Archiwum
Zakładki:
Dla dzieci
Lubimy czytać:) Książki ustawiam na półkach według kategorii: półeczka maluchów, starszaków, 6-10, 10+, półeczka młodzieży i rodziców. Wszystko w tagach
Autorzy i ilustratorzy książek
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
O książkach dla dzieci
Szablon blogu
Tutaj piszę o książkach
Wydawnictwa, z którymi współpracuję
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli
czwartek, 06 lipca 2017
Smerf finansista - Peyo

Smerfy mają swoich fanów. I kreskówka i komiksy. Dodam tylko, że najpierw był komiks dopiero później wersja filmowa. Pojawiły się w latach 60-tych ubiegłego wieku. Z ich powstaniem związana jest zabawna historia, którą znalazłam na stronie Wikipedii:

”Schtroumpf (wym. „sztrumpf”) jest wymyślonym słowem. Według informacji z wywiadu przeprowadzonego z Peyo, nazwa przyszła mu na myśl w czasie, kiedy prosił przyjaciela o sól podczas obiadu: próbując przypomnieć sobie słowo, które wyleciało mu z pamięci, ostatecznie rzekł: „Passe-moi le schtroumpf” („Podaj mi schtroumpf”). Słowo, które brzmi podobnie do niemieckiego strumpf (skarpeta), co jest zbiegiem okoliczności, zostało następnie przetłumaczone na prawie 30 języków. W każdym przypadku małe, niebieskie ludziki okazały się komercyjnym przebojem. Smerfy zdobyły szybko tak dużą popularność, iż stały się bohaterami oddzielnej serii komiksowej, która w krótkim czasie osiągnęła wielki sukces.”

(źródło Wikipedia) 

Smerf finansista opowiada takie oto zdarzenie: Papa Smerf doznaje poważnego wypadku. Pomóc mu może tylko lekarstwo przyrządzone przez czarodzieje Omnibusa. Jeden z małych niebieskich ludków udaje się więc do maga z prośbą o pomoc. Podczas wyprawy smerf ów poznaje pojęcie pieniądza. Wpada na genialny pomysł wprowadzenia w wiosce smerfów do obrotu złotych monet. Oj – a Papa Smerf cały obolały leży w łóżku i nie ma wpływu co się dzieje w jego małej społeczności. Pieniądz sprawił, że zmyślne smerfy za wszystko sobie teraz każą płacić: za posiłek, chleb, koncert, nawet za kultową … niespodziankę. Długo nie trwało a jedni się wzbogacili inni totalnie zubożeli i w dodatku się zadłużyli. Bo jak na życie ma zarobić Śpioch, którego najważniejsza rzeczą w smerfnym życiu jest …. słodki sen? Oczywiście pojawi się zły czarownik Gargamel i jego kocisko Klakier. Smerfy napytają sobie biedy właśnie przez pieniądze.

Kolejna smerfowi historia, pełna humoru: językowego, sytuacyjnego. Dla fanów maleńkich ludzików i nie tylko.

Wydawnictwo Egmont

środa, 05 lipca 2017
Co się stało? - Małe wypadki - Karolina & Hans Lijklema

Chyba to znacie: chuchanie i dmuchanie na pociechę, by nic jej się nie stało. Ostrzeganie, napominanie: nie wchodź, nie podskakuj, nie wspinaj się, nie biegaj za szybko …. A dzieci i tak swoje. A potem: jest działanie – jest i konsekwencja. I można gderać po 100 razy – reakcja raczej taka sama. Może wynika to z tego, że nie posiadają one umiejętności przewidywania skutków swoich czynów i działań. A dorośli – z drugiej strony – potrafią nieźle wystraszyć. Ta książka pokazuje małym dzieciom co się stanie, gdy będą robiły to i tamto. Jeśli pies ugryzie w nogę – wówczas trzeba będzie założyć opatrunek na bolesną ranę, nieuwaga i zderzenie z latarnią przyczynią się do olbrzymiego guza na głowie, chodzenie w ciemności może spowodować nieprzyjemny wypadek z okularami, jazda na rowerze bez kółek, bez odpowiednich umiejętności, to murowana wywrotka i pokiereszowane kolana, natomiast rozgryzanie twardych orzechów bez pomocy dziadka do orzechów może skutkować wyłamanym zębem, a zabawa z niesfornym kotem – podrapaną buzią. Oj czai się tych mniejszych i większych niebezpieczeństw cała masa. Na końcu książki strona „Au! Trzask! Łup! Bum!” Co ci się stało?” Autorzy przewidzieli właśnie ostatnią stronę na „małe ała” małego czytelnika. Choć oczywiście tego nikomu nie życzę.


Każda rozkładówka to kolejne zdarzenie. Coś się stało. Z pewnością ta niepozorna książka pomoże uświadomić dzieciom, że niekiedy trzeba bardziej uważać. Zabawa jak najbardziej TAK – ale warto uczyć się ostrożności i dbania o siebie.

Wiek 3+

Wydawnictwo Widnokrąg

wtorek, 04 lipca 2017
Serafina i czarny płaszcz - Robert Beatty

 

Przyznam się, że do rewelacji okładkowych typu „Ponad 50 tygodni na liście bestsellerów New York Timesa” podchodzę raczej z rezerwą. Wiele razy po prostu się zawiodłam. No cóż, zabiegi marketingowe mają jedno na celu – zainteresowanie danym tytułem. Tymczasem książka o Serafinie naprawdę pozytywnie mnie zaskoczyła. Czytałam długo w noc i zła byłam, że oczy mi się kleją, bo chętnie poczytałabym nawet do białego rana. Serafina ma dwanaście lat i o jej istnieniu wie niewiele osób. Razem z ojcem mieszka w piwnicy wielkiej posiadłości państwa Vanderbiltów. Rodzic jest tu krótko mówiąc panem złotą rączką, który naprawi każdy mechanizm i urządzenie. Olbrzymi budynek rozbłysnął elektrycznością. Tymczasem ktoś lub coś spowodowało, że prąd zgasł i wszyscy pogrążyli się w ciemności. Serafina wędruje tymczasem po piwnicy i poluje na szczury. Ojciec (jakkolwiek to brzmi) pieszczotliwie nazywa córkę Główną Łapaczką Szczurów – w skrócie GŁS. Serafina to istota niezwykła. Wygląda inaczej niż dzieci w jej wieku, ma tylko po cztery palce u rąk i nóg, świetnie porusza się w ciemności, ma doskonały wzrok i węch. Nagle dziewczynka z ukrycia dostrzega dziwacznego osobnika w czarnym płaszczu. Budzi grozę i rozsiewa nieprzyjemny zapach. Jednocześnie w wielkim budynku zaczynają znikać małe dzieci. Horror się zaczyna i nikt z dorosłych nie ma pomysłu jak znaleźć tajemniczego porywacza. Czytelnik zostaje wciągnięty w klimatyczną historię z zaskakującymi zwrotami akcji, odrobiną strachu i niepewności.

W trakcie lektury autor stopniowo zdradza nam tajemnice dziewczynki i ojca, tak więc pytania i wątpliwości na pewno zostają rozwiane. Serafina postanawia na własną rękę rozwiązać tajemnicę czarnego płaszcza. Wchodzi w miejsca, w których nie powinno jej być. Zaczepia ludzi, którzy nie darzą jej sympatią. Spotyka się z dużą wrogością – no cóż, czytając opis jej wyglądu, na pierwszy rzut oka widać było, że Serafina jest dziewczyną z nizin społecznych.  Nie wszyscy ufali jej od razu. Choć jest jeden bardzo pozytywny wyjątek. Generalnie książka trzyma w napięciu do samego końca – a koniec – jak w bajce, przynosi dobre wieści.

Książkę czytało się wyśmienicie. Autor przeniósł nas do innej epoki – do Ameryki końca XIX wieku. Jednak oszczędził młodemu czytelnikowi długich opisów. Nawet jeśli się takowe pojawiały – dotyczące choćby wyglądu osób czy domostwa, dawkował porcję informacji w odpowiednich ilościach, by nie zanudzić. Wystarczyło to, żeby wyobrazić sobie Serafinę, wielki dom i okolicę – zwłaszcza złowrogi las. O osobniku w czarnym płaszczu nie wspomnę.

Mieszanka przygody, grozy i fantastyki. Myślę, że spodoba się nie tylko młodszym czytelnikom. Sama książka oprócz wciągającej historii uświadamia młodemu czytelnikowi, jak ważna w życiu jest przyjaźń. I to mimo różnic społecznych czy wyglądu. Bardzo spodobała mi się postać chłopca z tak zwanego dobrego towarzystwa, który mimo różnych przeciwności zaprzyjaźnił się z Serą. Oj nie raz zagrał na nosie nadętym arystokratom i służbie.

Tymczasem odkryłam właśnie, że na jesień szykuje się kolejna część serii o Serafinie. We wrześniu ma się ukazać – Serafina i pokręcony kij. I ja osobiście już bardzo się na to cieszę:)

Wiek 9+

Wydawnictwo Mamania  

poniedziałek, 03 lipca 2017
O srebrnej łyżeczce - Justyna Bednarek/ il. Daniel de Latour

Czytając książkę Justyny Bednarek zdałam sobie sprawę, że do tej pory srebrne bądź złote łyżeczki  i łyżki darowane z okazji narodzin dziecka, na przykład z wygrawerowaną datą, są tylko miłym prezentem – już na zawsze. Tymczasem lektura tej książki uzmysłowiła, że można prezent ów potraktować jako narzędzie, które pozwoli zaczerpnąć z obfitości jakie oferuje życia. To symboliczny podarek, elegancki a zarazem praktyczny, który sprawi, że można będzie z życia czerpać garściami, ile tylko dusza zapragnie. Tak jak mały Dawidek, który pod koniec książki staje się dorosłym Dawidem. Tytułowa srebrna łyżeczka najpierw należała do jego rodziców – pana Lahmana i pani Lahmanowej, którzy pojawili się za sprawą Stwórcy. Potem do ich synka. Mały chłopczyk za sprawą łyżki mógł posmakować najlepszych smakołyków przygotowanych przez matkę, zdobył przyjaciółkę – gęś, która dzięki swojemu odbiciu w srebrnej łyżeczce zrozumiała, że jest pięknym zwierzęciem i dzięki temu pozbyła się wszelkiej złośliwości. W końcu przez łyżkę wdał się w konflikt z kolegą, który podmienił mu jego łyżkę – tutaj Dawid mógł z kolei zabłysną mądrością i dobrocią. Łyżka służyła do karmienia córeczki Dawida i do jego obrony przed zbójcami. W końcu, kiedy Dawid musiał opuścić rodzinne miasteczko, łyżka została, by po wielu latach trafić w rączki małej wówczas Justynki – autorki tejże książki. Łyżka istnieje naprawdę (zdjęcie na końcu książki), i był również chłopiec, który nazywał się Dawid Lahman, do którego owa łyżka należała. A czy wszystko w tej historii było prawdziwe? Kto to wie….

Pięknie opowiedziana historia, w której znajdziecie mnóstwo motywów biblijnych i żydowskich. Świat namalowany niezwykle plastycznym językiem, dzięki czemu tak łatwo  można go sobie wyobrazić podczas czytania. To w końcu świat, którego już nie ma. Małe senne przedwojenne miasteczko, w którym społeczność żydowska mieszkała obok polskiej. Dwie kultury zazębiające się ze sobą. Słychać gwar nawoływań w  różnych językach, krzątaninę gospodyń, podniebienie łechtają zapachy czuleniu, pieczonej świeżutkiej chałki. Lubię, gdy jakiś szczegół przedmiot jest początkiem jakiejś opowieści. To opowieść autorki. Ile jeszcze takich drobiazgów codzienności, które czekają na swoją właśnie historię.

Wydawnictwo Egmont

niedziela, 02 lipca 2017
Lucky Luke i Daltonowie - René Goscinny, Morris, Greg

Komiksy o Lucky Luku i Daltonach uzależniają. I bawią każde pokolenie. Nieważne czy mali, czy duzi – każdy z pochyloną charakterystycznie głową tkwi śledząc dzielne czyny kowboja aż nie skończy. Ostatnia strona to i tak zawsze uczucie niedosytu. Niedawno ukazały się dwa kolejne wznowienia.

Miasteczko Fenton Town właściwie to nie ma szczęścia do zacnych obywateli. Najpierw w rękach rzezimieszka, który sam następnie trafia do więzienia. Potem w łapskach klanu Daltonów. Sodoma i gomorrrrra. Wszędzie kantowanie gości, rozróby, pijatyki i bijatyki. Po przejęciu miasteczka przez słynnych braci – rozbójników widzimy, jak ci podejmują starania, by ściągnąć do swojego miasteczka na odludziu jak najwięcej „zacnych” gości. Właśnie takich, którzy czuć się będą dobrze w dzikiej scenerii bezprawia, oparów alkoholu i pojedynków. Zakładnikiem braci jest słynny kowboj Lucky Luke, który ma zostać zabity jak tylko przetestuje ofertę Daltonów. I tak Lucky próbuje efekty kuchennych eksperymentów, czyste prześcieradła w hotelu, podpowiada jak zabawić gości. W końcu Lucky Luke wpada na pomysł jak ocalić życie a przy okazji zapełnić stanowe więzienie rzezimieszkami różnej maści. Komiksy o Luckym Luke’u mają fajny klimat. Człowiek na parę chwil przenosi się w rejony Dzikiego Zachodu przy okazji dobrze się bawiąc.

W tytułowym komiksie bracia Dalton dowiadują się o śmierci stryja. Ten zapisał im majątek, ale trzeba spełnić jeden ważny warunek: muszą pomścić śmierć stryja. Te osoby, które rzekomo przyczyniły się do jego śmierci mają ponieść karę. Nad wypełnieniem woli testamentu stryja ma czuwać … oczywiście Lucky Luke. Tymczasem dzielny kowboj i tak przechytrzy spryt braci. I kiedy braciszkowie już już są pewni swego, zaskakuje ich Lucky Luke, który stoi przecież na straży prawa. Kolejna historia („Ukochana Jolly Jumpera”) dotyczy konia Lucky Luke’a. Jolly Jumer jest taki jakiś owaki. Indiański szaman wysyła kowboja z koniem do specjalisty. Odwiedzając po drodze znajomego okazuje się, że koń zakochuje się klaczy. Nagle odzyskuje siły, pręży muskuły. Tymczasem  koniec jest naprawdę zaskakujący. Jednak na podstawie tej „miłosnej” opowieści widać, co miłość faktycznie cuda czyni. Nie ważne czy koń czy człowiek – każdy od razu może góry przenosić.

"Rozróba w Pancake Valley" i "Szkoła Szeryfów" - to typowe kowbojskie przepychanki: pełne nieporozumień, przepychanek, strzelaniny i pojedynków. Te ostatnie historie mają właśnie klimat Dzikiego Zachodu, jaki znamy z westernów. Typy spod ciemnej gwiazdy, szachrajstwa, kombinowanie. Iście męskie opowieści.

Wydawnictwo Egmont 

sobota, 01 lipca 2017
Wędrowne ptaki - Michael Roher

Mądra opowieść o „wędrownych ptakach”, które przylatują do małego miasteczka nie wiadomo skąd: gruby Oleg, Madame Petrowa, Paulinka i inne. Zaczynają żyć w tym mieście: śpiewają, ćwierkają, uciekają przed różnymi niebezpieczeństwami, płaczą, śmieją się, jedzą, sprzeczają i godzą. Zupełnie jak inni dotychczasowi mieszkańcy.  Z czasem powoli poznają język „tubylców” i odwrotnie. Łukasz zaprzyjaźnia się z nimi. Doświadcza na własnej skórze, że ptaki są serdeczne i otwarte. Zwłaszcza do serca przypada mu wspomniana już Paulinka. Pewnego dnia zasmuca go wiadomość, że wędrowne ptaki przygotowują się do odlotu. Paulinka myśli o pozostaniu, jednak doświadczona Madame Petrowa ostrzega ją przed pochopną decyzją. Lekarstwem na ptasie bolączki okazuje się być pani Lorenz, która troszczy się o obcych. Przy okazji wyjaśnia, dlaczego tak bardzo boimy się ich i dlaczego nie chcemy z nimi żyć. Pod ich postacią skrywa się współczesny człowiek, który często zmuszony jest szukać nowej ojczyzny, domu dla siebie i najbliższych.

Książka, która uczy tolerancji i otwarcia na innych. To w końcu okazja do refleksji – jak ja zachowałbym się gdyby obok mnie pojawili się obcy. Autor wielokrotnie nagradzany. Lektura o wędrownych ptakach została uhonorowana Nagroda Miasta Wiednia.  

Podobają mi się w tej książce ilustracje. To one dominują. Tekst jest krótki, lakoniczny - ale niesie z sobą wiele mądrych treści i przesłanie do czytelnika. Natomiast same ilustracje - obrazy przedstawiają owe wędrowne ptaki. O dziwo mają one ludzkie twarze. Jakby autor od razu chciał powiedzieć - to my sami, z naszymi lękami, przerażeniem, ze strachem w oczach przed czymś nowym i nieznanym. Stonowane kolory, szarości i brązy nastrajają refleksyjnie. Obok tej książki nie można przejść obojętnie. 

Wiek 6+

Wydawnictwo Prószyński i S-ka

 

niedziela, 25 czerwca 2017
Baśnie Barda Beedle’a - J.K. Rowling/ il. Tomislav Tomic

Kto by pomyślał, że młodzi czarodzieje i czarownice z Hogwartu mają swoje baśnie. A jednak. I tak jak miliony rodziców – mugoli czyta swoim pociechom na dobranoc tradycyjne baśnie o Kocie w Butach, Calineczce, Brzydkim Kaczątku czy Kopciuszku, tak rodzice – czarodzieje czytają swoim dzieciom Baśnie Barda Beedle’a. Jest kilka punktów wspólnych pomiędzy poszczególnymi tytułami – zarówno w jednych jak i w drugich baśniach dobro zwycięża zło, a czytelnik może wyciągnąć z nich dla siebie jakąś ważną moralną naukę. Są też i różnice – jak choćby taka: młodzi czarodzieje na przykładzie losów swoich baśniowych bohaterów przekonują się, że magia może spowodować dobre i złe rzeczy. Konsekwencje tego mogą być wręcz katastrofalne.

Nie chciałabym tu zdradzać wszystkiego. Wtedy można lepiej wczuć się w klimat tych baśni. Lepiej niewiele wiedzieć o niesfornych synach, królewnach i księżniczkach. A propos – czy mają one taką samą naturę jak nasze panny, rodzime, które czekają na księcia na wspaniałym koniu, czy też może same biorą sprawy w swoje ręce i są aktywniejsze i takie jakieś bardziej z krwi i kości? Dużo tych pytań mi się nasuwa po lekturze, ale może w ten sposób zachęcę Was do szukania odpowiedzi na własną rękę.

Baśnie obdarzył swoim komentarzem sam profesor Albus Persiwal Wulfryk Brian Dumbledore, kawaler Orderu Merlina I Klasy, dyrektor Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie, Najwyższa Szycha Międzynarodowej Konfederacji Czarodziejów i Naczelny Mag Wizengamotu. Ta część pewnie bardzie zainteresuje rodziców, bo jest w niej i pewien rys historyczny, interpretacja tekstu, wersje z różnych epok, nawiązania do historii mugolskiej (jak choćby ta o prześladowaniu czarownic). A dzieciarnia niech się rozkoszuje tekstami o czarodzieju i jego skaczącym garnku, Fontannie Szczęśliwego Losu, włochatym sercu czarodzieja, Czarze Marze i jej gadającym pieńku i o trzech braciach.

Książka jest pięknie zilustrowana. Czarno-białe ilustracje przypominają dawne książki z innej epoki, gdzie liczyło się szczegółowe zdobnictwo i precyzja. Przecież muszą być wiekowe, skoro z run tłumaczyła ją sama Hermiona Granger.

Wiek 6+

Wydawnictwo Media Rodzina

sobota, 24 czerwca 2017
Las zabaw - Mateusz Wysocki/ il. Agata Królak

 

Niedawno otrzymałam taką oto przesyłkę pachnącą lasem:)

Nie uważacie, że las przeżywa swego rodzaju renesans? Za sprawą książek między innymi.  Listy bestsellerów długo okupywał tytuł:  „Sekretne życie drzew” – i to nie tylko w Polsce. „Drzewo” Katarzyny Bajerowicz – to już kolejny ciekawy tytuł – tym razem dla dzieci. Teraz czas na „Las zabaw”. 

Artystyczny spacer po tym naprawdę magicznym miejscu, gdzie „pióropusze liści”, „leciwy pająk przymierza krawat i wąsy swe podkręca”, „wiatr szumiący w koronach drzew”. Z jednej strony zjawiska bardzo znane, namacalne, doświadczone nie raz podczas rodzinnego spaceru. Z drugiej – zwykli mieszkańcy stają się … niezwykli.

Bo czy ktoś widział pająka w krawacie, a czy w mchu ktoś doszukiwał się wehikułu? Las Mateusz Wysockiego staje się miejscem pełnym metafor i zjawisk na co dzień mało widocznych. Człowiek w swoim pędzie nie zwraca uwagi na czar kolorów, muzykę „dudniących w oddali kopyt”. Dla wielu las to tylko zwykły las. Dla autora las dyszy, oddycha – żyje pełnią sił. Do takich odkryć zachęca ta książka – pełna ciekawostek do góry nogami (dosłownie) i zadań do wykonania.

Może warto w najbliższą niedziele na rodzinny spacer udać się do lasu, by spojrzeć na to miejsce trochę inaczej – niż zazwyczaj. Jako miejsce do zabaw. A może uda się spędzić w nim czas w nietypowy sposób?

Wiek 3+

Wydawnictwo Czerwony Konik

piątek, 23 czerwca 2017
Edison. O wielkim wynalazcy - Ewa Nowak/ il. Agata Kopff

Kolejna książka z serii „Czytam sobie”. Tym razem poziom 3 czyli coś do połykania stron. 2500-2800 wyrazów, użyte wszystkie głoski, zdania dłuższe i bardziej złożone. Na końcu alfabetyczny słownik trudnych wyrazów: eksperyment, ekstremalnie pracowity, epoka elektryczności, fonograf, kreatywny, laboratorium, odkryty, opatentowany, patent, przedsiębiorca, prymitywny, samouk, telegraf, telegrafista, wynalazca, żarnik. I wreszcie on – główny bohater: wyrazisty, znany z wielu wynalazków, bez których trudno by wyobrazić sobie zwykłą codzienność (Edison opatentował ponad 80 swoich wynalazków). Kariera chłopca, który w życiu miał pod górkę, z kłopotami w szkole. Odważny i przedsiębiorczy ryzykant, naukowiec, biznesmen. Z każdego typu po trochu. Człowiek, dla którego nauka i wynalazki były najważniejsze w życiu. Myślę, iż to ciekawy wzorzec dla młodziutkiego czytelnika, który dopiero wchodzi w życie. By mógł na cudzych doświadczeniach i przykładach przekonać się, że praca nad sobą się opłaca. A gdy do tego dochodzi jeszcze rozwijanie umiejętności czytania – wtedy z tego połączenia wychodzi naprawdę coś fajnego.

Duża czcionka zachęca do samodzielnych prób czytelniczych. Czarno białe ilustracje i przewaga tekstu nad ilustracjami budują sprawiają, że mały czytelnik może poczuć i dumę i satysfakcję  – wszak zmierzył się dopiero co z książka jak dla dorosłych. Nieprawdaż?

Wydawnictwo Egmont

czwartek, 22 czerwca 2017
Bolek i Lolek zwiedzają Polskę - Zuzanna Kiełbasińska/ il. Anna Nowacka

Bolek i Lolek, postacie z kultowej kreskówki,  spędzają wakacje w Krakowie. Czekają na nich liczne atrakcje: Planty, zamek, „migotliwa wstęga Wisły” – a przede wszystkim ON – czyli SMOK WAWELSKI. Podczas odwiedzin pod pomnikiem Smoka chłopcy odkrywają mapę z napisem: „Tu byłem”. I choć na tej mapie nie zaznaczono żadnej trasy, od tej pory Smok będzie inspiracją dla chłopców do różnych wędrówek i podróży. Chłopcy śledzą ślady jego bytności, wypytują o niego, a przy okazji zwiedzają klimatyczne miejsca w Polsce i poznają różnych ludzi i postacie. I tak Bolek i Lolek sprawdzają czy ściany w Kopalni Soli w Wieliczce rzeczywiście są słone, w Katowicach spotykają tradycyjną górniczą orkiestrę, odwiedzają Studio filmów rysunkowych w Bielsko-Białej (skąd zresztą pochodzą), przeżywają chwile grozy w zamku w Mosznej – a to za sprawą Białej Damy, odwiedzają Kaplicę Czaszek, zaglądają do wrocławskich krasnali, na Jasną Górę, gdzie wita ich sam ksiądz Augustyn Kordecki. Pech w tym, że Smoka nigdzie nie ma. Był, ale się … zmył. Chłopcy odwiedzają mnóstwo takich miejsc – słynnych i mniej popularnych. W tle znane osoby, ciekawostki, konkretne informacje. Czy chłopakom uda się w końcu odnaleźć Smoka?

Każda rozkładówka (dużego formatu) to ilustrowane przygody Bolka i Lolka wraz z krótką historyjką. Mnie osobiście przypominają się czasy dzieciństwa, kiedy to kreskówka o dwóch urwisach „leciała” w sobotę na dobranoc. Charakterystyczne obrazki, nawet nazwy miejsc, nawet cena książki (!)  nawiązują do dobranocki sprzed lat.

Na końcu: zagadki. A w nich ukryte krakowskie gołębie, porozrzucane solniczki, kufry ze skarbami, zgubiona torebka, rozsypane cukierki, złodziej a nawet najprawdziwszy … ninja. Każda ilustracja to kolejna przygoda i zagadka. Dzieci liczą, ćwiczą wyobraźnię i spostrzegawczość. Książka do poczytania we wakacje i zachęta do odwiedzenia ciekawych miejsc w Polsce.

Wiek 5+

Wydawnictwo Znak