Archiwum
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli

Duże małe problemy

piątek, 22 marca 2019

Dziwne jest pierwsze zdanie: Mam na imię Wandzia, Zosia i Basia. Można pomyśleć: ktoś się pomylił, zrobił błąd. Tymczasem – nic z tych rzeczy. To wzruszająca opowieść o żydowskiej dziewczynce, która po wybuchu wojny razem z rodzicami i kotem musi przenieść się do getta. Doświadcza tam zimna, głodu i strachu. Pewnego dnia dzięki dobrym ludziom Wandzia dostaje się do domu cioci Lusi – bezpiecznego azylu, gdzie przebywają też inne dzieci. Tylko musi nauczyć się swojego nowego imienia i nowej modlitwy.

 Jak rozmawiać z dziećmi o wojnie? Przecież nadejdzie ten czas, że pojawią się TE pytania. Ta książka dotyka losów żydowskich dzieci. Okropieństwa wojny wydają się być daleko. Wprawdzie czytelnicy poznają smutne hasło „getto”, ale żaden konkretny obraz ukazujący okropność i traumę tego miejsca nie zostaje przywołany. To my, dorośli, myślimy już stereotypami, przywołujemy znaną wiedzę, doświadczenia. To my boimy się takich lektur. „Dom cioci Lusi” jest książką, która pokazuje jeden życiorys, jedno życie o kilku imionach. Na pewno pojawią się pytania. To, jak będziemy czytać tę książkę z dziećmi i to, czym wypełnimy ciszę po lekturze, zależy od nas i od wrażliwości naszego dziecka.

Wiek 6+

Wydawnictwo Adamada

sobota, 09 marca 2019

Dobrego zachowania nigdy dosyć. Ktoś kiedyś stwierdził: „Pokaż mi, jak jesz, a powiem Ci kim jesteś”. Książka pokazuje najmłodszym jak się trzeba zachować przy jedzeniu, przy stole. Ale zanim do tego dojdzie – trochę teorii. Dzieci poznają nowe słowo: „etykieta”, które na pierwszy rzut oka kojarzy się z ….opakowaniami, produktami żywnościowymi. Jak się ma zatem etykieta do naszego wychowania, dodam tylko: dobrego wychowania? Do tego dochodzi  jeszcze szczypta historii: jak wyglądało zachowanie podczas posiłków w innych epokach. Niespodzianką będzie to, że nie od razu nasi przodkowie mieli do dyspozycji cały zestaw sztućców. Trochę trwało zanim nóż, widelec  i łyżka spotkały się ze sobą razem obok talerza. Jak jedli przodkowie, czy też w dawnych czasach obowiązywała etykieta? Warto zwrócić uwagę na sześć rzeczy, o których zawsze trzeba pamiętać: jak prawidłowo nakryć do stołu, do czego służą poszczególne sztućce, co  zrobić z łokciami przy stole, czy wypada rozmawiać przy stole przez telefon komórkowy, język sztućców na talerzu – czyli co chcemy przekazać kelnerowi. Jak radzić sobie w skomplikowanych sytuacjach (np. mucha w zupie, kość, psikanie, toaleta, alergia, plama). Ciekawe, co radzi książka. A może któryś z czytelników znalazł się już w przeszłości w takiej sytuacji ? Warto wrócić myślami do przeszłości i przypomnieć sobie, jaka była wtedy nasza reakcja i …. czy zachowaliśmy się kulturalnie i grzecznie. Co wypada jeść palcami, jak jeść skomplikowane potrawy (spaghetti, groszek, puree ziemniaczane, ryba, mięso z kością, szaszłyk). Pewnie z zainteresowaniem przeczytacie o zasadach zachowania się w restauracji. Kto wchodzi pierwszy do lokalu, kto odsuwa mamie krzesło, jak „ugryźć” kartę dań, czy dobre maniery przydadzą się  w tym miejscu? Na końcu znajdziecie najważniejsze zasady w pigułce. Każdy powinien przeczytać tę książkę – i mały i duży. Bo jak się okazuje, pewne rzeczy zmieniają się i to, co kiedyś wypadało dziś już niekoniecznie. Szczegóły w książce.

Wiek 7+

Wydawnictwo Adamada

piątek, 08 marca 2019

Piętnastoletnia Maja ze swoją paczką z gimnazjum wybiera się do cyrku. Po przedstawieniu razem z innymi widzami korzysta z możliwości przyjrzenia się bliżej występującym zwierzętom. Zwłaszcza mała małpka, przypominająca przemiłego pana Nilsona z Pippi Langstrumpf, przykuwa wzrok gapiów i złaknionych sensacji dzieciaków. Nagle zwierzę atakuje Maję i boleśnie rani ją w palec. Dziewczyna strasznie cierpi, kilka dni musi spędzić w szpitalu. Po powrocie do szkoły wszyscy dziwnie się zachowują, unikają jej. I wtedy Maja trafia na młodszą od siebie Zurię – Wystrzyżoną, tak ją nazywa. Niby młodsza, ale jakby dojrzalsza, wygadana, odważna, pozytywnie zwariowana, nie je mięsa, chodzi do szkoły tylko na piechotę. A Maja wszystkiego się boi, zachowuje się zawsze na dystans, o pół kroku w tył. Zupełne przeciwieństwo Zurii. To naprawdę świrnięta dziewczyna, która bardziej zdrowiem Majki przejmuje się losem małpki z cyrku. Majka z początku urażona zachowaniem nowej koleżanki, słucha z niedowierzaniem opowieści o losie zwierząt  cyrkowych. Szuka informacji w Internecie, dopytuje Zurię. Pewnego dnia, wkrótce po wypadku, dziewczyny postanawiają wykraść małpkę z cyrku, która, jak się okazuje, za kłopoty spowodowane ugryzieniem dziewczyny z widowni, została skazana na śmierć głodową w klatce. Jest to początek zwariowanych wydarzeń, wielkich zmian w życiu Majki i przewartościowania jej dotychczasowych priorytetów i … przyjaciół.

Każdy, komu nie są obojętne losy zwierząt, nie przejdzie obok tej książki obojętnie. Mało tego, niekiedy będzie wstrząśnięty opisami losu zwierząt klatkowych, cyrkowych, a nawet tych, które trafiają do weterynarzy przez błędy swoich właścicieli. Opis zakochanej pańci, która celowo karmiła swojego psa czekoladkami, by móc spotkać przystojnego weterynarza, zdenerwował mnie totalnie – ale chyba ten przykład nie wziął się znikąd? – i to jest właśnie w tym przerażające, że wiele z tych historii tutaj zdarzyło się naprawdę. Ludzka głupota i ignorancja często niestety szokują. Autorka bowiem nie unika trudnych tematów, nazywa rzeczy po imieniu, przedstawia niektórych ludzi w jak najgorszym świetle, jakby byli potworami. Ale jakie słowa cisną się Wam na usta, kiedy słyszycie opowieść o właścicielu lisiej fermy, który tak traktował lisy, że te z desperacji odgryzały sobie łapki?  To przede wszystkim opowieść o przyjaźni, która narodziła się przypadkiem, w dość niemiłych okolicznościach. To opowieść o przemianie – z bojaźliwej i nijakiej dziewczyny w osobę charakterną, walczącą, potrafiącą powiedzieć swoje zdanie. To w końcu książka niesamowicie uwrażliwiająca na zło, które wyrządza się „mniejszym braciom”.

P.S. Podobał mi się przepis Zurii na zdrowe podejście do życia: codziennie godzina na powietrzu, godzina porządnej nauki, godzina czytania przed snem i dwa solidne przytulasy.

Wiek 14+

Wydawnictwo Egmont

czwartek, 07 marca 2019

 

Osiem opowiadań, które poruszają ważne tematy z życia młodych ludzi. Opiszę kilka przykładów. W „Projekcie” widzimy jak grupa młodzieży stara się razem współpracować w sprawie projektu związanego z ilustracją do bajki. Różne pomysły, różne charaktery uczniów ścierają się w szkolnej rzeczywistości. Trudno się dogadać, każdy chce mieć rację. Pracy w grupie trzeba się nauczyć – zazwyczaj trzeba znaleźć kompromis.

W „Bestii” mamy do czynienia z przykładem dużej agresji w grupie. Czarnoskóra dziewczynka wysłuchuje różne przykre rzeczy od kolegów z klasy. Jeden z chłopców, Szymon, ujmuje się za koleżanką i wdaje się w bojkę z prowodyrem. Dzieci uczą się, że są inne sposoby na rozwiązywanie takich sytuacji, a stosowanie przemocy prowadzi w ślepą uliczkę.

„Cyganicha” przedstawia problem romskich dzieciaków i nastolatków w szkołach publicznych. Cyganicha tak naprawdę ma na imię Mońka i nie ma włosów, ponieważ cierpi na łysienie plackowate. Za to ma piękny glos, którym nie chce się pochwalić na konkursie. Dużo tu mowy o próbach integracji i inności, chęci niesienia pomocy. Ciekawy tekst o młodym człowieku, który ma długie włosy i złote serce.

„Pralnia pierza” pokazuje, że z pozoru groźni i nieuprzejmi ludzie w gruncie rzeczy są dobrzy i pomocni. Ludzie karmią się jakimiś dziwnymi historiami, stereotypami – i przy okazji chcący – niechcący potrafią zrobić komuś krzywdę. Ważne, by w czasach kultu wiecznej młodości dostrzegać starszych ludzi, takich jak pani Genowefa Zapiór, która prowadzi tytułową pralnię pierza. Pani Genowefa spieszy z pomocą młodemu człowiekowi i potrafi się zaprzyjaźnić z dzieckiem.

Najbardziej spodobała mi się historia „Słowo”. Pewna rodzina musi pozbierać się po śmierci matki. Trochę bujający w obłokach tata powtarza: „Przepadniemy jak nic”. Jesteśmy świadkami, jak ojciec i dwójka dzieci uczą się samodzielnego życia. Kiedyś było tyle na głowie mamy. Czy przeprowadzka do domu, z którego pochodziła  Klara, coś zmieni na lepsze?

W opowiadaniach poruszane są ważne elementy naszego życia: solidarność, odwaga cywilna, altruizm, poświęcenie, ochrona przyrody, uczciwość, zaufanie, tolerancja, odpowiedzialność, akceptacja, praca, otwartość i przyjaźń. Zwracają uwagę, że warto w życiu być, a nie tylko mieć.

Wiek 7+

Wydawnictwo Literatura

sobota, 02 marca 2019

Zastanawiam się, czy znajdę od razu „na szybko” tytuł z literatury dziecięcej, który przybliżyłby dzieciom Australię? Nic nie przychodzi mi do głowy, ale pomyślę, pomyślę. Tymczasem książka właśnie  zaznajamia z tym tematem. Choć pewnie nie to jest głównym celem tej książki. Ale od początku.

Kuba mieszka z ojcem nad rzeką, niedaleko australijskiego buszu. Każdy dzień wygląda jak poprzedni – jednym słowem nic ciekawego. Chłopcu w monotonnej codzienności towarzyszą rude kury z Petronelą na czele,  bury kot Rik i pies Bobi. Chłopak codziennie towarzyszy ojcu w drodze do chatki na wzgórzu, gdzie ten malował obrazy, po czym wraca na swoje podwórko do zwierząt. I tak w koło Macieju. Sam ojciec mawiał do psa: „Uspokój się, Bobi! Tu nawet za sto lat nic nie będzie się działo”. Nadchodzi dzień, który zmienia wszystko. Głośny strzał rozdziera ciszę. Po tym zdarzeniu chłopiec odnajduje osieroconą małą kangurzycę – będzie to przełom w życiu chłopca. Kanga towarzyszy wszędzie swojemu nowemu opiekunowi, podąża za nim krok w krok. Między Kubą a Kangą zrodzi się piękna przyjaźń. To właśnie jej najwięcej miejsca poświęca autorka, choć w tle nie brak samej Australii. Znajdziemy tu opisy buszu, fauny i flory wreszcie trudnego życia na końcu świata. Oprócz tego poruszone zostają bolesne zagadnienia śmierci, samotności i rozłąki. Trzeba liczyć się z tym, że podczas lektury mogą pojawić się trudne pytania. Ale to chyba dobrze, w końcu na tym polega zadanie literatury, że daje impulsy, tłumaczy świat – a kolor czarny przecież istnieje.

Piękna historia, z nieprzewidywalnym zakończeniem, które Was zaskoczy.

Wiek 9+

Wydawnictwo Znak

piątek, 01 marca 2019

Emilia uciekła z domu. Ukradła kartę kredytową swojego ojca, zabukowała lot do Stanów i opłaciła pokój w Nowym Jorku. Dalej, tylko dalej od swojego ojca, który zrobił coś strasznego. Na dodatek jeszcze te złośliwe wpisy w Internecie. Cały kraj o tym mówi, czego dopuścił się ojciec Emilii. Córka myśli o nim „idiota” i wróży mu pobyt w więzieniu. A jak ona ma odnaleźć się w takiej rzeczywistości? Gdy ma się tylko 14 lat nie przechodzi się ot tak sobie do porządku dziennego. W środku Emilii dzieje się burza z piorunami. Prawdziwy tajfun. Dziewczyna próbuje na własną rękę poradzić sobie z problemem. Byle dalej od ojca i domu rodzinnego. Czy odnajdzie się daleko, za oceanem? Tam spotyka trójkę Amerykanów, dziwacznych indywiduów, oprócz tego mnóstwo dodatkowych problemów. Do tego dochodzi nerwica Emilii, która ma fioła na punkcie czystości i higieny oraz jej nagle ataki paniki. A gdy dodam to tego spisu nieszczęść jeszcze groźny huragan Sandy, który właśnie spenetrował część wybrzeża i zbliża się do NY? Jak dziewczyna poradzi sobie w Stanach w takim doborowym towarzystwie? Co takiego złego zrobił jej ojciec? Jakie tego będą konsekwencje?

Książka pokazuje, jak trudne jest dorastanie młodych ludzi w obliczu problemów ich własnych i bliskich im dorosłych. Wrażliwi, empatyczni nastolatkowie nie mają grubej skóry gotowej odeprzeć ataki, nie potrafią powiedzieć – to nie jest ważne, nie obchodzi mnie to. Mamy tu przykład poważnego kryzysu w rodzinie. Emilia próbuje uciec z pola katastrofy, ale przy okazji wpada na kolejne miny. Czy tak się rozwiązuje problemy?

To książka, w której pewnie odnajdzie się  niejeden nastolatek. Autorka ciekawie przedstawiła emocjonalny misz-masz w głowie dziewczyny. Widać, jak wielki wpływ na samopoczucie, rozwój młodych ludzi, mają zachowanie i życie rodziców i opiekunów. Niekiedy dochodzi się do wniosku - X zrozumie. Jest przecież już duży/ duża. Dorosły/ dorosła. A tak nie jest. Każde nieszczęście w rodzinie ma wpływ na jej członków - w każdym wieku. Pewnie warto o tym pamiętać. Dobrym pomysłem będzie podsunięcie lektury również rodzicom młodych ludzi.

Wiek 14+

Wydawnictwo Dwie Siostry

czwartek, 28 lutego 2019

 

Smutna książka o życiu w niewoli, za murami getta. Bluma wraz z rodzicami, rodzeństwem i bliską rodziną musi opuścić dotychczasowe miejsce zamieszkania. Wraz z wozem załadowanym dobytkiem dziewczynka zostawia w dawnym miejscu swoje dzieciństwo, bo sceny, jakich Bluma  będzie świadkiem w getcie, nie powinny nigdy oglądać oczy żadnego dziecka. To obraz żydowskiej rodziny, która boryka się z nieopisaną biedą i głodem, strachem o dzisiaj i jutro. Razem z nimi powoli przyzwyczajamy się do codziennej rzeczywistości. Oswajamy ten nieludzki świat, w którym roślinki ciotki – wariatki Mirełe przypominają o lepszym życiu w przeszłości. Nowy świat, nowe życie, nazywane przez brata Blumy Arika Ziemią Obiecaną. Otoczony wysokim murem, z trzema bramami, który można było opuścić tylko za specjalną przepustką. W tym świecie istnieje miejsce, w którym panowała przynajmniej pozorna normalność – apteka Pana Apotekera. Gdzie panowały ład, porządek, spokój, gdzie można było zwrócić się o pomoc. Tytułowa postać  jest gdzieś w tle, na drugim planie. Tym dobrych duchem w getcie krakowskim jest Tadeusz Pankiewicz, właściciel apteki „Pod Orłem”. Nie opuścił tego miejsca i niósł pomoc ze wszystkich sił, jak tylko mógł – za pomoc  Żydom, za ich ratowanie został odznaczony medalem „Sprawiedliwy wśród Narodów Świata”. To u niego dzieci mają nadzieję na znalezienie lekarstwa na nienawiść i zło. Miejsce – schronienie, swego rodzaju azyl. Jeśli jest źle – trzeba biec do Pana Apotekera. Wymowna opowieść o trudnych czasach, przybliżająca bolesne wydarzenia z czasów ostatniej wojny. Czy z dziećmi można rozmawiać o wojnie? Spróbujcie przy pomocy książki Katarzyny Ryrych.

Wiek 8+

Wydawnictwo Literatura

środa, 27 lutego 2019

Jak opowiadać o ostatniej wojnie? Czy temat aby się już nie wyczerpał? Czy jest w stanie zainteresować młodzież, która, nie ukrywajmy, nawet zdając sobie sprawę z wagi tematu, jęczy, że już dość sięgania do przeszłości i nie chce słyszeć o kolejnej książce traktującej o II wojnie światowej. Bo w końcu tyle zostało już na ten temat powiedziane. Choć… kiedyś przeczytałam taką oto ciekawą myśl, że jeżeli ktoś nie wyciągnął wniosków z przeszłości, jest na najlepszej drodze do tego, by powtórzyć błędy przodków. Dotyczy to nas wszystkich – Polaków, Litwinow, Niemców. Może właśnie dlatego trzeba sięgać po takie książki. Mimo wszystko – mimo pokoju, ciepła w domu, pełnego brzuszka – bo nie znamy ani zimna ani głodu. Książka pokazuje końcówkę II wojny światowej z perspektywy młodych ludzi, którzy w ostatnim czasie nagle musieli szybko dorosnąć. Aby przetrwać , dać radę w nieludzkim świecie musieli przestać być dziećmi. Ruta Sepetys sięgnęła po formę krótkich relacji – czwórki ludzi, obcych sobie, różnych narodowości. To jakby wręcz reporterskie sceny z ich odczuć, myśli, strachów i obaw. Nie ma wśród nich ani zwycięzców, ani zwyciężonych. Jest za to człowiek, który się boi o życie, głodny, wyziębiony. Na przemian poznajemy losy Joany Litwinki, Alfreda – niemieckiego marynarza, który bierze udział w przygotowaniach do wypłynięcia w morze statku Wilhelm Gustloff na pokładzie z cywilnymi uciekinierami z Prus Wschodnich. Dalej: Emilii – Polki z kresów dawnej Rzeczpospolitej i Floriana – rannego Niemca z Prus Wschodnich. Wszyscy oni zmierzają do portu, gdzie przygotowywana jest akcja ewakuacyjna. Statki mają przetransportować uciekinierów w bezpieczne miejsce. Każda z tych osób ma jakieś tajemnice, z których nie chce się nikomu zwierzać. Grzeszki, przewinienia z przeszłości bliższej i dalszej, które skrzętnie ukrywa przed światem. Losy tej czwórki w dziwny sposób splatają się ze sobą. Pomimo początkowej niechęci ta międzynarodowa grupa wyrzutków (oprócz Alfreda) zżywa się ze sobą, czuje się odpowiedzialna za innych. Tylko Alfred wierzy w Hitlera i cieszy się, że może mu służyć. Reszta pozbyła się złudzeń. Jako że to książka do młodzieży, nie ma tutaj brutalnych opisów okropieństw wojennych. Jedni mają strach przed Rosjanami, a drudzy – przed Niemcami. Książka ciekawie pokazuje znany od lat mechanizm: ktoś na górze podjął pewne decyzje, natomiast najbardziej cierpią zwykli ludzie, którzy może nie końca rozumieją, o co w tej wojnie chodziło. Tak to już jest, że gdy się mówi  o milionach – przyjmujemy to ze smutkiem do wiadomości. Gdy mówi się o kilkorgu osobach, bardzo przeżywa się ich nieszczęście. W obliczu takiej tragedii narodowość przestaje mieć znaczenie. Gdzieś zacierają się różnice.

Wiek 15+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

poniedziałek, 25 lutego 2019

Pewnie nie raz słyszeliście pojęcie „czarna dziura”. Od razu kojarzy się z fizyką, astronomią. Ale żeby taka czarna dziura stała się ważnym elementem czyjegoś życia, żeby od razu ją hodować, dokarmiać? Niesłychane rzeczy. Bo ta książka wbrew pozorom nie jest poradnikiem jak sobie poradzić z czarną dziurą, gdyby ta kiedyś znalazła się na naszej drodze (a takie rzeczy, jak się okazuje, są możliwe). To opowieść o smutku i stracie. Jest rok 1977 i jedenastoletnia Stella jakiś czas temu straciła ojca. Dziewczynka jest pogrążona w smutku i żałobie, nie może oswoić śmierci taty. Oboje byli sobie tacy bliscy. Stella podzielała jego pasję, wiele razy patrzyli razem w niebo. Tymczasem agencja kosmiczna NASA planuje wystrzelić w przestrzeń kosmiczną sondę, na której umieszczone zostaną najróżniejsze dźwięki z Ziemi: języki świata, odgłosy przyrody i zjawisk atmosferycznych. Stella ma swoje własne propozycje i w tym celu chciałaby spotkać się z jednym z urzędników agencji. Odesłana spod bramy przez czujnego strażnika, rozgoryczona i nieufna zamierza właśnie wrócić do domu, gdy ze zdziwieniem stwierdza, że towarzyszy jej pewne COŚ: czarna plama z błyszczącymi oczami. To właśnie tytułowa czarna dziura, którą trzeba nakarmić i nauczyć wielu rzeczy. Skąd się wzięła? Jaką rolę odegra w życiu dziewczynki? W końcu, dlaczego pojawiła się akurat teraz, po śmierci taty? Czy ma to jakiś związek z jego odejściem? Książka z jednej strony opowiada o bolesnych rzeczach (uwaga, w niektórych miejscach potrzebne chusteczki), ale z drugiej – podchodzi to tematu tak po ludzku, z humorem. Fabuła przeplatana jest co rusz jakąś zabawną sceną, żartobliwym stwierdzeniem. To mądra opowieść o radzeniu sobie ze smutkiem. Czarna dziura to poniekąd symbol każdego czarnego koloru w naszym życiu: pojawia się wtedy, gdy kogoś tracimy, gdy trzeba poradzić sobie z jakimiś kłopotami. Przygoda, śmieszne perypetie z czarną dziurą, też spora dawka wiedzy astrofizycznej o ciałach niebieskich i przestrzeni kosmicznej, grupa ciekawych bohaterów zaplątana w tę historię – a przede wszystkim mądre przesłanie dla osób, które straciły bliskich. Myślę, że nie tylko dzieci wyniosą coś ważnego z tej lektury. I tak sobie myślę, że właśnie takich lektur brakuje dziś w naszych szkołach. Szkoda.

Wiek 10+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

niedziela, 24 lutego 2019

Lutek i Józefina. Już te imiona wywołują miłe skojarzenia. Bo kto dziś ma na imię Lutek? Albo Józefina? Lutek to wieczny optymista. Dla niego szklanka jest zawsze do połowy pełna. Cieszy się świecącym słonecznikiem, lekkim wietrzykiem, szeleszczącymi liśćmi drzew. Natomiast Unka – sąsiadka Lutka, to czarnowidząca pesymistka. Jej szklanka jest zawsze do połowy pusta. Słońce za mocno grzeje (mimo że jest lato) i będzie susza, i uschną krzewy. A z kolei gdy zbliża się chmura zwiastująca deszcz – to zaraz będzie powódź. A jednak ta dwójka żyje obok siebie i się ze sobą zgadza. Lutek zawsze daje się wygadać Unce i na wszelki wypadek nie odzywa się  i czeka. Tymczasem w ogrodzie mieszka jeszcze mnóstwo innych stworzeń, które warto poznać: Kajetan, Ambroży, Tymek, Tosia i inni. Jesteśmy świadkami ich raz szarej, raz znów kolorowej codzienności. Jest radośnie, czasem smutno. A gdy kłopoty się zdarzają, wówczas pojawia się nie kto inny jak ciotka Józefina.

Prosta recepta na życie: cieszmy się z tego, co mamy. Nie zazdrośćmy innym, nie doszukujmy się czegoś, czego nie ma, a co unieszczęśliwia. Ta książka to radość z małych rzeczy, chwil z przyjaciółmi, sąsiadami i bliskimi. Warto spojrzeć na świat przez różowe okulary. Fajna lekcja optymizmu:)

Wiek 5+

Wydawnictwo Literatura

środa, 13 lutego 2019

Lusia wraz z koleżankami chodzi na lekcje tańca. Podobnie jak Alia i Julia żyje tańcem. Dziewczynki chciałyby w przyszłości zostać zawodowymi tancerkami. Tymczasem doradca zawodowy sprowadza dziewczyny na ziemię i proponuje im obrać inną drogę w życiu. Ma to być coś poważniejszego, sensownego, odpowiedzialnego. Coś, z czego będzie można wyżyć. Dziewczyny znajdują ciekawy sposób na ględzenie nawiedzonego doradcy i nie słyszą mądrych, życiowych porad. Tymczasem konsekwentnie oddają się swojej pasji. Bo jak się jest tam młodym, ma się też piękne marzenia. I o tym  jest właśnie ta książka: o tańcu, jego różnych formach – od klasyki, poprzez afrykańskie układy po  modern jazz. Trójka przyjaciółek goni z zajęć na zajęcia, spotyka się z rodzeństwem, przyjaciółmi. Ich życie wypełnione jest szkołą, w której od czasu pojawiają się kłopoty, bo wiadomo – taniec jest the best. Znajdziecie tu mnóstwo spraw dotyczących typowych nastolatków, którzy chcą czerpać z życia garściami. Tymczasem tak trudno czasem podporządkować się zasadom narzuconym przez dorosłych: rodziców, nauczycieli w szkole i nauczycieli tańca. Książka niesie ze sobą bardzo optymistyczne przesłanie: jeśli będziesz robił w życiu to, co lubisz, będziesz szczęśliwy. Nie brak w tej książce tzw. szwarccharakterow. Są zawistne koleżanki, które zazdroszczą sukcesów i gotowych są podłożyć nogę konkurentce. Ale generalnie panuje miła atmosfera, nie brak humoru słownego i sytuacyjnego. Książka powinna spodobać się miłośnikom komiksów i tańca. Krótkie historyjki dotyczące codzienności, relacji z innymi. Są nerwy związane z konkursami tańca, emocje z wyjazdem do Moskwy. Dzieje się dużo.

Wiek 9+

Wydawnictwo Egmont

sobota, 09 lutego 2019

Pierwsza powieść francuskiej pisarki, która ukazała się w Polsce. Oczywiście – zaraz musiałam sprawdzić, któż to taki. Jak się okazuje – lista książek Marie-Aude Murail jest imponująco długa. A kim jest ów tytułowy Bystrzak? Tak naprawdę to Barnaba. Ma 22 lata i zawsze towarzyszy mu jego ulubiona przytulanka. Barnaba zachowuje się jak trzyletni maluch. Od śmierci mamy opiekuje się nim młodszy brat. Zaraz pojawia się pytanie: gdzie jest ojciec chłopców? Nie podołał wyzwaniu, ułożył sobie życie na nowo. Kleber i Bystrzak zostali sami, mają tylko siebie. Kleber ma dopiero 17 lat i postanawia wziąć na swoją odpowiedzialność Bystrzaka z zamkniętego ośrodka dla upośledzonych umysłowo. Nie może patrzeć na to, jak brat źle znosi pobyt w obcym miejscu, jak cierpi i tęskni. Czy sobie poradzą w życiu, w Paryżu? Chłopakom towarzyszy gromadka nowych znajomych wspólnie wynajmujących mieszkanie. Każdy z sublokatorów niesie ze sobą bagaż doświadczeń, każdy ma swoje życie, swoje problemy. Wydawać by się mogło, że to Bystrzak będzie dla nich kolejnym problemem, kulą u nogi. Jednak nic bardziej mylnego. Okazuje się bowiem, że to właśnie Bystrzak jest doskonałym antidotum na wszelkie problemy, nieszczęścia i bolączki. Również stare rany z dotychczasowego życia.

Trudny temat, prawda? Jednak autorka doskonale poradziła sobie z nim. A jak? Wprowadzając do swojej powieści elementy humorystyczne, z przymrużeniem oka. Nikt tu nie tragizuje, nie narzeka (jeśli już, to tylko troszeczkę), nie ma malkontentów. Każdy przyjmuje swoje życie takim, jakie jest, z tą tylko uwagą, że kiedy na horyzoncie pojawił się Bystrzak, zaczęło dziać się dużo dobrego. Dla wszystkich. Bardzo optymistyczna powieść, z życiową mądrością. Uczy empatii i dobrych relacji z ludźmi. Porusza kwestię niepełnosprawnych w społeczeństwie. I wzrusza, i śmieszy, i nie daje o sobie tak łatwo zapomnieć.

Po książce "Pasztety, do boju!" okazuje się, że literatura francuska dla młodzieży ma naprawdę wiele do zaoferowania. 

Wiek 15+

Wydawnictwo Dwie Siostry

piątek, 08 lutego 2019

Kicia Kocia martwi się śmieciami oraz zwierzętami, które cierpią wskutek zanieczyszczenia środowiska. Razem z babcią zabiera się za sprzątanie. Babcia uwrażliwia wnuczkę na śmieciowy problem. Kicia Kocia uczy się segregowania śmieci: listki truskawek wędrują do kubełka na odpadki, kubeczek po jogurcie do plastików, stare lekarstwa należy oddać do apteki. No i oczywiście pozostaje jeden z ważniejszych tematów: lniana siatka na zakupy zamiast plastikowej torby. Tę również i babcia, i wnusia posiadają. Dzieci razem z Kicią Kocią uczą się, jak należy właściwie wyrzucać śmieci, żeby nie były one obciążeniem dla środowiska, dowiadują się o problemie śmieci. Kicia Kocia od dawna jest przyjaciółką najmłodszych. Cieszę się, że pojawiła się część poruszająca tak istotny problem. Zatem: kotka uczy dzieci dbać o środowisko już od najmłodszych lat i zachęca do naśladowania jej.

P.S. Tak sobie mruczę pod nosem, że fajnym pomysłem byłaby lniana torba na zakupy z Kicią Kocią- dla dzieciaków, które pomagają w domowych zakupach. 

Wiek 2+

Wydawnictwo Media Rodzina

sobota, 02 lutego 2019

Dziennik Cwaniaczka to ponoć antidotum na nieczytanie wśród dzieciaków. Dziecko nie czyta? "Podsuń mu/ jej Cwaniaczka. Zacznie czytać" – tak twierdzą co niektórzy. I coś w tym jest. Niby nic specjalnego - bo przecież z Cwaniaczkiem mogą się utożsamiać miliony nastolatków - jego problemy są problemami przeciętnego Jaśka Kowalskiego. Nie ma w sobie nic z superbohatera. Jednak sposób opowiadania o sobie, poczucie humoru, zmysł obserwacji i oceny i TE ilustracje sprawiają, że Cwaniaczek jest the best. Zastanawiałam się, co też ciekawego może wydarzyć się w kolejnym tomie. A może - i to dużo. I nie znajdziecie w nim niczego mrożącego krew w żyłach, ani superprzygody jak w Piratach z Karaibów. A jednak Cwaniaczek wciąga. Jego podejście do życia, radzenie sobie na własną rękę z różnymi problemami, tok myślenia, rozmowy z innymi. Co rusz jest śmiesznie. Co rusz młody człowiek może odnaleźć siebie w tej historii. Szkoła, dom rodzinny, sąsiedzi z ulicy i okolicy. Są i problemy dotykające całą ludzkość: jak GLOBALNE OCIEPLENIE. Cwaniaczek obawia się, że w lodowcach liczących sobie miliony lat mogą żyć groźne stwory, które po rozmrożeniu lodu nagle ożyją. Ale to tylko jeden z wielu, wielu problemów. Bo sami przyznajmy, Greg (prawdziwe imię chłopca) niby taki luzak, ale jak przyjdzie co do czego to naprawdę się przejmuje. Dlaczego Greg stara się być zawsze miły dla bystrzaków? W jaki sposób usiłuje przetrwać gimnazjum ? (co łatwe nie jest). Dlaczego otrzymał znów od mamy szlaban na TV i gry? I dlaczego rodzicielka zmuszona była wprowadzić WEEKENDY bez prądu? Skąd wziął się pomysł ćwiczenia uścisków ręki z tatą? I dlaczego mama wzięła swoim chłopakom koc? Sami widzicie, że życie w domu Grega do łatwych nie należy. W dodatku w szkole idzie tak sobie. Trudno wywiązać się z zadania projektowego na  temat Malty, gdy zadanie to robi się na ostatnią chwilę. Jest działanie – jest konsekwencja – tak myśli Gregowa mama, która zaraz wkracza do akcji i próbuje okiełznać Cwaniaczka. Czy odnosi na tym polu sukcesy? Jakiekolwiek? Co dzieje się w głowie młodego człowieka? Mnóstwo tych pytań. Ja mogę zapewnić, że Dziennik Cwaniaczka trzyma poziom.

Wiek 12+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

piątek, 18 stycznia 2019

Bolek i Lolek przeżywają prawdziwy renesans. Kiedy byli bardzo popularni jako kreskówka – dobranocka dla dzieci, nie było książek z ich przygodami. Teraz są książki – natomiast trudno o kreskówkę w telewizji. Pamiętam z dzieciństwa jak rysownicy Bolka i Lolka przyjechali do mojej miejscowości i w domu kultury przy pełnej sali dzieciaków na naszych zdumionych oczach rysowali olbrzymie plakaty z postaciami dwóch chłopców. W książce znajdziecie aż 15 przygód – a co najważniejsze – zupełnie nowych. W grubaśnym tomie liczącym sobie ponad 400 stron chłopcy zastanawiają się, gdzie podział się ich pies Zuch. Pięć miesięcy temu zabrali go ze schroniska. Pojawienie się zwierzaka w domu, zmienia życie wszystkich domowników. Dzieci dowiadują się, że posiadanie zwierzęcia wiąże się różnymi obowiązkami, których nie można zaniedbać, bo od tego zależy los innej żywej istoty. Na szczęście sam Zuch się odnajduje, a my dowiadujemy się całkiem sporo na temat psiej natury.

Ciekawe z czym Wam się kojarzy „blokada rodzicielska”? Pewnie wszyscy od razu odpowiedzą: z komputerem. Tymczasem w domu Bolka i Lolka ustanowiono blokadę na … brzydkie wyrazy. Nie myślcie, że obaj chłopcy to świętoszki. Czasem mają ochotę użyć siarczystego słownictwa, ale się hamują. Przeczytajcie koniecznie o ich przepisie na pozbycie się brzydkich słów z języka codziennego. Choć nie powiem: czasem kusi chłopaków, oj kusi.

Tymczasem Bolek kombinuje, jak by tu nie iść na basen. No tak, skoro nie potrafi pływać – strach przed wodą jest przeogromny. I wstyd też. Wyobraża sobie, co to za paskudztwo pływa w basenowej wodzie: rekiny i piranie. Wkrótce sam się na szczęście przekonuje, że basen wcale nie taki znów straszny, jak go sam maluje.

Do drzwi mieszkania podczas nieobecności rodziców, w pewną sylwestrowa noc, ktoś puka. Trzeba pomóc sąsiadowi, panu Mietkowi, któremu zginęły koty. Równolegle do rozwoju sytuacji i bardzo zaawansowanych poszukiwań, zaczyna działać wyobraźnia. Pojawiają się pytania: np. dlaczego pan Mietek uaktywnia się tylko wieczorami i w nocy? I zaczynają się przygody z …dreszczykiem. Co powiecie na historię o sąsiedzie, który być może jest … wampirem?

To tylko kilka przykładów perypetii i przygód dwóch chłopców – długo by jeszcze pisać, choć lepiej sięgnąć do samej książki. Obrazuje ona wesołe dzieciństwo, wśród przyjaciół (np. Zuza) i czworonogów. Wprawdzie Bolek na początku, jak to chłopak, trochę się burzy na znajomość z Zuzą, ale potem się do niej przekonuje. No cóż, taka natura młodego mężczyzny. To co cenne, pokazano tu dobre i przyjacielskie relacje z rodzicami. Mnóstwo tu problemów dnia codziennego, z perspektywy dorosłego może i błahych: zaginione kąpielówki, zbita szyba w czasie gry w piłkę, bałagan w dziecięcym pokoju, pogryzienia przez komary. To dzieciństwo bez TV i smartfonów, bez komputerów i laptopów. Chłopcy dużo czasu spędzają w swoim towarzystwie, rozmawiają, spierają się, dowcipkują, broją, przeżywają przygody. Bo nie wiem, czy wiecie, ale tam, gdzie coś idzie nie tak, właśnie zaczyna się przygoda.

Na końcu książki znajdziecie dodatkowe informacje i porady dotyczące posiadania zwierząt.

Wiek 5+

Wydawnictwo Znak

piątek, 11 stycznia 2019

 

Pewnie pamiętacie Matyldę – pisałam już o niej na blogu. Jakiś czas temu Matylda zaczęła w tajemnicy przed mamą pobierać lekcje nauki gry na skrzypcach u pani Alicji. Mama, z początku niezadowolona, zmieniła zdanie, gdy okazało się, że utalentowana Matylda wygrała konkurs skrzypcowy. Nagle w ich życiu pojawił się ojciec. A Matyldzie zamarzył się dom, w którym mogłaby zamieszkać razem z mamą i tatą oraz ich menażerią. Pojawiła się nadzieja, bowiem po miesiącach zawirowań, niepokojów, znaków zapytania jest szansa na wspólne życie w nowym domu obrośniętym bluszczem i to w dodatku gdzie? Nad morzem!

Dużo w tej części zwykłej codzienności. To opowieść o ludziach, którzy sobie wybaczyli i mają nadzieję na dobre relacje w przyszłości. To swego rodzaju uczenie się siebie nawzajem od nowa. Jest tajemniczy chłopak na rowerze z pękatym plecakiem, którego Matylda bardzo chciałaby poznać. Jest koleżanka Julka, która plotkuje o koleżankach z klasy i nauczycielach na specjalnie założonym w tym celu blogu. Jest piękny zeszyt – podarunek od taty – z czerpanego papieru, z którego dziewczynka uczyniła Sekretnikiem Matyldy – do zapisywania ważnych chwil. Jest poruszony problem starości u zwierząt i ludzi. Są piękne słowa wypowiedziane do drugiego człowieka: „Dobrze, że jesteś”. Jest i zazdrość o panią Alicję, do której przychodzi pan od storczyków. Jest i odkrycie! – dorośli również potrafią zaczytać się na śmierć w „Pamiętnikach Tatusia Muminka”. Jest początek przyjaźni (czyżby nowy materiał na kontynuację?) I jest dużo, dużo morza.

Wiek 8+

Wydawnictwo Literatura

czwartek, 10 stycznia 2019

Na 13-letniego Emanuela koledzy wołają …Mikrob. Największym marzeniem Emanuela jest stać się w końcu dorosłym. Chłopak wyobraża sobie od czasu do czasu jak będzie wyglądało jego życie, gdy osiągnie już dojrzałość. Kłótnie z rodzicami pójdą w zapomnienie. W końcu tata - luzak i dość często gderająca mama ciągle się czegoś czepiają, o wszystko się kłócą, nic im się nie podoba. Nie będzie już problemów z rówieśnikami. Tak trudno znaleźć z nimi wspólny język. A nauczyciele? Bez komentarza, ci to już uwzięli się na całego. Jednym słowem Emanuel ma dość – chce być dorosłym i zapomnieć o swoich kłopotach. Dzięki wskazówkom z Internetu udzielonym mu w komentarzu przez pewnego Magika, chłopiec trafia do tajemniczego sklepu, w którym można kupić tabletki na dorosłość. Emanuel zażywa specyfik  i od tego momentu nic nie będzie takie samo jak przedtem. Wiele dzieci, wielu nastolatków marzy o tym, by w końcu stać się dorosłym. Ja jako dziecko marzyłam na przykład, żeby w dorosłym życiu jeść tyle lodów, ile tylko dusza zapragnie. Hi, hi – dziś nic z tych marzeń nie zostało. Tymczasem wracając do Mikroba, zażywanie tabletek na dorosłość, które nie dawało trwałego efektu, miało niestety też skutki uboczne. A jakie? Tych nie zdradzam, zajrzyjcie koniecznie do książki. Książka została doceniona przez czytelników – zbiera same dobre recenzje – i przez Polską Sekcję IBBY – zdobyła wyróżnienie w Konkursie na Książkę Roku 2018.  

Oprócz przygód Mikroba w dorosłym świecie, jest to opowieść o trudnym dorastaniu, szukaniu swojego miejsca na ziemi przez młodych ludzi. Również o konieczności stawiania sobie pewnych granic – w swoich działaniach jak i w kontaktach z innymi, zwłaszcza nieznajomymi. Bo gdy pewne rzeczy wymkną się spod kontroli, wówczas pojawiają się niemiłe niespodzianki, a nawet niebezpieczeństwa.

Wiek 12+

Wydawnictwo Adamada

poniedziałek, 17 grudnia 2018

 

Pamiętacie przygody detektywa Sventona? Miła niespodzianka sprzed kilku dni. Ukazała się nowa część przygodowej serii, o której pisałam na swoim blogu już kilka razy. Do tej pory wydano u nas trzy części pt.: Latający detektyw, Detektyw na pustyni, Ture Sventon w Sztokholmie. Jak podaje Wikipedia Ake Holmberg napisał 10 części detektywistycznej serii. A więc posyłamy uśmiech w kierunku Wydawnictwa Dwie Siostry – z prośbą o jeszcze. Jeśli zatem ktoś lubi klimatyczne kryminały w scenerii sprzed lat, niespiesznie skonstruowaną opowieść w oparciu o intelekt bohaterów, a nie tylko i wyłącznie o nowinki techniczne, to trafił pod właściwy adres. Ta część została wydana po raz pierwszy w 1950 roku – książka liczy sobie zatem prawie 68 lat. Autor pisał wszystkie książki z serii przez prawie 20 lat.

Ture Sventon otrzymuje zlecenie od lorda Hubbarda. Ten mieszka w Londynie w okazałym domu. Kilka dni temu zaczęły dziać się różne dziwne rzeczy zaobserwowane przez służbę. Ta spotkała w rezydencji pewnego dziwnego mężczyznę, który dość osobliwie się zachowywał. Sam lord Hubbard zobaczył natomiast w bibliotece tajemnicze buty wystające spod zasłon. Zaznaczam, co ważne, że były to buty ze spiczastymi czubkami. Ture Sventon wkracza do akcji i już ma pewne podejrzenia.

Po kilku latach przerwy cudnie jest znów spotkać ulubionego detektywa od spraw niemożliwych. Znów przeczytać o jego miłości do psysi (ptysi) z cukiernia Rozalii. O latającym dywanie służącym za środek lokomocji. Spotykamy tu znów starych znajomych – pana Omara z pustyni arabskiej, pannę Johansson – sekretarkę Sventona i Wilhelma (Wilusia) Łasicę – najgroźniejszego przestępcę, jak się okazuje nie tylko w Szwecji. Do tego jest jeszcze klimatyczny, jesienny Londyn zatopiony w gęstej mgle. I oryginalny dom lorda Hubbarda – zupełnie z innej epoki. I jest naprawdę świetny humor – inteligentny, chciałoby się powiedzieć: „angielski”. Ale to w końcu szwedzka opowieść. Więc jak to jest?

Książka została wydana w ramach serii "Mistrzowie Światowej Ilustracji". 

Wiek 7+

Wydawnictwo Dwie Siostry

czwartek, 13 grudnia 2018

Marta Kisiel do tej pory kojarzyła mi się tylko i wyłącznie z literaturą dla dorosłych. Tymczasem niespodzianka – i to jaka. Dawniej Niebożątko, teraz 10-letni Bożek z mamą i wujaszkami Turu i Konradem, mieszka w dziwacznym domu. Bo przecież tyle w tym domku kątków i zakątków gotowych przytulić jakiegoś kogosia.

Nie tak znowu dawno temu, bo zaledwie przed miesiącem lub sześcioma, a może jeszcze kiedy indziej, na skraju pewnego miasta stał dom. Stał tam od wielu lat, lecz mało kto o tym wiedział, a ci, którzy wiedzieli, rzadko o tym pamiętali. Nawet listonosz ciągle o nim zapominał, dlatego co rusz musiał się wracać.

Tak właśnie zaczyna się ta opowieść. Pięknie, prawda? Ale to nie wszyscy domownicy. Są tutaj również potwór, który umościł sobie legowisko pod Bożkowym łóżkiem, jest i anioł stróż, i upiory oraz topielce. I malutkie, pyzate Licho.  Chłopcu w takim towarzystwie żyje się szczęśliwie, niczego mu nie brak. Jednak tak jest do czasu, bowiem nadchodzi TEN moment w życiu, kiedy trzeba odejść spod opiekuńczych skrzydeł. A dokładniej – trzeba iść w świat, do ludzi, do … szkoły. Jednak czy dzieci zaakceptują inność chłopca? Bo Bożek jest inny, a ludzie nie lubią odmienności, inności.  No i jak tu iść do szkoły, skoro instytucja ta ma tyle minusów – tak skrupulatnie wyliczonych przez dorosłych: że lekcje są dość nudne; chyba, że nie są, ale to tylko czasem; trzeba słuchać pani; i siedzieć prosto w ławce …. Oj długo by wyliczać – zainteresowanych odsyłam na strony o nr. 55 i 56.

Książka w znakomity sposób, z wyczuciem i niesłychaną wrażliwością porusza temat szukania swojego miejsca na ziemi, akceptacji u innych i trudów dorastania. Dziecko zawsze czuje duży strach przed tym, co nowe i obce. Książka ma dużo uroku. Marta Kisiel cudnie opowiada swoją historię. Znajdziecie tu specyficzny humor, dużo magii, osobliwe postacie, mądre przesłanie i śliczne ilustracje Pauliny Wyrt.

Wiek 6+

Wydawnictwo Wilga

niedziela, 09 grudnia 2018

Mała świnka Tutu mieszka z mamą w chlewiku. Tutu jest jedyna w swoim gatunku – i to w całej wiosce. Bo żadna ze świnek nie ma tak jak Tutu całego ciałka w kropki. Prawdziwy piegusek z niej. Tutu uwielbia swoją opiekunkę Basię, która odwiedza Tutu każdego dnia. Jednak pewnego razu dziewczynka znika na kilka dni. Okazuje się, że była na kilkudniowej wycieczce. Opowiada Tutu, co zwiedziła, co widziała. I o filmie pt. „Wyspa Świnek”. Tutu nastawia uszu i uruchamia wyobraźnię. Od tego dnia nic nie będzie już takie samo, jakie było przedtem. Tutu chciałaby zamieszkać na takiej wyspie. Jednak nadchodzi dzień, gdy Tutu razem z mamą wywieziona zostaje na targ. Ona zostaje sprzedana do  „Małego Zoo”. Tutaj Tutu poznaje mnóstwo innych zwierząt. Jednak cały czas marzy jej się wyprawa na wspomnianą wyżej wyspę. Na dalekim morzu, bez domów ludzi, gospodarstw, za to ze świnkami w różowe i czarne ciapki – jak Tutu. Czy Tutu uda się zrealizować swoje marzenia?

Ta książka jest właśnie o marzeniach. Że się spełniają – nawet wtedy, gdy wszystkie znaki na niebie i Ziemi wskazują na to, że nic z tego nie będzie. I jest jeszcze o przyjaźni. Świnka Tutu na swej drodze spotyka pokrewne dusze, prawdziwych przyjaciół spieszących z pomocą i dobrą radą. „Czas marzenia wprowadzić w czyn!” – warto zapamiętać motto szczura Radka, który odegra dużą rolę  w realizacji marzeń Tutu.

Celowo przytoczyłam dokładniej treść tej opowieści. Pewnie podczas lektury mogą zdarzyć się pytania: dlaczego Tutu została sprzedana, co dalej z jej mamą Tutu? Sama książka kończy się happyenedem – ale pewnie bez wiercenia dziury w brzuchu się nie obędzie. Więc  - decyzja należy do Was.

Wiek 5+

Wydawnictwo Literatura

piątek, 07 grudnia 2018

Książka dla tych, którzy lubią zwierzęta i opowieści o nich. Mała pustułka jest przekonana, że potrafi już dobrze latać i dlatego opuszcza bezpieczne miejsce. Na szczęście są ludzie, którym zależy na tym, by małemu sokołowi nic się nie stało. Kotka Jodie wypadła z balkonu i złamała sobie łapkę. Potrzebna pomoc – natychmiast. Słoniowi Kacprowi z cyrku łzawi jedno oko. Coś mu tam wpadło i strasznie przeszkadza. Jak człowiekowi. Z tą tylko różnicą, że człowiek może się pozbyć paprocha. Dla słonia to ogromny problem. Kacper podczas wynoszenia śmieci i wyprowadzania psa na spacer znajduje w śmietniku karton z trójkolorową świnką morską. Papuga Pola … chyba oszalała. Zdenerwowana wrzeszczy i nie chce wejść do swojej klatki. Pani Ula znajduje pudełko z trzema kotkami. I co z nimi teraz będzie? Powiem krótko: na wszelkie kłopoty … redaktor Grzegorz i doktor Wojtek. Ten pierwszy prowadzi audycję w radiu „Klinika zdrowego chomika”. Ten drugi leczy zwierzęta, doradza, pomaga. Obaj panowie współpracują ze sobą, dają z siebie wszystko, by nikogo nie zostawić bez pomocy. A przecież niektóre przypadki są skomplikowane. Podpowiadają ludziom, jak dbać o zwierzęta, jak je pielęgnować. Oprócz głównych bohaterów,  w tle pojawia się plejada innych dwu- i czteronożnych zwierzaków. Na ich przykładzie dzieci poznają losy zwierząt, przygody, a także pomysły na rozwiązanie problemów. Książka uwrażliwia na losy zwierząt. Pokazuje zaangażowanie ludzi w ratowanie ich i otaczanie opieką. To naprawdę piękne przykłady zachowań, które warto pokazywać i o nich mówić. Reporter Radia Kraków, pan Karol, pomaga w drodze do pracy pustułce. Mama Karola godzi się, by bezdomna świnka znalazła dom właśnie u nich w mieszkaniu. Pani Ula angażuje się w poszukiwanie domu dla 3 małych kotków z kartonu.

Książka porusza oprócz przypadków złamań, chorób również inne ważne problemy. Gdzieś w tle pojawia się cyrk i protestujący ludzi. Dalej: pozostawianie zwierząt w kartonach w jakichś ustronnych miejscach, podrzucanie ich. O tym wszystkim można porozmawiać z dzieckiem podczas lektury.

Wiek 5+

Wydawnictwo Literatura

wtorek, 04 grudnia 2018

 

Osoby, które były świadkami stanu wojennego w Polsce, mają pewnie swoje osobiste wspomnienia związane z tym smutnym wydarzeniem. Ja pamiętam poranek zimowy 13 grudnia – strasznie śnieżny i mroźny. Moja mama zdenerwowana słuchała obrad sejmu w radiu. Potem zapłakana powiedziała, że wprowadzono stan wojenny i w jakiś dziecięcy sposób próbowała wyjaśnić, co to znaczy. Przypomniałam sobie ten obrazek sprzed lat właśnie przez „Wilczka”. Gdy przeczytałam o rozbitym kubku kakao pod nogami zapłakanej mamy Wiktora (zwanego Wilczkiem).  To chłopiec, który żyje w rodzinie zaangażowanej. Zarówno mama jak i tata są działaczami opozycyjnymi. Często dokądś idą, wtedy Wilczek zostaje pod opieką niezliczonej liczby różnych cioć i wujków. Zresztą jedna z tych cioć nadała chłopcu właśnie ten tytułowy przydomek „Wilczek”. Wilczek mieszka z nimi w akademiku. Przysłuchuje się przemówieniu „pana w okularach”. To określenie znało wtedy tyle dzieci. Organizowane są strajki, obowiązuje godzina milicyjna. W drodze do babci Wilczek jest świadkiem rewizji maminej walizki. Jest to smutne przeżycie i przygnębiający widok. Wyłączone telefony, brak kontaktów, przyczajony wron w kącie, nerwowe czekanie na powrót taty, wyłączenie ogrzewania w akademiku. I gdzieś pomiędzy tym małe dziecko. Dziecko, któremu zimno, ciągnięte ze spotkania na spotkanie, rozumiejące świat po swojemu, tęskniące za wciąż nieobecnymi, zaangażowanym ojcem. Jest to wzruszająca opowieść o grudniowych wydarzeniach z perspektywy przedszkolaka. Trudne decyzje, trudne wybory rodziców, rozstania. I to smutne mądre stwierdzenie: „Wszystkie wojny wyglądają tak samo”. Dzieci czasem mają swoje wyobrażenie na temat wojny. Chcą traktować ją jako przygodę. A tak nie jest – i doświadczenia Wilczka ze stanu wojennego to pokazują. Historia ta wydarzyła się naprawdę. Katarzyna Ryrych wspomina tu siebie – jako "gitarową ciocię", która zaprzyjaźniła się z mamą Wilczka.

Wiek 8+

Wydawnictwo Literatura

 

niedziela, 02 grudnia 2018

Bajka o Aurelce, która pewnego dnia otrzymała swoje Maleńkie Królestwo. Dziwnie to brzmi, prawda? Ale wyobraźcie sobie coś takiego: Wasze Królestwo przychodzi zupełnie nieoczekiwanie pocztą. Niby się wydaje takie malutkie. Tymczasem za sprawą czarodziejskiego psikacza, można stać się tak małym, że hop i można wejść do swojego Królestwa.

Samo Królestwo jest czymś zupełnie nowym dla Aurelki. Dziewczynka do tej pory znała życie królewien i księżniczek wyłącznie z bajek. „Aurelka Pierwsza, królewna Maleńkiego Królestwa”, musi sobie szybciutko przypomnieć, co robiły te wszystkie królewny w bajkach. I kiedy jej rozkazy wydają się jej samej troszkę nierozsądne (np. „Zawieście tron na drzewie! Chcę się na nim pobujać!”) Aurelka asekuracyjnie myśli: „Jutro powiem coś mądrzejszego”. Troszkę przypomina mi tym stwierdzeniem Scarlett z „Przeminęło z wiatrem”, która lubiła znajdować wyjście z trudnych sytuacji dzięki stwierdzeniu: „Pomyślę o tym jutro”. Tymczasem Aurelka doświadcza tego, że Królestwo to wielka odpowiedzialność, a prawdziwe życie królewny mało przypomina bajkowe życie z książek. Bo przecież jakieś nieprzemyślane zarządzenie może spowodować chaos. Jak choćby takie, że wszystko wolno. A skoro wolno, to Wielki Ochmistrz nie pojawia się i nie woła na kolację. Dama dworu zamiast kłaniać się w pas, skacze na skakance. A kucharka nie podaje posiłków, tylko (o zgrozzzzzzzo) obojętnie wzrusza ramionami.

Mądra, nie pozbawiona humoru opowieść o tym, że życie królewny ma swoje jasne i ciemne strony. I wcale nie jest takie słodkie, jak się powszechnie wydaje. Aurelka czasami ma serdecznie dość, bo musi podejmować decyzje wagi państwowej, odpowiadać na trudne i męczące pytania, nie ma czasu na zabawę. A przecież tak bardzo chciałaby być normalną, zwykłą dziewczynką. Tyci-tyci Królestwo też może sprawiać kłopoty, o których, jak i o licznych przygodach, przeczytacie w tej pięknie wydanej i zilustrowanej książce. Została doceniona przez czytelników. To zwyciężczyni pierwszej edycji konkursu Empiku: „Przecinek i Kropka”. Znajduje się też na Złotej Liście Fundacji ABCXXI – „Cała Polska czyta dzieciom”.

Wiek 5+

Wydawnictwo Bajka

sobota, 01 grudnia 2018

Trzy siostry tracą swoich rodziców i zostają wbrew swojej woli przeniesione do Krainy Elfów. Półelfka Vivi i dwie bliźniaczki – śmiertelniczki: Taryn i Jude. Są wychowywane przez Madoka, zaufanego króla, pierwszego męża matki, człowieka okrutnego i gotowego zabić, żeby tylko osiągnąć swój cel. Kraina Elfów w tej książce to nie słodka kraina, jaką być może znamy z bajek dla dzieci. Dziewczyny nie zostały ciepło przywitane w  elfiej krainie. Tak jak i inni śmiertelnicy, są obywatelami drugiej kategorii – są poniżane i wyśmiewane. Zresztą nie posiadają jedynych w swoim rodzaju elfich umiejętności. Za to muszą bardzo uważać, by nie paść ofiarami magii i czarów. Najstarsza Vivi unika kontaktu ze światem. Porwana jak dziewięciolatka dużo pamięta. Tęskni za dawnym życiem, dżinsami, centrami handlowymi, lodami. Znalazła sposób, by od czasu do czasu wrócić do równoległego świata śmiertelników. Dzięki czarom i łodyżce krwawnika udaje jej się zabrać swoje siostry do krainy zwykłych ludzi. Właśnie, a co z siostrami? Porwane jako małe dzieci w ogóle nie pamiętają dawnych czasów. Znają tylko życie w Krainie Elfów i cały czas mimo licznych trudności próbują się jakoś dostosować, znaleźć tutaj właśnie swoje miejsce w Elysium. To nie podoba się oczywiście najstarszej siostrze. Jednak zarówno Jude jak i Taryn mimo swoich starań, zawsze są wyszydzane, zwłaszcza przez najmłodszego z synów króla – księcia Cardana i jego przyjaciół. Dzięki koralom z jarzębiny ukrytym pod strojem udaje im się unikać klątw, zaklęć, które elfy chętnie rzucają w ich stronę. Zwłaszcza wtedy, gdy dziewczynom coś się udaje, gdy są lepsze od kogoś z nich, np. podczas zajęć w elfiej szkole. Nadchodzi jednak czas, kiedy Jude zaczyna się buntować. Widzi wielką niesprawiedliwość w ich traktowaniu i nie godzi się z tym. Coś w niej pęka, rodzi się wola walki o swoją godność i honor. Odważnie podnosi czoło do walki, patrzy prosto w oczy Cardanowi. Czuje się silna, bo świetnie radzi sobie z mieczem. Marzy o tym, by zostać w przyszłości rycerzem. Czy jej marzenia się spełnią?

Udana powieść fantasy dla młodzieży autorki kultowej serii „Kroniki Spiderwick”. Stworzyła świat, w którym panują określone zasady, z charakterystycznym nazewnictwem (tłumacz musiał się nieźle natrudzić, by sprostać i nazewnictwu i neologizmom). Mnie podobało się pokazanie całej machiny władzy. Dwór z konwenansami i ustalonym porządkiem. Te wszystkie intrygi, knowania, układy – życie na dworze naprawdę nie ma nic wspólnego z tym znanym z bajek dla dzieci. Jude rzuca wyzwanie i ponosi tego konsekwencje, już taką ma naturę, że wybiera sobie drogę pod górkę. Żadne skróty w ogóle nie wchodzą w grę. Ciekawe, jak potoczą się jej dalsze losy, bowiem „Okrutny książę” to pierwsza część trylogii.

Wiek 15+

Wydawnictwo Jaguar

piątek, 30 listopada 2018

Po przeczytaniu tej historii, inaczej spojrzycie na każde drzewo. Bo jak się okazuje drzewo to nie tylko zwykłe drzewo. To świadek tego, co się dzieje wokół niego. A każde drzewo może nosić w sobie jakąś tajemnicę podobnie jak …. Drzewo życzeń to pewien Dąb – duży, dość stary (liczy sobie 200 lat), rośnie koło szkoły. Quercus rubra – dąb czerwony – gatunek często spotykany w Ameryce Północnej. Co roku staje się drzewem życzeń. Ludzie z miasteczka zdradzają mu swoje marzenia – wieszają skrawki papieru, na których spisują marzenia i pragnienia. Akurat ten Dąb wiele już w życiu się nasłuchał, wielu rzeczy był świadkiem. Pewnego dnia do miasteczka przybywa 10-letnia Samar. Dziewczynka swoje przeżyła, nadszedł czas na wyciszenie i zapomnienie tego, co było w jej życiu niedobre. Nieśmiałe dziecko o wieczornej porze wymyka się do ogrodu, siada pod drzewem i zaprzyjaźnia się z najbliższym otoczeniem. I ona ma jedno ważne życzenie: Samar chciałaby znaleźć prawdziwego przyjaciela. Jednak nowi mieszkańcy nie zostali przez wszystkich przyjęci ciepło i w przyjazny sposób. Ktoś obrzucił domek przybyszów jajkami. Ktoś inny wrzeszczał w ich kierunku: „Muzułmanie do domu!”. Pewnego dnia ktoś wyciął strasznie ohydny napis na korze drzewa.

Piękna i mądra książka o nietolerancji i braku akceptacji. O szukaniu swojego miejsca na Ziemi. O złości, strachu, radości i przyjaźni. Wszystkie możliwe emocje – bo taka sytuacja może rodzić różne stany uczuć. Do czytania przez dzieci, młodzież i dorosłych, bo wszyscy potrzebujemy tej książki. Choć zachodzę w głowę, czy będzie miała okazję trafić właśnie do rąk tych, do których trafić powinna? Jest w tej książce swego rodzaju dostojność – może wynika to z racji wieku Dębu? Jest mądrość, którą niesie ta historia, i do której musi odnieść się czytelnik. Bo nie wierzę, by opowieść o Samar nie wzruszyła, pozostawiła bez refleksji. Jeśli szukacie mądrych książek pod choinkę, to jest to jak najbardziej trafny wybór. I na dodatek ta okładka! Śliczna.

Wiek 7+

Wydawnictwo Dwie Siostry

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 17