Archiwum
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli
wtorek, 04 grudnia 2018
Wilczek - Katarzyna Ryrych/ il. Sylwia Szyrszeń

 

Osoby, które były świadkami stanu wojennego w Polsce, mają pewnie swoje osobiste wspomnienia związane z tym smutnym wydarzeniem. Ja pamiętam poranek zimowy 13 grudnia – strasznie śnieżny i mroźny. Moja mama zdenerwowana słuchała obrad sejmu w radiu. Potem zapłakana powiedziała, że wprowadzono stan wojenny i w jakiś dziecięcy sposób próbowała wyjaśnić, co to znaczy. Przypomniałam sobie ten obrazek sprzed lat właśnie przez „Wilczka”. Gdy przeczytałam o rozbitym kubku kakao pod nogami zapłakanej mamy Wiktora (zwanego Wilczkiem).  To chłopiec, który żyje w rodzinie zaangażowanej. Zarówno mama jak i tata są działaczami opozycyjnymi. Często dokądś idą, wtedy Wilczek zostaje pod opieką niezliczonej liczby różnych cioć i wujków. Zresztą jedna z tych cioć nadała chłopcu właśnie ten tytułowy przydomek „Wilczek”. Wilczek mieszka z nimi w akademiku. Przysłuchuje się przemówieniu „pana w okularach”. To określenie znało wtedy tyle dzieci. Organizowane są strajki, obowiązuje godzina milicyjna. W drodze do babci Wilczek jest świadkiem rewizji maminej walizki. Jest to smutne przeżycie i przygnębiający widok. Wyłączone telefony, brak kontaktów, przyczajony wron w kącie, nerwowe czekanie na powrót taty, wyłączenie ogrzewania w akademiku. I gdzieś pomiędzy tym małe dziecko. Dziecko, któremu zimno, ciągnięte ze spotkania na spotkanie, rozumiejące świat po swojemu, tęskniące za wciąż nieobecnymi, zaangażowanym ojcem. Jest to wzruszająca opowieść o grudniowych wydarzeniach z perspektywy przedszkolaka. Trudne decyzje, trudne wybory rodziców, rozstania. I to smutne mądre stwierdzenie: „Wszystkie wojny wyglądają tak samo”. Dzieci czasem mają swoje wyobrażenie na temat wojny. Chcą traktować ją jako przygodę. A tak nie jest – i doświadczenia Wilczka ze stanu wojennego to pokazują. Historia ta wydarzyła się naprawdę. Katarzyna Ryrych wspomina tu siebie – jako "gitarową ciocię", która zaprzyjaźniła się z mamą Wilczka.

Wiek 8+

Wydawnictwo Literatura

 

niedziela, 02 grudnia 2018
Maleńkie Królestwo królewny Aurelki - Roksana Jędrzejewska-Wróbel/ il. Jona Jung

Bajka o Aurelce, która pewnego dnia otrzymała swoje Maleńkie Królestwo. Dziwnie to brzmi, prawda? Ale wyobraźcie sobie coś takiego: Wasze Królestwo przychodzi zupełnie nieoczekiwanie pocztą. Niby się wydaje takie malutkie. Tymczasem za sprawą czarodziejskiego psikacza, można stać się tak małym, że hop i można wejść do swojego Królestwa.

Samo Królestwo jest czymś zupełnie nowym dla Aurelki. Dziewczynka do tej pory znała życie królewien i księżniczek wyłącznie z bajek. „Aurelka Pierwsza, królewna Maleńkiego Królestwa”, musi sobie szybciutko przypomnieć, co robiły te wszystkie królewny w bajkach. I kiedy jej rozkazy wydają się jej samej troszkę nierozsądne (np. „Zawieście tron na drzewie! Chcę się na nim pobujać!”) Aurelka asekuracyjnie myśli: „Jutro powiem coś mądrzejszego”. Troszkę przypomina mi tym stwierdzeniem Scarlett z „Przeminęło z wiatrem”, która lubiła znajdować wyjście z trudnych sytuacji dzięki stwierdzeniu: „Pomyślę o tym jutro”. Tymczasem Aurelka doświadcza tego, że Królestwo to wielka odpowiedzialność, a prawdziwe życie królewny mało przypomina bajkowe życie z książek. Bo przecież jakieś nieprzemyślane zarządzenie może spowodować chaos. Jak choćby takie, że wszystko wolno. A skoro wolno, to Wielki Ochmistrz nie pojawia się i nie woła na kolację. Dama dworu zamiast kłaniać się w pas, skacze na skakance. A kucharka nie podaje posiłków, tylko (o zgrozzzzzzzo) obojętnie wzrusza ramionami.

Mądra, nie pozbawiona humoru opowieść o tym, że życie królewny ma swoje jasne i ciemne strony. I wcale nie jest takie słodkie, jak się powszechnie wydaje. Aurelka czasami ma serdecznie dość, bo musi podejmować decyzje wagi państwowej, odpowiadać na trudne i męczące pytania, nie ma czasu na zabawę. A przecież tak bardzo chciałaby być normalną, zwykłą dziewczynką. Tyci-tyci Królestwo też może sprawiać kłopoty, o których, jak i o licznych przygodach, przeczytacie w tej pięknie wydanej i zilustrowanej książce. Została doceniona przez czytelników. To zwyciężczyni pierwszej edycji konkursu Empiku: „Przecinek i Kropka”. Znajduje się też na Złotej Liście Fundacji ABCXXI – „Cała Polska czyta dzieciom”.

Wiek 5+

Wydawnictwo Bajka

poniedziałek, 26 listopada 2018
Żelazny Kruk - Rafał Dębski

Ewah jest synem myśliwego. Chłopak może imponować. Mimo młodego wieku – ma poukładane w głowie. W przeciwieństwie do kowalskiego synalka Noroga, który często szuka pretekstu do zwady i bójek. Ewah chętnie pomaga rodzicom, nie boi się pracy, swój wolny czas wykorzystuje na pożyteczne zajęcia. Jednym słowem – wymarzony syn. Kowal, mający silną pozycję w wiosce, wykorzystuje ten fakt i próbuje uprzykrzyć życie zarówno myśliwemu jak i jego synowi. Ewah oczywiście buntuje się, tym bardziej że i on, i Norog są zainteresowani tą samą dziewczyną z sąsiedztwa. Tymczasem wiosce grozi wielkie niebezpieczeństwo. Słowa: Żelazny Kruk budzą strach wśród najodważniejszych . Olbrzymie, potworne ptaszysko, które pojawia się niewiadomo skąd, z olbrzymią ilością wojska, które morduje, plądruje i porywa w niewolę. Kilka dni temu ojciec Ewaha zauważa na niebie złowrogi cień. Potem następuje atak, w czasie którego w ciągu kilku chwil Ewah traci prawie całą rodzinę. Chłopak postanawia odnaleźć bestię i zemścić się za śmierć bliskich.

W tej powieści bohaterem pierwszoplanowym jest wspomniany już Ewah: odważny, honorowy, mimo licznych przeciwieństw i ciosów od losu chce podjąć wyzwanie od losu. 14-latek musi szybko dorosnąć, podejmować wybory i decyzje, które go niekiedy przerastają. Czuje odpowiedzialność za innych, zwłaszcza za malutką ocalałą w napadzie na wieś siostrzyczkę. Droga do Żelaznego Kruka nie jest łatwa. Tym bardziej, że wydaje się, że temat ten skrywa jakaś dziwna zmowa milczenia. Nikt nic nie wie, nie widział, nie chce mówić na ten temat. Podczas wyprawy na Ewaha czają się liczne niebezpieczeństwa, rzezimieszki, źli ludzie i tajemnicze niespodzianki. Chłopak nie raz musi dobywać miecza.

„Żelazny Kruk” to połączenie przygody z fantasy. Raczej niewiele książek tego typu właśnie dla młodzieży znalazłam wśród polskich autorów.  Dla Rafała Dębskiego musiało być to również swego rodzaju wyzwanie, bowiem do tej pory nie specjalizował się on  w tego typu „młodzieżówkach”. Powiem tak: przeczytałam z młodszym synem i bardzo nam się podobało. Teraz czekamy na ciąg dalszy. W planach jeszcze dwie kolejne części.

Wiek 11+

Wydawnictwo Jaguar

niedziela, 18 listopada 2018
Hipacy chce się zakochać - Katarzyna Ziemnicka/ il. Marta Kurczewska

Czyż każdy z nas nie marzy o prawdziwej wielkiej miłości w  życiu? Nic dziwnego, że i kot Hipacy chciałby się zakochać. Najlepiej w „mikołajki”. Łatwo powiedzieć – zakochanie się to wcale niełatwa sprawa. Hipacy tymczasem marzy o tym uczuciu tak intensywnie, że aż mu mleko wykipiało. Ale jak poznać tę drugą połówkę? W tym temacie radzi się bardziej doświadczonego kolegi – Stefana. Może powinien udać się do kina, teatru, na potańcówkę, kulig, turniej brydża, na lodowisko, do baru rybnego, muzeum naleśników czy może do smażalni śledziowych pączków? Rozbawiły mnie te propozycje, nie powiem. I tak sobie na brudno myślę, że przecież to ważne, gdzie się spotka tego swojego „niedoparka”, w jakim środowisku przebywa, gdzie bywa. Oj, ale wybór miejsca, jak się okazuje, w przypadku Hipacego, to też wielki problem. W dodatku spotkanie kogoś nie rozwiązuje go: musi przecież zaiskrzyć, musi być chemia. Trzeba dobrze czuć się w towarzystwie tej drugiej osóbki, rozumieć bez słów. Czy Hipacemu się uda znaleźć taką bratnią duszę?

Sercowe rozterki sympatycznego kota – do poczytania właśnie teraz, w okresie przedświątecznym. Jako że i takie elementy pojawiają się w tej miłej książce. Bo kto powiedział, że  w Adwencie to tylko i reniferach, Mikołaju i prezentach trzeba czytać?

Wiek 3+

Wydawnictwo Literatura

niedziela, 04 listopada 2018
Basia i lato pod psem - Zofia Stanecka/ il. Marianna Oklejak

Zofia Stanecka przyzwyczaiła nas do pojedynczych tematycznych opowieści o Basi – rezolutnej dziewczynce w wieku przedszkolnym. Basia od wielu lat pomaga właśnie przedszkolakom poznać świat, zrozumieć, okiełznać go. Te opowieści, w postaci pojedynczych książek, stanowiły zawsze krótszą lekturę – na jednorazowe czytanie. Tymczasem „Basia i lato pod psem” to prawdziwa powieść, w poręcznym formacie – 17 rozdziałów, 166 stron. I jedna tematyka. Choć nie powiem – tytuł może nieźle zmylić. W myśl tego, co kilkaset lat temu prawił Arystoteles, że tytuł jest kluczem do poetyki utworu, należałoby się tu spodziewać nieudanych wakacji. Tymczasem rzecz dotyczy bardziej psa, choć i wakacji również. Basia, jak wielu przedszkolaków, marzy  o posiadaniu zwierzaka. Ona CHCIAŁABY mieć PSA. Wierci dziurę w brzuchu mamie i tacie. Wprawdzie mama już wiele razy mówiła „nie”, ale Basia tak na wszelki wypadek próbuje jeszcze raz. I jeszcze raz. W końcu to nic nie kosztuje. „Bez psa nic nie ma sensu” – powtarza zrezygnowana Basia. I nawet jak oczy zamyka, to przed oczami ma psa. A co z wakacjami? Basia podpowiada: „To będą najgorsze wakacje świata”. Ciągle pada, a rodzice mają w planach spanie pod namiotem. Faktycznie, aż kusi , by powiedzieć: wakacje pod psem. Na dodatek temat psa ciągle powraca. W drodze na wakacje Basia jest świadkiem strasznej sceny: jakiś mężczyzna chce uderzyć pieska. Basia, jak i czytelnicy, bardzo to przeżywają.

Basia w powieści – to chyba nowość. Chyba, że mi po drodze cosik umknęło. Dzieci dowiedzą się, że wakacje mogą się udać nawet wtedy, gdy pogoda nie całkiem dopisze. I pod namiotem – też jest fajnie. Skromne warunki , ale za to dobre towarzystwo – to jest TO! I nie przeszkadza, że najmłodszy Franek połknął kawałek szynki, zmywanie jest wyzwaniem, wyprawa na plażę z górą potrzebnych rzeczy jest nie lada wyzwaniem. I pies – ciągle pojawia się ten pies. W każdym razie w ustach mamy zamiast słowa „nie” pojawiło się „zobaczymy”. Sytuacja jest w każdym razie rozwojowa.

Basia jest już starsza. Czyżby autorka zdecydowała się posłać Basię do szkoły?

Wiek 5+

Wydawnictwo Egmont

Maja i Minizaury. Szkolna pułapka - Kajetan Wykurz

Komiks dla początkujących czytelników. Maja opiekuje się trzema dinozaurami w wersji mini. Tymczasem Rex, Tops i Velo postanawiają opuścić dom Mai (ach, ten list pożegnalny) i udać się na wahadłowiec, by powrócić na statek – matkę. Maja zabiera swoich podopiecznych w plecaku do szkoły. Będzie się działo, bo trójka odkrywców dostrzega w jednym z uczniowskich plecaków swój „WACHADUOWJEDZ”.

Krótki komiks z ciekawą szkolną fabułą, który może w młodszych czytelnikach zaszczepić pasje komiksową. Są oczywiście czarne szkolne charakterki, groźny dyro, wahadłowiec schowany w czeluściach dyrektorskiej szuflady i jest pewien tajemniczy, trzymający w napięciu, plan odzyskania owego pojazdu minizaurów. Jak skończy się ta historia? Czy dinozaurom uda się dotrzeć do swoich kolegów? A może to ciekawy temat na kolejną część serii?

Komiks został nagrodzony w trzeciej edycji „Konkursu im. Janusza Christy dla dzieci”. Wcześniejsze przygody minizaurów i Mai w pierwszym zeszycie: „Odnaleziony świat”.

Wiek 5+

Wydawnictwo Egmont

sobota, 03 listopada 2018
Co mówi tata Alberta? - Gunilla Bergström

 

Albert i jego tata w zwykłej codziennej rzeczywistości , w której ciągle brakuje czasu, gdzie wciąż się za czymś goni. Jest sobota i chłopaki wraz z Miką rozpakowują zakupy. Szybko, szybko. A tu jeszcze trzeba nastawić pralkę, poupychać wszystko do szafek, szafeczek, na półki, do lodówki. Wszyscy chcą się uwinąć z robotą, bo to sobota - marzenia o relaksie są jak najbardziej uzasadnione. W końcu wszyscy na niego zasłużyli. Wreszcie KONIEC. Tata robi sobie kawę, Albert znika z ciekawą książką w jakimś kącie. Tymczasem coś zaburza ten spokój, to wytęsknione weekendowe nicnierobienie. Na szczęście mężczyźni w tej książce (jak i serii) mają duże poczucie humoru, z każdej opresji mimo pozornej porażki, wychodzą zwycięsko, z uśmiechem na ustach. Książka uczy na pewno optymizmu. Jest wiele podobnych sytuacji, które wyprowadzają z równowagi, po ludzku denerwują, bo coś poszło nie tak, bo znów jest pod górkę. I zaraz humor popsuty. Natomiast tata Alberta uczy dzieci i nas, rodziców, że po burzy wstaje słońce – tzn. choćby nie wiem jak było smutno, coś nie udaje się – warto śmiać się z samych siebie, a pretensje, że ktoś zrobił źle, odstawić do kąta. Powiem krótko – „lody kalesonowe” mnie totalnie rozbroiły i będę o nich pamiętać w złe dni. I oczywiście złote myśli taty Alberta. Dzieci pewnie pomyślą: dobre rady są po to, by je jednym uchem wpuścić, a drugim wypuścić. Na co my rodzice odpowiadamy – niby rady rodziców denerwują dzieciaki, a jednak czasem się przydają. Bo ich brak może zdezorganizować porządek dnia. O czym można się przekonać przy tej właśnie lekturze. Ale już nie marudzę – idźcie czytać książki.

Wiek 3+

Wydawnictwo Zakamarki

piątek, 02 listopada 2018
Pomelo rośnie - Ramona Bădescu/ il. Benjamin Chaud

Czy czuliście kiedyś, kiedykolwiek „superhiperekstrakosmiczną moc"? Tak jak Pomelo? Właśnie odkrył, że … urósł. Jeśli dobrze pamiętacie poprzednie przygody Pomelo, to zapewne wiecie, że ten malutki, różowy słoń  zawsze mieścił się pod niewielkim dmuchawcem.  A tu taka niespodzianka. Tylko że proces rośnięcia wcale nie jest taki prosty. Bo Pomelo – jak się okazuje, w związku  z tym ma mnóstwo pytań i wątpliwości. Jak choćby takie: „Czy rosnąć to przestać błaznować”? I czy (gdy dorośnie) „będzie musiał robić rzeczy, na które wcale nie ma ochoty”? "Pomelo rośnie"- w tym przypadku wersja baaardzo filozoficzna. Punkt ciężkości z przygód został przeniesiony na wyjaśnianie wątpliwych kwestii, rozmyślania, dochodzenie do swoich wniosków.  Książka na pewno do oglądania (ilustracje jak zawsze przecudne i niezwykle oryginalne), do dyskusji, stawiania pytań, szukania odpowiedzi, wiercenia dziury w brzuchu mamie, tacie, babci, dziadkowi: A jak to z tobą było, gdy TY rosłeś? Co wtedy czułeś? Czego się bałeś? Czy sprawiło ci to radość? Czy coś się skończyło,  a może coś zaczęło? Słonik jak zawsze przedstawiony w różnych sytuacjach – śmiesznych i mądrych. Dla nas, czytelników, jest piękny koniec, który akurat (a rzadko to robię) tutaj zdradzę: „Pomelo czuje, że jest już wystarczająco duży na wielką przygodę”. I to jest to, co nas baaardzo cieszy, bowiem oznacza to, że może za chwilę, wkrótce poznamy nowe przygody małego różowego słonika, które nas rozbawią i na pewno czegoś nauczą. Dla miłośników Pomelo ważna wiadomość – to chyba pierwsze takie wielkoformatowe wydanie (23,5 cm x 31,5 cm). Jest dużo do oglądania i czytania.

Wiek 3+

Wydawnictwo Zakamarki  

poniedziałek, 29 października 2018
Magiczny pierścień -Peter Svetina/ il. Damijan Stepančič

W zalewie literatury angielskiej, amerykańskiej, nawet ostatnio skandynawskiej, naprawdę ciekawym przeżyciem czytelniczym jest książka słoweńska. Niewiele tytułów dla dzieci z krajów leżących nad Adriatykiem. Może dacie się skusić na inne klimaty:))) Tym bardziej, że często wybieramy Słowenię jako cel wakacyjny. Warto sięgnąć zatem po literaturę tego kraju. 

Ludmiła Kraśnicka jest śpiewaczką operową. Niedawno zamieszkała w nowym miejscu, gdzie nikogo nie zna. Pewnego dnia kobieta udaje się na jarmark i kupuje pierścień o ponoć magicznych właściwościach. Ludmiła niestety nie zdążyła się zbytnio nacieszyć nowym zakupem, ponieważ pierścień wyślizguje jej się z rąk i dalej turlać się przed siebie. Nie tak łatwo go złapać – mnóstwo ludzi z miasteczka rusza w pogoń za pierścieniem. Czy aby ten pierścień na pewno jest magiczny, jak go zachwalał sprzedawca? A jeśli tak, to na czym polega ta jego niezwykłość?  

Magiczny pierścień to nie tylko bajka. To również wyprawa do przeszłości - podejrzewam, że do początków wieku XX albo okresu przedwojennego. Tak mi się przynajmniej wydaje na podstawie ilustracji i samego tekstu: strojów bohaterów, figlarnych wąsików dżentelmenów pozwijanych w ślimaczki, rekwizytów antycznych sprzętów w postaci aparatu fotograficznego i cudu techniki – dwupłatowca czy kataryniarza z katarynką. Sama historia zawiera motyw lubiany przez dzieci: wyliczankę – powtarzankę znaną choćby z „Rzepki” Tuwima czy  „O kurce Złotopiórce i kogutku Szałaputku” Ewy Szelburg-Zarembiny. To też opowieść o szukaniu ludzi w dniu codziennym, kontaktów i relacji z nimi. Człowiek jest istotą społeczną, ciężko żyć w  samotności, czego zresztą doświadcza artystka. Mimo przeniesienia tej historii do przeszłości, jest ona aktualna właśnie dzisiaj. W dobie smartfonów, laptopów, tabletów, Internetu. Mamy dziesiątki znajomych (u niektórych idzie to w setki, tysiące), a tak naprawdę jakbyśmy nikogo nie mieli. Oszańcowujemy się w swojej prywatności, wolimy relacje na odległość niż bliski kontakt przy stole przy filiżance dobrej kawy czy herbaty. Dzieci nie spotykają się na dworze, gdzieś w ciekawym miejscu, ale wysyłają do siebie sms-y albo wiadomości na messengerze. Ludmiła wychodzi do ludzi, najpierw nieśmiało – o dziwo nie wykorzystuje swojej popularności. Tylko nieliczni miłośnicy opery ją znają i kojarzą. Tak jakby chciała, by ktoś dostrzegł w niej wartościowego człowieka bez tej całej otoczki celebryctwa i próżnego bywania w wyższych sferach. Trochę pomaga jej magia. To pokazuje, jak bardzo potrzebujemy drugiego człowieka, przyjaciół. Zakończenie to też dowód na to, że razem można osiągnąć tak wiele, pokonać przeszkody, wszelkiej maści trudności.

Książka została wydana w ramach projektu: "Nasza Mała Biblioteka". O szczegółach możecie poczytać tutaj. 

Wiek 5+

Wydawnictwo Ezop

niedziela, 21 października 2018
Gryfony. Znak gryfa - Michael Peinkofer/ il. Helge Vogt

Melody Campbell dawno temu straciła oboje rodziców. Od wielu lat wychowuje ją babcia Fay. Obie mieszkają w starym pensjonacie dla turystów. Dziewczynka nie ma wielu przyjaciół – z wyjątkiem chłopca z sąsiedztwa. W dodatku sytuacja w jej klasie nie wygląda zbyt różowo. Melody nie należy do popularnych dziewczyn. Liczą się sylwetka modelki, uroda celebrytek – a tego (ponoć) Melody nie ma. Codziennie spogląda w lustro i widzi: rude włosy, zielone oczy, bladą skórę i piegowatą buzię (mnie się podoba). I choć sama nie ma nic przeciwko takiemu wyglądowi, jest często poniżana i wyśmiewana. Zwłaszcza bożyszcze gawiedzi szkolnej – Ashley, daje się jej we znaki. Jest jeszcze inny ważny powód, dlaczego szkolna piękność nie lubi Melody. Jako córka miejscowego bogacza, podobnie jak ojciec, marzy o tym, by przejąć pensjonat Fay. Tak – babcia Melody ma poważne kłopoty finansowe. Jej stary pensjonat lata świetności ma już za sobą i grozi mu bankructwo. Dręczy ją pan McLusky, któremu wydaje się, że może mieć wszystkich w kieszeni. Tylko czeka, by noga babci się powinęła. Wtedy on będzie mógł przejąć smakowity kąsek – intratną działkę, na której mógłby wybudować luksusowy hotel dla „nadzianych” turystów. Oczywiście jego planom sekunduje mu córeczka.

Książka porusza wiele problemów, które dotyczą współczesnych nastolatków: wyobcowanie w szkole, przemoc i prześladowanie. Liczy się „mieć” a nie „być”, ładny wygląd i idealna sylwetka. W szkole prym wiedzie grupka dzieciaków bogatych rodziców – wydaje się im, że im wszystko wolno. Zresztą zachowanie niektórych nauczycieli w tej kwestii zostawia naprawdę wiele do życzenia. Melody musi szybko dorosnąć. Wprawdzie babcia cały czas się uśmiecha i stara się nie wtajemniczać wnuczki w szczegóły swoich problemów – jednak Melody, jak każda rozsądna dziewczyna, nie jest ani ślepa ani głucha. Melody musi znaleźć wyjście z trudnej sytuacji. Czy jej się uda?

Rozpisuję się, a Wy pewnie się zastanawiacie – co z tym wszystkim mają tytułowe gryfony. Nie zdradzam. Dodam tylko, że ta książka to połączenia różnych gatunków. Znajdziecie też tu odrobinę magii i fantazji, nawiązanie do dawnych celtyckich legend, trochę historii i dawnych wierzeń. Książka, która traktuje o pięknej przyjaźni, dobrych relacjach ze starszymi, braku tolerancji i bogaceniu się kosztem innych.

Wiek 9+

Wydawnictwo Adamada

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 40