Archiwum
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli
sobota, 25 sierpnia 2018
Tarantula, Klops i Herkules - Joanna Olech

W książce dla dzieci można się zaczytać na zabój. A ten tytuł jest tego dobrym przykładem. Joanna Olech pielęgnuje tradycję dobrych powieści detektywistycznych, których autorami byli Bahdaj, Nienacki, a po które też sięgali chętnie dorośli. I tak jak dama klasycznych powieści tego gatunku, czyli słynna Agatha, umieściła akcję swojej najnowszej powieści na zapyziałe prowincji, na której wszyscy wszystkich znają, a jak ktoś komuś dzień dobry na ulicy nie powie, to pamiętają o tym następne dwa pokolenia. Nic dziwnego, że wszyscy śledzą przybycie miastowego dziwoląga na wakacje – chudzielcowatego nastolatka, który obnosi się w swoich spodniach na kant i wypucowanych butach. Ale jakże pozory mylą – nikt tak jak niby – nudziarz Karolek nie zna się na komputerach. Jest jeszcze Tarantula – charakterna pankówa, której wujem jest sam burmistrz mieściny – człowiek dobrego serca. I jest straszliwy pies – powsinoga, bez pana – Herkules. Ktoś włamał się do muzeum, ktoś zginął w wypadku, kto od blisko pół wieku nie żyje. Po okolicy roznosi się plotka o ukrytym skarbie. Ktoś znika nagle bez wieści, ktoś podsłuchuje baaaaardzo interesujące rozmowy. Oj, w Witkowicach dzieje się tak wiele. Jeśli szukacie dobrej książki dla trochę starszych czytelników, książki, od której oderwać się nie można - polecam ten tytuł. A może też sami się skusicie na małe książkowe – co – nieco. Warto!

Wiek 10+

Wydawnictwo Literatura 

sobota, 28 lipca 2018
Mateusz i zapomniany skarb - Magdalena Witkiewicz / il. Joanna Zagner - Kołat

 

Jeśli szukacie lektury na lato – a akurat wakacje trwają w najlepsze – „Mateusz i zapomniany skarb” świetnie się do tego nadaje. Książka jest kontynuacją serii o Lilce, która jest siostrą Mateusza – jednak traktowanie lektury jako odrębnej, moim zdaniem nie stoi na przeszkodzie – zwłaszcza gdy czytelnikiem będzie chłopiec i zechce zapoznać się tylko z przygodami rówieśnika, a nie koleżanek – choć przyznaję, że książki o Lilce też czyta się dobrze. („Lilka i spółka”, „Lilka i wielka afera”). Mateusz wraz z siostrą Lilką i mamą udaje się do Amalki. To urocze miejsce bez szczególnych wygód – ale bardzo klimatyczne. Razem z chłopcem z uroków lata korzystać będą ciocie, wujkowie, kuzyni i kuzynki. Jest wesoło, głośno, choć  w tak wielkiej gromadzie bez konfliktów się nie obejdzie. Co chwila ktoś rzuca jakiś żarcik, opowie ciekawą historyjkę, coś ciekawego nieszczególnie szczęśliwego się wydarzy (szambo!). Jest też i tytułowy skarb, o którym dzieci dowiadują się przez przypadek. Otóż dorośli wspominają jak to przed laty, gdzieś w okolicy Amalki ukryli skarb. Nic tylko go odszukać. Przydałby się tylko sprytny plan działania. I dzieci już nad nim pracują.

Książka nie traktuje o trzymających w napięciu wydarzeniach i wciskających w fotel zwrotach akcji. Niemniej ciekawym doświadczeniem było obserwowanie leniwych wakacji pewnej grupki ludzi – tym bardziej, że mój młodszy syn doszukał się mnóstwa analogii z naszą rodziną. Chodziło o powiedzonka, reakcje dorosłych, scenki z życia rodzinnego, problemy dzieciaków – przyznam się, że  w niektórych miejscach śmiechu było co niemiara. W pewnym momencie syn stwierdził nawet, że „odnosi wrażenie jakby ktoś pisał o nas”. Gdyby ktoś chciał nas lepiej poznać (żart) i przeżyć parę wakacyjnych przygód – to jak najbardziej polecam.

Wiek 6+

Wydawnictwo Od Deski Do Deski

czwartek, 12 lipca 2018
Lucky Luke. Polowanie na duchy - Morris/ Lo Hartog Van Banda

 

W serii komiksów o dzielnym kowboju od czasu do czasu pojawiały się już duchy. Najczęściej okazywało się, że za tymi niby „duchami” tak naprawdę kryli się zwykli śmiertelnicy. Czy tym razem będzie inaczej?

Dyliżans Kompanii Przewozowej znika bez śladu. Wraz z nim wszyscy podróżni i cenne bagaże. Dyrektor firmy prosi Lucky Luke’a o pomoc. Ma nadzieję, że sprawa uniknie rozgłosu, a reputacja Kompanii zostanie uratowana. Do sprawy miesza się nie kto inny jak legenda Dzikiego Zachodu Calamity Jane - doskonały jeździec i rewolwerowiec. Kobieta koniecznie chce wyjaśnić, co stało się z jej nowym winchesterem, który również tajemniczo zaginął wraz z dyliżansem.  W komiksie oczywiście znajdziecie klimat Dzikiego Zachodu: powrót do czasów długich sukien, purytańskich konwenansów i obyczajowości – oj, Calamity Jane siała zgorszenie wśród dam, które zawsze pobożne, dobrze ubrane, grzeczne i wychowane, stroniące od alkoholu. Są tu i napady rzezimieszków, jakich w tamtych czasach na Wild West nie brakowało. Whisky leje się strumieniami, słychać co chwila świst kul, całość rozgrywa się w charakterystycznym klimacie – ale czy w rzeczywistości było inaczej? W każdym razie ta część serii to dobra zabawa, ciekawi bohaterowie, obraz dawnych czasów i kolejna zagadka, którą udaje się rozwiązać kowbojowi. Mój starszy syn w czasie posuchy komiksowej mówi: Oj tam, Lucky Luke! Jemu to się zawsze wszystko udaje, jest zbyt przewidywalny. Ale gdy tylko pojawi się nowy tytuł w domu, zaciera rączęta, po czym doskonale się bawi i nie może oderwać się od lektury. To są właśnie takie czary tej serii. U Was też?

Wiek 8+

Wydawnictwo Egmont

poniedziałek, 09 lipca 2018
Dobranocki na pogodę i niepogodę - zespół autorów/ il. Magdalena Kozieł-Nowak

 

Historie, po których na pewno dobrze się śpi, ale które są niekoniecznie do czytania tylko i wyłącznie przed snem. Oj, a z tym spaniem, jak się okazuje, są całkiem spore problemy. Przekonała się o tym grupka zwierząt – przyjaciół: Zając, Niedźwiedź i Sowa. Postanowili oni we trójkę założyć zespół muzyczny. W repertuarze głównie kołysanki. Jednak przyszli potencjalni słuchacze (a nawet wykonawcy utworów) chodzą spać o tak różnych porach, że zebranie wszystkich w jednym miejscu i o jednym czasie jest po prostu niemożliwe. Dla takich sów najlepszą kołysankową porą jest … wczesny ranek. Dla zajęcy – wieczór. A niedźwiedzie? – z nimi to jest dopiero problem. Kładą się one bowiem spać na jesieni, a wstają wiosną.

W kolejnej historii „Szczęściarz” sprawdza się stare porzekadło, że szukamy czegoś bardzo daleko, co jest tak naprawdę blisko. A do szczęścia niewiele brakuje. Ot choćby to, by mieć jeden brzuszek, dwoje uszu, jeden ogonek i tak dalej i tak dalej. I nic tak nie gwarantuje spokojnego snu, jak wewnętrzne przeświadczenie poparte licznymi obliczeniami, że ma się wszystko na swoim miejscu, w odpowiednich ilościach. Kotek Lulek jest prawdziwym szczęściarzem.

Koza Fionka urodziła się pod najjaśniejszą z gwiazd Kapelą, nazywaną również Amalteą lub Kozą. Jeśli orientujecie się w Mitologii, Amaltea była mitologiczną kozą, która swoim mlekiem wykarmiła nie kogo innego jak boga bogów czyli Zeusa. Tymczasem wspomniana już Fionka kuleje i nie może skakać jak inne kozy. Po wysłuchaniu opowieści o Amaltei Fionka dostaje się na niebo, gdzie rezolutnie zaczyna zlizywać Drogę Mleczną. W końcu spotyka Amalteę, która na chwilę chce odwiedzić Ziemię i szuka zastępstwa w gwiezdnym zaprzęgu. Chyba nie muszę pisać, że Fionka z chęcią skorzysta z tej propozycji.

W zielonym domku ciągle dzieje się coś dziwnego. Giną różne przedmioty, ktoś kruszy ciasteczkami, zostawia ślady swej bytności. Tym ktosiem okaże się krasnoludek w bejsbolowej czapce i trampkach (pewnie nie tak wyobrażaliście sobie krasnoludka?) Bąbel – bo tak ma na imię – bardzo chce wrócić do siebie. Tylko gdzie jest tunel. Gdzie? W poszukiwaniach pomoże mu pewna dziewczynka.

W książce znajdziecie razem dwanaście dobranockowych opowiadań. Przewijają się przez nie zwykłe dzieci, ludki, zwierzęta, stworki, księżniczki. Odwiedzacie różne miejsca, bajeczne krainy, ale też zwykły najzwyklejszy las. Nie ma  w tych opowieściach przemocy. Są za to zabawa, tajemnice, mniejsze i większe problemy do rozwiązania. Są w końcu przygody, które można przeżywać z ich bohaterami. Książka jest bajecznie zilustrowana, większego formatu. Nie ma rozkładówki bez ilustracji. Magdalena Kozieł-Nowak stanęła na wysokości zadania. Tak więc – gdyby padało, zrobiło się zimno – sięgnijcie po „Dobranocki”. A gdy wróci piękna pogoda i ciepłe wieczory – też sięgnijcie po „Dobranocki”, bo one są na pogodę i niepogodę.

Wśród autorów: Maria Łastowiecka: „Kto kiedy zasypia”

Małgorzata Strękowska-Zaremba: „Szczęściarz”

Zofia Stanecka: „Podniebna podróż kozy Fionki”

Beata Ostrowicka: „Kulka, kalejdoskop i księżycowy ogórek”

Paweł Beręsewicz: „Grabki”

Agnieszka Tyszka: „O Pururencji i Rezedzie”

Grażyna Bąkiewicz: „Walizka wuja Leona”

Justyna Bednarek: „Karolina i Baba Sowa”

Zofia Beszczyńska: „Jak znaleźć czarownicę”

Roksana Jędrzejewska-Wróbel: „Kłopot”

Barbara Kosmowska: „O Nocy, która cierpiała na bezsenność”

Joanna Fabicka: „O małym Strachobździlu i wielkiej odwadze”

Wiek 4+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

środa, 25 kwietnia 2018
Harry Potter i Więzień Azkabanu - J.K. Rowling/ il. Jim Kay

Kolejne pokolenie pochłania Herry’ego Pottera. Mój syn już nie wiem który raz słucha całej serii. Przed snem zawsze  musi być audiobook i tak od kilku tygodni – grubaśna edycja z nagraniem siedmiu kolejnych tomów w interpretacji Piotra Fronczewskiego i Wiktora Zborowskiego. A że wieczorem po domu się niesie – Harry’ego słucha chcąc nie chcąc cała rodzina – z tatą włącznie. Dla miłośników serii do dyspozycji wersja ilustrowana. Ta, dawkowana jakby w myśl starego porzekadła: czekanie na przyjemność jest większą przyjemnością aniżeli sama przyjemność. Choć akurat w tym przypadku czytanie TAKIEJ książki to też prawdziwe delicje. Warto czekać, bowiem każda kolejna część pojawia się raz do roku.

Do tej pory ukazały się trzy kolejne części:  Harry Potter i Kamień Filozoficzny, Harry Potter i Komnata Tajemnic i najnowsza: Harry Potter i Więzień Azkabanu. Fajnie widać emocje mojej młodszej siostry i siostrzenic wychowanych na Harrym, jak z wypiekami na twarzy komentują kolejny tom, jak oceniają a dyskutują przy tym – że hej.

Ja nie należę do pokolenia małego czarodzieja, ale zawsze z przyjemnością sięgałam po kolejny tom. Pamiętam jak przed laty wymieniałyśmy się opiniami na temat książki z koleżanką polonistką i jak się nadziwić nie mogłyśmy, czego to ludziska chcą od tej książki (to przeciwnicy), bo jej fanów doskonale rozumiałyśmy. I cały czas staram się zachęcić do czytania książki. Wiem, że wiele dzieci obejrzało filmy do poszczególnych części, że do nich wraca. Ale to nigdy nie będzie TO. Fajne były reakcje moich dzieciaków po obejrzeniu ekranizacji: tego nie było, i tego nie było, i jeszcze tego nie było. W każdym razie w trzeciej części Harry dorasta , bo swego czasu rósł regularnie wraz ze swoimi czytelnikami. Tymczasem z więzienia dla czarodziejów Azkabanu ucieka niesamowicie groźny przestępca. Fakt ten będzie miał duży wpływ na dotychczasowe życie Harry’ego. W tej części widać jak cała seria nabiera powagi (choć rozśmieszają żarty przyjaciela Harry’ego – Rona) i swego rodzaju grozy.

To już nie tylko niewinne bajeczki. Harry staje się nastolatkiem, podobnie jak czytelnicy przygotowywani stopniowo na więcej. W tej części na pierwszy plan pięknie wysuwa się zagadnienie przyjaźni – takiej na zawsze. Są momenty wzruszające i pełne emocji. W kilku miejscach można naprawdę poobgryzać paznokcie z nerwów o naszych bohaterów. I do tego jeszcze te ilustracje J. Kay’a. Jest ich mnóstwo. Niekiedy tylko w formie ozdobników na stronie, innym razem jako niepozorny element wpleciony gdzieś w tekst. Ale są i ilustracje jedno- i dwustronicowe. Można w nieskończoność analizować asortyment sklepu z magicznymi stworzeniami, Mapę Huncwotów i Polowy Przewodnik Czarodzieja. Pisałam już wcześniej, że to delicje? Potwierdzam.


Wydawnictwo Media Rodzina

piątek, 23 lutego 2018
List do króla - Tonke Dragt

Trochę głupio na początku 2018 pisać, że właśnie ta książka będzie Książką Roku. Ale wszystkie znaki na niebie jak i baaardzo zadowolone miny czytelników (w rodzinie) wskazują na to, że będzie miała ona mocną pozycję wśród innych kandydatek. Trochę się na nią „uwzięliśmy” – postanowiliśmy bowiem, że będziemy ją czytać stadnie – tzn. rodzinnie. I trochę to trwało, bo lektura liczy sobie 544 strony, w dodatku czcionka drobna, tekstu naprawdę dużo. Ale właśnie długie zimowe, wręcz leniwe wieczory przełomu 2017/2018 będziemy kojarzyć z przygodami Tiurego. A liczba stron? W końcu epos rycerski powinien być i wagi i gabarytów słusznych. Bo to jest taki trochę współczesny (i trochę nie, bo z lat 60-tych ubiegłego wieku) epos rycerski  - wprawdzie nie do końca wpisuje się w ramy definicji gatunku – ale ja prywatnie tak go traktuję. Może ta nasza rodzinna miłość do tej książki wynika z zainteresowań: dużo tu nawiązań do rycerskiego życia i rzemiosła, pojawiają się dzielni rycerze, o których krążą legendy. Wymyślony świat ze swoimi bohaterami, do złudzenia kojarzący się z epoką średniowiecza. Jak już wspomniałam: lektura niemłoda – jej pierwsze wydanie datuje się na rok 1962. Na okładce znajduje się informacja, że jest to „powieść rycerska, która została uznana za najlepszą holenderską książkę młodzieżową drugiej połowy XX wieku”. Fiu, fiu – a to coś znaczy. No i nasze zachwyty w pełni uzasadnione. I choć raczej jak do jeża podchodzę do rekomendacji okładkowych – akurat w tym przypadku całkowicie się z nimi zgadzam.

Powieść traktuje o przygodach i czynach 16-letniego młokosa Tiuriego, syna Tiuriego Walecznego. Jest giermkiem na dworze króla Dagonauta, gdzie co 4 lata odbywa się rycerskie pasowanie. W tym czasie trzeba wykazać się nienagannym zachowaniem, czynić dobro, ćwiczyć sztukę walki rycerskiej. Punktem kulminacyjnym tego okresu próbnego jest nocne czuwanie przed uroczystością pasowania.  Książka zaczyna się właśnie w tym momencie: Tiuri wraz z innymi kandydatami po latach terminowania jako giermek ma spędzić noc w kaplicy. Chłopcy czekają na tę noc z obawami, ale i z tęsknotą. Wszak kolejny egzamin rycerski – odbędzie się dopiero za cztery lata. Muszą jednak spełnić jeden bardzo istotny warunek: nie mogą reagować na żadne sygnały ze świata zewnętrznego, nie mogą z nikim rozmawiać, nikomu otwierać drzwi. Jednym słowem: muszą pozostać głusi i niemi. Jeśli nie podporządkują się tym ustaleniom mogą zapomnieć o zostaniu rycerzem. A gdy coś pójdzie nie tak – mogą próbować jeszcze raz, ale dopiero za cztery lata. Dla takiego młodego chłopca – to przecież wieczność. Oczywiście można się było tego spodziewać, że ktoś zapuka, ktoś coś będzie wołał, o coś prosił, a główny bohater zareaguje. I choć z jednej strony serce krzyczy: „Nie otwieraj, bo nie zostaniesz rycerzem. Nie bądź głupi, przecież znasz zasady”– to bez otwarcia tych drzwi nie byłoby tej książki, a  Tiuri nie zostałby tym, kim się stał na końcu. Nawet w jednej ze scen głupek Marius przy ponownym spotkaniu z Tiurim pod koniec książki stwierdza: : „Jesteś inny, a jednak taki sam”. Tiuri decyduje się podjąć wyzwanie i udać się w długą podróż z misją do króla sąsiedniej krainy. Ta wyprawa będzie obfitować w moc niebezpieczeństw, spotkania dobrych i  złych ludzi, pobyt w ciekawych miejscach. Oj, średniowieczni minnesingerzy, trubadurzy, czy późniejsi meistersingerzy znaleźliby niewątpliwie dużo tematów do swoich pieśni o Tiurim – o ile takie by powstały. Ta powieść ma też coś wspólnego z gatunkiem „Bildungsroman”. Główny bohater - mimo i tak wielu już pozytywnych cech, nabiera podczas swojej wędrówki nowych doświadczeń, dojrzewa, mężnieje. Nie dziwi zatem stwierdzenie wspomnianego Mariusa: niby taki sam, a jednak inny. Czy Tiuri zrealizuje tajną misję, czy zostanie mimo swojego sprzeniewierzenia się przyjętym zasadom pasowany na rycerza? Nie zdradzam.  I w końcu najważniejsze pytanie: czy możemy liczyć na kontynuację tej serii w Polsce, bo już wyszperałam w Internecie, że takowa istnieje.

Książka ma czarno-białe ilustracje, które dzięki takiej, a nie innej kolorystyce, realistycznym scenom są jakby dokumentem tej podróży.  Z jednej strony to świat baśniowy, wymyślony - z drugiej zaś posiadający wiele realistycznych elementów, postaci, wydarzeń - które mogły się wydarzyć, bądź mogły istnieć naprawdę. Jest jeszcze mapka na wyklejce, która okazała się być strzałem w dziesiątkę. Nie powiem (bo nie liczyliśmy), ile razy sprawdzaliśmy na niej aktualny punkt pobytu Tiuriego, dyskutowaliśmy, którym traktem chłopak  mógłby jechać, gdzie kto mieszka. Ale przecież bez tych wszystkich trudnych punktów zapalnych, pułapek, szwarccharakterów nie byłoby tej książki, którą Wam gorąco polecam.

Wiek 10+

Wydawnictwo Dwie Siostry

środa, 03 stycznia 2018
A gdzie tytuł? - Herve Tullet

Wiek 1+

Wydawnictwo Babaryba

wtorek, 02 stycznia 2018
Pan Kardan i przygoda z vetustasem - Justyna Bednarek/ il. Adam Pękalski

Powieść Justyny Bednarek o dziwacznym wynalazcy dobrze się czyta. Budowane przez nią zdania mają w sobie TO COŚ. Pisze nie tylko ciekawie, ale i pięknie, ze smakiem buduje frazy. „Pan Kardan” to książka, która naprawdę z wielu względów zasługuje na uwagę – nie tylko tych językowych.

To przede wszystkim świetna przygodówka, która uzmysławia szaremu człowiekowi (takiemu jak ja), że w dniu codziennym może spotkać nas coś niespodziewanego, niezwykłego. Za rogiem czają się emocje, tajemnica. A sąsiad, który do tej pory miał być tylko marudą i starym zrzędą, okazał się tak naprawdę cudownym i wartościowym człowiekiem, od którego można się wiele nauczyć. Proszę Państwa: zwykłe krzaki w ogródku, sterta złomu, podwórko, ławeczka (może nawet i z duchem, a któż to wie?) mogą kryć w sobie potencjał – do zabaw, pomysłów, wynalazków, pozytywnych wariactw, które sprawią, że nasze życie będzie …inne niż do tej pory.

Kolejny powód, by chwycić za książkę: to właśnie radość z bycia z drugim człowiekiem. Tak się składa, że moje okno kuchenne „wychodzi” akurat na ulicę z wygodnym chodnikiem, po którym chodzą, spacerują ludzie w różnym wieku. Czasem sami, często w  towarzystwie – i co smutne – w większości wszyscy pochyleni i zapatrzeni w migające ekraniki smartfonów, tabletów. Oj, mamy i tatusiowie pchający swoje pociechy w wózkach. Jedną ręką, bo w drugiej króluje oczywiście cudo techniki. Opowieść Justyny Bednarek niesie optymistyczne przesłanie, daje wiarę w człowieka, że mimo wszystko lubimy innych, lubimy z nimi przebywać, po ludzku …gadać. A nie tylko na portalu społecznościowym – nieeee, właśnie w realu. Tak jak ma to miejsce  w tej książce. Człowiek potrzebuje drugiego człowieka. I co jeszcze cenniejsze – młodzi potrafią znaleźć nić porozumienia ze starszą generacją. Piękna i wartościowa jest przyjaźń zwariowanego wynalazcy, pana Kardana z małym Michałkiem. Marzenia, by znaleźć się kiedyś w Księdze Rekordów Guinnessa, są początkiem – najpierw znajomości, a później – już relacji przyjacielsko – rodzinnych. Tak, tak, bowiem pan Kardan nazywa Michałka swoim wnukiem i każe do siebie mówić „dziadku”. W każdym razie wiek nie jest przeszkodą do szukania wspólnych tematów do rozmów, zainteresowań. A co ciekawe – jedni od drugich możemy wiele się nauczyć.

Fantazja. Króluje w tej książce – przez duże „eF”. Wielkie brawa za vetustas – maszynę potrafiącą przywołać obrazy z przeszłości. Nie będę Wam teraz wykładała wszelkich technicznych możliwości wynalazku pana Kardana. W każdym razie maszyna rozbujała wyobraźnię młodego czytelnika, który raz po raz  zaczynał bujać w obłokach i w myślach poczynał obmyślać swoje wynalazki. Kto wie, może vetustas będzie początkiem wszystkiego w życiu któregoś z czytelników? W każdym razie przygody z vetustasem świetnie bawią i jednocześnie pobudzają wyobraźnię. Kto wie, kto wie jaki będzie ciąg dalszy. Ale to już prywatne, osobiste opowieści, o których na razie cicho-sza.  

W końcu humor. Co rusz pojawiający się choćby w scenach z kurami: Sherlock i Watson. Trzeba przyznać, że obydwa zwierzaki wniosły dużo kolorytu do fabuły. Jestem w każdym razie pewna, że po tej lekturze żadna kura (niekoniecznie rasy sussex) nie będzie już tylko zwykłą kurą. Jest i czarny humor, którego doszukać można się w scenach z Błażejem Bałamutem – czarnym charakterem, który z kolei sprawił, że emocje podczas lektury niekiedy sięgały zenitu.

Jest i refleksyjny motyw dwójki rodziców Michałka – niegdyś szalonych młodych ludzi, którzy potrafili udać się na motorze tam, gdzie ich oczy poniosą. Teraz zasiedzeni w swoim domku, ustatkowani, zbyt racjonalni i praktyczni, by móc nadal marzyć i bujać w obłokach. Gdzieś zagubili w sobie „swoje dziecko”, które na szczęście pomoże im odnaleźć skok kota przez serce tatusia. Nieee, oczywiście nie wyjawiam, co mam na myśli.

Myślę, że tymi krótkimi refleksjami zachęcę Was do sięgnięcia po lekturę.

Wiek 6+

Wydawnictwo Bajka

czwartek, 19 października 2017
Rycerz Lwie Serce. Książka gra, której bohaterem jesteś ty! - Delphine Chedru

Tytuł od razu skojarzył mi się z postacią Ryszarda Lwie Serce. Król Anglii brał udział w wyprawach krzyżowych i do dziś jego bohaterstwo i męstwo są opiewane w bajkach, filmach i książkach.  Nasz bohater tymczasem też jest dzielnym człowiekiem, który przeżywa mnóstwo przygód i musi stawić czoła niebezpieczeństwom. Co ciekawe, to właśnie mały czytelnik może zadecydować o losach rycerza, posłać go tam, dokąd uważa za słuszne. Czasem prowadzi go przez wiele kartek, miejsc – a tu – bach – trzeba wrócić do początku. Tak więc, niech Was nie zmyli cienka grubość lektury, bo ta akurat o niczym nie świadczy. Powroty do punktu wyjścia, w sam środek wyprawy, powodują, że czytanie zaczynamy od początku. I nawet jeśli pojawi się u dziecka irytacja, za chwilę jest radość, że oto znów udało się przejść kolejny etap.

Oprócz rycerza pojawiają się inni bohaterowie – i dobrzy, i źli: Jelonek Rogacz (ten jest baaaardzo nieuprzejmy), Pstrągowa Dama (oj, budzi grozę), hrabia Królik, ciemny pies czy grzeczny (!!!) diabeł. Drogi prowadzą do wielu ciekawych miejsc: w głąb drzewa, do sali herbowej, na turniej rycerski, do labiryntu pełnego schodów, jaskini lwów, dziwnego lasu. Można poza książką z dzieckiem porozmawiać o tych miejscach. Może przyjdą im do głowy jakieś ciekawe opisy.

Dziecko, chcąc przejść do kolejnego etapu, musi rozwiązać pewne zadania: odnaleźć hełm Jelonka Rogacza, różnice w herbach, instrumenty ukryte w jaskini, klucze, rybkę. Dzieci na pewno poradzą sobie z tymi wyzwaniami.

Książka ma ciekawą szatę graficzną, wyraziste choć nieprzeładowane kolory. I moim zdaniem ma wiele plusów. Po pierwsze: ćwiczy kreatywność. Dziecko musi trochę nagłowić się, którą drogę wybrać. Nie wie, co go czeka na kolejnym etapie. Może w małej główce analizować różne za i przeciw. Po drugie: ćwiczy spostrzegawczość: ta przyda się w poszukiwaniu rozwiązań do postawionych zdań. Po trzecie: uczy cierpliwości: zanim mały czytelnik dojdzie do mety trochę wody w rzece upłynie. Kilka razy dziecko będzie musiało zawrócić i zaczynać od nowa. Po czwarte: dziecko uczy się, że jest działanie – jest i konsekwencja. Każda decyzja niesie z sobą brzemienne skutki. Nie są one zawsze miłe. Po piąte: dziecko uczy się przegrywać. W drodze do mety czekają różne niebezpieczeństwa, nie wszystkie etapy uda się przejść z tarczą. Każda porażka czegoś uczy. Ważne: co nas nie zabije to nas na pewno wzmocni. Po szóste: buduje relacje z rodzicami. Bo tę książkę najlepiej czyta się  kimś. Można dyskutować, spierać się, śmiać się, dopowiadać historie. Czy może być coś piękniejszego?

Wiek 4+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

czwartek, 25 maja 2017
Przygody dzieci z ulicy Awanturników - Astrid Lindgren/ il. Ilon Wikland

Ulica wcale nie nazywa się ulicą Awanturników, tylko ulicą Garncarzy. A jej dziwne miano? To za sprawą trójki dzieciaków. Przyjrzyjmy się zatem trzem (po poznańsku) rojbrom. Bo takie określenie jak najbardziej do nich pasuje. Jonas, trochę młodsza Mia Maria i najmłodsza czteroletnia Lotta. Mieszkają w żółtym domku przy małej uliczce. Dzieciaki mają głowy pełne różnych pomysłów na przygody i zabawy. Oj nie – nie nudzą się wcale – tego jestem pewna. Ich życie to małe miasteczko z rynkiem, szkoła, a przede wszystkim ulica, która jest plenerem, na którym rozgrywają się różne scenki z życia rodzeństwa. Są i dorośli towarzyszący „awanturnikom”: rodzice, sąsiedzi, dziadkowie. Właśnie z tymi osobami związane są tytułowe przygody: spotkania, dyskusje, rozmowy, kłótnie. Dzieciństwo jakiego na próżno szukać w dzisiejszych czasach. I tak na przykład: dzieci planują podczas wyjazdu do dziadków sadzenie cukierków, bawią się w piratów, aniołów stróżów, w szpital. Ukoronowaniem możliwości dziecięcej wyobraźni jest scena przedstawiająca małą Lottę stojącą na kupie gnoju w deszczu – po co? Jak to po co? – By urosnąć. Proste? Baaardzo proste.

Tak sobie po cichu myślę, że te historie opisane przez Astrid Lindgren dla wielu współczesnych małych czytelników zabrzmią nieprawdopodobnie. (Nie piszę, że wszystkie dzieci). Wiele maluchów dobrze obeznanych jest z obsługą gadżetów, głośnych zabawek, tabletów, laptopów. Niedawno przeczytam gdzieś o zatrważających danych, jakoby więźniowie mieli dziennie spędzać więcej czasu na wolnym powietrzu niż przeciętne dziecko w Polsce. Czy można zmienić otaczająca rzeczywistość? W takich realiach ulica Awanturników urasta do symbolu krainy dzieciństwa, gdzie czas i miejsce na zabawę, psoty, wrzaski, śmiech, brudne i podarte spodenki. Wyobraźnia  aż kipi od pomysłów, dnia nie starcza, by je zrealizować. Starsi szanują dzieci i odwrotnie. Panuje zrozumienie – choć problemów nie brakuje.

Ta książka to gratka dla miłośników Astrid Lingren i jej ilustratorki: Ilon Wikland. Takie książki sprawiają, że jakoś cieplej na sercu. Wzruszam się, roztkliwiam nad tą ulicą Awanturników, zatrzymuję na dłużej – wierzcie mi – naprawdę warto. W mojej głowie ciągle tkwi historia z innej książki (Portrety Astrid Lindgren), o tym jak pewnego dnia do Astrid, do redakcji wydawnictwa, w którym pracowała pisarka, przyszła młodziutka, zaledwie 23-letnia kobieta – z maleńkim dzieckiem na ręku. To uciekinierka z Estonii, ilustratorka - poszukująca pracy. I tak już zostało – Ilon Wikland, bo to ona była tą młodą mamą, jest autorką wizerunku dzieci z Bullerbyn, Madiki, Lotty i wielu innych.

Wiek 4+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 14