Archiwum
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli

Stop nuda

środa, 20 lutego 2019

Kreatywna książka dla dzieci, które chcą pobawić się modą i papierowymi laleczkami. W środku znajdują się postaci kobiety i mężczyzny, które można ubrać za pomocą strojów z książki. Interesująca bluzeczka w kaktusy, do tego ciemne spodnie w białe grochy. Klasyczna bluzka z białym kołnierzykiem w komplecie z zieloną spódnicą. Długie, krótkie rękawki. Szorty i długie spodnie. Od wyboru do koloru. Są i fartuchy lekarskie.  I stroje strażackie. Zauważycie odważne zestawienia dla pana: komplet w ananasy i rakiety kosmiczne. To jest duży plus tej książki – zabawa modelami i wzorami. Można zapytać tatę, czy ubrałby się w jakiś konkretny model. A mama? Czy byłoby jej do twarzy w takiej sukience? Każdy strój ma specjalne zakładki, które należy odpowiednio zgiąć na danej postaci i dopasować. Można przebierać laleczki w nieskończoność, dobierać dodatki: muszki, broszki, kwiatki, pompony, opaski, kokardki, zegarki. Według gustu – na końcu znajdują się kolorowe naklejki, które pomogą przystroić laleczki. Dzieci przy okazji zabawy ćwiczą dokładność, mięśnie dłoni i … cierpliwość.

Wiek 4+

Wydawnictwo Egmont

niedziela, 17 lutego 2019

Diy jest w modzie. Jest bardzo trendy. Widać to w Internecie, gdzie można znaleźć mnóstwo pomysłów na rzeczy zrobione przez siebie, poprzerabiane stare na nowe. Ta książka jest skarbnicą różnych inspiracji. A co najlepsze – to wykorzystanie tego, co już mamy. Nadanie sweterkowi nowego wyglądu – trzeba tylko pobawić się kolorami i farbami. Haftem można idealnie zakryć zabrudzenie, plamę lub dziurkę – a koszulka przy okazji na nowo cieszyć nasze oko. Na dżinsach można wyhaftować jakiś czadowy napis, a nudny kołnierzyk aż prosi się o ozdobienie go kosmicznymi wzorami. W pokoju nastolatki przyda się organizer z tamborków i starych spodni. A co powiecie na … las w słoiku? Stare puszki można wykorzystać jako pojemnik na przybory szkolne albo sztućce. A samodzielnie wykonana biżuteria? Od wyboru do koloru: bransoletka, kolczyki, broszka, naszyjnik, pierścionek z koralików. Nastolatka może pobawić się też w wytwarzanie kosmetyków. Bezpieczne, bez zbędnej chemii – balsam do ust, maseczki, odżywka do paznokci, odżywka do włosów, kula do kąpieli. W końcu  prezenty dla przyjaciół i rodzeństwa: kartka walentynkowa, torebki na prezenty z gazet, papier marmurkowy. 50 różnych pomysłów podzielone na 5 działów tematycznych. Każdy z pomysłów jest dokładnie opisany, krok po kroku. Wiele rzeczy można zrobić przy użyciu prostych materiałów: farby akrylowej, ziemniaka, druciaka kuchennego, patyczków po lodach, muliny do wyszywania, płatków owsianych, soli do kąpieli, gazet i tektury. Trzeba mieć tylko chęci.

Kiedy rozejrzymy się wokół z przerażeniem stwierdzamy, że toniemy w rzeczach. Książka podpowiada, żeby niczego lekkomyślnie nie wyrzucać. Wszystko można przerobić i wykorzystać. Na końcu autorka wyjaśniają magiczne słowa: recycling, upcycling, zero waste. Dzisiaj jesteśmy bombardowani wiadomościami, jak bardzo zanieczyszczone jest środowisko. Te hasła nabierają zupełnie innego znaczenia wobec wszystkich filmików pokazujących górę plastikowych śmieci płynących rzeką. Zdjęcia z ubraniami, które nie są już nikomu potrzebne.

W książce znajdziecie wiele kolorowych zdjęć, każdy pomysł jest przejrzyście i zrozumiale zaprezentowany. Jest mnóstwo pomysłów, które powinny przypaść do gustu nastolatkom.

Wiek 14+

Wydawnictwo Egmont

wtorek, 29 stycznia 2019

Książka Czyje to farby? Tajemnice warsztatu artysty (pisałam o niej niedawno) to doskonały wstęp do kolejnej artystycznej książki. Tym razem jednak ruch należy do czytelników, którzy zdobytą wiedzę o różnych technikach malarskich mogą wykorzystać w praktyce. To swego rodzaju podsumowanie, które można zrobić samemu, w zaciszu domowym. We wcześniej wspomnianej książce była możliwość poznania teorii, tutaj przy pomocy różnych materiałów można wykonać liczne prace, doskonaląc przy tym swój malarski warsztat. Początek to czasy prehistoryczne. Młodzi artyści mogą za pomocą farb, kredek i ołówka namalować sceny z codziennego życia – jednak inspiracji należy szukać w malowidłach naskalnych sprzed tysięcy lat. Dzieci wykorzystują następujące techniki malarskie: akwarelę, fresk, malarstwo olejne, kolaż, temperę i pastele. W środku znajdziecie mnóstwo różnorakich zadań do wykonania. Jedne łatwiejsze, inne wymagające więcej pracy, bardziej czasochłonne. Wiele zależy też od użytych materiałów. Od tego, jakich farb dziecko użyje (a może tylko i wyłącznie kredek lub ołówka). Przy młodszym artyście  warto dopilnować, by wykonane prace dobrze zabezpieczyć – by nie posklejały się strony i by w spokoju sobie schły, nawet przez kilka godzin. A jaka tematyka? Od wyboru do koloru. Bardzo kreatywne i niekiedy nawiązujące do konkretnych dzieł sztuki. A więc mamy tutaj stemple z ziemniaka, owoców lub warzyw, wzburzone fale, które przypominają japońskie drzeworyty, wachlarze, które należy przyozdobić, inicjały do udekorowania, bordiury do wypełnienia różnymi wzorami, portrety dzikich zwierząt, portret do wykonania zgodnie z kanonem egipskim, rekonstrukcję sylwetki Nike, projektowanie plakatów na słupach ogłoszeniowych, projektowanie fresków do swego pokoju, komiks z postaciami ze średniowiecznego manuskryptu, malowanie warzywa lub owocu, projektowanie puszki napoju i wiele innych. Każda praca jest poprzedzona krótkim wstępem, omówieniem w kilku słowach danej techniki malarskiej. Następnie – opis – jak najlepiej wykonać zadanie. Materiały potrzebne do wykonania pracy nie są skomplikowane: kredki, ołówek, farby, suche pastele. Książka jest dużego formatu, kartki są grube i o skondensowanej fakturze. Ma się pewność, że przy użyciu farb nic nie przecieknie na drugą stronę.

W książce jest mnóstwo pomocniczych rysunków i ilustracji. Będą one wspierać dziecko przy wykonaniu zadania. 

Wiek 5+

Wydawnictwo Kocur Bury

wtorek, 22 stycznia 2019

Zawsze z przyjemnością zaglądam do książek dla dzieci, które traktują o sztuce. Ta akurat odkrywa tajemnice warsztatu artysty. A ten do stworzenia swojego dzieła potrzebuje oczywiście wyobraźni , talentu, umiejętności. Jednak żaden obraz nie powstałby bez farb. To ciekawe spojrzenie na temat, ponieważ wiele książek traktuje o sztuce w aspekcie poszczególnych epok. Tymczasem poznawanie technik i to w różnych epokach – to naprawdę ciekawy pomysł i swego rodzaju novum jeśli chodzi o książki dziecięce.  Zatem farby – to temat przewodni tutaj. Może to Was zdziwić, ponieważ w wielu książkach o historii malarstwa autorzy zaczynają opowiadać o sztuce ludzi pierwotnych. A skąd niby mieli oni niby wziąć farby? – ktoś zapyta. Przecież to niemożliwe – aż ciśnie się na usta. Tymczasem dzieci dowiedzą się, że również nasi praprzodkowie robili farby sami – z naturalnych barwników występujących w przyrodzie. I ta książka zaczyna się  właśnie od sztuki jaskiniowej. Później jest mowa o akwareli, temperze, freskach, malarstwie olejnym, pastelach, farbach akrylowych i kolażu. W każdym dziale dowiecie się skąd pochodzi nazwa danej techniki, jaki jest skład danych farb (ale tu uwaga – bez nudnawych wywodów – raczej wiele ciekawostek), poziom trudności danej techniki: czy łatwo malować farbami akwarelowymi albo temperowymi. Dalej: właściwości technik: np. malowanie farbami akwarelowymi uniemożliwia zamalowanie nieudanych elementów obrazu., w przeciwieństwie np. do malarstwa olejnego. Podłoża do farb – na czym malowano w różnych epokach, które podłoże jest dobre do danej techniki malarskiej. Materiały: pędzle, substancje do czyszczenia ich, sposoby nakładania farb. W końcu również i przegląd poszczególnych epok – kiedy dana technika była popularna, kto ją popularyzował (np. akwarelę – impresjoniści, freski – Giotto). Jest też dużo reprodukcji – przykładów danej techniki malarskiej. Wśród autorów sami mistrzowie: Dürer, Cezanne, Botticelli, Modigliani, Młodożeniec, Chagall, Kobro, Kandinski i wielu innych. Autorka zwraca uwagę na cechy charakterystyczne danej techniki w poszczególnych epokach: np. świetnie opisano tu sztukę egipską. Poświęca uwagę ikonom średniowiecznym – ciekawe jest znaczenie poszczególnych farb, których używa się przy pisaniu ikon, np. kolor złoty – często dominuje w ikonach i jest to symbol samego Boga. Zwraca uwagę, że w przypadku malarstwa olejnego uzyskiwano efekty dzięki nakładaniu grubych i cienkich warstw farby.

Znajdziecie tu liczne ciekawostki do każdego tematu, np. naskalne animacje ludzi pierwotnych mają wiele wspólnego z filmami animowanymi. Wielu artystów z późniejszych epok (np. ekspresjoniści w XX wieku) wzorowali  się właśnie na pierwotnych technikach: pryskali farby i malowali rękami. Dużo uwagi poświęcono powstawaniu ksiąg w średniowieczu, czyli tzw. iluminatorstwu – temat fascynujący, biorąc pod uwagę to, że księgi były sporządzane ręcznie i na pergaminie. Jak mogła wyglądać mapa odkrywcy Ameryki: Krzysztofa Kolumba, dlaczego Botticelli zniszczył wiele swoich dziel, w jaki sposób Michał Anioł malował freski w Kaplicy Sykstyńskiej? Pytania, pytania – odpowiedzi w środku. Mnie zaciekawiło jedno stwierdzenie z filozofii chińskiej, które mówi o tym, że zła osoba nie jest w stanie wykonać pięknego dzieła sztuki. Czy tak było/ jest w istocie?

Podsumowując: ciekawa książka o sztuce, przejrzyście i zrozumiale napisana, z licznymi konkretnymi informacjami i ciekawostkami. A jeśli ktoś połknął artystycznego bakcyla – może sięgnąć po inną pozycję autorek „Farby, szkicownik artysty”. Tym razem baaaaardzo kreatywną. Ale o tej książce – za chwilę:)

Wiek 5+

Wydawnictwo Kocur Bury

poniedziałek, 17 grudnia 2018

 

Fajna gra rodzinna, która wywołuje dyskusje i wybuchy śmiechu. Bo z wyłożonych 11 kart z różnymi fotografiami trzeba ułożyć pary, następnie zweryfikować je ze wszystkimi graczami, wyjaśnić, dlaczego tak, a nie inaczej. Ja sparowałam skorpiona z kurczakami – bo zwierzęta. Tymczasem mój młodszy syn zobaczył w tym skorpionie Afrykę i pary dobrał inaczej. Liczy się spostrzegawczość, wyobraźnia, kreatywność i refleks, bowiem mała klepsydra odmierza czas, a jak wiadomo przesypującego piasku nie da się zatrzymać. Trzeba myśleć, myśleć, może od czasu do czasu podsłuchać, co mruczą pod nosem inni, bo zgodność parowania daje możliwość zdobycia punktów.

Jak zatem gramy? Najpierw rozkładamy planszę, na której jest 11 numerów. Każdemu numerkowi przypisujemy jedną kartę z jakimś zdjęciem. Robimy to losowo – bez żadnych kombinacji czy planowania – to akurat i tak nie ma w grze znaczenia. Chwilę patrzymy na te fotki bez mierzenia czasu – aby mieć pewność, że wszyscy dobrze widzą, co się znajduje na obrazku – ważne zwłaszcza przy mniejszych dzieciach. Potem stawiamy klepsydrę i czas start. Szybko kojarzymy fotki, sami siebie przekonujemy do naszych skojarzeniowych pomysłów – co czasami też jest zabawne. Następnie jest weryfikacja par w odniesieniu do propozycji jednego z graczy (każda kolejna runda – to weryfikacja względem innego gracza – my u nas w rodzinie robimy to zawsze z ruchem wskazówek zegara). Gdy oprócz tej osoby ktoś miał taki sam pomysł znalezienia pary, wówczas otrzymuje się punkty. 11 kart – wiadomo – jedna karta zostanie bez pary. Jeśli ktoś odłożył bez pary tę samą kartę, co osoba weryfikująca, wówczas też otrzymuje w nagrodę dodatkowe punkty. Generalnie, bardzo ogólnie przedstawiłam zasady i na pewno trzeba zajrzeć do instrukcji. Ta akurat jest krótka – to nic w porównaniu z wielostronicowymi instrukcjami innych gier, które wyglądają jak książki (mnie to zniechęca – korzystam wówczas z filmów instruktażowych w Internecie, choć nie dla każdej gry takowy istnieje). Gra jest ładnie wykonana – plansza, karty ze zdjęciami, karty z numerami, klepsydra. Wygrywa ten, kto w czterech rundach zdobędzie największą liczbę punktów. Jest podczas tej gry często głośno, niekiedy nieprzyzwoicie cicho. Jest i burzliwie i spokojnie. Często słychać słowa niedowierzania: „Niieeeee, no  co ty…………….”. I jest dużo śmiechu. Fajna gra towarzyska, również dla większej liczby osób (maksymalnie dla 8).

Pudełko zawiera:

- 156 kart ze zdjęciami (o wymiarach: 57 mm x 57 mm. Zdjęcia są na obydwu stronach, co daje razem 312 fotografii)

-8 kompletów kart z numerami, co daje: 8 x 11 kart = 88 kart numerów. Każdy komplet jest w innym kolorze

-plansza do gry

-100 arkuszy do gry – warto sobie skserować czysty arkusz, by mieć na tzw. „potem”. Gdy się skończą arkusze, można powielić dla potrzeb własnych lub przygotować dla każdego tabelę odręcznie wg wzoru

-klepsydra – uwaga! czas na przygotowanie par – to zaledwie / jak się okazuje po rozgrywkach rodzinnych, dla niektórych AŻ – 90 sekund!!!

-instrukcja z zasadami gry

Wiek 9+

Liczba graczy 3-8 osób

Wydawnictwo Rebel

sobota, 08 grudnia 2018

 

Gra sprawdza się na naszym podwórku już od kilku miesięcy. Warunek – trzeba lubić historię, bo wokół niej wszystko się toczy. Jeśli ktoś nie ma odpowiedniej wiedzy – to spokojnie – nie jest to przeszkodą, ponieważ cel tej gry to również przyswojenie pewnych pojęć – i to poprzez zabawę i humor. U nas nie ma problemu – dzieci są fanami serialu Był sobie człowiek, a ta gra jest w jakimś sensie naturalną jego kontynuacją. Zasada jest taka - jak to zwykle w przypadku planszówek bywa: trzeba przejść przez wszystkie epoki od startu do mety, przy okazji nazbierać pieniążków – wygrywa ten, kto ma ich najwięcej. Na początku każdy z graczy otrzymuje pewien finansowy zapas – i w trakcie gry może go albo pomnażać albo zmniejszać. A nie jest łatwo – bowiem po drodze czyhają różne mniej lub bardziej przyjemne niespodzianki , jak : zapłata podatku, pojedynek, podjęcie ryzykownej gry z jakimś wybranym przez siebie przeciwnikiem, skrzynia skarbów, czterolistna koniczynka, a nawet zbój – a to spotkanie, jeśli nie ma się w zanadrzu karty rycerza bądź mistrza, może delikwenta drogo kosztować. Dzieci uczą się też inwestowania pieniędzy – można kupować karty mecenasów i otoczyć opieką jakiś znany i cenny obiekt sztuki. Każdy z uczestników gry wybiera sobie na początku swojego bohatera: żołnierza, damę, artystę, rewolucjonistkę (8 postaci do wyboru – 4 męskie i 4 kobiece). Każda z nich ma jakieś indywidualne cechy charakteru – w zakresie: sprytu, siły, inteligencji i talentu. Jest to ważne, bowiem niektóre z zadań do wykonania są związane właśnie z małymi figurkami znanymi z kreskówki. Co rusz uczestnicy losują karty z pytaniami historycznymi (tekstowe i obrazkowe). Można za nie zdobyć 100 albo 200 dukatów. Do wyboru zawsze trzy odpowiedzi – specjalny detektor pomaga przy trudniejszych zagadnieniach. Pytania – jak zwykle – jedne łatwe inne trudne. Skutek tego jest taki, że dzieci naprawdę szybko uczą się prawidłowych odpowiedzi i w ten sposób poszerzają wiedzę.  Dużo przy tej grze śmiechu, emocji, żalu (nikt nie lubi tracić pieniędzy). Świetny jest pomysł rzutów z dwiema kostkami – szybko przemykamy przez historię ludzkości, a dzieciaki ćwiczą dodawanie. Gra jest bardzo dobrze wykonana. Na planszy znajduje się mnóstwo miniaturowych scen z historii powszechnej – od samego początku przyciągały one oko graczy, rodziły pytania, na które dorośli musieli znaleźć odpowiedź. Nie lubię grać figurkami – w przeciwieństwie do moich dzieci. Figurki wybranych postaci są leciutkie jak piórko i przez to wywrotne. Można je zastąpić pionkami z innej gry – czego moje dzieci akurat nie lubią. Do gry dołączona jest instrukcja – bardzo czytelna, zrozumiała.

Wydawnictwo Hippocampus

piątek, 07 grudnia 2018

Pojawienie się tej książki było właściwie kwestią czasu. Można by nawet pokusić się o pytanie: dlaczego dopiero teraz?  Od wielu lat w sezonie zimowym trwa u nas skoczkowe szaleństwo. Małyszomania, Stochomania – ciekawe co jeszcze przed nami. Nasi mistrzowie tak nas przyzwyczaili do sukcesów, że skoki bez medali chyba by nas zaskoczyły. Warto więc poznać tajemnice skoków i skoczków (choć pewnie każdy Polak w teorii jest świetny). Tymczasem książka Jarosława Kaczmarka w przystępny sposób opowiada o tej dyscyplinie sportowej, która przed Adamem Małyszem była raczej może nie „wyspą nieznaną”, ale dla przeciętnego rodaka znad Wisły na pewno mało znaną. Autor jest nie tylko miłośnikiem, obserwatorem z boku. Stara się być jak najbliżej skoczków, penetruje skocznie, stara się wczuć w rolę skoczka, który mknie w powietrzu z prędkością przekraczającą 100 km na godzinę, „wchodzi” między kibiców, by podsłuchać nastroje. Odkrywa tajemnice mocy skoczków, którzy po zdjęciu kombinezonów są niesamowicie szczupli, mają drobną budowę ciała. Przybliża sylwetki naszych skoczków: Kamila Stocha z Zębu, który w wieku 3 lat nie chciał oddać nart swojej siostrze Ani. I dobrze się stało mimo kłótni. Wojciecha Fortuny – trzeba przyznać, że z takim nazwiskiem był skazany na sukces. Urodzony skoczek pokazał swoją klasę  w 1972 roku. Autor wzruszająco przedstawia ikonę polskiego narciarstwa Stanisława Marusarza. Bycie narciarzem pomogło mu w ucieczce z więzienia. Został skazany przez gestapo na śmierć. Podczas ucieczki skakał, biegł slalomem, musiał wykazać się niesamowitą sprawnością fizyczną. Przeżył ucieczkę. Dalej - Adam Małysz – Orzeł z Wisły, który w 2001 roku zmienił polskie narciarstwo na zawsze. Odnosił niesamowite sukcesy. I pomyśleć, że miał zostać dekarzem. Nieśmiertelny Noriaki Kasai (rocznik 1972!) – skoczek … od zawsze. Planuje wystartować na olimpiadzie w Sapporo w 2026 roku. Będzie miał wtedy 54 lata. Twierdzi, że wtedy zdobędzie złoty medal. Simon Ammamn, Gregor Schlierenzauer, Peter Prevc, Robert Johansson (ach ten wąsik!!!). Wiele ciekawostek i ploteczek dowiecie się na ich temat.

W przeciągu lat zmieniał się styl skoków narciarskich. Zmieniało się ubranie. Dawniej skoczkowie skakali tylko w wełnianych czapkach. Dopiero od 1976 r. w kaskach ochronnych. Dieta również ma ogromne znaczenie. Kiedy Adam Małysz zaczął odnosić wielkie sukcesy, wszyscy zaczęli go obserwować. Ktoś podpatrzył naszego mistrza, jak wcina bułkę z bananem. Banan od razu został „rozebrany” na czynniki pierwsze i stwierdzono, że faktycznie owoc ów może przyczyniać się powiększania zestawu medali, bowiem zawiera wiele składników odżywczych, mało tego – również serotoninę i norepinefrynę. Dalej: etapy skoków, sprzęt skoczków, słynne skocznie na całym świecie, strach, liczenie punktów, kalendarium imprez, upadki, kontuzje, tajemnice „mamutów”. Każdy chce być „naj”. Skoczkowie co rusz przekraczają granicę niemożliwego. Austriak Josef Bradl skoczył 100 metrów w 1936 roku. Fin Matti Hautamäki w 2003 roku odleciał na … 230 metrów.

Ciekawy jest rozdział o tym, jak  skoki mogą wyglądać za 100 lat. Fantastyczne dywagacje, co będzie – może. Ale tego już nie zdradzam. Można pokusić się o stwierdzenie, że i sam Lem by tego nie wymyślił.

Wiek 8+

Wydawnictwo Egmont

wtorek, 27 listopada 2018

Są pokolenia dzieci, które wychowały się na „Fasolkach”. Fasolki – to zespół dziecięcy, który pojawił się w 1983 r. – razem z programem „Tik – Tak”. Dla wielu współczesnych rodziców i dziadków to miłe wspomnienie dzieciństwa: wielki charakterystyczny zegar, zwariowani prowadzący ubrani w jeszcze bardziej zwariowane stroje. Zwłaszcza Ewa Chotomska „szalała” w tej dziedzinie: fryzury, nakrycia głowy, kolorowe fatałaszki. „Szalała” oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Z tej książki dowiedziałam się po latach, że dzieciakom chciała się kojarzyć jako polska wersja Mary Poppins. Zatem przypominamy sobie prowadzących tego programu jak i autorów książki: Ewę Chotomską (nie unikniemy tego – to córka Wandy Chotomskiej), Andrzeja Marka Grabowskiego  i Krzysztofa Marca. Pani Ewa wspomina: „Zostaliśmy jedną wspaniałą wielką rodziną, która rośnie jak ciasto drożdżowe. Jest nas coraz więcej i więcej. I wszyscy zgodnym chórem twierdzimy, że „nie ma jak Fasolki, na deszcz, na pogodę”. Ta książka to prezentacja najpopularniejszych tekstów piosenek „Fasolek”. Przy każdym z nich pojawia się jakieś wspomnienie, geneza powstania. Kto by przypuszczał, że za kultowym wersem ”Witaminki, witaminki. Dla chłopczyka i dziewczynki” stoi pewien chłopiec – przedszkolak, który baaardzo nie lubił owoców. Przy tym miał wagę słuszną i nie lubił sportu. Widząc taki smutny widok, Ewa Chotomska od razu zareagowała i postanowiła działać. Z kolei do napisania „Każdy ma jakiegoś bzika. Każdy jakieś hobby ma, a ja w domu mam chomika, kota, rybkę oraz psa” kryje się domowa menażeria Ewy – a dokładniej miłość jej córki do zwierząt.

Wspomnienia, teksty piosenek, płyta CD z nagraniami i bajecznie kolorowe ilustracje, w  których pojawiają się bohaterowie pionek i ich autorzy. Oj przypominają się wspomnienia Tik-Taka sprzed lat. Ale jakże to miłe uczucia.

I jeszcze jedna dygresja na koniec recenzji. Jakiś czas temu czytałam biografię Wandy Chotomskiej (Wanda Chotomska. Nie mam nic do ukrycia/ Wyd. Marginesy) autorstwa Barbary Gawryluk. Jedna rzecz bardzo mnie w tej książce zaskoczyła – stosunek słynnej poetki do swojej córki. Ponoć relacje między nimi nie były zbyt bliskie i ciepłe. Sławna mama odmawiała talentu swojej córce. Wyobrażam sobie, jak to musiało boleć Ewę – usłyszeć od pierwszej nauczycielki taaakie słowa. Myślę, że jednak najsprawiedliwszymi oceniającymi dorobek pani Ewy Chotomskiej jesteśmy my, czytelnicy, w każdym wieku, a zwłaszcza dzieci. Uwielbiamy te wiersze, piosenki. Wiele z nich znamy na pamięć, nucimy pod nosem – dla siebie, dzieciom, wnukom. I jestem pewna, że w tej ocenie nie jestem osamotniona.

Książka z płytą CD

Wiek 3+ 

Wydawnictwo Literatura 

piątek, 16 listopada 2018

Zabawa jest prosta: klaun żongluje, dzieci rzucają kostką i zależnie od tego, na jaki kolor trafia pionek, losowana jest karta z „pytaniem”. Specjalnie napisałam pytaniew cudzysłowie, ponieważ tak naprawdę żadnych przygotowanych pytań tu nie ma (dla urozmaicenia – twórczy rodzice mogą je wymyślać). Na każdej karcie (jest ich razem 90) w samym środku znajduje się duży rysunek. Poniżej trzy małe obrazki i trzy dziurki . Dziecko wkłada paluszek w dziurkę pod obrazkiem, który najbardziej jego zdaniem pasuje do dużego obrazka. Np.: duży koń, poniżej: słoń, traktor i podkowa. Jeśli chce samo się przekonać, czy jego odpowiedź jest prawidłowa (zapewniam, że zawsze chce) – na odwrocie każdej karty klaun wskazuje prawidłowe rozwiązanie. Karty z czerwonym paskiem to kolory, z zielonym – zawody, pomarańczowym – jedzenie, żółtym – zwierzęta, niebieskim – dom, liliowym – miejsca.

Frajda jest już na samym początku, gdy trzeba opróżnić wszystkie dziurki. Posypały się kółeczka gęsto na podłogę (mimo upływu czasu zawsze gdzieś jakaś zbłąkana owieczka – kółeczko jeszcze się znajdzie). Zapewniam, że zabawa trwa nadal, bowiem małe dzieci uwielbiają ruch. Tutaj trzeba operować palcem, trafić w prawidłową dziurkę. A jak często maluchy udają, że się zastanawiają, czy to ta dziurka, a może inna – choć doskonale znają odpowiedź – wiadomo – trening rodzi mistrza.

Gra rozwija słownictwo, ćwiczy koordynację ruchową, koncentrację i uczy samodzielnego myślenia. Nie wspomnę o matematyce – liczenie  w zakresie 1-6. To nic, że nie zawsze jest tak jak być powinno, i że trzylatek liczy: jeden, dwa, pięć, sześć. Dalej – logiczne myślenie   i rozróżnianie kolorów, kojarzenie ich  z pewnymi pojęciami. Możliwość samooceny poprzez  sprawdzenie na odwrotnej stronie.

Jedynym mankamentem są za cienkie karty. Jeśli gramy z maluchem (zapewniam, że trzylatek świetnie sobie daje radę – nie mam doświadczenia z dzieckiem 2,5 letnim ale kto wie – też pewnie można już  z nim zagrać) trzeba brać pod uwagę delikatność tekturki. Co do wieku (na pudełku 3-7 lat)– doświadczenie z  mojego podwórka pokazuje, że Quiz jest za łatwy już dla sześciolatków. W grze może brać 1-4 dzieci.

Fajna zabawa. Polecam!

Wiek 3+

Wydawnictwo Granna

sobota, 03 listopada 2018

 

Gra w kolory TĘCZA to kolejna propozycja w cyklu Zmysły.  Jej odbiorcy to dzieci w wieku 3 – do 10 lat. W zależności od wieku można skorzystać z kilku jej wariantów. Dla najmłodszych – układanka – dzieci przyporządkowują 36 kółeczek z obrazkami  do danego koloru - po sześć na każdy kolor tęczy: fioletowy, niebieski, zielony, żółty, pomarańczowy  czerwony. W czasie gry można łatwo rozpoznać, czy dziecko radzi sobie z kolorami, czy zna ich nazwy i prawidłowo je rozróżnia. 36 malutkich kartoników – kółeczek poszerza słownictwo. Nie wszystkie wyrazy maluch ma opanowane. Warto w czasie gry dużo rozmawiać, powtarzać nazwy kolorów – trening rodzi mistrza i za jakiś czas na pewno trudności zostaną pokonane. Dla dzieci starszych – od razu trudniejszy wariant – najpierw rozkładanie kółeczek obrazkiem do dołu, przyporządkowywanie ich do danego koloru. Warto się skupić, bo może to zadecydować o wygranej. Potem – zbieranie kółeczek – do dyspozycji tęczowa kostka i pamięć, bowiem trzeba odgadnąć, co kryją kółeczka.

Gra ćwiczy nazwy kolorów (ważne przede wszystkim w przypadku najmłodszych), pamięć, poszerza słownictwo, wiedzę – podoba mi się dodatek naukowy w bardzo przystępnej formie, zrozumiałej dla małych dzieci, na temat tęczy – z jakich kolorów się składa, jak powstaje, cóż to za dziwolągi barwy ciepłe i barwy zimne, oraz kolory, jakie występują w przyrodzie, ale nie można ich zobaczyć w tęczy. Jest też mowa o odcieniach kolorów, a na przykładzie niebieskiego dzieci dowiadują się, że czasem jest ich całe mnóstwo: cyjan, lazurowy, indygo, kobalt, szafir, błękit pruski, granatowy, turkus, błękitny, ultramaryna, modry. Tęczato połączenie zabawy z nauką. Gry tego rodzaju, przy udziale dorosłych, wzmacniają więzi, mają duży wpływ na rozwój emocjonalny dziecka. Nie zawsze świeci słońce – czasem trzeba pogodzić się z porażką. Trzeba zwrócić uwagę na to, by poziom gry dostosować do wieku i możliwości dziecka, by nie poczuło się zniechęcone i by wierzyło w swoje mocne strony. 36 kartoników na początek to dla maluchów – duża liczba. Może warto wykorzystać na początku tylko jakąś ich część. Maluchy nie potrafią zbyt długo koncentrować się na jednej rzeczy. Potem z biegiem czasu dodawać coraz więcej i więcej. Czasem w trakcie gry przychodzi do głowy jakiś kolejny rodzinny wariant – może warto się nad tym zastanowić, bowiem gra daje wiele możliwości. Wykonanie bardzo estetyczne, kolorowe. Można dostać tęczoplasów. 

 

Wiek 3 – 10 lat

Wydawnictwo Granna


środa, 24 października 2018

Pierwsza część matematycznej serii, którą ja nieświadomie zaczęłam od kontynuacji: „Bakterie do kwadratu, czyli matematyka jest wszędzie”. Znów wracamy tu do Filipa i jego dziadka. Dziadka, który jest matematykiem emerytem. Po 40 latach pracy w szkole (przez jego ręce przewinęło się około 4800 uczniów) ma trochę problemy ze słuchem (szkolny hałas i wieczne pytania i narzekania uczniów). Za to posiada duże pokłady cierpliwości do wnuka, czas i świetne matematyczne podejście do życia. A to ostatnie oznacza dwie rzeczy. Po pierwsze: dziadek matematyk widzi matematykę dosłownie wszędzie. Po drugie: potrafi w przystępny sposób wyjaśnić różne zagadnienia matematyczne, z  czego korzysta nie tylko wnuk Filip, ale również czytelnicy  (i ich rodzice – bowiem wiele rzeczy jest tu naprawdę ciekawych). Matematyka pokazana jest tu jako nieodłączny element naszego życia. Sprowadza się nie tylko ona do lekcji w szkole. Jakiś nieznaczący na pozór moment, przypadek i jest okazja ku temu, by pociągnąć dziadka za język. Tak było np. z Mohammadem – biednym Arabem, który przybył do Europy w poszukiwaniu lepszego życia. Dziadek opowiada o przeszłości Arabów, ich ogromnym  wkładzie w rozwój matematyki. I tak z Filipem dzieci poznają tajniki liczydła, systemu pozycyjnego czwórkowego, działań w nawiasach, pułapki dzielenia przez zero, alfabetu Morse’a, systemu dwójkowego, różnych pomiarów, liczb absurdalnych, złotej liczby etc. A to zaledwie tylko kilka przykładów zawartości tej książki.

Matematyczny świat z mnóstwem ciekawych historii, anegdot. Wiedza, na którą często w szkole nie ma czasu. Dobrze, że jest taki książkowy dziadek, który sprawia, że matematyka jest przyjemniejsza i mniej „straszna”. Okazuje się nauką emocjonującą i pełną niespodzianek.

O kontynuacji: „Bakterie do kwadratu, czyli matematyka jest wszędzie” można poczytać tutaj.

Wiek 10+

Wydawnictwo Adamada

niedziela, 21 października 2018

Książki Minecraft podpowiadają, jak grać w grę komputerową, jak wzbogacić swój „stan posiadania” na swoim koncie. Tak sobie czasem myślę, że minecraft … to stan umysłu. Dzieciaki dużo rozmawiają na temat gry, swoich poczynań, porażek. „Podręcznik farmera” podpowiada jak poradzić sobie w świecie minecrafta – by przetrwać, utrzymać się przy życiu, docierać do nowych miejsc i żywności. Gracze w tej części dowiadują się, jak uprawiać przydatne rośliny, hodować zwierzęta. W tym celu potrzebne są leje, gdzie przechowuje się plony. Z czerwonego kamienia można zbudować maszyny rolnicze. Książka podpowie, skąd wziąć światło do wzrostu roślin, jak usprawnić proces hodowli i upraw, by być efektywnym farmerem. Całość została podzielona na części: uprawa roślin, hodowla zwierząt, hodowla wrogich mobów, produkcja bloków. W każdym rozdziale krok po kroku omówiono możliwości techniczne gry – wraz z korzyściami dla gracza. Tak sobie myślę, że to duży plus tej gry dla dzieci, które nie znają wsi. Oczywiście z tą prawdziwą wsią nie ma co porównywać, jednak dobrze wiedzieć, że ziemniaki i buraki rosną na polach, że z buraków robi się barszcz, a dzięki nawożeniu mączką kostną przyspiesza się wzrost roślin. Dzieci uczą się gospodarowania. Muszą planować, by osiągnąć sukces. Myślą do przodu – inaczej coś się nie powiedzie, a tego unika każdy szanujący się farmer – nawet w takiej grze, jaką jest minecraft. Zatrudnianie pracownika, przygotowanie pola i nasion, karmienie zwierząt – to kilka zagadnień, które pomogą okiełznać grę.

Wydawnictwo Egmont

 

niedziela, 14 października 2018

 

Po tej książce żaden kamyczek nie będzie już tylko zwykłym kamyczkiem. A już na pewno każdy ciekawy okaz będziemy brali pod lupę – bo a nuż okaże się jakimś cennym trofeum – jak choćby meteorytem, który spadł z wysokiego nieba wprost na naszą posiadłość. Kto wie? Może kiedyś? Radosław Żbikowski o skałach i minerałach wie wiele, a swoją wiedzą dzieli się w ciekawy i przystępny sposób. Obszarów do poznania w tej materii jest bardo wiele. Bo jak się okazuje: skała skale nierówna, piasek piaskowi również, nie mówiąc już o minerałach. Poznajemy zresztą nie tylko ich właściwości, cechy charakterystyczne. Autor przybliża również sekrety Ziemi jako planety – trzeciej od Słońca, jednej  z czterech planet skalistych w Układzie Słonecznym (obok Merkurego, Wenus i Marsa). Czy wiecie, że naszą kulę ziemską można porównać do czekoladowej pralinki? Nie zdradzę jednak, dlaczego. Co jeszcze tutaj znajdziemy – różne różności: np. kryształ jako podstawową jednostkę budowy skał, krzem – najbardziej obok tlenu rozpowszechniony pierwiastek na Ziemi. Całość podzielona została na następujące części tematyczne: minerały, skały magmowe, skały osadowe i metamorficzne. Mnóstwo ciekawostek, konkretnych informacji. Wśród minerałów – pospolite żelazo, które w tej chwili mam na swoim biurku w postaci spinacza biurowego; jak również prestiżowe: srebro i złoto (tu z obecnością na moim biurku już gorzej). Mniej znane szafir, rubin i także leksykalne dziwolągi jak (uwaga) tanzanit czy morganit. Oczywiście nie mogło w tym świetnym towarzystwie zabraknąć diamentów. Wiedzieliście, że w Arkansas w USA w pewnym parku można legalnie szukać diamentów do woli? Ponoć – co znajdziesz to twoje. I ponoć niejeden się nieźle obłowił po wizycie w tym miejscu. Na pewno fajnie dowiedzieć się czegoś o pospolitym kwarcu, czy żelazie. Jednak emocje wywołują tematy bardziej wyszukane. Kto wie, może po lekturze ktoś wyruszy na poszukiwanie ciekawszych i rzadszych okazów. Może ktoś kiedyś natrafi na obsydian, bazalt, pumeks, tuf,  albo piaskowiec, krzemień, wapień, , marmur , kwarcyt i wiele, wiele innych? Oczywiście nie wszystkie one są w zasięgu ręki. Jak je rozpoznać, jak je znaleźć, gdzie ich szukać? Dla mnie ciekawym dodatkiem były informacje o skalach radioaktywnych, na których nasza Maria Skłodowska-Curie straciła zdrowie, przesypując tony blendy uranowej. Co można znaleźć na dnie oceanu, na niebie, co jest zagrożeniem dla skał i minerałów, z czego zbudowane są skały mórz i oceanów, co mówią kamienne księgi, czy balansujące głazy kiedyś się przewrócą, słynne kamienne budowle, imponujące megality, święte skały, skamieniałe zwierzęta i drzewa, w końcu nasza duma – kamień z żywicy czyli bursztyn, wiek skał, nauka zbierania i rozpoznawania skał i minerałów: wiedza praktyczna. Sami widzicie, że wiele tego. Osoby zainteresowane tą tematyką na pewno będą zadowolone. Dodam, że teksty nie są długie. Myślę, że ideą tej książki było głównie zainteresowanie tematem. Wraz z wiekiem i rozwojem pasji trzeba będzie pewnie sięgnąć po inne lektury. Do tego mnóstwo ciekawych zdjęć, które pomogą początkującym przy identyfikacji okazów.

Wiek 10+

Wydawnictwo Multico

środa, 03 października 2018

Dziś  będzie o kocie.

Kot w worku – czyli odgadnij co jest w środku - to przednia zabawa dla maluchów. Największą frajdę robi oczywiście worek ze skarbami – czyli różnymi przedmiotami o naturalnych kształtach. Są np. okulary, kwiatek, winogrono, kredka, ryba. Już samo wyciskanie tych obrazków z ramki i wrzucanie ich do worka robiło mojemu trzylatkowi wielką frajdę. Najważniejsze, by gracz (z zawiązanymi oczami) po wylosowaniu takiego przedmiotu – odgadł -  kot czy nie kot. Bo przecież nie kupuje się kota w worku:) Po prawidłowym odgadnięciu – wylosowany obrazek wraz pionkiem gracza wędruje na planszę przedstawiającą taki sam obrazek. Absolutnie nie ma czasu na nudę, bo gdy ten wariant się ogra – można skorzystać jeszcze z dwóch dodatkowych. My dla własnych potrzeb wymyśliliśmy jeszcze jeden rodzinny i trudniejszy – dorośli gracze po wylosowaniu danego przedmiotu muszą odgadnąć, co to za przedmiot – a to z początku – wcale nie jest łatwe. W pudełku znajduje się 9 plansz dwustronnych, 27 obrazków do losowania z worka, 30 pionków w 6 kolorach i woreczek. Zabawa jest przeznaczona dla dzieci w wieku 3 – 8 lat. Podczas gry jest dużo emocji i nerwów (będzie kot czy nie?), tajemnicy (ta opaska na oczach i wszechogarniająca ciemność – uwaga – starsze dzieci świetnie podglądają:) i worek kryjący tyle tajemnic), śmiechu – szczególnie gdy dorośli sobie nie radzą z zadaniem, a to się zdarza bez naszego udawania, czasem łez – o czym za chwilę. A to co najważniejsze – zabawa zbliża – szczególnie, gdy zaangażują się w nią rodzice. Obecność przynajmniej jednego dorosłego, gdy w grze uczestniczą np. 3-4-latki, jest konieczna – trzeba zawiązać oczy, podpowiedzieć, naprowadzić. A gdy gra sześcio-,  siedmiolatek trzeba być koniecznie … stróżem prawa i spokoju:) 

Gra uczy dziecko pogodzenia się z przegraną, rozwija zmysł dotyku, wywołuje salwy śmiechu, rozwija zasób słownictwa – szczególnie te najmniejsze dzieci.

Trzylatek  z rodziny musiał się grą najpierw nacieszyć sam. Wkładał przedmioty do woreczka i wykładał, pytał co przedstawiają obrazki, i znowu wykładał, rozsypywał, szukał kota – i tak chyba ze sto razy. Potem układał obrazki na planszach, by sprawdzić, czy są wszystkie. Dopiero na drugi dzień pozwolił innym członkom rodziny zagrać w jego grę:)

Wszystko solidnie wykonane – obrazki są z grubej tektury, kolorowe. I nie dadzą się tak łatwo małym rączętom – przetrzymają wiele wiele losowań.

Wiek 3+

Wydawnictwo Granna

 

Piłka nożna cieszy się ogromnym zainteresowaniem i ze zrozumiałych względów budzi oczywiście emocje. Myślę, że do sięgnięcia po tę pozycję specjalnie zachęcać nie trzeba – historia futbolu od gry kawałkiem skały przez Majów i Azteków w Ameryce Południowej i Środkowej po współczesne mecze rozgrywane na najnowocześniejszych i najpiękniejszych stadionach świata. Kto by pomyślał, że historia futbolu rozpoczęła się blisko 3000 lat temu? I że z małymi przerwami trwa do dziś. Futbolowe opowieści Michała Gąsiorowskiego czyta się dobrze. Jego styl znany jest już niejednemu czytelnikowi być może  z innej jego książki: Od koła do Formuły 1. Pisze lekko, zrozumiale, wyszukuje smakowite ciekawostki i konkretne informacje. Nie unika tematów trudnych, których tak wiele w historii piłki nożnej. Nie jestem znawcą futbolu – stąd trudno wypowiedzieć mi się na temat zawartych  książce informacji. A z własnego rodzinnego podwórka wiem, że pewne piłkarskie fakty mogą budzić emocje, długie dyskusje i mogą na dobre podzielić rozmówców: jak choćby ta wszystkim tak znana ręka Maradony: czy ona w końcu była czy też nie? Książka na pewno zadowoli młodych miłośników futbolu – nie ma tu przeładowanych informacji, a te które są – czyta się lekko: o tym jak powstała FIFA, przedstawiono Mistrzostwa Świata w poszczególnych krajach i latach, pokazano, że niekiedy futbol miał powiązania z polityką, omówiono sylwetki słynnych piłkarzy – od tych, których podziwiali nasi rodzice po współczesnych bożyszcza tłumów. Zaprezentowano znane turnieje piłkarskie – bo jak wiadomo niemal każde miejsce na świece chce takowy mieć u siebie: Puchar Narodów Afryki, Euro, Puchar Ameryki. Zobaczycie, jak wyglądają piłkarskie trofea i dotychczasowe piłki mundialowe, które stadiony na świecie najbardziej są podziwiane i zachwycają architekturą. W końcu jak zmieniała się mundialowa moda – bo to obszar też do ciekawej dyskusji. Z książki dowiecie się o niesnaskach na boisku i poza nim, kontuzjach, słynnych decydujących golach lub ich braku, karnych, straconych szansach, spalonych, a nawet skradzionym pucharze  (Anglia – 1966 r.). Wiele tych historii tutaj– niektóre trzymają w napięciu jak najlepszy thriller (to chyba dotyczy każdego opisywanego meczu), inne wzruszają (historia o piesku słynnego Garrinchy), a jeszcze inne śmieszą (brak piłek podczas Mistrzostw w Chile w 1962 r.). Jednym słowem – każdy znajdzie tu coś dla siebie.

Wiek 8+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

czwartek, 27 września 2018

 

Pewnie kojarzycie postać Newta Skamandra. Pisałam o nim przy okazji innej książki (można poczytać tutaj). Tym razem to on właśnie jest autorem niniejszej książki. W przedmowie pisze: Książka „Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć” jest owocem mojej miłości do tych stworzeń. (…) mam głęboką nadzieję, że nowe pokolenie czarownic i czarodziejów odnajdzie na jej stronach świeży bodziec, by pokochać i chronić te niewiarygodne stworzenia, podobnie jak my obdarzone magicznymi zdolnościami”. My, w każdym razie ja na pewno, jesteśmy Mugolami, którzy całość traktują jako czystą fantazję, zabawę. Na książkę zatem można spojrzeć dwojako: czarodzieje potraktują ją jako (a wierzę, że takowi są wśród nas) – źródło nieocenionej wiedzy w wykonywanym zawodzie. Mugole – jako rozrywkę, ciekawostkę, świat fantazji, w którym można dać upust swojej wyobraźni. Zarówno dla miłośników i znawców fantastycznych zwierząt jak i dla Mugoli niezwykle interesującym będzie sam wstęp o magicznych zwierzętach, tak konsekwentnie tropionych przez Newta przez długie lata.  Niestraszne mu dalekie krainy, dżungle i pustynie – przez całe życie podążał tropem tych wszystkich stworzeń opisanych  w książce. Sklasyfikowane przez Ministerstwo Magii według 5 kategorii: x – nudne, xx niegroźne, xxx odpowiedzialny czarodziej powinien dać sobie rade, xxxx groźne, xxxxx znany morderca czarodziejów (nie nadaje się do udomowienia ani tresury). Dane gatunki opisane od A do Z. Początek – Akromantula – gigantyczny pająk z Borneo, potrafiący posługiwać się mową ludzką. Kończy opis Yeti. Są wśród nich mało znane osobniki: Znikacz, Bystroduch, Jeżanka, Żądlibąk. Ale również i takie, które gdzieś tam tkwią w powszechnej świadomości: Wilkołak, Yeti, Jednorożec, Troll, Sfinks, Wąż Morski czy Chochliki. Opisy danych gatunków nie są sporządzone według jednego schematu. Jedne dłuższe, kolejne krótsze. Są w nich informacje nt. pochodzenia, wyglądu, sposobu rozmnażania, odżywiania, zachowania, oczywiście wspomniane już krzyżyki informujące o stopniu niebezpieczeństwa. Do tego dochodzą rewelacyjne wielkoformatowe ilustracje. Książka jest pięknie wydana. Tak sobie prywatnie myślę, że i J.K.Rowling i Olivia Lomenech Gill musiały nieźle się bawić przy pisaniu i ilustrowaniu tej książki. Wielka jest wyobraźnia obydwu pań. Opisać i narysować tak, że nawet Mugol jest w stanie uwierzyć, iż te wszystkie stworzenia istnieją naprawdę. I że to wszystko faktycznie się dzieje. Że Nieśmiałek pilnuje drzew i jest gotów nawet zaatakować, jeśli ktoś zagraża drzewu, które jest jego domem. Albo taki Demimoz – zwierzę do wytropienia tylko przez najlepszych łowców. Z cennymi włosami, z których robi się peleryny niewidki.  Takie rzeczy do odkrycia w tej niezwyklej książce.

Wiek 8+

Wydawnictwo Media Rodzina

piątek, 07 września 2018

Myślę, że Minecrafta – tej niezwykle popularnej gry, nie trzeba specjalnie przedstawiać. Jako dodatek do niej wydawane są regularnie książki – uzupełnienia, dzięki którym można lepiej wykorzystać potencjał i gry, i samego gracza.

Minecraft. Rocznik 2018 informuje o wprowadzonych aktualizacjach, nowościach – przez co gra staje się jeszcze ciekawsza. I tak znajdziecie tu np. opis przedmiotów, dzięki którym można lepiej przygotować się do wypraw: zaklęty diamentowy miecz, diamentowa zbroja, oswojone wilki, tarcza, koty, koń, dynia. Każdy z tych elementów jest krótko opisany – i tak noszenie dyni na głowie może uchronić przed … atakiem endermana. Ciekawą częścią książki są wybrane doświadczenia osób związanych z powstawaniem tej gry. Osoby te zdradzają tajniki swojej pracy i samej gry. Jak się okazuje, tworzenie gry i wprowadzanie nowości – to nie takie zwykłe hop siup. Zespół Mojanga zaznajamia z trybem przygody, projektem REALMS – gdzie znajdziecie specjalnie wyselekcjonowane światy i mapy przygód. Podpowiadają jak zbudować park wodny, przetrwać w opuszczonej kopalni, prezentują funkcję ADD-ONS – dzięki której można zmienić wygląd świata oraz zachowanie mobów.

To tylko zaledwie kilka propozycji. Ci, którzy czytają recenzję, a nie znają gry, łatwo zauważą, że są tu słowa klucze dla osób będących w temacie. Te wszystkie hasła, niekiedy brzmiące egzotycznie, szybko oswoją i właściwie odczytają miłośnicy Minecrafta. Znajdą tu dużo ilustracji, wskazówek, schematów – a przykład z własnego podwórka pokazuje, że są one zrozumiale wyjaśnione. Znam też dzieci, które nie znając wersji komputerowej gry, chętnie zaglądają do książki i też się dobrze przy tym bawią. Choć połączenie gra + książka dopiero daje efekty. Gra oczywiście w odpowiedniej i rozsądnej dawce.

Wydawnictwo Egmont

środa, 05 września 2018

Kostka Rubika liczy sobie już prawie … No właśnie: ile lat? Pamiętam jaki to był szał, gdy się pojawiła. Kolejki pod sklepikiem, żeby kupić upragnioną zabawkę. Autor, profesor architektury, był skazany na międzynarodowy sukces. Już w dzieciństwie niezwykle kreatywny miłośnik łamigłówek – w 1974 r. stworzył pierwszy prototyp kostki. A ile było zachodu, by pokazać tę zabawkę szerszemu światu? W komunistycznych Węgrzech to nie było takie hop siup. Książka przybliża postać autora kostki, jej historię. Jak się okazuje – kostka niejedną ma twarz. Większość z nas zna bowiem klasyczną kostkę w formie sześcianu: 3x3x3 . A przecież są jeszcze kostki: 2x2x2, wieża, 4x4x4, 5x5x5, wąż Rubika, Magia Rubika i próżnia Rubika. Nie wszystkie z nich są autorstwa Ernö Rubika. Po prostu świat zwariował na punkcie kubików i po Rubiku pojawiło się kilku naśladowców. Mimo tak wielu odmian kostki książka skupia się na klasycznej wersji 3x3x3. Podpowiada, jak ułożyć kostkę w całości – gdzie skręcić, jak skręcić i jak nie … spanikować. Bo ten, kto próbował ułożyć kostkę w całości, pewnie nie raz chciał rzucić nią o ścianę. Ruchy do wykonania, przekręcanie ścianek, skręty, obroty, wzory, algorytmy. Jest też wersja dla początkujących – potem  to już jest tylko z górki. Oprócz „przepisu” na ułożenie kostki są tu liczne ilustracje i schematy, ciekawostki np. o rekordach świata z układania kostki: jedną ręką, z zawiązanymi oczami, z najmniejszą liczbą ruchów. Mówię Wam – szaleństwo. Ale fajnie jest.

Wiek 10+

Wydawnictwo Egmont

niedziela, 19 sierpnia 2018

Książka dla tych, którzy już lubią komiksy i dla tych, którzy jeszcze nie wiedzą, że lubią komiksy. A w świecie komiksowym tyle się dzieje: wznawiane są tytuły sprzed lat, ukazują się smaczne kąski nowości. I uwaga! – jest jeszcze sporo miejsca dla nowych autorów. Kto wie, może ta książka zainspiruje kogoś do aktywności komiksowym polu działania i za lat kilka ukaże się jakiś komiksowy przebój, którego początkiem będzie właśnie „Zrób sobie komiks”. Dwójka autorów komiksu: Piotr Kasiński i Robert Trojanowski  postanowiła podzielić się swoimi doświadczeniami i zachęcić do tworzenia swoich dzieł. Znajdziecie tu trochę historii komiksu – ale nie są to żadne długie i monotonne wywody znawców tematu. A więc czasy prehistoryczne, starożytny Egipt, Rzym, freski średniowieczne, skryptorium, gdzie ręcznie przepisywano księgi – wszystko podane lekko, oczywiście w formie komiksu. To wciąż nie były jeszcze komiksy, ale całość pokazuje, że człowieka ciągnęło do rysowania. W końcu nadchodzi czas druku – przełomowego wynalazku Gutenberga. Oczywiście mowa tu również o ojczyźnie komiksu – USA, gdzie zrodzili się tacy ponadczasowi bohaterowie jak Superman, Batman, Kapitan Ameryka. Dowiecie się jakie upodobania komiksowe mają różne nacje: co czytają Włosi, Francuzi, Belgowie. Wielu z bohaterów komiksowych zdobyło zresztą międzynarodową sławę: Tintin, Asterix i Obelix, Lucky Luke, Thorgal. Oczywiście autorzy pochylili się nad polskim komiksem – zwrócili uwagę na rok 1919, kiedy to narodziły się „Przygody szalonego Grzesia”. Choć nie ukrywajmy najbardziej znane nasze rodzime komiksy to „Przygody Koziołka Matołka” i dużo młodsze: „Tytus, Romek i A’Tomek”, Kajko i Kokosz, Kleks.

Sama książka podpowie naprawdę dużo praktycznych porad w kwestii tworzenia swojego komiksu: poznacie tu: język, kadry, odstępy, dymek narracyjny, onomatopeje, kreseczki lub smugi, by wyrazić drżenie, bieg. Dalej: zawody związane z komiksem – niektóre nazwy brzmią iście egzotycznie: inker, kolorysta, liternik. Jak zacząć rysowanie komiksu – jedną osobę, grupę osób, scenariusz. Jak stworzyć bohatera komiksu, wygląd, charakter, mieszkanie dla niego i pojazd. Generalnie wszystko sprowadza się do ćwiczeń. Sprawdza się tu stara maksyma, że bez pracy nie ma kołaczy. Chcesz być dobry, musisz często chwytać za ołówek. Warto mieć swój własny egzemplarz tej książki, ponieważ w środku znajdziecie tu miejsce do ćwiczeń – własnych pomysłów i prac. Ćwiczenia z rysunku, pisania, uruchamiania wyobraźni i kreatywności. Wizyta w świecie komiksu jest szczególnie miła, gdy ma się tak sympatycznych przewodników jak Pik i Robi. Nie ma czasu na nudę i jest MOC do działania.

Wiek 10+

Wydawnictwo Znak

poniedziałek, 23 lipca 2018

Matematyka matematyką – tymczasem książka przenosi małe dzieci do najodleglejszych zakątków świata: na piracką wyspę, dalekie morze, do cyrku, ogrodu, lasu, na łąkę i pole, do pizzerii. Baaaa – nawet do czasów prehistorycznych i nad buchający ogniem wulkan. W takich warunkach chyba chętniej ćwiczy się matematykę, prawda? Wszędzie w tych miejscach spotyka się ciekawe postacie: ludzi, zwierzęta, różnego typu żyjątka i stworzonka. Oczywiście z każdym miejscem związane są liczne zagadki i działania matematyczne: łączenie cyferek, numerowanie namiotów, łączenie dinozaurów z odpowiednimi gniazdami.  Ciągle coś się dzieje: trzeba dobrze wykonać zadanie, by uratować księcia, zbadać, jakie skarby złodzieje wykradli z grobowca faraona, trzeba błądzić po labiryncie w poszukiwaniu wyjścia, posadzić warzywa w odpowiedniej kolejności. W książkowych przygodach ukryte są działania matematyczne: w przeważającej części dodawanie i odejmowanie, szukanie i rozpoznawanie liczb, ich wartości, piramidy liczbowe. Matematyka podana w nietypowy sposób – dla doskonalenia swoich umiejętności. Na końcu – odpowiedzi i rozwiązania. Książka kolorowa – w dużym formacie.

Wiek 6+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

poniedziałek, 26 marca 2018

Francis Fredrick von Taschlein (1913-1972) zdradza tajniki swojego warsztatu. Rysownik współpracujący z Warner Bross Cartoons przyczynił się do sukcesu takich hitów jak Królik Bugs czy Kaczor Daffy. Ponoć w jego pracy podstawą były tylko (!) cztery figury geometryczne: koło, kwadrat, owal i trójką (w skrócie KKOT). I faktycznie trudno w to nie wierzyć czytając tę książkę. Autor wychodzi z założenia, że jeśli zainteresowany czytelnik potrafi narysować te figury geometryczne, to również da sobie radę z tworzeniem oryginalnych postaci. I tak krok po kroku pokazuje jak narysować głowę na bazie KKOT-a, dalej różne inne elementy jak: oczy, uszu, nosy, włosy, sylwetki, dłonie, stopy, ubiór. Mało tego – pokazuje postacie w ruchu. Na kilku przykładach pokazuje jak postacie biegną, pędzą, idą szybciej i biegną szybciej. Różnica faktycznie jest kolosalna – a wystarczy tylko narywać kilka drobnych kresek, by akcja przedstawiona na rysunku nabrała zupełnie innego charakteru i … prędkości.  Kurs rysowania zaczyna się od tematów łatwiejszych, by skończyć na zastosowaniu czerni, komiksach, scenach zbiorowych. Książka dotyka wiele istotnych tematów związanych z rysowaniem. Autor oprócz tego, że każde zagadnienie krótko jasno opisuje, podaje wskazówki dotyczące potrzebnych przyborów jak: deska kreślarska, ołówki, papier, tusz, gumka do ścierania, pędzle do farb akwarelowych, pióra do rysowania i biała farba.  Autor namawia młodych adeptów rysowania do założenia własnej …. KOSTNICY. Nie zdradzam co znaczy tutaj to upiorne słowo. Na samym końcu czytamy ważne przesłanie, o którym miłośnicy rysowania zawsze powinni pamiętać: „NIE ZBIERAJ RYSUNKÓW stworzonych przez innych grafików. Możesz nieświadomie imitować ich styl rysowania, zatracić własną oryginalność i indywidualizm”.


Dla tych, którzy chcą trochę potrenować, stworzony został specjalny zeszyt będący elementem serii ART. Egmont. Na początku kilka technicznych informacji, które pokrywają się z wybranymi zagadnieniami z ww. opisywanej książce. Potem już karty pracy z czterema figurami geometrycznymi, które przyczyniły się do sukcesu Franka  Tashlina (tak nazywano autora).

Wydawnictwo Egmont

niedziela, 25 marca 2018

Książka dla dzieci, które się nudzą i lubią trochę pofantazjować, rysować, malować, bawić się naklejkami. W  środku mnóstwo buziek, które można  tworzyć na swój, niepowtarzalny sposób: dorysować uszy, nosek, oczy, usta, rumieńce. I już powstaje jakaś nowa istotka. Można klasycznie, można jedno oko na Maroko. Można jedno ucho klapnięte, drugie odstające. Można pobawić się również we fryzjera, który za sprawą jakichś czarodziejskich sztuczek stworzy wyszukaną fryzurę. Ale - co będziemy podpowiadać, mali artyście na pewno dadzą sobie radę. Wystarczy poruszyć wyobraźnię. A może dziecko stworzy swojego ulubionego bohatera, albo kogoś z najbliższych, z grupy przedszkolnej, ze szkoły? Możliwości jest naprawdę wiele. Baza w postaci buziek już jest. Teraz trzeba przygotować tylko kredki albo farby. A jeśli dziecko zechce, może skorzystać z naklejek na końcu książki. Znajdzie tu gotowe nosy, okulary, usteczka, oczy, brwi, wąsy, nawet plaster, rumieńce. Można tworzyć buzie uporządkowane – z oczkami do pary, można jak się chce. Jednym słowem. Niech żyje fantazja!

Wiek 3+

Wydawnictwo Egmont

sobota, 02 grudnia 2017

Książka spodoba się tym, którzy lubią działać kreatywnie: w kuchni, papierach, materiałach. Moc pomysłów, które można niewielkim wysiłkiem samemu zrealizować. Wystarczą porządne narzędzia i przybory, dobre chęci, trochę czasu – by potem cieszyć bądź oko, bądź podniebienie. Często z wykorzystaniem tego, co już w domu posiadamy – co stare, niemodne, niby już niepotrzebne. W krótkim wstępie czytamy, że recykling i upcykling  przeżywają renesans. Pewnie przyczynił się do tego Internet, który jest naprawdę kopalnią świetnych pomysłów. Nasze szafy i szuflady kryją mnóstwo rzeczy w dobrym stanie, niekiedy wyśmienitej jakości, które po prostu szkoda wyrzucać. Moja babcia Marianna powiedziałaby, że serce się kraje na samą myśl o pozbyciu się takiego dobra. Często są to materiały o pięknym wzorze, tektury i papiery o oryginalnej fakturze. Ta książka wychodzi naprzeciw naszym czasom. Zamiast wyrzucać i zaśmiecać środowisko można dać przedmiotom drugie, a nawet trzecie, czwarte życie. Tchnąć w nie duszę, ponieważ przedmioty, rzeczy wykonane własnoręcznie – nabierają charakteru, mają jakąś cząstkę nas samych, którzy niekiedy wiele czasu spędziliśmy nad ich wykonaniem. Po zapoznaniu się książkowymi pomysłami muszę przyznać, że niektóre z nich mogą wywołać zaskoczenie. Zwłaszcza domowe kosmetyki – bo tak jak całkiem dobrze orientuję się w domowej manufakturze maseczek, nie wiedziałam, że można pokusić się o zrobienie srebrzystego cienia w kremie albo pudru do twarzy i ciała. Nie mówiąc już o …(ale to tylko dla tych, którzy mają BRODACZA w domu lub wśród znajomych) olejku pielęgnacyjnego albo wosku modelującego do brody właśnie.

Sama książka podzielona jest na sześć części: domowe zacisze, dzieciaki, impreza, moda i przeróbki, uroda, wyjątkowe okazje i święta. Blisko 80 inspiracji z różnych dziedzin – jedne dla wszystkich, nawet tych początkujących. Inne z kolei dla bardziej zaawansowanych. Ta ostatnia uwaga raczej dotyczy szycia – choć może źle to ujęłam. Jeśli ktoś jest odważny i nie boi się zaryzykować niech spróbuje przerobić koszulę chłopaka/ męża/ partnera/ brata na baaardzo kobiecą bluzkę. Mnie najbardziej przypadł do gustu  ostatni dział. Znalazłam w nim wiele pomysłów, które chciałabym zrealizować: ciasteczkowy kalendarz adwentowy, etykiety na prezenty z reniferami. Natomiast na wielkanocnym stole świetnie się będą prezentowały opaski na serwetki do złudzenia przypominające uszy króliczków i bułeczki w kształcie zajączków.

Książka jest ładnie i starannie wydana. Każdy pomysł przedstawiony za pomocą kilku fotografii i krótkiego opisu. Na początku zawsze spis potrzebnych „składników”, z których potem własnoręcznie „upiecze się” małe cacko.

Wydawnictwo Egmont

środa, 23 sierpnia 2017

Dziadek Ignacy ma dwójkę wnuków: Klarę i Karolka. Dzieciaki uwielbiają zwierzęta. Cały czas wiercą też dziadkowi dziurę w brzuchu i zadają mnóstwo pytań: A dlaczego? A po co? Dziadek ma dużą wiedzę i naprawdę duże pokłady cierpliwości i wszystko tłumaczy tej dwójce: jak zbudowane są poszczególne zwierzaki, ich przystosowanie do życia w różnych warunkach, ciekawostki. A jego niby – naukowe wywody okraszone są ilustracjami. I to jakimi. Zajrzeć można do wnętrza szczura, chomika, żółwia. Ba…. żeby tylko – również dzika czy sarny. A to jest dopiero coś. Całość podzielona została na cztery rozdziały. W zwierzętach domowych znajdziemy szczura, chomika, żółwia, papugę arę, psa oraz kota. Rozdział o zwierzętach parkowych uchyla rąbka tajemnicy na temat jeża, żaby, kreta, wiewiórki, wrony siwej, gołębia i łabędzia niemego. Miastowe dzieci ucieszą się z rozdziału o wiejskim inwentarzu: krowie, świni, kozie, kurze, bocianie, koniu. Wiem coś o tym – ostatnio podczas rodzinnej wyprawy rowerowej był postój przy każdej krowie i owcy spotkanej na szlaku. Na samym końcu czekają zwierzęta leśne: lis, wilk, niedźwiedź, zając i sarna.

Dzieci często lubią zaglądać do środka. Ta książka pokazuje, co kryją w sobie zwierzęta. Znajdziecie tu konkretne informacje o pożywieniu, budowie ciała, występowaniu. Autor obala też stereotypy, jak choćby ten o tempie żółwia. Okazuje się, że żółwie potrafią się być na lądzie bardzo szybkie.

Jak psy reagują na czekoladę, czy koty czują miętę do kocimiętki, czy wiewiórki cierpią na sklerozę, czy krety dużo piją, czy gołębie żyją w parach przez cale życie? Mam nadzieję, że rozbudziłam Waszą ciekawość i że z przyjemnością zajrzycie do książki, by odszukać odpowiedzi na pytania.

Wiek 6+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

środa, 19 lipca 2017

 

Ponoć nuda nie jest wcale takim złym zjawiskiem. Ale gdy już się pojawi u naszych dzieci, możecie spróbować ją przegonić. Gdy dodam, że skutkiem tego przeganiania będzie miłe dla oka i praktyczne małe co nieco, to chyba już na dobre namówię do sięgnięcia po tę książkę. „Zrób to krok po kroku”. Szczudła? Czemu nie? Wystarczą dwie puszki po konserwach, gruby sznurek, farba, narzędzia, wstążki i cekiny do dekoracji . Jeśli starszak ma młodsze rodzeństwo, może dla niego zrobić grę memo. Po co kupować drogi sklepowy egzemplarz? Dla małych moli książkowych i nie tylko - zakładka. Myślę, że rodzice i dziadkowie ucieszą się również z potworrrrnych zakładek. Uwaga! Nie wyrzucać starych T-shirtów. Można z nich zrobić modną torbę i … sznurowadła. Duże pudło to baza na skrzynkę na korespondencję. Starej lampie można dodać charakteru poprzez ozdobienie jej ulubionymi figurkami: np. dinozaurami. Zwykły słoik może być oryginalnym miejscem do przechowywania cennych drobiazgów. Razem 10 kreatywnych pomysłów o różnym stopniu trudności. Opisane tak jak wskazuje tytuł- krok po kroku. W sposób prosty i zwięzły, przejrzyście. Dzięki temu nawet projekty trudniejsze są możliwe do zrobienia samodzielnie. Książka bardzo podoba mi się ze względu na jej ekologiczny charakter. Przecież tyle rzeczy wyrzucamy, pozbywamy się, niszczymy. Można dać przedmiotom drugie życie wykorzystując stare puszki, kartony, butelki, słoiki. Materiały te są na wyciągnięcie ręki. Zamiast do kontenera, trafią na półkę. Znaleźć można je w każdym domu.  Dzieci uczą się, że nie wszystko należy wyrzucać.

Podsumowując: ta książka pobudza kreatywność i wyobraźnię. Może pomóc w budowaniu relacji, bowiem nic tak nie cieszy jak wspólne majsterkowanie z przyjaciółką. Jest to też doskonała alternatywa dla gadżetowych złodziei czasu: tabletów, telefonów, TV i laptopów. Jeszcze jakiś plus? Proszę bardzo – oszczędność. Kieszonkowe – zamiast na jakiś modny drobiazg, można przeznaczyć na coś innego. Dalej: oryginalność. Stworzony przez dziecko przedmiot jest jedyny w swoim rodzaju, po prostu niepowtarzalny. Może być doskonałym prezentem dla najbliższych.  I w końcu – chyba najważniejsza zaleta takich kreatywnych projektów: SATYSFAKCJA. Coś się zrobiło samemu, włożyło w to pracę i trud. A efekt cieszy oko i serducho.

Obejrzyj: jak wykonać torbę, jak wykonać zakładkę 

Poczynania jednej z autorek: Clary Lidström można obserwować na jej poczytnym blogu: Underbara Claras värld

Wiek 6+

Wydawnictwo Zakamarki

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5