Archiwum
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli

Duże małe problemy

piątek, 08 lutego 2019

Kicia Kocia martwi się śmieciami oraz zwierzętami, które cierpią wskutek zanieczyszczenia środowiska. Razem z babcią zabiera się za sprzątanie. Babcia uwrażliwia wnuczkę na śmieciowy problem. Kicia Kocia uczy się segregowania śmieci: listki truskawek wędrują do kubełka na odpadki, kubeczek po jogurcie do plastików, stare lekarstwa należy oddać do apteki. No i oczywiście pozostaje jeden z ważniejszych tematów: lniana siatka na zakupy zamiast plastikowej torby. Tę również i babcia, i wnusia posiadają. Dzieci razem z Kicią Kocią uczą się, jak należy właściwie wyrzucać śmieci, żeby nie były one obciążeniem dla środowiska, dowiadują się o problemie śmieci. Kicia Kocia od dawna jest przyjaciółką najmłodszych. Cieszę się, że pojawiła się część poruszająca tak istotny problem. Zatem: kotka uczy dzieci dbać o środowisko już od najmłodszych lat i zachęca do naśladowania jej.

P.S. Tak sobie mruczę pod nosem, że fajnym pomysłem byłaby lniana torba na zakupy z Kicią Kocią- dla dzieciaków, które pomagają w domowych zakupach. 

Wiek 2+

Wydawnictwo Media Rodzina

sobota, 02 lutego 2019

Dziennik Cwaniaczka to ponoć antidotum na nieczytanie wśród dzieciaków. Dziecko nie czyta? "Podsuń mu/ jej Cwaniaczka. Zacznie czytać" – tak twierdzą co niektórzy. I coś w tym jest. Niby nic specjalnego - bo przecież z Cwaniaczkiem mogą się utożsamiać miliony nastolatków - jego problemy są problemami przeciętnego Jaśka Kowalskiego. Nie ma w sobie nic z superbohatera. Jednak sposób opowiadania o sobie, poczucie humoru, zmysł obserwacji i oceny i TE ilustracje sprawiają, że Cwaniaczek jest the best. Zastanawiałam się, co też ciekawego może wydarzyć się w kolejnym tomie. A może - i to dużo. I nie znajdziecie w nim niczego mrożącego krew w żyłach, ani superprzygody jak w Piratach z Karaibów. A jednak Cwaniaczek wciąga. Jego podejście do życia, radzenie sobie na własną rękę z różnymi problemami, tok myślenia, rozmowy z innymi. Co rusz jest śmiesznie. Co rusz młody człowiek może odnaleźć siebie w tej historii. Szkoła, dom rodzinny, sąsiedzi z ulicy i okolicy. Są i problemy dotykające całą ludzkość: jak GLOBALNE OCIEPLENIE. Cwaniaczek obawia się, że w lodowcach liczących sobie miliony lat mogą żyć groźne stwory, które po rozmrożeniu lodu nagle ożyją. Ale to tylko jeden z wielu, wielu problemów. Bo sami przyznajmy, Greg (prawdziwe imię chłopca) niby taki luzak, ale jak przyjdzie co do czego to naprawdę się przejmuje. Dlaczego Greg stara się być zawsze miły dla bystrzaków? W jaki sposób usiłuje przetrwać gimnazjum ? (co łatwe nie jest). Dlaczego otrzymał znów od mamy szlaban na TV i gry? I dlaczego rodzicielka zmuszona była wprowadzić WEEKENDY bez prądu? Skąd wziął się pomysł ćwiczenia uścisków ręki z tatą? I dlaczego mama wzięła swoim chłopakom koc? Sami widzicie, że życie w domu Grega do łatwych nie należy. W dodatku w szkole idzie tak sobie. Trudno wywiązać się z zadania projektowego na  temat Malty, gdy zadanie to robi się na ostatnią chwilę. Jest działanie – jest konsekwencja – tak myśli Gregowa mama, która zaraz wkracza do akcji i próbuje okiełznać Cwaniaczka. Czy odnosi na tym polu sukcesy? Jakiekolwiek? Co dzieje się w głowie młodego człowieka? Mnóstwo tych pytań. Ja mogę zapewnić, że Dziennik Cwaniaczka trzyma poziom.

Wiek 12+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

piątek, 18 stycznia 2019

Bolek i Lolek przeżywają prawdziwy renesans. Kiedy byli bardzo popularni jako kreskówka – dobranocka dla dzieci, nie było książek z ich przygodami. Teraz są książki – natomiast trudno o kreskówkę w telewizji. Pamiętam z dzieciństwa jak rysownicy Bolka i Lolka przyjechali do mojej miejscowości i w domu kultury przy pełnej sali dzieciaków na naszych zdumionych oczach rysowali olbrzymie plakaty z postaciami dwóch chłopców. W książce znajdziecie aż 15 przygód – a co najważniejsze – zupełnie nowych. W grubaśnym tomie liczącym sobie ponad 400 stron chłopcy zastanawiają się, gdzie podział się ich pies Zuch. Pięć miesięcy temu zabrali go ze schroniska. Pojawienie się zwierzaka w domu, zmienia życie wszystkich domowników. Dzieci dowiadują się, że posiadanie zwierzęcia wiąże się różnymi obowiązkami, których nie można zaniedbać, bo od tego zależy los innej żywej istoty. Na szczęście sam Zuch się odnajduje, a my dowiadujemy się całkiem sporo na temat psiej natury.

Ciekawe z czym Wam się kojarzy „blokada rodzicielska”? Pewnie wszyscy od razu odpowiedzą: z komputerem. Tymczasem w domu Bolka i Lolka ustanowiono blokadę na … brzydkie wyrazy. Nie myślcie, że obaj chłopcy to świętoszki. Czasem mają ochotę użyć siarczystego słownictwa, ale się hamują. Przeczytajcie koniecznie o ich przepisie na pozbycie się brzydkich słów z języka codziennego. Choć nie powiem: czasem kusi chłopaków, oj kusi.

Tymczasem Bolek kombinuje, jak by tu nie iść na basen. No tak, skoro nie potrafi pływać – strach przed wodą jest przeogromny. I wstyd też. Wyobraża sobie, co to za paskudztwo pływa w basenowej wodzie: rekiny i piranie. Wkrótce sam się na szczęście przekonuje, że basen wcale nie taki znów straszny, jak go sam maluje.

Do drzwi mieszkania podczas nieobecności rodziców, w pewną sylwestrowa noc, ktoś puka. Trzeba pomóc sąsiadowi, panu Mietkowi, któremu zginęły koty. Równolegle do rozwoju sytuacji i bardzo zaawansowanych poszukiwań, zaczyna działać wyobraźnia. Pojawiają się pytania: np. dlaczego pan Mietek uaktywnia się tylko wieczorami i w nocy? I zaczynają się przygody z …dreszczykiem. Co powiecie na historię o sąsiedzie, który być może jest … wampirem?

To tylko kilka przykładów perypetii i przygód dwóch chłopców – długo by jeszcze pisać, choć lepiej sięgnąć do samej książki. Obrazuje ona wesołe dzieciństwo, wśród przyjaciół (np. Zuza) i czworonogów. Wprawdzie Bolek na początku, jak to chłopak, trochę się burzy na znajomość z Zuzą, ale potem się do niej przekonuje. No cóż, taka natura młodego mężczyzny. To co cenne, pokazano tu dobre i przyjacielskie relacje z rodzicami. Mnóstwo tu problemów dnia codziennego, z perspektywy dorosłego może i błahych: zaginione kąpielówki, zbita szyba w czasie gry w piłkę, bałagan w dziecięcym pokoju, pogryzienia przez komary. To dzieciństwo bez TV i smartfonów, bez komputerów i laptopów. Chłopcy dużo czasu spędzają w swoim towarzystwie, rozmawiają, spierają się, dowcipkują, broją, przeżywają przygody. Bo nie wiem, czy wiecie, ale tam, gdzie coś idzie nie tak, właśnie zaczyna się przygoda.

Na końcu książki znajdziecie dodatkowe informacje i porady dotyczące posiadania zwierząt.

Wiek 5+

Wydawnictwo Znak

czwartek, 10 stycznia 2019

Na 13-letniego Emanuela koledzy wołają …Mikrob. Największym marzeniem Emanuela jest stać się w końcu dorosłym. Chłopak wyobraża sobie od czasu do czasu jak będzie wyglądało jego życie, gdy osiągnie już dojrzałość. Kłótnie z rodzicami pójdą w zapomnienie. W końcu tata - luzak i dość często gderająca mama ciągle się czegoś czepiają, o wszystko się kłócą, nic im się nie podoba. Nie będzie już problemów z rówieśnikami. Tak trudno znaleźć z nimi wspólny język. A nauczyciele? Bez komentarza, ci to już uwzięli się na całego. Jednym słowem Emanuel ma dość – chce być dorosłym i zapomnieć o swoich kłopotach. Dzięki wskazówkom z Internetu udzielonym mu w komentarzu przez pewnego Magika, chłopiec trafia do tajemniczego sklepu, w którym można kupić tabletki na dorosłość. Emanuel zażywa specyfik  i od tego momentu nic nie będzie takie samo jak przedtem. Wiele dzieci, wielu nastolatków marzy o tym, by w końcu stać się dorosłym. Ja jako dziecko marzyłam na przykład, żeby w dorosłym życiu jeść tyle lodów, ile tylko dusza zapragnie. Hi, hi – dziś nic z tych marzeń nie zostało. Tymczasem wracając do Mikroba, zażywanie tabletek na dorosłość, które nie dawało trwałego efektu, miało niestety też skutki uboczne. A jakie? Tych nie zdradzam, zajrzyjcie koniecznie do książki. Książka została doceniona przez czytelników – zbiera same dobre recenzje – i przez Polską Sekcję IBBY – zdobyła wyróżnienie w Konkursie na Książkę Roku 2018.  

Oprócz przygód Mikroba w dorosłym świecie, jest to opowieść o trudnym dorastaniu, szukaniu swojego miejsca na ziemi przez młodych ludzi. Również o konieczności stawiania sobie pewnych granic – w swoich działaniach jak i w kontaktach z innymi, zwłaszcza nieznajomymi. Bo gdy pewne rzeczy wymkną się spod kontroli, wówczas pojawiają się niemiłe niespodzianki, a nawet niebezpieczeństwa.

Wiek 12+

Wydawnictwo Adamada

poniedziałek, 17 grudnia 2018

 

Pamiętacie przygody detektywa Sventona? Miła niespodzianka sprzed kilku dni. Ukazała się nowa część przygodowej serii, o której pisałam na swoim blogu już kilka razy. Do tej pory wydano u nas trzy części pt.: Latający detektyw, Detektyw na pustyni, Ture Sventon w Sztokholmie. Jak podaje Wikipedia Ake Holmberg napisał 10 części detektywistycznej serii. A więc posyłamy uśmiech w kierunku Wydawnictwa Dwie Siostry – z prośbą o jeszcze. Jeśli zatem ktoś lubi klimatyczne kryminały w scenerii sprzed lat, niespiesznie skonstruowaną opowieść w oparciu o intelekt bohaterów, a nie tylko i wyłącznie o nowinki techniczne, to trafił pod właściwy adres. Ta część została wydana po raz pierwszy w 1950 roku – książka liczy sobie zatem prawie 68 lat. Autor pisał wszystkie książki z serii przez prawie 20 lat.

Ture Sventon otrzymuje zlecenie od lorda Hubbarda. Ten mieszka w Londynie w okazałym domu. Kilka dni temu zaczęły dziać się różne dziwne rzeczy zaobserwowane przez służbę. Ta spotkała w rezydencji pewnego dziwnego mężczyznę, który dość osobliwie się zachowywał. Sam lord Hubbard zobaczył natomiast w bibliotece tajemnicze buty wystające spod zasłon. Zaznaczam, co ważne, że były to buty ze spiczastymi czubkami. Ture Sventon wkracza do akcji i już ma pewne podejrzenia.

Po kilku latach przerwy cudnie jest znów spotkać ulubionego detektywa od spraw niemożliwych. Znów przeczytać o jego miłości do psysi (ptysi) z cukiernia Rozalii. O latającym dywanie służącym za środek lokomocji. Spotykamy tu znów starych znajomych – pana Omara z pustyni arabskiej, pannę Johansson – sekretarkę Sventona i Wilhelma (Wilusia) Łasicę – najgroźniejszego przestępcę, jak się okazuje nie tylko w Szwecji. Do tego jest jeszcze klimatyczny, jesienny Londyn zatopiony w gęstej mgle. I oryginalny dom lorda Hubbarda – zupełnie z innej epoki. I jest naprawdę świetny humor – inteligentny, chciałoby się powiedzieć: „angielski”. Ale to w końcu szwedzka opowieść. Więc jak to jest?

Książka została wydana w ramach serii "Mistrzowie Światowej Ilustracji". 

Wiek 7+

Wydawnictwo Dwie Siostry

czwartek, 13 grudnia 2018

Marta Kisiel do tej pory kojarzyła mi się tylko i wyłącznie z literaturą dla dorosłych. Tymczasem niespodzianka – i to jaka. Dawniej Niebożątko, teraz 10-letni Bożek z mamą i wujaszkami Turu i Konradem, mieszka w dziwacznym domu. Bo przecież tyle w tym domku kątków i zakątków gotowych przytulić jakiegoś kogosia.

Nie tak znowu dawno temu, bo zaledwie przed miesiącem lub sześcioma, a może jeszcze kiedy indziej, na skraju pewnego miasta stał dom. Stał tam od wielu lat, lecz mało kto o tym wiedział, a ci, którzy wiedzieli, rzadko o tym pamiętali. Nawet listonosz ciągle o nim zapominał, dlatego co rusz musiał się wracać.

Tak właśnie zaczyna się ta opowieść. Pięknie, prawda? Ale to nie wszyscy domownicy. Są tutaj również potwór, który umościł sobie legowisko pod Bożkowym łóżkiem, jest i anioł stróż, i upiory oraz topielce. I malutkie, pyzate Licho.  Chłopcu w takim towarzystwie żyje się szczęśliwie, niczego mu nie brak. Jednak tak jest do czasu, bowiem nadchodzi TEN moment w życiu, kiedy trzeba odejść spod opiekuńczych skrzydeł. A dokładniej – trzeba iść w świat, do ludzi, do … szkoły. Jednak czy dzieci zaakceptują inność chłopca? Bo Bożek jest inny, a ludzie nie lubią odmienności, inności.  No i jak tu iść do szkoły, skoro instytucja ta ma tyle minusów – tak skrupulatnie wyliczonych przez dorosłych: że lekcje są dość nudne; chyba, że nie są, ale to tylko czasem; trzeba słuchać pani; i siedzieć prosto w ławce …. Oj długo by wyliczać – zainteresowanych odsyłam na strony o nr. 55 i 56.

Książka w znakomity sposób, z wyczuciem i niesłychaną wrażliwością porusza temat szukania swojego miejsca na ziemi, akceptacji u innych i trudów dorastania. Dziecko zawsze czuje duży strach przed tym, co nowe i obce. Książka ma dużo uroku. Marta Kisiel cudnie opowiada swoją historię. Znajdziecie tu specyficzny humor, dużo magii, osobliwe postacie, mądre przesłanie i śliczne ilustracje Pauliny Wyrt.

Wiek 6+

Wydawnictwo Wilga

niedziela, 09 grudnia 2018

Mała świnka Tutu mieszka z mamą w chlewiku. Tutu jest jedyna w swoim gatunku – i to w całej wiosce. Bo żadna ze świnek nie ma tak jak Tutu całego ciałka w kropki. Prawdziwy piegusek z niej. Tutu uwielbia swoją opiekunkę Basię, która odwiedza Tutu każdego dnia. Jednak pewnego razu dziewczynka znika na kilka dni. Okazuje się, że była na kilkudniowej wycieczce. Opowiada Tutu, co zwiedziła, co widziała. I o filmie pt. „Wyspa Świnek”. Tutu nastawia uszu i uruchamia wyobraźnię. Od tego dnia nic nie będzie już takie samo, jakie było przedtem. Tutu chciałaby zamieszkać na takiej wyspie. Jednak nadchodzi dzień, gdy Tutu razem z mamą wywieziona zostaje na targ. Ona zostaje sprzedana do  „Małego Zoo”. Tutaj Tutu poznaje mnóstwo innych zwierząt. Jednak cały czas marzy jej się wyprawa na wspomnianą wyżej wyspę. Na dalekim morzu, bez domów ludzi, gospodarstw, za to ze świnkami w różowe i czarne ciapki – jak Tutu. Czy Tutu uda się zrealizować swoje marzenia?

Ta książka jest właśnie o marzeniach. Że się spełniają – nawet wtedy, gdy wszystkie znaki na niebie i Ziemi wskazują na to, że nic z tego nie będzie. I jest jeszcze o przyjaźni. Świnka Tutu na swej drodze spotyka pokrewne dusze, prawdziwych przyjaciół spieszących z pomocą i dobrą radą. „Czas marzenia wprowadzić w czyn!” – warto zapamiętać motto szczura Radka, który odegra dużą rolę  w realizacji marzeń Tutu.

Celowo przytoczyłam dokładniej treść tej opowieści. Pewnie podczas lektury mogą zdarzyć się pytania: dlaczego Tutu została sprzedana, co dalej z jej mamą Tutu? Sama książka kończy się happyenedem – ale pewnie bez wiercenia dziury w brzuchu się nie obędzie. Więc  - decyzja należy do Was.

Wiek 5+

Wydawnictwo Literatura

piątek, 07 grudnia 2018

Książka dla tych, którzy lubią zwierzęta i opowieści o nich. Mała pustułka jest przekonana, że potrafi już dobrze latać i dlatego opuszcza bezpieczne miejsce. Na szczęście są ludzie, którym zależy na tym, by małemu sokołowi nic się nie stało. Kotka Jodie wypadła z balkonu i złamała sobie łapkę. Potrzebna pomoc – natychmiast. Słoniowi Kacprowi z cyrku łzawi jedno oko. Coś mu tam wpadło i strasznie przeszkadza. Jak człowiekowi. Z tą tylko różnicą, że człowiek może się pozbyć paprocha. Dla słonia to ogromny problem. Kacper podczas wynoszenia śmieci i wyprowadzania psa na spacer znajduje w śmietniku karton z trójkolorową świnką morską. Papuga Pola … chyba oszalała. Zdenerwowana wrzeszczy i nie chce wejść do swojej klatki. Pani Ula znajduje pudełko z trzema kotkami. I co z nimi teraz będzie? Powiem krótko: na wszelkie kłopoty … redaktor Grzegorz i doktor Wojtek. Ten pierwszy prowadzi audycję w radiu „Klinika zdrowego chomika”. Ten drugi leczy zwierzęta, doradza, pomaga. Obaj panowie współpracują ze sobą, dają z siebie wszystko, by nikogo nie zostawić bez pomocy. A przecież niektóre przypadki są skomplikowane. Podpowiadają ludziom, jak dbać o zwierzęta, jak je pielęgnować. Oprócz głównych bohaterów,  w tle pojawia się plejada innych dwu- i czteronożnych zwierzaków. Na ich przykładzie dzieci poznają losy zwierząt, przygody, a także pomysły na rozwiązanie problemów. Książka uwrażliwia na losy zwierząt. Pokazuje zaangażowanie ludzi w ratowanie ich i otaczanie opieką. To naprawdę piękne przykłady zachowań, które warto pokazywać i o nich mówić. Reporter Radia Kraków, pan Karol, pomaga w drodze do pracy pustułce. Mama Karola godzi się, by bezdomna świnka znalazła dom właśnie u nich w mieszkaniu. Pani Ula angażuje się w poszukiwanie domu dla 3 małych kotków z kartonu.

Książka porusza oprócz przypadków złamań, chorób również inne ważne problemy. Gdzieś w tle pojawia się cyrk i protestujący ludzi. Dalej: pozostawianie zwierząt w kartonach w jakichś ustronnych miejscach, podrzucanie ich. O tym wszystkim można porozmawiać z dzieckiem podczas lektury.

Wiek 5+

Wydawnictwo Literatura

wtorek, 04 grudnia 2018

 

Osoby, które były świadkami stanu wojennego w Polsce, mają pewnie swoje osobiste wspomnienia związane z tym smutnym wydarzeniem. Ja pamiętam poranek zimowy 13 grudnia – strasznie śnieżny i mroźny. Moja mama zdenerwowana słuchała obrad sejmu w radiu. Potem zapłakana powiedziała, że wprowadzono stan wojenny i w jakiś dziecięcy sposób próbowała wyjaśnić, co to znaczy. Przypomniałam sobie ten obrazek sprzed lat właśnie przez „Wilczka”. Gdy przeczytałam o rozbitym kubku kakao pod nogami zapłakanej mamy Wiktora (zwanego Wilczkiem).  To chłopiec, który żyje w rodzinie zaangażowanej. Zarówno mama jak i tata są działaczami opozycyjnymi. Często dokądś idą, wtedy Wilczek zostaje pod opieką niezliczonej liczby różnych cioć i wujków. Zresztą jedna z tych cioć nadała chłopcu właśnie ten tytułowy przydomek „Wilczek”. Wilczek mieszka z nimi w akademiku. Przysłuchuje się przemówieniu „pana w okularach”. To określenie znało wtedy tyle dzieci. Organizowane są strajki, obowiązuje godzina milicyjna. W drodze do babci Wilczek jest świadkiem rewizji maminej walizki. Jest to smutne przeżycie i przygnębiający widok. Wyłączone telefony, brak kontaktów, przyczajony wron w kącie, nerwowe czekanie na powrót taty, wyłączenie ogrzewania w akademiku. I gdzieś pomiędzy tym małe dziecko. Dziecko, któremu zimno, ciągnięte ze spotkania na spotkanie, rozumiejące świat po swojemu, tęskniące za wciąż nieobecnymi, zaangażowanym ojcem. Jest to wzruszająca opowieść o grudniowych wydarzeniach z perspektywy przedszkolaka. Trudne decyzje, trudne wybory rodziców, rozstania. I to smutne mądre stwierdzenie: „Wszystkie wojny wyglądają tak samo”. Dzieci czasem mają swoje wyobrażenie na temat wojny. Chcą traktować ją jako przygodę. A tak nie jest – i doświadczenia Wilczka ze stanu wojennego to pokazują. Historia ta wydarzyła się naprawdę. Katarzyna Ryrych wspomina tu siebie – jako "gitarową ciocię", która zaprzyjaźniła się z mamą Wilczka.

Wiek 8+

Wydawnictwo Literatura

 

niedziela, 02 grudnia 2018

Bajka o Aurelce, która pewnego dnia otrzymała swoje Maleńkie Królestwo. Dziwnie to brzmi, prawda? Ale wyobraźcie sobie coś takiego: Wasze Królestwo przychodzi zupełnie nieoczekiwanie pocztą. Niby się wydaje takie malutkie. Tymczasem za sprawą czarodziejskiego psikacza, można stać się tak małym, że hop i można wejść do swojego Królestwa.

Samo Królestwo jest czymś zupełnie nowym dla Aurelki. Dziewczynka do tej pory znała życie królewien i księżniczek wyłącznie z bajek. „Aurelka Pierwsza, królewna Maleńkiego Królestwa”, musi sobie szybciutko przypomnieć, co robiły te wszystkie królewny w bajkach. I kiedy jej rozkazy wydają się jej samej troszkę nierozsądne (np. „Zawieście tron na drzewie! Chcę się na nim pobujać!”) Aurelka asekuracyjnie myśli: „Jutro powiem coś mądrzejszego”. Troszkę przypomina mi tym stwierdzeniem Scarlett z „Przeminęło z wiatrem”, która lubiła znajdować wyjście z trudnych sytuacji dzięki stwierdzeniu: „Pomyślę o tym jutro”. Tymczasem Aurelka doświadcza tego, że Królestwo to wielka odpowiedzialność, a prawdziwe życie królewny mało przypomina bajkowe życie z książek. Bo przecież jakieś nieprzemyślane zarządzenie może spowodować chaos. Jak choćby takie, że wszystko wolno. A skoro wolno, to Wielki Ochmistrz nie pojawia się i nie woła na kolację. Dama dworu zamiast kłaniać się w pas, skacze na skakance. A kucharka nie podaje posiłków, tylko (o zgrozzzzzzzo) obojętnie wzrusza ramionami.

Mądra, nie pozbawiona humoru opowieść o tym, że życie królewny ma swoje jasne i ciemne strony. I wcale nie jest takie słodkie, jak się powszechnie wydaje. Aurelka czasami ma serdecznie dość, bo musi podejmować decyzje wagi państwowej, odpowiadać na trudne i męczące pytania, nie ma czasu na zabawę. A przecież tak bardzo chciałaby być normalną, zwykłą dziewczynką. Tyci-tyci Królestwo też może sprawiać kłopoty, o których, jak i o licznych przygodach, przeczytacie w tej pięknie wydanej i zilustrowanej książce. Została doceniona przez czytelników. To zwyciężczyni pierwszej edycji konkursu Empiku: „Przecinek i Kropka”. Znajduje się też na Złotej Liście Fundacji ABCXXI – „Cała Polska czyta dzieciom”.

Wiek 5+

Wydawnictwo Bajka

sobota, 01 grudnia 2018

Trzy siostry tracą swoich rodziców i zostają wbrew swojej woli przeniesione do Krainy Elfów. Półelfka Vivi i dwie bliźniaczki – śmiertelniczki: Taryn i Jude. Są wychowywane przez Madoka, zaufanego króla, pierwszego męża matki, człowieka okrutnego i gotowego zabić, żeby tylko osiągnąć swój cel. Kraina Elfów w tej książce to nie słodka kraina, jaką być może znamy z bajek dla dzieci. Dziewczyny nie zostały ciepło przywitane w  elfiej krainie. Tak jak i inni śmiertelnicy, są obywatelami drugiej kategorii – są poniżane i wyśmiewane. Zresztą nie posiadają jedynych w swoim rodzaju elfich umiejętności. Za to muszą bardzo uważać, by nie paść ofiarami magii i czarów. Najstarsza Vivi unika kontaktu ze światem. Porwana jak dziewięciolatka dużo pamięta. Tęskni za dawnym życiem, dżinsami, centrami handlowymi, lodami. Znalazła sposób, by od czasu do czasu wrócić do równoległego świata śmiertelników. Dzięki czarom i łodyżce krwawnika udaje jej się zabrać swoje siostry do krainy zwykłych ludzi. Właśnie, a co z siostrami? Porwane jako małe dzieci w ogóle nie pamiętają dawnych czasów. Znają tylko życie w Krainie Elfów i cały czas mimo licznych trudności próbują się jakoś dostosować, znaleźć tutaj właśnie swoje miejsce w Elysium. To nie podoba się oczywiście najstarszej siostrze. Jednak zarówno Jude jak i Taryn mimo swoich starań, zawsze są wyszydzane, zwłaszcza przez najmłodszego z synów króla – księcia Cardana i jego przyjaciół. Dzięki koralom z jarzębiny ukrytym pod strojem udaje im się unikać klątw, zaklęć, które elfy chętnie rzucają w ich stronę. Zwłaszcza wtedy, gdy dziewczynom coś się udaje, gdy są lepsze od kogoś z nich, np. podczas zajęć w elfiej szkole. Nadchodzi jednak czas, kiedy Jude zaczyna się buntować. Widzi wielką niesprawiedliwość w ich traktowaniu i nie godzi się z tym. Coś w niej pęka, rodzi się wola walki o swoją godność i honor. Odważnie podnosi czoło do walki, patrzy prosto w oczy Cardanowi. Czuje się silna, bo świetnie radzi sobie z mieczem. Marzy o tym, by zostać w przyszłości rycerzem. Czy jej marzenia się spełnią?

Udana powieść fantasy dla młodzieży autorki kultowej serii „Kroniki Spiderwick”. Stworzyła świat, w którym panują określone zasady, z charakterystycznym nazewnictwem (tłumacz musiał się nieźle natrudzić, by sprostać i nazewnictwu i neologizmom). Mnie podobało się pokazanie całej machiny władzy. Dwór z konwenansami i ustalonym porządkiem. Te wszystkie intrygi, knowania, układy – życie na dworze naprawdę nie ma nic wspólnego z tym znanym z bajek dla dzieci. Jude rzuca wyzwanie i ponosi tego konsekwencje, już taką ma naturę, że wybiera sobie drogę pod górkę. Żadne skróty w ogóle nie wchodzą w grę. Ciekawe, jak potoczą się jej dalsze losy, bowiem „Okrutny książę” to pierwsza część trylogii.

Wiek 15+

Wydawnictwo Jaguar

piątek, 30 listopada 2018

Po przeczytaniu tej historii, inaczej spojrzycie na każde drzewo. Bo jak się okazuje drzewo to nie tylko zwykłe drzewo. To świadek tego, co się dzieje wokół niego. A każde drzewo może nosić w sobie jakąś tajemnicę podobnie jak …. Drzewo życzeń to pewien Dąb – duży, dość stary (liczy sobie 200 lat), rośnie koło szkoły. Quercus rubra – dąb czerwony – gatunek często spotykany w Ameryce Północnej. Co roku staje się drzewem życzeń. Ludzie z miasteczka zdradzają mu swoje marzenia – wieszają skrawki papieru, na których spisują marzenia i pragnienia. Akurat ten Dąb wiele już w życiu się nasłuchał, wielu rzeczy był świadkiem. Pewnego dnia do miasteczka przybywa 10-letnia Samar. Dziewczynka swoje przeżyła, nadszedł czas na wyciszenie i zapomnienie tego, co było w jej życiu niedobre. Nieśmiałe dziecko o wieczornej porze wymyka się do ogrodu, siada pod drzewem i zaprzyjaźnia się z najbliższym otoczeniem. I ona ma jedno ważne życzenie: Samar chciałaby znaleźć prawdziwego przyjaciela. Jednak nowi mieszkańcy nie zostali przez wszystkich przyjęci ciepło i w przyjazny sposób. Ktoś obrzucił domek przybyszów jajkami. Ktoś inny wrzeszczał w ich kierunku: „Muzułmanie do domu!”. Pewnego dnia ktoś wyciął strasznie ohydny napis na korze drzewa.

Piękna i mądra książka o nietolerancji i braku akceptacji. O szukaniu swojego miejsca na Ziemi. O złości, strachu, radości i przyjaźni. Wszystkie możliwe emocje – bo taka sytuacja może rodzić różne stany uczuć. Do czytania przez dzieci, młodzież i dorosłych, bo wszyscy potrzebujemy tej książki. Choć zachodzę w głowę, czy będzie miała okazję trafić właśnie do rąk tych, do których trafić powinna? Jest w tej książce swego rodzaju dostojność – może wynika to z racji wieku Dębu? Jest mądrość, którą niesie ta historia, i do której musi odnieść się czytelnik. Bo nie wierzę, by opowieść o Samar nie wzruszyła, pozostawiła bez refleksji. Jeśli szukacie mądrych książek pod choinkę, to jest to jak najbardziej trafny wybór. I na dodatek ta okładka! Śliczna.

Wiek 7+

Wydawnictwo Dwie Siostry

czwartek, 29 listopada 2018

Dzień dobry, nazywam się Wesoły Ryjek. Tak od kilku już lat zaczynają się krótkie opowiastki małego prosiaczka o imieniu Wesoły Ryjek. Towarzyszą mu zawsze mama, tata i żółw przytulanka. Nadeszła jesień. Wesoły Ryjek cały czas poznaje świat, który przecież zmienia się wciąż, a już na pewno z nadejściem każdej pory roku. Pewnego dnia jesień podrzuca mu mały liść. To doskonała okazja do tego, by zrobić jesienną dekorację na ścianę. A może nawet napisać do kogoś prawdziwy list? Wesoły Ryjek próbuje po swojemu wytłumaczyć ciemność. Czyżby ciemność wszystko pożerała? Prosiaczek chce wołać mamę, ale rezygnuje. Jak się okazuje - ciemność wcale nie jest taka ciemna. Ciekawe, dlaczego? I zawsze jest pogoda na spacer, nieważne, że pada deszcz, a słońce właśnie schowało się za chmurami. Trzeba tylko dobrać odpowiedni strój: kalosze i pelerynę. I jeszcze, że szarlotki nie robi się szybko – ot tak szast-prast. Nieeeee, nic z tych rzeczy. Trzeba poczekać, sprawdzić, czy są wszystkie składniki . Piękne jest w tej książce dziecięce postrzeganie świata. Dorośli otoczeni przez tysiące liści, z trudem dostrzegają ten jeden jedyny, który upadnie koło ich stóp. Kto z dorosłych ma czas zastanawiać się nad istotą ciemności? I że czasem czekanie na przyjemność samo w sobie też jest przyjemne. Wesoły Ryjek uczy dzieci i dorosłych dostrzegać rzeczy mało widoczne, ale ważne. Czasami czekamy na coś spektakularnego w naszym życiu. Tymczasem ważne są też rzeczy małe, nic nie znaczące momenty – zapach jesiennych liści, szarlotki, padającego deszczu, grzybowego lasu. Właśnie takie cuda znajdziecie w tej niepozornej książce. Wesoły Ryjek uczy też więzi rodziców z dziećmi. W rodzinie prosiaczka zawsze panuje atmosfera wzajemnej miłości, szacunku i zrozumienia. Oni po prostu lubią ze sobą być. O każdej porze roku.

Wiek 3+

Wydawnictwo Media Rodzina

poniedziałek, 26 listopada 2018

Ewah jest synem myśliwego. Chłopak może imponować. Mimo młodego wieku – ma poukładane w głowie. W przeciwieństwie do kowalskiego synalka Noroga, który często szuka pretekstu do zwady i bójek. Ewah chętnie pomaga rodzicom, nie boi się pracy, swój wolny czas wykorzystuje na pożyteczne zajęcia. Jednym słowem – wymarzony syn. Kowal, mający silną pozycję w wiosce, wykorzystuje ten fakt i próbuje uprzykrzyć życie zarówno myśliwemu jak i jego synowi. Ewah oczywiście buntuje się, tym bardziej że i on, i Norog są zainteresowani tą samą dziewczyną z sąsiedztwa. Tymczasem wiosce grozi wielkie niebezpieczeństwo. Słowa: Żelazny Kruk budzą strach wśród najodważniejszych . Olbrzymie, potworne ptaszysko, które pojawia się niewiadomo skąd, z olbrzymią ilością wojska, które morduje, plądruje i porywa w niewolę. Kilka dni temu ojciec Ewaha zauważa na niebie złowrogi cień. Potem następuje atak, w czasie którego w ciągu kilku chwil Ewah traci prawie całą rodzinę. Chłopak postanawia odnaleźć bestię i zemścić się za śmierć bliskich.

W tej powieści bohaterem pierwszoplanowym jest wspomniany już Ewah: odważny, honorowy, mimo licznych przeciwieństw i ciosów od losu chce podjąć wyzwanie od losu. 14-latek musi szybko dorosnąć, podejmować wybory i decyzje, które go niekiedy przerastają. Czuje odpowiedzialność za innych, zwłaszcza za malutką ocalałą w napadzie na wieś siostrzyczkę. Droga do Żelaznego Kruka nie jest łatwa. Tym bardziej, że wydaje się, że temat ten skrywa jakaś dziwna zmowa milczenia. Nikt nic nie wie, nie widział, nie chce mówić na ten temat. Podczas wyprawy na Ewaha czają się liczne niebezpieczeństwa, rzezimieszki, źli ludzie i tajemnicze niespodzianki. Chłopak nie raz musi dobywać miecza.

„Żelazny Kruk” to połączenie przygody z fantasy. Raczej niewiele książek tego typu właśnie dla młodzieży znalazłam wśród polskich autorów.  Dla Rafała Dębskiego musiało być to również swego rodzaju wyzwanie, bowiem do tej pory nie specjalizował się on  w tego typu „młodzieżówkach”. Powiem tak: przeczytałam z młodszym synem i bardzo nam się podobało. Teraz czekamy na ciąg dalszy. W planach jeszcze dwie kolejne części.

Wiek 11+

Wydawnictwo Jaguar

niedziela, 25 listopada 2018

Można by pokusić się o stwierdzenie, że o wojnie powiedziano już tak wiele, że temat chyba się wyczerpał. Nic bardziej mylnego, co udowadnia książka amerykańskiej autorki.

W Krakowie mieszka sobie pewien Lalkarz (od razu skojarzył mi się z kultowym Gepetto z „Pinokia”). Czasy nie są spokojne. Wyczuwa się , że już za chwilę wydarzy się coś niedobrego. Wojna wisi w powietrzu. Lalkarz Cyryl w swoim długim życiu wykonał dużo zabawek, wielu lalkom „dał” życie, a wielu dzieciom podarował tym samym radość. Jednak kukiełka Karolina jest zupełnie inna. Dlaczego? Karolina mówi. Co ja piszę – gada jak najęta. Czuje, przeczuwa, oddycha, myśli, planuje, boi się, cieszy się. Jednym słowem – żyje naprawdę. Karolina tak naprawdę przybyła do Lalkarza ze swojego świata – z Krainy Lalek. Za sprawą magicznego wiatru pojawiła się właśnie w Krakowie, wśród ludzi. Lalkarz ma też wielką moc – tylko jeszcze w tym momencie nie zdaje sobie z tego sprawy, musi ją odkryć – ale wszystko w swoim czasie. I posiada również olbrzymi talent – na miarę owych niebezpiecznych i okrutnych czasów, które już za chwilę nadejdą. Od momentu pojawienia się Karoliny w skromnych progach warsztatu rzemieślnika – artysty nic już nie będzie takie samo jak przedtem. Pewnie domyślacie się, że między Lalkarzem i Karoliną zrodzi się przyjaźń, ich relacje staną się ciekawym tłem do nieludzkich wydarzeń, które odbiły się piętnem na losach tysięcy, milionów ludzi. Piszę tu o okrutnych, nieludzkich czasach. Właśnie ta piękna przyjaźń, działania Lalkarza i Karoliny są takim światełkiem na końcu korytarza zwanego brakiem nadziei. W czasach okupacji, podczas której tak łatwo szafowano ludzkim życiem, znajdzie się ktoś, kto będzie gotów poświęcić wszystko, swoje najcenniejsze życie, nieść pomoc innym, ratować ludzkie życie, dawać nadzieję, pocieszenie.

Ktoś kiedyś powiedział, że w związku ostatnią wojną ogromne wrażenie robią liczby. Jednak jeszcze większe wrażenie robi los pojedynczego człowieka, który gdzieś ginie w tych milionach. Pochłania go masa. Jednak jeśli przyjrzymy się tej jednej, jedynej osobie, poznamy jej myśli, poczujemy strach, odruchy serca, jej pewność i niepewność, szczęścia i nieszczęścia – lepiej zrozumiemy okropności wojny. Bardziej to przemawia do nas aniżeli ikonografika wszystkich danych statystycznych, które serwują nam podręczniki historii. Poznacie Lalkarza, który będzie robił wszystko, by przeżyć ten okrutny czas, ale który będzie niósł też pomoc innym. Zobaczycie piękno ludzkiej duszy w ciemnych, odhumanizowanych czasach. Żeby złagodzić ton książki baśniowość, magia i fantastyka przewijają się tu z wojenną rzeczywistością. Jednak nie udaje się uciec o wojennej tematyki. Kolor czarny istnieje w życiu – nadchodzi czas, kiedy młodym ludziom trzeba podsunąć książkę o „tamtych” wydarzeniach. Może więc zacząć od „Lalkarza Z Krakowa”?

Dodam jeszcze, że książka kusi piękną i oryginalną okładką. W środku – strony ozdobione są bogato ornamentami.  Czujemy się, jakbyśmy faktycznie znaleźli się jakiejś baśniowej krainie. A to wojenny Kraków…

Wiek 12+

Wydawnictwo Galeria Książki

niedziela, 18 listopada 2018

Czyż każdy z nas nie marzy o prawdziwej wielkiej miłości w  życiu? Nic dziwnego, że i kot Hipacy chciałby się zakochać. Najlepiej w „mikołajki”. Łatwo powiedzieć – zakochanie się to wcale niełatwa sprawa. Hipacy tymczasem marzy o tym uczuciu tak intensywnie, że aż mu mleko wykipiało. Ale jak poznać tę drugą połówkę? W tym temacie radzi się bardziej doświadczonego kolegi – Stefana. Może powinien udać się do kina, teatru, na potańcówkę, kulig, turniej brydża, na lodowisko, do baru rybnego, muzeum naleśników czy może do smażalni śledziowych pączków? Rozbawiły mnie te propozycje, nie powiem. I tak sobie na brudno myślę, że przecież to ważne, gdzie się spotka tego swojego „niedoparka”, w jakim środowisku przebywa, gdzie bywa. Oj, ale wybór miejsca, jak się okazuje, w przypadku Hipacego, to też wielki problem. W dodatku spotkanie kogoś nie rozwiązuje go: musi przecież zaiskrzyć, musi być chemia. Trzeba dobrze czuć się w towarzystwie tej drugiej osóbki, rozumieć bez słów. Czy Hipacemu się uda znaleźć taką bratnią duszę?

Sercowe rozterki sympatycznego kota – do poczytania właśnie teraz, w okresie przedświątecznym. Jako że i takie elementy pojawiają się w tej miłej książce. Bo kto powiedział, że  w Adwencie to tylko i reniferach, Mikołaju i prezentach trzeba czytać?

Wiek 3+

Wydawnictwo Literatura

poniedziałek, 05 listopada 2018

Fanny ma 17 lat i wielki (jak na ten wiek) temperament. I do tego ochotę na jakąś zmianę w jej życiu. Hasło „szkoła” dużo mówi w tym temacie. Fanny właśnie zrezygnowała z tej instytucji, pakuje walizki i wyjeżdża do Chateau Janvier w Szwajcarii. Cel jest jeden: położony w wysokich Alpach hotel. Fanny mruczy sobie pod nosem, że przecież matura jej do niczego potrzebna. Będzie się realizowała pracując, zdobędzie doświadczenie, zarobi trochę pieniędzy. Podniebny – hotel piękny i trochę podupadły. Do nieba – dosłownie – tu niedaleko. Zresztą rozglądając się po okolicy, Fanny czuje się tak, jakby już była w niebie. Dziewczyna chciałaby tu się również trochę wyciszyć, wypocząć – zwłaszcza po ostatnich, niezbyt przyjemnych, przeżyciach. Lecz płonne jej nadzieje. Przed nią Boże Narodzenie – w interesie turystycznym o tej porze wzmożony ruch. I Podniebny nie jest wyjątkiem. Przybywają znamienici goście z całego świata. A wraz z nimi przyjeżdża ich progenitura. I to właśnie dziećmi ma się głównie zajmować Fanny. Nowe obowiązki wypełniają całe jej dni. Jednak kiedy jednemu z gości ginie drogocenny pierścionek, myśli dziewczyny nabierają tempa i zaczynają wirować  w zupełnie innym kierunku. W świątecznym zgiełku hotelowym Fanny próbuje rozwikłać zagadkę kradzieży. Ale to nie wszystko – są i inne wątki, które Wam przypadną do gustu: bohaterowie, urokliwe miejsce, ciekawy choć nie eksponowany na siłę wątek miłosny. Również konstrukcja samej bohaterki dodaje wiele uroku tej powieści. Dziewczyna zbuntowana, podążająca swoimi ścieżkami, wpisana w harmonogram hotelu – a jednak działająca solo, na swój sposób ambitna. Dobiera sobie powściągliwie nowych przyjaciół. Fanny nie brak sprytu i poczucia humoru, co dodaje powieści pewnej lekkości.

Jeśli nie macie pomysłu na prezent gwiazdkowy dla nastolatki „Podniebny” nadaje się na niego wyśmienicie. Zagadka kryminalna, doprawiona uczuciami, w pięknym miejscu, o czarodziejskiej porze Bożego Narodzenia. Nic, tylko czytać.

Wiek 15+

Wydawnictwo Media Rodzina

niedziela, 04 listopada 2018

Zofia Stanecka przyzwyczaiła nas do pojedynczych tematycznych opowieści o Basi – rezolutnej dziewczynce w wieku przedszkolnym. Basia od wielu lat pomaga właśnie przedszkolakom poznać świat, zrozumieć, okiełznać go. Te opowieści, w postaci pojedynczych książek, stanowiły zawsze krótszą lekturę – na jednorazowe czytanie. Tymczasem „Basia i lato pod psem” to prawdziwa powieść, w poręcznym formacie – 17 rozdziałów, 166 stron. I jedna tematyka. Choć nie powiem – tytuł może nieźle zmylić. W myśl tego, co kilkaset lat temu prawił Arystoteles, że tytuł jest kluczem do poetyki utworu, należałoby się tu spodziewać nieudanych wakacji. Tymczasem rzecz dotyczy bardziej psa, choć i wakacji również. Basia, jak wielu przedszkolaków, marzy  o posiadaniu zwierzaka. Ona CHCIAŁABY mieć PSA. Wierci dziurę w brzuchu mamie i tacie. Wprawdzie mama już wiele razy mówiła „nie”, ale Basia tak na wszelki wypadek próbuje jeszcze raz. I jeszcze raz. W końcu to nic nie kosztuje. „Bez psa nic nie ma sensu” – powtarza zrezygnowana Basia. I nawet jak oczy zamyka, to przed oczami ma psa. A co z wakacjami? Basia podpowiada: „To będą najgorsze wakacje świata”. Ciągle pada, a rodzice mają w planach spanie pod namiotem. Faktycznie, aż kusi , by powiedzieć: wakacje pod psem. Na dodatek temat psa ciągle powraca. W drodze na wakacje Basia jest świadkiem strasznej sceny: jakiś mężczyzna chce uderzyć pieska. Basia, jak i czytelnicy, bardzo to przeżywają.

Basia w powieści – to chyba nowość. Chyba, że mi po drodze cosik umknęło. Dzieci dowiedzą się, że wakacje mogą się udać nawet wtedy, gdy pogoda nie całkiem dopisze. I pod namiotem – też jest fajnie. Skromne warunki , ale za to dobre towarzystwo – to jest TO! I nie przeszkadza, że najmłodszy Franek połknął kawałek szynki, zmywanie jest wyzwaniem, wyprawa na plażę z górą potrzebnych rzeczy jest nie lada wyzwaniem. I pies – ciągle pojawia się ten pies. W każdym razie w ustach mamy zamiast słowa „nie” pojawiło się „zobaczymy”. Sytuacja jest w każdym razie rozwojowa.

Basia jest już starsza. Czyżby autorka zdecydowała się posłać Basię do szkoły?

Wiek 5+

Wydawnictwo Egmont

Komiks dla początkujących czytelników. Maja opiekuje się trzema dinozaurami w wersji mini. Tymczasem Rex, Tops i Velo postanawiają opuścić dom Mai (ach, ten list pożegnalny) i udać się na wahadłowiec, by powrócić na statek – matkę. Maja zabiera swoich podopiecznych w plecaku do szkoły. Będzie się działo, bo trójka odkrywców dostrzega w jednym z uczniowskich plecaków swój „WACHADUOWJEDZ”.

Krótki komiks z ciekawą szkolną fabułą, który może w młodszych czytelnikach zaszczepić pasje komiksową. Są oczywiście czarne szkolne charakterki, groźny dyro, wahadłowiec schowany w czeluściach dyrektorskiej szuflady i jest pewien tajemniczy, trzymający w napięciu, plan odzyskania owego pojazdu minizaurów. Jak skończy się ta historia? Czy dinozaurom uda się dotrzeć do swoich kolegów? A może to ciekawy temat na kolejną część serii?

Komiks został nagrodzony w trzeciej edycji „Konkursu im. Janusza Christy dla dzieci”. Wcześniejsze przygody minizaurów i Mai w pierwszym zeszycie: „Odnaleziony świat”.

Wiek 5+

Wydawnictwo Egmont

sobota, 03 listopada 2018

 

Albert i jego tata w zwykłej codziennej rzeczywistości , w której ciągle brakuje czasu, gdzie wciąż się za czymś goni. Jest sobota i chłopaki wraz z Miką rozpakowują zakupy. Szybko, szybko. A tu jeszcze trzeba nastawić pralkę, poupychać wszystko do szafek, szafeczek, na półki, do lodówki. Wszyscy chcą się uwinąć z robotą, bo to sobota - marzenia o relaksie są jak najbardziej uzasadnione. W końcu wszyscy na niego zasłużyli. Wreszcie KONIEC. Tata robi sobie kawę, Albert znika z ciekawą książką w jakimś kącie. Tymczasem coś zaburza ten spokój, to wytęsknione weekendowe nicnierobienie. Na szczęście mężczyźni w tej książce (jak i serii) mają duże poczucie humoru, z każdej opresji mimo pozornej porażki, wychodzą zwycięsko, z uśmiechem na ustach. Książka uczy na pewno optymizmu. Jest wiele podobnych sytuacji, które wyprowadzają z równowagi, po ludzku denerwują, bo coś poszło nie tak, bo znów jest pod górkę. I zaraz humor popsuty. Natomiast tata Alberta uczy dzieci i nas, rodziców, że po burzy wstaje słońce – tzn. choćby nie wiem jak było smutno, coś nie udaje się – warto śmiać się z samych siebie, a pretensje, że ktoś zrobił źle, odstawić do kąta. Powiem krótko – „lody kalesonowe” mnie totalnie rozbroiły i będę o nich pamiętać w złe dni. I oczywiście złote myśli taty Alberta. Dzieci pewnie pomyślą: dobre rady są po to, by je jednym uchem wpuścić, a drugim wypuścić. Na co my rodzice odpowiadamy – niby rady rodziców denerwują dzieciaki, a jednak czasem się przydają. Bo ich brak może zdezorganizować porządek dnia. O czym można się przekonać przy tej właśnie lekturze. Ale już nie marudzę – idźcie czytać książki.

Wiek 3+

Wydawnictwo Zakamarki

piątek, 02 listopada 2018

Czy czuliście kiedyś, kiedykolwiek „superhiperekstrakosmiczną moc"? Tak jak Pomelo? Właśnie odkrył, że … urósł. Jeśli dobrze pamiętacie poprzednie przygody Pomelo, to zapewne wiecie, że ten malutki, różowy słoń  zawsze mieścił się pod niewielkim dmuchawcem.  A tu taka niespodzianka. Tylko że proces rośnięcia wcale nie jest taki prosty. Bo Pomelo – jak się okazuje, w związku  z tym ma mnóstwo pytań i wątpliwości. Jak choćby takie: „Czy rosnąć to przestać błaznować”? I czy (gdy dorośnie) „będzie musiał robić rzeczy, na które wcale nie ma ochoty”? "Pomelo rośnie"- w tym przypadku wersja baaardzo filozoficzna. Punkt ciężkości z przygód został przeniesiony na wyjaśnianie wątpliwych kwestii, rozmyślania, dochodzenie do swoich wniosków.  Książka na pewno do oglądania (ilustracje jak zawsze przecudne i niezwykle oryginalne), do dyskusji, stawiania pytań, szukania odpowiedzi, wiercenia dziury w brzuchu mamie, tacie, babci, dziadkowi: A jak to z tobą było, gdy TY rosłeś? Co wtedy czułeś? Czego się bałeś? Czy sprawiło ci to radość? Czy coś się skończyło,  a może coś zaczęło? Słonik jak zawsze przedstawiony w różnych sytuacjach – śmiesznych i mądrych. Dla nas, czytelników, jest piękny koniec, który akurat (a rzadko to robię) tutaj zdradzę: „Pomelo czuje, że jest już wystarczająco duży na wielką przygodę”. I to jest to, co nas baaardzo cieszy, bowiem oznacza to, że może za chwilę, wkrótce poznamy nowe przygody małego różowego słonika, które nas rozbawią i na pewno czegoś nauczą. Dla miłośników Pomelo ważna wiadomość – to chyba pierwsze takie wielkoformatowe wydanie (23,5 cm x 31,5 cm). Jest dużo do oglądania i czytania.

Wiek 3+

Wydawnictwo Zakamarki  

poniedziałek, 29 października 2018

W zalewie literatury angielskiej, amerykańskiej, nawet ostatnio skandynawskiej, naprawdę ciekawym przeżyciem czytelniczym jest książka słoweńska. Niewiele tytułów dla dzieci z krajów leżących nad Adriatykiem. Może dacie się skusić na inne klimaty:))) Tym bardziej, że często wybieramy Słowenię jako cel wakacyjny. Warto sięgnąć zatem po literaturę tego kraju. 

Ludmiła Kraśnicka jest śpiewaczką operową. Niedawno zamieszkała w nowym miejscu, gdzie nikogo nie zna. Pewnego dnia kobieta udaje się na jarmark i kupuje pierścień o ponoć magicznych właściwościach. Ludmiła niestety nie zdążyła się zbytnio nacieszyć nowym zakupem, ponieważ pierścień wyślizguje jej się z rąk i dalej turlać się przed siebie. Nie tak łatwo go złapać – mnóstwo ludzi z miasteczka rusza w pogoń za pierścieniem. Czy aby ten pierścień na pewno jest magiczny, jak go zachwalał sprzedawca? A jeśli tak, to na czym polega ta jego niezwykłość?  

Magiczny pierścień to nie tylko bajka. To również wyprawa do przeszłości - podejrzewam, że do początków wieku XX albo okresu przedwojennego. Tak mi się przynajmniej wydaje na podstawie ilustracji i samego tekstu: strojów bohaterów, figlarnych wąsików dżentelmenów pozwijanych w ślimaczki, rekwizytów antycznych sprzętów w postaci aparatu fotograficznego i cudu techniki – dwupłatowca czy kataryniarza z katarynką. Sama historia zawiera motyw lubiany przez dzieci: wyliczankę – powtarzankę znaną choćby z „Rzepki” Tuwima czy  „O kurce Złotopiórce i kogutku Szałaputku” Ewy Szelburg-Zarembiny. To też opowieść o szukaniu ludzi w dniu codziennym, kontaktów i relacji z nimi. Człowiek jest istotą społeczną, ciężko żyć w  samotności, czego zresztą doświadcza artystka. Mimo przeniesienia tej historii do przeszłości, jest ona aktualna właśnie dzisiaj. W dobie smartfonów, laptopów, tabletów, Internetu. Mamy dziesiątki znajomych (u niektórych idzie to w setki, tysiące), a tak naprawdę jakbyśmy nikogo nie mieli. Oszańcowujemy się w swojej prywatności, wolimy relacje na odległość niż bliski kontakt przy stole przy filiżance dobrej kawy czy herbaty. Dzieci nie spotykają się na dworze, gdzieś w ciekawym miejscu, ale wysyłają do siebie sms-y albo wiadomości na messengerze. Ludmiła wychodzi do ludzi, najpierw nieśmiało – o dziwo nie wykorzystuje swojej popularności. Tylko nieliczni miłośnicy opery ją znają i kojarzą. Tak jakby chciała, by ktoś dostrzegł w niej wartościowego człowieka bez tej całej otoczki celebryctwa i próżnego bywania w wyższych sferach. Trochę pomaga jej magia. To pokazuje, jak bardzo potrzebujemy drugiego człowieka, przyjaciół. Zakończenie to też dowód na to, że razem można osiągnąć tak wiele, pokonać przeszkody, wszelkiej maści trudności.

Książka została wydana w ramach projektu: "Nasza Mała Biblioteka". O szczegółach możecie poczytać tutaj. 

Wiek 5+

Wydawnictwo Ezop

niedziela, 21 października 2018

Melody Campbell dawno temu straciła oboje rodziców. Od wielu lat wychowuje ją babcia Fay. Obie mieszkają w starym pensjonacie dla turystów. Dziewczynka nie ma wielu przyjaciół – z wyjątkiem chłopca z sąsiedztwa. W dodatku sytuacja w jej klasie nie wygląda zbyt różowo. Melody nie należy do popularnych dziewczyn. Liczą się sylwetka modelki, uroda celebrytek – a tego (ponoć) Melody nie ma. Codziennie spogląda w lustro i widzi: rude włosy, zielone oczy, bladą skórę i piegowatą buzię (mnie się podoba). I choć sama nie ma nic przeciwko takiemu wyglądowi, jest często poniżana i wyśmiewana. Zwłaszcza bożyszcze gawiedzi szkolnej – Ashley, daje się jej we znaki. Jest jeszcze inny ważny powód, dlaczego szkolna piękność nie lubi Melody. Jako córka miejscowego bogacza, podobnie jak ojciec, marzy o tym, by przejąć pensjonat Fay. Tak – babcia Melody ma poważne kłopoty finansowe. Jej stary pensjonat lata świetności ma już za sobą i grozi mu bankructwo. Dręczy ją pan McLusky, któremu wydaje się, że może mieć wszystkich w kieszeni. Tylko czeka, by noga babci się powinęła. Wtedy on będzie mógł przejąć smakowity kąsek – intratną działkę, na której mógłby wybudować luksusowy hotel dla „nadzianych” turystów. Oczywiście jego planom sekunduje mu córeczka.

Książka porusza wiele problemów, które dotyczą współczesnych nastolatków: wyobcowanie w szkole, przemoc i prześladowanie. Liczy się „mieć” a nie „być”, ładny wygląd i idealna sylwetka. W szkole prym wiedzie grupka dzieciaków bogatych rodziców – wydaje się im, że im wszystko wolno. Zresztą zachowanie niektórych nauczycieli w tej kwestii zostawia naprawdę wiele do życzenia. Melody musi szybko dorosnąć. Wprawdzie babcia cały czas się uśmiecha i stara się nie wtajemniczać wnuczki w szczegóły swoich problemów – jednak Melody, jak każda rozsądna dziewczyna, nie jest ani ślepa ani głucha. Melody musi znaleźć wyjście z trudnej sytuacji. Czy jej się uda?

Rozpisuję się, a Wy pewnie się zastanawiacie – co z tym wszystkim mają tytułowe gryfony. Nie zdradzam. Dodam tylko, że ta książka to połączenia różnych gatunków. Znajdziecie też tu odrobinę magii i fantazji, nawiązanie do dawnych celtyckich legend, trochę historii i dawnych wierzeń. Książka, która traktuje o pięknej przyjaźni, dobrych relacjach ze starszymi, braku tolerancji i bogaceniu się kosztem innych.

Wiek 9+

Wydawnictwo Adamada

wtorek, 16 października 2018

 

Książki Roksany Jędrzejewskiej-Wróbel zawsze mają w sobie to coś. Niby bajki, a jednak nie bajki do końca. Niby dla dzieci – ale i dorosły znajdzie w nich też coś dla siebie. Tak jak w najnowszym jej tytule – o Jeleniu. Dzieci odczytają go inaczej, dorośli – jeszcze inaczej. A takich, powiedzmy pracowników korporacji, wbiją w fotel. Pytanie – czy wyżej wspomniani mają szansę na dotarcie w ich zabieganym życiu właśnie to tej książki? Może przez dzieci właśnie? Proszę nie brać mi tych moich refleksji za czystą złośliwość – bo gdyby się uprzeć, może i każdy dorosły znalazłby w Jeleniu (jakkolwiek to brzmi) – coś z siebie i dla siebie – i ja też? Bo człowiek w  pewnym wieku zaczyna się gubić w powinnościach, obowiązkach, konwenansach, ustalonych z góry porządkach. I tak głupio rzucić wszystko i wyjechać, zamieszkać w chacie z drewnianych bali w jakiejś puszczy na końcu świata. Ale może nie od razu – tak radykalnie. Może pomyślmy najpierw o tym, co w życiu najważniejsze? Może Jeleń zmotywuje nas do mniejszych albo większych rewolucji? W relacjach z innymi, w spędzaniu wolnego czasu, traktowaniu rzeczy posiadanych. Może ułatwi odpowiedź na pytanie: czy lepiej być czy jednak mieć? Sama postać Jelenia, która w języku polskim z jednej strony kojarzy się z dostojnym zwierzęciem, z drugiej od razu nasuwa skojarzenia z niewybrednymi żartami: „robić za jelenia”, „znaleźć sobie innego jelenia”, „jeleń z ciebie” – ma w lekturze niezwykle ciekawą konstrukcję. Tutaj Jeleń ma klasę – to postać elegancka, dobrze ustawiona finansowo, posiadająca wygodne mieszkanko, świetny samochód, pracę. I życie na tip top zaplanowane i uporządkowane, ustalone trasy – którymi Jeleń się porusza: biblioteka, praca, pralnia, sklep. Nawet miejsce parkingowe zawsze jest gotowe na przyjęcie auta Jelenia. Jednak pewnego dnia owo miejsce parkingowe jest zajęte (Ach ten nielubiany sąsiad Muflon!), co oznacza poszukiwania wolnego miejsca dla auta. Jeleń objeżdża nowe rejony, opuszcza znane kątki, zakątki – najpierw osiedla, potem miasta. Dociera do daleko położonego lasu, gdzie poczuje zew ….. czegoś cudownego, znanego od dawna. Odzywają się w nim jakieś atawizmy – zagłuszone dotąd przez wielkie miasto. I to one biorą górą. Okazuje się, że z tego Jelenia to jest super gość, a nie żaden tam … jeleń.

Klimat tej opowieści świetnie oddają ilustracje Grażyny Rigall. Są nowoczesne, w odcieniach szarości. Kolor na topie – jak mieszkanie Jelenia z nowoczesnym dizajnem, układ apartamentowców w mieście, plątanina nowoczesnych dróg. Ma się wrażenie, że jest się w tym miejscu, słychać klaksony spieszących się właścicieli pojazdów – gwar, hałas, nadmiar bodźców zagłuszających zwykłe i proste tęsknoty i marzenia.

 

Wiek 5+
Wydawnictwo Bajka

poniedziałek, 15 października 2018

Krowa Matylda nie chce się kąpać. Nie pomagają zachęty gospodyni – a trzeba przyznać, że akurat w tej dziedzinie kobieta jest naprawdę pomysłowa  – jednak Matylda, podobnie  jak jej daleki kuzyn osioł, jest niezwykle uparta. Ucieka, kryje się po krzakach i za budynkiem  – jednym słowem robi wszystko, by uniknąć wody. Liczne ilustracje pokazują gospodynię i krowę jak ze sobą walczą, przeciągają linę, chcą przekonać siebie nawzajem  do swoich racji – niekiedy nawet siłowo, ale i podstępem. Śmieszna historia pokazująca dalsze perypetie krowy Matyldy. Dzieci mają możliwość poznania życia na wsi z przymrużeniem oka – widać sprzęty, maszyny, inne zwierzęta. Jest dużo szczegółów do odkrywania, pokazywania – na pierwszym planie oczywiście główne bohaterki, które w końcu dochodzą do konsensusu.  I jest oczywiście okazja do tego, by porozmawiać o higienie na co dzień. A może wśród małych czytelników jest ktoś, kto podobnie jak Matylda, też stroni od kąpieli?

Wiek 4+

Wydawnictwo Media Rodzina

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 17