Archiwum
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli
niedziela, 03 czerwca 2018
Fistaszki zebrane 1983-1984 - Charles M. Schulz

Z książkowymi „Fistaszkami” jest tak samo jak z fistaszkami do jedzenia. Jak zaczniesz – przepadłeś. Nie można skończyć sięgać po ostatniego orzeszka, upssss – po ostatnią (wcale nie-ostatnią) historyjkę. „Fistaszki” mają chwalebną statystykę. Jeśli wierzyć „Wikipedii”  czytało je 355 milionów czytelników z 75 krajów, zostały przetłumaczone na 21 języków, ukazały się w ponad 2600 gazet, opublikowano 17 897 historyjek, a sam autor zarobił na „Fistaszkach” ponad miliard dolarów. Uff – trzeba przyznać: dużo tego i robi wrażenie. Niedawno ukazał się kolejny tom polskiego wydania. Zawsze zaczynam od fistaszkowym wspomnień, w jakie na początku jest zaopatrzony każdy tom. Bo jak się okazuje, „Fistaszki” odgrywały dużą rolę w życiu wielu ludzi. Czasem wcale nie zdajemy sobie z tego sprawy – dopiero czytając takie wspomnienia innych, zaraz przenosimy je na swoje podwórko. W tym tomie o swoich refleksjach związanych z lekturą opowiada Joanna Olech.

Już samo pisanie o „Fistaszkach” kończy się tym, że człowiek siada do laptopa, wraca do znanych historii, by o nich napisać  i….. zapomina o całym świecie. O napisaniu recenzji również. Przenosi się do świata starych  znajomych: są tu Charlie Brown, Snoopy, Lucy, Sally Brown, Marcie, Woodstock. Na pewno lektura i dla dzieci i dla dorosłych, zabawne scenki, dialogi, refleksje dotyczące codzienności, życia i świata (na szczęście bez polityki), przepychanki słowne, inteligencja, humor, bystrość umysłu wszystkich bohaterów. Takie coś musi się podobać. Można czytać strona po stronie, można wyszukiwać paski komiksowe dotyczące ulubionych bohaterów. Dużo z nich jest ze sobą powiązanych, tworzy odrębną pokaźną całość. Sally przez cały ten tom próbuje dać sobie radę w szkole. Z różnym skutkiem. Snoopy wziął się poważnie za pisanie. W wolnych chwilach aktywnie koresponduje ze swoim bratem Spike’em, który wiedzie samotne życie na pustyni. Snoopy w ogóle ma naturę filozofa – marzyciela. Obserwuje pogodę, niebo – i bierze wszystkie dobrodziejstwa losu na swoją psią klatę. Schroeder komponuje coraz trudniejsze kawałki.

 Ilu nas, czytelników i miłośników „Fistaszków”, tyle zdań na ich temat i wspomnień. Ja sama pamiętam jak wieki temu trafił mi się plakat kinowy promujący film o „Fistaszkach”. Cieszyłam się nim ogromnie i dłuuuuugo zdobił jedną ze ścian mojego pokoju. Teraz miło mi, że akurat w moim domu „Fistaszki” łączą pokolenia, bo sięgają po nie i duzi i trochę mniejsi.

Wiek 10+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

niedziela, 15 kwietnia 2018
Paddington. Więcej przygód - Michael Bond/ il. Peggy Fortnum

 

Czy wiecie, że Miś Paddington ma już blisko 60 lat? W tym roku, w październiku będzie obchodził swoje kolejne urodziny. Jakże zmienił się świat. Nawet mroczne zakątki Peru, ojczyzna Paddingtona, już nie są takie mroczne jak kiedyś. Pojawiły się gadżety, filmy, przewodniki, w których Paddington oprowadza po Londynie. Nawet do Peru można wyjechać ot, tak sobie, bez długich wielomiesięcznych przygotowań. Pamiętam Paddingtona z dzieciństwa i związany z nim … spokój. Teraz nastały szalone lata. Wystarczy wejść do sklepu zabawkowego: plecaki, kubeczki, zeszyty, breloczki. Umilacze dzieciństwa – kto wie, może będą ciepłym wspomnieniem z najmłodszych lat. Jednak pomijam już całe to zamieszanie wokół Misia, ponieważ osobiście wolę tego najzwyklejszego Paddingtona, czarno – białego, narysowanego przez Peggy Fortnum, bez maskotek, kubeczków itd. Najlepiej – oddać się w ręce wyobraźni. Pewnie jestem staromodna, ale, no cóż…. A więc, wracając do słowa pisanego - dla niewtajemniczonych  - na dobry początek  przyjaźni polecam książkę – jeszcze przed filmami – a czytania jest sporo, bowiem najnowsza książka licząca ponad 400 stron zawiera mnóstwo przygód, śmiesznych historyjek. Oprócz tej książki na rynku dostępne są również inne tytuły, a także kolorowe wersje dla najmłodszych. Można czytać wszystko z górki, co nam wpadnie w ręce. Kolejność raczej nie jest istotna, bowiem za każdym razem autor przemyca do tekstu ciekawostki i informacje z życia Paddingtona. Na pewno nic nam nie umknie.


Początki Misia związane są z pewną wigilią sprzed 50 laty, kiedy to Michael Bond kupił swojej żonie pluszowego niedźwiadka. Imię pochodzi od pobliskiej stacji metra Paddington. Czytając o Misiu ogarnia mnie zawsze fala ciepłych uczuć i wspomnień. Świat, którego już nie ma. Jak czułby się dzisiaj, gdzie trzeba mieć czasami silne łokcie, by wywalczyć swoje. Dobroduszny, gapkowaty, powolny, dziecięco naiwny – demaskuje nasze wady, stereotypy, dziwaczne przyzwyczajenia – też cwaniactwo, gruboskórność, krótkowzroczność. W tym tomiku dzieje się wiele: Paddinton m.in. odwiedza dentystę, idzie do szkoły i sądu, wyjaśnia tajemnicę pewnego manekina, pokazuje jak należy dbać o zdrowie, stara się zarobić własne pieniądze (co łatwe nie jest) w końcu … ma i kłopoty. Ale te są przecież wpisane w jego życie. Ciekawy jest również drugi plan: angielska rzeczywistość, opisy codzienności na ulicach, w  różnych instytucjach, w kręgu rodzinnym.


Czytam sobie Paddintona, przypomina mi się pierwsze spotkanie z nim wiele lat temu. Paddington broi, broni się, dyskutuje, tłumaczy. Podśmiechuję się do siebie pod nosem. Przypomina mi się cytat z Gogola – I z kogo się śmiejecie? Z samych siebie się śmiejecie.  I coś w tym jest. Naprawdę, wierzcie mi.

Jeszcze na koniec taka informacja: na okładce widnieje zdjęcie Paddintona z filmu. To tylko zakładka, którą miłośnicy klasyki mogą zdjąć. Pod nią widnieje już ilustracja klasycznego Misia - którą ja osobiście bardziej lubię:) 

Wiek 5+

Wydawnictwo Znak

 

sobota, 17 lutego 2018
Lato Muminków (audiobook) - Tove Jansson/ czyta Krzysztof Kowalewski

Cudowną sprawą jest czytanie o lecie w samym środku zimy (nie zimy – haha, bo naszej zimie daleko choćby do takiej prawdziwej zimy Muminków). Przenieść się do czarodziejskiej krainy z ulubionymi bohaterami. Muminki można „pałaszować” nie zważając na chronologię wydawanych tomików. Chwytasz za książkę i od razu przenosisz się tam, dokąd chcesz.

Część letnia wcale letnia nie jest. Wręcz przeciwnie – jest upalna i gorąca od przygód. Wybuch wulkanu, powódź, rozdzielenie rodziny, tymczasowa utrata domu i całego dobytku – emocji jest mnóstwo. I nerwów, by nikomu nic się nie stało. Ale to tylko po stronie czytelnika – bo ze strony Muminków czekają nas jak zwykle: optymizm, spokój i rozwaga - i spora dawka humoru jak na całkiem spory zestaw nieszczęść. Tatuś Muminka znajduje nawet inspirację do pisania sztuki teatralnej. Oprócz „starych” bohaterów: Malej Mii, Włóczykija, Panny Migotki, Muminka są i nowe postacie jak dozorca parku i szczurzyca teatralna Emma. Wnoszą nową jakość do tekstu – przez co jest ciekawiej.

Interpretacja Krzysztofa Kowalewskiego pasuje do klimatu powieści i charakteru Muminków. Jest spokojnie, harmonijnie – przez blisko 3 godziny można pobyć w czarodziejskiej krainie, z dala od zgiełku i stresów dnia codziennego – dla małych i dużych.

Wiek 4+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

środa, 14 lutego 2018
Poczytaj mi mamo. Księga ósma - praca zbiorowa

Ósma odsłona kultowej serii „Poczytaj mi mamo”. I muszę przyznać, że za każdym razem otwarciu nowej książki towarzyszą spore emocje.  Bo przecież na tych książkach się wychowaliśmy – ja i moje rodzeństwo. Zilustrowane przez wybitnych polskich artystów: Wandę Orlińską, Jerzego Flisaka, Halinę Zakrzewską, Olgę Siemaszko, Mateusza Gawrysia, Annę Stylo-Ginter, Krystynę Michałowską (to właśnie ona zaprojektowała charakterystyczne znaczki serii „Poczytaj mi mamo). I oczywiście teksty, które nie tylko bawią, ale mądrze uczą w wielu aspektach codziennego życia.

Ze wszystkich tytułów zebranych w tym tomie najbliższy mi jest „Księżyc nad Warszawą” Hanny Łochockiej (ilustracje: Anna Stylo-Ginter). Czytana wielokrotnie przed laty pozwalała poznać stolicę od innej strony – nie podręcznikowej – w czasach gdy nie było Internetu to było COŚ. Potem po latach – już trochę starsza, szukałam z wypiekami na twarzy pomnika Jana Kilińskiego, kolumny Zygmunta, Zamku Królewskiego, Syrenki nad Wisłą.

(noc) „Zabrała księżyc pod pachę,

aby obdzielić stolicę,

wysrebrzyć nim dach za dachem,

okna malować księżycem”.

Chyba nie trzeba przedstawiać „Kaczki dziwaczki” (ilustracje: Olga Siemaszko) i „Kaczek” (ilustracje: Krystyna Michałowska)  Jana Brzechwy („Po podwórku chodzą kaczki…”). Teksty znane, śpiewane i recytowane z pamięci.

„Co liczy się naprawdę” – Zdzisława Nowaka (ilustracje: Wanda Orlińska). Spracowany śmiertelnie, ledwo żywy Salim wraca na swoim osiołku do domu. Po drodze trafia do bogacza Abbasa, który z okazji urodzin zaprasza gości na różne smakołyki. Głodny jak wilk stepowy Salim chce oczywiście skorzystać z okazji, ale napotyka na liczne przeszkody. Bo przecież kto wpuści takiego biedaka do domu? Ciekawe, co  z tej historii wyniknie.

Pewnie z przyjemnością przypomnicie sobie legendę „Pan Twardowski”  Artura Oppmana (ilustracje: Jerzy Flisak) – o polskim szlachcicu, który „pragnął posiąść wszystkie czarnoksięskie sztuki”. Będzie diabeł, karczma Rzym (słynne powiedzenie „ta karczma Rzymem się nazywa” – niekiedy kołatało mi w głowie – ale mole książkowe już tak mają), będzie porwanie Twardowskiego na księżyc – jakżeby inaczej.

„Bieg z przeszkodami” – to mniej znane opowiadanie Czesława Janczarskiego (ilustracje: Halina Zakrzewska), autora kultowego „Misia Uszatka”.  Temat na czasie, bo olimpiada w Pjongczangu trwa w najlepsze. A tu możecie poczytać o biegu z przeszkodami hucznie nazwanym „Olimpiadą w Zajączkowie”.

„Biuro paszportowe” Jerzego Kiersta (ilustracje: Olga Siemaszko) niesamowicie działało na wyobraźnię dziecka PRL-u. Po pierwsze cudnie wyjaśniała, co dzieje się z ptakami wędrownymi, które wyruszały późnym latem i wczesną jesienią w egzotyczne zamorskie podróże. Po drugie przywoływały obcobrzmiące pojęcia: paszport, wiza, formalności. Oj, były pytania do rodziców. I była tęsknota za światem, który był jednak baaardzo daleko.

„Placek zgody i pogody” – Joanna Papuzińska/ ilustracje: Mateusz Gawryś

Rodzice dziewczynki właśnie się pokłócili, są obrażeni na czym świat stoi, zadzierają nosy do góry i nie dostrzegają tego, że ich córka cierpi. I właśnie wtedy do akcji wkracza Głowogonek, który podpowiada siedmiolatce, jak pomóc rodzicom pokonać ich złość. Kluczem jest tytuł, ale niech i tu rozwiązanie będzie niespodzianką.

„Domek zapomnienia” Lucyna Krzemieniecka/ ilustracje: Jerzy Flisak

Polny skrzat ma wielu przyjaciół, korzy – jak to zwykle bywa – mają swoje troski i kłopoty. Skrzat zmęczonym tymi bolączkami postanawia zbudować domek zapomnienia: „Ja zapomnę tam o wszystkich, wszyscy niech zapomną o mnie”. Ale czy naprawdę skrzat zrobi się nieczuly na kłopoty innych?

„Kurczak” Małgorzata Musierowicz/ ilustracje: Wanda Orlińska

 Tytułowy Kurczak to chłopiec z zerówki, przezywany tak ze względu na swoją delikatna posturę ciała. Krótkie opowiadanie dotyka ważnej tematyki dokuczania innym. Płynie  z tej książki ważna nauka, że „Nikt nie jest lepszy od nikogo”.

Książki skierowane są do różnych grup wiekowych – dla każdego coś dobrego. Wiersze Brzechwy można czytać już najmłodszym maluchom. Książka może „rosnąć” z dzieckiem.

Wiek 3+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

 

czwartek, 11 stycznia 2018
Sceny z życia smoków - Beata Krupska/ il. Jacek Rupiński

czwartek, 15 czerwca 2017
Brzechwa dzieciom. Dzieła wszystkie. Pan Kleks - Jan Brzechwa

Akademia Pana Kleksa powstała podczas II wojny światowej. Za oknem było szaro, ponuro, niebezpiecznie, nieprzyjemnie.

„To była jakaś forma ucieczki przed rzeczywistością” – mówił Jan Brzechwa*. To świat, do którego uciekał autor. Może nie całkiem bezpieczny – ale było w nim miejsce na fantazję, marzenia, bajki. Zresztą w samej książce ponoć mnóstwo jest aluzji do II wojny światowej. Czyż nie przerażała Was horda wilków, o której opowiadał szpak Mateusz? Siała zgrozę w miasteczkach i wsiach, nie było na nią rady. Plądrowała, grabiła, mordowała. Nikt nie pomógł Mateuszowi, tak jak nikt nie pomógł Polsce w 1939 roku.


„Na koniec jednak wszystko jeszcze raz okazuje się baśnią. Okrutną, ale z dobrym zakończeniem. Szpak Mateusz zmienia się w „wytwornego pana w wieku lat czterdziestu, o włosach przyprószonych lekką siwizną”, czyli … Jana Brzechwę.

-Jestem autorem historii o Panu Kleksie – mówi elegancki pan. - Napisałem tę opowieść, gdyż ogromnie lubię opowieści fantastyczne i pisząc je, sam bawię się znakomicie.”*

 

Akademia Pana Kleksa to kawał świetnej literatury i dobrze się stało, że znalazła się w kanonie lektur szkolnych. To też moje najmilsze wspomnienie z dzieciństwa. Przygody Adasia Niezgódki i jego przyjaciół. I ta jedna myśl, która przed laty towarzyszyła mi podczas czytania – dlaczego ta sławna uczelnia była tylko dla chłopaków? Brzechwa w dzisiejszych czasach dostałby niezłego prztyczka w nos od feministek (śmiech). Mam przed sobą nowiutki, pachnący jeszcze farbą drukarską egzemplarz Naszej Księgarni. Książka wydana starannie, apetycznie. Zawiera w środku nie tylko „Akademię” ale i dwie dalsze części: Podróże pana Kleksa i Tryumf pana Kleksa. Mniej znane, ale również zasługujące na uwagę.

Książka swego czasu robiła furorę dzięki udanej adaptacji filmowej. Jednak – jak to zwykle w takich przypadkach bywa – książka oczywiście jest lepsza od filmu (nie odwołam).  Najnowsza wersja – z ilustracjami Marianny Sztymy, którą lubię za wiele ilustracji do innych tytułów. Na pewno ilustratorka zdawała sobie sprawę z tego, że podjęcie taaaakiego wyzwania, jakim jest stworzenie nowego wizerunku profesora Kleksa, to jest wyczyn nie lada. I że trzeba będzie zmierzyć się z opinią miłośników Szancerowego Kleksa. Tam – rozczochranego wariata – tutaj bardziej stonowanego, wyciszonego pana. Myślę, że Kleks pani Marianny ma szansę chwycić za serducho. Też z chochlikiem w oku, z zawadiackim uśmiechem, kolorowymi piegami spodoba się współczesnym – i dzieciom, i rodzicom, również tym, „skażonym" Szancerem.


Podróże Pana Kleksa i Tryumf pana Kleksa powstały już w czasach powojennych. Kolejno lata: 1961 i 1965. Podróże, w których sławny mędrzec, dziwak i podróżnik, uczeń wielkiego doktora Paj – Chi – Wo, założyciel słynnej Akademii, Ambroży Kleks wyrusza na spotkanie ku przygodzie. W dalekim kraju – Bajdocji jego mieszkańcy piszą białym atramentem na białym papierze. Nikt nie zna sposobu zapisywania bajek, a kiedy niestety zawodzi system supełkowy, cały kraj pogrąża się w żałobie. I właśnie wtedy przed Wielkim Bajarzem staje pan Kleks, który przekonuje go do wyprawy na trójmasztowcu „Apolinarym Mrku” (mieszkańcy nie zali litery „u”) w celu dotarcia do składników czarnej i białej barwy. Tryumf pana Kleksa to z kolei przygody w krainie: Alamakota. Moim zdaniem to najsłabsza z trzech części – choć na pewno warta poznania. Dużo tu miejsca na przygodę, wyobraźnię i …. filozofowanie.


Klasyka dla dzieci – z nowym wizerunkiem kultowego dla wielu bohatera. Czy dacie mu szansę? Sama, przyzwyczajona do wizerunku autorstwa Szancera, już teraz polubiłam Kleksa pani Marianny. A w samej grubaśnej książce znajdziecie tyle przygód, że starczy na całe wakacje. A może natchną one dzieci do wspaniałych zabaw, zniechęcą choć trochę do komputera?


*- cytaty pochodzą z książki Mariusza Urbanka – „Brzechwa nie dla dzieci”


Wiek  8+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

sobota, 03 czerwca 2017
Przygody kota Filemona - Marek Nejman, Sławomir Grabowski/ il. Julitta Karwowska-Wnuczak

 

Szare, bure i pstrokate

Wszystkie koty za pan brat.

Mają drogi swe i płoty

-po prostu koci świat!

 

Pamiętacie? Moje pokolenie, pewnie tak. Mnie w każdym razie łezka w oku się zakręciła. Kultowa bajka o czarnym Bonifacym, kochającym swój zapiecek, chwalipięcie jakich mało, takim kocim filozofie. I o Filomenie – małym białym kotku, z czarną plamką za uchem, naiwnym, ciekawskim i odważnym. Większość książek napisanych według kreskówek jest zazwyczaj na niskim poziomie. Powiem tak – ładnie wyglądają, ale czytać tego się nie da. Tymczasem Przygody są napisane starannym i barwnym językiem. Autorami są dwaj scenarzyści: Marek Nejman- można powiedzieć, ojciec kota Filomena i Sławomir Grabowski. Książkę zilustrowała Julitta Karwowska – Wnuczak, przy bajce odpowiedzialna za projekty plastyczne.

Takiej wsi, takiej chaty, w której żyją oba koty, w naszej okolicy już nie ma. Ale może gdzieś w Polsce… Dlatego warto sięgnąć po książkę już choćby dla odkrycia tego, co minęło. Zapiecek, wóz drabiniasty, gliniane dzbanki, puchowe pierzyny, ptactwo spacerujące dumnie po zagrodzie, płot ze sztachet, harcujące po izbie myszy, drewniane ławy, czy najprawdziwsza w świecie miotła. A przede wszystkim zapach dawnej wsi. Nie wiem, czy zdajecie sobie z tego sprawę. Wieś kiedyś pachniała inaczej. Rok temu razem z mężem mieliśmy coś w rodzaju dejavu. Wyjechaliśmy na zawody męża w Polskę i w przerwie między startami spacerowaliśmy po wiejskiej urokliwej okolicy. I nagle przechodząc koło pewnego domostwa, spojrzeliśmy automatycznie na siebie i razem stwierdziliśmy, że tak pachniała wieś naszych dziadków – i z mojej i z M. strony. Bez wielkohodowalnych zapachów, bez środków chemicznych, nawozów. I ja taką właśnie wieś odnajduję w tej książce. Książka z wielką czułością traktuje o tym, co polskie, zaprasza do odkrywania cudów świata, ale nie tego dalekiego, tylko świata na wyciągnięcie ręki. Są też polskie zwyczaje – Wielkanoc, Boże Narodzenie. Obok naszych bohaterów jest mnóstwo innych zwierząt, roślin, przedmiotów, które współtworzą ten koci świat. Są i przysłowia – już choćby to ulubione dziadkowe Masz babo placek, czy inne: Kto nie pracuje ten nie je, Żyć jak pies z kotem.

Książka zdecydowanie dla starszaków- rozdziały są dosyć długie, rozbudowane dialogi, z wyszukanym słownictwem, wymagają większej koncentracji. W książce znaleźliśmy 32 historie, które pochodzą z tomów Przygody Kota Filemona; Filemon i Bonifacy; Filemon, Bonifacy i Szczeniak. Powiem tak – jako dziecko bardziej lubiłam Filemona, za którym teraz przepada mój Tomek. Z wiekiem bliższy stał mi się Bonifacy – trochę leniwy, niezły maruda:) kochający wygody i ciepełko, z dystansem podchodzący do życia i doświadczony. Polecamy!

Wiek 5+ 

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

czwartek, 04 maja 2017
Cuda niewidy. Zagadki dla młodszych i starszych - Marianna Oklejak

 

Po „Cudach wiankach” kolejna książka Marianny Oklejak w ludowym klimacie. Tym razem zaskakująca opowieść o dwóch braciach szukających szczęścia w obcym świecie. Braciach, którzy po śmierci rodziców nie potrafią się ze sobą zgodzić. Kłócą się i kłócą. Trzeba znaleźć swoje miejsce na ziemi.  I wyruszają w podróż w poszukiwaniu szczęścia, w której towarzyszymy im my, czytelnicy. Dodajmy – z jednej strony podróż piękną, z drugiej niebezpieczną. Wojtek i Jasiek muszą przejść przez las, czarodziejski ogród, wioski, ukwiecone łąki, pola. Wędrują po gościńcu wiele dni.

Tu czai się diabeł Rokita w rosochatej wierzbie, tam straszna wiedźma. Tu dziwne drzwi, które należy otworzyć. Gdzie indziej znów bracia głowią się na rozstajach dróg, bo wybrać odpowiednią drogę – czy w lewo czy w prawo wcale łatwo nie jest. Wszędzie czekają na nich niespodzianki. By pójść dalej muszą  zmierzyć się z różnymi magicznymi postaciami: na ich drodze stają wiedźmy, diabeł, różne zwierzęta, wróżki. Muszą pokonać je sprytem, kreatywnością, wiedzą o świecie. Kolejny krok bracia mogą wykonać tylko wtedy, jeśli rozwiążą zagadkę. Pomóc mają im w tym najmłodsi szukając po kawałku chleba na drogę dla Jaśka i Wojtka, dalej – upierzonych ptaków, tłustych ślimaków dla ptaków, pierścienia innego niż wszystkie (a jest z czego wybierać, oj jest), grzybów, zwierząt skrytych za zasłoną zmroku, węży czających się w trawie, magicznego kwiatu paproci, klucza do drzwi, konika bez pary, drogi do lisiej nory.


Książka mnie zachwiała. Pewnie dlatego, że od dziecka lubię takie ludowe klimaty. Wychowana na starych piosenkach i przyśpiewkach, za jej sprawą trochę wracam do czasów dzieciństwa. Tutaj w klimacie starej ludowej baśni, książka Marianny Oklejak jest niczym opowieść mająca swój zamknięty początek i koniec. Bracia szukają swojego miejsca na ziemi. Odwieczne marzenie człowieka – odnaleźć szczęście. Prowadzi do niego wyboista i kręta droga, którą pięknie zilustrowała autorka. Marianna Oklejak garściami czerpie z kultury ludowej. Koniki, ptaszki, koguciki, pawie, motywy florystyczne, stroje ludowe, nawet takie drobiazgi jak malowane dzbany i firanki – wycinanki. Żywe i energetyczne kolory, ciekawe zestawienia czerni z innymi barwami. Mieszanka folku w nowoczesnym ujęciu w połączeniu ze starymi baśniami – przewijają się tu motywy kwiatu paproci, diabła skrytego w starej wierzbie, wiedźmy przemienionej w ropuchę, krasnoludków. Każda strona to inne motywy i kolejne zagadki do odgadnięcia.

Książka cieszy oko  małego i starszego czytelnika. Myślę, że każdy przeczyta ją po swojemu.  Dzieci ucieszą się mnóstwem zdań do wykonania. Dorośli pewnie zachwycą się ilustracjami. Mnogością motywów – może znanych z rodzinnych stron. A to rodzi wspomnienia:)


Wiek 5+

Wydawnictwo Egmont

poniedziałek, 20 lutego 2017
Baśnie - Hans Christian Andersen/ czyta Jerzy Stuhr

 

Zima jeszcze trwa, a najlepiej zimą smakują baśnie. To pora roku, gdy mamy więcej czasu dla siebie, dzieci, rodziny i znajomych. Ogród śpi, dni krótkie, w domu ciepło. Nic, tylko zatopić się w lekturze – a to czytając, to znów słuchając audiobooków. Baśnie Andersena - bo to one występują dziś w roli głównej w nowym tłumaczeniu Bogusławy Sochańskiej. Tłumaczka wróciła w swoim przekładzie do korzeni, do języka mówionego baśniopisarza. Faktycznie, porównując nowy przekład ze starymi wersjami (było ich naprawdę wiele), widać różnicę.

Sam Andersen napisał: „W stylu miało być słychać, że ktoś baśń opowiada, dlatego język musiał się zbliżać do powieści ustnej”. Za jego czasów tylko wybrane dzieci miały dostęp do książek. Bieda, panujący analfabetyzm sprawiały, że książkowe wersje znali nieliczni. Baśnie za to żyły swoim życiem: opowiadano je na spotkaniach towarzyskich, na rogach ulic inscenizując dla najmłodszych teatrzyki, baaa – specjalnie zapraszano autorów do bogatych domów, gdzie przed widownią popisywali się swoimi utworami. Sam Andersen wykorzystywał w tym swoje wycinanki, grę cieni.

Na pewno baśnie Andersena do najłatwiejszych nie należą. Mimo uwspółcześnionego przekładu stanowią jednak niemałą trudność w odbiorze w przypadku dzieci najmłodszych. Długie opisy, wyszukane słownictwo. Jest to wyzwanie nawet dla kogoś oczytanego, a przyzwyczajonego do współczesnej literatury dziecięcej (patrz ¾ dialogów i liche opisy). Dlatego wtedy właśnie świetnie sprawdzają się audiobooki albo wspólne rodzinne czytanie (to zdecydowanie lepsze, ale nie zawsze możliwe).

Audiobook zawiera 19 baśni – mniej i bardziej znanych: Latający kufer, Narzeczeni, Ojciec wie najlepiej, Wzgórze elfów, To pewna wiadomość, Krasnoludek u kupca, Księżniczka na ziarnku grochu, Calineczka, Głupi Jaś, Krzesiwo, Nowe szaty cesarza, Mały Klaus i duży Klaus, Świniopas, Śniegowy bałwan, Kwiaty małej Idy, Słowik, Brzydkie kaczątko, Pasterka i kominiarczyk, Dzielny cynowy żołnierzyk. Niektóre baśnie pewnie znacie pod innym tytułem: dla mnie (niekiedy niereformowalnej istoty) zwłaszcza ostatnia baśń zawsze będzie „Dzielnym ołowianym żołnierzem”.

Baśnie Andersena polubił zwłaszcza mój młodszy syn. Do jego ulubionych tytułów należą: „Nowe szaty cesarza” (zakończenie zawsze wywołuje tubalny i szczery śmiech – jak również zdziwienie, że dorośli tak łatwo dali się nabrać parze oszustów) i „Krzesiwo”. Zwłaszcza ta druga baśń często rozbrzmiewa w naszym domu. Pewnie ze względu na żołnierza – głównego bohatera.

Myślę, że do interpretacji Jerzego Stuhra namawiać nie trzeba. Jego gra głosem sprawia, że nagle zaczyna robić się ludno od postaci. Łatwo rozróżnić charczącą wiedźmę, hardego żołnierza, niepewny głos ministra, który zastanawia się, czy na rozłożonych krosnach aby na pewno widzi delikatną tkaninę na szatę cesarza.  

Czy namówiłam was do baśniowych rodzinnych wieczorów?

Czas nagrania 4 godziny 20 minut

Wiek 5+

Wydawnictwo Media Rodzina

środa, 25 stycznia 2017
Miś Uszatek - Czesław Janczarski/ il. Zbigniew Rychlicki

 

Dziecięce serducha są niesamowite. Starcza w nich miejsca na miłość dla wszystkich misiów tego świata. Zastanawiam się, czy jest jeszcze ktoś, kogo nasze maluchy obdarzyły taką wielką, bezgraniczną, altruistyczną miłością. Miłością, która aż kipi od emocji, parzy wręcz. W dodatku trudno mówić tu o jakichkolwiek kryteriach tej miłości - każdy miś jest inny, ma odmienny charakter, inaczej wygląda. Jedne mają mniejszy inne troszkę większy apetyt, jedne mądre, inne przemądrzałe, a inne to reprezentanci gatunku o bardzo małym rozumku. Są piękne i wywołują w nas jedynie ciepłe uczucia. A wszystko w myśl hasła - Wszystkie misie są nasze i należy je kochać.


Bo czemu nie lwy, czemu nie słonie, hipopotamy, zebry, kangury? Pojedyncze, podwójne, ba, potrójne egzemplarze, to i owszem, zdobyły popularność ale sami przyznacie, że miśki i tak biją cały zwierzyniec o głowę i najbardziej na świecie kojarzą się z dzieciństwem. Co więcej, niektóre stały się ambasadorami krajów swojego pochodzenia. Puchatek, Paddington – mroczne zakątki Peru/ Anglia, Coralgol – Francja, Miś Kuleczka – Rosja, Miś Uszatek – Polska.


Jestem ciekawa, czy ktoś wie, dlaczego Miś Uszatek ma oklapnięte uszko? Przyznaję się, ja nie wiedziałam. Szukajcie odpowiedzi w „Misu Uszatku”. To kultowa książka, z ilustracjami Zbigniewa Rychlickiego. Krótkie opowiastki o przygodach pewnego misia ze sklepu z zabawkami i jego przyjaciół. O tym, co się dzieje wokół nas - o mrozie na szybach, bałwanku, bocianie, śmigusie-dyngusie, pociągu, cyrku, dzięciole, spadających liściach. W krótkich historyjkach dzieci znajdą odpowiedzi na tyle nurtujących pytań. W starych, liczących ponad 50 lat opowiadaniach, ukrytych jest wiele prawd – jak choćby te, że warto mieć przyjaciół, że do szczęścia wiele nie trzeba, a zachwycić może mała biedronka i czerwone nogi bociana. W dodatku książka inspiruje i zachęca dzieci do zabawy. Latawiec, hulajnoga, polewanie się wodą, chlapanie w deszczu, pociąg, pieczenie ciasta, saneczki, konik na biegunach, lepienie bałwana. Jakże inne zabawy i zainteresowania – niż komputer, tablet, telewizor.


Jubileuszowe wydanie opowiadań o Misiu Uszatku – niedźwiadku z klapniętym uszkiem. Niniejszy zbiór zawiera „ Przygody i wędrówki Misia Uszatka”, „Nowi przyjaciele Misia Uszatka” i „Gromadka Misia Uszatka”. Interesujący wstęp Małgorzaty Strękowskiej-Zaremby o perypetiach misia w filmie i książkach – w Polsce i za granicą. Kultowe ilustracje Zbigniewa Rychlickiego – przygodowe, w ruchu, wesołe. Krótkie historyjki z gromadką wiernych przyjaciół: Zajączek, Kruczek, Kogucik, Różowy Ryjek. 


Wiek 3+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 14