Archiwum
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli
sobota, 16 czerwca 2018
O Wilku, który miał humory - Orianne Lallemand/ il. Éléonore Thuillier

 

Wilk mieszka w Dalekim Lesie i cierpi na huśtawkę nastrojów: radość przeplata się ze smutkiem, smutek z ekscytacją. Czy można sobie wyobrazić zmianę nastroju 100 razy na minutę? Z matematycznego punktu widzenia - chyba nieeeee. Ale można, w przypadku Wilka jest to możliwe. Wilk nie radzi sobie z emocjami. Inne zwierzęta mówią mu, co należy zrobić, by nauczył się nad sobą panować. Ale łatwo powiedzieć. Czy uda się Wilkowi praca nad sobą? Czy Wilkowi pomoże kurs jogi? A może jakikolwiek inny sport? Czy ciężka praca nad charakterem zacznie przynosić efekty?

Niejeden młody czytelnik odnajdzie w postaci Wilka choć odrobinę siebie. Bo przecież nawet maluchy – radosne i optymistyczne w jednej chwili potrafią stać się markotne i smutne. Stare przysłowie mówi, że najlepiej jest uczyć się na cudzych błędach. Można wiele nauczyć się dzięki Wilkowi. Zatem może książka podpowie jakieś rozwiązanie. Dzięki Wilkowi na pewno dzieci poznają pojęcie: „emocje” i pasujące do tego słownictwo: spokojny, wściekły, zazdrosny, zadowolony, zniesmaczony, nadąsany, smutny. Na kolorowych i zabawnych ilustracjach można śledzić perypetie bohatera i jego przyjaciół. Książka nie poucza moralizatorsko, ale spokojnie tłumaczy problem i podpowiada, co robić, gdy jest naprawdę źle. Myślę, ze taka nauka przyda się nie tylko małym czytelnikom.  

Do tej pory ukazało się kilka ciekawych pozycji z serii „O Wilku”. Wilk, jak się okazuje, nie lubi czytać, nie lubi chodzić, chciałby zostać gwiazdą rocka, chciałby się zakochać i podróżować po świecie. Ciekawe, jak się skończą te historie.

Wiek 4+

Wydawnictwo Adamada

czwartek, 14 czerwca 2018
Sto porad dla nieśmiałych - Ewa Susso/ il. Benjamin Chaud

Akcja książki rozgrywa się w Paryżu. I trochę mi przypomina dobre francuskie kino obyczajowe. Historia dorastającego chłopca z marzeniami i kompleksami. Typowy nastolatek ze swoimi problemami – również w kwestii pierwszych uczuć, których obiektem jest nie kto inny jak córka sklepikarza Ahmeda – Ofelia. Na podstawie ilustracji i opisu pewnej sceny rodzinnej, można przypuszczać, że rodzina Cossu to rodzina z tradycjami. Jednak Rolfa nudzą długie rozmowy, celebrowanie posiłków, godzinne przesiadywanie przy stole. Wtedy wybawicielem jest Dede – stary psiak, z którym chłopiec często spaceruje i przy tym marzy o pięknej Ofelii. Rolf ma też swoje miejsce odosobnienia, w którym może się zaszyć  i poczytać ulubioną lekturę: Sto porad dla nieśmiałych. Jest to … ubikacja na strychu. Rolf pilnie potrzebuje jakiegoś planu by: primo: zdobyć serce Ofelii, secundo: by pokonać klasowego siłacza i przystojniaka Huberta. Czy mu się uda?

Codzienne perypetie nastoletniego Rolfa opowiedziane z dystansem i przymrużeniem oka. Napisane przez Szwedkę z dużą dozą … francuskiego humoru. Bo też mieszkańcy miasta nad Sekwaną potrafią jak mało kto śmiać się z siebie. Jest to historia o tym, że marzenia się spełniają, że silny wcale nie znaczy silniejszy, a piękny piękniejszy. Książka porusza też kilka społecznych tematów, takich jak: relacje młodych ludzi ze starszym pokoleniem w rodzinie, z rodzeństwem i przyjaciółmi. No i oczywiście pierwsze uczucia – tak ważne, że często nie zapomina ich się przez całe życie. Nieocenione w tej historii są czarno-białe ilustracje Benjamina Chauda. Znacie go już z książek o Pomelo, perypetiach szkolnych pewnego chłopca, który a to nie odrobił lekcji, a to spóźnił się do szkoły i z „Misiowej piosenki”. Natomiast dzięki Evie Susso mamy takie perełki jak: "Binta tańczy", "Lalo gra na bębnie", "Babo chce" - uwaga! - w duecie ze wspomnianym wcześniej ilustratorem. 

Na stronie Zakamarków znalazłam informację, że seria o Rolfie liczy sobie trzy części. Mam cichą nadzieję, że i dwie pozostałe pojawią się wkrótce w księgarniach. To dobra lektura przejściowa dla starszego dziecka, który wyrósł już z dziecięcych lektur i chciałby poczytać coś poważniejszego. A ta książka nadaje się na lekturę dla początkujących czytelników: ze względu na szeroką interlinię, dużą czcionkę i relatywnie krótkie rozdziały.

Wiek 7+

Wydawnictwo Zakamarki

niedziela, 10 czerwca 2018
Wspaniała Gilly - Katherine Paterson

11-letnia Gilly to Galadriel Hopkins. Swoje dzieciństwo spędza u rodzin zastępczych. Tak naprawdę nie zna swojej matki, ale bardzo za nią tęskni, snuje wyobrażenia na jej temat, karmi wyobraźnię obrazami, których nigdy nie było i prawdopodobnie nie będzie. Gilly nie jest łatwym dzieckiem. Kolejni opiekunowie pozbywają się jej jak zbędnego balastu. W ciągu trzech lat dom pani Trotter jest trzecim z kolei, który daje jej dach nad głową. Nowa opiekunka ma w sobie duże pokłady dobra i miłości. Opiekuje się też upośledzonym małym Williamem Ernestem i czarnoskórym sąsiadem – panem Randolphem, który jest niewidomy. Pewnego dnia Gilly znajduje w książkach pana Randolpha pokaźną sumę pieniędzy. Natychmiast w jej głowie pojawia się myśl, by wyruszyć na poszukiwania matki. Gilly jest kolczasta jak jeż. Nie można jej przytulić, nie wierzy w dobre intencje dorosłych. Już na samym starcie każdy opiekun, dorosły jest skazany na odrzucenie. Przecież dziewczynka od 3 roku życia była przerzucana z miejsca na miejsce jak worek kartofli. Nie ma zaufania i naprawdę dużo wody w rzece upłynie zanim się to wszystko zmieni.

Ta książka to też Ameryka, jakiej nie widać w przebojowych filmach zza oceanu. Tu nie ma życia dopiętego na ostatni guzik, wyfiokowanej pani domu i kuchni przypominającej muzeum. Jest tu biednie, brudno. Bohaterowie są dalecy od doskonałości: czy pod względem charakteru czy wyglądu. Są choroby i niepełnosprawność. W końcu są i trudne sprawy, nie ma łatwych rozwiązań ani cukierkowego happy endu. Katherine  Paterson jest autorką kultowego „Mostu do Terabithii”. O ile mi wiadomo, w Polsce ukazały się do tej pory tylko dwie jej powieści. A szkoda. „Wspaniałą Gilly” polecam nie tylko zbuntowanym nastolatkom, ale też rodzicom, opiekunom i wychowawcom.

Wiek 13+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

piątek, 08 czerwca 2018
Czacha się buntuje - Joanna Jagiełło/ il. Marta Krzywicka

Czacha tak naprawdę ma na imię Amelia. Czacha bardzo nie lubi swojego imienia. Chodzi do czwartej klasy i chce być twardzielką. Dodam tylko „zbuntowaną” twardzielką. Kiedyś zaczęła pisać pamiętnik. Ten stary, dawny, mama Czachy schowała dla potomności. Teraz dziewczynka zaczyna zapisywać nowy zeszyt. Czacha ma psa Bustera, który „lubi” czytać – niedawno pożarł „Pinokia”. Dosłownie, co odczuje budżet rodzinny, bo „Pinokio” był z biblioteki i trzeba książkę odkupić. Ma też chomika i siostrę Helgę. I trochę skomplikowaną sytuację rodzinną, bo każda z dziewczynek ma innego ojca, wszyscy po rozwodach, wszyscy z nowymi partnerami. Do tego dochodzi zwykła codzienność, która niesie wiele ciekawych bardziej i mniej skomplikowanych problemów do rozwiązania – związanych ze szkołą, przyjaciółmi, rodzeństwem. W domu się nie przelewa – najlepszą sytuację mieszkaniową ma  na przykład chomik, który ma życie jak w Madrycie w przestronnej klatce. Tymczasem Czacha ma marzenia, plany, ambicje. Ot, nawet taki Klub Bunt, który już z samej nazwy ma specjalną misję do wykonania. Bunt to zresztą nieodłączny element życia rezolutnej dziesięciolatki. Autorka Joanna Jagiełło doskonale wie, co w młodej duszy gra. Bo przecież w wieku młodego człowieka przychodzi taki  moment, by wreszcie zawalczyć o swoja niezależność, zaznaczyć swój teren, powiedzieć głośno swoje zdanie, choć innym to się nie podoba. Czacha uwielbia się przekomarzać, kłócić, wręcz awanturować. Choć muszę przyznać, że to jej buntowanie się nie jest skrajne, a nawet ma wiele … uroku. Bo Czacha buntuje się z wdziękiem, charakterem. A nawet niekiedy ten jej bunt jest uzasadniony. Uśmiech wywoła na pewno końcowa scena spontanicznego sylwestra. Bo kto chciałby siedzieć w ostatnią noc w roku w domu tylko z babcią? Czacha i na to znajdzie sposób – oczywiście się zbuntuje i znajdzie oryginalne wyjście z sytuacji.

Książka na pewno dla młodych buntowników, którzy chcieliby poznać innych rówieśników i ich problemy. Autorka przedstawia szerokie tło społeczne – na pierwszym planie są oczywiście typowe problemy nastolatki, jednak w tle pojawia się szeroka gama innych barwnych bohaterów oraz nowe, ciekawe wątki, codzienna rzeczywistość niekiedy szara i skromna. Myślę, że niejeden nastolatek odnajdzie siebie w tej książce. Mogą sięgnąć po nią również rodzice. Przede wszystkim dlatego, by trochę poznać  i zrozumieć „charakterek” swojego buntownika, podejść do problemu z uśmiechem, a przede wszystkim – może również po refleksję – inni to mają wcale nie lepiej niż ja, a może nawet gorzej (mama Czachy musi zmierzyć  się z wieloma ciekawymi i oryginalnymi pomysłami i zachowaniami córki).  By stwierdzić: niezadowolony i zbuntowany nastolatek – TO ZDROWY NASTOLATEK.

Wiek 9+

Wydawnictwo Literatura

wtorek, 05 czerwca 2018
Bombka babci Zilbersztajn - Katarzyna Ryrych/ il. Anna Rudka

Ninka mieszka z rodzicami i bratem w starej przedwojennej kamienicy. Ach ten Alek - ciągle straszy siostrę. A to jakimiś stworami – jak na przykład Tempusem, który ponoć pożera czas. Albo kanaponami –  których całe setki przypominają kłębki kurzu.  Babcia Zilbertszajn mieszka na drugim piętrze – Alek nazywa ją wiedźmą. Pewnego dnia, gdy Ninka zatrzaskuje się na korytarzu, sąsiadka otacza ją troskliwą opieką. Na Boże Narodzenie dziewczynka dostaje w prezencie bombkę własnoręcznie zrobioną przez sąsiadkę. To też czas, kiedy w domu zaczynają dziać się różne rzeczy. Także w relacjach między członkami rodziny. Alek jest zły na siostrę, za chwilę pojawi się nowy członek rodziny i rodzice nie mają zbyt wiele czasu dla Ninki. Tymczasem okazuje się, że w szafie zamieszkała wychudzona, wiecznie głodna dziewczynka. Oczywiście, że pojawiają się od razu skojarzenia z Narnią. W książce panuje klimat tajemnicy, niedomówień, troszkę grozy. Jest dużo odniesień do II wojny światowej. Książka, którą warto czytać rodzinnie - by potem wymienić się refleksami, wytłumaczyć ważne i trudne zagadnienia. 

 

Podoba mi styl Katarzyny Ryrych. Nie rozpisuje się w nadmiarze, a trafia w sedno. Zresztą, gdy pojawiają się jakieś opisy, to z przyjemnością się je czyta. Ten fragment poniżej dał mi wiele do myślenia. Zresztą w książce znajdziecie również inne, które nie pozostawią Was obojętnymi.  

"Pomyślała (Ninka), że w każdym z miast, większych lub mniejszych, znajdują się domy, o których można śmiało powiedzieć, że i czas o nich zapomniał. Ukryte na obrzeżach, otoczone równie starymi drzewami, zamykają w sobie stare sprzęty, strzegą tajemnic i nie zapraszają nikogo do zapuszczonych ogrodów. 

Podobnie wyglądają wąskie, kręte uliczki, gdzie stare kamienice stoją jedna przy drugiej i straszą szarością ścian, a drzwi i bramy bronią dostępu do podwórek. Z tego powodu ludzie widzą jedynie osypujący się tynk i wyzierające spod niego cegły, nie podejrzewając istnienia najbardziej bajkowych ogrodów. Zatem przechodzą szybko, jakby chcieli wydostać się z tego szarego zakątka, współczując ludziom, którzy tu mieszkają.

A mieszkają tu ludzie równie starzy jak domy. Ci, którzy pamiętają ich świetność, wchodząc do swoich bram, uśmiechają się, nie widząc śladów czasu, zupełnie jakby sami nadal byli młodzi, a laski w ich rękach znalazły sie na skutek jakiegoś przypadku lub pomyłki.

I nawet psy są tutaj stare. Drepczą powoli skrajem trawnika i w ogóle nie chce się im szczekać na lśniące, czarne wrony. 

Dzieci pojawiają się z rzadka - kiedy nadchodzą święta, rodziny przypominają sobie o dziadkach, pradziadkach, starych wujach i starych ciotkach i zaglądają na chwilę, by posiedzieć na starych krzesłach przy równie starych stołach, pijąc herbatę z filiżanek, na których czas zatarł złote esy-floresy.

Spenetrowawszy wszystkie kąty, zaczynają się nudzić i proszą, aby włączono im telewizor albo zaczyna boleć brzuch i rodzice muszą zabrać je do domu.

Bo ile można bawić się w ogrodzie albo lepić bałwana na małym podwórku?"

 

Wiek 9+

Wydawnictwo Ezop 

 

czwartek, 12 kwietnia 2018
Czytam sobie. Kto uratował jedno życie. Historia Ireny Sendlerowej - Ewa Nowak/ il. Anna Kurdziel

Irena Sendlerowa przyczyniła się podczas II wojny światowej do uratowania życia wielu żydowskich dzieci. Była mózgiem akcji ratunkowej – z narażeniem własnego życia i swoich najbliższych wywoziła z warszawskiego getta dzieciaki, których pochodzenie skazało je na śmierć w obozie koncentracyjnym: szukała dla nich opiekunów na czas wojny, bezpiecznych miejsc ukrycia, bo wierzyła, że TA straszna wojna kiedyś się skończy.

Ta niepozorna książeczka wydana w ramach serii „Czytam sobie” (poziom 3 – połykam strony) to przede wszystkim wzruszająca historia o życiu kobiety, którą szerzej w Polsce poznaliśmy jako nobliwą staruszkę. Pamiętam relacje z rozmów z nią – sympatyczną siwiuteńką jak gołąbek starowinką o ciepłym uśmiechu, skromną, która w strasznych czasach zrobiła to, na co niejednemu zabrakłoby odwagi. Jej mądre i wyważone wypowiedzi. Błędem byłoby tu mówić o Irenie Sendlerowej działającej w pojedynkę, bo w akcję ratowania życia ludzkiego zaangażowanych było mnóstwo innych osób, co zostało wspomniane również i w tej książce. To okazja, by poznać sytuację w okupowanej Warszawie, losy Żydów, w końcu życiorys cichej bohaterki, o której w powojennej Polsce ani nie pisały gazety, ani nie informowały radio i telewizja. Ze względu na temat i poziom trudności jest to lektura dla dzieci bardziej zaawansowanych w technice czytania.

Dla tych, którzy nie zetknęli się z tymi małymi cudeńkami wspierającymi naukę czytania, zaznaczę tylko, że poziom 3 to ostatni i najbardziej wymagający etap nauki czytania przeznaczony dla dzieci w wieku 5 - 7 lat. Oznacza to: 2500-2800 wyrazów w tekście, użycie wszystkich głosek, zdania bardziej złożone i dłuższe, alfabetyczny słownik wyrazów. Po lekturze dziecko może zdobyć „Dyplom sukcesu” (na końcu książki. To ważne dla początkującego czytelnika, który zmierzył się z książką, która tak bardzo przypomina lekturę dla dorosłych – a to przecież daje satysfakcję:)

Wiek 7+

Wydawnictwo Egmont

czwartek, 05 kwietnia 2018
Niezwykła historia Sebastiana Van Pirka. Poczytaj ze mną - Marcin Wicha / il. Dominika Czerniak-Chojnacka

 

Pewnie domyślacie się, że Sebastian Van Pirek jest wampirem. Ale nie myślcie, że takim pełnokrwistym przedstawicielem gatunku znanym z filmów i literatury. Van Pirek jest troszkę dziwny, czym wywołuje niepokój u swojej mamy. Nie posada kłów, nikt się go nie boi. Oczywiście rodzice uspokajają się ciągle, że kły na pewno kiedyś wyrosną. Za to Van Pirek ma głowę do wymyślania różnych dowcipów. Nie straszy kolegów za to ich rozśmiesza. Kiedy Sebastian kończy sześć lat zostaje zapisany do Wieczorowo – Nocnej Szkoły strachów i Upiorów, którą od sześciuset lat kieruje (a właściwie „rządzi”) dyrektorka Emilia Upiorna. Jak powiedzie się Van Pirkowi w nowym miejscu, czy znajdzie tu przyjaciół? Czy w końcu Van Pirek stanie się rasowym wampirem?

Zabawna historia małego wampira Sebastiana, który zdecydowanie różni się od swoich pobratymców. Chłopiec idzie pod prąd, wybiera trudne ścieżki i podejmuje decyzje, które nie zawsze zjednują mu nowych przyjaciół. Sprawiają natomiast, że Sebastian doskonale czuje się w swojej skórze. Książka uczy, że warto mieć własne zdanie i robić to, co daje satysfakcję, często wbrew woli wszystkowiedzących dorosłych. Duże litery i szeroka interlinia zachęcają do samodzielnego czytania.

Wiek 6+

Wydawnictwo Egmont

środa, 04 kwietnia 2018
Cudowne lekarstwo George'a - Roald Dahl/ il. Quentin Blake

George mieszka z rodzicami i babcią na farmie. Pewnego dnia mama opiekująca się staruszką musi dokądś pójść, dlatego prosi syna, by ten zaopiekował się babcią. Najważniejsze to: podać babci o godzinie 11.00 lekarstwo. Między babcią a George’m nie ma niestety chemii. Spierają się ze sobą, babcia marudzi – jak to starowinka. Tymczasem chłopcu brakuje cierpliwości i zrozumienia. Wiadomo – starsi ludzie mają swoje bolączki, których George nie rozumie. Choć z drugiej strony babcia nie pozostaje dłużna – przygaduje chłopcu, jest dla niego niemiła, nawet się nie stara o to, by zbudować jakieś więzi. Jednym słowem – jej też wcale nie zależy na relacjach. Chłopiec tymczasem wpada na pomysł, by dla babci przygotować cudowne lekarstwo, po zażyciu którego jej natura ulegnie przemianie o 180 stopni. George wrzuca do olbrzymiego garnka wszystko, co mu wpadnie do ręki – wiktuały kuchenne, chemię kosmetyczną i gospodarczą. Podsumowując – na samą myśl o przełknięciu tego czegoś przez gardło, żołądek woła o ratunek. I faktycznie babcia zażywa odrobinkę mikstury, a potem zaczyna …. Nie, nie zdradzę, co było potem. Powiem tylko tak – i z babcią i ze zwierzętami na farmie zaczynają dziać się różne rzeczy. W każdym razie - nic już nie będzie takie jak przedtem.

Roald Dahl od dawna króluje w naszym domu. Kilka sprawdzonych lektur – Matylda, Charlie i fabryka czekolady, Fantastyczny Pan Lis, BFG. Niedawno dołączyła do nich kolejna książka – Cudowne lekarstwo George’a. Absolutnie zaskakująca, nieprzewidywalna. Z dziwnym zakończeniem, które moje młodsze dziecko krótko podsumowało: To już koniec? No tak, bo chcieliśmy więcej i więcej. Czytało się wyśmienicie – powiem tak – to lektura dla czytelników z poczuciem humoru, rozumiejących, że wszystko to żart i zabawa, bo absolutnie nikt nie namawia do tego, by babci podsuwać jakieś dziwne lekarstwo na poprawę. Dlatego też polecam tę książkę ciut starszym dzieciom – może wiek 9+ będzie adekwatny? W każdym razie bawiliśmy się przednio.

Wiek 9+

Wydawnictwo Znak

sobota, 24 marca 2018
Lilka i spółka - Magdalena Witkiewicz/ Joanna Zagner-Kołat

Lilka ma osiem lat i właśnie czekają ją wakacje. Problem w tym, że sprawy się strasznie skomplikowały. Siostra dziewczynki Wiktoria ma problemy z nogą, więc chcąc nie chcąc rodzice muszą zmienić wakacyjne plany dzieci. Jest tylko jedno wyjście – pobyt u ciotki Jadźki. Dodam tylko – u strrrrasznej ciotki Jadźki – z pypciem na nosie, wciskającej dzieciom wstrętny syrop z cebuli i pokrzywy. Jednym słowem – brrrr. Prawdziwa wiedźma, Baba Jaga. Można by o niej pisać i pisać, ale nie odbieram przyjemności czytania – opisy cioteczki faktycznie działają na wyobraźnię. Sama nie wiem, czy chciałabym odwiedzić taką ciotunię. Ale takie uczucie jest tylko na początku książki, bo z biegiem kart nasz stosunek do cioteczki diametralnie się zmienia na korzyść. Ale o tym …sza. Niech dzieciaki trochę pożyją w nieświadomości i trzymają kciuki za Lilkę, 12-letnią Wiktorię i najmłodszego Mateusza, którzy jadą na wakacje nad morze, choć sami mieszkają też nad … morzem – w słynnym falowcu w Gdańsku. Każde wyjście z danej sytuacji jest jednak dobrym wyjściem dla pracujących rodziców. W książce ciekawie przedstawiono rodzinną codzienność, dziecięce marzenia i plany. I choć pomiędzy rodzeństwem zdarzają się niesnaski, cała trójka zgodnie zawiązuje pakt przeciwko wspólnemu wrogowi – ciotce. Dzieciaki broją, pojawia się wątek kryminalny. Oprócz głównych postaci pojawiają się też bohaterowie drugiego planu – nawet policja i koty o oryginalnych imionach: Rutinoscorbin, Raphacholin i Witaminka. Ciekawe jest miejsce akcji: to domek, a właściwie pół domku przy głównej ulicy w Jastarni. Dodam tylko – domku, w którym panują porządek i dyscyplina.

Jak przetrwać u ciotki Jadźki? Co zrobić, by jak najszybciej od niej wyjechać? Dokąd ciotka chodzi codziennie rano? Z kim się spotyka? Dodam tylko, że zakończenie zaskakuje – nie tylko nas, ale i samych bohaterów: tj. Lilkę, Wiktorię i Mateusza zwanego Matewką. I zdradzę jeszcze, że dzieci na końcu będą tęsknić za wakacjami u ciotki Jadźki. A dlaczego? O tym sami przeczytajcie w tej zabawnej i pełnej przygód książce.

Wiek 7+

Wydawnictwo Od Deski Do Deski

niedziela, 04 marca 2018
Wojna, która ocaliła mi życie - Kimberly Brubaker Bradley

Ada ma 10 lat i do tej pory nigdy nie opuściła mieszkania. Świat zawsze należał do jej młodszego brata – Jamiego, który miał to szczęście urodzić się zdrowym dzieckiem. Dziewczynka tymczasem cierpi na szpotawość stopy, całkowicie zaniedbaną przez matkę. Kobieta sama „wychowuje” dwójkę dzieci, wstydzi się kalectwa córki i dlatego ukrywa ją przed światem, rozpowiadając wszystkim, że dziewczynka jest głęboko upośledzona. Kiedy rząd brytyjski po wybuchu wojny z Niemcami nakazuje ewakuowanie dzieci z Londynu w bezpieczne miejsce na  prowincji, matka podejmuje decyzję o wywiezieniu syna. „Gorsza” Ada ma zostać w mieście, zamknięta w czterech ścianach malutkiego mieszkania. Dziewczynka, która w tajemnicy przed wszystkimi sama nauczyła się chodzić, z trudem dociera do miejsca zbiórki i bez zgody matki opuszcza Londyn. Razem z bratem dostaje się do domu Susan, która zupełnie nie zna się na dzieciach i nie ma ochoty przyjmować nikogo obcego pod swój dach.

Muszę przyznać, że kiedy zaczynałam czytać tę książkę pomyślałam sobie, że wydaje mi się, że o wojnie już tyle powiedziano, że niewiele jest mnie w stanie zaskoczyć. A tu proszę, miła niespodzianka. Myślę, że to kwestia przedstawienia nie tylko samej wojny , ale sytuacji rodzinnej Ady. Postać matki jest naprawdę jedyna w swoim rodzaju, wręcz odpychająca. Podobne uczucia miałam podczas czytania „Matyldy”, gdzie brak akceptacji  córki – zresztą bardzo udanej i zdolnej, naprawdę był zadziwiający. Tutaj kobieta, którą dzieci nazywają mamą, została przedstawiona też w czarnych kolorach. I choć czytelnik ma nadzieję na swego rodzaju transformację, nic takiego nie ma tutaj miejsca. Niestety cudu nie będzie. Choć może nie do końca. Bo książka i tak ma dobre zakończenie, które spowoduje, że łzy polecą ciurkiem.

Książka jest też ciekawym obrazem społeczeństwa brytyjskiego, które radziło sobie jak tylko mogło podczas wojny – w zakresie opieki nad dziećmi, zdobywania pożywienia, a nawet … tropienia szpiegów. Nie wszystkim podobał się pomysł opieki nad cudzymi dziećmi, do czego wzywał rząd. Książka o trudnych relacjach między ludźmi bliskimi i obcymi, o powolnym poznawaniu drugiego człowieka, nieśmiałości i pokonywaniu jej. O trudnych uczuciach i dobrej przyjaźni – takiej na dobre i złe. W końcu o miejscu osób niepełnosprawnych w społeczeństwie. Książka do długich rozmów o akceptacji i tolerancji.

Wiek 9+

Wydawnictwo Entliczek

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 36