Archiwum
Zakładki:
Dla dzieci
Lubimy czytać:) Książki ustawiam na półkach według kategorii: półeczka maluchów, starszaków, 6-10, 10+, półeczka młodzieży i rodziców. Wszystko w tagach
Autorzy i ilustratorzy książek
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
O książkach dla dzieci
Szablon blogu
Tutaj piszę o książkach
Wydawnictwa, z którymi współpracuję
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli
czwartek, 15 czerwca 2017
Brzechwa dzieciom. Dzieła wszystkie. Pan Kleks - Jan Brzechwa

Akademia Pana Kleksa powstała podczas II wojny światowej. Za oknem było szaro, ponuro, niebezpiecznie, nieprzyjemnie.

„To była jakaś forma ucieczki przed rzeczywistością” – mówił Jan Brzechwa*. To świat, do którego uciekał autor. Może nie całkiem bezpieczny – ale było w nim miejsce na fantazję, marzenia, bajki. Zresztą w samej książce ponoć mnóstwo jest aluzji do II wojny światowej. Czyż nie przerażała Was horda wilków, o której opowiadał szpak Mateusz? Siała zgrozę w miasteczkach i wsiach, nie było na nią rady. Plądrowała, grabiła, mordowała. Nikt nie pomógł Mateuszowi, tak jak nikt nie pomógł Polsce w 1939 roku.


„Na koniec jednak wszystko jeszcze raz okazuje się baśnią. Okrutną, ale z dobrym zakończeniem. Szpak Mateusz zmienia się w „wytwornego pana w wieku lat czterdziestu, o włosach przyprószonych lekką siwizną”, czyli … Jana Brzechwę.

-Jestem autorem historii o Panu Kleksie – mówi elegancki pan. - Napisałem tę opowieść, gdyż ogromnie lubię opowieści fantastyczne i pisząc je, sam bawię się znakomicie.”*

 

Akademia Pana Kleksa to kawał świetnej literatury i dobrze się stało, że znalazła się w kanonie lektur szkolnych. To też moje najmilsze wspomnienie z dzieciństwa. Przygody Adasia Niezgódki i jego przyjaciół. I ta jedna myśl, która przed laty towarzyszyła mi podczas czytania – dlaczego ta sławna uczelnia była tylko dla chłopaków? Brzechwa w dzisiejszych czasach dostałby niezłego prztyczka w nos od feministek (śmiech). Mam przed sobą nowiutki, pachnący jeszcze farbą drukarską egzemplarz Naszej Księgarni. Książka wydana starannie, apetycznie. Zawiera w środku nie tylko „Akademię” ale i dwie dalsze części: Podróże pana Kleksa i Tryumf pana Kleksa. Mniej znane, ale również zasługujące na uwagę.

Książka swego czasu robiła furorę dzięki udanej adaptacji filmowej. Jednak – jak to zwykle w takich przypadkach bywa – książka oczywiście jest lepsza od filmu (nie odwołam).  Najnowsza wersja – z ilustracjami Marianny Sztymy, którą lubię za wiele ilustracji do innych tytułów. Na pewno ilustratorka zdawała sobie sprawę z tego, że podjęcie taaaakiego wyzwania, jakim jest stworzenie nowego wizerunku profesora Kleksa, to jest wyczyn nie lada. I że trzeba będzie zmierzyć się z opinią miłośników Szancerowego Kleksa. Tam – rozczochranego wariata – tutaj bardziej stonowanego, wyciszonego pana. Myślę, że Kleks pani Marianny ma szansę chwycić za serducho. Też z chochlikiem w oku, z zawadiackim uśmiechem, kolorowymi piegami spodoba się współczesnym – i dzieciom, i rodzicom, również tym, „skażonym" Szancerem.


Podróże Pana Kleksa i Tryumf pana Kleksa powstały już w czasach powojennych. Kolejno lata: 1961 i 1965. Podróże, w których sławny mędrzec, dziwak i podróżnik, uczeń wielkiego doktora Paj – Chi – Wo, założyciel słynnej Akademii, Ambroży Kleks wyrusza na spotkanie ku przygodzie. W dalekim kraju – Bajdocji jego mieszkańcy piszą białym atramentem na białym papierze. Nikt nie zna sposobu zapisywania bajek, a kiedy niestety zawodzi system supełkowy, cały kraj pogrąża się w żałobie. I właśnie wtedy przed Wielkim Bajarzem staje pan Kleks, który przekonuje go do wyprawy na trójmasztowcu „Apolinarym Mrku” (mieszkańcy nie zali litery „u”) w celu dotarcia do składników czarnej i białej barwy. Tryumf pana Kleksa to z kolei przygody w krainie: Alamakota. Moim zdaniem to najsłabsza z trzech części – choć na pewno warta poznania. Dużo tu miejsca na przygodę, wyobraźnię i …. filozofowanie.


Klasyka dla dzieci – z nowym wizerunkiem kultowego dla wielu bohatera. Czy dacie mu szansę? Sama, przyzwyczajona do wizerunku autorstwa Szancera, już teraz polubiłam Kleksa pani Marianny. A w samej grubaśnej książce znajdziecie tyle przygód, że starczy na całe wakacje. A może natchną one dzieci do wspaniałych zabaw, zniechęcą choć trochę do komputera?


*- cytaty pochodzą z książki Mariusza Urbanka – „Brzechwa nie dla dzieci”


Wiek  8+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

sobota, 03 czerwca 2017
Przygody kota Filemona - Marek Nejman, Sławomir Grabowski/ il. Julitta Karwowska-Wnuczak

 

Szare, bure i pstrokate

Wszystkie koty za pan brat.

Mają drogi swe i płoty

-po prostu koci świat!

 

Pamiętacie? Moje pokolenie, pewnie tak. Mnie w każdym razie łezka w oku się zakręciła. Kultowa bajka o czarnym Bonifacym, kochającym swój zapiecek, chwalipięcie jakich mało, takim kocim filozofie. I o Filomenie – małym białym kotku, z czarną plamką za uchem, naiwnym, ciekawskim i odważnym. Większość książek napisanych według kreskówek jest zazwyczaj na niskim poziomie. Powiem tak – ładnie wyglądają, ale czytać tego się nie da. Tymczasem Przygody są napisane starannym i barwnym językiem. Autorami są dwaj scenarzyści: Marek Nejman- można powiedzieć, ojciec kota Filomena i Sławomir Grabowski. Książkę zilustrowała Julitta Karwowska – Wnuczak, przy bajce odpowiedzialna za projekty plastyczne.

Takiej wsi, takiej chaty, w której żyją oba koty, w naszej okolicy już nie ma. Ale może gdzieś w Polsce… Dlatego warto sięgnąć po książkę już choćby dla odkrycia tego, co minęło. Zapiecek, wóz drabiniasty, gliniane dzbanki, puchowe pierzyny, ptactwo spacerujące dumnie po zagrodzie, płot ze sztachet, harcujące po izbie myszy, drewniane ławy, czy najprawdziwsza w świecie miotła. A przede wszystkim zapach dawnej wsi. Nie wiem, czy zdajecie sobie z tego sprawę. Wieś kiedyś pachniała inaczej. Rok temu razem z mężem mieliśmy coś w rodzaju dejavu. Wyjechaliśmy na zawody męża w Polskę i w przerwie między startami spacerowaliśmy po wiejskiej urokliwej okolicy. I nagle przechodząc koło pewnego domostwa, spojrzeliśmy automatycznie na siebie i razem stwierdziliśmy, że tak pachniała wieś naszych dziadków – i z mojej i z M. strony. Bez wielkohodowalnych zapachów, bez środków chemicznych, nawozów. I ja taką właśnie wieś odnajduję w tej książce. Książka z wielką czułością traktuje o tym, co polskie, zaprasza do odkrywania cudów świata, ale nie tego dalekiego, tylko świata na wyciągnięcie ręki. Są też polskie zwyczaje – Wielkanoc, Boże Narodzenie. Obok naszych bohaterów jest mnóstwo innych zwierząt, roślin, przedmiotów, które współtworzą ten koci świat. Są i przysłowia – już choćby to ulubione dziadkowe Masz babo placek, czy inne: Kto nie pracuje ten nie je, Żyć jak pies z kotem.

Książka zdecydowanie dla starszaków- rozdziały są dosyć długie, rozbudowane dialogi, z wyszukanym słownictwem, wymagają większej koncentracji. W książce znaleźliśmy 32 historie, które pochodzą z tomów Przygody Kota Filemona; Filemon i Bonifacy; Filemon, Bonifacy i Szczeniak. Powiem tak – jako dziecko bardziej lubiłam Filemona, za którym teraz przepada mój Tomek. Z wiekiem bliższy stał mi się Bonifacy – trochę leniwy, niezły maruda:) kochający wygody i ciepełko, z dystansem podchodzący do życia i doświadczony. Polecamy!

Wiek 5+ 

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

czwartek, 04 maja 2017
Cuda niewidy. Zagadki dla młodszych i starszych - Marianna Oklejak

 

Po „Cudach wiankach” kolejna książka Marianny Oklejak w ludowym klimacie. Tym razem zaskakująca opowieść o dwóch braciach szukających szczęścia w obcym świecie. Braciach, którzy po śmierci rodziców nie potrafią się ze sobą zgodzić. Kłócą się i kłócą. Trzeba znaleźć swoje miejsce na ziemi.  I wyruszają w podróż w poszukiwaniu szczęścia, w której towarzyszymy im my, czytelnicy. Dodajmy – z jednej strony podróż piękną, z drugiej niebezpieczną. Wojtek i Jasiek muszą przejść przez las, czarodziejski ogród, wioski, ukwiecone łąki, pola. Wędrują po gościńcu wiele dni.

Tu czai się diabeł Rokita w rosochatej wierzbie, tam straszna wiedźma. Tu dziwne drzwi, które należy otworzyć. Gdzie indziej znów bracia głowią się na rozstajach dróg, bo wybrać odpowiednią drogę – czy w lewo czy w prawo wcale łatwo nie jest. Wszędzie czekają na nich niespodzianki. By pójść dalej muszą  zmierzyć się z różnymi magicznymi postaciami: na ich drodze stają wiedźmy, diabeł, różne zwierzęta, wróżki. Muszą pokonać je sprytem, kreatywnością, wiedzą o świecie. Kolejny krok bracia mogą wykonać tylko wtedy, jeśli rozwiążą zagadkę. Pomóc mają im w tym najmłodsi szukając po kawałku chleba na drogę dla Jaśka i Wojtka, dalej – upierzonych ptaków, tłustych ślimaków dla ptaków, pierścienia innego niż wszystkie (a jest z czego wybierać, oj jest), grzybów, zwierząt skrytych za zasłoną zmroku, węży czających się w trawie, magicznego kwiatu paproci, klucza do drzwi, konika bez pary, drogi do lisiej nory.


Książka mnie zachwiała. Pewnie dlatego, że od dziecka lubię takie ludowe klimaty. Wychowana na starych piosenkach i przyśpiewkach, za jej sprawą trochę wracam do czasów dzieciństwa. Tutaj w klimacie starej ludowej baśni, książka Marianny Oklejak jest niczym opowieść mająca swój zamknięty początek i koniec. Bracia szukają swojego miejsca na ziemi. Odwieczne marzenie człowieka – odnaleźć szczęście. Prowadzi do niego wyboista i kręta droga, którą pięknie zilustrowała autorka. Marianna Oklejak garściami czerpie z kultury ludowej. Koniki, ptaszki, koguciki, pawie, motywy florystyczne, stroje ludowe, nawet takie drobiazgi jak malowane dzbany i firanki – wycinanki. Żywe i energetyczne kolory, ciekawe zestawienia czerni z innymi barwami. Mieszanka folku w nowoczesnym ujęciu w połączeniu ze starymi baśniami – przewijają się tu motywy kwiatu paproci, diabła skrytego w starej wierzbie, wiedźmy przemienionej w ropuchę, krasnoludków. Każda strona to inne motywy i kolejne zagadki do odgadnięcia.

Książka cieszy oko  małego i starszego czytelnika. Myślę, że każdy przeczyta ją po swojemu.  Dzieci ucieszą się mnóstwem zdań do wykonania. Dorośli pewnie zachwycą się ilustracjami. Mnogością motywów – może znanych z rodzinnych stron. A to rodzi wspomnienia:)


Wiek 5+

Wydawnictwo Egmont

poniedziałek, 20 lutego 2017
Baśnie - Hans Christian Andersen/ czyta Jerzy Stuhr

 

Zima jeszcze trwa, a najlepiej zimą smakują baśnie. To pora roku, gdy mamy więcej czasu dla siebie, dzieci, rodziny i znajomych. Ogród śpi, dni krótkie, w domu ciepło. Nic, tylko zatopić się w lekturze – a to czytając, to znów słuchając audiobooków. Baśnie Andersena - bo to one występują dziś w roli głównej w nowym tłumaczeniu Bogusławy Sochańskiej. Tłumaczka wróciła w swoim przekładzie do korzeni, do języka mówionego baśniopisarza. Faktycznie, porównując nowy przekład ze starymi wersjami (było ich naprawdę wiele), widać różnicę.

Sam Andersen napisał: „W stylu miało być słychać, że ktoś baśń opowiada, dlatego język musiał się zbliżać do powieści ustnej”. Za jego czasów tylko wybrane dzieci miały dostęp do książek. Bieda, panujący analfabetyzm sprawiały, że książkowe wersje znali nieliczni. Baśnie za to żyły swoim życiem: opowiadano je na spotkaniach towarzyskich, na rogach ulic inscenizując dla najmłodszych teatrzyki, baaa – specjalnie zapraszano autorów do bogatych domów, gdzie przed widownią popisywali się swoimi utworami. Sam Andersen wykorzystywał w tym swoje wycinanki, grę cieni.

Na pewno baśnie Andersena do najłatwiejszych nie należą. Mimo uwspółcześnionego przekładu stanowią jednak niemałą trudność w odbiorze w przypadku dzieci najmłodszych. Długie opisy, wyszukane słownictwo. Jest to wyzwanie nawet dla kogoś oczytanego, a przyzwyczajonego do współczesnej literatury dziecięcej (patrz ¾ dialogów i liche opisy). Dlatego wtedy właśnie świetnie sprawdzają się audiobooki albo wspólne rodzinne czytanie (to zdecydowanie lepsze, ale nie zawsze możliwe).

Audiobook zawiera 19 baśni – mniej i bardziej znanych: Latający kufer, Narzeczeni, Ojciec wie najlepiej, Wzgórze elfów, To pewna wiadomość, Krasnoludek u kupca, Księżniczka na ziarnku grochu, Calineczka, Głupi Jaś, Krzesiwo, Nowe szaty cesarza, Mały Klaus i duży Klaus, Świniopas, Śniegowy bałwan, Kwiaty małej Idy, Słowik, Brzydkie kaczątko, Pasterka i kominiarczyk, Dzielny cynowy żołnierzyk. Niektóre baśnie pewnie znacie pod innym tytułem: dla mnie (niekiedy niereformowalnej istoty) zwłaszcza ostatnia baśń zawsze będzie „Dzielnym ołowianym żołnierzem”.

Baśnie Andersena polubił zwłaszcza mój młodszy syn. Do jego ulubionych tytułów należą: „Nowe szaty cesarza” (zakończenie zawsze wywołuje tubalny i szczery śmiech – jak również zdziwienie, że dorośli tak łatwo dali się nabrać parze oszustów) i „Krzesiwo”. Zwłaszcza ta druga baśń często rozbrzmiewa w naszym domu. Pewnie ze względu na żołnierza – głównego bohatera.

Myślę, że do interpretacji Jerzego Stuhra namawiać nie trzeba. Jego gra głosem sprawia, że nagle zaczyna robić się ludno od postaci. Łatwo rozróżnić charczącą wiedźmę, hardego żołnierza, niepewny głos ministra, który zastanawia się, czy na rozłożonych krosnach aby na pewno widzi delikatną tkaninę na szatę cesarza.  

Czy namówiłam was do baśniowych rodzinnych wieczorów?

Czas nagrania 4 godziny 20 minut

Wiek 5+

Wydawnictwo Media Rodzina

środa, 25 stycznia 2017
Miś Uszatek - Czesław Janczarski/ il. Zbigniew Rychlicki

 

Dziecięce serducha są niesamowite. Starcza w nich miejsca na miłość dla wszystkich misiów tego świata. Zastanawiam się, czy jest jeszcze ktoś, kogo nasze maluchy obdarzyły taką wielką, bezgraniczną, altruistyczną miłością. Miłością, która aż kipi od emocji, parzy wręcz. W dodatku trudno mówić tu o jakichkolwiek kryteriach tej miłości - każdy miś jest inny, ma odmienny charakter, inaczej wygląda. Jedne mają mniejszy inne troszkę większy apetyt, jedne mądre, inne przemądrzałe, a inne to reprezentanci gatunku o bardzo małym rozumku. Są piękne i wywołują w nas jedynie ciepłe uczucia. A wszystko w myśl hasła - Wszystkie misie są nasze i należy je kochać.


Bo czemu nie lwy, czemu nie słonie, hipopotamy, zebry, kangury? Pojedyncze, podwójne, ba, potrójne egzemplarze, to i owszem, zdobyły popularność ale sami przyznacie, że miśki i tak biją cały zwierzyniec o głowę i najbardziej na świecie kojarzą się z dzieciństwem. Co więcej, niektóre stały się ambasadorami krajów swojego pochodzenia. Puchatek, Paddington – mroczne zakątki Peru/ Anglia, Coralgol – Francja, Miś Kuleczka – Rosja, Miś Uszatek – Polska.


Jestem ciekawa, czy ktoś wie, dlaczego Miś Uszatek ma oklapnięte uszko? Przyznaję się, ja nie wiedziałam. Szukajcie odpowiedzi w „Misu Uszatku”. To kultowa książka, z ilustracjami Zbigniewa Rychlickiego. Krótkie opowiastki o przygodach pewnego misia ze sklepu z zabawkami i jego przyjaciół. O tym, co się dzieje wokół nas - o mrozie na szybach, bałwanku, bocianie, śmigusie-dyngusie, pociągu, cyrku, dzięciole, spadających liściach. W krótkich historyjkach dzieci znajdą odpowiedzi na tyle nurtujących pytań. W starych, liczących ponad 50 lat opowiadaniach, ukrytych jest wiele prawd – jak choćby te, że warto mieć przyjaciół, że do szczęścia wiele nie trzeba, a zachwycić może mała biedronka i czerwone nogi bociana. W dodatku książka inspiruje i zachęca dzieci do zabawy. Latawiec, hulajnoga, polewanie się wodą, chlapanie w deszczu, pociąg, pieczenie ciasta, saneczki, konik na biegunach, lepienie bałwana. Jakże inne zabawy i zainteresowania – niż komputer, tablet, telewizor.


Jubileuszowe wydanie opowiadań o Misiu Uszatku – niedźwiadku z klapniętym uszkiem. Niniejszy zbiór zawiera „ Przygody i wędrówki Misia Uszatka”, „Nowi przyjaciele Misia Uszatka” i „Gromadka Misia Uszatka”. Interesujący wstęp Małgorzaty Strękowskiej-Zaremby o perypetiach misia w filmie i książkach – w Polsce i za granicą. Kultowe ilustracje Zbigniewa Rychlickiego – przygodowe, w ruchu, wesołe. Krótkie historyjki z gromadką wiernych przyjaciół: Zajączek, Kruczek, Kogucik, Różowy Ryjek. 


Wiek 3+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

 

sobota, 14 stycznia 2017
Brzechwa dzieciom. Dzieła wszystkie. Wiersze.

Do czytania wierszy Brzechwy specjalnie zachęcać nie trzeba. Baaaa, co ja piszę? -Też mi coś - "do czytania". Wielu zna je wręcz na pamięć. Pamiętam mojego tatę, który swoim wnukom cytował z pamięci: "Na Wyspach Bergamutach", "Zoo".

Cudne są te wiersze, na których wychowuje się kolejne pokolenie. W tej książce znajdziecie zbiór (ponoć) wszystkich wierszy, jakie tylko Jan Brzechwa napisał dla dzieci. Są wśród nich te najpopularniejsze, które i mi towarzyszyły w dzieciństwie. I oczywiście mniej znane utwory- choć czytając je, zastanawiałam się, dlaczego jedne z nich chwyciły za serce od razu, urzekły, wpadły w ucho, przez co stały się niesamowicie popularne. Inne - mniej. Ale i one mają mnóstwo uroku.

 

W "Kruku i krowie" znajdziecie odpowiedź na pytanie "dlaczego krowę nazwano krową". "Kot" to pretensje przemiłego futrzaka skierowane do Autora, że do tej pory nie napisał niczego o tygryskowym zwierzęciu. Przy lekturze "Nudów" wcale nudno nie jest. "Kapce" za to uzmysławiają , że wcale nie tak łatwo kupić kapcioszki dla babci. Szóstka w "Szóstce oszustce" ma niesamowite przygody. A znaki przestankowe: myślnik, dwukropek, średnik, kropka mają swoje problemy. "Dwie gaduły" to rodzajowa scenka z miasteczka, która mogła zdarzyć się wszędzie i zawsze.


Brzechwa w swych wierszach rozśmiesza, bawi się słowem, prowadzi do ciekawego i zaskakującego punktu kulminacyjnego. Wykorzystuje potencjał słowa, jego różnorakich znaczeń. Pokazuje tym samym możliwości rodzimej mowy. Nie każdy tak potrafi żonglować słowem, nie każdy. Ale Brzechwa to mistrz słowa. 


Techniczna strona języka to jedno, znaczeniowa - drugie. Natomiast jest też trzeci aspekt wierszy poety - wprowadzanie dziecka w świat cudów, gdzie niemożliwe staje się możliwe. W bajkowe klimaty, do królestwa, w którym król "pijał mleko i jadał dużo kaszy". Do zoo - gdzie małpy, zebra, renifer, krokodyl. Brzechwa dostrzegał w każdym potencjał do stania się bohaterem - choć czterowersowym. Po lekturze tej książce zwykła igła z nitką już nigdy nie będzie zwykłą igłą z nitką. Pięknie wydana, ze świetnymi ilustracjami Artura Gulewicza. Zresztą popatrzcie sami.


Wiek 3+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia 

piątek, 30 grudnia 2016
Poczytaj mi mamo. Księga siódma - praca zbiorowa

 

Księga siódma kultowej serii „Poczytaj mi mamo”. Jednak zanim pojawiły się grube księgi – pięknie wydane, w twardych oprawach (Pierwsza księga – wydana w 2010r.), każda z 10 tytułami w  środku, były malutkie kwadratowe książeczki.

Każda z nich stanowiła odrębną całość. Każda osobno do kupienia . Tutaj zebrane w całość i takie tytuły do literackiego smakowania:

- Ten dziwny Eryk – Danuta Wawiłow, ilustracje: Maria Uszacka

Co się dzieje w przedszkolnej grupie, gdy nagle pojawia się nowy? Na dodatek nieznośny i złośliwy. Ale czy to do końca tylko jego wina?

-Dlaczego nagle pada deszcz – Ryszard Marek Groński, ilustracje Danuta Konwicka

Czy można odpowiedzieć na to pytanie? I co się dzieje, gdy nagle krople zaczynają padać na głowę przewodniczącego, pani Janki, pana kioskarza, pani Hortensji, pana Andrzeja? „Może w tej chwili, małej jak kropla, spełnia się czyjeś WIELKIE MARZENIE”.

-Pałac, którego nie było – Zdzisław Nowak, ilustracje Mirosław Pokora

Opowiastka o władcy Buchary uczy, ze pomysł bez sensu nikomu nie przynoszą pożytku. By się o tym przekonać warto prześledzić budowę pewnego pałacu na niebie.

-Bracia Miesiące – Ewa Szelburg-Zarembina, ilustracje Zdzisław Witwicki

Krótkie wierszyki o poszczególnych miesiącach. Jest akurat grudzień, więc przytaczam tekst właśnie o nim:

Biegnie żwawy Grudzień

Z brzękiem łyżew, nart;

-Dalej za mną, dzieci!

Kto żyw – ten na start!

Jak mi żal takich zim, jakie są przedstawione w tej książeczce.

-Gorąca skorupa – Danuta Wawiłow, ilustracje Hanna Czajkowska

Codzienność przedszkolaków, przeplatana łobuzowaniem, zabawą, opowiadaniem ciekawych historii. Wawiłow bardziej znana jako poetka, tutaj w krótkim opowiadaniu pokazuje dziecięcy świat.

-Legenda  o Złotej Kaczce – Barbara Lewandowska, ilustracje Krystyna Michałowska

Jedna z wielu wersji legend warszawskich. Tym razem niejaki Kasper chce odnaleźć skarby strzeżone przez Złotą Kaczkę.

-Poczytaj mi - Barbara Lewandowska, ilustracje Bohdan Butenko

Czy zapracowana mama znajdzie czas, by poczytać córce Kasi? A może siostra dziewczynki? Albo brat? A może warto samemu nauczyć się literek?

-Legenda o tarczy i mieczu – Hanna Łochocka, ilustracje Anna Stylo-Ginter

Warsz i Sawa – zgodne małżeństwo, prowadzą nad Wisłą gospodę dla podróżnych. W rzece harcuje mała syrenka. Pewnego dnia bałwany porywają jej przyjaciółkę rybkę. Syrenka spieszy na pomoc. Jaki prezent otrzyma od króla Bałtyku?

-Samo się – Jadwiga jasny

Wcale nie tak łatwo pomagać. Nawet wtedy, gdy jest się przekonanym, że wszystko potrafi się zrobić jak najlepiej. A tu śmietana się wylała, kubek w kwiatki się stłukł, rozlała się woda. Czy to aby na pewno samo się zrobiło?

-Tygrys na osiem pięter – Barbara Lewandowska, ilustracje Bohdan Butenko

Tak się kończą magiczne zabawy. Stało się. Z cylindra zamiast sałaty wyskoczył … tygrys. Od momentu jego pojawienia się życie mieszkańców w pewnym bloku diametralnie się zmieniło. Wszystkim pojawienie się tego zwierzaka wyszło na dobre. A dlaczego?

Wiek 4-99

Wydawnictwo Nasza Księgarnia 

piątek, 11 listopada 2016
Fistaszki zebrane 1977-1978 - Charles M. Schulz

„Fistaszki” wielu z mojego pokolenia nie zostawią obojętnym. Mamy takie swoje fistaszkowe prywatne wspomnienia. Moja pierwsza wersja komiksu była cieniutka. Z dużym zaangażowaniem pokolorowałam też charakterystyczne czarno–białe ilustracje, bo wychodziłam z założenia, że takie wcale być nie powinny i że to wynikało raczej z PRL-owskiego skąpstwa farby drukarskiej dla wydawcy niźli z wyższej konieczności. Dopiero po latach dotarło do mnie, że oryginalne „Fistaszki” właśnie takie mają być. Może spowodowała to kolorowa już tym razem kreskówka zaprezentowana jednorazowo w ramach DKF-u w naszym miasteczkowym domu kultury? Nie wiem. Powiew Zachodu na prowincji dzięki niepozornej książce. A to Charles by się zdziwił.  

O swoich Fistaszkach akurat w tym tomie opowiada we wstępie Andrzej Poniedzielski. Dalej to już 314 stron charakterystycznych paseczków z lat 1977-1978. Charlie Brown, Lucy, Patty, umuzykalniony Schroeder, Linus, Snoopy. Z tekstem i bez. Całkiem krótkie, i całe serie na całą stronę i dłuższe. Zabawy dzieciaków, w których czasem można zobaczyć siebie – ze wszystkimi wadami i przywarami. Humor, czasem nie do ogarnięcia przez młodsze pokolenie, scenki, do których zrozumienia czasem potrzebna jest wiedza z zakresu polityki czy kultury. Przypuszczam, że w dzisiejszych czasach bohaterowie komiksu byliby ukazani inaczej. Nie spędzaliby tyle czasu na dworze - zwrócę uwagę na fakt, że nie straszna im zła pogoda: śnieg czy deszcz. Pewnie częściej występowaliby ze współczesnymi gadżetami, których nazw nawet nie jestem w  tej chwili zacytować. „Fistaszki” to niezwykle ciekawy obraz społeczny – to świat, którego już nie ma. Pomijam całe tło przeszłości – np. czarne telefony z tarczą itp. To też cudowne wchodzenie w częste interakcje z rówieśnikami: bez wtrącania się dorosłych, rozwiązywanie problemów po swojemu, mówienie o nich, spędzanie razem wolego czasu, rozwijanie wspólnych zainteresowań. Widząc teraz często puste podwórka i ulice – bez bawiących się dzieci, które są – a jakże pochowane po domach przed monitorami miałabym wielką ochotę pokazać im świat naszego dzieciństwa – z prostymi zabawami, konkretnymi zasadami postępowania. Nie oglądaliby slajdów, ale sięgaliby po aparaty cyfrowe i komputery. Przełączaliby kanały pilotem. Bo Fistaszki to też, a może i przede wszystkim, obraz zmieniającej się rzeczywistości.

Andrzej Poniedzielski wspomina:

Fistaszkowe filmiki nie są długie. Kilka obrazków – klatek. Zaabsorbowanie odbiorcy – na chwilę. Fistaszki nie wyciągają ręki po obszerne fragmenty mojego czasu. Zdają się mówić: „Przystań na chwilę”. „Zastanów się” Albo właśnie: „Nie zastanawiaj się. Jest tyle ludzi i obszarów twojego życia wymagających zastanowienia. Odetchnij przy nas. My nie jesteśmy filozofią. My filozofujemy. A nawet filozujemy jedynie”.

Z Fistaszkami w naszym domu jest tak. Co rusz wyciąga je ktoś z regału – bo budzą ciekawość. Poszczególne tomy mają nietypowy grubaśny i podłużny kształt. Od razu rzucają się w oczy. Nie czyta się ich ot tak – od razu. Delektuje się nimi. I – tak jak te konkretne i prawdziwe peanuts – strasznie wciągają. Niby chce się przeczytać tylko jedną stronę (niby chce się zjeść tylko trochę), potem czyta się następne i następne (a potem sięga się po następne i następne do torebeczki). Co ciekawe zawsze można książkę otworzyć w obojętnie którym miejscu i zawsze na nowo wzbudzi ona zainteresowanie.

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

 

 

środa, 03 sierpnia 2016
Moje książeczki. Księga druga.

Miłe wspomnienie, wspaniała dziecięca literatura, najlepsi autorzy, piękne ilustracje. Myślę, że jeśli ktoś z mojego pokolenia sięga po te książki, ma … gęsią skórkę. Hahaha. Młodzi mają szansę poznać literaturę ich babć i mam. Teksty wielkiej dbałości o słowo, wartości moralne, dobra zabawa i rozrywka. Kiedyś wydawane w oddzielnych tomach, teraz zebrane siedem tytułów w jedną książkę. Po drodze niektóre z nich doczekały się nowych wydań, niekiedy nowych ilustratorskich (niekoniecznie ciekawych) wizji. Jednak to te stare właśnie wywołują niekiedy łezkę w oku, nadal zachwycają, przywołują wspomnienia, kiedy to zaszywało się z książką w jakimś miłym kącie w domu.

Tygrys o złotym sercu szuka przyjaciela. Ale to wcale nie taka łatwa sprawa. Bowiem kto widzi drapieżnika, zaraz zmyka gdzie pieprz rośnie. Przyjaźń z Króliczkiem, który Wszystkiemu Wierzy będzie trwała o wiele dłużej niż bajka.


Dzięki suczce Wawie pewne rodzeństwo trafia do poparzonego Marcinka. Piesek od dłuższego czasu w ten sposób sprowadza dobrych i prawdziwych przyjaciół do domu przy ulicy Kasztanowej. Można powiedzieć, że ma naprawdę szczęśliwą łapkę do dobrych ludzi.


„Kot w Butach” Hanny Januszewskiej  to już klasyka. Moja ulubiona wersja z ilustracjami Janusza Grabiańskiego. Literacka delicja – ot co.


Losy biednego Jasia Kapelusznika chwycą każdego za serce. Ani ojca, ani matki, ani klientów. Na szczęście jego zły los wkrótce się odmieni. A za czyją to sprawką?


Kultowy „Pilot i ja”. Ta książka uczy, że w dziecięcych ilustracjach kryją się nie tylko fantazja i czary, ale i marzenia mające moc sprawczą. Wystarczy trochę wyobraźni, by przeżywać podniebne przygody. Niemożliwe staje się tu możliwe.


Również w „Apolejce i osiołku” czarów moc. To bajka dla złaknionych nadzwyczajnych i niewiarygodnych dziwów. A wszystko zaczyna się od kominiarczyka, który napił się wody z zaczarowanej studni. Konsekwencje żałosne  - na szczęście jest dobre zakończenie – jak to w bajkach bywa.


Grupka zwierząt cierpiąca głód chce się dowiedzieć, jak nazywa się dziwne drzewo, które rodzi równie dziwne owoce. W tym celu co rusz wysyła jednego ze swych przedstawicieli do króla lwa. Jednak nikt nie potrafi zapamiętać trudnej – oczywiście dziwnej – nazwy. Dopiero powolny żółw Alojzy potrafi przekazać dobre wieści od króla.

W drugim tomie możecie znaleźć następujące tytuły:

Adam Bahdaj "Pilot i ja" z ilustracjami Danuty Konwickiej

Czesław Janczarski "Tygrys o Złotym Sercu" z ilustracjami Józefa Wilkonia

Hanna Januszewska "Kot w butach" z ilustracjami Janusza Grabiańskiego

Lucyna Krzemieniecka "O Jasiu Kapeluszniku" z ilustracjami Antoniego Boratyńskiego

Maria Krüger "Apolejka i jej osiołek" z ilustracjami Zdzisława Witwickiego

Jan Edward Kucharski "Wawa i jej pan" z ilustracjami Hanny Krajnik

Irena Tuwim "Pampilio" z ilustracjami Ignacego Witza

Wydanie „Księgi drugiej” jak najbardziej nawiązuje do historycznych egzemplarzy sprzed lat: a to za sprawą m.in. charakterystycznej wyklejki w pionowe, dwukolorowe pasy. Były na nich okienka z bohaterami występującymi w danej opowieści. Również dziś zastosowano dużą czcionkę, duży format A4. Każda z książek to małe dzieło sztuki ze wspaniałymi ilustracjami. Dla nas rodziców to wręcz wzruszające wspomnienie z dzieciństwa – dla współczesnych najmłodszych możliwość zaznajomienia się z wyśmienitą literaturą dla dzieci. Czasem odnoszę wrażenie, że w  tamtych książkach nikt nie silił się na zdobycie łatwej popularności u czytelników. Bez taniego humoru, gagów. Niespieszna narracja, w której wszystko płynęło niezmącenie, swoim tempem. Nikt nie pędził przed siebie, za rogiem nie czaiło się jakieś sensacyjne i głośne hurra, szybkie tempo akcji, które miały powodować zawroty głowy. Delektowano się słowem, chwilą. Były to mądre i przemyślane książki, często z jakąś nauką moralną.

„Księga druga” niesie oczywiście nadzieję na kolejne części. Redaktor Katarzyna Piętka wspomniała w księdze pierwszej o kilkudziesięciu tytułach najwybitniejszych autorów polskich i zagranicznych. W tym miejscu oczywiście zaczynamy marzyć o tym, co nam przyniesie „Księga …. kolejna”, na którą – już prywatnie się cieszę.

Wiek 4 +

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

 

sobota, 09 lipca 2016
Rasmus, Pontus i pies Toker - Astrid Lindgren

Najpierw był film – pod tym samym tytułem – w 1956 roku, dopiero potem książka. Film jest udostępniony na YT: czarno-biały, trochę niewyraźny, ale ma swój klimat. Niestety jest tylko w języku szwedzkim. Nic to, można pokusić się, by zobaczyć bohaterów. Książka miała swoją premierę w rok później – i oczywiście od razu podbiła serca czytelników. I jest do tego znakomita – a to naprawdę rzadkość jeśli pojawia się taka oto kolejność: 1. Film 2. Książka.

Głównym bohaterem tej powieści jest Rasmus Persson, o czym nie omieszkuje powiadomić na początku sama Astrid Lindgren. To wiadomość dla tych, którzy są po lekturze „Rasmusa i włóczęgi” albo „Detektywa Blomkvista i Rasmusa”. To taka wskazówka, by uniknąć pomyłki.

Wróćmy zatem do Rasmusa Perssona: ma zaledwie 11 lat, mieszka w prowincjonalnym miasteczku Västanvik. Jest synem policjanta. A ojciec lubi chwalić się swoją pociechą przed innymi:

„-Mój Rasmus jest pupilkiem wszystkich nauczycieli”.

Jednak prawda jest taka, że wielu z owych nauczycieli wielce zdziwiłoby się słysząc te słowa. Rasmus ma przyjaciela Pontusa i ukochanego psa Tokera. Wszyscy w tej historii odegrają swoją ważną rolę. Jest również Pricken – starsza siostra, pyskata prymuska. Właśnie zaczęła chodzić z synem najbogatszego obywatela w mieście. Przystojniak chwali się, że posiada album ze zdjęciami byłych dziewczyn. Pricken zadziera nosa i twierdzi, że ONA nigdy się w tym albumie nie znajdzie. Kiedy jednak dostaje kosza od chłopaka, Rasmus z przyjacielem zrobią wszystko, by odzyskać zdjęcie siostry. Przypadkowo będą świadkami prawdziwego włamania złodziejaszków do domu bogacza. I tu się zaczyna właściwa historia: Rasmus z Pontusem sami poprowadzą prywatne śledztwo. Stawka jest bardzo wysoka: odzyskanie psa Tokera, którego z sobą zabrali złoczyńcy.

Książka mimo swoich lat ma się naprawdę dobrze. Astrid Lindgren plastycznie opisuje rzeczywistość lat 50-tych unikając zbędnych dłużyzn. To czasy, kiedy dzieci zafascynowane były np. wesołym miasteczkiem, które kilka razy w roku rozbijało się na przedmieściach miasteczka. To w końcu niby nudna prowincja – na której jednak wiele się dzieje. Można rzec – niebezpieczeństwo i przygoda czają się za rogiem. Historia wciąga, wiele się dzieje. Chłopcy mają w sobie coś takiego, że bez wahania ładują się w kłopoty, włażą do podejrzanych miejsc: jakby ktoś w ich głowach wyłączał przycisk: uważajcie na siebie. Nie brak tu brawury, pochopnych decyzji – ale jest na szczęście happyend, do którego prowadzi długa i wyboista droga. Jednym słowem – klasyka mimo swojego wieku ma się naprawdę dobrze.

Ciekawym doświadczeniem jest móc zobaczyć z perspektywy czytelnika, jak wyglądała ówczesna rzeczywistość: szkoła, stosunki rodzinne, fascynacja karuzelami. A zdjęcie siostry, od którego zaczęła się ta kryminalna historia? Dzisiaj na różnych portalach społecznościowych publikujemy co rusz swój wizerunek, pociech, sympatii – i nikogo to raczej nie dziwi. A w książce: zdjęcie na wagę złota. Takie coś to tylko w starej lekturze – ale z charakterem i pazurem. Jak tutaj właśnie.

Wiek 9+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 13