Archiwum
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli
niedziela, 07 października 2018
Ilustrowany elementarz do nauki angielskiego i polskiego. Dla dorosłych i dzieci - Beata Pawlikowska

 

Od dawna wiadomo, że angielski święci swoje tryumfy i wypada go znać. I że Polacy nie gęsi, też angielski znają. A jeśli ktoś się ociąga (wciąż jeszcze) albo lenił się na zajęciach w szkole – może sięgnąć po Elementarz, który powstał z  myślą o osobach chcących się nauczyć i angielskiego i polskiego. Myślę, że to ciekawa propozycja np. dla Polaków mieszkających za granicą, a którzy chcieliby podsunąć jakiś podręcznik (ale nie w tradycyjnym tego słowa znaczeniu) do nauki języka przodków swoim dzieciom. Ach, odbiorców może być znacznie więcej. Zresztą – motywy do nauki i polskiego, i angielskiego są naprawdę różne. Ja jedynie podpowiadam, że cosik takiego fajnego na rynku już jest. Dla nas, Polaków, nie mających na co dzień do czynienia z jakąkolwiek metodyką nauczania naszego języka ojczystego, na pewno ciekawym doświadczeniem jest zapis wymowy polskich słów dla obcokrajowców: dziękuję (jen-koo-yeh) czy dzięki (jen-kee). Oj, nabrałam przekonania, że nasz język do łatwych nie należy i że lepiej „powalczyć” trochę z angielskim zamiast z polskim. Dlatego też skupię się bardziej na angielskim.

Autorka – znana podróżniczka i obieżyświatka, zapisała wymowę tak, jak się mówi. Oryginalna transkrypcja jest trudna do zapamiętania, dlatego Beata Pawlikowska zapisała tak jak słychać wymowę poszczególnych słów.  To na pewno duże ułatwienie. Nie trzeba co rusz sprawdzać jak powinno się wymawiać daną literę lub głoskę. Materiał od podstawowych zwrotów po bardziej wyszukane słownictwo, które pozwoli odnaleźć się w nietypowych, codziennych sytuacjach. Można też poczytać o różnicach w języku angielskim i wersji amerykańskiej. Elementarz będzie na pewno dobrą książka dla początkujących. Dla tych, którzy dopiero zaczynają przygodę z angielskim. By się zmotywować do dalszych działań, a może i sięgnięcia po inne książki w celu rozszerzenia umiejętności językowych. Tutaj są podstawy, które po opanowaniu na pewno pomogą w podstawowej komunikacji z tubylcami. Elementarz został podzielony na poszczególne lekcje. Można sobie zaplanować pracę z książką – np. jedna lekcja regularnie na 1-2 dni. Zawsze jest na początku krótkie wprowadzenie teoretyczne – albo po angielsku dla uczących się polskiego, albo po polsku dla adeptów j. angielskiego. Co mnie się podoba w szczególności:

- Elementarz został przygotowany z myślą o dzieciach i dorosłych. Można uczyć się w pojedynkę, można i z pociechą. W grupce zawsze raźniej. A podczas wspólnej nauki można mieć wielką frajdę.

- Podział na lekcje, które można rozpisać sobie w formie osobistego planera do nauki języka obcego. W ramach postanowień – nie-noworocznych powiem sobie: „Ok. Nauczę się angielskiego. Zamierzam pracować CODZIENNIE przez 15-20 minut. Regularnie. Dla siebie. Dla satysfakcji. Z uśmiechem jak banan”. Zresztą książka przez swoje słoneczne barwy oddziałuje tylko optymistycznie.

- Goethe powiedział, że iloma językami mówisz, tyle razy jesteś człowiekiem. Pewnie warto zatem zgłębić obcy język dla swojego rozwoju. Bo ucząc się obcego języka, zauważamy moc rzeczy, na które wcześniej nigdy byśmy nie zwrócili uwagi.

- Akurat przy tej książce można wykorzystać zasadę maleńkich kroczków. Materiału w poszczególnych lekcjach nie ma aż tak wiele, by się/ lub dziecko zniechęcać. To dobra wiadomość dla tych, którzy pracują i nie mają zbyt wiele wolnego czasu dla siebie.

- Prezentacja materiału przejrzysta i zrozumiała.

- Wymowa „od razu”. I taka dla przeciętnego człowieka – bez zbytecznych mądrości i zakrętasów, które podawane w tradycyjnej transkrypcji normalnie, po ludzku zniechęcają „na wejściu”.

- Spora liczba ćwiczeń. Wiele z nich do tłumaczenia. Ja akurat lubię tę formę sprawdzania wiedzy.

- Przejrzysta prezentacja nowego słownictwa na żółtych marginesach – od razu z wymową.

- Ciekawa forma graficzna. Nawiązująca do obcych kątków i zakątków na świecie. Aż chce się uczyć. Dodam tylko - ilustracje Autorki. 

- Na końcu – klucz do ćwiczeń. Można się sprawdzić. A to, co dobrze zrobione, można powtarzać, powtarzać i jeszcze raz powtarzać. A potem już stosować i cieszyć się ze swoich małych kroczków. I wielkich sukcesów. 

Wiek – dla każdego

Wydawnictwo Edipresse

sobota, 06 października 2018
Mała Księga Mądrości Kubusia - wybór Brittany Rubiano/ il. Mike Wall

 

Kubuś Puchatek – książki jak i kreskówki zdobyły sobie rzesze wiernych fanów z różnych powodów, o których teraz nie chciałabym się bliżej rozpisywać. Jednym z nich w moim akurat przypadku są liczne mądrości, których jest całe mnóstwo – do przeanalizowania, refleksji, w  końcu do zastosowania. Mądrości te (mniej lub bardziej mądre, a nawet przemądrzałe) wygłaszane są co rusz przez licznych bohaterów: samego Kubusia, Prosiaczka, Kłapouchego i innych. Sama łapię się na tym, że niektóre tak weszły mi w nawyk stosowania, że traktuję je jak swoje. Inne – po zapoznaniu się z książką – stosowałam, choć nie wiedziałam, że źródło tkwiło właśnie w „Kubusiu Puchatku” lub „Chatce Puchatka”. Moim najulubieńszym od lat jest cytat, którego niestety nie znalazłam w omawianej książce - Im bardziej Puchatek zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było. (używam, gdy długo szukam czegoś/ kogoś bez skutku)

Ale są i inne, które pewnie znacie – a które teraz zebrane w małej poręcznej książce posłużą za źródło inspiracji do używania w dniu codziennym. Kilka przykładów – więcej wraz z ilustracjami bohaterów znajdziecie już w książce, która zmieści się w torebce albo tornistrze.

A więc cytując KLASYKÓW zapamiętajcie, że:

„Jeśli nie ma tego Tutaj, to znaczy, że jest Tam” (Kubuś)

„Czasami najlepiej zrobić Nic. Z takiego Nic może wyniknąć naprawdę Coś” (Kubuś)

Kocham Prosiaczkowe: „Och jej, jak dobrze być w domu”

„Nie da się kichnąć i tego nie zauważyć” (Kubuś)

„Czas coś przekąsić” (Kubuś)

„Czasami odrobina uprzejmości wiele zmienia” (Kłapouchy)

(*Mądrości w tłumaczeniu Eweliny Gładkiej)

Wiek 6+

Wydawnictwo Egmont  

czwartek, 07 czerwca 2018
Basia. Wielka księga słów - Zofia Stanecka/ il. Marianna Oklejak

Człowiek, niezależnie od wieku, ciągle się czegoś uczy. Pojawiają się nowe słowa, które odzwierciedlają rzeczywistość. Basia pomaga zrozumieć i przyswoić sobie nowe słowa. Niektóre są łatwe – bo przecież mówi się, że „mama” i „tata” to pierwsze słowa każdego dziecka. I specjalnie nie trzeba ich tłumaczyć. Ale tu są tak cudnie opisane – miód na serce:). Ale są i trudniejsze przykłady – bo czy każdy wie co to takiego  „chaperon”? I są w końcu śmieszne niespodzianki – powiem krótko – historyjka związana z „sowinistą” zwaliła mnie z nóg. Jeszcze ciągle się podśmiechuję pod nosem. Słowa są przedstawione alfabetycznie. Ten nietypowy słownik „Wielka księga słów” zaczyna się od adopcji a kończy na żółwiu. Po drodze są jeszcze m.in. (oprócz tych wspomnianych): alergia, babcia, bałagan, brat, dentysta, eukaliptus, grzyby, Haiti, irytacja, laptop, Misiek Zdzisiek, remont, wolność, złota rączka i wiele innych. Sami przyznacie, że zestaw baaardzo  normalny a jednocześnie oryginalny. Bo kto nie wie cóż to grzyby albo bałagan. Jednak wyjaśnienie tych słów, krótkie historyjki do nich sprawiają, że są one na swój sposób nietypowe. Wszystkie nawiązują do codzienności Basi albo przygód, które zostały opisane we wcześniejszych książkach. Basia oczywiście w towarzystwie swojej rodziny: rodziców i rodzeństwa: Franka i Janka. Wyjaśnienia to nie nudne i „suche” definicje. To świat z perspektywy dziecka. Basia w sposób dziecięcy (nie dziecinny) tłumaczy wyrażenia. Jedne łatwe, inne trudniejsze. Wśród nich jest kilka smaczków jak np. przepisy na błotne kotlety, pierogi z serem i Piernikowego Potwora. Książka trochę na serio i trochę z przymrużeniem oka.

Wiek 4+

Wydawnictwo Egmont

poniedziałek, 07 maja 2018
Sposób na Adama/ Górski żurek - Paweł Beręsewicz/ il. Magdalena Kozieł-Nowak (wersja polsko - angielska)

Dwie krótkie historyjki z życia Adama.

W pierwszej poznajemy go jako chłopca nielubiącego czytać. Książki są dla dziewczyn - tak twierdzi ów młodzian. Dzięki sprytowi pewnej mądrej bibliotekarki, chłopiec wychodzi z biblioteki z pewną książką. I z przeświadczeniem, że książki niekoniecznie są tylko dla dziewczyn. W drugiej historii Adam wspina się z tatą na Wielką Górę. Marzy, by u celu wspinaczki zjeść górę naleśników z bitą śmietaną. Niestety jest tylko żurek, którego chłopiec ponoć nie cierpi. Ponoć, bo wcina, że aż mu się uszy trzęsą. Na końcu mimo wszystko intryguje pytanie: czy zwykły żurek różni się jakoś od żurku górskiego? (a morał z tej historii jest taki, że odkąd została przeczytana, marzy nam się gar żurku…. Tyle że nizinnego, wielkopolskiego).

Teksty są napisane prostym językiem - dlatego też nadają się jako lektura dla początkującego czytelnika. Do tego duże litery, szeroka interlinia i ilustracje na każdej stronie. To książka, którą łatwo "pożreć", nadaje się, by zachęcać dziecko do samodzielnej lektury. A przeczytać samemu książkę "od deski do deski" to zawsze jest wyczyn, że hej. 

Obok tekstów polskich – tłumaczenie w języku angielskim. Można się wprawiać i szlifować swoje umiejętności. Ja podpowiadam, że książkę można podsunąć też komuś z rodziny albo z grona przyjaciół, kto jest anglojęzyczny i chętnie chciałby polepszyć swój polski. Ta książka świetnie działa na dwa fronty:) 

Wiek 7+

Wydawnictwo Literatura

poniedziałek, 02 kwietnia 2018
Pierwsze słowa. Akademia mądrego malucha (Pojazdy, Kolory, Na wsi) - Choux Nathalie

Gdy moi synowie byli mali uwielbiali „ruchome” książki . Wystarczyło za coś pociągnąć – w górę, w dół, na prawo, na lewo – i już w ruch szły rączki postaci, łapki i nóżki zwierzątek, kwiatki odchylały swoje kielichy i łodyżki. Po prostu cuda. A ile przy tym było śmiechu, emocji, dziecięcego zdziwienia. Podobnie jest w przypadku serii: „Pierwsze słowa. Akademia mądrego malucha”.

W „Pojazdach” koparka porusza łyżką, samochód wyrusza w drogę, strażak wspina się po drabinie, dźwig podnosi ciężki ładunek, a helikopter porusza śmigiełkiem. Dzieci poznają różne pojazdy i dźwięki, jakie one wydają. Są tu motor, rower, skuter, samochód, wóz policyjny, strażacki, śmieciarka, autobus, koparka. Oczywiście przy lekturze z dzieckiem można wydawać najróżniejsze dźwięki: brum brum, pii pii itp.


W części „Kolory” zmieniają się barwy na skrzydełkach motyla, wieloryb pryska wodą, mienią się promienie słoneczne, żabka podskakuje na nenufarze. Dzieci poznają kolory i słowa. I tak na przykład czerwień to wiśnie, wóz strażacki, truskawka i buty. Niebieski: delfin, ptak i kwiatek. Żółty: banan, pszczoła, gwiazdka, kurczątko słońce. Zieleń to krokodyl, liść, żółw, groszek i żabka.


Kolejna część zaprasza do zapoznania się z tym, co się dzieje na wsi. Kurka dziobie ziarno, kogut pieje kukuryku, świnka chowa się za snopkami słomy, a królik za dorodnymi kapustami, ciągnik ciągnie przyczepkę. Tutaj jest popis dla różnego rodzaju onomatopei: kura robi ko ko, kurczątko pi pi, kaczka kwa kwa, gęś gę gę, owca beee, osiołek ihaha, koza meee, krowa muuu, koń patataj, kotek miau, piesek hau. Jest i rolnik, który dogląda zwierzątek.

Bardzo sympatyczne książki, które mogą czytać już najmłodsze dzieci. Kartki są grube, więc można je przewracać bez końca – tam i z powrotem. Mówi się: najważniejsze jest pierwsze wrażenie. Tutaj już same okładki zachęcają do tego, by pobawić się tymi książeczkami. A dzieje się naprawdę dużo:)

Wiek 0+

Wydawnictwo Egmont

piątek, 05 stycznia 2018
Czytam sobie. Koc dla trolla Alojzego. Poziom 1 - Zofia Stanecka/ il. Jona Jung

Wiek 5+

Wydawnictwo Egmont

sobota, 16 grudnia 2017
Sylaboratorium czyli leksykon młodego erudyty - praca zbiorowa/ il. Paweł Pawlak

 

 

W języku codziennym młodzi ludzie często napotykają na obce, trudne wyrazy. Dzięki „otwarciu się” na świat, przy pomocy Internetu, telewizji, różnych innych mediów dzieci wychodzą poza dom, szkołę, swoje środowisko. Tym samym na pewno poszerzają swoje horyzonty: w tym również słownictwo. Nie tak dawno mój syn ni z gruszki ni pietruszki pyta: A co to znaczy „adwersarz”? Usłyszał w jakiejś piosence. Sylaboratorium to taka trochę leksykalna deska ratunku dla młodego czytelnika. Wyjaśnia w nietypowy sposób 50 haseł – przyznaję – ciekawych – nie tylko dla kandydatów na młodych erudytów. Czytelnik w każdym wieku znajdzie tu coś dla siebie. Po dwa hasła do każdej litery. Wśród nich takie perełki jak prestidigitator, kapodaster, wakuola, latimeria. Jest i słowo trybunał – które co rusz pojawia się mediach. Powinno zainteresować dzieciaki, które czasem z rodzicami podpatrują programy informacyjne. Wśród haseł są również: apokalipsa, atencja, bambuko, fortel, giezło, żagiew, parantela, reperkusja, rewitalizacja, szczękoczułek i inne. 

Ciekawostką jest to, że książka ma kilku autorów. Znani i lubiani polscy pisarze: Justyna Bednarek, Agnieszka Frączek, Mikołaj Golachowski, Roksana Jędrzejewska-Wróbel,  Emilia Kiereś, Ewa Nowak, Zuzanna Orlińska, Zofia Stanecka, Marcin Wicha i Wojciech Widłak. Każdy z nich potraktował temat indywidualnie. W krótkich tekstach odnaleźć można styl swojego ulubionego autora - a być może - odkryje jego zupełnie inną literacką naturę. Erudyta to "osoba o rozległej wiedzy". Taki jest właśnie cel tej książki: Okiełznać język, poszerzyć horyzonty, sprawić, by młody człowiek pewniej poczuł się w towarzystwie lub w szkole na zajęciach. Językoznawstwo często kojarzyć się może z nudą, tematem trącącym myszką. Jest jednak wprost przeciwnie: język ciągle ulega zmianom, modom - co widać też w tej książce. Ciekawym pomysłem było zaangażowanie Pawła Pawlaka do strony graficznej. Książka jest barwna, energetyczna - na pewno ma też duży wpływ na odbiór języka i potraktowanie lektury na luzie. 

Wiek 12+

Wydawnictwo Egmont

czwartek, 02 marca 2017
Seria "Raz, dwa, trzy" - Joanna Bartosik

 

Raz, dwa, trzy słyszymy – to zobrazowane różne dźwięki: kominiarz wyskakujący z komina i wołający: „a kuku”, deszcz padający z nieba na parasole i ludzi w płaszczach ortalionowych z charakterystycznym „kap kap”, piesek na rowerze „hau hau”, dzięcioły w lesie szukające korników „stuk puk”, słoń na kółkach „tru tu tu tu”, czarna wrona, jeździec na koniu przeskakujący przez przeszkody „hop”, dziewczynka ze złamaną nogą „oj oj oj aj aj aj”, plotkarki „gadu gadu gadu”, których rozmowy są dłuższe niźli wszystkie szale świata, nurek podziwiający piękno podwodnego świata „bul bul bul”.

 

Raz dwa trzy mówimy – ta książka z kolei uczy najważniejszych słów: „dzień dobry, poproszę, dziękuję, przepraszam, nazywam się, proszę pani, proszę pana, do widzenia.

 


Propozycja dla najmłodszych, z wartościowymi treściami, wspierająca naukę i rozwój mowy (w drugim przypadku również – naukę savoir vivre).


Nowoczesne, minimalistyczne  ilustracje, ciekawa paleta barw. Do tego grubaśne kartki, które można przewracać tam i z powrotem – bez końca. Bez narażenia, że coś się zniszczy

RAZ – DWA – TRZY to seria dla dzieci najmłodszych, która została wyróżniona w konkursie Instytutu Książki i Polskiej Sekcji IBBY na książki rosnące razem z dzieckiem TRZY/MAM/ KSIĄŻKI.

O trzeciej książce z serii „Raz dwa trzy patrzymy” pisałam tutaj.

Wiek 0+

Wydawnictwo Widnokrąg

sobota, 22 października 2016
Pucio uczy się mówić. Zabawy dźwiękonaśladowcze dla najmłodszych - Marta Galewska-Kustra/ il. Joanna Kłos

Poznajcie przemiłą rodzinkę: mama, tata, Bobo, Pucio, Misia, Babcia z Dziadkiem. Są też kot i pies. Pucio uczy się mówić. Chłopiec występuje w różnych codziennych sytuacjach. To doskonała okazja do tego, by Pucio wprawił w ruch swój język – a wraz z nim języki małych czytelników.  

Można czytać proste teksty, pokazywać przy tym obiekty, postacie na ilustracjach. Można nie koncentrować się na tekstach, ale „luźno” i bardzo subiektywnie potraktować lekturę. Niech to będzie materiał wyjściowy do dialogu z dzieckiem. Zainteresowane tym, co na obrazku, raz dwa zacznie opowiadać co widzi. Niech zachętą będą proste pytania stawiane przez dorosłego: kto to?, co to?, co robi?, co mówi?


Autorka w krótkim wstępie podpowiada jak pracować z książką. Pisze o tym, co powinno nas, rodziców, zaniepokoić. Książkową rodzinkę widzimy podczas wycinankowej zabawy, gotowania obiadu, spożywania posiłku, porządków, usypiania malucha.  To co mi się podoba w tej książce – to duża rola taty w procesie wychowania. W dawnych książkach było to nie do pomyślenia. Pełno tu dźwięków do naśladowania: cii, cmok, łe, szu, bach, halo, kici, dzyń. Pełno materiału do oglądania, przy którym mogą się rozgadać i duzi i mali. Książka na twardych kartonach, które trudno zniszczyć. Można przeglądać tam i z powrotem. I ćwiczyć mowę, zacieśniać więzi. To bardzo rodzinna książka – na pierwsze czytania.


Wiek 0+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

niedziela, 31 lipca 2016
Elementarz dla dzieci z dysleksją - Agnieszka Łubkowska/ il. Joanna Kłos

Kiedy rodzic słyszy diagnozę: dysleksja, wpada niekiedy w popłoch. Wiem coś o tym, bo długie lata pracowałam w szkole. Tymczasem jest to "potwór" do okiełznania. Takie książki jak ta, niewątpliwie mogą okazać się pomocne w procesie uczenia właśnie w przypadku dzieci, u których specjalista stwierdził trudności w nauce czytania i pisania.


Mimo tego, że jest to elementarz przeznaczony dla dzieci z dysleksją, to stwierdzam na rodzinnym przykładzie, że jest on atrakcyjną książką również dla dzieci, które rozpoczynają przygodę z czytaniem. Dla dzieci, które nie mają stwierdzonej dysleksji, ale z takich czy innych powodów mają problemy z czytaniem. Tak jest w przypadku mojego młodszego syna. Zaobserwowałam, że z przyjemnością czyta na głos i po cichu, dla mnie i dla siebie. Na pewno to zasługa atrakcyjnych tekstów.

Mimo tego, że mam sentyment do „Elementarza” Falskiego, to jednak przyznaję, że teksty opublikowane w tym elementarzu są dla dziecka niezwykle ciekawe. Są to ciekawostki popularnonaukowe. Zaledwie kilka zdań do danej literki: góry, foka, tygrys, pioruny, wiewiórki, ocean, koń, jak, pająki, żółwie. Widać, że przeważa tematyka zwierzęca. Nie są to infantylne teksty, ale poważne informacje, zebrane w proste i zrozumiałe zdania. Autorka absolutnie nie unika trudniejszych pojęć i zagadnień, wyrazów. Teksty zatem dobrze się czyta ze względu na ich treść. Poza tym: wyraźna czcionka, szeroka interlinia. I jeszcze coś: klimat tej książki. Całość kojarzy mi się z dawnymi książkami, trochę w klimacie vintage, w tonacji stonowanych kolorów. Odnoszę wrażenie, że ta książka działa na małego czytelnika wręcz kojąco, uspokajająco.


Książka jest podzielona na rozdziały: nauka liter i dwuznaków, opanowanie sylab, czytanie słów. Na każdej stronie znajdują się też zadania dla dziecka i wskazówki dla rodzica. Pomogą one w doskonaleniu techniki czytania u dziecka. Po prezentacji danej literki, przedstawione są wyrazy, które daną literkę zawierają, potem krótkie teksty, w których zaprezentowano daną literę lub dwuznak. Autorka podpowiada co robić poza książką. Można wycinać literki, nakłaniać dziecko do składania wyrazów, można pokazywać dziecku słowa wielokrotnie i namawiać do rozpoznawania bez sylabizowania. Możliwości jest wiele. Sama książka jest pięknie wydana, z mnóstwem ilustracji, przykładów do ćwiczenia. Na pewno warto do niej często zaglądać.


Wiek 4+

(Trudno zakwalifikować tę książkę wiekowo. Jak już pisałam nadaje się ona do nauki czytania w ogóle. Można z elementarzem pracować etapami. Zapoznawać dzieci z literkami, potem wyrazami. Dopiero po jakimś czasie przejść do tekstów. Podaję wiek 4 +, ponieważ dzieci od najmłodszych lat przejawiają zainteresowane małymi kruczkami, które na dobranoc i nie tylko, czytają mu rodzice. Wiek można dostosować zatem do potrzeb dziecka. Być może ktoś będzie zapoznawał z elementarzem dzieci jeszcze młodsze.)

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

 
1 , 2 , 3