Archiwum
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli
piątek, 13 lutego 2009

Klasyka dla maluchów - o spełnionych marzeniach, bezinteresownym czynieniu dobra dla innych. Mały Wojtek chce zostać strażakiem, jednak jego prośba wywołuje tylko uśmiech na twarzy komendanta straży- ni krzty zrozumienia. Ma zgłosić się za lat kilka, gdy zmieni się z Wojtusia w Wojciecha. Gdy pewnego dnia piorun uderza w zagrodę wiejską, Wojtek bije na alarm i wynosi z płomieni małego Heniutka. Po tym zdarzeniu- chłopiec zostaje strażakiem. Ulubiona książka mojego syna, który czasem się mota, bo naprawdę trudno podjąć mu decyzję- kim zostać w przyszłości, strażakiem, rycerzem, czy może ... opiekunem dinozaurów(!). Wszystko zależy od tego, jaka książka jest akurat na topie:) A wracając do omawianej lektury - fajna seria- Moje poczytajki. Trochę za duży kogel mogel na niektórych obrazkach, ale Tomkowi się podobają- to w końcu jego książka.

Wiek 4+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

czwartek, 12 lutego 2009

Nie potrafię się przekonać do tej książki. Bożonarodzeniowy prezent dla Mamy i Taty w celu budowania cudownych więzi z dziećmi, jakoś nie wypalił. Sam pomysł, jest niczego sobie. W krótkim wstępie zostaliśmy zachęceni do opowiadania dziecku baśni własnymi słowami z pamięci, oczywiście po wcześniejszym zapoznaniu się z tekstem. Jednak baśnie napisane przez Kopalińskiego są …  trochę jak wysuszone sucharki, brak im polotu, tajemnicy, magii, krótko mówiąc- posmaku dobrej baśni. Władysław Kopaliński, znany autor najróżniejszych słowników, w podobny sposób potraktował baśń, która jest chyba gatunkiem bardziej wymagającym. A może się mylę- to tylko moja opinia:) A to co autor uznał za cnotę swego zbioru- jest według mnie raczej przywarą- baśń to w końcu nie hasło do wyjaśnienia.

(…) dążyłem w tym wyborze do podawania treści baśni w sposób zwięzły, esencjonalny, bez sentymentalnych opisów, aby nie rozpraszać uwagi słuchacza, nie nadwyrężając zarazem pamięci współczesnego wajdeloty.

Kopaliński wybrał baśnie z najróżniejszych kręgów kulturowych i epok. Są te znane na całym świecie- Calineczka, Tomcio Paluch, Kot w butach i, dla mnie przynajmniej, całkiem nowe. To niewątpliwie zaleta tej książki- po swoim dziecku widzę, że pewne postacie już mu się osłuchały i znudziły.


 

środa, 11 lutego 2009

Nils Paluszek- to zbiór opowiadań dla dzieci autorstwa Astrid Lindgren, z ilustracjami Ilon Wikland. Świat dziecka, w którym pojawiają się niesamowite postacie. Książka, o której sobie niedawno przypomniałam. Wszyscy znają Pippi, Dzieci z Bullerbyn, Ronję, córkę zbójnika. Warto sięgnąć po tę książkę mniej znaną.

Najbardziej podobają nam się opowiadania:

Nils Paluszek- Bertil  godzinami wypatruje w oknie swoich rodziców. Pewnego dnia zjawia się u niego Nils Paluszek, chłopiec niewiele większy od zapałki.  Od tej pory chłopcy za pomocą czarodziejskiego zaklęcia mogą razem bawić się w mysiej norce- mieszkanku Nilsa.  Bertil znajduje przyjaciela i nigdy nie będzie już samotny. I tak jak ja kiedyś, mój syn marzy teraz, że pewnego dnia Nils zjawi się również u niego.

W Krainie Zmierzchu- Pan Liljonkvast w ubraniu w kratkę i w wysokim czarnym kapeluszu odwiedza Görana- chłopca, który nie chodzi. Zabiera go do Krainy Zmierzchu i pokazuje mu nowe miejsca. Świat nabiera innych barw- To nic nie szkodzi, że się ma chorą nogę, bo w Krainie Zmierzchu można latać. Fajne opowiadanie, można z dziećmi długo rozmawiać o chorych dzieciach- na własnej skórze przekonałam się, że maluchy mają w tej kwestii o wiele więcej zdrowego rozsądku niż my- dorośli;)

Peter i Petra- Pewnego dnia w szkole Gunnara zjawiają się Peter i Petra – malutkie rodzeństwo, dla którego stolarz musiał zrobić malutkie ławeczki, gdyż rodzeństwo to było wielkości lalek. Zaczyna się piękna przyjaźń… Ach jak ja marzyłam, by do drzwi naszej klasy zapukali Peter i Petra…..

Mirabella- lalka, która wyrosła z ziemi i udawała, że jest ... lalką. Je, śpi naprawdę, ba- rozrabia jak pijany zając:), a jej mama- mała Britta-Kajsa musi mieć dużo cierpliwości dla swojej córeczki. Magiczny świat, w którym nierzeczywiste staje się jednak prawdziwe. Marzyłam o Mirabelli. Pamiętam stare wydanie opowiadań Lindgren. W nieskończoność na kuchennej szybie odbijałam przez cieniutki PRL- owski papier śniadaniowy piękną lalkę w lokowanych włosach.

W lesie nie ma rozbójników- nie muszę dodawać, że to ulubione opowiadanie Tomcia. A pewnie że są- Lindgren udowadnia to w tak sugestywny sposób, że przy pierwszym czytaniu Mały o mało z wrażenia nie wyskoczył z łóżka. Teraz jest już lepiej- Fiolito nie taki straszny, jak go malują!

Wiek 5+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

 

piątek, 30 stycznia 2009

Bardzo nam się spodobała książka Annie Marii Gertrudy Schmidt o Julce i Julku. Zaczęliśmy szukać innych tytułów. Poszliśmy na wielkie łowy do biblioteki i wróciliśmy z Plukiem z wieżyczki. Cudowna książka, cudowne odkrycie- cieszymy się, że poznaliśmy nowego wartościowego autora książek dla dzieci. Jest to niezwykle cenne doświadczenie- w czasach, gdy w księgarniach aż się kręci w głowach od tytułów i nazwisk i czasem nie wiadomo, co wybrać. A tu taka perełka. Naprawdę warto!

Pluk jest chłopcem bez domu. Ma wspaniały czerwony samochód z dźwigiem, ale nie ma swojego kąta. Pewnego dnia spotyka gołębicę Gercię, która namawia go do zamieszkania w wieżyczce ogromnego wieżyczkowa. W tym molochu mieszka mnóstwo ludzi- wśród nich bardzo niemiła Pani Czyścicka, jej córka Agatka, która nie może się brudzić, Major, głośna rodzina Tupalskich (ach te ich czupryny!!!), księgarz Pan Piórowski, karaluch Zaza, mewa Karol z drewnianą nóżką, koń Długoń. Pluk poznaje ich wszystkich, przeżywa najróżniejsze przygody, służy często pomocą- ma w końcu niesamowity samochód.

Książka różni się od wspomnianej już lektury o Julce i Julku. Kolejne rozdziały są długie- trochę się obawiałam, czy mój czterolatek da się namówić na tę opowieść- ale Tomek słucha książeczki z ogromną przyjemnością, a po zakończeniu rozdziału czeka na ciąg dalszy. Bo cała książka napisana jest barwnym językiem- dużo w niej humoru językowego i sytuacyjnego. Jednak autorka nie idzie na skróty- nie upraszcza- dotyka ważnych tematów jak przyjaźń, samotność, strach. Jest bardzo autentyczna- porusza aktualne problemy wielkich molochów, środowisk wielkomiejskich, dostrzega negatywne strony takiego świata, a jednocześnie daje nadzieję- bo w tej rzeczywistości jest miejsce na przyjaźń przez duże "P", chęć niesienia pomocy i poświęcenie dla innych. Niezwykle barwną postacią jest Pani Czyścicka, sięjąca ciągle ferment, z nieodłącznym spray'em, nie robiąca sobie nic ze słynnego powiedzenia- że są dzieci czyste i szczęśliwe.

Jeśli ktoś nie może swojej pociechy zachęcić do wspólnego czytania- radzę sięgnąć po Pluka- po trzykroć- WARTO!!! Pluk rozwiąże każdy problem:)

 

Inne książki Annie M.G. Schmidt- Julek i Julka

Wiek 4+

Wydawnictwo Hokus - Pokus

piątek, 23 stycznia 2009

To cudowna rzecz o przygodach dwójki małych dzieci z sąsiedztwa, napisana bardzo prostym, wpadającym w ucho językiem, zrozumiałym dla małego dziecka. Krótkie historyjki, często opowiedziane na zaledwie dwóch, trzech stronach książeczki małego formatu, zabawne dialogi, bez nużących tekstowych ciągutek. Julek i Julka przeżywają przygody tak bliskie naszym pociechom – budują statek na łóżku, robią bańki mydlane, łapią w kubeczki kulki gradu, bawią się w straż pożarną. Mój Tomek pokochał tę dwójkę od pierwszego czytania. Gdy idziemy po schodach do sypialni- szepce tak, by niesiony na ręku Mikołaj nie usłyszał - Jak Mikołajek uśnie, to poczytasz mi o Julku, dobrze. To nawet nie jest pytanie, to jest harde STWIERDZENIE czterolatka. Czasem jestem tak zmęczona, że myślę sobie, A może Starszy też szybciej padnie? Ale co tam - absolutnie nie wchodzi w grę. Jak tylko daje się słyszeć cichutkie pochrapywanie Młodszego- Pstryk.  Światło zapalone. Lektura przygotowana - Zaczynamy! Po kilku chwilkach lektura wciąga i mnie…

 

Annie M.G. Schmidt (1911-1995) w roku 1988 roku otrzymała najważniejszą nagrodę literatury dziecięcej - Nagrodę Hansa Christiana Andersena- z rąk samej Astrid Lindgren. Czy trzeba dalszych rekomendacji? Razem zostało wydanych pięć części przygód. My zaczęliśmy od drugiej i szybko połapaliśmy się, o co tutaj chodzi.

 

Inne książki Annie M.G. Schmidt- Pluk z wieżyczki

Wiek 3+

Wydawnictwo Hokus Pokus

poniedziałek, 19 stycznia 2009

To książka mojego dzieciństwa. Nawet, gdy już z niej wyrosłam, gdzieś w mojej głowie zostały na długie lata takie pojęcia jak- guziczki miętowe i nadziewane daktyle. W czasie PRL-u daktyle były  pojęciem równie egzotycznym co choćby podróż na Borneo albo lot na Księżyc.  Zachodziłam w głowę cóż to jest i jak wygląda. W każdym razie była to moja pierwsza książka z rodziny tych „apetycznych”- przy czytaniu których żołądek wywija się zazwyczaj człowiekowi na ręby i nie daje skupić na treści.  

Ale od początku- dwie siostry- jedenastoletnia Ania i sześcioletnia Kicia muszą zamieszkać na pół roku u ciotecznej babki Zofii. Ich ojciec został oddelegowany do dalekiego Melbourne w Australii. Dziewczynki, z początku niezadowolone z tego faktu, wrastają dość szybko w klimat prowadzonej przez ciotkę Cukierni pod Pierożkiem z Wiśniami. Kicia i Ania oczywiście tęsknią, ale ciotka robi wszystko, by im umilić pobyt. Zwiedzają Londyn, pichcą najróżniejsze pyszności- wspomniane już na samym początku cudeńka, gorące placuszki, chrupki czekoladowe, zawiązują ciekawe przyjaźnie, a Ania zaczyna pracować w teatrze.

Jest to niezwykle ciepła książka dla dziewcząt- i to dla lubujących się w takich troszkę cukierkowo-lukrowanych klimatach, gdzie każdy jest  miły, uprzejmy i dobry. Dziewczynki oddane pod kuratelę nie sprawiają żadnych kłopotów, ciotka Zofia jest wyrozumiała i cierpliwa. Nie ma tu też trzymającej w napięciu akcji, wszystko toczy się swoim tempem, z angielską powściągliwością. Lektura podobnie jak lokal ciotecznej babki Zofii ma specyficzną atmosferę ciepła, życzliwości i przytulności- pachnie parzoną kawą, grzankami z masłem i drożdżowymi ciasteczkami.  Polecam dla tych, którzy lubią takie klimaty. Ja przyznaję, że mimo już słusznego wieku z wielką przyjemnością zajrzałam do egzemplarza mojej chrześniaczki, by powspominać i przypomnieć sobie dawne stare czasy:)    

W 2007 wydawnictwo Dwie Siostry wydało Cukiernię  w ramach serii- Mistrzowie Ilustracji, za którą w 2008 roku dostało IKARA- nagrodę wydawców.   Jedynym mankamentem tego wydania, według mnie,  jest dość wyblakły druk. 

Maria Orłowska- Gabryś   (1925-1988)     należy do najbardziej utytułowanych autorów ilustracji- zilustrowała ponad 100 książek. 

Wiek 6+

Wydawnictwo Dwie Siostry

piątek, 16 stycznia 2009

Po tę książkę sięgnęliśmy ze względu na ilustracje naszego ulubionego rysunkowacza (określenie Tomkowe) Pawła Pawlaka. I przeżyliśmy bardzo miłą niespodziankę. To pięknie napisana bajka, wciągająca i dziecko i rodzica - a im bliżej końca to tym ciekawiej. No i większy żal, że niedługo trzeba będzie się rozstać z parą miłych przyjaciół.

Jacek Lelonkiewicz, psycholog z zawodu, napisał książkę dość specyficznym językiem. Oto Bajarz opowiada bajkę, zwraca się bezpośrednio do małego czytelnika, prowadzi z nim coś na kształt dialogu, stawia liczne pytanie, na które za chwilę udziela sam odpowiedzi, wprowadza liczne dygresje, wtrącenia, zaczyna snuć opowieści niby- poboczne, wydawać by się mogło- mniej ważne, a jednak konieczne do zrozumienia całości. Odnosi się wrażenie, że autor traktuje dziecko jak równego sobie, poważnie, wszystko stara się mu wyjaśnić dokładnie i do końca. A co najważniejsze- i co jest niewątpliwie dużym atutem tej książki- autor nie wybiera drogi na skróty, co niekiedy denerwuje mnie w lekturach dla dzieci. Na płaszczyźnie językowej zachwyciła mnie- mamę czytającą głośno swojemu dziecku- erudycja Bajarza, staranny dobór słów, nieunikanie wyrażeń trudnych- co dość często odstrasza w bajkach dla dzieci- swego rodzaju spłaszczenie języka i zdziecinnienie. To sprawia, że bajkę czyta się z prawdziwą przyjemnością.

I jak to w bajkach bywa- są bohaterowie pozytywni i źli. Oto malutki Okruszek i strachliwy Szczurek wyruszają na długą wyprawę- by znaleźć odpowiedź na dręczące ich pytanie- dlaczego znika Zaczarowany  Las? Nie trzeba być wielkim rycerzem by dokonać rzeczy ważnych i wielkich- by zmierzyć się z Potworami. Dla dzieci to też ważne przesłanie. Książka pięknie zilustrowana przez Pawła Pawlaka.

Po tej lekturze naszła mnie taka refleksja- oj byłoby się czym pochwalić w wielkim świecie literatury dziecięcej:)

Wiek 3+

Wydawnictwo Ezop

czwartek, 25 grudnia 2008

Wesołych Świąt Bożego Narodzenia

piątek, 12 grudnia 2008

Czasem, gdy nadchodzi Boże Narodzenie, zastanawiamy się, co zrobić, by te święta przeżyć naprawdę. By znów, może jak co roku, nie powiedzieć- święta, święta i po świętach. Małgorzata Musierowicz napisała książkę – Na gwiazdkę- do czytania w okresie Adwentu i Bożego Narodzenia. Właśnie na takie świąteczne przeżywanie- na chwilę zadumy, zrozumieć, rozsmakować się w oczekiwaniach. Autorka tłumaczy pewne pojęcia, wyraża swoje refleksje, wspomina, podaje świąteczne przepisy na pierniki, bigos i inne rarytasy. Pisze o swoich perypetiach związanych z chowaniem prezentów przed dziećmi- o pewnej kryjówce, której dzieci unikały jak diabeł święconej wody - a był nią… gabinet stomatologiczny matki pisarki. I jak to zwykle z książkami Musierowicz bywa- książkę czyta się jednym tchem, a potem wraca - do cytowanych wierszy Twardowskiego, Baczyńskiego, Morsztyna, opowiastek o czasie minionym. Książka pełna optymizmu i  humoru.


Wiek 10+

czwartek, 11 grudnia 2008

I oto znów nasi rodzinni ulubieńcy. Staruszek Pettson skaleczył się w nogę i nie może przygotować domu do świąt Bożego Narodzenia. Kot Findus jest strasznie rozżalony, bowiem marzy o choince, prezentach, świątecznych przysmakach. Przez chorą Pettsonowę nogę przed dwójką przyjaciół staje widmo świąt smutnych, samotnych i niesłychanie skromnych. Ale stare przysłowie mówi- prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. Kolejna część o Findusie to ciepła opowieść o dobrych sercach, empatii i przyjaźni. Czuć w niej świąteczną atmosferę i krzątaninę. Oczywiście do tego, jak zwykle, humor obrazkowy i sytuacyjny- jak choćby dialog na temat małej ilości ciasta piernikowego:

- To niebywałe, jak się skurczyło- powiedział ( Pettson)

-Taak, ciasto jest dziwne- odparł Findus- Ono po prostu znika.

-Może był tu jakiś kot i trochę spróbował?- zauważył Pettson.

-Może i tak- odpowiedział Findus- A może jakiś staruszek?

- Może i tak- odrzekł Pettson.

Niesamowita książeczka na mroźny dzień:)


Wiek 3+

Wydawnictwo Media Rodzina

poniedziałek, 01 grudnia 2008

To cieniutka książka o Małgosi i Antosiu. Rodzeństwo przygotowuje się do Świąt Bożego Narodzenia. Małgosia i Antoś  opowiadają o swoich przygotowaniach- wieńcu adwentowym, listach do Świętego Mikołaja, adwentowych serduszkach, czyszczeniu butów 5 grudnia, dokarmianiu ptaszków, pieczeniu pierniczków, robieniu kartek świątecznych, stole wigilijnym, prezentach, kolędowaniu, pasterce. Można z maluchami czytać, oglądać obrazki, rozwiązywać zagadki i rebusy, wycinać, kleić, kolorować. Nam się baaardzo podoba:)

Wiek 3+

Wydawnictwo WAM

 

Kalendarz adwentowy kojarzy się chyba większości z 24 czekoladkami ukrytymi w małych kolorowych okienkach- które dziecko każdego dnia otwiera i smakowicie pałaszuje. Kiedy nadchodzi czas na dwudziestą czwartą czekoladkę- to znak, że to dzień Wigilii Bożego Narodzenia. Według mnie fajny sposób na skrócenie dziecku Okresu Oczekiwania. Bo jeśli ktoś ma małego fąfla w domu wie, że odpowiedzi typu- Gwiazdka jest z 5 dni, Mikołaj przyjdzie za tydzień- są zupełnie bez sensu i dla dziecka pojęciem abstrakcyjnym. Maluch chce wszystko od razu i już. Mnogość czekoladek tymczasem uświadamia mu, że musi jeszcze dłuuuugo poczekać. Zaledwie kilka nie otwartych okienek sygnalizuje, że święta tuż tuż :) Kalendarze mają najróżniejsze formy- jest to element tradycji zachodnioeuropejskiej- i właściwie przywędrował do nas niedawno. A więc są kalendarze - bombonierki, są kalendarze z najróżniejszych materiałów- szyte, drewniane. Kiedyś widziałam kalendarz adwentowy składający się z 24... małych buteleczek markowych alkoholi. To pomysł dla dorosłych i jak dla mnie wykraczający trochę poza przyjęte przeze mnie normy rozumienia adwentowego święta. No cóż można i tak- z przymrużeniem oka;)

Jostein Gaarder, autor bestsellerowego Świata Zofii, napisał książkę oryginalną- w formie kalendarza adwentowego. Historia zaczyna się w 1 grudnia- Joachim wraz z ojcem zjawia się w księgarni, by kupić kalendarz adwentowy. Kiedy chłopiec nie może się zdecydować- który wybrać- ze Świętym Mikołajem mknącym na saniach zaprzężonych w renifery czy może z krasnoludkiem wcinającym w obórce kaszę z miski, nagle dostrzega piękny stary kalendarz z wypłowiałym wizerunkiem Józefa i Maryi z malutkim Jezusem, oparty  o książki. Nie ma w nim ani czekoladek, ani plastikowych figurek. Każde okienko kryje kolorowy obrazek- i jak się okaże później w domu malutką karteczkę z pięknie opowiedzianą historią oczekiwania na narodziny Pana Jezusa. Książka- tak jak typowy kalendarz adwentowy, podzielona jest na 24 rozdziały. Do codziennego czytania, do zadumy, przeżycia adwentu i przygotowania się na święta. Historia opowiadana jest w świecie realnym, gdzie Joachim codziennie otwiera okienko w swoim kalendarzu i  w świecie fikcji- opowieści spisanej na małych karteczkach schowanych za malutkimi drzwiczkami. A wszystko zaczęło się pewnego dnia podczas zakupów- Elisabeth będąc z mamą w domu towarowym nagle spostrzega, że z jednej z półek zeskoczył malutki baranek z dzwoneczkiem u szyi. Miał już dość dużego sklepu, brzęku aparatów kasowych i paplaniny kupujących. Dziewczynka wybiegła za zwierzątkiem i... znalazła się w innym świecie, jakże innym od tego pełnego ludzi, gwaru, przedświątecznej lataniny. Kiedy spotyka anioła Efiriela postanawia udać się wraz z nim do Betlejem.

Książka dla dzieci, młodzieży, dorosłych. Można powiedzieć- rodzinna. Bardzo podoba mi się wydanie Świata Książki z ilustracjami Anny Kaszuby- Dębskiej. Może właśnie to książka do wspólnego poczytania i rozmów o istocie świąt. Książka – ucieczka od zakupów przedświątecznych, komercji. Czy nas zmieni-  czy mnie zmieni ? Sama jestem ciekawa za 24 dni…

Wiek 10+

Wydawnictwo Świat Książki

 

środa, 26 listopada 2008

Wszystkie dzieci na całej ulicy miały babcię. Niektóre nawet dwie. Tylko Andi nie miał babci - i bardzo się z tego powodu martwił

Jako dziecko nie czytałam, więc teraz z przyjemnością nadrabiam zaległości z moimi dziećmi.J Powiem nawet tak- gdy syn zaśnie przy lekturze- ja kartkuję dalej, bo ciekawi mnie bardzo ciąg dalszy tej historii.

Andi marzy o tym, by mieć Babcię. Zazdrości swoim kolegom, że takową posiadają. Smutny spędza samotnie czas na jabłoni. I pewnego dnia Babcia pojawia się na jego drzewie. I to jaka BABCIA!!! W olbrzymim kapeluszu z piórami,  długiej staroświeckiej sukience z wyzierającymi u rąbka białymi koronkowymi majteczkami. Babcia jest niesamowita- je niedojrzałe jabłka (Od kwasu robi się człowiekowi wesoło), nie zwraca uwagi na brudne ręce i koszulkę chłopca, szaleje w wesołym miasteczku, potrafi zjeść na przemian mnóstwo parówek z musztardą i watą cukrową, dla zabawy pociąga za sznur od dzwonka w tramwaju, rzuca lassem i ujarzmia konie, pozwala wnukowi prowadzić samochód, a kiedyś przez całe lata była w cyrku, gdzie była woltyżerką, pokazywała sztuki na trapezie i rzucała nożami. Dużo by tu jeszcze opowiadać. Chyba domyślacie się, że Andi z tęsknoty za Babcią, której naprawdę nigdy nie poznał, sam wymyślił tę postać i przeżywa z nią niesamowite przygody. I oto pewnego dnia pojawia się nowa sąsiadka- staruszka…

Cudowna ciepła i wzruszająca opowieść o przyjaźni, miłości, dzieciństwie, poznawaniu świata i nabywaniu nowych doświadczeń- napisana prostym językiem. Książka liczy 164 strony, a mój (prawie) czterolatek siedzi wytrwale i domaga się dalszego ciągu- dopóki go sen nie zmorzy. Nie bez przyczyny jej autorka- Mira Lobe (1913-1995) jest nazywana austriacką Astrid Lindgren. Napisała ponad sto książek dla dzieci-i jestem ciekawa, czy nasza biblioteka zaoferuje nam coś jeszcze jej autorstwa. Do tego oryginalne ilustracje Mirosława Pokory. Jak pisze wydawca na okładce- Jego charakterystyczne esy-floresy, jamniczki i pulchne panie na szpilkach kojarzą się pokoleniu dzisiejszych rodziców z ich dzieciństwem. Przyznaję rację- u mnie na półce  w dziale KULINARIA fajna książeczka Vademecum łakomczucha właśnie z ilustracjami Pokory. A wracając do Babci na jabłoni- książka została wydana z niezwykłą starannością przez Dwie Siostry, należy do kolekcji Mistrzowie Ilustracji, za którą w tym roku wydawnictwo otrzymało prestiżową nagrodę Ikara.

Wiek 5+

Wydawnictwo Dwie Siostry 

poniedziałek, 24 listopada 2008

Tym razem Podróże w czasie . Jeżeli lubisz czytać możesz wziąć udział w naszym kolejnym wyzwaniu czytelniczym. Muszę powiedzieć, że po dwóch wyzwaniach  (Książki 6 kontynentów i Miejskie Czytanie), w których do tej pory brałam udział, to jest szczególnie bliskie memu sercu- lubię książki z wielką historią  w tle. Dla tych, którzy o naszych miłych zmaganiach z książkami nie słyszeli przedstawię zasady uczestnictwa, a następnie listę lektur, którą po naprawdę burzliwej dyskusji przygotowała Padma:). Na razie czytam listę lektur, obmyślam, co chciałabym przeczytać. Może też dacie się skusić?

Zasady są jak zwykle proste:

1. Wyzwanie może podjąć każdy, kto lubi czytać. Aby zostać uczestnikiem, należy zgłosić swój udział w komentarzach na  stronie historyczneczytanie.blox.pl lub na blogu http://miastoksiazek.blox.pl. Żeby zamieszczać recenzje na blogu Podróże w czasie, konieczne jest posiadanie konta pocztowego na gazeta.pl. Nie trzeba prowadzić własnego bloga!

2. Wyzwanie trwa od 22 listopada 2008 do 30 kwietnia 2009.

3. W tym czasie należy przeczytać przynajmniej 4 książki, każda z innej epoki. Można czytać książki z proponowanych list lub inne. Może to być beletrystyka, która opowiadają o danej epoce, książki napisane w danej epoce, biografie, książki naukowe i popularnonaukowe. Książki napisane w danej epoce powinny być osadzone w kontekście historycznym, słowem, nie czytamy np. alegorycznych, ponadczasowych powieści, które nic nie mówią o swojej epoce.

4. Tytuły wybranych przez siebie lektur podajemy na blogu http://historyczneczytanie.blox.pl 

5. Na tym samym blogu umieszczamy recenzje przeczytanych książek, lub odnośniki do recenzji na swoim blogu.Zapraszam do udziału! Temat jest bardzo szeroki, mam nadzieję, że każdy znajdzie w nim coś dla siebie. Nie chcę rozszerzać nadmiernie list, więc oprócz moich wstępnych propozycji wybrałam część Waszych, które zgłaszaliście na moim blogu. Jeśli pominęłam jakąś fantastyczną książkę, dajcie mi znać, lub sami uzupełnijcie listę, gdy już dostaniecie dostęp do bloga. Można wybierać też lektury spoza list, więc jeśli czegoś na nich nie ma, to nie szkodzi:)

Link dający dostęp do pisania na tym blogu może być wysłany tylko na pocztę na gazeta.pl. Sprawdźcie więc proszę skrzynkę jakiś czas po zgłoszeniu chęci uczestnictwa! Osobom, które zgłosiły się podczas wstępnej dyskusji wysyłam zaproszenia od razu.

 

A dla chętnych lista lektur tutaj.

 

sobota, 22 listopada 2008

Podczas naszej ostatniej wizyty w bibliotece wypatrzyłam książeczkę, o której swego czasu było GŁOŚNO. To chyba za mało powiedziane- wywołała burzę. Ja usłyszałam o niej w telewizyjnych Wiadomościach, gdzie dziennikarka i różni ważni ludzie grzmieli jak Zeus z Olimpu - na nie  dla książki, a wydawca Hokus Pokus tłumaczył przed kamerą, dlaczego taki temat, czemu ją wydali itd. Moje pierwsze wrażenia? Wiele hałasu o nic:) Oto pewnego dnia krecik stwierdza, ze ktoś narobił mu na głowę. Zafrapowany i rozzłoszczony pyta różnych zwierząt, czy to ich KUPA. Te odpowiadają, że nie i pokazują mu jak one TO robią i jak wyglądają ich odchody. Końskie pączki, zajęcze bobki, kozie kuleczki, krowie placki. W końcu muchy- specjalistki pomagają mu znaleźć winowajcę. Zadowolony kret odpłaca pięknym za nadobne- wskakuje na psią budę i za chwilę krecia kupka ląduje na głowie jakiegoś psa- Burka. I to wszystko.

Reakcje mojego dziecka? Zaciekawienie i konkluzja- A ja robię kupkę w łazience. Obrzydzenia, krzywych min i niezadowolenia nie zauważyłam. Jeśli popatrzeć na życie małego człowieka, to właśnie MY- dorośli uczymy go bardzo częstego poświęcania uwagi właśnie tej brudnej sprawie. A jak odchodzimy od pampersów, to pytaniom typu: Na pewno nie chcesz siusiu, a może kupkę? - nie ma końca. Wiem, bo sama to przerabiałam:) A nasze rodzicielskie zachwyty nad każdym nocnikowym sukcesem naszego dziecka? Jednak gdy pojawia się książka o KUPIE to robimy z tego problem. Niektórzy czepiają się też końcowego aspektu kreciej zemsty. Nie wyolbrzymiałabym tego.

Moje dziecko po lekturze przeszło bardzo szybko do porządku dziennego- zaraz pobiegło po następną lekturę- tak jakby nic się nie stało, to w końcu tylko kupa. Dzieci tak właśnie postrzegają świat. No bo naprawdę nic się nie stało- tylko my dorośli zbyt często szukamy dziury w całym. Wystarczy przypomnieć choćby wyznanie TEGO Umberto Eco, że najciekawsze książki czyta w toalecie. O reakcjach świata, innych pisarzy i badaniach dotyczących tego tematu , jak się okazuje tabu- można poczytać w artykule Dziennika-  A ty co czytasz w toalecie? Reakcja m.in. Olgi Tokarczuk i Jerzego Pilcha. A wracając do książeczki o krecie- naprawdę nie ma się czego bać:)

Wiek 2+

Wydawnictwo Hokus Pokus

piątek, 21 listopada 2008

 

Jakiś czas temu pisałam o tej książce w Brulionie Be.el. Postanowiłam i tutaj opublikować tę recenzję, bo to naprawdę wartościowa lektura dla młodych ludzi. 

Dawno temu, w czasach, gdy jeszcze nas nie było, ziemia i morze odczuwały wielką pustkę, głęboką tęsknotę-Tak zaczyna  swą opowieść Witi Ihimaera.

Wieloryby- zwierzęta uosabiające dostojeństwo i siłę, są dla mieszkańców Whangary, małej miejscowości w Nowej Zelandii, święte. Według starych podań maoryskich pewnego dnia do brzegów ich krainy przybył jeździec na wielorybie- Paikea. Wcześniej zaopiekował się smutnym po śmierci matki zwierzęciem, okazał mu współczucie, przyjaźń i obdarzył miłością. Młody wieloryb pozostał z człowiekiem i dorastał pod jego troskliwą opieką.  Pan przywoływał swojego przyjaciela grając na flecie. Pewnego dnia dosiadł go i stał się  jeźdźcem na wielorybie. Razem przemierzali bezkresne oceany i głębiny. Jednak pan zszedł na ląd i poznał kobietę - córkę Te Whironui.  Ją także obdarzył miłością, spłodził z nią potomstwo i dał początek nowemu ludowi. Zmienił imię na Kahutia Te Rangi i pożegnał się ze swoim przyjacielem.

Wieloryb postarzał się i wciąż nie mógł zapomnieć swojego pana. Nawał wspomnień dręczył jego duszę, coraz częściej wędrował myślami ku czasom szczęśliwej młodości, nasłuchiwał, czy przypadkiem nie usłyszy wzywających go delikatnych dźwięków fletu. Stare samice wyczuwały to i niepokoiły się o stado. Aż pewnego dnia, ich wódz, opętany fantazjami o złotym jeźdźcu, poprowadził stado ku wyspom na południowym zachodzie, gdzie został jego złoty pan. Poprowadził je ku śmierci...

Tymczasem w Whangarze na świat przychodzi dziewczynka. Jej nagłe pojawienie się na świecie nie leży w planach pradziadka, Kora Apirana, przywódcy Maorysów, który z wielką niecierpliwością oczekuje narodzin męskiego potomka, by ten w przyszłości- wedle tradycji- mógł dziedziczyć przywództwo i insygnia wodzowskie. Kiedy dziewczynce nadano do tego imię Kahutia Te Rangi- imię założyciela plemienia- w starym patriarsze, mającym opinię bezwzględnego despoty, wrze. Koro Apirana bardzo dba o swój lud i jego interesy, broni maoryskiej ziemi i kultury. W jednych budzi strach, w innych z kolei życzliwość- przez młodych nazywany jest "Supermaorysem", człowiekiem z żelaza. Organizuje dla chłopców zajęcia w szkole, gdzie uczy języka i historii przodków, snuje opowieści o korzeniach, pieśniach; przekazuje świętą wiedzę. Koro Apirana jest również dziadkiem- dziadkiem Kahu. A ta miała przecież być chłopcem...

Prawnuczka od samego poczatku obdarza pradziadka bezgraniczną miłością- niestety miłością nie odwzajemnioną. Koro traktuje wnuczkę szorstko, bywa opryskliwy, odpycha tę, która tak bardzo go pokochała. Mój kochany paka! A im bardziej Kahu zależy na akceptacji dziadka, tym bardziej ten chce usunąć ją ze swojego życia. Kahu nie jest przecież wymarzonym wojownikiem, wybawcą Maorysów od cywilizacji białych- Kahu to "tylko" dziewczynka. Mała nie poddaje się- podsłuchuje lekcji dziadka, uczy się języka maoryskiego, wyławia z odmętów oceanu rzeźbiony kamień- i ma dar- rozumie mowę wielorybów. Pewnego dnia stado zwierząt przypływa na plażę w Whangarze- wielki samiec wielorybi chce swój klan poprowadzić na śmierć. Dla starego Kora jest to znak- jeśli święte wieloryby przeżyją- wówczas jego lud przetrwa również, a tym samym wzmocnią się również jego duma i siła. 

Jeździec na wielorybie - to przepięknie napisana książka. Mimo małej objętości stron nie umiałam jej przeczytać szybko. Delektowałam się jej mądrością i lirycznością, a przeplatanie akcji ze starym mitem o przodku Paikei nadało jej iście egzotycznego posmaku.  To opowieść pełna magii, o więzach człowieka z naturą, o naruszeniu pewnej granicy i konsekwencjach, o dającej siłę przetrwania tradycji i o dziewczynce, która przynosi tak wiele nadziei do swojego świata. Książka napisana jest z dużą dozą humoru- szczególnie postać babki- Nanny Flowers zasługuje na uwagę. Przez całą książkę rozwodzi się ze swoim mężem, potrafi efektownie odbrązowić postać tego powszechnie szanowanego i budzącego respekt starca- "Niech porozmawiają ze mną (...) to przestaną trząść portkami". Nazywa go- Stary paka-  starym draniem, i godzi się, by wnuczka przejęła od niej tę retorykę- choć w ustach Kahu brzmi to jak najczulsze- "dziaduniu". Ciekawym pomysłem jest wplatanie pojedynczych słów i całych wyrażeń w języku maoryskim- dla mnie tak obcym i egzotycznym. Zrozumienie nie stanowiło problemu, ponieważ książka jest na końcu zaopatrzona w słownik.

Witi Ihimaera  (ur. 7 lutego 1944 w Gisborne w Nowej Zelandii) należy do najpopularniejszych pisarzy maoryskich. Jego powieść została sfilmowana i w 2003 roku otrzymała nominację do Oskara.

Jakże mało wiem o Nowej Zelandii- nazywanej przez Maorysów- Krainą Długich Białych Obłoków (Aotearoa). Czytając książkę nie sposób nie wracać myślami do osobistych spotkań z tą wyspą. Świetny film  Jane Campion- Fortepian, czy też sfilmowana przez Petera Jacksona trylogia Władca Pierścieni- stały się ikoną kultury Nowej Zelandii. Dla miłośników książek- po przeczytaniu Jeźdźca, będzie to niewątpliwie Witi Ihimaera.

A wracając do książki- jest ona niepowtarzalna- E aruaheka ana ahau ki tenei- co znaczy - Bardzo mi się podobała;)  i gorąco polecam!!!

Wiek 12+

Wydawnictwo Replika

czwartek, 20 listopada 2008

Już sam tytuł jest śmieszny - "Hania Bania" :) Książkę przeczytałam najpierw ja, a gdy opowiedziałam o niej na jakimś spotkaniu rodzinnym, chętnych do jej czytelniczego skonsumowania zgłosiło się całkiem sporo- przedział wiekowy od 15 do 58  lat :-) Na spotkaniach rodzinnych, jako że jesteśmy z gatunku "Familius Czytelnikus", co jakiś czas ktoś sobie cosik tam przypomni- co oczywiście kończy się salwą śmiechu :)  Tytułowa Hania Bania to oczywiście Hanna Bakuła, malarka i felietonistka, która przenosi nas w czasy swojego dzieciństwa. Opowiada o swojej rodzinie, kochanej babci i dziadku, niesympatycznym drugim- przyszywanym dziadku, o przyjaciołach z podwórka, ulubionych książkach, pierwszej miłości ( "To cham, nie hrabia!") ...... Oj dużo by tu opowiadać.   Świetny humor językowy i sytuacyjny. No bo proszę sobie na przykład wyobrazić, ze taka Hania w wieku 5 lat była większa i grubsza od swojej Babci? A Haneczka apetycik miała, o czym pisuje często - Do szkoły na drugie śniadanie poprosiła o kanapki z mielonym kotletem, dwa jajka na twardo, już obrane i posolone, pomidora, kilka kwaszonych ogórków, jabłko, gruszkę, parę ciastek z rodzynkami, francuskich z cukrem i pół tabliczki nadziewanej czekolady z Goplany. Nic dziwnego, że gdy dziewczynka przeglądała się w lustrze, "napęczniało Hanią Banią, bo wypełniła je zupełnie". Hania Guliwer, a jej rówieśnicy- to malutkie Pierdaki. W tle majaczy Polska powojenna, peerelowska ze wszystkimi swoimi absurdami ( " Święta to było przede wszystkim stanie w kolejce w spółdzielni. Przypominało zmianę warty. Zaczynał o szóstej Dziadek, potem zmieniała go Stefa, a Hania Bania z Babcią pojawiały się koło dziesiątej, kiedy już nie stało się na ulicy, tylko w środku sklepu ze wszystkim") Na końcu książki- przepisy- wspomnę choćby przysmaki z mojego dzieciństwa- Kogel-mogel ( "Kubeczek oczyszczamy palcem, nie łyżką, bo zawsze coś zostanie"), lemoniadę ( "Kilo landrynek zalewamy 2 litrami wody i odstawiamy na noc. Potrząsamy. Chłodzimy i pijemy sobie cały dzień"). Oczywiście- jak zapewnia Autorka- wszystkie dania są nietuczące i zdrowe :)))

Wiek 14+

Wydawnictwo Muza

 

wtorek, 18 listopada 2008

-Mamo, a Kingi Michalskiej dzisiaj nie było. Chyba jest chora.- Tomek zdaje relację z przedszkola.

-A co jej jest?

-Nie wiem, ale może jej się prążek przesunął.

(To z Janoscha o chorym Tygrysku:))))

poniedziałek, 17 listopada 2008

W dniach od 15 listopada do 14 grudnia w siedzibie fundacji "Sto Pociech" przy ulicy Freta 20/24a w Warszawie można oglądać kolejną wystawę w ramach akcji Złap bakcyla sztuki. Tym razem swoje prace wystawiają dwie ilustratorki- Dorota Łoskot -Cichocka  i Anna Ładecka. Szczegóły tutaj:)

niedziela, 16 listopada 2008

Czy można sobie wyobrazić dzieciństwo bez pluszowego misia? Tak miło wtulić się w miękkie i puszyste futerko małego przyjaciela- czasem bez oka, ucha, z przetartym futerkiem na brzuszku- od wiecznego przytulania i ściskania, od zakochania na śmierć. Aż trudno uwierzyć, że pluszowy misiek ma dopiero 106 lat. Na stronie kampanii Czytam po polsku znalazłam historię tej najukochańszej dziecięcej przytulanki. Otóż...

Historię pluszowego Misia rozpoczął Prezydent Roosevelt, który postrzelił w trakcie polowania małego niedźwiadka. Ujrzawszy przerażone zwierzątko postanowił puścić go wolno, rezygnując ze swego trofeum. Historia o uwolnieniu niedźwiedzia zainspirowała znanego twórcę komiksów Clifforda Berrymana do stworzenia serii rysunków pt. "Drawing the Line in Mississippi". Rysunki ukazały się w gazetach, i te z kolei zachęciły Morris Michtom` a, właściciela sklepu ze słodyczami do zaprojektowania wzoru zabawki pluszowej podobnej do misia z komiksu. W ten sposób na wystawie sklepu szybko znalazł się miś pluszowy z odręcznie podpisaną karteczką "Miś Teddy`ego." W tym samym czasie, ok. 1903 r. niemiecki projektant zabawek Richard Steiff zaprojektował Misia, którego świat ujrzał na wystawie zabawek w Lipsku. Podobno pewien amerykański kupiec, zamówił u Steiffa aż 3000 misiów. Był to początek błyskotliwej kariery pluszowego misia.

O imprezach i konkursach związanych z tym świętem czytajcie na stronie republika dzieci

Nasze ulubione misie:

czwartek, 13 listopada 2008

Bajarka opowiada- to zbiór baśni z całego świata, spisany przez Marię Niklewiczową i zilustrowany przez Marię Orłowską- Gabryś. Mimo, że książka ta liczy sobie prawie pół wieku- jej popularność nie maleje. Jest to lektura trochę nietypowa- bo do opowiadania właśnie. Zaleca się baśń najpierw samemu przeczytać, a następnie opowiedzieć ją własnymi słowami dziecku. Ta forma przekazu może przyczynić się do stworzenia niesamowitej więzi między opowiadającym a słuchaczem.  W zbiorze prawdziwe perełki- są  baśnie czeskie, litewskie, polskie, kazachskie, tureckie, ale też tadżyckie, tatarskie, indiańskie i baszkirskie. Autorka podzieliła teksty według stopnia trudności- na bardzo łatwe, łatwe, trudniejsze i trudne. Baśń to jeden z najstarszych gatunków literackich. Jej korzeni należy szukać w starych opowieściach ludowych, podaniach, często przekazywanych ustnie z pokolenia na pokolenie, zawierających jakiś aspekt moralizatorski i wychowawczy. I takie są właśnie baśnie w tej książce- opowiedziane ciekawie i pięknym językiem, działające na wyobraźnię. Są tu baśnie o zwierzętach, rycerzach, pasterzach, księżniczkach, bogatych i biednych.  Wybór przeogromny. Nasuwa się zatem pytanie- Dlaczego tych baśni po prostu nie przeczytać? Na końcu książki jest bardzo cenny dodatek autorki- Jak opowiadać baśnie.  Maria Niklewiczowa, czyli- bajarka Marianna, pisze o tym, że baśń czytana, zwłaszcza po cichu, ubożeje. Zrodziła się ona jako opowiadanie i jeśli traktuje się ją wyłącznie jako literaturę, wówczas oddala się od pierwowzoru.  

(...)W czasie opowiadania starajmy się mówić nie za szybko, ale i nie za wolno, stylem jak najprostszym, tak jakbyśmy opowiadali domownikom o jakimś ciekawym zdarzeniu, którego byliśmy świadkami. Jak ognia unikajmy sztuczności i patosu. Nie nadużywajmy gestu. Tak jak u mówcy i aktora gesty bajarza powinny być oszczędne, uzasadnione i celne(...).

Kiedyś, gdy nie było telewizji, ludzie lubili gawędzić, przesiadywać godzinami przy stole, opowiadać sobie różne historie. A to ktoś zobaczył dziwny cień podczas nocnego powrotu do domu , a komuś innemu z kolei ukazała jakaś świetlna postać. Historie z dzieciństwa, jak kiedyś się żyło, opowiastki prawdziwe i nieprawdziwe. Pamiętam, jak kiedyś właśnie przy kuchennym stole usłyszałam po raz pierwszy o końcu świata. Z wrażenia przez całą noc i kolejne nie mogłam spokojnie spać. Bałam się, że koniec świata nastąpi już, zaraz... Takie sobie rodzinne gadanie, bajanie scala rodzinę i ludzi- może warto spróbować- choć od czasu do czasu...

Na stronie - Przechadzki po cudownym świecie bajek polskich, znalazłam mnóstwo ciekawych informacji na temat samej istoty baśni i jej wpływu na rozwój dziecka. Zachęcam do odwiedzenia tej strony. Ja zacytuję tylko niewielki fragment:

Tak, jak się mówi o wieku pytań u dziecka, tak mówi się też o wieku bajek. Ten wiek rozpoczyna się około czwartego roku życia. Dziecko myśli inaczej niż my. Czteroletniemu dziecku nie potrzebna jest jeszcze prawda, bo nie rozumie. Dziecko musi rozwojowo przejść przez pewne okresy myślenia, zanim zacznie myśleć naszymi pojęciami, i nie można go karmić przedwcześnie pojęciami dorosłych. Musi ono wytworzyć sobie pewien pierwotny obraz rzeczywistości, aby móc od niego przejść stopniowo do poznawania realności obiektywnej. W tym rozwoju konieczna jest bajka. Dziecko musi wyjść poza siebie, przeżyć fantazyjnie wszystko to, co nie zdarza się w jego życiu. Opowiadanie i bajka spełniają to zadanie. Podczas słuchania bajek dziecko czyni to samo, co dorośli, kiedy czytają romanse, kiedy chodzą do teatru. To wszystko zaspokaja popęd ciekawości i zaznajamia nas z losami innych ludzi i pouczają o losach, które nas samych mogą spotkać. “Na nic się nie zda sztuczne i przedwczesne rozbudzanie krytycyzmu dziecka, uczenie go trzeźwego poglądu do świata. Dziecko nie może na niego spoglądać inaczej niż umie. Przeciwnie, trzeba uszanować prawa natury, wychowując, kierować się psychologią dziecka.” Trzeba mówić do dziecka językiem, który ono rozumie, dawać mu pojęcia z tego zakresu, jaki ono posiada, krok za krokiem, rozszerzać i korygować pojęcia dziecka i stwarzać w nim poglądy coraz bardziej zbliżone do rzeczywistości.

Wiek 4+

Wydawnictwo Zysk i S-ka

poniedziałek, 10 listopada 2008

Książka jest rekomendowana dla dzieci od lat 12. Ja jednak mam pewne wątpliwości. Dlaczego?

Książka jest piękna- wzruszająca i smutna. Swoje życie opowiada pięcioletni Zeze- dziecko nad wyraz wrażliwe i dojrzałe. Urodził się w biednej brazylijskiej rodzinie, ma kilkoro rodzeństwa i całe jego życie to właśnie bieda, niedostatki, bicie, ból, upokorzenia i poniżanie. Razem z nim poznajemy miejską ulicę lat 30-tych ubiegłego wieku- mały dorabia jako pucybut i sprzedawca śpiewników  z tekstami dość śmiałych obyczajowo przyśpiewek. To czas, kiedy kobiety kochają się na zabój w Rudolfie Valentino i kadetach. Ojciec Zeze stracił pracę, matka ciężko pracuje w fabryce- nikt nie ma czasu ani chęci, by zająć się malcem, przytulić i pobawić się- zresztą jemu należą się i tak tylko razy, bo Zeze, według rodziny ma diabła pod skórą. Jednak w tych niespokojnych i trudnych czasach dyktatury wojskowej chłopiec tworzy swój własny świat- najpierw dla młodszego braciszka wyczarowuje w swoich opowieściach wspaniały i dla nich jakże nieosiągalny świat zoo, Europy i zabawek, a dla siebie świat przyjaciół, którzy go zawsze wysłuchają, zrozumieją i obdarzą miłością. W swej wyimaginowanej przyjaźni z drzewkiem pomarańczowym, małym ptaszkiem i nietoperzem, Zeze szuka tego wszystkiego, czego nie są w stanie mu dać dorośli. Mały ma również marzenia- kiedyś chce zostać prawdziwym poetą i nosić muszkę. Pewnego dnia na ulicy widzi ekskluzywny samochód- do swoich marzeń dołączy jeszcze jedno- by móc uczepić się z tyłu tego wozu i przejechać kilka choćby metrów. Próba skończy się wielkim klapsem, obietnicą zemsty gdy dorośnie i ... przyjaźnią między chłopcem a dorosłym mężczyzną.

I to jest właśnie element tej powieści, który sprawił, że zastanowiłabym się nad podsunięciem tej lektury dziecku. Kiedy Zeze zaprzyjaźnił się z Portugalem, we mnie pojawił się jakiś niepokój. Jak się okazuje, nieuzasadniony, jednak ja mojego zdania nie zmienię. Nasz świat jest równie niebezpieczny, okrutny i twardy, a temat ukazania piękna przyjaźni z obcym dorosłym mężczyzną jakoś mnie nie przekonuje. Książka moim zdanie nie dla dwunastolatków, jeśli już - to dla młodzieży, ale pod warunkiem- czytanie i rozmowa na temat lektury. No cóż, może zachowuję się jak taka typowa matka kwoka, ale w dobie internetu, najróżniejszych okrutnych doniesień w mediach, wolę moje dzieci raczej uczyć ostrożności i przenikliwości, aniżeli łatwowierności.

Książka bardzo wzruszająca, daje wiele do myślenia, mądra. Nigdy nie zapomnę jednego fragmentu:

U nas w domu wszyscy skakaliby z radości, gdyby mnie mogli oddać. Odetchną z ulgą. Mam siostrę, która rodziła się między Glórią i Totocą, oddali ją do rodziny na północ Brazylii (...). Jeśli nie będą chcieli mnie oddać, możesz mnie kupić. Tatuś nie ma pieniędzy. Na pewno mnie sprzeda. Jeśli zażąda za mnie dużo, możesz mnie kupić na raty (...)

Wiek 12+

środa, 05 listopada 2008

Moje dziecko (za tydzień skończy roczek) pierwszy raz powiedziało dziś słowo MAMA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!:))))))))))))))))))))))))))))))))

czwartek, 30 października 2008

 

Natalia Gałczyńska, żona poety Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, miała w swoich żyłach książęcą krew. Jej ojciec, Konstanty Nikołajewicz Awaliszwli, wywodził się z jednego z najpierwszych rodów gruzińskich. Ten młody i przystojny oficer carski przybył do Kalisza za głosem serca, tu służył w Kaliskim Pułku Dragonów i tu tęsknił za swoją ukochaną Gruzją. To on wprowadził maleńką Natalię w świat baśni- sadzał sobie córkę na kolanach i snuł jej bajeczne opowieści o księżniczkach o wielkich migdałowych oczach i wąskich taliach, starych zamkach, pieczeniu barana, polowaniach, rycerzach- opowiadal o Gruzji jako o najpiękniejszym miejscu na ziemi. Baśnie te były w Natalii od zawsze. Nic dziwnego, że w końcu napisała ich kilka- na nowo opowiedziała stare ludowe bajki francuskie. Pamiętam, jak sama zaczytywałam się w starym wydaniu tych bajek, zilustrowanych przez Olgę Siemaszkową. Jakiś czas temu zniknęły z bibliotecznej półki- zaczytane po prostu na śmierć- zastąpiło je nowe wydanie- starannie przygotowane przez Świat Książki- z ciekawymi ilustracjami Anny Wielbut. Bajki są napisane pięknym językiem, przemawia przez nie mądrość, dobro zwycięża nad złem, a wszyscy żyli długo i szczęśliwie. Są wróżki, czarodzieje, zwierzęta mówiące ludzkim głosem, królowie i królewny. Niekiedy, jak to w bajkach bywa są i momenty okrutne, trzeba wyczuć, co można dziecku przeczytać, a co nie- by nie skrzywdzić ich wrażliwości- można też historię ubrać we własne słowa i ją złagodzić według własnego pomysłu. Książka warta uwagi- tym bardziej, że wiele wydawnictw co rusz wznawia znane bajki o Czerwonym Kapturku, Kopciuszku- bajki znane na całym świece. Może zatem warto pomyśleć o czymś nowym?

Jeśli kogoś zaciekawiła sama postać autorki tych przepięknych bajek- zapraszam do przeczytania recenzji Srebrna Natalia na moim blogu Brulion be.el:)

Można sięgnąć też po wersję do słuchania

Wiek 4+

Wydawnictwo Świat Książki

 

wtorek, 28 października 2008

 

Czy można sobie wyobrazić urodziny bez tortu? Oczywiście, że nie. Kot Findus obchodzi swoje urodziny trzy razy w roku- i kiedy jego serdeczny przyjaciel- staruszek Pettson, chce dla niego przygotować przepyszny tort naleśnikowy, okazuje się, że to wcale nie takie łatwe. Najpierw trzeba dostać się przez właz na stryszek, by sięgnąć wędkę, potem należy wyłowić klucz ze studni, następnie otworzyć drzwi do szopy na narzędzia, w końcu załatać dziurę w oponie roweru i pojechać do sklepu po mąkę. Jeśli dodam do tego i taką informację, że od dnia Findusowych urodzin cała wieś uważa Pettsona za szaleńca- historia robi się naprawdę zagadkowa i fascynująca. Kolejna książka z serii o kocie Findusie to sprawdzona lektura na miłe chwile z dzieckiem. Autorska książka Svena Nordqvista po raz kolejny wciągnęła nas do świata przygód sympatycznej pary. Historia opowiedziana z dużą dozą humoru, ukazująca piękno przyjaźni między człowiekiem i zwierzęciem, do tego zilustrowana w oryginalny sposób. Kot i Pettson świetnie radzą sobie ze wszystkimi problemami, wspierają się nawzajem w ciężkich chwilach, mają oryginalne pomysły na wybrnięcie z sytuacji- to naprawdę wciągająca lekcja wychowania dla naszych pociech. Z naszego rodzinnego doświadczenia wiemy, że jak ktoś raz na swojej drodze spotka Findusa i Pettsona, to nie będzie w stanie oprzeć się ich urokowi.

 

Inne książki Svena Nordqvista

 

Kiedy mały Findus się zgubił 

Rwetes w ogrodzie

Wiek 4+

Wydawnictwo Media Rodzina