Archiwum
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli

Nasz język giętki

niedziela, 11 listopada 2018

Ewa Nowak, uznana  autorka wielu powieści młodzieżowych, napisała poradnik dla młodych ludzi, którzy chcieliby udoskonalić swój warsztat pisarski. Wprawdzie w tytule czytamy o „pisarkach”, ale po książkę może sięgnąć każdy, kto lubi pisać i chciałby rozwijać swe umiejętności. Od rozgrzewki po wydanie powieści. Po drodze mnóstwo rozwijających ćwiczeń z pisania, rad doświadczonej pisarki, rozwijanie wyobraźni. Jak się okazuje, w pisaniu nie ma drogi na skróty. Tak jak w innych dyscyplinach – trening rodzi mistrza. Ale oprócz pisania „Notes…” pomoże rozwijać również wiele innych umiejętności  jak  np. nawyk codziennego pisania, styl, porządkowanie swoich myśli, lepsze zrozumienie siebie i innych, uwrażliwienie swoich zmysłów, dostrzeganie tego, co na pozór niedostrzegalne. Ewa Nowak podpowiada wiele inspirujących rzeczy: generalnie początkujący pisarz może być praktycznie cały czas zaangażowany – od poniedziałku do niedzieli. Od rana do wieczora w nieustającym rytmie samokształcenia. Nawet jeśli wydaje mu się, że nie robi nic dla swojego pisarstwa – może właśnie to czynić. Jak choćby przez podglądanie rzeczywistości, porządkowanie myśli, refleksje, rozmowę ze sobą. Dzięki temu inaczej patrzy się na zadane wypracowania z polskiego i lektury. Podpowiada też sposoby na tzw. „rozpisywanie” się. Gdzie można znaleźć pomysły na powieść? Co trzeba wiedzieć, zanim napisze się pierwsze zdanie powieści? Jak w ogóle zacząć? Jaki powinien być główny bohater? Jak zbudować fabułę? Jak tworzyć dobre opisy miejsc? Na co komu dialog w powieści? Kim jest narrator i do czego jest potrzebny? To zaledwie kilka zagadnień, które zostały poruszone w „Notesie…”. Ich wybór oraz prezentacja są przejrzyste, zrozumiałe. Chciałoby się rzec: nic tylko pisać.

Wiek 13+

Wydawnictwo Egmont

niedziela, 07 października 2018

 

Od dawna wiadomo, że angielski święci swoje tryumfy i wypada go znać. I że Polacy nie gęsi, też angielski znają. A jeśli ktoś się ociąga (wciąż jeszcze) albo lenił się na zajęciach w szkole – może sięgnąć po Elementarz, który powstał z  myślą o osobach chcących się nauczyć i angielskiego i polskiego. Myślę, że to ciekawa propozycja np. dla Polaków mieszkających za granicą, a którzy chcieliby podsunąć jakiś podręcznik (ale nie w tradycyjnym tego słowa znaczeniu) do nauki języka przodków swoim dzieciom. Ach, odbiorców może być znacznie więcej. Zresztą – motywy do nauki i polskiego, i angielskiego są naprawdę różne. Ja jedynie podpowiadam, że cosik takiego fajnego na rynku już jest. Dla nas, Polaków, nie mających na co dzień do czynienia z jakąkolwiek metodyką nauczania naszego języka ojczystego, na pewno ciekawym doświadczeniem jest zapis wymowy polskich słów dla obcokrajowców: dziękuję (jen-koo-yeh) czy dzięki (jen-kee). Oj, nabrałam przekonania, że nasz język do łatwych nie należy i że lepiej „powalczyć” trochę z angielskim zamiast z polskim. Dlatego też skupię się bardziej na angielskim.

Autorka – znana podróżniczka i obieżyświatka, zapisała wymowę tak, jak się mówi. Oryginalna transkrypcja jest trudna do zapamiętania, dlatego Beata Pawlikowska zapisała tak jak słychać wymowę poszczególnych słów.  To na pewno duże ułatwienie. Nie trzeba co rusz sprawdzać jak powinno się wymawiać daną literę lub głoskę. Materiał od podstawowych zwrotów po bardziej wyszukane słownictwo, które pozwoli odnaleźć się w nietypowych, codziennych sytuacjach. Można też poczytać o różnicach w języku angielskim i wersji amerykańskiej. Elementarz będzie na pewno dobrą książka dla początkujących. Dla tych, którzy dopiero zaczynają przygodę z angielskim. By się zmotywować do dalszych działań, a może i sięgnięcia po inne książki w celu rozszerzenia umiejętności językowych. Tutaj są podstawy, które po opanowaniu na pewno pomogą w podstawowej komunikacji z tubylcami. Elementarz został podzielony na poszczególne lekcje. Można sobie zaplanować pracę z książką – np. jedna lekcja regularnie na 1-2 dni. Zawsze jest na początku krótkie wprowadzenie teoretyczne – albo po angielsku dla uczących się polskiego, albo po polsku dla adeptów j. angielskiego. Co mnie się podoba w szczególności:

- Elementarz został przygotowany z myślą o dzieciach i dorosłych. Można uczyć się w pojedynkę, można i z pociechą. W grupce zawsze raźniej. A podczas wspólnej nauki można mieć wielką frajdę.

- Podział na lekcje, które można rozpisać sobie w formie osobistego planera do nauki języka obcego. W ramach postanowień – nie-noworocznych powiem sobie: „Ok. Nauczę się angielskiego. Zamierzam pracować CODZIENNIE przez 15-20 minut. Regularnie. Dla siebie. Dla satysfakcji. Z uśmiechem jak banan”. Zresztą książka przez swoje słoneczne barwy oddziałuje tylko optymistycznie.

- Goethe powiedział, że iloma językami mówisz, tyle razy jesteś człowiekiem. Pewnie warto zatem zgłębić obcy język dla swojego rozwoju. Bo ucząc się obcego języka, zauważamy moc rzeczy, na które wcześniej nigdy byśmy nie zwrócili uwagi.

- Akurat przy tej książce można wykorzystać zasadę maleńkich kroczków. Materiału w poszczególnych lekcjach nie ma aż tak wiele, by się/ lub dziecko zniechęcać. To dobra wiadomość dla tych, którzy pracują i nie mają zbyt wiele wolnego czasu dla siebie.

- Prezentacja materiału przejrzysta i zrozumiała.

- Wymowa „od razu”. I taka dla przeciętnego człowieka – bez zbytecznych mądrości i zakrętasów, które podawane w tradycyjnej transkrypcji normalnie, po ludzku zniechęcają „na wejściu”.

- Spora liczba ćwiczeń. Wiele z nich do tłumaczenia. Ja akurat lubię tę formę sprawdzania wiedzy.

- Przejrzysta prezentacja nowego słownictwa na żółtych marginesach – od razu z wymową.

- Ciekawa forma graficzna. Nawiązująca do obcych kątków i zakątków na świecie. Aż chce się uczyć. Dodam tylko - ilustracje Autorki. 

- Na końcu – klucz do ćwiczeń. Można się sprawdzić. A to, co dobrze zrobione, można powtarzać, powtarzać i jeszcze raz powtarzać. A potem już stosować i cieszyć się ze swoich małych kroczków. I wielkich sukcesów. 

Wiek – dla każdego

Wydawnictwo Edipresse

sobota, 06 października 2018

 

Kubuś Puchatek – książki jak i kreskówki zdobyły sobie rzesze wiernych fanów z różnych powodów, o których teraz nie chciałabym się bliżej rozpisywać. Jednym z nich w moim akurat przypadku są liczne mądrości, których jest całe mnóstwo – do przeanalizowania, refleksji, w  końcu do zastosowania. Mądrości te (mniej lub bardziej mądre, a nawet przemądrzałe) wygłaszane są co rusz przez licznych bohaterów: samego Kubusia, Prosiaczka, Kłapouchego i innych. Sama łapię się na tym, że niektóre tak weszły mi w nawyk stosowania, że traktuję je jak swoje. Inne – po zapoznaniu się z książką – stosowałam, choć nie wiedziałam, że źródło tkwiło właśnie w „Kubusiu Puchatku” lub „Chatce Puchatka”. Moim najulubieńszym od lat jest cytat, którego niestety nie znalazłam w omawianej książce - Im bardziej Puchatek zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było. (używam, gdy długo szukam czegoś/ kogoś bez skutku)

Ale są i inne, które pewnie znacie – a które teraz zebrane w małej poręcznej książce posłużą za źródło inspiracji do używania w dniu codziennym. Kilka przykładów – więcej wraz z ilustracjami bohaterów znajdziecie już w książce, która zmieści się w torebce albo tornistrze.

A więc cytując KLASYKÓW zapamiętajcie, że:

„Jeśli nie ma tego Tutaj, to znaczy, że jest Tam” (Kubuś)

„Czasami najlepiej zrobić Nic. Z takiego Nic może wyniknąć naprawdę Coś” (Kubuś)

Kocham Prosiaczkowe: „Och jej, jak dobrze być w domu”

„Nie da się kichnąć i tego nie zauważyć” (Kubuś)

„Czas coś przekąsić” (Kubuś)

„Czasami odrobina uprzejmości wiele zmienia” (Kłapouchy)

(*Mądrości w tłumaczeniu Eweliny Gładkiej)

Wiek 6+

Wydawnictwo Egmont  

czwartek, 07 czerwca 2018

Człowiek, niezależnie od wieku, ciągle się czegoś uczy. Pojawiają się nowe słowa, które odzwierciedlają rzeczywistość. Basia pomaga zrozumieć i przyswoić sobie nowe słowa. Niektóre są łatwe – bo przecież mówi się, że „mama” i „tata” to pierwsze słowa każdego dziecka. I specjalnie nie trzeba ich tłumaczyć. Ale tu są tak cudnie opisane – miód na serce:). Ale są i trudniejsze przykłady – bo czy każdy wie co to takiego  „chaperon”? I są w końcu śmieszne niespodzianki – powiem krótko – historyjka związana z „sowinistą” zwaliła mnie z nóg. Jeszcze ciągle się podśmiechuję pod nosem. Słowa są przedstawione alfabetycznie. Ten nietypowy słownik „Wielka księga słów” zaczyna się od adopcji a kończy na żółwiu. Po drodze są jeszcze m.in. (oprócz tych wspomnianych): alergia, babcia, bałagan, brat, dentysta, eukaliptus, grzyby, Haiti, irytacja, laptop, Misiek Zdzisiek, remont, wolność, złota rączka i wiele innych. Sami przyznacie, że zestaw baaardzo  normalny a jednocześnie oryginalny. Bo kto nie wie cóż to grzyby albo bałagan. Jednak wyjaśnienie tych słów, krótkie historyjki do nich sprawiają, że są one na swój sposób nietypowe. Wszystkie nawiązują do codzienności Basi albo przygód, które zostały opisane we wcześniejszych książkach. Basia oczywiście w towarzystwie swojej rodziny: rodziców i rodzeństwa: Franka i Janka. Wyjaśnienia to nie nudne i „suche” definicje. To świat z perspektywy dziecka. Basia w sposób dziecięcy (nie dziecinny) tłumaczy wyrażenia. Jedne łatwe, inne trudniejsze. Wśród nich jest kilka smaczków jak np. przepisy na błotne kotlety, pierogi z serem i Piernikowego Potwora. Książka trochę na serio i trochę z przymrużeniem oka.

Wiek 4+

Wydawnictwo Egmont

poniedziałek, 07 maja 2018

Dwie krótkie historyjki z życia Adama.

W pierwszej poznajemy go jako chłopca nielubiącego czytać. Książki są dla dziewczyn - tak twierdzi ów młodzian. Dzięki sprytowi pewnej mądrej bibliotekarki, chłopiec wychodzi z biblioteki z pewną książką. I z przeświadczeniem, że książki niekoniecznie są tylko dla dziewczyn. W drugiej historii Adam wspina się z tatą na Wielką Górę. Marzy, by u celu wspinaczki zjeść górę naleśników z bitą śmietaną. Niestety jest tylko żurek, którego chłopiec ponoć nie cierpi. Ponoć, bo wcina, że aż mu się uszy trzęsą. Na końcu mimo wszystko intryguje pytanie: czy zwykły żurek różni się jakoś od żurku górskiego? (a morał z tej historii jest taki, że odkąd została przeczytana, marzy nam się gar żurku…. Tyle że nizinnego, wielkopolskiego).

Teksty są napisane prostym językiem - dlatego też nadają się jako lektura dla początkującego czytelnika. Do tego duże litery, szeroka interlinia i ilustracje na każdej stronie. To książka, którą łatwo "pożreć", nadaje się, by zachęcać dziecko do samodzielnej lektury. A przeczytać samemu książkę "od deski do deski" to zawsze jest wyczyn, że hej. 

Obok tekstów polskich – tłumaczenie w języku angielskim. Można się wprawiać i szlifować swoje umiejętności. Ja podpowiadam, że książkę można podsunąć też komuś z rodziny albo z grona przyjaciół, kto jest anglojęzyczny i chętnie chciałby polepszyć swój polski. Ta książka świetnie działa na dwa fronty:) 

Wiek 7+

Wydawnictwo Literatura

poniedziałek, 02 kwietnia 2018

Gdy moi synowie byli mali uwielbiali „ruchome” książki . Wystarczyło za coś pociągnąć – w górę, w dół, na prawo, na lewo – i już w ruch szły rączki postaci, łapki i nóżki zwierzątek, kwiatki odchylały swoje kielichy i łodyżki. Po prostu cuda. A ile przy tym było śmiechu, emocji, dziecięcego zdziwienia. Podobnie jest w przypadku serii: „Pierwsze słowa. Akademia mądrego malucha”.

W „Pojazdach” koparka porusza łyżką, samochód wyrusza w drogę, strażak wspina się po drabinie, dźwig podnosi ciężki ładunek, a helikopter porusza śmigiełkiem. Dzieci poznają różne pojazdy i dźwięki, jakie one wydają. Są tu motor, rower, skuter, samochód, wóz policyjny, strażacki, śmieciarka, autobus, koparka. Oczywiście przy lekturze z dzieckiem można wydawać najróżniejsze dźwięki: brum brum, pii pii itp.


W części „Kolory” zmieniają się barwy na skrzydełkach motyla, wieloryb pryska wodą, mienią się promienie słoneczne, żabka podskakuje na nenufarze. Dzieci poznają kolory i słowa. I tak na przykład czerwień to wiśnie, wóz strażacki, truskawka i buty. Niebieski: delfin, ptak i kwiatek. Żółty: banan, pszczoła, gwiazdka, kurczątko słońce. Zieleń to krokodyl, liść, żółw, groszek i żabka.


Kolejna część zaprasza do zapoznania się z tym, co się dzieje na wsi. Kurka dziobie ziarno, kogut pieje kukuryku, świnka chowa się za snopkami słomy, a królik za dorodnymi kapustami, ciągnik ciągnie przyczepkę. Tutaj jest popis dla różnego rodzaju onomatopei: kura robi ko ko, kurczątko pi pi, kaczka kwa kwa, gęś gę gę, owca beee, osiołek ihaha, koza meee, krowa muuu, koń patataj, kotek miau, piesek hau. Jest i rolnik, który dogląda zwierzątek.

Bardzo sympatyczne książki, które mogą czytać już najmłodsze dzieci. Kartki są grube, więc można je przewracać bez końca – tam i z powrotem. Mówi się: najważniejsze jest pierwsze wrażenie. Tutaj już same okładki zachęcają do tego, by pobawić się tymi książeczkami. A dzieje się naprawdę dużo:)

Wiek 0+

Wydawnictwo Egmont

piątek, 05 stycznia 2018
sobota, 16 grudnia 2017

 

 

W języku codziennym młodzi ludzie często napotykają na obce, trudne wyrazy. Dzięki „otwarciu się” na świat, przy pomocy Internetu, telewizji, różnych innych mediów dzieci wychodzą poza dom, szkołę, swoje środowisko. Tym samym na pewno poszerzają swoje horyzonty: w tym również słownictwo. Nie tak dawno mój syn ni z gruszki ni pietruszki pyta: A co to znaczy „adwersarz”? Usłyszał w jakiejś piosence. Sylaboratorium to taka trochę leksykalna deska ratunku dla młodego czytelnika. Wyjaśnia w nietypowy sposób 50 haseł – przyznaję – ciekawych – nie tylko dla kandydatów na młodych erudytów. Czytelnik w każdym wieku znajdzie tu coś dla siebie. Po dwa hasła do każdej litery. Wśród nich takie perełki jak prestidigitator, kapodaster, wakuola, latimeria. Jest i słowo trybunał – które co rusz pojawia się mediach. Powinno zainteresować dzieciaki, które czasem z rodzicami podpatrują programy informacyjne. Wśród haseł są również: apokalipsa, atencja, bambuko, fortel, giezło, żagiew, parantela, reperkusja, rewitalizacja, szczękoczułek i inne. 

Ciekawostką jest to, że książka ma kilku autorów. Znani i lubiani polscy pisarze: Justyna Bednarek, Agnieszka Frączek, Mikołaj Golachowski, Roksana Jędrzejewska-Wróbel,  Emilia Kiereś, Ewa Nowak, Zuzanna Orlińska, Zofia Stanecka, Marcin Wicha i Wojciech Widłak. Każdy z nich potraktował temat indywidualnie. W krótkich tekstach odnaleźć można styl swojego ulubionego autora - a być może - odkryje jego zupełnie inną literacką naturę. Erudyta to "osoba o rozległej wiedzy". Taki jest właśnie cel tej książki: Okiełznać język, poszerzyć horyzonty, sprawić, by młody człowiek pewniej poczuł się w towarzystwie lub w szkole na zajęciach. Językoznawstwo często kojarzyć się może z nudą, tematem trącącym myszką. Jest jednak wprost przeciwnie: język ciągle ulega zmianom, modom - co widać też w tej książce. Ciekawym pomysłem było zaangażowanie Pawła Pawlaka do strony graficznej. Książka jest barwna, energetyczna - na pewno ma też duży wpływ na odbiór języka i potraktowanie lektury na luzie. 

Wiek 12+

Wydawnictwo Egmont

czwartek, 02 marca 2017

 

Raz, dwa, trzy słyszymy – to zobrazowane różne dźwięki: kominiarz wyskakujący z komina i wołający: „a kuku”, deszcz padający z nieba na parasole i ludzi w płaszczach ortalionowych z charakterystycznym „kap kap”, piesek na rowerze „hau hau”, dzięcioły w lesie szukające korników „stuk puk”, słoń na kółkach „tru tu tu tu”, czarna wrona, jeździec na koniu przeskakujący przez przeszkody „hop”, dziewczynka ze złamaną nogą „oj oj oj aj aj aj”, plotkarki „gadu gadu gadu”, których rozmowy są dłuższe niźli wszystkie szale świata, nurek podziwiający piękno podwodnego świata „bul bul bul”.

 

Raz dwa trzy mówimy – ta książka z kolei uczy najważniejszych słów: „dzień dobry, poproszę, dziękuję, przepraszam, nazywam się, proszę pani, proszę pana, do widzenia.

 


Propozycja dla najmłodszych, z wartościowymi treściami, wspierająca naukę i rozwój mowy (w drugim przypadku również – naukę savoir vivre).


Nowoczesne, minimalistyczne  ilustracje, ciekawa paleta barw. Do tego grubaśne kartki, które można przewracać tam i z powrotem – bez końca. Bez narażenia, że coś się zniszczy

RAZ – DWA – TRZY to seria dla dzieci najmłodszych, która została wyróżniona w konkursie Instytutu Książki i Polskiej Sekcji IBBY na książki rosnące razem z dzieckiem TRZY/MAM/ KSIĄŻKI.

O trzeciej książce z serii „Raz dwa trzy patrzymy” pisałam tutaj.

Wiek 0+

Wydawnictwo Widnokrąg

sobota, 22 października 2016

Poznajcie przemiłą rodzinkę: mama, tata, Bobo, Pucio, Misia, Babcia z Dziadkiem. Są też kot i pies. Pucio uczy się mówić. Chłopiec występuje w różnych codziennych sytuacjach. To doskonała okazja do tego, by Pucio wprawił w ruch swój język – a wraz z nim języki małych czytelników.  

Można czytać proste teksty, pokazywać przy tym obiekty, postacie na ilustracjach. Można nie koncentrować się na tekstach, ale „luźno” i bardzo subiektywnie potraktować lekturę. Niech to będzie materiał wyjściowy do dialogu z dzieckiem. Zainteresowane tym, co na obrazku, raz dwa zacznie opowiadać co widzi. Niech zachętą będą proste pytania stawiane przez dorosłego: kto to?, co to?, co robi?, co mówi?


Autorka w krótkim wstępie podpowiada jak pracować z książką. Pisze o tym, co powinno nas, rodziców, zaniepokoić. Książkową rodzinkę widzimy podczas wycinankowej zabawy, gotowania obiadu, spożywania posiłku, porządków, usypiania malucha.  To co mi się podoba w tej książce – to duża rola taty w procesie wychowania. W dawnych książkach było to nie do pomyślenia. Pełno tu dźwięków do naśladowania: cii, cmok, łe, szu, bach, halo, kici, dzyń. Pełno materiału do oglądania, przy którym mogą się rozgadać i duzi i mali. Książka na twardych kartonach, które trudno zniszczyć. Można przeglądać tam i z powrotem. I ćwiczyć mowę, zacieśniać więzi. To bardzo rodzinna książka – na pierwsze czytania.


Wiek 0+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

niedziela, 31 lipca 2016

Kiedy rodzic słyszy diagnozę: dysleksja, wpada niekiedy w popłoch. Wiem coś o tym, bo długie lata pracowałam w szkole. Tymczasem jest to "potwór" do okiełznania. Takie książki jak ta, niewątpliwie mogą okazać się pomocne w procesie uczenia właśnie w przypadku dzieci, u których specjalista stwierdził trudności w nauce czytania i pisania.


Mimo tego, że jest to elementarz przeznaczony dla dzieci z dysleksją, to stwierdzam na rodzinnym przykładzie, że jest on atrakcyjną książką również dla dzieci, które rozpoczynają przygodę z czytaniem. Dla dzieci, które nie mają stwierdzonej dysleksji, ale z takich czy innych powodów mają problemy z czytaniem. Tak jest w przypadku mojego młodszego syna. Zaobserwowałam, że z przyjemnością czyta na głos i po cichu, dla mnie i dla siebie. Na pewno to zasługa atrakcyjnych tekstów.

Mimo tego, że mam sentyment do „Elementarza” Falskiego, to jednak przyznaję, że teksty opublikowane w tym elementarzu są dla dziecka niezwykle ciekawe. Są to ciekawostki popularnonaukowe. Zaledwie kilka zdań do danej literki: góry, foka, tygrys, pioruny, wiewiórki, ocean, koń, jak, pająki, żółwie. Widać, że przeważa tematyka zwierzęca. Nie są to infantylne teksty, ale poważne informacje, zebrane w proste i zrozumiałe zdania. Autorka absolutnie nie unika trudniejszych pojęć i zagadnień, wyrazów. Teksty zatem dobrze się czyta ze względu na ich treść. Poza tym: wyraźna czcionka, szeroka interlinia. I jeszcze coś: klimat tej książki. Całość kojarzy mi się z dawnymi książkami, trochę w klimacie vintage, w tonacji stonowanych kolorów. Odnoszę wrażenie, że ta książka działa na małego czytelnika wręcz kojąco, uspokajająco.


Książka jest podzielona na rozdziały: nauka liter i dwuznaków, opanowanie sylab, czytanie słów. Na każdej stronie znajdują się też zadania dla dziecka i wskazówki dla rodzica. Pomogą one w doskonaleniu techniki czytania u dziecka. Po prezentacji danej literki, przedstawione są wyrazy, które daną literkę zawierają, potem krótkie teksty, w których zaprezentowano daną literę lub dwuznak. Autorka podpowiada co robić poza książką. Można wycinać literki, nakłaniać dziecko do składania wyrazów, można pokazywać dziecku słowa wielokrotnie i namawiać do rozpoznawania bez sylabizowania. Możliwości jest wiele. Sama książka jest pięknie wydana, z mnóstwem ilustracji, przykładów do ćwiczenia. Na pewno warto do niej często zaglądać.


Wiek 4+

(Trudno zakwalifikować tę książkę wiekowo. Jak już pisałam nadaje się ona do nauki czytania w ogóle. Można z elementarzem pracować etapami. Zapoznawać dzieci z literkami, potem wyrazami. Dopiero po jakimś czasie przejść do tekstów. Podaję wiek 4 +, ponieważ dzieci od najmłodszych lat przejawiają zainteresowane małymi kruczkami, które na dobranoc i nie tylko, czytają mu rodzice. Wiek można dostosować zatem do potrzeb dziecka. Być może ktoś będzie zapoznawał z elementarzem dzieci jeszcze młodsze.)

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

poniedziałek, 27 czerwca 2016

Agnieszka Frączek lubi zaskakiwać. Specjalista od niemieckiego, a tymczasem „zanurzyła się” w naszym rodzimym języku. Mało tego – co rusz przyłapuje nas na tym, że nie wiedzieliśmy, nie zdawaliśmy sobie sprawy. Bo kto by pomyślał, że w szukaniu nazw zwierząt ukrytych w innych wyrazach, może być aż tak ekscytującym zajęciem. Bo nagle okazuje się, że w języku potocznym aż roi się od najróżniejszych zwierzaków.

Jak pisze na początku sama Autorka, zwierzęta te znalazły się w słowach albo przez przypadek (mucha – dmuchać) albo w wyniku skojarzeń (chomik – ktoś coś chomikuje).

Dwadzieścia wierszy, które uwrażliwiają na język, zachęcają do jego obserwacji, zabawy w słowa. Z ciekawą puentą, z humorem. Pasują do nich oryginalne ilustracje Joli Richter-Magnuszewskiej. Artystki, która osiadła w Bieszczadach. Śmieszny jest jej dżentelmen, który nie chciał się „uświnić”, bąk, który „bąka”, krowa, która się „krowi”.

Wydawnictwo Literatura nie pierwszy już raz zwraca uwagę na uroki i tajemnice naszego języka. Kolejna, ładnie wydana książka, która skutecznie udowadnia, że Polacy nie gęsi, też swój język mają.

Wiek 5+

Wydawnictwo Literatura

 

 

 

 

czwartek, 07 kwietnia 2016

Kolejna część serii „Czytam sobie” – bardzo udanego przedsięwzięcia, które pomaga najmłodszym rozwijać umiejętność czytania i to na różnych etapach. Tym razem znana biografka – Anna Czerwińska – Rydel opisuje życie papieża Jana Pawła II. Przedsięwzięcie o tyle trudne, ponieważ musi odpowiadać poziomowi całkiem początkującemu czytelnikowi.  Jest to bowiem jedynka – tak więc możliwości dość ograniczone: krótkie zdania, 23 podstawowe głoski w tekście, mała liczba wyrazów. Autorka zdecydowała się na kontrast: przedstawia dorosłego i małego Karola. Scena z życia papieża i obok ujęcie z codzienności małego Lolka albo większego Karola – studenta i biskupa. Z krótkich zdań można dowiedzieć się wiele na temat Lolka: o miejscu zamieszkania, śmierci matki, przyjaźni z Jurkiem, pracy fizycznej, wędrówkach po górach, wyprawach kajakiem ze studentami (słynna forma nazywania go: „wujkiem”), posłudze biskupiej w Krakowie, wyborze na następcę św. Piotra, zamachu, przebaczeniu Alemu.

Każda rozkładówka to kolejny etap z życia świętego. Na dole krótkie zdania, w których dominują proste wyrazy, choć trzeba przyznać jest kilka nowinek: teologia, filozofia, biskup, poezja.

Olbrzymią rolę odgrywają podczas lektury ilustracje Ewy Poklewskiej – Koziełło. Znana jest z tego, że na jej pracach pojawia się mnóstwo mniejszych i większych postaci. W tej książce ilustratorka zabiera dzieci w podróż do Wadowic, Krakowa, Rzymu, w góry, nad rzekę. Można znaleźć tu mnóstwo szczegółów do odkrywania i nazywania.

Na końcu książki oczywiście dyplom sukcesu, który można udekorować wybraną naklejką. Ważne atuty tej małej i niepozornej książki: ramki ze słowami do czytania głoskami, bardzo duża czcionka, numeracja strona. To w końcu cała książka, którą udało się przeczytać. A to sprawia olbrzymią satysfakcję.

 

Wiek 5+

Wydawnictwo Egmont

 



niedziela, 21 lutego 2016

 

Trudne pojęcia wyjaśnia rodzina Miziołków. Miziołek, Mamiszon, Papiszon, Kaszydło, Mały Potwór w codziennych sytuacjach: zabawa w Klossa (czy młodsze roczniki znają?), wmawianie sobie miłości do szkoły („lubię szkołę”, „lubię szkołę”), podlewanie kwiatów na balkonie, pęknięcie rury grzewczej, wizyta gości, lektura listu od wuja Karola. Można by rzec – sytuacje jakich wiele w naszym życiu. Jednak u Miziołków w tych trudnych, miłych, niemiłych – czyli różnych sytuacjach życiowych, pojawiają się tytułowe trudne słowa. Mało tego – ze scenki rodzinnej i rozmów można łatwo odgadnąć znaczenie danego słowa bądź wyrażenia. Oprócz tego na marginesach znajdziecie już konkretną definicję, wzbogacaną niekiedy o wyrazy pokrewne. Skoro „perforacja” to i „perforować”. Dla dzieci jest to o tyle ciekawa lektura, ponieważ wychodzą one często z założenia, że znają język ojczysty. Tymczasem czy na pewno wiedzą cóż to takiego: asceza, aprobata, ultimatum, symulować, pertraktować, deportacja, somnambulik, purysta? Razem pięćdziesiąt słów plus niektóre wzbogacone o wyraz pokrewne. Do tego część zagadkowa: czyli sprawdzenie wiedzy i czytanie ze zrozumieniem. Do każdego słówka przytoczono trzy teksty. W którym z tekstów dane pojęcie zostało użyte prawidłowo. Co ciekawe te fragmenty pochodzą ze znanych książek. Zabawa o tyle ciekawsza, że można zrobić rodzinny konkurs: „ Jaka to książka?”

A tu autentyczna scenka rodzinna:

Mikołaj (8): 
-Mamo, te wszystkie inne języki to takie blabla. Nic nie można zrozumieć. A w polskim to ja już wszystkie słowa rozumiem.
Ja: Przydawka? (nie wiem, dlaczego przyszło mi tak nagle do głowy:)
-Mikołaj: Jasne. Przydawka, czyli że coś się ... przydaje.

Ten przykład pokazuje, że edukacja w tym kierunku jak najbardziej wskazana. Tak więc rodzina Miziołków ma nie lada misję do spełnienia. Taka lektura na pewno pomoże ubogacić język. No i można zabłysnąć w tzw. towarzystwie.

Książka bardzo energetyczna - dosłownie i przenośni. Rodzinie energii wszak nie brakuje. Natomiast z książki bije ostra czerwień, która pochłania i przyciąga czytelnika na całego.

Wiek 8+

Wydawnictwo Literatura

 

środa, 09 grudnia 2015

 

Małgorzata Strzałkowska po raz kolejny wprowadza nas w arkana naszego języka ojczystego. Po lekturze jej wierszy nie straszne już będą: orzeczenie i podmiot, równoważnik zdania, zdania nierozwinięte i zdania rozwinięte, przydawka, dopełnienie, okolicznik. Nie mówiąc już o takich straszydłach spędzających sen z powiek przeciętnemu uczniowi w polskiej szkole jak rozbiór logiczny i gramatyczny zdania. Język polski, związane z nim reguły gramatyczne, ortograficzne i lingwistyczne na pewno do łatwych nie należą. Dzięki książce pani Małgorzaty jest szansa, że pewne pojęcia staną się bardziej przystępne i zrozumiałe. W zabawny i rymowany sposób czytamy wyjaśnienia trudnych pojęć.

Dopełnienie bliższe to takie, które potem,

po przekształceniu zdania, staje się podmiotem.

Żołnierz czesze jeża. Jeż jest czesany przez żołnierza.

Zuch straszy ducha. Duch jest straszony przez zucha.

Choć się natrudzimy, choć się namęczymy,

z dopełnieniem dalszym tego nie zrobimy.

Żołnierz czesze szczotką. Zuch straszy grzechotką.

Polacy nie gęsi i swój język mają. W wierszach Strzałkowskiej widzimy jego bogactwo, a to, co wydaje się trudne, wcale takie być nie musi. A może ktoś pokusi się o przyswojenie reguł wierszem? Podczas odpowiedzi na lekcji pewnie mile zaskoczy  wszystkich.

Książkę zilustrowała autorka. Kto zna wcześniejsze książki – na pewno od razu rozpozna jej charakterystyczny styl: kolorowe wycinanki, kolaże, które nadają lekkości treści nie do końca łatwej.

Na końcu znajduje się „Kurs skrócony na dwie strony”. Teraz już bardziej na poważnie – krótkie wyjaśnienia pojęć wraz z przykładami. Masa wiedzy na zaledwie dwóch stronach.

Ja mam jeszcze takie marzenie bardzo osobiste, by pani Małgorzata wzięła na warsztat fizykę, chemię, historię. Czy się spełni – nie wiadomo.

Wiek – bez wątpienia skorzystają wszyscy, nawet bardzo dorośli – niektóre rzeczy fajnie znać i wiedzieć

Wydawnictwo Media Rodzina

sobota, 07 listopada 2015

Kantor zwykle kojarzy nam się z wymianą waluty. Natomiast nigdy nie przyszło mi do głowy, że może to być również punkt wymiany literek. Cenna informacja zwłaszcza dla tych, którzy mają problemy z ortografią. Bo kiedy trudno zapamiętać, że „ó” kreskowane wymienia się na „o” lub „e” może warto sięgnąć po wierszowaną bajkę, która wprowadza w ortograficzne arcana – wcale niełatwe, często skomplikowane.

Ortografia i byki – to fiu fiu problem wielki. Ale dzięki takiemu miejscu jak kantor wymiany literek można z powiedzeniem chwycić tego byka za rogi i pokazać mu gdzie raki zimują. Opowiastki ortograficzne – czytamy w podtytule. Poetyckie wyprawy w świat, który opanowały różne regułki i twierdzenia: tutaj podane lekko i z humorem. Najważniejsza jest i tak historia, w której pojawiają się bohaterowie i słowa, ważne słowa – wyszczególnione tłustym drukiem i kolorem. Morały ortograficzne są wplecione niby przypadkiem, mimochodem, ot tak, jakby z marszu. Kura, która ma pretensje do losu o to, że jej nazwa nie ma nic wspólnego z piórami. Krucze żarty nikogo nie śmieszą – nawet samych autorów owych żartów. Mrówka chce u ślusarza zamówić zasuwkę.


Kantor otwarty od poniedziałku do niedzieli. Tak, właśnie tak – bo ortografia jest potrzebna cały czas. Co rusz pojawiają się potrzebujący z kłopotami ortograficznymi: Ludwik, Daniel, Dorota, Iwonka, Bartek. Trzeba pamiętać o kilku ważnych zasadach obowiązujących w kantorze: jeśli wyjątki – to tylko w piątki, litery to tylko na wymianę a nie za złotówki, nie uwzględniają reklamacji (trzeba uważać na co się wymienia np. w żadnym wypadku kura – na kokoszkę), nie wszystkie litery są akurat na stanie (w środę „dowieźli same erzety”), byków nie wymieniają.


Lekkie i mądre wierszyki, które nie tylko bawią i uczą, ale pokazują jak ważny jest nasz język ojczysty. Na pewno nie łatwy, ale dzięki takim ortograficznym opowiastkom nauka może być naprawdę przyjemna. Do tego sympatyczna oprawa ilustratorska, miła pani – pracująca w kantorze.

Wiek 7+

Wydawnictwo Literatura

czwartek, 04 czerwca 2015

Mój młodszy syn usłyszał niedawno termin: "hoplita", więc nie omieszkał zapytać, czy hoplita: to ktoś, kto ma hopla na punkcie czegoś. Jako miłośniczka historii (niekoniecznie wielki znawca) podpowiadam niezorientowanym, że hoplici to żołnierze piechoty greckiej w starożytności, ale nie powiem: tok myślenia Mikołaja mnie rozbawił. A niech tam: jesteśmy hoplitami i mamy hopla na punkcie historii. Stąd moje entuzjastyczne przyjęcie najnowszej książki Małgorzaty Strzałkowskiej: Dawniej, czyli drzewiej. Inna strona poetki, znanej głównie z wierszyków, co to niejeden język połamały. Już wcześniej dała się poznać jako osoba, która chce najmłodszym przybliżyć tajniki historii Polski - patrz książka o hymnie. Teraz na warstat (jak mówił dziadek Stasio), wzięła język polski - słowa, wyrażenia, które dawno temu wyszły z użycia, które miały ciekawą historię. Mało tego: również słowa, które dziś kojarzą nam się zupełnie z czymś innym. Zapraszam do lingwistycznej wycieczki, w celu poznania dawnych znaczeń, archaizmów. Lamus, hiszpanka, letnik, pelikan, sernik, paczka, kasza ze Szwedami, gniotek. Strzałkowska podaje ciekawe przykłady liczby podwójnej: oczy - oka, uszy i ucha, klaskać dwoma rękoma i dwiema rękami.

Wyklejka - lubicie? Bo ja bardzo:) A te są coraz oryginalniejsze i ładniejsze:)

Mnie najbardziej spodobał się krótki rozdział o słowie: fajny, które to - zrobiło w ostatnim czasie oszałamiająca karierę. Kiedy czytałam te wszystkie słowa, które zostały wyparte przez - byle jakie, bladziutkie i słabiutkie, nijakie fajne, przypomniała mi się taka scena, której byłam świadkiem kilka lat temu w kopalni soli w Merkers w Niemczech. Górnik - przewodnik dał do posmakowania małej dziewczynce bryłę soli. Pyta się po chwili: "Powiedz mi dziecko, jaka jest ta bryła"? Na co dziecko odpowiada: "Cool"! Na to oburzony górnik, starej daty, woła: "Ona nie jest cool, ale ona jest słona"!!!


Taka tendencja z tym fajnym jest też u naszych sąsiadów, a przecież jest tyle słów, które mogą opisać pewne zjawiska, wydarzenia: magiczny, śliczny, ciekawy, pierwszorzędny, ekscytujący, fenomenalny. Prywatnie obiecuję sobie zwracać na to uwagę - unikać słowa "fajny":)


W książce znajdziecie mnóstwo ciekawostek, historyjek obyczajowych, wyszperanych z pieczołowitością przez autorkę. Opisane ciekawie, w skrócie, bez zbędnych dłużyzn.

Na uwagę zasługują również ilustracje Pękalskiego. Postacie z ... charakterystycznymi oczami. Nie brak w nich humoru, budują klimat do każdego wpisu.


Wiek 7+

Wydawnictwo Bajka 

poniedziałek, 04 sierpnia 2014

Trochę to karkołomne w połowie wakacji namawiać was na sięgnięcie po taką książkę, ale - spróbuję:) Zastanawiam się czy dla autorki jest jakiś temat tabu, którego, mówiąc po ludzku, by nie była w stanie ogarnąć. Owe "ogarnąć" w ogóle nie ma nic wspólnego ze światem poetyckim, jaki znajdziecie w książkach Małgorzaty Strzałkowskiej. Czytaliśmy przecież jej wiersze o jesieni, przyrodzie, przepisach kulinarnych, był bąk, co spadł na strąk i dzięcioł, który w lesie pień ciął. A tu rzeczownik, przysłówek, wykrzyknik, przymiotnik, spójnik, czasownik, przyimek, zaimek, partykuła i liczebnik. Przyznajmy, że niekiedy te części mowy podczas czasów szkolnych spędzały nam sen z oczu:)

Autorka za pomocą wiersza pokazuje dzieciom (i dorosłym:)))), że nie taki diabeł straszny, jak go malują. Co tam odmiana przez przypadki albo osoby, czasy, tryby, strony, przymiotniki - te zwykłe i te niestopniowalne (!), stopniowanie przysłówków: regularne i nie, opisowe, zaimki rzeczowne i zwrotne, przymiotne, i liczebne, i przysłowne.

Jakkolwiek demonicznie to brzmi, zapewniam, że Strzałkowska odczarowuje te zagadnienia - stają się przyjemne dla ucha, zrozumiałe i do okiełznania. Układa wierszowane definicje, które łatwo zapadają w  pamięć:

Bo któż z nas tak od razu - przy porannej kawie (właśnie się delektuję:) - potrafi - na raz dwa trzy- podać definicję wykrzyknika, albo partykuły?

 

Wykrzyknik

Wykrzykniki wyrażają różne stany uczuciowe,

naśladują różne dźwięki, wzbogacają naszą mowę.

 

Partykuła

Partykuły bardzo dobrze wypełniają swe zadania,

Ożywiając ciut wypowiedź i zmieniając wydźwięk zdania.


Spójnik

Nic spójników nie zastąpi, bo spajają, czyli łączą

zdania albo części zdania, chociaż raczej zdań nie kończą. Np. i, lub, więc.

 

Każdy nowy tytuł to też moc wierszowanych przykładów:

Stopniowanie nieregularne

Dobry uczeń Jaś ma dzisiaj zły poranek,

bo otrzymał gorszy stopień niż Stefanek,

wprawdzie lepszy niż najgorszy uczeń Kryspin,

ale przecież Jaś najlepszy jest we wszystkim.

 

Każdy z przykładów jest zaznaczony grubą czcionką, co uwydatnia daną problematykę.

 

Na końcu książki znajdziecie Części mowy - kurs skrócony na dwie strony - czyli wszystko to, co w książce, ale tym razem w pigułce.

 

I choć autorka mnie nieodłącznie kojarzy się z łamańcami językowymi - tutaj jej wiersze w tym zakresie jakby złagodniały. Bo ideą jest nie pokazanie możliwości naszego języka (cóż to za wyzwanie dla obcokrajowców), co przekazanie też w przyjemny sposób wcale nie łatwej wiedzy. Choć i zdarzają się trudne momenty, przy których jęzor wywija się w buzi na wszystkie strony. Strzałkowska nie oszczędza człowieka - jakby na złość panującym modom w wirtualnym świecie, gdzie omija się wszystkie ogonki i zmiękczenia - tu każe pleść, zjeść, śnić, robić, brykać, fikać.dziewczęta, męstwo, dębowy. Jakby chciała pokazać piękno naszego języka - trochę z przekory i na złość tym wszystkim, którzy chcą iść drogą na skróty (choć o złośliwości autorki absolutnie nie podejrzewam).

 

Wydawnictwo Media Rodzina


sobota, 10 sierpnia 2013

Miniaturowe wariacje wierszem o poszczególnych literach rodzimego alfabetu. Od A do Z. Niektóre na cztery wersy, inne trochę dłuższe. By zapadły w pamięć, by od razu kojarzyły się z konkretną literą. Do tego uszyte ilustracje z różnych materiałów przez Beatę Zdębę. W wierszykach zaznaczone poszczególne litery. Tekst wydrukowany dużą czcionką – może posłużyć jako element ćwiczebny do pierwszych prób czytelniczych.

Tematyka bardzo wdzięczna dla najmłodszych, bo te przepadają za zwierzętami. A tych jest tutaj bardzo dużo – przewijają się we wszystkich rymowankach.

 

Wiek 2+

Wydawnictwo Literatura



niedziela, 12 maja 2013

Kolejna książka Agnieszki Frączek, w której autorka zachęca do wygibasów językowych. Bo to są wygibasy. Język przeistacza się w akrobatę, śmiga w całej buzi, wygina się, pręży, podskakuje, drży. Przechodziliśmy z obydwoma synami przez ciężką i żmudną drogę logopedyczną. Kto nie przechodził, nie wie, o co chodzi:))) Trzeba niezłego sprytu ze strony rodziców, by zachęcić dziecko do współpracy. Nam się udało – nadszedł moment kiedy pani logopeda stwierdzała: Nie musicie już do mnie przychodzić....(tutaj widząc nasze szerokie uśmiechy i satysfakcję zaraz dodawała:) Co nie znaczy, że nie musicie jeszcze ćwiczyć.

Właśnie takie wiersze pomagają uatrakcyjnić takie ćwiczenia. One wprost zmuszają język, by ten się nie lenił, by pracował. I choć wylizywanie kremu czekoladowego z głębokiej miseczki (ukochane ćwiczenie Mikołaja) jest na pewno i tak najatrakcyjniejsze na świecie, to dzięki śmiesznym wierszom trudna praca może okazać się doskonałą zabawą.

 

Zorro

Przybył Zorro nad jeziorro

i komarów wybił sporro.

(ćwiczenie z -ź/zi)

 

 

Ciuciubabka

Z zoo uciekł pawian Lucek, w jednym bucie i w peruce.

-Siema! - ryknął, gdy przypadkiem

spotkał w parku babcię z dziadkiem.

-Gracie – spytał – w ciuciubabkę?

Teraz dziadek cuci babkę...

(ćwiczenie c-ć/ci)

 

Na skuterku

Jedzie więzień na skuterku,

wiezie jędzę w pulowerku.

Jedzie więzień środkiem miedzy,

a spomiędzy drzew trzej szpiedzy

obserwują ich, jak pędzą

i jak w pędzie jedzą z jędzą

napotkane w drodze muchy.

To dopiero obżartuchy

(ćwiczenie ę)

 

W książce ponad sześćdziesiąt wierszy, różnej długości, na różnorodne głoski. U góry każdej strony jest informacja, o jaką głoskę chodzi. Są one również zaznaczone w tekstach. Książka bardzo kolorowa – zilustrowana przez Małgorzatę Flis, Magdalenę Kozieł – Nowak, Mariannę Jagodę – Mioduszewską.

Do książki dołączona jest płyta, na której wiersze czytają studenci Filmówki z Łodzi.

 

Wiek 7+

Wydawnictwo Literatura

 

Ilustracje: Małgorzata Flis, Marianna Jagoda - Mioduszewska, Magdalena Kozieł - Nowak

Wydawnictwo Literatura

niedziela, 25 listopada 2012

Pamiętam taką oto scenę. Mój straszy syn miał lat cztery i coś. Wygadał w większym gronie jakąś tajemnicę, na co moja reakcja była taka: Oj Tomku, nie umiesz ty trzymać języka za zębami. Dziecko zdziwione, coś zaczęło manipulować językiem w małej buzi, jakby na dowód swoich umiejętności, że utrzymanie języka za małymi mleczakami to żadna sztuczka. Potem śmiało się przez dwa dni (naturalnie z odstępami), gdy sobie przypominało, o co tak naprawdę chodziło. Właśnie taka jest też geneza książki Grzegorza Kasdepke. Ciągle pytany przez syna Kacpra – Tato, a co to jest? A co to znaczy? – siadł i napisał krótkie historyjki, które nawiązują do popularnych zwrotów języka codziennego. W tych mini – opowieściach, często zaledwie na pół strony, występuje przesympatyczna rodzinka i ludzie postronni (z pracy, szkoły).

                   

Po takiej lekturze nie straszne będą dzieciom zwroty typu: iść komuś na rękę, stawać na rzęsach, uchylić nieba, czy wyrzucać pieniądze w błoto. Ponad 200 zwrotów z języka polskiego przedstawionych w codziennych sytuacjach, często nie pozbawionych humoru, pokazują, jak bogata jest polszczyzna. Na pewno wzbogaci to język małego czytelnika.

 

Wiek 7+

Wydawnictwo Literatura



sobota, 03 listopada 2012

Językowy zawrót głowy wyjaśnia wszystko. Szaleństwa, humor, zabawa, wariacje, istne łamańce językowe. Wyzwanie dla czytających rodziców (mogę coś na ten temat powiedzieć) i dla dzieci mających problemy logopedyczne. Tyle że propozycja Małgorzaty Strzałkowskiej to nie żmudne i nudne – korzenie wierzby, ale klocki w Kocku, cacka w Łucku, Kazio Bodzia bazią bodzie, i paskiem w lasku kos kołysał. A co powiecie na mały konkurs rodzinny, w którym rodzice (oczywiście) się pomylą, a dzieci wyrecytują bezbłędnie? A potem dla wszystkich nagroda? Ćwiczenia logopedyczne nie są wdzięcznym zajęciem dla maluchów – raz jest lepiej, raz gorzej. U nas powoli idziemy do przodu. Zauważyliśmy z mężem coraz większą dbałość o język, coraz częściej wymawiane poprawnie wyrazy. Gżegżółka z książki Strzałkowskiej zaskoczyła naszą panią logopedę – powiedziała, że w swojej długiej karierze nigdy nie słyszała, by 5-latek znał taki wyraz. A więc – książka wyśmienicie rozszerza także słownictwo maluchów.

A więc do dzieła, zachęceni słowem wstępnym Autorki:

Dobrze jest mówić mądrze i składnie,

lecz jeszcze lepiej – mądrze i ładnie,

a będziesz mówić naprawdę pięknie,

gdy się codziennych ćwiczeń nie zlękniesz.

 

A więc recytuj, powtarzaj w kółko,

choćby Ci w męce pot rosił czółko,

bo choć nasz język bywa dość trudny,

jest w swej trudności po prostu cudny!

 

Niech niczym diament lśni polska mowa,

niech płynnie płyną zdania i słowa,

a my, olśnieni ojczystą mową

zawsze traktujmy ją jak królową!

 

Ci, którzy znają inne książki Małgorzaty Strzałkowskiej, już wiedzą, że Autorka zazwyczaj (z małymi wyjątkami) ilustruje swoje książki sama. I tym razem Wasze oko ucieszą charakterystyczne barwne kolaże.

 

Wiek 4+

Wydawnictwo Media Rodzina

 

 



czwartek, 09 sierpnia 2012

Renata Piątkowska w swojej kolejnej książce zachęca do zapoznania się z polskimi przysłowiami. Nasz język ojczysty przysłowiem* stoi. Jednych używamy często, inne wyszły praktycznie z użycia – i gdy nasze babcie wplatają je do swoich wypowiedzi, głowimy się, co to wszystko ma tak naprawdę oznaczać. Mało tego – używamy, ale nie zastanawiamy się, dlaczego tak jest, skąd dane wyrażenie znalazło się w powszechnym użyciu. A historia przysłowia jest czasem fascynująca. Jak choćby słynne – „wyjść jak Zabłocki na mydle”. Bo czy ktoś wie, dlaczego Cyprian Zabłocki żyjący na przełomie XVIII i XIX wieku towarzyszy nam często w mowie potocznej? Renata Piątkowska o mydle akurat nie pisze, ale do piętnastu przysłów wybranych z bogatego słownika napisała ciekawe historie z życie wzięte, które pokazują, kiedy powinno się używać danego wyrażenia. Mało tego – tę część uważam za najciekawszą – w dialogi bohaterów wplata historie powstania przysłów. Książka została podzielona na 15 rozdziałów. Każdy z nich traktuje o innym przysłowiu. Bohaterami najczęściej są rówieśnicy naszych dzieci i ich problemy: sceny szkolne, rodzinne, podwórkowe.

 

Znajdziecie tutaj opis następujących przysłów:

Z żartami jak z solą – nie przesadź, bo zabolą.

Z braku laku dobry kit.

Słowo się rzekło, kobyłka u płotu.

Plotka ma długie nogi i ostro zakończone rogi.

Nie dziel skóry na niedźwiedziu.

Jedna jaskółka nie czyni wiosny.

Gdzie kucharek sześć, tam nie ma co jeść.

Jeszcze się taki nie urodził, co by wszystkim dogodził.

Wyświadczyć komuś niedźwiedzią przysługę.

Strach ma wielkie oczy.

Przebierać jak w ulęgałkach

Pieczone gołąbki nie lecą same do gąbki

Mieć z kimś na pieńku

Bóg nie może być wszędzie, dlatego stworzył matki.

Dom bez książek to dom bez okien.

 

Na pewno znajomość rzeczy wzbogaci słownictwo młodego czytelnika. I tak jak w tytule: mądra głowa zna przysłowia:)

 

* Przysłowie (łac. proverbium lub adagium) – zdanie utrwalone w tradycji oralnej, bezpośrednio lub metaforycznie wyrażające myśl o charakterze ogólnym, ale odnoszącą się do określonej sytuacji życiowej. Nauką o przysłowiach jest przysłowioznawstwo, rozpadające się na paremiografię, tj. zbieranie przysłów, oraz paremiologię, tj. ich analizę historyczno-kulturową.

(źródło – Wikipedia)

 Wiek 7+

Wydawnictwo BIS



piątek, 13 lipca 2012

Ta książka sprawi, że zupełnie inaczej spojrzycie na rzeczy codziennego użytku. Na klucze, kran, młynek do kawy, szklanki, spodek, łyżki, sitko, łyżkę cedzakową, stolnicę, wałek, tarkę, korkociąg, lodówkę, szczotki, odkurzacz, deskę do prasowania, fotel na biegunach, słomiankę do butów. Otaczają nas w życiu codziennym, prawda? Niektóre z nich rzadziej. Wałek i stolnica kiedyś były używane przez moją babkę co chwila – a to makaron, a to placek kruchy z owocami. Dziś – ja to robię od wielkiego święta. Rzadko też ktoś mieli kawę sam. Autorka tchnęła w te wszystkie przedmioty duszę – opowiada o nich wręcz niestworzone historie, często dopuszcza je do głosu. Po tej lekturze dzieci na pewno zaczną szukać księżniczki uwięzionej w zamku w drzwiach, liliowego koloru w wodzie puszczonej do umywalki, sprawdzą, czy aby dyszący czajnik – fiu fiu, nie odjechał w siną dal. Może posprzeczają się ze spodkiem, czyje jest znów na wierzchu, a z łyżkami - która z nich lepiej maszeruje na świecie, przystawią ucho do szczotki i posłuchają jak śpiewa. Szklanki pękają tu ze śmiechu, a tarka uciera nosa zarozumiałej marchewce. W krótkie opowieści zostały wplecione krótkie wierszyki. Jest czasem bardzo śmiesznie – uśmiech podczas lektury – gwarantowany. Wielka jest wyobraźnia pani Wandy Chotomskiej. Pokazuje, że życie to poezja, a wiersz i opowieść mogą być o wszystkim. Trochę przypomina mi to baśnie Andersena. Baśniopisarz też pisał o przedmiotach codziennego użytku: imbryku, kufrze podróżnym, kołnierzyku, świecy.

W książce znajdziecie mnóstwo kolorowych ilustracji Magdaleny Koziel – Nowak.

 

Wiek 4+

Wydawnictwo Literatura



poniedziałek, 12 marca 2012

… czyli o wyrażeniach, które pokazują język.


Nasz język jest przebogaty. Doskonale widać to w dwóch książkach Marcina Brykczyńskiego – Ni pies, ni wydra (wpisana na Złotą Listę książek Fundacji ABC XXI Cała Polska Czyta Dzieciom) i Z deszczu pod rynnę. Autor bawi się idiomami, wplata je w swoje rymowane historie – z których można odczytać ich znaczenie. Dla nie zaprawionych językowo – pod każdym tytułem rozwiązania – czyli co to wszystko oznacza. Bo „pracować jak maszyna”, „zwykła kolej rzeczy”, „zabijać czas”, „być głową domu”, „żyć jak we śnie”, „zaciskać zęby”, „zamydlić oczy”, „wiercić dziurę w brzuchu”, „zmieniać skórę” – mogą dzieciom nieźle namieszać w głowie. Ale gdy już je poznają – to ho ho – zostaną wtajemniczone w bardzo specyficzne niuanse naszej mowy. Wiele z tych wyrażeń jest elementem naszej codziennej komunikacji. Pamiętam, jak kiedyś powiedziałam Tomkowi, że musi trzymać język za zębami. Myślałam, że pęknie ze śmiechu. Bawiło go to dwa dni. A takich niespodzianek i zabaw językiem w książkach Brykczyńskiego jest mnóstwo. Autor pod lupę bierze dane hasło: dalej buduje rymowanki z wyrazów pokrewnych lub bliskoznacznych, z wyrażeń, które zawierają dane hasło. Zabawa jest przednia.

W obydwu książkach zabawne ilustracje Jony Jung.


Tutaj przykład:


Kość niezgody ( z tomiku: Z deszczu pod rynnę)


Raz gość pewien, w chwili złości,

Porachować chciał mi kości,

Bo pamiętał, że za młodu

W kość mu dałem bez powodu.

Nieustannie tym mnie trapił,

Że jak sroka w kość się gapił,

Więc myślałem: Chytra sztuka,

Pewnie czegoś tutaj szuka.

A on rzekł mi: - Mam powody,

Żeby znaleźć kość niezgody

I odnajdę ją z pewnością,

Żeby w kość ci dać tą kością!

Choć do szpiku kości miły,

W złości dość miał na to siły;

Szczęściem było to przy gościach,

Więc rozeszło się po kościach.

 

Wiek 6+

Wydawnictwo Literatura

 
1 , 2