Archiwum
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli

Notatki

czwartek, 02 czerwca 2016

Blog "Półeczka z książkami" znalazł się wśród najlepszych blogów o książkach dla dzieci i młodzieży według czasopisma FANBOOK (nr 1 (10) 2016). W opisie mojej strony doceniono ilość poukładanych książek na poszczególnych półkach wiekowych, same recenzje i ... scenki z życia rodzinnego (przytoczona jedna jako przykład). A układam je już od 2008 roku. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, że w tym roku będę obchodziła 8 urodziny. Czas leci, dzieci rosną:) Chciałabym trochę inaczej, ciekawiej - też ze względów technicznych. Nie udaje mi się to - mea culpa. Ale wyróżnienie miłe - i towarzystwo zacne (według autora: kolejność przypadkowa): 

Mama czyta, Książki na czacie, Znak Zorro, Czy tu się czyta, Recenzje młodzieżowe, Wilcze lektury, (tutaj ja), Czytanki przytulanki.

Do artykułu dotarłam dzięki pomocy Pauliny, autorki bloga Poczytaj dziecku.

sobota, 30 stycznia 2016

Kiedy czytam o genezie powstania „Małego kalendarza życia”, zawsze zastanawiam się jak moje dzieci zareagowałyby na mamine rady, gdyby opuszczały gniazdo rodzinne i wyruszyły w świat. Bo w młodych ludziach długo panuje takie przeświadczenie, że dobre rady są po to, by jednym uchem je wpuszczać, a drugim wypuszczać, i by i tak robić po swojemu. Dopiero z wiekiem człowiek zdaje sobie sprawę, że w tej kwestii to rodzice chyba mieli rację, po to by po jakimś czasie stwierdzić – że na pewno mieli rację. H.Jackson Brown, Jr. Przygotował 511 rad dla swojego syna Adama, który wyjeżdżał na studia, na uniwersytet. I nie były to rady typu: nie jedz, ucz się pilnie. Miały one często formę refleksji, spostrzeżeń, przypomnień. Przygotowane z perspektywy człowieka znającego życie, doświadczonego. Adam mógł je wykorzystać bądź nie. Może ojciec zrobił to dla asekuracji: bo przecież coś się stało, a ja przed tym ostrzegałem, a nie mówiłem? Na pewno z miłości i troski o dziecko. Kiedy młodzi wyruszają na studia – to kończy się akurat okres „buntu i oporu” i pewnie jest większa otwartość na różnego rodzaju życiowe rady. W każdym razie, zanim stałam się szczęśliwą posiadaczką „Poradnika” często zaglądałam na stronę FB wydawnictwa, bowiem dzielono się na niej różnym radami i sentencjami.

Na pewno od „Małego poradnika życia” nie zależy nasze powodzenie lub nie w życiu. Jednak być może jakaś sentencja zmusi nas do refleksji, do zastanowienia się nad sobą.

Kilka wybranych sentencji:

26 stycznia

„Kiedy w rodzinie przychodzi na świat dziecko, zachowaj gazetę z tego dnia. Daj ją dziecku w osiemnaste urodziny”.

3 lutego

„Nigdy nie pytaj kobiety, kiedy ma rodzić, dopóki się nie upewnisz, że jest w ciąży”.

16 marca

„Dzisiaj potraktuj każde „nie” jako „być może”.

13 kwietnia

„Nigdy nie oceniaj miejsca w kwietniowy dzień”

7 sierpnia

„Utaplaj się w błocie, to będzie wspomnienie”.

I całkiem praktyczne jak to z 30 stycznia:

„Czyść zęby nitką”.

 

 

„Oto 366 rad i przypomnień, aby rok 2016 mógł być owocny i szczęśliwy”.

Od lat w niezmiennej, kratkowanej szacie – z praktycznym stojaczkiem, by mieć go zawsze na widoku, pod ręką.

Wydawnictwo Media Rodzina

poniedziałek, 02 listopada 2015

Jakiś czas temu pisałam na moim blogu o książce "Metryka nocnika". Recenzję możecie poczytać tutaj. Tymczasem miło poinformować, że niedawno książka ta została nagrodzona w konkursie na Książkę Edytorsko Doskonałą "Edycja". Organizatorzy szukali książek pięknych i oryginalnych. Kto czytał książkę Iwony Wierzby z ilustracjami Marianny Sztymy wie, że książka jak najbardziej wpisuje się w założenia konkursowe. Zresztą - razem z inną książką ww. autorek - "Wstydliwą historią majtek" znalazła się wśród książek nagrodzonych. Jury uzasadniło to w ten sposób: – za podjęcie z wielką kulturą "wstydliwych" tematów i dowcipne graficzne ich przedstawienie (Ryms)


 

Książki nagrodzone w konkursie:

-"Warszawa" wydawnictwa Tako

-  "Zoolitery" wydawnictwo Hokus-Pokus

"Paneuropa, Kometa, Hel. Szkice z historii projektowania liter w Polsce", wydawnictwo Karakter

poniedziałek, 13 lipca 2015

Czytamy sobie rodzinnie wieczorami "Templariusza". W pewnym momencie pojawia się tajemnicza bohaterka, której włosy pachną "drzewem sandałowym". Bardzo to zaintrygowało mojego młodszego syna (7).

Mikołaj:"Mamo, to ona pachniała ...paznokciami????"

wtorek, 20 stycznia 2015

 

Książki, które pomogą uchwycić ulotne momenty. Te, które się jeszcze pamięta, ale które mogą odejść w zapomnienie. Bezpowrotnie. To książki, które zmuszają (to niepoprawne słowo, wiem – ale akurat w tym przypadku – w pozytywnym znaczeniu) do otwierania szufladek pamięci, wytężania umysłu, by sobie przypomnieć, przenieść się do przeszłości. Zapiski babci, zapiski dziadka: Jaki/ jaka był/a, kiedy był/a mały/a, nastoletni/a, jakie miał/a marzenia, jakich kolegów i koleżanki. To możliwość opisania życia w dawnych czasach, najwcześniejszych wspomnień z dzieciństwa, sposobów wychowywania dzieci, ulubionych potraw, świąt i uroczystości rodzinnych, ulubionych zabawek, zabaw, członków rodziny, głupot, strachów, wyglądu, książek, muzyki, filmów, Baaa - pocałunku, zaręczyn, ślubu. To też próba uchwycenia informacji o rodzicach dziadków, które wydają się niekiedy tak odległe, jak wiadomości z najdalszej przeszłości. A przecież takie nie są. Książka do napisania przez ukochane, bliskie osoby. Będzie miała to COŚ – serce i duszę. I będzie miała konkretnego czytelnika, bo z myślą o nim powstanie.

Książki są ładnie wydane – będą na pewno pamiątką na długie lata, cieszącą oko. Papier nie kredowy, idealny do pisania, z wydzielonymi miejscami na zdjęcia, na odpowiednie notatki, gdzieniegdzie gustowne ornamenty. Myślę, że forma tych książek motywuje do działania, bo podarowanie pustego notatnika rodziłoby wiele pytań i wątpliwości: o czym pisać, jak, co ważne, a co nie, co przemilczeć???  Puste kartki niektórych onieśmielają – nie każdy dziadek czy babcia ma naturę kronikarza rodzinnego, Koszałka Opałka. Pytania pomagają, poszczególne działy pozwalają odkryć  nowe pokłady wspomnień. Autorzy prowadzą przez meandry pamięci, podpowiadają, dotykają wielu aspektów życia codziennego dotyczącego konkretnej osoby, ale też minionych czasów. Książki, które są, a jednak jeszcze ich nie ma – do uzupełnienia, notatek, zapisków, wspólnego pisania, pochylenia się nad historią – tym razem – rodzinną.

Cudny pomysł na prezent! Dla wszystkich:)

 

W książce dla dziadka znajdziecie następujące rozdziały (w babcinej wersji podobne - z punktu widzenia babci):

Drzewo genealogiczne

O mnie

Moi rodzice

Dziadkowie ze strony mamy

Dziadkowie ze strony taty

Szkoła

Dorastanie

Studia/ praca

Twoja babcia i ja

Moje dzieci

Twoja mama/ Twój tata

Moje wnuki

Inne wspomnienia

 

Wydawnictwo Zakamarki

poniedziałek, 24 listopada 2014

Mikołaj (lat 7) gra ze mną w balona. Nagle łapie go i ni stąd ni zowąd pada pytanie:

-Mama, a czy są takie kobiety, dla których w życiu najważniejsza jest piękność?

wtorek, 04 listopada 2014

Pachnie farbą drukarską. To na pewno książka - właśnie przyszła od Zakamarków. Ale cierpliwie czekam na powrót dzieci, by same rozpakowały. Bo taką książkę otrzymaliśmy pierwszy raz. Choć ciekawość zżera. Twarda oprawa, dość gruba, dużego formatu, wagi słusznej. Macam przez papier. Człowiek chyba nigdy nie dorośnie. Mając te - .... dzieści lat też się cieszy z niespodzianki. Ładnie zapakowane i z papierowym ptaszkiem. Coś mi się wydaje, że w środku jest......:) 

czwartek, 07 sierpnia 2014

 

Daleka jestem od wplątywania książki dziecięcej w wielką politykę. Ale dziś przypadkiem natknęłam się na coś takiego. Ze wszystkich strony bombardowani jesteśmy: jabłka, jabłka, jabłka. Skojarzenie mogło być tylko jedno. I takie było.

 

 

Zdjęcia znalazłam na stronie Rymsa.  Wpis absolutnie niepolityczny - a dotyczący sympatycznej książki: Słodkie abecadło. Pod jot - oczywiście - JABŁKA - a te są niestety ostatnio bardzo polityczne :(



 

wtorek, 20 maja 2014

Wybieracie się? Targi tuż tuż...22 - 25 maja. Stadion Narodowy.

Szczegóły tutaj.


czwartek, 21 listopada 2013

"(...) Tak więc unikając spotkania z innymi zwierzętami, poszedłem poszukać klucza do podziemnej biblioteki. Sam bardzo rzadko tam chodziłem; niemal zawsze zabierałem z sobą białą myszkę Białkę. Działo się tak dlatego, że dawno temu Białka została naszą główną bibliotekarką. Naturalnie tak małe zwierzątko jak myszka nie potrafiło układać książek. Zawsze jej w tym pomagałem.

Jednak doktor odkrył, że myszka posiada jedną cechę bardzo przydatną przy zajmowaniu się książkami: miała mikroskopowe oczy. Oznaczało to, że potrafiła dostrzec rzeczy, których ani doktor ani ja nie byliśmy w stanie zobaczyć – maleńkie owady, które wgryzały się w książki i je niszczyły.

Poza tym wszędzie potrafiła się wcisnąć – na przykład pomiędzy tomy na półkach, dzięki czemu nie trzeba było ich zdejmować. A jeśli spostrzegła najmniejszy ślad kurzu, wilgoci czy żywych istot, natychmiast mnie informowała i ze wszystkim robiliśmy porządek.

Była naprawdę wspaniałą bibliotekarką. A kiedy doktor kupił jej małą lupę, aby mogła wypatrzyć nawet jajeczka tych maleńkich owadów, które zjadały papier, Białka była niesamowicie dumna ze swojej pracy i oczywiście miniaturowej lupy.

Miała również wspaniałą pamięć. Oprócz cennych notatek doktor posiadał ogromny zbiór książek napisanych przez innych uczonych przyrodników. Najcenniejsze przechowywał w podziemnej bibliotece. I choć biała myszka nie umiała czytać, wystarczyło jej powiedzieć, o czym jest nowa książka przeznaczona do biblioteki, a ona potem zawsze bezbłędnie potrafiła ją wyszukać. Kilka lat później wyjaśniła mi, że ogromnie przydawał jej się w tym fantastyczny węch. Skoro nie odróżniała tomów po tytułach na grzbietach, świetnie pomagał jej w tym ich zapach i kolory okładek (...)".

Cytat pochodzi z książki Doktor Dolittle i Tajemnicze Jezioro, o której pisałam tutaj.


Wydawnictwo Znak



wtorek, 22 października 2013

Nagroda ebuka 2013 za najlepszy blog książkowy (o książkach dla dzieci i młodzieży) - przyznana mi przez portal duzeka.pl dotarła do mnie szczęśliwie. Po naradzie rodzinnej, dokładnym oglądnięciu i nacieszeniu się nią do syta - wspólnie podjęliśmy decyzję, że najlepiej ebuka czuć się będzie wśród książek. I takie miejsce dla niej znaleźliśmy - na regale z koleżankami:) I tak podczas każdych odwiedzin w domowej bibliotece - nadal cieszy moje oko:) Dziękuję raz jeszcze:)

 

piątek, 11 października 2013

Tym razem podsłuchańce nie moje, a koleżanki z pracy. Kiedyś była na pewnym weselu, na którym to państwo młodzi zażyczyli sobie zamiast kwiatów książek. Koleżanka owa w kolejce z życzeniami do państwa młodych usłyszała następujący komentarz pewnych gości:

-Boże kochany, a po co im tyle książek???? (i tu było westchnienie wyrażające ogromne współczucie)

czwartek, 19 września 2013

Czytelniczka mojego bloga poprosiła mnie o pomoc. Od dłuższego czasu poszukuje trzech książek dla swojego dziecka. Oto tytuły:

Pierwsze urodziny prosiaczka -  Aleksandra Woldańska-Płocińska

Mrówka wychodzi za mąż - Przemysław Wechterowicz
 
Wilczek - Gerda Wagener
 

Może ktoś chciałby odsprzedać? Podaję kontakt: carolinazeta@op.pl


poniedziałek, 16 września 2013

 

Moja radość jest wielka!!! Dziś dowiedziałam się, że mój blog znalazł się wśród Finalistów konkursu eBuka 2013. Spośród ponad 100 zgłoszonych do konkursu blogów książkowych wybrano – na logotypie napisano: FINAŁOWĄ DZIESIĄTKĘ, ale dziwnym trafem jest nas więcej. Konkurs eBuka zorganizowany został po raz trzeci przez portal dużeka.pl.

Bardzo dziękuję wszystkim, którzy na mnie głosowali i trzymali za mnie kciuki:)

sobota, 14 września 2013

Frederick Morgan (1847-1927)

 

Lubię każdą porę roku – ale jesień i zimę w szczególności. Pewnie dlatego, że więcej wtedy czasu dla siebie, dzieci. W ogrodzie jakoś spokojniej. Jak przypomnę sobie lato, kiedy po powrocie do domu zaraz biegłam do ogrodu – to naprawdę cieszę się na jesień. Albo tupot dziecięcych nóg, który sygnalizował tylko – ot, chłopcy pojawili się na chwilę w domu, by coś zjeść, napić się, by biec szybko do kolegów. Późne powroty znad jeziora, przesiadywanie do północy, pielenie zielska. Teraz, kiedy dzień krótszy  - wszystko przycichło, uspokoiło się. Siedzimy wieczorem przy stole, dzieci coś rysują, bawią się, rozmawiamy w nieskończoność. Fajnie – niedługo zaczniemy palić w kominku. Lubimy siedzieć przy dużych oszklonych drzwiach i gapić się na świat za szybą – coraz częściej w odcieniach szarości, spowity mgłą. No i jest więcej czasu na lekturę, gry planszowe, słuchanie audiobooków. Jak tu nie lubić tych dwóch pór roku.

Po raz pierwszy mamy poważne zbiory z naszej jabłonki. Pisząc poważne – mam na myśli – kilka czerwonych kształtnych jabłuszek, które lada dzień będą gotowe do zbioru. Dużo czasu minie aż z jabłonki zrobi się jabłoń. Zbieramy ostatki pachnącego groszku. Tajemnica jego bujności tkwi w oszczypywaniu gałązek z kwiatami. Im częściej je ucinasz i wkładasz do wazonu, tym lepiej i wyżej rośnie. Jak tylko zakwitł, tak przez cały czas stał u nas na stole w jadalni. Wymienialiśmy tylko świeże kwiatki.  Gdzieniegdzie można znaleźć jeszcze maliny, pomidory pstrykotki – tak moje dzieci mówią o pomidorkach koktajlowych, które tak śmiesznie strzelają im w buzi przy rozgryzaniu zerwanych z krzaczków owoców.



Carl Larsson (1853-1919)

Carl Larsson (1853-1919)

Frederick Hendrik Kaemmerer (1838 - 1902)

Camille Pissarro (1830-1903)

środa, 21 sierpnia 2013

Ruszyła kolejna - 3. edycja konkursu na najlepszy blog książkowy. Konkurs e – buka 2013 organizowany jest przez portal dużeka.pl

W tym roku do konkursu zgłoszono 108 blogów, które traktują o książkach dla większych i mniejszych. Mój blog należy do tej drugiej kategorii. Jeżeli lubicie zaglądać w moje progi, inspiruję Was, zachęcam do lektury – uśmiecham się o głos. Należy napisać na adres mailowy ebuka@duzeka.pl w temacie wpisując nazwę: Półeczka z książkami. Jeśli czyjeś serce jest rozdarte i ma więcej ulubionych blogów – to nic, głos można oddać na 5 różnych blogów, natomiast nigdy po raz drugi na tę samą stronę.

Pozdrawiam serdecznie moich czytelników;)

 

Tutaj więcej informacji na temat konkursu.



wtorek, 06 sierpnia 2013

"Dzieje literatury dziecięcej(...)na pewno by wykazały, że bajka (...)zawsze
była sednem i podstawą duchowego pokarmu małolatków (...).Dzieci bzdurzą
i(...)chcą być bzdurzone. Potem im to przechodzi. Któremu nie przejdzie -
zostaje poetą" (J.Tuwim) 

sobota, 06 lipca 2013

Dla wielu Brzechwa to przede wszystkim autor bajek wierszem. Mało kto zna chyba jakiś przykład wiersza poważnego (w domyśle – dla dorosłych). Nie wykluczam, że są takie osoby, ale w obliczu popularności takich perełek literackich jak choćby Na straganie, śmiem wątpić, że tamto się liczy. Ulubionym wierszem moich synów: pięciolatka i ośmiolatka jest Leń. Całkiem pokaźnych rozmiarów – mogą wyrecytować nawet wybudzeni z głębokiego snu z pamięci. Dzieci znajomych też opanowały coś z bajek wierszem. Sama pamiętam – Samochwałę, Na straganie, Na wyspach Bergamutach. Taki jest Brzechwa w naszej świadomości. Tymczasem bajki dla dzieci zaczął pisać późno, bo krótko po czterdziestce, nie mając żadnego doświadczenia z takim (bardzo wymagającym skądinąd) czytelnikiem, jakim jest właśnie dziecko. Bo prawda jest taka, że jak się nie podoba – to coś zostaje odrzucone w kąt. I nie pomogą żadne uzasadnienia typu, że przecież Brzechwa wielkim poetą był. Dzieci są najbardziej szczerym i prawdziwym krytykiem. Tymczasem Kaczka dziwaczka, Opowiedział dzięcioł sowie są z nami już tak dawno. I będą – co jest baaaaaaardzo pewne. To właśnie dzięki nim poeta stał się nieśmiertelny.

Sam Jan Wiktor Lesman (ur. 1898r - poeta wykorzystał rozgardiasz powojenny w dokumentach i się odmłodził. Zawsze podawał rok 1900 jako datę urodzenia. Takowa widnieje również na jego grobie) – adwokat z wykształcenia, chciał być poetą – i to poetą poważnym. Pisał poezję, teksty do kabaretów: piosenki, skecze (jako Szer-Szeń). I żył w cieniu swojego, ponoć bardziej zdolnego, kuzyna – Bolesława Leśmiana, który pewnego dnia stwierdził, że przecież nie może być dwóch poetów Lesmanów i wymyślił dla młodszego o lat dwadzieścia Janka pseudonim.

-Pomyśl – przekonywał krewniaka – jakie to piękne: opierzona część strzały.

I tak zostałem Brzechwą na całe życie”.

Punktem wyjścia książki Michała Urbanka są rodzice. On: Aleksander, inżynier po Instytucie Technologicznym w Sankt Petersburgu. Ona: Michalina Lewicka, była już po trzydziestce, gdy zdecydowała się podjąć trudy tułaczki i nudnego życia po rosyjskiej prowincji.

"Co parę lat wnoszono do domu wielkie kosze i skrzynie, do których pakowano nasze meble i rzeczy" - wspominała po latach siostra poety. "Zamieszanie i harmider, towarzyszące przeprowadzce, stanowiły dla nas wielką atrakcję". Nowe miejsce oznaczało nowych ludzi, nowe znajomości, nowe przygody.

Książka przedstawia różne aspekty życia Brzechwy – jego próby twórczości, często krytykowane przez kolegów po fachu, odrzucane przez wydawców.

-Synku, niedobre są te wiersze – powiedział mu kiedyś Tuwim, choć, jak wspomniał, „z wyrazami najwyższego zakłopotania”.

Jako prawnik wsławił się jako obrońca praw autorskich, działał aktywnie w Związku Literatów Polskich i ZAIKS-ie.

Dużo tu informacji na temat życia prywatnego, jego miłostek i małżeństw. Ciekawie przedstawiono czasy okupacji. Pewnego dnia został wyciągnięty siłą przez szmalcowników z cukierni i zaprowadzony na gestapo. Podczas przesłuchania stwierdził, że jest mu wszystko jedno – że nie jest Żydem, ale i tak mogą go zabić, bo kobieta, którą kocha, go nie chce. A życie bez niej nie ma sensu (chodziło o Janinę Serocką, którą poeta w końcu poślubił po wojnie. Była jego trzecią żoną). Niemcy rozbawieni tym, puścili go wolno. Mało tego, za chwilę ryknęli śmiechem, kiedy po kilku minutach zauważyli powracającego mężczyznę, który dopiero na dole przy wyjściu przypomniał sobie, że nie zabrał przecież swojego torcika mocca.

Książkę Urbanka – pełną szczegółów z życia, ciekawostek, wspomnień, anegdot czyta się jednym tchem. Autor zajął się też współczesnością – a to co z tym się wiąże – tematami trudnymi. Pamiętacie burzę wywołaną jakiś czas temu, żeby Brzechwa przestał być patronem naszych szkół i ulic? Bardzo ciekawa jest rozmowa z Krystyną, córką poety, o ich trudnych relacjach. Na samym końcu – bogata bibliografia, która zachęca do własnych dalszych poszukiwań.

Przez cały czas chciałem być poetą lirycznym. No, ale stało się inaczej” - powiedział pod koniec życia Krystynie Nastulance. „Przydarzyło mu się bowiem to, co się czasem poetom przydarza (…) złote jabłko znalazł nie tam, gdzie początkowo szukał”. (Ryszard Matuszewski)

 

Wydawnictwo Iskry



niedziela, 30 czerwca 2013
sobota, 22 czerwca 2013

Mikołaj (5 lat):

- Mama jaki jest mój ulubiony kraj na Ly?

Myślę szybko, co to może być. Nie wiem

-No co ty mama? To przecież Leal Madryt.

 

piątek, 21 czerwca 2013
czwartek, 13 czerwca 2013

Czasem trudno dostać się do ulubionej książki. Podpowiadamy, jak to zrobić:)

środa, 24 kwietnia 2013

Wśród mojego rodzeństwa (w znacznej większości posiadającego już dzieci) i wśród znajomych  (też dzieciatych) łapiemy się ostatnio na tym, że wspominamy. Pewnie, że wspomnienia oznaczają przeważnie nostalgię, wzruszenie, emocje.  I poniekąd to decyduje o naszej ocenie przeszłości. Ale nie tylko o dzieciństwo chodzi, ale o tę całą otoczkę, która je kreowała: telewizję (w moim przypadku długo czarno – białą), filmy, teatr, bajki, programy. Było ich całkiem sporo. Choć i bywały dni posuchy. W taki poniedziałek to nawet chyba nie było Dobranocki – tylko Zwierzyniec po południu. Nie wiem, może źle pamiętam. Łapiemy się na tym, że tęsknimy, szukamy w Internecie i na różnych aukcjach. Żeby dzieci posmakowały, zobaczyły. I wcale nie upieramy się przy tym, że TAMTO było lepsze. Mały domek na prerii, Wakacje z duchami, Piątek z Pankracym, 5-10-15, Teleranek, Miś, Płomyczek, Płomyk. I nie tylko świat amerykańskich dzieciaków, ale też bułgarskich, czechosłowackich, radzieckich, rumuńskich. Czasem wydaje mi się, że od momentu przemiany w inny system, w krajach dawnego bloku komunistycznego nic się nie dzieje. Dotyczy to też, niestety, naszego kraju. Jakby nie powstawały ani teatr dla dzieci, ani filmy, ani kreskówki. Nie, nie - te wszystkie filmy: Urwisy z Doliny Młynów, Arabella i kreskówki o Piaskowym Dziadku (NRD) czy Wilku i Zającu (ZSRR) nie były lepsze. Sprawa wygląda tak, że teraz nie ma NICZEGO. Pustynia. Jeśli coś się pojawia, to razi niekiedy beznadzieją, pustką. Nawet Dobranockę nam zabrali. Właściwie oskubali, bo de facto – ona ciągle jest. Spychana na różne pory. Właściwe trudno ustalić, o której włączyć telewizor. I tak jestem przekonana, że najważniejsze są reklamy. Dobranocka jest tylko nędznym dodatkiem, trwającym czasami (aż) całe 5 minut. Nie wspomnę o tym, że treść reklam, albo zwiastunów filmów często nie są adekwatne do wieku małych odbiorców, którzy z racji zasiedzenia albo gapiostwa rodzicieli (trudno czasem upilnować), często oglądają to coś zaraz po swoim programie.

Stąd też popieram akcję zainicjowaną przez dziennikarkę Monikę Obuchow, która zmierza do tego, by rozpocząć POWAŻNĄ DYSKUSJĘ na temat kultury dla naszych dzieci. I to z ludźmi kompetentnymi. Punktem wyjścia całej akcji jest ta książka, która została wydana przy sporym wsparciu finansowym Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Dziwi to, że gdy mamy tylu wspaniałych ilustratorów, uznanych i na naszym rynku i za granicą, nie wykorzystuje się ich potencjału do tego, żeby powstała zupełnie inna pierwsza książka dzieciństwa.

Kiedyś usłyszałem, jak jeden z klientów ojca powiedział w księgarni, że niewiele rzeczy ma na człowieka taki wpływ jak pierwsza książka, która od razu trafia do jego serca. Owe pierwsze obrazy, echa słów, choć wydają się pozostawać gdzieś daleko za nami, towarzyszą nam przez całe życie i wznoszą w pamięci pałac, do którego, wcześniej czy później - i nieważne, ile w tym czasie przeczytaliśmy książek, ile nowych światów odkryliśmy, ile się nauczyliśmy i ile zdążyliśmy zapomnieć - wrócimy.

Napisał Carlos Ruiz Zafón. Czy książka zilustrowana przez Ilję Bereznickasa i przypadkowy dobór tekstów, zasługuje na miano tej Pierwszej Książki Mojego Dziecka? 

Jak piszą autorzy Petycji książka (książka dla dzieci ogólnie - nie Pierwsza Książka Mojego Dziecka) przeżywa Odrodzenie. Jak grzyby po deszczu wyrastają na półkach znakomite tytuły. Ilustratorzy zdobywają nagrody. Ja tymczasem z przerażeniem obserwuję to co dzieje się wokół. Sieczka "kulturalna". Jak sami czegoś nie wymyślimy – akurat na telewizję nie ma co liczyć. Tylko, że nie każdy ma teatr pod nosem, czy blisko do biblioteki, gdzie są dobre książki. Nie każdy może dziecku zaserwować coś z górnej półki.  W przedszkolu mojego młodszego syna rodzice sami wzięli sprawy w swoje ręce i od kilku lat przygotowują spektakle teatralne, w których grają dla swoich dzieci. Ale to i tak kropla w morzu potrzeb. Prawdziwych - kulturalnych potrzeb. Nie byle - jakich.

Tutaj można przeczytać Petycję i przyłączyć się do akcji:)



wtorek, 02 kwietnia 2013

Właśnie usłyszałam w radiu o konkursie na najpiękniejszą książkę dla dzieci. Trudny wybór. Według mnie nie do przeprowadzenia. Bo co brać pod uwagę - ilustracje, okładkę, tekst - czy może emocje? Pamięć, która jest w nas - o osobach, które czytały nam taką książkę. O miejscu, gdzie była czytana. O bólu, który ukoiła, o śmiechu, który wywołała. Tylu ilu nas - tyle najpiękniejszych książek dzieciństwa. I tak jest dobrze. Tak ma być. Książka dojrzewa w nas - przez te wszystkie lata zbierania doświadczeń, potykania się, może wychowywania własnych dzieci, spotykania na drodze najróżniejszych - najpiękniejszych książek. Czy to ta z barwnymi ilustracjami, czy czarno - białymi, czy z gołym tekstem, ale pobudzająca wyobraźnię? Twardy orzech do zgryzienia. Wielki plus w tym wszystkim - jest okazja, by o książkach mówić, dyskutować, spierać się o tę naj.... Książka ginie w gąszczu najnowocześniejszych gadżetów, wymyślnych różności.

Tegoroczny gospodarz Dnia - Stany Zjednoczone

Projekt plakatu - Ashley Bryan

Autorka motta Bookjoy Around the World... - Pat Mora. 

sobota, 23 marca 2013

Naszą bibliotekę często udostępniamy rodzinie bliższej i dalszej jak i znajomym. I zawsze lubię obserwować wieeeelkie zdziwienie, kiedy ktoś z półki wyjmuje Kłopot. Tego się nie da opisać. Dorośli kartkują książkę w tę i wewtę, wracają, potem jeszcze raz i jeszcze raz. Bo Kłopot faktycznie może wprawić w zakłopotanie. Na początku moje dzieci też były zdziwione. Ogromnie. Bo mało tu tekstu, nawet niewiele ilustracji. I to zaskoczenie, że ze zwykłego śladu od żelazka można zrobić tyle wspaniałych rzeczy. Można wyrazić tyle emocji i uczuć: strach, nadzieję, marzenia, radość.

Książka rozbudza wyobraźnię, motywuje do działania – bo jak tu nie zaproponować swojego rozwiązania tego kłopotu. Stary babciny obrus zostanie schowany na dnie starej szafy, nigdy nie ujrzą go już oczy ludzkie. A gdyby tak zrobić z tego śladu ….. No właśnie.... Książka na pewno nie zostawi małego czytelnika obojętnym:) Jakże ważny jest przekaz tej książki – sprawdza się babcine przysłowie, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. A kłopotem nie ma się co martwić – zawsze można znaleźć jakieś rozwiązanie. Tak jak w tym przypadku.


Wiek - książka inspiruje w każdym wieku

Wydawnictwo Wytwórnia



Nasz egzemplarz jest szczególnie cenny. Dzieci wzięły udział w konkursie, który został ogłoszony na stronie Pani Zorro. Praca Tomka została nagrodzona egzemplarzem z dedykacją. Ależ się wszyscy ucieszyliśmy.

Najnowsza książka Iwony Chmielewskiej Oczy została laureatką Bolgna Ragazzi Award 2013.


Kłopot - czyli rycerz przytulanka był robiony przez prawie cały dzień. Tutaj wieczorne zdjęcie - kłopot został rozwiązany baaaaardzo późno.





 
1 , 2 , 3 , 4