Archiwum
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli
wtorek, 16 października 2018

 

Książki Roksany Jędrzejewskiej-Wróbel zawsze mają w sobie to coś. Niby bajki, a jednak nie bajki do końca. Niby dla dzieci – ale i dorosły znajdzie w nich też coś dla siebie. Tak jak w najnowszym jej tytule – o Jeleniu. Dzieci odczytają go inaczej, dorośli – jeszcze inaczej. A takich, powiedzmy pracowników korporacji, wbiją w fotel. Pytanie – czy wyżej wspomniani mają szansę na dotarcie w ich zabieganym życiu właśnie to tej książki? Może przez dzieci właśnie? Proszę nie brać mi tych moich refleksji za czystą złośliwość – bo gdyby się uprzeć, może i każdy dorosły znalazłby w Jeleniu (jakkolwiek to brzmi) – coś z siebie i dla siebie – i ja też? Bo człowiek w  pewnym wieku zaczyna się gubić w powinnościach, obowiązkach, konwenansach, ustalonych z góry porządkach. I tak głupio rzucić wszystko i wyjechać, zamieszkać w chacie z drewnianych bali w jakiejś puszczy na końcu świata. Ale może nie od razu – tak radykalnie. Może pomyślmy najpierw o tym, co w życiu najważniejsze? Może Jeleń zmotywuje nas do mniejszych albo większych rewolucji? W relacjach z innymi, w spędzaniu wolnego czasu, traktowaniu rzeczy posiadanych. Może ułatwi odpowiedź na pytanie: czy lepiej być czy jednak mieć? Sama postać Jelenia, która w języku polskim z jednej strony kojarzy się z dostojnym zwierzęciem, z drugiej od razu nasuwa skojarzenia z niewybrednymi żartami: „robić za jelenia”, „znaleźć sobie innego jelenia”, „jeleń z ciebie” – ma w lekturze niezwykle ciekawą konstrukcję. Tutaj Jeleń ma klasę – to postać elegancka, dobrze ustawiona finansowo, posiadająca wygodne mieszkanko, świetny samochód, pracę. I życie na tip top zaplanowane i uporządkowane, ustalone trasy – którymi Jeleń się porusza: biblioteka, praca, pralnia, sklep. Nawet miejsce parkingowe zawsze jest gotowe na przyjęcie auta Jelenia. Jednak pewnego dnia owo miejsce parkingowe jest zajęte (Ach ten nielubiany sąsiad Muflon!), co oznacza poszukiwania wolnego miejsca dla auta. Jeleń objeżdża nowe rejony, opuszcza znane kątki, zakątki – najpierw osiedla, potem miasta. Dociera do daleko położonego lasu, gdzie poczuje zew ….. czegoś cudownego, znanego od dawna. Odzywają się w nim jakieś atawizmy – zagłuszone dotąd przez wielkie miasto. I to one biorą górą. Okazuje się, że z tego Jelenia to jest super gość, a nie żaden tam … jeleń.

Klimat tej opowieści świetnie oddają ilustracje Grażyny Rigall. Są nowoczesne, w odcieniach szarości. Kolor na topie – jak mieszkanie Jelenia z nowoczesnym dizajnem, układ apartamentowców w mieście, plątanina nowoczesnych dróg. Ma się wrażenie, że jest się w tym miejscu, słychać klaksony spieszących się właścicieli pojazdów – gwar, hałas, nadmiar bodźców zagłuszających zwykłe i proste tęsknoty i marzenia.

 

Wiek 5+
Wydawnictwo Bajka

poniedziałek, 15 października 2018

Krowa Matylda nie chce się kąpać. Nie pomagają zachęty gospodyni – a trzeba przyznać, że akurat w tej dziedzinie kobieta jest naprawdę pomysłowa  – jednak Matylda, podobnie  jak jej daleki kuzyn osioł, jest niezwykle uparta. Ucieka, kryje się po krzakach i za budynkiem  – jednym słowem robi wszystko, by uniknąć wody. Liczne ilustracje pokazują gospodynię i krowę jak ze sobą walczą, przeciągają linę, chcą przekonać siebie nawzajem  do swoich racji – niekiedy nawet siłowo, ale i podstępem. Śmieszna historia pokazująca dalsze perypetie krowy Matyldy. Dzieci mają możliwość poznania życia na wsi z przymrużeniem oka – widać sprzęty, maszyny, inne zwierzęta. Jest dużo szczegółów do odkrywania, pokazywania – na pierwszym planie oczywiście główne bohaterki, które w końcu dochodzą do konsensusu.  I jest oczywiście okazja do tego, by porozmawiać o higienie na co dzień. A może wśród małych czytelników jest ktoś, kto podobnie jak Matylda, też stroni od kąpieli?

Wiek 4+

Wydawnictwo Media Rodzina

niedziela, 14 października 2018

 

Po tej książce żaden kamyczek nie będzie już tylko zwykłym kamyczkiem. A już na pewno każdy ciekawy okaz będziemy brali pod lupę – bo a nuż okaże się jakimś cennym trofeum – jak choćby meteorytem, który spadł z wysokiego nieba wprost na naszą posiadłość. Kto wie? Może kiedyś? Radosław Żbikowski o skałach i minerałach wie wiele, a swoją wiedzą dzieli się w ciekawy i przystępny sposób. Obszarów do poznania w tej materii jest bardo wiele. Bo jak się okazuje: skała skale nierówna, piasek piaskowi również, nie mówiąc już o minerałach. Poznajemy zresztą nie tylko ich właściwości, cechy charakterystyczne. Autor przybliża również sekrety Ziemi jako planety – trzeciej od Słońca, jednej  z czterech planet skalistych w Układzie Słonecznym (obok Merkurego, Wenus i Marsa). Czy wiecie, że naszą kulę ziemską można porównać do czekoladowej pralinki? Nie zdradzę jednak, dlaczego. Co jeszcze tutaj znajdziemy – różne różności: np. kryształ jako podstawową jednostkę budowy skał, krzem – najbardziej obok tlenu rozpowszechniony pierwiastek na Ziemi. Całość podzielona została na następujące części tematyczne: minerały, skały magmowe, skały osadowe i metamorficzne. Mnóstwo ciekawostek, konkretnych informacji. Wśród minerałów – pospolite żelazo, które w tej chwili mam na swoim biurku w postaci spinacza biurowego; jak również prestiżowe: srebro i złoto (tu z obecnością na moim biurku już gorzej). Mniej znane szafir, rubin i także leksykalne dziwolągi jak (uwaga) tanzanit czy morganit. Oczywiście nie mogło w tym świetnym towarzystwie zabraknąć diamentów. Wiedzieliście, że w Arkansas w USA w pewnym parku można legalnie szukać diamentów do woli? Ponoć – co znajdziesz to twoje. I ponoć niejeden się nieźle obłowił po wizycie w tym miejscu. Na pewno fajnie dowiedzieć się czegoś o pospolitym kwarcu, czy żelazie. Jednak emocje wywołują tematy bardziej wyszukane. Kto wie, może po lekturze ktoś wyruszy na poszukiwanie ciekawszych i rzadszych okazów. Może ktoś kiedyś natrafi na obsydian, bazalt, pumeks, tuf,  albo piaskowiec, krzemień, wapień, , marmur , kwarcyt i wiele, wiele innych? Oczywiście nie wszystkie one są w zasięgu ręki. Jak je rozpoznać, jak je znaleźć, gdzie ich szukać? Dla mnie ciekawym dodatkiem były informacje o skalach radioaktywnych, na których nasza Maria Skłodowska-Curie straciła zdrowie, przesypując tony blendy uranowej. Co można znaleźć na dnie oceanu, na niebie, co jest zagrożeniem dla skał i minerałów, z czego zbudowane są skały mórz i oceanów, co mówią kamienne księgi, czy balansujące głazy kiedyś się przewrócą, słynne kamienne budowle, imponujące megality, święte skały, skamieniałe zwierzęta i drzewa, w końcu nasza duma – kamień z żywicy czyli bursztyn, wiek skał, nauka zbierania i rozpoznawania skał i minerałów: wiedza praktyczna. Sami widzicie, że wiele tego. Osoby zainteresowane tą tematyką na pewno będą zadowolone. Dodam, że teksty nie są długie. Myślę, że ideą tej książki było głównie zainteresowanie tematem. Wraz z wiekiem i rozwojem pasji trzeba będzie pewnie sięgnąć po inne lektury. Do tego mnóstwo ciekawych zdjęć, które pomogą początkującym przy identyfikacji okazów.

Wiek 10+

Wydawnictwo Multico

piątek, 12 października 2018

Te bajki powstały dzięki najmłodszemu bratu Basi – Frankowi. Od dawna daje się we znaki całej rodzinie wieczorową porą – za nic w świecie nie chce spać. Hałasuje, płacze  - wszystkich boli  głowa. Aż w końcu sama Basia znajduje sposób na małego nocnego marka. Dziewczynka zaczyna opowiadać bratu bajki. I to jest właśnie TO – Kochani, najlepszy sposób na usypanie to bajki. Ta część serii o Basi pewnie zaskoczy jej miłośników, ponieważ do tej pory każda książka traktowała o jakimś ważnym elemencie życia Basi: szkoła, zajęcia baletowe, korzystanie z tabletu, gwiazdka. Tymczasem tu mamy bajeczki wymyślone przez członków całej rodziny: bajki Basi, dziadka, babci, mamy, taty i Janka. Psssst… ciiii Franek po nich szybko zasypia i naprawdę słodko śpi. 24 opowieści w bajkowym i baśniowym klimacie, ale dotykające również codzienności.  Jak na przykład ta o małej dziewczynce, która tak bardzo ukochała żelki, że po wprowadzeniu zakazu żelkowego w domu tak się zezłościła, że z tej złości zamieniała się w niedźwiedzia. Żelki pojawiają się w kolejnej bajce – widać, że są one ważnym elementem dzieciństwa (choć w nadmiarze – oczywiście szkodzą). Wizyta pewnej dziewczynki w Krainie Żelkow najpierw wydawała się spełnieniem najskrytszych marzeń. Tymczasem czym ugasić pragnienie, skoro w strumieniu płyną żelki? I kolejna bajka: chłopiec dostaje psa – znajdę Burego. Mały śmierdziuszek, „kupka nieszczęścia”. Jednak pewnego dnia znika. Chłopiec postanawia odnaleźć przyjaciela po … zapachu. I kolejna: rycerz Franek Kolanek poradzi sobie w każdej sytuacji – nawet w takiej niby bez wyjścia. Pojawia się tam, gdzie są większe i mniejsze nieszczęścia. Ciekawe, co się stanie, gdy rycerz ów wyruszy w podróż w nieznane?

Te opowiastki są naprawdę urocze. Krótkie, z bohaterami z rodziny Basi. Oczywiście mały Franek pojawia się również – i to w najróżniejszych rolach. Maluchy to uwielbiają – móc słuchać o swoich przygodach. Każda bajka czegoś uczy, każda zawiera jakąś lekcję, ale z nienachlanym morałem.

Oczywiście można czytać i naszym dzieciom bajeczki wymyślone prze rodzinę Basi. Jednakże ja sądzę, że sama lektura może też być inspiracją dla nas samych. Bo przecież i my możemy pobawić się w wymyślanie rodzinnych bajek. A może ktoś w rodzinie spisze takie rodzinne bajeczki, na pamiątkę, dla potomności?

Wiek 3+

Wydawnictwo Egmont

czwartek, 11 października 2018

Nunuś chodzi ciągle ze smoczkiem. Nic dziwnego,  wielka jest siła przyzwyczajeń – kocich dzieci również. Co zrobić, by Nunuś w końcu zrezygnował ze smoczka?

Nunuś – to braciszek Kici Koci. Tak trudno mu obyć się bez smoczka. Tymczasem okazuje się, że  życie ze smoczkiem też wcale łatwe nie jest. Bo nie można śpiewać. Bo nie można zjeść jabłuszka. Bo nie można nic powiedzieć. Kicia Kocia – mądra starsza siostra – zabiera Nunusia na spacer. A tam? Ptaszek bez smoczka. I piesek również. I dzieci w piaskownicy. Czas pożegnać się ze smoczkiem. Sami już sprawdźcie – jak do tego doszło. Rozwiązanie dobre do sprawdzenia na swoich dzieciach, którym pewnie też niełatwo pożegnać się ze „smokiem”.

Wiek 1+

Wydawnictwo Media Rodzina

wtorek, 09 października 2018

Przenosimy się do roku 1918, do Lublina. Mietek jest mistrzem w rzucaniu papierowych strzał. Potrafi trafić nawet w lekko uchylony lufcik okna. Ba – w kok nauczycielki. I jest ku temu okazja – bo w powietrzu czuć, że za chwilę w mieście wydarzy się coś ważnego. Polscy żołnierze z hukiem przeganiają Austriaków tam, gdzie pieprz rośnie. Grupka dzieciaków – ich pasje i marzenia. Statki budowane z drewnianych ścinków przez przyszłego marynarza. Książki ukochane przez chłopca nieumiejącego czytać, oglądane z taką pasją. To oni są świadkami rodzącej się wolnej Polski – po 123 latach niewoli. Na ulicy, od przechodniów, mieszkańców co rusz słyszą jakiej ciekawostki z wielkiego świata: a to o rozbrajaniu niemieckich żołnierzy, a to o powstaniu Rady Regencyjnej czy uwolnieniu Piłsudskiego z więzienia. I o petycji, która ma być wysłana do komendanta. Dzieciaki chcą dorzucić swoje postulaty: by w szkole dla uczniów była gorąca herbata i by palono w piecach podczas lekcji. Ale to nie koniec ich pomysłów na „ulepszenie” Polski.

Kolejna część serii „Czytam sobie z kotylionem” jest przeznaczona wyraźnie dla starszych dzieci – i to nie tylko ze względu na wyżej postawioną poprzeczkę dotyczącą umiejętności czytania. Chodzi też o tematykę. Odnosi się ona do sytuacji w Polsce sprzed 100 – lat. Na pewno temat „podejdzie” bardziej dzieciom interesującym się historią.

Dla tych, którzy nie zetknęli się z tymi małymi cudeńkami wspierającymi naukę czytania, zaznaczę tylko, że poziom 3 to ostatni i najbardziej wymagający etap nauki czytania przeznaczony dla dzieci w wieku 5 - 7 lat. Oznacza to: 2500-2800 wyrazów w tekście, użycie wszystkich głosek, zdania bardziej złożone i dłuższe, alfabetyczny słownik wyrazów. Po lekturze dziecko może zdobyć „Dyplom sukcesu” (na końcu książki. To ważne dla początkującego czytelnika, który zmierzył się z książką, która tak bardzo przypomina lekturę dla dorosłych – a to przecież daje satysfakcję:)

O serii „Czytam sobie z kotylionem” pisałam już tutaj.

Wiek 7+

Wydawnictwo Egmont

poniedziałek, 08 października 2018

 

To z jednej strony poradnik dla rodziców małych dzieci, a z drugiej – ciekawy materiał poglądowy i ćwiczeniowy, który można z sukcesem wykorzystywać podczas domowej nauki liczenia. I mimo tego, że autorka głównie kieruje się do rodziców dzieci mających trudności z matematyką, myślę, że całość może być z powodzeniem stosowana przez wszystkich, którzy chcieliby od najmłodszych lat rozwijać matematyczne uzdolnienia swoich pociech. Nauka liczenia – podzielona na pięć części: dodawanie, odejmowanie, mnożenie, dzielenie i różności matematyczne. Na początku wartościowe wskazówki metodyczne dla dorosłych – czyli jak pomagać dzieciom z trudnościami matematycznymi  (może i nauczyciele skorzystaliby ze wskazówek?) A potem już zaczyna się matematyka, która również nawiązuje do dnia codziennego: wykorzystuje dary natury z najbliższego otoczenia: kasztany, orzechy, fasolki, śliwki, kamyki. Dzieci uczą się rysować cyfry po śladzie, poznają pojęcia matematyczne: wynik, składnik, suma, odjemna odjemnik, różnica, czynnik, iloczyn, dzielna, dzielnik, iloraz. Są tu również zagadnienia związane z ułamkami, określaniem czasu i długości. Dzieci trenują matematykę w zabawach, eksperymentach, mnożą na paluszkach, tworzą tablicę mnożenia, poznają znaki: mniejszy i większy. Pomysłów jest bardzo dużo, autorka podpowiada jak tłumaczyć dzieciom trudniejsze zagadnienia, jak trenować matematyczne umiejętności. Wykorzystanie darów natury pozwala poczuć dzieciom tę matematykę dosłownie, poczuć wynik. To nie dodawanie w pamięci – ale dodawanie kasztanów, odejmowanie fasolek. To zupełnie inaczej aniżeli „suchy”, nienamacalny wynik jakiegoś działania.

Bardzo przydatny „pomocnik” matematyczny dla maluchów z ciekawymi ilustracjami Joanny Kłos.

Wiek 4+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

niedziela, 07 października 2018

 

Od dawna wiadomo, że angielski święci swoje tryumfy i wypada go znać. I że Polacy nie gęsi, też angielski znają. A jeśli ktoś się ociąga (wciąż jeszcze) albo lenił się na zajęciach w szkole – może sięgnąć po Elementarz, który powstał z  myślą o osobach chcących się nauczyć i angielskiego i polskiego. Myślę, że to ciekawa propozycja np. dla Polaków mieszkających za granicą, a którzy chcieliby podsunąć jakiś podręcznik (ale nie w tradycyjnym tego słowa znaczeniu) do nauki języka przodków swoim dzieciom. Ach, odbiorców może być znacznie więcej. Zresztą – motywy do nauki i polskiego, i angielskiego są naprawdę różne. Ja jedynie podpowiadam, że cosik takiego fajnego na rynku już jest. Dla nas, Polaków, nie mających na co dzień do czynienia z jakąkolwiek metodyką nauczania naszego języka ojczystego, na pewno ciekawym doświadczeniem jest zapis wymowy polskich słów dla obcokrajowców: dziękuję (jen-koo-yeh) czy dzięki (jen-kee). Oj, nabrałam przekonania, że nasz język do łatwych nie należy i że lepiej „powalczyć” trochę z angielskim zamiast z polskim. Dlatego też skupię się bardziej na angielskim.

Autorka – znana podróżniczka i obieżyświatka, zapisała wymowę tak, jak się mówi. Oryginalna transkrypcja jest trudna do zapamiętania, dlatego Beata Pawlikowska zapisała tak jak słychać wymowę poszczególnych słów.  To na pewno duże ułatwienie. Nie trzeba co rusz sprawdzać jak powinno się wymawiać daną literę lub głoskę. Materiał od podstawowych zwrotów po bardziej wyszukane słownictwo, które pozwoli odnaleźć się w nietypowych, codziennych sytuacjach. Można też poczytać o różnicach w języku angielskim i wersji amerykańskiej. Elementarz będzie na pewno dobrą książka dla początkujących. Dla tych, którzy dopiero zaczynają przygodę z angielskim. By się zmotywować do dalszych działań, a może i sięgnięcia po inne książki w celu rozszerzenia umiejętności językowych. Tutaj są podstawy, które po opanowaniu na pewno pomogą w podstawowej komunikacji z tubylcami. Elementarz został podzielony na poszczególne lekcje. Można sobie zaplanować pracę z książką – np. jedna lekcja regularnie na 1-2 dni. Zawsze jest na początku krótkie wprowadzenie teoretyczne – albo po angielsku dla uczących się polskiego, albo po polsku dla adeptów j. angielskiego. Co mnie się podoba w szczególności:

- Elementarz został przygotowany z myślą o dzieciach i dorosłych. Można uczyć się w pojedynkę, można i z pociechą. W grupce zawsze raźniej. A podczas wspólnej nauki można mieć wielką frajdę.

- Podział na lekcje, które można rozpisać sobie w formie osobistego planera do nauki języka obcego. W ramach postanowień – nie-noworocznych powiem sobie: „Ok. Nauczę się angielskiego. Zamierzam pracować CODZIENNIE przez 15-20 minut. Regularnie. Dla siebie. Dla satysfakcji. Z uśmiechem jak banan”. Zresztą książka przez swoje słoneczne barwy oddziałuje tylko optymistycznie.

- Goethe powiedział, że iloma językami mówisz, tyle razy jesteś człowiekiem. Pewnie warto zatem zgłębić obcy język dla swojego rozwoju. Bo ucząc się obcego języka, zauważamy moc rzeczy, na które wcześniej nigdy byśmy nie zwrócili uwagi.

- Akurat przy tej książce można wykorzystać zasadę maleńkich kroczków. Materiału w poszczególnych lekcjach nie ma aż tak wiele, by się/ lub dziecko zniechęcać. To dobra wiadomość dla tych, którzy pracują i nie mają zbyt wiele wolnego czasu dla siebie.

- Prezentacja materiału przejrzysta i zrozumiała.

- Wymowa „od razu”. I taka dla przeciętnego człowieka – bez zbytecznych mądrości i zakrętasów, które podawane w tradycyjnej transkrypcji normalnie, po ludzku zniechęcają „na wejściu”.

- Spora liczba ćwiczeń. Wiele z nich do tłumaczenia. Ja akurat lubię tę formę sprawdzania wiedzy.

- Przejrzysta prezentacja nowego słownictwa na żółtych marginesach – od razu z wymową.

- Ciekawa forma graficzna. Nawiązująca do obcych kątków i zakątków na świecie. Aż chce się uczyć. Dodam tylko - ilustracje Autorki. 

- Na końcu – klucz do ćwiczeń. Można się sprawdzić. A to, co dobrze zrobione, można powtarzać, powtarzać i jeszcze raz powtarzać. A potem już stosować i cieszyć się ze swoich małych kroczków. I wielkich sukcesów. 

Wiek – dla każdego

Wydawnictwo Edipresse

sobota, 06 października 2018

 

Kubuś Puchatek – książki jak i kreskówki zdobyły sobie rzesze wiernych fanów z różnych powodów, o których teraz nie chciałabym się bliżej rozpisywać. Jednym z nich w moim akurat przypadku są liczne mądrości, których jest całe mnóstwo – do przeanalizowania, refleksji, w  końcu do zastosowania. Mądrości te (mniej lub bardziej mądre, a nawet przemądrzałe) wygłaszane są co rusz przez licznych bohaterów: samego Kubusia, Prosiaczka, Kłapouchego i innych. Sama łapię się na tym, że niektóre tak weszły mi w nawyk stosowania, że traktuję je jak swoje. Inne – po zapoznaniu się z książką – stosowałam, choć nie wiedziałam, że źródło tkwiło właśnie w „Kubusiu Puchatku” lub „Chatce Puchatka”. Moim najulubieńszym od lat jest cytat, którego niestety nie znalazłam w omawianej książce - Im bardziej Puchatek zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było. (używam, gdy długo szukam czegoś/ kogoś bez skutku)

Ale są i inne, które pewnie znacie – a które teraz zebrane w małej poręcznej książce posłużą za źródło inspiracji do używania w dniu codziennym. Kilka przykładów – więcej wraz z ilustracjami bohaterów znajdziecie już w książce, która zmieści się w torebce albo tornistrze.

A więc cytując KLASYKÓW zapamiętajcie, że:

„Jeśli nie ma tego Tutaj, to znaczy, że jest Tam” (Kubuś)

„Czasami najlepiej zrobić Nic. Z takiego Nic może wyniknąć naprawdę Coś” (Kubuś)

Kocham Prosiaczkowe: „Och jej, jak dobrze być w domu”

„Nie da się kichnąć i tego nie zauważyć” (Kubuś)

„Czas coś przekąsić” (Kubuś)

„Czasami odrobina uprzejmości wiele zmienia” (Kłapouchy)

(*Mądrości w tłumaczeniu Eweliny Gładkiej)

Wiek 6+

Wydawnictwo Egmont  

piątek, 05 października 2018

Do Oli przyfrunęła kartka, na której widniała osobliwa para: krakowiak i krakowianka w tradycyjnych strojach. Mało tego, postacie z kartki zaczęły mówić. Za pomocą jakiejś magii Ola nagle przeniosła się do dawnego Krakowa, gdzie spotkała autorkę ilustracji: siedmioletnią Zosię Stryjeńską. Dziewczynka z przeszłości jest akurat z ojcem na rynku w Krakowie. Miasto bure i szare, ale Ola zaczyna patrzeć na całe otoczenie oczami Zosi, która wyraźnie ma artystyczną duszę. Feeria barw: zabawki, owoce i warzywa na straganach, kwiaty, stroje mieszkańców. Można dostać oczopląsów. Nagle Zosia wpada na pomysł, że ona te wszystkie kolory pozbiera.  Ciekawe, jak to zrobi? Dalej Ola widzi Zofię bawiącą się w teatr, marzącą o studiowaniu malarstwa. Emocje budzi jej wyjazd na akademię za granicę i … udawanie chłopaka. Bo studia dla kobiet były wtedy zakazane. Jak wyglądało dalsze życie znanej malarki? Jak skończy się wyprawa Oli do Krakowa? To ciekawy obraz ludzi, dawnej sytuacji społecznej i kulturalnej. Podoba mi się, że bohaterką serii „Czytam sobie” została właśnie Zofia Stryjeńska (1891-1976), znakomita malarka, która walczyła o swoje miejsce na ziemi, pozycję w środowisku artystycznym. Na początku XX wieku nie było to łatwe.

Ta książka to Poziom 2. Zatem jest przeznaczona dla dzieci, które już sobie lepiej radzą z czytaniem. Poziom drugi oznacza bowiem składanie zdań, 800-900 wyrazów w tekście, dłuższe zdania – pojedyncze i złożone, elementy dialogu, 23 podstawowe głoski oraz „h”, ćwiczenie sylabizowania. Na końcu jak zwykle Dyplom sukcesu dla czytelnika i naklejki – tym razem niepodległościowe – w formie kotyliona. I właśnie na ten kotylion chciałabym tu zwrócić uwagę – i jak na nazwę serii „Czytam sobie z kotylionem”. Alfred Znamierowski, autor książki „Orzeł biały. Znak państwa i narodu”, pisze o „kokardach narodowych”, które w ostatnim czasie zrobiły olbrzymią „karierę”, a które mylnie nazywane są właśnie „kotylionami”. Przed 11 listopada jak Polska długa i szeroka wszystkie przedszkolaki robią tak naprawdę biało – czerwone kokardy. Zatem i tu pewnie powinna się pojawić nazwa „kokarda” – przynajmniej tak twierdzi znawca i autorytet w kwestii heraldyki i weksykologii.

Wiek 7+

Wydawnictwo Egmont

Maciej jest rolnikiem. Odwiedza go mały chłopiec, który w przyszłości pragnie zostać rolnikiem. Wiadomo – dzień pracy w gospodarstwie rolnym jest ciężki – ale co innego wiedzieć, co innego doświadczyć wszystkiego na własnej skórze. Chłopiec przede wszystkim musi wstać z kurami – czyli baaardzo wcześnie. Obserwuje w oborze dojenie i karmienie zwierząt, dowiaduje się, co dalej dzieje się ze zwierzęcymi odchodami. Ma możliwość poznania ekologicznych rozwiązań – bo z jednej strony odchody wykorzystywane są jako naturalny nawóz, z drugiej zaś – jako biomasa do wytwarzania energii w biogazowni. Dalej chłopiec poznaje smak żniw – koszenie zboża i przerób słomy na bele (u nas nazywane … balotami). Następnie wylewanie gnojówki do gruntu, orkę i pracę siewnika.  Obserwuje też pracę kombajnu ziemniaczanego – czyli jednym słowem jest świadkiem kiedyś bardzo popularnych w szkole (przepadały lekcje) wykopków. Na kolację szczęśliwy Gość Kasi i Macieja zajada ziemniaczki purre i jajko sadzone. Ale to nie wszystko – jest jeszcze wizyta u owiec i kóz, bo przecież bez zwierzaków nie ma prawdziwej wsi. Tak sobie myślę, że strasznie dużo działo się tego jednego dnia – znam trochę wieś i połączenie tych wszystkich robót, elementów żniw i wykopków to nie lada wyzwanie. Autorowi pewnie chodziło o przedstawienie jak najwięcej prac związanych z prowadzeniem gospodarstwa rolnego. Myślę, że przyszli rolnicy będą ukontentowani. Tym bardziej, że wszystko zostało ładnie i ciekawie pokazane na realistycznych ilustracjach.

Wiek 4+

Wydawnictwo Media Rodzina

czwartek, 04 października 2018

 

Jeśli myślicie, że w bajkach już nic więcej Was nie zaskoczy – to się mylicie. Zwłaszcza w kwestii bajkowych pocałunków. A zwłaszcza w kwestii całowania żabek. Bo w klasycznych bajkach żabka zawsze zamienia się w księcia. Tymczasem tutaj…. Nieeee, nie zdradzę. Warto na pewno zapamiętać sobie, że pycha to nic dobrego, i że za bycie pysznym, zadufanym w  sobie – może spotkać kara.  Tak jak to było w przypadku pewnego księcia, który był niezbyt miły dla napotkanej Wiedźmy. Na reakcję czarownicy długo nie trzeba było czekać – raz, dwa, hokus-pokus – książę przemienia się w kumkającą żabkę. I gdy czytelnik w najlepsze oczekuje klasycznego dalszego ciągu, następują niefortunne  zdarzenia, a sam książę pakuje się w ciągle to nowe tarapaty.

Sympatyczna, wierszowana historia z morałem – że trzeba być miłym dla innych. I że czasem coś nie idzie po naszej myśli. A nasze zachowanie może mieć niemiłe konsekwencje. Grube kartki tekturowe – na pewno przetrzymają niejedno spotkanie malucha z książką. Można wertować tam i z powrotem wiele razy.

Wiek 3+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

 

Cudna książka, która od razu trafiła do mojego serducha. Dotyczy ona tak wielu aspektów w relacjach między rodzeństwem. Jakich?

Jest tu Starszy Brat, który (ponoć) lepiej i ładniej rysuje. Jest młodsza siostra, Inka, która (ponoć) jeszcze nie ma takiej wprawy w rysowaniu jak jej Brat. Rysunki Inki są (ponoć) gorsze – tak twierdzi Inka.

Jest tu chęć dorównania Starszemu Bratu. Za wszelką cenę.

Jest odgradzanie dwóch światów – własnymi rękami – tu jest moje, a tam jest twoje. A przekroczenie granicy grozi wybuchem konfliktu na skalę międzynarodową.

Jest tajemnica, której nie można zdradzić, bo druga strona zaraz cosik spapuguje.

Jest charakterystycznie zadarty języczek – wystający z dziecięcych usteczek – ukazujący zatracenie się w robocie, pasji. Pokazujący wielkie zaangażowanie małego człowieka w to, co robi.

Są opuszczone rajtuzki – bo kto by tam pamiętał o podciąganiu garderoby, gdy trzeba tworzyć rzeczy wielkie – w postaci dzieła sztuki dorównującemu dziełu Brata.

Jest płacz. Nieee, właściwie ryk przez duże „eR”. Kiedy rysunek nie wychodzi tak dobrze, jak dziecko by sobie życzyło. I ta świadomość: Brat jest jednak lepszy.

Jest złość, którą trudno opanować.

Jest kłótnia ze Starszym Bratem – i wyzywanie od „głupich”.

Jest darcie, cięcie obrazka na kawałki.

Są wypieki. Jest buraczana twarz – czerwień z emocji.

Jest niespodzianka i rozejm – przynajmniej na jakiś czas. Prezent dla młodszej siostry od Starszego Brata. Czyż to nie piękne?

Któż tego nie zna z własnego podwórka? Tylko nie wiedziałam, że to taki wspaniały temat na książkę. To samo życie. Obudziły się wspomnienia. Pięknie zilustrowana – bardzo dziecięco. 

Wiek 3+

Wydawnictwo Zakamarki

środa, 03 października 2018

Dziś  będzie o kocie.

Kot w worku – czyli odgadnij co jest w środku - to przednia zabawa dla maluchów. Największą frajdę robi oczywiście worek ze skarbami – czyli różnymi przedmiotami o naturalnych kształtach. Są np. okulary, kwiatek, winogrono, kredka, ryba. Już samo wyciskanie tych obrazków z ramki i wrzucanie ich do worka robiło mojemu trzylatkowi wielką frajdę. Najważniejsze, by gracz (z zawiązanymi oczami) po wylosowaniu takiego przedmiotu – odgadł -  kot czy nie kot. Bo przecież nie kupuje się kota w worku:) Po prawidłowym odgadnięciu – wylosowany obrazek wraz pionkiem gracza wędruje na planszę przedstawiającą taki sam obrazek. Absolutnie nie ma czasu na nudę, bo gdy ten wariant się ogra – można skorzystać jeszcze z dwóch dodatkowych. My dla własnych potrzeb wymyśliliśmy jeszcze jeden rodzinny i trudniejszy – dorośli gracze po wylosowaniu danego przedmiotu muszą odgadnąć, co to za przedmiot – a to z początku – wcale nie jest łatwe. W pudełku znajduje się 9 plansz dwustronnych, 27 obrazków do losowania z worka, 30 pionków w 6 kolorach i woreczek. Zabawa jest przeznaczona dla dzieci w wieku 3 – 8 lat. Podczas gry jest dużo emocji i nerwów (będzie kot czy nie?), tajemnicy (ta opaska na oczach i wszechogarniająca ciemność – uwaga – starsze dzieci świetnie podglądają:) i worek kryjący tyle tajemnic), śmiechu – szczególnie gdy dorośli sobie nie radzą z zadaniem, a to się zdarza bez naszego udawania, czasem łez – o czym za chwilę. A to co najważniejsze – zabawa zbliża – szczególnie, gdy zaangażują się w nią rodzice. Obecność przynajmniej jednego dorosłego, gdy w grze uczestniczą np. 3-4-latki, jest konieczna – trzeba zawiązać oczy, podpowiedzieć, naprowadzić. A gdy gra sześcio-,  siedmiolatek trzeba być koniecznie … stróżem prawa i spokoju:) 

Gra uczy dziecko pogodzenia się z przegraną, rozwija zmysł dotyku, wywołuje salwy śmiechu, rozwija zasób słownictwa – szczególnie te najmniejsze dzieci.

Trzylatek  z rodziny musiał się grą najpierw nacieszyć sam. Wkładał przedmioty do woreczka i wykładał, pytał co przedstawiają obrazki, i znowu wykładał, rozsypywał, szukał kota – i tak chyba ze sto razy. Potem układał obrazki na planszach, by sprawdzić, czy są wszystkie. Dopiero na drugi dzień pozwolił innym członkom rodziny zagrać w jego grę:)

Wszystko solidnie wykonane – obrazki są z grubej tektury, kolorowe. I nie dadzą się tak łatwo małym rączętom – przetrzymają wiele wiele losowań.

Wiek 3+

Wydawnictwo Granna

 

Piłka nożna cieszy się ogromnym zainteresowaniem i ze zrozumiałych względów budzi oczywiście emocje. Myślę, że do sięgnięcia po tę pozycję specjalnie zachęcać nie trzeba – historia futbolu od gry kawałkiem skały przez Majów i Azteków w Ameryce Południowej i Środkowej po współczesne mecze rozgrywane na najnowocześniejszych i najpiękniejszych stadionach świata. Kto by pomyślał, że historia futbolu rozpoczęła się blisko 3000 lat temu? I że z małymi przerwami trwa do dziś. Futbolowe opowieści Michała Gąsiorowskiego czyta się dobrze. Jego styl znany jest już niejednemu czytelnikowi być może  z innej jego książki: Od koła do Formuły 1. Pisze lekko, zrozumiale, wyszukuje smakowite ciekawostki i konkretne informacje. Nie unika tematów trudnych, których tak wiele w historii piłki nożnej. Nie jestem znawcą futbolu – stąd trudno wypowiedzieć mi się na temat zawartych  książce informacji. A z własnego rodzinnego podwórka wiem, że pewne piłkarskie fakty mogą budzić emocje, długie dyskusje i mogą na dobre podzielić rozmówców: jak choćby ta wszystkim tak znana ręka Maradony: czy ona w końcu była czy też nie? Książka na pewno zadowoli młodych miłośników futbolu – nie ma tu przeładowanych informacji, a te które są – czyta się lekko: o tym jak powstała FIFA, przedstawiono Mistrzostwa Świata w poszczególnych krajach i latach, pokazano, że niekiedy futbol miał powiązania z polityką, omówiono sylwetki słynnych piłkarzy – od tych, których podziwiali nasi rodzice po współczesnych bożyszcza tłumów. Zaprezentowano znane turnieje piłkarskie – bo jak wiadomo niemal każde miejsce na świece chce takowy mieć u siebie: Puchar Narodów Afryki, Euro, Puchar Ameryki. Zobaczycie, jak wyglądają piłkarskie trofea i dotychczasowe piłki mundialowe, które stadiony na świecie najbardziej są podziwiane i zachwycają architekturą. W końcu jak zmieniała się mundialowa moda – bo to obszar też do ciekawej dyskusji. Z książki dowiecie się o niesnaskach na boisku i poza nim, kontuzjach, słynnych decydujących golach lub ich braku, karnych, straconych szansach, spalonych, a nawet skradzionym pucharze  (Anglia – 1966 r.). Wiele tych historii tutaj– niektóre trzymają w napięciu jak najlepszy thriller (to chyba dotyczy każdego opisywanego meczu), inne wzruszają (historia o piesku słynnego Garrinchy), a jeszcze inne śmieszą (brak piłek podczas Mistrzostw w Chile w 1962 r.). Jednym słowem – każdy znajdzie tu coś dla siebie.

Wiek 8+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

wtorek, 02 października 2018

Znam dzieci, które z wielkimi emocjami czekają na każdy nowy tomik serii: „Biuro detektywistyczne Lassego i Mai”. Która to już część? Przyznam się, że musiałam sprawdzić na stronie wydawnictwa: 25. To ładna liczba, nie ma co. Kilku mieszkańców Valleby otrzymało zaproszenie od hrabiego Erika von Farsena na degustację czekolady w starym zamku. Warunkiem było dotarcie do celu na rowerach. Jak się potem okazało – samochody mogłyby przestraszyć młode kaczki, które mieszkają w fosie okalającej starą budowlę. Jest miło, sympatycznie, gościnnie – jednak Maja i Lasse od samego początku są niezwykle czujni. Bo dlaczego służący hrabiego tak na wszelki wypadek zakluczył rowery wszystkich uczestników wyprawy? Dlaczego serwowana czekolada ma posmak taniej czekolady z supermarketu? Dlaczego prawie wszystkie pomieszczenia na zamku są puste – bez mebli i dzieł sztuki? Te są jedynie w jednym pokoju, w którym podejmowani są goście. I to dziwne zachowanie hrabiego i jego służącego. Jak się potem okazało – wszystkie podejrzenia jak najbardziej uzasadnione.

Kolejny tomik serii niesie z sobą wiele niespodzianek, jest tajemnica i jest rozwiązanie. Znów pojawiają się mieszkańcy malutkiego szwedzkiego miasteczka, którzy w tej części dają się skusić na obiecanki cacanki hrabiego. Są czarne charaktery, które są w każdej części o Lassem i Mai przysłowiową wisienką na torcie. Główny bohater potrafi mamić, mówić miłe słówka – człowiek zastanawia się, jak sam zachowałby się w takiej sytuacji. A gdy w planach pojawia się podróż każdego roku na wyspę niedaleko Jamajki. Ooooo – to już naprawdę, nic tylko decydować się na współpracę z Hrabim. Na szczęście Lasse i Maja studzą gorące głowy i pomagają rozwiązać tę kryminalną sprawę.

Duża czcionka, szeroka interlinia, krótkie rozdziały, świetne ilustracje.

„Biuro detektywistyczne Lassego i Mai” trzyma poziom.

Wiek 6+

Wydawnictwo Zakamarki  

poniedziałek, 01 października 2018

 

Patrząc na tytuły ostatnich tomików wydanych w ramach serii „Czytam sobie” na pewno rzuca się w oczy to, że wiele wśród nich propozycji realistycznych, nawiązujących do historii powszechnej albo naszej narodowej.

Tymczasem Historie spod podłogi. Serce to przykład opowieści fantastycznej, poruszającej czytelniczą wyobraźnię. Zresztą po Justynie Bednarek można się tego było spodziewać (w pozytywnym tego słowa znaczeniu). Czytałam jej dwie książki: Pan Kardan i przygoda z vetustasem i W to mi graj. Bajki muzyczne. Jakże niesamowite rzeczy tam się działy. I choć w przypadku „Serca” na usta aż się ciśnie: toż to bajka, sama autorka tak mówi o swojej książce: „Historie spod podłogi wzięły się z samego życia. Wszystkie postaci są prawdziwe”.

Puchate kurzowe stworki: Kudełek i Grubelek uwielbiają …słuchać radia, dobre jedzonko i spacery z ukochanym zwierzątkiem. Ale nie z kotkiem czy pieskiem – z niesporczakiem Pulpetkiem. Podczas tych spacerów i wypraw całą trójkę zawsze czeka jakaś niezwykła przygoda. Cztery opowiastki – niektóre nawet mrożące krew w żyłach. Jednak spokojnie – na miarę małych czytelników.

Książka została wydana w ramach serii „Czytam sobie”, poziom 3 (połykam strony). Dla tych, którzy nie zetknęli się z tymi małymi cudeńkami wspierającymi naukę czytania, zaznaczę tylko, że poziom 3 to ostatni i najbardziej wymagający etap nauki czytania przeznaczony dla dzieci w wieku 5- 7 lat. Oznacza to: 2500-2800 wyrazów w tekście, użycie wszystkich głosek, zdania bardziej złożone i dłuższe, alfabetyczny słownik wyrazów. Po lekturze dziecko może zdobyć „Dyplom sukcesu” (na końcu książki. To ważne dla początkującego czytelnika, który zmierzył się z książką, która tak bardzo przypomina lekturę dla dorosłych – a to przecież daje satysfakcję:) Jest również część Notuję sobie – do prowadzenia notatek bardzo osobistych i subiektywnych upodobań czytelnika. Są zadania dla mistrzów czytania – kto co zapamiętał z przeczytanej historii. I słowniczek trudniejszych wyrazów, które wzbogacają słownictwo: bingo, dyndający, emocjonujący, froterka, małomówny, wtórować. Mnie najbardziej spodobał się wyraz „tałatajstwo”.

Wiek 7+

Wydawnictwo Egmont

sobota, 29 września 2018

Hipolit Kabel to jamnik krótkowłosy. Jego najlepszym przyjacielem jest kot: Alojzy Kocioł. Widząc tę dwójkę przyjaciół od razu na myśl przychodzi stare przysłowie: żyć jak pies z kotem. Ale na szczęście nie sprawdza się ono w tym przypadku.  Obydwaj panowie są za to jak ogień i woda. Dwa przeciwieństwa, które wspaniale i mądrze się uzupełniają. Hipolit lubi czasem poeksperymentować w kuchni. Wtedy z przyjemnością zaprasza Alojzego do siebie w gościnę. Ta dwójka w ośmiu krótkich opowieściach patrzy na życie z kocio – psiej perspektywy. Komentuje wiele aspektów, które są elementem również naszego życia. Hipolit uwielbia pokazywać swoje codzienne życie na portalu Pod Budą. Portalu, który do złudzenia przypomina hołubiony przez wielu Instagram. Pewnego dnia pies stwierdza, że jego życie jest do kitu. Przecież inni pokazują się na najwyższej górze świata, chwalą się dyplomami z wyróżnieniem. A on co? Myślał, że kogoś zainteresuje jego fotka z durszlakiem. Zdjęcia, oderwane od rzeczywistości, na których „malutki basen wygląda o wiele lepiej niż największa błogość”. Na szczęście przyjaciel Alojzy ma zdrowe podejście do życia i szybko przemówi Hipolitowi do rozsądku. Z tych opowieści uczymy się tego, że w przyjaźni raz jest lepiej raz gorzej, że zdarzają się kłótnie, że przyjaźń należy pielęgnować. I że kiedy wydaje się, że jest się samotnym, że nikt nas nie kocha i nie lubi – wielkim lekarstwem na tego typu bolączki  jest właśnie prawdziwy przyjaciel. A zły dzień za jego sprawą może przekształcić się w dobry dzień. Z przyjacielem można pójść na długi spacer, można uczyć się dobrych manier (cokolwiek to znaczy), można zrozumieć, na czym tak naprawdę polega Boże Narodzenie.

Cudne, pełne humoru i mądrości opowieści Roksany Jędrzejewskiej-Wróbel, która często czyni zwierzęta bohaterami swoich książek. Ale to właśnie w nich znajdujemy siebie – razem ze swoimi przywarami i zaletami. Śmiejemy się, dziwimy się jak nasza natura bywa albo skomplikowana albo prosta.

Wiek 5+

Wydawnictwo Adamada

piątek, 28 września 2018

Świetna propozycja dla miłośników komiksu, dinozaurów. Choć muszę tu dodać – pierwszy raz spotkałam się z nazwą: naukomiks. Można się oczywiście domyśleć, że naukomiks to coś więcej niż komiks: niesie z sobą treści naukowe, edukacyjne. A taka właśnie jest ta książka. Właściwie patrząc na naszą dinozaurową półeczkę, to muszę przyznać, że są na niej głównie książki, które przedstawiają różne gatunki dinozaurów, ich cechy charakterystyczne, styl życia, odżywanie, charakter. Tymczasem książka Reeda traktuje głównie o ludziach związanych z badaniami nad dinozaurami, rozwoju paleontologii. Oczywiście jest i spora dawka wiedzy o dinozaurach – ale nie na pierwszym planie. Tutaj na czoło wysuwają się ludzie, dzięki którym mamy dziś sporą wiedzę na temat olbrzymów z przeszłości, ich pasji, ambicji, marzeń i planów. Już sama geneza rozwoju paleontologii jest ciekawa – wiecie kiedy zaczęło się skamielinowe szaleństwo? W Anglii wybuchła rewolucja przemysłowa, ludzie zaczęli kopać w ziemi – zaczął rozwijać się przemysł – i co rusz odkrywano, że ziemia kryje nieznane skarby. To był początek – a takie osoby jak Buckland, Mantell, Owen, Darwin zajęły się tematem profesjonalnie. Na kartkach komiksu można zaobserwować jak pracowali w plenerze, naukowo. Bardzo ciekawą postacią była Mary Anning, która jako dziewczynka znalazła pierwszą skamielinę – po czym zajmowała się tym przez 35 lat swojego życia. W książce w ciekawy sposób pokazano też swego rodzaju … współzawodnictwo między zbieraczami skamielin, ich upór, chęć zdobycia rozgłosu a nawet sławy. Miały miejsce fałszerstwa, plagiaty, kompromitacje. Książka po trosze naukowa, po trosze sensacyjna – o ludziach i ich życiu, o tym, co się im udało, a co nie. A może ktoś po lekturze zainteresuje się paleontologią i zechce rozwijać swoje życiowe pasje? Jak się okazuje, wiele zależy od przypadku.

Wiek 9+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

czwartek, 27 września 2018

 

Pewnie kojarzycie postać Newta Skamandra. Pisałam o nim przy okazji innej książki (można poczytać tutaj). Tym razem to on właśnie jest autorem niniejszej książki. W przedmowie pisze: Książka „Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć” jest owocem mojej miłości do tych stworzeń. (…) mam głęboką nadzieję, że nowe pokolenie czarownic i czarodziejów odnajdzie na jej stronach świeży bodziec, by pokochać i chronić te niewiarygodne stworzenia, podobnie jak my obdarzone magicznymi zdolnościami”. My, w każdym razie ja na pewno, jesteśmy Mugolami, którzy całość traktują jako czystą fantazję, zabawę. Na książkę zatem można spojrzeć dwojako: czarodzieje potraktują ją jako (a wierzę, że takowi są wśród nas) – źródło nieocenionej wiedzy w wykonywanym zawodzie. Mugole – jako rozrywkę, ciekawostkę, świat fantazji, w którym można dać upust swojej wyobraźni. Zarówno dla miłośników i znawców fantastycznych zwierząt jak i dla Mugoli niezwykle interesującym będzie sam wstęp o magicznych zwierzętach, tak konsekwentnie tropionych przez Newta przez długie lata.  Niestraszne mu dalekie krainy, dżungle i pustynie – przez całe życie podążał tropem tych wszystkich stworzeń opisanych  w książce. Sklasyfikowane przez Ministerstwo Magii według 5 kategorii: x – nudne, xx niegroźne, xxx odpowiedzialny czarodziej powinien dać sobie rade, xxxx groźne, xxxxx znany morderca czarodziejów (nie nadaje się do udomowienia ani tresury). Dane gatunki opisane od A do Z. Początek – Akromantula – gigantyczny pająk z Borneo, potrafiący posługiwać się mową ludzką. Kończy opis Yeti. Są wśród nich mało znane osobniki: Znikacz, Bystroduch, Jeżanka, Żądlibąk. Ale również i takie, które gdzieś tam tkwią w powszechnej świadomości: Wilkołak, Yeti, Jednorożec, Troll, Sfinks, Wąż Morski czy Chochliki. Opisy danych gatunków nie są sporządzone według jednego schematu. Jedne dłuższe, kolejne krótsze. Są w nich informacje nt. pochodzenia, wyglądu, sposobu rozmnażania, odżywiania, zachowania, oczywiście wspomniane już krzyżyki informujące o stopniu niebezpieczeństwa. Do tego dochodzą rewelacyjne wielkoformatowe ilustracje. Książka jest pięknie wydana. Tak sobie prywatnie myślę, że i J.K.Rowling i Olivia Lomenech Gill musiały nieźle się bawić przy pisaniu i ilustrowaniu tej książki. Wielka jest wyobraźnia obydwu pań. Opisać i narysować tak, że nawet Mugol jest w stanie uwierzyć, iż te wszystkie stworzenia istnieją naprawdę. I że to wszystko faktycznie się dzieje. Że Nieśmiałek pilnuje drzew i jest gotów nawet zaatakować, jeśli ktoś zagraża drzewu, które jest jego domem. Albo taki Demimoz – zwierzę do wytropienia tylko przez najlepszych łowców. Z cennymi włosami, z których robi się peleryny niewidki.  Takie rzeczy do odkrycia w tej niezwyklej książce.

Wiek 8+

Wydawnictwo Media Rodzina

środa, 26 września 2018

Uwaga! Ta książka jest niebezpieczna! Wciąga  niemiłosiernie. Lektura do wielogodzinnego studiowania, szukania, delektowania się, śmiania, pokazywania, analizowania. Otwiera się jedną rozkładówkę, potem drugą, trzecią – człowiek przepada. Tyle tu szczegółów, szczególików, którym trzeba się przyjrzeć. To istne kompendium wiedzy na temat krasnoludkowego świata. Raj dla poszukiwaczy wrażeń. Ach, i najważniejsze, o czym zapomniałam dodać na samym początku: gdyby ktoś miał wątpliwości, czy krasnoludki istnieją, to po tej lekturze takich wątpliwości już mieć nie będzie. Krasnoludki istnieją naprawdę. Autor co rusz porusza tu znane i mniej znane fakty, że np. są trzy rodzaje krasnoludków: leśne, domowe i bajkowe. O tym, że uciekają z książek z powodu ciasnoty. Że można zarazić się poważną chorobą o zaskakującej nazwie: „krasnoludoza”. Można też poznać najczęstsze choroby krasnoludków i stosowane na nie lekarstwo (Krasnovital). Na okładce przeczytacie o 465 krasnoludkach -Pytanie, czy ktoś się pokusi o policzenie ich i o weryfikację?

Książka przede wszystkim obrazkowa. Od czerwonych krasnoludkowych czapeczek można dostać oczopląsów. Krasnoludki na olimpiadzie, w kosmosie, w różnych środkach transportu. Jak się okazuje – krasnoludki mają poważny wkład w rozwój rzeczy i zjawisk towarzyszących nam w naszym codziennym życiu. Są odpowiedzialne za dojrzałe owoce, dziury w serze, pękające baloniki, odpadające guziki, zagubione klucze i inne przedmioty, dodatkowy brzuszek przy literce „B”. Nie mówiąc już o ich ogrrrrrromnym wkładzie w rozgardiasz poranny. Spóźniłeś się, kleją ci się oczęta niby z niewyspania, w zlewie przybywa brudnych naczyń i śmieci na podłodze – za tymi nieszczęściami stoi ktoś trzeci. A tym kimś są krasnoludki. Myślę, że sam autor nieźle się bawił przy tej książce – wymyślił mnóstwo ciekawych i zaskakujących sytuacji, utworzył ciekawe krasnoludkowe neologizmy. Jednym słowem: bomba! Jak sam tytuł mówi: fakty, mity, głupoty. A co jest czym – to już zależy od tego, jak zostaną przeczytane i zinterpretowane przez poszczególnych czytelników.

Można oglądać tam i z powrotem w nieskończoność - a to dzięki grubym, sztywnym, kartonowym kartkom. 

Wiek 3+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

wtorek, 25 września 2018

Motyle są w modzie. Podobnie jak i inne zapylacze. Ostatnio zrobiło się o nich głośno i dobrze, bo już sam Einstein ponoć mówił (ponoć, bo są i tacy, którzy szukają źródła tej wypowiedzi i znaleźć nie mogą. Ale brzmi mądrze i niestety złowieszczo):  Jeśli wyginą pszczoły, człowiekowi zostaną cztery lata istnienia. Wprawdzie mowa tu o pszczołach, ale obok pszczół to właśnie motyle należą do najpopularniejszych zapylaczy  - znów „ponoć”, bowiem bazuję na danych z Internetu. I dobrze, że jest takie „zamieszanie” – i z pszczołami, i z motylami, bo człowiek wiele rzeczy niszczy na plancie – jeśli nie szybko, od razu, to stopniowo. Takie książki jak ta uwrażliwiają najmłodsze dzieci na współczesne problemy Ziemi. Starsze mogą oczywiście sięgnąć po bardziej obszerną literaturę. Natomiast maluchy z taką lekturą poznają skrzydlate cuda natury, które odgrywają niezwykle ważną rolę w środowisku. Autorzy przedstawili kilka gatunków motyli, ich cechy charakterystyczne, przedstawiają środowisko, w jakim żyją, przytaczają ciekawostki. Dzieci mają możliwość poznania takich motylich przedstawicieli. Są tutaj Rusałka pawik, Osadnik egeria, Rusałka admirał, Latolistek cytrynek, Zmrocznik przytuliak, Plamiec agreściak, Przestrojnik trawnik, Kraśnik sześcioplamek, Niepylak apollo, Rusałka ceik, Paź królowej, bielinki, modraszki, czerwończyki, Przylepek nakropek, piórolotki, Zorzynek rzeżuchowiec, Mieniak tęczowiec, Dostojka Latonia, Rusałka kratkowiec. Zobaczcie – aż tyle okazów zmieściło się w książce. Niektóre z nich bardzo popularne, często występujące okazy – znam z mojego ogrodu. Inne z kolei bardzo rzadkie – wszystkie piękne: dzienne i nocne. W moim ogrodzie latem latają całe chmary: Paź królowej, bielinki, Rusałka pawik i Rusałka admirał są mi dobrze znane. I ich gąsienice co rusz spotykane: a to wędrują po murze, a to po ciepłym od słońca tarasie.  Nie mówiąc już o pewnej włochatej osobnicze, która pewnego dnia spadła na mnie podczas czytania lektury pod drzewem. Książka przybliża poszczególne motyle, przekazuje krótkie informacje na ich temat. Tych wiadomości nie ma aż zbyt wiele – w sam raz dla maluchów. Niektóre wzbogacone są dodatkowym zdjęciem, rysunkiem Helenki (może zachęci to najmłodszych do wykonania własnych obserwacji i prac). Dzieci poznają cykl rozwojowy motyli, gąsienice, charakterystyczne ubarwienia, specyficzne odżywianie – co jest niezmiernie ciekawe. Bowiem wielu motyl kojarzy się  nektarem kwiatowym. Tymczasem są gatunki, które preferują odchody innych zwierząt i gnijące resztki owocowe. Wszystko pięknie zilustrowane przez Ewę Kozyrę-Pawlak, Pawła Pawlaka i Helenkę. Motyle z różnej perspektywy, narysowane, powycinane i naszyte na tkaninę – wyglądają jak żywe. Ja mam tylko nadzieję, że po tej lekturze dzieci (a przynajmniej niektóre - o ile tak do tej pory miały) przestaną łapać motyle, a gąsienice nie będą budzić w nich strachu i obrzydzenia.

PS. Latem dostałam od znajomej wielki pęk kopru. To na nim była olbrzymia gąsienica pazia królowej. Została wyekspediowana do ogrodu.

Wiek 4+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia  

poniedziałek, 24 września 2018

Ela lubi wszystkie psy. I bardzo marzy o swoim psiaku. Dziewczynka w dniu codziennym ma do czynienia z różnymi psami, różnym rasami. Ale jest jeden minus – żaden z psów nie jest jej. Prośby Eli  o psa tato dziewczynki zbywa zdawkowym „Zobaczymy”. I tak jest ciągle. Tymczasem marzenie jest wciąż aktualne i nie zmienia się, mimo że Ela poznaje również minusy posiadania zwierzęcia. Bo trzeba z nim wyjść  na spacer, gdy na dworze plucha i mróz. Niekiedy psiak pomoczy śliną, albo tak mocno pociągnie, że trzeba puścić smycz. I czasem chrapie tak głośno, że zasnąć nie można. I nie chce słuchać, tylko uparcie nie rusza się z miejsca. To wszystko nic nie znaczy dla Eli – liczy się tylko pies. Aż w końcu nadchodzi ten dzień , kiedy … Pewnie już się domyślacie , jakie będzie zakończenie tej historii.

Cudna opowieść dla najmłodszych dzieci, która pokazuje, że warto mieć marzenia, i że pies to przede wszystkim odpowiedzialność. Przy tej lekturze można rodzinnie porozmawiać o obowiązkach wynikających z posiadania zwierzęcia w domu – wszystkich plusach i minusach. Książka jest do tego pięknie zilustrowana. Kilka lat temu (jak ten czas biegnie – sprawdziłam 8 lat!) pisałam już o Eli. Polecam również Jabłonkę Eli, o której możecie przeczytać tutaj.

Wiek  3+

Wydawnictwo Zakamarki

niedziela, 23 września 2018

 

Ciekawe uzupełnienie do wszystkich części „Harrego Pottera”. Dla miłośników przygód czarodzieja i jego przyjaciół z Hogwartu. Dla tych, którzy w latach 90-tych i troszkę później, z zapartym tchem czekali na kolejną część i dorastali razem z Harrym, Hermioną i Ronem. Również dla tych, którzy właśnie dopiero odkrywają świat stworzony przez J.K. Rowling. Harry Potter nieźle narozrabiał w literaturze. 26 czerwca 1997 r. ukazało się pierwsze wydanie „Harrego Pottera i Kamienia Filozoficznego”. Pamiętacie, jakie to było szaleństwo? Zakupy nocne w księgarni, wypowiedzi różnych autorytetów, że Harry jest albo „cacy” albo „be”. Wracając do omawianej lektury - z jednej strony ta książka to podróż przez historię magii (jak wskazuje tytuł),  z drugiej zaś – możliwość poznania w skrócie losów Harrego Pottera i tematyki całego cyklu. Jak się okazuje – powstawanie tej książki było żmudnym i powolnym procesem. Na początku był pomysł, jaki pojawił się w głowie autorki w opóźnionym pociągu na trasie Manchester – Londyn – dojrzewał on powoli od 1990 roku. Książka oprócz smaczków w postaci rewelacyjnych ilustracji J. Kay’a zawiera korespondencję, streszczenia przygotowane dla wydawnictwa. Wydawca Bloomsbury postanowił skorzystać z recenzji najbardziej wiarygodnego recenzenta – dziecka, a dokładniej córki, która po przeczytaniu kilku stron domagała się dalszego ciągu. I tak to się zaczęło. Machina ruszyła. Ta książka przybliża postacie występujące w książce – nauczycieli i uczniów, zagadnienia związane z eliksirami i alchemią, zielarstwem, zaklęciami, astronomią, obroną przed czarną magią, opieką nad magicznymi zwierzętami. Nawiązuje to całej serii, szuka punktów odniesień w światowej literaturze – pokazując piękne ryciny, drzeworyty, ilustracje. Sięga do źródeł – wskazuje źródła mitów, jak choćby tego, dlaczego wiedźmę przedstawia się przy wielkim saganie nad paleniskiem. I są rysunki autorki. Szkicowała je podczas pisania. W ten sposób można zobaczyć, jak J.K. wyobrażała sobie swoich bohaterów – zanim nastała wersja ilustrowana książki i filmy. Dla miłośników „HP” – pozycja obowiązkowa.

Wiek 8+

Wydawnictwo Media Rodzina

sobota, 22 września 2018

Ktoś może zadać pytanie: „No dobrze: Czytam sobie. Poziom 3” i co dalej? Tymczasem pojawiła się nowiuteńka, świeżuteńka seria dla bardziej zaawansowanych czytelników, właśnie takich, dla których wspomniany wyżej Poziom 3 to już żadna przeszkoda. Dzieci, które go opanowały, mogą w przypadku „Czytam z bakcylem” liczyć na rozbudowaną fabułę, zdecydowanie więcej stron. Nadal pozostaje poręczny format, który pasuje do mniejszych rąk, wiele ilustracji, dość szeroka interlinia, wyraźna czcionka. Te dwa elementy są niezwykle ważne – kilka dni temu mój 10-latek przyniósł do przeczytania lekturę szkolną. Chodzi o „Katarynkę” Prusa wydaną dawno temu – tego nie dało się czytać właśnie ze względu na mikroskopijną czcionkę i wąską interlinię – naprawdę groziło osłabieniem wzroku. Wracając już do serii „Czytam sobie z bakcylem” – do tej pory ukazały się dopiero dwa tytuły, ale mamy oczywiście nadzieję na więcej: opisywana właśnie „Tajemnica namokniętej gąbki” i „Maurizio. Kot w okularach” ( o niej wkrótce).

Zofia Stanecka wspomina, że do napisania „Tajemnicy …” zainspirowały ją wspomnienia sprzed lat – kiedy to jej bracia darzyli ją opowieściami o podobnej tematyce, mrożących krew w żyłach i wywołujących gęsią skórkę. Tajemnicę tej dawnej namokniętej gąbki z opowieści braci autorka postanowiła wyjaśnić po latach – po swojemu. Czy się udało? Mnie się wydaje – że tak (ciekawe tylko, co bracia na to?). W szkole Bratka zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Chłopiec wezwany za karę do tablicy bierze w dłonie kredę – o zzzrgozzzo, mokrą i śliską, o zielonkawej barwie. Na dodatek tego, z rąk nauczycielki wyślizguje się namoknięta do granic możliwości gąbka. I gąbka i kreda śmierdzą strasznie. W znalezionych trampkach pełno zielonych glonów. Bratek z Ziutkiem postanawiają wyjaśnić Tajemnicę Namokniętej Gąbki. Pewnego dnia Ziutek przechodząc koło szkoły zauważa w oknie jakiś cień tajemniczej postaci. Po żmudnym śledztwie okazuje się, że ten cień należy do…. No właśnie do kogo? Przyjaźń, przygoda, zagadki i tajemnice, szkolny klimat, wścibska siostra Klara – to wszystko znajdziecie w tej dosyć sporej książce. Warto – dla fajnej przygody, dla tajemniczych spotkań i dla ilustracji.

Wiek 8+

Wydawnictwo Egmont