Archiwum
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli
wtorek, 04 września 2018
Akademia Pennyroyal - M.A. Larson

Bajka, baśń dla trochę starszych dzieciaków, nastolatków – może bardziej dziewczynek – które jeszcze nie do końca wyrosły z księżniczek i zamków, czarów, magicznych krain. Jednocześnie dla osób, które zaczyna interesować coś więcej, i oczekują od książek bardziej rozbudowanej fabuły, wielowarstwowych bohaterów i … niekoniecznie słodkiego happyendu. W końcu książek, przy których się dobrze bawi, ale skłaniających do refleksji, i które zostają w pamięci na dłużej. Myślę, że takim już bardziej wygórowanym oczekiwaniom może sprostać cykl Akademia Pennyroyal (do tej pory ukazały się 3 części). Rzecz dotyczy pewnej uczelni, do której mogą zgłaszać się odważne dziewczęta chcące zostać księżniczkami, a także śmiali chłopcy marzący o karierze rycerza. Ale ich życie nie będzie polegało na życiu jak księżniczka z bajki.

Dziewczyna bez imienia i chłopak Remington spotykają się pewnego dnia w zaczarowanym lesie. Obydwoje uwięzieni w chacie przez okropną staruchę – próbują uciec, bo co innego im pozostało. Bo cóż mają do stracenia – wiedzą, że za chwilę mogą umrzeć i muszą zaryzykować. Ucieczka powiedzie się, a dwójka nastolatków kieruje swe kroki do Akademii Pennyroyal. Chcą spróbować szczęścia w życiu. Oszołomieni nową sytuacją, warunkami, towarzystwem – pragną znaleźć swoje miejsce w  życiu. Ale znają swoją wartość. Zwłaszcza Evie – dziewczyna bez imienia, która pewnego dnia je w końcu otrzymuje i poczuje się tak, jakby odnalazła jakąś dawno zagubioną część siebie. Sama instytucja Akademii przypomina jak najbardziej szkołę z internatem – wraz z jej wszelkimi plusami i minusami. Trzeba przyzwyczaić się do nowych nauczycieli, nowych koleżanek. Te ostatnie potrafią być wścibskie i nadepnąć na odcisk. Są osoby, które polubimy od razu, są czarne charaktery, które potrafią zepsuć krwi nie tylko Evie. Sama bohaterka musi pokonać wiele przeszkód, często ma pod górkę. Dziewczyna bardzo chce wypełniać dobrze swoje obowiązki względem wolnych ludzi, chce ich bronić. Zamierza dużo ćwiczyć, być odważną i zdyscyplinowaną. Będzie niełatwo – ale o tym doczytacie już w książce. Jeśli lubicie przygodę z elementami baśniowymi, nawiązującą do twórczości braci Grimm – to będzie to książka dla Was.

Wiek 9+

Wydawnictwo Mamania

poniedziałek, 03 września 2018
Czytam sobie. Thor i Loki. O tym jak karły wykuły młot dla Thora. Poziom 2 - Zofia Stanecka/ il. Magdalena Koziej

Moja ulubiona seria dla dzieci – Czytam sobie. Tym razem coś z mitologii nordyckiej. Pojawiają się dwie mityczne postacie: Thor i Loki. Dwaj bracia – różni od siebie jak ogień i woda. Thor – bardziej dostojny, poważny. Loki to stary spryciarz, psotnik, szaleniec wręcz. Właśnie wpadł na pomysł, by obciąć włosy ukochanej Thora – Sif. Przyłapany, musi odkupić swoje winy. Nowe włosy mają zrobić dla Sif karły. Jednak Loki nie byłby sobą, gdyby nie spróbował trochę narozrabiać. A co zrobi? – o tym doczytacie już w tej malej książce. Małej – nie małej – muszę dodać. Bo sama książka przypomina poważną lekturę dla dorosłych – samodzielny egzemplarz z ponumerowanymi stronami. Zamknięta całość, książka – której przeczytanie od deski do deski na pewno cieszy. Starsi czytelnicy też odczuwają satysfakcję po lekturze kolejnej książki. Przeczytać całą książkę – dla niejednego dziecka to wyczyn nie lada.

Akurat ta historia moim zdaniem przeznaczona jest dla bardziej zaprawionych w boju czytelniczym. Gdy dziecko przeszło już na poziom drugi serii „Czytam sobie” na początek poleciłabym prostsze historie, a tę podsunęłabym dziecku, które jest bardziej rozczytane. Tytułów jest cała masa – jest z czego wybierać. W opowieści o Thorze i Lokim pojawia się więcej trudnych wyrazów, nazw, imion: Skidbladnir, Mjollnir, Frejr czy Gungnir.

Historia wciąga, zapoznaje z inną kulturą. Czcionka jest duża, co ułatwia czytanie. Jest mnóstwo ilustracji, charakternych bohaterów, dużo się dzieje. Na końcu książki „Dyplom sukcesu” oraz sześć tematycznych naklejek.

Poziom 2 to składanie zdań, 800-900 wyrazów w tekście, dłuższe zdania – pojedyncze i złożone, elementy dialogu, 23 podstawowe głoski oraz „h”, ćwiczenie sylabizowania.

Wiek 7+

Wydawnictwo Egmont

sobota, 01 września 2018
Siedem księżniczek - Smiljana Coh

Siedem tytułowych księżniczek i zarazem … siedem sióstr. Wszystkie o oryginalnych imionach: Melodia, Liczydia, Leonia, Igiełka, Dalia, Otylia i Tycjanna. Każda z dziewcząt inna. Każda ma swoją pasję. Dużo zdradzają tutaj imiona bohaterek. Oczywiście, kto zna trochę naturę kobiet, córek, koleżanek może sobie wyobrazić, że w takim towarzystwie często jest jak w ulu: głośno i … burzliwie. Dlaczego? Bo siostry – księżniczki czasem się kłócą, spierają, dyskutują. Pewnego dnia ich kłótnia sięga zenitu – każda z dziewcząt wycofuje się do swojego świata, swoich zainteresowań. Jednak po niedługim czasie każda z nich przekonuje się, że nie było warto. Cisza i samotność daje się wszystkim pannom we znaki. Same dziewczęta stwierdzają, że tęsknią za sobą, że czegoś im brak. Historia książęcej kłótni na szczęście nie trwa długo i kończy się happyendem. Jednocześnie uczy, że po burzy wschodzi słońce i nie warto się kłócić. Ale skoro kłótnie w rodzeństwie są nieuniknione książka uczy też, że warto się godzić.

Kto się lubi ten się czubi – kłótnie w rodzeństwie zdarzają się często i zawsze. I nie chodzi tutaj o to, by wymuszać swoje racje i poglądy, sposób na życie. Właśnie inność – taka jak wśród sióstr – powoduje, że życie jest ciekawsze i piękniejsze, a od innych można się tak wiele nauczyć. Bardzo dziewczęca książka nie tylko ze względu na ilustracje – mnóstwo tu ozdobników, które często cieszą oko: np. kwiatków i listków. Różowy wcale nie jest dominującym kolorem. Tematyka związana z księżniczkami bardziej pasuje do dziewcząt i akurat ta lektura może być ciekawym erzacem dla landrynkowatych wydań disnejowskich. Choć oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, by historię o siedmiu księżniczkach poznali również chłopcy.

Jest jeszcze jeden powód, by poznać tę książkę. To propozycja z Chorwacji, a jak sami przyznacie nieczęsto książki stamtąd pojawiają się na naszym rynku.

Wiek 4+

Wydawnictwo Prószyński i S-ka

piątek, 31 sierpnia 2018
Stajnia pod tęczą. Wojna na miny - Katarzyna Dowbor, Marcin Kozioł

Katarzyna Dowbor na koniach się zna jak mało kto. Nie raz w wywiadach z nią napotkać można było dużo odniesień do jazdy konnej i koni w ogóle. Nic dziwnego, że powstała Stajnia pod tęczą. Do tego dochodzi Marcin Kozioł z lekkim piórem i talentem do opowiadania ciekawych historii. Tak więc mamy duet, który wspaniale się uzupełnia. I trzecią część serii – tym razem „Wojna na miny”. (Do tej pory ukazały się: Czary na komary, Maść na maść )

W Stajni pod tęczą pojawia się mały gość – Maja. Ciekawe czy odgadniecie któż to taki: ma cewki, łyżki, sukienkę i lusterko. Nie wiecie? To części ciała małej sarenki, która skaleczyła się nogę i przechodzi w stajni rekonwalescencję. Oczywiście wszystkie zwierzęta zaraz otaczają Maję opiekę. Mało tego – zaczynają się nawet spierać, u kogo Maja ma spać. Tak więc w tej części serii wszystko kręci się wokół Mai. Ale wizyta w stajni to oczywiście doskonała okazja do tego, by lepiej poznać to miejsce i jej mieszkańców. Każda część zdradza tajniki koni, jazdy konnej, stajni. Pojawia się typowe słownictwo: kantar, uwiąz, boks, padok i inne.  Dzieci mogą poznać końską mowę. Koń oczywiście mówić nie potrafi, ale doskonale sygnalizuje swoje emocje i potrzeby np. uszami. I tak z położenia uszu można naprawdę wiele odczytać: czy są rozluźnione, usztywnione, czy oklapłe na boki. Czy skierowane do tyłu, do przodu, czy na boki. Podobnie ogon: pokaże on czy koń jest przestraszony, rozdrażniony czy podekscytowany. Ilustracje w książce będą świetnym przewodnikiem po końskiej mowie. Przez lekturę przewija się wiele zwierząt, wiele się dzieje – historie opowiedziane są lekko, z polotem i humorem. Na końcu zadania dla czytelników: trzeba coś narysować, poobserwować, by zdobyć dyplom Tęczowej odznaki. Oczywiście tematyka zadań – końska.

Wiek 6+

Wydawnictwo Prószyński i S-ka

czwartek, 30 sierpnia 2018
Jonka, Jonek i Kleks. Szalony wynalazca - Szarlota Pawel

Przygody Jonki, Jonka i Kleksa ukazywały się co jakiś czas w czasach mojego dzieciństwa w „Świecie Młodych”. Byłam szczęśliwą prenumeratorką tego czasopisma – a to dzięki mojej mamie. Po każdy numer „ŚM” leciało się „do teczki” jak na skrzydłach. A lekturę zawsze zaczynałam od końca – czyli od ostatniej strony, gdzie były komiks i stała rubryczka pt. „Uśmiech numeru” (nawiasem mówiąc: niektóre dowcipy w obiegu rodzinnym są wciąż obecne, żywe i nadal … śmieszne). Powiem  tak: już samo nazwisko autorki komiksu działało na wyobraźnię dziecięcą. Mówcie co chcecie, ale Szarlota Pawel w latach PRL-u brzmiało (przynajmniej dla mnie) baaaardzo egzotycznie. I wtedy – właśnie jako dziecko, nawet nie śmiałam marzyć o tym, by mieć przygody Jonki, Jonka i Kleksa w jednym tomie. Za to układałam skrupulatnie numery „Świata Młodych” na półce i co rusz wracałam do ciekawej lektury i oczywiście komiksów. Jonka i Jonek  to dwójka przyjaciół. Plus Kleks – niebieski kompan uwielbiający popijać atrament. Można wiele pisać o codziennych przygodach i perypetiach całej trójki, dalej: o wynalazkach, których autorem był nie kto inny jak Kleks właśnie. Świat bez przemocy, kolorowy, z inteligentnym humorem, a dla mnie osobiście – ciekawy obraz minionej epoki. PRL w pigułce: kolejka pod każdym sklepem, pustki sklepowych półek, opryskliwa pani sprzedawczyni, składanie reklamacji w książce skarg i zażaleń, budki telefoniczne na rogu ulicy, oszczędzanie w SKO na klasową wycieczkę, harcerskie i zuchowe zbiórki z tłumem dzieciaków. W tamtych czasach zwariowane pomysły niebieskiego Kleksa to było COŚ. Kleks potrafił czynić cuda – zrobić coś z niczego. I dużo przy tym było hałasu, i śmiechu, i chyba jeszcze czegoś – może nawet nazwę to swego rodzaju tęsknotą. Za czymś nieoczekiwanym, niekiedy głupim, raz z sensem a raz bez. Bo taki był Kleks, którego uwielbiałam. Jego bujanie w chmurach, spontaniczność w zderzeniu z dobry wychowaniem Jonki i Jonka. Wróciłam do lektury po latach z sentymentem i łezką w oku.

Wiek 8+

Wydawnictwo Egmont

niedziela, 26 sierpnia 2018
Wysiedleni - Dorota Combrzyńska-Nogala/ il. Magdalena Kozieł-Nowak

Autorka od samego początku buduje klimat tej historii. Przenosi nas do świata, którego już nie ma. Mała miejscowość, która już nie należy do Polski, a która przed wojną znajdowała się w granicach Rzeczpospolitej. Obok siebie mieszkali Polacy, Ukraińcy i Żydzi. I domów jak ten, w którym mieszkała Kazia Łobodziec, też już nie ma. A może są (po tegorocznej letniej wyprawie na Wschód Polski jestem skłonna uwierzyć, że takowe jednak są), tylko wydaje nam się, że są one takie rzadkie, egzotyczne wręcz – w zestawieniu choćby z ofertą IKEA czy BRW. Małe okienka z mirtem w donicach, bambetel do siedzenia i spania, ściany pełne świętych obrazków, sąsiedzi różnych wyznań, kultur i tradycji. Jeszcze jest spokój, jeszcze jest radość z tego, że święta w tych stronach obchodzi się podwójnie. Autorka pokazuje codzienność życia na Kresach – często ubogą ale szczęśliwą i spokojną. „A potem przyszła wojna” – czytamy. Okupacja Niemców, koniec przyjaźni z Ukraińcami, wywózka Żydów, koniec podwójnego świętowania, bieda, smutek, rozpacz. Losy Kazi – jak można się domyśleć – tragiczne. W końcu przychodzi czas na trudną decyzję – czy zostać w granicach ZSRR czy jechać w nieznane – do Polski. Rodzina wybiera to drugie i przybywa do Żarek na Dolnym Śląsku. Tak toczy się ta historia – jeden życiorys, który pasuje do tysięcy innych. Jeśli jesteście gotowi zmierzyć się z tym tematem – poczytajcie razem z dzieckiem, porozmawiajcie. Do Dolnego Śląska mam niedaleko. Kilka lat temu brałam udział w szkoleniu – obok mnie mieszkańcy z tamtych właśnie rejonów. Z ciekawością przysłuchiwałam się temu, jak gdzieś od czasu do czasu pojawiały się wspomnienia. O tym, jak wojna zmieniła ich rodziny i ich losy. Ciotki i babki, które pół życia przesiedziały na walizkach, bo w każdej chwili trzeba będzie gdzieś indziej pojechać. Zaniedbane domy, bo nie warto zbyt wiele robić, bo przecież Niemiec może wrócić. W tych opowieściach pojawiało się młode pokolenie, które dopiero teraz czuje się u siebie. Jeździmy rowerami kilka razy w roku po Dolinie Baryczy i widzimy jak wszystko tam zmienia się na plus. A ta książka pomaga zrozumieć tak wiele spraw – i społecznych i kulturowych.

Wiek 8+

Wydawnictwo Literatura

sobota, 25 sierpnia 2018
Tarantula, Klops i Herkules - Joanna Olech

W książce dla dzieci można się zaczytać na zabój. A ten tytuł jest tego dobrym przykładem. Joanna Olech pielęgnuje tradycję dobrych powieści detektywistycznych, których autorami byli Bahdaj, Nienacki, a po które też sięgali chętnie dorośli. I tak jak dama klasycznych powieści tego gatunku, czyli słynna Agatha, umieściła akcję swojej najnowszej powieści na zapyziałe prowincji, na której wszyscy wszystkich znają, a jak ktoś komuś dzień dobry na ulicy nie powie, to pamiętają o tym następne dwa pokolenia. Nic dziwnego, że wszyscy śledzą przybycie miastowego dziwoląga na wakacje – chudzielcowatego nastolatka, który obnosi się w swoich spodniach na kant i wypucowanych butach. Ale jakże pozory mylą – nikt tak jak niby – nudziarz Karolek nie zna się na komputerach. Jest jeszcze Tarantula – charakterna pankówa, której wujem jest sam burmistrz mieściny – człowiek dobrego serca. I jest straszliwy pies – powsinoga, bez pana – Herkules. Ktoś włamał się do muzeum, ktoś zginął w wypadku, kto od blisko pół wieku nie żyje. Po okolicy roznosi się plotka o ukrytym skarbie. Ktoś znika nagle bez wieści, ktoś podsłuchuje baaaaardzo interesujące rozmowy. Oj, w Witkowicach dzieje się tak wiele. Jeśli szukacie dobrej książki dla trochę starszych czytelników, książki, od której oderwać się nie można - polecam ten tytuł. A może też sami się skusicie na małe książkowe – co – nieco. Warto!

Wiek 10+

Wydawnictwo Literatura 

piątek, 24 sierpnia 2018
Bolek i Lolek na szlaku polskich kultur - Dorota Majkowska-Szajer/ il. Sara Szewczyk

Bolek i Lolek to bohaterowie mojego dzieciństwa. I muszę przyznać, że z niejakim podziwem patrzę na próby zaprzyjaźnienia z nimi współczesnego pokolenia. W świecie, gdzie tyle różnych bodźców, gadżetów, programów, kreskówek, filmów – to chyba dość karkołomne działanie. Bolek i Lolek pochodzą bowiem z czasów, gdzie były raptem dwa czarno-białe programy telewizyjne, niewiele poza tym. Na sobotnią dobranockę z ulubionymi bohaterami czekało się z utęsknieniem i niecierpliwością. I co tu dużo mówić – Bolek i Lolek mieli swoją WIERNĄ publiczność. Czy uda im się przebić do świadomości współczesnych dzieciaków? Na pewno polecać ich będą rodzice, dziadkowie, którzy pamiętają tę dwójkę chłopaków z chochlikiem w oku z dawnych czasów. Myślę, że warto – a nie kierują mną tylko i wyłącznie pobudki sentymentalne. Zachęca do tego tematyka – niewiele książek dla dzieci o polskim obszarze kulturowym. A nawet jeśli – to raczej dotykają one elementów bardzo znanych. Tymczasem tu spotkamy i powszechnie znane pisanki i ormiański gandżabur, o którym, przyznaję, nie miałam zielonego pojęcia. Chłopaki wędrują po Polsce, spotykają ludzi, próbują, podziwiają, pytają, biorą udział w lokalnych wydarzeniach – i opowiadają o tym  - niezbyt długo, by nie zanudzać. Każda krótka historyjka wyjaśnia, co się kryje pod danym hasłem. A przyznam szczerze – niektóre z nich stanowiły i dla mnie niemałą zagadkę: pita z powiatu bolesławieckiego, święto Jordanu z Przemyśla, język kaszubski, haft kujawski, straże grobowe z Podkarpacia, wspomniane już pisanki z powiatu opoczyńskiego, śmiergusty z Wilamowic, redyk z Podhala, kwietne dywany ze Spycimierza, Lajkonik z Krakowa, malowane chaty z Powiśla Dąbrowskiego, bal tatarski z Białegostoku, radomskie oberki, karaimskie kybyny z Warszawy, kurpiowskie wycinanki, drewniane zdobienia z Podlasia, święcenie zwierząt z Mikstatu, kozioł wielkopolski, święto Bambrów z Poznania, łowickie pasiaki, muzyka romska z Gorzowa Wielkopolskiego, ormiański gandżabur z Wrocławia, żywieckie zabawki, siwaki z Podlasia południowego, tkaniny dwuosnowe z Podlasie, koronki z Koniakowa, obiad na Górnym Śląsku, łemkowska cerkiew w Beskidach, obrazy malowane na szkle z Podhala ,Chanuka z Łodzi. Na końcu książki zagadki dla najmłodszych – sprawdzą, ile zapamiętało się z lektury.

Wiek 6+

Wydawnictwo Znak

czwartek, 23 sierpnia 2018
Serafina i zmiennokształtny kostur - Robert Beatty

 

Pamiętacie Serafinę? Ma dwanaście lat i jeszcze trzy tygodnie temu o jej istnieniu wiedziało niewiele osób. Kilka tygodni wcześniej Serafina razem ze swym przyjacielem Braedenem pokonali niebezpiecznego mężczyznę w czarnym płaszczu. Czas na kontynuację losów dziewczynki. Znów mamy trzymającą w napięciu lekturę. Jest rok 1899, Biltmore w Karolinie Północnej. Serafina po niedawnych wydarzeniach (opisanych w I tomie „Serafina i czarny płaszcz”) nie musi już się  dalej skrywać w piwnicach olbrzymiej posiadłości Vanderbiltów. Jednak cały czas wzywa ją zew natury, górę w jej życiu bierze dzikość – godzinami wędruje po okolicy, szczególnie upodobała sobie las. Główna Łowczyni Szczurów – w skrócie GŁS – tak zwykł o niej mówić ojciec – pan złota raczka, który w posiadłości odpowiedzialny jest za naprawienie każdego mechanizmu i urządzenia. Tytuł GŁS, z którego Serafina jest baaardzo dumna. Nocne stworzenie – nie zwykłe, normalne dziecko. Tęskni za Braedenem, którego nie widziała od wielu dni. Podczas nocnej wyprawy Serafina widzi zaprzęg koni ciągnących powóz po drodze w kierunku wielkiej posiadłości. Dlaczego ktoś jedzie do Biltmore w nocy? Kim jest ten KTOŚ? Dlaczego wszystkie ptaki uciekają z przestrachem z okolicy? Dziwny powóz – bez woźnicy na koźle. 

Kolejna tajemnica do wyjaśnienia. Oj, są emocje podczas lektury. Napiszę krótko – nie raz miałam gęsią skórkę podczas czytania. Już na samo wspomnienie o tym pustym koźle – również czuję ciarki na plecach. Robert Beatty umie tworzyć klimat i budować napięcie. Pokazał to już w pierwszym tomie serii. Podoba mi się to, że autor tyle miejsca poświęca opisom stanu ducha głównej bohaterki – można poznać jej myśli, obawy i zamierzenia. Zwraca uwagę również na otoczenie, które akurat w tej opowieści jest równoprawnym bohaterem pierwszego planu. Bez tych wszystkich ciemnych zakątków w lesie, uciekających ptaków, pokrętnych korytarzy w wielkiej posiadłości nie byłoby takiego klimatu i tylu emocji. To te opisy właśnie działają na wyobraźnię: las, po którym chodzi nocne dziecko. Gdzieś w dali zarys wielkiej mrocznej budowli. Trzaskająca gałązka pod stopami. Łopot ptasich skrzydeł. Spodoba Wam się.

Wiek 10+

Wydawnictwo Mamania 

środa, 22 sierpnia 2018
Czytam sobie. Nelka i piesek Fafik. Poziom 2 - Dorota Łoskot-Cichocka

Cudowna, ciepła, bardzo przyjazna historia o tym, jak w rodzinie pojawia się nowy członek. Tym kimś nowym jest nie kto inny – jak tytułowy pies Fafik. A więc jest kundel, który kręci się koło furtki małego domku. Dalej – Nelka, dziewczynka, która zrobi wszystko, by piesek zamieszkał pod ww. adresem.  Jest  i tata, który od samego początku darzy sympatią psiaka i jest bardzo na tak w kwestii powiększenia rodziny. Jest mama, którą trzeba urobić – i która na początku nie chce, ale tak naprawdę bardzo chce. Jest i starszy brat – Stefek – wielki entuzjasta, nie widzący żadnych minusów w pojawieniu się psiaka na podwórku. I tak toczy się ta historia – opowiedziana w taki sposób, by mogli ją poznać początkujący czytelnicy. W tym przypadku jest to poziom 2 (składanie zdań, 800-900 wyrazów w tekście, dłuższe zdania – pojedyncze i złożone, elementy dialogu, 23 podstawowe głoski oraz „h”, ćwiczenie sylabizowania). Do tego dochodzą ilustracje, które mnie osobiście od samego początku baaardzo zauroczyły. Trochę kojarzą mi się z ilustracjami z dawnych książek – elementarza Falskiego itp. Takie sentymenty się odezwały.

Inne plusy: duża czcionka, szeroka interlinia, dyplom sukcesu na końcu, sześć tematycznych naklejek. W ogóle – sama książka, która kojarzy się z odrębnym dorosłym egzemplarzem.

Wiek 7+

Wydawnictwo Egmont