Archiwum
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli

Świątecznie

środa, 28 listopada 2018

Zakamarki tak nas przyzwyczaiły do literackiego kalendarza adwentowego, że gdyby nie pojawił się w okolicy listopada jakiś nowy tytuł w ramach adwentowej serii – byłabym nie tylko ja zdziwiona. Podczytując książkowe fora, strony – wiem, jak wielkie w tym temacie były oczekiwania. A pojawienie się w księgarniach „Kosmicznych świąt” sprawiło wielu ogromną radochę. I prawdę mówiąc – kamień spadł mi z serca. Kalendarz adwentowy polega na tym, że codziennie otwiera się tylko jedno okienko z czekoladową niespodzianką. Kalendarz literacki to 24 rozdziały – do czytania po jednym każdego dnia – zaczynając od 1 grudnia na 24 grudnia kończąc. To jak delektowanie się delicjami. Powolne. Ale tak wyczuwa się doskonały smak.

Do tej pory ukazało się w ramach adwentowej serii pięć tytułów: „Wierzcie w Mikołaja”, „Prezent dla Cebulki”, „Święta dzieci z dachów”, „Hurra, są święta” i najnowszy. Książki te mają adwentowy, świąteczny klimat, „cieplutko” wprowadzają nas w atmosferę świąt, choć na dworze często mróz i zimno. W moim przypadku wartość dodana lektury tytułu: „Wierzcie w Mikołaja” jest taka, że zamarzyła mi się w oknie tarasowym wielka błyszcząca gwiazda. I powiem krótko: JEST! Ale wracamy do książki.

W domu Rutki trwają adwentowe przygotowania. Jutro rodzina chce zapalić pierwszą świecę adwentową. Rutka na wszystko musi czekać, co jej się oczywiście nie podoba. Ale czy Adwent nie jest czasem …oczekiwania? W domu Rutki zauważono, że giną ciągle jakieś rzeczy. Tak jakby domownikom ktoś celowo robił psikusy. Młotek, nóż do sera, nożyczki. Tymczasem Rutka, zachęcona przez mamę, zabiera się do pisania listu do Świętego Mikołaja. Lista zawiera tylko 3 punkty: Przyjaciel, prawdziwy pies, pies z wystawy w sklepie metalowym. Nie zdradzę nic więcej, bo nie chcę psuć przyjemności z czytania lektury, ale myślę, że lista, okładka i tytuł i tak dużo już odkrywają. Przy czytaniu literackiego kalendarza adwentowego będziecie mieli dużo frajdy. Jak przy odpakowywaniu ukrytych w tekturowych okienkach czekoladek. Każdy rozdział kończy się w najmniej spodziewanym momencie. Aż korci, by natychmiast zahaczyć o kolejny.

W książce poruszono ważny temat przyjaźni. Pokazano tutaj troskę o inną istotę. Ta opowieść uczy też dawania – Rutka wydaje swoje wszystkie oszczędności ze skarbonki na jedzenie dla Kosmy – przybysza z Kosmosu. Pojawiają się przygotowania do świąt – tutaj dzieci doświadczają zwyczajów i tradycji szwedzkich. Można je oczywiście porównać z polskimi.

Mnie bardzo spodobała się scenka wyjaśniająca, czy Święty Mikołaj istnieje naprawdę. Muszę ją tu przytoczyć:

„Anton wziął głęboki oddech, zanim zaczął mówić dalej.

-Bo mój starszy brat powiedział, że nie ma Świętego Mikołaja – wyszeptał. – Ale to przecież nieprawda, no nie?

Pani się uśmiechnęła.

-Moim zdaniem Święty Mikołaj istnieje dla tych, którzy w niego wierzą – odpowiedziała.”

Wiek 6+

Wydawnictwo Zakamarki

wtorek, 20 listopada 2018

Czerwony Kapturek w bajkach Artura Andrusa jest już dojrzałą kobietką – jest Żoną Zielonej Czapki. Gajowego – gwoli ścisłości. Kultowa baśniowa osóbka napisała list ze skargą w imieniu starych bajek. Ileż to razy Czerwony Kapturek ma być pożarty przez wilka? Ileż razy Kopciuszek ma zgubić pantofelek? Każda opowiadana bajka dzieje się po raz kolejny. No ileż można? Potrzebne są nowe bajki – od razu, już. Autor wziął sobie do serca ów smutne słowa i napisał nowe bajki, wywrócone do góry nogami, śmieszne, zwariowane. Bzdurne, ale fajne. Nieprzewidywalne. Napisane językiem na luzie, który doceni młody czytelnik. O królestwie Rzodkiewkowo, w którym żyli król i królowa oraz ich jedyna córka. Nazywani Jego Wysokość Spoko i Jaśnie Wielmożna Tak Nie Można. Z powodu tych tytułów wyniknęły różne śmieszne  sytuacje, które miały wpływ na sprawy rodzinne i te wagi państwowej. A czy możecie sobie wyobrazić dentystę, który boi się małego chłopca? Dentystę, którego na dodatek rozbolał ząb. W myśl zasady, że oto szewc bez butów chodzi. Mały Franio użył zaklęć, by pomóc lekarzowi. Ciekawe, czy któreś z dzieci, podobnie jak mały Franio, zna tajemnice … Nanibów. A gdy przyjdzie smutek powiedzcie tylko: „Pomidor, pomidor, kaszka z mleczkiem, pochichrajmy się troszeczkę”. Rozbawi Was też historia niedźwiedzia, który uciekł do lasu, bo nie lubił hałasu. Dziwne? W bajkach Artura Andrusa, jak to w bajkach bywa, wszystko jest możliwe: miś ostrzyżony na jeża, kaszlący kret w nocy, ziewający Borsuk, krzyczący Jenot „No jak jedziesz baranie”. Warto pewne rzeczy przeżyć, by potem stwierdzić: „wszędzie dobrze, ale najlepiej w domu”. By zrozumieć, że czasem się do czegoś po prostu nie nadajemy. I że warto uczyć się języków obcych – przy czym najważniejszym jest język ojczysty. Razem siedem bajek, nie-klasycznych, z humorem słownym, sytuacyjnym. Z morałem, czasem absurdalnym, ale dającym za to do myślenia. Jak w takim przypadku: „Bo tak naprawdę… bez względu na to, jaki ma się charakter, prawdziwe szczęście można spotkać nawet w bibliotece. Zwłaszcza przy regale z książkami o dinozaurach” (oczywiście, aby zrozumieć sedno, trzeba przeczytać całą bajeczkę. Koniecznie!). Czytając te teksty zastanawiałam się, skąd to wszystko się Andrusowi bierze. Tak łatwo mu przychodzi. Ta zabawa językiem, wersem, rymem (bo i wierszyki są), bohaterami. I im bardziej o tym myślę, tym bardziej jestem pewna, że  z tym czymś trzeba się urodzić.

 

-„Kazimierzu, czy ty musisz tyle palić? Kopcisz jak smok”.

-„Przecież ja jestem smokiem” – odpowiada dziadek smok.

Albo: ślub królewny , kiedy to pewien biskup pyta ją:

-„Czy bierzesz sobie tego oto Piotra za męża?”. Królewna wówczas odpowiada: „A bo ja wiem?”.

Albo: „Było sobie dwóch braci podobnych do siebie jak dwie krople wody mineralnej niegazowanej”.

A reszta bajek – już w książce, którą polecam tym (w każdym wieku), którzy lubią książki oryginalne i mądre.

Wiek 5+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

Pierwsze, co od razu mi się rzuca w oczy, to ZIMA. Wszechobecna. Na okładce, wyklejce, na wielu ilustracjach. Płatki śniegu szczodrze lecą z nieba, jakby ktoś, tam na górze, trzepał jaką poduszkę puchową. Mróz szczypie w nosy, choć opatuleni oddajemy się lekturze w domowych pieleszach. Może odzywa się we mnie dawne wspomnienie z dzieciństwa – kiedy to panowały prawdziwe zimy - wielotygodniowe, śnieżne, mroźne. Taką zimę można spotkać również w tej książce w warstwie tekstu: „Las okryty śniegiem milczał dostojnie. Drzewa nakładały białe czapeczki, otulały się kołnierzami, a malutkie stworzonka czmychały do swoich norek, ciągnąc torby z zakupami” („Wigilia Florentyny”). A to tylko zaledwie jeden z wielu przykładów.

Wszystkie jedenaście opowiadań w iście świątecznym i zimowym klimacie. Wśród autorów znani i lubiani: Manuela Gretkowska, Agnieszka Tyszka, Justyna Bednarek, Zofia Beszczyńska, Grażyna Bąkiewicz, Beata Ostrowicka, Małgorzata Strękowska-Zaremba, Roksana Jędrzejewska-Wróbel, Barbara Kosmowska, Zofia Stanecka. I jeden pan wśród pań: Paweł Beręsewicz.

Święta, święta – cuda się zdarzają. Święty Mikołaj płacze ze wzruszenia, bo znalazł się ktoś, kto o nim pamięta i podarowuje mu prezent. Myszka Florentyna czuje się niesamowicie samotna w święta Bożego Narodzenia. Szybka decyzja i już brnie z walizką (a w niej: czepek nocny, mydło, ręcznik, ciepła bielizna, koszula do spania) i szuka bratnich duszy, z którymi mogłaby spędzić święta. Czy znajdzie je? Petunia z kolei (tak naprawdę ma na imię Patrycja) po raz pierwszy sama z tatą ma przygotować święta. Mama jest w szpitalu – za kilka dni urodzi się malutka siostrzyczka. Tymczasem ciemnoszary karp ze złotymi łuskami uważnie przygląda się dziewczynce mądrymi oczyma i prosi o pomoc w wydostanie się z więzienia – z wanny.  Mama z małą Natą działają w kuchni – zbliża się Wigilia, a one jeszcze „w lesie”. Na dodatek ulubiona lalka Naty – Matylda, gdzieś nagle zniknęła. Dziewczynka odkrywa malutkie ślady, które prowadzą do pobliskiego lasu. Święty Mikołaj robi najlepsze naleśniki na świecie. Wiedzieliście o tym? Tymczasem zbójcy kradną wszystko, co im tylko wpadnie w ich łapska. Trzykołowy rowerek dla dzieci przepadł bez śladu, wspomniane już naleśniki też. A co najgorsze – Święty Mikołaj również. Jak będą wygalały nadchodzące święta bez Mikołaja? Nieeee, to niemożliwe. Oj, będzie się działo.

Bardzo mi się ta książka podoba – ilustracje, teksty. Jest niesamowicie klimatyczna – jeśli chcecie wprowadzić dzieci w atmosferę świąt, ta lektura nada się do tego doskonale. Oprócz świątecznej i zimowej oprawy – jest jeszcze inna wartość dodana tych opowieści. Przemycono do nich bowiem wiele ciekawych informacji na temat tradycji świątecznych. Nawet różnic w świętowaniu w zależności od regionu w Polsce: na przykład o obdarowywaniu dzieci podarkami nie tylko przez Świętego Mikołaja, ale również Aniołka.

Wiek 4+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia  

wtorek, 19 grudnia 2017

No właśnie – choinka – to ona jest bohaterką tej książki. Kto by pomyślał, że może być tyle zamieszania z zielonym drzewkiem przybranym odświętnie – nieodłącznym elementem świąt grudniowych. Ksiądz Józef Naumowicz, związany na co dzień z Uniwersytetem Kardynała Wyszyńskiego w Warszawie, próbuje wyjaśnić fenomen choinki. Bo, jak pisze we wstępie,  „zwyczaj strojenia choinek na Boże Narodzenie zna cały bodaj chrześcijański świat”. Pojawia się w sztuce: na obrazach, w literaturze, muzyce. W końcu – w wielu domach. Jak to się stało, że w dzisiejszych czasach nie możemy sobie wyobrazić świąt bez choinki? Jakie są tego korzenie. I jak zmieniała się i ona, i związane z nią tradycje na przestrzeni dziejów.


Trzeba przenieść się do czasów przełomu średniowiecza i renesansu. Ale zanim pojawiła się ONA były wawrzyńcowe wieńce, którymi przystrajano wejścia do domu lub całej wręcz posiadłości. Zawieszano je ku czci duchów i bóstw. W tak zwanym międzyczasie w sztuce obecne były zawsze kwiaty, liście, rajskie drzewa obwieszone owocami.

Autor stara się dowieść, co jest dokładnie ojczyzną choinki – nie jest to zdanie łatwe, bo wiele miejsc aspiruje do tego tytułu. Bada najstarsze świadectwa, przytacza nakazy panów, którzy na Wigilię pozwalali osadnikom ścinać zielone gałązki – ale jak się okazuje po latach – wszystko w  granicach rozsądku. Ciekawostką jest wynikająca z nich troska o las i gatunki drzew. Zachowały się liczne dyrektywy z okresu od XIII do XVI wieku, które próbowały uporządkować popularność „ choinki” właśnie ze względu na ochronę lasu, a być może, choć to na pewno, pańskich interesów.

W książce znajdziemy dużo informacji o tym, czym przystrajano choinkę, gdzie po raz pierwszy ustawiono drzewko publicznie, kiedy pojawił się zwyczaj dawania podarków „pod choinkę” i jak został on przyjęty. Przez dzieci – z entuzjazmem, ale przez dorosłych – zwłaszcza z kręgów kościelnych – z dużą krytyką.

A jak to było w Polsce – kiedy pojawiła się najstarsza choinka, jak powinna wyglądać nasza polska – patriotyczna wersja – a nie germańska – z „bomblami”. Patriotyczna – z szopką na gałązkach, z różnymi słodkościami dla dzieci. Autor przedstawił jej poprzedniczki: snopki zboża, sianko na stole, szopkę, sad u sufitu w Krakowie – z łakociami, podhalański podłaźnik.

Jak została przyjęta w innych krajach: Austrii, Francji, Anglii, Nowym Świecie? Choinka, jak się okazuje, ma swoje zaszczytne miejsce również w literaturze. Pisali o niej Andersen, Dickens, Goethe. W Polsce pojawiały się we wspomnieniach Bolesława Prusa (jakże ubolewał w „Kronikach”, że tylko chłopi i ich dzieci potrafią śpiewać „Bóg się rodzi” a inteligencja i wyższe sfery w ogóle słów nie znają), Melchiora Wańkowicza ( „Poza świeczkami i lepionymi w domu łańcuchami z różnokolorowego papieru wszystko tam można było w gębę włożyć”), Stanisława Pigonia, Marii Dąbrowskiej. Była bohaterką wierszy i kolęd, które śpiewano w kościołach. Konstanty Ildefons Gałczyński napisał nawet wiersze: „Kto wymyślił choinki” i „Przed zapaleniem choinki”.  

Ciekawa pozycja dla tych, którzy lubią święta i nie mogą wyobrazić sobie tego czasu bez choinki. Mnóstwo informacji i ciekawostek. Dożo zaskoczenia i odkrywania tajemnic. Ale i pytań, które być może już na zawsze zostaną bez odpowiedzi. 

Książka z licznymi ilustracjami. Niektóre z nich to prawdziwe perełki. To ciekawa podróż do przeszłości.

Wydawnictwo Literackie

wtorek, 13 grudnia 2016

 

Adwentowa opowieść o trójce dzieci, które pewnego dnia wysiadają z pociągu na dworcu w Sztokholmie: Mago, Issa, Stella. Właśnie uciekli z domu dziecka w poszukiwaniu lepszego życia. Mago pisze listy do swego ojca w Afryce i głęboko wierzy, że ten pewnego dnia powróci, by zaopiekować się nią oraz dwójką nowych przyjaciół. Na dworcu spotykają sympatycznego staruszka: bezdomnego Niklassona, który stracił pamięć. Spotykają również tajemniczą dziewczynkę w kaszkiecie, która opowiada im o dzieciach z dachu. Kim one są? Czy Niklasson odzyska pamięć?


Klimatyczna opowieść do czytania zimą, najlepiej w okresie przedświątecznym. Tematyką, nastrojem przygotowuje do świąt Bożego Narodzenia. 24 rozdziały są jak okienka w kalendarzu adwentowym – przybliżają do świąt, pozwalają przeżyć czas oczekiwania, budują swego rodzaju napięcie. Historia wciąga – jak się skończy opowieść o Nikalssonie, jaki los spotka trójkę dzieci? Czy wrócą do domu dziecka gdzieś na szwedzkiej prowincji, czy może zdarzy się coś, co odmieni ich życie?


Czytelnik pewnie bez trudu odnajdzie motywy bożonarodzeniowe. Zależnie od wieku znajdzie ich mniej lub więcej. Akcja całej opowieści zaczyna się o magicznej godzinie: o północy. Jedna z bohaterek ma na imię Stella – co oznacza „gwiazdę”. Miriam, która ofiarowała dzieciom tak wiele ciepła w te zimne i samotne dni, nawiązuje do żydowskiego imienia. Jasper to Kacper – od razu kojarzy się z trzema Królami. Podobnie jak Melchior, który w tym przypadku akurat przybywa z dalekiej Afryki. Może znajdziecie z dziećmi jeszcze więcej takich motywów?


Książka jest pięknie zilustrowana – w pastelowej tonacji. Nastrojowa sztokholmska starówka, opustoszałe ulice przykryte śniegiem. Rozświetlone blaskiem księżyca i ulicznych latarni.


Wiek 6+

Wydawnictwo Zakamarki

niedziela, 20 grudnia 2015

Legendy to pomieszanie prawdy z fantazją. Jak pisze Wanda Chotomska w pierwszych wersach – proporcje zależą od „smaku piszącego”.

Któż nie próbował toruńskich pierników. Znana i lubiana poetka podjęła próbę opowiedzenia nam dziejów smacznych ciastek ze starego grodu. W ciągu wieków narosło wiele legend i bajek o tym, jak powstawały te pyszne miodowe wypieki. Gdyby tak się rozejrzeć na naszej domowej półce – ja sama znalazłabym na pewno z cztery wersje. Ta opowiada o biednym pomocniku cukiernika, który zakochał się w córce majstra. Na nic serenady pod oknem, westchnienia i wiersze. Mistrz nie zamierzał oddać córki czeladnikowi. Poprzysiągł, że ten weźmie Kasieńkę za żonę, „kto przyjedzie do niej karetą zaprzężoną co najmniej w cztery konie”. Tylko skąd wziąć karetę, by zadowolić pana cukiernika? Na szczęście znalazły się dobre stworzenia, które podpowiadają Mikołajkowi, jak upiec …piernikową karetę.


Bardzo sympatyczny tekst, przeplatany wierszem. Wersja dwujęzyczna – ciekawy pomysł na prezent dla gości z zagranicy, którzy chcą poznawać naszą kulturę i tradycję i oczywiście dla dzieci, które ambitnie szlifują język angielski. Wersję angielską przygotował Paweł Beręsewicz.


Książka została bogato zilustrowana przez Ewę Poklewską–Koziełło. Charakterystyczne postacie z małymi rumieńcami, które spotkać  można i w toruńskim grodzie i w okolicy. Wszak Mikołajek w różnych miejscach szukał składników do ciasta. Książka pokazuje dzieciom, że upiec pierniczki to znów nie takie hop – siup. Ciasto musi swoje odleżeć w spokojnym miejscu. 

Książka smakuje szczególnie teraz w okresie przedświątecznym:)

Wiek 5+

Wydawnictwo Literatura

czwartek, 17 grudnia 2015

Chciałam o tej książce napisać właśnie teraz. Wpisuje się fantastycznie w klimat zbliżających się świąt. Nawet pokusiłabym się o stwierdzenie, że to kolejna opowieść wigilijna – trochę na nasze czasy i trochę nie. Na nasze – bo przypomina o wartościach- takich jak odwaga, przyjaźń, wrażliwość na drugiego człowieka. Trochę nie – bo to literatura starsza, powolna z dłuższymi opisami, refleksjami bohaterów, wyszukanym słownictwem. Nie ma tu przyprawiających o zawrót głowy nagłych zwrotów akcji. Autor snuje fabułę niespiesznie, leniwie. Nikt go nie goni, daje się wypowiedzieć każdemu z bohaterów, dla każdego ma czas. Trochę to wbrew dzisiejszym modom. Czytelnik/ słuchający musi wyczulić się na słowo w tej książce. Do tych refleksji dodam jeszcze, że  moje czytelnicze serducho rozrzewniło się już całkiem, gdy przez przypadek odnalazłam w necie takie oto zdjęcie.


Świetnie oddaje klimat powieści, która ukazała się w 1933 roku w Niemczech. Data znamienna. To rok objęcia urzędu kanclerskiego przez Adolfa Hitlera – co trzeba dodać – w wolnych i powszechnych wyborach. Data ważna – pewnie i dla bohaterów książki jak i samego autora, który nigdy nie godził się na dyktaturę NSDAP. Książki Kästnera zapłonęły na stosach, kiedy Niemców dopadło straszne szaleństwo. Polityki nie ma w powieści. Jest za to szkoła, którą trudno dziś znaleźć na mapie placówek oświatowych u naszego sąsiada za Odrą. Gimnazjum dla chłopców z internatem (tzw. Humaniści), pięciu przyjaciół, charyzmatyczny nauczyciel Doktor Bökh mający posłuch i szacunek u swoich wychowanków. Lata 20, 30-te ubiegłego wieku.

Na kilka dni przed wyjazdem na ferie świąteczne poznajemy nieśmiałego Ulego von Simmerna, pilnego Sebastiana, ciągle głodnego Mateusza, sprawiedliwego Jonny’ego Trotza, utalentowanego artystycznie Marcina Thalera.  Chłopcy biorą udział w szkolnym przedstawieniu pt: ”Latająca klasa”. Właśnie trwają gorące przygotowania. Społeczność szkolna i internatowa ma je obejrzeć w dzień przed odjazdem do domów. Zwykła szara codzienność, którą przeplatają próby, konflikty i bijatyki na śnieżki z Przyrodnikami, spalenie zeszytów z dyktandami, odwiedziny u Niepalącego – samotnego człowieka żyjącego w wagonie kolejowym. To wyprawa do przeszłości – dzieci w internacie nie miały łatwego życia. Z jednej strony wiele obowiązków, nauka życia  z innymi – z drugiej  – bieda, rozłąka z najbliższymi. Niemcy tamtych czasów właśnie takie były: w latach 20 i 30 ubiegłego wieku panowały tam wielkie bezrobocie i inflacja. Martin Thaler – jeden z przyjaciół jest dzieckiem z biednego domu. Nie może wyjechać na święta, ponieważ jego rodzice nie mają pieniędzy na bilet kolejowy. Na szczęście to Boże Narodzenie, a w takim czasie cuda się zdarzają, a i dobrych ludzi też nie brakuje.

Książka nie jest absolutnie słodką lekturką do poduszki. To zastrzega sobie Autor na początku wspominając o tym, że dzieciństwo wcale nie jest łatwym etapem do przebrnięcia. Wiele tu trudnych tematów. Życiorysy wszystkich chłopców to powód, by się zasmucić i westchnąć. Jak choćby Jonny Trotz, którego sam ojciec w dalekiej Ameryce wsadził na statek, by przez ocean dotarł do dziadków. Gdyby nie Kapitan nie wiadomo jakby się potoczyły jego losy. Marcina Talera już wspominałam. Skromne święta, skromne prezenty – zaledwie jakieś kapcie, bielizna, fajka. A ileż miłości. A skromniutki Uli? Nieśmiały do granic – tak bardzo chce udowodnić swoje męstwo, że niemal nie traci życia tuż przed Bożym Narodzeniem. Dużo sympatii budzi Niepalący – Justus – skromna znajomość łaciny pozwala mi na skojarzenie jego imienia ze słowem: Sprawiedliwy. Pokrzepia chłopaków, podrzuca im pomysły rozwiązywania problemów, choć on sam w sobie kryje tajemnicę. Outsider, pierwszy hipis lat trzydziestych ubiegłego wieku. Gotów poświęcić wygodne i dostanie życie dla idei. Tego przed Kästnerem chyba w literaturze dziecięcej nie było?

Wzruszająca książka o szkole, jakiej już nie ma. O  beztroskim, niekoniecznie do końca szczęśliwym dzieciństwie, świecie, do którego wstęp miały tylko dzieci. O świecie – w końcu, w którym pewne sprawy załatwiało się w taki a nie inny sposób – co dziś dziwi i małych dużych. Nauczyciel Bökh ma na przykład pretensje do uczniów nie o to, że wdali się walkę z przyrodnikami, ale o to, że wcześniej nie przyszli mu powiedzieć o swoich problemach.  O przyjaźni na dobre i złe. Tak na marginesie – gdyby ktoś pokusił się o ciąg dalszy tej powieści – ciekawe jak potoczyłyby się losy całej piątki? Sama książka jest w Niemczech nadal czytana i lubiana. Kilka lat temu została nakręcona kolejna wersja filmowa – chłopców przeniesiona w czasy bardziej nam współczesne. Zachęcam bardzo do zapoznania się z lekturą. Można posłuchać podczas świątecznych przygotowań. Kästner przypomina o tym co ważne, zwraca uwagę na dylematy moralne. Jego powieść niesie ze sobą ważne wartości i treści. Koniec nie pozostawi wrażliwców obojętnymi. Przygotować chusteczki.

Czas nagrania - 4 h 10 minut. Piotr Fronczewski - mistrz słowa:)

 

Wiek 9+

Wydawnictwo Jung-off-ska

wtorek, 17 listopada 2015

„Dzień dobry, nazywam się Wesoły Ryjek”.

Dla wielu czytelników i młodszych i starszych to już kultowy początek. Sympatyczny prosiaczek opowiada o swoich przygodach i dniu codziennym. Zimowa część zawiera oczywiście w większości tematy związane z tą porą roku. Znalazły się wśród nich również opowieści na cały rok: o szukaniu żony, chorobie najbliższych i cieple domowego ogniska. Wesoły Ryjek uczy się jeździć na nartach, razem z tatą szuka zimy w ogrodzie i bawi się w śnieżki, szykuje święta, wybiera choinkę. Na końcu niespodzianka – prosiaczek zdradza przepis na pierniczki mamy Janka pieczone przez mamę Wesołego Ryjka. Krok po kroku opisane są wszystkie etapy prac z ciastem piernikowym. Miłego pierniczkowania.

Mądra i ciepła opowieść na jesienne i zimowe chłody. Do ogrzania zimnych wieczorów, do przytulania i bycia razem. To chyba tajemnica Ryjkowych opowieści Wojciecha Widłaka. Mimo tego, że ciągle za czymś gonimy, interesujemy się nowinkami, to tak naprawdę gdzieś głęboko w nas tkwi tęsknota za prostotą życia, w którym liczy się przede wszystkim bliskość innych. Nie góra prezentów, bogactwo, ale wspólnie spędzony czas, praca, przygotowania, rozmowy. Takie życie znajdziemy w Ryjkowych opowieściach.

Jak zwykle cudne są ilustracje Agnieszki Żelewskiej. To ona nadała twarz małemu prosiaczkowi, który wielu dzieciom będzie na pewno kojarzył się z dobrymi i beztroskimi czasami dzieciństwa. (P.S. a rodzicom z dobrym rodzicielstwem:)))) 

Wiek 4+

Wydawnictwo Media Rodzina

poniedziałek, 16 listopada 2015

Zaczyna się okres lektur świątecznych. Książka Danuty Parlak doskonale wpisuje się w ten klimat. To opowieść o Mikołaju, który przez nieuwagę gubi prezenty. I kiedy wydawać by się mogło, że już po świętach, z pomocą przychodzą inni, którzy pomagają Mikołajowi rozwiązać ten problem. To dzieci, które w swoich szufladach, pudłach z zabawkami znajdują upominki, mogące sprawić radość innym. Oczywiście można pokusić się o stwierdzenie, że nie na tym polega istota świąt. To nie prezenty są najważniejsze. Jednak troska Mikołaja uwalnia w innych pokłady dobrej energii, gotowość do niesienia pomocy, chęć spełnienia marzeń. Zresztą obdarowywanie kogoś, tak z serca, sprawia wielką radość. Tak właśnie reagują dzieci w tej opowieści mikołajkowej. Na bohatera tej świątecznej afery czeka zresztą niespodzianka, bowiem dzieci na końcu książki nie zapomniały również o Mikołaju. Czytelnicy zresztą mogą sami zaproponować dla niego upominek. Ciekawe, o czym marzy ten, który zawsze obdarowuje innych?


Bardzo spodobała mi się ta opowieść. To swego rodzaju antidotum na przedświąteczną bieganinę za prezentami, zapożyczanie się, kupowanie góry prezentów. Autorka nie rezygnuje z upominków, ale przypomina, że obdarowanie kogoś wynika z potrzeby i dobroci serca. Każdy dostaje symboliczny prezent, ten, o którym marzył, a nie wór upominków, który sprawia, że człowiek nie zwraca potem uwagi na to, co najważniejsze.


Książka jest ładnie wydana, z ciekawymi ilustracjami Joanny Bartosik. Pierwszy raz spotkałam się z pracami tej rysowniczki i jestem mile zaskoczona. Ilustracje bardzo dziecięce, kolorystycznie stonowane. Jeśli ktoś organizuje w szkole przedmikołajkowe świąteczne czytanie – polecam do głośnego czytania właśnie ten tytuł. I do mikołajowego buta albo pod choinkę również.


Wiek 5+

Wydawnictwo Widnokrąg

sobota, 27 grudnia 2014

Inna niż zwykle książka o Bożym Narodzeniu. Samo święto jest gdzieś w tle. A może jednak nie? Bo stało się coś ważnego w życiu Małgorzaty Goden - jej życie w wigilijną noc nabrało barw i sensu. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki? Nie, to ludzie otwarli jej serce na innych. W tym czasie naprawdę cuda się zdarzają.

Małgorzata, staruszka,  zdaje sobie sprawę, że bliżej jej do grobu niż do świata żywych. Nie walczy z tą myślą, tylko stara się podporządkować życie starości. Odpowiednio stawia kroki w domowych kapciach, by się nie przewrócić, nie wychodzi na zewnątrz, by uniknąć napadu rabunkowego, nie wyjeżdża, nie utrzymuje intensywnych kontaktów z innymi ludźmi, nie narzuca się dzieciom. Nie chce, by ktoś przejmował się jej starością i stanem zdrowia. Nie chce być dla nikogo ciężarem. Jej życie ogranicza się do czterech ścian wygodnego domku, w którym wszystko ma swoje miejsce, nawet całoroczna ozdoba bożonarodzeniowa, włączana raz w roku pod koniec grudnia, posiłki przywożone przez firmę cateringową na cały tydzień, święta spędzane samotnie mimo posiadania bliskich. Małgorzata wydaje się być osobą bardzo stanowczą. Jak coś postanowi - tak jest. Samotnie spędza długie dnie w pustym domu, wspomina przeszłość i męża. W wigilijną noc ktoś puka do drzwi. Najpierw prosi o możliwość zatelefonowania, potem skorzystania z toalety. Tajemniczy nieznajomi z samochodu utkniętego w zaspie zupełnie nieświadomie są sprawcami wielkiej przemiany Małgorzaty. Książka oczywiście kończy się w pewnym momencie - ale ja w głowie dopisuję ciąg dalszy. Małgorzata wsiądzie w samolot i pojedzie na święta do swoich dzieci, albo wykona telefon i zaprosi najbliższych do siebie.

India Desjardins porusza tutaj problem starości. Odczuwalny tak dotkliwie właśnie w czasie świąt Bożego Narodzenia - najbardziej rodzinnych świąt, podczas których (przynajmniej w naszej kulturze) dba się o to,  aby tego wieczoru nikt nie był samotny. Tutaj Małgorzata podjęła decyzję o świętach solo - i wszyscy to akceptują. Może właśnie z powodu zdecydowanego sprzeciwu dzieci staruszka święcie wierzy w prawidłowość swoich postanowień? Na wielu stronach odczuwa się te samotność, przerywaną od czasu do czasu programem telewizyjnym lub radiowym. Słychać miarowe człapanie w kapciach, zasuwanie zasłon przed ciekawskimi spojrzeniami sąsiadów, To dom, gdzie wszystko ma swoje miejsce, nie słychać gwaru dzieci, nie ma kołtunów kurzu, gdzie w powietrzu unosi się duszący zapach stęchlizny. 

Ilustracje od razu skojarzyły mi się z obrazami Edwarda Hoppera, amerykańskiego malarza żyjącego w latach 1882 -1967. Widzimy Małgorzatę z różnej perspektywy, w różnych sytuacjach. To właśnie obrazy przeważają w tej książce. Duże, często z z charakterystycznym cieniem na ścianie, fotelu, twarzy staruszki. Kanadyjski ilustrator za Wigilię Małgorzaty otrzymał BolognaRagazzi Award 2014.

Choć sama książka należy do tych świątecznych, można po nią sięgać przez cały rok. Bo tak jak pisałam, święta są gdzieś w tle. Istotnym problemem jest tu starość - człapiąca, samotna, niewygodna. Może za sprawą tej książki młodsze pokolenie z większą wyrozumiałością i cieplejszym okiem spojrzy na ludzi starych wokół nich. To książka poniekąd o nas wszystkich, bo starości nie da się uniknąć. A jaka ona będzie?

Wiek 10+

Wydawnictwo Dwie Siostry

niedziela, 14 grudnia 2014

Świąteczna propozycja dla najmłodszych. Gąska Zuzia razem z innymi zwierzętami – przyjaciółmi stoi pod pięknie ubraną choinką. Nagle pojawia się myśl – przydałaby się jeszcze gwiazdka z nieba, która przystroiłaby czubek zielonego drzewka. Gąska swoje marzenia przekuła od razu w czyn: wystartowała w górę, by zdjąć gwiazdkę z nieba. Ale to niełatwe zadanie. W pewnym momencie gąska traci kontrolę i nawet zaczyna jej grozić niebezpieczeństwo. Na szczęście – od czego ma się przyjaciół. Historia kończy się happyendem.

Bardzo ciepła i nastrojowa opowieść na długie zimowe wieczory o magii świąt i przyjaźni. Również o cudach, które mimo wszystko nadal się zdarzają.

Siłą tej książki są ilustracje. Można nawet pokusić się o snucie opowieści swojego autorstwa – tylko na podstawie obrazów. Dużym plusem jest wersja w języku angielskim.   

Wiek 2+

Wydawnictwo Babaryba

sobota, 13 grudnia 2014

Bullerbyn - trzy w jednym - czyli trzy opowieści, w dodatku bardzo bogato ilustrowane: Wiosna w Bullerbyn, Dzień Dziecka w Bullerbyn, Boże Narodzenie w Bullerbyn. Gratka dla miłośników wesołej ferajny z Hałasowa. Dwa pierwsze teksty zostały odrębnie napisane - jako samodzielne książki dla najmłodszych. Motyw bożonarodzeniowy pewnie znacie z grubaśnych Dzieci. Z dwóch pierwszych książek pewne elementy pojawiają się gdzieniegdzie, ale tych tytułów nie znajdziecie w wersji dla starszych. 

W Bullerbyn dzieciaki zgłupiały na wiosnę. Latają w kaloszach po kałużach (na bose nogi!), łażą po płotach, brodzą w strumieniu, zrywają kwiaty, piknikują, skaczą z dachu drewutni, dosiadają byka, chodzą po dachu obory, skaczą dookoła ogniska. Oszalały zupełnie. Wszystkie bez wyjątku. Taka jest wiosna w Bullerbyn:)

Dzień Dziecka w Bullerbyn to trochę taki wyraz tęsknoty zapyziałej prowincji za wielkim światem. Dzieci tęsknią do obchodów tego święta w Sztokholmie, o którym wyczytały w gazecie. Aż strach wyliczać, jakie niespodzianki szykują dla najmłodszej mieszkanki Bullerbyn. Na szczęście ktoś przychodzi po rozum do głowy i Dzień Dziecka przebiega już spokojnie i bez zakłóceń - bardzo bullerbynowo, na łonie natury, na zabawie, ze zwierzakami, w swoim miłym towarzystwie. 

A jak obchodzi się święta w zagrodach – Północnej, Środkowej i Południowej? Lisa opowiada jakie zwyczaje panują w szwedzkich rodzinach podczas gwiazdki - snopki owsa dla ptaków, wypiekanie pierniczków (jak ja od dawna poluję na foremkę prosiaczka do wykrawania pierników), zwożenie opału dużymi sankami, wyprawa po choinki, kolędowanie, ubieranie drzewka, prezenty dla przyjaciół, świąteczna kolacja, podczas której dzieci jedzą szynkę, kiełbasę, salceson, gotowaną rybę, ryż z cynamonem. Dalej - Święty Mikołaj, taniec wokół choinki, msza bożonarodzeniowa o świcie. 

Całość przypomina mi stare książki sprzed lat – papier w kolorze złamanej bieli, szorstki, książka szyta, wydłużony format. Jak dobrze, że Wydawca nie skusił się na lśniący kredowy papier.

Lektura obowiązkowa dla miłośników dzieciaków z Bullerbyn – bez względu na wiek.

Wiek 3+

Wydawnictwo Zakamarki

środa, 03 grudnia 2014

Nadchodzą święta Bożego Narodzenia. Mama Mu przygotowuje się do nich razem ze swoimi koleżankami w oborze. Jest ciepło, przytulnie. Na dworze mróz i śnieg. Pan Wrona przez okienko obserwuje dziwne zachowanie swojej krowiej koleżanki. Mama Mu podskakuje wesoło – właśnie przygotowuje dla gospodarza prezent na Wigilię – bitą śmietankę. Pan Wrona jest przerażony, bo nie przygotował jeszcze prezentu dla …siebie.

Dawno nie było wielkoformatowej książki o sympatycznej krowie. W tzw. międzyczasie ukazały się dwie książki z dużą ilością tekstu. Jednak siła Mamy Mu tkwi w ilustracjach. Tutaj jest i wesoło i łzawo. Bo nie można powstrzymać się od śmiechu widząc podskakującą Mamę Mu i ubijającą śmietankę w wymionach. Jednak  łezka toczy się w oku, gdy Pan Wrona sam dla siebie przygotowuje podarunek, bo wydaje mu się, że nikt o nim nie myśli. I tu się myli – Mama Mu przygotowała dla niego piękną niespodziankę, która jest jednocześnie niespodzianką dla czytelnika. Jest wigilijny wieczór, Mama Mu pędzi z Panem Wroną na rowerze przez las, by pokazać mu jego świerk cały w światełkach. Jest ciemno, cicho, prószy śnieg. Cudny klimat świąt Bożego Narodzenia. Nastrój jak z bajki, pełen przyjaźni, sympatii, samych pozytywnych emocji, które kręcą się po Wronim Lesie.

Piękne Nordqvistowskie ilustracje, wartościowy tekst, świąteczny klimat. Mama Mu uczy, że nie drogie prezenty są najważniejsze. Czasem wystarczy okazać komuś sympatię, miły gest, że się o kimś pamięta, by znów wróciła energia i chęć do życia.

Wiek 3+

Wydawnictwo Zakamarki

Jedynka i dwójka już wypite:) W tym roku mamy kalendarz herbaciany:) Idea jest taka – codzienna gorąca herbatka ma sprzyjać rodzinnemu wieczornemu spotkaniu przy stole, rozmowom, podsumowaniu dnia. Co ważne - bez telewizji, jeśli już - to przy dobrej muzyce.  W ostatnim czasie strasznie gonimy – cała czwórka: praca, szkoła, projekty, spotkania, zajęcia popołudniowe. Mamy na adwent gorący dzban herbaty z miodem i cytryną. To coś dla ciała. Dla ducha też jest – ale to już nasze rodzinne postanowienia i zadania:)

Razem 24 herbatki na 24 wieczory adwentowe:)

niedziela, 02 lutego 2014

Nastrojowa i ciepła opowieść o perypetiach pewnej mysiej rodzinki. Myszy polnych – dodam, bo jak się okazuje - to ważne, a z różnic między nimi a myszkami hodowanymi w ogóle nie zdawaliśmy sobie sprawy. A te – jak się okazuje, są istotne.

Mysia rodzina w składzie: mama-mysz, tata-mysz i ich pięć córek. Wiedzie sobie ona spokojny żywot u boku ludzi – panny Maryli i jej brata Henryka. Nic nie zaburza jej spokoju. Już jakiś czas temu myszy zajęły stary kredens w Domku pod Kocią Łapką. Organizują w nim swoje życie – jedzenie i czas wolny. No i przy każdej okazji poznają swoich gospodarzy. Obserwują ich zachowania i zwyczaje (ach te oczy spozierające zza zielonej paprotki:) Nieźle orientują się w ludzkim kalendarzu świąt – o czym za chwilę, znają ludzkich gości, odkrywają co rusz coś nowego w Domku.

Nadszedł grudzień i są świadkami gorączkowych przygotowań do świąt Bożego Narodzenia, one same rywalizują o tytuł Mysiuli – Mądruli, na drzwiach wejściowych zawisła kołatka w kształcie kociej łapki, w końcu – pojawia się pewien gość ze świata z zewnątrz.

Dzieje się wiele, a wszystko w zimowym i nastrojowym klimacie mroźnego grudnia. Do tego charakterystyczne ilustracje Aleksandry Kucharskiej – Cybuch, zapach świątecznych potraw, specyficzny klimat starego domu. Warto odwiedzić Dom pod Kocią Łapką.

Wiek 5+

Wydawnictwo Ezop

poniedziałek, 23 grudnia 2013
piątek, 06 grudnia 2013

W sypialni nad łóżkiem młodszego syna powiesiłam reprodukcję ilustracji Fritza Baumgartena (1883 - 1966) - niemieckiego ilustratora, który nieodłącznie kojarzy mi się z leśnymi ludkami, skrzatami. Autor wykonał ponad 500 prac - w tym książek, ilustracji, kalendarzy adwentowych. 

 

czwartek, 05 grudnia 2013

Są wpisane w zadania adwentowe. Tylko teraz zachodzę w głowę, który to był dzień:)) Nic to - trzeba zarabiać ciasto piernikowe. A pierniki - jak widać - inspirowały i pisarzy i ilustratorów.

il. Elżbieta Wasiuczyńska

il. Ingrid Nyman

 

il. Sven Nordqvist

W domu staruszka Pettsona w dziwny sposób zaczęło ubywać ciasta piernikowego:)

-To niebywałe, jak się skurczyło- powiedział ( Pettson)

-Taak, ciasto jest dziwne- odparł Findus- Ono po prostu znika.

-Może był tu jakiś kot i trochę spróbował?- zauważył Pettson.

-Może i tak- odpowiedział Findus- A może jakiś staruszek?

-Może i tak- odrzekł Pettson.



il. Ilon Wikland

il. Ilon Wikland

niedziela, 01 grudnia 2013

Bez kalendarza ani rusz:) 24 słodkości - w naszym przypadku razy dwa. I zadania adwentowe :)

Inne nasze kalendarze:

1.

2.

3.

Stare ilustracje vintage i inspirację znalazłam w Internecie.

środa, 20 listopada 2013

Mała Ula bardzo chce, by tato opowiedział jej coś przed snem. I zaczynają snuć wspólnie opowieść o Malutkiej, która ma nadzwyczaj duże stopy. Tak duże – że może nosić tylko zwykłe brązowe trzewiki. A ona marzy o pięknych kolorowych z kokardami. Jej stopy zajmują całą szerokość ulicy, w sklepie zahaczają czubkami o wystawione towary. W czasie deszczu mogą służyć jako parasol nawet wszystkim innym dzieciom z klasy Malutkiej. Dziewczynka mieszka z babcią, jej rodzice wyjechali w świat. Malutka mimo tej widocznej inności – nie czuje się nieszczęśliwa. Wręcz przeciwnie. Cieszy się, że ludzie mogą być weseli i uśmiechnięci z jej powodu. I marzy też o tym, aby od staruszka z siwą brodą w czerwonej pelerynie dostać prezent. A jaki? To właśnie jest ta tajemnica Malutkiej, którą poznacie na końcu.

Piękna książka – na święta, na zimę, na Wigilię. Tekst Onichimowskiej bardzo ciepły, senny, wyciszający, uspokajający. Właśnie taki, jaki powinien być przed snem. Gdzieniegdzie wplecione motywy świąteczne i zimowe – ale to tylko delikatne muśnięcie, budujące specyficzny klimat. Są wyraźnie w tle. Słychać ciche Lulajże Jezuniu i Bóg się rodzi,  w kącie pachnie przystrojona choinka, ośnieżona szyba zmroziła na chwilę przytknięty do niej nos Malutkiej. Tę specyficzną aurę tworzy też ciepła relacja ojca z dzieckiem, razem spędzają czas, wymyślają ciąg dalszy historii, która zmierza nie wiadomo w jakim kierunku. Fantazja w dziecinnym pokoju fruwa pod sufitem i jeszcze wyżej.

Absolutny majstersztyk to ilustracje Agaty Dudek. Bardzo soczyste, energicznie czerwone, bogate w różne postacie i wydarzenia. Trochę w kontraście do tekstu. Choć i w nim nie brak mocniejszych akcentów – Malutka występuje przez pewien czas w cyrku, lata z babcią na czarodziejskim dywanie. To doskonały punkt wyjścia dla ilustratora. Wdzięczne tematy do zilustrowania, które dają pole do popisu. Tutaj jakby już element snu, jakieś strzępy zdarzeń, fragmenty, które mieszają się ze sobą, niekiedy bardzo nierealne: but zwinięty w ślimaka, lody w których odbijają się sceny codzienne i elementy krajobrazu, zwierzęta występujące w cyrku, postacie szukające schronienia pod dużą czerwoną stopą w czasie ulewy. Ale to przecież bajka – a w bajkach jak i w snach niemożliwe staje się możliwe.

Mądra i piękna książka o sile dziecięcej fantazji i wyobraźni, o tym, że marzenia się spełniają.

Wiek 6+

Wydawnictwo Ezop

niedziela, 17 listopada 2013

 

Właśnie nadszedł Adwent. W domu Tiny czuć już świąteczną atmosferę. W oknie wisi gwiazda adwentowa, na stole płonie pierwsza świeca. Podobnie jest w wielu domach na całym świecie. Tylko, że gwiazda w oknie przestaje świecić. To nie koniec niespodzianek – zaczynają dziać się również inne osobliwe rzeczy – gasną świecie adwentowe, ciasteczka bożonarodzeniowe wybuchają w piekarnikach, mało tego – ich smak (jeśli już się (niby) udadzą) przypomina kupę, ktoś wyrzuca posadzone cebulki kwiatowe z doniczek, choinki tracą igły. Jesteśmy świadkami niemałego rozgardiaszu w domu Tiny, spowodowanego przykrymi adwentowymi niespodziankami. Dorośli przechodzą szybko do porządku dziennego, tłumacząc te wypadki po swojemu – a to felerna gwiazda, a to wybrakowana żarówka. Nie dostrzegają tu drugiego dna, czyli CZYJEJŚ wywrotowej działalności. Tymczasem dzieci zastanawia ten dziwny splot wydarzeń. Boże Narodzenie to najukochańsze święta – wszystko wskazuje na to, że w tym roku - niestety - to będzie jeden wielki niewypał. Jest ktoś, kto obserwuje ten cały bałagan na ziemi z ukrycia, mało tego – jest za to w pełni odpowiedzialny. Tego Ktosia najpierw poznajemy dzięki inicjałom ŚM. Skojarzenie może być tylko jedno. Benajmin Chaud  - ilustrator oszczędnie dawkuje nam jego namacalną obecność na wizji. Najpierw długo długo nic - albo właściwie - nikogo. Potem jakiś cień na lustrze, dalej kawałek nogi i buta. W końcu jest: Święty Mikołaj, zły i smutny jednocześnie, że ludzie nie wierzą w jego osobę. My dorośli nie zostaliśmy przedstawieni w pozytywnym świetle - bardzo racjonalni - w ogóle nie przygotowani na dziwne zbiegi okoliczności i cuda.



Opowieść o Świętym jest iście wywrotowa. Ten, który uchodzi za dobrotliwego, jowialnego staruszka o łagodnym usposobieniu - tutaj złośnik jeden, frustrat, który daje ludziom na ziemi nieźle popalić za te wszystkie anty-mikołajowe hasła. I jeszcze tytuł, apel wręcz: "Wierzcie w Mikołaja!". W naszym przypadku lektura jak najbardziej na czasie – bo ze względu na młodszego nadal upieramy się, że to za sprawą ŚM te wszystkie prezenty są pod choinką. Lektura może spowodować zamieszanie w rodzinach, w których dzieci są już utwierdzone w tym, że jednak prawda wygląda inaczej.

Książkę przeczytałam najpierw sama. Dla dzieciarni zostawiam na Adwent, choć nie wiem jeszcze, czy uda mi się dawkować tak lekturę  dzień po dniu – taki jest przynajmniej zamysł autorki. 24 rozdziały to nie przypadek. Nie, nie umiem tego racjonalnie wytłumaczyć – raczej przemawia przeze mnie nasze łakomstwo czytelnicze.

Na samym początku trochę trudno zorientować się w planach fabularnych autorki. Akcja dzieje się jak gdyby na dwóch poziomach. Z jeden strony dom - rodzina Tiny. Z drugiej: ŚM z trollem, którzy obserwują tych pierwszych przez lustro. Co rusz słychać dziwne komentarze tych dwóch panów. Jestem ciekawa, czy dzieci z łatwością przestawią się na dodatkowych bohaterów z ukrycia. Jeśli czyta ktoś na głos - łatwo to zaznaczyć odpowiednią modulacją - by można było łatwiej domyślić się, że chodzi tu o kogoś jakby na uboczu. Chodzi o TAJEMNICĘ. I to jest największy atut tej książki. Bowiem to swego rodzaju książka detektywistyczna. W głowie kołatają się różne myśli: kto tak robi, dlaczego, do czego to wszystko prowadzi, czy będą święta? Jeśli znacie Lottę Olsson z "Dziwnych zwierząt" i "Innej podróży" - książek trochę filozoficznych, refleksyjnych - tutaj będziecie zaskoczeni. Jest duży dreszczyk emocji. A czy uda się go rozłożyć na cały Adwent - to się jeszcze okaże:)))

Ostatnio dużo u nas Benjamina Chauda: Misiowa piosenka, seria  Pomelo, Binta Lalo, fantastyczne: Nie odrobiłem lekcji, bo...  – jest w czym wybierać. Warto!



Wiek 6+

Wydawnictwo Zakamarki

piątek, 29 marca 2013

Wesołych Świąt!!!!!!!!!!! I wiosny, słońca, ciepła - w duszy też:)))

Zdjęcie zająca znalazłam tutaj

czwartek, 03 stycznia 2013

Raczej powinnam napisać  – krasnoludki w kuchni:))) ale potrzebowałam chwytliwego tematu. Te krasnale od dawna chodziły mi po głowie. Zaczęłam szyć w grudnia przed dwoma laty. Dzieci z tatą były w sanatorium, a ja musiałam jakoś czas wolny zabić i tęsknotę. Najpierw długo mozoliłam się nad projektem, proporcjami, bowiem krasnale mają długaśne nóżyny i małe głowy. Potem dzieciaczki wróciły i gołe korpusy z kończynami powędrowały do szafy. Rok temu wyjęłam je ponownie z szafy i schowałam z powrotem.  W tym roku znów na mnie spadły z góry łatek i materiałów, które chomikuję w białej szafie. Ciekawe, że właśnie przed Bożym Narodzeniem. Słuchałam Xanthu, dzieci bawiły się pod nogami, albo szyły swoje rimcimci, bałaganiły – domagały się igieł, szpilek, nożyczek, wykrojów, czasu, uwagi. Skończyłam akurat na Boże Narodzenie. Takie wspólne szycie z dziećmi to wielka frajda – pogaduchy, ciepła herbatka, czasem ciasteczko, co chwilę rozplątywanie supełków, nawlekanie nitek, wysłuchiwanie kłótni o (ponoć) lepszy kawałek materiału.  Jeden krasnal pojechał za granicę (dziś dostałam wiadomość, że ma się dobrze u cioci Kasi – stąd ten wpis dopiero dziś, bo by wszystko zepsuł – mam na myśli niespodziankę). A co do Krasnoludka u kupca - z biblioteki przytaśtaliśmy audiobook czytany przez pana Stuhra - tatę z Baśniami Andersena. Jest tam również, i się podoba.



poniedziałek, 24 grudnia 2012
piątek, 14 grudnia 2012

Boże Narodzenie jest już tak blisko. Lubię w tym czasie sięgać po książki, czy dla siebie, czy dla dzieci, które należą do zimowo – świątecznych. Choćby Opowieść wigilijna - Dickensa, najlepiej przecież "smakuje" właśnie w grudniu, gdy za oknem i mróz i śnieg, czuje się klimat tej pięknej historii o przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Z dziećmi chętnie czytamy Boże Narodzenie w BullerbynTo specjalna wersja obrazkowa rozdziału o świętach w Bullerbyn – jesteśmy wszyscy fanami „grubej” wersji, ale dla dzieci – akurat ta pozycja z mnóstwem ilustracji jest bardzo klimatycznym wprowadzeniem w nadchodzące dni.

Jak zatem obchodzi się święta w zagrodach – Północnej, Środekowej i Południowej? Lisa opowiada jakie zwyczaje panują w szwedzkich rodzinach podczas gwiazdki - snopki owsa dla ptaków, wypiekanie pierniczków, zwożenie opału dużymi sankami, wyprawa po choinki, kolędowanie, ubieranie drzewka, prezenty dla przyjaciół, świąteczna kolacja, podczas której dzieci jedzą szynkę, kiełbasę, salceson, gotowaną rybę, ryż z cynamonem. Dalej - Święty Mikołaj, taniec wokół choinki, msza bożonarodzeniowa o świcie. Książka może posłużyć do rozmów na temat jak się u nas obchodzi święta. Jakie są różnice i podobieństwa - pierwsza gwiazdka, postna wigilijna kolacja, sianko pod obrusem, 12 potraw, śpiewanie kolęd, wolne miejsce przy stole, dzielenie się opłatkiem, zwierzęta mówiące ludzkim głosem, kolędnicy, pasterka o północy. Dziecko dowiaduje się, że nie wszędzie jest tak samo, ale inaczej znaczy również pięknie, a dzieci na całym świecie czekają na Boże Narodzenie i prezenty - obojętnie, czy w Polsce, czy w Szwecji.

Boże Narodzenie w Bullerbyn przypomina mi stare książki sprzed lat – papier w kolorze złamanej bieli, szyta, wydłużony format. Jak dobrze, że Wydawca nie skusił się na lśniący kredowy papier.

Lektura obowiązkowa dla miłośników dzieciaków z Bullerbyn – bez względu na wiek.



Wiek 3+

Wydawnictwo Zakamarki

 



 
1 , 2 , 3