkowych. Tym razem – wersja skrócona i mniejszego formatu, na kartonowych kartach dla młodszych dzieci.

Między polami i łąkami leży niewielkie gospodarstwo. Jest tam kurnik, drewutnia i wychodek oraz ogród i dom. A mieszkają w nim staruszek Pettson i kot Findus.

Tak się rozpoczyna ta historia. Findus przygotowuje dla swojego opiekuna zagdakę - poszukajkę. Staruszek musi coś odnaleźć w kurniku, warsztacie, w ogrodzie, w kuchni. Oczywiście sprytny kot ma pewne przemyślane plany – zdradzę tylko, że kulinarne.

Cudowne są ilustracje Nordqvista  –  pełne szczegółów, szczególików, zakamarków i schowków, z dość dużym bałaganem, w którym kryją się przeróżne stworzenia. Warsztat Pettsona to prawdziwa komnata „skarbów” dla kogoś, kto marzy o różnych robótkach i wynalazkach. Można zaglądać do malutkich szuflad skrywających Pettsonowe tajemnice i …. narzędzia.

Niespieszna książka dla najmłodszych – o przyjaźni, byciu razem, wspólnym spędzaniu czasu. Pełna kolorów – zachęcających do wypraw w naturę. Przybliżająca Szwecję – o czym już wspominałam. Drewniane ławki, półeczki, chodniczki z łatek na drewnianej podłodze. Nie wspomnę już wspólnego biesiadowania na łonie natury. Ach, rozmarzyłam się w samym środku jesieni.

Ciekawe uzupełnienie serii, do której sięgnięcia szczerze zachęcam.

-Jak dobrze, że też tu mieszkasz – powiedział Findus.

-A ja się cieszę, że ty tu mieszkasz – odrzekł staruszek.

-Tak, bo przecież jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi – stwierdził Findus.

-Prawda – przytaknął Pettson. – Tak właśnie jest.

 

Wiek 3+

Wydawnictwo Media Rodzina 

środa, 11 marca 2015

Bohdan Butenko mnie osobiście kojarzy się z takimi ilustracjami:)

Nie powiem, zdziwiłam się, kiedy odkryłam go jako ilustratora poniższej książki. Zupełnie "inny" Butenko niż zazwyczaj. Taki przed - Butenko-wy:) 

niedziela, 11 stycznia 2015

Matematyczne śledztwo pomaga nam ostatnio zabić nudę, kiedy ... czekamy. Raz za jednym synem, innym razem za drugim:))) U lekarza, na zajęciach. Polecam te książki, o których dowiedziałam się niedawno przypadkiem. Dziś chciałabym przedstawić dwie części serii, która obejmuje cztery tytuły: Zamek zagadek, Planeta Sekretów, Muzeum tajemnic i Jaskinia tropów.

Zabawa polega na tym, że dziecko zamienia się w detektywa, który swoim tempem i według swojego konceptu próbuje rozwiązać zagadkę kryminalną. Krok po kroku - porusza się naprzód. I nie ma tu drogi na skróty, bowiem warunkiem przejścia do następnego etapu jest rozwiązanie kolejnego zadania które dużo ma wspólnego z matematyką. Ale wierzcie mi: liczenie jest tu przyjemne, ściśle powiązane z tematyką danego tomu. I tak w Jaskini Tropów dzieci znajdują mapę piratów, na której zaznaczono miejsce ukrycia skarbu. To właśnie w Jaskini Tropów dzieci decydują, którym tunelem pójść,wybierają klucz do otwarcia zamku w drzwiach, ładują armaty, przechodzą przez podziurawiony most linowy, jadą wagonikami, uciekają przed pościgiem, przechodzą przez rzekę płynnej lawy.

Pełno tu bezzębnych piratów, kamieni, które zasypują tunel, dzikich zwierząt, pirackich szkieletów, beczek z prowiantem, diamentów. To oczywiście jest najważniejsze w tej części, ale w zadaniach, które są warunkiem przejścia do następnego etapu wykorzystano mnóstwo zagadnień matematycznych, które w tym przypadku zostały podane w atrakcyjny i przyjemny sposób. Dzieci mnożą, dzielą, łamią :) sobie głowę nad ułamkami, szacują, wykorzystują oś liczbową w różnych działaniach, odejmują, dodają, obliczają procenty. Po rozwiązaniu trzeba wybrać jakiś wariant odpowiedzi. W przypadku błędnej odpowiedzi, autor naprowadza dziecko na właściwy tor, wyjaśniając zasadę matematyczną.

W Planecie Sekretów dziecko jest uczestnikiem wyprawy kosmicznej. Komputery zawiodły, trzeba zrobić wszystko, by wyjaśnić, co się stało, by przywrócić zasilanie i uratować załogę bazy. Ta część ma zupełnie inny klimat. Dużo tu nowoczesnej techniki, urządzeń do pomiarów. Zadania są trochę bardziej skomplikowane: dzieci poznają pojęcie wykresu słupkowego, schematu okienkowego, współrzędnych, danych, schematu blokowego, tabeli częstości, wykresu liniowego, diagramu kołowego, prawdopodobieństwa, diagramu Venna. Przed czytelnikami: analiza gleby i wody, programowanie tabletu, obserwacje maszyn Obcych, przewidywanie ryzyka. To odwiedziny w tak tajemniczych miejscach jak: Habitat, Laboratorium, Biodom i Kopuła łączności.

Książki nie są grube (48 stron). Ciekawa jest oprawa graficzna. W Jaskini Tropów, dzieci idą śladem: brzęczących monet, steru, kordelasa, trupiej czaszki z piszczelami, kotwicy, butelki rumu, W Planecie Sekretów: gwiazdki, sfery armilarnej, rakiety kosmicznej, lunety, planety, Księżyca.

Obydwa tytuły pokazują, że matematyka jest nieodłącznym elementem naszego życia. Jest tu przekazana w niekonwencjonalny sposób. Książki zawierają szczegółowe informacje o tym, jak należy się po nich poruszać. Na końcu słowniczek pojęć i uwagi dla rodziców i nauczycieli.


Wydawnictwo Zielona Sowa


czwartek, 08 stycznia 2015
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6