Archiwum
Zakładki:
Dla dzieci
Lubimy czytać:) Książki ustawiam na półkach według kategorii: półeczka maluchów, starszaków, 6-10, 10+, półeczka młodzieży i rodziców. Wszystko w tagach
Autorzy i ilustratorzy książek
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
O książkach dla dzieci
Szablon blogu
Tutaj piszę o książkach
Wydawnictwa, z którymi współpracuję
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli
piątek, 01 grudnia 2017
Matylda. Tajemnice i marzenia - Anna Czerwińska-Rydel/ il. Katarzyna Kołodziej

Matylda jest rezolutną wesołą dziewczynką z marzeniami i smutkami. Często jest w domu sama – pochodzi z niepełnej rodziny, mama jest wiecznie zabiegana, nigdy nie ma dla niej czasu. Więc kiedy Matylda spotyka kogoś, kto jest dla niej miły i wykazuje zainteresowanie dziewczynką, ta również podarowuje mu swoje serce i z całych sił angażuje się w tę znajomość. Tak jest w przypadku kota Zwrotki i starszej pani, która jest nauczycielką gry na skrzypcach. Codziennie po lekcjach, w tajemnicy przed mamą, Matylda uczy się okiełznać niełatwy instrument. Gdy mama dziewczynki dowiaduje się, że ta ją okłamuje, postanawia zabrać Matyldę z prywatnych lekcji. Starsza nauczycielka prosi o danie jej szansy do kolędowego koncertu, który ma się odbyć 22 grudnia. Jak skończy się ta historia, w której pełno jest tajemnic i niedomówień? Czy Matylda nauczy się dobrze grać, jaką rolę w życiu dziewczynki odegrają … koty?

W drugiej opowieści nagle pojawia się … tata. Ciągle nieobecny, nieznany. Mama daje mu szansę zaprzyjaźnienia się z córką? Jak będą budowane nowe wzajemne relacje, jak ułoży się między rodzicami? Jak Matylda poradzi sobie w nowym mieszkaniu ojca, gdzie panuje wielki nieład? Jak w końcu zostanie zorganizowana nowa rzeczywistość matki i córki? Oj, dużo tu pytań – ale i oczekiwanie na odpowiedzi ciekawe. Jak tato spełni się w nowej roli – przecież nie widział Matyldy cale 10 lat. To przecież kawał czasu.  Trzymamy kciuki, by im się udało nadrobić stracony czas.

To zupełnie inna książka Anny Czerwińskiej-Rydel. To tej pory zawsze z ciekawością sięgałam po biografie autorki. Tym razem lektura porusza zupełnie inne zagadnienia. Na pewno muzyka w życiu dziecka – udowadnia, że ta naprawdę łagodzi obyczaje. A trzeba przyznać, że sama autorka zna się w temacie jak mało kto, ponieważ sama jest muzykiem z wykształcenia. Kolejna tematyka – pisze o trudnych niekiedy relacjach na linii rodzic – dziecko, wzajemnym zaufaniu i nieoszukiwaniu się. Porusza też trudny temat relacji między dorosłymi. Najmłodszym pewnie spodoba się tematyka kocia – może niejeden niezdecydowany rodzic zgodzi się na trzymanie nowego osobnika w domu – ot, choćby takiego kota.

Wiek 8+

Wydawnictwo Literatura

wtorek, 24 października 2017
Pasztety, do boju! - Clémentine Beauvais

Niełatwo w dzisiejszych czasach być nastolatką. Wszędzie panuje kult pięknego, wysportowanego ciała. Szczupłość i piękno (często podretuszowane za pomocą programów komputerowych) biją po oczach z okładek magazynów, portali internetowych i filmów. A gdy człowiek – trochę mniej lub trochę bardziej przy kości – chce żyć po swojemu, w zgodzie z nadprogramowymi podarunkami natury, to i tak zdarzyć się może, że ktoś i tak wbrew twojej woli wyciągnie owe „trochę za dużo” na światło dzienne. By się pośmiać, zabawić cudzym kosztem i poniżyć. Tak jak to miało miejsce w pewnym francuskim prowincjonalnym miasteczku. Chamski typek, młodzieniec z miejscowej szkoły średniej, od kilku lat organizuje swój prywatny konkurs na najbrzydszą i najgrubszą dziewczynę roku. Ani władze szkolne, ani rodzice, ani same uczestniczki owego konkursu – nie mogą nic zrobić. Wszystko jest ponoć zgodnie z prawem. W roku bieżącym zaszczytny tytuł „pasztetów” przypadł trzem sympatycznym skądinąd dziewczynom: Mirelle, Astrid i Hakimie. Z początku zastraszone i zawstydzone dziewczęta dzięki charyzmatycznej i energicznej Mirelle postanawiają wziąć sprawy w swoje ręce – i znaleźć na swój sposób wartość dodaną niechlubnego zwycięstwa. Biorą się w garść i postanawiają pokazać i sobie i światu (choć na początku tylko najbliższemu otoczeniu), że wcale nie najładniejsza buzia jest w życiu najważniejsza. Środkiem do celu ma być kilkudniowa wyprawa rowerowa do stolicy na święto zdobycia bastylii w dniu 14 lipca. Wielkie i głośne wejście, by zagrać niektórym osobom na nosie. Każda z dziewczyn ma swoje prywatne sprawy, tajemnice, sekrety, które przy okazji wyprawy do Paryża chciałyby załatwić i wyjaśnić. W każdym razie – finał na Polach Elizejskich zapowiada się naprawdę obiecująco. Sam plan zaskoczy wszystkich – uczestników wyprawy, obserwatorów, rodziców i opiekunów. Nic nie jest przewidywalne – do samego końca wszystko będzie jedną wielką niewiadomą. Z każdym kilometrem bardziej poznajemy uczestników (jest i brat Hakimy – uczestnik wojna, niepełnosprawny na wózku inwalidzkim), odczytujemy, co zaprząta myśli, co budzi strach i wątpliwości. Zadajemy sobie pytanie: czy każdy postąpi według wcześniejszych ustaleń i planów. I im bliżej końca jesteśmy, tym bardziej jesteśmy przekonani o tym, że te osoby mają dla nas jakąś niespodziankę. A może same idą na żywioł – co będzie, to będzie. To opowieść nie tylko o jakiejś tam wyprawie do Paryża. To nie zagranie rozpieszczonej dzieciarni czy foch. To opowieść o podróży w głąb siebie. Wiele kilometrów trzeba było przepedałować, wielu różnych ludzi trzeba było spotkać na tej drodze, by zrozumieć siebie, by dokonać rewizji swoich poglądów i przekonań. Sprawy niełatwe, skomplikowane, często niezależne od nich samych.

Pasztety do boju to błyskotliwie napisana powieść dla młodzieży, z ciętą ripostą, zaskakującymi zwrotami akcji, charakternymi bohaterami. Na przemian – można przy niej się śmiać, płakać, wkurzać, delektować intelektualnymi przemyśleniami. Jedyny minus tej lektury jest taki, że kiedyś się kończy. Zdecydowanie za szybko.

Wiek 14+

Wydawnictwo Dwie Siostry

poniedziałek, 23 października 2017
Człowiek jaki jest, każdy widzi - Marzena Matuszak/ il. Grażyna Rigall

 

O Yeiti wszyscy mówią, ale nikt go nigdy nie widział. Tymczasem okazuje się, że rodzina Yeitich istnieje, ma się całkiem dobrze i wysoko na jednym z himalajskich szczytów prowadzi hotel. Wiedzieliście o tym? Żaden człowiek nigdy nie postawił tam swojej stopy. Każdy dzień ma swój rytuał: ciepły posiłek i piękna piosenka dla gości, krótki spacer, piosenka pośniadaniowa. Wśród gości (liczne grono) wywołana zostaje dyskusja na nasz temat – ludzi. Wielu z obecnych ma doświadczenia bardziej i mniej osobiste. Niektórzy spotkali człowieka, widzieli. Komarzyca Bzybzy, mysz Pipilotta, sowa Nihuhu, wilk Chaps, kotka Furkotka, leniwiec Lulu, kapucynka Kiki, rekin Szczęki. Opinie o nas nie są zbyt pochlebne. Od tych nieprzychylnych narzekań aż w głowie się kręci. Jak się zachowujemy w różnych środowiskach i sytuacjach, co jemy, jak myślimy, jak wyglądamy, jak się odzywamy. Zwierzęca satyra na nas samych a prawda nie zawsze jest miła. Choć  ciekawe to doświadczenie usłyszeć, co myślą o nas inni i jakie wady w nas widzą. Zakończenie jest zaskakujące – bo naprawdę w górach pojawia się człowiek. Ciekawe, jak po tych wszystkich opowieściach hotelowych gości Yeti zachowa się w stosunku do zagubionego himalaisty. W każdym razie – czytelnik z tej historii może się wiele nauczyć.


Współczesna, ciekawie zilustrowana opowieść – patrzę na książki wydawane przez Dwie Siostry. Ich oferta dotyczy i książek klasycznych – wznowienia tytułów, które ukazały się wiele lat temu – jak i całkiem nowych, niekiedy wręcz awangardowych.  Dodam jeszcze, że książka Marzeny Matuszak otrzymała wyróżnienie w konkursie Jasnowidze.


Wiek 5+

Wydawnictwo Dwie Siostry

niedziela, 22 października 2017
Mama Mu na wycieczce i inne komiksy - Jujja Wieslander/ il. Sven Nordqvist

Na pewno pamiętacie Mamę Mu. Jakiś czas temu, po dość długiej przerwie, powróciła w wielkim stylu – w formie komiksu.

W środku cztery zabawne historie, w których spotykamy dwójkę starych przyjaciół: Mamę Mu i Pana Wronę. Dwie różne osobowości, jak ogień i woda. A wiadomo nie od dziś, że ładunki różnoimienne się przyciągają – co zresztą przypadek krowy i wrony potwierdza. Dwa silne charaktery, również dwie recepty na życie. Mama Mu to osobowość optymistyczna, realizująca w swoich przedsięwzięciach maksymę Horacego „Carpe diem”- Chwytaj dzień. Mama Mu widzi tylko jasne strony życia, wiecznie uśmiechnięta, potrafi znaleźć z każdej sytuacji wyjście, dla niej szklanka jest zawsze do połowy pełna. Pan Wrona – krzykacz jakich mało, niesamowicie głośny i roztrzepany pesymista. Dużo w jego życiu NIE. Tego nie można, nie wypada, kto to widział – ciągle kłapie tym swoim dziobem. Choć nie można mu odmówić uroku.

Mama Mu chce pojechać na wycieczkę. Marzy o tym, by rozłożyć kocyk na skraju lasu, nad jeziorkiem i pochrupać świeżutką trawkę. Jest jedno „ale”. POGODA - NIEPOGODA. Wielki przeciwnik wyprawy, Pan Wrona, na wiadomość o drożdżówkach dla niego nie zazna już spokoju. I nie da spokoju swojej przyjaciółce. I to do ostatniego okruszka smakowitego wypieku.

W historii „Sto szczeniaków” Pan Wrona znów narzeka na świat wokół: szczeniaczki to mają dobrze, a żony gospodarzy to złe kobiety. Całe pyszniutkie jedzonko trafia przecież do psiej miski a nie do jego dzioba. Jest coś, co ugłaszcze na szczęście Pana Wronę. Także zdanie na temat tych niby złych żon się zmieni.

Ostatnia historia z listy tytułów traktuje o przyjaźni. Mama Mu odwiedza domek Pana Wrony. Wszak do tej pory to on zawsze odwiedzał krowę w oborze. Pan Wrona czyni jej z tego powodu wyrzuty. Wniosek z tej historii taki, że ścieżki, którymi się nie chodzi, zarastają. Trzeba pamiętać o bratnich duszach, trzeba pielęgnować przyjaźń – w przeciwnym razie wszystko stanie się byle jakie. Jeśli nie wierzycie, że krowy potrafią się wspinać, zajrzyjcie do książki.

I na koniec – środkowa historia o staniu na jednej nodze  i chodzeniu po linie. Oczywiście w roli głównej Mama Mu. Moim zdaniem to najważniejsza historia w tym tomiku – dlatego zostawiłam ją na deser. O tym, że jeśli mamy ochotę coś zrobić – zróbmy to. Nawet jeśli nie leży to w naszej naturze, nawet jeśli wszyscy dookoła będą oburzeni (Pan Wrona!). To nasze życie i my decydujemy, jak przez nie przejdziemy.

Wesołe historie, z których można się wiele nauczyć, podpatrzeć, co ważne, a czym sobie nie zaprzątać głowy. Świetne są te relacje Mamy Mu z Panem Wroną. W dobie smartfonów, tabletów, gdy kontakty z drugimi sprowadzają się do rozmów przez telefon, wysyłania sms-ów, jesteśmy tu świadkami życiowych, emocjonalnych interakcji. Taaaak – Mama Mu i Pan Wrona wiedzą, że żyją.

Wiek 3+

Wydawnictwo Zakamarki

środa, 18 października 2017
Liczę sobie. Poziom 1. Król Gromoryk i jajko na miękko - Wojciech Widłak/ il. Ewa Poklewska-Koziełło

Nie jest łatwo ugotować jajko na miękko. Wstrzelić się w owe kultowe 3-4 minuty (ponoć w zależności od rozmiaru). I ani sekundy czy dwóch dłużej – bo wszystkie starania na nic. Bo nie uzyska się konsystencji  idealnej. Wiedzą o tym ci, którzy lubią kucharzyć i oczywiście przepadają za jajkami na miękko właśnie. Ale gdy się jest królem – jak Gromoryk – to trudniej jest jeszcze bardziej, bowiem wiadomo nie od dziś, że król ma ważniejsze sprawy na głowie, a w dodatku raczej ma wszystko podane na tacy pod nos. Jajka na miękko też.  Jest więc usprawiedliwiony, że nie ma pojęcia o tym, jak się owe jajka gotuje. Oj, jest dużo śmiechu przy lekturze o najnowszych perypetiach króla Gromoryka. Bo wyobraźcie sobie króla w kuchni. No, wyobraźcie sobie. Już na samą taką myśl buzia wykrzywia się w słodkiego rogala. Przewodnikiem kulinarnym jest nie kto inny jak kot Gaduła. I znów buzia wykrzywia się w rogala. Równolegle do ich „kuchennych” przygód dzieją się inne ciekawe rzeczy: matematyczne, ściśle mówiąc, trenujące spostrzegawczość, kreatywność maluchów. Dzieci mogą kolorować ptaki, doklejać brakujące postacie, ćwiczą pojęcia związane ze stopniowaniem przymiotników – mierzą dżdżownicę, słoiki, próbują odnaleźć w milionach schodów te właściwe, napełniają słoiki różnymi wiktuałami, ozdabiają naczynia kuchenne. To tylko niektóre z zadań. Można wykorzystywać swoje umiejętności, można sięgnąć po naklejki z końca książki. A w ramach serii „Wielkie umysły” spotkacie wielkiego filozofa i matematyka Kartezjusza. Podoba mi się takie połączenie książki dziecięcej z poważniejszą tematyką.

Pełna humoru książeczka (choć staram się unikać tego zwrotu) – która pomoże przy nauce czytania (duże litery, szeroka interlinia), matematyki – moim zdaniem świetna propozycja na podróż albo do długiej kolejki. By zabić nudę (jak to brzmi!) i wykorzystać czas i przy okazji się czegoś nauczyć.

Wiek 5+

Wydawnictwo Egmont

 

środa, 11 października 2017
Czerwień rubinu - Kerstin Gier

Nastoletnia Gwen przez wiele lat żyła w cieniu swojej kuzynki Charlotty.  Tamta była pępkiem świata, ciągle w cieniu zainteresowania całej rodziny. A to ze względu na gen poszukiwacza czasu, którego posiadaczką miała być niby Charlotta. Od dziecka przygotowywana na podróże w czasie do różnych epok, dodatkowe lekcje, zajęcia, długie rozmowy, specjalna troska. I oczekiwanie na TEN moment, kiedy będzie można wyruszyć do przeszłości. Tymczasem los spłatał figla i okazało się, że to właśnie ta szara myszka, zwykła dziewczyna z sąsiedztwa – 16-letnia Gwen została obdarzona rodzinną przypadłością. Darem czy raczej przekleństwem? Gwen przez tyle lat przyzwyczaiła się, że to nie ona jest wybranką losu. Dlatego też, jak tylko pojawiły się pierwsze mdłości i dziwna acz niespodziewana eskapada w zupełnie inne czasy – dziewczyna jest naprawdę przerażona, nie wie co zrobić. Szuka nawet odpowiedzi na pytanie, czy dwie osoby mogą nosić ów gen. Można sobie wyobrazić, co będzie się działo. Bo takie przenoszenie bohatera w zupełnie inny wymiar czasowy daje wiele możliwości. Osobiście zawsze lubiłam wędrówki w czasie bohaterów książkowych. Zwłaszcza w literaturze dziecięcej i młodzieżowej. Wspominam doskonale przygody Andy z „Godziny pąsowej róży” (też miała 16 lat) czy Małgosi z powieści Ewy Nowackiej. Ale to już temat na kolejny wpis.

Co ma w sobie książka Kerstin Gier?

Po pierwsze okładka.  Ja się śmieje nawet, że jeśli wejdziecie do księgarni lub biblioteki i spojrzycie na porozkładane książki, to właśnie ta okładka Was sama znajdzie. Przyciąga oko. Wprawdzie moja babcia Marianna mawiała: Ładna miska jeść nie daje, ale „Czerwień rubinu” na pierwszym spotkaniu oko w oko może tylko zyskać. Ciąg dalszy Waszej oceny będzie zależał już tylko od tego, czy dacie się skusić i zajrzycie do środka.

Po drugie: motyw wędrówki. Już wspominałam, bardzo lubię. I lubię tę mieszaninę współczesności z przeszłością. Tę swego rodzaju nieporadność bohaterki, jej gapowatość. Gwendolyn znajdzie się w zupełnie innej epoce i musi poradzić sobie z wieloma przeszkodami dnia codziennego, które ja tu tak górnolotnie określę jak (chociażby) konwenanse, język, wątki kulturowe.

Po trzecie: główna bohaterka. Tutaj zupełnie nieprzygotowana do roli, jaką ma odegrać. To kuzynka Charlotta od małego wychowywana była świadomości, że oto któregoś dnia przyjdzie jej się zmierzyć z takim wyzwaniem jak podróż w czasie: inni ludzie, inna otaczająca rzeczywistość. Taka konstrukcja bohaterki daje autorowi naprawdę wiele możliwości. Kerstin Gier wiedziała jak tę wartość dodaną wykorzystać.

Po czwarte: książkę czyta się lekko i przyjemnie. Mieszanina bajki z powieścią obyczajową. Jest coś dla tych, co to lubią łezkę uronić. I dla tych, którzy rozkoszują się humorem sytuacyjnym czy językowym. Jest i wątek miłosny.

Słuchajcie, Kochani – jesień się zaczęła, ciepła herbatka do rąk, dobra książka do tego, ciepluchny koc – i wieczór będzie udany. Dodam jeszcze, że książka się sprawdzi i jako lektura dla nastolatków, i dla dorosłych, zwłaszcza dla tych, którzy lubią pewne sprawy potraktować z przymrużeniem oka.

Wiek 12+

Wydawnictwo Media Rodzina

wtorek, 10 października 2017
Nieja i ja - Antonina Kasprzak/ il. Katarzyna Bukiert

Zaczyna się jak w filmie sensacyjnym … dla dzieci oczywiście:) Irenka z całej siły kopie stojak na rowery. No tak – klucz został w domu – trzeba wracać ze szkoły na piechotę, rower zostaje. Poznajcie wspomnianą już Irenkę – dziewczynkę energiczną (co wiadomo już od samego początku), o bogatej wyobraźni, wychowywanej przez mamę. Jest uczennicą w pobliskiej małej szkole. Czy ma przyjaciół? Trudno powiedzieć. Niby jest Zosia, ale dziewczynka nie zdała egzaminu z przyjaźni. W życiu Irenki jest również tata, ale tak naprawdę to też go nie ma. Jest mama – kochająca Irenkę ponad wszystko. Dalej – tytułowa Nieja. Dziewczynka, która sprawi, że w życiu Irenki i jej mamy nastąpią duże zmiany.

Ale zanim do tego dojdzie Nieja pojawia się w najmniej spodziewanym momencie na starej maszynie do pisania. Nieja – ni to krasnoludek, ni wróżka, może duszek? Choć nie, to ostatnie określenie wyraźnie ją oburza. Przybywa z „równoległej rzeczywistości, z innego wymiaru”. Nieja dodaje tej historii klimatu, tajemniczości, zagadki. Z pojawieniem się Nieji wyjaśniają się do razu dziwne niespodzianki związane z niewytłumaczalnym zniknięciem musztardy lub ketchupu. Dalej, kogo my tu mamy: jest pan Panek, który od samego początku nie wzbudza ciepłych uczuć. Coś jest nie tak, wyczuwamy instynktownie, że Irenka i jej mama powinny go unikać. Koniec książki pokaże, że przeczucie nas nie okłamywało.

Nieja i ja to debiut Antoniny Kasprzak. Pokazuje dzieciństwo pełne tajemnic i przygód. Świat Irenki, w którym żyje, nie jest wolny od trosk. Dziecko przeżywa, gdy nie ma przyjaciół, gdy czuje się opuszczone przez najbliższych (ojciec). Jednocześnie czuje, że ma wsparcie ze strony mamy, Nieji i nowego przyjaciela Franka, który chętnie pomaga w rozwikłaniu rodzinnej tajemnicy. Właśnie ta tajemnica jest dużym plusem tej opowieści. Irenka dzięki Nieji może odbyć podróż w czasie i poznać mało znaną historię rodziny. Podglądnąć swoich przodków, przekonać się na własne oczy jak wyglądali i jak żyli. Ho ho – to naprawdę ciekawe przeżycie. Przeżycie, które na pewno będzie kosztowało Irenkę, jej mamę i czytelników troszkę nerwów. Bo wiadomo – z rodzinnymi tajemnicami już tak jest – wywołują emocje, ale jednocześnie niesamowicie zaciekawiają. Ten wątek sprawia, że książkę trzeba po prostu doczytać do samego końca – na jednym wdechu.

Ilustracje bardzo mi się podobają. Zresztą popatrzcie sami.

 

Wiek 7+

Wydawnictwo Bis

piątek, 06 października 2017
Mam prawo - Grzegorz Kasdepke, il. Tomasz Kozłowski

Uśmiałam się, gdy czytałam o KOT-cie. Nie, nie pomyliłam się. To nie o zwykłego kota chodzi, ale o… KOT-a. Czyli: Kompletowanie Obsady Teatralnej. Takie czasy, że trzeba motywować młode talenty, zza kwiatków wyciągać, z różnych kątków i zakątków – by chciały się zaangażować w sztukę. W tym temacie spore doświadczenie ma pani Ela. Już ona sama wie, gdzie zajrzeć, gdzie szukać „chętnych”. Wprawdzie jeszcze niezbyt przekonanych do nowego zadania – ale to tylko kwestia czasu. Kółko teatralne „Konewka” zamierza wystawić sztukę o Konwencji praw dziecka, która została przyjęta przez Zgromadzenie Ogólne Narodów Zjednoczonych z dnia 20 listopada 1989 roku. W Polsce została przyjęta w 1991 roku. I teraz w tym momencie chciałabym uspokoić, że nie ma tutaj nudnych wywodów, wykładów na ten temat – to zapis spontanicznych rozmów, jakie odbywały się podczas prób do przedstawienia, reakcje młodych ludzi, interpretacje pewnych ustaleń i zapisów. Dużo się dzieje, jest głośno, wesoło, czasem pyskato. Wiadomo, młodzi ludzie chcą dojść swoich racji, chcą uzasadnić, dowiedzieć się. W każdym razie – nie można się nudzić.

Przerobić ten temat na książkę, które będą miały czytać dzieci, na pewno jest wyzwaniem. Autor wplótł różne zagadnienia do rozmów aktorów z opiekunką teatru. Stworzył scenki, w których pojawiają się ważne pojęcia. Jednocześnie nie ucieka się do monotonnych definicji, ale próbuje wyjaśnić problem właśnie poprzez dyskusję – prowadzone ot tak sobie, mimochodem. Dodam, że jest bardzo twórczo i kreatywnie.

Pomijając już tematykę przedstawienia, Kasdepke ciekawie pokazuje relacje między dziećmi (choć pewnie niektórzy z nich nie byliby zadowoleni z tego określenia). Często my, dorośli, narzekamy, że media społecznościowe, dostęp do tabletu, Internetu zabija te relacje, psuje. Dzieci mają potem problemy w nawiązywaniu kontaktów, wypowiadaniu się. Tymczasem w tej książce wygląda to wzorcowo: rozgadana dzieciarnia, współpracująca ze sobą, dążąca do tego samego celu, z  dystansem traktująca problemy, szukająca rozwiązań, dyskutująca z dyrektorem. Naprawdę mi się podobało. W końcu  ma do tego prawo, co po tej lekturze jest dla nas oczywiste:)

Wiek 7+

Wydawnictwo Literatura

czwartek, 05 października 2017
Ronja, córka zbójnika - Astrid Lindgren, czyta Wojciech Malajkat

Skąd takie imię Ronja? Ponoć Astrid Lindgren wzięła książkę telefoniczną, wybrała dwie nazwy firm, z każdej po jednej sylabie, i proszę. A Ronja dzięki takiemu zabiegowi jest dziś znana na całym świecie.

Rzecz dzieje się w czasach średniowiecznych, gdy po lasach grasują prawdziwi zbóje. W starym zamku warownym Mattisa przychodzi na świat słodkie dziewczę Ronja. Tej nocy piorun uderzył w zamek i przepołowił go na dwie części. Można sobie wyobrazić, jakie zmiany nastąpią na zamku po pojawieniu się wśród zgrai zawszawionych zbójów małej dzieciny. Ronja rośnie sobie zupełnie nieświadoma profesji wykonywanej przez ojca i jego kompanów. W dodatku do drugiej części zamku wprowadza się śmiertelny wróg Mattisa – Borka wraz ze swoją zgrają i synem Birkiem. Między dziewczynką i chłopcem rodzi się przyjaźń.

To jedna z najpiękniejszych książek. Jest tyle ważnych wątków, na które warto zwrócić uwagę. Przede wszystkim przyjaźń – na śmierć i życie, oddanie wierność, bycie ze sobą na dobre i złe. Młodość, z całym jej szaleństwem, buntem, wybuchami. Jest powolne odchodzenie od rodziców, są trudne, czasem bolesne wybory. Jest w końcu miłość ojcowska – spontaniczna, zaborcza, ale też pełna strachu i troski o dziecko. Jest miłość matczyna – trochę cicha, z boku, ale jakże mądra, wzruszająca, wyrozumiała, altruistyczna. Wielkim bohaterem tej książki jest dziewicza przyroda, rozległe lasy, rzeka, jeziora pełne zwierzyny. Ronja i Birk kochają i szanują wszystkie dary natury, nie istnieje dla nich rozgraniczenie: Las Mattisa czy Las Borki. 

Książka, którą można czytać w różnym wieku – bo za każdym razem odkryje się w niej coś innego. Młodsze dzieci na pewno zwrócą uwagę bardziej na przygody Ronji i Birka, ich kłótnie, przekomarzania, w końcu przyjaźń. Starsze- odkryją aspekty relacji między ludźmi, moralności i rzeczywistości. Ja – słuchając teraz głosu Wojciecha Malajkata zupełnie zatopiłam się w opisach przyrody, które gdzieś mi umykały podczas kontaktu z papierową książką. Były jak balsam na duszę.

Mojego młodszego syna bardzo wciągnęła ta historia – pięknie zresztą zinterpretowana przez Wojciecha Malajkata. Słuchał, i słuchał…. aż minął dzień. Tak to jest z dobrymi książkami.

Wiek 8+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

środa, 04 października 2017
Poczet psujów polskich - Paweł Beręsewicz, il. Nikola Kucharska

Pewnie nie raz spotkaliście się z opinią: „Ja w twoim wieku….”. I potem następowała cała lawina przykładów czego to rodzice, dziadkowie i ciocie z wujkami w naszym wieku (ponoć) nie robili. Tymczasem, gdyby tak przenieść się wehikułem czasu do przeszłości, rzeczywistość wyglądałaby inaczej. Ach, mieć taką możliwość i podejrzeć tych wszystkich narzekaczy, którzy ponoć byli czyści jak łza, bez wad. Sama słodycza – a ta, jak wiadomo, w zbyt dużych ilościach potrafi zemdlić. I właśnie tym tropem poszedł Paweł Beręsewicz, który w zabawny sposób prześledził losy pewnego powiedzonka w rodzinie Maćka.

„Co z tego dzieciaka wyrośnie! Mnie w jego wieku coś takiego nie przyszłoby do głowy!”

Od współczesności do czasów Polski pod zaborami. Choć spokojnie – to informacja dla tych, którzy nie lubią zbyt historii. Autor skupił się tu na relacjach rodzinnych i pewne daty zapalające światełko: oho: czasy powstania styczniowego czy listopadowego, naprawdę niewiele tu wnoszą. Raczej pozwalają usytuować dane wydarzenie w czasie. A więc przenosimy się do czasów pra-, prapra-, praprapra- i prapraprapradziadka. Wszystkie pokolenia chłopaków rodziny Maćka, ich figle, żarty i komentarz dorosłych, którzy, jak się okazuje, wcale lepsi od niego nie byli.  Każdy rozdział to kolejny pan z rodziny – w relacji z rodzicami. Jakiś zwariowany pomysł, który powodował, że rodzice przez pół nocy przez dziecko nie spali. I słynne powiedzonko, które już cytowałam, jako podsumowanie zachowania. I znów wyprawa w czasie – tym razem autor powiedzonka w akcji – tyle że ze swoimi rodzicielami.

Książka może skłoni do rodzinnych wspomnień, szukania podobnych historii. To też doskonała okazja, by przenieść się do przeszłości, czasów lamp naftowych, długich sukien, cylindrów i meloników, gazet, zabaw podwórkowych do zmroku. Ktoś kiedyś powiedział, że czasy się zmieniają, ale natura ludzka pozostaje taka sama. Pewnie psoty i figle – drodzy Rodzice, są wpisane w naturę małych dzieci. I nic tego nie zmieni. Co świetnie udowodnił Paweł Beręsewicz.

Książka bardzo się podobała mojemu młodszemu synowi. Oj, było wesoło podczas lektury.

Wiek 4+

Wydawnictwo Literatura

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 34