Zakładki:
Dla dzieci
Lubimy czytać:) Książki ustawiam na półkach według kategorii: półeczka maluchów, starszaków, 6-10, 10+, półeczka młodzieży i rodziców. Wszystko w tagach
Autorzy i ilustratorzy książek
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
O książkach dla dzieci
Szablon blogu
Tutaj piszę o książkach
Wydawnictwa, z którymi współpracuję
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli
poniedziałek, 20 lutego 2017
Baśnie - Hans Christian Andersen/ czyta Jerzy Stuhr

 

Zima jeszcze trwa, a najlepiej zimą smakują baśnie. To pora roku, gdy mamy więcej czasu dla siebie, dzieci, rodziny i znajomych. Ogród śpi, dni krótkie, w domu ciepło. Nic, tylko zatopić się w lekturze – a to czytając, to znów słuchając audiobooków. Baśnie Andersena - bo to one występują dziś w roli głównej w nowym tłumaczeniu Bogusławy Sochańskiej. Tłumaczka wróciła w swoim przekładzie do korzeni, do języka mówionego baśniopisarza. Faktycznie, porównując nowy przekład ze starymi wersjami (było ich naprawdę wiele), widać różnicę.

Sam Andersen napisał: „W stylu miało być słychać, że ktoś baśń opowiada, dlatego język musiał się zbliżać do powieści ustnej”. Za jego czasów tylko wybrane dzieci miały dostęp do książek. Bieda, panujący analfabetyzm sprawiały, że książkowe wersje znali nieliczni. Baśnie za to żyły swoim życiem: opowiadano je na spotkaniach towarzyskich, na rogach ulic inscenizując dla najmłodszych teatrzyki, baaa – specjalnie zapraszano autorów do bogatych domów, gdzie przed widownią popisywali się swoimi utworami. Sam Andersen wykorzystywał w tym swoje wycinanki, grę cieni.

Na pewno baśnie Andersena do najłatwiejszych nie należą. Mimo uwspółcześnionego przekładu stanowią jednak niemałą trudność w odbiorze w przypadku dzieci najmłodszych. Długie opisy, wyszukane słownictwo. Jest to wyzwanie nawet dla kogoś oczytanego, a przyzwyczajonego do współczesnej literatury dziecięcej (patrz ¾ dialogów i liche opisy). Dlatego wtedy właśnie świetnie sprawdzają się audiobooki albo wspólne rodzinne czytanie (to zdecydowanie lepsze, ale nie zawsze możliwe).

Audiobook zawiera 19 baśni – mniej i bardziej znanych: Latający kufer, Narzeczeni, Ojciec wie najlepiej, Wzgórze elfów, To pewna wiadomość, Krasnoludek u kupca, Księżniczka na ziarnku grochu, Calineczka, Głupi Jaś, Krzesiwo, Nowe szaty cesarza, Mały Klaus i duży Klaus, Świniopas, Śniegowy bałwan, Kwiaty małej Idy, Słowik, Brzydkie kaczątko, Pasterka i kominiarczyk, Dzielny cynowy żołnierzyk. Niektóre baśnie pewnie znacie pod innym tytułem: dla mnie (niekiedy niereformowalnej istoty) zwłaszcza ostatnia baśń zawsze będzie „Dzielnym ołowianym żołnierzem”.

Baśnie Andersena polubił zwłaszcza mój młodszy syn. Do jego ulubionych tytułów należą: „Nowe szaty cesarza” (zakończenie zawsze wywołuje tubalny i szczery śmiech – jak również zdziwienie, że dorośli tak łatwo dali się nabrać parze oszustów) i „Krzesiwo”. Zwłaszcza ta druga baśń często rozbrzmiewa w naszym domu. Pewnie ze względu na żołnierza – głównego bohatera.

Myślę, że do interpretacji Jerzego Stuhra namawiać nie trzeba. Jego gra głosem sprawia, że nagle zaczyna robić się ludno od postaci. Łatwo rozróżnić charczącą wiedźmę, hardego żołnierza, niepewny głos ministra, który zastanawia się, czy na rozłożonych krosnach aby na pewno widzi delikatną tkaninę na szatę cesarza.  

Czy namówiłam was do baśniowych rodzinnych wieczorów?

Czas nagrania 4 godziny 20 minut

Wiek 5+

Wydawnictwo Media Rodzina

środa, 25 stycznia 2017
Miś Uszatek - Czesław Janczarski/ il. Zbigniew Rychlicki

 

Dziecięce serducha są niesamowite. Starcza w nich miejsca na miłość dla wszystkich misiów tego świata. Zastanawiam się, czy jest jeszcze ktoś, kogo nasze maluchy obdarzyły taką wielką, bezgraniczną, altruistyczną miłością. Miłością, która aż kipi od emocji, parzy wręcz. W dodatku trudno mówić tu o jakichkolwiek kryteriach tej miłości - każdy miś jest inny, ma odmienny charakter, inaczej wygląda. Jedne mają mniejszy inne troszkę większy apetyt, jedne mądre, inne przemądrzałe, a inne to reprezentanci gatunku o bardzo małym rozumku. Są piękne i wywołują w nas jedynie ciepłe uczucia. A wszystko w myśl hasła - Wszystkie misie są nasze i należy je kochać.


Bo czemu nie lwy, czemu nie słonie, hipopotamy, zebry, kangury? Pojedyncze, podwójne, ba, potrójne egzemplarze, to i owszem, zdobyły popularność ale sami przyznacie, że miśki i tak biją cały zwierzyniec o głowę i najbardziej na świecie kojarzą się z dzieciństwem. Co więcej, niektóre stały się ambasadorami krajów swojego pochodzenia. Puchatek, Paddington – mroczne zakątki Peru/ Anglia, Coralgol – Francja, Miś Kuleczka – Rosja, Miś Uszatek – Polska.


Jestem ciekawa, czy ktoś wie, dlaczego Miś Uszatek ma oklapnięte uszko? Przyznaję się, ja nie wiedziałam. Szukajcie odpowiedzi w „Misu Uszatku”. To kultowa książka, z ilustracjami Zbigniewa Rychlickiego. Krótkie opowiastki o przygodach pewnego misia ze sklepu z zabawkami i jego przyjaciół. O tym, co się dzieje wokół nas - o mrozie na szybach, bałwanku, bocianie, śmigusie-dyngusie, pociągu, cyrku, dzięciole, spadających liściach. W krótkich historyjkach dzieci znajdą odpowiedzi na tyle nurtujących pytań. W starych, liczących ponad 50 lat opowiadaniach, ukrytych jest wiele prawd – jak choćby te, że warto mieć przyjaciół, że do szczęścia wiele nie trzeba, a zachwycić może mała biedronka i czerwone nogi bociana. W dodatku książka inspiruje i zachęca dzieci do zabawy. Latawiec, hulajnoga, polewanie się wodą, chlapanie w deszczu, pociąg, pieczenie ciasta, saneczki, konik na biegunach, lepienie bałwana. Jakże inne zabawy i zainteresowania – niż komputer, tablet, telewizor.


Jubileuszowe wydanie opowiadań o Misiu Uszatku – niedźwiadku z klapniętym uszkiem. Niniejszy zbiór zawiera „ Przygody i wędrówki Misia Uszatka”, „Nowi przyjaciele Misia Uszatka” i „Gromadka Misia Uszatka”. Interesujący wstęp Małgorzaty Strękowskiej-Zaremby o perypetiach misia w filmie i książkach – w Polsce i za granicą. Kultowe ilustracje Zbigniewa Rychlickiego – przygodowe, w ruchu, wesołe. Krótkie historyjki z gromadką wiernych przyjaciół: Zajączek, Kruczek, Kogucik, Różowy Ryjek. 


Wiek 3+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

 

sobota, 14 stycznia 2017
Brzechwa dzieciom. Dzieła wszystkie. Wiersze.

Do czytania wierszy Brzechwy specjalnie zachęcać nie trzeba. Baaaa, co ja piszę? -Też mi coś - "do czytania". Wielu zna je wręcz na pamięć. Pamiętam mojego tatę, który swoim wnukom cytował z pamięci: "Na Wyspach Bergamutach", "Zoo".

Cudne są te wiersze, na których wychowuje się kolejne pokolenie. W tej książce znajdziecie zbiór (ponoć) wszystkich wierszy, jakie tylko Jan Brzechwa napisał dla dzieci. Są wśród nich te najpopularniejsze, które i mi towarzyszyły w dzieciństwie. I oczywiście mniej znane utwory- choć czytając je, zastanawiałam się, dlaczego jedne z nich chwyciły za serce od razu, urzekły, wpadły w ucho, przez co stały się niesamowicie popularne. Inne - mniej. Ale i one mają mnóstwo uroku.

 

W "Kruku i krowie" znajdziecie odpowiedź na pytanie "dlaczego krowę nazwano krową". "Kot" to pretensje przemiłego futrzaka skierowane do Autora, że do tej pory nie napisał niczego o tygryskowym zwierzęciu. Przy lekturze "Nudów" wcale nudno nie jest. "Kapce" za to uzmysławiają , że wcale nie tak łatwo kupić kapcioszki dla babci. Szóstka w "Szóstce oszustce" ma niesamowite przygody. A znaki przestankowe: myślnik, dwukropek, średnik, kropka mają swoje problemy. "Dwie gaduły" to rodzajowa scenka z miasteczka, która mogła zdarzyć się wszędzie i zawsze.


Brzechwa w swych wierszach rozśmiesza, bawi się słowem, prowadzi do ciekawego i zaskakującego punktu kulminacyjnego. Wykorzystuje potencjał słowa, jego różnorakich znaczeń. Pokazuje tym samym możliwości rodzimej mowy. Nie każdy tak potrafi żonglować słowem, nie każdy. Ale Brzechwa to mistrz słowa. 


Techniczna strona języka to jedno, znaczeniowa - drugie. Natomiast jest też trzeci aspekt wierszy poety - wprowadzanie dziecka w świat cudów, gdzie niemożliwe staje się możliwe. W bajkowe klimaty, do królestwa, w którym król "pijał mleko i jadał dużo kaszy". Do zoo - gdzie małpy, zebra, renifer, krokodyl. Brzechwa dostrzegał w każdym potencjał do stania się bohaterem - choć czterowersowym. Po lekturze tej książce zwykła igła z nitką już nigdy nie będzie zwykłą igłą z nitką. Pięknie wydana, ze świetnymi ilustracjami Artura Gulewicza. Zresztą popatrzcie sami.


Wiek 3+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia 

piątek, 30 grudnia 2016
Poczytaj mi mamo. Księga siódma - praca zbiorowa

 

Księga siódma kultowej serii „Poczytaj mi mamo”. Jednak zanim pojawiły się grube księgi – pięknie wydane, w twardych oprawach (Pierwsza księga – wydana w 2010r.), każda z 10 tytułami w  środku, były malutkie kwadratowe książeczki.

Każda z nich stanowiła odrębną całość. Każda osobno do kupienia . Tutaj zebrane w całość i takie tytuły do literackiego smakowania:

- Ten dziwny Eryk – Danuta Wawiłow, ilustracje: Maria Uszacka

Co się dzieje w przedszkolnej grupie, gdy nagle pojawia się nowy? Na dodatek nieznośny i złośliwy. Ale czy to do końca tylko jego wina?

-Dlaczego nagle pada deszcz – Ryszard Marek Groński, ilustracje Danuta Konwicka

Czy można odpowiedzieć na to pytanie? I co się dzieje, gdy nagle krople zaczynają padać na głowę przewodniczącego, pani Janki, pana kioskarza, pani Hortensji, pana Andrzeja? „Może w tej chwili, małej jak kropla, spełnia się czyjeś WIELKIE MARZENIE”.

-Pałac, którego nie było – Zdzisław Nowak, ilustracje Mirosław Pokora

Opowiastka o władcy Buchary uczy, ze pomysł bez sensu nikomu nie przynoszą pożytku. By się o tym przekonać warto prześledzić budowę pewnego pałacu na niebie.

-Bracia Miesiące – Ewa Szelburg-Zarembina, ilustracje Zdzisław Witwicki

Krótkie wierszyki o poszczególnych miesiącach. Jest akurat grudzień, więc przytaczam tekst właśnie o nim:

Biegnie żwawy Grudzień

Z brzękiem łyżew, nart;

-Dalej za mną, dzieci!

Kto żyw – ten na start!

Jak mi żal takich zim, jakie są przedstawione w tej książeczce.

-Gorąca skorupa – Danuta Wawiłow, ilustracje Hanna Czajkowska

Codzienność przedszkolaków, przeplatana łobuzowaniem, zabawą, opowiadaniem ciekawych historii. Wawiłow bardziej znana jako poetka, tutaj w krótkim opowiadaniu pokazuje dziecięcy świat.

-Legenda  o Złotej Kaczce – Barbara Lewandowska, ilustracje Krystyna Michałowska

Jedna z wielu wersji legend warszawskich. Tym razem niejaki Kasper chce odnaleźć skarby strzeżone przez Złotą Kaczkę.

-Poczytaj mi - Barbara Lewandowska, ilustracje Bohdan Butenko

Czy zapracowana mama znajdzie czas, by poczytać córce Kasi? A może siostra dziewczynki? Albo brat? A może warto samemu nauczyć się literek?

-Legenda o tarczy i mieczu – Hanna Łochocka, ilustracje Anna Stylo-Ginter

Warsz i Sawa – zgodne małżeństwo, prowadzą nad Wisłą gospodę dla podróżnych. W rzece harcuje mała syrenka. Pewnego dnia bałwany porywają jej przyjaciółkę rybkę. Syrenka spieszy na pomoc. Jaki prezent otrzyma od króla Bałtyku?

-Samo się – Jadwiga jasny

Wcale nie tak łatwo pomagać. Nawet wtedy, gdy jest się przekonanym, że wszystko potrafi się zrobić jak najlepiej. A tu śmietana się wylała, kubek w kwiatki się stłukł, rozlała się woda. Czy to aby na pewno samo się zrobiło?

-Tygrys na osiem pięter – Barbara Lewandowska, ilustracje Bohdan Butenko

Tak się kończą magiczne zabawy. Stało się. Z cylindra zamiast sałaty wyskoczył … tygrys. Od momentu jego pojawienia się życie mieszkańców w pewnym bloku diametralnie się zmieniło. Wszystkim pojawienie się tego zwierzaka wyszło na dobre. A dlaczego?

Wiek 4-99

Wydawnictwo Nasza Księgarnia 

piątek, 11 listopada 2016
Fistaszki zebrane 1977-1978 - Charles M. Schulz

„Fistaszki” wielu z mojego pokolenia nie zostawią obojętnym. Mamy takie swoje fistaszkowe prywatne wspomnienia. Moja pierwsza wersja komiksu była cieniutka. Z dużym zaangażowaniem pokolorowałam też charakterystyczne czarno–białe ilustracje, bo wychodziłam z założenia, że takie wcale być nie powinny i że to wynikało raczej z PRL-owskiego skąpstwa farby drukarskiej dla wydawcy niźli z wyższej konieczności. Dopiero po latach dotarło do mnie, że oryginalne „Fistaszki” właśnie takie mają być. Może spowodowała to kolorowa już tym razem kreskówka zaprezentowana jednorazowo w ramach DKF-u w naszym miasteczkowym domu kultury? Nie wiem. Powiew Zachodu na prowincji dzięki niepozornej książce. A to Charles by się zdziwił.  

O swoich Fistaszkach akurat w tym tomie opowiada we wstępie Andrzej Poniedzielski. Dalej to już 314 stron charakterystycznych paseczków z lat 1977-1978. Charlie Brown, Lucy, Patty, umuzykalniony Schroeder, Linus, Snoopy. Z tekstem i bez. Całkiem krótkie, i całe serie na całą stronę i dłuższe. Zabawy dzieciaków, w których czasem można zobaczyć siebie – ze wszystkimi wadami i przywarami. Humor, czasem nie do ogarnięcia przez młodsze pokolenie, scenki, do których zrozumienia czasem potrzebna jest wiedza z zakresu polityki czy kultury. Przypuszczam, że w dzisiejszych czasach bohaterowie komiksu byliby ukazani inaczej. Nie spędzaliby tyle czasu na dworze - zwrócę uwagę na fakt, że nie straszna im zła pogoda: śnieg czy deszcz. Pewnie częściej występowaliby ze współczesnymi gadżetami, których nazw nawet nie jestem w  tej chwili zacytować. „Fistaszki” to niezwykle ciekawy obraz społeczny – to świat, którego już nie ma. Pomijam całe tło przeszłości – np. czarne telefony z tarczą itp. To też cudowne wchodzenie w częste interakcje z rówieśnikami: bez wtrącania się dorosłych, rozwiązywanie problemów po swojemu, mówienie o nich, spędzanie razem wolego czasu, rozwijanie wspólnych zainteresowań. Widząc teraz często puste podwórka i ulice – bez bawiących się dzieci, które są – a jakże pochowane po domach przed monitorami miałabym wielką ochotę pokazać im świat naszego dzieciństwa – z prostymi zabawami, konkretnymi zasadami postępowania. Nie oglądaliby slajdów, ale sięgaliby po aparaty cyfrowe i komputery. Przełączaliby kanały pilotem. Bo Fistaszki to też, a może i przede wszystkim, obraz zmieniającej się rzeczywistości.

Andrzej Poniedzielski wspomina:

Fistaszkowe filmiki nie są długie. Kilka obrazków – klatek. Zaabsorbowanie odbiorcy – na chwilę. Fistaszki nie wyciągają ręki po obszerne fragmenty mojego czasu. Zdają się mówić: „Przystań na chwilę”. „Zastanów się” Albo właśnie: „Nie zastanawiaj się. Jest tyle ludzi i obszarów twojego życia wymagających zastanowienia. Odetchnij przy nas. My nie jesteśmy filozofią. My filozofujemy. A nawet filozujemy jedynie”.

Z Fistaszkami w naszym domu jest tak. Co rusz wyciąga je ktoś z regału – bo budzą ciekawość. Poszczególne tomy mają nietypowy grubaśny i podłużny kształt. Od razu rzucają się w oczy. Nie czyta się ich ot tak – od razu. Delektuje się nimi. I – tak jak te konkretne i prawdziwe peanuts – strasznie wciągają. Niby chce się przeczytać tylko jedną stronę (niby chce się zjeść tylko trochę), potem czyta się następne i następne (a potem sięga się po następne i następne do torebeczki). Co ciekawe zawsze można książkę otworzyć w obojętnie którym miejscu i zawsze na nowo wzbudzi ona zainteresowanie.

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

 

 

środa, 03 sierpnia 2016
Moje książeczki. Księga druga.

Miłe wspomnienie, wspaniała dziecięca literatura, najlepsi autorzy, piękne ilustracje. Myślę, że jeśli ktoś z mojego pokolenia sięga po te książki, ma … gęsią skórkę. Hahaha. Młodzi mają szansę poznać literaturę ich babć i mam. Teksty wielkiej dbałości o słowo, wartości moralne, dobra zabawa i rozrywka. Kiedyś wydawane w oddzielnych tomach, teraz zebrane siedem tytułów w jedną książkę. Po drodze niektóre z nich doczekały się nowych wydań, niekiedy nowych ilustratorskich (niekoniecznie ciekawych) wizji. Jednak to te stare właśnie wywołują niekiedy łezkę w oku, nadal zachwycają, przywołują wspomnienia, kiedy to zaszywało się z książką w jakimś miłym kącie w domu.

Tygrys o złotym sercu szuka przyjaciela. Ale to wcale nie taka łatwa sprawa. Bowiem kto widzi drapieżnika, zaraz zmyka gdzie pieprz rośnie. Przyjaźń z Króliczkiem, który Wszystkiemu Wierzy będzie trwała o wiele dłużej niż bajka.


Dzięki suczce Wawie pewne rodzeństwo trafia do poparzonego Marcinka. Piesek od dłuższego czasu w ten sposób sprowadza dobrych i prawdziwych przyjaciół do domu przy ulicy Kasztanowej. Można powiedzieć, że ma naprawdę szczęśliwą łapkę do dobrych ludzi.


„Kot w Butach” Hanny Januszewskiej  to już klasyka. Moja ulubiona wersja z ilustracjami Janusza Grabiańskiego. Literacka delicja – ot co.


Losy biednego Jasia Kapelusznika chwycą każdego za serce. Ani ojca, ani matki, ani klientów. Na szczęście jego zły los wkrótce się odmieni. A za czyją to sprawką?


Kultowy „Pilot i ja”. Ta książka uczy, że w dziecięcych ilustracjach kryją się nie tylko fantazja i czary, ale i marzenia mające moc sprawczą. Wystarczy trochę wyobraźni, by przeżywać podniebne przygody. Niemożliwe staje się tu możliwe.


Również w „Apolejce i osiołku” czarów moc. To bajka dla złaknionych nadzwyczajnych i niewiarygodnych dziwów. A wszystko zaczyna się od kominiarczyka, który napił się wody z zaczarowanej studni. Konsekwencje żałosne  - na szczęście jest dobre zakończenie – jak to w bajkach bywa.


Grupka zwierząt cierpiąca głód chce się dowiedzieć, jak nazywa się dziwne drzewo, które rodzi równie dziwne owoce. W tym celu co rusz wysyła jednego ze swych przedstawicieli do króla lwa. Jednak nikt nie potrafi zapamiętać trudnej – oczywiście dziwnej – nazwy. Dopiero powolny żółw Alojzy potrafi przekazać dobre wieści od króla.

W drugim tomie możecie znaleźć następujące tytuły:

Adam Bahdaj "Pilot i ja" z ilustracjami Danuty Konwickiej

Czesław Janczarski "Tygrys o Złotym Sercu" z ilustracjami Józefa Wilkonia

Hanna Januszewska "Kot w butach" z ilustracjami Janusza Grabiańskiego

Lucyna Krzemieniecka "O Jasiu Kapeluszniku" z ilustracjami Antoniego Boratyńskiego

Maria Krüger "Apolejka i jej osiołek" z ilustracjami Zdzisława Witwickiego

Jan Edward Kucharski "Wawa i jej pan" z ilustracjami Hanny Krajnik

Irena Tuwim "Pampilio" z ilustracjami Ignacego Witza

Wydanie „Księgi drugiej” jak najbardziej nawiązuje do historycznych egzemplarzy sprzed lat: a to za sprawą m.in. charakterystycznej wyklejki w pionowe, dwukolorowe pasy. Były na nich okienka z bohaterami występującymi w danej opowieści. Również dziś zastosowano dużą czcionkę, duży format A4. Każda z książek to małe dzieło sztuki ze wspaniałymi ilustracjami. Dla nas rodziców to wręcz wzruszające wspomnienie z dzieciństwa – dla współczesnych najmłodszych możliwość zaznajomienia się z wyśmienitą literaturą dla dzieci. Czasem odnoszę wrażenie, że w  tamtych książkach nikt nie silił się na zdobycie łatwej popularności u czytelników. Bez taniego humoru, gagów. Niespieszna narracja, w której wszystko płynęło niezmącenie, swoim tempem. Nikt nie pędził przed siebie, za rogiem nie czaiło się jakieś sensacyjne i głośne hurra, szybkie tempo akcji, które miały powodować zawroty głowy. Delektowano się słowem, chwilą. Były to mądre i przemyślane książki, często z jakąś nauką moralną.

„Księga druga” niesie oczywiście nadzieję na kolejne części. Redaktor Katarzyna Piętka wspomniała w księdze pierwszej o kilkudziesięciu tytułach najwybitniejszych autorów polskich i zagranicznych. W tym miejscu oczywiście zaczynamy marzyć o tym, co nam przyniesie „Księga …. kolejna”, na którą – już prywatnie się cieszę.

Wiek 4 +

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

 

sobota, 09 lipca 2016
Rasmus, Pontus i pies Toker - Astrid Lindgren

Najpierw był film – pod tym samym tytułem – w 1956 roku, dopiero potem książka. Film jest udostępniony na YT: czarno-biały, trochę niewyraźny, ale ma swój klimat. Niestety jest tylko w języku szwedzkim. Nic to, można pokusić się, by zobaczyć bohaterów. Książka miała swoją premierę w rok później – i oczywiście od razu podbiła serca czytelników. I jest do tego znakomita – a to naprawdę rzadkość jeśli pojawia się taka oto kolejność: 1. Film 2. Książka.

Głównym bohaterem tej powieści jest Rasmus Persson, o czym nie omieszkuje powiadomić na początku sama Astrid Lindgren. To wiadomość dla tych, którzy są po lekturze „Rasmusa i włóczęgi” albo „Detektywa Blomkvista i Rasmusa”. To taka wskazówka, by uniknąć pomyłki.

Wróćmy zatem do Rasmusa Perssona: ma zaledwie 11 lat, mieszka w prowincjonalnym miasteczku Västanvik. Jest synem policjanta. A ojciec lubi chwalić się swoją pociechą przed innymi:

„-Mój Rasmus jest pupilkiem wszystkich nauczycieli”.

Jednak prawda jest taka, że wielu z owych nauczycieli wielce zdziwiłoby się słysząc te słowa. Rasmus ma przyjaciela Pontusa i ukochanego psa Tokera. Wszyscy w tej historii odegrają swoją ważną rolę. Jest również Pricken – starsza siostra, pyskata prymuska. Właśnie zaczęła chodzić z synem najbogatszego obywatela w mieście. Przystojniak chwali się, że posiada album ze zdjęciami byłych dziewczyn. Pricken zadziera nosa i twierdzi, że ONA nigdy się w tym albumie nie znajdzie. Kiedy jednak dostaje kosza od chłopaka, Rasmus z przyjacielem zrobią wszystko, by odzyskać zdjęcie siostry. Przypadkowo będą świadkami prawdziwego włamania złodziejaszków do domu bogacza. I tu się zaczyna właściwa historia: Rasmus z Pontusem sami poprowadzą prywatne śledztwo. Stawka jest bardzo wysoka: odzyskanie psa Tokera, którego z sobą zabrali złoczyńcy.

Książka mimo swoich lat ma się naprawdę dobrze. Astrid Lindgren plastycznie opisuje rzeczywistość lat 50-tych unikając zbędnych dłużyzn. To czasy, kiedy dzieci zafascynowane były np. wesołym miasteczkiem, które kilka razy w roku rozbijało się na przedmieściach miasteczka. To w końcu niby nudna prowincja – na której jednak wiele się dzieje. Można rzec – niebezpieczeństwo i przygoda czają się za rogiem. Historia wciąga, wiele się dzieje. Chłopcy mają w sobie coś takiego, że bez wahania ładują się w kłopoty, włażą do podejrzanych miejsc: jakby ktoś w ich głowach wyłączał przycisk: uważajcie na siebie. Nie brak tu brawury, pochopnych decyzji – ale jest na szczęście happyend, do którego prowadzi długa i wyboista droga. Jednym słowem – klasyka mimo swojego wieku ma się naprawdę dobrze.

Ciekawym doświadczeniem jest móc zobaczyć z perspektywy czytelnika, jak wyglądała ówczesna rzeczywistość: szkoła, stosunki rodzinne, fascynacja karuzelami. A zdjęcie siostry, od którego zaczęła się ta kryminalna historia? Dzisiaj na różnych portalach społecznościowych publikujemy co rusz swój wizerunek, pociech, sympatii – i nikogo to raczej nie dziwi. A w książce: zdjęcie na wagę złota. Takie coś to tylko w starej lekturze – ale z charakterem i pazurem. Jak tutaj właśnie.

Wiek 9+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

 

środa, 06 lipca 2016
Śpiewająca lipka. Bajki Słowian Zachodnich - czyta Jerzy Stuhr

Każdy ma ulubione książki z dzieciństwa. W moim przypadku jest to na pewno Śpiewająca lipka. W czasach PRL-u wypożyczałam ją z biblioteki notorycznie, a potem dostawałam upomnienia za przetrzymywanie. Mało tego, odbijałam przez cieniutki papier śniadaniowy ilustracje Heleny Zmatlikovej. Biedę na piecu potraktowałam nawet kalką, tylko źle ją podłożyłam i Bieda pojawiła się na stronie poprzedzającej. Jak to moja mama zobaczyła… Oj, dostałam burę i już nigdy więcej tak nie zrobiłam:)

Ta książka - to doskonała alternatywa dla tych, którym już osłuchały się wszechobecne i w coraz nowszej szacie Kopciuszki, Czerwone Kapturki, Koty w Butach. Jak czytamy w podtytule – to bajki Słowian Zachodnich, czyli: z terenów Polski, Czech, Słowacji i Łużyc (te leżą na terenie wschodnich Niemiec) Książka pojawiła się na rynku w latach 70-tych i od tej pory w każdym z rzeczonych krajów jest od czasu do czasu wznawiana i zawsze cieszy się olbrzymią popularnością. To wydanie, które zostało wznowione u nas, ma tę samą szatę graficzną co wyżej ciepło wspominane i taszczone z uporem do domu „na górach”:) Dobra wiadomość dla miłośników słuchania bajek – dostępne jest wydanie audio (w formacie mp3)

Bajki są nieocenionym źródłem wiedzy o tym, jak żyło się dawniej – dzieci co rusz odkrywają wyrazy – archaizmy, jak: mielerz, talary, komnata. I mimo, że jak to w bajkach bywa, miesza się tu świat rzeczywisty ze światem fantazji, jest to pełna przygód wyprawa do dalekiej przeszłości, kiedy to wszystkie zwierzęta żyły ze sobą w wielkiej zgodzie – i wilczek i liszka i gąska i kurka; kiedy to Pan Bóg chodził sobie po tym naszym padole, a w wierzbach rosochatych kryły się diabły rogate, w szuwarach stawu czyhały na nas utopce, a każda ropucha była wielką niewiadomą – pocałować toto, czy nie? A nuż jest to jakiś zaklęty książę. Fajnie zabrać dziecko w taką podróż, z której tak potem trudno wrócić do zwykłej bułki z masłem, kiedy tam z królem jadało się gołąbki przy stole, do drewnianego konika, kiedy tam gnało się w wichrze na rumaku zaklętym, do strachów mniejszych i większych, jakie maluchom spokoju nie dają, kiedy w świecie bajek pokonywało się i czarty najsroższe, rycerzy z czterech stron świata, a Biedę wystrychnęło się na dudka. Zachęcam do takiej podróży, z której wspomnienia zostają na długie lata, o czym sama mogłam się kiedyś przekonać.

Wersja do słuchania zawiera 39 bajek w świetnej interpretacji Jerzego Stuhra. 

Wiek 4+

 

Wydawnictwo Media Rodzina

wtorek, 31 maja 2016
Brzechwa dzieciom. Dzieła wszystkie. Bajki - Jan Brzechwa/ il. Jola Richter-Magnuszewska

Otwieram książkę na stronie z pierwszą bajką i już ożywają wspomnienia, bo „Opowiedział dzięcioł sowie” to bajka mojego dzieciństwa. Pamiętam doskonale książkę z ilustracjami (trochę zapomnianej) Anny Gosławskiej – Lipińskiej – z biblioteki, zaczytaną, długo i s specjalnie przetrzymywaną. Mimo że Jan Brzechwa napisał dużo bajek  wierszem, to właśnie ta najukochańsza bajka. A w tym grubaśnym tomie (rozmiary słuszne) – jest ich mnóstwo, niektóre z nich dawno niewznawiane, zapomniane. Uporządkowane w leśne bajanie, cykl o panu Soczewce, od baśni do baśni, oto bajka. 26 utworów, ponad 300 stron wyśmienitej lektury. Na każdej stronie ilustracje: niekiedy na całą stronę, innym razem tylko w  formie małych ozdobników.  Bajki poety, pisarza, który chciał być przede wszystkim czytany przez dorosłych. Jednak to właśnie utwory dla dzieci zadecydowały o długiej, kilkupokoleniowej zbiorowej pamięci. Myślę, że w pewnym sensie marzenie poety się ziściło. Bo wiersze, bajki, powieści Brzechwy czytają dziś wszyscy – również dorośli. Jako miłe wspomnienie dzieciństwa. Czytamy sobie, dzieciom, podrzucamy innym, wspominamy, znamy całe wiersze, fragmenty.


W tej książce znajdziecie takie tytuły: Szelmostwa lisa Witalisa, Pan Doremi i jego siedem córek, Pan Soczewka w puszczy, na księżycu, na dnie oceanu, Baśń o korsarzu Palemonie, Przygody rycerza Szaławiły, Magik, Baśń o stalowym jeżu, Wyprawa na „Ariadnie”, Pan Szczuka, Za króla jelonka, Trzy wesołe krasnoludki, Krasnoludki w ciepłych krajach. Nowe przygody trzech wesołych krasnoludków, Pan  Drops i jego trupa, Panieneczka z pudełeczka, Dwa koguty, Depesza, Przygoda Króla jegomościa, Poszła w las nauka, Latający pogrzebacz, Pchla Szachrajka, Psi pazur, Baśń o Rudobrodym Koźle, Kanato.


Niektóre z tych tytułów faktycznie brzmią obco. Warto zatem poznać coś nowego.

Tak się złożyło, że czytane bajek Brzechwy zbiegło się z lekturą „Chaty Magody” w której odnalazłam ilustratorkę Jolę Richter- Magnuszewską – na końcu świata, w Bieszczadach. W miejscu magicznym, gdzie (Jola)” wraz z dwoma synami i gromadką zwierząt mieszkają w drewnianym domu na górce i tam właśnie tworzą swoją bajkę. (…) Jola i Maciek mają czyste powietrze, spokój, piękno na wyciągnięcie ręki i pracę, z której utrzymują rodzinę. Kiedy na nich patrzę, widzę spełnionych, szczęśliwych ludzi” (str. 193).


Tak dzięki innej książce poznałam ilustratorkę, do której poczułam dużo sympatii. Jola Richter-Magnuszewska prowadzi zresztą blog „Z innej bajki”, na którym wyznała, że przygodę z ilustracjami do książki Brzechwy zaczęła równo rok temu. A Bieszczady? Pewnie dlatego pani Jola tak chętnie sięga w swoich pracach po elementy  natury. Wynika to z tekstów Brzechwy i środowiska, w którym ilustratorka żyje. Liście drzew, krzewy, zwierzęta, a przede wszystkim paleta jasnych kolorów– z tej książki bije dużo optymizmu. A niebo z „Pana Soczewki na księżycu” to niewątpliwie niebo bieszczadzkie, na którym widać o wiele więcej gwiazd niż na niebie w innych regionach naszego kraju.


Wiek 5+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

wtorek, 09 lutego 2016
Z przygód krasnala Hałabały - Lucyna Krzemieniecka/ il. Zdzisław Witwicki

Był piękny dzień lipcowy. Pachniało wokoło zielem, truskawkami, miodem i różnymi kwiatami.

Siedziałam sobie na wsi na ławeczce i patrzyłam, jak z boku, na zielonej trawce, wiatr rozdmuchiwał dmuchawce.

A było bardzo ciekawie patrzeć, jak to robił.

-Wiuuu – dmuchnął raz lekko i już jednemu, drugiemu i piątemu dmuchawcowi spadał z głowy puszek wydmuszek, srebrny, zwiewny kapelusik.


Dla mnie to kultowy początek. O takiej wartości jak co dla niektórych: „Miałam w Afryce farmę u stóp gór Ngong”*. Nasza rodzinna książka dzieciństwa. Nie wiedzieć czemu prawa do jej posiadania przypadły mojej starszej siostrze Kasi. Co my się o tę książkę nakłóciłyśmy, ile ją sobie z rąk nawyrywałyśmy. Taaak – bo były takie czasy, gdy dzieciaki sobie wyrywały nie tablety i komórki, ale książki właśnie.


Opowieść o krasnalu Hałabale, który mieszka w lesie, na głowie ma kasztankową czapeczkę, zimą futereczko krecie. Krasnal pomieszkuje w lesie (całe dzieciństwo wierzyłam, że w moim, niedaleko domu), ma mnóstwo przyjaciół – i co rusz przeżywa jakieś przygody i troski codzienności. Nam się wydają te troski takie „krasnalkowe” i „małe” właśnie, ale Hałabale sen z oczu spędzają: a to goście nie dotarli na spotkanie mimo obietnic, a to z borsukiem trudno się wybrać na wspólny spacer, to znów trzeba pomóc wiewiórce odnaleźć orzechowe kryjówki. Hałabała pomaga, doradza.


Książka jest miłym wspomnieniem dla rodziców i nadal atrakcyjną lekturą dla najmłodszych – mimo swojego wieku. Aż trudno uwierzyć, że za lat 20 będzie obchodziła 100-urodziny – w 2036:)


Wiek 4+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

*-„Pożegnanie z Afryką” Karen Blixen

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 13