Archiwum
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli
środa, 20 grudnia 2017
Przygody Madiki z Czerwcowego Wzgórza - Astrid Lindgren/ czyta Waldemar Barwiński

Krótkie dni i długie zimowe wieczory sprzyjają czytaniu bądź słuchaniu książek. Nie kusi Was? Za oknem „szara godzina” (jak ja lubię to wyrażenie z wiersza Ewy Szelburg-Zarembiny), w domu ciepluchno, człowiek czuje się taki bezpieczny, u siebie, z kubeczkiem ciepłej herbatki w ręku, patrzy przez okno z widokiem na ogród (niestety nie – zaśnieżony mimo połówki stycznia) – przy ciepłym kaloryferze albo kominku. A w tle książka – sączy się tekst, łagodny tembr głosu lektora. U nas w domu –słuchamy dużo audiobooków – właściwie muszę przyznać, że niekiedy jest nawet „kolejka” po sprzęt.  Ja, słuchając swoich książek,  muszę niekiedy uważać, by coś niestosownego nie dostało się do uszu dzieciaków, które wiadomo – co mają słyszeć – nigdy nie słyszą. A to, co ma ominąć ich narządy słuchu – właśnie najlepiej do nich trafia.

Madika jest propozycją dobrej literatury dla troszkę starszych dzieci – myślę, że książka przypadnie do gustu zwłaszcza dziewczynkom, gdyż głównymi bohaterkami są siedmioletnia Madika i jej młodsza siostra (choć pewnie i chłopcy coś z niej dla siebie wyciągną). Ta książka kojarzy mi się trochę z Dziećmi z Bullerbyn. Jeśli ktoś tęskni za tamtym klimatem – a wiem, że wśród rodziców jest wielu takich nostalgicznych czytelników, to pewnie i Wam się ta lektura spodoba. Nie ma tu wyszukanych przygód – jest zwykła codzienność, w której brakuje tych wszystkich współczesnych gadżetów i wypełniaczy czasu, na jakie są skazane współczesne dzieciaki. Za to panują wyobraźnia i kreatywność. Madika ma niekiedy naprawdę szalone pomysły, a wtóruje jej młodsza Lisabeth.  To takie urwisy w spódniczkach. Niekoniecznie pochwalam naśladowanie różnych pomysłów na zabawę: jak skok z dachu z parasolką w ręku, choć wiele momentów z życia dziewczynek może być inspiracją dla dzieci – latem w ogrodzie bądź w domu – gdy nie wiadomo co ze sobą zrobić. Ta książka to też obraz świata, którego już nie ma. Gdzieś w tle przewijają się elementy codzienności, które my sami znamy z opowiadań starszych generacji w swojej rodzinie. Ale to też piękno tej książki: pewne zachowania, reakcje, rozmowy, miejsca, ludzie. Zachęcam do ich odkrywania. Właśnie teraz – zimą, kiedy takie książki smakują najlepiej.

Książkę czyta Waldemar Barwiński. Lektor interpretuje tekst w sposób wyważony, powiedziałabym neutralny. Niektórzy preferują prawdziwy spektakl aktorski. Akurat my lubimy dwa podejścia w interpretacji. Czas nagrania 8 godz. 51 min.

Wiek 6+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

wtorek, 19 grudnia 2017
Historia świątecznej choinki - Ks. Józef Naumowicz

No właśnie – choinka – to ona jest bohaterką tej książki. Kto by pomyślał, że może być tyle zamieszania z zielonym drzewkiem przybranym odświętnie – nieodłącznym elementem świąt grudniowych. Ksiądz Józef Naumowicz, związany na co dzień z Uniwersytetem Kardynała Wyszyńskiego w Warszawie, próbuje wyjaśnić fenomen choinki. Bo, jak pisze we wstępie,  „zwyczaj strojenia choinek na Boże Narodzenie zna cały bodaj chrześcijański świat”. Pojawia się w sztuce: na obrazach, w literaturze, muzyce. W końcu – w wielu domach. Jak to się stało, że w dzisiejszych czasach nie możemy sobie wyobrazić świąt bez choinki? Jakie są tego korzenie. I jak zmieniała się i ona, i związane z nią tradycje na przestrzeni dziejów.


Trzeba przenieść się do czasów przełomu średniowiecza i renesansu. Ale zanim pojawiła się ONA były wawrzyńcowe wieńce, którymi przystrajano wejścia do domu lub całej wręcz posiadłości. Zawieszano je ku czci duchów i bóstw. W tak zwanym międzyczasie w sztuce obecne były zawsze kwiaty, liście, rajskie drzewa obwieszone owocami.

Autor stara się dowieść, co jest dokładnie ojczyzną choinki – nie jest to zdanie łatwe, bo wiele miejsc aspiruje do tego tytułu. Bada najstarsze świadectwa, przytacza nakazy panów, którzy na Wigilię pozwalali osadnikom ścinać zielone gałązki – ale jak się okazuje po latach – wszystko w  granicach rozsądku. Ciekawostką jest wynikająca z nich troska o las i gatunki drzew. Zachowały się liczne dyrektywy z okresu od XIII do XVI wieku, które próbowały uporządkować popularność „ choinki” właśnie ze względu na ochronę lasu, a być może, choć to na pewno, pańskich interesów.

W książce znajdziemy dużo informacji o tym, czym przystrajano choinkę, gdzie po raz pierwszy ustawiono drzewko publicznie, kiedy pojawił się zwyczaj dawania podarków „pod choinkę” i jak został on przyjęty. Przez dzieci – z entuzjazmem, ale przez dorosłych – zwłaszcza z kręgów kościelnych – z dużą krytyką.

A jak to było w Polsce – kiedy pojawiła się najstarsza choinka, jak powinna wyglądać nasza polska – patriotyczna wersja – a nie germańska – z „bomblami”. Patriotyczna – z szopką na gałązkach, z różnymi słodkościami dla dzieci. Autor przedstawił jej poprzedniczki: snopki zboża, sianko na stole, szopkę, sad u sufitu w Krakowie – z łakociami, podhalański podłaźnik.

Jak została przyjęta w innych krajach: Austrii, Francji, Anglii, Nowym Świecie? Choinka, jak się okazuje, ma swoje zaszczytne miejsce również w literaturze. Pisali o niej Andersen, Dickens, Goethe. W Polsce pojawiały się we wspomnieniach Bolesława Prusa (jakże ubolewał w „Kronikach”, że tylko chłopi i ich dzieci potrafią śpiewać „Bóg się rodzi” a inteligencja i wyższe sfery w ogóle słów nie znają), Melchiora Wańkowicza ( „Poza świeczkami i lepionymi w domu łańcuchami z różnokolorowego papieru wszystko tam można było w gębę włożyć”), Stanisława Pigonia, Marii Dąbrowskiej. Była bohaterką wierszy i kolęd, które śpiewano w kościołach. Konstanty Ildefons Gałczyński napisał nawet wiersze: „Kto wymyślił choinki” i „Przed zapaleniem choinki”.  

Ciekawa pozycja dla tych, którzy lubią święta i nie mogą wyobrazić sobie tego czasu bez choinki. Mnóstwo informacji i ciekawostek. Dożo zaskoczenia i odkrywania tajemnic. Ale i pytań, które być może już na zawsze zostaną bez odpowiedzi. 

Książka z licznymi ilustracjami. Niektóre z nich to prawdziwe perełki. To ciekawa podróż do przeszłości.

Wydawnictwo Literackie

poniedziałek, 18 grudnia 2017
Matka Polka - Zuzanna Orlińska/ il. Mikołaj Kamler

Dostałam od Zuzanny Orlińskiej prztyczka w nos. Dałam się nabrać na przewrotny tytuł, a potem okazało się, że również przewrotną książkę. Wykoncypowałam sobie bowiem, że rzecz będzie o matce Polce – urobionej po łokcie męczennicy, z niezadowoloną miną, poświęcającą się dla swoich pociech. Nic bardziej mylnego. Polek to chłopiec – Apolinary. A matka Polka jest zupełnie inna niż …  typowa matka Polka. No tak -  rude tak mają. Ida Sierpniowa, Pippi, Ania z Zielonego Wzgórza –  kilka sympatycznych, pozytywnie nakręconych  rudowłosych wariatek - chudziutkich, niepozornych, natchnionych, ale z poczuciem humoru. Matka Polka jest jedną z nich – tyle że w rozmiarze XL, z burzą rdzawych niesfornych kędziorów. Można z nią konie kraść, przez boży rok paraduje w trampkach, urządza synowi pirackie przyjęcie, uczy, bawi, pomaga, tłumaczy, słucha, otacza opieką – jak dobra matka. Nie, absolutnie nie - mama, mamusia, mamka. W życiu Polka dzieją się czary mary. Nagle świat zmienia się dookoła, pojawiają się potwory, piraci, Święty Mikołaj, dziwna staruszka. Moja mama czarownica – taki tytuł więcej by mi powiedział, choć z pewnością  tak bardzo nie zaintrygował. Pełna humoru, ma w sobie to coś. Bo sami przyznacie - trzymanie w piwnicy zamiast równiutkich rzędów marynat, konfitur i kompotów sarkofagu egipskiego świadczy o sile charakteru tytułowej bohaterki – a tego jest tu tyle że ho ho. Autorka na końcu pisze - ojciec Polka  to też nie jest taki sobie zwykły ojciec. Ale to już  temat na zupełnie inną opowieść.

Wiek 8+

Wydawnictwo Literatura

niedziela, 17 grudnia 2017
Opowiem ci mamo, co robią dinozaury - Emilia Dziubak

Moim zdaniem to najlepsza część serii „Opowiem ci mamo, co robią …”. Oj, dinozaury postawiły wysoko poprzeczkę. Podoba się cała – ze względu na treść, ilustracje. Znam pewnego małego miłośnika dinozaurów, który odrzuciwszy na bok wszystkie swoje dotychczasowe lektury „dinozaurowe”, przepadł z książką Emilii Dziubak na długie godziny (dosłownie)  gdzieś w kątkach-zakątkach domu i oddał się miłej lekturze. Sama książka zabiera naszego praprzodka Kudłacza w podróż w czasie – do różnych epok, er – więc nic się nie stanie, jeśli do wyprawy dołączy mały czytelnik. Od Triasu do Czwartorzędu. Śledząc losy pierwotnego osobnika, który pewnego dnia znalazł ogromne jajo, dzieci stają się świadkami historii naszej planety. Pierwsza myśl odnośnie jaja – była taka – to na pewno jajo, z którego wykluje się jakiś dinozaur. Tymczasem – nic bardziej mylnego – to kapsuła czasu, która zabiera Kudłacza na wycieczkę do przeszłości. To doskonały sposób, by pokazać dzieciom, jak bardzo stara jest nasza planeta – kiedy pojawiły się dinozaury i kiedy pojawił się na niej człowiek. Samo mówienie – „Oooo, Ziemia jest baaaardzo stara” chyba na nic się zda. Ale lektura na pewno pomoże zrozumieć te zagadnienia.

Książka obrazkowa dużego formatu (20 cm x 28 cm) – niezwykle kolorowa, świetnie oddaje świat prehistorycznych potworów podobnych niekiedy do smoków (choć książka obala ten mit; co ciekawe dinozaurom  bliżej do współczesnych kur i gołębi). Żyjące wśród olbrzymich paproci i skrzypów – opanowały wszystkie środowiska – rządziły na lądzie, w powietrzu i w morzu. Można zresztą poznać i inne stworzenia, które żyły w danym czasie obok dinozaurów. Imponujący jest również świat przed dinozaurami. „Drzewo życia” na jednej ze stron to ciekawy materiał poglądowy, by prześledzić ślady życia od Neoproterozoiku.

Co znaczy w ogóle słowo „dinozaur”, jakie gatunki były charakterystyczne dla danej ery, krótkie opisy wybranych gatunków zawierające konkretne informacje i ciekawostki, zabawy w wyszukiwanie różnic pomiędzy prawie takimi samymi ilustracjami, labirynt, w który karaluch musi odnaleźć drogę do kapsuły czasu. I oczywiście świetne ilustracje Emilii Dziubak.

Wiek 4+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

sobota, 16 grudnia 2017
Kto pocieszy Maciupka? - Tove Jansson

Jeśli Wam mało przygód o Muminkach (a tych nigdy dosyć) zachęcam do odkrycia innych tytułów Tove Jansson. Pewnie mniej znane, trochę odbiegają od świata przedstawionego w klasycznej serii, ale jakże cudnie znaleźć się znów w bajkowym świecie, gdzie są starzy znajomi jak choćby Włóczykij,  ale też i całkiem nowi. Jest w książce o Maciupku mnóstwo ilustracji – czyli wielka gratka dla tych, którzy kochają niepowtarzalną i rozpoznawalną na całym świecie kreskę artystki z dalekiej Finlandii. Jest i mądry tekst – który zwraca uwagę na słabszych wśród nas, pozwala ich dostrzec i zrozumieć. A co najważniejsze – to piękna książka dla czytelnika w każdym wieku. Każdy wyczyta w niej coś dla siebie.

Tematem są smutek, samotność, strach. Mały Maciupek mieszka w swoim domku – zupełnie samiusieńki jak paluszek. Nie może poradzić sobie ze wszechogarniającym strachem przed … wszystkim i wszystkimi. Dlatego też postanawia poradzić sobie sam, szukając pomocy na zewnątrz. A tam jest czego i kogo się bać: pomijam już atmosferę i klimat świata otaczającego. Strach tak bardzo paraliżuje Maciupka, że ten w ogóle nie dostrzega uroków otoczenia. Są tu jednak też Filifionki, Paszczaki, Homki, Mimbla, Buka, Hatifnatowie. Macupiek przezornie wcale się nie odzywa. Jest też zbyt mały, by go ktoś zauważył – w końcu Maciupek to Maciupek. Boi się z kimś porozmawiać o swoich uczuciach, obawach. A pewnie zrobiłoby mu się lżej na sercu, gdyby mógł się przed kimś wyżalić. W końcu trafia nad ogromne morze, gdzie zauważa dryfującą butelkę, a w niej list. To wiadomość od Drobinki, która również się boi. Odtąd celem Maciupka będzie odnalezienie Drobinki – jeszcze mniejszej od niego istoty, by ją pocieszyć i zapewnić o swej przyjaźni. Książka, która porusza ważne tematy – może właśnie dziś szczególnie aktualna, gdy tak wielu samotnych wśród ludzi. To też rzecz o odwadze i miłości. Jej wielkie pokłady są w nas ukryte – potrzebujemy tylko niekiedy małego impulsu, by je z siebie wydobyć – by pomóc innym, wspierać kogoś, kto tej pomocy i dobrego słowa czasem bardziej potrzebuje niż my sami.

Wiek 5+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

 

Sylaboratorium czyli leksykon młodego erudyty - praca zbiorowa/ il. Paweł Pawlak

 

 

W języku codziennym młodzi ludzie często napotykają na obce, trudne wyrazy. Dzięki „otwarciu się” na świat, przy pomocy Internetu, telewizji, różnych innych mediów dzieci wychodzą poza dom, szkołę, swoje środowisko. Tym samym na pewno poszerzają swoje horyzonty: w tym również słownictwo. Nie tak dawno mój syn ni z gruszki ni pietruszki pyta: A co to znaczy „adwersarz”? Usłyszał w jakiejś piosence. Sylaboratorium to taka trochę leksykalna deska ratunku dla młodego czytelnika. Wyjaśnia w nietypowy sposób 50 haseł – przyznaję – ciekawych – nie tylko dla kandydatów na młodych erudytów. Czytelnik w każdym wieku znajdzie tu coś dla siebie. Po dwa hasła do każdej litery. Wśród nich takie perełki jak prestidigitator, kapodaster, wakuola, latimeria. Jest i słowo trybunał – które co rusz pojawia się mediach. Powinno zainteresować dzieciaki, które czasem z rodzicami podpatrują programy informacyjne. Wśród haseł są również: apokalipsa, atencja, bambuko, fortel, giezło, żagiew, parantela, reperkusja, rewitalizacja, szczękoczułek i inne. 

Ciekawostką jest to, że książka ma kilku autorów. Znani i lubiani polscy pisarze: Justyna Bednarek, Agnieszka Frączek, Mikołaj Golachowski, Roksana Jędrzejewska-Wróbel,  Emilia Kiereś, Ewa Nowak, Zuzanna Orlińska, Zofia Stanecka, Marcin Wicha i Wojciech Widłak. Każdy z nich potraktował temat indywidualnie. W krótkich tekstach odnaleźć można styl swojego ulubionego autora - a być może - odkryje jego zupełnie inną literacką naturę. Erudyta to "osoba o rozległej wiedzy". Taki jest właśnie cel tej książki: Okiełznać język, poszerzyć horyzonty, sprawić, by młody człowiek pewniej poczuł się w towarzystwie lub w szkole na zajęciach. Językoznawstwo często kojarzyć się może z nudą, tematem trącącym myszką. Jest jednak wprost przeciwnie: język ciągle ulega zmianom, modom - co widać też w tej książce. Ciekawym pomysłem było zaangażowanie Pawła Pawlaka do strony graficznej. Książka jest barwna, energetyczna - na pewno ma też duży wpływ na odbiór języka i potraktowanie lektury na luzie. 

Wiek 12+

Wydawnictwo Egmont

sobota, 09 grudnia 2017
Uprowadzenie Księcia Margaryny - Philip Stead, Mark Twain/ il. Erin Stead

Książka napisana na nowo, powstała ze skrawków wspomnień, notatek porzuconych wśród ważniejszych dokumentów, dopisana i ukończona już przez współczesnego autora. Pięknie zilustrowana: ulotnie, delikatnie, z niezwykłą czułością. Dla miłośników Marka Twaina – autora takich perełek literackich jak „Przygody Tomka Sawyera” czy „Książę i żebrak”, jest to niesamowita gratka. Oczywiście po lekturze nasuwa się pytanie: ciekawe, co na ten temat powiedziałby sam wielki Mark Twain? Pewnie ze swoim szelmowskim uśmiechem, przyjąłby wszystko do wiadomości, ewentualnie skwitowałby dosadnym komentarzem. A komentarz….? Zostawiam to już Waszej, drodzy Czytelnicy, wyobraźni. Swoją drogą - Philip Stead prowadzi przez cały czas dialog z tuzem literatury. Biją z tej rozmowy duże zrozumienie, współpraca przy powstawaniu książki, ale też pojawiają się wątki poboczne i dygresje, które prowadzą do nowych miejsc i postaci.

W każdym razie takie eksperymenty literackie – wydawanie książek nowo odkrytych, dalsze ciągi dopisane przez kogoś innego – zawsze wzbudzają sensację i zainteresowanie. Mark Twain, prywatnie ojciec swoich córek, na ich prośbę stworzył opowieść  - bajkę, która swój początek miała w przypadkowej prasowej ilustracji. Po latach przypadkiem odnaleziona – została na nowo ubrana w słowa.

Johny, bohater tej opowieści idealnie wpisuje się w klimat książek Twaina, w których tak skrupulatnie odrysowywał amerykańską rzeczywistość końca XIX i początków XX wieku. Tutaj pokazano trudną codzienność życia farmerskiego chłopca – a całość przeplata się z delikatną nutką baśniowości. Co mnie zauroczyło w tej książce? Rzadko spotkać można tradycyjne baśnie amerykańskie z królami, królowymi i zamkami. Bo tych starych klasycznych zamków na ziemi amerykańskiej chyba nie ma – a jeśli już – to raczej niewiele. Pewnie ma to związek ze skomplikowaną historią tych ziem.  Dla mnie to taka trochę baśń nie baśń. Bo bardziej pasuje mi do tej opowieści skromna chata ze strony 24, z wiatrakiem charakterystycznym dla farmerskiego krajobrazu amerykańskich pionierów i osadników, niż zamek srogiego króla, który wydaje beznadziejne edykty. Właśnie tutaj – wraz ze swoim dziadkiem (co za indywiduum) i kurami mieszka Johny. Kto by pomyślał, że takie „zwykłe” miejsce i takie „zwykłe” kury mogą stać się początkiem niezwyklej opowieści, w której ważną rolę odegrają wędrówka, król wyspy, staruszka z nasionami, zwierzęta, strażnicy zamku, królewski edykt, olbrzymy. Trudno opisać tę opowieść jednym zdaniem. Bo wije się krętymi ścieżkami, zakrętasami. Tak jak wije się ludzkie życie. Nie jest też prostą, słodką w odbiorze tradycyjną historią dla dzieci. Nie zostawiałbym dziecka sam na sam z tą książką – ale prowadziłabym je za rękę swoim głosem, wyjaśniała i dopowiadała.

Książka o niespodziankach w życiu, trudnych wyborach, ale też odwadze i przyjaźni na dobre i złe.

Wiek 8+

Wydawnictwo Prószyński i S-ka

sobota, 02 grudnia 2017
DIY. Żyj pięknie

Książka spodoba się tym, którzy lubią działać kreatywnie: w kuchni, papierach, materiałach. Moc pomysłów, które można niewielkim wysiłkiem samemu zrealizować. Wystarczą porządne narzędzia i przybory, dobre chęci, trochę czasu – by potem cieszyć bądź oko, bądź podniebienie. Często z wykorzystaniem tego, co już w domu posiadamy – co stare, niemodne, niby już niepotrzebne. W krótkim wstępie czytamy, że recykling i upcykling  przeżywają renesans. Pewnie przyczynił się do tego Internet, który jest naprawdę kopalnią świetnych pomysłów. Nasze szafy i szuflady kryją mnóstwo rzeczy w dobrym stanie, niekiedy wyśmienitej jakości, które po prostu szkoda wyrzucać. Moja babcia Marianna powiedziałaby, że serce się kraje na samą myśl o pozbyciu się takiego dobra. Często są to materiały o pięknym wzorze, tektury i papiery o oryginalnej fakturze. Ta książka wychodzi naprzeciw naszym czasom. Zamiast wyrzucać i zaśmiecać środowisko można dać przedmiotom drugie, a nawet trzecie, czwarte życie. Tchnąć w nie duszę, ponieważ przedmioty, rzeczy wykonane własnoręcznie – nabierają charakteru, mają jakąś cząstkę nas samych, którzy niekiedy wiele czasu spędziliśmy nad ich wykonaniem. Po zapoznaniu się książkowymi pomysłami muszę przyznać, że niektóre z nich mogą wywołać zaskoczenie. Zwłaszcza domowe kosmetyki – bo tak jak całkiem dobrze orientuję się w domowej manufakturze maseczek, nie wiedziałam, że można pokusić się o zrobienie srebrzystego cienia w kremie albo pudru do twarzy i ciała. Nie mówiąc już o …(ale to tylko dla tych, którzy mają BRODACZA w domu lub wśród znajomych) olejku pielęgnacyjnego albo wosku modelującego do brody właśnie.

Sama książka podzielona jest na sześć części: domowe zacisze, dzieciaki, impreza, moda i przeróbki, uroda, wyjątkowe okazje i święta. Blisko 80 inspiracji z różnych dziedzin – jedne dla wszystkich, nawet tych początkujących. Inne z kolei dla bardziej zaawansowanych. Ta ostatnia uwaga raczej dotyczy szycia – choć może źle to ujęłam. Jeśli ktoś jest odważny i nie boi się zaryzykować niech spróbuje przerobić koszulę chłopaka/ męża/ partnera/ brata na baaardzo kobiecą bluzkę. Mnie najbardziej przypadł do gustu  ostatni dział. Znalazłam w nim wiele pomysłów, które chciałabym zrealizować: ciasteczkowy kalendarz adwentowy, etykiety na prezenty z reniferami. Natomiast na wielkanocnym stole świetnie się będą prezentowały opaski na serwetki do złudzenia przypominające uszy króliczków i bułeczki w kształcie zajączków.

Książka jest ładnie i starannie wydana. Każdy pomysł przedstawiony za pomocą kilku fotografii i krótkiego opisu. Na początku zawsze spis potrzebnych „składników”, z których potem własnoręcznie „upiecze się” małe cacko.

Wydawnictwo Egmont

piątek, 01 grudnia 2017
Matylda. Tajemnice i marzenia - Anna Czerwińska-Rydel/ il. Katarzyna Kołodziej

Matylda jest rezolutną wesołą dziewczynką z marzeniami i smutkami. Często jest w domu sama – pochodzi z niepełnej rodziny, mama jest wiecznie zabiegana, nigdy nie ma dla niej czasu. Więc kiedy Matylda spotyka kogoś, kto jest dla niej miły i wykazuje zainteresowanie dziewczynką, ta również podarowuje mu swoje serce i z całych sił angażuje się w tę znajomość. Tak jest w przypadku kota Zwrotki i starszej pani, która jest nauczycielką gry na skrzypcach. Codziennie po lekcjach, w tajemnicy przed mamą, Matylda uczy się okiełznać niełatwy instrument. Gdy mama dziewczynki dowiaduje się, że ta ją okłamuje, postanawia zabrać Matyldę z prywatnych lekcji. Starsza nauczycielka prosi o danie jej szansy do kolędowego koncertu, który ma się odbyć 22 grudnia. Jak skończy się ta historia, w której pełno jest tajemnic i niedomówień? Czy Matylda nauczy się dobrze grać, jaką rolę w życiu dziewczynki odegrają … koty?

W drugiej opowieści nagle pojawia się … tata. Ciągle nieobecny, nieznany. Mama daje mu szansę zaprzyjaźnienia się z córką? Jak będą budowane nowe wzajemne relacje, jak ułoży się między rodzicami? Jak Matylda poradzi sobie w nowym mieszkaniu ojca, gdzie panuje wielki nieład? Jak w końcu zostanie zorganizowana nowa rzeczywistość matki i córki? Oj, dużo tu pytań – ale i oczekiwanie na odpowiedzi ciekawe. Jak tato spełni się w nowej roli – przecież nie widział Matyldy cale 10 lat. To przecież kawał czasu.  Trzymamy kciuki, by im się udało nadrobić stracony czas.

To zupełnie inna książka Anny Czerwińskiej-Rydel. To tej pory zawsze z ciekawością sięgałam po biografie autorki. Tym razem lektura porusza zupełnie inne zagadnienia. Na pewno muzyka w życiu dziecka – udowadnia, że ta naprawdę łagodzi obyczaje. A trzeba przyznać, że sama autorka zna się w temacie jak mało kto, ponieważ sama jest muzykiem z wykształcenia. Kolejna tematyka – pisze o trudnych niekiedy relacjach na linii rodzic – dziecko, wzajemnym zaufaniu i nieoszukiwaniu się. Porusza też trudny temat relacji między dorosłymi. Najmłodszym pewnie spodoba się tematyka kocia – może niejeden niezdecydowany rodzic zgodzi się na trzymanie nowego osobnika w domu – ot, choćby takiego kota.

Wiek 8+

Wydawnictwo Literatura

środa, 29 listopada 2017
Żubr Pompik. Wyprawy - Tomasz Samojlik

Na pewno znacie Żubra Pompika. Pojawiał się na moim blogu nie raz. Razem z siostrą Polinką, mamą Poradą i ojcem Pomrukiem odkrywali tajemnice swojego domu - czyli Puszczy Białowieskiej. Tym razem cała rodzina udaje się na wyprawy. Stąd też taki tytuł całej serii. Celem są Parki Narodowe w Polsce. Jest ich razem 23 - na razie żubry odwiedziły trzy miejsca. Każdy Park Narodowy to oddzielna książeczka - moim zdaniem ciekawy pomysł, bowiem dany tytuł oddaje charakter konkretnego miejsca, przedstawia mieszkańców, cechy charakterystyczne. Tak więc Pompik odkrył w sobie żyłkę globtrotera - i to na naszą korzyść, bowiem te małe książki na pewno budzą ciekawość, a być może będą miały wpływ na nasze plany wakacyjne. A kto wie - może ktoś zacznie realizować rodzinny projekt: odwiedzamy polskie Parki Narodowe? Na środku każdej książeczki znajdziecie mapę Polski z zaznaczonymi wszystkimi Parkami. 

Na początku każdej książki, zaraz na okładce, znaleźć można najważniejsze informacje nt. danego parku, jego krótką charakterystykę, symbol (tak na marginesie - może uda się komuś zebrać wszystkie odznaki - symbole. My byliśmy w kilku miejscach i za każdym razem nabywamy plakietkę - na pamiątkę). Jest jeszcze coś, co zawsze mi się podoba w książkach dla dzieci: "Ta książka należy do ....":)

Okrągłe znaczki - symbole Parku, mają dużo wspólnego z Pompikowymi wyprawami. I tak: bobra można przecież spotkać nad rzekami i jeziorami Wigierskiego Parku Narodowego. Błotniak stawowy - to symbol Narwiańskiego Parku Narodowego. Jego, jak i wiele innych ptaków, można właśnie zobaczyć w tamtym miejscu. Tutaj Pompik jest trochę rozczarowany tą okolicą: żadnych zwierząt, same szuwary. A jednak - to tylko pozory. Bo nad Narwią żyją liczne gatunki ptaków wodnych - są ich tysiące. Symbolem Biebrzańskiego Parku Narodowego jest natomiast batalion - niezwykle wojowniczy ptak. Mali czytelnicy mogą się poczuć trochę rozczarowani, ponieważ po Biebrzy oprowadza ich łoś. Ale co tu dużo gadać - łoś to w  końcu głównie Białowieża:)

Te niepozorne książki przekazują informacje na temat bagien, stóp zwierząt, natury łosia, bataliona. To takie pierwsze książkowe kontakty z przyrodą, które być może zachęcą do prawdziwych wypraw w naturę i odkrywania takich cudów na własną rękę. 

Wiek 4+

Wydawnictwo Media Rodzina